Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Ankieta: Podoba się?
tak
0%
0 0%
nie
0%
0 0%
Razem 0 głosów 0%
*) odpowiedź wybrana przez Ciebie [Wyniki ankiety]

Tryby wyświetlania wątku
Szklany Sufit
#1
Witam,
Nazywam się Michał i chciałem się z wami podzielić moim debiutem na podziemiu.
jestem tu nowy i miło jest mi się z wami zapoznać i zakolegować życzę miłego i odprężającego czytania.
1.

„Ziemia do Tomasza!”
Gdy Tomasz Jurga to ułyszał niemalże podskoczył z wrażenia siedząc w swoim niewygodnym biurowym fotelu, mężczyzna niemalże zderzył się oparciem krzesła ze scianą nad którą miał komodę z segregatorami. Zdekoncentrowany, mężczyzna czuł, że został nakryty na załatwianiu prywatnych spraw pod czasgodzin pracy, co w jego firmie było rzeczą nie tyle, że nienadzwyczajną co pod rządami jego przełożonej surowo karaną. W jego głowie pojawiły się wszystkie okrucieństwa jakie mogą go spotkać czyli praca po godzinach, albo co najgorsze praca jeden na jeden z tą okrutną wiedźmą. Skorektował więc pozycję swoich okularów, poprawił krawat, no i był gotowy stawić czoła komukolwiek, kto mu przeszkodził. Ku jego uldze okazało się, że był to jego stary ale dobry przyjaciel Stefan Kowalski „ Cześć Stefan” odparł z wyraźnym spokojem, i delikatnym uśmiechem. „Wybacz, ale musiałem nie co odpocząć”.
Stefan przesunął drzwi i wszedł do małego pokoju krecąc głową. Nie chciało mu się wierzyć, że ktoś z tak małego pomieszczenia ktoś mógł zrobić tu zorganizować biuro. Sam pomysł przerobienia pomieszczenia, w którym sprzątacze dotychczas trzymali środki czystości i jakieś miotły na buiro był czymś szalony, ponieważ miejsca starczyło na tylko biurko z komuterem i drukarką. Nie wspominając już o jednej osobie która ledwo mieściła zarówno w pokoju jak i za biurkiem. Stefan też ledwo się wcisnął, miał przeczucie że to jedna z kar szefowej Tomasza , jednak ten mały pokoik też miał swoje plusy, biuro Tomasza dawało odrobinę prywatności ponieważ znajdywało się w dosyć odległej części biura no i nie miało żadnego okna. „Lepiej uważaj na siebie”. Powiedział wysoki, szupły facet w kruczoczrnym garniturze. „Jeżeli niechcesz stracić tej swojej norki, przed tym jak się stąd zwolnisz to lepiej oddaj wiedźmie jej raporty.”
„Daj spokój, nie mogą być one aż tak ważne”. Odparł Tomasz i leniwie spojrzał się na stestę kartek chaotycznie porozrzucanych na jego biurku. „Kilka sprawozdzań finansowych? Daj sppokój, rozwalę je w godzinę”
„Nie zapominaj.” Zasugerował swojemu koledze Stefan. „ Ona znowu toczy z kimś wojnę bez większego powodu, i chyba niechcesz stanąć jej na drodze gdy odpali kolejną ze swoich rakiet?”
„Pewnie że nie” Odpowiedział z niewłaściwą odwagą, zirytowany przewrócił zwrokiem na stertę kartek, nabrał powietrza i westnąchął jak by z ulgą „Jestem tu od niej dłużej”
„Dłużej niż kto?” Zapytał głośny kobiecy głos z korytarza. Obydwaj mężczyźni, przestraszyli się i podskoczyli z wrażenia, przy czym szybko się odwrócili by zobaczyć twarz Wioletty Rydzyńskiej, która się na nich patrzyła z ciemnego korytarza i podchodziła do nich coraz bliżej. Jej ramiona były skrzyżowane, a twarz którą przykrywał ostry makjaż i fioletowa szminka pozostawała w złym humorze. Jej długie czarne włosy związane były w bule ztyłu jej głowy. Jej wygląd przypominał bardziej opresyjnego nauczyciela z podstawówki niż managera w poważnej insytucji finansowej
„Dłużej niż nikt” odpowiedział pośpiesznie stefan. „Właśnie z pani podopiecznym omawialiśmy sprawozdzania finansowe pani Rydzyńska”
Mężczyzna złapał się za kołnieżyk i odkrył że już go powoli zalewa nieprzyjemny, zimny pot. Wioletta Rydzyńska zawsze budziła u Tomasza te uczucia, był to strach połączony ze stresem i nie miało znaczenia czy jest na niego zła, czy w ogóle jest zła czy tak naprawdę jest obok niego. Była przepiękną wysoką kobietą z dużym biustem, która wyglądała nawet atrakcyjnie w tej spódnicy i biznesowej marynarce. Jednocześnie, była też jego przełożonym która nie tolerowała żanego nonsensu i nic nierobienia w pracy. Tomasz próbował coś z siebie wyksztusić, jednak żadne słowa nie przychodziły mu na myśl.
„Wiem co tu knujecie” Wrzasnęła jak zawsze głośno i ostro. „Sądzicie, że nie wiem co o mnie mówią tak? W sumie mnie to nie obchodzi, a was? Macie płacone za prace, i wymagam od was tego żebyście pracowali, a nie stali tutaj i marnowali swój czas i mój dzień! Tak więc panie Jurga! Co do sprawozdań to są one ważne. I proszę mi je przynieść za półgodziny. A Pan, panie Kowalski niech się nie pokazuje w nie swojej części biura, nie macie własnych problemów w reklamie?”
„Tak proszę panią” odpowiedziało dwóch mężczyzn jednocześnie. Kobieta się odwróciła i poszła dalej w swoim kierunku. Stefan się odwrócił w kierunku kolegi i zrobił śmieszny gest rękoma i głupią minę, Tomasz przez sekundę próbował się powstrzymać ze śmiechu poczym jego kolega wybiegł z jego pokoju. A on jak siedział tak rzucił się w wir pracy.
 
***
Idealnie i z instrumentalną precyzją odmierzony kletok damskich obsasów o firmowy marmur odmierzał sekundy do właśnie rozpoczynającego się dnia w pracy. Była z tego powodu bardzo dumna, to ten mały stukot jej skórzanych włoskich butów nadawał życie pracowniką tej instytucji, każde małe tupnięcie zbliżało pracowników do przeżywania, powtarzającego się przez pięć dni w tygodniu małego dramatu, im bliżej była swojego gabinetu tym głośniejsze stawały się jej kroki które zbliżały ją do zarządzania tymi ludźmi których w jej zdaniu mogło by tu nie być. Na jej pięknej twarzy, pomimo pięknej pogody znowu gościła złość, i każdy kto ją napotkał instyntkownie chował się, udawał że pracuje i robi cokolwiek.„ No i Dobrze”  powiedziała sobie pod nosem Wioletta Rydzyńska i pomyślała o tym że instytuacja taka jak Bank Mazowiecki w Warszawie wymaga dyscypliny a skoro ona może ją wprowadzić to czemu miało by tak nie być. Wiedziała, że jej podopieczni znają jej priorytety i zachowania, dla niej praca w tej elitarnej insytyucji finansowej była najważniejsza i nie tolerowała ona żadnego nonsensu i głupich wymówek nikt niemógł jej obwiniać za błędy. W sumie to mógł ale szybko i gożko by tego pożałował, ponieważ zawsze wiedziała gdzie się rodzą problemy i lepiej żeby tam pozostały.
Przywitała się ze swoją sekretarką i wzięła swoją już ciepłą kawę weszła do swojego biura i na pokaz trzasnęłą drzwiami. Tylko tutaj miała odrobinę prywatności i miejsca dla siebie, jednocześnie już za zamkniętymi drzwiami nikt nie patrzył, i mogła zdjąć ze swojej twarzy maskę królowej lodu, głodu, zimna i śniegu. Zasiadła w swoim wielkim i wygodnym skórzanym fotelu który pieszczotliwie nazywała tronem  i uśmiechnęła się na widok zdjęcia swojej rodziny.
Czasami nawet sama siebie nienawidziła, za ten brak epatii, za tę niechęć i nie tolerancje wobec innych, za brak zrozumienia i wiary w to że ludzie w przeciwieństwie do komputerów się mylą i czasem podejmują złe decyzje. Po za pracą była przecież normalną kobietą jak każda inna i spęłniała się w każdej roli jakiej napisało jej życie może, nie była idealna ale była dobrą żoną i kochanką dla swojego męża, no i najlepszą matką dla swojego syna. Wioletta miała swoje zainteresowania lubiła jeżdzić na rolkach, lubiła z mężem pójść do restauracji czy bez większej okazji napić się wina napić się lampki wina. Jej mąż był dla niej partnerem na całe życie i wiedziała że tylko jej mąż sprawia że ten haj emocjinalny, którym się zachłysnęła przy pozaiu swojego męża pozostał i nadal wielu lat od ślubu jeszcze nie uleciał.
Jednak dzisiejszy dzień był dla niej szorstki, i chropowaty. Wczoraj po pracy odkryła że z piwnicy zniknął jej rower, a rowery jej syna i męża stały nie naruszone. Jednak to było tylko preludium do jej większego zdenerwowania, którego powód był dla niej naturalnie bolesny, i otworzył jej oczy na uczucia jej 13 letniego syna. Jak codzień wstała i włączyła ekspres ciśnieniowy dla swojego męża i poszła obudzić swojego syna i ku jej zdziwieniu i niedowierzeniu znalazła na półce nocnej swojego chłopaka tableki przeciwnerwowe i przeciwlękowe. Wiedziała, że jej syn ma lada moment wielki egzamin, który stanowił dla niego przepustkę do najlepszego w mieście gimnazjum, wiedziała że dla jej syna to pierwszy taki poważny i decydujący o jego życiu egzamin i gdzieś pod pod skórą wyczywała, że to musi być dla niego ogromny steres. Przecież miała wraz z mężem swoje oczekiwania co do syna, musiał się dostać do odpowiedniego najlepiej prywatnego gimnazjum, potem do świtnego liceum tylko po to żeby dostać się na medycyne, prawo bądź inny bardziej prestiżowy kierunek studiów. Jej syn był dla niej wielką nadzieją i oczkiem w głowie. Zastanawiała się dlaczego niedostrzegła wcześniej tych tabletek?!Tabletki przeciwnerwowe, przeciwlękowe? Przecież to są legalne narkotyki?! Odrazu wybuchła wielka afera – skąd on je ma? Kto 13 latkowi sprzedaje takie leki bez recepty i zgody rodziców? Przecież to nie ludzkie pozwalać dziecku się szprecować takimi lekami?! Kto mu je polecił? Było wiele pytań...
Jednak kobieta była zdenerwowana zaginiony rower i jeszcze poważniejszy problem z synem niczym jakaś zaraza która siedzi pod skórą swędzi i drażnił Wiolettę. Oczywiście, że odrazu zabrała mu te tabletki schowała w bezpiecznym miejscu i zabrała też kartę kredytową, byle by tylko niekupił tego świństwa raz jeszcze.
 Jedynym świetnym i nieograniczonym w zasobach lekiem na jej ból głowy w tej sytuacji było wyżywanie się na pracownikach, co wychodziło jej arcy dobrze. Tych dwóch w tym małym pokoiku. Oni napewno coś knuli, i pewnie już mieli przygotowany plan, na dzień bez księżniczki lodu, w sumie napewno mają ale jej frekwencja w pracy jest godna naśladowania a ich próźniactwo musiało zwyczajnie zejść na dalszy plan. Tomasz Jurga ten niski, nieśmiały facet w dużych okularach ze śmiesznymi krawatami. Przy niej stawał się maleńki i cichy, niczym mysz pod miotłą która zrobił by wszystko byleby nie urazić swojej przełożonej. No i był Stefan Kowalski który niewiadomo jakim cudem poszybował tak wysoko, że znalazł się na równoległej pozycji co Wiola, na jej szczęście był on kierownikiem w innym departamencie i zagadką dla niej było to jak taki nierób znalazł się na stanowisku menadżerskim? Wioletta tylko właściwie mogła tylko zgadywać ilu ludzią wylizał dupę, czy zaprosił na rundkę golfa zanim wylądował tam gdzie teraz jest. Był przebojowym i lubianym pracownikiem który lubiał się śmiać i robić żarty na prawo i lewo byle by niepracować. Co ku jej irytacji zdarzało się zbyt często i co gorsza wszystko na koszt firmy.
Lecz była w tym pewna zagadka, jak było to w ogóle możliwe? Że Tomasz osoba bez jakiegokolwiek poczucia humoru, no i taki przebojowy koleś jak Stefan zostali przyjaciółmi? Kobieta uśmiechnęła się na myśl zajrzenia co też jej ulubiony gang dwóch gagadków i największych nieudaczników w firmie wyprawia. Jednak była przekonana, że Tomasz pracuje niczym pszczółka starając się sprostać jej nierealnym celom i wymaganiom, natomist Stefan pewnie siedział w swoim szklanym biurze i mnarnotrawił coraz więcej czasu na koszt firmy.
***
Czterdzieści pięć minut po deadlinie Tomasz wbiegł do przedpokoju, w ręku trzymając stos świeżo wydrukowanych papierów. „Proszę!” powiedział rozpaczliwie do sekretarki „przekaż to pani Rydzyńskiej, niechcę jej przeszkadzać a chciała żebym dostarczył jej te arkusze jak najszybciej”
„Nie ma problemu” odpowiedziała blondynka za komputerem, wstała i przejęła domukenty od Tomasza, szybko uciekł z sekretariatu w kierunku swojego biura byle by tylko uniknąć spojrzenia Wioletty. Gdy usiadł za biurkiem nic nie robił przez kilka najbliższych minut, siedział i gapił się w służbowy telefon oczekując, rozmowy w której Wioletta oczekuje poprawy trzcionki ponieważ jest nieczytelana albo co gorsza znalazła błąd!
Wioletta Rydzyńska! Weschnął starając się uspokoić swoje szalejące myśli i pulsujące serce. Jakaż ona była piękna, jednocześnie zimna i zdystansowana do całej załogi w firmie Jak jej mąż mógł wytrzymywać z taką wiedźmą. Tomasz lubiał wyobrażać ją sobie jak stoi nad nimi wszystkimi, pewna siebie władcza wielka kobieta która żądna jest kolejnych tabelek w excellu czy innym programie. Była przy nich wszystkich duża, potężna, niczym zburzone sztormowymi falami morze, a oni niczym ten mały kuter rybacki, pełen wystraszonych, proszących boga o litość ludzi, którzy musieli się liczyć z każdą falą, gdyż mogła być ich ostatnią w tym nieszczęsnym i patetycznym życiu. Tomasz miał wielką ochotę to zmienić, chciał żeby to ona zasmakowała jak to jest być małym i niewidocznym człowieczkiem z którym nikt się nie liczy i każdy robi co chce, który kimś kto jest zależny od humoru innych. Obiecał sobie, że gdy wszystko będzie gotowe, to sprosta swoim marzeniom.
Odwracając zwrok na korytarz wrócił nim szybciej nad białą słuchawkę telefoniczną i przypomiał on sobie jej pierwszy dzień, wtedy gdy ją poznał, gdy dostała ciepła posadkę w Mazowieckim Banku w Warszawie. Jego ówczesny szef Marek, który był najmilszą i chyba najbardziej przyjacielską osobą z jaką Tomasz miał jakąkolwiek okazję pracować. Marek właśnie odchhodził na zasłużoną emeryturę, na którą ciężko pracował, Tomasz wiedział, że nie będzie mu łatwo przyzwycaić się do nowej osoby w firmie. Zwłaszcza że jak głosiły plotki już całkiem niedługo to jakaś młoda kobieta po studiach za granicą z wieloletnim doświadczeniem zdobytym w odległych krajach, będzie dyktować i decydować o jego życie w tej insytyucji. Facet miał z tym nie lada problem ponieważ, od zawsze w stosunku do których był raczej cichy i nieśmiały.
Jednocześnie, pamiętał gdy ich trio rozmawiało dosłownie o wszystkim i niczym, czuli się wtedy jak trzech najlepszych przyjaciół w barze przy zimnym piwku i cygarach którzy cieszą się swoim towarzystwem. Wtedy wraz z połową swojego demartamentu zobaczył ją. Piękną i zadbaną kobietę w drugiej połowie lat trzydcziestych swojego życia, w spiętych w bule czarnych włosach i dużych zielonych oczach. Miała na sobie szarą marynarkę pod którą miała spiętą na drugi bądź trzeci guzik koszulę która w ramach dobrego smaku odsłaniała jej duże i ponętne piersi. Miała też skromną spódniczkę która odsłaniała jej kolana no i miała na sobie parę elegandzkich skórzanych butów. Dla Tomasza wyglądała jak anioł, jednak wtedy nie zdawał sobie sprawy że jego anioł tak szybko zmieni się w szatana, który będzie sterował jego życiem.

Na początu przez dzień albo nawet przez pierwszy tydzień dla Marka jak i Tomasza wszystko wydawało co dotyczyło Wioletty wydawało się być znakomite i dealne. Kobieta, mimo swojej urody okazała się mieć ogromną wiedzę o finansach jednocześnie była bardzo przytomną babką która wiedziała co tu robi, i jakie ma zadania jako szef działu kontroli w banku, wiedziała czego od niej wymagają najbardziej wpływowe osoby w firmie. Marek wiedział że kobieta nie będzie tylko cieszącym oko dodatkiem do tego wspaniałego biura, ale ma też trochę oleju w głowie i pomimo młodego wieku jak na kogoś kto zarządza kapitałem oraz ludźmi to Wioletta da sobie radę i będzie jednym z najlepszych szefów na jakich ten bank mógł trafić. Tomasz też przez chwilę był zachwycony, zdawał sobie wmawiać że ta Wioletta to mu się nawet bardzo podoba i wcale nie będzie tęsknić za Markiem jednak jeszcze wtedy nie wiedział jak bardzo się myli. I że jeszcze w tym samym miesiącu tak bardzo zatęskni za starym dobrym Mareczkiem. Kobiecie nie zajęło jej zbyt wiele by pokazać kto tu ma realną władzę i rękę do rządzenia która przejmie dział w którym pracował Tomasz niczym jakiś straszliwy potwór, który nie ma szacunku do ludzi pod nią.
Wioletta okazała się być podłą i nikczemną osobą która miewała swoje humorki. W wyobraźni tomasza wytworzył się obraz osoby która motywuje swoich pracowników swoim jadem wyciskanym już o 9 rano wraz z pierwszą kawą. Jednak w oczach rady nadzorczej, akcjonariuszy i współudziałowców ich dział przeżywał istny renesans. Od kiedy tylko Wiola chwyciła za ster niczym jak za jakimś zaklęciem, ich wydajność i pracowitość wzrosła o ponad pięćdziesiąt procent a obrót handlowy też wachał się w ogolicach imponującego wzrostu, zaczęło się od wielkiego autydu dział kontroli był wszędzie i sprawdzał wszystko. Skargi i zażalenia pracowników wobec ich nowego szwefa były czymś na co zarząd zdecydowanie przymykał oko. Pracownicy zdawali sobie sprawę że przy tak imponujących i wiele obiecujących wynikach finansowych, utrzymując te same koszta, bank tylko  zyskiwał. A tych, wszytkich którzy na tym zarabiali Wioletta stała się kurą która już od 2 lat znosi dla banku złote, srebne i platynowe jajka. Najlepszy bank w regionie, najlepszy bank w mieście wszystko miało swój koniec i początek w dziale kontroli i finansów.
Wizja telefonu Wioletty powoli zanikała, i im dłużej Tomasz gapił się w ten telefon, tym był bardziej zadowolony ze swoich wyników. Perzecież dla kogoś takiego jak ona przejrzenie takich raportów to jak zaciągnięcie się powietrzem, trwa to chwilę. Nie oglądając się za siebie mężczyzna wstał i przesunął na regale kilka książek i segregatorów poczym z torby wyciągnął rower, a właściwie to jego miniaturkę, która na pierwszy rzut oka wygladała jak dziecięca zabawka, zabranej z jakiegoś zestawu fitnes dla lalek. Nie wiarygodnym była skala tego roweru, wyglądał jak typowy czarny miejski damski rower który miał przepiękny wiklinowy kosz, światełka jak i przerzutki były jak najbardziej realne i miał też prawdziwe opony które się ruszały które się ruszały gdy palcem pociągnęło się za pedał. Gdyby ktoś się nim zainteresował, stwierdził by że to maleńka replika roweru jego szefowej, jednak tylko Tomasz wiedział, że to nie jest replika, tylko oryginał.

Jakieś uwagi, reflekcje?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Witam

Prosisz o kilka uwag.
Po pierwsze, zadbaj o właściwą wielkość liter.
Poszukaj na forum wskazówek dotyczących pisania dialogów. Ta forma, którą zastosowałeś, nie jest do przyjęcia.

Moje uwagi naniosę tylko do pierwszego akapitu. Dlaczego? Sam się zorientujesz.

„Ziemia do Tomasza!”
Gdy Tomasz Jurga to ułyszał usłyszał przecinek niemalże podskoczył z wrażenia przecineksiedząc w swoim niewygodnym biurowym fotelu, mężczyzna niemalże zderzył się oparciem krzesła ze scianą ścianą przecinek nad którą miał komodę komoda wisi na ścianie? z segregatorami. Zdekoncentrowany, zbędny przecinek mężczyzna czuł, że został nakryty na załatwianiu prywatnych spraw pod czasgodzin podczas godzin pracy, co w jego firmie było rzeczą nie tyle, że nienadzwyczajną, przecinek co ilepod rządami jego przełożonej surowo karaną. W jego głowie pojawiły się wszystkie okrucieństwa przecinek jakie mogą go spotkać przecinek czyli praca po godzinach, zbędny przecinek albo co najgorsze praca jeden na jeden z tą okrutną wiedźmą. Skorektował Użył korektora do poprawienie sylwetki?  Skorygował więc pozycję swoich okularów, poprawił krawat, no i był gotowy stawić czoła komukolwiek, kto mu przeszkodził. Ku jego uldze okazało się, że był to jego stary przecinek ale dobry przyjaciel Stefan Kowalski kropkazbędna spacja Cześć Stefan” odparł z wyraźnym spokojem, zbędny przecinek i delikatnym uśmiechem. „Wybacz, ale musiałem nie co nieco odpocząć”.

W tym krótkim fragmencie jest bardzo dużo powtórzeń.
O dialogach wspomniałem na wstępie.
Budujesz zbyt długie zdania.
Niestarannie zamieściłeś tekst, pojawiły się proste błędy.

Pozdrawiam
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#3
Po pierwsze, wyrzuć ankietę. Nie od tego są.
Po drugie, jak już wspomniał Burak, roi się od błędów, powtórzeń. Czy przeczytałeś w ogóle tekst przed wstawieniem chociaż raz? Na samym początku już pojawiają się zdania o kilku czasownikach, które świadczą o tym, że zmieniłeś myśl w trakcie pisania...
Po trzecie, błędny zapis dialogów. Nie piszesz po angielsku, polski język ma swoje zasady. To nie jest innowacyjność, to błąd.
Po czwarte, ze względu na powyższe, tekst jest mocno nieczytelny. Jak już ogarniesz podstawę w tym tekście i poprawisz co najmniej połowę, to możemy porozmawiać o treści.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#4
Nie wiem, czy sensownie się w ogóle włączam do dyskusji, bo Burak i Ginger napisali chyba wszystko.
Czcionka, to po pierwsze. Wrzuć tekst niesformatowany. W Mozilli / Chrome / Operze działa to poprzez "ctrl+shift+v". W IE był z tym problem, sam miałem za pierwszym razem.
Po drugie akapity – [p.] bez kropki.

Ilość literówek, powtórzeń, błędów, braków polskich znaków w połączeniu z katastrofalną interpunkcją powodują, że po pierwszych kilku linijkach dałem sobie spokój. O zapisie dialogów już Ci napisali. Jest nieakceptowalny.
Może tam jest coś ciekawego, może coś tracę. Nie wiem. Nie dowiem się, dopóki nie poprawisz.

Odnośnie interpunkcji: forumowy poradnik jest świetny. W pierwszych wrzucanych kawałkach też miałem duże problemy, ale Nawka i lektura poradnika nauczyły mnie więcej niż cały szkolny kurs języka polskiego.
Odpowiedz
#5
Zanim przejdę do poprawek, powtórzę to, co powiedzieli już wszyscy moi poprzednicy. Po pierwsze – pozbądź się ankiety. Ocenianie tekstu za pomocą klikania "tak" lub "nie" nie jest praktykowane na tym forum. Usuń też tagi na zmianę czcionki, powstawiaj akapity, popraw zapis dialogów (wystarczy zajrzeć do pierwszej lepszej książki w języku polskim, żeby zobaczyć, co jest nie tak z zapisem z Twojego tekstu, dodatkowo w poprawkach wrzuciłam linka do forumowego poradnika). Obecnie tekst jest nieczytelny.

No dobra, zakasuję rękawy i jadę z tym z koksem.

(29-03-2017, 03:06)Obarban napisał(a): Witam,(Nie, to my witamy Ciebie jako nowego użytkownika, nie Ty nas.
jestem tu nowy i miło jest mi się z wami zapoznać i zakolegować życzę miłego i odprężającego czytania.(No cóż, sprawdźmy to)

„Ziemia do Tomasza!”(Co to jest? To wypowiedź? A może głos wewnętrzny bohatera?)
Gdy Tomasz Jurga to ułyszał(usłyszał)(przecinek) niemalże podskoczył z wrażenia(przecinek) siedząc w swoim niewygodnym biurowym fotelu, mężczyzna niemalże zderzył się oparciem krzesła(przecinek) ze scianą(ścianą) (przecinek)nad którą miał komodę z segregatorami. (To zdanie jest stanowczo za długie, zaczęłabym nowe od "mężczyzna". Poza tym nie ma tu sensu – co w końcu zrobił bohater, zderzył się z oparciem krzesła czy ze ścianą?)

Zdekoncentrowany, mężczyzna czuł, że został nakryty na załatwianiu prywatnych spraw pod czasgodzin(podczas godzin) pracy, co w jego firmie było rzeczą nie tyle, że nienadzwyczajną(nadzwyczajną – "nienadzwyczajną" nie ma moim zdaniem sensu)(przecinek) co pod rządami jego przełożonej surowo karaną.

W jego głowie pojawiły się wszystkie okrucieństwa(przecinek) jakie mogą(mogły) go spotkać(przecinek) czyli praca po godzinach,(zbędny przecinek) albo co najgorsze praca jeden na jeden z tą okrutną wiedźmą.

Skorektował(O, matko. "Skorygował") więc pozycję swoich okularów, poprawił krawat, no i był gotowy stawić czoła komukolwiek, kto mu przeszkodził. Ku jego uldze okazało się, że był to jego stary (przecinek)ale dobry przyjaciel Stefan Kowalski

„ Cześć(przecinek) Stefan” odparł z wyraźnym spokojem,(zbędny przecinek) i delikatnym uśmiechem. „Wybacz, ale musiałem nie co(Co nie? "Nieco", oczywiście) odpocząć”.[/u](Taki zapis dialogów jest nie do zaakceptowania. Odsyłam do poradnika o zapisie dialogów: https://podziemieopowiadan.pl/forum/wate...logow.html)

Stefan przesunął drzwi (Do większości pokoi wchodzi się, otwierając drzwi, a nie je przesuwając. Chyba że w tym pomieszczeniu drzwi są przesuwne, co trzeba by zaznaczyć, bo inaczej brzmi to śmiesznie) i wszedł do małego pokoju (przecinek) krecąc(kręcąc) głową. Nie chciało mu się wierzyć, że ktoś z tak małego pomieszczenia ktoś (zbędne) mógł zrobić tu zorganizować biuro.

Sam pomysł przerobienia pomieszczenia, w którym sprzątacze dotychczas trzymali środki czystości i jakieś miotły(przecinek) na buiro(biuro) był czymś szalony(szalonym), ponieważ miejsca starczyło na tylko biurko(tylko na biurko) z komuterem(komputerem) i drukarką.

Nie wspominając już o jednej osobie(przecinek) która ledwo mieściła (się) zarówno w pokoju(przecinek) jak i za biurkiem. Stefan też ledwo się wcisnął, miał przeczucie(przecinek) że to jedna z kar szefowej Tomasza (zbędna spacja), jednak ten mały pokoik też miał swoje plusy, biuro Tomasza dawało odrobinę prywatności(przecinek) ponieważ znajdywało(znajdowało) się w dosyć odległej części biura no i nie miało żadnego okna. (Zdecydowanie za długie zdanie)

„Lepiej uważaj na siebie”. Powiedział wysoki, szupły(szczupły) facet w kruczoczrnym(kruczoczarnym) garniturze. „Jeżeli niechcesz(nie chcesz – wybacz, ale "nie" łącznie z czasownikiem...?) stracić tej swojej norki, (zbędny przecinek)przed tym(przecinek) jak się stąd zwolnisz(przecinek) to lepiej oddaj wiedźmie jej raporty.”(Zapis dialogów pozostawię już bez komentarza)

Odparł Tomasz i leniwie spojrzał się(zbędne) na stestę(stertę) kartek chaotycznie porozrzucanych na jego biurku. „Kilka sprawozdzań finansowych? Daj sppokój(spokój), rozwalę je w godzinę”

„ Ona znowu toczy z kimś wojnę bez większego powodu, (zbędny przecinek)i chyba niechcesz(nie chcesz) stanąć jej na drodze (przecinek)gdy odpali kolejną ze swoich rakiet?”

„Pewnie(przecinek) że nie” Odpowiedział z niewłaściwą odwagą, zirytowany przewrócił zwrokiem(wzrokiem) na stertę kartek, nabrał powietrza i westnąchął(westchnął) jak by(jakby) z ulgą „Jestem tu od niej dłużej”

Obydwaj mężczyźni, (zbędny przecinek)przestraszyli się i podskoczyli z wrażenia, przy(po) czym szybko się odwrócili(przecinek) by zobaczyć twarz Wioletty Rydzyńskiej, która się na nich patrzyła z ciemnego korytarza i podchodziła do nich coraz bliżej. Jej ramiona były skrzyżowane, a twarz(przecinek) którą przykrywał ostry makjaż(makijaż) i fioletowa szminka(przecinek) pozostawała w złym humorze.(Fioletowa szminka jest elementem makijażu i jako taka nie przykrywa twarzy)

Jej długie czarne włosy związane były w bule ztyłu(z tyłu) jej głowy.("Związane w bule" – to mnie ubawiło, nie ma co. xD A może "w bulu"? To się nazywa kok, nie żadna buła. Chyba że bohaterka chodziła z kajzerką na głowie)

Jej wygląd przypominał bardziej opresyjnego nauczyciela z podstawówki niż managera w poważnej insytucji(instytucji) finansowej(kropka)

„Dłużej niż nikt” odpowiedział pośpiesznie stefan(Stefan). „Właśnie z pani podopiecznym omawialiśmy sprawozdzania(sprawozdania) finansowe(przecinek) pani Rydzyńska

Mężczyzna złapał się za kołnieżyk(kołnierzyk) i odkrył(przecinek) że już go powoli zalewa nieprzyjemny, zimny pot. Wioletta Rydzyńska zawsze budziła u Tomasza te uczucia, był to strach połączony ze stresem i nie miało znaczenia(przecinek) czy jest(była) na niego zła, czy w ogóle jest(była) zła(przecinek) czy tak naprawdę jest(była) obok niego. (To nie ma wiele sensu, zdecydowanie przydałoby się uporządkowanie tej części zdania) Była przepiękną wysoką kobietą z dużym biustem, która wyglądała nawet atrakcyjnie w tej spódnicy i biznesowej marynarce. (To się zdecyduj, czy była atrakcyjna, czy wyglądem nie pasowała do instytucji finansowej i przypominała opresyjnego nauczyciela, bo to jest zasadnicza różnica. Najpierw bohater ocenia jej wygląd raczej negatywnie, a potem nagle stwierdza, że była przepiękną kobietą)

Jednocześnie, (zbędny przecinek)była też jego przełożonym(przecinek) która nie tolerowała(który nie tolerował – podmiotem jest pracodawca, czyli rzeczownik rodzaju męskiego) żanego(żadnego) nonsensu i nic nierobienia w pracy.

Tomasz próbował coś z siebie wyksztusić(wykrztusić), jednak żadne słowa nie przychodziły mu na myśl.

„Wiem(przecinek) co tu knujecie” Wrzasnęła jak zawsze głośno i ostro. „Sądzicie, że nie wiem(przecinek)  co o mnie mówią(przecinek)  tak? W sumie mnie to nie obchodzi, a was? Macie płacone za prace(ę),(zbędny przecinek)  i wymagam od was tego (przecinek) żebyście pracowali, a nie stali tutaj i marnowali swój czas i mój dzień! Tak więc panie Jurga! Co do sprawozdań(przecinek)  to są one ważne. I proszę mi je przynieść za półgodziny(pół godziny). A Pan(pan), panie Kowalski(przecinek)  niech się nie pokazuje w nie swojej części biura, nie macie własnych problemów w reklamie?”

„Tak(przecinek)  proszę panią”(PROSZĘ PANI, w podstawówce za "proszę panią" dostawało się reprymendę) odpowiedziało dwóch mężczyzn jednocześnie. Kobieta się odwróciła i poszła dalej w swoim kierunku. Stefan się odwrócił w kierunku kolegi i zrobił śmieszny gest rękoma i głupią minę, Tomasz przez sekundę próbował się powstrzymać ze śmiechu(przecinek)  poczym(po czym) jego kolega wybiegł z jego pokoju. A on jak siedział(przecinek)  tak rzucił się w wir pracy.

Sorry, dalej nie sprawdzam. Nikt mi za to nie płaci. Mam nadzieję, że masz dystans do swoich tekstów albo że szybko się go uczysz, bo miło nie będzie.
Spoiler: Komentarz
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości