Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Romans Światłocień...
#1
Opuszczony peron tonął w ciemnościach, wyczuwała jego obecność, może jeszcze nie odszedł... Na pewno tak jak zawsze opierał się o ścianę z której już dawno złuszczyła się ciemnożółta farba. Mokra sukienka obklejała jej ciało, włosy lepiły się do twarzy którą smagał chłodny wiatr, jednak nic nie wskazywało na to by, miało przestać padać, ale deszcz w tej sytuacji jej nie przeszkadzał. Wcześniej proste włosy teraz stały się garścią niesfornych loków. Łzy mieszały się z kroplami deszczu spływającymi strużkami z sukienki i nóg, smutno skapując, kończyły swój żywot w kałuży.

ONA też skończy, już niedługo...tyle, że nie w kałuży, uśmiechnęła się w przypływie wisielczego humoru. I będzie płakał. I żałował. I tęsknił. Ale bała się tego, że na wieść o jej śmierci on nadal będzie taki zimny i bezwzględny, że nie przyjdzie na pogrzeb, że nie będzie płakał, żałował i tęsknił. Ale jej już wtedy nie będzie, rozmyślała, boso brodząc w zimnej kałuży. Nie chciała żyć, nie miała siły na to by los znowu ją przewracał gdy wreszcie zebrała siły by wstać i uniosła się choćby kilka centymetrów. Słyszała jak szybko oddychał, był wzburzony nowiną... Nie mogła przestać płakać, na samą myśl o tym łzy cisnęły jej się same do oczu. Które i tak w nich tonęły, tak jak kiedyś w jego oczach.

Dźwięk deszczu wpadającego do kałuży przerwały niepewne kroki. Nareszcie zbliżał się, gdy w końcu poczuła jego ciepło, przebiegł ją dreszcz, ale niestety zaraz owionął ją delikatny wiaterek który niewątpliwie oznaczał zmianę jego planów. Marzenia, że jej wybaczy stawały się coraz bardziej nierealne. Odwróciła się – ujrzała jego plecy, wolnym krokiem zbliżał się do wyjścia tak wolnym, jakby coś chciał tutaj zostawić, w tym ciemnym, obskurnie wilgotnym miejscu, ale nie był pewien czy będzie tu bezpieczne, a nawet nie zdawał sobie sprawy, że zrobił to już dawno.

-Zostań...– szepnęła cicho drżącym głosem. Natychmiast się odwrócił, ale ona nie miała odwagi wierzyć, że usłyszał. Zamknęła oczy. Ponownie dosłyszała kroki, była pewna, że wyszedł. Gdy już nic nie zakłócało deszczowej muzyki, zaszlochała głośno zakrywając twarz dłońmi. W geście rozpaczy, zgięła się w pół i krzyknęła głośno, jakby kłaniała się jeszcze własnemu nieszczęściu.

Echo poniosło głuche dźwięki po całym pomieszczeniu. Poczuła dotyk. Wystraszyła się, przecież każdy mógł ją tutaj zastać, bezbronną, słabą i bez odrobiny nadziei, mimo wszystko, nie chciała jeszcze umierać. Ale gdy zorientowała się, że to on trzymał jej ręce mocno, nakazała swemu ciału wrzeszczeć, wyrywać się i drapać, ale dobrze wiedziała, że odmówi jej posłuszeństwa. Odwrócił ją twarzą do siebie i oplótł ramionami dając sobie poczucie siły, a jej bezpieczeństwa. Położył głowę na jej ramieniu. Czuła jego wilgotne usta, ciepły oddech przyjemnie łaskotał jej szyję. Kurczowo się go trzymała. Nie chciała go stracić, nigdy nie przestanie przecież kochać tego tchórza.

Nagle On opuścił ręce i jak zawsze zawstydzony uczuciami pojawiającymi się w najmniej odpowiednim momencie, przyjął pozę obojętności chociaż namiętności które nim targały nie były małe. Dziś jednak to nie uczucia sprawiły, że skamieniał.

-Podaj mi choć jeden ważny powód, a zostanę– szepnął. Chwycił jej brodę i otarł wierzchem dłoni ślady łez z gładkich, jasnych policzków. Patrzył, jak spod zamkniętych powiek toczą się leniwie kolejne krople. Miała spokojny wyraz twarzy, jakby nie przejmowała się swoją przyszłością – myślał. Nie wiedział nawet w jakim stopniu ma rację. Zapytał jeszcze raz o powód dla którego miał zostać, tym razem spokojniej, jej marmurowa twarz zaczęła odzwierciedlać uczucia które targały jej właścicielką.

Zacisnęła mocno powieki by zatrzymać strumienie łez pojawiające się po tych dźwiękach, tym głosie który tak bardzo kochała. Zacisnęła zęby i nie miała zamiaru otworzyć oczu, rozsądek nie pozwalał jej na niego patrzeć, nie chciała by ujrzał co do niego naprawdę czuje. Grymas bólu pojawił się na jej twarzy, a to wcale nie przez jego ręce które tak mocno ją ściskały.

Wiedział, że powinien zostać, ale ona... ona się nim nie przej... Nie! Nie pozwolił się do końca sformułować tej myśli. Nie zauważyła, że z jego oczu teraz też płyną łzy. Przecież nie powiedziała mu, dlatego, że chciała go chronić od odpowiedzialności, a teraz wiedziała, że i tak tego nie ukryje. Była chora.

A on egoista tylko o sobie myślał, uniósł głowę ku sufitowi spodziewając się , że ujrzy to nieprzyjazne, ciemne, nieogarnięte ludzkim umysłem niebo.

A ona go tak doskonale uzupełniała, był taki chłodny, poważny, wyobcowany z tego, bądź nie bądź, zsolidaryzowanego społeczeństwa rodzinnego.A ona jednym serdecznym uśmiechem i wesołym spojrzeniem spod podskakującej przy każdym jej kroku grzywki, potrafiła zjednać sobie jego rodzinę, zyskać zaufanie. Ale jego zawiodła, przecież nie był słaby, jego siła tkwiła w opanowaniu, surowości i powadze, ale przecież ona pokonała go swoim wesołym, naiwnym i beztroskim usposobieniem, tak jak dziecko potrafi jedynie sprawić, by najbardziej smutny starzec się uśmiechnął. Myślał, że słabość do tej niewinnej istotki równa się przegranej. Już wiele razy mógł się przekonać, że miłość do niej to swego rodzaju dziwna kontrybucja...

-Otwórz oczy!– rozkazał drżącym głosem. Otworzyła, patrzyła mu prosto w oczy z tą swoją rozbrajającą szczerością i nadzieją, na co? Na wspólną przyszłość? Na wybaczenie? Na miłość? Mógł wybierać... Nawet nie mrugnęła, bała się, że to zerwie tę nić porozumienia, delikatną jak pajęczyna, która może trwać jedynie przez kilka sekund, która jest od razu skazana na klęskę, ale też która dawała nadzieję. Obojgu.

Jego spojrzenie przewiercało ją na wylot. Te jego mroźnie zielone oczy... Widziała, że ten lód się kruszy, trzaska, pękając na tysiące drobnych, ostrych i niebezpiecznych igiełek. Zawsze tak było, wystarczyło mu jedno długie, ufne spojrzenie. Ufne, ale tak automatyczne, mogła je przywołać za każdym razem gdy tego chciała. Jemu nie ufała, była zazdrosna o to, że patrzy na nią obojętnym wzrokiem. Bała się. Cholernie się bała. Że jej nie kocha, że nic dla niego nie znaczy. Spojrzała na własne stopy. Z długiej, ciemnej rzęsy staczała się w dół przejrzysta kropla, gdy dotarła do jej końca niezdecydowanie się zachwiała i ciężko spadła na gładką powierzchnię policzka.

Gdyby z łzami spadały również ich przyczyny, wszystko było by takie łatwe- pomyślał. Jego wzrok powędrował ku ziemi. Ujrzał wtedy jej małe, zgrabne stopy. Była bosa. Wybiegła za nim. Nie zdążyła nawet założyć butów. Zależało jej?? Spojrzał w jej oczy w których odbijało się słabym światłem okno po którym strugami spływał deszcz.



Deszcz. Pamiętał jak się poznali, a zostało im już tak niewiele czasu.

Wtedy też padało, a wiatr wyginał druty jej różowego parasola na drugą stronę, uparcie walczyła by jej go nie wyrwał. Mocno trzymała rączkę przymocowaną do drutu. A od niego oderwał się cały “kapelusz” i wylądował lekko na czarnym, mokrym asfalcie. Jechałem nowiutkim audi , prosto z salonu, lekko przydepnąłem pedał hamulca i z zadowoleniem zatrzymałem się przed pieczarką w kolorze fuksji. Nie było ruchu.

Wysiadłem i z uśmiechem zapytałem dziewczynę z zarumienioną od wiatru twarzą, czy nie pożyczyć jej swojego parasola. Przeprosiła cichutko i z radosnym zakłopotaniem wskoczyła na szary, brukowany chodnik. Aż pompony u jej butów podskakiwały. I sobie poszła. Szybko wskoczyłem do samochodu i zaparkowałem na najbardziej niebezpiecznym parkingu w mieście. Wziąłem że sobą parasol. Szybko ją dogoniłem. Na kilka chwil poczułem się chłopakiem który próbuje poderwać dziewczynę, ale gdy spojrzałem na srebrnego rolexa... Znów stałem się młodym biznesmenem. Elegancko odprowadziłem ją do domu, po spacerze po parku. Pocałowałem w rękę. A ona. Ona zarzuciła mi ręce na szyję i pocałowała namiętnie. Telefon odezwał się głośnym dzwonkiem. Zmarszczyłem brwi i jednym ruchem go uciszyłem, nie przerywając pocałunku. Wykręciła rękę do tyłu, zapytałem czy chce mi uciec. Zachichotała bezgłośnie, wkładając klucz do zamka z zamkniętymi oczami. Przekręcił się z gruchotem. Otworzyła drzwi ręką i wtoczyliśmy się do środka.

Gdy wychodziłem od niej rano byłem innym człowiekiem, radosnym, beztroskim. Przyrzekłem sobie, że nigdy nie zapomnę tej nocy. Że nigdy nie zapomnę jej głosu, oczu. Nigdy. Lekkim krokiem szedłem w stronę wczorajszego parkingu. Nie włożyłem krawatu. Marynarkę niosłem na ramieniu i oglądałem świat jej oczami. Tak jak wczoraj. Był niesamowity. Piękny. Ignorowałem służbowe telefony. Nie zdziwiła mnie nawet ogromna rysa na samej, samiuteńkiej masce. Zrozpaczony, pomyślałem jak musi się teraz czuć ten młody gnojek z gwoździem. Zaśmiałem się głośno.
Już nigdy nie miało być tak jak dotąd.

Już wtedy wiedziała. Nie miał jej numeru telefonu. Stał godzinami przed jej domem, tuż pod oknem tego pokoju. Tego w którym go zmieniła. Pukał, nie otwierała. Krzyczał, sąsiedzi zastanawiali się nad jego ilorazem inteligencji. Sterczałem tam przez kilka godzin. Nic.

Wróciłem nazajutrz, przy drzwiach stacjonowało wielkie psisko. Gdy tylko zbliżyłem się do drzwi, zawarczał, majestatycznie ukazując ogromne kły. Zaryzykowałem i nacisnąłem guzik dzwonka u drzwi. Otworzyła, blada, senna i zmęczona. Kontrast jej dzisiejszego wyglądu z tym z przedwczoraj uderzył mnie niespodziewanie.
-Daj mi spokój- wyszeptała- proszę...zostaw mnie – dodała płaczliwie, westchnęła głęboko i nabrała znów powietrza w płuca, niewątpliwie po to, aby się wytłumaczyć.
-Ni..
-Nie lubię gdy kobiety dużo mówią-przerwałem jej w pół słowa. Zamilkła. Zbliżyłem się. Potwór zawarczał. Znowu zaczęła mówić, nie słuchałem, po prostu wpiłem się w jej usta. Próbowała się wyrwać. W końcu uległa. Tak delikatna...



Uśmiechnął się. Było jej zimno. Chciała kłamać, że wszystko gra, wciąż. Lecz on już znał prawdę. Muszę coś jeszcze zrobić– przecież się nie podda. Będzie walczyła, ale czy on jej pomoże?? Ważyła w myślach słowa, które by pomogły wyrazić uczuci a jakie do niego żywiła. Co czuła? Na pewno rozczarowanie, złość, że jednak nie zrozumie wszystkiego, czuła się winna, że nie powiedziała wcześniej. Zagryzła wargi i uniosła wzrok na kilka centymetrów.
-Zostań.
-Powiedz to- spojrzał jej głęboko w oczy. Poczuła miedziany smak krwi – No dalej. Zostanę..

Jej wielkie jasne oczy zaszkliły się, przejrzał w nich się jak w lustrze. Nie podobało mu się to co zobaczył – niedoświadczonego gówniarza, którego los od zawsze rozpieszczał – był przemoczony i było mu zimno, buty zaczęły przemakać. Jej życie nigdy nie rozdawało dobrych kart, ani w przeszłości, ani teraz, ale co pokaże przyszłość? Nie chciał wiedzieć co by czuł gdyby stracił tą jedyną taflę która nie oddawała fałszywego obrazu.

-Kocham cię– wybuchła płaczem – Nie chcę żebyś odszedł. Przepraszam.
Oparła czoło o jego szeroki tors. Poczuła jak silne ręce oplatają jej ciało, a po chwili dźwignęły ją. Ułożył ją wygodnie we własnych ramionach i otulił własną kurtką .

Szepnął jej jeszcze na ucho:
– Wszystko będzie dobrze i nim się obejrzysz będziesz stała że mną na kobiercu i nie będziesz miała innego wyboru jak spędzić że mną resztę życia. Wyzdrowiejesz.– ale tego ostatniego nie był pewien już kiedy wiedział, że grała o zdrowie znaczonymi przez życie kartami...
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Na SERIO radzę zmniejszyć czcionkę. To jest dosłownie, nie do czytania.

I dodaj wcięcia.
Odpowiedz
#3
Czcionka zmniejszona, więc moja kolej.
Cytat: Na pewno tak jak zawsze opierał się o ścianę z której już dawno złuszczyła się ciemnożółta farba.
Przecinek po tak i przed "z której".
Cytat: Mokra sukienka obklejała jej ciało, włosy lepiły się do twarzy którą smagał chłodny wiatr, jednak nic nie wskazywało na to by, miało przestać padać, ale deszcz w tej sytuacji jej nie przeszkadzał.
Przecinek przed którą. Zbędny przecinek po by, powinien być PRZED by. Do tego powtórzenia.
Cytat: Łzy mieszały się z kroplami deszczu spływającymi strużkami z sukienki i nóg, smutno skapując, kończyły swój żywot w kałuży.
Przecinek przed spływającymi. Nie pasuje mi tu słowo skapując.
Cytat: ONA też skończy, już niedługo...tyle, że nie w kałuży, uśmiechnęła się w przypływie wisielczego humoru.
Spacja po wielokropku i zacznij wielką literą, bo tworzysz całe zdanie.
Cytat: ONA też skończy, już niedługo...tyle, że nie w kałuży, uśmiechnęła się w przypływie wisielczego humoru. I będzie płakał. I żałował. I tęsknił. Ale bała się tego, że na wieść o jej śmierci on nadal będzie taki zimny i bezwzględny, że nie przyjdzie na pogrzeb, że nie będzie płakał, żałował i tęsknił. Ale jej już wtedy nie będzie, rozmyślała, boso brodząc w zimnej kałuży.
Ano, powtórzenie.
Cytat: Nie chciała żyć, nie miała siły na to by los znowu ją przewracał gdy wreszcie zebrała siły by wstać i uniosła się choćby kilka centymetrów.
Przecinek przed by oraz gdy. Drugie by w zdaniu zamień na aby, by uniknąć powtórzenia.
Cytat: Które i tak w nich tonęły, tak jak kiedyś w jego oczach.
Zbędny przecinek, a raczej błędnie postawiony. "tak, jak"
Cytat: Nareszcie zbliżał się, gdy w końcu poczuła jego ciepło, przebiegł dreszcz, ale niestety zaraz owionął delikatny wiaterek który niewątpliwie oznaczał zmianę jego planów.
Dreszcz nie przebiega, a przechodzi. "Przeszedł ją dreszcz" Przecinek przed który oraz powtórzenie.
Cytat: Marzenia, że jej wybaczy stawały się coraz bardziej nierealne.
Przeciek po wybaczy.
Cytat: Odwróciła się – ujrzała jego plecy, wolnym krokiem zbliżał się do wyjścia tak wolnym, jakby coś chciał tutaj zostawić, w tym ciemnym, obskurnie wilgotnym miejscu, ale nie był pewien czy będzie tu bezpieczne, a nawet nie zdawał sobie sprawy, że zrobił to już dawno.
Ekhm, za długie? Rozdziel to jakoś, bo wyszedł tasiemiec. Zdania powyżej trzynastu słów tracą sens. Nie znaczy, że trzeba ich unikać, ale to jest przesadą. Przecinek przed "tak wolnym".
Cytat: Gdy już nic nie zakłócało deszczowej muzyki, zaszlochała głośno zakrywając twarz dłońmi.
Przecinek przed "zakrywając".
Cytat: W geście rozpaczy, zgięła się w pół i krzyknęła głośno, jakby kłaniała się jeszcze własnemu nieszczęściu.
Wpół piszemy łącznie. Usuń to "jeszcze".
Cytat: Wystraszyła się, przecież każdy mógł ją tutaj zastać, bezbronną, słabą i bez odrobiny nadziei, mimo wszystko, nie chciała jeszcze umierać.

Zbędny przecinek przed bezbronną.
Cytat: Ale gdy zorientowała się, że to on trzymał jej ręce mocno, nakazała swemu ciału wrzeszczeć, wyrywać się i drapać, ale dobrze wiedziała, że odmówi jej posłuszeństwa. Odwrócił ją twarzą do siebie i oplótł ramionami dając sobie poczucie siły, a jej bezpieczeństwa. Położył głowę na jej ramieniu. Czuła jego wilgotne usta, ciepły oddech przyjemnie łaskotał jej szyję.
Kolejne powtórzenie, już nawet nie będę zaznaczać, bo chodzi tu o słowo "jej".
Cytat: Odwrócił ją twarzą do siebie i oplótł ramionami dając sobie poczucie siły, a jej bezpieczeństwa.

Przecinek przed "dając".
Cytat: Nagle On opuścił ręce i jak zawsze zawstydzony uczuciami pojawiającymi się w najmniej odpowiednim momencie, przyjął pozę obojętności chociaż namiętności które nim targały nie były małe.
Przecinek przed pojawiającymi, chociaż i które.
Cytat: -Podaj mi choć jeden ważny powód, a zostanę– szepnął.
Spacja przed "Podaj" oraz po "zostanę". Taki błąd techniczny.

Dalej nie mam siły sprawdzać. Tutaj wadzi interpunkcja i powtórzenia. W szczególności polecam Ci wątek http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...nkcja.html na forum, bo widzę, że nawet z tymi podstawowymi masz problem. Nie wspomnę już o bardziej złożonych zdaniach. Powtórzeń jest dużo. Bardzo dużo. Używasz zbyt często słowa "jej". Znajdź jakieś zastępcze. Resztę postaram się sprawdzić jutro albo pojutrze, bo mogę nie mieć czasu. Pod względem fabuły na razie nie oceniam, choć to romans, więc wątpię, że przypadnie mi do gustu.

Ach, akapity dodajemy za pomocą kodowania [ p ] (bez spacji). Nie musisz oddzielać wszystkiego enterami.
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
#4
Dobre, przyjemnie się czyta :).
Odpowiedz
#5
Wielka burza uczuć, ale gramatyka... losie ty mój. Lekko licząc 90% tekstu do poprawki. Darena już wskazała – nanieś zmiany. Jak zdążę, to w nocy napiszę pełny wykaz :)

1. Usuń puste linie między poszczególnymi akapitami.
2. Nie zmieniaj sposobu narracji – raz piszesz w trzeciej osobie, a raz w pierwszej.
3. Myśli bohaterów daj albo w cudzysłów, albo napisz kursywą – są wtedy bardziej czytelne.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
Błędów ciąg dalszy.
Cytat: Miała spokojny wyraz twarzy, jakby nie przejmowała się swoją przyszłością – myślał.
A on co? Julek Cezar, który myśli w trzeciej osobie? Przecież nie jest narratorem, by wypowiadać się w podobny sposób. Jak napisał Stu – myśli bohaterów zapisujemy kursywą.
Cytat: Zapytał jeszcze raz o powód dla którego miał zostać, tym razem spokojniej, jej marmurowa twarz zaczęła odzwierciedlać uczucia które targały jej właścicielką.
Znowu jej, jej i jej. Do tego "marmurowa twarz". What the fuck? Że co to niby oznacza? O.o Przecinek przed której.
Cytat: Zacisnęła mocno powieki by zatrzymać strumienie łez pojawiające się po tych dźwiękach, tym głosie który tak bardzo kochała. Zacisnęła zęby i nie miała zamiaru otworzyć oczu, rozsądek nie pozwalał jej na niego patrzeć, nie chciała by ujrzał co do niego naprawdę czuje.
Wyszczególniłam powtórzenia. Przecinek przed by.
Cytat: Grymas bólu pojawił się na jej twarzy, a to wcale nie przez jego ręce które tak mocno ją ściskały.
Przecinek przed które.
Cytat: Nie pozwolił się do końca sformułować tej myśli.
Szyk zdania. Zmień trochę, bo trzeba kilka razy przeczytać, by wyłapać sens.
Cytat: A on egoista tylko o sobie myślał, uniósł głowę ku sufitowi spodziewając się , że ujrzy to nieprzyjazne, ciemne, nieogarnięte ludzkim umysłem niebo.
Tu jest dopiero rzeźnia. Po pierwsze: szyk. "A on egoista myślał tylko o sobie [...]" Brzmi lepiej, prawda? Drugie... Uniósł głowę ku górze, bo to trochę dziwne, by przez sufit widzieć niebo. I po tym sufitowi powinien być przecinek. Nie rozumiem epitetów nieba. Czemu jest nieprzyjazne? Powinnaś to wyjaśnić, skoro niebo jest raczej symbolem spokoju.
Cytat: A ona go tak doskonale uzupełniała, był taki chłodny, poważny, wyobcowany z tego, bądź nie bądź, zsolidaryzowanego społeczeństwa rodzinnego.A ona jednym serdecznym uśmiechem i wesołym spojrzeniem spod podskakującej przy każdym jej kroku grzywki, potrafiła zjednać sobie jego rodzinę, zyskać zaufanie.
Zjadłaś spację, zaczynając drugie zdanie.
Cytat: Ale jego zawiodła, przecież nie był słaby, jego siła tkwiła w opanowaniu, surowości i powadze, ale przecież ona pokonała go swoim wesołym, naiwnym i beztroskim usposobieniem, tak jak dziecko potrafi jedynie sprawić, by najbardziej smutny starzec się uśmiechnął.
Kochajmy tasiemce. Nie widzisz, że to jest ZA DŁUGIE?
Cytat: Już wiele razy mógł się przekonać, że miłość do niej to swego rodzaju dziwna kontrybucja...
I jaki w tym sens? Kontrybucja – danina pieniężna jednorazowa lub stała na rzecz okupującego państwa nakładana na ludność okupowanego terytorium; dawniej też świadczenia przymusowe pobierane przez wojsko; haracz, okup. Używasz słów, których znaczenia kompletnie nie znasz, ba, nie wyjaśniasz nawet kontekstu, w którym zostało użyte.
Cytat: -Otwórz oczy!– rozkazał drżącym głosem. Otworzyła, patrzyła mu prosto w oczy z tą swoją rozbrajającą szczerością i nadzieją, na co?
Brak spacji przed "Otwórz" oraz po wykrzykniku. Oczy się powtarzają, już nawet nie chce mi się zaznaczać, bo dalej jest kolejna masa błędów.
Cytat: Zawsze tak było, wystarczyło mu jedno długie, ufne spojrzenie. Ufne, ale tak automatyczne, mogła je przywołać za każdym razem gdy tego chciała.
Przecinek po jedno i gdy. Automatyczne spojrzenie? Kolejne dziwne sformułowanie.
Cytat: Gdyby z łzami spadały również ich przyczyny, wszystko było by takie łatwe- pomyślał.
Zgubiona spacja przed myślnikiem. Do tego zgubiona kursywa, którą powinno się wyodrębnić myśl bohatera. Do tego byłoby piszemy łącznie, bo to przyrostek.
Cytat: Spojrzał w jej oczy w których odbijało się słabym światłem okno po którym strugami spływał deszcz.
W poprzednim zdaniu też jest jej. Tu też się powtarza. Do tego przecinki przez "w których" i "po którym". Tych słów też używasz zbyt często.

Nie, poprawiłam wystarczająco dużo. Jeśli naniesiesz błędy, które wyszczególniłam, to poprawię również resztę tekstu. Chcę zobaczyć, że nasza praca ze sprawdzaniem nie idzie na marne, a wiedz, że w kolejnej części masz całą masę zdań do poprawy.
Wypowiem się też do całości. Czyta mi się strasznie, wręcz nieprzyjemnie. Stu wyszczególnił u Ciebie też problemy z narracją, więc nie zgodzę się z użytkownikiem o nicku Karolina, że czyta się przyjemnie. Trzeba się notorycznie cofać, by zrozumieć sens i kontekst zdania. Wybacz, ostrzegałam, że jestem surowa w ocenie i ciężko mnie zadowolić. Przed Tobą dużo pracy, tyle jestem w stanie napisać.
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości