Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sci-Fi ExReality
#1
Witam wszystkich użytkowników tego forum.

Czytając sobie na pewnej stronie opowiadania, postanowiłem, że sam coś napiszę. Jestem kompletnym amatorem, a warto dodać, iż wcale nie czytam książek. Nie wiem skąd się to wzięło, bo bardzo lubię przyswajać sobie różne historie.

Muszę przyznać, iż większość odcinków jest przepełniona okropnymi powtórzeniami, błędami stylistycznymi i literówkami, których mi word nie zaznaczył, lub w ogóle przeinaczył. W dialogach może brakować spacji przy myślniku, lub w innych wymagających tego, drobnych sytuacjach.

Oprócz tych podstawowych błędów, które wynikają z tego, że jestem kompletnym nowicjuszem, a to jest moje pierwsze podejście w tworzeniu czegoś dłuższego, podawajcie również te stylistyczne, których ja nie jestem w stanie wyłapać.

Mam nadzieję że ostatnie odcinki nie są już tak bardzo wypełnione błędami, nie mniej, do ideału im sporo brakuje.

Mam nadzieję że mimo błędów, dostrzeżecie również w tym coś pozytywnego, jakiś przebłysk.

Opowiadanie wciąż powstaje opublikuję jak na razie wstęp, oraz 11 odcinków, o nieregularnej długości.


A więc do dzieła! (chociaż żadne z tego dzieło :) )





WSTĘP

Nog nerwowym krokiem kierował się w stronę odprawy. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że o mało kompletnie nie zwariował. Teraz chciał się stąd jak najszybciej wydostać i zaznać chwili spokoju, pragnął się zrelaksować. Od dłuższego czasu w sercu nosił tylko niepokój, ciągły strach, smutek wynikający z życia w samotności. Każdy człowiek na jego miejscu płakałby ze szczęścia, lecz nie on. Był wiecznie spięty i zestresowany. W głębi duszy ciągle łkał i użalał się nad sobą. Chciał wyciszyć emocje, ale to one wyciszyły jego, z trudem cedził słowa, nerwy go paraliżowały.

Myślał nad tym, co się ostatnio wydarzyło, gdy pewien wysoki facet w garniturze zatrzymał go. Nog podniósł na niego swój wzrok.
– Gratuluję panu wygranej! Jest pan wielkim szczęściarzem! Nazywam się Henry Johnson, zostałem przysłany, aby zapewnić zwycięzcy bezpieczną podróż – wyrzekł jegomość uśmiechając się szeroko.
Nog był nieco zmieszany, lecz po chwili uśmiechnął się skąpie.
– Dziękuję za troskę – wycedził z ironicznym akcentem.
– Niech pan idzie za mną, zaprowadzę pana – powiedział Henry, wymachując ręką, chcąc wskazać, w którą stronę mają iść.
Zwycięzca udał się w milczeniu do samolotu, krokiem spokojniejszym niż zwykle…







ODCINKI

1. W cieniu szczęśliwych.



Nog ocknął się w pewnym budynku. Nie wiedział skąd tu się wziął, w jego sercu rósł niepokój. Z każdą sekundą jego serce biło coraz mocniej. Rozglądał się po pustych korytarzach. Był kompletnie zdezorientowany, powoli tracił kontrolę nad swym ciałem. W końcu obudziło się szaleństwo, zaczął walić pięścią po ścianach i zamkniętych stalowych drzwiach, ujawniła się w nim klaustrofobia. Stał się kompletnym wariatem biegającym w koło, starał się rozerwać własne wnętrzności, mimo że tego nie chciał. Nie panował nad ciałem, to nie on nim sterował. Pojawił się pulsujący, wszechobecny ból, nasilający się nieubłaganie. I kiedy wszystkie emocje, ból, szaleństwo sięgnęło zenitu, nastąpił… spokój.

Nog czuł, że odzyskuje kontrolę nad ciałem. Spojrzał w dół. Tuż przed nim, leżał na kolanach czarnoskóry mężczyzna, mówił coś, lecz on nic nie słyszał. Rozejrzał się po korytarzu. Był tu kiedyś. Znał to miejsce. Chciał sobie przypomnieć skąd i gdy już zaczęło mu świtać, piekielny jazgot rozległ się w jego umyśle. Nie chciał wiedzieć, co to za miejsce. Przy okazji odzyskał słuch.

Mężczyzna prosił go o pomoc:
-Musisz mi pomóc, inaczej stracę moje życie. Proszę, okaż łaskę!

Nog rozpoznał także i mężczyznę. Jazgot rozległ się po raz kolejny. Był w miejscu, którego nie chciał znać. Mężczyzna jęczał przeraźliwie. Mimo powracającego bólu chciał pomóc temu towarzyszowi niedoli, gdy podał mu dłoń, on… zaczął płonąć, wręcz wybuchnął ogniem, a razem z nim palił się cały budynek. Biedak otrzepywał się. zadając sobie jeszcze większy ból. Zaczęła się lać z niego krew, która paliła się niczym benzyna. Nog spojrzał na naprzeciwległe drzwi na których było napisane: ŚMIERĆ. Ponownie skierował wzrok na płonącego, żywego trupa. W płomieniach było widać scenki z jego życia. Widać było kobietę, która go ściskała, małe dzieci biegnące do niego, jakieś spotkanie rodzinne, wszyscy byli szczęśliwi, aż spojrzeli na Nog’a. Ich oczy zrobiły się czarne i nie wiadomo jak znaleźli się tuż obok niego. Jedno małe dziecko wyjęło nóż, i wbiło go w obserwatora, który nie zdążył zareagować.

Czuł że spada, spada w otchłań, jak zanikają wszelkie zmysły i gdy już miał się zderzyć z jej dnem, usłyszał kobiecy, jakby metaliczny głos: „Lądujemy w Peru!”

Nog zbudził się. „A więc to był tylko zły sen” – pomyślał z uśmiechem na twarzy, który po chwili zniknął. Dla niego to nie był zwykły sen, to bardziej przypominało wspomnienie. Zaczął sobie przypominać, co to w ogóle miało znaczyć. W pewnym momencie go olśniło. Przecież on tam…

– Nie, nie, NIE! – wykrzyknął.

Ludzie spojrzeli się na niego jak na wariata, którym się przez chwilę poczuł. Wytłumaczył się złym snem, jednak niektórzy nadal myśleli, że to świr.


Niczego nie chciał bardziej niż stracić pamięć, zapomnieć całkowicie przeżycia z ostatniego miesiąca, było to jego największe pragnienie, niestety niemożliwe do zrealizowania…




Ten sen nie pozwolił Nog’owi się zrelaksować. Ciągle tylko myślał o tym, co się ostatnio wydarzyło.
Podbiegł doń Henry i zaczął go wypytywać, czy mu się podobał lot, co bardzo rozzłościło „zwycięzcę”.
– Lot, jak lot. Nie musisz za mną chodzić, dam sobie radę bez ciebie. – Powiedział oschłym tonem, nie znosił takiego „lizidupstwa”.
Wyszedł na zewnątrz. Był piękny, słoneczny dzień w Lima. Wsiadł do jednej z wielu stojących tam taksówek.
– Dzień dobry! – rzekł wesoło kierowca. – Dokąd dziś jedziemy?

Nog milczał. Emanowała od niego melancholia. Kierowca wyczuł to i postanowił nie być nachalny.
W końcu pasażer się odezwał:
– Niech mnie pan zabierze do jakiegoś cichego, spokojnego miejsca, najlepiej na odludziu. – Powiedział cichym, ochrypłym głosem.
– Znam jedno takie miejsce, można się w nim dobrze zrelaksować. – Rzekł taksówkarz, odpalając samochód.

Nog bił się z myślami. Sen sprawił, że wspomnienia znów go dręczyły. Oddałby wszystkie pieniądze za cofnięcie się w czasie i sprawienie, że całość by się inaczej potoczyła.

– Jesteśmy na miejscu! – niemalże wykrzyknął kierowca.
Pasażer głęboko westchnął i wysiadł. Miał przed sobą wspaniały, cichy las, idealny na uporządkowanie myśli, jednak planował co innego.
– Ej! Należy się 37 nowych solów! – upomniał się taksówkarz.
Nog podał mu 2 studolarówki.
– Reszty nie trzeba, daj dzieciom. – wycedził, po czym udał się do lasu, ściskając w ręce sznur…

Obejrzał się za siebie, widział uradowanego kierowcę, a sam zaczął płakać. To co poczuł można porównać do pewnego doświadczenia. Jedną rękę mamy w misce z chłodną wodą – drugą w gorącej wodzie. Gdy obie potem włożymy do zimnej wody, dla jednej ręki będzie ona zimniejsza niż dla drugiej. Tak samo miał Nog. Gdy widział czyjeś szczęście, a potem powrócił myślami do siebie, widział jak żałosne jest jego życie, taki kontrast wywoływał u niego lament.

W tym samym momencie przez las szła pewna, piękna kobieta. Miała wiecznie uśmiechniętą, miłą twarz. Obserwowała ptaki, gdy usłyszała jakiś szelest i trzask. Niepewnym krokiem poszła w stronę hałasu. To co zobaczyła, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Na gałęzi jednego z drzew wieszał się jakiś mężczyzna. Wyjęła nóż i popędziła w jego stronę. W porę ucięła sznur i uratowała samobójcę. Był to nikt inny jak Nog. Przyjrzała się mu dokładnie, głaskając go. Gdy zauważyła łzy zrobiło się jej strasznie żal tej osoby. Pocałowała go.

– Sarah, gdzie jesteś?! – rozległo się po lesie grubym, zachrypniętym głosem.
– Już idę! – wykrzyknęła, zostawiając Nog’a na pastwę losu. Nie mogła nic zrobić, jej mężczyzna mógłby go jeszcze dobić, a nie miała jak powiadomić służb zdrowia.


Na szczęście po kilku minutach ocknął się. Był nieprzytomny, ale poczuł ten pocałunek. Po raz pierwszy w życiu poczuł coś takiego. Rozpogodził się, porzucił samobójcze myśli i postanowił skorzystać z życia. Nastąpiła w nim duchowa przemiana. Dostał to czego mu tak brakowało. I mimo, że nie był wtedy świadomy, widział to.


Nog postanowił pochodzić po mieście. Dopiero teraz dotarło do niego, jakim jest szczęśliwcem. Zmienił się, już nie był tym przybitym człowiekiem, był taki jak kiedyś, zabawny i żywy.
Rozejrzał się po budynkach. Jego oczy przyciągnął pewien wieżowiec. Mimo że nigdy tu nie był, kojarzył go. Wróciły mroczne wspomnienia. W wizji widział siebie na szczycie wieżowca, trzymał w dłoni jakieś zawiniątko. To było nieprawdopodobne. Poczuł na sobie czyjś wzrok. Rozejrzał się po ludziach. Zwrócił uwagę na dwóch czarno ubranych mężczyzn, w ciemnych okularach. Impuls przeszedł mu po całym ciele, serce zabiło szybciej. Czuł że znów traci kontrolę. Nim się spostrzegł już machinalnie biegł. Obejrzał się. Mężczyzn za nim nie było. Odetchnął. To najwyraźniej było tylko urojenie. Myślał tak do momentu, gdy spojrzał przed siebie: biegli z drugiej strony! Przecież to dla człowieka niemożliwe. Zaczął uciekać.

Wbiegł w kręte uliczki między budynkami, aby ich zgubić. Gdy już myślał, że mu się udało, spostrzegł, że wychodzą z obydwóch stron ulicy. Nog wmawiał sobie, że to sen. Chciał się obudzić, lecz nie mógł. To była rzeczywistość jakiej nie znał. Poddał się, nie było sensu uciekać, nie miał gdzie uciekać. W pewnym momencie jeden z nich stanął i zawrócił. Drugi, wyraźnie zdenerwowany przyśpieszył. Wyjął broń, Nog już się skulił gdy usłyszał wystrzał. Nie czuł bólu, czuł że spływa po nim krew, lecz go nic nie bolało. Otworzył oczy. Człowiek, który chciał go zabić, leżał martwy z dziurawą głową.

Drugi z nich biegł już z powrotem. Nog zamknął oczy. Czuł w sobie siłę. Nie wiedział, co się wokół niego dzieje, nie rozumiał tego. Po raz kolejny ciało odmówiło posłuszeństwa, kierował się instynktem. Nie miał na co czekać. Pochwycił pistolet należący do trupa. Wstał, odwrócił wzrok w stronę nadbiegającego przeciwnika, uniósł pistolet do góry i oddał serię strzałów w głowę. Czuł, jakby to nie był pierwszy raz, jakby robił to już kiedyś, choć tak nie było.
Facet w czerni bezwładnie upadł na ziemię. Nog czuł się teraz pewnie. Szedł z giwerą w ręce, niczym żołnierz z wygranej bitwy, nie wiedząc z czym miał do czynienia. Usłyszał, że coś za nim jest. Odwrócił się. Cała pewność siebie znikła w ciągu sekundy, ulotna niczym bańka mydlana. Jego oczom ukazał się masakryczny widok: w jego stronę szła osoba, która zamiast twarzy miała na wierzchu mózg i mnóstwo krwi. Wróg okazał się być czymś więcej niż człowiekiem.

Nog poczuł że serce przestaje mu pracować, słabnie, czuje, że jest bezbronny wobec tej istoty. Uświadomił sobie jak bardzo kruche jest życie, jak łatwo zniszczyć wieloletnie starania. Po tym odczuciu górę wziął strach. Niewytłumaczalne monstrum podążało w jego stronę. Jego serce biło teraz z prędkością niemalże śmiertelną dla człowieka. Czuł że jeśli ten potwór go nie zabije, to jego ciśnienie to zrobi. Jego ręce trzęsły się tak, że nie mógł pochwycić pistoletu, jego nogi trzęsły się tak, że nie mógł wstać. I gdy już miał kończyć z życiem, spoglądając w górę ujrzał młodą osobę stojącą na budynku. Ta bez pardonu zeskoczyła wprost na niedobitka i jednym, potężnym cięciem miecza, rozpłatała coś, co przypominało człowieka.

Nog poczuł się słabo. Nic co ostatnio się działo nie mógł sobie racjonalnie wytłumaczyć. Jego „wybawca” podszedł pewnym krokiem do niego i uderzył go rękojeścią miecza w głowę, przez co zemdlał. Gdy tracił świadomość ukazał mu się widok owego młodego mężczyzny mówiącego przez telefon: „Anomalia przechwycona, bez odbioru”.




2. Początek



Nog ocknął się. Nie wiedział gdzie jest. Pierwsze, co przyszło mu do głowy to widok młodzieńca z mieczem. Potem zwrócił uwagę na to, gdzie przebywał. Było to zupełnie inne miejsce. Był w jakimś pokoju. Unosił się w nim nieprzyjemny zapach. Pokój był słabo oświetlony, jednak można było zauważyć wiele szczegółów. Ściany były jakby metalowe, jednak czarne od brudu, znać było rdzę. Odrazę budziły wszechobecne zacieki na ścianach i odgłos szczurów za ścianą. Jedną ze ścian pokrywały jakieś urządzenia, było na niej mnóstwo diod kontrolnych i jakichś pokręteł. Przy tej ścianie stały trzy biurka i monitor na każdym z nich.

Pierwszy raz widział coś takiego. Chciał wstać lecz nie mógł. Ciśnienie mu wzrosło. Szarpał się i wtedy zaczął czuć ból. Bardzo bolała go głowa, zapewne od tego uderzenia. Bał się zamkniętych pomieszczeń jak i takiej bezradności. Nie był w stanie nic zrobić, oprócz oddychania i czekania, które go powoli zabijało. Strach w nim narastał. Był przywiązany do stolika, na którym spał. Naprzeciwko niego były otwarte drzwi. Do pokoju weszło trzech młodych mężczyzn. Jeden miał specyficzną bródkę, drugi nosił kaptur a trzeci miał długie, czarne włosy. Był to „wybawca” Nog’a.

-Gdzie ja jestem!? – Wykrzyknął z przerażeniem.
-Cicho. – Odpowiedział spokojnie jeden z nich, miał charakterystyczną, krótką brodę i prostokątne okulary. Wręcz bił od niego stoicki spokój.
-NIE! Nie będę cicho dopóki nie wytłumaczysz mi gdzie ja jestem! – Ogarnęła go furia.
-Zamknij się! – Powiedział wyraźnie zdenerwowany facet w kapturze, po czym zadał Nog’owi potężny cios w klatkę piersiową.
-To MY tu zadajemy pytania. – Dopowiedział, gdy już się uspokoił.
-To… To może chociaż… Przedstawili byście się. – Wydukał Nog z wyraźnym grymasem bólu na twarzy. – Powiem wam co chcecie, nie wiem dużo, ale powiem wszystko co pamiętam!
-Zgoda. – Wyrzekł czarnowłosy wojownik. – Mówią na mnie Infernal.
-Ja nazywam się Daron. – Przedstawił się facet z bródką. – A ten w kapturze to Stalk.
-Kim jesteście, czym się zajmujecie? – Zapytał niepewnie Nog.
-Nie obchodzi Cię to. – Rzekł stanowczo Daron.
-Opowiedz nam coś o swoim życiu. Czy przytrafiło Ci się coś niezwykłego, oprócz tego pościgu?
-Cóż. Nie wyróżniałem się niczym w przeszłości, pewnego dnia puściłem los na loterii i wygrałem. Postanowiłem że po podróżuję sobie po świecie i wybrałem Peru. Pracowałem w firmie przewozowej, przy komputerze, zarządzałem zasobami firmy. – Nog opowiedział swoje życie niepewnie, jakby miał coś w gardle, co zbudziło podejrzenia wobec Infernala. Wywnioskował że pracują oni z komputerami, pewnie piszą jakieś programy, ale dlaczego siedzą w takiej dziurze? – Oprócz tego to nie pracowałem z komputerami, tylko praca i przeglądanie Internetu. Nic więcej, nie znam się na tym, praktycznie nigdy nie grałem.
-Czy aby nas nie kłamiesz? – Zapytał Stalk.
-Nie, mówię prawdę! – Odparł Nog.
Daron wyczuł, że on coś kręci. Ze zrezygnowaniem spuścił oczy w dół.
-Chodźcie, musimy porozmawiać. – Powiedział wychodząc z pokoju.

Gdy wychodzili, Nog chciał znowu zacząć krzyczeć, aby go uwolnili, lecz pohamował się. Zdał sobie sprawę że to tylko pogorszy sytuację, w jakiej jest. Poczuł się bezradny i głupi. Miał zupełny mętlik w głowie. Chciał aby to był po prostu najdziwniejszy koszmar w jego życiu. Gryzł się po wargach z nerwów. Ogarnęła go furia, która nasiliła tylko ból i nie przyniosła nic więcej. Był wobec nich bezsilny. Dodatkowo, męczył go widok tych goniących go istot, paranormalnie, niewytłumaczalne zjawiska. Postanowił że to skończy, doszedł do wniosku, że nie wytrzyma tego szaleństwa. Już chciał wstrzymywać oddech gdy usłyszał krzyki dochodzące z sąsiedniego pokoju:

-Nic z niego nie będzie, wyekstraktujemy to, co chcemy i już! Nie wiem skąd u ciebie te wątpliwości?!
-On kłamał! Skrywa tajemnicę, być może ma wiedzę znaczącą dla nas! Nie postępuj zbyt pochopnie! Nie gonili by go tak od razu bez przyczyny!
-No właśnie! Kłamał! Dlatego nie będzie wobec niego żadnej taryfy ulgowej! – Wykrzyczał głos człowieka, który zbliżał się do pomieszczenia. – Zrobię to bez twojej zgody. – Powiedział już ciszej otwierając drzwi. Okazało się że był to Stalk, tachał ze sobą jakieś urządzenie.
Postawił je tuż obok Nog’a, który w tym momencie przełknął slinkę. Od urządzenia odchodziło wiele rurek i kabli, które poprzypinali mu do ciała. Wszyscy byli bardzo zdenerwowani, ręce im się pociły. Tylko Daron starał się opanować emocje. Nog czuł że już kończą proces podłączania i że zaraz uruchomią maszynę, która – jak wywnioskował z kłótni – pewnie go zabije. Nie rozumiał o co w tym wszystkim chodzi. Zdawało mu się że jest w zupełnie innym świecie. Wszystko było takie bezsensowne i bezcelowe.
-No! Możemy zaczynać proces ekstrakcji. – Stwierdził Infernal, gdy jego telefon zadzwonił. Cała trójka spojrzała po sobie.
-Zrób to, telefon poczeka! – Rozkazał Stalk. Infernalowi przeszło przez głowę milion myśli. – „A może to coś naprawdę pilnego? – Pomyślał, po czym odstawił maszynę i odebrał telefon. Rozmowa trwała chwilę, może 4, 5 sekund. Po zakończeniu połączenia stał przez chwile jak wryty, po czym zaczął się gorączkowo chodzić w kółko.
-Co się stało? – Zapytał się Daron.
-Mike! Mówi że mają problemy z tą ostatnią anomalią! Mówi że zjawiło się ich za dużo. Nie dają sobie z nimi rady! – Wykrzyczał, wciąż nerwowo krążąc.
-Więc na co czekamy? – Rzekł Stalk, kierując się w stronę drzwi.
-A co zrobimy z nim? – Powiedział patrząc się z nienawiścią na Nog’a. – Przecież go tu samego nie zostawimy! To może być pułapka!
-No to co do cholery, mamy począć? – Daron nie wytrzymał napięcia.
Oczy wszystkich skierowały się na Nog’a. Z jednej strony czuł, że gdyby telefon zadzwonił chwilę później, już by go nie było na tym świecie. Z drugiej – wszyscy byli na niego wściekli, jeśli by wtedy nie miał umrzeć, to teraz jest to niemal pewne.
-Nie mamy wyjścia… – Odrzekł ze zrezygnowaniem Infernal. – Pozostaje nam tylko jedna rzecz. – Dodał, wyjmując z biurka jakąś strzykawkę. – Proszę cię, nie pogrąż nas. – Powiedział, wstrzykując mu coś w ciało. Nog zaczął słabnąć, czuł, że odpływa, po raz kolejny. Przez to wszystko stracił zupełnie rachubę w czasie, który wkrótce będzie dla niego bez znaczenia.


Daron, założywszy Nog’owi worek na głowę i odłączywszy od maszyny, pochwycił go i wyszedł z pokoju jako pierwszy. Za nim poszedł Stalk który niósł plecak, do którego przed chwilą napakował broni i amunicji, a na końcu szedł Infernal, zapatrzony w swój miecz…



Nog powoli odzyskiwał przytomność, po raz kolejny, stopniowo odzyskiwał zmysły, nie czuł się zbyt dobrze, ta substancja mu zaszkodziła, ale uznał to za lepsze niż uśpienie przez uderzenie w głowę. Czuł, że nie znajduje się na stałym lądzie. Ciągle go rzucało. Gdy już odzyskał słuch domyślił się że jest w samochodzie. Słyszy krzyki na przedzie, za chwilę pisk opon i trach! Znów oberwał, tym razem uderzył w niego ładunek w samochodzie. Niedaleko rozlegają się strzały. Zdaje się słyszeć niski odgłos, towarzyszący zazwyczaj wielkim maszynom elektrycznym. Charakterystyczne buczenie staje się coraz silniejsze. Czuje że samochód się podnosi, a za chwile spada z hukiem na ziemię. Ból jest niesamowity. To w sumie cud że jeszcze żyje. W wyniku uderzenia urwały się tylnie drzwi samochodu.

-Co to jest? Czyje to zwłoki? – Zapytał nieznany głos. – Infernal, co ty ze sobą wozisz?!
-To nie zwłoki Mike! To jest żywy człowiek! – Odparł Infernal z oddali.


3.W sercu bitwy.

Nog spodziewał się najgorszego i właśnie to dostał. Był na polu bitwy, związany, z workiem na głowie.
Usłyszał, że ktoś do niego podchodzi. Wtem zamiast czerni zaczął widzieć tylko oślepiającą biel. Dostał straszliwego bólu oczu. Dawno nie widział światła. Po chwili pojawiały się jakieś kształty, zarysy ludzi i otoczenie. Trudno opisać jaki mętlik miał w głowie, rzuciło pojazdem w którym był, nieopodal rozlegały się strzały i bitwa, w dodatku był chwilowo ślepy. Wydawać się mogło że już kompletnie postradał zmysły, jednak po około minucie mógł już normalnie opuścić wrak.

-Siedź tam! Nie ruszaj się bo cię zabiję! – Krzyknął Daron.
-A właściwie to po co wam on? – Spytał się Mike.
-To nie jest zwykły człowiek, to anomalia! Nie mieliśmy czasu na ekstrakcję, musieliśmy jechać na pomoc, a samego byśmy go też nie zostawili. – Odpowiedział Infernal.
Mike był bardzo zdziwiony, był zamyślony i nie zauważył że wróg zbliżył się niebezpiecznie.
Nog wyjrzał z wraku. Ujrzał jakąś istotę przypominającą człowieka lecz będącą w jakimś dziwnym skafandrze, która mierzyła do Mike’a.
-Uciekaj! – Zawołał.
Mike odwrócił się, z niemożliwą prędkością podbiegł do wroga, tak że nie mógł w niego trafić i wbił sztylet w głowę istoty, jednak ta, umierając zdążyła zadać kilka strzałów w jego udo. Mike zajęczał z bólu. Nog widząc to, sam poczuł ogromne cierpienie.
-Nie! Mike! Ktoś musi go tu przyciągnąć, ale to pewna śmierć! – Wykrzyczał ktoś z tyłu.
Nog postanowił że nie zostawi tego tak, po tym co zobaczył, uwierzył, że jest dla Mike’a ratunek. Wybiegł w jego stronę, nie zważając na zagrożenie. I tak dawno powinien być martwy. Infernal przymierzył do niego z broni, myślał że chce uciec, już miał oddać strzał gdy zobaczył że podnosi Mike’a i niesie go. Zaszokowało go to.
-Wszystko będzie w porządku Mike! – Wyrzekł Infernal łapiąc go ze rękę. – Nog, połóż go tutaj. – Wskazał miejsce, w którym nie byli osiągalni dla wrogów.
Nog poczuł się dumnie. Uratował człowieka, ale co oni teraz zrobią? Śledził poczynania drużyny.
-Stalk, Meyo i Fred, sprawdźcie, czy żaden się nie zbliża! Infernal, podaj modyfikator. – Rzekł Daron. Infernal przyniósł coś, co przypominało dłoń robota, w rzeczywistości była to dziwna rękawica. Daron włożył ją, wpisując coś w konsoli.
-Mike, podaj prawą dłoń. – Mężczyzna wyciągnął rękę. Ku zdumieniu Noga, miał w ręce jakieś wejście, które po zbliżeniu do rękawicy otworzyło się. W końcu jego ręka i rękawica połączyły co poskutkowało zemdleniem. – Wczytuję ostatniego backupa. – Powiedział, gdy w niezrozumiały sposób noga Mike’a zaczęła się regenerować w niezwykle szybkim tempie. Zmienił się także jego ubiór, z potarganych, brudnych ciuchów, zrobiły się zupełnie nowe. Daron odłączył rękawicę. Mike obudził się, pierwsze co zrobił to spojrzał się na swoją nogę.
-Wiecie chłopaki? – Powiedział z uśmiechem. – Robiłem to wiele razy, ale za każdym razem mnie to zadziwia…

Nog również był zszokowany tym co zobaczył. Wtedy też zrozumiał, dlaczego w ich drużynie są sami młodzi ludzie – w rzeczywistości byli pewnie o wiele starsi.

To co zobaczył wywarło na niego wielkie wrażenie, w tej chwili jego największym pragnieniem było zrozumienie, jak działa ten system. Stalk spojrzał na Nog’a. Zrobiło mu się trochę głupio, że człowiek, którego chciał zabić, uratował mu przyjaciela.

Nikt przy tym nie zauważył że wrogowie się zbliżają…


W tym momencie usłyszeli krzyk.

-To Meyo! – Wykrzyknął Mike.
Nog wyjrzał zza wraku, widział jak ta kreatura wręcz rozszarpuje człowieka.
-To już koniec z nim, nie jesteśmy w stanie mu pomóc. – Wyrzekł Infernal cichym, smutnym głosem, słychać było w jego słowach rozgoryczenie i żal. – Znałem się z nim kupę lat…
-Mi też jest go szkoda, ale panowie, zauważcie że to cholerstwo jest tuż, tuż! – Stwierdził ze złością w głosie Fred, który właśnie przybiegł do reszty drużyny. – Trzeba działać!
Ta wypowiedź postawiła na nogach całą ekipę.
-No, to zemsta będzie słodka! – Wykrzyknął w stronę wroga Stalk.
-My idziemy zrobić tam rozwałkę, a ty, Nog, idź na ubocze i się nie pokazuj. – Podsumował Infernal po czym wyjął miecz i popędził w stronę mordercy Meyo.
Nog posłusznie przeczołgał się z dala od potyczki.

-No chodź tu cybocie! Pokaż co potrafisz! – Podpuszczał Infernal wymachując mieczem.
Ten jednak go zignorował, tak jak wszystkie inne.
-Co się dzieje?! – Rzekł Stalk.
-Wszystkie kierują się w jedno miejsce, a nas mają gdzieś, co tam niby jest?
Zapadła chwila milczenia.
-NOG! – Wykrzyknęli wszyscy na raz.
Rzucili się w szaleńczy pościg. Nog był dla nich ważny, nie jako osoba, ale jako anomalia, której cyboty nie mogły dostać w swoje ręce.
Nog usłyszał, że coś się zbliża, postąpił rozsądnie, nie chował się, lecz zaczął uciekać. Biegł po różnych chaszczach, aż okazało się że zatoczył koło i znowu jest na polu bitwy. Było tu niebezpiecznie, ponieważ był łatwym celem dla broni. Dostrzegł głaz, za którym krył się Fred i plecak z bronią, który tam zostawił, to była jego szansa. Wrogowie byli już blisko, mimo dużego dystansu na początku teraz byli już bardzo blisko, ponieważ mieli nadludzką prędkość.

Ekipa nie zwalniała tempa, ciągle gonili przeciwników, na przedzie biegł Daron, udało mu się zabić mieczem dwóch z nich, i gdy już dzielił ich od siebie miały dystans, tuż przed nimi wybuchł ładunek zapalający. Tylko Mike, biegnący na tyłach był w stanie biec, lecz musiał poświęcić Nog’a aby uratować resztę ekipy. Zaczął ich regenerować od najbardziej zagrożonych śmiercią. Człowiek-anomalia był zdany tylko na siebie. Kiedy bomba wybuchła, on był już ukryty. Czekał na nich. Był w pełnej gotowości, gdy… grawitacja przestała oddziaływać. Po okolicy rozeszła się fala wraz z charakterystycznym buczeniem, które usłyszał gdy coś podrzuciło pojazdem. Teraz unosił się półtora metra nad ziemią. Zrobiło mu się niedobrze, jeszcze nigdy czegoś takiego nie czuł.

Wrogowie najwyraźniej też stracili kontrolę, lecz gdy zobaczyli Nog’a wystającego rozpoczęli ostrzał. On nie pozostał dłużny i puścił po nich serię. To nie była zwykła broń, przeciwnicy ginęli od jednej kuli, jednakże stracił cały magazynek, gdyż nie mógł dobrze wycelować. Wydawało mu się że świat zwariował. Po chwili wszystko runęło na ziemię. Źródło tego dziwnego było około 100 metrów od niego. Postanowił się temu przyjrzeć. Obejrzał się. Widział że drużyna jest już cała, już się martwił, że mogli tego nie przeżyć. Podszedł bliżej tego niecodziennego zjawiska. Wyglądało to niczym średniej wielkości chmurka przezroczystego dymu, utrzymująca się w przestrzeni. Skojarzyło mu się to z zakrzywieniem czasoprzestrzeni, chyba widział to w jakimś filmie.

Wtem, w najmniej oczekiwanym momencie, jakby z pod ziemi wyskoczyła jeszcze jedna postać w skafandrze. Nog nie miał amunicji, zaczął uciekać po raz kolejny. Usłyszał strzały. Widział że to człekokształtne monstrum, oberwało, lecz nadal go goni. W przestrachu zapomniał o tym zakrzywieniu, jakie miał przed sobą, gdy spojrzał znów przed siebie, było już za późno by uciec. Był tuż przy tej anomalii. Po chwili poczuł ból, do jakiego nie można porównać żadnego innego bólu. Czuł że go tam wciąga. Jednak nie wciągało jego ciała jako całości. Czuł, że wyciąga to, co ma w środku, jego wnętrzności, że to mu wyrywa duszę.

Po chwili zaczął tracić zmysły. Najpierw słuch, smak, potem wzrok, a na sam koniec przestał odczuwać cokolwiek.

Wciągała go otchłań…




4.Niewidzialny świat



Ciało Nog’a zostało w świecie fizycznym, podczas gdy jego dusza zapadała się w otchłań nicości. Nie widział tam, nie słyszał, nie oddychał nic nie czuł. Był tam jako kłębek myśli. Sam był nieświadomy. Nie da się opisać stanu w którym był. O tej jednej chwili, można by napisać całą książkę, a i tak dobrze nie wiedzielibyśmy, jakie odczucia mu towarzyszyły. On sam o tym nie wiedział. Można by rzec, że nie istniał. Jednak był, w jakimś innym wymiarze, gdzie nie używa się zmysłów, ten świat rządził się innymi prawami.
Gdybym miał go przedstawić za pomocą rysunków, były by to pojedyncze, chaotyczne słowa, zapisane bez żadnego ładu, logiki i powiązań.

Jego świadomością nazwalibyśmy pojedyncze pojęcia, było to nieudolne dążenie do stworzenie pojedynczej myśli. Za każdym razem gdy coś się pojawiło, myśl się natychmiastowo kończyła, nie potrafił uzyskać ciągłości w zamysłach. Nie posiadał pamięci. Tylko pojedyncze hasła, otoczone bezkresną pustką.
Nagle, coś się zmieniło. Zmieniła się atmosfera, był to chyba już zupełnie inny wymiar, a ten poprzedni był jakimś pośrednim. Tutaj istniało coś więcej, tutaj chaos układał się w ład. Nog mógł stworzyć logiczną myśl, ale nie miał już żadnego ziarnka, ziarenka idei pochodzącego od zmysłów, czy też pamięci. Wtem, jego umysłowi okazało się coś, co pozwoliło mu myśleć. Przedstawił mu się widok, jakiegoś tajemniczego kodu. Nie rozumiał z tego nic. Po chwili wszystko znikło.

Poczuł, że zmysły wracają.

-Gorzej być nie może, straciliśmy przyjaciela, większość amunicji i 2 anomalie!
-Obawiam się, że trudno będzie się nam podnieść po takiej porażce.
-Musimy dodatkowo gdzieś wywalić te zwłoki.

Nog słyszał znajome głosy, były one stłumione, jakby był pod wodą. Nie czuł już takiego bólu, za to był bardzo głodny. Serce biło powoli. Czuł że potrzebuje oddechu. W momencie zerwał się, i zaczerpnął porządny haust powietrza. Leżał na podłodze, tuż obok niego stali: Infernal, Mike oraz Daron. Odwrócili się natychmiast, Infernal zdążył już wyjąć miecz. Wszyscy trzej, gdy ujrzeli że Nog żyje, wręcz skamieniali.

-To ty żyjesz!?
-To niemożliwe!
Daron podszedł do niego, i pomógł mu wstać.
-Usiądź sobie tutaj. – Powiedział wskazując na krzesło przy biurku. Na jego twarzy jawiło się lekkie zdziwienie.
„Zmartwychwstały” usiadł sobie na krześle, był bardzo osłabiony.
-Macie coś do jedzenia? – Zapytał słabym głosem…




Nog rozejrzał się po pokoju w którym przebywał. Wyglądał znajomo. To w tym pomieszczeniu obudził się dzień wcześniej. Posilił się jakąś papką, która mimo odpychającego wyglądu, była dość smaczna. Był wszystkiego ciekawy, niczym dziecko. Nie ma się co dziwić – w końcu żyje w zupełnie innym świecie. Dla reszty największą zagadką było nagłe ożywienie Nog’a. Nie miał pulsu, bo był w stanie śmierci klinicznej. Jednakże, do tej pory, nikomu nie udało że przeżyć konfrontacji z taką anomalią, bez względu na to, czy był to zwykły człowiek, czy też był kimś więcej. Jak do tej pory nie zauważyli w nim niczego szczególnego, czego nie miałby zwykły człowiek, natomiast to co udało mu się ostatnio ich szczerze zadziwiło.

-Chciałbym wam zadać tak wiele pytań…
-Wszystko będzie miało miejsce w swoim czasie. – Odpowiedział stanowczo Daron.
-Teraz opowiesz nam swoją historię, ale szczerze! – Zagroził Infernal. – My wiemy kiedy ty kłamiesz. Dobrze Ci radzę, mów prawdę, inaczej z powrotem będziesz martwy.
-A więc dobrze. – Nog usiadł wygodnie i spoglądając w sufit wspominał swoje życie. – Od zawsze byłem nudnym, zwykłym człowiekiem, niczym się nie wyróżniałem. Niestety, zawsze byłem samotny. To spowodowało że byłem nerwowy, złe wspomnienia i przeżycia. To co mówiłem o mojej pracy to prawda. Niedawno szef mnie wywalił, bo pobiłem takiego jednego z firmy, naśmiewał się ze mnie i nie wytrzymałem. Idąc do domu znalazłem na drodze zgnieciony papierek, przypominał jakiś los. Nie wiedząc po co, podniosłem go. Czytałem: „13, 59, 18…, zresztą i tak w życiu w to nie wygram”, po czym zgniotłem go i wyrzuciłem za siebie. Ktoś krzyknął „Ej, co to ma być?” Odwróciłem się i ujrzałem policjanta. „Chce pan mandat za śmiecenie? To się łapie pod wandalizm!” Wiedziałem że on nie mówił tego na serio, ale podniosłem śmiecia i włożyłem go do kieszeni, aby go wyrzucić później, ale o nim zapomniałem. – Przerwał opowieść popijając wodę. – W domu, gdy oglądałem film, w przerwie puścili losowanie, wtedy przypomniało mi się o tym losie. Sprawdziłem. Okazało się że wygrałem w kumulacji. Na następny dzień wziąłem wszystkie moje oszczędności, założyłem najlepsze ciuchy i wyjechałem i poleciałem do Nowego Jorku mając jedynie portfel i telefon. Mieszkanie zostawiłem, miałem je gdzieś. Gdy już byłem na miejscu i odebrałem nagrodę, zacząłem się zastanawiać nad swoim życiem. Kupiłem nocleg w jakimś hotelu. Gdy siedziałem tam w samotności, coś mnie opętało i chciałem popełnić samobójstwo, wziąłem nóż do ręki i gdy już miałem się zabić, ocknąłem się. Spojrzałem na siebie i wybuchając płaczem rzuciłem się na łóżko. Obudziłem się w nocy. Wydawało mi się, że ktoś chodzi po mieszkaniu. W ręce trzymałem nóż. To pewnie był jakiś złodziej, albo morderca który mnie śledził. Miałem przy sobie sporo pieniędzy. Wpadłem na pomysł jak go przechytrzyć. Zapaliłem lampkę nocną i otworzyłem okno na oścież, a następnie zaczaiłem się za drzwiami. Gdy wchodził, automatycznie spojrzał się na okno, a ja wtedy rzuciłem się na niego z nożem.

Już miałem wbijać w niego ostrze, gdy stała się rzecz niemożliwa. Stałem na szczycie wieżowca, który potem zauważyłem gdy przyjechałem do Lima. W ręku zamiast noża miałem jakiś list. Otworzyłem go. W środku była następująca treść: „Uciekaj stąd. Strzeż się tych ludzi.” Pod spodem było zdjęcie tych dwóch kolesi, którzy mnie wtedy gonili. Obudziłem się po raz kolejny. Znów leżałem w łóżku. Okno było zamknięte, w mieszkaniu nikogo nie było. Pomyślałem że to był tylko dziwny sen. Zauważyłem że spod łóżka wystaje nóż. Podniosłem nóż. Był cały we krwi.

Infernal był bardzo zaskoczony tym, co usłyszał.
-Możesz opisać tą osobę, która włamała się do twojego mieszkania?
-Wiele o niej nie mogę powiedzieć, widziałem ją przez pół sekundy. Był to biały mężczyzna, ubrany całkowicie na czarno. Nie widziałem twarzy.
-Kim on mógł być? – Zapytał Daron.
-Nie wiadomo. To mógł być ktoś szczególny, inna anomalia, albo jakiś hacker. – Odpowiedział ze zrezygnowaniem Mike, który do tej pory milczał. – Być może to sprawiło, że jesteś anomalią, zaraził cię tym.
-Hacker? – W Nog’u budziła się niepewność.
-Tak, hacker. Jestem nim ja, Infernal i każdy z naszej drużyny. – Powiedział z dumą Daron.
-To znaczy że wy hakujecie, tak? Słyszałem o takich, łamią zabezpieczenia w komputerach.
-Ale my hakujemy rzeczywistość. I nie łamiemy zabezpieczeń w komputerach ale łamiemy zasady panujące we wszechświecie.
-Nie rozumiem nic a nic z tego co mówisz.
– Pozwól że pośpieszę z wyjaśnieniami. – Rzekł Infernal składając ręce. – Otóż. Nasz świat nie jest taki jak mówią w szkołach. To prawda, są prawa fizyki, jednak da się je przełamać. Musisz wiedzieć, że nasz wszechświat oprócz tego co widzialne – czyli atomów – składa się także z czegoś bardziej subtelnego. Są to zasady. Świat działa sprawnie i spójnie, bo wszystko co jest ich przestrzega. Zasad nie da się zauważyć, są niematerialne, ale to one są najpotężniejsze i one wszystko kontrolują. Są one wszechobecne, wszędzie to one kontrolują i to one nas ograniczają. Zasady są kodem głównym – to jest źródło. Każde przedmiot, jaki jest na świecie, ma swój kod. W kodzie są jego parametry, czyli wielkość i zasady, które są mu narzucone. Gdybyś mógł spojrzeć na świat od tej drugiej strony, zauważyłbyś, że całość jest jedną wielką strukturą, wszystko jest ze sobą powiązane i jest doskonale zorganizowane.
-Chcesz powiedzieć że cały świat jest stworzony z kodu, a my widzimy tylko skutek jego działania?
-Dokładnie. Teraz przejdźmy do nieco bardziej abstrakcyjnych pojęć. Wyjaśnię ci, co to jest anomalia. Nie wiemy w jaki sposób się one tworzą. Mogą powstać wszędzie o każdej porze. Mianem abstrakcji nazywamy zjawisko lub osobę, która wpływa na zasady, zmienia je, łamie, jeśli chodzi o ludzi, często dzieje się to nieświadomie.
-Zaczynam rozumieć. Ta anomalia, którą widzieliśmy podczas bitwy, łamała zasady dotyczące grawitacji, tak?
-Wygląda na to, że masz rację.
-Więc dlaczego ja jestem anomalią, co jest ze mną nie tak – i właściwie – skąd wiecie że ja nią jestem?
-Spokojnie. Dojdziemy do tego. – Zapewniał Nog’a Infernal.
-Teraz wyjaśnienie – jak my właściwie hakujemy? Mamy specjalne narzędzia, które stworzył jeden z pierwszych hackerów.
-To ilu was jest?
-Jest nas około 500 na całym świecie. Mamy kryjówki na całym świecie. Ale kontynuując to, co zacząłem: mamy narzędzie, zwane modyfikatorem, które umożliwia nam wgląd w kod danego obiektu i jego modyfikację. Ale napisanie działającej modyfikacji, która nie wywoła tutaj rozwałki, to rzecz wręcz niemożliwa. Dlatego posługujemy się gotowcami.
-Czyli anomaliami? – Zagadnął Nog.
-Oczywiście! Widzę, że jesteś bystry. Aby uzyskać to co chcemy, musimy znaleźć anomalię i wekstraktować z niej kod. Chcieliśmy to zrobić z tobą. Ekstrakcja kodu niszczy anomalię, sprawia, że przestaje istnieć. Skąd wiemy gdzie one są? Nasze uniwersum ma w sobie system połączeń, który wykrywa większe anomalie i rozsyła tą wiadomość po sieci. Mamy specjalny system komputerów, który przetwarza ten sygnał i pokazuje nam skąd to do nas dociera. Jednak my nie jesteśmy jedynymi odbiorcami. Gdy anomalia pójdzie w świat, budzą się cyboty, czyli cyber roboty, których zadaniem jest zneutralizowanie tego zjawiska. Dlatego unikaj bezpośrednich kontaktów z nimi, bo sam ich dotyk może cię zabić. My im przeszkadzamy w tym, bo chcemy ją mieć dla siebie, dlatego teraz mają 2 cele. Czyli neutralizacja niecodziennego zjawiska i nasza śmierć. Te roboty są w pełni odporne na klasyczną broń, były nieśmiertelne, aż do momentu gdy wynaleźliśmy broń, ze zmodyfikowanym kodem, który przy najmniejszych nawet obrażeniach zabija cyboty. Pozyskanie takiej amunicji to żmudna i kosztowna robota, dlatego używamy broni białej – ona się nie wyczerpuje. Teraz parę słów o modyfikowaniu obiektów. Niestety, nie jesteśmy w stanie zmodyfikować każdego obiektu, jaki zechcemy. Modyfikator musi mieć dostęp do kodu tego przedmiotu, czy też osoby. Dlatego przeprowadza się najpierw proces „otwierania obiektu”. Do tego też mamy urządzenie, stary, lecz wciąż działający otwieracz. Tworzy on w obiekcie bezpieczną anomalię, która go nie zniszczy, ani nie wywoła cybotów. W zależności o typu obiektu trzeba żmudnie wprowadzać dokładne jego dane, aby proces się udał. Każdy, kto chce zostać hakerem, musi przejść ten proces.
Nog spojrzał się po dłoniach hackerów. Wszyscy mieli charakterystyczne „wejście” na prawej dłoni.
-Bez tego nie można obsługiwać naszych maszyn, modyfikować i być modyfikowanym.
-Czyli wy instalujecie sobie anomalie?
-Tak. Ja mam na przykład teraz zwiększoną siłę, prędkość i wyostrzone zmysły.
-A czy jest jakiś limit?
-Tak. Jeśli zostaniesz „otwarty” dajemy tobie od razu zabezpieczenia, które hamują wysyłanie sygnału od ciebie, ale nie całkowicie, bo wtedy nie mógł byś żyć. To są zasady niskiego poziomu, których złamać się nie da.
-Też chciałbym zostać jednym z was. – Nog był niezwykle podniecony wiedzą, którą otrzymał. Czuł się jak w pierwszej klasie podstawówki.
-Wątpię, aby to mogło wypalić. Tutaj trzeba umiejętności i doświadczenia. Nie możemy tobie do końca zaufać. – Odparł oschle Daron.
-Ale jeśli byście mnie podpięli do waszego systemu, otrzymali byście kod anomalii, bez zabijania mnie. W dodatku ja je mogę pochłaniać bez żadnych maszyn i jestem w stanie przeżyć.
Cała trójka spojrzała po sobie. Był to mocny argument. W dodatku mieli szansę odkryć kod, jednego z ciekawszych zjawisk. Ale hakerem nie mógł zostać byle kto. Daron twierdził że Nog jest bez szans. Mike miał mieszane uczucia, ten człowiek uratował mu życie. Infernal postanowił że nie będzie decydował.
-Więc co ze mną zrobicie?! – Nog wkurzył się porządnie. – Nie chcecie abym z wami współpracował, na pewno mnie nie wypuścicie na wolność, bo boicie się o waszą anomalię. Może mnie od razu zabijcie i będzie spokój. No śmiało, zróbcie to!

Poczuli się po tych słowach głupio, zrobiło im się przykro. Nie wiedzieli co mówić. W końcu Infernal podszedł do niego i powiedział:
-Dobrze koleś, będziesz się musiał wiele nauczyć, a gdy poznasz z czym tak naprawdę mierzą się hackerzy, będziesz żałować, że wtedy cię nie zabiło.

Nog siedział w milczeniu. Po chwili podniósł na nich oczy i powiedział:
-Tyle razy powinienem być już martwy. Nic nie poradzę.


To jest moje przeznaczenie...



5. Pierwsze dni nowego życia.


Nog wyznaczył sobie cel: zostać hakerem. Z całym tym osprzętowaniem całość wydała mu się prosta. Nie rozumiał jedynie kodu i tego, jak się programuje. Daron zaprowadził go do swojego lokum. Miał tam wiele grubych książek na ten temat. Adept co prawda lubił czytanie, ale to było lekką przesadą. Daron uśmiechnął się i powiedział poważnym tonem:
-Powinieneś wiedzieć, że przeczytanie tych pism, to absolutne minimum, jedynie w zakresie znajomości kodu. Będziesz musiał nauczyć się obsługiwać wszystkie mechanizmy, znać ich podstawowe elementy i wiele innych. Czekają cię przyśpieszone studia z zakresu programowania i zaawansowanej elektromechaniki. Gdy opanujesz teorię, przejdziemy do praktyki która nie będzie łatwiejsza. Nauka tego wszystkiego, to przy tym pikuś. ALE. Gdy już podejmiesz działania w tym kierunku, nie będzie odwrotu. Wydasz na siebie wyrok dożywocia. Nie będzie już normalnego życia. Codziennie będziesz musiał stawiać czoła kolejnym wyzwaniom. Nie będzie czasu na wypoczynek. Bycie jednym z nas słono kosztuje.
Po tych słowach zmarkotniał. Spuścił oczy w dół i smętnym krokiem wyszedł z pokoju pozostawiając Nog’a sam na sam z siedmioma tysiącami stron informacji, które miał zakodować w umyśle. Rozpoczął naukę niemal od razu, co wzbudziło podziw w Infernalu. Miał do tego wielki zapał. A on sam zaczął zastanawiać się, czy było warto w to wchodzić. Z jednej strony – mógł poznawać tajemnice wszechświata, być kimś więcej niż zwykły człowiek. Byłby w stanie robić rzeczy niewyobrażalne, stać się nieśmiertelnym. Wertując strony, zastanawiał się, jaka będzie jego pierwsza misja. Może będzie musiał rozwalić parę cybotów? A może przyjdzie mu się zmierzyć z jakąś niezwykłą anomalią? Gdy tak dumał nad tym – usnął.

Po zbudzeniu rozejrzał się po kryjówce. Widział jak wszyscy razem współpracują. Bingo! To właśnie go poruszało – praca zespołowa. Od razu powziął kartkę i zaczął planować. Miał przed sobą kilka otwartych ksiąg, w których bez przerwy szukał czegoś nowego. Projektował jednocześnie miejsce walki, taktykę, jak i potencjalne modyfikacje dla osób w zespole. Stwierdził również, że można wykorzystać specjalne układy, które będą wspomagały kod i będą ważnym elementem w walce. To, czego chciał dokonać było imponujące. Niezwykła była jego prędkość przyswajania wiedzy, a co najważniejsze – wykorzystanie jej w praktyce.

Po około tygodniu, miał już zaprojektowane proste fragmenty kodu i sposób wykorzystania tych modyfikacji w walce. Tworzył również pomysły na maszyny, które potem chciał połączyć i wybrać najlepszy z projektów. Miał wszystko co było mu potrzebne – materiały, czas, możliwości. Jak się potem okazało Stalk miał u siebie „mały” składzik podzespołów. Nog, gdy tylko to zobaczył, sprawdzał w notatkach, co może z tego zrobić. Mimo że miał wiele części, mógł z nich wykonać tylko mniej wyrafinowane narzędzia. Czas płynął nieubłaganie. Minęły już 3 tygodnie od jego przyjścia. Od tej ostatniej potyczki, nie wydarzyło się nic ciekawego. Były, co prawda, jakieś małe anomalie, ale nie wzbudzały żadnych sensacji.

Mike, jako pierwszy domyślił się co było anomalią u Nog’a. Potrafił on pochłaniać. Pochłaniał wiedzę, anomalie, za to emanował wprost przyjacielskim nastawieniem, zaufaniem, pogodą ducha oraz wytrwałością w dążeniu do celu.

W końcu, po dłuższym okresie wszechobecnej nudy, zjawiła się „grubsza” sprawa. Była to okazja dla niego, aby się wykazał, pokazał co potrafi, był to dla niego sprawdzian.

-Zjawiła się mocna anomalia, dość blisko, około 50 kilometrów stąd. – Zawiadomił wszystkich Fred.
-Wysyłamy kogoś do zabezpieczenia terenu, a potem przyjeżdża reszta, czy jedziemy razem?
-Ja mam plan! – Nog był bardzo podniecony, miał sposobność aby się popisać. – Spójrzcie na to. – Położył na stole jakieś plany, wszyscy szybko rzucili okiem, po czym pokiwali głową z uznaniem.
-To naprawdę coś. Jestem pozytywnie zaskoczony, robisz wielkie postępy. Wypróbujemy twoją taktykę, miejmy nadzieję, że to się sprawdzi.

Nog nie mógł ukryć zadowolenia. Był bardzo szczęśliwy. W końcu nadszedł jego czas.

-Daron, załaduj ten kod i zmodyfikuj nas. – Powiedział Infernal, ładując broń do plecaka. – Nog, postaraj się nie zużyć nam dzisiaj całej amunicji.
-Spokojnie. Wszystko jest zaplanowane. Sprawdziłem na satelicie jak wygląda okolica w której powstał ten błąd w rzeczywistości. Projekt, który wam dałem tyczy się terenu, na którym jest mało kryjówek i nijak nie da się uniknąć ostrzału, ale możemy zminimalizować straty.
-Jesteś pewien, że ten kod jest dobry? – Daron miał wątpliwości.
-Jest pewny, opierałem się na kodzie z anomalii, które zostały wcześniej przez was przechwycone.
-No myślę! – Odrzekł, po czym zatwierdził modyfikację.

Gdy już było po wszystkim, wszyscy poszli prosto korytarzem. Okazał się on być dość długi. Na samym końcu był coś a’la parking. Wyglądało na to, że ta kryjówka jest gdzieś pod ziemią. Otworzyli jedną z 5 bram. Stał za nią samochód dostawczy.
-Wsiadajcie! – Rozkazał Infernal. – Jedziemy po anomalię!



6. Dzień próby



Gdy wszyscy(Infernal, Stalk, Daron, Mike, Fred, Nog) siedzieli już w samochodzie, Infernal wjechał na specjalny podest. Obok niego siedział Nog. Po chwili zanikło jakiekolwiek światło. Słychać było odgłosy jakichś maszyn. Po kilku sekundach rozległ się dźwięk hydrauliki: głośne „sssssssssss”. W tym momencie światło powróciło. Byli w dziwnej grocie, pokaźnych rozmiarów. Nie było z niej żadnego wyjścia. Już miał się pytać co teraz zrobią, gdy kierowca wcisnął gaz do dechy, zmierzając w kierunku skalnej ściany. Wydawało się, że nastąpi zderzenie, gdy za moment znajdowali się już na zewnątrz. Wokół ich samochodu było szczere pole. Nog odwrócił się. Za pojazdem znajdowała się niezbyt duża skała.

-To złudzenie optyczne. – Wyjaśnił Infernal. – Dzięki temu nigdy nie znajdą naszej kryjówki.

Jechali dalej. Nie było to jedyne zaskoczenie. Trawa po której jechali, zdawała się olewać, iż ich samochód waży sporo, bo nie było za nimi żadnych śladów. Można by pomyśleć, że to zbędne środki bezpieczeństwa. Ale czy na pewno?

W nastroju niezwykłego podniecenia, trasa, choć trudna, minęła szybko. Po chwili znajdowali się niedaleko miejsca zdarzenia.
-Zatrzymajmy się tutaj. – Szepnął Nog. – Nie dajmy im poznać, że tu jesteśmy. Infernal zastosował się do słów adepta. Chwilę później, gdy wszyscy już wysiedli, zaczęły się zwiady.

-Wygląda na to, iż uprzedziliśmy ich.
-Lepiej, na wszelki wypadek, porozstawiać się już po kątach, aby nas nie zaskoczyli oraz aby zyskać przewagę taktyczną. – Doradził Nog.

Już szli w stronę niezwykłego zjawiska, gdy zjawiły się 3 duże pojazdy. Zajechały im drogę do zjawiska.

-No to nie ma na co czekać, zaczynamy panowie. – Rzekł Infernal. – Cyboty są schowane za samochodami, pewnie mają ciężką broń, musimy ich zajść sposobem.

Cyboty znajdowały się dość blisko anomalii, która co jakiś czas promieniowała jasnym, błękitnym światłem, rozchodzącym się z gracją po polu bitwy. Zjawisko było otoczone od przodu i prawej strony.
Na przedzie stały 2 samochody, z których już prowadzono nieudolny dotychczas, acz uniemożliwiający podejście bliżej, ostrzał z CKM.

-Ci kolesie mnie drażnią, musimy dać sobie czas na podejście. Stalk, co potrafisz? – Zapytał Daron.
-Grawitacja prawie na mnie nie działa i mam polepszoną celność.
-Już wiem co zrobić! – Krzyknął Nog.
-Fred ma zwiększoną siłę, więc może wynieść Stalka w górę, a ten zrzuci na nich „nieco” ładunków.
-Haha, podoba mi się ten pomysł. – Wyrzekł z entuzjazmem Stalk.
-No to łap C4 i leć. – Powiedział Fred, a następnie złapał go i wyrzucił daleko przed siebie.

Po kilku sekundach dało się słyszeć potężny wybuch.

-Teraz! Biegnijcie! – Poganiał wszystkich Daron. – Będę cię osłaniał, Nog.

Pobiegli w kierunku jednego z wraków, który został odrzucony na porządną odległość podczas wybuchu. Wydawało się, że to ich zabije, ale po chwili, z dymu wyłoniło się ich 12-stu.

-O kurwa! – Mike sprawdził drogę odwrotu. – Co teraz geniuszu? – Zwrócił się w stronę autora taktyki.
-Nie bój się. Masz zwiększoną szybkość, więc przedostaniesz się na ich tyły. Infernal, możesz się stać częściowo niewidzialny, jednak wtedy można cię wykryć za pomocą słuchu, bo ta modyfikacja powoduje głośne buczenie, ale na szybką akcję w sam raz. Musimy ich szybko załatwić.
-A ty co potrafisz, Daron? – Zapytał Infernal.
Daron stanął przed nim i się dosłownie rozpłynął. Zamienił się w ciecz, wsiąkł w ziemię i po chwili, wręcz wyrósł na jego plecami i lekko klepnął w plecy.
-No cóż, przydasz się nam. – Powiedział z lekkim uśmiechem, ale czuć było że w głębi duszy krzyczy: „Dlaczego JA nie mam takich bajerów?! Chociaż w sumie, niewidzialność też jest spoko.”

Potem przyszedł czas na rozwałkę. Fred pochwycił nieco złomu i potężnym rzutem zwalił z nóg cyboty. Mike w tym czasie przedostał się na tyły i przyszykował sztylety. Nadszedł czas.

Gdy tylko kurz opadł i wrogowie wstali, na środku, pomiędzy nimi nagle wyskoczył Daron i zakręcił młynek swoją kataną pozbawiając tułowia nóg u 5 z nich. Potem do akcji wkroczył Mike, który z nadludzką prędkością tańczył taniec śmierci swymi sztyletami. Pozostało kilku niedobitków, którzy zdążyli wyjąć broń. Mike szybko się wycofał a Daron po prostu wsiąkł. Wtedy przyszła kolej Infernala. Po polu bitwy rozległo się buczenie. Wrogowie byli kompletnie zdezorientowani. Nie widzieli nigdzie celu, ale on widział ich i oddał kilka celnych strzałów, dobijając resztę.

Hackerzy nie odpoczywali i nie czekali na nic, tylko od razu rzucili się w stronę ostatniego już samochodu. Stalk starał się prowadzić z nimi ostrzał, ale mimo celności był bezsilny, ponieważ oni mieli CKM, więc nie mógł za bardzo się wychylić. Daron przedostał się za nich i zarżnął gardło „operatora ciężkiego karabinu maszynowego”. Potem zdał sobie sprawę, że się przeliczył. Było ich więcej niż się mogło zadawać. Sytuację uratował fakt iż Stalk mógł już podejść i zeskoczył na nich, miażdżąc im głowy pochwyconym wcześniej prętem.

-To już wszyscy, idźcie szybko po anomalię, zanim przyjedzie kolejna dostawa, i się zwijamy stąd!
-No dobra, ja idę z ekstraktorem. – Mruknął Infernal. – Fred, ubezpieczaj mnie.

Poszli w kierunku nietypowego zjawiska. Jak na razie nie wiedzieli, co to powoduje, ale wyglądało bardzo dziwnie. W końcu jakiś błysk poleciał w stronę Infernala.
-Cholera, nie potrafię użyć moich modyfikacji, trzymaj się od tego z daleka!

Szli dalej, ale już byli podenerwowani i bacznie obserwowali, co się wokół nich dzieje. Wtem, niewiadomo skąd wyskoczył kolejny cybot.

-Co to ma być? Kolejny skurwysyn do kolekcji?! – Fred był w tym dniu wyjątkowo zły .

W akcie desperacji uderzył go pięścią w klatę. Ten poleciał wprost w serce nietypowego zjawiska. Bo całym pobojowisku rozległ się potężny huk i mocne światło, Freda aż odrzuciło. Gdy wstali, anomalia wyglądała już zupełnie inaczej. Była to naelektryzowana chmura szaro-czarnego dymu. Wszędzie latały iskry i małe wyładowania, przypominające te w kulach plazmowych. Żaden z obecnych nie miał już swych niebywałych zdolności. Wszystko zostało jakby skasowane, wyczyszczone.

Daron, który trzymał się po walce dość dobrze, pochwycił maszynę i z trudem wyekstraktował kod z anomalii. Po chwili ona sama znikła.

-Wydaje mi się, że jest to coś więcej niż anomalie, które widzieliśmy do tej pory. W dodatku ten cybot został przez nią wchłonięty! Takie coś się nigdy nie zdarzało. Muszę ją dokładnie przeanalizować… – Po tych słowach milczał już przez całą drogę powrotną.


Gdyby mógł zobaczyć przyszłość, pewnie nigdy by nie dopuścił aby ten kod został użyty…




7.Narodziny wroga. (Part 1)


Nog i reszta byli już na miejscu. Z jednej strony – szczęśliwi, z drugiej – zaskoczeni. Żaden z nich nigdy nie miał styczności z takim czymś. Najbardziej zaabsorbowany tym wydarzeniem był Daron, chciał jak najprędzej przystąpić do analizy nowo zdobytej anomalii.

-Poczekaj z tym Daron, mamy priorytety. – Rzekł Infernal. – Nog, sprawdziłeś się w akcji. Opanowałeś bardzo dobrze to, co masz umieć, a nawet więcej. Ale zanim przystąpimy do otwierania twojego kodu, musisz zrozumieć jeszcze jedną kwestię. Nie możesz nawiązywać kontaktów z osobami spoza naszego środowiska, tym bardziej ludźmi, którzy są anomaliami. Nigdy nie wiadomo czy nie wywoła to cybotów. Nie możemy okazywać współczucia i się z nimi spoufalać.

-Dlaczego? Zupełnie tego nie rozumiem… Nie mogę sobie z kimś normalnie pogadać?
-Nie, nie możesz. My niestety, złamaliśmy tą zasadę…
-Niestety? Niestety ja żyję?
–Źle to ująłem. Po prostu często okazuje się, że ta osoba musi zostać zabita lub musimy z niej coś wyekstraktować. Jeśli kogoś lubisz, to oczywiście nie będziesz w stanie tego zrobić. Będziesz wtedy bezsilny i to może być koniec twój, koniec całej misji, koniec twoich współpracowników, rozumiesz? Jeśli zamierzasz się spoufalać i narażać interesy całej ekipy, nie mam prawa cię do nas przyjmować. Tutaj każdy jest odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale za całe swoje otoczenie. Mamy żelazne zasady, jeśli ktokolwiek z drużyny się do tego nie zastosuje, wszyscy jesteśmy zgubieni! I koniec tematu!
-Dobrze. Ale…
-Nie ma tu, kurwa mać, miejsca na żadne ALE! To jest zasrana zasada i jeśli zobaczę że ją złamiesz, odstrzelę ci łeb bez wahania, tak jak wszyscy inni. Już wiele misji przez to się nie powidło i jeszcze więcej hakerów zginęło! – Infernal był niezwykle rozdrażniony.
-Więc dlaczego nie zastosowaliście wtedy do zasad, kiedy byłem pojmany?
-Byliśmy w kryzysowej sytuacji i nastąpiło wiele nieprzewidzianych wydarzeń, na które nie mieliśmy najmniejszego wpływu, to dobrze, że się stało, jak się stało, ale to jedyny taki przypadek znany naszej społeczności. Nie ma żadnych zasranych odstępstw od zasad, dla nikogo!

Nastąpiła po tych słowach chwila ciszy.

-Myślę, że jesteś zbyt surowy dla niego. – Powiedział Stalk.
-Ech, masz rację, emocje wzięły górę. Przepraszam cię. – Infernal skierował dłoń w stronę Nog’a.
-Nic nie szkodzi, tak już czasami bywa, nie gniewam się i myślę, że masz rację, w tym co mówiłeś.
-Chodzi tylko o to, żebyś nie zaszkodził innym i żeby inni nie zaszkodzili tobie.
-Już rozumiem. Ja również ciebie przepraszam, że musiałeś się na mnie rozwścieczyć.
-To już chyba wszystko. Przystępujemy do procesu otwierania. – Zainformował Daron.

Weszli do pokoju, w którym stało łóżko, stolik, kilka komputerów i dziwaczna maszyna, wisząca nad łożem. Wystrój taki sam jak w innych pokojach – czyli w sumie żaden. Tylko brud, zacieki i rdza.

-Oto i słynny „otwieracz”! – Powiedział Mike.

Nog poczuł się niezbyt pewnie, nogi miał w tym momencie z waty. Częściowo powodowało do podniecenie, a częściowo strach. Położył się w końcu. Podszedł do niego Fred ze strzykawką.

-Lepiej, żebyś tego nie widział, kolego…

Chciał się wyrwać ze strachu, ale było już za późno. Był przypięty. Powoli robił się coraz senniejszy, wzrok coraz słabszy, oddech coraz wolniejszy. Ostatnim co wtedy usłyszał był odgłos maszyny, która nad nim sterczała. Był to najgorszy odgłos jaki w życiu słyszał. Połączenie dentystycznej „wiertarki”, piły mechanicznej z przeraźliwym piskiem. Obudził go ból ręki. Kierował się on z prawej dłoni, poprzez ramię, bark do płuc potem zszedł nieco w dół, do nerek, jelit i tam się na chwilę zatrzymał. Potem przeszedł niczym ostrze przez ciało w stronę serca, a na sam koniec do głowy.

Odzyskiwał wzrok. Cierpienie stopniowo ustawało. Leżał w swoim łóżku. Był w innych, nie należących do niego ubraniach. Przewrócił głowę na bok. Ujrzał swoje ubrania w rogu. Były poplamione krwią. Szybko zerwał się z łóżka. Był nieco osłabiony, ale nie czuł się bardzo źle. Czuł, że ma coś w dłoni. Ujrzał w niej charakterystyczne wejście, podobne jak mają niektóre komputery i jakie ma każdy hacker. Z trudem wstał. Wyszedł z pokoju i wszedł do pomieszczenia, w którym zawsze pracowali nad anomaliami. Byli tam: Daron, Infernal i Mike. Któryś z nich powiedział:

-Jesteś pewny, tego co mówisz? Przecież to jedno z największych odkryć!
-Na to wygląda. To jest definitywnie ten kod.

Mike zauważył że Nog wszedł do pokoju.

-O! Patrzcie kto przyszedł!
-Witamy wśród hakerów, jak się czujesz? – Zapytał Infernal.
-Cóż, nie jest źle, ale co się działo podczas tej operacji?
-Nic szczególnego. – Odpowiedział z uśmiechem. – To było trochę skomplikowane.
-Ważne, że wciąż żyję.
-W sumie, teraz już jesteś prawie nieśmiertelny, jeśli jesteśmy w drużynie, rzecz jasna.
-A ta anomalia to odkrycie na skalę całej społeczności hackerskiej świata! Okazało się, że jest w niej kod każdej modyfikacji, jaką wtedy mieliśmy, nawet tej twojej. A co najważniejsze, jest w niej kod czegoś żywego! Podejrzewam że to ten cybot, który został przez nią wchłonięty. – Z ogromnym podekscytowaniem pochwalił się Daron. – Możemy użyć tego kodu, aby stać się zupełnie niezniszczalnymi i nie do pokonania!

Słowa Darona były bajeczne, wręcz niesłychane, aż za bardzo nieprawdopodobne. To było zbyt piękne, aby okazało się prawdą.

-Wiele rzeczy widziałem, ale to jest coś niespotykanego. Mamy pełny kod żywej istoty, w dodatku cybota! Podczas ekstrakcji i otwierania jesteśmy w stanie uzyskać kod żyjącej istoty, ale nigdy pełny. Brakuje nieco szczegółów, chodzi tu o mózg. Nie jest możliwym uzyskać kod charakteru. Dlatego nie da się w pełni odtworzyć backupa. Jeśli umysł umrze, to już żadne backupy nie pomogą. Tu jest inaczej. Mamy okazję dogłębnie zbadać, jak działają te roboty, może uda nam się dzięki temu wejść na „wyższy poziom”…
-Tak, to w końcu cel wszystkich hakerów. – Stalk był równie bardzo podniecony jak reszta.
-Wyższy poziom? O co chodzi?
-Wytłumaczę ci innym razem. – Zapewnił go Infernal, który był przejęty odkryciem. – Kod umysłu, niewiarygodne…











Pozdrawiam i zachęcam do czytania, komentowania, krytyki itd. :D
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Mi się podoba, jak na bardzo młodego autora pisane jest zaskakująco długo. Lubię, gdy jest co czytać.
Odpowiedz
#3
Dalsze części!



8.Narodziny wroga.(Part 2)




NIECO PÓŹNIEJ...




Daron od kilku dni prawie w ogóle nie spał. Grupa jeszcze nikomu nie mówiła o odkryciu, bo chciała najpierw samemu się temu przyjrzeć, bo pewnie przysłali by kogoś wysoko postawionego i nie mieli by może nawet szansy, aby to dokładnie przeanalizować. Nog w tym czasie uczył się obsługi modyfikatora, otwieracza i innych maszyn. Wszyscy byli lekko podenerwowani, ponieważ byli blisko zaimplementowania tego kodu do programu testowego. Infernal również go analizował, nie czuł się przy nim pewnie. Był on bardzo dziwny. W dodatku miał wrażenie że ta anomalia nie tylko zabrała mu wtedy tylko niewidzialności, ale i coś więcej, skopiowała coś ze środka.
Do pokoju wszedł Stalk.

-System wykrył słabe sygnały, dość niedaleko stąd, jedziemy tam?
-Ja jestem za. Chodź Nog, musimy odetchnąć świeżym powietrzem. – Rzekł Infernal.



Około 3 godziny później byli już na miejscu. Tym razem pojechały tylko 3 osoby: Nog, Infernal i Stalk.

-Nikogo tu nie ma, sądzę, że ta anomalia jest tak słaba, że nawet nie wywołała cybotów, ale co w takim razie robiła na naszym komputerze? – Powiedział Infernal, rozglądając się po okolicy. Byli na zupełnym pustkowiu, ziemia była tam wyschnięta, od czasu do czasu jakiś krzaczek.
-Hmmm, chyba coś widziałem, pójdę tam sprawdzić. – Stalk pobiegł w stronę pobliskiego pagórka, a następnie za nim zniknął.
-Dobra, teraz musimy szybko znaleźć tą anomalię, może się zaraz zlecą te roboty. Chyba tam coś widzę, daj mi ekstraktor. – Nog wyraźnie czuł, że coś jest nie tak, miał dziwne przeczucie, że dzieje się źle.

Po chwili stali już niedaleko malutkiego zjawiska. Rozeszła się od niego dziwna fala. Nog już chciał uruchomić maszynę, gdy spowiła ich ciemność, słońce zdawało się świecić coraz słabiej aż w końcu zgasło. Jedyne co widzieli to małe światełko dochodzące ze środka anomalii. Nie minęło 10 sekund, jak wszystko wróciło do normy, a po zjawisku nie było śladu, tak samo jak po Stalku.

Szukali go i nawoływali do wieczora. Nigdzie go nie było, telefon nie działał. Zapadła noc. Poszukiwania straciły wszelki sens, pogodzili się z tym faktem i pojechali do kryjówki

Nog czuł złowrogi klimat. Bał się. Infernal także. Wizja nieśmiertelności, wygranej, zwycięstwa nad systemem przerodziła się w horror. Byli już na miejscu. Wjechał do kryjówki. Światła nie było.

Światło się tam zawsze paliło, tylko teraz nie. Serce im niemal stanęło. Coś jest nie tak. Winda w dół nie działała. Wyjęli latarki i poszli wejściem awaryjnym. Panowała zupełna ciemność. Serca biły im z ogromną szybkością. Trzęśli się ze strachu, ogromnego strachu. Gdy skierowali światło na korytarz wpadli w przerażanie. Wszystko było porozwalane, popękane, przez korytarz szło mnóstwo kabli, wszystkie prowadziły do ostatniego pokoju. Zaglądali do wszystkich po kolei. Ledwie chodzili, ogarniał ich paraliż. W każdym pokoju ten sam widok. Wszystko było porozwalane. Im bardziej zbliżali się do ostatniego z pokoi, tym bardziej odczuwali stęchliznę. Brakuje słów, na emocje które wtedy odczuwał Nog. Był wrażliwy, a taka sytuacja zmienić mogła by największego twardziela w płaczące niemowlę.


Przerażenie, strach, cierpienie, trwoga, groza. Tylko to odczuwali oprócz smrodu i duszności. Co chwila odwracali się z przestrachem, że coś za nimi jest. Ciągle czuli że za ich plecami ktoś stoi i chce ich zabić. W końcu byli przy ostatnim pokoju. Nie mogli pisnąć ani słowa, byli roztrzęsieni.

W końcu Infernal się przełamał. Wszedł na chwilę, po czym szybko się odwrócił i zwymiotował. Po chwili zaczął łkać, tracił nad sobą kontrolę. Nog się nie odważył tam spojrzeć. Widok był makabryczny. Były tam trzy rozszarpane ciała. Wszelkie wnętrzności były na wierzchu, zwłoki były porozcinane, zmiażdżone i w niektórych miejscach przypalone. Głowy były w całości, ale bez skóry i oczu. Każda miała kabel wbity w głowę. On wodził tylko oczami po kablach. Prowadziły one do głównych komputerów które były zniszczone i zmiażdżone, a na ścianie było coś, zrobione z żelastwa i podzespołów komputerowych, obsadzone tymi wszystkimi łączami. Całość tworzyła coś, co przypominało Portal…


9.Nowe znajomości.



Nog usiłował zrozumieć, co się tam stało i co to za maszyna stoi w tym pokoju. Infernal nie mógł się pozbierać po widoku swoich wieloletnich przyjaciół, którzy byli bestialsko zmasakrowani. To wyglądało, jakby ktoś się bawił ich wnętrznościami i miał z tego wielką uciechę. To nie mógł być człowiek. Ale jeśli nie człowiek – to co? Ich baza była zabezpieczona, żaden cybot nie mógł wejść do środka. I żaden cybot nie działał w taki sposób. To było coś innego, coś znacznie gorszego. Przez chwilę zastanawiali się, jak to się tu mogło dostać i czym to jest. Po chwili ich olśniło. To ta ostatnia anomalia, ta, o tym niezwykłym kodzie, w której był kod żywej, myślącej istoty.

-Co to do cholery było? – Wydukał Infernal.
-Wszystko zniszczone, wszelkie dane, dyski, narzędzia… – Powiedział Nog chodząc po pomieszczeniach i sprawdzając urządzenia. – Nie mamy nic.
-Cały dorobek naszego teamu, włącznie z nami został zniszczony… Zostało nas tylko dwóch.
-A Stalk?
-Zniknął, rozpłynął się. Pewnie też gdzieś gnije. Dopadli go.
-Jest szansa, że wciąż żyje.
-Gówno, nie szansa! Wszyscy zginęli, wszystko stracone! Zrozum to w końcu!
-My wciąż jesteśmy i ja, w przeciwieństwie do ciebie, zamiast płakać jak dziecko, mam zamiar ich pomścić i znaleźć to cholerstwo, co to zrobiło…
-Ech, masz rację, ale to nie ty straciłeś najbliższych przyjaciół. Musimy gdzieś znaleźć lokum, zadzwonię do najbliższej grupy hakerów, udamy się do nich, to jest około 300 km stąd, ale na szczęście mamy pojazd.
-To dzwoń, ja wezmę kawałek tego żelastwa, może coś w tym jest. Może się jeszcze porozglądam.

Nog spoglądał po pomieszczeniach. Zauważył, że podłoga jest pokryta dziwną substancją, dzięki czemu można poznać kroki. Wyróżnił 3 osoby. Siebie, Infernala i kogoś jeszcze. Ten ślad zaczynał się przy portalu. Potem skierował się do jego pokoju i przystanął przy jego starych ciuchach, które były całe we krwi, zapomnieli, aby jest posprzątać. Przyjrzał się ubraniom, był z nich wydarty skrawek materiału. Potem kroki prowadziły do wyjścia i tam zanikły. Infernal w tym czasie opowiadał, co zaszło w ich bazie.

Wyszli z kryjówki. Na zewnątrz już świtało. Zauważyli że trawa była ugięta w niektórych miejscach. Wyglądało to na ślady człowieka. Kierowały się one prosto tam, gdzie Nog ostatnio był przy anomalii.
-To coś mnie tropi!
–Że co kurwa?
-Znalazło moją zakrwawioną koszulę i teraz podąża moim śladem. Musimy stąd uciekać!
-Nie! Musimy ich pomścić.
-Myślisz że w 2 go pokonamy? Nie widziałeś co się tam stało?! To jest na pewno potężne i założę się, że będą przy tym cyboty.
-Arghh. Myślisz, że to jest to, co widział Stalk?
-Możliwe. Ale to się niezbyt czasowo pokrywa, bo gdyby to było takie szybkie, to już by nas dopadło.
-Wiesz co? Mam bardzo złe przeczucie. Uciekajmy stąd!


Kilka godzin później…


Byli na jakiejś pustyni. Jechali drogą, która prowadziła do nikąd. W pewnym momencie się po prostu skończyła. Wtedy wyszło jakby z podziemi dwóch facetów ubranych na biało, w jakieś stare, brudne ciuchy.

-Chodźcie za nami. – Powiedział jeden z nich.

Stanęli koło znaku, na którym widniało: „Koniec drogi”, jeden z nich uderzył w niego lekko i tuż pod nim pojawił się właz. Zeszli w dół.

-Witajcie. – Powiedział łysy, wysoki facet podając im rękę. – A więc to ty jesteś Nog? Ja jestem Scorb i zarządzam tą grupą. Ci dwaj, którzy cię tu przyprowadzili to Evan i Elnor, bliźniacy.
-Miło mi poznać. A reszta?
-Niestety, jest nas tylko trzech, tylko my ocaleliśmy po ostatniej walce.
-Zasrane cyboty, nam też zniszczyły ekipę, choć to nie jestem pewien, co to do końca było.
-To nie była walka z cybotami… – Westchnął Scorb.
-Więc z czym? Nie rozumiem.
-Przepraszam, nie zdążyłem mu wszystkiego wytłumaczyć, wszystko się popieprzyło i nawet nie miałem kiedy. – Wytłumaczył się Infernal.
-O co chodzi?
-Bo widzisz, wszyscy hakerzy nie należą do jednej organizacji i nie wszyscy mają ze sobą dobre stosunki, jest wręcz przeciwnie – prowadzimy wojny. Niedaleko jest granica z pobliskim klanem – ci debile to ograniczone patałachy! Mają swoją głupią „wiarę” która może udupić cały gatunek.
-Powiem inaczej. – Rzekł Scorb. – Są różne organizacje hackerskie i każda ma swój cel. Celem naszego jest osiągnięcie tzw. „wyższego poziomu”, czyli całkowite shakowanie kodu otaczającego nas świata i wydostanie się stąd.
-Skąd wiecie że takie coś jest?
-Bo ten kod się sam nie zaprogramował, coś zarządza całym wszechświatem, chcemy się dostać do tego miejsca, czy też wymiaru. Nie znajdziesz go na tym świecie. Musisz całkowicie wejść w kod.

Nod skojarzył sobie to z odczuciem, którego doznał, gdy wszedł w anomalię, dostał się do innego wymiaru, w którym faktycznie był coś takiego. Postanowił, że na razie zachowa to dla siebie.

-A tamci w co wierzą?
-Ha! Tamci idioci myślą, że trzeba odblokować i uświadomić wszystkich ludzi na świecie.
-Czy to nie wywoła cybotów?
-No ba, to wywoła ich ogromną liczbę, większą niż ludzi na ziemi. Po prostu zmiotą nas, a wtedy wygaśnie kod i system upadnie. Oni twierdzą, że wtedy ich misja będzie spełniona i obudzą się w innym świecie.
-A jest ich dużo?
-Nie, są małe grupki, porozsiewane głównie po Europie, ale i tutaj też jest nieco takich, najgorsze jest to, że werbują ostatnio bardzo dużo ludzi i szykują rzeź na nas, szczególnie na mniejsze grupy, bo oni wykorzystują anomalie inaczej, na swój sposób, niewiadomo jak.
-Szefie! Jest problem! – Evan był lekko podenerwowany.
-Co jest? Te ułomy przyszły?
-Nie, nie, nie wiem w sumie co się w ogóle dzieje, wszystkie czujniki wariują, system szaleje, coś jakby wszechobecna anomalia!

W tym momencie z wyświetlacza poszedł dymek.

-Coś się dziwnego dzieje, wszystko szaleje, wyłącz urządzenia, żeby wszystkiego szlag nie trafił!
Chwilę potem usłyszeli potężny wybuch na zewnątrz.

-Kuźwa, moje auto! – Infernal był zażenowany i wściekły.
-Pozamykajcie wszystkie włazy, aktywujcie systemy zabezpieczeń, wolę tam nie wychodzić!


Po chwili pogasły wszystkie światła. Siedzieli w ciemności, nasłuchując. Nog poczuł się dziwnie, poczuł że coś chce się z niego wykrztusić, ale nie był w stanie określić, co to jest…






10. Epizod X




Siedzieli w tych ciemnościach już od pewnego czasu, nikt nie był w stanie stwierdzić, jak długo już to trwa. Może pół godziny, a może pół dnia? Gdy wszystko już dawno ucichło, postanowili że uruchomią systemy. Całość wydawała się być sprawna, tylko wyświetlacz był nadal zepsuty, jednak mieli na zapleczu zastępczy. Gdy wszystko już działało, ich uwagę przykuł widok ze skanera. Pewna niestabilna anomalia znajdowała się niedaleko od włazu, jakieś 200 metrów.

-To może być to, co chciało się do nas dostać, ale co tam robi? Skupiło się na czymś innym? – Infernal spojrzał pytająco na Scorba.
-Może znajduje się tam coś interesującego, dla tego czegoś. – Nog był zamyślony. Wciąż był w szoku po ostatnich przeżyciach. Ledwie się stamtąd wydostali, nie mieli nawet chwili spokoju. Chwilę ciszy przerwał furiacki okrzyk Scorba:

-O cholera! Przecież w tym miejscu jest właz do awaryjnego bunkra! Niedawno przenosiliśmy stamtąd zapasy i dyski, ale wasz przyjazd nam to przerwał… Evan, zamknąłeś wejście?
-Nni… Nnie… Nie, nie zamknąłem… – Evan był zrozpaczony. Przez niego mogą przepaść wszelkie dane. Jest skończony.
-Kurwa mać! Nie wiem co to jest, ale nie możemy tego tak zostawić, musimy to sprzątnąć, te dane są zbyt ważne, aby tu bezczynnie siedzieć! Bierzcie sprzęt i wychodzimy! Szybciej!


Niedługo potem, wszyscy uzbrojeni po zęby, byli już na zewnątrz. Natychmiast rzucili się w stronę awaryjnego bunkra. Zbliżając się zauważyli, że stoi tam ludzka sylwetka, pozornie ludzka. W miarę, im bliżej byli, tym więcej szczegółów dostrzegali. Był to dziwny cybot. Jego kombinezon był cały spękany, a ze spękań wyrastały jakieś tkanki. Był to odpychający i obrzydliwy widok. Wokół sylwetki rozpościerała się nietypowa aura, podobna do tej, towarzyszącej anomaliom.


Był on pochłonięty niszczeniem włazu, który został na szczęście zamknięty przez systemy zabezpieczeń, tak, że nie zauważył do tej chwili zbliżających się hakerów. Wbrew obawom Infernala, nie było tam innych cybotów, poza tym jakby „zmutowanym” Nie było żadnych wątpliwości, że to nie był ten, który wpadł do środka wiru. Te okropne tkanki, które na nim się rozwijały, mogły również sugerować, jakoby to on wymordował bestialsko ich przyjaciół. Wszyscy poczuli do niego automatyczną nienawiść, poza Nog’iem, który był bardzo rozkojarzony, on bardziej czuł przed nim strach.



Gdy już byli niedaleko od wroga, ten odwrócił się i zaczął biec w ich kierunku. Wszyscy, z wrażenia, a może i przestrachu, zaczęli do niego strzelać. Przez chwilę byli szczęśliwi, że wszystko poszło tak łatwo, ale nie minęło 5 sekund, jak im miny zrzedły. Monstrum biegło w ich kierunku jak gdyby nigdy nic. Nawet ulepszane pociski nie śmiały go drasnąć. Aura wokół niego powstrzymywała wszystko.


Nie wiedzieli, czy mają atakować, czy uciekać. To było coś niesamowicie potężnego. Po chwili wyskoczył i wylądował wprost na Evanie, przebijając go pięścią na wylot. Ten, w ostatnich sekundach wbił w niego modyfikator, niczym w źródło anomalii. Cybot natychmiast odskoczył i miotał się przez dłuższy czas, po czym upadł na kolanach. Elnor natomiast, ze łzami w oczach, pochwycił modyfikator i w ostatnim momencie przywrócił szansę na dalsze życie dla brata.

W tym czasie reszta rzuciła się na wroga. Infernal wyskoczył z zamiarem przecięcia go mieczem wpół, lecz nieznana siła „pochwyciła go” i odrzuciła na bok. Był praktycznie niezniszczalny. Na domiar złego zjawili się kolejni cyboci. Potwór powoli odzyskiwał przytomność. Nog już chciał uciekać, gdy oni, zamiast rzucić się na nich, rzucili się na ledwo oprzytomniałego oponenta. Pochwycili go i przystąpili do usunięcia, tak, jak to robią z anomaliami. Po chwili mutant zniknął, puszczając po cybotach dziwną falę. Scorb oddał testowy strzał w głowę jednego z nich. Padł. Oni już nie byli niezniszczalni. Jednak nie umierali w typowy dla nich sposób, lecz przed śmiercią również zaczynali „promieniować” po czym byli wciągani, jakby w środek anomalii, którą wywołali.


Hakerzy byli wielce zdziwieni tym widokiem. Wszyscy ginęli tak, jak cybot z tej nieszczęsnej akcji – wciągani do środka anomalii. To nie znaczyło nic dobrego. Jeden był wystarczająco silny, a jak będzie ich więcej? Jeśli on, pojawiając się, będzie pochłaniał kolejne istoty, stworzy istną armię? To pewna zagłada. Musieli wymyśleć coś, co będzie zdolne go powstrzymać. Tylko co? Nie było nic, co by na niego podziałało, oprócz naturalnej właściwości tych robotów, czy czego tam. To był klucz do unicestwienia go. Rozmyślając nad tym, udali się w kierunku kryjówki.





11.Epizod XI.



Szaleństwo. Czyste szaleństwo. Ogarniało każdego, zresztą, nikogo to chyba nie zdziwi. Nie jeden z nich przeżył swoje, ale najwięcej Nog. Ten młody człowiek niemalże codziennie doznawał kolejnego szoku. Był bardzo obciążony. Zdawało mu się, że na swojej głowie nosi ołowianą powłokę. Nieustanny mętlik utrudniał życie codzienne. Ręce mu się nieraz trzęsły do tego stopnia, że nie mógł się napić. Potrzebował czasu, na otrząśniecie się, poukładanie myśli, uporządkowanie spraw. Niestety, nie było mu to w najbliższym czasie dane.


Oni zaś, stracili wiele bliskich im osób. Gdy byli już blisko osiągnięcia ich życiowego celu, wszystko się zawaliło. Czuć było, że to jednak nie koniec, że wkrótce wydarzy się coś większego.


Przez 2 dni egzystowali stosunkowo spokojnie, nie mieli wystarczająco sił, by walczyć, szukać anomalii, męczyć się z cybotami. Raczej pracowali nad kodem.
Nog projektował nową broń, która miała mieć wielkie możliwości. Wykazał się przy tym wielkim geniuszem, jak i talentem. Gdy już w jego głowie zjawił się mechanizm działania, nie było mowy o wypoczynku. Był tym całkowicie pochłonięty, praktycznie zamknął się w sobie.

W tym czasie stan Evana się niespodziewanie pogorszył. Zdarzyło się coś niesamowitego. Po ataku tego mutanta zregenerował się, lecz w miejscu gdzie był ranny, pojawiła się blizna. Z każdą godziną czuł się coraz gorzej, a ślad się rozrastał po ciele, wyniszczając je. Za pomocą modyfikatora chcieli go uleczyć, lecz nie mogli. Jego kod był zaburzony. Przebiegało to w dziwny sposób, różny od tego podczas każdej innej choroby.


Nog wciąż nie odpuszczał i ślęczał nad jakimś dziwnym kodem. Infernal, który już zdążył się jako tako pozbierać, podszedł do niego, po czym zaczął śledzić tekst na ekranie.

-Och Nog… Cały czas spędzasz przy tym, wyglądasz już jak żywy trup. Warzywo po prostu.
-Ech, to dla mnie bardzo ważne, a poza tym, to jestem już blisko.
-Zrozum, też chcę się zemścić, ale jeśli nie dasz sobie chwili wolnego, nie będziesz miał siły walczyć, wykończysz się po prostu. Nie będą musieli się nawet wysilić.
-Daj spokój, czuje się dobrze, spać nie mogę bo mam bezsenność, lepiej spędzić ten czas przynosząc jakiś pożytek.
-W ogóle nie szanujesz nas, Nog!
–Że co proszę?! – Aż wstał z nerwów. – Ja spędzam całe dnie i noce, aby dać nam zwycięstwo, aby pomóc wam w walce, a ty tak mi mówisz? Przecież to absurd! – Zamilkł na chwilę, był niemalże czerwony. Mówiąc te słowa miał pewne trudności, widać nie czuł się aż tak dobrze. Po chwili dodał nieco spokojniejszym tonem.
-Ty naprawdę nie doceniasz mojej pracy? Nawet nie wiesz, ile ja dla was robię…
-Dobrze to wiem, Nog. Wiem że się poświęcasz i to mnie właśnie martwi. Pamiętaj że żadna z twoich zabawek, nie będzie bardziej skuteczna niż praca zespołowa! Jest nas mało – to pierwsza sprawa, druga jest taka że jak ty, jako jedno z ogniw łańcucha naszej drużyny, coś spieprzysz ze zmęczenia, to wtedy wszyscy na tym ucierpimy, zresztą, nie pamiętasz? Już raz to przecież wałkowaliśmy. I to nazywasz szacunkiem dla drużyny? Tu nie chodzi o to, że poświęcasz siebie, my jesteśmy jednym organizmem, nie ma indywidualistów. Poświęcasz siebie – poświęcasz nas. Dotarło?

Nog usiadł, nie odezwał się. Poczuł się winny. Na jego twarzy wyraźnie było widać smutek, a w głębi duszy czuł się bezradny i skrępowany. Widok był iście żałosny. Chudy, blady, niezadbany człowiek siedzący na starym, drewnianym krześle w obtarganych ciuchach z grymasem bólu na twarzy. Oczy wciąż czerwone od ekranu, palce obolałe od klawiatury, zaczęły dawać się we znaki. Dopiero wtedy uświadomił sobie, jak źle się czuje.

-Potrzebujesz odpoczynku i tyle.
-Dobrze. Skoro mogę tak zaszkodzić, zrobię według twych słów.
-Cieszę się, że w końcu się na to zdecydowałeś. Ale powiedz mi tylko, jak to ma działać.

-Zasada działania jest dość prosta, mechanizmy już nie. Wiemy, że każdy przedmiot na ziemi, ma swoje cechy, które mogą być takie same u kilku z nich, jednak niektóre już nie. Jest w kodzie taki fragment, który jest unikatowy i niepowtarzalny, zarezerwowany tylko dla jednej rzeczy. Ja to określiłem mianem ID obiektu. Jednak, z tego co wynika z badań pierwszych hakerów, można sztucznie wykonać zmianę ID, jednak może to być katastrofalne w skutkach. Zasady mają oczywiście swoją drogę postępowania w takich przypadkach. Następuje wtedy SCALENIE. Dwa przedmioty o tym samym ID, łączą się w jeden, wymieniając się pozostałym kodem. Zazwyczaj obiekt o większej ilości kodu, jest dominujący podczas mutacji, ale tamten, może również jakoś wpłynąć. Dotychczas wykonywano takie eksperymenty na małych urywkach kodu, ponieważ dla większych przedmiotów taka modyfikacja może być niewykonalna, lub zbyt ryzykowna.

-Wiesz, ja czytałem kiedyś o tym, ale nie zainteresowało mnie to specjalnie i chyba nawet ominąłem ten temat w książkach. Nie byłem raczej pilnym uczniem . Ale skoro to jest takie ryzykowne, jak chcesz tego użyć?

-To proste. Użyjemy mieszanki jednego, dużego obiektu, czyli wroga, z małym kawałkiem kodu, który będzie jedynie zmodyfikowanym zapisem z ID, który zniszczy go od środka.

-Kuźwa, nigdy bym na to nie wpadł. To wręcz genialny pomysł! Masz już to? – Infernal był bardzo podniecony. To dawało możliwość zniszczenia wszystkiego i wszystkich. – Jak to działa w praktyce?
-W sumie to projekt jest na ukończeniu, tak jak mówiłem. Działa mianowicie tak: Skonstruowałem pociski, z aktywowaną anomalią. Cybot będzie chciał ją wchłonąć, więc ujawni dla tego obiektu swój kod, z wzajemnością. Ale pocisk ten jest tak zaprogramowany, że w momencie jednoczenia z cybotem, wyśle sygnał do mojego karabinku. Seria 10 kul pozwoli na otrzymanie ID. Ostatni pocisk automatycznie wczyta zmodyfikowany zapis, po czym poleci do celu, niszcząc jego kod.
–Łał. Jak ty to wymyśliłeś, to ja nie wiem. Ale powiedz mi tylko, jak chcesz wprowadzić tą modyfikację? Tego nie da się przecież zrobić automatycznie.
-I dlatego jeszcze nie skończyłem tego projektu. Na początku zbagatelizowałem tą kwestię, potem okazało się, że to bardziej skomplikowane niż myślałem. Jedynym ewentualnym wyjściem jest modyfikacja w domu, na spokojnie, ale mimo wszystko zajmie to sporo czasu i jest zupełnie nie praktyczne, bo my go chcemy rozwalić zanim on rozwali nas. Problem w tym, że nic mi nie przychodzi do głowy.


W tym momencie do pokoju wszedł Scorb.

-Przepraszam, przez „przypadek” podsłuchałem waszą rozmowę i jestem pod wrażeniem, Nog. Jesteś cholernie kreatywny i pomysłowy. Musimy pomóc ci w tym projekcie. A tak poza tym, to skontaktowałem się z pewnym gościem, istna szycha w społeczności hackerskiej, może udało by się tobie z nim zaznajomić i załatwić dla nas lepszy osprzęt, bo nasz już ledwo zipie. Modyfikator zaczął szwankować i wariować. Ech, wszystko się sypie…

-Z Evanem, niestety, – kontynuował – coraz gorzej, w sumie ja sam już się źle czuje, Elnor to samo. Nie wiem, co to, kuźwa, jest. Chyba to przez ogólnie zły humor, bo tą blizną, czy czym tam, się raczej zarazić nie da. Martwię się o niego po prostu, mimo że nie chcę. Zasrana empatia. Może Garry będzie wiedział co to jest, więc wypocznijcie, bo czeka nas niedługo droga, droga która może być wyczerpująca i niebezpieczna, wszelakie dziwolągi mogą na nas czyhać.

Gdy Scorb i Infernal już wyszli, Nog był przestraszony. Gdy tamten opowiadał o chorobie, podrapał się po plecach, przy czym odsłonił skrawek pleców.



Widniała na nich znajomo wyglądająca szrama...



Dzięki i pozdro.
Odpowiedz
#4
Przeczytałem pierwszy fragment i w sumie nawet mi się podobało, choc nie gustuję za bardzo w opowiadaniach Sci-Fi.

Oto jakie błędy udało mi się wyłapać:

Cytat:Ostatnie wydarzenia sprawiły, że o mało kompletnie nie zwariował.

Przecinek. Przed słowem "że" zawsze stawiamy przecinek, no chyba że postawiliśmy go chwilę wcześniej i nie wymaga tego sytuacja. Tak jak w moi zdaniu.

Cytat:Chciał wyciszyć emocje, ale to emocje wyciszyły jego, z trudem cedził słowa, nerwy go paraliżowały.

Powtórzenie. Zastąp drugie "emocje" słowem "one" i będzie po sprawie.

Cytat:Nazywam się Henry Johnson, zostałem przysłany aby zapewnić zwycięzcy bezpieczną podróż.

-Dziękuję za troskę.

-Niech pan idzie za mną, zaprowadzę pana.

W dialogach, jeśli po słowach bohatera występuje jakiś opis sytuacji, bądź jego reakcji nie stawiamy kropki. Jest to dość częsty błąd wśród początkujących, ale nie martw się z czasem się wyrobisz.

Cytat:Nog czuł, że odzyskuje kontrolę nad ciałem

Przecinek.

Cytat:-Musisz mi pomóc, inaczej stracę moje życie, proszę okaż łaskęExclamation!

Nie jest to błąd, ale taki znak !! powstały z 2 wykrzykników obok siebie, strasznie utrudnia czytanie. Jako alternatywę proponuje Ci w tych miejscach pisać jeden wykrzyknik ! , bądź oddzielić je spacjami ! ! !.

Cytat:zaczął płonąć, wręcz wybuchnął ogniem, a razem z nim palił się cały budynek.

Przecinek.

[Obrazek: sygnatura_hrwnpws.jpg]

Odpowiedz
#5
Super, miło mi że ktoś ma tyle chęci, aby pomagać.

Cieszę się, że początek się podobał. W późniejszych odcinkach można odczuwać spadki formy, ale będę starał się poprawiać tekst.


Dziękuję i zachęcam do dalszego czytania i konstruktywniej krytyki.


Pozdrawiam. :)

BTW.
Cytat:Jest to dość częsty błąd wśród początkujących, ale nie martw się, z czasem się wyrobisz.

Przecinek. :D
Odpowiedz
#6
Jak widzisz nawet zaprawionym w bojach pisarzom zdarza się zapomnieć ^^
[Obrazek: sygnatura_hrwnpws.jpg]

Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): Teraz chciał się stąd jak najszybciej wydostać i zaznać chwili spokoju, pragnął się zrelaksować.

"a jego największym pragnieniem była odrobina relaksu" – sugestia.

(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): Od dłuższego czasu w sercu nosił tylko niepokój, ciągły przestrach, smutek wynikający z życia w samotności. Każdy człowiek na jego miejscu płakał by ze szczęścia, lecz nie on.

Ech.
1. Pogrubienie – "strach"
2. Kursywa – razem.


(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): Nog podniósł na niego swój wzrok.

Dziwne, żeby podniósł wzrok tej puszystej kobiety przechodzącej tuż obok.

(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): Wyrzekł jegomość uśmiechając się szeroko.

Mała litera.
"jegomość , uśmiechając"

(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): Nog był nieco zmieszany, lecz po chwili uśmiechnął się skąpie.

Strasznie drażni mnie słowo "lecz". Brzmi strasznie patetycznie. Ludzie zapominają, ze istnieją takie słowa jak "ale" czy "jednak".

(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): -Dziękuję za troskę – Wycedził z ironicznym akcentem.

Mała litera.

(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): -Niech pan idzie za mną, zaprowadzę pana – Powiedział Henry wymachując ręką, chcąc wskazać w którą stronę mają iść.

Dużo błędów robisz. Proponuję, po pierwsze, zapoznać się z zasadami zapisu dialogów.

1. Mała litera – pogrubienie.
2. Przecinek pomiędzy – kursywa.

(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): Nog ocknął się w pewnym budynku. Nie wiedział skąd tu się wziął,

Czytelnik nawet nie znając pojęcia inwersji nie bardzo lubi, kiedy spotyka ją w prozie.

"Skąd się tu wziął".

(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): w jego sercu rósł niepokój. Z każdą sekundą jego serce biło coraz mocniej.

Fuj, powtórzenie.

(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): tracił kontrolę nad swym ciałem.

Co Ty, Mickiewicz jesteś? "Swoim".

(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): W końcu obudziło się szaleństwo, zaczął walić pięścią po ścianach i zamkniętych stalowych drzwiach, ujawniła się w nim klaustrofobia.

"w ściany u zamknięte stalowe drzwi".

(19-07-2011, 09:28)blojayble napisał(a): Pojawił się pulsujący wszechobecny ból, nasilający się nieubłaganie

Przecinek pomiędzy.







Dużo błędów. Sorry, ale tak jak przeczuwałam – nie podoba mi sie. Fabuła do tego momentu kompletnie mnie nie wciągnęła. Nie piszesz jakoś bardzo źle – widziałam gorsze wypociny, aczkolwiek do "dobrze" jeszcze przed Tobą długa droga.

Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
#8
Na początku poprawki do pierwszego rozdziału.
Na końcu posta inne uwagi.

Cytat:Każdy człowiek na jego miejscu płakał by (płakałby) ze szczęścia, lecz nie on.
Cytat:Nazywam się Henry Johnson, zostałem przysłany (przecinek) aby zapewnić zwycięzcy bezpieczną podróż – Wyrzekł (z małej litery, bo to nie jest nowe zdanie) jegomość uśmiechając się szeroko.
Nog był nieco zmieszany, lecz po chwili uśmiechnął się skąpie. (skąpo)
(brak spacji)Dziękuję za troskę – Wycedził (z małej litery) z ironicznym akcentem.
(brak spacji)Niech pan idzie za mną, zaprowadzę pana – Powiedział (z małej litery) Henry (przecinek) wymachując ręką, chcąc wskazać (przecinek) w którą stronę mają iść.
Zwycięzca udał się w milczeniu na samolot (o ile dopuszczam stwierdzenie, że ktoś śpieszył się 'na samolot', to jednak udać się 'do samolotu') , krokiem spokojniejszym niż zwykle…
Cytat:Nie miał panowania nad ciałem ('Nie miał władzy nad ciałem' albo 'Nie panował nad ciałem') , to nie on nim sterował. Pojawił się pulsujący (przecinek) wszechobecny ból, nasilający się nieubłaganie. I kiedy wszystkie emocje, ból, szaleństwo sięgnęło zenitu (przecinek) nastąpił… spokój.
Cytat: Nog czuł, że odzyskuje kontrolę nad ciałem. Spojrzał w dół. Tuż przed nim, leżał na kolanach czarnoskóry mężczyzna, mówił coś, lecz on nic nie słyszał. Rozejrzał się po korytarzu. Znał to miejsce… Był tu kiedyś. Chciał sobie przypomnieć skąd (to 'skąd' odwołuje się do poprzedniego zdania, ale tu mamy problem, bo do niego nie pasuje, musimy się cofnąć o jeszcze jedno zdanie – zamień więc te zdania miejscami: 'Znał...' i 'Był...') i gdy już zaczęło mu świtać, piekielny jazgot rozległ się w jego umyśle.
Cytat:Musisz mi pomóc, inaczej stracę moje życie, (kropka i z dużej litery) proszę (przecinek) okaż łaskę!
Cytat:Był w miejscu (przecinek) którego nie chciał znać. Mężczyzna jęczał przeraźliwie. Mimo powracającego bólu chciał pomóc temu mężczyźnie (powtórzenie – możesz napisać: współwięźniowi, towarzyszowi niedoli itp) , gdy podał mu dłoń (przecinek) on… zaczął płonąć, wręcz wybuchnął ogniem, a razem z nim palił się cały budynek. Biedak otrzepywał się (przecinek) zadając sobie jeszcze większy ból, (kropka, bo nowa myśł) zaczęła się lać z niego krew, która paliła się niczym benzyna. Nog spojrzał na naprzeciwległe drzwi na których pisało (było napisane) : ŚMIERĆ.
Cytat:Widać było kobietę (przecinek) która go ściskała, małe dzieci biegnące do niego, jakieś spotkanie rodzinne, wszyscy byli szczęśliwi, aż spojrzeli na Nog’a. Ich oczy zrobiły się czarne i niewiadomo (nie wiadomo) jak znaleźli się tuż obok niego. Jedno małe dziecko wyjęło nóż, i (przed spójnikiem 'i' przecinek?) wbiło go w obserwatora, który nie zdążył zareagować.
Cytat:Czuł że spada, spada w otchłań, czuje (nie dość, że powtórzenie, to jeszcze zmiana czasu przeszłego na teraźniejszy, by za chwilę wrócić do przeszłego) jak zanikają wszelkie zmysły i gdy już miał się zderzyć z końcem (z końcem czego miał się zderzyć, bo nie rozumiem?) usłyszał kobiecy, jakby metaliczny głos: „Lądujemy w Peru!”
Cytat:Nog zbudził się. „A więc to był tylko zły sen. (bez kropki) ” – Pomyślał (z małej litery) z uśmiechem na twarzy, który po chwili zniknął. Dla niego to nie był zwykły sen, to bardziej przypominało wspomnienie. Zaczął sobie przypominać (przecinek) co to w ogóle miało znaczyć.
Cytat:(spacja)Nie, nie, NIE! – (i dalej z małej litery) Wykrzyknął.
Cytat:Ciągle tylko myślał o tym (przecinek) co się ostatnio wydarzyło.
Pobiegł (Podbiegł) doń Henry i zaczął się (to 'się' jest tu całkowicie zbędne i brzydko wygląda) go wypytywać, czy mu się podobał lot, co bardzo rozzłościło „zwycięzcę”.
Cytat:(spacja)Lot, jak lot, (Kropka, bo dalej jest nowa myśł) nie musisz za mną chodzić, dam sobie radę bez ciebie. – (umówmy się, że w tym miejscu przestanę pisać, jak prawidłowo wprowadza się dialogi) Powiedział oschłym tonem, nie znosił takiego „lizidupstwa”.
Cytat: -Dzień dobry! – Rzekł wesoło kierowca.
-Dokąd dziś jedziemy? (to chyba też powiedział kierowca – przynajmniej tak wynika z kontekstu – dlaczego więc jest od nowego akapitu?)
Nog milczał. Emanowała od niego melancholia. Kierowca wyczuł to i postanowił nie być nachalny.
W końcu się odezwał (kto? kierowca?):
Cytat:
Wyrzekł (wyrzec to się można wiary, a kierowca po prostu rzekł) taksówkarz, odpalając samochód.
(po co wprowadzasz takie odstępy między akapitami?)
Nog bił się z myślami. Sen sprawił (przecinek) że wspomnienia znów go dręczyły.
Cytat:To co zobaczyła (przecinek) przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Na gałęzi jednej (jednego) z drzew wieszał się jakiś mężczyzna.
Cytat:Wykrzyknęła, zostawiając Nog’a na pastwę losu, (kropka) nie mogła nic zrobić, jej mężczyzna mógłby go jeszcze dobić, a nie miała jak powiadomić służb zdrowia.
Cytat:Był nieprzytomny (przecinek) ale poczuł ten pocałunek.
Cytat:Dostał to (przecinek) czego mu tak brakowało. I mimo (przecinek) że nie był wtedy świadomy, widział to.
Cytat:Wmurowało go (wmurowało? – pierwszy raz spotykam się z takim użyciem tego słowa).
Cytat:Zwrócił uwagę na 2 (dwóch – pisz słownie liczebniki zbiorowe) czarno ubranych mężczyzn, w ciemnych okularach.
Cytat:Mężczyzn na (za – literówka) nim nie było.
Cytat:Myślał tak do momentu (przecinek) gdy spojrzał przed siebie: biegli z drugiej strony!
Cytat:Wbiegł w krętkręte (chyba nie muszę pisać, co jest nie tak) uliczki między budynkami (przecinek) aby ich zgubić. Gdy już myślał (przecinek) że mu się udało (przecinek) spostrzegł (przecinek) że wychodzą z obydwóch stron ulicy. Nog wmawiał sobie (przecinek) że to sen, (kropka) chciał się obudzić, lecz nie mógł.
Cytat:Człowiek, który chciał go zabić (przecinek) leżał martwy, (zbędny przecinek) z dziurawą głową.
Cytat:Drugi z nich biegł już z powrotem.
Cytat:Nie wiedział (przecinek) co się wokół niego dzieje, nie rozumiał tego.
Cytat:Usłyszał (przecinek) że coś za nim jest.
Cytat:w jego stronę szła osoba (przecinek) która zamiast twarzy miała na wierzchu mózg i mnóstwo krwi. Wróg okazał być się (się być – szyk) czymś więcej niż człowiekiem.
Cytat:Nog poczuł (przecinek) że serce przestaje mu pracować,
Cytat:Serce, które przed chwilą nie biło, bije teraz z prędkością śmiertelną dla człowieka (czyli gość przeszedł z jednego stadium śmierci do drugiego – przerób to zdanie) . Czuje (przecinek) że jeśli ten potwór go nie zabije, to jego ciśnienie to zrobi. Jego ręce trzęsą się tak (przecinek) że nie może pochwycić pistoletu, jego nogi trzęsą się tak, że nie może wstać.

To tyle, jeśli chodzi o pierwszy rozdział.
Sama fabuła jest dobra, ale widać brak doświadczenia w pisaniu (sam przyznałeś, że jesteś nowicjuszem). Nie chcę cię jednak w żaden sposób zniechęcać, bowiem jak mówi powiedzenie: Na sukces składa się 10% talentu i 90% pracy. Zatem, korzystaj z rad, pogłębiaj swoją wiedzę i nabywaj doświadczenia.

Kilka spraw 'kosmetycznych' – nie rób przerw pomiędzy poszczególnymi akapitami (rób przerwę jednej linii, gdy zmienia się miejsce akcji, czas akcji albo akcja dotyczy innej osoby), aby zrobić wcięcie akapitu użyj znaku [p.] (bez kropki), pamiętaj o spacji po myślniku wprowadzającym dialog (jeśli chodzi o dialogi to polecam nasz serwis http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...logów.html). Więcej o tego typu zabiegach możesz poczytać tutaj http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...biegi.html.

Przy następnej okazji sprawdzę następny rozdział – pozdrawiam.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
Szkoda, że już nikt nie ocenia.
Odpowiedz
#10
(21-08-2011, 13:51)blojayble napisał(a): Szkoda, że już nikt nie ocenia.

A co tu oceniać, skoro nawet nie pokwapiłeś się poprawić błędy.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości