Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Roboczo – Dublet
#1
Jestem tu pierwszy raz. Na szczęście wstęp zrobiłam na komputerze, bo nienawidzę przepisywać, a całą mą "powieść" tworzę w zeszycie :) na razie jest 69 stron (takich co druga linijka zapełniona). Lubię fantasy, chociaż znam je od niedawna. Myślę, że powiecie, iż jestem trochę za młoda czy coś, gdyż mam tylko 14 lat. Dlatego od razu ostrzegam: oszczędźcie sobie. Wiem, iż jestem w takim wieku, że łatwo zaczęłam i nie skończę, że mam tysiąc pomysłów i żadnego nie zrealizuję etc. Wiem to. Naprawdę. Ale przechodząc do mojego opowiadaniska, powieściątka czy jakkolwiek to nazwać...

Szedł słabo oświetloną uliczką, próbując wypatrzeć w mroku jakiś ruch. Czasy były niespokojne, w pełni zdawał sobie z tego sprawę, jednak to nie mogło czekać. W prawej przecznicy coś się poruszyło, natychmiast ściągając jego wyostrzony wzrok. Obrócił głowę w tamtym kierunku, nasłuchując. Przez chwilę nic się nie działo. Jedną chwilę. Zobaczył, niczym w zwolnionym tempie, jak klapa śmietnika upada na ziemię, odbija się od niej z głuchym brzękiem i toczy parę metrów. Coś zakotłowało się na krawędzi śmietnika i zniknęło. To coś miało długi, bury ogon i było dość wychudzone.
Odetchnął. To tylko kot. Mimo tego sprawdził zawiniątko, skrzętnie ukryte w kieszeni na piersi. Nadal tam było. Ruszył dalej, starając się iść szybko, ale tak, by potencjalny obserwator nie dostrzegł w jego ruchach napięcia.
Uliczka była brudna i śmierdząca. W niczym nie przypominała mu ulic miasta, z którego pochodził – czystych, jasnych, zadbanych. Tu wszystko było zupełnie inne.
Skręcił w lewo, zastanawiając się nad tym, co ma do zrobienia. Ten dzień był dniem zmian. Zmian, które dopiero nadejdą, a on je zapoczątkuje. Wiedział, że jego imię wpisze się na zawsze w księgi historyczne i kroniki. Jednak jego cel był wyższy niż proste pragnienie bogactw i sławy. Bogactwa już miał. Na sławie mu nie zależało. Wiedział, jak wygląda życie lordów, baronów i innych ważnych szlachciców – wiecznie na widoku, wiecznie jakieś nudne herbatki i przyjęcia, na które każdy przyodziewa się w najpiękniejsze, najbardziej niewygodne stroje i najpiękniejszy, najbardziej nieszczery uśmiech, na jaki go stać.
Zatrzymał się przed drzwiami. Powoli wciągnął powietrze, rozkoszując się jego chłodem i ignorując zgniliznę, którą wyczuł. Wypuścił je, po czym zapukał w drzwi. Trzy szybkie, dwa wolne stuknięcia. Za drzwiami zaszurały ciężkie buty.
– Kto? – odezwał się niski, gardłowy głos.
– Jam jest tym, który znać i słyszeć wszystko potrafi. Pókim żyw, nikomu tej sztuki nie zdradzę – odpowiedział, pamiętając o odpowiedniej intonacji. Drzwi uchyliły się.
– Wejść – rozległo się ze środka.
Cicho wślizgnął się do małego, wąskiego korytarzyka. Przed nim stał chudy, obszarpany mężczyzna pod siedemdziesiątkę. Jego twarz była pociągła, okalały ją siwe włosy. Niebieskie oczy wwiercały się w gościa.
– Czekać – powiedział starzec i nic nie wyjaśniając ruszył przez korytarz. Gdy zniknął za załomem, mężczyzna zamknął i zaryglował drzwi, po czym rozejrzał się. Korytarz był wysoki na jakieś trzy metry, wąski na metr i długi na dziesięć. Ściany i sufit pomalowano na czarno, podłoga wyłożona była czarnym drewnem. Jedynym przedmiotem znajdującym się w pomieszczeniu była lampa naftowa dająca niewiele światła. Głównym jego źródłem były drzwi znajdujące się za załomem.
Mężczyzna nie musiał długo czekać. W chwili, gdy miał sprawdzić swój nieodstępny sztylet, wrócił starzec. Dał znak, by za nim poszedł. Skręciwszy w lewo, przeszli jeszcze trzy metry i przez otwarte drzwi weszli do pewnego rodzaju przedsionka. Był duży i kwadratowy, jednak i tutaj ściany były czarne, pozbawione ozdób. Na każdej znajdowało się dwoje drzwi. Starzec poprowadził go do najbliższych, znajdujących się po prawej. Gestem nakazał wejść gościowi, sam jednak pozostał w przedsionku.
Ten pokój był większy i dłuższy, również czarny i pozbawiony ozdób. Na środku stał czarny stół, wokół którego ustawiono siedem czarnych krzeseł. Sześć z nich było zajętych przez postacie w czarnych szatach. Ostatnie wolne znajdowało się najbliżej drzwi, a najdalej szczytu stołu. W chwili, gdy przekroczył próg, sześć głów w czarnych kapturach, skrywających w cieniu twarze, obróciło się w jego stronę.
– Wybaczcie mi spóźnienie – w jego głosie nie było skruchy, – ale napotkałem niespodziewane trudności – zajął wolne miejsce.
– Ktoś cię śledził? – spytał mężczyzna siedzący po jego prawej stronie.
– Na szczęście nie. Nic mi o tym nie wiadomo, a wiedziałbym, gdyby ktoś mnie obserwował, czyż nie? – jego głos był wyprany z uczuć, nijaki. Wszyscy pokiwali głowami.
Nad środkiem stołu wisiała kolejna lampa naftowa. Świeciła jaśniej niż ta w korytarzu.
– Skoro Adar już dotarł – zaczął jeden z mężczyzn, siedzący po drugiej stronie stołu – możemy chyba zaczynać. Grovinie?
Siedzący u szczytu stołu, Grovin, wstał i rozejrzał się po zebranych.
– Jestem świadom, że dzisiejszy dzień nie jest dniem naszego zwyczajowego spotkania. Zwołałem was jednak, gdyż Adar poinformował mnie, iż w lesie odkrył pewne… niepokojące ślady. Ale niech sam przedstawi wam sprawę – usiadł, dając tym samym Adarowi znak, że teraz jego kolej.
– Jak wiecie, od blisko trzystu lat nie widziano Bahrtholgów. Oczywiście cieszyło nas to, jednak każdy, kto ma na ich temat jakiekolwiek poważne informacje z pewnych źródeł zdawał sobie sprawę, że kiedyś wrócą. Że nie umierają. Dziś rano udałem się na codzienny patrol lasu. Jednak coś było nie tak. Ptaszy śpiew różnił się od zwyczajowego. Rozmowy zwierząt dotyczyły czegoś, co zjawiło się w lesie niedawno, nieproszone. I ten zapach… Trudny do pomylenia z czymkolwiek innym. Kto go nie poczuł, ten nigdy nie zrozumie, bo nie da się go opisać. Najbliższe prawdzie będzie stwierdzenie, iż jest to woń potu, ryby i końskich odchodów. Tak, coś zdecydowanie znalazło się tu, choć nie powinno. Udałem się za tym zapachem, czy raczej smrodem. Doprowadził mnie do tego – wyłożył na stół zawiniątko. Pakunek był nieforemny, zapakowany w czarny papier, mały, miał może dziesięć centymetrów długości. Mężczyzna powoli rozwinął go. Gdy oczom zebranych ukazało się to, co zostało w niego zawinięte, rozległy się szmery.
– To… niemożliwe – wyszeptała postać siedząca naprzeciw niego. Po głosie znać było, że to kobieta.
– Niestety Elinre… Bahrtholgowie powrócili.


Bardzo źle jest? Czekam na krytykę, byle konstruktywną ;D Aha, nie wiem, czy to się na coś przyda, ale tak ze... czwarty, może piąty raz zaczynam, za każdym razem coś innego, ale czuję, że to jest dobre. Mój wcześniejszy rekord wynosił 30 stron ^^
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Rewelacja! I dialogi dobrze zapisujesz, interpunkcja nie szwankuje. Widać, że masz wyrobiony warsztat.
Styl masz ładny, a i wyobraźni nie brak.

Tu tylko taki mały szkopuł:
Cytat: – Na szczęście nie. Nic mi o tym nie wiadomo, a wiedziałbym, gdyby ktoś mnie obserwował, czyż nie? – jego głos był wyprany z uczuć, nijaki.
"J" powinno być duże, jak się nie mylę.


Ale powiem, że nie jest to dobre... to nie jest nawet bardzo dobre....
To jest... GENIALNE! :)
Zaciekawiłaś mnie historią, przyciągnęłaś światem i bohaterami.

Gratuluję. Świetna robota!
Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...
Odpowiedz
#3
Dziękuję bardzo. Z ortografią, interpunkcją i językiem nie mam problemów i to właśnie dzięki książkom. Nie uzasadnię Ci, dlaczego pisze się tak, a nie inaczej, ale jak napiszę na kartce to słowo w dwóch wersjach, wiem, która jest dobra, a która zła. Prościej mówiąc: "kruwka" wygląda dla mnie po prostu śmiesznie.

Masz może jakiś sposób na mój problemik?

Mam wrażenie, że akcja idzie za szybko. Ma to związek z tym, że w książkach często omijam długie opisy miejsc itd. Chciałabym też, żeby moje powieściątko zawierało jakieś "szeptał cicho, niczym leśny potok" czy coś, ale żeby nie było tak, że co trzecie zdanie jest wierszopodobne. Czytanie wierszy odpada.

A, i jeszcze taka kwestia: jak często przy długim dialogu trzeba używać takich wtrąceń typu "wzruszyła ramionami", "zerknął na nią" etc., żeby to ładnie się czytało?
Odpowiedz
#4
Cytat: A, i jeszcze taka kwestia: jak często przy długim dialogu trzeba używać takich wtrąceń typu "wzruszyła ramionami", "zerknął na nią" etc., żeby to ładnie się czytało?
Nie da się odpowiedzieć. To zależy od pomysłu autora. Najlepiej sporo, a jednocześnie z umiarem, by ten dialog był żywy, a nie wystąpienie w nim jakiejś sztuczności. Jest tu taki tekst właśnie tego typu:
– Bla bla bla? – spytał A.
– Ble ble? Ble ble! – odpowiedział B.

W sumie są zdania, do których bym się przyczepiła, norma. Przykładowo to:
Cytat: Obrócił głowę w tamtym kierunku, nasłuchując.
Brzmi, jakby było urwane. Zresztą, czego nasłuchując?
Cytat: Uliczka była brudna i śmierdząca.
Słowo śmierdząca wydaje się takie... prostackie?

Dzisiaj nie mam głowy do wyszukiwania błędów, ale takich podstawowych nie zauważyłam. Pisz dalej, zobaczymy co z tego wyniknie. Jak to mówi mój ulubiony człowiek: "nie chwal słońca przed zachodem".
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
#5
(02-09-2011, 20:56)Darena napisał(a): W sumie są zdania, do których bym się przyczepiła, norma. Przykładowo to:
Cytat: Obrócił głowę w tamtym kierunku, nasłuchując.
Brzmi, jakby było urwane. Zresztą, czego nasłuchując?

Nasłuchując hałasu. Wydawało mi się oczywiste, że jak klapa śmietnika spada, to się słucha, czy coś jeszcze się nie dzieje.

(02-09-2011, 20:56)Darena napisał(a):
Cytat: Uliczka była brudna i śmierdząca.
Słowo śmierdząca wydaje się takie... prostackie?

W najbliższym czasie nie planuję opowiadania dla szlachty ;P Może nie miało być prostackie, a po prostu proste (ahh.. butter). Pisanie "brudna i pachnąca niezbyt przyjemnie dla jego wyczulonego nosa wychowywanego w czystości i porządku" mi nie leży. Niemniej dziękuję za uwagi ^^
Odpowiedz
#6
Zacytuję całość fragmentu.
Cytat: W prawej przecznicy coś się poruszyło, natychmiast ściągając jego wyostrzony wzrok. Obrócił głowę w tamtym kierunku, nasłuchując.
Coś może się poruszyć, nie musi przy tym wydać jakiegoś dźwięku. Dlatego zwróciłam na to uwagę. Jestem czepialska, wiem. Ale chyba lepiej poprawiać najmniejsze szczegóły, by w późniejszym czasie nie znaleźć jeszcze bardziej upierdliwego krytyka niż ja. :D

Cytat: Może nie miało być prostackie, a po prostu proste (ahh.. butter). Pisanie "brudna i pachnąca niezbyt przyjemnie dla jego wyczulonego nosa wychowywanego w czystości i porządku" mi nie leży.
Nie miałam na myśli tutaj antonimu słowa śmierdzieć. Chodziło mi o lepszy zamiennik – synonim. Bardziej pasowałoby mi tutaj coś w rodzaju "Uliczka była brudna, a na domiar złego w powietrzu unosił się odór wszelkich nieczystości". Chodziło mi jedynie o to, że tamto "śmierdząca" ma się nijako do reszty zdania, wręcz akapitu.
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
antonimu powiadasz... zaczynając drugą klasę gimnazjum muszę wiedzieć, co to znaczy? :D

a tak BTW. to pisać dalej (w sensie przepisywać na komputer i potem tu, bo dalej jest kilka...naście stron takich naciąganych trochę, potem akcja nabiera gładkości. Poza tym NIENAWIDZĘ przepisywać)?
Odpowiedz
#8
Jeśli piszesz serio...
Antonim – wyraz o znaczeniu przeciwstawnym. Dam najprostszy przykład dobro –> zło.
Synonim – wyraz o podobnym znaczeniu.

Nie wiem jak to piszesz. Nie widzę, byś zatytułowała to choćby "wstęp" czy "rozdział pierwszy". Najwygodniej dawać po całym rozdziale. W końcu po co wrzucać tylko fragment? Może być dobry, ale co z resztą? Książki nie ocenia się po kilku zdaniach, recenzję wydaje się po zapoznaniu się z całością. Trzeba było od razu pisać na komputerze... :D Ja na przykład, gdy piszę na kartce – ucinam za dużo myśli. Skracam dialogi, wszelkie wypowiedzi, zdania.
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
#9
ja nie mam cierpliwości do tego, bo komputer mam od internetu ;D

taak.. to był wstęp, dalej jest rozdział 1. na 69 stron a5 pisanych ręcznie. Tak mi wygodniej, niż ciąć to na fragmenty rozdziałowe, a kiedyś to się ogarnie. Gdybym miała pisać na komputerze, straciłoby to dla mnie cały urok, tak sądzę, gdyż wstęp powstał od razu w wersji elektronicznej. A jakieś dłuższe opisy itp. będę dodawać przy ewentualnym przepisywaniu.
Odpowiedz
#10
Dlatego, gdy pisze się coś dłuższego, najlepiej dzielić na rozdziały. Nie później, a od razu, bo stanowi to duże ułatwienie. Można szybko wrócić do ewentualnego miejsca, nanieść poprawki, a nie szukać po setkach stron danego momentu. Spójrz w jakiekolwiek inne, dłuższe prace. Stanowczo ułatwia to czytanie, bardziej wkręca w fabułę, gdy rozdział jest umiejętnie zakończony. W trakcie ciężko osiągnąć podobny efekt.
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości