Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
I – nowe znajomości, nowy nauczyciel i... – opowiadanie
#1
[/size]Ellie wraz z ojcem mieszkała w Sunset Valley. Dziewczyna była w okresie dojrzewania oraz młodzieńczego buntu. Dorastała i wychowywała się bez matki, gdyż straciła ją w wieku czterech lat. Od tamtego momentu Ellie nie czuła radości z dzieciństwa. Przestała się uśmiechać i zamknęła się w sobie. W wieku lat trzynastu zaczęła bez opamiętania słuchać muzyki z mp3 i dzięki temu nie myślała aż tak dużo o swoich problemach. Życie straciło dla niej sens. Lecz Ellie nie wiedziała,że wraz z rozpoczęciem nauki Sharespike junior high school nastąpi przełom w jej życiu i przeżyje przygodę.
Była jesień. O tej porze roku niebo szybko stawało się szare, a dni chłodniejsze. Zbuntowana Ellie po kolejnej kłótni z ojcem wybiegła z domu. Zabrała że sobą jedynie małą torbę na ramie, w której był szkicownik. Nie rozstawała się z nim. Zawsze, gdy było jej źle uciekała do dawno opuszczonego, starego szpitala psychiatrycznego, o którym głosiły legendy, że jest nawiedzonych przez duchy pacjentów, którzy popełnili samobójstwo. Ellie to nie przeszkadzało. Wpasowała się w ten nastrój. Szpital znajdował się na przedmieściach Sunset Valley, w okolicach gęstego lasu. Często przechadzała się po nim, rozmyślając o mamie, choć prawie wcale jej nie pamiętała. Pomagała sobie w wyobrażeniu jej, patrząc na jedyne zdjęcie, jakie po niej zostało.
Siedziała na poddaszu opuszczonego szpitala. Rysowała kolejny obrazek w swoim szkicowniku, gdy nagle usłyszała ryk silnika samochodu, który zatrzymał się przed budynkiem. Usłyszała czyjeś kroki na schodach prowadzących na pierwsze piętro. Tajemnicza postać nerwowo poruszała się po pomieszczeniach. Nastolatka przestała rysować i powoli zeszła po schodach zachowując ostrożność. Ciekawość skierowała ją na pierwsze piętro. schowała się na schodach. Była ciekawa kim jest nieproszony gość. Krótką chwilę później zjawił się kolejny tajemniczy człowiek, lecz tym razem przyjechał motorem. Była przerażona tą sytuacją, ale nie znalazła drogi ucieczki. Z dołu dobiegały dwa męskie głosy.
– Masz to tak, jak się umawialiśmy?
– Daj mi jeszcze tydzień... na pewno to załatwię... – odparł młody mężczyzna, drżącym głosem, jak by mu właśnie przystawiono pistolet do skroni.
– Miałeś dziś mieć ten towar! jaja sobie ze mnie robisz?!
– Nie... w żadnym wypadku...
– Milcz! Masz czas do jutra i ani dnia więcej! – odparł drugi mężczyzna groźnym tonem.
Rozmowa ucichła, gdy panowie zdali się załatwić szczegóły. Jednak dziewczyna usłyszała kilka głośnych strzałów. Była blada z przerażenia i sparaliżowana. Po upływie kilku sekund usłyszała odjeżdżający samochód. Zbiegła szybko na dół i ujrzała leżącego w kałuży krwi młodego mężczyznę. Zatamowała krwotok z brzucha, swoją arafatką. Założyła mu także opaskę uciskową na prawą nogę. Nie myśląc zbyt długo, zadzwoniła na pogotowie. Pojechała wraz z mężczyzną do szpitala.
Ojciec Ellie martwił się o córkę. Dopiero o godzinie dziesiątej wieczorem, nastolatka pojawiła się w domu., ale nie była zbyt rozmowna. Zdenerwowany John wraz próbowali porozmawiać z dziewczyną, ale ona szybko schowała się w swoim pokoju. Miała nadzieje zapomnieć o wydarzeniu, którego była świadkiem, ale myślała o rozmowie, z tajemniczym młodym mężczyzną, który nie za wiele szczegółów jej zdradził w sprawie, o której ona słyszała w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym. Nie mogła zmrużyć oka przez całą noc.
Bladym świtem następnego dnia szkoły Ellie nie powitała z entuzjazmem. Odnosiła dziwne wrażenie, że ktoś ją obserwuje przez okno w jej pokoju. Rozpoczęła swoją poranną toaletę i przygotowania do szkoły, mimo iż niechętnie spędzała czas w szkolnych murach. Po toalecie poszła do kuchni i mijając drzwi wejściowe dostrzegła na wycieraczce kopertę zaadresowaną właśnie do niej. Podniosła ją z zaciekawieniem lecz nie znalazła adresu i danych osobowych jego nadawcy. Nie otworzyła koperty, i zaniosła ją do pokoju, wkładając w jeden ze szkolnych podręczników.
W Sharespike junior high school pojawił się tajemniczy mężczyzna. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Chodź rysy jego twarzy oraz charakterystyczny zarost sprawiały, że przypominał palestyńskiego terrorystę. Miał metr osiemdziesiąt pięć. Włosy czarne, przycięte na tyle, aby dało się w nie wpleść palce. Na sobie miał czarną, skórzaną kurtkę oraz bluzę z kapturem w tym samym kolorze oraz spodnie o podobnej barwie. Tajemniczości i powagi dodawały mu ciemne okulary przeciw słoneczne. Jego pojawienie się było zapowiedzią jakieś nowości i sekretów. Rozglądał się po szkole, której żółte ściany oraz zielone ławki nadawały własnego, przyjaznego stylu oraz uroku. Zdecydowanym, męskim głosem zapytał jedną z uczennic, o gabinet dyrektora. Dziewczyna z refleksem udzieliła mu odpowiedzi na to pytanie, wskazując palcem poszukiwanego przez mężczyznę gabinetu. Zanim zdążyła odwrócić wzrok, on zniknął niczym zjawa. Dochodziła godzina ósma. Ellie w pośpiechu wbiegła po schodach do szkoły i na korytarzu wpadła na tajemniczego mężczyznę, który właśnie wychodził z gabinetu dyrektora. Z ręki wypadł jej szkicownik. Pochyliła się, żeby go podnieść, ale ubiegł ją ten mężczyzna. Z uśmiechem oddał jej zgubę. Na twarzy Ellie pojawił się rumieniec oraz odwzajemniony uśmiech. Zdążyła wyszeptać: "dziękuje i przepraszam.".
Ellie była niespokojna. Nie czuła się za dobrze, w towarzystwie kolegów i koleżanek z klasy. Jednakże w trakcie trwania lekcji dostrzegła nowego chłopaka w swojej klasie, do którego od razu poczuła słabość i tak, jak nastolatka – miała dziwne wrażenie, że stał się on obiektem jej westchnień.
Dyrektor Riddle zaprosił do swojego gabinetu nowego przybysza, którego najwyraźniej bardzo dobrze znał. Ich rozmowa potoczyła się na temat nowego domu, które Riddle miał mu załatwić, mimo iż ten przyjechał do miasta z pustymi rękami.
– Thomas, na ten moment nie mogłem znaleźć dla ciebie porządnego mieszkania, ale jakieś jest. Musisz w nim przeżyć do czasu...
– “Do czasu”? Czyli jak długo?
– Naprawdę nie wiem. Może pojedziemy już do twojego nowego domu?
Zgodził się, ale nie wyglądał na przekonanego tymi słowami, ani podekscytowanego. Dom stał gdzieś na peryferiach miasta. Budynek z zewnątrz miał swój neogotycki styl, który przyprawiał o dreszcze. Tej mrocznej kwintesencji dodawały mu dwa odwrócone do siebie twarzami, posągi aniołów śmierci. Ich postaci dwukrotnie przewyższały samego Thomasa. Aniołowie w rękach trzymali włócznie, skierowane ku dołowi, a pod ich nogami leżały ludzkie ciała, które wyrażało strach, ból, rozpacz. Spowodowane wbijającą się w plecy włócznią. Budynek miał aż trzy piętra. Okna obok drzwi wejściowych były powybijane i osadzone dużą ilością brudu oraz pajęczyn. Obaj panowie niechętnie weszli do środka, ale Thomas starał się zachować zimną krew. Riddle oddał mu klucze i znaczącym gestem zachęcił go aby je otworzył.
– Otwórz. To w końcu twój dom.
Wnętrze mieszkania nie zrobiło na Thomasie dobrego wrażenia. Schody wiodące na wyższe piętra były tak wąskie, jak wnętrza klatki schodowej na brooklinskich przedmieściach. Ściany na parterze zdobiły niecenzuralne napisy oraz krzyże wyryte w drewnie. Było ich mnóstwo. Szczególnie obok do schowka w schodach. Nie umknęło to uwadze Thomasa, ale nie pytał o nie. Był lekko podirytowany wyglądem wnętrza, ale komentarze zachował w myślach. Drzwi jednego z pomieszczeń znajdujących się po lewej stronie schodów trzymały się jednego zawiasu. Wszędzie dookoła był brud, kurz i ogólnie panował chaos. Czuć było roznoszący się po całym domu niemiłosierny smród. Riddle począł oprowadzać swojego przyjaciela po jego nowym lokum. Przekroczyli próg salonu, który również nie wyglądał rewelacyjnie. Meble zdobiła gęsta pajęczyna oraz gruba warstwa kurzu. Na środku pokoju leżał ciemnoszary dywan, na którym były zaschnięte plamy krwi, wymieszanej z wymiocinami. Jedynym, wyglądającym na nowy mebel była kremowa, nieco pożółkła kanapa, stojąca naprzeciwko telewizora, który nie działał.
– Świetnie. Mam dom po ćpunach?! – wykrzyczał zirytowany Thomas tonem, w którym było czuć sarkazm.
– Może i nie wygląda to najlepiej, ale ciesz się, że w ogóle coś się znalazło...w dodatku za darmo.
Nie ma szans żebym tu zaprosił jakąkolwiek dziewczynę. Powiedział do siebie Thomas.
– Naprawdę nie znalazłeś nic lepszego?
To pytanie zostało bez odpowiedzi. Pokazał mu resztę mieszkania, prowadząc go na samą górę, która wyglądała najgorzej ze wszystkich pięter. Jeden z pokoi był zamknięty na klucz. To właśnie na tym piętrze nasilił się ten odór. Thomas zapytał Riddle‘a o źródło tego zapachu. Lecz pryncypał nie znał odpowiedzi na to pytanie. Pokazał mu resztę mieszkania. Prowadząc go na samą górę, która wyglądała najgorzej ze wszystkich pięter. Łazienka na tym piętrze była zamknięta od wewnątrz. Na całym piętrze rozlegał się niemiłosierny odór. Thomas zapytał pryncypała o ten zapach, lecz on spojrzał na zegarek, udał, że nie usłyszał pytania i oznajmił, że musi już iść. Zostawił go samego. Thomas otworzył okna by w jakiś sposób uwolnić się od smrodu, przy tej okazji rozglądając się po wszystkich pomieszczeniach. W jednym z nich dostrzegł teleskop skierowany w stronę pobliskiego domu i zaciekawiony spojrzał przez niego, a widok, jaki miał okazję podziwiać sprawił na nim ogromne wrażenie. Ujrzał kobietę odwróconą plecami do okna, która właśnie się przebierała. Po chwili, jednak zniknęła za zasłoną. Wypalił ostatniego papierosa z paczki, zastanawiając się nad dziwnym zachowaniem pryncypała. Niezadowolony faktem skończenia się papierosów, poszedł do miasta. W jego wypadku oznaczało to konieczność jazdy motocyklem. Na przedmieściu ujrzał znajomą już mu, młodą dziewczynę, siedzącą na murku i wpatrującą się przed siebie. Wyglądała na zamyśloną.
– Czy my się już gdzieś nie widzieliśmy? – Zapytał Thomas, przyjaznym głosem.
– Możliwe. – Odparła obojętnym tonem Ellie.
– Dziewczyna ze szkicownikiem? – Ciągnął dalej Thomas.
– Ellie, to znaczy Eleonora, ale znajomi mówią mi Ellie.
– Miło mi Ellie. Wygląda na to, że będę uczył w twojej szkole.
– Tak? A jakiego przedmiotu?
– Niespodzianka. – Odparł z uśmiechem. Dostrzegł, że dziewczyna jest przygnębiona. Zaproponował jej przejażdżkę do sklepu w jego towarzystwie. Ellie nie podzielała jego entuzjazmu. Dała się jednak przekonać argumentem, iż w tej okolicy nocą nigdy nie jest bezpiecznie. Weszli do najbliższego monopolowego. Ellie nie nalegała na zakup wody, ale przyjęła butelkę, którą dał jej Thomas. Gdy wyszli ze sklepu – mina Ellie trochę zrzedła i nieśmiało opowiedziała o dwójce dziewczyn, których się obawia oraz o złej sytuacji w domu. Była mocno zdenerwowana i jeszcze nie do końca posiadała umiejętność podejmowania właściwej decyzji, gdy Thomas zaproponował jej mieszkanie u siebie. Kiedy wreszcie jej dokonała, udali się do jej domu i weszła do niego tak cicho, jak tylko umiała. Nie była pewna, czy ten plan się uda. Jej ojciec, jak to miał w zwyczaju – urządził libację. W trakcie, której zachowywał się głośno, w towarzystwie swoich równie pijanych kolegów. Ellie spakowała swoje rzeczy. Nie pozostawiła ojcu listu wyjaśniającego jej decyzję, Wyszła bez słowa pożegnania. Thomas czekał pod bramą jej domu. Gdy opuściła dom, on wziął jej walizkę, a ona miała na ramieniu swój plecak. Wsiedli na motor i wrócili do domu Thomasa. Podróż upłynęła im w milczeniu. Ellie słuchała muzyki ze swojej mp3. Thomas zauważając to, zadał jej pytanie – Czego tam słuchasz? – to jednak pozostało bez odpowiedzi, gdyż Ellie nie słyszała nic, po za dźwiękami wydobywającymi się ze słuchawek. Gdy ich podróż dobiegła końca, Thomasowi udało się przekonać ją do zdjęcia słuchawek. Zrobił jej wykład na temat muzyki właśnie. Stanęli przed drzwiami, gdy Thomas uświadomił sobie, że mieszkanie wygląda jak po przejściu huraganu.
– Przykro mi Ellie, nie mogę Cię tu przenocować.
– Dlaczego zmienił pan zdanie, panie Fletcher?
– Nie jest w najlepszym stanie. Dopiero dziś się wprowadziłem i nie zdążyłem posprzątać.
– Nie ma się czego wstydzić. Na pewno nie jest gorszy od mojego.
Thomas nie zamierzał się z nią dalej spierać i wpuścił ją do środka, gdy zaczęło grzmieć i niebo znacznie się zachmurzyło. Ellie natychmiast rozejrzała się po domu. Po swych krótkich obchodach oznajmiła współlokatorowi, że będzie spać na kanapie, w salonie. Thomas zdecydowanie był temu przeciwny i wskazał jej, że jest wiele innych pokoi, a on zajmie tej nocy tą kanapę. Czując się na pozycji przegranej, Ellie ponownie rozejrzała się po pokojach i wybrała taki, który wydawał się najbardziej atrakcyjny. Zeszła na dół, aby upewnić się, że Thomas śpi. Sama nie mogła usnąć, gdyż w jej głowie było mnóstwo myśli. Wyszła z domu. Padał deszcz, co jeszcze bardziej pognębiało jej melancholijny nastrój. Wróciła do swojego rodzinnego domu, w którym libacja zdawała się nie mieć końca, a dodatkowo zastała tam półnagie kobiety tańczące dla jej ojca i jego kolegów. Z domu wzięła kilka środków do czyszczenia, aby móc posprzątać w domu Thomasa. Wracała komunikacją miejską, a na miejscu zabrała się do pracy, która zdawała się sprawiać jej przyjemność. Było kilka minut po drugiej w nocy, gdy zrobiła sobie dłuższą przerwę w sprzątaniu. Udało jej się sprzątnąć cały parter i dwa piętra. Natomiast trzecie zostawiła na następną noc. Zwinęła dywan z salonu i ponownie wyszła. Po drodze wyrzuciła go do najbliższego śmietnika. Przez przedmieścia szła powolnym krokiem, ze łzami w oczach. Zatrzymała się w pobliskim kąpielisku miejskim. Powoli rozbierała się do bielizny. Weszła do wody. Szła przed siebie, póki się cała nie zanurzyła. Stała pod wodą do utraty przytomności. Wtedy do wody wskoczył, ktoś aby ją ratować. Bohater wyciągnął ją na brzeg i przeprowadził sprawną akcję ratunkową. Widząc, że Ellie odzyskuje przytomność, odsunął się od niej. Jej oczom ukazała się nie wyraźna postać chłopaka. Patrzył w jej oczy tak głęboko, że speszona dziewczyna dostała rumieńców i po niezręcznej chwili milczenia, zapytała pretensjonalnym tomem – Po co to zrobiłeś? Mogłeś mnie tam tak zostawić... i tak nikogo by to nie obchodziło...
– mnie by obchodziło. – odparł życzliwym głosem, chłopak. – Jeśli się nie mylę, chodzimy do tej samej klasy... jestem tu nowy. Andrew Tracer, miło mi.
– Ellie Martin... mi również miło...może ją już sobie pójdę... Przepraszam.
Wzięła swoje przemoczone ubrania i już miała je założyć, ale Andrew podarował jej swoją bluzę, która okrywała całe jej ciało do kolan. Zaproponował, że ją odwiezie do domu. Gdy już oboje siedzieli w samochodzie, nieśmiało zadał jej pytanie – Może miałabyś ochotę na kawę albo colę?
– Nie uważasz, że trochę za późno na kawę? z resztą nie mam na nic ochoty...
Wkrótce jednak Ellie dała się przekonać i pojechali na stację benzynową oddaloną o 6 kilometrów od miejsca, w którym się znajdowali. Gdy dotarli na miejsce, Andrew poprosił ją aby zaczekała na niego w samochodzie. Dziewczyna odczekała dłuższą chwilę, aż chłopak wejdzie do sklepu. Gdy tak się stało, wyszła z samochodu i wybiegła na pobocze. Miała nadzieję, że uda jej się złapać jakąś taksówkę. Pusta stacja sprawiała, że miała ciarki na plecach. Ciszę zagłuszały przejeżdżające samochody. Dokoła było ciemno, kilka ulicznych lamp oświetlało drogę kierowcom. Chwilami było tak cicho i spokojnie, że dało się słyszeć przelatującego komara. Nagle na stację prawie z maksymalną prędkością zjechał granatowy van. Wyskoczyło z niego dwóch zamaskowanych i uzbrojonych w broń palną mężczyzn, którzy posturami byli dla siebie kontrastem. Jeden wątłej budowie ciała, a przy tym wysoki prawie na metr dziewiedziesiąt. Drugi miał natomiast niecały metr siedemdziesiąt i był dobrze zbudowany. Ten wyższy zaszedł dziewczynę od tylu i chwycił ją za ręce. Drugi zaś rozpoczął napad na stację. Widząc to Andrew rzucił się na oprycha. Łapiąc go za prawe ramie, przerzucił za siebie. Mężczyzna stracił przytomność. Ellie nie udało się wyrwać z rąk bandyty. W chwili zagrożenia mężczyzna zepchnął dziewczynę na tył samochodu. Już miał odpalać silnik, gdy usłyszał za sobą:
– Zostaw ją!
Chłopak nagle nabrał masy, która zamieniła się w potężne mięśnie, a on sam stał się wyższy. Tęczówki jego oczu mieniły się żółto-czerwonym kolorem. Trzymał w dłoniach samurajski miecz. Wyglądał jak gdyby był w jakimś transie. tak jakby pałał rządzą zemsty, ogarnęła go niesamowita furia. Z nienaturalną prędkością pobiegł w stronę odjeżdżającego samochodu. Wskoczył na dach i rozciął go w pół swoim mieczem,. Rękami odchylił rozciętą blachę i powiększył tą szczelinę. Lecz przy tym zranił się w wewnętrzną część dłoni. Wskoczył do środka i wyciągnął stamtąd pół przytomną dziewczynę. Kierujący pojazdem właśnie wjeżdżał do tunelu, więc Andrew szybko opuścił samochód, trzymając dziewczynę na ramieniu. Wyskoczył w ostatniej chwili. Wylądowali na poboczu drogi, w trawie. Ellie straciła przytomność. Andrew wrócił z nią na stację. Położył dziewczynę na tylnym siedzeniu samochodu. Odwiózł ją na wskazany wcześniej przez nią adres. Gdy dojechał na miejsce, był zdziwiony, że dziewczyna mieszka w tak ponurym miejscu. Wszedł z nią niepewnie do środka. Zaniósł ją do jednego z pokoi na parterze, położył na łóżku. Zdjął z niej swoją bluzę, przykrył kocem. Zniknął.
Ellie się obudziła i po głowie krążyło jej mnóstwo myśl i- “Czy to był sen? Nie możliwe żeby Andrew stał się...no właśnie...czym? I co się właściwie wczoraj stało? To na pewno był sen” Wzięła szybki prysznic i ubrała się w jasno-niebieską przewiewną spódniczkę do kolan oraz białą bluzeczkę, a na to założyła czarny sweterek . Całość dopełniały białe podkolanówki oraz czarne baleriny. Ubrała jakąś cienką kurtkę i pobiegła na cmentarz, na grób swojej matki. Znalazła jej grób bez najmniejszego problemu. Na nagrobku widniał napis:
MARIA SOPHIA MARTIN
✝15.05.1975 – 28.02.2007
Nie potrafiła powstrzymać łez, które spływały po jej bladej, wychudzonej twarzy. Rozmazując delikatny makijaż. Jej refleksję nad grobem przerwał mężczyzna w czarnym płaszczu, którego kołnierz uniesiony był w górę i wyprostowany tak, aby zasłaniał część twarzy. Czarny kapelusz zakrywał jej resztę.
– To chyba twoje, jeśli się nie mylę. Eleonora Martin? – powiedział mężczyzna, oddając jej szkicownik, który wypadł jej z torby, dnia wczorajszego. Zszokowana dziewczyna, potrafiła jedynie powiedzieć – Jestem Eleonora... to znaczy Ellie Martin.
– Ładne rysunki. Masz talent. – Pochwalił ją mężczyzna.
– Zaglądał pan do środka?! – zapytała, nie kryjąc oburzenia.
– Wybacz, nie wiedziałem, że to osobiste.
Ellie spojrzała na zegarek. Zbliżała się godzina siódma trzydzieści.
– Muszę już wracać. Spóźnię się do szkoły.
– Pozwolisz, że Cię podwiozę?
– Nie trzeba.
Ellie odwróciła się od rozmówcy i rzuciła do ucieczki. Mając nadzieje, że on za nią nie biegnie. Gdy się odwróciła w jego stronę, nikogo tam już nie było. Dobiegła do bram cmentarza.
– Tak myślałem, że cię tu znajdę. Nie powinnaś być już w szkole? – Powiedział Thomas przyjaznym tonem i uśmiechnął się do niej życzliwie.
– Skąd pan wiedział, gdzie mnie szukać?
Jednak to pytanie pozostało bez odpowiedzi. Wsiadła na motor i odjechali w stronę szkoły. [size=medium]
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Zmień czcionkę, bo nikt z lupą przy monitorze siedzieć nie lubi.
Odpowiedz
#3
Przepraszam, ale nie doczytałam do końca. Masz problemy z interpunkcją, powtórzeniami (nie tylko pojedynczych słów, ale i całych zdań), a nawet odmianą słów. Do tego zdania są sztuczne. Na siłę starasz się, żeby brzmiały mądrze i używasz bardzo dziwnych połączeń wyrazów. Do tego "Sharespike Junior High School" to nazwa szkoły, więc całość piszemy wielkimi literami, a nie tylko pierwszy wyraz.
Skoro chcesz pisać, to cała masa pracy przed Tobą...
"Pisanie to czary, woda życia, jak każdy akt twórczy. Woda nic nie kosztuje. Pijcie zatem. Pijcie i nasyćcie pragnienie. "
Stephen King
Odpowiedz
#4
(02-08-2012, 20:58)Pandora8602 napisał(a): Przepraszam, ale nie doczytałam do końca. Masz problemy z interpunkcją, powtórzeniami (nie tylko pojedynczych słów, ale i całych zdań), a nawet odmianą słów. Do tego zdania są sztuczne. Na siłę starasz się, żeby brzmiały mądrze i używasz bardzo dziwnych połączeń wyrazów. Do tego "Sharespike Junior High School" to nazwa szkoły, więc całość piszemy wielkimi literami, a nie tylko pierwszy wyraz.
Skoro chcesz pisać, to cała masa pracy przed Tobą...
Dlaczego uważasz, że mamproblemy z interpunkcją? Jakoś polonistka nie czepiała się mojego stylu pisania, i nawet pochwaliła.
Odpowiedz
#5
Hmmm co innego pisać wypracowania, co innego pisać. Wrzuciłaś swoje opowiadanie na forum, więc oceniam go nie w porównaniu z Twoimi rówieśnikami w szkole, a patrząc na poziom innych, którzy tu umieszczają swoje utwory. Ale masz rację, zamiast suchych uwag, pokażę, o co mi chodzi.

Cytat:Ellie wraz z ojcem mieszkała w Sunset Valley. Dziewczyna była w okresie dojrzewania oraz młodzieńczego buntu. Dorastała i wychowywała się bez matki, gdyż straciła ją w wieku czterech lat. Od tamtego momentu Ellie nie czuła radości z dzieciństwa.
Cały czas piszesz o niej, więc niepotrzebne jest ponowne przytoczenie imienia. Nie mówiąc już o tym, że samo ostatnie zdanie brzmi dziwnie. Według mnie dużo lepiej byłoby np: "Od tamtego momentu nie odczuwała dziecięcej radości."

Cytat:Lecz Ellie nie wiedziała,że wraz z rozpoczęciem nauki Sharespike junior high school nastąpi przełom w jej życiu i przeżyje przygodę.
O nazwie własnej już pisałam, więc przyczepię się dalej. Piszesz o przełomie w życiu, co wiąże się z jakimś ważnym wydarzeniem, wielkimi zmianami i emocjami, a potem dołączasz "przygodę", co kojarzy się z czymś trywialnym. Można przeżyć przygodę, która będzie życiowym przełomem, ale nie stawia się równości między zwykłą przygodą, a przełomem życiowym.

Cytat:Zawsze, gdy było jej źle uciekała do dawno opuszczonego, starego szpitala psychiatrycznego, o którym głosiły legendy, że jest nawiedzonych przez duchy pacjentów, którzy popełnili samobójstwo.
Legendy mogą głosić, ale to znaczy, że każdy o tych legendach mówi, są na ustach wszystkich. A nie wydaje mi się, żeby tak było w Twojej historii. Nawiedzone domy to popularna, ale jednocześnie przyjmowana z przymrużeniem oka plotka, więc legendy raczej tu mówią lub wspominają. (Tak, wiem. Czepiam się.) Szpital jest nawiedzany :) lub nawiedzony. :)

Cytat:Często przechadzała się po nim, rozmyślając o mamie, choć prawie wcale jej nie pamiętała. Pomagała sobie w wyobrażeniu jej, patrząc na jedyne zdjęcie, jakie po niej zostało.
Powtórzenie i następne zdanie, które brzmi dziwnie. Powiedziałabym, że pomagała wyobraźni, a nie samej sobie, ale tu akurat może się zwyczajnie czepiam ^^

Cytat:Siedziała na poddaszu opuszczonego szpitala.
Już pisałaś, że szpital jest opuszczony, nie ma potrzeby znów o tym wspominać.

Cytat:Usłyszała czyjeś kroki na schodach prowadzących na pierwsze piętro. Tajemnicza postać nerwowo poruszała się po pomieszczeniach. Nastolatka przestała rysować i powoli zeszła po schodach [przecinek] zachowując ostrożność. Ciekawość skierowała ją na pierwsze piętro. [brak wielkiej litery] schowała się na schodach. Była ciekawa [przecinek] kim jest nieproszony gość. Krótką chwilę później zjawił się kolejny tajemniczy człowiek, lecz tym razem przyjechał motorem. Była przerażona tą sytuacją, ale nie znalazła drogi ucieczki. Z dołu dobiegały dwa męskie głosy.
Powtórzenia może nie rażące, ale dające się łatwo zastąpić innymi wyrazami. Brak przecinków zaznaczyłam w miejscach, gdzie powinny być. Poza tym skoro tym razem tajemniczy człowiek przyjechał motorem, to czym przyjechał wcześniej?
Następne pogrubione wyrażenie tez jest dziwnie zbudowane. Lepiej "nie miała dokąd uciec". Dalej piszesz, że głosy dobiegały z dołu, a przecież ona też zeszła na pierwsze piętro, gdzie mężczyźni odbywali swoje randez-vous, więc oni w końcu byli na piętrze, czy na parterze?

Cytat:– Masz to tak, jak się umawialiśmy?
– Daj mi jeszcze tydzień... na pewno to załatwię... – odparł młody mężczyzna, drżącym głosem, jak by mu właśnie przystawiono pistolet do skroni.
– Miałeś dziś mieć ten towar! jaja sobie ze mnie robisz?!
– Nie... w żadnym wypadku...
– Milcz! Masz czas do jutra i ani dnia więcej! – odparł drugi mężczyzna groźnym tonem.
Dialog jest sztuczny. Jakby był spisany z kiepskiego filmu kryminalnego lat osiemdziesiątych. Do tego piszemy jakby, a nie "jak by". Wielokropek jest zakończeniem zdania, więc następny wyraz po nim musi być wielką literą. Tak samo słowo "jaja". Głos może drżeć z wielu powodów, mogła sobie wyobrazić, że facet ma pistolet przyłożony do skroni, ale wydaje mi się, że w wielu innych przypadkach zagrażających bezpośrednio życiu głos drży w ten sam sposób.

Dziwne też, że skoro przestali się kłócić i właściwie doszli do porozumienia, bo tajemniczy nr jeden dał czas numerowi dwa do następnego dnia, to po co do niego strzelał, zwłaszcza, że kłótnia na nowo nie rozgorzała? I szybki był ten koleś, skoro w kilka sekund zbiegł z pierwszego piętra i już odpalał samochód. I po co się spieszył? Był na odludziu, nikt nie mógł usłyszeć strzałów. Czemu nie zabił kolesia na miejscu? To się w ogóle nie trzyma kupy.

Cytat:Zatamowała krwotok z brzucha,[zbędny przecinek] swoją arafatką.

Cytat:Dopiero o godzinie dziesiątej wieczorem, [zbędny przecinek] nastolatka pojawiła się w domu., [zbędna kropka] ale nie była zbyt rozmowna.

Cytat:Zdenerwowany John wraz próbowali porozmawiać z dziewczyną, ale ona szybko schowała się w swoim pokoju.
Wraz z kim? Zaimek "ona" jest zbędny. Skoro próbowali, to byli to mężczyźni, Twoja bohaterka jest jedyną występującą w tym momencie osobą płci żeńskiej, więc nie musisz dodatkowo potwierdzać, że o nią chodzi. Czytelnik nie jest idiotą.

Cytat:Miała nadzieje (nadzieję , bo to liczba pojedyncza) zapomnieć o wydarzeniu, którego była świadkiem, ale myślała o rozmowie, [zbędny przecinek] z tajemniczym [brak przecinka] młodym mężczyzną, który nie za wiele szczegółów jej zdradził w sprawie, o której ona słyszała w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym. Nie mogła zmrużyć oka przez całą noc.
I znów mężczyzna jest tajemniczy... Poza tym dziwne, że on w ogóle jej coś powiedział. Samo podziękowanie z ust takich typów to dużo, a on coś jeszcze jej zdradził? No i jak na poważny postrzał, to szybko odzyskał przytomność.
Znów zbędny zaimek.

Mam pisać dalej, czy to na razie wystarczy?

Na pocieszenie powiem, że mimo mało oryginalnej fabuły, zalatującej zmierzchem, piszesz spójnie i nie dziwię się, że polonistka Cię pochwaliła. A interpunkcyjne błędy nie są jakieś znaczące. Zwłaszcza jeśli jesteś nastolatką z tych do 15 lat ^^. Po prostu dużo czytaj i ćwicz.
"Pisanie to czary, woda życia, jak każdy akt twórczy. Woda nic nie kosztuje. Pijcie zatem. Pijcie i nasyćcie pragnienie. "
Stephen King
Odpowiedz
#6
Pandzi już zdążyła kilka błędów wykazać. Możliwe zatem, że jakiś powtórzę.
Spoiler:

Sporo błędów. Masa nieścisłości. Brak logiki. Brak ci również wyczucia czasu – wspomniane już przeze mnie porządki w domu, ale idźmy dalej: od godziny drugiej (a ściślej parę minut po drugiej) zdążyła zwinąć dywan, wynieść go do śmietnika, powoli iść przedmieściem, wstąpiła na plażę, próbowała popełnić samobójstwo, pogadała z kolesiem, pojechała z nim na stację benzynową, koleś pobił się z oprychem, dziewczyna została porwana i odzyskana, śpiącą zawiózł do domu, obudziła się, wzięła prysznic, poszła na cmentarz, zaczepił ją jakiś tajniak – i to wszystko do godziny siódmej trzydzieści. Ja potrzebowałbym na to całego dnia.
Ciekaw jestem, czy twoja polonistka będzie miała jakieś zastrzeżenia do moich uwag.
Dużo pracy cię czeka.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Cytat:Pandzi już zdąrzyła kilka błędów wykazać. Możliwe zatem, że jakiś powtórzę.
Stu, popraw błąd ^^
"Pisanie to czary, woda życia, jak każdy akt twórczy. Woda nic nie kosztuje. Pijcie zatem. Pijcie i nasyćcie pragnienie. "
Stephen King
Odpowiedz
#8
Je... :) udało się.
Chyba się edytor zawiesił :D
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
Imo, przenieść do innego działu.
Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
#10
Ta, tylko do jakiego?
Więc pytanie do autora:
Czy to będzie kontynuowane i o czym to ma być?
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Obyczajowe Opowiadanie detektywistyczne bez jakiegokolwiek tytułu Mezaara 7 7,017 13-12-2013, 18:34
Ostatni post: Zojka
  Mesjasz – opowiadanie maciekbuk 5 3,779 03-06-2012, 20:24
Ostatni post: StuGraMP
  Romans Opowiadanie: RozPustka cziterr 7 4,121 01-10-2011, 22:12
Ostatni post: StuGraMP
  Fantasy opowiadanie "Cztery noce. Noc czwarta, ostatnia" Bruno 4 3,607 01-10-2011, 00:30
Ostatni post: Naxster
  Fantasy opowiadanie "Cztery noce. Noc trzecia, cz.2" Bruno 2 2,315 01-10-2011, 00:28
Ostatni post: Naxster

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości