Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wątek zamknięty 
Tryby wyświetlania wątku
Forumowe Opowiadanie
#1
Pewnego pięknego, deszczowego, bezsłonecznego dnia młody Nidrax siedział w kącie swojego pokoju, zbierając pieczarki rosnące na ścianie. Wtem do pomieszczenia wpadło dwunastoletnie dziecko.
– Uguuuaaauaaa! – wykrzyczał chłopiec.
– Nie, niczego nie piekłem. Babeczki kupiłem w Sugarcube Corner – odparł Nid.
– Aha – powiedział młodzieniec. – A po cholerę ci te grzyby, dziadku?
Ciemny blondyn w okularach westchnął i odpowiedział: – Muszę zrobić wylewkę pod garaż, który planuję zbudować na dachu.
– A no tak, ale ja jestem głupi – usłyszał w odpowiedzi, po czym chłopiec opuścił pokój.
Zdezorientowany Nidrax patrzył jeszcze przez chwilę w stronę drzwi, po czym wzruszył ramionami i wrzucił do koszyka jeszcze parę pieczarek. Kilka minut później, gdy już stwierdził, że ma ich wystarczająco dużo, wstał i założył swoje ranne trzewiki, które krwawiły.
Zszedł na dół do salonu, gdzie powitała go znajoma, zaspana twarz.
– Cześć, Darenko. Po wyrazie wnioskuję, że wczoraj w nocy była ostra jazda.
– Podtrzymuję wniosek. Było bosko. Aczkolwiek po tym wszystkim, jak już padłam, to miałam strasznie dziwny sen. Śniło mi się, że w telewizji leciał taki dziwny program pod tytułem Trudne Sprawy, który przedstawiał różne nietypowe problemy ludzi, którzy wzięli w nim udział. I odcinek, który oglądałam był o dziewczynie, którą napastował zakochany w niej facet o imieniu Dariusz. Gość nawet włamał jej się raz do domu i siedział w wannie z szampanem.
– Od zawsze miałaś różne dziwne schizy, kuzynko – uśmiechnął się Nid, po czym usiadł na sofie, odkładając koszyk na firankę i wyjął ze skarpety pół litra wody pięćdziesięcioprocentowej. Wyjął kieliszki i wskazał butelką w stronę Dareny, niejako pytając się, czy dołączy.
– Spoko, tylko nie za dużo – odparła z taktem. Nidrax rozlał ciecz. Wtem do salonu wkroczył Stu.
– Matka wie, że ćpiesz? – spytał swego syna.
– Nie wiem, sam spytaj – Nid wlał w siebie zawartość kielona, po czym odwrócił go na drugą stronę i cisnął do kosza na pranie. – Zresztą, wczoraj była gruba impra: dwa browary na pięciu i teraz muszę jakoś poradzić sobie z kacem.
Bardzo chciał jeszcze wdać się w polemikę z przebywającym tam towarzystwem, ale spoglądając na zegarek, stwierdził, że jest spóźniony na zaplanowane tydzień temu spotkanie. Wstał leniwie, założył buty oraz kurtkę ze skóry dzikiego kota dingo i pożegnawszy się, wyszedł z domu. Na podwórku już stała jego wanna dwudrzwiowa z zaprzęgniętym łosiem. Nie tracąc ani chwili, wsiadł do pojazdu i ruszył. Niestety, nie dotarł szczęśliwie na miejsce, gdyż –niefortunnie– jechał obok koparki i dał się nabrać.
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Reklama AdSense
#2
Nabrany Nidrax ujechał jeszcze kawałek wanną, po czym droga pobiegła do lasu a jako, że nie miał już ochoty jej gonić, wyskoczył z przedziwnego wehikułu. Wpadł w kałużę, ale na szczęście przed utopieniem uratowali go przepływający obok kajakowcy. Stojąc stabilnie na stałym gruncie, pewnie obrał kierunek kierując się mchem porastającym Słońce, i odważnie ruszył przed siebie. Jego pewność jednak zaczęła gwałtownie spadać. Idąc z pewnym lękiem zaczął uświadamiać sobie, że nie jest pewny, dokąd idzie. Nie pamiętał już, dlaczego, ani w jakim celu idzie przed siebie. Z każdym krokiem świat wokoło nabierał więcej szczegółów. Droga nie wiła się już pod nogami, skórzana kurtka była zwykłym ubraniem, które miał od dawna…
Nidrax rozejrzał się wokoło i skonstatował, że nie wie gdzie się znajduje. Nagle był w ciemnym lesie, wokoło zaś unosiła się lekka mgła. Słońce zachodziło, a wraz z jego niknącym blaskiem nadchodził dziwny niepokój. „Co się ze mną dzieje?” pomyślał. I wtedy usłyszał kroki. Dopiero po chwili, z otaczających cieni rozróżnił idącą w jego kierunku osobę. Dziewczynę. Którą dobrze znał.
– Nidrax? A co ty tu robisz? – spytała zaskoczona Bura
– O to samo mogę Ciebie spytać – odparł z przekąsem na nieco wyświechtane i stereotypowe pytanie. Drażniące uczucie niepokoju nie opuszczało go, jak swędzenie niemożliwe do podrapania. – Albo o to, czemu dziwi Cię mój widok –
– To ty… nie jesteś częścią mojego snu? Ale przecież jak… No niemożliwe! To mój umysł musiał cię stworzyć… – Bura mówiła coraz bardziej nie kładnie, wyraźnie plącząc się we własnej wypowiedzi.
– Nie wiem, o jakim śnie mówisz, nie wiem, o co ci chodzi, ale jeśli pytasz czy tu jestem, i czy to ja, to chyba widać – odparł Nid rozkładając ręce by mogła mu się przyjrzeć i upewnić w jego realności – A teraz jeśli mogłabyś… –
Nid nie zdążył dokończyć, gdyż gdzieś we mgle coś zaryczało. Nieludzko i zarazem nie zwierzęco, ale jakby znajomo. I zdecydowanie za blisko. Nidrax lekko przerażony, spojrzał w stronę, którą wskazywał dźwięk. Nie mógł jednak niczego dostrzec w rozmazanym obrazie mglistego lasu. Był już gotowy zawrócić i oddalić się jak najprędzej, gdy spokojnym głosem odezwała się Bura
– Lepiej zejdźmy ze ścieżki. Kręci się tu masa zombie. Chyba od tego nocnego jedzenia dostałam koszmaru – powiedziała, i widząc minę Nidraxa dodała – Spokojnie, znam jedną chatkę, tam będzie bezpiecznie –

* * *

Siedzieli naprzeciwko siebie w ciszy i półmroku. Woleli nie zapalać świateł. Teraz jednak Nidrax trochę tego żałował. Po wysłuchaniu relacji Burej wolałby mieć możliwość dokładnego przyjrzenia się jej twarzy by upewnić się, że to nie był żart.
– Więc twierdzisz, że teraz śpisz, a to jest twój sen? – spytał z niedowierzaniem
– Koszmar. Tak, chyba tak. Jednak jak ty tu wszedłeś, to już nie mam pojęcia. Też śpisz? Pamiętasz jak się tu znalazłeś? – spytała z niezbyt dobrze ukrywaną ciekawością
Nidrax milczał chwilę, po czym powoli odpowiedział
– Przyszedłem tu. Wcześniej byłem u siebie… A raczej tak jakby u siebie. Sam nie wiem, to wszystko było takie dziwne… Ale jeżeli śpimy, to jak mamy się obudzić? Jak to wszystko… – wskazał gestem zbutwiałe drewniane wnętrze – …jest możliwe? –
– Nie wiem – odparła Bura
#3
Stu, po wyjściu Nida z domu, wrócił do swego pokoju. Usiadł przy dębowym stole z kartonu i otworzył szufladę. Wyciągnął z niej pewien medykament – spray do nosa na katar. Pociągnął kilkanaście razy rozpylony w nozdrzach płyn. Już po chwili środek zaczął działać.
– Ale to ma kopa – powiedział do siebie. – Dostępna w każdej aptece bez recepty, a rypie jak najlepsza amfa.
Jego rozmyślania przerwała wchodząca do pokoju żona.
– A ty co tu robisz? – spytała.
– Nic. mam katar.
– To go oddaj do sklepu, bo nie potrzebuję w domu tego paskudztwa.
– Ale ja go nie kupiłem, ja go złapałem – próbował wyjaśnić.
– Niby jak? Na lasso? Weź nie ściemniaj i idź narąbać drewno do kominka.
Stu wyszedł bez słowa i skierował się do przydomowej szopy. Zamknął za sobą dobrze drzwi i wyciągnął z kieszeni laserowy miecz. To była jego największa tajemnica – był rycerzem Jedi w drugim pokoleniu. Od kilku dni zauważył u swego syna podobne predyspozycje i zastanawiał się, jak mu przekazać ten rodzinny sekret będący ogromnym przywilejem.
– Chyba zacznę od puszczenia mu "Gwiezdnych Wojen", a później jakoś poleci – myślał, zaciągając się znowu sprayem do nosa.
* * *
Bura sprzedała Nidowi plaskacza w twarz.
– Czemu to zrobiłaś? – spytał.
– Żeby cię obudzić.
– Jakoś nie pomogło. Ale boli jak jasna cholera... Chwila, skoro boli, to może ja nie śpię? – zastanowił się.
– A może śnisz, że cię boli. Jak z tego teraz wybrniesz?
– Próba samobójstwa nie wchodzi w grę. Co mi po dowodzie, że nie śpię, skoro będę martwy. – Jego mózg parował jak lód na pustyni. Szare komórki rozpalone do czerwoności zapiekły się na amen. Ale w tym momencie pojawiło się światełko w tunelu. Wyciągnął z kieszeni eter dietylowy, który nosił na wszelki wypadek.
– Skoro nie mogę się obudzić, to spróbuję się uśpić. – Polał płynem rękaw kurtki i zakrył nim twarz.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
#4
Bura mruknęła z zadowoleniem, widząc wyposażone kieszenie Nidraxa.
– Nie tylko kobiety noszą ze sobą przysłowiowe narzędziówki. Pomijając, że w mojej torbie zawsze noszę awaryjne śrubokręty, latarkę, gaz pieprzowy, papier i ołówek, jakby mi się zachciało rysować, metalową linkę z haczykiem, batonika, hmm, co jeszcze… – Dziewczyna na głos wymieniała to, co zazwyczaj nosiła przy sobie. Nidrax chrapnął, po czym Bura podziękowała chłopakowi za uważne słuchanie.
– Szkoda, że jej nie mam przy sobie, tough…
Nidrax spał. Bura obserwowała chłopaka dłuższą chwilę. „W tym momencie w naszych umysłach toczy się bitwa o to, co ma sens, a co nie. Mózg ludzki nie cierpi, jak rzeczy nie mają sensu, i stara się je przypasowywać do pewnych szablonów. Dlatego miewamy fajne efekty podczas iluzji wzrokowych chyba, wzrok się nudzi… Hej, widziałam ostatnio taką fajną iluzję w Internecie, takie plamy i jak się na nie patrzyłeś to… SKUP SIĘ.”
Fakt, że dziewczyna potrafi obserwować Nidraxa podczas snu, oraz rejestrując fakt, że on ani nie znika, a ona nadal go obserwuje, doprowadził do dwóch ważnych wniosków: Primo, nie obudzisz się, zasypiając we śnie, o ile nie jest to sen pretendowany, oraz secundo: sam w sobie nie jesteś snem, bo wszystko dookoła w miarę utrzymuje formę, nawet jak nie patrzysz bądź zapomnisz.
Nidrax jęknął, budząc się ze snu. Bura intensywnie wpatrywała się w chłopaka, czekając na jego relację.
Gdy ten kompletnie się wybudził, i zauważył, że natężenie światła jest identyczne, jak przed zaśnięciem, oraz, że zarys twarzy osoby, która się w niego wpatruje, jest znajomy, postanowił lekko klepnąć się w policzek, jęcząc przy tym z zawodem.
– Czyli śpiąc nie wrócimy na miejsce…
– Fakt, że ciebie obserwuję podczas spania również coś ustala. Jak się czujesz?
– Dobrze… Mam wrażenie, że spałem przeszło dziesięć godzin… Mam nadzieję, że tylko ja się tak czuję? Nie siedziałaś tutaj przez 10 godzin?
– To be honest, zasnąłeś jakieś niecałe pięć minut temu… Popatrz, twój rękaw nadal jest mokry.
Nidrax jęknął ponownie i walnął lekko głową o ścianę, pełen zawodu.
– Fakt, że w śnie pokazujesz mi, w istocie, wilgotny rękaw, dodając do tego chwilę mojej nieuwagi, podczas której normalnie powinno to wyparować w eter, odrobinę mnie przeraża.
Bura nagle wstała i leniwie się przeciągnęła, śmiesznie jęcząc. Po chwili strzeliła jej jedna z kości w ramieniu, a dziewczyna nawet nie zareagowała. Nidrax tego nie skomentował, a Bura tylko mruknęła, ze podejrzewa przedwczesny reumatyzm. Albo nieustanne siedzenie w jednej pozycji.
– Powinniśmy jednak się ruszyć. Coś z tym zrobić, wiesz, nie zajdziemy nigdzie, ani nie dowiemy się czegoś, o ile nie zaczniemy myszkować tu i ówdzie – Powiedziała dziewczyna, muskając palcami drewnianych balii, z których była zbudowana chatka, starając się skupić na fakcie, że, pomimo, iż to sen, zmysły były niezwykle wyczulone. Nid chrząknął i pokręcił głową.
– Tylko gdzie mamy iść? Wiesz, takie rzeczy powinno się dokładnie analizować, posiadać plan oraz ogólny zarys akcji…
Bura pokiwała głową w zrozumieniu. – Tak, zgadzam się, ale pamiętaj, że jesteśmy w śnie. Chyba. Sny są chaotyczne i często nie mają sensu… O ile to jest to, o czym mówimy. Bo ja byłam pewna, że to kolejny sen, w którym po prostu biegam po lokacjach i rozwalam zombiakom i potworom głowy, albo doświadczam apokalipsy i super-mocy. Taki standardowy Lucid Dream. Wiesz, co to?
Nidrax prychnął połowicznie z ironią, lecz niemniej nadal uprzejmą – Oczywiście, że wiem.
Bura scenicznie przytknęła palce do czoła.
– Oczywiście, że wiesz, ja nawet nie wiem, po co się pytam. Stylistyczny wypełniacz chyba.
Nidrax tymczasem zaczął rozglądać się po izbie. Było dosyć ciemno, więc nie mógł skupić się na detalach, ale pod jego palcami wyczuwał zbutwiałą klepkę z desek. Gdy lekko je nacisnął, wilgotne deski wydały dziwny dźwięk, a reszta ocierających się o siebie paneli skrzypnęła żałośnie. Wszystko było takie realne, takie prawdziwe.
Same „boty” senne, jeśli biorąc na obraz teraz Burą, są niesamowicie inteligentne i potrafią prowadzić rozmowę, której nie jesteś w stanie przewidzieć, całkiem przeciwnie, jak w prawdziwych snach! Może to jakaś forma zaawansowanego Lucid Dream, tak jak powiedziała Bura… a raczej ja? – Myślał chłopak intensywnie.
W tym samym momencie Bura starała się ustalić strategiczne położenie ich chatki, wyglądając przez małą dziurę w deskach, jako że oprócz tego w chacie nie było żadnych okien ani innych tego typu otworów. Niebieska tęczówka ze zwężoną źrenicą szybko przeskanowała otoczenie. Na zewnątrz, kilka centymetrów od fasady wszystko wydawało się normalne – kawałek podwórka, wątłe kępki trawy, a na niej leży kilka zapasowych desek i przedziurawiona opona. Oparta o oponę skrzynka pocztowa na wąskiej stopce z czerwoną chorągiewką uniesioną do góry, wyglądała niczym przywieziona z Ameryki. Poza tym nic specjalnego.. O ile nie liczyć faktu, że gdy wzrok został uniesiony o kilka centymetrów w górę, dało się ujrzeć… Nic. A dokładniej mówiąc, to w pewnym momencie poletko ziemi, na którym była postawiona drewniana, rozsypująca się chata, kończyło się. A zaraz za końcem zionęła ciemność, która tylko rozprzestrzeniała swój czarny kolor dookoła.
– Super, jesteśmy w kosmosie.
Nidrax nieznacznie zamachał ręką, prosząc o wyjaśnienie.
– Rozwiń proszę?
– Na zewnątrz, mój drogi kolego, mamy amerykańską skrzynkę na listy oraz pieprzony kosmos. Łącząc te dwie sprawy w jedną, dochodzę do wniosku, że powinniśmy poszukać Neila Armstronga.
– Czekaj, czekaj, co? D-daj zobaczyć, potwierdzić tezę bez dowodu to głupota…
Bura odsunęła się delikatnie od dziury i wyprostowała, gdyż dziura była jakoś na poziomie jej kolana. Nidrax przykucnął i zaczął lustrować otoczenie. Gdy ujrzał ten sam krajobraz, odsunął się od dziury i spojrzał hardo na towarzyszkę. To niemożliwe, przecież jakoś tu weszli, skądś musieli przyjść… Chyba że przestrzeń zamyka się za nimi, to całkiem sensowna teoria.
Podzielił się nią z Burą, i po krótkiej burzy mózgów oboje doszli do wniosku, że jest całkiem przeciwnie – przestrzeń rozszerza się razem z każdym ich krokiem, jak w normalnym śnie (sen nie tworzy się w zapasie, a jest tworzony na bieżąco przez mózg). Jedyne, co zostało ucięte, to droga, którą przyszli. By nie mogli uciec.
Z zewnątrz doszły ich przerażające dźwięki – zombiaki i inne istoty nieumarłe były gdzieś w pobliżu. Pomijając abstrakcję istot, chodzących po czerni niczego, taka była prawda.
– W śnie, jak się ukrywasz przed jego częścią, on podąża za tobą. Czasami specjalnie tą częścią. Zabawa w chowanki w LD to jedna z najlepszych rzeczy jakie są, pomijając torrenty… Więc, co robimy, szefie? – Zapytała Bura, odchodząc strategicznie do tyłu i przytykając się plecami do tylnej ściany.
Nidrax zamyślił się. Inicjował plan.

I'm the awesomely awesomness you can awe-to-some. Sorta.

http://burakotka.deviantart.com/
#5
– Wiem! – wykrzyknął Nid. – Skoro mam tutaj zginąć zjedzony przez zombiaki, to czemu by nie prokreacja, a potem ich szybkie odwrócenie uwagi, żeby utorować ci drogę ucieczki?
Wtem otrzymał kolejnego plaskacza tej nocy.
– Za kogo ty mnie masz? – Oburzyła się Bura, której uderzenie posłało patrzałki Nidraxa dwa metry dalej.
– Och, daj spokój, przecież to wszystko to i tak sen – bronił się młodzieniec.
– Skoro śnimy, to po cholerę ci reprodukcja?! – Bura ponownie spoliczkowała Nida.
– Oj, tam... Zagłębiasz się zanadto w szczegóły... Ale spoko. Chyba mam inny plan – stwierdził. – Jeżeli to jakiś typ Lucid Dreamingu, to powinniśmy mieć wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Niestety, wbrew pozorom to wymaga wprawy, a ja aż tak często się nie bawiłem w świadome śnienie...
– Rozumiem, że w tym wypadku musimy się zdać na mnie.
– Tylko nie przesadź. Nie wiadomo co się może wydarzyć, jeśli nadużyjesz mocy, gdy współdzielimy ten sam sen. Gdybym ja próbował aż nadto, wywaliłoby mnie do rzeczywistości, ty masz nad tym większą kontrolę. Dodatkowo stwierdziliśmy, że nie możemy się obudzić, więc jeśli dasz się ponieść, to mogę stąd zniknąć, albo może dojść do ogólnego rozszczepienia przestrzeni, w której się znajdujemy. To oczywiście tylko teorie, ale wolałbym nie ryzykować.
– Co w takim razie proponujesz? – Bura wydawała się być już trochę poirytowana wywodem Nidraxa. Ten tylko rozejrzał się po pomieszczeniu i odparł: – Zakładam, że nie masz zamiaru czekać tutaj w nieskończoność, aż coś się nam stanie, dlatego myślę, że powinniśmy stanąć do otwartej walki. Tylko... Czego by tu użyć jako broni? Byłoby łatwiej, gdyby nie było tu tak ciemno.
– To może... – zaczęła Bura.
– Nie. Jakoś sobie jeszcze poradzę. – odpowiedział jej Nid, podnosząc z podłogi swoje okulary i założył je na nos. – Konstrukcja tej chaty jest drewniana, na dodatek wszystko jest zbutwiałe. Może udałoby mi się wyłamać bel... Nie, to bez sensu. Ta rudera na bank by się wtedy zawaliła. Skrzynka na listy stojąca na zewnątrz nie byłaby zbyt poręczna...
Młodzian rozejrzał się jeszcze raz dookoła. Jego wzrok zaczął powoli przyzwyczajać się do małej ilości światła, co było efektem dosyć dziwnym jak na sen. Jego uwagę przykuła sterta rupieci, leżąca w kącie. Podszedł do niej i zaczął grzebać w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby się jakoś przydać. Po chwili wrócił, wręczając Burej dosyć ciężki, drewniany kołek o długości około dwóch metrów, sam trzymając coś, co wyglądało na rurę od odkurzacza.
– Co to ma być? – spytała zawiedziona dziewczyna, patrząc na powierzony jej przedmiot.
– Kij od miotły. Uważaj tylko, bo sama szczotka była utwierdzona na metalowym stelażu, który po części oderwałem, a resztę pozostawiłem, formując z niej szpikulec.
– I co ja mam z tym niby zrobić?!
– Dźgaj mocno, celując w czoło – odrzekł Nidrax z sadystycznym uśmiechem na twarzy.
– Jesteś pewny, że to zadziała? – zapytała zaniepokojona Bura.
– Mam taką nadzieję. Widziałem to w takim jednym anime i jakoś dawało radę.
– No to mnie pocieszyłeś... – stwierdziła ponuro dziewczyna z nutą sarkazmu z głosie.
– Gotowa? – spytał Nidrax.
– Niby na c...
Bura nie zdążyła już dokończyć, bo chłopak pociągnął ją za rękę i kopniakiem rozwalił drzwi, po czym wywlókł ich na zewnątrz.
– Pora, żeby te żywe umarlaki posmakowały trochę naszej furii – Radość Nida zaczynała powoli niepokoić dziewczynę, jednak nie miała zbytnio czasu, żeby się nad tym rozwodzić, bo ten już rzucił się na pierwszego zombiaka, wymierzając mu potężne uderzenie w głowę rurą od odkurzacza. Bura tylko cicho westchnęła i złapała pewniej jej 'włócznię'... Chyba nie miała innego wyjścia, jak dołączyć do jej towarzysza.
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
#6
Nid z zimną furią i rosnącymi krzykami masakrował kolejne nadchodzące istoty. O dziwo, rura nie tylko nie pękła po dwóch uderzeniach, ale działała jakby zrobiona była z silnego stopu metali. Bura również walczyła. Z niesmakiem na twarzy i, wiele większym niż towarzysza, spokojem przebijała gnijące ciała. Jej kołek działał niespodziewanie efektywnie, mimo to kilka razy zostali rozdzieleni. Za trzecim razem Bura zaczynała już wpadać w panikę, gdy dwaj przeciwnicy tuż przed nią padli i pojawił się Nid. Miał sporo zadrapań, a jego ubranie nie wyglądało już nazbyt elegancko. Uśmiechnął się krzywo ocierając pot z czoła.
– To chyba był średni pomysł – powiedział
– No, co ty, kurwa, nie powiesz… –odparła Bura złośliwie, przebijając kolejnego przeciwnika
Wtedy właśnie, gdy Nid gotował się do riposty, zombiaki na chwilę przestały nacierać. Cofnęły się nawet o kilka kroków. Nagle Nid zdał sobie sprawę, że wie co to oznacza. Na potwierdzenie z mgły daleko za tłumem ożywionych ciał odezwało się potępieńcze wycie tysięcy gardzieli. Nadeszły posiłki. Było bardzo źle.
– Chyba powinniśmy uciekać – zaproponowała Bura trzęsącym się lekko głosem. Zbladła rozglądając się wokoło na zacieśniający się z powrotem pas wrogów
– Proponujesz jakiś konkretny kierunek? – spytał Nidrax razem z nią powoli, coraz szybciej cofając się w kierunku małego wzgórza.
– Możemy… – zaczęła Bura, ale Nidrax nigdy nie dowiedział się, co chciała zaproponować.
Zza ich pleców odezwał się niespodziewany huk. Świat zamarł na chwilę, jakby nabierał tchu do następnego zdania. Po chwili trwającej wieczność jeden z zombiaków, bez sporej części głowy, zgiął się jak scyzoryk i padł na ziemię. Świat eksplodował. Hukiem wystrzałów. Ktoś władowywał w tłum serię, z co najmniej jednego CKM-a. Nid i Bura nie czekali na wyjaśnienia, tylko wiedzieni impulsem padli na ziemię. Po chwili na placu oprócz nich, nie było żywej duszy. Ożywionej też. Dopiero wtedy odwrócili się. Na szczycie wzgórza, w promieniach wschodzącego słońca, dzierżąc po jednym PK-u w każdej ręce, z marsową miną stała ich wybawicielka… Darena. Glorię sceny zakłóciła jednak Awangarda, która z wrzaskiem niczym barbarzyńskie bojowe jodłowanie, przebiegła obok Dareny, stanęła w rozkroku i na ślepo wystrzeliła ze swojej broni. Nidrax nie zauważył jakiej, nie miał czasu, bo szopa w której ukrywał się z Burą dosłownie wyleciała w powietrze i pobliską okolicę. Znów padł na ziemię, tym razem ciągnięty przez Burą. Kątem oka zauważył, że Awangarda także klapła na ziemię kładziona odrzutem.
– Awusia spokojnie! Już wszystkich rozwaliłam… – odpowiedziała spokojnie Darena, po czym zwróciła się do pozostałe dwójki – Hej wy! Żyjecie?!
– Ta, dzięki za pomoc – odparł Nid zmęczonym głosem podnosząc się na nogi – Skąd masz te spluwy? Aha i czy wiesz, że… –
– …Jesteśmy we śnie? Tak. Aw wpadła do mojego w nieco krepującej sytuacji, więc trudno było nie zgadnąć, że śnimy razem. A te piękne armaty sobie stworzyłam. Zadziwiająco lekkie i miodnie celne. Te milusie potworki to twoje? – spytała rezolutnie.
– Moje – opowiedział Bura otrzepując spodnie z kurzu.
– Pogratulować. To, co robimy z tak pięknie zaczętym dniem? – spytała Darena patrząc po pozostałych.
Reklama AdSense
#7
– Weźmy kamerę i nagrajmy nasze przeżycia. Będzie materiał do Trudnych Spraw – odparł ironicznie Nidrax.
– Nie musisz być aż tak złośliwy...
– Oj tam... Skończmy może tę pogaduszkę i poszukajmy jakiejś kryjówki? – Nid ruszył w kierunku lasu.
– Tak, zajebisty masz sposób witania się z rodziną... – mruknęła zrezygnowana Darena i wraz zresztą dziewczyn ruszyła za młodzieńcem. Przemieszczali się, przedzierając przez bujną trawę i krzaki, które zostawiały na ich skórze liczne zadrapania. Z każdym metrem gąszcz stawał się coraz gęstszy, aż w końcu Awangarda zaczęła wątpić, czy przypadkiem nie krążą w kółko.
– Hej, kotuś... – Bura zaszęła nieśmiało rozmowę.
– Hmm? Najpierw walisz mnie z liścia, a teraz 'kotuś'? – zapytał podejrzliwie chłopak.
– Och, zamknij się. Wiesz w ogóle, dokąd iść? – Nid skinął jedynie głową. – Okej, w takim razie powiedzmy, że Ci ufam. Tak przy okazji, zauważyłeś coś dziwnego? – zapytała, pokazując swoje poranione ramiona.
– Tak, wbrew pozorom nie jestem kretynem – odpowiedział. – Krwawimy, a to raczej nie jest normalne we śnie. Chyba, że zachowujemy aż tak wysoki poziom świadomości, że wszystko jest bardzo realistyczne. Śmiem nawet twierdzić, że jest to zależne od ilości osób: im nas więcej, tym większa jest nasza zbiorowa samoświadomość, co przekłada się na dokładność kreowanego świata. Jednak obawiam się, że przez to nasz sen może z drugiej strony być strasznie niestabilny.
Podszycie zdawało się powoli przerzedzać i po chwili ich oczom ukazała się niewielka chatka. Grupka powoli i ostrożnie zbliżyła się do budynku i oceniła sytuację. Wyglądało na to, że dom był opuszczony.
– Co o tym sądzicie? – Darena przerwała milczenie.
– Sama nie wiem – Awangarda wyraziła swoją opinię. – Jeśli zombiaki nas znajdą, to mały domek w środku gęstego lasu raczej nie będzie dobrym miejscem na obronę. Poprzednia lokacja była o tyle dobra, że znajdowała się na otwartej przestrzeni.
– Nie czas teraz na debaty – przerwał im Nid. – Powinniśmy się tutaj shronić. Przynajmniej do świtu... O ile takowy nadejdzie.
Dziewczyny, z racji braku innych miejscówek do wyboru posłusznie weszły z chłopakiem do środka. Wystrój jaj nie urywał. Gruba warstwa kurzu na meblach i rozbudowana metropolia pajęczyn świadczyły o długim okresie niezamieszkiwania budynku. Deski skrzypiały złowieszczo pod naciskiem ich kroków. Młodzi skierowali się w kierunku szafek i zrobiwszy mały rekonesans, znaleźli dwie puszki zupy pomidorowej, którą postanowili skonsumować.
– Przecież to bez sensu! Jesteśmy we śnie, nie musimy jeść – Nidrax protestował. – Na dodatek światło płomieni z paleniska może ich tutaj przyciągnąć.
– Mam to w nosie – odparła Darena. – Jestem wiecznie nienajedzona, więc nawet śniąc, muszę coś przekąsić.
Chłopak tylko westchnął i wziął ze sobą karabinek. – Pójdę na czaty, w razie, jakby mieli się zjawić – odparł, a następnie przymocował do lufy latarkę i skierował się w kierunku wyjścia.
– Poczekaj, pójdę z tobą – zawołała Bura i podążyła za nim.

***

StuGraMP przemieżał niepewnie ulice nawiedzonego miasta, zwanego ZWAłą, gdzie zwykłe rzeczy nie działy się zbyt często. Chociaż wydawało się być cicho i pusto, ten nie zwalniał kroku, prąc ciągle przed siebie.
– Oni nadchodzą. Czuję wyraźne wibracje mocy – mruczał ciągle pod nosem. Szedł jeszcze przez chwilę wąską uliczką, gdy w końcu dotarł do wejścia do jakiegoś małego, obskurnego baru. Wyblakły i naznaczony czasem napis Cerrberrus widniał na szyldzie. Jedi zapukał trzy razy w metalowe drzwi.
– Hasło! – usłyszał zachrypnięty głos, wydowywający się z wnętrza speluny.
– Jedyna rzecz, przed jaką nie można się ukryć, to epidemia rzerzączki – odpowiedział Stu szeptem. Rozległo się głośne skrzypnięcie. Rycerz wszedł do środka opuszczonego baru, gdzie powitał go Zamaskowany młodzieniec.
– W czym mogę ci pomóc, drogi stryju? – spytał.
– Potrzebuję informacji na temat pewnej grupy – chłopak zdawał się być zainteresowany słowami StuGraMPa. – Nazywają się Literkowiczanami...
– Hmm... Słyszałem o nich. Nawet więcej, niż byś się spodziewał – odpowiedział Zamaskowany. – Obawiam się jednak, że masz poważny problem...

***

Darena i awangarda po spożyciu posiłku oddały się rozmowie na temat tego, co się wydarzyło i kroków, jakie należałoby następnie podjąć.
– Odnoszę wrażenie, że Nid i Bura więdzą coś więcej na temat naszego snu. Możliwe, że nawet mają jakąś teorię, która tłumaczyłaby, dlaczego wszyscy się tutaj znaleźliśmy – stwierdziła Darena, poprawiając się w fotelu.
– Tak, możliwe, że nawet mają pomysł, jak się stąd wydostać. Ale co, jeśli postanowią stąd uciec bez nas? – spytała Awangarda.
– Nie widzę powodu, dla którego mieliby to robić.
– Załóżmy, że tym sposobem mogą się obudzić tylko dwie osoby. Co wtedy?
– W takim wypadku wyciągniemy z niego informacje siłą – odrzekła Darena. – Spokojna twoja głowa, już ja znam sposób, żeby go zmusić do gadania.
Wtem drzwi otworzyły się z hukiem i do pomieszczenia wbiegł Nidrax.
– Co się stało?! – wykrzyknęła Awangarda. – Czyżby pojawiło się więcej zombiaków?
– Nie, wręcz przeciwnie! Wygląda na to, że sytuacja wygląda tak, jak się tego obawiałem. Sen staje się niestabilny.
– Aha, ale o co dokładnie chodzi? – Darena nie rozumiała, do czego zmierzał jej kuzyn.
– Świat nie jest w stanie nas razem utrzymać... – dyszał Nidrax. – Bura wyparowała!
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
#8
– Nagroda za moja głowę mówisz? – spytał retorycznie Stu. Mimo, że pytanie nie wymagało odpowiedzi, chłopak przytaknął.
StuGraMP rozglądał się bacznie wokoło, omiatając wzrokiem wszystkich klientów baru. Nie był to widok ani przyjemny, ani napawający optymizmem. W powietrzu, oprócz niezwykłej mieszanki woni typowej dla tego przybytku, wyczuć można było rosnące napięcie. Rycerz oczyma wyobraźni widział czerwone, świecące ślepia, spoglądające na niego z każdego z pięciu kątów baru. Wtedy ciszę znów przerwał Zamaskowany.
– Aha, byłbym zapomniał – zaczął chłopiec. – Ktoś zostawił ci wiad... – Nie zdążył dokończyć.
Moment nieuwagi Stu wykorzystało dwóch zakapiorów. Bliższy spróbował uderzyć go prawym sierpowym. Doskonale wyszkolony wojownik zdołał jednak uniknąć ciosu, natychmiast wyprowadzając kontrę w brzuch, a następnie łamiąc napastnikowi rękę. Nim drugi zdołał zamachnąć się kijem, StuGraMP wyrwał kartkę trzymaną przez Zamaskowanego i odrzucił drugiego wroga Mocą. Szybkim gestem rozłożył wiadomość i przeczytał.
"ZAMKNIJ OCZY!
Nie, serio.
Wiem, że nie wiesz kim jestem.
Ani mi nie ufasz.
Ale staram sie pomóc.
Więc do ciężkiej cholery
ZASŁOŃ OCZY!"

Wiedziony instynktem rycerz jednym szybkim ruchem osłonił twarz swym szerokim rękawem. Zamknął oczy. Wtedy przez okno wpadła niewielka, czarna kulka. Potoczyła się po podłodze, ściągając wzrok wszystkich powstających mężczyzn, z różnymi elementami wyposażenia wnętrza w rękach. Zatrzymała się. Zapadła cisza.
Po tym jak bandyci odzyskali wzrok po nagłej fali światła, Stu juz nie było.

***

W ciemnym pokoju, przy biurku oświetlonym świecą, będącą jedynym źródłem światła, siedziała kobieta w czarnym lateksowym stroju. Pisała coś mozolnie na pergaminie, a obok niej leżała sterta raportów. Wszystkie śmierdziały lochami i salą tortur. Kobieta jednak nie wydawała się być przejęta tym faktem. Kontynuowała pisanie wyroku śmierci. Ziewnęła. Przerwała na chwilę, by przetrzeć oczy i kontynuowała. Świeca w swoim powolnym tempie wypalała się. Panowała cisza...
Aż wtem rozległo się pukanie do drzwi. Kobieta odwróciła się i po chwili zastanowienia wstała i otworzyła. Przed nią w krótkim hotelowym korytarzu stał mężczyzna w kapturze. Na piersi miał wyszyte "L".
– Ach, to ty... Po coś tu przyszedł? – spytała znudzonym głosem kobieta
– Nie słyszałaś? On się pojawił! – odparł nerwowo przybysz, bezceremonialnie pakując się do środka.
Kobiela zamknęła za nim drzwi i dopiero po chwili odparła:
– On? Chyba nie mówisz o... –
– StuGraMP! Był w Cerberrusie! I nawiał! – zaczął niemal krzyczeć mężczyzna.
– On? I tylko tyle chciałeś mi powiedzieć? – odparła zniesmaczona czarnowłosa.
Chciała jeszcze coś dodać, gdy nagle drzwi rozwarły się z łoskotem i do środka wpadł...
– STU?! – krzyknął osobnik w kapturze i były to jego ostatnie słowa, nim miecz przebił mu serce.
– Dzięki za wskazanie miejsca – oparł lodowato StuGraMP, wyszarpując swój miecz świetlny z ciała na podłodze. – Zaś co do ciebie... – dodał, spoglądając na kobietę w lateksie.
Na chwilę zapadła cisza. Spoglądali na siebie w milczeniu. Blask bijący z miecza oświetlał twarz Stu skapaną w mroku, wyostrzając rysy, nadając jej niemal zwierzęcego wyglądu. Na dole właściciel hotelu siedział skulony za recepcją. Bał się nawet ruszyć. Tylko słuchał. Po chwili nad jego głową zadudniły kroki. Prawo, lewo, prawo, coś uderza o podłogę, lewo, coś się strzaskuje, znów kroki. I cisza.
Rano znaleziono głowę kobiety leżącą na niedokończonym wyroku śmierci. Na ścianie wypalony był, przekreślony napis "Literka".
#9
Spoiler:

– E tam, dramatyzujesz, pewnie poszła za potrzebą – odparła Darena. – A co ty o tym sądzisz, Awa? Awa...?
Dziewczyna spojrzała w miejsce, gdzie jeszcze niedawno stała Awangarda. Ku jej zdziwieniu jednak jej już tam nie było.
– O żesz w dupę! One naprawdę zniknęły! – wykrzyknęła.
– No co ty, kuźwa, nie powiesz?! – Nidrax doznał palpitacji ucha i zaczął z niego strzelać. Następnie, krążąc po całym pomieszczeniu, przyłożył głową w wiszącą szafkę, co poskutkowało tym, że zaczął machać rękoma jak rapujący murzyn. Ostatecznie się uspokoił i wrócił do rozmowy: – No, w takim razie, co robimy?
Odpowiedziała mu martwa cisza.
– Nie no... Znowu? – jęknął Nid. – Czyli zostałem sam. Zajebiście, jeden cherlawy koleś kontra horda zombie.
– Nie martw się, przybywam Ci z pomocą! – usłyszał nagle za plecami. Obrócił się i ujrzał NIEGO. Błyszcząca łysina, goła, umięśniona klata i szelmowskie spojrzenie.
– Johnny Sins! – wykrzyknął uradowany Nidrax, piszcząc niczym nastolatki na koncercie Justina Biebera. – Człowieku, ale to dla mnie zaszczyt! Jesteś moim idolem!
– Nie, kretynie! To ja, Yami – odparł rozmówca, drapiąc się po głowie.
– To dlaczego wyglądasz jak Łysy z Brazzers? – spytał zdziwiony młodzieniec.
– Ty jesteś taki głupi od urodzenia, czy ktoś cię kiedyś pizdnął noktowizorem w łeb? – usłyszał w odpowiedzi. Nidrax chwilę się zastanawiał nad tym, co ma powiedzieć, jednak ten wysiłek umysłowy go zbytnio zmęczył, więc sobie odpuścił.
– Sam nie wiem. W każdym razie, co robimy? Zombiaki w końcu nas tu znajdą.
– Nie trzęś pipą. Tak się składa, że ociekam zajebistością i mam supermoce. Mogę nas stąd wyciągnąć i przetransportować w bezpieczne miejsce.
– Czyli jakie? – spytał Nid.
– A no, tego nie przewidzisz. Czasami znajdziesz się na imprezie u wujka Staszka, a czasami wylądujesz w bębnie pralki – stwierdził ponuro Yami, po czym przeszedł się po chacie i wyjął z szafki, w którą wcześniej przywalił Nid, wielkie, świecące dildo. – To się może jeszcze przydać.
– Okej stary, to co mamy robić? Użyj swoich czarów!
– Złap mnie za łysinę! – odparł Yami, marszcząc brwi.
– Że co?! – Nidrax cofnął się dwa kroki w tył, potykając się o porzucony rower i lądując na stercie garnków.
– Nie pora na głupie pytania i wyjaśnienia. Po prostu to zrób!
Chłopak jeszcze przez chwilę zastanawiał się, czy przystać na propozycję Łysego, jednak po chwili uległ i położył dłoń na świecącej glacy Yamiego. Potem rozbłysło oślepiające światło, gwizdnęło, świsnęło, jebutło i po chwili obaj już znajdowali się na małej tratwie na środku oceanu.
– No to nam się trafiła miejscówa! Dobra, walić to, dawaj tu swoją głowę, wyteleportuj nas gdzie indziej – jęknął Nid, jak to już miał w zwyczaju.
– Tia... – odparł Yami. – Tylko widzisz, jest jeden mały problem. Tej umiejętności mogę użyć tylko raz na dobę.
– Jaja se, szmato, robisz? – W głosie Nidraxa dało się wyczuć nutę sarkazmu. – Jesteśmy wewnątrz pieprzonego snu! Jak chcesz tutaj określić upływ czasu?
– Ty mi tu nie rzucaj cytatami z Postala, tylko wkładaj łapska do wody i wiosłuj. Może gdzieś dopłyniemy. Chyba że wolisz, bym ci wsadził tego dildosa w dupę.
Nie myśląc długo nad opcjami, Nidrax zaczął machać rękoma, licząc, że jak najszybciej dobiją do jakiegoś lądu.
I tak mijały godziny...
Chłopaki zdążyli już zagrać w pokera, słoneczko i odbyć przyjacielski mecz Snookera i już powoli zaczynali tracić nadzieję, gdy nagle ich oczom ukazała się w oddali mała wysepka. Uradowani zaczęli żwawo przemieszczać się w jej kierunku z jęzorami wywieszonymi po pas. Liczyli na to, że czekają ich tam dziesiątki pięknych kobiet. Albo przynajmniej jakaś koza. Z każdym przebytym metrem, coraz dokładniej widzieli wyspę. Nagle Nidrax wykrzyknął: – O w dupę jeża! Co TO ma być?! – wskazał Yamiemu palcem punkt położony w centralnej części lądu. Łysy zmrużył oczy niczym DiCaprio w Incepcji i wytężył wzrok. Wtedy ujrzał przerażającą scenę: Na wyspie, między dwiema palmami stała zakleszczona dziewoja, jedną ręką machając, a drugą zarzucając lewego cyca za plecy.
– Człowieku, ja nie wiem, co to jest. Mam tylko dwie ręce, a dwoma tego nie ogarniesz.
– No to co robimy? – spytał przerażony Nid.
– Postąpimy tak, jak każdy prawdziwy mężczyzna by to zrobił w naszej sytuacji: CAŁA WSTECZ!
Chłopacy z całych sił starali się zawrócić tratwę i oddalić od czekającej na nich wyspiarki, niestety dla nich, prąd coraz mocniej spychał ich w kierunku lądu. Zdesperowany Nid wykrzyknął: – O MÓJ BOŻE, ZGINIEMY! – po czym ich tratwa zaryła o piach, wywracając się i wyrzucając obu na brzeg...
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
#10
Stugramp udał się do tajnej bazy. Wejście było dobrze zamaskowane — w centralnym punkcie miasta, na środku placu znajdował się właz do szamba. Stu odsunął pokrywę i wskoczył do środka. Musiał przepłynąć w gównie dziesięć metrów, by znaleźć się przed pancernymi drzwiami do schronu. Przekręcił ogromne koło, odblokowując rygle. Wszedł do środka i zamknął za sobą. Było ciemno jak w dupie u murzyna, a wrażenie potęgował odpowiednio zapach. Namacał ręką włącznik po prawej stronie i zapalił światło. Świetlówki zaczęły migotać, aż w końcu rozbłysły, ukazując długi korytarz.
Pierwsze drzwi z lewej — tam była łazienka i właśnie tam udał się Stu. Wziął prysznic i ruszył korytarzem na odległy koniec. Po drodze mijał jeszcze kilka innych drzwi, kręcił przy tym głową z wyrazem pretensji na twarzy. W końcu dotarł do ogromnego wejścia, przy którym była skrzynka z klawiaturą alfanumeryczną. Wpisał kod dostępu i wrota się otworzyły.
Wszedł do ogromnego pomieszczenia. Pełno w nim było różnorodnego sprzętu i narzędzi. Ale nie po to tu przyszedł. Z boku stały dwa łóżka: na jednym leżał Nidrax, a na drugim Yami. Przy łóżkach krzątał się gość w białym kitlu.
— Cześć, Epon. I jak sytuacja?
— Bez zmian. Co tu tak śmierdzi? — odparł Epon.
— Zasrane wejście w centrum miasta. — Stu pokręcił głową.
— To nie mogłeś wejść przez piwnicę biblioteki?
— Zapomniałem — odpowiedział po dłuższej chwili.
— Nid nadal znajduje się w dziwnej śpiączce. Podłączyłem Yamiego do jego snu, żeby mieć nad nim choćby małą kontrolę. Udało nam się ustabilizować jego wirtualny świat, ale nadal nie możemy znaleźć źródła siły, która trzyma go w tym śnie. Wygląda na to, że jego organizm został czymś zatruty.
— To na pewno ci cholerni Literkowiczanie. Muszę się udać do ich sanktuarium i znaleźć odtrutkę.
— Wiesz, że to nie będzie łatwe?
— Spokojnie. Mam ich bluzę z wyszytą literą „L”.
— A skąd ta dziura na środku bluzy?
— To jest tylko początek dziury.
— A gdzie jest koniec?
— W brzuchu jednego kolesia w hotelu.
Epon pokiwał tylko głową, uśmiechając się z przekąsem.
— No dobra. Spróbuj zdobyć to antidotum. To nasza ostatnia nadzieja.

***

Stu cały wieczór obmyślał, jak dostać się do sanktuarium Literkowiczan. W końcu postanowił zasięgnąć pomocy jedynego agenta, któremu udało się zbiec z tej mafijnej organizacji. Ubrał się w coś cieplejszego, bo wieczór był chłodny, i wyszedł na ulicę. Lampy rzucały blade światło, tworząc ponurą atmosferę niczym z kiepskiego horroru. Dwie przecznice dalej skręcił w prawo, aż dotarł pod szare drzwi z przytwierdzoną kołatką. Zadzwonił zębami i drzwi się otworzyły. Stanął w nich nie kto inny jak Hellbringer.
— Cześć, Hell.
— Cześć. Co cię do mnie sprowadza? – spytał agent.
— Mam sprawę. Potrzebuję wejść do sanktuarium.
Zapadła krótka cisza.
— Wchodź!
Wnętrze było urządzone w prosty, funkcjonalny sposób. Zero zbędnych przedmiotów. Pod ścianą stał regał z podstawowymi narzędziami: tasak, maczeta, pancerfaust. Stu bał się zajrzeć do lodówki. Krążyły pogłoski, że to tajne przejście do innego wymiaru.
— Aby wejść do sanktuarium — rozpoczął wykład — potrzebne są dwie rzeczy: bluza z emblematem i hasło dostępu.
— Bluzę mam.
— A ja znam hasło. Ale nie ma nic za darmo.
— Spodziewałem się tego. Ile chcesz?
— Nie zależy mi na forsie. — Spojrzał na Stu i uśmiechnął się szelmowsko. — Wykradniesz im złote pióro.
— Dobra, umowa stoi.
— Zapamiętaj więc hasło: "Jedna literka to nie alfabet". Musisz jednak wiedzieć, że działa ono na godzinę...
— Jak to na godzinę? — przerwał mu Stu.
— Bo ochroniarz to idiota i po godzinie wywali cię na zbity pysk.
— Chyba nie mam wyjścia. Muszę spróbować.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
Wątek zamknięty 


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Forumowe Opowiadanie – Temat techniczny [Dyskusja/Błędy] Naxster 52 21,148 09-06-2015, 18:51
Ostatni post: Nidrax
  Forumowe Opowiadanie – temat techniczny StuGraMP 1 2,032 07-06-2015, 23:49
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości