Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ostatnie Tchnienie
#1
" Człowiek może być zagubiony, lecz nigdy nie będzie zapomniany"


W głowie słyszałem jedynie słowa  "nie zapominaj", jednak nie pamiętałem już kto je wymówił. Gdy się obudziłem, nie wiedziałem gdzie się znajduję. Pomieszczenie było niewielkie i ciemne, a jedyne światło, jakie było można ujrzeć, pochodziło z lampionu zawieszonego nade mną. Dopiero po chwili zorientowałem się, że leżę przywiązany do drewnianego stołu, skórzanymi pasami. Ogarnęła mnie panika – zresztą jak chyba każdego, kto znalazłby się w takiej samej sytuacji jak ja. Szarpałem z całej siły, próbując się uwolnić, jednak nadaremno, ponieważ pasy były zbyt mocno uwiązane. Zacząłem rozglądać się po pokoju, sądząc, że może uda mi się pojąć, gdzie tak właściwie jestem. Przede mną znajdowało się wyjście, jednak nie byłem w stanie ujrzeć za nim nic, prócz rozciągającej się ciemności. Po prawej stronie na zakurzonych i dość mocno uszkodzonych  komodach stały butelki i sprzęt do alchemii, zaś po lewej, różnego rodzaju narzędzia, zaczynając od małego młotka i kończąc na ręcznej pile do drewna. Po ujrzeniu tak pięknego obrazu, od razu pojąłem, że nie czeka mnie tutaj nic miłego – w najgorszym wypadku będę torturowany – pomyślałem i z trudem przełknąłem ślinę. Przerażony postanowiłem spróbować pozbierać myśli i się uspokoić. Jednak coś mi tu nie grało. Nie mogłem sobie przypomnieć nic, co wydarzyło się przed tym, jak się tutaj znalazłem. Nie pamiętałem nawet czegoś tak prostego, jak własne imię. 
 – Dlaczego?! Dlaczego nic nie pamiętam?! – szeptałem do samego siebie, próbując cokolwiek sobie przypomnieć.  
 – Ponieważ zabraliśmy Ci twoje cenne wspomnienia – odpowiedział mi tajemniczy głos.
Po chwili dostrzegłem wchodzące do pomieszczenia, w którym się znajdowałem, dwie tajemnicze osoby. Nosiły one maski o dziwnych kształtach przypominające pewne demony. Ubrani w czarne szaty z kapturem ruszyli w moją stronę. 
  – To nasza ostatnia szansa – powiedział jeden z nich – Jeśli tym razem się nie powiedzie…
  – Nasze życia dobiegną końca – dopowiedział drugi.
  – Zatem chłopcze, bądź tak dobry i nie zgiń, kiedy podamy Ci ten magiczny płyn – powiedział podnosząc rękę i wymachując buteleczką o zielonkawej zawartości.
  – K… Kim jesteście?! – zapytałem przerażony. 
 – Jesteśmy Twoją przyszłością chłopcze, a Ty jesteś naszą ostatnią nadzieją. Wszystkie inne, które były poddawane temu zabiegowi już dawno opuściły ten świat – mówił coraz bardziej to agresywnym głosem – I to właśnie  przez nich, przez takich słabeuszy, nasze życie leży na włosku! Rozumiesz?! Rozumiesz, prawda?! Dlatego tym razem postaraliśmy się dziesiątki. Nie! Setki razy bardziej, aby wszystko się udało. A Ty nam w tym pomożesz. Jedyne co musisz zrobić, to nie umrzeć – powiedział, wybuchając demonicznym śmiechem
 – Jesteście walnięci! – krzyknąłem – Nie mam zamiaru brać udziału w waszych szalonych eksperymentach! Natychmiast mnie wypuśćcie! Słyszycie!
 – Numerze 48, czy Ty słyszysz co on wygaduje? – powiedziała osoba z buteleczką w dłoni – Uważa, że jesteśmy szaleni. Szaleni. Rozumiesz?!
Mężczyzna odłożył butelkę na komodę, podszedł do mnie, wyciągnął dłoń, którą położył na mojej buzi, po czym zaczął ją ściskać.
  –  W Twoich oczach widać strach chłopcze – rzekł, mówiąc spokojnym głosem – Strach i nienawiść, która przeplata twoje serce, coraz to bardziej pogrążając Ciebie w czeluściach ciemności.
  –  Kto by nie czuł strachu, kiedy jest się przykutym do stołu i stoją nad nim jakieś dwa walnięte świry – powiedziałem poważniejszym głosem, lecz nadal z przerażeniem.
  – Nazywaj nas jak chcesz, przeklinaj ile chcesz, ale wiedz, że to Ci w niczym nie pomoże. Lecz pamiętaj, że  każdy człowiek ma swoje powody i cele. 
  – Nie chcę nawet wiedzieć jakie są wasze, skoro zabijacie niewinnych ludzi – odrzekłem gniewnie.
  – Słuchaj chłopcze – odezwał się drugi mężczyzna – Opowiem Ci pewną historię.
  – Historię? – zapytałem zdziwiony – Myślisz, że w takich okolicznościach mam chęć na słuchanie jakichś waszych bredni?!
Jednak mężczyzna nie przejmując się moją opinią zaczął opowiadać, siadając przy tym na brzegu stołu, na którym się znajdowałem. 
  – W przeszłości, dokładnie tysiąc lat temu do pewnej wioski przyszedł nikomu dotąd nieznany mężczyzna. Stając na lekkim wzniesieniu zaczął krzyczeć, do zebranych mieszkańców, iż nadchodzi ich koniec. Jednak żaden z nich nie rozumiał o co mu tak naprawdę chodzi i jedyne co zrobili to wykpili jego zachowanie. Jednak ów starzec, nie przejmując się ich zachowaniem, ponownie zaczął wygłaszać swoje nowiny, w których wspominał o swoim panu. Nakłaniał ich aby każda obecna przed nim osoba pokłoniła się jego – dla nich nieistniejącego – władcy. Oburzeni mieszkańcy coraz to bardziej poirytowani zachowaniem człowieka, który pojawił się znikąd, zaczęli rzucać w niego kamieniami i wyzwiskami. Jednak mężczyzna nie poddał się i nadal kierował swoje słowa, jednak tym razem nie do ów mieszkańców, a do swojego wyimaginowanego pana. Mówił, iż ludzie nie chcą przyjąć go, jako władcę i chciałby, aby jego majestat zesłał na niego błogosławieństwo. Po tych słowach niebo przybrało ciemnawy kolor. Przerażeni mieszkańcy, ze zdziwieniem spoglądali w górę. Jednak ich wzrok po krótkiej chwili zwrócił się na starca, który zaczął wykrzywiać się w przeróżne strony i przekształcać w coś, co nie przypominało już człowieka. Każdy z nich po zobaczeniu osoby przemienionej w demona, zaczął uciekać we wszystkie możliwe strony. Jednak bestia bezlitośnie rozszarpała i zabiła każdego z nich. Nie zważając na to, czy było to dziecko, kobieta, czy mężczyzna. Każdy z nich pożegnał się tamtego dnia ze swoim życiem. Tak oto narodziła się pierwsza na świecie era demonów.
Po jego ostatnich słowach poczułem jakbym już gdzieś usłyszał historię, którą mi przed chwilą opowiedział, jednak za nic nie mogłem sobie przypomnieć skąd. Zacząłem zastanawiać się w jakim celu została mi ona opowiedziana. Po chwili myślenia, do głowy przyszła mi tylko jedna rzecz, a mianowicie odrodzenie ery demonów, chociaż kto by wierzył w jakieś bajki wypisane zapewne w starych książkach.
  – Mam w ten sposób rozumieć, że waszym tak zwanym celem jest ponowne pojawienie się demonów na tym świecie? Myślisz, że uwierzę w bajeczki o jakichś potworach? – zapytałem z zamysłem wykpienia jego zamiarów, nie wiedząc nawet kiedy strach opuścił moje ciało.
  – Niedługo sam się przekonasz chłopcze, jak straszne i okrutne może być życie – powiedział, wykonując przy tym gest do swojego towarzysza, który nie wiedzieć kiedy zaczął recytować frazę, nieznanym mi dotąd językiem, mając przy tym dłonie ułożone nad moją głową.
Wsłuchując się w jego słowa, czułem, jak mój umysł oddala się od rzeczywistości. Powoli  zapominałem o absurdzie jaki się przed chwilą wydarzył. Moje ciało stawało się lekkie, a odczucie w jakiejkolwiek jego części robiło się tak nikłe, jakbym w ogóle przestawał istnieć. Jedynym co teraz mogłem dostrzec, był rozmazany obraz sufitu ze zwisającym z niego lampionem, który po pewnej chwili zgasł, a jedyne co mnie otaczało, to bezkresna ciemność.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(14-12-2018, 22:03)HiImMitsuya napisał(a): (Polski cudzysłów otwierający jest na dole)Człowiek może być zagubiony, lecz nigdy nie będzie zapomniany”

W głowie słyszałem jedynie słowa “(Jak wyżej)nie zapominaj”, jednak nie pamiętałem już (przecinek) kto je wymówił. Gdy się obudziłem, nie wiedziałem (przecinek)gdzie się znajduję.

Dopiero po chwili zorientowałem się, że leżę przykuty do drewnianego stołu, skórzanymi pasami. (że leżę przykuty skórzanymi pasami do drewnianego stołu – przy czym "przykuć" raczej odnosi się do łańcuchów lub kajdanek, a pasami można przypiąć albo przywiązać)

Przede mną znajdowało się wyjście, jednak nie byłem w stanie ujrzeć za nim nic, (zbędny przecinek)prócz rozciągającej się (Gdzie się rozciągającej? To określenie wymagałoby sprecyzowania. Poza tym ciemność panuje, a nie rozciąga się) ciemności.

Po prawej stronie na zakurzonych i dość mocno uszkodzonych  komodach stały butelki i sprzęt od alchemii, zaś po lewej, (zbędny przecinek)różnego rodzaju narzędzia, zaczynając od małego młotka i kończąc na ręcznej pile do drewna.

Po ujrzeniu tak pięknego obrazu,(zbędny przecinek) od razu pojąłem, że nie czeka mnie tutaj nic miłego – w najgorszym wypadku będę torturowany – pomyślałem i z trudem przełknąłem ślinę. (Myśli bohatera należy oddzielić od reszty tekstu. Metod jest kilka, cudzysłów albo kursywa na przykład, ale na pewno trzeba z tym przeskoczyć do nowej linijki, a nie pisać po myślniku, jakby to była część poprzedniego zdania)

Nie pamiętałem nawet czegoś tak prostego, (zbędny przecinek)jak własne imię. 

 – Ponieważ zabraliśmy Ci(ci – zaimki z małej litery, to nie list) twoje cenne wspomnienia – odpowiedział mi tajemniczy głos.

Po chwili dostrzegłem wchodzące do pomieszczenia, w którym się znajdowałem, dwie tajemnicze osoby. (Trochę słaby ten szyk. Lepiej: "(...)dostrzegłem dwie osoby wchodzące do pomieszczenia, w którym się znajdowałem". Chociaż w sumie to po "w którym" można by jak na mój gust spokojnie ominąć, bo nie może być mowy o jakimkolwiek innym pomieszczeniu – chyba że bohater widzi przez ściany :D)


 –  To nasza ostatnia szansa – powiedział jeden z nich(kropka) – Jeśli tym razem się nie powiedzie…

– Nasze życia dobiegną końca – dopowiedział drugi.

– Zatem (przecinek)chłopcze, bądź tak dobry i nie zgiń, kiedy podamy Ci(ci) ten magiczny płyn – powiedział(przecinek) podnosząc rękę i wymachując buteleczką o zielonkawej zawartości.

 – K… Kim (Lepiej: "k-kim") jesteście?! – zapytałem przerażony. 

– Jesteśmy Twoją(twoją) przyszłością(przecinek) chłopcze, a Ty(ty) jesteś naszą ostatnią nadzieją. Wszystkie inne, które były poddawane temu zabiegowi (przecinek)już dawno opuściły ten świat – mówił coraz bardziej to agresywnym głosem (mówił coraz to bardziej agresywnym – tylko ta pozycja "to" jest akceptowalna, a równie dobrze można się go w ogóle pozbyć)

Dlatego tym razem postaraliśmy się dziesiątki.(To "nie" wypadałoby dać po przecinku albo wielokropku jako dalszą część tego zdania. Inaczej podczas czytania robi się z tego "postaraliśmy się dziesiątki" i nie wiadomo, o co chodzi, zanim się nie zerknie na następne zdanie) Nie!

A Ty(ty) nam w tym pomożesz. Jedyne(przecinek) co musisz zrobić, to nie umrzeć.

– Jesteście walnięci! – krzyknąłem(kropka) – Nie mam zamiaru brać udziału w waszych szalonych eksperymentach! Natychmiast mnie wypuśćcie! Słyszycie!(Lepiej zakończyć to "?!" niż samym wykrzyknikiem, bo to powinno być pytanie)


– Numerze 48, czy Ty(ty) słyszysz (przecinek)co on wygaduje? – powiedziała osoba z buteleczką w dłoni(kropka) – Uważa, że jesteśmy szaleni. Szaleni. Rozumiesz?!

– W Twoich(twoich) oczach widać strach (przecinek)chłopcze – rzekł, mówiąc spokojnym głosem (kropka) – Strach i nienawiść, która przeplata (Zgodziłabym się na "przepełnia serce", ale przeplatanie serca brzmi cokolwiek zbyt wyszukanie i średnio sensownie)twoje serce, coraz to bardziej pogrążając Ciebie(cię) w czeluściach ciemności.

Nazywaj nas jak chcesz, przeklinaj ile chcesz, ale wiedz, że to Ci(ci) w niczym nie pomoże.

 – Nie chcę nawet wiedzieć(przecinek) jakie są wasze, skoro zabijacie niewinnych ludzi – odrzekłem gniewnie.

 – Słuchaj (przecinek)chłopcze – odezwał się drugi mężczyzna(kropka) – Opowiem Ci(ci) pewną historię.

 – Historię? – zapytałem zdziwiony (kropka)– Myślisz, że w takich okolicznościach mam chęć na słuchanie jakichś waszych bredni?!(O, to samo pomyślałam w tym momencie :D)

Jednak mężczyzna (przecinek)nie przejmując się moją opinią (przecinek)zaczął opowiadać, siadając przy tym na brzegu stołu, na którym się znajdowałem.

– W przeszłości, dokładnie tysiąc lat temu (przecinek)do pewnej wioski przyszedł nikomu dotąd nieznany mężczyzna. Stając(Stojąc) na lekkim wzniesieniu(przecinek) zaczął krzyczeć,(zbędny przecinek) do zebranych mieszkańców, iż nadchodzi ich koniec.

Jednak żaden z nich nie rozumiał (przecinek)o co mu tak naprawdę chodzi i jedyne (przecinek)co zrobili to wykpili jego zachowanie.

Nakłaniał ich (przecinek)aby każda obecna przed nim osoba pokłoniła się jego – dla nich nieistniejącego – (W wypowiedziach bohaterów sugeruję zaznaczanie wtrąceń przecinkami, bo myślniki mogą dać wrażenie, że przerywasz dialog) władcy.

Oburzeni mieszkańcy coraz to bardziej(Już chyba trzeci raz w tak krótkim tekście pojawia się to sformułowanie – lepiej się pozbądź tego nawyku, bo źle to wygląda) poirytowani zachowaniem człowieka, który pojawił się znikąd, zaczęli rzucać w niego kamieniami i wyzwiskami.

Jednak mężczyzna nie poddał się i nadal kierował swoje słowa, jednak tym razem nie do ów(OWYCH – to się odmienia) mieszkańców, a do swojego wyimaginowanego pana. Mówił, iż ludzie nie chcą przyjąć go, (zbędny przecinek)jako władcę i chciałby, aby jego majestat zesłał na niego błogosławieństwo.

Przerażeni mieszkańcy,(zbędny przecinek) ze zdziwieniem spoglądali w górę. Jednak ich wzrok po krótkiej chwili zwrócił się na starca, który zaczął wykrzywiać się w przeróżne strony i przekształcać w coś, co nie przypominało już człowieka.

Każdy z nich po zobaczeniu osoby przemienionej w demona,(zbędny przecinek) zaczął uciekać we wszystkie możliwe strony. (Jak wygląda uciekanie pojedynczej osoby we wszystkie możliwe strony? Rozszczepiali się? Jeśli chcesz zostawić "we wszystkie możliwe strony", to zmień "każdy z nich" na "mieszkańcy, słuchacze" czy coś) Jednak bestia bezlitośnie rozszarpała i zabiła każdego z nich.

Po jego ostatnich słowach poczułem (przecinek)jakbym już gdzieś usłyszał historię, którą mi przed chwilą opowiedział, jednak za nic nie mogłem sobie przypomnieć skąd(gdzie/kiedy). Zacząłem zastanawiać się(przecinek) w jakim celu została mi ona opowiedziana. Po chwili myślenia,(zbędny przecinek) do głowy przyszła mi tylko jedna rzecz, a mianowicie odrodzenie ery demonów, chociaż kto by wierzył w jakieś bajki wypisane zapewne w starych książkach. (No trochę banalny ten wniosek jak na tyle myślenia)

– Mam w ten sposób rozumieć, że waszym tak zwanym celem jest ponowne pojawienie się demonów na tym świecie? Myślisz, że uwierzę w bajeczki o jakichś potworach? – zapytałem z zamysłem wykpienia jego zamiarów, nie wiedząc nawet(przecinek) kiedy strach opuścił moje ciało.

– Niedługo sam się przekonasz(przecinek) chłopcze, jak straszne i okrutne może być życie – powiedział, wykonując przy tym gest do swojego towarzysza, który nie wiedzieć kiedy (Jak to, bohater nie słyszał, w którym momencie stojący tuż obok mężczyzna zaczął mówić? Zbędne) zaczął recytować frazę,(zbędny przecinek) nieznanym mi dotąd językiem(w nieznanym mi dotąd języku), mając przy tym dłonie ułożone nad moją głową.

Powoli  zapominałem o absurdzie(przecinek) jaki(który) się przed chwilą wydarzył. Moje ciało stawało się lekkie, a odczucie(czucie) w jakiejkolwiek jego części robiło się tak nikłe, jakbym w ogóle przestawał istnieć. Jedynym (przecinek)co teraz mogłem dostrzec, był rozmazany obraz sufitu ze zwisającym z niego lampionem, który po pewnej chwili zgasł, a jedyne(przecinek) co mnie otaczało, to bezkresna ciemność.

Dzień dobry, miło widzieć nową twarz na forum :) Powyżej masz poprawki, a poniżej uwagi innego rodzaju i moje wrażenia o tym prologu.

Przede wszystkim usuń wszystkie tagi na zmianę czcionki – domyślna czcionka forumowa jest najbardziej przejrzysta na wszystkich urządzeniach, a poza tym ja te wszystkie tagi muszę i tak usuwać podczas poprawiania. Na przyszłość ich po prostu nie dodawaj.

Co natomiast dodać należy, to wcięcia akapitowe. Na forum służy do tego tag [.p] bez kropki. Wstawiamy go na początku każdej nowej linijki (przy zmianie myśli) oraz przed każdym myślnikiem otwierającym wypowiedź bohatera.

Piszesz całkiem niezłym językiem i robisz raczej niewiele błędów, co się chwali. :)

Okej, a teraz o samym tekście. Szczerze mówiąc, moim zdaniem niezbyt spełnia on funkcję prologu (czyli zaintrygowania czytającego tekstem, by chciał zerknąć na dalszą część, zainteresował się bohaterem i rodzącą się fabułą). Mamy tu bohatera, o którym zupełnie nic nie wiadomo, który prowadzi długi dialog z innymi bohaterami, o których nic nie wiadomo. W dodatku z tego dialogu przez większość prologu praktycznie nic nie wynika, jedynie sam koniec prologu zaczął wnosić jakiekolwiek wartościowe informacje, cała reszta wydała mi się takim dość podniosłym ple-ple. W tekście panuje również zauważalna dysproporcja między dialogami a opisami – to w moim odczuciu sprawia, że trochę wieje nudą. Opisy są świetnym sposobem, żeby zacząć wprowadzać postać głównego bohatera (i nie mówię to o wyglądzie, a o zachowaniach, sposobie mówienia, odczuciach, bo to pozwala poznać postać), a tutaj naprawdę ich mało. Na samym początku tekstu w ogóle nie znam bohatera i nie wiem, czy chcę o nim czytać, więc średnio mam ochotę na czytanie, jak jakieś tajemnicze typy zamęczają go (i mnie też :D) rozwlekłą paplaniną.

Tyle ode mnie. Ogólnie nie jest źle, jest nawet całkiem dobrze, tylko trochę nudno. Ale dobry prolog to trudna sprawa, więc się nie zrażaj.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
(14-12-2018, 23:12)Vetala napisał(a):
(14-12-2018, 22:03)HiImMitsuya napisał(a): (Polski cudzysłów otwierający jest na dole)Człowiek może być zagubiony, lecz nigdy nie będzie zapomniany”

W głowie słyszałem jedynie słowa “(Jak wyżej)nie zapominaj”, jednak nie pamiętałem już (przecinek) kto je wymówił. Gdy się obudziłem, nie wiedziałem (przecinek)gdzie się znajduję.

Dopiero po chwili zorientowałem się, że leżę przykuty do drewnianego stołu, skórzanymi pasami. (że leżę przykuty skórzanymi pasami do drewnianego stołu – przy czym "przykuć" raczej odnosi się do łańcuchów lub kajdanek, a pasami można przypiąć albo przywiązać)

Przede mną znajdowało się wyjście, jednak nie byłem w stanie ujrzeć za nim nic, (zbędny przecinek)prócz rozciągającej się (Gdzie się rozciągającej? To określenie wymagałoby sprecyzowania. Poza tym ciemność panuje, a nie rozciąga się) ciemności.

Po prawej stronie na zakurzonych i dość mocno uszkodzonych  komodach stały butelki i sprzęt od alchemii, zaś po lewej, (zbędny przecinek)różnego rodzaju narzędzia, zaczynając od małego młotka i kończąc na ręcznej pile do drewna.

Po ujrzeniu tak pięknego obrazu,(zbędny przecinek) od razu pojąłem, że nie czeka mnie tutaj nic miłego – w najgorszym wypadku będę torturowany – pomyślałem i z trudem przełknąłem ślinę. (Myśli bohatera należy oddzielić od reszty tekstu. Metod jest kilka, cudzysłów albo kursywa na przykład, ale na pewno trzeba z tym przeskoczyć do nowej linijki, a nie pisać po myślniku, jakby to była część poprzedniego zdania)

Nie pamiętałem nawet czegoś tak prostego, (zbędny przecinek)jak własne imię. 

 – Ponieważ zabraliśmy Ci(ci – zaimki z małej litery, to nie list) twoje cenne wspomnienia – odpowiedział mi tajemniczy głos.

Po chwili dostrzegłem wchodzące do pomieszczenia, w którym się znajdowałem, dwie tajemnicze osoby. (Trochę słaby ten szyk. Lepiej: "(...)dostrzegłem dwie osoby wchodzące do pomieszczenia, w którym się znajdowałem". Chociaż w sumie to po "w którym" można by jak na mój gust spokojnie ominąć, bo nie może być mowy o jakimkolwiek innym pomieszczeniu – chyba że bohater widzi przez ściany :D)


 –  To nasza ostatnia szansa – powiedział jeden z nich(kropka) – Jeśli tym razem się nie powiedzie…

– Nasze życia dobiegną końca – dopowiedział drugi.

– Zatem (przecinek)chłopcze, bądź tak dobry i nie zgiń, kiedy podamy Ci(ci) ten magiczny płyn – powiedział(przecinek) podnosząc rękę i wymachując buteleczką o zielonkawej zawartości.

 – K… Kim (Lepiej: "k-kim") jesteście?! – zapytałem przerażony. 

– Jesteśmy Twoją(twoją) przyszłością(przecinek) chłopcze, a Ty(ty) jesteś naszą ostatnią nadzieją. Wszystkie inne, które były poddawane temu zabiegowi (przecinek)już dawno opuściły ten świat – mówił coraz bardziej to agresywnym głosem (mówił coraz to bardziej agresywnym – tylko ta pozycja "to" jest akceptowalna, a równie dobrze można się go w ogóle pozbyć)

Dlatego tym razem postaraliśmy się dziesiątki.(To "nie" wypadałoby dać po przecinku albo wielokropku jako dalszą część tego zdania. Inaczej podczas czytania robi się z tego "postaraliśmy się dziesiątki" i nie wiadomo, o co chodzi, zanim się nie zerknie na następne zdanie) Nie!

A Ty(ty) nam w tym pomożesz. Jedyne(przecinek) co musisz zrobić, to nie umrzeć.

– Jesteście walnięci! – krzyknąłem(kropka) – Nie mam zamiaru brać udziału w waszych szalonych eksperymentach! Natychmiast mnie wypuśćcie! Słyszycie!(Lepiej zakończyć to "?!" niż samym wykrzyknikiem, bo to powinno być pytanie)


– Numerze 48, czy Ty(ty) słyszysz (przecinek)co on wygaduje? – powiedziała osoba z buteleczką w dłoni(kropka) – Uważa, że jesteśmy szaleni. Szaleni. Rozumiesz?!

– W Twoich(twoich) oczach widać strach (przecinek)chłopcze – rzekł, mówiąc spokojnym głosem (kropka) – Strach i nienawiść, która przeplata (Zgodziłabym się na "przepełnia serce", ale przeplatanie serca brzmi cokolwiek zbyt wyszukanie i średnio sensownie)twoje serce, coraz to bardziej pogrążając Ciebie(cię) w czeluściach ciemności.

Nazywaj nas jak chcesz, przeklinaj ile chcesz, ale wiedz, że to Ci(ci) w niczym nie pomoże.

 – Nie chcę nawet wiedzieć(przecinek) jakie są wasze, skoro zabijacie niewinnych ludzi – odrzekłem gniewnie.

 – Słuchaj (przecinek)chłopcze – odezwał się drugi mężczyzna(kropka) – Opowiem Ci(ci) pewną historię.

 – Historię? – zapytałem zdziwiony (kropka)– Myślisz, że w takich okolicznościach mam chęć na słuchanie jakichś waszych bredni?!(O, to samo pomyślałam w tym momencie :D)

Jednak mężczyzna (przecinek)nie przejmując się moją opinią (przecinek)zaczął opowiadać, siadając przy tym na brzegu stołu, na którym się znajdowałem.

– W przeszłości, dokładnie tysiąc lat temu (przecinek)do pewnej wioski przyszedł nikomu dotąd nieznany mężczyzna. Stając(Stojąc) na lekkim wzniesieniu(przecinek) zaczął krzyczeć,(zbędny przecinek) do zebranych mieszkańców, iż nadchodzi ich koniec.

Jednak żaden z nich nie rozumiał (przecinek)o co mu tak naprawdę chodzi i jedyne (przecinek)co zrobili to wykpili jego zachowanie.

Nakłaniał ich (przecinek)aby każda obecna przed nim osoba pokłoniła się jego – dla nich nieistniejącego – (W wypowiedziach bohaterów sugeruję zaznaczanie wtrąceń przecinkami, bo myślniki mogą dać wrażenie, że przerywasz dialog) władcy.

Oburzeni mieszkańcy coraz to bardziej(Już chyba trzeci raz w tak krótkim tekście pojawia się to sformułowanie – lepiej się pozbądź tego nawyku, bo źle to wygląda) poirytowani zachowaniem człowieka, który pojawił się znikąd, zaczęli rzucać w niego kamieniami i wyzwiskami.

Jednak mężczyzna nie poddał się i nadal kierował swoje słowa, jednak tym razem nie do ów(OWYCH – to się odmienia) mieszkańców, a do swojego wyimaginowanego pana. Mówił, iż ludzie nie chcą przyjąć go, (zbędny przecinek)jako władcę i chciałby, aby jego majestat zesłał na niego błogosławieństwo.

Przerażeni mieszkańcy,(zbędny przecinek) ze zdziwieniem spoglądali w górę. Jednak ich wzrok po krótkiej chwili zwrócił się na starca, który zaczął wykrzywiać się w przeróżne strony i przekształcać w coś, co nie przypominało już człowieka.

Każdy z nich po zobaczeniu osoby przemienionej w demona,(zbędny przecinek) zaczął uciekać we wszystkie możliwe strony. (Jak wygląda uciekanie pojedynczej osoby we wszystkie możliwe strony? Rozszczepiali się? Jeśli chcesz zostawić "we wszystkie możliwe strony", to zmień "każdy z nich" na "mieszkańcy, słuchacze" czy coś) Jednak bestia bezlitośnie rozszarpała i zabiła każdego z nich.

Po jego ostatnich słowach poczułem (przecinek)jakbym już gdzieś usłyszał historię, którą mi przed chwilą opowiedział, jednak za nic nie mogłem sobie przypomnieć skąd(gdzie/kiedy). Zacząłem zastanawiać się(przecinek) w jakim celu została mi ona opowiedziana. Po chwili myślenia,(zbędny przecinek) do głowy przyszła mi tylko jedna rzecz, a mianowicie odrodzenie ery demonów, chociaż kto by wierzył w jakieś bajki wypisane zapewne w starych książkach. (No trochę banalny ten wniosek jak na tyle myślenia)

– Mam w ten sposób rozumieć, że waszym tak zwanym celem jest ponowne pojawienie się demonów na tym świecie? Myślisz, że uwierzę w bajeczki o jakichś potworach? – zapytałem z zamysłem wykpienia jego zamiarów, nie wiedząc nawet(przecinek) kiedy strach opuścił moje ciało.

– Niedługo sam się przekonasz(przecinek) chłopcze, jak straszne i okrutne może być życie – powiedział, wykonując przy tym gest do swojego towarzysza, który nie wiedzieć kiedy (Jak to, bohater nie słyszał, w którym momencie stojący tuż obok mężczyzna zaczął mówić? Zbędne) zaczął recytować frazę,(zbędny przecinek) nieznanym mi dotąd językiem(w nieznanym mi dotąd języku), mając przy tym dłonie ułożone nad moją głową.

Powoli  zapominałem o absurdzie(przecinek) jaki(który) się przed chwilą wydarzył. Moje ciało stawało się lekkie, a odczucie(czucie) w jakiejkolwiek jego części robiło się tak nikłe, jakbym w ogóle przestawał istnieć. Jedynym (przecinek)co teraz mogłem dostrzec, był rozmazany obraz sufitu ze zwisającym z niego lampionem, który po pewnej chwili zgasł, a jedyne(przecinek) co mnie otaczało, to bezkresna ciemność.

Dzień dobry, miło widzieć nową twarz na forum :) Powyżej masz poprawki, a poniżej uwagi innego rodzaju i moje wrażenia o tym prologu.

Przede wszystkim usuń wszystkie tagi na zmianę czcionki – domyślna czcionka forumowa jest najbardziej przejrzysta na wszystkich urządzeniach, a poza tym ja te wszystkie tagi muszę i tak usuwać podczas poprawiania. Na przyszłość ich po prostu nie dodawaj.

Co natomiast dodać należy, to wcięcia akapitowe. Na forum służy do tego tag [.p] bez kropki. Wstawiamy go na początku każdej nowej linijki (przy zmianie myśli) oraz przed każdym myślnikiem otwierającym wypowiedź bohatera.

Piszesz całkiem niezłym językiem i robisz raczej niewiele błędów, co się chwali. :)

Okej, a teraz o samym tekście. Szczerze mówiąc, moim zdaniem niezbyt spełnia on funkcję prologu (czyli zaintrygowania czytającego tekstem, by chciał zerknąć na dalszą część, zainteresował się bohaterem i rodzącą się fabułą). Mamy tu bohatera, o którym zupełnie nic nie wiadomo, który prowadzi długi dialog z innymi bohaterami, o których nic nie wiadomo. W dodatku z tego dialogu przez większość prologu praktycznie nic nie wynika, jedynie sam koniec prologu zaczął wnosić jakiekolwiek wartościowe informacje, cała reszta wydała mi się takim dość podniosłym ple-ple. W tekście panuje również zauważalna dysproporcja między dialogami a opisami – to w moim odczuciu sprawia, że trochę wieje nudą. Opisy są świetnym sposobem, żeby zacząć wprowadzać postać głównego bohatera (i nie mówię to o wyglądzie, a o zachowaniach, sposobie mówienia, odczuciach, bo to pozwala poznać postać), a tutaj naprawdę ich mało. Na samym początku tekstu w ogóle nie znam bohatera i nie wiem, czy chcę o nim czytać, więc średnio mam ochotę na czytanie, jak jakieś tajemnicze typy zamęczają go (i mnie też :D) rozwlekłą paplaniną.

Tyle ode mnie. Ogólnie nie jest źle, jest nawet całkiem dobrze, tylko trochę nudno. Ale dobry prolog to trudna sprawa, więc się nie zrażaj.

Dzięki wielkie za wskazanie, gdzie popełniłem błędy i informacje co powinienem zmienić. Jest to dla mnie bardzo motywujące do dalszej pracy nad pisaniem opowiadań, jak i samym sobą. Postaram się poprawić swoje błędy i pisać lepiej niż do tej pory.
Odpowiedz
#4
(14-12-2018, 22:03)HiImMitsuya napisał(a): sprzęt od (do) alchemii
 
 Rozumiesz?! Rozumiesz, prawda?! Dlatego tym razem postaraliśmy się dziesiątki. Nie! Setki razy bardziej, aby wszystko się udało. A Ty nam w tym pomożesz. Jedyne co musisz zrobić, to nie umrzeć. Hahahahahaha(Tutaj mam uwagę raczej osobistą, ale sam nigdy nie spotkałem się z tego typu "dialogiem" śmiechu. Wiem, że tak robimy w wiadomościach prywatnych, ale w książkach, opowiadaniach — raczej stosuje się to jako opis. Np. Wybuchł demonicznym śmiechem, Wybuchł długim śmiechem itd. Wtedy to bardziej wiarygodne.)
  

Może zacznę od tyłu: Cieszę się, że umiesz przyjąć krytykę, bo zbyt wielu autorów tupie nóżką, jak zwróci się im uwagę. Nawet, mimo że ma się do tego predyspozycje (Mówię, o Vet — poprawiła tysiące opowiadań i jak się nie mylę, kilka książek z tego wyszło:D).
Widzę, że nie poprawiłeś jeszcze błędów. Mam radę, żeby nic nie przegapić, wrzucam do Worda tekst poprawy i jadę po kolei.
Nie poprawiam tutaj błędów — zresztą nie mam do tego predyspozycji. Nie chciałem dublować Vet, ale i tak dwie rzeczy mi się rzuciły w oczy.
Czyta się nawet nieźle, choć fabuła na razie mnie nie przekonuje do dalszego czytania (nawet sama jej wizja, bo demony, to nie moja bajka). Dziwne, że to powiem, bo zawsze byłem zwolennikiem krótkich opisów i zostawianiu więcej dla wyobraźni czytelnika. Jednak tutaj mi ich brakuje, trochę pasowałoby je uzupełnić i hmm niektóre zdania napisane przez ciebie bym po prostu skreślił, bo są nic niewnoszące — takie hmm zapychacze.
Tak, to nawet nie jest źle. ;)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#5
(15-12-2018, 20:30)marookko napisał(a):
(14-12-2018, 22:03)HiImMitsuya napisał(a): sprzęt od (do) alchemii
 
 Rozumiesz?! Rozumiesz, prawda?! Dlatego tym razem postaraliśmy się dziesiątki. Nie! Setki razy bardziej, aby wszystko się udało. A Ty nam w tym pomożesz. Jedyne co musisz zrobić, to nie umrzeć. Hahahahahaha(Tutaj mam uwagę raczej osobistą, ale sam nigdy nie spotkałem się z tego typu "dialogiem" śmiechu. Wiem, że tak robimy w wiadomościach prywatnych, ale w książkach, opowiadaniach — raczej stosuje się to jako opis. Np. Wybuchł demonicznym śmiechem, Wybuchł długim śmiechem itd. Wtedy to bardziej wiarygodne.)
  

Może zacznę od tyłu: Cieszę się, że umiesz przyjąć krytykę, bo zbyt wielu autorów tupie nóżką, jak zwróci się im uwagę. Nawet, mimo że ma się do tego predyspozycje (Mówię, o Vet — poprawiła tysiące opowiadań i jak się nie mylę, kilka książek z tego wyszło:D).
Widzę, że nie poprawiłeś jeszcze błędów. Mam radę, żeby nic nie przegapić, wrzucam do Worda tekst poprawy i jadę po kolei.
Nie poprawiam  tutak błędów — zresztą nie mam do tego predyspozycji. Nie chciałem dublować Vet, ale i tak dwie rzeczy mi się rzuciły w oczy.
Czyta się nawet nieźle, choć fabuła na razie mnie nie przekonuje do dalszego czytania (nawet sama jej wizja, bo demony, to nie moja bajka). Dziwne, że to powiem, bo zawsze byłem zwolennikiem krótkich opisów i zostawianiu więcej dla wyobraźni czytelnika. Jednak tutaj mi ich brakuje, trochę pasowałoby je uzupełnić i hmm niektóre zdania napisane przez ciebie bym po prostu skreślił, bo są nic niewnoszące — takie hmm zapychacze.
Tak, to nawet nie jest źle. ;)

Również bardzo Ci dziękuję za rady. Odpowiedziałbym w ten sam sposób, co wyżej, ale myślę, że jest to bez sensu, więc się powstrzymam ;)
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości