Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Wojna światów
#1
Zstąpili z niebios usłyszawszy potworny jęk, który podniósł się z ziemi. Powinni byli przewidzieć, że nowa gwiazda, która ukazała się na horyzoncie firmamentu, zwiastuje nieszczęście.
Miasto, do którego przybyli, niegdyś dumne i piękne, teraz spowijały płomienie. Budynki zapadły się pod ciosami dzikiej, nieposkromionej siły. Nie to było jednak najgorsze.
Wkoło leżały stosy nagich, nadpalonych trupów. Jedni zginęli w płomieniach. Innych rozerwano na pół ostrymi narzędziami. Niektóre ciała sterczały wbite na pal, wpatrując się w niebo, jakby wyczekiwali pomocy bogów. Bogów, którzy się spóźnili.
Nurir zgrzytał zębami spoglądając na pobojowisko. Wraz z jego gniewem gęstniały chmury wymieniając między sobą iskry błyskawic. Spojrzał na towarzyszy. Yolor i Agaja spuścili ze smutkiem głowy, a światło ich tarcz, złotej i srebrnej przygasło, jakby pragnęli zgasić blask oświecający świat, aby zakryć te okropieństwa. Płomienie jednak nie pozwalały ciemności ogarnąć tej sceny.
Na twarzy Elayi srebrzyły się łzy. Isatha spoglądała zimno i gniewnie, lecz nie dawała się ponieść emocjom.
Wtem zza gruzów wyłoniła się grupa ludzi. Zakuci byli w dziwaczne zbroje i dzierżyli kostury. Przewodził im mężczyzna, którego ciało spowijały płomienie. Za nimi wlokły się przypominające smoki machiny.
Grupa od razu zaatakowała bogów. Grad ognistych kul posypał się na ich głowy. Smoki poczęły zionąć ogniem, a władca płomieni wzniecał pożogę wkoło siebie.
Bogów atak zupełnie zaskoczył. Yolor i Agaja zasłonili się tarczami. Elaya upadła rażona ogniem.
Nurir podskoczył, żeby ratować ukochaną, o której rękę się starał. Zasłonił ją własnym ciałem. Czuł jak ognisty deszcz spada na jego zbroję, słyszał jak ta powoli pęka. Widział też jednak poparzenia na ciele Elayi. Zacisnął zęby i podniósł ją. Wciąż przyjmując na siebie większość ciosów, zaniósł boginię do Yolora i Agai, aby mogła schronić się za ich tarczami.
Sam również skorzystał z tego schronienia, wspierając swą siłą Słońce i Księżyc przed spadającymi zewsząd płomieniami.
Rozejrzał się. Isatha gdzieś zniknęła. Pozostali bogowie pochowali się za gruzami i stertami trupów. To napełniło Nurira jeszcze większym gniewem. Czy bowiem godzi się bogu chować niczym tchórz przed przeciwnikiem?
Ujął więc Nurir swój łuk i z krzykiem bojowym wyskoczył zza tarcz. Wymierzył w pierwszego przeciwnika i wystrzelił. Celnie i skutecznie. Wkoło rozszalała się burza. Dzikie błyskawice raziły ognistych magów. Wyglądało to tak, jakby starły się dwie potęgi z zarania dziejów. Wieże, które jeszcze pozostały, rozsypywały się w pył, a marmury, które niegdyś zdobiły miasto zmieniały się w pulsujące gorącem strumienie.
Wtedy ruszyli pozostali bogowie. Przeciw najeźdźcom zwróciła się ziemia, ich płomienie poczęła przygaszać ulewa, ruchy krępowały wzrastające nagle drzewa.
Tamci jednak bronili się dzielnie. Żołnierze byli zwinni i dobrze wyszkoleni. Jeśli zdołali uniknąć ciosu, od razu kontratakowali ze zdwojoną siłą, a płomień ich przywódcy był nieugaszony. Wkrótce impet bogów zmalał.
Widząc to Nurir pomyślał, że kluczem do zwycięstwa w bitwie jest zabicie dowódcy. Odrzucił więc łuk i dobył topora. Ruszył w kierunku jęzorów ognia.
Władca płomieni, spostrzegłszy to, skierował całą swą moc na boga błyskawic. Fala gorąca uderzyła Nurira. Poczuł, jak jego zbroja i topór pękają i jednocześnie topią się. Kroczył jednak dalej w kierunku przeciwnika. Skierował w niego swoje błyskawice. Tamten, choć uderzony przez tę dziką burzę, wciąż trwał na pozycji, a jego ogień nie przygasał. Nurir uświadomił sobie, że musi to być jakiś obcy bóg. Bóg z obcego świata.
Nie był to jednak czas na ciekawość. Topór boga burzy stopił się. Dobył więc miecza. Ten jednak również nie wytrzymał płomieni wroga. Nurir musiał radzić sobie gołymi rękami.
Pierwsze ciosy zachwiały płomiennym człowiekiem. Prędko jednak chwycił napastnika za ręce. Siłowali się tak chwilę wśród płomieni i błyskawic, jeden bóg z drugim, każdy starając się przełamać moc drugiego swoją.
Nagle oczy płomiennego człowieka rozwarły się, płomienie przygasły a mięśnie zwiotczały. Bóg błyskawic już zadawał śmiertelny cios, kiedy na jego ramieniu spoczęła delikatna dłoń. Nie potrafił pozwolić jej czekać nawet tego ułamka sekundy. Za jego plecami stała Elaya, gwiazda poranna, której chwila za tarczami Słońca i Książyca wystarczyła aby otrząsnąć się po pierwszych ciosach.
– Będziemy musieli go przepytać – powiedziała po prostu.
– Twoja siostra uciekła – prychnął Nurir, odrzucając zwiotczałe ciało przeciwnika. Tamten usiadł na ziemi wpatrzony rozwartymi oczami w boginię.
– Nie – odparła. – Zobacz, walczy pośród smoków.
Bóg błyskawic wbił wzrok w gęste opary dymu rozświetlone tylko gdzieniegdzie buchającymi płomieniami. Istotnie, tam skąd ukazały się wrogie smoki majaczyła sylwetka jeszcze jednego, o wężowych kształtach, ulubiona postać gniewnej gwiazdy wieczornej.
– Idź, dokończ walkę – powiedziała Elaya. Wiedział, że ona musi zostać, aby szachować najgroźniejszego z przeciwników.
Ruszył więc od nowa wzniecając burzę. Wcześniej się nie mylił. Bez wodza przeciwnik nie miał szans. Choć dobrze uzbrojeni i zdolni w boju, byli to jednak ledwie ludzie o ich wątłych, łatwych do zniszczenia ciałach.
Przełamawszy ich linię obrony, bogowie dotarli do maszyn-smoków, z którymi od pewnego już czasu walczyła Isatha. Tamte w bliskim starciu okazały się ociężałe i powolne. Łatwo było się z nimi uporać.
Po skończonej walce, wrócili do miejsca, gdzie Elaya utrzymywała obcego boga pod swoim urokiem.
– Mówił już coś? – zapytał Nurir.
– Jego moc jest wielka – oparła gwiazda porankowa. – Ledwie udaje mi się utrzymać go pod moim czarem, ale nie potrafię zmusić go do mówienia.
Bogowie stanęli wokół.
– Wyjmijcie broń moi drodzy i skierujcie w niego. – odezwał się Yolor. – Elayo, musisz uwolnić to stworzenie spod twojego czaru. Inaczej niczego się nie dowiemy. Jeśli zaś zaatakuje, zabijcie.
Elaya cofnęła swój urok. Początkowo płomień na nowo zajaśniał w oczach obcego boga, lecz kiedy tylko spostrzegł swoją sytuację, rezygnował z walki. Zrozumiał, że przegrał i jest jeńcem. Uśmiechał się jednak z pogardą i wyższością.
– Kim jesteś i skąd przybywasz? – rzucił Nurir. Tamten roześmiał się tylko. Bóg burzy spoliczkował go za to tak, że tamten przewrócił się na ziemię.
Wtedy Agaja, bogini księżyca, pochyliła się nad nim. Jej tarcza była słońcem istot żyjących w świecie ducha, a więc przybywały one na każde jej życzenie. Gdy dotknęła czoła osłabionego, ognistego boga, w jego ciało wniknęły legiony dusz. Obcym wstrząsnęły drgawki, jednak nawet jego umysł nie był tak potężny żeby mierzyć się z tak wieloma intruzami. Duchy zmusiły go do mówienia językiem zrozumiałym dla obecnych.
– Nasze światy zmierzają ku zagładzie – powiedział. – Wspólnej zagładzie. Przebywszy pustkę kosmosu, nasz świat dotarł tutaj. Podróżowalibyśmy dalej, lecz ruchy ciał niebieskich są niezmienne. Wasz świat i nasz niedługo się zderzą. Zginiemy wszyscy: my i wy. Chyba, że któryś z tych dwóch światów nagle zniknie. Oczywiście z naszej perspektywy musi to być wasz. Przykro nam z tego powodu, wolelibyśmy aby tak nie musiało się stać. Jednak musi. Trzeba dokonać wyboru: albo my albo wy. Jeśli go nie dokonamy, zginiemy wszyscy: my i wy. Myśmy przysięgli chronić ludzi, którzy znaleźli się pod naszą opieką, nie możemy pozwolić im ulec zagładzie.
– Przerwij ten bełkot – prychnęła nagle Isatha. Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni. Agaja jednak cofnęła duchy. Rzeczywiście, wiedzieli już wszystko.
Obcy bóg leżał teraz słaby i złamany. Jeszcze przed paroma chwilami groźny i potężny, teraz drżący, a z jego szeroko rozwartych oczu sączyły się krople łez. Jego przewagą było, że bogowie Ayavii nie wiedzieli co może nastąpić. Teraz jednak mogli kontratakować.
– To jasne co musimy zrobić – jeszcze raz zabrała głos Isatha.
– Nie, na pewno istnieje inne wyjście – zawołała Elaya.
– Jesteś głupia siostro i zastanawiając się nad życiem najeźdźców pogrzebiesz nas wszystkich!
– Nie wierzę, że jest ci obojętne życie tych ludzi i los ich świata.
Powietrze zgęstniało aż od starcia woli gwiazdy porankowej i wieczornej. Przerwał ten impas Yolor:
– Nie możemy zdecydować tylko w naszym gronie – powiedział. – Wracajmy na niebiosa, tam zbierze się rada.
Bogowie usłuchali go. Zabrali ognistego boga do pałacu Agisa i Tepali, pary boskich królów, jako jeńca.

Jeśli ciekawi Cię dalszy ciąg opowieści, zapraszam do odwiedzenia mojego bloga z opowiadaniami fantasy (w linku).
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości