Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Jak najdalej stąd
#1
Rozdział 1

Siedziałam skulona w ciemnym kącie pokoju. Powietrze wokół było wilgotne i pachniało stęchlizną. Grzyb już dawno zaczął pochłaniać ściany tego starego domu. 

Obróciłam głowę. Ciemne, kruczoczarne włosy otulały moją jasną, rumianą twarz. Szare oczy patrzyły smętnie, bez żadnego najmniejszego odczucia na ciemną przestrzeń znajdującą się tuż przede mną.

W pomieszczeniu panował półmrok przez co mogłam dostrzec jedynie rozmazane kontury drewnianych, przesączonych wilgocią zabawek i metalowe ramy łóżek, które lekko lśniły odbijając skąpe ilości światła w moją stronę. 

Nic się nie ruszało. Tak jakby nikogo tutaj nie było. Nikogo poza mną. Poza samotną, małą dziewczynką, która tak bardzo pragnęła, aby ktoś dał jej odrobinę ciepła. Aby jej zmęczone wieczną ucieczką i bólem ciało mogło odpocząć.

Nagle dostrzegłam poruszenie w tamtej części pomieszczenia. Wzdrygnęłam się. Prawie natychmiast oblał mnie zimny pot. Moje serce jak na rozkaz zaczęło bić szybciej. Ktoś zbliżał się w moją stronę. Zdając sobie z tego sprawę czułam jak strach opanował moje wątłe ciało.

Mocniej ścisnęłam rękami swoje nogi jednocześnie przysuwając je bliżej siebie. Zaczęłam drżeć z przerażenia. Czułam jak zaczynam dociskać się do zgrzybiałej ściany. Nie mogłam odsunąć się dalej. Nie mogłam się schować. Nie mogłam uciec. 

Schowałam głowę w kolanach. Już nic innego nie mogłam zrobić. Już nie było czasu. Serce jeszcze bardziej przyspieszyło. Oddychałam coraz szybciej starając się uciec stąd jak najdalej. Starając się znaleźć gdzieś indziej. Starając się znaleźć jakąś kryjówkę, w której nikt nie mógłby mnie znaleźć.

Ale on już tutaj był. Czułam jego obecność. Siedział naprzeciwko mnie. 

Czułam na sobie jego oczy. Zmierzył mnie wzrokiem. Dokładnie obejrzał moje drżące ciało. Dostrzegł każdą plamę na mojej starej, zużytej koszulce. Obejrzał moje chude, drżące ręce i nogi. Nie mógł tylko dostrzec mojej ukrytej w kolanach rumianej twarzy. Widział tylko brudne, kruczoczarne włosy, które spływały po moich ramionach. 

Czułam, że serce zaraz mi wybuchnie. Nie mogłam nic zrobić. Strach nie pozwalał mi na nic. Byłam sparaliżowana. 

Zamknęłam oczy, w których zaczęły się zbierać łzy. Nie wiedziałam po co przyszedł. Nie wiedziałam co chce mi zrobić. Nie wiedziałam nic. Kompletnie nic. I to było najgorsze. Do głowy przychodziło mi setki scen. Całe setki zdarzeń, które mogły zaistnieć naprawdę. Drżałam jeszcze mocniej. Czułam jak chłód owinął moje ciało. W pomieszczeniu było teraz zimno. A ja nie miałam czym się ogrzać.

A on się nie odzywał. Stał naprzeciwko ciągle wpatrzony we mnie. Zapewne czekał aż cos powiem, aż się poruszę. A ja tylko drżałam. Siedziałam i bałam się o to co zaraz się ze mną stanie. 

Już nie raz byłam świadkiem tego jak zabierali stąd innych. Zabierali stąd inne dzieci. Wychodzili z nimi na korytarz. Zawsze była to dwójka. Widziałam ich przestraszone twarze. Później wszyscy w pomieszczeniu zamierali kiedy dało się usłyszeć ten okropny, przenikliwy krzyk. A zaraz potem strzał i głuchą ciszę. W tamtych chwilach bałam się, że w końcu wezmą mnie. Bałam się przez ten cały czas. 

A teraz przyszła kolej na mnie. Czułam to. Wiedziałam. Serce biło mi tak szybko, że prawie nie mogłam złapać tchu. Teraz w ogóle nie mogłam się ruszyć. Zastygłam w miejscu jak głaz, którego nie można poruszyć. Jak skała, której nie da się przesunąć.

– Eve.

Zamarłam.

Czułam jak patrzy na mnie. Czeka aż się poruszę. Czeka na jakąkolwiek reakcję z mojej strony. Wiedziałam, że to już nic nie da. Rozluźniłam mięśnie. Powoli zaczęłam podnosić głowę. Nawet sama dobrze nie wiedziałam co robię. Otworzyłam oczy czując, że to był zły pomysł. Było za późno.

Spojrzałam na jego spokojną twarz. Spojrzenie niebieskich, lodowych oczu owładnęło mną prawie natychmiast. Wzdrygnęłam się. Patrzył mi teraz prosto w oczy. Czułam jak zagląda mi w duszę i chce poznać wszystkie moje myśli. Jakby chciał odgadnąć przed czym tak cały czas uciekam.

A ja tylko siedziałam patrząc w jego błękitne oczy. Nie poruszyłam się wcale. Żaden mięsień nie drgnął ani o centymetr. Po prostu czekałam. 

Czekałam na moją śmierć.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(15-01-2018, 20:17)xNaxtkax napisał(a): (Podczas tworzenia posta jest u góry nad tym szarym polem pasek z narzędziami do edycji tekstu. A na nim opcja "wyrównaj do prawej". Nie robi się tego tuzinem tagów akapitowych. Inna sprawa, że "rozdział 1" lepiej wyglądałoby wyśrodkowane) Rozdział 1

Siedziałam skulona w ciemnym kącie pokoju. Powietrze wokół było wilgotne i pachniało stęchlizną. Grzyb już dawno zaczął pochłaniać ściany tego starego domu. 
(Te interlinie – w całym tekście – są zbędne. Tekst powinien być ciągiem dzielonym na akapity, bez takich odstępów co trzy zdania)
Obróciłam głowę. Ciemne, kruczoczarne(A mogą być jasne kruczoczarne włosy? Już czarniejszych się mieć nie da) włosy otulały moją jasną, rumianą twarz. Szare oczy patrzyły smętnie, bez żadnego najmniejszego (Albo jedno, albo drugie, bo mamy tu klasyczne masło maślane) odczucia(przecinek) na ciemną przestrzeń znajdującą się tuż przede mną. (Ostatnie zdanie brzmi, jakby oczy stały albo wisiały gdzieś obok i patrzyły. Ja naprawdę rozumiem, że kolor oczu bohaterki może mieć tak gigantyczne znaczenie, ale jednak najlepiej trzymać się zwykłego "wbijałam/utkwiłam spojrzenie/wzrok w...", "spoglądałam na", "mój wzrok zawisł na"...)

W pomieszczeniu panował półmrok (przecinek) przez co mogłam dostrzec jedynie rozmazane kontury drewnianych, przesączonych wilgocią zabawek i metalowe ramy łóżek, które lekko lśniły(przecinek) odbijając skąpe ilości światła w moją stronę. 

Zdając(Nie leży mi ten imiesłów tutaj, bo sugeruje, że dochodzenie do wniosku było u bohaterki jakimś dłuższym procesem, a nie chwilą. Pasowałoby znacznie bardziej "zdawszy", a potem zamiast "czułam" – "poczułam") sobie z tego sprawę(przecinek) czułam (przecinek)jak strach opanował moje wątłe ciało.

Mocniej ścisnęłam rękami swoje nogi(przecinek) jednocześnie przysuwając je bliżej siebie.

Czułam(przecinek) jak zaczynam dociskać się do zgrzybiałej ściany.(Zaczynałam przyciskać się do pokrytej grzybem ściany – czynność się wykonuje, a nie czuje, jak się ją wykonuje. "Zgrzybiałej" z kolei nie może odnosić się do ściany, bo oznacza "zniedołężniały ze starości", dotyczy więc tylko ludzi)

Już nic innego nie mogłam zrobić. Już nie było czasu. Serce jeszcze bardziej przyspieszyło. Oddychałam coraz szybciej (przecinek)starając się uciec stąd jak najdalej. (Bohaterka siedzi w miejscu – w każdym razie tak wynika z tekstu – więc mówienie, że próbowała uciec, nie ma sensu)

Nie wiedziałam(przecinek) po co przyszedł. Nie wiedziałam(przecinek) co chce mi zrobić.

Czułam(przecinek) jak chłód owinął moje ciało.

Stał naprzeciwko (przecinek)ciągle wpatrzony we mnie. Zapewne czekał(przecinek) aż cos(coś) powiem, aż się poruszę. A ja tylko drżałam. Siedziałam i bałam się o to(przecinek) co zaraz się ze mną stanie. 

Już nie raz byłam świadkiem tego(przecinek) jak zabierali stąd innych.

Później wszyscy w pomieszczeniu zamierali (przecinek)kiedy dało się usłyszeć ten okropny, przenikliwy krzyk.


Czułam(przecinek) jak patrzy na mnie. Czeka(przecinek) aż się poruszę. Czeka na jakąkolwiek reakcję z mojej strony.

Nawet sama dobrze nie wiedziałam (przecinek)co robię. Otworzyłam oczy(przecinek) czując, że to był zły pomysł.

Spojrzenie niebieskich, lodowych(Nie ma czegoś takiego jak lodowe oczy) oczu owładnęło mną prawie natychmiast. Wzdrygnęłam się. Patrzył mi teraz prosto w oczy. Czułam(przecinek) jak zagląda mi w duszę i chce poznać wszystkie moje myśli. Jakby chciał odgadnąć (przecinek)przed czym tak cały czas uciekam.

A ja tylko siedziałam(przecinek) patrząc w jego błękitne oczy. (A, widzisz, jednak błękitne, nie żadne lodowe :p) Nie poruszyłam się wcale.

Całkiem nieźle napisane, może pomijając ciągoty do nadmiernego poświęcania uwagi kolorowi oczu i włosów bohaterki. W sytuacji, gdy dla fragmentu nie ma to żadnego znaczenia, a jest to tak dobitnie podkreślone parę razy na krótki tekst, wygląda to dla mnie nieco zabawnie.

Poza tym nie mam w zasadzie nic do powiedzenia. Po przeczytaniu tego pierwszego fragmentu wiem w sumie tyle co przed. Jest tylko groźba śmierci, ale w zasadzie nie zrobiła ona na mnie żadnego wrażenia. Nie mam pojęcia, kim jest bohaterka, gdzie jest (poza tym, że są tam gnijące ściany i stare meble). Nie przepadam za takimi początkami. Jeśli dramatyzm ma mnie poruszać, lubię wiedzieć co nieco o tym, kogo ten dramatyzm dotyczy. W innym przypadku włącza mi się tryb beznamiętności i w sumie niewiele mnie obchodzi, co się stanie z bohaterem, o którym wiem może ze dwie rzeczy.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości