Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Kruk – Wojny Książąt
#1
Rozdział I
Potężne wichury i silne deszcze w tej części kraju były rzeczą normalną, jednak dzisiejszy dzień zaskoczył wszystkich. Wiatr szalał na dworze, ciął, kąsał i świszczał w uszach. Potężne uderzenia wietrznych fal łamały co słabsze drzewka i wyrywały słabo przytwierdzone do ziemi kawałki drewna, które miały robić za płot. Deszcz lał nieustannie przez prawie cały dzień, tworząc błotnistą drogę, w której koła wozów grzęzły aby przez resztę dnia zostać w zdradzieckiej pułapce pogody.
Drzwi od gospody otworzyły się i natychmiast zostały zamknięte przez złośliwą wichurę. Do środka weszła zakapturzona postać.  Zamówiła piwo i przysiadła się do kobiety, naprzeciw której siedział jakiś typ. Koleś był raczej miejscowym drabem. Był łysy, a jego ubranie stanowiła kamizelka ze świńskiej skóry i płócienne spodnie. Przy boku nosił nabijaną ćwiekami pałkę. Kiedy mężczyzna zobaczył, że ktoś się przysiadł warknął:
– Czego tu?!
– To miejsce jest zajęte – powiedziała cicho zakapturzona postać.
– Taaak? Wypad stąd śmie…– drab urwał w momencie gdy nieznajomy spojrzał na niego. Coś w jego wzroku tknęło mięśniaka. Szybko wstał, wymamrotał przeprosiny i poszedł podrywać służkę, która właśnie postawiła piwo przed tajemniczym gościem.
– Jak zwykle groźny – zadrwiła kobieta, odgarniając rudy kosmyk włosów opadający na czoło – lepiej nie pij tego sikacza, bo dostaniesz zatrucia – skrzywiła się.
– Piłem gorsze – stwierdziła  cicho postać, upijając porządny łyk – widzę, że nie próżnowałaś, czekając na mnie.
– Tacy idioci jak tamten często mają przydatne informacje – prychnęła – mógłbyś zdjąć ten kaptur gdy ze mną rozmawiasz?
Postać mruknęła coś niezadowolona  i zdjęła kaptur. Pod nim kryła się twarz mężczyzny, około dwudziestoletniego. Miał średniej długości, czarne włosy. Jego czarne oczy mieniły się w płomieniu świec niczym dwa węgliki. Przez twarz ciągnęła się paskudna blizna, która była pamiątką po jednym Łowcy Głów.
– Od razu lepiej –wyszczerzyła się dziewczyna, odsłaniając swoje równiutkie, białe zęby. Była to rzadkość w tych czasach. Niewiele osób dbało o higienę, a ewenementami byli ci, którzy dbali o coś więcej niż tylko o to by się po całym dniu umyć.
– Dowiedziałaś się czegoś? – spytał mężczyzna. Obok ich stolika przeszedł jakiś pijaczyna. Dziewczyna skrzywiła się z obrzydzeniem, marszcząc nos.  Jej towarzysz nie zwrócił na smród najmniejszej uwagi.
– Coś taki niespokojny Necro? – odpowiedziała pytaniem na pytanie – zamiast spytać, co u mnie, jak się miewam  od razu przechodzisz do rzeczy. Kobiety tego nie lubią.
– Zadałem ci pytanie Vilian – powiedział cicho, lecz z wyraźną metaliczną nutą w głosie.
– No dobra – nadąsała się jego towarzyszka – cztery oddziały Książęcej Straży wysłane na zachód do Milentorgu i dwa na południe w stronę Oaz. No i… jest jeszcze coś.
– Mianowicie?
– Oddział Matron wysłany do Eiradoru.
Necro pokiwał wolno głową i dokończył pić piwo. Przywołał służkę i kazał jej przynieść następne. Chwilę się zamyślił. Matrony były elitarnymi wiedźmami na usługach barona Vunscha. Czerpały swoją energię z mrocznych i często zakazanych źródeł. Fakt, że ten  gruby wieprz wysłał je do Eiradoru  mógł świadczyć o dwóch rzeczach. Jego kuzyn – książę Eryk sprzeciwił mu się i baron chce przypomnieć mu kto tak naprawdę włada tą częścią kraju. Druga opcja była taka, że wiedźmy miały przypilnować czegoś co znajduje się w tym wielkim mieście. Albo kogoś. Tą osobą mógł być sam książę. Ostatnio dość często dało się słyszeć plotki na temat kolejnego podziału. Podobno Eryk ma dosyć bycia uwiązanym psem na smyczy swego krewniaka. Taki obrót spraw mógł doprowadzić tylko do jednego.  Do powiększenia sporu trwającego w tym wyniszczonym przez wojnę domową kraju. Król na łożu śmierci  niestety chyba nie jasno wyraził się w testamencie na temat dziedzictwa tronu. No i mamy wojnę pomiędzy trzema braćmi: księciem Dagomirem, księciem Benerem no i księciem Erykiem. Jednak jeśli chodzi o tego ostatniego powszechnie wiadomo, że prawdziwą władzę ma wcześniej wspomniany baron Vunsch. 
Mężczyzna tak się zamyślił, że nie zauważył kiedy służka postawiła przed nim kufel najlepszego sikacza jaki mieli w tej spelunie. Nie zauważył też jak próbowała poderwać go na swój płaski tyłek i uśmiech godny górskiego trolla. Może to i lepiej dla niego. 
Popatrzył się na Vilian i powiedział:
– Jeśli dojdzie do kolejnego podziału nie będzie nam to na rękę.
– Wiem – pokiwała głową – prawdopodobnie wtedy karawany nie będą tak często przejeżdżały pomiędzy Czarnym Jeziorem, a naszą kryjówką, bo panowie królewscy będą próbowali odciąć zaopatrzenie dla siebie nawzajem – ostatnie słowa prawie wypluła.
– No i kopalnie, które leżą na terenie zajmowanym przez barona nie będą wysyłały dostaw do Eiradoru, ani innych miast należących do Eryka. Będziemy odcięci i od surowców, i od żywności. Niestety z samego polowania się nie utrzymamy. Zwierzyny jest coraz mniej, a nas jest zbyt dużo.
– Będziemy musieli się przenieść? – zapytała.
– Nie wiem – odpowiedział szczerze Necro – wszystko zależy od tego czy dojdzie do cholernego podziału. 
Vilian wbiła ponure spojrzenie w pająka, tkającego sieć pod stołem. Nie chciała się przenosić z kilku przyczyn. Ostatnio dużo osób doszło do ich bandy i przeprowadzka z ponad sześćdziesięcio-osobową  grupą byłaby dość niewygodna. Kolejną rzeczą było to, że ciężko będzie znaleźć drugą taką dobrą kryjówkę jaką mają teraz. Musiałaby mieć dostęp do wody pitnej, być dobrze schowana oraz mieścić się względnie blisko głównych dróg i szlaków handlowych. Oczywiście musiałaby być odpowiednio duża żeby pomieścić sporą liczbę osób razem z zaopatrzeniem. Ich obecna kryjówka spełniała wszystkie wymogi, a Vilian wątpiła w znalezienie drugiej równie dobrej. Szczególnie, że tereny które zamieszkiwali były słabo zalesione, a większość stanowiły pola uprawne lub nieużytki. Mieli szczęście znajdując schronienie w tej części Alkenii. Życie na północnym – wschodzie kraju nie należało do łatwych szczególnie dla Watahy – bandy  Vilian i Necra.
– Dobra idziemy – powiedział Necro dopijając piwo – chcę być w kryjówce zanim nastanie zmrok.
– Nie wiem, czy przez tą pogodę zdołałbyś rozróżnić porę dnia – zachichotała Vilian. Necro spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem, nałożył kaptur i wyszedł z karczmy, prosto w objęcia wichury.
Rozdział II
Kryjówka Watahy była wielką jaskinią. Wejście przysłonięte było krzewami i wysokimi trawami. W samym przedsionku jaskini stała żelazna krata z bramka, której pilnowało dwóch krępych i wielkich jak dęby chłopów. Na widok zbliżających się ludzi zacisnęli dłonie na masywnych siekierach jednak gdy zobaczyli, że zbliżające się postacie to Necro i Vilian jak na komendę odskoczyli i otworzyli bramkę.  Szli korytarzem oświetlonym przez blask pochodni. Przeszli tak kawałek drogi aż w końcu doszli do ogromnej hali. Drewniane konstrukcje, które wznosiły się pod sam sufit, tworząc piętra, na  których toczyło się życie. Samo to ogromne pomieszczenie oświetlone było przez ogniska, które członkowie Watahy rozpalili. Unoszący się zapach pieczonego mięsa i dymu dało się czuć prawie w całej jaskini. Na ziemi rozłożone wilcze lub niedźwiedzie skóry, na których odpoczywali ludzie, ogrzewając się przy ogniskach. 
Vilian poszła porozmawiać z jednym z Wilków. Tak nazywali się członkowie Watahy.
Necro skierował się w stronę drewnianych drabin. Wspiął się po nich po drodze pozdrawiając kowala Wungala. Uratował go kiedyś od ścięcia za co ten odwdzięczył się, zostając kowalem bandy. Był postawny i muskularny jak przystało na kowala. Był łysy, ale za to miał brodę sięgającą pasa, która często była przysmalona na końcówkach. Ubrany był w szary fartuch, skórzane spodnie. W rękach trzymał  ciężki młot kowalski. Mimo dość podeszłego wieku był bardzo dobry w swoim fachu, a o jego sile mógłby pomarzyć nie jeden młodzik. Kiedy zobaczył przywódcę uniósł wolną rękę i krzyknął:
– Necro! Witaj z powrotem!
– Bez przesady z tym witaj z powrotem – mruknął chłopak – nie było mnie tylko kilka dni.
– Tak, czy siak miło cię widzieć! – wyszczerzył się kowal.
– Ciebie, również przyjacielu – uśmiechnął się Necro , po czym dodał – wracaj do pracy. I ogłoś, że zarządzam zbiórkę po kolacji.
– Tak jest – wyprężył się Wungal i zabrał się za kucie.
Necro wreszcie wspiął się na ostatnią kondygnację. Była to niewielka przestrzeń, na której mieścił się średniej wielkości namiot. Była to jego prywatna kwatera  i tylko Vilian mogła tu wchodzić bez zaproszenia oprócz niego. Wszedł do namiotu, rozebrał się, a następnie położył się na wyścielanej, miękką wilczą skórą posadzce. Potrzebował snu. Od tygodnia spał po co najwyżej dwie godziny. Musiał trochę wypocząć. Zamknął oczy i nawet nie wiedzieć kiedy, zasnął.
Vilian wracała do swojej kwatery położonej pod kuźnią. Podobnie jak u Necra był to średniej wielkości  namiot. Zanim doszła na miejsce zaczepił ją młodzik w wieku ich przywódcy – Dalang. Był średniego wzrostu chłopakiem o łobuzerskim wyrazie twarzy i krótkich włosach koloru słomy. Miał niebieskie oczy, które mówiły o nim wszystko. Był młody i rządny władzy. Nawet ubierał się jak arystokrata. Ubrania z lepszej jakości tkanin i złoty łańcuch na szyi. Dołączył do Watahy niedawno i nie podobało mu się to, że ich przywódcą jest dzieciak w jego wieku. No i podkochiwał się w Vilian, o czym ona sama doskonale wiedziała. Sama też wiedziała, że ciężko było przeć się jej wdziękom. Długie rude włosy, wydatne piersi i długie nogi czyniły z niej niemalże nieziemską piękność. A w dodatku zabójczą.
 Dziewczyna nic do niego nie miała, nawet go lubiła jednak wiedziała, że jeśli chłopak nie zaprzestanie swoich powszechnie znanych planów przejęcia władzy nad bandą źle się to dla niego skończy. Kiedy go zobaczyła uśmiechnęła się promiennie, na co chłopak się zarumienił. Pomachała do niego i powiedziała:
– Cześć Dalang! 
– Witaj Vilian – odpowiedział – jak się masz?
– W porządku –  odparła z uśmiechem – miło, że pytasz. O czymś chciałeś porozmawiać?
– Eeee..generalnie to tak – speszył się chłopak – moglibyśmy odejść gdzieś a bok?
– Oczywiście.
Odeszli gdzieś w kąt gdzie mogli spokojnie porozmawiać. Kiedy Dalang upewnił się, że nikt ich nie słyszy oznajmił:
– Dziś na po kolacyjnej zbiórce chcę wyzwać Necra na pojedynek.
– Jak to? – zmarszczyła brwi dziewczyna. Nie była zaskoczona jego oznajmieniem tylko tym jak otwarcie to powiedział.
– Przejmę Watahę po jego śmierci – powiedział pewnym głosem chłopak.
– Wiesz, że pozostałym może się to nie spodobać – powiedziała chłodno – zresztą jest moim przyjacielem jeśli będziesz chciał zabić jego będziesz musiał zabić i mnie.
– Znam zasady panujące w naszej społeczności. Mam prawo go wyzwać i jeśli wygram stanę się przywódcą. Będę Alfą.
– Kruk czuwa nad naszą Watahą – powiedziała cicho – Nie pójdą za tobą nawet jeśli wygrasz. To on przygarnął tych wszystkich ludzi. 
–  Tak jak ty jego- powiedział z przekąsem – czemu ty nie jesteś przywódcą? Jesteś starsza o prawie dziesięć lat, a on jest ledwie w moim wieku.  Jakim cudem on jest hersztem?
 – Jest silny. Silniejszy niż sobie wyobrażasz. Ta siła pozwoliła mu przewodzić tym ludziom – powiedziała jadowicie. 
– Nie rozumiem tego – powiedział z irytacją w głosie Dalang – jednak to nieistotne. Dziś zakończę żywot Kruczego Księcia. To nie kruk powinien przewodzić wilkom tylko prawdziwy wilczy samiec alfa – po tych słowach odwrócił się napięcie i odszedł w stronę jednego z ognisk.
"Nie ma dobrej śmierci. Może być ona zła lub dużo gorsza." – Mordimer Madderdin

– Chcesz poznać moją wersję szaleństwa? – Necro Qumetit 

– Dlaczego walczysz Necro?
– Ponieważ kocham rywalizację.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Już w pierwszym zdaniu jest problem:
(16-04-2017, 22:39)Necro Qumetit napisał(a): Silne wiatry i porywiste deszcze (odwrotnie – porywisty wiatr i silny deszcz; deszcz nie może być porywisty, bo niczego nie porywa) w tej części kraju były rzeczą normalną (przecinek) jednak dzisiejszy dzień zaskoczył wszystkich.

Kolejne zdanie zaczyna się od wiatru, co w tym przypadku jest powtórzeniem. Widzę więć, że tekst wymaga gruntownej korekty. Spodziewaj się sporej listy poprawek.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
(16-04-2017, 22:39)Necro Qumetit napisał(a):
Rozdział I
Silne wiatry i porywiste deszcze (O tym napisał już Stu – "porywiste wiatry" i "silne/ulewne deszcze") w tej części kraju były rzeczą normalną(przecinek) jednak dzisiejszy dzień zaskoczył wszystkich. Wiatr szalał na dworze, ciął, kąsał i świszczał w uszach. Potężne uderzenia wietrznych fal łamały co słabsze drzewka i wyrywały słabo przytwierdzone do ziemi kawałki drewna, które miały robić za płot. (To raczej nie jest coś, co świadczyłoby o wyjątkowej sile wiatru)

Deszcz lał nieustannie przez prawie cały dzień, tworząc błotnistą drogę(Deszcz nie tworzy drogi, błotnistej drogi też nie. Co najwyższej może uczynić drogę błotnistą), w której koła wozów grzęzły(w której grzęzły koła wozów)(przecinek) aby przez resztę dnia zostać w zdradzieckiej pułapce pogody. (To nikt nie ruszał tych wozów, które ugrzęzły w błocie, nikt nie chciał ich wyciągać przez cały dzień? To właśnie mówi to zdanie)

Drzwi od (zbędne) gospody otworzyły się i natychmiast zostały zamknięte przez złośliwą wichurę. Do środka weszła zakapturzona postać. (To weszła przez zamknięte drzwi? Można odnieść takie wrażenie, w poprzednim zdaniu, w którym nie ma nic o wchodzeniu, drzwi się zamykają)

 Zamówiła piwo i przysiadła się do kobiety, naprzeciw której siedział jakiś typ. Koleś(Nieliterackie określenie) był raczej miejscowym drabem. Był łysy, a jego ubranie stanowiła kamizelka ze świńskiej skóry i płócienne spodnie. Przy boku nosił nabijaną ćwiekami pałkę. Kiedy mężczyzna zobaczył, że ktoś się przysiadł(przecinek) warknął:

– Taaak? Wypad stąd(przecinek) śmie…(spacja)– d(D)rab urwał w momencie(przecinek) gdy nieznajomy spojrzał na niego.

– Jak zwykle groźny – zadrwiła kobieta, odgarniając rudy kosmyk włosów opadający na czoło(kropka) – l(L)epiej nie pij tego sikacza, bo dostaniesz zatrucia – skrzywiła się.

– Piłem gorsze – stwierdziła  cicho postać, upijając porządny łyk(kropka) – w(W)idzę, że nie próżnowałaś, czekając na mnie.

Tacy idioci jak tamten często mają przydatne informacje – prychnęła – mógłbyś zdjąć ten kaptur(przecinek) gdy ze mną rozmawiasz?

Miał średniej długości, czarne włosy. Jego czarne oczy mieniły się w płomieniu(świetle – nie mogły się mienić w płomieniu) świec niczym dwa węgliki(węgielki – "węglik" to «związek węgla z metalem lub niemetalem» :p)

Przez twarz ciągnęła się paskudna blizna, która była pamiątką po jednym Łowcy Głów("Łowca głów" to nie jest nazwa własna. Chyba że u ciebie oznacza to co innego).

– Od razu lepiej –(spacja)wyszczerzyła się dziewczyna, odsłaniając swoje równiutkie, białe zęby.

Była to rzadkość w tych czasach. Niewiele osób dbało o higienę, a ewenementami byli ci, którzy dbali o coś więcej niż tylko o to(przecinek) by się po całym dniu umyć.(Wzorujesz się na średniowieczu? Bo jeśli tak, to mycie się raz dziennie byłoby wyjątkową dbałością o higienę :p)

– Coś taki niespokojny(przecinek) Necro? – odpowiedziała pytaniem na pytanie(kropka) – z(Z)amiast spytać, co u mnie, jak się miewam(przecinek)  od razu przechodzisz do rzeczy. Kobiety tego nie lubią.(To ja chyba nie jestem kobietą, bo właśnie przejście do rzeczy lubię najbardziej :p)

– Zadałem ci pytanie(przecinek) Vilian – powiedział cicho, lecz z wyraźną metaliczną nutą w głosie.

Jego kuzyn – książę Eryk (myślnik) sprzeciwił mu się i baron chce(chciał – utrzymuj jeden czas narracji) przypomnieć mu(przecinek) kto tak naprawdę włada(władał) tą częścią kraju. Druga opcja była taka, że wiedźmy miały przypilnować czegoś(przecinek) co znajduje(znajdowało) się w tym wielkim mieście.

Podobno Eryk ma(miał) dosyć bycia uwiązanym psem na smyczy swego krewniaka.

Taki obrót spraw mógł doprowadzić tylko do jednego.(dwukropek i dalej dalszy ciąg zdania)  Do powiększenia sporu trwającego w tym wyniszczonym przez wojnę domową kraju. Król na łożu śmierci  niestety chyba nie jasno(niejasno) wyraził się w testamencie na temat dziedzictwa tronu.

Jednak jeśli chodzi o tego ostatniego(przecinek) powszechnie wiadomo, że prawdziwą władzę ma(miał) wcześniej wspomniany baron Vunsch. (A jaki ten baron ma związek z ostatnim pretendentem do tronu? Nie wyjaśniasz tego)

Mężczyzna tak się zamyślił, że nie zauważył(przecinek) kiedy służka postawiła przed nim kufel najlepszego sikacza(przecinek) jaki mieli w tej spelunie. Nie zauważył też(przecinek) jak próbowała poderwać go na swój płaski tyłek i uśmiech godny górskiego trolla.

Popatrzył się(zbędne) na Vilian i powiedział:

– Jeśli dojdzie do kolejnego podziału (przecinek)nie będzie nam to na rękę.

– Wiem(kropka)– p(P)okiwała głową(kropka) – p(P)rawdopodobnie wtedy karawany nie będą tak często przejeżdżały pomiędzy Czarnym Jeziorem,(zbędny przecinek) a naszą kryjówką, bo panowie królewscy będą próbowali odciąć zaopatrzenie dla siebie nawzajem – ostatnie słowa prawie wypluła.

– No i kopalnie, które leżą na terenie zajmowanym przez barona(przecinek) nie będą wysyłały dostaw do Eiradoru,(zbędny przecinek) ani innych miast należących do Eryka.

– Nie wiem – odpowiedział szczerze Necro(kropka) – w(W)szystko zależy od tego(przecinek) czy dojdzie do cholernego podziału.
 
Vilian wbiła ponure spojrzenie w pająka, (zbędny przecinek)tkającego sieć pod stołem. (Zatem bohaterka albo była bardzo, bardzo niska, albo się znacznie pochyliła, inaczej siedząc przy stole, nie byłaby w stanie widzieć, co znajdowało się pod blatem)

Ostatnio dużo osób doszło do ich bandy i przeprowadzka z ponad sześćdziesięcio-osobową(sześćdziesięcioosobową) grupą byłaby dość niewygodna.

Kolejną rzeczą było to, że ciężko(trudno – ciężkie są przedmioty) będzie znaleźć drugą taką dobrą kryjówkę(przecinek) jaką mają(mieli) teraz.

Musiałaby mieć dostęp do wody pitnej, być dobrze schowana oraz mieścić się względnie blisko głównych dróg i szlaków handlowych. Oczywiście musiałaby być odpowiednio duża(przecinek) żeby pomieścić sporą liczbę osób razem z zaopatrzeniem.

Szczególnie,(zbędny przecinek) że tereny (przecinek)które zamieszkiwali(przecinek) były słabo zalesione, a większość stanowiły pola uprawne lub nieużytki. Mieli szczęście(przecinek) znajdując schronienie w tej części Alkenii. Życie na północnym –(zbędny myślnik) wschodzie kraju nie należało do łatwych(przecinek) szczególnie dla Watahy – bandy  Vilian i Necra.

– Dobra(przecinek) idziemy – powiedział Necro(przecinek) dopijając piwo – chcę być w kryjówce(przecinek) zanim nastanie zmrok.

Necro spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem, nałożył kaptur i wyszedł z karczmy,(zbędny przecinek) prosto w objęcia wichury.

Kryjówka Watahy była wielką jaskinią. Wejście przysłonięte było krzewami i wysokimi trawami. W samym przedsionku jaskini stała żelazna krata z bramka(ą), której pilnowało dwóch krępych i wielkich jak dęby chłopów.

Na widok zbliżających się ludzi zacisnęli dłonie na masywnych siekierach(przecinek) jednak gdy zobaczyli, że zbliżające się postacie to Necro i Vilian jak na komendę odskoczyli i otworzyli bramkę.  Szli (Zmień podmiot, bo wychodzi na to, że to ci dwaj strażnicy bramy szli) korytarzem oświetlonym przez blask pochodni. Przeszli tak kawałek drogi (przecinek)aż w końcu doszli do ogromnej hali. Drewniane konstrukcje, które wznosiły się pod sam sufit, tworząc piętra, na  których toczyło się życie. (Co drewniane konstrukcje? Gdzie jest orzeczenie?)Samo to ogromne pomieszczenie oświetlone było przez ogniska, które członkowie Watahy rozpalili.(które rozpalili członkowie Watahy)

Na ziemi rozłożone wilcze lub niedźwiedzie skóry, na których odpoczywali ludzie, ogrzewając się przy ogniskach. (Znów nie ma orzeczenia. Co rozłożone wilcze lub niedźwiedzie skóry?)

Wspiął się po nich (przecinek)po drodze pozdrawiając kowala Wungala. Uratował go kiedyś od ścięcia (przecinek)za co ten odwdzięczył się, zostając kowalem bandy.

Był postawny i muskularny jak przystało na kowala. Był łysy, ale za to miał brodę sięgającą pasa, która często była przysmalona na końcówkach. Ubrany był w szary fartuch, skórzane spodnie. W rękach trzymał  ciężki młot kowalski. Mimo dość podeszłego wieku był bardzo dobry w swoim fachu, a o jego sile mógłby pomarzyć nie jeden(niejeden) młodzik. Kiedy zobaczył przywódcę(przecinek) uniósł wolną rękę i krzyknął:

– Bez przesady z tym witaj z powrotem – mruknął chłopak – nie było mnie tylko kilka dni.(No to gdzie jest przesada w powitaniu z powrotem? Nie wiem, o co chodzi bohaterowi. Swoją drogą lepiej by było, gdyby kowal powiedział "witam/witamy" – to on wita przybysza)

– Tak,(zbędny przecinek) czy siak miło cię widzieć! – wyszczerzył się kowal.
– Ciebie,(zbędny przecinek) również (przecinek)przyjacielu – uśmiechnął się Necro , po czym dodał(dwukropek) – w(W)racaj do pracy. I ogłoś, że zarządzam zbiórkę po kolacji.

Była to jego prywatna kwatera  i tylko Vilian mogła tu wchodzić bez zaproszenia oprócz niego.(To znaczy, że sam siebie też musiał zapraszać. Zbędne – wiadomo, że on sam mógł wchodzić do swojej kwatery bez problemu)

Wszedł do namiotu, rozebrał się, a następnie położył się(zbędne) na wyścielanej(wyściełanej), (zbędny przecinek)miękką wilczą skórą posadzce. (Darowałabym sobie tę posadzkę i zostawiła samo "położył się na miękkiej wilczej skórze", bo namiot nie ma posadzki)

Musiał trochę wypocząć. Zamknął oczy i nawet nie wiedzieć (przecinek)kiedy,(zbędny przecinek) zasnął.

Zanim doszła na miejsce(przecinek) zaczepił ją młodzik w wieku ich przywódcy – Dalang.

Miał niebieskie oczy, które mówiły o nim wszystko. (Czyli że był niebieski? Opisałabym te oczy jakoś szerzej albo darowała to stwierdzenie)

No i podkochiwał się w Vilian, o czym ona sama doskonale wiedziała. Sama też wiedziała, że ciężko(trudno) było przeć(oprzeć) się jej wdziękom. Długie rude włosy, wydatne piersi i długie nogi czyniły z niej niemalże nieziemską piękność. A w dodatku zabójczą. (Aha, czyli standardzik fantasy. Ziew)

Dziewczyna nic do niego nie miała, nawet go lubiła(przecinek) jednak wiedziała, że jeśli chłopak nie zaprzestanie swoich powszechnie znanych planów przejęcia władzy nad bandą(przecinek) źle się to dla niego skończy. Kiedy go zobaczyła(przecinek) uśmiechnęła się promiennie, na co chłopak się zarumienił.

– Cześć(przecinek) Dalang! 
– Witaj(przecinek) Vilian – odpowiedział(kropka) – j(J)ak się masz?

– Eeee..(spacja)generalnie to tak – speszył się chłopak– moglibyśmy odejść gdzieś a bok?

Odeszli gdzieś w kąt(przecinek) gdzie mogli spokojnie porozmawiać.
– Jak to? – zmarszczyła brwi dziewczyna. Nie była zaskoczona jego oznajmieniem(przecinek) tylko tym (przecinek)jak otwarcie to powiedział. (Czemu ją to dziwiło, skoro ponoć wszyscy wiedzieli o jego planach przejęcia władzy? Swoją drogą – po co bandyci przyjęli typa, który nie kryje się z tym, że nie szanuje przywódcy? Ginie przez to cały sens działania jakiejkolwiek bandy)

– Wiesz, że pozostałym może się to nie spodobać – powiedziała chłodno(kropka) – z(Z)resztą jest moim przyjacielem (przecinek)jeśli będziesz chciał zabić jego (przecinek)będziesz musiał zabić i mnie.

– Znam zasady panujące w naszej społeczności. Mam prawo go wyzwać i jeśli wygram(przecinek) stanę się przywódcą. Będę Alfą(alfą).

– Kruk czuwa nad naszą Watahą – powiedziała cicho(kropka) – Nie pójdą za tobą (przecinek)nawet jeśli wygrasz.

–  Tak jak ty jego(spacja)– powiedział z przekąsem(kropka) – c(C )zemu ty nie jesteś przywódcą? Jesteś starsza o prawie dziesięć lat, a on jest ledwie w moim wieku.

To nie kruk(Kruk – albo jest to nazwa własna, albo nie) powinien przewodzić wilkom(przecinek) tylko prawdziwy wilczy samiec alfa(kropka) – p(P)o tych słowach odwrócił się na(spacja – żadne "napięcie" tutaj nie występuje)pięcie i odszedł w stronę jednego z ognisk.
Dobra, przeczytane, sprawdzone. Potwierdzam słowa Stu – jak na niezbyt długi tekst jest tego sporo.

Przede wszystkim kuleje zapis dialogów – polecam nasz forumowy poradnik, powinien Ci nieco rozjaśnić tę kwestię. Druga sprawa, która też mocno bije po oczach, to powtórzenia – jest ich pełno, i to prostych do usunięcia. Pod względem stylu tekst też nie imponuje: moim zdaniem napisane jest to naprawdę średnio i równie średnio mi się to czytało.

W zasadzie nie widać tutaj za bardzo żadnej fabuły, nic się nie dzieje. Przedstawiłeś w tym fragmencie głównie rozmowy bohaterów, o których nic nie wiem, na tematy, których z racji nieznajomości twojego uniwersum nie rozumiem. W dodatku pojawia się tu bardzo dużo nazw własnych, które nic mi nie mówią. Dialogi są mało wciągające i moim zdaniem nieklimatyczne – brzmią dla mnie trochę jak wypowiedzi nastolatków, a nie bandytów czy kim tam są. Podsumowując: zdecydowanie nie bawiłam się dobrze podczas czytania tego tekstu.

A tak z innej beczki: wydaje mi się, że pojawianie się w karczmie, jeśli jest się hersztem bandy jakichś bandytów czy czegoś w tym rodzaju jest sporą nieodpowiedzialnością – co to za problem, żeby ktoś za nimi poszedł i odkrył tę ich przetajną bazę (wielkiej jaskini ze sporą społecznością wewnątrz nie da się raczej tak łatwo ukryć, choćby były na niej tony trawy i krzaków)?
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości