Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Half of the Moon- druga część
#1
Oto drugi rozdział opowiadania Half of the Moon. Jak na razie nie widzę zainteresowania, ale może się coś zmieni ^^. Pomyślałem że na razie będą tu publikowane a reszta jest na blogu, którego adres znajduje się w dziale "Reklama". A teraz zapraszam ^^
Rozdział 2
„Dziwność nad dziwnościami”

Czuł jej wzrok na sobie przez cały ten czas. Widział sam jak co chwilę obraca w jego stronę przykuwając w nim swoje spojrzenie. Czuł się z tym bardzo i to bardzo niezręcznie, gdyż wcześniej nigdy nie doznał czegoś takiego. Zwykle przejawiało się to krótkim „olewaniem”, a potem jakąś chamską uwagą...ale wcześniej nie zdarzało się coś takiego. Wiedział że z tego spojrzenia nie wyniknie nic dobrego, lecz na pewno miało ono swój powód w tym, co zostawił na ręce blond włosej. Jej zielone powieki na moment wróciły na tablice, by skonfrontować jej ciemną barwę ze swoją jaśniejszą, po czym obróciła się trochę do siedzącego pod oknem bruneta. Był coraz bardziej niespokojny i zdenerwowany niecodziennością jego życia. Nie potrafił skupić się na niczym i przez to siedział nerwowo, masując znów pieczący go lewy nadgarstek, który ku jego zdziwieniu znacznie posiniał. Spojrzał uważnie na przegub swej dłoni. Była blada i wyglądała normalnie, zaś druga strona odznaczała się grubym czerwonym paskiem, wtapiającym się w skórę, przyprawiając chłopaka o dodatkowy ból. Jęknął niechcący na głos, przy pocieraniu, sprawiając iż nauczyciel przerwał kreślenie po tablicy. Spojrzał na jego skuloną postać i grymas na twarzy. Kamil odpowiedział spojrzeniem, rozglądając się czy aby nie zwraca na siebie uwagi, po czym chciał znów udać iż patrzy w zeszyt i książkę przed sobą. Niestety głos czarnowłosego belfra mu to udaremnił. Zadając szybkie jakby zmartwione pytanie o jego stan zdrowia, cały czas zerkał na rękę, za którą kurczowo chłopak się trzymał. Ku zastanowieniu klasy, która też obserwowała ową część ciała, na skórze dłoni nic szczególnie groźnego się nie znajdowało, więc co niektórzy pomyśleli że jest to po prostu nadopieka. Lecz jedna osoba, nie traktowała tego tak swobodnie. Już całkowicie spojrzała na stojącego teraz przy ławce Mruka, który przyuważył ten atak wzorku. Profesor ruchem ręki i miłym lecz stanowczym głosem zarządził, by brązowowłosy udał się do pielęgniarki, lecz spotkał się z odmową młodzieńca. Ten z zawstydzenia aż poczerwieniał na twarzy wiedząc iż nie potrzebnie zwrócił na siebie uwagę innych
-No na co czekasz, ruszaj pędzikiem do higienistki
-Profesorze, przepraszam, ale nic mi nie jest, to tylko ręka...– próbował się bronić słownie lecz nic nie zapowiadało by nauczyciel odpuścił swoje zmartwienie jego osobą
-Jakoś mi się nie wydaje, wyglądasz jakby cię zdjęli z krzyża...
-To pewnie chwilowe przeziębienie. No wie pan, mamy początek marca...– dalej starał się przekonać nauczyciela, lecz ten wydawał się być nie ugięty. Drugi argument jednak nie podziałał, a nawet nie został zbytnio przemyślany
-Nie dyskutuj! Widzę że kiepsko się trzymasz! No ruszaj!– ponaglił go podniesionym, sympatycznym głosem. Ktoś z klasy pomyślał nawet, że gdyby Mruk opierał się jeszcze bardziej to długowłosy profesor z pewnością sam zaniósłby go do pielęgniarki mimo sprzeciwów, albo po prostu najnormalniej w świecie by go do niej zaciągnął. Jednak brązowowłosy nie chcąc prowokować takiego stanu rzeczy, ani kłócić się ze swoim nauczycielem wyszedł z klasy i zabrał swoje rzeczy, ignorując zawistne i nabijające się z niego spojrzenia, a zwłaszcza to jedno, symbolizujące coś zupełnie odmiennego. Zielone oczy przykleiły się do niego jak rzep do psiego ogona, a sam błękitnooki nie miał pojęcia, czy to z powodu tej dziwnej mazi, czy też innego. Potrząsnął głową na boki starając się nie myśleć o tych świdrujących go tęczówkach, po czym zaczął kroczyć wzdłuż korytarza, kierując się do gabinetu pielęgniarki na tym samym poziomie parteru. Nie wiedział czy to odpowiedni pomysł, by pokazywać swój stan obcej osobie, z którą rzadko kiedy ma styczność, zwłaszcza, że ostatnio w jego świecie wiele się zmieniło i zbyt wiele dziwnych, małych sytuacji się zdarzyło. Mimo iż droga nie była długa, postanowił ruszać się mniej żwawo i nie śpieszyć się wcale. Poprawiając nieco plecak na jedno ramie, który podarowała mu ciotka jakiś rok temu, zwolnił nieco tempa, nie zauważając nawet kiedy jego ręka przestała piec. Spojrzał kolejny dziś raz na przegub, którego kolor nieoczekiwanie dla Kamila, bardzo się zmienił i wręcz błysnął mu przed oczami. Zamrugał dwa razy ślepiami, przyglądając się swojej ręce mając głupie wrażenie tego, że przez moment jego skóra zajaśniała na kolor ciemnego srebra, zmieszanego z żółcieniom. Uniósł przestraszony głowę, rozglądając się jak oszalały na boki, czy aby kogoś za nim nie ma, po czym w panice udał się pędem w stronę męskiej łazienki.
Wpadł do niej niczym uciekinier z więzienia, po czym podszedł do umywalki, gapiąc się w nieco przybrudzone lustro, odkręcając zdrową ręką kurek z zimną wodą. Wsadził pod kran lewą dłoń, mocząc jej już beżowy i naturalny kolor pod cienkim wodospadem. Pieczenia i bólu już nie czuł, ale strach i szok, a zarazem przerażenie było mu aż wypisane na twarzy. Już potrafił zaakceptować inne przypadki, tłumacząc sobie iż to jedynie jego wyobraźnia albo efekt zmęczenia po całych dniach spędzonych w szkole lub też wyczerpanie organizmu. Ale to już było coś innego. Z nerwów zaczął dyszeć wyciągając ociekającą dłoń i przyglądając się każdemu szczegółowi...każdej zmianie, której nie dostrzegał a zauważyć mógł. Nic szczególnego. Jakby wpadł w dziką paranoje. Westchnął bardzo głęboko, nabierając zmęczony powietrze, by po chwili odchylić wyprostowany głowę do tyłu, zdając sobie sprawo z tego iż ostatnio jego umysł płata mu bardzo niesmaczne figle
-Co się ze mną dzieje...– szepnął na głos, wkradając obie dłonie pod dalej kapiący strumieniem kran, nabierając w „koszyczek” zrobiony z obu dłoni wodę. Przy pochyleniu ochlapał nią swoją twarz, stwierdzając iż dziś odpuści sobie szkołę mimo, iż wybrał się dopiero na pierwszą lekcje. Wychodząc szybkim krokiem z łazienki, czerwieniąc się ze wcześniejszego zdenerwowania, rozglądał się przez moment, czy aby ktoś nie przechodzi, szukając już rozgorączkowanym wzrokiem wyjście. Po jego zlokalizowaniu go, na szczęście nie widział nikogo z portierni ani z nauczycieli, więc mógł na spokojnie wyjść, spiesząc się w swej głowie i mając pewność iż nie zapomniał o niczym.
Oddał się myślą ruszając ku drodze do swojego osiedla, ciesząc się iż na szczęście, nie ma tak daleko jak inni, przez co jedynie w tym widział iż ma o wiele więcej fartu niż jego znajomi. Starał się usilnie zapomnieć o wydarzeniach przypominających mu się w głowie, a zwłaszcza o zmianach zachodzących w jego ciele, które wcale a wcale nie pokrywały się z tym o czym słyszał na lekcjach biologii. I naturalnie o dziwnym spojrzeniu blondwłosej świdrującej go całą lekcje, jakby był jakimś dziwnym eksponatem w muzeum. Aż zadrżał przypominając sobie to niezrozumiałe widzenie wzorkowe, nawet pasujące do złotych kłaków Magdalen. Lecz tak naprawdę powód drgawek był inny. Nagle, ni stąd ni zowąd coś mu zaświtało w głowie. Przerwał rozmyślenie oglądając się od stóp do głów, by potem palnąć się mocno pięścią w czoło, trzymając ją chwile na nim i zaciskając zły zarówno zęby i oczy, odchyliwszy łepetynę do tylu
-Jestem idiotą!– Wypowiedział głośno. Wiedział iż nie może teraz wrócić do szkoły. Kurtka, której mu brakowało została w klasie i to o niej jednak zapomniał, chociaż właściwie miał nadzieje że nie. W końcu nie przewidział że ucieknie z lekcji- Nie ważne wezmę ją jutro...– rzekł po cichu do siebie, znów poprawiając plecak, zostawiając za sobą kolejne alejki krocząc do domu. Nie wiedział iż wcześniej, gdy opuszczał budynek przez okno ktoś go obserwował a mianowicie była to Magdalen, która wstała i podeszła do jego ławki zauważając jego wiszącą kurtkę, której najwyraźniej zapomniał. Ujrzała jak nerwowo opuszczał teren szkoły
-Gingle? Czyżbyś podziwiała krajobraz marcowy Dąbrowy?– zapytał Mander wesołym głosem nieco śmiejąc się pod nosem, zauważając również dziwne zachowanie blondynki
-Gdzie tam, to miasto jest mało interesujące...W każdym razie ten gość zapomniał kurtki. Zaniosę mu ją do pielęgniarki- rzekła zdejmując lekką, jesienną odzież z siedzenia i bez słowa wyszła z klasy, wiedząc gdzie ma się udać, ignorując różnorakie reakcje na jej lekceważące zachowanie


***
Leżał na wygodnej kanapie w salonie, opierając głowę o poduszkę i starając się jakoś przespać dzień, nie myśląc o tym, iż będzie musiał nieco wcześniej przyrządzić sobie obiad. Nawet nie chciał włączać telewizora, wiedząc iż emitowana zawartość owego pudła, jest na pewno mniej ciekawa niż dotychczasowe zmiany. Jego lenistwo wzięło najbardziej w górę, gdy przyszło nauczyć się na jutrzejszą klasówkę, niedawno zapowiedzianą, a na którą i tak się nie nauczył. Mruknął zawiedziony na sobie, przeklinając w myślach głupotę. Lekko uniósł głowę sięgając ramionami do poduszki, którą trzymał jeszcze chwile temu pod głową, by na moment przytkać nią sobie usta.
-Beznadzieja...nie kumam matmy....a nie ma kto mi wytłumaczyć....głupie cyfry...-mruknął nabzdyczając śmiesznie polika.
Czy tego chciał czy nie chciał wstać musiał i to natychmiastowo, gdyż usłyszał dzwonek do drzwi. Za nim jednak to zrobił zastanowił się chwilę, po czym bez ociągania się uniósł swoje cztery litery, idąc w kierunku przedpokoju, mając pewność iż to pewnie przyszedł listonosz z rachunkami bądź pokwitowaniami. Otworzył bez zaglądania przez „wizjer”, na nieco szerszą odległość drewniane drzwi, zauważając w nich dziewczynę. Dziewczynę tego samego nie za niskiego, ani też nie za wysokiego wzrostu co on i oczywiście dziewczynę, która prawie całą lekcję nie spuszczała z niego wzroku. Jej beznamiętny wyraz twarzy i znudzone oczy przyglądały się tempo Kamilowi, którego szok uderzył, tak jak przysłowiową krowę piorun
-Cześć– usłyszał od koleżanki, która stała dalej w progu
-Magdalen!– krzyknął cicho nie mogąc uwierzyć co dziewczyna u niego robi- część...skąd wiedziałaś gdzie mieszkam...i co ty tu robisz?– nie wiedział jak zadać pytanie. Dziś tyle się działo a wszystko to było niezaplanowane przez młodego Kruka. Miał pewność iż dziewczyna może mieć do niego pretensje o to potrącenie i dziwną substancje na ręce
-Zawsze się tak jąkasz? Nic dziwnego że z nikim nie gadasz. Trzymaj- powiedziała wystawiając nagle przed nim w dłoni wiszącą kurtkę, ciskając mu ją w ramiona
-Moja kurtka. Skąd ty...
-Po prostu to weź. Kamil, masz na imię tak? Jesteśmy tyle razem w klasie a wiem o tobie tyle co o logarytmach na mamie. Czemuś uciekł Matołku?– zapytała mrużąc oczy jakby zmieniając swój ton głosu na bardziej wścibski i upominający, pochylając się przy tym w jego stronę trzymając swe dłonie na biodrach
-Ma..Matołku?– zapytał robiąc dziwną minę, jakby miał przed sobą osobę nie z tej planety
-Musiałam kłamać temu zidiociałemu psorowi, że siedzisz u pielęgniarki i co? Musiałam się wymigać z budy, teraz będzie się mnie czepiał a to upierdliwe...– mówiła bardziej ożywiona odsuwając się od niego i gawędząc monologiem z Kamilem, jak ze starym znajomym. Sam nie za bardzo rozumiał co się tu teraz zdarzyło, więc wolał poczekać na sam koniec owego wydarzenia. Dla niego dziwnym było to iż ktoś pierwszy raz, krył go przed nauczycielem.
-Eee.. to znaczy...
-Naprawdę...ta klasa to naprawdę jest dziwna. Same nudne osoby...na razie...– powiedziała odwracając się do niego tyłem od razu ruszając się z miejsca oddalając się od mieszkania chłopaka, zostawiając jego postać jeszcze stojącą przy rozwartym przejściu. Jego błękitne oczy przyglądały się wyluzowanym plecom blondynki, jakby chcąc zadać jej pytanie i chcieć wyjaśnić sobie jej atak spojrzeń. Czuł że musi ją o coś zapytać, lecz postanowił na moment z tym poczekać, nie zatrzymując jej teraz. Przynajmniej dopóki nie wydarzy się znów coś podpadającego
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat:Czuł jej wzrok na sobie przez cały ten czas. Widział sam (przecinek) jak co chwilę obraca w jego stronę (przecinek) przykuwając w nim swoje spojrzenie(zdanie do reedycji, bo brak w nim sensu) . Czuł się z tym bardzo i to bardzo niezręcznie, gdyż wcześniej nigdy nie doznał czegoś takiego. Zwykle przejawiało się to krótkim „olewaniem”, a potem jakąś chamską uwagą...(spacja)ale wcześniej nie zdarzało się coś takiego. Wiedział (przecinek) że z tego spojrzenia nie wyniknie nic dobrego, lecz na pewno miało ono swój powód w tym, co zostawił na ręce blond włosej. Jej zielone powieki na moment wróciły na tablice (powieki wróciły na tablicę?) , by skonfrontować jej ciemną barwę ze swoją jaśniejszą, po czym obróciła się trochę do siedzącego pod oknem bruneta. Był coraz bardziej niespokojny i zdenerwowany niecodziennością jego życia. Nie potrafił skupić się na niczym i przez to siedział nerwowo, masując znów pieczący (piekący) go lewy nadgarstek, który ku jego zdziwieniu znacznie posiniał. Spojrzał uważnie na przegub swej dłoni. Była blada i wyglądała normalnie, zaś druga strona odznaczała się grubym czerwonym paskiem, wtapiającym się w skórę, przyprawiając chłopaka o dodatkowy ból. Jęknął niechcący na głos, (zbędny przecinek) przy pocieraniu, sprawiając (przecinek) iż nauczyciel przerwał kreślenie po tablicy. Spojrzał na jego skuloną postać i grymas na twarzy. Kamil odpowiedział spojrzeniem, rozglądając się (przecinek) czy aby nie zwraca na siebie uwagi, po czym chciał znów udać (przecinek) iż patrzy w zeszyt i książkę przed sobą. Niestety głos czarnowłosego belfra mu to udaremnił. Zadając szybkie (przecinek) jakby zmartwione (przecinek) pytanie o jego stan zdrowia, cały czas zerkał na rękę, za którą kurczowo chłopak się trzymał (no i nie wiem, jak pytanie może być zmartwione) . Ku zastanowieniu klasy, która też obserwowała ową część ciała, na skórze dłoni nic szczególnie groźnego się nie znajdowało, więc co niektórzy pomyśleli (przecinek) że jest to po prostu nadopieka. Lecz jedna osoba, (zbędny przecinek) nie traktowała tego tak swobodnie. Już całkowicie (całkowicie?) spojrzała na stojącego teraz przy ławce Mruka, który przyuważył ten (wzrokowy atak) atak wzorku. Profesor ruchem ręki i miłym (przecinek) lecz stanowczym głosem zarządził, by brązowowłosy udał się do pielęgniarki, lecz spotkał się z odmową młodzieńca. Ten z zawstydzenia aż poczerwieniał na twarzy (przecinek) wiedząc iż nie potrzebnie zwrócił na siebie uwagę innych(kropka)
(spacja) No (przecinek) na co czekasz, ruszaj pędzikiem do higienistki(kropka)
(spacja) Profesorze, przepraszam, ale nic mi nie jest, to tylko ręka...(spacja) – próbował się bronić słownie (po co to 'słownie') (przecinek) lecz nic nie zapowiadało (przecinek) by nauczyciel odpuścił swoje zmartwienie jego osobą
(spacja) Jakoś mi się nie wydaje, (kropka i nowe zdanie) wyglądasz (przecinek) jakby cię zdjęli z krzyża...
(spacja) To pewnie chwilowe przeziębienie. No wie pan, mamy początek marca...(spacja) – dalej starał się przekonać nauczyciela, lecz ten wydawał się być nie ugięty. Drugi argument jednak nie podziałał, a nawet nie został zbytnio przemyślany(kropka)

1. Masz duży problem z interpunkcją
2. Używasz wyrazy nie adekwatnie do sytuacji, co sugeruje, że nie znasz ich znaczenia.
3. Nieprawidłowy zapis dialogów (brak spacji po myślniku)
4. Nie identyfikuj osób pod względem koloru ich włosów, oczy itp. Czytelnik ma pamiętać, kto ma jakie włosy? A tu co chwila: czarnowłosy zrobił to, brązowowłosy tamto, niebieskooki...
5. Popracuj nad wyglądem tekstu – aby zrobić wcięcie akapitu wstaw kod [p.] (bez kropki)

Cytat:– ponaglił go podniesionym, sympatycznym głosem.
po jakie licho napisałeś to 'sympatycznym' – powstał dysonans; równie dobrze można napisać: zastrzelił go wesołą kulą.

Cytat:Ktoś z klasy pomyślał nawet, że gdyby Mruk opierał się jeszcze bardziej to długowłosy profesor z pewnością sam zaniósłby go do pielęgniarki mimo sprzeciwów, albo po prostu najnormalniej w świecie by go do niej zaciągnął. Jednak brązowowłosy nie chcąc prowokować takiego stanu rzeczy, ani kłócić się ze swoim nauczycielem wyszedł z klasy i zabrał swoje rzeczy, ignorując zawistne i nabijające się z niego spojrzenia, a zwłaszcza to jedno, symbolizujące coś zupełnie odmiennego. Zielone oczy przykleiły się do niego jak rzep do psiego ogona, a sam błękitnooki nie miał pojęcia, czy to z powodu tej dziwnej mazi, czy też innego.
o co ci chodzi z tymi kolorami...

Cytat:Poprawiając nieco plecak na jedno ramie, który podarowała mu ciotka jakiś rok temu, zwolnił nieco tempa, nie zauważając nawet kiedy jego ręka przestała piec.
Podajesz zbędne szczegóły – Po co wtryniłeś tu wzmiankę o cioci? Jaki ona ma, w tym momencie, związek z zaistniałą sytuacją? Tu nawet zbędna jest informacja, że ten plecak był na jedno ramię, bo już kilkakrotnie była o tym wzmianka w poprzednim rozdziale.

Cytat:Wsadził pod kran lewą dłoń, mocząc jej już beżowy i naturalny kolor pod cienkim wodospadem.
Tego typu metafora jest wręcz groteskowa.

Popraw swoje opowiadanie zgodnie ze wskazówkami.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Minotaur – część I GhostOfThePast 3 1,767 16-05-2015, 12:51
Ostatni post: Arabella
  Fantasy opowiadanie "Cztery noce. Noc druga" Bruno 2 2,605 01-10-2011, 00:25
Ostatni post: Naxster
  Half of the ghost- pierwsza część Edariano 9 4,563 15-08-2011, 11:03
Ostatni post: van Tesse

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości