Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Rubinowy pierścień
#1
Naszła mnie taka ochota na opowiadanie :)
Rubinowy pierścień


PROLOG:

To był ciemny, spokojny, chłodny, jesienny wieczór. Ostatnie listki zdążyły już uciec, ze swoich drzew. Księżyc był wielki, mocno świecił. Mroczny Las wydawał się dziwnie spokojny. To właśnie przez jego roślinność przedzierał się jakiś wysoki podróżnik. Światło księżyca odbijało się na jego gładkiej twarzy. Jego wędrówka przebiegała spokojnie. Bez pośpiechu szedł przez łąki, przez knieje. Po jakimś czasie, jego oczom ukazała się wielka budowla. Był to zamek. Zamek o czterech wieżach. Piękny, ogromny, mroczny, szary, tajemniczy, wręcz straszny. Znajdowały się na nim liczne płaskorzeźby. O dziwo, w żadnym oknie nie świeciło się światło. Podróżnik przez chwilę przyglądał się wysokiej bramie, która chroniła zamek. Zwrócił swój wzrok nieco wyżej. Jego serce zabiło mocniej. Ujrzał potwora. Potwór był tak brzydki, że mężczyźnie zebrało się na wymioty. Stwór był niski, zgarbiony, jego skóra była szara, , zaś na twarzy dało się zauważyć długą brodę. Wydawał się groźny. Wędrowiec nie wiedział co ma robić. Strach sparaliżował jego mięśnie, które na dodatek były zmęczone podróżą. Przyglądał się jeszcze chwilę brzydalowi. Ogromny kamień spadł mu z serca. Dziwoląg okazał się być maszkaronem. Postanowił ruszać dalej. Ręce dalej drżały mu ze strachu. Z wcale niemałym trudem wyjął mapę. Ominął zamek szerokim łukiem. Za budowlą znajdowała się polana. Jej widok zapierał dech w piersiach. Od kropel znajdujących się na jasnozielonych źdźbłach trawy odbijało się światło księżyca. Podróżnik ujrzał także zróżnicowaną florę. Przystał on na chwilę i ruszył w dalszą drogę. Po około półgodzinnej wędrówce mężczyźnie przyszło się przedrzeć przez kolejny las. Gdy pokonał gąszcze, znów ujrzał polanę. Na szczęście był to koniec jego wędrówki. W samym środku polany stała wielka chatka. W środku paliło się światło. Wędrowiec zapukał. Otworzył mu niski mężczyzna o długiej brodzie. Ubrany był w odświętne szaty.
-Witaj Gerard, wejdź do środka. – zaprosił mężczyzna.
Gerard ukłonił się, otrzepał buty i wszedł do izdebki. W chatce znajdowała się jeszcze jedna osoba. Była to piękna kobieta, również ubrana w odświętne szaty. Płakała.
-Siadaj. – zachęcił brodacz.
Podróżnik usiadł
-Mów więc jakie wieści. – rozkazał mężczyzna.
-Niestety królu, niezbyt dobre. Ani śladu księżniczki. Ani śladu bestii. Jak kamień w wodę. – oznajmił podróżnik.
Król zbladł.

Kolejne części mam już napisane więc niedługo dorzucę ;)
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(02-02-2011, 10:35)szymek608 napisał(a):
Naszła mnie taka ochota na opowiadanie :)
Rubinowy pierścień


PROLOG:

To był ciemny, spokojny, chłodny, jesienny(nadmiar epitetów. ani to ładne, ani barwne, ani schludne) wieczór. Ostatnie listki zdążyły już uciec, ze swoich drzew. Księżyc był wielki, mocno świecił. Mroczny Las wydawał się dziwnie spokojny. To właśnie przez jego roślinność przedzierał się jakiś wysoki podróżnik. Światło księżyca odbijało się na jego gładkiej twarzy. Jego(powtórzenie) wędrówka przebiegała spokojnie. Bez pośpiechu szedł przez łąki, przez knieje. Po jakimś czasie, jego oczom ukazała się wielka budowla. Był to zamek.(Rozumiem, że cały ten opis mrocznego lasu był zupełnie zbędny, bo i tak akcja, której do tej pory nawet nie poczułem, przenosi się od razu pod zamek?) Zamek o czterech wieżach. Piękny, ogromny, mroczny, szary, tajemniczy, wręcz straszny.(powtórka z rozrywki w sprawie epitetów) Znajdowały się na nim liczne płaskorzeźby. O dziwo, w żadnym oknie nie świeciło się światło. Podróżnik przez chwilę przyglądał się wysokiej bramie, która chroniła zamek.(zbyt wiele razy "zamek". Może forteca? Pałac?) Zwrócił swój wzrok nieco wyżej. Jego serce zabiło mocniej. Ujrzał potwora. Potwór był tak brzydki, że mężczyźnie zebrało się na wymioty. Stwór był niski, zgarbiony, jego skóra była szara, , zaś na twarzy dało się zauważyć długą brodę. Wydawał się groźny. Wędrowiec nie wiedział co ma robić. Strach sparaliżował jego mięśnie, które na dodatek były zmęczone podróżą. Przyglądał się jeszcze chwilę brzydalowi. Ogromny kamień spadł mu z serca. Dziwoląg okazał się być maszkaronem. Postanowił ruszać dalej. Ręce dalej drżały mu ze strachu. Z wcale niemałym trudem wyjął mapę. Ominął zamek szerokim łukiem. Za budowlą znajdowała się polana. Jej widok zapierał dech w piersiach. Od kropel znajdujących się na jasnozielonych źdźbłach trawy odbijało się światło księżyca. Podróżnik ujrzał także zróżnicowaną florę. Przystał on na chwilę i ruszył w dalszą drogę. Po około półgodzinnej wędrówce mężczyźnie przyszło się przedrzeć przez kolejny las. Gdy pokonał gąszcze, znów ujrzał polanę. Na szczęście był to koniec jego wędrówki. W samym środku polany stała wielka chatka. W środku paliło się światło. Wędrowiec zapukał. Otworzył mu niski mężczyzna o długiej brodzie. Ubrany był w odświętne szaty.
-Witaj Gerard, wejdź do środka.(bez kropki) – zaprosił mężczyzna.
Gerard ukłonił się, otrzepał buty i wszedł do izdebki. W chatce znajdowała się jeszcze jedna osoba. Była to piękna kobieta, również ubrana w odświętne szaty. Płakała.
-Siadaj.(bez kropki) – zachęcił brodacz.
Podróżnik usiadł(tu natomiast kropka)
-Mów więc jakie wieści.(bez kropki) – rozkazał mężczyzna.
-Niestety królu, niezbyt dobre. Ani śladu księżniczki. Ani śladu bestii. Jak kamień w wodę.(bez kropki) – oznajmił podróżnik.
Król zbladł.

Kolejne części mam już napisane więc niedługo dorzucę ;)

Nie będę ukrywał, owijał w bawełnę czy kłamał. Tekst mi się nie podobał. Był po prostu o niczym. Stworzyłeś poprawnie napisaną pracę o gościu, który zwyczajnie odwiedził kilka miejsc, nie robiąc w nich ZUPEŁNIE NIC! Nie przykułeś uwagi czytelnika, nie przyłożyłeś się nawet na tyle, aby choć spróbować kupić sobie względy szarego użytkownika. Nie rozbudziłeś w userze pytania: "Kurczę! Co będzie dalej?! Muszę wiedzieć!", a po prostu stworzyłeś obojętny tekst, na którego widok można spytać wyłącznie o jedno – "Co ten gość właściwie robi –.^?".

I opisy. Opisywanie to sztuka. Sztuka w której rysujesz obraz w głowie czytelnika. A nie wywrócenie na wierzch wszystkich epitetów, które kojarzą ci się z lasem, i wypisanie ich, oddzielając przecineczkami.

To tyle.
Wylej na siebie kubeł zimnej wody i wróć do rzeczywistości. Ten tekst wyrzuć w śmieci i zacznij od nowa, pisząc o konkretnej sytuacji, opisując zdarzenie.
My, czytelnicy, takie opisy przełkniemy. Lania wody niestety czytać nikt nie chce.
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#3
#up
dzięki za komentarz, wszystkie są u mnie mile widziane :D Jestem tak jakby początkujący ;P
część 1:

Gerard znajdował się na jakieś dziwnej łące. Leżał na nieskazitelnie zielonej trawie. Jej kolor był tak mocny, że aż zabolały go oczy. Przetarł je i jeszcze raz sporzał na łąkę. Otaczał ją wysoki mur. Zwrócił swój wzrok nieco wyżej, na niebo. Była ostra burza. Uszy aż bolały, od głośnych grzmotów. Nagle, do uszu Gerarda dotarł jakiś dziwny dźwięk. Głośny ryk. Dobiegał on z góry. Mężczyzna spojrzał w górę. Ujrzał bestię. Wielką, latającą bestię. Trudno było rozpoznać, co to za stwór. Posiadał skrzydła. Górna część ciała dziwoląga przypominała Minotaura. Podłużna twarz, wysokie czoło, śmieszna bródka, wyłupiaste oczy, bladopomarańczowa skóra. O dziwo, na twarzy zamiast nosa miał długi, ostry i zakrzywiony dziób. Jednak w mniej od połowy ciała przypominało ono gryfa. Jego szpony były bardzo długie i zaostrzone. Zanim Gerard zdołał choćby przetrzeć oczy ze zdumienia, minotaur-gryf zapikował. Mocno zadrapał mężczyznę. Ciepła krew wylała się na jego skórę. Ból był nie do zniesienia. Stwór zakręcał w powietrzu i wyraźnie szykował się do kolejnego ataku. Zapikował ponownie. Przygotowany na taką opcję Gerard odskoczył w bok. Uniknął kolejnej rany.
Zostaw mnie! – krzyknął z całej siły
Nie wiadomo, czy było to przywidzenie, ale potwór uśmiechnął się szyderczo. Zapikował po raz trzeci. Gerard był nieziemsko zmęczony.
„To na nic, nie wygram z nim” – powiedział sobie w duchu.
Położył się bezradnie, na zimną glebę. Poddał się. Do jego uszu dobiegały jeszcze dźwięki, lecz przed oczyma miał ciemność. Minotaur-gryf atakował. Niesamowity ból wypełnił ciało podróżnika. Czuł że umierał.
-Aaaaaaaaaaa! – krzyknął Gerard.
Rozejrzał się. Leżał w łóżku. To był tylko sen. Zły sen. Obmacał swoje ciało, w celu upewnienia się, czy na pewno jest cały. Odetchnął z ulgą.
-Ale to było realistyczne – powiedział do siebie cicho.
Wstał, ubrał się i wkroczył do głównej izby. Król z królową siedzieli przy stole. Jedli śniadanie. Za oknem było szaro. Padał deszcz i mocno wiał wiatr.
-Witaj Gerard, wszystko w porządku? – przywitał się król.
-Jasne, niestety dzisiaj chyba nici z podróży, będę mógł tu zostać przez jeszcze jeden dzień? – zapytał Gerard
-Oczywiście, możesz tu zostać ile chcesz! Siadaj, zjesz z nami śniadanie – zachęcił król.
-Dziękuję bardzo! – odparł podróżnik.
Usiadł. Podczas śniadania nikt nie odezwał się ani razu. Byli w grobowych nastrojach. Posiłek był bardzo smaczny. Gdy ostatnia osoba dokończyła swój posiłek, wreszcie odważyli się na rozmowę.
– Hmm… Chciałbym dokładnie wiedzieć, jak wyglądało to porwanie. Ułatwiłoby mi to sprawę. – oznajmił Gerard
-To może ja opowiem – zaoferowała się królowa.
Gerard po raz pierwszy usłyszał jej głos. Kobieta zaczęła opowieść.
„Było to dokładnie tydzień. Tego dnia wypadały akurat 16 urodziny naszej córki. Pomyśleliśmy z mężem, że wypadałoby kupić jej jakiś ładny prezent. Dzień akurat był bezchmurny – idealny do podróży, toteż do zamku zaglądało wielu podróżników-handlarzy. Można powiedzieć, że w tych swoich workach mają dosłownie wszystko. Do zamku wchodził właśnie jakiś niski, brzydki, zapuszczony człowieczek w podartych łachach. Zaprosiłam go do swojej komnaty. Spytałam się czym handluje. Odpowiedział, że biżuterią. Pomyślałam, że może to u niego kupię urodzinowy prezent. Otworzył swoją szkatułkę. W środku znajdował się pierścień. Piękny, rubinowy pierścień. Był on tak piękny, że aż radość wstąpiła w moje serce. Bez zastanawiania się kupiłam go. To był największy błąd w moim życiu. Gdy sprzedawczyk wychodził z komnaty uśmiechnął się szyderczo i zachichotał sobie pod nosem. Wtedy nie przeraziłam się tym, ponieważ byłam zajęta czymś innym. Oglądaniem pierścienia. Teraz nie mogę sobie tego wybaczyć. Wieczorem wyprawialiśmy wielki bal. Zjechali się goście z wielu krajów. Bawiliśmy się świetnie. Parę minut przed północą, nasza córka poczuła się gorzej. Udała się do swojej komnaty. Była dokładnie północ. Wszyscy usłyszeliśmy dźwięk zbijania szyby. Mąż pobiegł na górę, do komnaty. Komnata znajdowała się w jednej z czterech wież. Ja natomiast wybiegłam na dwór, zobaczyć kto to okno wybił. Ujrzałam wielką bestię. Dziwna była to bestia. Pół Minotaur, pół gryf ze skrzydłami. Latał. Potwór trzymał w szponach naszą córkę. Mogę przysiąc, że na jego palcu znajdował się ten rubinowy pierścień. Przeklęty pierścień.”
W tym momencie królowa urwała swoją opowieść. Nie mogła dłużej mówić. Głos się jej załamał i zalała się gorzkimi łzami. Gerard przez chwilę przeraził się podobieństwem jego sennego potwora, z potworem z opowieści.
–„Zwykły zbieg okoliczności” – powiedział sobie po dłuższym zastanowieniu.
Nie miał czasu na myślenie. Razem z królem musieli pocieszyć królową . Była w fatalnym stanie. Po pewnym czasie trochę się rozchmurzyła. Była pora obiadu. Podczas konsumpcji toczyli rozmowę. Rozmawiali tak długo, że nawet się nie zorientowali, kiedy zastał ich wieczór. Gerard udał się do „swojego” pokoju.
-Dobranoc – rzuciła królowa do Gerarda.
-Dobranoc. Wszystko będzie dobrze – odpowiedział podróżnik.
Królowa uśmiechnęła się lekko i udała się na spoczynek.

Odpowiedz
#4
Prolog słaby i zupełnie pozbawiony wszystkiego co mogłoby przyciągnąć uwagę czytelnika. Po drugie imię bohatera, potwór, zaginiona księżniczka – to wszystko pachnie mi nieco fabułą Wiedźmina pana Sapkowskiego. ;/

cz. 1 już trochę lepiej. Coś zaczęło się w końcu dziać. Twój bohater nie jest już tylko bezsensowną marionetką błąkającą się bez celu po kolejnych miejscach, tylko zaczyna wreszcie przypominać pełnokrwistą postać.

Jednak koniec (fragmentu jak sądzę) został nieco za bardzo ograniczony. Spróbuj może bardziej go rozbudować. Dodać jakieś wydarzenie, które miałoby miejsce po śniadaniu.

Na razie to tyle :)

[Obrazek: sygnatura_hrwnpws.jpg]

Odpowiedz
#5
@up nigdy nie czytałem wiedźmina :O

Dobra, wrzucam część drugą:


Gerard siedział przy stole i jadł śniadanie. Przyglądał się malutkiemu robaczkowi, wędrującego po stole. Mężczyzna trochę zazdrościł temu stworzeniu. Chciałby jeszcze kiedyś doznać tego cudownego uczucia – wędrować przed siebie, bez celu, byle dalej, nie przejmując się niczym. Czasy były trudne, więc jak na razie mógł sobie o tym pomarzyć. Był sam w chatce. Królowa wyszła akurat pozbierać jagody. Od samego rana była bardzo blada. Król natomiast, załatwiał jakąś sprawę w zamku. Gerard miał zostać w tym domku ostatnią noc. Jutro, razem z królem miał wyruszyć w podróż. Z braku czegoś innego do roboty, Gerard wyszedł na dwór. Oślepiło go światło, mocno świecącego słońca. Było bardzo ciepło. Wspiął się na drzewo, które rosło za chatką. Zebrał trochę jabłek i wrócił do chaty. Jego przyjaciel – robaczek nadal się w niej znajdował. Położył owoce na stół i zabrał się do konsumpcji. Usłyszał jakieś kroki. To król wracał z zamku.
-Moja żona jeszcze nie wróciła? – zapytał trochę zaniepokojony król.
-Nie, jeszcze nie wróciła – odpowiedział Gerard.
Król opadł ciężko na fotel. Nie minęła minuta, gdy Gerard po raz kolejny usłyszał kroki. To była królowa. Bardzo blada i spocona.
-Witajcie. Ale dziś ciepło! – przywitała się bardzo słabym, ledwo słyszalnym głosem.
Mężczyźni popatrzyli się na siebie. Król był wystraszony. Kobieta odłożyła koszyk jagód na stół, wybełkotała coś, zachwiała się i upadła na podłogę. Król rzucił się, próbując ją cucić.
-Pomocy! Lekarza! Gerard! Przyprowadź mi tu lekarza! Pomocy! – krzyczał król.
Gerardowi serce biło jak dzwon. Drącymi rękami otworzył toporne drzwi. Rozejrzał się i wiele nie myśląc puścił się sprintem w stronę lasu. Różne myśli przebiegały przez umysł podróżnika. Znajdował się w ciemnym, gęstym, niebezpiecznym lesie. Przystanął nie wiedząc, w którą stronę teraz pobiec, podczas gdy cenne sekundy uciekały. Rozglądał się nerwowo. Ujrzał kruka. Przyglądał mu się przez chwile. Wydawał się mu niezwykły. Kruk odleciał. Gerard pobiegł za nim. Nie tracił ptaka z oczu. Nagle, oczom mężczyzny ukazała się malutka chatka. Kruk wleciał przez jej okno. W jego serce wstąpił promyk nadziei.
„A może to jest lekarz, albo jakiś druid. Wszyscy druidzi posiadają właśnie kruki. Jest jeszcze nadzieja” – pocieszał się mężczyzna.
Zabębnił z całej siły w drewniane drzwi. Otworzył mu jakiś bardzo stary człowiek. Na jego głowie znajdował się kapelusz. Kapelusz z bardzo specyficznym herbem. Herbem był różdżka, z której wydobywał się strumień koniczyn . Ten herb to znak rozpoznawczy druidów. Wielka radość wstąpiła w wędrowca.
– Musisz mi pomóc, proszę... – wyszeptał cicho Gerard.
Chwycił druida za rękę i pociągnął go za sobą. Starzec o nic nie pytał. Po prostu pobiegł za Gerardem. Do chatki przybyli najszybciej jak mogli. Królowa leżała na łóżku. Starzec odepchnął króla i niewiadomo skąd wyjął fiolki z dziwnymi płynami.
– Wyjdźcie! – rozkazał druid
Nieznajomy miał bardzo niski głos. Nic dziwnego, wszyscy druidzi charakteryzują się niskim głosem.
Mężczyźni popatrzyli się na siebie po raz drugi tego dnia. Szybko opuścili chatkę. Gerard położył się na trawie. Król ze zdenerwowania chodził w kółko. Czas dłużył się niemiłosiernie. Sekundy mijały jak godziny. Zmrok zaczynał zapadać. Wreszcie, stary człowiek wyjrzał przez drzwi i oznajmił, że kobieta czuje się już dobrze i mogą wejść. Król „opuścił” wydeptane kółeczko. Razem z Gerardem wkroczył do chaty. Królowa nadal była blada, ale żyła.
– Co jej jest? – zapytał władca.
– Nic poważnego. Niezbędna będzie jednak wizyta w Wesołym Lesie. Mieszka tam naczelny druid – uzdrowiciel. – oznajmił nieznajomy.
Król podszedł do łóżka.
– Jak się czujesz kochanie? – zapytał król.
– Nie najlepiej. Powinnam się teraz trochę przespać. Dobranoc. – odpowiedziała.
Zasnęła bardzo szybko. Król uściskał starca.
– O mój wybawco! Czego sobie życzysz? Dam ci wszystko czego chcesz! – powiedział król.
– Nie chcę niczego. Pamiętaj jednak królu, abyś okazywał należyty szacunek moim braciom, druidom. – odpowiedział.
Król zdziwił się jego prośbą. Druid wyszedł z chatki. Król wyjrzał jeszcze za nim. W ciemności zauważył jeszcze jego białą, powiewającą na wietrze szatę.
– Do zobaczenia. Dziękuję za wszystko! – pożegnał się władca.

Odpowiedz
#6
Pierwsze co mi się nie zgadza to czas akcji. Drugi fragment w ogóle nie pasuje do pierwszego (przynajmniej dla mnie) no chyba, że jest on jego uzupełnieniem.

Cytat: Wspiął się na jabłoń, które rosło za chatką

Jabłoń to jak się nie mylę rodzaj żeński.

Cytat:To była królowa. Bardzo blada i spocona księżniczka.

Nie pasuje mi to.

Cytat:Kapelusz z bardzo specyficznym herbem. Herbem był różdżka, z której wydobywał się strumień koniczyn . Ten herb to znak rozpoznawczy druidów.

Powtórzenia. W drugim zdaniu wyrzucił bym " Herbem ", a dodał zamiast tego "Znajdowała się na nim" i to "Ten herb" też bym spróbował jakoś zmienić.

Cytat:– Musisz mi pomóc! Proszę! – wyszeptał cicho Gerard.

Wyszeptał, a używasz "!" ?

Cytat:Chwycił druida za rękę i pociągnął go za sobą. Starzec o nic nie pytał. Po prostu pobiegł za Gerardem. Do chatki przybyli najszybciej jak mogli. Królowa leżała na łóżku. Starzec odepchnął króla i niewiadomo skąd wyjął fiolki z dziwnymi płynami.

Nie podoba mi się to. Porwał dziadka z domu, a on nie protestuje ani nic?
A po drugie przybywają na miejsce i on od razu zaczyna podawać leki, nie pytając co się stało ani nic?

Dalej piszesz coś o tym żeby Król i bohater wyszli, co robią bez gadania. Wątpię czy w realu mąż bez szemrania opuścił chorą żonę na polecenia jakiegoś dziadka, którego nie zna.

Cytat:– Nie najlepiej. Powinnam się teraz trochę przespać. Dobranoc. – odpowiedziała.

Uważam, że to niepotrzebne.

Cytat:– O mój wybawco! Czego sobie życzysz? Dam ci wszystko czego sobie zażyczysz!

Powtórzenie.

Cytat:Król zdziwił się jego prośbą. Druid wyszedł z chatki. Król wyjrzał jeszcze za nim.

Znów powtórzenie. Nie martw się mi też się to czasem zdarza. :)

To wszystko co udało mi się dostrzec. Fabuła zaczyna się rozkręcać i powiem szczerze nie jest źle. Czyta się to płynnie i przyjemnie. Czekam na dalsze losy bohaterów.

P.S

Cytat:@up nigdy nie czytałem wiedźmina


Po prostu jakoś twój gł. bohater i ogólny problem powieści bardzo mi przypomina losy Geralda z Wiedźmina, ale może to tylko zbieg okoliczności.




[Obrazek: sygnatura_hrwnpws.jpg]

Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Ocenię sam prolog.

Hmm, mnie się tam podobało, nie ma co wielce krytykować, to tylko prolog. Jednak gdybym otworzył książkę i przeczytał to, zachęciłbyś mnie do czytania dalej. Dlatego jak na razie ładnie :)

(02-02-2011, 10:35)szymek608 napisał(a): Stwór był niski, zgarbiony, jego skóra była szara, zaś na twarzy dało się zauważyć długą brodę.

[...]

Otworzył mu niski mężczyzna o długiej brodzie.

Już nie rozumiem. On jest z przyszłości i używa jakiś tajnych teleportacji, tak?
Postaraj się o inny opis, bo przypisałeś te same cechy wyglądu, dwóm różnym postacią (chyba, że to ta sama rasa lub osoba – nie czytałem dalej :f).

Ogółem używasz dużo epitetów, co jest plusem, bo dodają całemu tekstu "uroku".
(+)

No i łap malusi bonus (nie wykryty przez speców @up)!

(02-02-2011, 10:35)szymek608 napisał(a): Stwór był niski, zgarbiony, jego skóra była szara, , (pomyłka, dwa przeciny) zaś na twarzy dało się zauważyć długą brodę.

Twój zamaskowany Zamaskowany
Odpowiedz
#8
Zamaskowany napisał(a):dwóm różnym postacią

postacIOM
Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
#9
Tak, to błąd, który popełniam zawsze i wszędzie..
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości