Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Chłopiec z piwnicy
#1
Hej, wszystkim! ;) Jestem nowy na forum. To jest moja pierwsza próba poważniejszego pisania opowiadania. Wcześniej chciałem i coś tam sobie skrobałem, ale bez szczególnego pomyślunku. Od początku wakacji towarzyszy mi silne postanowienie żeby napisać coś w końcu poważniej. Mam już w tej chwili 3 pierwsze rozdziały (chociaż nie znam żadnej teorii dzielenia opowiadań, więc tak siekam jak mi się wydaje stosowne). Na razie wrzucam prolog i pierwszy rozdział, żeby zobaczyć jaka będzie reakcje i co muszę w swoim pisaniu poprawić. 

Nie byłem pewien, czy powinienem to ciepnąć tutaj, czy do horrorów, bo z założenia miało to być bardziej fantasy, ale klimat miejscami będzie dość horrorowaty (jeszcze nie w tym rozdziale). 

W każdym razie nie zjedzcie mnie od razu, bo wciąż czuje się dość zielony w temacie xD. Miłego czytania. 


Prolog 
Ognisko  
  
    – Czemu do cholery miałbym oddać ci mojego konia? – zapytał starzec nieadekwatnie spokojnym głosem. 
Jego koścista, blada dłoń obejmowała delikatnie uzdę jasno-kakaowego wierzchowca.   
    – Jest mi potrzebny do ucieczki. – ten głos również był spokojny, ale brzmiała w nim nuta determinacji.  
    Głos należał do blondwłosego młodzieńca o lodowo błękitnych oczach. Mimo tego chłopak miał coś w oczach, co sugerowało ogień bądź światłość. Jego oczy wyglądały jak ognisko na szczycie góry lodowej, które zwiastuje nadchodzące posiłki. Siła i spokój – to widział starzec w spojrzeniu chłopca.  
    – Ucieczki przed czym? – zapytał starzec stając między koniem a chłopcem. 
    – Nie jestem pewien. – ognisko na szczycie góry na chwilę przygasło rozwiane zimnym podmuchem, tylko po to by znów zapłonąć jeszcze mocniej – Jest duże i płonie. – odpowiedział adekwatnie.  
    Starzec pokiwał głową wyrażając swój szacunek dla tak solidnej argumentacji.  
    – No to wsiadaj. Tylko pierw pomóż mi wejść na to bydle, bo sam sobie nie poradzę. 
    Chłopiec odpowiedział lodowym spojrzeniem braku zrozumienia. Jego umysł prawdopodobnie wyglądał teraz jak dwie tafle lodu ucierające się o siebie z przeciągłym zgrzytem.  
    – Skoro jest duże i płonie... – starzec spieszył z wyjaśnieniem – to jestem w takim samym niebezpieczeństwie, co ty.  
    Chłopak przygryzł dolną wargę prawdopodobnie rozważając, czy powinien pomóc nieznajomemu, czy go ogłuszyć. Ostatecznie wybrał pierwszą opcję – złożył ręce płasko, stanął w rozkroku i pozwolił starcowi użyć jego dłoni jako stopnia.  
    Gdy starzec wskakiwał na konia był dziwnie uśmiechnięty. Chłopak podejrzewał, że mężczyzna zamierza pognać konia do galopu, gdy tylko się na nim znajdzie. Znów przygryzł wargę i rozważył, czy nie powinien chwycić go za wysoki, skórzany but i zrzucić na ziemię. Prawdopodobnie połamał by tym sposobem krucho wyglądające ciało starca.  
    – To wskakuj, moja ty biało-głowa niewiasto w potrzebie. Będę dziś twoim rycerzem! – powiedział starzec podekscytowanym głosem. Na co chłopak o niemal nie zareagował śmiechem. Było to absurdalnie kontrastowe przy tym, że jeszcze przed chwilą z trudem wdrapywał się na kakaowe zwierzę sapiąc przy tym jak buldog po długim spacerze.  
    Zanim jednak niedoszła niewiasta zdążyła chwycić dłoń swego rycerza, drzwi stajni otwarły się z hukiem wpuszczając do popieszczenia pomarańczowe światło kończącego się dnia. Na tle pomarańczowego nieba, w wejściu stały dwie czarne sylwetki. Dość niskie sylwetki. 
    – Mi to nie wygląda ani na duże, ani płonące. – starzec patrzył na sylwetki osłaniając oczy przed nowym światłem. Jego głos sugerował zawód.  
    – A ty mi nie wyglądasz na zbiegłego niewolnika w wieku od 10 do 14 lat. – odpowiedziała jedna z sylwetek podnosząc na wysokość oczu jakiś świstek papieru.  
    – Ja się tym zajmę. – powiedziała druga robiąc krok do wnętrza stajni i podnosząc na wyprostowanej ręce jakieś narzędzie, które wraz z zajęciem odpowiedniej pozycji wydało charakterystyczny zgrzyt sugerujący gotowość do wystrzału. – Dobranoc, pchły na noc. 
    Pocisk przeleciał koło boku chłopca. Jedynie koń zauważył, że bełt zatoczył łuk przy chłopcu, jakby sam nie chciał w niego trafić. Koń, mimo że to zauważył, nie miał wystarczająco czasu by zastanowić się, czy go bełt również postanowi uniknąć. Trafił w jego lewą, tylną nogę, a konkretnie mięsień uda. Zabolało na tyle by koń zaryczał i stanął na tylnych nogach zrzucając z siebie starca. Za raz po tym jednak padł na bok i zasnął. Czego nie mógł wiedzieć ani jęczący, obolały starzec, ani chłopiec biegnący ku drabinie. Widział to jednak gnom ładujący kolejną strzałkę usypiającą do swojej kuszy przeklinając przy tym pod nosem.   
  
*** 
  
    – Wskoczyłem na drabinę w biegu, gdy ten gnom ładował... 
    – Nie, nie, nie. – starzec przerwał opowiadanie chłopca rozgrzebując patykiem ognisko – Tą część już znam. W dodatku nie jestem wcale taki stary. Siwa broda dodaje mi lat. Poza tym przypominam, że nazywam się Wigaj.  
    – Dziwaczne imię. – stwierdził chłopiec znużony kolejnym przerwaniem ze strony jego towarzysza – Ale nie wiesz co stało się później; gdy się rozdzieliliśmy. 
    – Rozdzieliliśmy, rozdzielili. Spierdoliłeś stamtąd i tle cię widziałem. – Wigaj machnął ręką – To nieważne. Zacznij od początku. Gdzie ty żeś nabrał manier opowiadania od końca? To psuje cały dreszcz niewiadomej.  
    – Ale i tak tu siedzę, więc wiesz, jak to się skończyło. – zauważył chłopak. 
    – To nieważne. – Nie-starzec, którego postarza siwa broda, machnął ponownie ręką – Mogę zapomnieć o tym, że żyjesz na zawołanie. 
    Chłopak nie był pewien, czy powinien czuć się urażony tym faktem, więc powstrzymał się od jakiejkolwiek reakcji.  
    – Początek. – blondasek wrócił do tematu – Większość życia spędziłem z trupami w piwnicy nekromantów. 
    – Nie, nie, nie. – Wigaj przerwał po raz kolejny. Gdyby chłopiec miał nerwy, które mogą puścić, to teraz by puściły – Zacznij od czegoś ekscytującego, jakiejś żywej akcji.  
    – Tam na prawdę było niewiele "żywych" akcji. Mówię ci; same trupy.  
    – Hm... – starzec zastanowił się chwilę – przetrzymują takich jak ty w zamknięciu przez dziesięć lat, prawda? Powiedz co się stało potem. Pierwsze wspomnienie po wyjściu z piwnicy.  
    – Nie było to do końca wyjście z piwnicy. Wciąż byliśmy pod ziemią. Mogę opowiedzieć, co się stało po wyjściu z celi. Może być? 
    – Tak, tak, tak. Kontynuuj, mały. – Wigaj położył się ostrożnie na plecach. Wciąż go bolały od upadku z konia, ale mógł to znieść. Jego pewność siebie pozwoliła mu wierzyć, że przez jakiś czas nie będzie musiał przerywać (a może to była intuicja?).  
    – Dzień, w którym wyszedłem z celi. – chłopak często miał nawyku rozpoczynanie swojej kwestii od zatytułowania jej, jakby bez tego jego słowa miały by stracić na znaczeniu lub wiarygodności – Wtedy pierwszy raz spotkałem innych żywych. To było dość przerażające. Żywi są tacy... pulsujący i ruchomi. Wyglądają jakby mieli za raz się rozlecieć. W dodatku dziwnie pachną. 
    Wigaj spojrzał na młodzieńca, jakby poddawał wątpliwości fakt jego żywotności. W końcu stwierdził, że chłopak jest bez sprzecznie żywy, więc zamknął oczy pogrążając się w opowiadaniu. 
    – Zebrano nas w jednej sali. Po drodze było tak dużo świateł, że nie do końca wiem, jak się do niej dostałem. Byłem zbyt podekscytowany i zagubiony.  
    – Nas? – mruknął Wigaj. 
    – Tak. Wszystkich mi podobnych. Usadzono nas na dwóch długich ławach zwróconych ku sobie, a po środku sali...

Rozdział 1  
Młode drzewo  
 
   Po środku surowo wyglądającej, kamiennej sali stał wysoki mężczyzna o wyjątkowo krzaczastych brwiach. Mierzył surowym wzrokiem dzieci, czy też młodzież pousadzane na dwóch długich ławach pod ścianami sali. Owe długie, drewniane ławy były jedynym elementem wyposażenia. No poza żyrandolem oświetlającym pomieszczenie. Był to charakterystyczny metalowy żyrandol, który zamiast świec miał cztery czary, w których wnętrzach podrygiwały ogniste języki.
   Ogień tak zabawnie się poruszał. Żadne z obecnych na sali dzieci nie widziało w swoim życiu ognia. Wiele z nich z zauroczeniem na przemian wlepiało wzrok w płomienie i zakrywało oczy dłońmi, by dać im odpocząć.  
   Ta czerwono, żółto, pomarańczowa potwora potrafi ranić oczy na odległość! Do tego tak pięknie tańczy. Czy to boska kusicielka? – prawdopodobnie po takich torach szybowały myśli dzieciaków.  
   Każdy z nich miał na sobie beżowy, brudny łachman, który wyglądał jakby służył im za ubranie od bardzo dawna i dawno zdążyli z niego wyrosnąć. W istocie właśnie tak było.
   – Pytałem jakie jest twoje imię. – wzrok blondwłosego chłopca pierw z trudem odlepił się od ognia, następnie trafił na krzaczaste, uniesione wysoko brwi, a dopiero potem na wlepione w niego niemal żółte oczy osadzone w pyzatej, opalonej na czerwono twarzy.
   – Luo. – odpowiedział chłopiec machinalnie. Pytanie w jakiś sposób go ucieszyło, jak i fakt, że był w stanie na nie odpowiedzieć. Nadało to odrobinę sensu tej niejasnej, nowej sytuacji.  
   Mężczyzna przytaknął brwiami i nic nie odpowiedział. Jego oczy jeszcze chwilę, jak przyklejone, wwiercały się w młodego Luo jakby go badając, czy też testując.  
   Pytanie o imię padło już wielokrotnie, a nasz blond-włosy chłopiec nie był pierwszym pytanym. Krzaczastobrwisty powoli zdjął duszo-wiertne spojrzenie z Luo i jak magnes przyciągający spojrzenie do spojrzenia wbił wzrok w długowłosą, krucho wyglądającą dziewczynkę na lewo od chłopca.  
   – Jakie jest twoje imię? – zapytał, a jego wzrok ani trochę nie stracił na ostrości. W ten sposób każdemu zostało zadane to jedno pytanie, a było ich równo dwudziestu. Wszystkie imiona miały w sobie dość podobne brzmienie. Jakby pochodziły z jednego worka ze słowami: Kano, Ope, Unki, Kiru, Rupe, Tuo.  
 
***
 
   – Kto ci nadał to imię? – zapytał nagle Wigaj.
   Luo zamrugał szybko, jakby nie zrozumiał pytania.  
   – To moje imię. – odpowiedział.
   – Tak, ale kto Cię tak nazwał? – dociekał starzec.
   – Nikt mnie nie nazwał. To moje imię.
   Starzec podparł się na łokciach i spojrzał na chłopca; jego wzrok wyrażał zaskoczenie i zmartwienie. Chłopiec wpatrywał się w niego pytająco.  
   – Co oznacza słowo "Luo"? – Wigaj  zapytał ostrożnie ważąc każde słowo, jakby mówił do kogoś niespełna umysłu.  
   – Runa "Lu" oznacza drzewo, a "Oo" oznacza życie. – odpowiedział natychmiast, jakby odczytywał odpowiedź z książki.
   Skurcz przebiegł po wysuszonych ustach starca. Po czym mężczyzna padł ponownie na plecy i roześmiał się radośnie, jakby usłyszał najlepszy żart świata.  
   – Co w tym śmiesznego? – w głosie chłopca dało się słyszeć urażenie.
   Starzec otarł łezkę z westchnięciem. Patrzył teraz w niebo przez korony drzew falujące na lekkim wietrze, na gwiazdy, które ozdabiały nocne niebo jak mąka rozsypana na czarnym stole.
   – Drzewo Życia, co? – mówił starzec patrząc w gwiazdy – Pasuje idealnie, młody LuOo. – to jak wyartykułował "uOo" zabrzmiało jak przerywnik w jakiejś stworzonej do tańczenia balladzie.
   Zabiorę cię na księżyc, uOo! Będziemy tańczyć na księżycu, uOo! Tańcz, uOo, tańcz na księżycu, uOo!
   Starzec roześmiał się jeszcze głośniej ściskając się za żołądek. Szybko jednak przestał wraz z cichym "tsyyy", gdy plecy przypomniały mu, że wciąż bolą.  
 
***
 
   – Czy ktoś z tu zebranych wie, jaki jest cel naszego spotkania? – zapytał krzaczastobrwisty krążąc i przemierzając pomieszczenie wzrokiem jak żmija szukająca ofiary.
   Warto w tym momencie zaznaczyć, że pomieszczenie wyglądało, jak przedsionek – zawierało dwie pary drewnianych, zbitych z desek drzwi. Jednymi z nich Luo, jak i każde inne dziecko, dostał się tu. Drugie pozostawały na tą chwile tajemnicą.  
   Wraz z pytaniem o cel spotkania do pamięci Luo wróciło wspomnienie z przed paru minut...  
 
***
 
   Ratuj mnie... – zabrzmiało w głowie Luo, gdy kawałek mięsa wielkości gałki ocznej potoczył się po podłodze i osiadł na środku niewielkiego pomieszczenia z cichym, ale soczystym plaśnięciem. Zostawił za sobą spory ślad jasnobrązowej flegmy zwanej zupą gulaszową. Chłopiec siedział na łóżku z pozostałościami tej samej flegmy na twarzy i drewnianą łyżką w połowie drogi do ust, z której owa flegma skapywała na jego uda. Był to młody Luo, który obecnie przeżywał jedno z największych zaskoczeń swojego życia.  
   Kamienne drzwi jego celi otwarły się. Drzwi się otwarły, a były to drzwi, które nigdy się nie otwierały. Drzwi, które oddzielały jego świat od całej reszty. W pierwszej chwili chłopiec myślał, że nie zareaguje, że będzie udawał, że nie widzi otwartych drzwi i poczeka aż same zamkną się pozostawiając go w bezpiecznej, znanej mu celi. Pozostali prawdopodobnie mieli podobne myśli, gdyż tuż po nieznośnie powolnym i przy tym głośnym odsunięciu się kamiennej płyty drzwi, nic się nie działo przez długi czas. Czy on był pierwszym, który wyszedł? Szedł korytarzem i widział dzieci skulone w rogach ich własnych cel. Czy miał kogoś przed sobą? Jak można zapomnieć coś co wydarzyło się parę minut temu? Korytarz był oświetlony pochodniami. Czy tamte pochodnie też miały ogień, czy inaczej generowały światło? Wszystko błyszczało się i wirowało, a jego głowa powoli pękała w powolnym, bolesnym pulsowaniu.  
   Jedynym źródłem światła w jego celi były szczeliny nad i na boku kamiennej płyty służącej za drzwi. Nigdy się nie otwierały. Oczy chłopca nie były przyzwyczajone do światła, a jednocześnie światło tak go fascynowało. Pragnął go dotknąć. Podążać za nim...  
 
***
 
   – Cel, cel tego spotkania, czy ktoś zna cel? – Luo wrócił na ziemię słysząc powtarzane nie wiadomo który raz pytanie krzaczostobrwistego.  
   Znów musiał odleciał myślami. Często mu się to zdarzało. Życie w samotności działa w pewien mrocznie stymulujący sposób na umysł.  
   – To test. – odpowiedział wysoki chłopiec, którego twarz ozdabiał pierwszy, rzadziutki zarost o czarnej barwie.
   Krzaczastobrwisty, żmijooki uśmiechnął się po raz pierwszy w trakcie tej pseudo rozmowy, a jego oczy zabłyszczały, jakby wypatrzył smaczny kąsek, którego tak usilnie pragnął.  
   – Dobrze. – powiedział – Testuje was. Testuję, jak wasze zdolności zdążyły się rozwinąć i czy w ogóle. Porównuje was. To jest wasz pierwszy test z wielu i powiem to od razu: nie chcecie wypaść na nim najgorzej. Tutaj nie istnieją słowa dobrze lub źle. Możecie być tylko lepsi lub gorsi od pozostałych i to determinuje waszą cenę.  
   Cenę. Powiedział cenę nie wartość, jakby mówił o towarze. Nikt nie odpowiedział, nikt nie spodziewał się odpowiedzi.
   – Mówcie mi Pan, a do siebie zwracajcie się po imieniu. – dodała tłusta żmija – Czy ktoś z tu zebranych wie ile czasu wam zostało? – padło kolejne pytanie.  
   Czasu? Czasu na co? Czasu do czego? – pomyślał Luo. Jednak nie wypowiedział tych myśli na głos. Był przekonany, że „Pan“ jest zupełnie świadomy niejasności swoich pytań. Mimo to chłopiec był zadowolony z siebie, że tym razem nie odleciał i udało mu się skupić na pytaniu i obecnej sytuacji. W końcu to był test i musiał go w jakiś sposób zdać.
   – Trzy dni. – odpowiedział ten sam chłopiec z dziewiczym zarostem.
   Na twarzy krzaczastego ponownie pojawił się uśmiech. Tym razem jeszcze szerszy. Kąciki jego ust uniosły się nienaturalnie wysoko. Wyglądał koszmarnie, jak karykaturalna postać z koszmaru dziecka. Jego pucata twarz tylko wzmagała ten efekt.  
   Luo zaparł się rękami o ławkę jakby chciał się zjednać ze ścianą. Przy tym brzeg jego dłoni dotknął biodra kruchej dziewczyny siedzącej po lewej od niego. Poczuł pulsowanie jej ciała, co sprawiło, że wstrzymał oddech. Jakie to było dziwaczne uczucie – czuć jak coś się porusza pod ciałem. Luo szybko wrócił do poprzedniej, bazowej pozycji z dłońmi na kolanach i opuszczoną głową.  
   – Tak, młody O’o. Trzy dni. – potwierdził krzaczasta brewka.
   O’o – tak nazywał się zarośnięty chłopiec, co Luo dopiero teraz zapamiętał. Pozostałych imion też nie zdążył zapamiętać za pierwszym razem.  
   Jak nazywała się ta dziewczynka? – zapytał sam siebie w myślach, na co jego umysł odpowiedział jedynie: K... k...  
   – Za trzy dni wasze zdolności zostaną poddane ostatniemu testowi. – kontynuował krzaczasty, co przywróciło Luo do chwili obecnej – Życia tych, którzy przetrwają zmienią się na zawsze. Niektórzy z was może staną się nawet panami swojego życia.  
   Ponownie nikt nie odpowiedział. Dzieciaki nie rozumiał, co ten miał na myśli przez „panów swojego życia“. W końcu do tej pory nikt ich do niczego nie zmuszał. Żyli jak chcieli. Dopiero teraz sytuacja stała się niepewna i przerażająca.  
   Ci którzy przetrwają? – odbiło się echem w głowie Luo. Wraz z tym chłopiec poczuł strach. Pierwszy raz poczuł prawdziwy strach i pragnienie ucieczki.  
   – Macie wiele pytań. – zauważył krzaczasty – I za mało odwagi by je zadać.  
   Jego oczy straciły na ostrości jakby wyłączył technikę wzrokową, której do tej pory używał by paraliżować dzieci. Jego wzrok padł na zarośniętego chłopca, ale nie był to już ten surowy, wiercący wzrok.  
   – Obecny tu O’o w te parę minut wyrósł na tegorocznego faworyta. – powiedział w stronę chłopca – Możecie zadać mu wszystkie swoje pytania o ile starczy wam na to odwagi. – zwrócił się do wszystkich – Dzisiejsze spotkanie jest zakończone. – wraz z tymi słowami ruszył w stronę drzwi, które wciąż pozostawały tajemnicą i po chwili zniknął za nimi.
   Wraz z zamykającymi się drzwiami Luo poczuł wielką ulgę. Może i nie wypadł najlepiej na tym teście, o ile można to było tak nazwać, ale przynajmniej było już po wszystkim. Gdy tajemnicze drzwi były otwarte Luo zdążył jedynie zauważyć schody prowadzące w górę i światło. Było to dziwne światło – inne od tego do którego przywykł. Było jaśniejsze i wyglądało jakby padało z daleka z wielkiej, olbrzymiej pochodni.  
   Dobrze, ale co dalej? Co teraz powinni zrobić? Pójść za nim? Wrócić do swoich cel? Pozostałe dzieciaki wciąż siedziały na swoich miejscach; wyglądały tak mizernie, smutno i nieporadnie.  
   Luo wstał nagle, pod wpływem impulsu. Nie zdecydował jeszcze co zrobi dalej, ale poczynił już pierwszy krok. Spojrzał w obu kierunkach, jego wzrok utkwił na drzwiach, za którymi przed chwilą zniknął Pan. Pod wpływem kolejnego impulsu Luo ruszył w ich kierunku, a gdy szedł, widział po obu stronach twarze siedzących dzieci. Niektóre podniosły na niego głowy, jakby wypatrujące kogoś kto wskaże im drogę, inne wciąż gapiły się w ziemię bądź w żyrandol.  
   Do głowy Luo wróciło wspomnienie. To samo co przed chwilą, gdy szedł korytarzem do tej sali widząc po obu swoich stronach cele pozostałych dzieci. Tak, przypomniał siebie – był pierwszym który wyszedł. Był pierwszym, który dotarł do jedynych w korytarzu drewnianych drzwi i pierwszym, który nacisnął ich klamkę. Pozostałe dzieci poszły za nim. Wraz z powrotem tego wspomnienia Luo poczuł swojego rodzaju dumę. Liczył się. Może jednak nie wypadł najgorzej w tym teście?  
   Chłopiec nacisnął na klamkę tajemniczych drzwi i już miał przed oczami wielką pochodnie u góry schodów do której poprowadzi pozostałych, gdy usłyszał zgrzyt zamkniętego zamka.  
   Ratuj mnie! – znów zabrzmiało w jego głowie jak słowa z innego świata.
   Drzwi pozostały zamknięte, a ich tajemnice ukryte. Luo odwrócił się do pozostałych niepewny co dalej zrobić, gdy jego wzrok wpół obrotu spotkał się ze wzrokiem wysokiego chłopca imieniem O’o. Nie był pewien, co widzi w jego twarzy i oczach. Pogardę? Litość?  
   Luo otworzył usta by coś powiedzieć, ale sam nie widział jeszcze co to będzie. Mimo to czuł potrzebą by się odezwać więc poczynił ku temu pierwsze kroki.
 
   ***
 
   – Czekaj. – Wigaj dynamicznie podparł się na jednej ręce, a drugą skierował w stronę Luo gestykulując by był cicho. Jego spojrzenie było intensywne – Ciii... Słyszysz to?  
   Luo słyszał jedynie szeleszczące na wietrze liście i dźwięk dopalającego się ogniska.  
   – Nie. – odpowiedział zgodnie ze swoim zrozumieniem słowa „to“.
   Wigaj jeszcze przez chwilę zachował dramatyczną pozę i poważny wyraz twarzy po czym uśmiechnął się niekontrolowanie i powiedział:
   – To księżycowa piosenka. – a powiedział to głosem w przybliżeniu szarmanckim – Zabiorę Cię na księżyc, uOo. Będziemy tańczyć na księżycu oOo. Tańcz, uOo, tańcz na księżycu oOo. – wyśpiewał. Głos miał niezły, ale warsztat wątpliwy.  
   Twarz Luo wyrażała jedynie zażenowanie. Stary wariat – pomyślał.
   – Na prawdę gość nazywa się OoOo? – zapytał Wigaj trochę poważniej, ale „OoOo“ wciąż wypowiedział śpiewająco.  
   – O’o. – poprawił Luo – Tak. Nasze imiona to połączenia dwóch run i to chyba losowych. Mogą się powtarzać. – wzruszył ramionami.
   – Więc jakbyś przetłumaczył jego imię? – pytał dalej Wigaj.
   Chłopiec ponownie wzruszył ramionami.
   – Życie, życie? – powiedział niepewnie.
   – Ojj, życie, życie. – potwierdził starzec z rozmarzeniem, jakby wspominał lata swojej młodości – Kto Cię uczył znaczenia run, chłopczę?
   Luo wzruszył ramionami po raz trzeci. W tym momencie Wigaj przywołał obraz oczu chłopca z pierwszego ich spotkania – tego ognia wzbierającego na sile u szczytu góry lodowej.  
   Gdzie podziała się ta determinacja, spokój i pewność siebie? Może chłopiec jest zmęczony, a może tak się zachowuje, gdy czuje się bezpieczny? – Wigaj uśmiechnął się na tą myśl. Satysfakcjonowała go, więc uznał ją za prawdziwą.
   Zdaje się, że Luo odebrał uśmiech starca za kpinę, gdyż jego twarz przybrała gniewny wyraz.
   – Powiedziałeś, że twoje imię oznacza Drzewo Życia. – Wigaj nie przejął się miną chłopca – To ciekawy wybór i bardzo... – starzec spojrzał w gwiazdy – odpowiedni. – pauza i spojrzenie na chłopca – W dodatku z całą pewnością prawdziwy, ale w swojej prawdziwości niepełny.
   Twarz Luo uspokoiła się. Znów przybrała zimny wygląd. Chłopiec słuchał z zainteresowaniem, a przy tym wciąż pamiętał z tyłu głowy, że starzec jest najprawdopodobniej szalony i bredzi bez sensu. Skąd on może znać runy? Wcześniej nie miał o nich pojęcia, gdy pytał o znaczenie mojego imienia. Na pewno nie miał. Było to po nim widać. – pomyślał.  
   –  Runa Lu nie oznacza jedynie drzewa. – mówił Wigaj – Może również oznaczać rozwój, naturę, ochronę. Tak samo znaczenie runy Oo nie kończy się na życiu. – starzec uśmiechnął się kącikiem ust w krótkiej pauzie. Nie kończy się na życiu. Ładne określenie. – pomyślał – Poza tym może oznaczać samą siłę życiową, jak i wole działania i pragnienia. – dokończył.  
   Luo zmarszczył oczy wciąż nie pewny czy to nie brednie.
     – Myślę, że to imię dobrze do ciebie pasuje w swojej całości. – ocenił Wigaj – Luo?
   – Tak? – odpowiedział chłopiec natychmiast.
   – Czy możesz napisać swoje imię? – zapytał wyciągając nadpalony patyk z ogniska i podając go chłopcu.  
   Luo był coraz bardziej skonfundowany. Wymądrza się, a teraz nie wie, jak moje imię się pisze? Może chce sprawdzić, czy potrafię pisać? – Mimo tych myśli chłopiec przyjął patyk i natychmiast przyłożył go do swojej lewej ręki zwęgloną częścią.  
   Wigaj otworzył usta chcąc zaprotestować. Miał na myśli rysowanie na ziemi, nie na skórze, ale powstrzymał się widząc twarz chłopca, która ze spokojem przyjęła dotyk gorącej końcówki kija.  
Luo zręcznie nabazgrał pojedynczy symbol na wewnętrznej części ręki pod przegubem.   
[Obrazek: runa_15.jpg]
   – Wygląda jak spalone drzewo. – stwierdził Wigaj prawdopodobnie sugerując się faktem, że został wymalowana węglem.  
   – Nie. – zaprzeczył Luo – To młode drzewo, które dopiero rośnie.  
   Wigaj uśmiechnął się na tą odpowiedź.
   – Połączenia run, które tworzą nowe ich znaczenia mogą być pisane na różne sposoby. Symbol Oo to pojedyncza linia, jak linia życia, a symbol Lu, to... – Wigajowi spodobała się zabawa z nieodpowiedzialnym parzeniem się, więc podniósł kolejny kij, wymalował szybko symbol „V“ na swojej ręce i pokazał go Luo.  
   – Wiem o tym. – powiedział chłopiec. Wigaj przytaknął.
   – Tak, ale to ty wybrałeś, jak połączyć te dwa symbole. Równie dobrze mogłeś wyrysować Lu na samej górze lub na dole, z lewej lub z prawej, przekrzywione, mniejsze lub większe. Wszystko ma znaczenie.  
   Chłopiec przytaknął po czym skarcił się w głowie. To był pierwszy raz, gdy jego umysł naturalnie uznał, że starzec z pewnością ma racje.  
 
***
 
   Luo wziął głęboki oddech, a wraz z nim w jego oczach zapłonął ogień.
   – Czy jesteś jednym z nas? – to pytanie wydostało się z ust chłopca i uderzyło w solidną skałę będącą umysłem młodzieńca imieniem O’o. Uderzyło i rozbiło się najprawdopodobniej, gdyż nie wywołało żadnej reakcji. Trzeba przyznać; był to dość dziwny sposób na rozpoczęcie znajomości.
   – Kim jesteś? – Luo zadał kolejne pytanie niezrażony, ale już z mniejszą dawką dramatyzmu.
   O’o odwrócił wzrok i wlepił swoje spojrzenie w podłogę, którą zdążył już poznać i polubić.
   – Czy jesteś z nimi? – Luo po chwili zadał kolejne pytanie i zastukał trzy razy otwartą dłonią w zamknięte drzwi, które skrywały (najprawdopodobniej) wielką pochodnie. Skąd ten chłopak to wszystko wiedział? – to pytanie odbijało się w głowie Luo.
   – ... – brak reakcji. Doskonały brak reakcji.  
   Luo ściągnął swoje spojrzenie z twarzy chłopca i zastanowił się chwilę nad odpowiednim pytaniem.
   – Co stanie się jutro? – zapytał w końcu, a każde słowo wypowiadał bardzo powoli.
   O’o podniósł głowę i spojrzał na Luo. Jego oczy nie wyrażały nic szczególnego. Może nutę ulgi?
   – Będziemy śpiewać. – odpowiedział.  
 
***
 
   – Ky hahahaha. – Wigaj wybuchł niekontrolowanym śmiechem brzmiącym łudząco podobnie do ryczenia konia – Czy była to piosenka księżycowa?
   Luo spojrzał na niego gniewnie.
   – Nie przerywaj. Dopiero zacząłem. – powiedział spokojnie.
   – Dobrze, dobrze. – starzec przetarł oczy – Co było dalej?
   – Nie pamiętam dokładnie. – Luo westchnął i mówił dalej – To było dość chaotyczne. Pierw tak stałem gapiąc się na niego, potem jeden chłopak zaczął krzyczeć. Nie wiem dlaczego. Po nim inny zaszlochał i... nie wiem. Jakoś rozeszliśmy się do cel. Nie wyszedłem pierwszy. Gdy ten jeden zaczął krzyczeć, ktoś ruszył do drzwi i dalej już samo poszło.  
   Wigaj przytaknął. Emocje. Jakby nie próbowali ich wytłumić, to one wciąż siedzą w tych dzieciakach i dają o sobie znać w najmniej spodziewanych momentach. Zazwyczaj dość dynamicznie, jak wstrząśnięta butelka szampana, którą przez zbyt długi czas hamował korek.  
   – Dlaczego wróciłeś do swojej celi? Nie lepiej było zostać w grupie? – zapytał Wigaj.
   Chłopiec zastanowił się chwilę po czym odpowiedział:
   – Mógłbym powiedzieć, że wróciłem do celi, bo pozostali to zrobili. – po twarzy Luo przebiegł grymas niepewności – Ale właściwie, to chciałem już wrócić. Byłem zmęczony.
   Wigaj przytaknął ponownie, jak wytrawny badacz w trakcie gromadzenia i przetwarzania informacji. Gorzkie bezpieczeństwo rzeczy, które znamy. Dają nam komfort, jak okropne by nie były.  – starzec wiedział dobrze, jak traktowane są dzieci w piwnicy. Wiedział też jak wyprane i zdegradowane są ich umysły. Jednak ten chłopiec miał coś w sobie, co sprawiało, że nie pasował do tego środowiska – środowiska, w którym się wychował. To sprawiało, że Wigaj pragnął słuchać dalej, ułożyć w swojej głowie historię chłopca z piwnicy.  
   – Dobrze. – powiedział i postanowił zachować swoje myśli dla siebie jeszcze przez jakiś czas – Teraz możesz przejść do opisu celi. Powiedzmy, że miałem już wystarczająco akcji. Chociaż była dość mizerna. Tylko gadanie i gadanie.  
   – Ha. – chłopak uśmiechnął się figlarnie mimo wyrzutu starca, co na jego twarzy wyglądało nie na miejscu – Teraz dopiero się zacznie.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(09-07-2017, 14:24)Emejpi napisał(a): Prolog 
Ognisko  
  
Jego koścista, blada dłoń obejmowała delikatnie uzdę jasno-kakaowego wierzchowca. (Khe, khe, jakiego? Znam wiele maści koni, ale ten potworek do nich nie należy. Wybierz sobie maść konia, która istnieje, na przykład "gniady", "kary", "skarogniady"... To są nazwy, które naprawdę mówią, jaki był koń. Jaki to kolor "jasnokakaowy"? Taki, jaki uzyskam, wsypując do litra mleka jedną łyżeczkę kakao czy wsypując pół łyżeczki do dwóch litrów?)
   
– Jest mi potrzebny do ucieczki. – t(T)en głos również był spokojny, ale brzmiała w nim nuta determinacji.  

    Głos należał do blondwłosego młodzieńca o lodowo błękitnych (Kolejny dziki przymiotnik, jeszcze brakuje między słowami dywizu – krótkiej kreski. Lepiej "jaskrawobłękitnych" czy coś, a nie takie dziwne twory) oczach. Mimo tego chłopak miał coś w oczach, co sugerowało ogień bądź światłość. (Jak dla mnie to dość rozbieżne "coś w oczach", bo ogień kojarzy się raczej negatywnie, a światłość pozytywnie)
Jego oczy wyglądały jak ognisko na szczycie góry lodowej, które zwiastuje nadchodzące posiłki. (Nie, ognisko na górze lodowej, nawet gdyby jakimś cudem się tam znalazło, nie ma żadnego związku ze zwiastowaniem nadchodzących posiłków. A jak można mieć wzrok, który tak wygląda, tym bardziej nie mam pojęcia. W skrócie mówiąc – słaba metafora, nijak nie ułatwia zrozumienia, jakie w końcu były te oczy)
   
– Ucieczki przed czym? – zapytał starzec(przecinek) stając między koniem a chłopcem. 

    – Nie jestem pewien. – o(O)gnisko na szczycie góry na chwilę przygasło rozwiane zimnym podmuchem, tylko po to(przecinek) by znów zapłonąć jeszcze mocniej(kropka)(Znów ta góra lodowa z ogniskiem... Jak już mówiłam, kiepska metafora i tutaj też nie działa) – Jest duże i płonie.(zbędna kropka)odpowiedział adekwatnie.  (Czyli jak? "Adekwatnie" to "odpowiednio do sytuacji". To jak odpowiedział?)

    Starzec pokiwał głową(przecinek) wyrażając swój szacunek dla tak solidnej argumentacji].(Nie nazwałabym tego solidną argumentacją. Wręcz przeciwnie)  

    – No to wsiadaj. Tylko pierw pomóż mi wejść na to bydle(ę) , bo sam sobie nie poradzę. 
    Chłopiec odpowiedział lodowym spojrzeniem braku zrozumienia. Jego umysł prawdopodobnie wyglądał teraz jak dwie tafle lodu ucierające się o siebie z przeciągłym zgrzytem. (Dlaczego ubierasz tak banalne rzeczy jak zdziwiony wyraz twarzy w takie wymyślne zwroty? To się nazywa grafomania. I jeszcze "ucierające" zamiast "ocierające". "Ucierać" to można składniki na ciasto albo komuś nosa)
 
    – Skoro jest duże i płonie... – s(S)tarzec spieszył z wyjaśnieniem – to jestem w takim samym niebezpieczeństwie, co ty.  

    Chłopak przygryzł dolną wargę(przecinek) prawdopodobnie rozważając, czy powinien pomóc nieznajomemu, czy go ogłuszyć.

    Gdy starzec wskakiwał na konia(przecinek) był dziwnie uśmiechnięty. Chłopak podejrzewał, że mężczyzna zamierza pognać konia do galopu, gdy tylko się na nim znajdzie. Znów przygryzł wargę i rozważył, czy nie powinien chwycić go za wysoki, skórzany but i zrzucić na ziemię. Prawdopodobnie połamał by(połamałby) tym sposobem krucho wyglądające ciało starca. (A skąd u chłopaka takie myśli? Bo obecnie nie ma to dla mnie większego sensu)
    
– To wskakuj, moja ty biało-głowa(białogłowa) niewiasto w potrzebie. (Coś dzwoni, ale nie w tym kościele. Usunęłabym ten dziwy przymiotnik, bo sugeruje, że "niewiasta" była stara, mając siwe włosy :p A na wszelki wypadek: prawdziwą "białogłowę" masz tutaj: https://sjp.pwn.pl/szukaj/białogłowa.html)

Na co chłopak o (zbędne) niemal nie (zbędne) zareagował śmiechem. Było to absurdalnie kontrastowe przy tym, że jeszcze przed chwilą z trudem wdrapywał się na kakaowe (Konie nie są z kakao – zmień przymiotnik, bo to śmieszne)  zwierzę(przecinek) sapiąc przy tym jak buldog po długim spacerze.  

    Zanim jednak niedoszła niewiasta (To brzmi tak, jakby bohater chciał zmienić płeć, ale mu nie wyszło. I nie jest to śmieszne, choć sądzę, że miało być) zdążyła chwycić dłoń swego rycerza, drzwi stajni otwarły się z hukiem(przecinek) wpuszczając do popieszczenia pomarańczowe światło kończącego się dnia. Na tle pomarańczowego nieba, w wejściu stały dwie czarne sylwetki.

    – Mi(Mnie – ale niech ma to "mi", może jest niewykształcony :p) to nie wygląda ani na duże, ani płonące. – s(S)tarzec patrzył na sylwetki(przecinek) osłaniając oczy przed nowym (zbędne) światłem.

    – A ty mi nie wyglądasz na zbiegłego niewolnika w wieku od 10 do 14 lat (Liczebniki słownie). (zbędna kropka)odpowiedziała jedna z sylwetek(przecinek) podnosząc na wysokość oczu jakiś świstek papieru.  
    – Ja się tym zajmę.](zbędna kropka)powiedziała druga (przecinek) robiąc krok do wnętrza stajni i podnosząc na wyprostowanej ręce jakieś narzędzie, które wraz z zajęciem odpowiedniej pozycji wydało charakterystyczny zgrzyt sugerujący gotowość do wystrzału. – Dobranoc, pchły na noc.  (Aha. To się nazywa groza :p)
   
Pocisk przeleciał koło boku chłopca. Jedynie koń zauważył, że bełt zatoczył łuk przy chłopcu, jakby sam nie chciał w niego trafić. Koń, mimo że to zauważył, nie miał wystarczająco czasu](zbędna kropka) by zastanowić się, czy go(jego) bełt również postanowi uniknąć. (Konie nie mają takich przemyśleń, przykro mi) Trafił w jego lewą,](zbędna kropka) tylną nogę, a konkretnie mięsień uda. Zabolało na tyle] (przecinek) by koń zaryczał(Konie rżą, nie ryczą. Kiedy je bardzo boli, kwiczą) i stanął na tylnych nogach (stanął dęba, tak się to nazywa) (przecinek) zrzucając z siebie starca.

Za raz(Zaraz) po tym jednak padł na bok i zasnął.

Widział to jednak gnom ładujący kolejną strzałkę usypiającą do swojej kuszy (przecinek) przeklinając przy tym pod nosem.   
  

    – Nie, nie, nie. – s(S)tarzec przerwał opowiadanie chłopca (przecinek) rozgrzebując patykiem ognisko(kropka) – Tą(Tę) część już znam.

    – Dziwaczne imię. (zbędna kropka) – stwierdził chłopiec znużony kolejnym przerwaniem ze strony jego towarzysza (kropka) – Ale nie wiesz (przecinek) co stało się później; (Po co średnik? Normalny przecinek) gdy się rozdzieliliśmy. 
    – Rozdzieliliśmy, rozdzielili (rozdzieliliśmy). Spierdoliłeś stamtąd i tle(tyle) cię widziałem. – Wigaj machnął ręką(kropka) – To nieważne.

    – Ale i tak tu siedzę, więc wiesz, jak to się skończyło.(zbędna kropka) – zauważył chłopak. 
    – To nieważne. – Nie-starzec, którego postarza(postarzała) siwa broda, machnął ponownie ręką (kropka) – Mogę zapomnieć o tym, że żyjesz na zawołanie. 
    Chłopak nie był pewien, czy powinien czuć się urażony tym faktem (Można być urażonym stwierdzeniem faktu, a nie faktem) , więc powstrzymał się od jakiejkolwiek reakcji.
 
    – Początek. – b(B)londasek ("Blondasek" ma negatywny wydźwięk, więc wybrałabym inne określenie. Najlepiej imię bądź przezwisko, bo określanie bohatera tylko kolorem włosów jest słabe) wrócił do tematu(kropka) – Większość życia spędziłem z trupami w piwnicy nekromantów.
 
    – Nie, nie, nie. – Wigaj przerwał po raz kolejny. Gdyby chłopiec miał nerwy, które mogą(mogłyby) puścić, to teraz by puściły(kropka) (Chcesz powiedzieć, że twój bohater nie ma nerwów? Czyli, co jak sądzę idzie w parze, emocji?) – Zacznij od czegoś ekscytującego, jakiejś żywej akcji.  
    – Tam na prawdę(naprawdę) było niewiele "żywych" akcji. Mówię ci; (dwukropek – lepiej nie nadużywać średnika) same trupy.
 
    – Hm... – s(S)tarzec zastanowił się chwilę(kropka) – p(P)rzetrzymują takich jak ty w zamknięciu przez dziesięć lat, prawda? Powiedz(przecinek) co się stało potem.

Jego pewność siebie pozwoliła mu wierzyć, że przez jakiś czas nie będzie musiał przerywać (a może to była intuicja?).  (Czego przerywać? Wypowiedzi tego chłopaka? Wypadałoby napisać)   
– Dzień, w którym wyszedłem z celi. – c(C )hłopak często miał nawyku (Miał nawyk rozpoczynania – nawyk się ma, nie można go mieć często albo rzadko) rozpoczynanie swojej kwestii od zatytułowania jej, jakby bez tego jego słowa miały by(miały) stracić na znaczeniu lub wiarygodności(kropka) – Wtedy pierwszy raz spotkałem innych żywych. To było dość przerażające. Żywi są tacy... pulsujący i ruchomi. Wyglądają(przecinek) jakby mieli za raz(zaraz) się rozlecieć.

W końcu stwierdził, że chłopak jest bez sprzecznie(bezsprzecznie) żywy, więc zamknął oczy(przecinek) pogrążając się w opowiadaniu(w opowieści – opowiadanie to jest coś, co właśnie sprawdzam :p)
Na razie sprawdziłam tylko prolog, poczekam, co z nim zrobisz, a dopiero potem zabiorę się za resztę. I już w tym miejscu mam w zasadzie nie prośbę: wrzucaj krótsze fragmenty. Okej, można przed rozdziałem wrzucić krótki prolog, ale wiesz, ile ten fragment ma znaków? Niech za dowód, że jest stanowczo za długi, posłuży ci fakt, że podczas sprawdzania, gdy chciałam zapisać poprawki, które już wprowadziłam, wyskakiwała mi informacja, że tekst przekracza limit znaków. A to było tylko kilka uwag na samym początku tekstu. Poza tym takie długie teksty przeszkadzają nie tylko sprawdzającym, ale i "zwykłym" użytkownikom – oczy mogą wypłynąć. Zwłaszcza że w tym fragmencie nie ma ani jednego akapitu.

A właśnie, akapity. Na forum wstawia się je tagiem [.p] bez kropki na początku linijki, którą ma otwierać wcięcie. Przed każdym myślnikiem otwierającym dialog też ma być akapit. Powstawiaj je w całym fragmencie i pamiętaj o tym magicznym tagu również w następnych.

A teraz mój komentarz "schowany" w spoilerze:
Spoiler: Komentarz
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Wow, dzięki za odpowiedź :D. Nie spodziewałem się, że ktoś zdecyduje się to przejrzeć i poprawić tak szybko.

Cytat:Tyle ode mnie. Zjadłam cię? :p
Tak, moje ego zostało totalnie zmiażdżone xD, ale to dobrze.  Widzę, że sporo mogę się tutaj nauczyć.

A, tak się tu robi wcięcia. U siebie mam i po wklejeniu próbowałem je dodać przy użycia Taba, co oczywiście nie działało.

Za długi tekst. Wybacz, jeszcze nie przywykłem do panujących tu standardów. Uznałem, że wrzucę tyle, żeby opowiadania zaczęło już nabierać kolorów, bo po prologu to nie wiele wiadomo.  Ok, będę wrzucał małe fragmenty.  Poprawie ten prolog i kawałek pierwszego rozdziału i jeszcze raz wrzucę.

No, a teraz pozwolę sobie na trochę polemiki, bo jak nie wyrzucę z mojej głowy kłębiącej się tam argumentacji, to nic się nie nauczę!

Cytat:"jasnokakaowy"? Taki, jaki uzyskam, wsypując do litra mleka jedną łyżeczkę kakao czy wsypując pół łyżeczki do dwóch litrów?

W mojej głowie kolor kakaowy wygląda mniej więcej tak: 
[Obrazek: huhhh.jpg]
Wydaje mi się, że każdy ma w głowie konkretny kolor słysząc jasnokakaowy. Nie jest to jakąś abstrakcja i czy w twojej głowie jest to kolor z dwoma, czy trzema łyżeczkami kakaa jak dla mnie nie ma znaczenia :p. Stąd pytanie: Czy to aż tak istotne, żeby starać się, żeby prezentowany obraz w głowie każdej osoby wyglądał tak samo? W końcu i tak nie będzie, więc co za różnica z jakim konkretnie odcieniem brązu czytelnik skojarzy jasnokakaowy?

Cytat:Co przede wszystkim rzuca mi się w oczy i najbardziej mnie mierzi, to zakrawające na grafomaństwo opisy banalnych rzeczy. [...] Oczy bohatera nie mogą być opisane w sposób pozwalający sobie wyobrazić, jakie naprawdę były, pojawia się tylko zawiłe, nielogiczne określenie, która nijak nie oddaje tychże oczu. 

Dla rozjaśnienia miałem na myśli oczy mniej więcej takie.
[Obrazek: 16eee8be5de8565790a75cfdac618e9b,62,37.jpg]
No, ale bardziej lodowe i bardziej ogniste w środku. Czy to nie wygląda jak ognisko na szczecie góry lodowej? xD Dla mnie dokłądnie tak wygląda. 

No i w tym rzecz. Mógłbym te oczy opisać jako błękitne z czerwonymi akcentami wychodzącymi od wewnątrz, ale taki opis jak dla mnie jest strasznie mdły i nie oddający tego co chciałem przekazać. Znowu podobna logika jak przy koniu. Nie miałem w zamiarze pokazywać czytelnikowi konkretnych oczu, a takie, które skojarzą mu się z ze spokojem i majestatem góry lodowej. Do mnie znacznie lepiej taki opis przemawia niż suche przedstawienie faktów. 

Więc pytanie: Myślisz, że takie niekonkretne opisy (które moim zdaniem celują w wyobraźnie i pozwalają czytelnikowi na wymalowanie własnego obrazu na podstawie tego z czym chcę żeby go kojarzył) w ogóle są niedopuszczalne, czy po prostu moja próba takiego opisy była do bani? 
Bo lubię takie opisy i mój mózg nie chce tak łatwo zaakceptować, że nie mają sensu. Mogę nad nimi popracować, ale wolałbym ich nie porzucać. 

No, to tyle z moich wątpliwości, bo przy dalszych przykładach (jak ocieranie się o siebie gór lodowych i inne takie) już tylko bym się powtarzał. Z cała resztą zgadzam się i przyjmuje pokornie ;).

Musze przyznać, że ten prolog był pisany trochę na hura. Trochę czytałem o sposobie pisania, który nazywa się "pantser". Czyli pisanie co ma się w głowie nawet jeśli ma się tego nie wiele, co ma pomóc w trakcie wymyślić i ułożyć sobie w głowie plot opowiadania. Prolog był pisany właśnie tym sposobem. Wydaje mi się, że późnij jest już lepiej z budowaniem klimatu. No, ale nie wiem. Zobaczymy jak poprawie! Właściwie to nie. Napiszę na nowo ten prolog i będę pisał na nowo puki to nie zniknie:
Cytat:Ogólnie rzecz biorąc, kiepsko mi się to czytało. 
! :D (lub puki nie stracisz do mnie cierpliwości)

Bo błędy to tam jedno, ale jeśli kiepsko się to czyta, to nie widzę sensu poprawiać. Trzeba na nowo napisać.

EDIT: Jeszcze jedno. Co do dialogów. Napisałaś, że u mnie kuleją. Przeczytałem właśnie temat z zapisem dialogów i dowiedziałem się sporo rzeczy, o których nie miałem pojęcia (dzięki!). Jednak było tam tylko o poprawnym zapisie dialogów. Pisząc, że kuleją miałaś na myśli tylko ich formę zapisu, czy ich treść i flow też?
Odpowiedz
#4
(10-07-2017, 20:41)Emejpi napisał(a): W mojej głowie kolor kakaowy wygląda mniej więcej tak: 
[Obrazek: huhhh.jpg]
Wydaje mi się, że każdy ma w głowie konkretny kolor słysząc jasnokakaowy. Nie jest to jakąś abstrakcja i czy w twojej głowie jest to kolor z dwoma, czy trzema łyżeczkami kakaa jak dla mnie nie ma znaczenia :p. Stąd pytanie: Czy to aż tak istotne, żeby starać się, żeby prezentowany obraz w głowie każdej osoby wyglądał tak samo? W końcu i tak nie będzie, więc co za różnica z jakim konkretnie odcieniem brązu czytelnik skojarzy jasnokakaowy?
Taki koń to będzie bodajże dereszowaty. :p
Tu nie chodzi o to, z jakim brązem czytający skojarzy ten zwrot (swoją drogą to właśnie przy napisaniu po prostu "brązowy" dałbyś czytelnikowi pełne pole do wyobrażania sobie barwy, skoro dla ciebie to żadna różnica, to po co tak konkretyzujesz, że to akurat ten brąz, który ma jasne kakao? :p). Tu chodzi o to, jak niepotrzebnie udziwniony on jest. Takie przymiotniki w tekstach literackich po prostu słabo brzmią. Język polski oferuje wystarczająco wiele określeń, by móc obejść się bez takich dziwactw, które od razu zwracają na siebie uwagę – w niepożądany sposób. Takie jest moje zdanie jako osoby, która widziała już naprawdę dziwne określenia i doszła do wniosku, że najlepsza jest w tym przypadku prostota.
Cytat:Dla rozjaśnienia miałem na myśli oczy mniej więcej takie.
[Obrazek: 16eee8be5de8565790a75cfdac618e9b,62,37.jpg]
No, ale bardziej lodowe i bardziej ogniste w środku. Czy to nie wygląda jak ognisko na szczecie góry lodowej? xD Dla mnie dokłądnie tak wygląda. 
Nie, nie wygląda. To są najnormalniejsze w świecie oczy. Niebieskie z odcieniem brązu wokół źrenicy, jeśli miałabym być dokładna.

Cytat:No i w tym rzecz. Mógłbym te oczy opisać jako błękitne z czerwonymi akcentami wychodzącymi od wewnątrz, ale taki opis jak dla mnie jest strasznie mdły i nie oddający tego co chciałem przekazać. Znowu podobna logika jak przy koniu. Nie miałem w zamiarze pokazywać czytelnikowi konkretnych oczu, a takie, które skojarzą mu się z ze spokojem i majestatem góry lodowej. Do mnie znacznie lepiej taki opis przemawia niż suche przedstawienie faktów. 
Mój drogi, do ciebie jako autora tekstu każdy jeden zwrot z tego tekstu będzie lepiej przemawiał. :p Ale wiesz, jaka jest zasada w takim dodawaniu opisom poetyckości? Muszą mieć sens. Muszą być w jakikolwiek sposób logiczne. A w tym konkretnym opisie nie jest sensowne nawet to ognisko na szczycie góry lodowej, nie mówiąc już o używaniu tego określenia do opisywania oczu. Jeśli chcesz, żeby w tych oczach był majestat, to lepiej wyjść od konkretnego "Miał lodowate spojrzenie, z którego bił majestat i blablablabla, przywodziło na myśl blablabla" czy coś w tym guście, a nie bawić się w góry lodowe.

Cytat:Więc pytanie: Myślisz, że takie niekonkretne opisy (które moim zdaniem celują w wyobraźnie i pozwalają czytelnikowi na wymalowanie własnego obrazu na podstawie tego z czym chcę żeby go kojarzył) w ogóle są niedopuszczalne, czy po prostu moja próba takiego opisy była do bani? 
Bo lubię takie opisy i mój mózg nie chce tak łatwo zaakceptować, że nie mają sensu. Mogę nad nimi popracować, ale wolałbym ich nie porzucać. 
W żadnym razie nie uważam takich opisów za złe i pozbawione sensu – wręcz przeciwnie, nie lubię tekstów, w których opisy są "suche" i widać, że pisane bez polotu. Sama w swoim "pisarstwie" staram się szlifować umiejętność ich tworzenia. Ale, jak już wspominałam, forma nie powinna przeważać nad treścią. Jeśli wymyślności jest bardzo dużo, a treść jest banalna albo prawie jej tam nie ma, to jest źle. To tak, jakbyś dał mi nadmuchany papierek po cukierku – okej, ładnie wygląda, ale jak już pozbędę się tej ładnej otoczki, to nic tam nie ma. I jaki z tego pożytek? Jakikolwiek opis stworzysz, musi mieć to sens. Wszystkie moje uwagi odnośnie opisów odnoszą się do tych konkretnych opisów z twojego tekstu – a co mi w nich nie pasuje, wyszczególniłam chyba dość dokładnie. Wyobraźnia jest super, ale jako autor musisz mieć na uwadze to, że to, co dla ciebie jako autora (te wszystkie góry lodowe i kakaowe konie) wydaje się sensowne i głębokie, czytającego może po prostu ubawić albo sprawić, że uniesie brwi z powątpiewaniem. Z tego powodu sugeruję w tym przypadku celowanie w prostotę.

Cytat:Co do dialogów. Napisałaś, że u mnie kuleją. Przeczytałem właśnie temat z zapisem dialogów i dowiedziałem się sporo rzeczy, o których nie miałem pojęcia (dzięki!). Jednak było tam tylko o poprawnym zapisie dialogów. Pisząc, że kuleją miałaś na myśli tylko ich formę zapisu, czy ich treść i flow też?
Formę zapisu. Same w sobie mogą być. Czytałam bardziej pasjonujące, nie ukrywam, ale to dopiero początek. Z oceną, czy pod względem treści i "flow", co kojarzy mi się, nie wiem czy słusznie, z rapem lub hip-hopem, poczekam jeszcze trochę.

Cieszy mnie twoje podejście do takiej krytyki, to się chwali. :) W wolnej chwili sięgnę po resztę i trochę się jeszcze nad tobą popastwię. :p
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
W między czasie zdążyłem zmienić zdanie. Robię krok w tył i zamierzam zacząć inne opowiadanie (krótkie, mniej wymyślne, mniej ambitne, mniej zobowiązujące). Za bardzo chciałem z tego zrobić coś dobrego. Myślę, że przed takim dużym projektem muszę pierw trochę potrenować.

Więc możesz na tą chwilę odpuścić sobie przerabianie tego tekstu, gdyż zamierzam go na pewien czas odłożyć do szuflady i wrócić do niego, gdy mój poziom pisania dorówna ambicją tego projektu . No, wkrótce można się spodziewać początku nowego opa ode mnie :p.

EDIT: Zobaczymy jak będzie z tym wkrótce bo niedługo wyjeżdżam na dwa tygodnie.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Chłopiec ze Świata... Kogo ? Cz I Svantewid 1 393 02-12-2018, 21:36
Ostatni post: Vetala

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości