Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Nowy Członek
#1
– Pozwoli nam to podbić Aren?
– Na pewno pomoże.
– Kto to wykonał?
– Dzieło ludzkie.
– Skąd to mamy?
– Od przyjaciół.
– Jak to działa?
– Wystarczy. – Olivier gestem ręki zakończył niekończącą się serię pytań Cherubiny. Kobieta natychmiast umilkła. Szli w ciszy jednym z podziemnych korytarzy placówki Czerwonych Księżycy. Drogę oświetlały im stare lampy przemysłowe jarzące się słabym, żółtym blaskiem. Olivierowi i idącej po jego lewej stronie Cherubinie towarzyszyła, krocząca niepewnie po jego prawej stronie, zaniepokojona Riv oraz trzymający się z tyłu Arma, na którego twarzy jak zwykle panował błogi uśmiech. W końcu Olivier, a za nim cała reszta zatrzymali się przed drzwiami na końcu tunelu. Lider grupy westchnął nieznacznie i nacisnął klamkę.
Za drzwiami ukazała im się sporej wielkości plac o kształcie prostokąta. Zbudowany z czterech, masywnych, betonowych ścian, podłogi usłanej piachem oraz pod gołym niebem przypominał wybieg. Po środku placu, twarzą skierowaną ku niebu siedział mężczyzna. Gdy usłyszał dźwięk ruszających się zawiasów powoli przeniósł wzrok na nowo przybyłych gości. Riv, widząc jego twarz, odruchowo schowała się za Olivierem i owinęła się skrzydłami, natomiast Cherubina wybałuszyła oczy. Jedynie Arma uśmiechnął się szeroko i zrobił krok do przodu. Jego źrenice w kształcie rombu zaczęły wirować. Olivier stał niewzruszony, patrząc beznamiętnie na mężczyznę. Jednak musiał przyznać, że był paskudny. Jego twarz naznaczona licznymi szwami wyglądała jakby miała się lada chwila rozpaść. Biało-czarne włosy opadały w nieładzie na żylaste ramiona, które tak samo jak tors pokrywały liczne blizny. I te oczy…a raczej ich brak. W oczodołach zamiast gałek ocznych umieszczone były dwa, duże, rubinowe kamienie. Mężczyzna uśmiechnął się zimno i wstał. Ubrany był jedynie w granatowe, płócienne spodnie.
– Czym zasłużyłem sobie na tę nieoczekiwaną wizytę? – zapytał. Jego chłodny i metaliczny głos boleśnie wdzierał się do umysłu Riv jednak Olivier nawet nie drgnął.
– Dobre sprawowanie – odpowiedział lider – i koniec badań. – dodał po chwili. Następnie odwrócił się do swoich kompanów i powiedział:
– Chciałbym wam przedstawić naszego nowego członka grupy – zamaszystym ruchem ręki wskazał na rubinookiego, który wykonał ironiczny ukłon.
– Imię, imię, imię, imię! – zaczął powtarzać Arma, którego oczy niemalże iskrzyły z ekscytacji.
– Necro – metaliczny głos smagnął jak biczem tym razem uszy Cherubiny – Necro Qumetit
– Ten człowiek pomoże nam osiągnąć nasze cele. Wedle Illanoiasa jego umiejętności…
– Człowiek?! – parsknęła Cherubina. Olivier nie do końca wiedział czy to ze śmiechu czy w wyniku szoku powstałym po zobaczeniu twarzy mężczyzny.
– Żartujesz sobie?! To coś ma do nas dołączyć?! – Cherubina wskazała z obrzydzeniem na Necro, którego jadowity uśmiech przyprawiał ją o mdłości. Zresztą nie tylko ją. Riv również patrzyła na niego z obrzydzeniem i przerażeniem. Arma natomiast wyglądał jakby właśnie ujrzał ostatniego przedstawiciela jakiegoś ekstremalnie rzadkiego gatunku. Jego podniecenie było niezrozumiałe dla reszty.
– Zawsze myślałem, że patrzyłaś na rzeczy od strony praktycznej, a nie sugerowałaś się zewnętrzną powłoką – powiedział z ironią – jednakże rozumiem twoje obawy, które mam nadzieję zaraz się rozwieją. – lider odsunął się na bok – Sprawdź go. – wskazał ruchem głowy na Necro.
Cherubina w odpowiedzi dobyła Andromedy – przenośnego działka elektromagnetycznego. Wycelowała w przeciwnika jednak ten nie postanowił stać bezczynnie. Wystrzelił w jej stronę, a w jego rękach pojawiła się broń. Ogromna kosa powstała z czarnych płomieni, które momentalnie otoczyły Necro. Kobieta wycelowała w nogi mężczyzny i pociągnęła za spust. Pocisk poszybował z zawrotną prędkością, której nie dorównywała żadna inna broń palna. Jednak jedyne w co pocisk uderzył to ziemia. Necro nawet nie zwolnił przy wykonywaniu uniku. Cherubina z niedowierzaniem ładowała następny pocisk. Jakim cudem go nie trafiłam, pomyślała zszokowana. Ledwo kolejny nabój wylądował w komorze, Necro jednym kopnięciem wytrącił broń z rąk Cherubiny. Ta krzyknęła i odskoczyła do tyłu, ale zasięg kosy rubinookiego był zbyt wielki. Widziała, jak śmiercionośne ostrze leci na spotkanie jej szyi. Wstrzymała oddech. Ostrze zatrzymało się zaledwie kilka milimetrów od jej ciała. Z przerażeniem patrzyła na Necro. Mimo, że nie miał oczu mogła przysiąc, że w jego kamieniach ujrzała płomień szaleństwa. Brak litości. Pogardę dla życia. Zatraciła się w tym pustym, a jednak przerażająco głębokim spojrzeniu zimnych kamieni. Z transu wyrwał ją cichy jęk Riv i podekscytowane dyszenie Army. Spojrzała na Oliviera. Spod rękawów jego marynarki wychodziły nici, które oplotły rękę rubinookiego zatrzymując jego atak. Necro spojrzał na Oliviera i rozluźnił się. Jego kosa zniknęła w płomieniach, a Olivier widząc, że sytuacja opanowana cofnął swoje nici, po czym zwrócił się do Cherubiny:
– Rozumiem, że już nie masz żadnych obiekcji? – na pytanie kobieta powoli pokręciła głową znowu przenosząc wzrok na Necro, który przestał być nią zainteresowany i teraz gapił się na Armę, który wydawał z siebie podejrzane dźwięki.
– On tak zawsze? – zapytał rubinooki.
– Czas na nas – stwierdził Olivier, patrząc na zegarek i ignorując pytanie mężczyzny. – Nie każmy reszcie naszych przyjaciół czekać.
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości