Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Zaginione księgi Albanu
#1
Zaginione księgi Albanu
Rozdział 1
Jelenie atakują

Anny otworzyła szeroko oczy i nasłuchała po raz drugi. Cisza. Drżącą ręką zsunęła z siebie kołdrę i dźwignęła się z łóżka. Materac stęknął cicho. Odruchowo sięgnęła do szuflady, gdzie zawsze trzymała rewolwer. Dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie, że nie jest już oficerem od miesiąca. Na miejscu pistoletu leżał zaś krótki nóż i mała, podręczna latarka. Musiało jej to wystarczyć. Ale co do cholery jasnej się dzieje?
Podeszła do okna i podniosła żaluzję. Mocny blask księżyca poraził jej oczy, szybko jednak wróciła do siebie. Stodoła!
Tak nazywała mały zameczek, leżący jakieś czterdzieści – sześćdziesiąt metrów za jej domem. Miała doskonały widok na tą starą budowlę ze swojego okna. Dokładnie na samym szczycie zamku, w małym okienku płonęło spokojne światło. Anny miała powód do strachu. W końcu zdradziła swoich przyjacieli z wojska. Musiała…Nie miała żadnego wyjścia. To była cholernie trudna sytuacja. Ale nikt już od dzieciństwa jej nie rozumiał.
-Skurwiele! – zaklneła odrywając się od obrazów przeszłości nasuwanych przez nie zawodny mózg. – nie dam się zabić. Podłe plugawe…
Przeszywający pisk rozległ się właśnie po raz drugi. Szybko uruchomiła latarkę i obiegła światłem pokój. Postąpiła dwa kroki w kierunku drzwi, i zacisnęła mocniej palce na rękojeści noża. Ani żywej duszy. Stłumiła oddech i trąciła lekko nogą wrota.
-Cholera – przekleństwo niemal wyrwało się z jej ust. Uwielbiała przeklinać, wyzywać i oceniać wszystko co się porusza.
Drzwi osunęły się i runęły na trawę. Lodowaty powiew wiatru uderzył w twarz Anny. Wycelowała snop światła w kierunku starej wierzby, okrytej mgłą ciemności. Głusza. Tego nie lubiła. Wolałaby wyrżnąć wszystkich wrogów na miejscu, a jedyne czego się obawiała o zaskoczenia. Gdy ktoś cię zaskoczył, to znaczy że nie miałaś się na baczności – jej święte słowa. Spojrzała w kierunku stodoły, ale nic się nie zmieniło. Światło na najwyższym piętrze świeciło jasno.
-To pewnie snajper – mruknęła – moje okno jest wprost na trajektori lotu kuli.
Wyłączyła latarkę i ruszyła w kierunku zamku. Mróz zaczął kąsać jej gołe nogi. Bieg był idealnym sposobem na rozgrzewkę. Na miejsce dotarła oczywiście szybciej niż można by się tego spodziewać po kobiecie. Rozgrzana i chętna działań stała przed wielkimi, wiekowymi drzwiami. Stłumiła oddech i pchnęła wejście do mrocznej krainy…
Instynktownie skoczyła do góry i wykonała potężne cięcie nożem. Korytarz był jednak pusty.
Uniosła się na palcach i ruszyła przed siebie. Zapach zgnilizny zaczął drażnić jej wrażliwy nos. Każdy kolejny krok zbliżał ją do wielkiej tajemnicy.
–…ostatnia srebrna krew…nareszcie….
-NIE!! – wrzask rozerwał ciszę –PROSZĘ. NIE!!!
Anny drgnęła, i zamarła w miejscu. Odczekała w tym stanie parę długich chwil, a może minut, wreszcie odważyła się na cztery żwawe kroki.
-Kochałam cię…ty podła tartiańska kreaturo!
-Milcz! Srebrna krew mi zapłaci, za wszystko. Jesteś młoda i głupia… Chyba nic nie rozumiesz.
-PONIEWIERAJ SIĘ W PIEKLE W IMIĘ SYLTENA BALDENA I KALINA NĘDZARZU!!!
Krzyk tym razem jeszcze potworniejszy, ozwał się po raz ostatni.
-Podli faceci! – zaklneła Anny – poczekaj no już mu pokażę.
Wzięła głęboki oddech i ruszyła żwawym, wielkim krokiem. Niestety w ciemności nie dostrzegła schodów, potknęła się, więc i runęła twardo na posadzkę.
Szybko sięgnęła do zasobów wojskowej energi i poderwała się gwałtownie, gotowa walczyć nawet z potłuczonym kolanem. Przez dłuższą chwilę, nic się jednak nie działo. Podwinęła, więc szorty, i roztarła obolałą łydkę.
-Jest tu ktoś – ozwał się głos męskiego szuwienisty. W jego brzmieniu nie była wyczuwalna ani krzta strachu.
Anny szybko przywróciła się do ładu i odkrzyknęła:
-Nie zbliżaj się bo inaczej cię zabije. Rozumiesz?!
Basowy śmiech mężczyzny niemal wytrącił ją z równowagi. Pomimo ostrzeżeń kobiety mężczyzna ukazał się w korytarzu i zaczął sunąć krokiem zoombiego w jej stronę. Był to niezwykle wątły i wysoki facet. Miał wielkie odstające uszy, wygagałuszone oczy i wyjątkowo szpetną twarz. W prawej ręce trzymał rozpaloną pochodnię, zaś w lewej róg jelenia obciekający krwią.
-Jaką masz krew? – odpowiedział obnażając kły.
Wilkołak, zoombie????????– bohaterka wykonała profesjonalne cięcie nożem i wrzasnęła:
-NIE ZBLIŻAJ SIĘ!
Krwiopijca nie zraził się jednak jej krzykiem. Wcale nie zwracał uwagi na nóż, chyba nie mógł mu wiele zrobić.
[size=small] Tańczący z gwiazdami
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(19-05-2011, 10:50)Imperator napisał(a): Anny otworzyła szeroko oczy i nasłuchała (nasłuchiwała, wsłuchała się; nasłuchała znaczy, że słuchała, słuchała i ma już dosyć) po raz drugi.
Cytat:Dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie, że nie jest już oficerem od miesiąca (że już od miesiąca nie jest oficerem – szyk) .
Cytat:W końcu zdradziła swoich przyjacieli (przyjaciół) z wojska.
Cytat:Ale nikt już (to 'już' zupełnie zbędne) od dzieciństwa jej nie rozumiał.
-Skurwiele! – zaklneła (zaklęła) odrywając się od obrazów przeszłości nasuwanych przez nie zawodny (niezawodny) mózg. – nie (Po kropce z dużej litery) dam się zabić. Podłe plugawe…
Cytat:Postąpiła dwa kroki w kierunku drzwi, i (zbędny przecinek) zacisnęła mocniej palce na rękojeści noża.
Cytat:Wolałaby wyrżnąć wszystkich wrogów na miejscu, a jedyne czego się obawiała o (to) zaskoczenia. (otworzyć cudzysłów) Gdy ktoś cię zaskoczył, to znaczy że nie miałaś się na baczności (zamknąć cudzysłów) – jej święte słowa.
Cytat:Anny drgnęła, i zamarła w miejscu (drgnęła i zamarłą – paradoks; przede wszystkim bez przecinka) .
Cytat:(spacja – pouzupełniaj ją wszędzie w tym miejscu) Kochałam cię…(spacja) ty podła tartiańska kreaturo!
-Milcz! Srebrna krew mi zapłaci, za wszystko. Jesteś młoda i głupia… Chyba nic nie rozumiesz.
-PONIEWIERAJ SIĘ W PIEKLE W IMIĘ SYLTENA BALDENA I KALINA (przecinek) NĘDZARZU!!!
Krzyk (przecinek) tym razem jeszcze potworniejszy, ozwał się po raz ostatni.
-Podli faceci! – zaklneła (zaklęła) Anny – poczekaj no już mu pokażę (nie rozumiem, kto ma czekać – źle zbudowane zdanie) .
Wzięła głęboki oddech i ruszyła żwawym, wielkim krokiem. Niestety w ciemności nie dostrzegła schodów, potknęła się, (zbędny przecinek) więc i runęła twardo na posadzkę.
Szybko sięgnęła do zasobów wojskowej energi i poderwała się gwałtownie, gotowa walczyć nawet z potłuczonym kolanem. Przez dłuższą chwilę, nic się jednak nie działo. Podwinęła, (zbędny przecinek) więc szorty, i roztarła obolałą łydkę (a co stało się z kolanem?) .
-Jest tu ktoś – ozwał (archaizm – odezwał) się głos męskiego szuwienisty (kto to szuwienista?) . W jego brzmieniu nie była wyczuwalna ani krzta strachu.
Anny szybko przywróciła się do ładu i odkrzyknęła:
-Nie zbliżaj się bo inaczej cię zabije (zabiję) . Rozumiesz?!
Basowy śmiech mężczyzny niemal wytrącił ją z równowagi. Pomimo ostrzeżeń kobiety mężczyzna ukazał się w korytarzu i zaczął sunąć krokiem zoombiego (zombie) w jej stronę. Był to niezwykle wątły i wysoki facet. Miał wielkie odstające uszy, wygagałuszone (wybauszone) oczy i wyjątkowo szpetną twarz. W prawej ręce trzymał rozpaloną (zapaloną) pochodnię, zaś w lewej róg jelenia obciekający (ociekający) krwią.
-Jaką masz krew? – odpowiedział obnażając kły.
Wilkołak, zoombie (zombie) ???????? (po co tyle znaków zapytania?) – bohaterka wykonała profesjonalne cięcie nożem i wrzasnęła:
-NIE ZBLIŻAJ SIĘ!
Krwiopijca nie zraził się jednak jej krzykiem. Wcale nie zwracał uwagi na nóż, chyba nie mógł mu wiele zrobić.

Nie wiem, dlaczego zdania wykrzyknikowe piszesz dużymi literami. Wystarczy, że na końcu jest wykrzyknik.
O ile rozumiem stawianie dwóch lub trzech wykrzykników, o tyle nie widzę sensu w stawianiu tylu znaków zapytania. Nie można być już bardziej zdziwionym i nie można bardziej kogoś zapytać. Osiem znaków zapytania to chyba jakiś żart.
Zombie (lub 'zombi')– ten wyraz przyjął się w Polsce z języka angielskiego, ale pisze się przez jedno 'o' i jest nieodmienny; spotkałem też liczbę mnogą – zombies.

Sporo błędów.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Poprawione. Wpisuję tu bo przy normalnej edycji wystąpiły błędy.

Zaginione księgi Albanu
Rozdział 1
Jelenie atakują

Anny otworzyła szeroko oczy i wsłuchała się po raz drugi. Cisza. Drżącą ręką zsunęła z siebie kołdrę i dźwignęła się z łóżka. Materac stęknął cicho. Odruchowo sięgnęła do szuflady, gdzie zawsze trzymała rewolwer. Dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie, że już od miesiąca nie jest oficerem. Na miejscu pistoletu leżał zaś krótki nóż i mała, podręczna latarka. Musiało jej to wystarczyć. Ale co do cholery jasnej się dzieje?
Podeszła do okna i podniosła żaluzję. Mocny blask księżyca poraził jej oczy, szybko jednak wróciła do siebie. Stodoła!
Tak nazywała mały zameczek, leżący jakieś czterdzieści – sześćdziesiąt metrów za jej domem. Miała doskonały widok na tą starą budowlę ze swojego okna. Dokładnie na samym szczycie zamku, w małym okienku płonęło spokojne światło. Anny miała powód do strachu. W końcu zdradziła swoich przyjaciół z wojska. Musiała…Nie miała żadnego wyjścia. To była cholernie trudna sytuacja. Ale nikt od dzieciństwa jej nie rozumiał.
-Skurwiele! – Zaklęła odrywając się od obrazów przeszłości nasuwanych przez niezawodny mózg. – Nie dam się zabić. Podłe plugawe…
Przeszywający pisk rozległ się właśnie po raz drugi. Szybko uruchomiła latarkę i obiegła światłem pokój. Postąpiła dwa kroki w kierunku drzwi i zacisnęła mocniej palce na rękojeści noża. Ani żywej duszy. Stłumiła oddech i trąciła lekko nogą wrota.
-Cholera – przekleństwo niemal wyrwało się z jej ust. Uwielbiała przeklinać, wyzywać i oceniać wszystko, co się porusza.
Drzwi osunęły się i runęły na trawę. Lodowaty powiew wiatru uderzył w twarz Anny. Wycelowała snop światła w kierunku starej wierzby, okrytej mgłą ciemności. Głusza. Tego nie lubiła. Wolałaby wyrżnąć wszystkich wrogów na miejscu, a jedyne, czego się obawiała o zaskoczenia. "Gdy ktoś cię zaskoczył, to znaczy, że nie miałaś się na baczności" – jej święte słowa. Spojrzała w kierunku stodoły, ale nic się nie zmieniło. Światło na najwyższym piętrze świeciło jasno.
-To pewnie snajper – mruknęła – moje okno jest wprost na trajektori lotu kuli.
Wyłączyła latarkę i ruszyła w kierunku zamku. Mróz zaczął kąsać jej gołe nogi. Bieg był idealnym sposobem na rozgrzewkę. Na miejsce dotarła oczywiście szybciej niż można by się tego spodziewać po kobiecie. Rozgrzana i chętna działań stała przed wielkimi, wiekowymi drzwiami. Stłumiła oddech i pchnęła wejście do mrocznej krainy…
Instynktownie skoczyła do góry i wykonała potężne cięcie nożem. Korytarz był jednak pusty.
Uniosła się na palcach i ruszyła przed siebie. Zapach zgnilizny zaczął drażnić jej wrażliwy nos. Każdy kolejny krok zbliżał ją do wielkiej tajemnicy.
–…ostatnia srebrna krew…nareszcie….
-Nie! – wrzask rozerwał ciszę – Proszę nie!
Anny zamarła w miejscu. Odczekała w tym stanie parę długich chwil, a może minut, wreszcie odważyła się na cztery żwawe kroki.
-Kochałam cię… ty podła tartiańska kreaturo!
-Milcz! Srebrna krew mi zapłaci, za wszystko. Jesteś młoda i głupia… Chyba nic nie rozumiesz.
-Poniewieraj się w pieklę w imię Syltena, Baltena i Kalina!
Krzyk tym razem jeszcze potworniejszy, ozwał się po raz ostatni.
-No cóż – mruknęła Anny – chyba ktoś jest w poważnych tarapatach, a ja mu pomogę. Ciekawe, co to za pomyleńcy.
Wzięła głęboki oddech i ruszyła żwawym, wielkim krokiem. Niestety w ciemności nie dostrzegła schodów, potknęła się więc i runęła twardo na posadzkę.
Szybko sięgnęła do zasobów wojskowej energi i poderwała się gwałtownie, gotowa walczyć nawet z potłuczonym kolanem. Przez dłuższą chwilę, nic się jednak nie działo. Podwinęła, więc szorty, i roztarła obolałe kolano.
-Jest tu ktoś – rozległ się męski głos. W jego brzmieniu nie była wyczuwalna ani krzta strachu.
Anny szybko przywróciła się do ładu i odkrzyknęła:
-Nie zbliżaj się, bo inaczej cię zabiję. Rozumiesz?!
Basowy śmiech mężczyzny niemal wytrącił ją z równowagi. Pomimo ostrzeżeń kobiety mężczyzna ukazał się w korytarzu i zaczął sunąć krokiem zombie w jej stronę. Był to niezwykle wątły i wysoki facet. Miał wielkie odstające uszy, wybauszone oczy i wyjątkowo szpetną twarz. W prawej ręce trzymał zapaloną pochodnię, zaś w lewej róg jelenia ociekający krwią.
-Jaką masz krew? – odpowiedział obnażając kły.
Wilkołak, zombie?– bohaterka wykonała profesjonalne cięcie nożem i wrzasnęła:
-NIE ZBLIŻAJ SIĘ!
Krwiopijca nie zraził się jednak jej krzykiem. Wcale nie zwracał uwagi na nóż, chyba nie mógł mu wiele zrobić.

By Imperator

[size=small] Tańczący z gwiazdami
Odpowiedz
#4
Trochę krótko. To jest w zasadzie największy minus ;) Podobne jak pisanie wykrzyknień dużymi literami albo to !! (jeden ! w zupełności wystarczy).

Podoba mi się. Jest klimatycznie i nawet lekko mrocznie. Lubię początki, które nie zdradzają za wiele z fabuły. Oby tak dalej.
Pomarańcze za pensa, krzyczą dzwony Klemensa,
Skradł cytryn pół tuzina, dudnią dzwony Marcina,
Zaraz złapię złodzieja, ryczą dzwony Baileya,
Inni liczą, ty też licz, radzą dzwony Shoreditch.
Oto ciastko – możesz zjeść połowę, a to topór, który zetnie ci głowę .
Odpowiedz
#5
:) :)
Tylko mnie nie przeklinaj – znalazłem jeszcze kilka problemów.

Przeoczyłeś uwagę o niepotrzebnym przecinku w zdaniu:
Cytat:Niestety w ciemności nie dostrzegła schodów, potknęła się, więc i runęła twardo na posadzkę.

W innym zdaniu pojawił się błąd, który sam znajdziesz, wystarczy, że je przeczytasz:
Cytat:Miał wielkie odstające uszy, wybauszone oczy oczy i wyjątkowo szpetną twarz.
:)
Jeszcze kilka zabiegów kosmetycznych:
– powstawiaj spacje po myślnikach i wielokropkach
– wstaw znaczniki wcięcia akapitów [ p ] (bez spacji)
– gdy jest więcej wykrzykników, rozdziel je spacjami; nie zamienią się w grafikę emotikony; taka sztuczka, żeby oszukać serwer ! ! !

Sama historia jest wciągająca i dobrze się zapowiada.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
Siemacie, jestem nowy na forum. Co do opowiadania to według mnie rozdział pierwszy jest super (mimo iż wole powieści w klimacie średniowiecza). Z niecierpliwością czekam na następny wątek powieści.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Faktycznie trzeba przyznać klimat jest fantastyczny,lecz moje zastrzeżenie jest takie,że mogłeś trochę opowiedzieć(tylko trochę) o bohaterce,przynajmniej opisać jej wygląd.
np...dzwignęła się z łóżka a jej czarne zmierzwione włosy...itd

pozdrawiam i mam nadzieję,że skopie zombiakowi tyłek ;)
Odpowiedz
#8
Sorki że musieliście tyle czekać ale niestety internet nie mógł wcześniej zadziałać.
Już miała rzucić się do ucieczki, gdy w odruchu cisnęła ostrzem w stwora. Nóż utkwił w torsie zombiego, który zakrztusił się i runął na ziemie niczym półtora tonowa kłoda. Anny odwróciła się i ruszyła w stronę światła – końca ciemnego korytarza.

***

-Fala zombie zalała mazowieckie – relacjonowała tęga kobieta ubrana w biały żakiet – na razie nie ustalono pochodzenia tego mutanta, ale historia wydaje się być rodem z filmu fantasty. Zombie są wrogo ustosunkowane wobec ludzi. Wczoraj wieczorem doszło do pięćdziesięciu ugryzień w tym dziesięć ofiar śmiertelnych. Specjalnie dla „szybkiej plotki – czyli co jak i kiedy w Polsce" Elżbieta Jakubczak.
Kamera przeskoczyła ze studia na wielkie, brudne podwórko. Reporterka poruszyła słuchawkę w lewym uchu i na sygnał wyrzuciła z siebie potok wyuczonych zdań.
-Znajduję się w niewielkiej wiosce Jaroszów na obrzeżach Warszawy. Jesteśmy na miejscu strasznego zdarzenia. To właśnie w tym budynku – kobieta odwróciła się i wskazała dłonią zawalającą się stodołę przy której, stał radiowóz i dwóch umundurowanych policjantów. Z nami jest gospodarz, świadek naoczny tragedii. Panie Andrzeju proszę opowiedzieć o całym zajściu.
Rolnik spojrzał przelotnie na kamerę i wyrzucił z ust papierosa.
-Szłem tamoj ino w obrządek ósmej ranka poić konia i mućkę. Wnuczka szła do szkołki, a że w stodole miała rometa, tam też poszła go wyjąć. Całą watacha obwisłych mord… rzuciły się ino na biedną dziewuszkę…Ino gromada zagłodzonych wilków, pogryzły i uciekły… Pierzchły szybko w pole, ale wziułem widłaki i żem dźgnął jednego… Legł na glebe tożem go dobił i zdechł.
-To był bardzo bohaterski czyn panie Andrzeju – pochwaliła go Elżbieta Jakubczak – dzięki pańskiej pomocy nasze badania na temat zombie zrobią niebotyczny krok na przód… a teraz…
-BZDURY PIEPRZONE BZDURY! – wrzasnęła Anny zrywając się z łóżka – SPIEPRZAJ NIE OGOLONA PICZKO MAM CIE W DUPIE JAK I TEGO DZIADA W GUMIAKACH!
[size=small] Tańczący z gwiazdami
Odpowiedz
#9
Imperator napisał(a):Specjalnie dla „szybkiej plotki – czyli co jak i kiedy w Polsce Elżbieta Jakubczak. (trzeba gdzieś zamknąć cudzysłów)
Cytat:-Znajduje się (Znajduję się) w nie wielkiej (niewielkiej) wiosce Jaroszów na obrzeżach Warszawy.
Cytat:kobieta odwróciła się i wskazała dłonią zawalającą się stodołę przy, której (przecinek w złym miejscu) stał radiowóz i dwóch umundurowanych policjantów.

Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#10
Cytat:Pierzchły szybko w pole, ale wziułem widłaki i żem dźgnął jednego… Legł na glebe tożem go dobił i zdechł.

Cytat:Nóż utkwił w torsie zombiego, który zakrztusił się i runął na ziemie niczym półtora tonowa kłoda.

Zastrzeżenie do sposoby zabicia zombie. Zombie można zabić jedynie uderzeniem w głowę, a nie w tors...

Cytat:Pomimo ostrzeżeń kobiety,mężczyzna ukazał się w korytarzu i zaczął sunąć krokiem zombie w jej stronę.

Moim zdaniem powinien tu być przecinek, ale 100% pewności nie mam.

Cytat:na razie nie ustalono pochodzenia tego mutanta, ale historia wydaje się być rodem z filmu fantasty.

Jakoś w żadnych opowiadaniach, filmach itp. o tematyce fantasy nie spotkałem ataku zombie, jak już to w horrorach. Zaczynam podejrzewać, drogi autorze tego opowiadania, że nie rozróżniasz tych dwóch, od siebie różnych gatunków.
[Obrazek: sygnatura_hrwnpws.jpg]

Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Zaginione urwisko Haruno 9 3,965 03-12-2011, 10:57
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości