Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Horror Amerikana
#1
Uwagi: występują sceny erotyczne, przewijają się wulgaryzmy, przemoc, kierowane raczej do dojrzałych czytelników.


Amerikana


Jak zwykle na jesieni domki letniskowe ukryte głęboko w lesie zapadały w sen zimowy. Końcówka października okazała się niezwykle mroźna i nieprzyjemna jeśli chodzi o temperatury, toteż quady, crossy i reszta znienawidzonego przez tutejszą ludność ustrojstwa znikły z leśnych ścieżek pozostawiając po swoim warczeniu głuchą ciszę i spokój. Rozorane przez opony piaszczyste drogi uzbrojone w wystające korzenie drzew, w końcu pokryły się ściółką z zeschniętych liści i połamanych przez wiatr gałązek. Dla zapalonych grzybiarzy z Warszawy okres zbiorów również niezwykle szybko dobiegł końca. Instalacje wodne zostały wyłączone, a stare bezpieczniki wyjęte na czas wegetacji. Toteż nieoczekiwanym było pojawienie się w tej okolicy starego, zielonego Citroena Berlingoo, który wlekł się powoli po nie równej i zdradzieckiej drodze. Samochód co chwila podskakiwał z łoskotem na wystających korzeniach. Kierowca pojazdu co chwila klął soczyście ze złości, gdy tymczasem reszta pasażerów piała z radości gdy auto ze stukotem pokonywało przeszkody.
– Kurwa!
Zaklął młody kierowca gdy kierownica prawie wyskoczyła mu z dłoni. Znów zahaczył kołami o nierówne podłoże. Zgrabna, drobna blondynka siedząca na miejscu pasażera wyszczerzyła zęby, a para z tyłu parsknęła po raz kolejny histerycznym chichotem.
– To nie jest zabawne!– zawarczał na znajomych chłopak za kółkiem – Zaraz każę wam zapieprzać na piechotę!
Blondynka położyła swoją dłoń na jego udzie i z uśmiechem powiedziała.
– Spokojnie kochanie, świetnie sobie radzisz.
Samochód dzielnie pokonywał trasę której nie powstydzono by się na rajdach WRC i po chwili gładko wjechał na skalny mostek. Tam też wysiedli, aby lepiej przyjrzeć się szeregom małych drewnianych domków ciągnących się między drzewami wzdłuż drogi. Było ich co najmniej ze trzydzieści i niknęły gdzieś za zakrętem. Patryk, który prowadził samochód podszedł na skraj skromnego mostu i spojrzał w dół. Przez kamienny krąg, na którym opierała się cała prymitywna konstrukcja przepływała gładko woda, spływająca w dół z małego stawu po drugiej stronie drogi oddzielonego od niej wysokim drewnianym płotem.
– Ojciec mi mówił, że był tu kiedyś stary młyn wodny.
Powiedział chłopak gdy jego blond włosa dziewczyna stanęła obok niego.
– I co się z nim stało?
Zapytała dźwięcznie swym melodyjnym głosem. Patryk wciąż patrząc pustym wzrokiem na płynący strumień odpowiedział.
– Sowieci albo szkopy go rozwalili. Ojczulek sam nie jest pewny, dziadek mu opowiadał.
Objął Emilę w pasie i przytulił do siebie. Stali tak dłuższą chwilę obydwoje wpatrzeni w ginący w krzakach strumień wody i nie odzywali się. Patryk pocałował dziewczynę w szyję i zamknął oczy. Czuł że tą chwilą mógłby cieszyć się całe życie.
– Joł ! Bracie, długo zamierzacie tam tak stać? Jedziemy dalej, bo piwo w bagażniku się niecierpliwi!
Emila westchnęła głęboko i z urazą spojrzała na swojego chłopaka. Patryk starał się jak mógł udawać, że nie widzi oskarżającego spojrzenia partnerki, ale po chwili odpuścił i spojrzał na nią z głupkowatym wyrazem twarzy. Dziewczyna niższa od niego prawie o głowę wyszeptała z żalem.
– Musiałeś brać tego debila z nami?
– Wiesz kochanie, że nie mogłem Jaśka zostawić w Warszawie. Obiecałem mu, że go wezmę na działkę już na początku roku.
Po woli odwrócili się do osamotnionej dwójki. Jasiek w porównaniu do Patryka zdawał się być mniejszy i jakby bardziej wątły. Miał kręcone czarne włosy, gęste brwi i piegowaty nos, Patryk był przystojniejszy, masywniej zbudowany. Z krótko przystrzyżonymi włosami, szeroką szczęką i gładką cerą bił o głowę swego kumpla . W całym średniaku znani byli jako nierozłączny duet, zawsze razem, murem za sobą, jeden nie opuszczał drugiego na krok. Jeśli jednego nie było owego dnia w szkole mogłeś w ciemno strzelać, że i drugiego nie zastaniesz. Emilię strasznie to zaczynało irytować, chodziła z Patrykiem zaledwie kilka tygodni, a miała już jego kolegi dość. Zero prywatności czy szans choć na chwilkę pobycia sam na sam ze sobą. Cieszyła się na ten wyjazd, marzyła o weekendzie spędzonym wreszcie samej z Patrykiem. Niestety zawiodła się srodze gdy dziś rano ujrzała Jaśka z głupim uśmiechem na twarzy i klatką Żubra w rękach. Na szczęście zabrał ze sobą Różę, swoją głupią rudawą dziwkę, jak to mawiały przyjaciółki Emili w szkole. Dziewczyna Jaśka była wyższa od niej, miała falowane i długie rude włosy, duże piersi i masywne niezgrabne nogi. Charakterem jednak do swojego wybranka pasowała idealnie. Prościej mówiąc Emilia uważała tę dwójkę za największą porażkę ich rodziców. Gdyby nie to, że jechali świętować dziewiętnaste urodziny Patryka została by w swoim domu na Bródnie.
Wsiedli z powrotem do samochodu i ruszyli, zatrzymali się kilka domków dalej. Jasiek otworzył starą drewnianą bramę wiodącą na podwórze maleńkiego domku z tarasem i poddaszem. Budynek sprawiał wrażenie starego i zniszczonego, a nie poprawiało go podwórze. Rzadka trawa, która rosła na jego terenie przeplatała się z dzikim jagodzeniem i wystawała wysoko ponad nie, dodając nutkę dzikości do całokształtu, przy okazji przypominając młodzieży gdzie się znajdują. Wygramolili z samochodu bagaże i powlekli się razem z nimi do domu. Wnętrze okazało się o wiele bardziej przyjazne i kuszące. Było czyste, odnowione i zadbane. Na ścianach obitych drewnianymi panelami wisiały skóry zdjęte z dzikich zwierząt, na ziemi rozłożony był wielki dywan, w rogu stał mały stolik, a obok niego dwa stare zmurszałe fotele. Przy wejściu do maleńkiej kuchni ulokowany był kredens z kilkoma książkami. Dla Emili zapowiadał się udany weekend.
Wieczór zapadł niezwykle szybko i chmury jeszcze bardziej przysłoniły już i tak granatowe niebo. Piotrek i Jasiek wyszli nazbierać drewna na planowane ognisko, ku rozpaczy Emili zostawiając ją sam na sam z Różą w kuchni i z zadaniem przygotowania kiełbasek oraz karkówki na ognisko.
– Jest tutaj zajebiście co?
Spytała przeciągle Róża łapiąc łyk piwa z puszki trzymanej w ręku. Oczywiście jej pomoc ograniczała się najwyraźniej do duchownego wsparcia swą obecnością Emili. Dziewczyna krojąc kiełbasę na porcje miała nieodpartą chęć wrazić ostrze noża między te rozbiegane świńskie oczka, ale tylko odbąknęła.
– Ta…
Nastała cisza, z zewnątrz dobiegały ich krzyki rozpalających ogień chłopaków. Najwyraźniej świetnie się bawili. Gdy Emila przygotowała już jedzenie i z nieukrywaną złością cisnęła nóż do zlewu, Róża ponowiła próbę nawiązania rozmowy.
– Chcesz zapalić?
Dziewczyna nie myśląc zbyt długo poczęstowała się papierosem.
– To gdzie mieszkasz?
Spytała zrezygnowanym głosem Róży, gdy ta podpaliła jej fajka.
– Na Saskiej Kępie, niedaleko Waszyngtona, w takim małym dupiastym mieszkanku. Ale mam zamiar przeprowadzić się razem z Jaśkiem jak tylko skończymy szkołę. A wy z Patrykiem macie jakieś plany?
– Nieszczególnie – odpowiedziała po chwili namysłu, nie dlatego że musiała się nad nimi zastanowić czy przypomnieć, tylko pomyśleć czy powinna o nich mówić akurat jej – Patryk nie bardzo lubi rozmawiać o takich rzeczach, skupia się raczej na tym co jest.
Róża uśmiechnęła się, miała śliczne, równe i perłowo białe zęby.
– A dobry jest chociaż? No wiesz, w łóżku?
Emila zalała się rumieńcem, zdarzało się jej z koleżankami poruszać te tematy, nawet dość często, ale bezpośredniość i prostota z jaką mówiła Róża onieśmieliły ją. Nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć milczała, ale dziewczyna ciągnęła dalej.
– Nie przespałaś się z nim? – Róża zdawał odczytywać jej myśli bezbłędnie, zacmokała cicho – Ja tam bym go od razu przerżnęła od góry do dołu!
Gniew zapłonął w Emili na nowo, zła na swą towarzyszkę chwyciła tacę z kiełbaskami i ruszyła ku wyjściu.
– Weź karkówkę i nie zapominaj, że to mój chłopak.
Po czym wyszła na dwór i usiadła na kolanach Patryka, który wesoło rozmawiał z Jaśkiem w blasku płomieni. Widząc jej naburmuszoną minę pocałował ją i spytał raźnie.
– Coś się stało kochanie?
– Nic.
Nie chciała nic mówić bo z domku już wyłoniła się Róża. Wieczór był dość ciepły jak na tę porę roku, toteż miło im się siedziało przy ogniu, gdy się najedli zaczęli wesoło dyskutować. Mówili o szkole, zbliżającej się maturze, opowiadali sobie żarty i zanosili się śmiechem. Noc już dawno otuliła las i domki czarnym cieniem.
– Heh, ciekawe czy w tym lesie żyje ciupakabra.
Róża z ciekawością zapytała Patryka co to takiego.
– Och, to Kozi wampir, małe stworzenie które żywi się organami i krwią innych zwierząt.
– Pierdolisz.
Skwitował krótko Jasiek wyraźnie ubawiony minami dziewczyn. Patryk najwyraźniej też się świetnie bawił bo kontynuował swój wywód.
– Podobno nie atakuje ludzi, choć nigdy nic nie wiadomo, ciężko je zabić, a z wyglądu podobno jest paskudne i ma przekrwione oczy.
– Przestań…
Poprosiła błagalnym tonem Emila, która drżała na jego kolanach. Objął ją ramieniem i uśmiechnął się, a pałeczkę przejął Jasiek.
– Ciupakabra raczej nie atakuje ludzi, ale żywe trupy już jak najbardziej, a do tego jebią okrutnie. Sami sobie pomyślcie jak wlecze się do was poprzez te ciemności truchło z wypadającymi bebechami, które gubi na krzakach. Oczy ma puste, a jedynym celem jest dostanie się do waszej cieplutkiej krwi albo mózgu.
– To możesz czuć się bezpieczny – Zaśmiał się Patryk – Byłbyś ostatni na jego liście pożądanych ofiar, wiele go tam pod czachą nie masz.
– Fakt! Pierdolić zombie!
Jasiek zarechotał i pociągnął mocny łyk z puszki i z dziką pasją zaczął dźgać rozżarzony kawałek drewna znalezionym gdzieś patykiem. Patryk zacmokał przeciągle i z niezwykle skupioną miną kontynuował dyskusję ku zniesmaczonej minie swej dziewczyny.
– Albo taki człowiek lasu, zdeformowany przez kazirodczy związek swych rodziców, dzierżący tępą siekierę w dłoniach i zanoszący się dzikim śmiechem z rzędem krzywych pożółkłych zębów…
– Wpierdoliłby nas na kolacje z przyjemnością.
Emila wstała gwałtownie obrzuciła obydwu pogardliwym spojrzeniem i poszła do domku. Patryk, Róża i Jasiek ryknęli śmiechem po czym również zaczęli się zbierać. Zagasili ogień i pozbierali talerze. Zamknęli za sobą drzwi i położyli się spać. A noc była piękna i cicha, a między drzewami zdawać by się mogło, że wiatr bez końca wygrywa te same nuty Amerikany.

****

Sobota okazała się równie piękna jak i piątek, słońce dogrzewało i tylko zimny wiaterek zrywający się od czasu do czasu zdawał się przypominać o nadchodzącej zimie. Drzewa okraszone złotymi liśćmi chwiały się w rytm zimnych powiewów, gęsto gubiąc listowie. A to niczym złote płatki śniegu opadało wirując na leśną ściółkę. Było sporo po południu, gdy Patryk i Jasiek wrócili znad stawu. Ich połów okazał się dość mierny jak na trzy godziny przesiadywania z wędkami w ręku. Mimo to humor im dopisywał, w odróżnieniu od Emili, której towarzystwo Róży od samego ranka raczej nie przypadło do gustu. Miała dość wysłuchiwania o erotycznych przygodach z Jaśkiem i innymi facetami. Udało jej się więc namówić Patryka na spacer, aby wreszcie mogli spędzić trochę czasu samemu. Ku jej rozpaczy od razu odezwał się Jasiek.
– Doskonały pomysł! Chodźmy i my kochanie!
Róża spojrzała krzywo na swojego chłopaka i kopnęła go w kostkę pokazując oczami na pusty dom.
– Ktoś powinien pilnować naszych rzeczy, po za tym może byś dał im się wreszcie nacieszyć sobą co? I przy okazji zajął się mną?
Jasiek uśmiechnął się pocałował Różę przytakując jej i razem z nią udał się do domku. Emila po raz pierwszy poczuła wdzięczność do Róży i postanowiła jednak dać jej drugą szansę po powrocie. Chwyciła Patryka pod rękę gdy ruszyli i wtuliła w jego ramię. Spacerowali powoli, krocząc raz po gęstym jagodzeniu, czasami wychodząc na leśną ścieżkę. Patryk z chęcią opowiadał jej o tutejszych miejscach, o okolicznej miejscowości i uprzejmych ludziach w niej żyjących. Las dalej od domków porastały coraz częściej sosny i świerki toteż ściółka z liściastej zamieniła się w iglastą. Aż w końcu stanęli na małym pagórku i zaczęli się całować. Nagle przestał i czujnie podniósł głowę.
– Czujesz?
Spytał po chwili, a Emila głębiej pociągnęła powietrze nosem. Wyczuła po chwili śmierdzący odór, który uderzył o jej nozdrza z niezwykłą siłą. Patryk wypuścił ją z objęć i podszedł na skraj pagórka.
– Kurwa jakby coś zdechło.
Skwitował krótko i spojrzał w dół. Natychmiast otrzymał odpowiedź. Na zboczu pagórka, może niecałe trzy metry od nich, leżała zdechła łania. Miała wybałuszone oczy i rozdarte gardło. Jej podbrzusze było rozprute, a jelita wypadły gdy coś wlekło zwierze w górę pagórka i teraz tylko kręgosłup zdawał się utrzymywać zgniłe cielsko w kupie. Emilę zemdliło i odsunęła się na bok, za to Patryk z dziką fascynacją przyglądał się padlinie. Po chwili złapał dziewczynę i pomógł jej odejść na bok gdzie smród nie docierał.
– To tylko martwa sarenka kochanie, spokojnie.
Emila oddychała głęboko i spojrzała na swojego chłopaka z lękiem.
– Co ją tak rozwlekło?
– Nie wiem, może psy? – odpowiedział z zadumą w głosie Patryk patrząc w kierunku pagórka i mrużąc oczy – Wiesz to bardzo możliwe, że ją znalazły już martwą. Choć, wracajmy.
Dziewczyna po raz ostatni rzuciła przerażone spojrzenie w stronę pagórka, po czym pozwoliła silnemu ramieniu Patryka się poprowadzić. Wracali w ciszy, jeszcze bardziej przytuleni do siebie. Emila miała co chwila przed oczami obraz rozprutego truchła. Dla dziewczyny las przestał być bajkowym miejscem. Drzewa zdawały się ponuro piąć w górę i złowrogo trzeszczeć na wietrze. Ogromna przestrzeń lasu tylko przytłaczała swą wielkością i nasilała uczucie osamotnienia i pustki. Patryk przytulił mocniej swoją dziewczynę i ze swym szarmanckim uśmiechem wyszeptał.
– Drżysz kochanie, czyżbyś się mnie bała?
Emila spojrzała na niego i z uśmiechem odpowiedziała.
– Kogo? Ciebie?
Patryk wyzywająco uniósł brwi.
– A jeśli jestem powiedzmy na to wampirem i za chwilkę wyssę z ciebie krew?
Dziewczyna parsknęła śmiechem. Burza jej blond włosów zatrzęsła się delikatnie, gdy uniosła swoje spojrzenie na niego. Była piękna i nie tak głupia jak ta cała Róża Jaśka. Była wręcz marzeniem, dla Patryka wręcz darem od losu. Gdy tak na nią patrzył czuł jeszcze mocniej, że kocha ją ponad wszystko. Pocałował ją, a ona odwzajemniła jego pocałunek, jeszcze mocniej i silniej.
– Czemu się śmiałaś? Sądzisz, że nie mógłbym być wampirem?
– Musiałbyś umrzeć od słońca no i nie zapomnij, że wczoraj przekroczyłeś płynącą wodę, a wampiry tego nie potrafią.
Chłopak zrobił oburzoną minę po czym pomachał palcem wskazującym w geście sprzeciwu.
– W Zmierzchu wampiry nie giną na słońcu …
– Nie piją też krwi.
Emila obniżyła wzrok i kusząco zaczęła wodzić palcem po koszuli Patryka. Położyła obie dłoni na jego piersi i szepnęła mu do ucha.
– Zobaczymy kto i co z kogo wyssie.
Po chwili jej dłonie powędrowały niżej i zatrzymały się na kroczu chłopaka. Ten oparł się o pień jakiegoś drzewa i z zafascynowaniem zaczął śledzić poczynania swej ukochanej. Emila rozpięła po woli Patrykowi rozporek i wyciągnęła delikatnie jego penisa. Chłopak rozejrzał się dookoła czy nikt ich przypadkiem nie obserwuje, gdy nagle poczuł wilgotne ciepło ust swej wybranki. Było idealnie i cudownie, było niczym w bajce.

****

– Co to w ogóle do chuja jest ta cała Amerikana?
Zawył na podłodze Jasiek, po czym podniósł się do pozycji pół kucającej i smętnym wzrokiem rozejrzał się po pokoju. Był pijany, jak zresztą wszyscy w tym pomieszczeniu. Sobota powoli przemijała. Było blisko ósmej wieczorem, słońce już całkowicie zniknęło, a na niebie zaczęły niczym pryszcze, pojawiać się gwiazdy. Dziś o dwudziestej trzeciej Patryk kończył dziewiętnaście lat.
– Amerikana … – zaczął smętnie Patryk, wskazując trzymaną butelką z piwem gdzieś w kierunku kuchni – to proszę ja ciebie, wolność!
– Wolność?
– No, wolność! To co chcesz, to co możesz chcieć, w ogóle wszystko!
Emila i Róża chichotały w rogu, równie pijane jak ich partnerzy. Jasiek podniósł szklane spojrzenie na swego przyjaciela i położył mu rękę na ramieniu.
– Ale zabierzesz mnie tam, prawda?
Patryk nic nie odpowiedział. Siedział na ziemi po turecku w salonie i smutno spoglądał gdzieś na dywan.
– Nie mogę!
Jasiek pełen smutku z wyraźną nutką zawiści w swym głosie spytał.
– Jak to nie możesz! Mnie nie możesz?
– Nie mogę! A wiesz czego? Bo musisz Amerikanę znaleźć sam mordeczko!
Z uśmiechem padli sobie w ramiona i w tym uścisku zdawali się trwać w nieskończoność rycząc ze śmiechu i nie zdając sobie sprawy z istnienia jakiegokolwiek innego świata. Coś uderzyło tępo o szybę. Któraś z dziewczyn wrzasnęła, potem dołączyła do niej druga. Ich wzrok utkwił na wejściowym oknie wychodzącym na werandę. Patryk również spojrzał w tamtą stronę. Wzdrygnął się i odruchowo odsunął do tyłu choć od zwierzęcia dzieliła go szyba i jakieś dwa metry. Cały alkohol jaki dotąd wypił, momentalnie z niego wyparował. Tętno przyśpieszyło, skóra ścierpła i zalała się zimnym potem. Stworzenie nie wyglądało groźnie. Miało może z metr wysokości, gdy opierało się przednimi łapami o szybę. Tułów podłużny, uwieńczony parą długich kończyn i dziwną spiczastą głową. Łeb szczurzo psi, z wielkimi wyłupiastymi oczami i długimi przyklapniętymi uszami. Jedynie na krańcach łapek miało długie i ostre szpony wraz z przeciwstawnym palcem zapewne służącym lepszemu chwytaniu. Można by powiedzieć, że stworzenie mogło by zostać uznane za dość komiczne gdyby nie sposób w jaki patrzyło na ludzi w środku. Biała gałka wraz z ogromną czarną źrenicą po środku ani drgnęły. Zwierzę kompletnie zastygło w bezruchu z przednimi łapami opartymi o okno i wlepioną w nie mordą. Wydawać by się mogło, że nie żyje, gdyby nie delikatna mgiełka osiadająca na szkle przy każdym oddechu.
– Co to za kurestwo…?
Wydusił z siebie w końcu Jasiek. Patryk gapił się w szybę z otwartą buzią, Emila wtuliła się w Różę, która tuląc ją do siebie wciąż z niedowierzaniem obserwowała stworzenie. Cisza, która zapadła zdawała nie mieć końca. Sekundy wlekły się jak godziny, gdy w końcu Patryk podniósł się i ruszył po woli ku drzwiom. Zwierzę, gdy tylko usłyszało szczęknięcie klamki, błyskawicznym susem rzuciło się w ciemność. Jasiek podbiegł do Patryka i razem z nim wyjrzał na zewnątrz. Panowała niczym nie zmącona cisza. Obydwaj spojrzeli sobie w oczy.
– Co to było?
Patryk tak jak wcześniej nie potrafił znaleźć na to odpowiedzi. Milczał wpatrzony z powrotem w ciemność i rozmyślał o przedziwnym stworzeniu gdy dobiegł go głos Emili.
– Ja chcę do domu! Patryk wracajmy!
Chłopak podszedł do niej i ją przytulił.
– Kochanie, nie będę rezygnował z pobytu tutaj tylko dlatego, że wyskoczyła mi w oknie wyrośnięta wiewiórka, po za tym jestem pijany, jak ty sobie wyobrażasz mnie za kierownicą? Ej no nie becz mi tutaj.
Emilia cicho załkała. Tutaj nie chodziło o wygląd, a o zachowanie tego stworzenia. Mrożące krew w żyłach, puste i przenikliwe, martwe wręcz spojrzenie jakim zostali obdarzeni.
– No nie płacz kotku, obiecuję ci, że jutro z rana się stąd zabierzemy, ok?
Emila przytuliła się do chłopaka jeszcze mocniej i dalej cicho łkała. Róża i Jasiek wciąż w szoku patrzyli się na siebie, szukając w swoim spojrzeniu odpowiedzi na to co przed chwilą miało miejsce. Gdy napięcie opadło, wszyscy oprócz wciąż roztrzęsionej Emili zabrali się za sprzątanie po imprezie. W końcu Róża poszła dotrzymać towarzystwa koleżance, a Patryk z Jaśkiem zostali sami w kuchni. Jasiek oparł się o blat i założył na krzyż ręce wciąż nie podnosząc wzroku znad podłogi, Patryk stał pośrodku kuchni bez ruchu i obserwował kolegę po woli paląc fajka.
– Jak sądzisz, co to było?
Spytał ponownie Jasiek wciąż nie podnosząc głowy. Patryk tylko parsknął.
– Mówiłem ci już, że nie mam pojęcia.
– No, ale nawet jeśli, to co ci to przypominało? Może to jakiś nie odkryty gatunek?
Patryk z niedowierzaniem spojrzał na Jaśka i z naciskiem powiedział.
– W Polsce?! Na Mazowszu?
Postarał się, aby każda z sylab została odpowiednio za akcentowana. Jasiek uniósł spojrzenie na twarz kolegi, uśmiechnął się lekko i rozłożył w geście bezradności ręce.
– Kto wie co się czai za rogiem?
Zapadło niezręczne milczenie. Kto wie jak długo by trwało gdyby domkiem nie wstrząsnął kolejny krzyk dziewczyn.
– A tym razem co znowu do chuja!?
Krzyknął Patryk wybiegając za Jaśkiem z kuchni. Jeden rzut okiem na okno wystarczył, aby wszystko stało się jasne. Bydle wróciło, ale nie samo. Tym razem w oknie stały dwie sztuki, a trzecia siedziała na werandzie. Wszystkie bezczelnie gapiły się na ludzi w środku. W tym samym bezruchu. Patryk poczuł jak rośnie w nim furia i złość. Miał serdecznie dosyć tych stworzeń. Złapał miotłę i szybko wyszedł na zewnątrz. Tym razem zwierzęta nawet nie drgnęły. Stworzenie najbliżej drzwi jako pierwsze oberwało trzonkiem i z piskiem wywróciło się na deskach. Chłopak dostrzegł z obrzydzeniem, że futro stworzeń posklejane jest od brudu i jakiejś bordowej mazi. Dopiero po chwili w jego nozdrza uderzył odór stęchlizny jaki towarzyszył niechcianym gościom. Nagle jego lewą nogę przeszył niewyobrażalny ból, który zwalił go na ziemię. Jedno ze stworzeń z szaleńczym zapałem wgryzało mu się w udo. Gdy spojrzał na nogę dostrzegł tylko ziejącą ranę i zewsząd wypływającą krew. Serce mu zamarło, mięsnie zesztywniały. Nie zdążył zareagować gdy kolejne trzy stworzenia rzuciły się na niego wgryzając się w jego ciało. Gdy jedno z nich przegryzło mu gardło, jego ciałem wstrząsnęły konwulsje. Siły go opuściły, dłoń kurczowo zaciśnięta na miotle po woli ją wypuściła. Do uszu dogorywającego na deskach chłopaka dotarł tylko krzyk dziewczyn i ryk Jaśka. Ostatnim co ujrzał były ślepia wpatrzone tępo w niego. Róża wciąż krzyczała, Emila już tylko szlochała z twarzą ukrytą w dłoniach. Jasiek niczym drewniany manekin w drzwiach, widział jak ciało jego przyjaciela jest rozrywane przez kolejne wyłaniające się z ciemności stworzenia. Gdy jedno z nich się rzuciło w jego kierunku wreszcie odżył i z zamachem zatrzasnął drzwi. Nie zdążył, zwinna poczwara już była w środku. W ostatniej chwili zdołał potężnym kopnięciem obronić się przed atakiem. Stworzenie tylko przeleciało przez pokój wprost na przerażone dziewczyny. Emila i Róża zerwały się z piskiem z podłogi i próbowały uciec. Zwierzę było szybsze i jednym zwinnym skokiem dopadło Różę. Ta w ostatniej chwili zasłoniła się rękoma w efekcie czego kły trafiły na dłoń dziewczyny. Trysnęła krew, a Róża wrzasnęła chwytając się za ranę. Emilia zemdlała i upadła na podłogę. Jasiek, który wreszcie ożył i otrząsnął się z szoku podbiegł do swojej dziewczyny i z impetem odrzucił stwora w kierunku najbliższej ściany. Ciało z łoskotem uderzyło w panele i upadło na blat stołu. Istota zdawała być oszołomiona siłą uderzenia. Chłopak nie czekał zbyt długo, chwycił za butelkę po piwie i z całej siły zaczął nią okładać gdzie popadnie intruza. Gdy butelka pękła w końcu od kolejnego uderzenia nią w łeb, Jasiek na oślep zaczął wciąż trzymaną szyjką dźgać w nieruchome już cielsko. Cały zalany potem i krwią, w końcu przestał i zdyszany odwrócił się do Róży. Ta klęczała na ziemi i kurczowo trzymała się za okaleczoną rękę. Chłopak podszedł do niej i z łzami w oczach spojrzał na jej dłoń lewą dłoń. Brakowało w niej kciuka i dwóch sąsiadujących z nim palców, po czwartym został tylko kikut, a w całości ostał się tylko palec serdeczny. Całość obficie brodziła krwią. Jasiek przykucnął i wyszeptał.
– Daj, musimy to jakoś opatrzyć…
Róża nic nie odpowiedziała, już nawet nie płakała, tylko od czasu do czasu załkała. Chłopak starał nie myśleć, o swoim koledze. Zostawił go tam na zewnątrz na pastwę tych skurwieli. Ale przecież i tak nic nie mógł zrobić, nie zdążyłby. Widział wyraźnie jak z jego ust wycieka potok krwi, a spojrzenie gaśnie. Jak chmara tych jebanych wrednych małych szczurów go obsiada i rozrywa na kawałki. Nic nie mógł zrobić, wciąż sobie to powtarzał. Nic nie mógł zrobić. Zaczął płakać, łzy spływały wolno po policzkach i skapywały na jego ręce. Gdy skończył wiązać opatrunek, Róża już była blada. Oczy jej podsiniały, a na czole wystąpił gęsty pot. Emila wciąż nie przytomna leżała na ziemi. Było cicho, potwornie cicho. Jasiek wstał gwałtownie i podszedł do okna. Stworzenia zniknęły, zostawiając na deskach werandy krwawy ochłap. Nie dało się wierzyć, że jeszcze przed chwilą był to najlepszy kumpel, żywa osoba, z którą można było się pośmiać i miło spędzić czas. Na zegarze wybiła dwudziesta trzecia. Jasiek opadł na fotel i ukrył twarz w dłoniach. Łkał co chwila nie wierząc w to co się stało. Wszystko wewnątrz salonu zamarło. Po chwili cicho odezwała się Emila.
– One są w środku.
Jasiek poderwał wzrok. Dziewczyna wciąż leżała na podłodze, jej wzrok zdawał się błądzić na ślepo po pomieszczeniu. Nim dotarło do niego co powiedziała, sam usłyszał cichy szmer dobiegający z góry. Z przerażeniem dotarło do niego, że okno na poddaszu zostawili otwarte. Z odgłosów, Jasiek wywnioskował, że już kilka stworzeń musiało się tam dostać. W skupieniu wsłuchiwał się w narastający szmer, gdy ten po chwili nagle ucichł. Cisza była jeszcze gorsza od świadomości, że zwierzęta są wewnątrz budynku. Emila po woli się podniosła i podeszła bliżej Jaśka.
– On nie żyje prawda?
Pytanie trafiło w pustkę. Chłopak spojrzał jej w oczy i tylko poczuł kolejny napływ łez.
– One tu wejdą i nas też zabiją…
Cisza.
– Zabiją nas! Zagryzą jak tą sarnę w lesie, zagryzą …jak Patryka…
Emila bezsilnie próbowała potrząsnąć Jaśkiem, wciąż wrzeszcząc.
– Zrób coś! Błagam do cholery ratuj nas!
– Zamknij się…
Dziewczyna zaczęła szarpać go coraz mocniej.
– Zrób coś do kurwy nędzy! Słyszysz, zrób coś!
– Zamknij się !
Jasiek sam zaskoczony swym wybuchem złości, spojrzał przepraszająco na Emilę. Ta w końcu dała za wygraną i odeszła kawałek. Usiadła w rogu i skuliła się obejmując kolana. Dźwięki na górze znów rozbrzmiały. Tym razem przypominały drapanie. Po chwili dopiero dotarło do Jaśka co te stworzenia robiły. Wstał natychmiast i podbiegł do Emili, jednym ruchem ją podniósł i podbiegł do Róży.
– Róża wstawaj, te skurwiele przegryzają się przez drzwi!
Zero reakcji. Dziewczyna wciąż w tej samej pozycji patrzyła pustym wzrokiem w podłogę. Szarpnął nią trochę mocniej, na wskutek czego Róża osunęła się i upadła. Jasiek pobladł na widok jej twarzy. Udało mu się tylko wyszeptać prawie nieme nie . Róża nie żyła. Z nosa wypłynęła jej krew, skóra straciła swą rumianą barwę, a twarz zastygła w wyrazie niedowierzania. Zrozpaczony Jasiek ujął jej policzek dłonią. Ciało traciło ciepło. Nagły trzask drewna doniósł z góry, że stworzenia są coraz bliższe przedostaniu się do środka. Jasiek zaczął błądzić wzrokiem za nową kryjówką. Wyjście na zewnątrz nie wchodziło w grę. Było ciemno, samochód był zamknięty a kluczyki miał przy sobie Patryk. Nie mówiąc już o wszędzie hasających śmiesznych stworkach, które gotowe były ich rozszarpać. W przejściu do kuchni nie było drzwi. Została tylko łazienka.
– Emilka, ruszaj szybko do łazienki, słyszysz?
Dziewczyna bez słowa ruszyła, a Jasiek podniósł ciało swej dziewczyny i poszedł za nią.
– Nie pozwolę tym skurwielom jej tknąć już choćby palcem.
Położył ciało Róży w wannie i zablokował drzwi. Potem zastawił je pralką i usiadł obok skulonej Emili. Ta przytuliła się do niego i nie odezwała się już słowem. Po chwili dobiegł ich kolejny trzask i rumor czegoś zwalającego się ze schodów. A więc skurwysyny dostały się do salonu. Zwierzęta musiały wyczuć gdzie się skryli bo już po chwili zaczęły drapać w drzwi od łazienki. Emila cicho jęknęła, a Jasiek ją tylko mocniej przytulił do siebie. Obydwoje drżeli ze strachu i zimna jakie biło od płytek. Wzrok chłopaka utknął na wannie, z której wystawała martwa ręka jego dziewczyny. Najwyraźniej już mu zabrakło łez, bo tylko zagryzł wargę i w skupieniu wsłuchiwał się w odgłosy po woli ustępujących drzwi. Zastanawiał się jak długo jeszcze wytrzymają, czy dotrzymają do wschodu słońca, do którego przecież było jeszcze tak daleko. I czy wschód słońca w ogóle coś zmieni. Czy te stworzenia uciekną i zostawią ich w spokoju. A jeśli nie to co z nimi będzie? Drewno ze sklejki wreszcie z jękiem puściło i w nowo powstałej szczelinie pojawiło się to samo oko, które jeszcze trzy godziny temu wpatrywało się w nich przez okno.

****

Słońce powoli oświetliło zielonego Citroena Berlingoo, który samotnie pokryty rosą stał na zarośniętym podwórzu. Działki jak zwykle o tej porze roku były puste i sprawiały wrażenie wymarłego miasta. Panowała niczym niezmącona cisza, dopóki po chwili nie przerwała jej smutna melodia, wygrywana przez wiatr na gałęziach drzew. Tą smutną melodią zapewne była Amerikana.


(23.02.11-05.09.11)
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Szogun napisał(a):(...) i reszta znienawidzonego przez tutejszą ludność ustrojstwa znikły z leśnych ścieżek (przecinek) pozostawiając po swoim warczeniu głuchą ciszę i spokój. Rozorane przez opony piaszczyste drogi uzbrojone w wystające korzenie drzew, (zbędny przecinek) w końcu pokryły się ściółką z zeschniętych liści i połamanych przez wiatr gałązek.
Cytat:Samochód co chwila podskakiwał z łoskotem na wystających korzeniach. Kierowca pojazdu co chwila (powtórzenie – chyba, że jest ono zamierzone) klął soczyście ze złości, gdy tymczasem reszta pasażerów piała z radości (przecinek) gdy (powtórzenie – zmień np. na 'kiedy') auto ze stukotem pokonywało przeszkody.
– Kurwa!
Zaklął młody kierowca (przecinek) gdy kierownica prawie wyskoczyła mu z dłoni.
Cytat:– To nie jest zabawne!– zawarczał na znajomych chłopak za kółkiem (kropka) – Zaraz każę wam zapieprzać na piechotę!
Blondynka położyła swoją dłoń na jego udzie i z uśmiechem powiedziała. (zamiast kropki – dwukropek)
Cytat:Patryk, który prowadził samochód (przecinek) podszedł na skraj skromnego mostu i spojrzał w dół. Przez kamienny krąg, na którym opierała się cała prymitywna konstrukcja (przecinek) przepływała gładko woda, (zbędny przecinek) spływająca w dół z małego stawu po drugiej stronie drogi oddzielonego od niej wysokim drewnianym płotem.
– Ojciec mi mówił, że był tu kiedyś stary młyn wodny.
(dlaczego nowy akapit?) Powiedział chłopak (przecinek) gdy jego blond włosa dziewczyna stanęła obok niego.
– I co się z nim stało?
Zapytała dźwięcznie swym melodyjnym głosem. Patryk, wciąż patrząc pustym wzrokiem na płynący strumień, odpowiedział. (tutaj podobnie – nowy akapit w złym miejscu – powinno być:
– I co się stało? – zapytała dźwięcznie swym melodyjnym głosem.
Patryk, wciąż patrząc pustym wzrokiem na płynący strumień, odpowiedział: )

– Sowieci albo szkopy go rozwalili. Ojczulek sam nie jest pewny, dziadek mu opowiadał.
Cytat: – Joł (zbędna spacja) ! Bracie, długo zamierzacie tam tak stać?
Cytat:Dziewczyna (przecinek) niższa od niego prawie o głowę (przecinek) wyszeptała z żalem.
Cytat:Po woli (Powoli) odwrócili się do osamotnionej dwójki. Jasiek (przecinek) w porównaniu do Patryka (przecinek) zdawał się być mniejszy i jakby bardziej wątły. Miał kręcone czarne włosy, gęste brwi i piegowaty nos, (kropka zamiast przecinka) Patryk był przystojniejszy, masywniej zbudowany.(...) W całym średniaku (co to jest średniak?) znani byli jako nierozłączny duet, zawsze razem, murem za sobą, jeden nie opuszczał drugiego na krok. Jeśli jednego nie było owego dnia w szkole (przecinek) mogłeś w ciemno strzelać, że i drugiego nie zastaniesz.
Cytat:Niestety zawiodła się srodze (przecinek) gdy dziś rano ujrzała Jaśka z głupim uśmiechem na twarzy i klatką Żubra ('klatką Żubra'? – chyba raczej chodzi o zgrzewkę) w rękach. Na szczęście zabrał ze sobą Różę, swoją głupią (przecinek) rudawą dziwkę, jak to mawiały przyjaciółki Emili w szkole.
Cytat:Gdyby nie to, że jechali świętować dziewiętnaste urodziny Patryka (przecinek) została by (zostałaby) w swoim domu na Bródnie.
Cytat:Budynek sprawiał wrażenie starego i zniszczonego, a nie poprawiało go podwórze. (dziwne zdanie)
Cytat:Rzadka trawa, która rosła na jego terenie przeplatała się z dzikim jagodzeniem (?? – co to jest? – z jakiego to słownika?) i wystawała wysoko ponad nie, (...)
Cytat:(...) a obok niego dwa stare (przecinek) zmurszałe fotele.
Cytat:– Jest tutaj zajebiście (przecinek) co? (zamiast nowego akapitu myślnik i dalej z małej litery)
Spytała przeciągle Róża (przecinek) łapiąc łyk piwa z puszki trzymanej w ręku. Oczywiście jej pomoc ograniczała się najwyraźniej do duchownego (duchowego – duchowny to zakonnik) wsparcia swą obecnością Emili. Dziewczyna (przecinek) krojąc kiełbasę na porcje (przecinek) miała nieodpartą chęć wrazić ostrze noża (...)
Cytat:– To gdzie mieszkasz? (kontynuuj bez nowego akapitu)
Spytała zrezygnowanym głosem Róży (po pierwsze zły szyk, a po drugie zła odmiana: – spytała Różę zrezygnowanym głosem) , gdy ta podpaliła jej fajka (i znowu slang).
Cytat:– Nieszczególnie – odpowiedziała po chwili namysłu, nie dlatego że musiała się nad nimi zastanowić czy przypomnieć, tylko pomyśleć (przecinek) czy powinna o nich mówić akurat jej – (tu są dwie spacje) Patryk nie bardzo lubi rozmawiać o takich rzeczach, skupia się raczej na tym co jest.
Róża uśmiechnęła się, miała śliczne, równe i perłowo białe (perłowo-białe) zęby.
Cytat:Nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć (przecinek) milczała, ale dziewczyna ciągnęła dalej.
– Nie przespałaś się z nim? – Róża zdawał (zdawała się) odczytywać jej myśli bezbłędnie, (kropka i nowe zdanie) zacmokała cicho – Ja tam bym go od razu przerżnęła od góry do dołu!
Cytat:Widząc jej naburmuszoną minę (przecinek) pocałował ją i spytał raźnie.(dwukropek)
– Coś się stało (przecinek) kochanie?
– Nic.
Nie chciała nic mówić (przecinek) bo z domku już wyłoniła się Róża. Wieczór był dość ciepły jak na tę porę roku, toteż miło im się siedziało przy ogniu, (kropka i nowe zdanie) gdy się najedli (przecinek) zaczęli wesoło dyskutować.
Cytat:Patryk najwyraźniej też się świetnie bawił (przecinek) bo kontynuował swój wywód.
Sami sobie pomyślcie (przecinek) jak wlecze się do was poprzez te ciemności truchło (...)
Cytat:– To możesz czuć się bezpieczny (kropka) – Zaśmiał się Patryk (kropka)
Cytat:Jasiek zarechotał i (przecinek zamiast 'i') pociągnął mocny łyk z puszki i z dziką pasją zaczął dźgać rozżarzony kawałek drewna znalezionym gdzieś patykiem.
Cytat:Emila wstała gwałtownie (przecinek) obrzuciła obydwu pogardliwym spojrzeniem i poszła do domku. Patryk, Róża i Jasiek ryknęli śmiechem (przecinek) po czym również zaczęli się zbierać. Zagasili ogień i pozbierali talerze. Zamknęli za sobą drzwi i położyli się spać. A (bez tego 'A') noc była piękna i cicha, a między drzewami zdawać by się mogło, że wiatr bez końca wygrywa te same nuty Amerikany.

OK – doszedłem do pierwszych gwiazdek.
Jak widać – sporo błędów.

Co do fabuły – mam mieszane uczucia. Trochę to przypomina te bezsensowne 'horrory' na "SciFi Universal". Obym się mylił.
Postaram się jeszcze dziś doczytać do końca. Może wtedy coś więcej napiszę.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Wow wielkie dzięki :), jesteś fantastyczny. Że też ci się chciało nad tym ślęczeć o trzeciej nad ranem.

W sumie o to chodziło, siedziałem nad tym opowiadaniem ja i dwóch moich kumpli. Każdy poprawił jakieś błędy i coś wytknął. Ale, hosanna na reaktorze, niech opad radioaktywny ci świeci w ciemnościach i rozświetla wątłe ścieżki życia :3.

Jestem w szoku taką ilością błędów, a dołożyłem wszelakich starań aby ich nie było. Ciesz się, że word poprawia ortografię bo byś załamał ręce XD. Moja dysortografia jest kosmiczna.
Odpowiedz
#4
Zanim przejdę do błędów, kilka uwag podstawowych:
1. Wcięcia akapitów na forum robimy wstawiając polecenie [p.] (bez kropki)
2. Rady dotyczące zapisu dialogów znajdziesz na naszym forum http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...logów.html
3. O interpunkcji przeczytasz tutaj http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...nkcja.html

A teraz kolejny fragment (do następnych gwiazdek)

Spoiler:

Szogun napisał(a):Że też ci się chciało nad tym ślęczeć o trzeciej nad ranem.

Praca na nocną zmianę ma swoje plusy :)
Kłaniam się i polecam na przyszłość.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#5
Jesteś wielki bez kitu :) Jestem twym dłużnikiem...
Odpowiedz
#6
Błędy wytknął Stu, ale ja mam drobną uwagę. No, w sumie dla mnie nie jest drobna. Opowiadanie toczy się w końcówce października.
Cytat: Instalacje wodne zostały wyłączone, a stare bezpieczniki wyjęte na czas wegetacji.
Jako przyszły architekt krajobrazu, muszę się do tego przyczepić. Okres wegetacyjny – jest to okres, gdy średnia dobowa temperatura wynosi powyżej 5ciu stopni Celsjusza. Więc... Nie ogarniam kontekstu zdania.

Akurat horror jest moim ulubionym gatunkiem. Kocham wszelkie filmy, po których przechodzi mnie dreszcz po plecach. Jestem dość wybredna i ciężko mnie zadowolić. Sporo błędów odnośnie zapisu dialogu (po wypowiedzi często dawałeś enter). Wybacz, pomimo bujnej wyobraźni jakoś mnie to nie rusza. Oczywiście się nie zniechęcaj. Każdy musi kiedyś dostać negatywną opinię. Ja też nie jestem mistrzem pióra i drugim Mickiewiczem. :)
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Męczy mnie to twoje 'jagodzenie'. No i mam proste rozwiązanie.
Umieść przy tym wyrazie w tekście gwiazdkę jako odnośnik:
jagodzenie*
a pod całym tekstem notkę (przypis):
* jagodzenie – regionalna nazwa polany, na której rosną czarne jagody
– oczywiście tej definicji się domyślam, jeśli jest inna – zmień.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#8
No i dotarliśmy do części trzeciej.

Spoiler:

Chyba czas na podsumowanie. Całe opowiadanie jest dobrze rozplanowane. Ja osobiście nie lubię horrorów (z niektórych się wręcz nabijam), ale twój jest ciekawy.
Popraw błędy, wstaw znaczniki akapitów i pisz dalej.
Pozdrawiam
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
Jeszcze raz dziękuję ci bardzo :)
Odpowiedz
#10
Powiem króciutko, bo nie można nic więcej powiedzieć.
Dobre to!

Podobało mi się. Było z dreszczykiem, ciekawie (bardzo ciekawie). Plus za obszerność, wykonanie i w ogóle.

Pisz dalej, bo czekam na więcej! xD
Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości