Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
W meandrach Prosny
#21
IV − Przygotowania

Rano ceremonia brania prysznica przebiegła identycznie. Spotkali się przy śniadaniu. Prowadzili luźną rozmowę.
− Pamiętasz, Szrama − zaczął Laluś − jak Drab kupił sobie nowe dżinsy?
− Mówisz o Coltach?
− Tak, tu jest siedziba tej firmy.
Czip się zainteresował. Czekał na ciąg dalszy, ale Śliwiński skupił się na przyglądaniu sąsiadkom. Nie pozostało mu nic innego, jak zapytać Szramę, by zaspokoić swoją ciekawość.
− O co chodzi z tymi Coltami?
− Drab pochwalił się, że ma nowe spodnie o idealnej nazwie dla naszego zawodu. Poradził nam, abyśmy też je nabyli. Chciał się pochwalić i postanowił przyjść w nich do pracy. Gdy usiadł w samochodzie, poczuł, jak mu pękły na tyłku. Rozleciały się od karczka wzdłuż kieszeni. Dziura miała ponad piętnaście centymetrów. I skończyła się jego przygoda z Coltami. Teraz omija z daleka tę markę.
− Coś w tym musi być − włączyła się do rozmowy Balicka. − Dawniej kupowałam u nich spodnie, podobały mi się i były trwałe. Ostatnio poszłam po nowe. Wybrałam bardzo podobny model do tych, które nosiłam. Przymierzyłam i pasowały idealnie. Były czarne, lekko sprane. Przy kasie zauważyłam, że metka jest w dziwnym miejscu przyszyta. Przyjrzałam się dokładnie i stwierdziłam, że to jest już druga. Pierwsza tam, gdzie zawsze są metki, została wycięta, a przy zamku wszyta nowa. Zapytałam ekspedientkę, dlaczego tak zarobiono. Nie umiała odpowiedzieć, stwierdziła jedynie, że ostatnio w kilku modelach można to zauważyć. Zrezygnowałam z zakupu. Oni wycinają metki ze starych spodni, farbują je na czarno i wszywają nowe. Cena tych spodni była wysoka, ponad dwie stówy. Nabijają ludzi w butelkę.
− Każdy orze jak może − podsumował Szrama. − Skończyliście? Idziemy do roboty.
Tuż przed ósmą zajęli miejsca w pokoju przydzielonym im przez komendanta. Zdążyli rozłożyć akta, gdy przyszedł Kwaśnik.
− Szrama, możesz porozmawiać z córką, jest u mnie.
− Dziękuję. Czy pozwolisz, aby komisarz Balicka też wzięła udział w przesłuchaniu?
Podinspektor przez chwilę się zastanawiał, w końcu doszedł do wniosku, że obecność ładnej kobiety złagodzi formę tego spotkania.
− Chodźmy.
W gabinecie czekała na nich młoda dziewczyna. Nie miała pojęcia, po co ojciec ją tu przywiózł. Zobaczyła mężczyznę z dużą blizną na policzku i trochę się przestraszyła. Wejście kobiety i jej miły uśmiech pozwolił zapomnieć o pierwszym wrażeniu, jakie wywołał u niej komisarz.
− Dzień dobry − przywitał się Szrama. − Jestem komisarzem Wydziału Kryminalnego Komendy Głównej Policji w Warszawie, a to moja koleżanka, komisarz Barbara Balicka. Chcemy z tobą chwilę porozmawiać − przerwał, uważnie obserwując reakcję dziewczyny. Na jej twarzy zauważył jedynie oznaki zaciekawienia. − Zapewne domyślasz się, że chcemy porozmawiać o wydarzeniach sprzed pół roku. Nie odpowiadaj na nasze pytania od razu. Postaraj się dokładnie sobie przypomnieć to, o co zapytamy.
− Dobrze − odpowiedziała krótko i pewnie.
Zajęli miejsca naprzeciwko dziewczyny.
− Umówiłaś się na randkę z Jackiem Tomankiem zaraz po zakończeniu roku szkolnego. Przypomnij sobie, kiedy to dokładnie było. Przed rozdaniem świadectw, czy już po.
− Jacek skończył wcześniej, zdał maturę w maju i nie chodził do szkoły. Byłam zdziwiona, gdy na początku czerwca czekał na murku przy wyjściu. Podszedł i powiedział, że mu się podobam, ale uczył się do matury i nie miał czasu. Ciągle jednak o mnie pamiętał. Teraz odważył się zagadać. Tak to określił. Zaproponował randkę. Nie zgodziłam się od razu. Wcześniej nie zwróciłam na niego uwagi − opowiadała spokojnie, bez okazywania emocji. Balicka zorientowała się, że ta znajomość to już przeszłość. − Wymieniliśmy się jednak telefonami. Zadzwonił wieczorem i nalegał na spotkanie. Znowu odmówiłam i powiedziałam, żeby dał mi spokój, bo ja też mam koniec roku i kilka przedmiotów do poprawienia. Rzeczywiście przez tydzień nie odzywał się do mnie. Zadzwonił około piętnastego. Doskonale orientował się, że skończył się czas na poprawki. Od tego czasu dzwonił codziennie, rozmawialiśmy coraz dłużej. W końcu zgodziłam się na spotkanie. To było w tym dniu − nie dokończyła, tylko wymownie spojrzała na komisarza.
− Poczekaj, czy jesteś w stanie przypomnieć sobie, kiedy dokładnie zgodziłaś się na spotkanie?
Anna wyjęła komórkę i zaczęła przeglądać historię kontaktów. Po chwili powiedziała.
− Niestety chciałam sprawdzić w telefonie, ale nie obejmuje tamtego okresu. Pamiętam tylko tyle, że gdy się zgodziłam, ucieszył się, a po chwili przeprosił. Nie mógł się spotkać następnego dnia, bo wyjeżdżał do Warszawy, do ambasady amerykańskiej. Miał od września załatwioną pracę w Stanach. Ubiegał się o wizę. Umówiliśmy się za trzy dni w restauracji KTW w parku na godzinę osiemnastą.
− Czy masz numer jego komórki? − zapytała Baśka.
− Tak. − Ponownie zajrzała do telefonu i podała dziewięciocyfrową liczbę. Balicka zapisała i na chwilę wyszła z pokoju. Przekazała numer Czipowi, a ten wiedział, co ma zrobić. Wróciła do gabinetu. Kowalski nadal rozmawiał z Anną.
− Zatem nie pamiętasz, kto zaproponował spacer po parku.
− Nie, może ja, może Jacek.
− A kierunek spaceru?
Na chwilę zamknęła oczy.
− Ja chciałam iść w kierunku Łaziennej. Robiło się późno i ciemno. Jacek namówił mnie na spacer na cypel.
− Czy wiedział, kim jest twój ojciec?
− Nie wiedział − odpowiedziała zdecydowanie. − Zapytał, co robi mój stary. Nie znoszę, gdy tak mówi się o rodzicach. Dlatego to zapamiętałam. To było, nim doszliśmy... Wtedy już wiedział, bo wyjęłam komórkę i wybrałam numer taty.
− Czy koledzy w szkole wiedzą, czyją jesteś córką?
Delikatnie się uśmiechnęła.
− Niestety, chyba cała szkoła wie. Przylatują do mnie, abym im pomogła. A to mandat dostali. A to gdzieś zostali spisani. Takie tam drobiazgi, ale nie dla mnie. Muszę się gimnastykować, co im powiedzieć.  Czasami idę z tym do taty − zakończyła trochę zawstydzona.
− Podobno nie spotykasz się już z Jackiem?
− Proszę pani, po tym wszystkim nie mogłam dojść do siebie. Bałam się wychodzić z domu. Zadzwonił do mnie parę razy. W końcu się odważyłam. To było pięć dni później. W sumie parę razy spotkaliśmy się, ale ciągle wracał do tamtych chwil. Wypytywał o dochodzenie, jakbym coś wiedziała, a ja nie pytałam taty o takie sprawy. W końcu mu powiedziałam, że nic nie wiem, a mordercy nie złapali i nie wiedzą, jak się za to zabrać. Wymyśliłam to, żeby już mnie nie męczył pytaniami. To było na ostatnim spotkaniu. Miał wylecieć do Stanów.
Anna odpowiadała bez żadnych zahamowań, rozwijała swoje wypowiedzi.
− Czy znasz znajomych Jacka?
− Nie. − Tym razem skwitowała pytanie jednym słowem. Balicka zauważyła tę zmianę.
− Może chciałabyś wiedzieć, dlaczego zadajemy ci te pytania? − Zaskoczyła nie tylko Annę, ale i Kowalskiego.
− Tak. Czy go podejrzewacie, że miał coś wspólnego z tymi zabójstwami?
− Podejrzewamy i szukamy dowodów.
− Domyśliłam się. Gdy ze mną zerwał, bo tak to faktycznie wyglądało, spotykał się potem z dziewczyną z Kopernika.  Widziałam go trzy razy z tą samą.
− Znasz ją?
− Tylko z widzenia, dobrze gra w kosza, ja też. Asnyk od lat rywalizuje z Kopernikiem. Wiem nawet, jak się nazywa, Magda Wielgosz. Teraz jest w trzeciej klasie tak jak ja.
Balicka zajrzała do notatek. Do Kopernika chodził syn Drabika, trzeciego na liście najbogatszych mieszkańców grodu nad Prosną.
− A przed tobą z kim się spotykał?
− Nie wiem, nigdy na te tematy nie rozmawialiśmy. On nie pytał o moich poprzednich chłopaków.  Ja próbowałam, ale zawsze odpowiadał, że jego to nie interesuje, więc ja też nie powinnam dociekać. Potem żartował, że w klasie maturalnej nie miał czasu na dziewczyny, co innego wcześniej. Wtedy był jednak głupi, a teraz myśli bardziej poważnie. No wie pani, jak kobieta usłyszy takie słowa, to... − nie dokończyła. Kowalski ledwo powstrzymał się od parsknięcia, gdy usłyszał słowo „kobieta”. Balicka musiała go kopnąć pod stołem.
− Jak długo miał być w Stanach?
− Mówił, że co najmniej trzy miesiące. Wrócił dwa tygodnie temu. Widziałam go w kawiarni z Magdą. Ja też tam byłam z koleżankami. Usłyszałem, jak jej powiedział: „wczoraj przyleciałem i szybko do ciebie zadzwoniłem”. Stąd wiem. Potem już nie podsłuchiwałam.
− Podaj dokładną datę, kiedy byłaś z koleżankami w tym lokalu?
Chwilę się zastanowiła, po czym powiedziała:
− Jedenastego listopada. Zapamiętałam, bo to Dzień Niepodległości.
− Czy znałaś Iwonę Mielcarek?
− Tylko z widzenia. Ja chodzę do angielskiej klasy, ona do francuskiej. Wie pani, nasze klasy nie przepadają za sobą. Tak jest już od lat.
Potem przez kilkanaście minut rozmawiali na temat przebiegu zdarzeń na cyplu. Anna kategorycznie stwierdziła, że nie widziała mężczyzny, który uciekał z miejsca zbrodni. Teraz gdy sobie dokładnie przypomniała, odniosła wrażenie, że chłopak pod pozorem ochraniania jej starał się jednocześnie zasłonić widok. Ona się trzęsła jak galareta, on był całkowicie spokojny. Nie bał się. Balicka zadała jeszcze kilka pytań i w końcu podziękowała za rozmowę. Poprosiła Annę o zachowanie w tajemnicy tego spotkania.
− Jestem córką policjanta, skoro mam milczeć, będę milczała − zapewniła. − Tato, musisz mnie podrzucić do szkoły. Za piętnaście minut mam biologię, a wiesz, jak Szkapa patrzy na spóźnialskich.
Podinspektor rozłożył bezradnie ręce i wyszedł z córką.
− Co robimy z Wielgosz? − zapytała Baśka.
− Na razie nic. Muszę się zastanowić. Trzeba sprawdzić, kiedy faktycznie powrócił.
Wrócili do swojego pokoju. Zastali panią prokurator Nowicką, którą Laluś zabawiał rozmową .
− Czip, załatwiłeś biling Jacka?
− Tak, wysłaliśmy wiadomość, pani prokurator podpisała. Powinniśmy jutro otrzymać.
− Dobrze. No to teraz czekamy.
Nowicka przestała rozmawiać z Nowocieniem, spojrzała spod okularów na Kowalskiego i dopiero po kilku sekundach zadała pytanie:
− Mamy jakieś nowe ślady? Czy córka komendanta pomogła?
Kowalski zreferował krótko najistotniejsze informacje. Poinformował także, że na razie nie podjął decyzji dotyczącej Magdy Wielgosz. Nie bardzo widzi powód, dla którego miałaby wzbudzić zainteresowanie Jacka. Na pewno dotarłaby do niego informacja o ewentualnym kontakcie z Magdą. Nie mają stuprocentowej pewności, że wykorzystuje ją do ustalenia harmonogramu zajęć młodego Drabika. Magda jest w trzeciej klasie a Drabik w pierwszej. Do tej pory nie ustalili, aby w przypadku pierwszej ofiary ktoś się z nią kontaktował. Na pewno nie był to Jacek. Komisarz Zabielski nie ustalił żadnych znajomych Mielcarek spoza szkoły. Nie spotykała się też z kolegami ani koleżankami. Nawiązał znajomość z córką komendanta tylko po to, aby śledzić postępy śledztwa. Kowalski przyznał, że Jacek czuł się bezpieczny.
W tym czasie Balicka zadzwoniła do Komendy Głównej i skontaktowała się z przedstawicielem straży granicznej. Przypomniała się i poprosiła o kolejną przysługę. Podała dane Jacka i prawdopodobne daty powrotu. Zapewniła, że na pewno wyleciał i przyleciał LOT-em. Miała otrzymać informację za parę godzin. Czip i Laluś nie uczestniczyli w rozmowie. Siedzieli spokojnie na krzesłach i jedynie przysłuchiwali się dyskusji.
− Nadszedł czas, aby dokładniej przyjrzeć się naszemu podejrzanemu.
− Znam jego ojca − poinformowała prokurator. − Z dokumentów, nie osobiście − Szybko zastrzegła, po czym wyjaśniła. − Przed przejściem do prokuratury pracowałam w wydziale cywilnym sądu. Przeciwko spółce, którą zarządza Tomanek, wpłynęło kilka pozwów o odszkodowania za zerwanie umów. Podsumowując, mogę stwierdzić, że jest to człowiek, który nie liczy się z nikim. Ma na względzie tylko interes firmy. Dla niego najważniejsze są pieniądze. Musi generować duże zyski, skoro pomimo wielu przegranych spraw, nadal jest w zarządzie. Widocznie w sumie wychodzi to spółce na plus. Być może syn wyniósł takie podejście do mamony z domu rodzinnego.
− Syn nie mieszka z rodzicami − zauważył Szrama.
− Nie, rodzice zostawili mu mieszkanie, a sami przeprowadzili się do willi w Opatówku. Wybudowali ją trzy lata temu.
− Nie zapominajmy o jednym. Jacek Tomanek jest naszym głównym podejrzanym, ale nie mamy żadnych dowodów na jego udział w obu morderstwach − stwierdziła Balicka. − A co zrobimy, gdy okaże się, że jednak jest niewinny?
− Będziemy szukali dalej − krótko odpowiedział Szrama. − W tej chwili nie mam innego podejrzanego. Chętnie posłucham nowych propozycji.
Słowa komisarza spowodowały jedynie to, że wszyscy umilkli. Czip i Laluś przyjęli je obojętnie. Nie zapoznali się z aktami spraw, nastawili się jedynie na wykonywanie poleceń Baśki i Szramy. Baśka natomiast wzięła uwagę szefa do siebie. Poczuła się lekko skrzywdzona. Uznała, że tylko podniosła problem, gdy de facto zgadzała się ze Szramą. Prokurator również przyjęła rolę obserwatora i pomocnika. Nie miała własnych koncepcji prowadzenia śledztwa. W tym zakresie postanowiła polegać na doświadczeniu komisarza. Wczorajsze popołudnie poświęciła na zebranie opinii o człowieku z blizną na twarzy. Była zdziwiona tym, co o nim usłyszała. Zapamiętała jedno, nie należy mu przeszkadzać, gdy złapie trop. Nie patrzy wtedy na żadne przepisy i uwarunkowania prawne, które mogą spowalniać śledztwo. Idzie jak burza. Od dobrego znajomego z ABW dowiedziała się, że przyczynił się do wykrycia wszystkich organizatorów zamachu w Warszawie. Przy czym słowo „przyczynił” należy potraktować dość ogólnikowo. On po prostu ich wykrył. Oczywiście nie dowiedziała się o szczegółach, znała tylko oficjalne komunikaty. Niemniej jednak pilnie czytała rewelacje jednego z tygodników warszawskich przedstawiających wersję wydarzeń znacznie różniącą się od tej urzędowej.
Ponieważ pozostało jeszcze kilka godzin do prawdopodobnego wyjazdu rodziców uprowadzonej dziewczyny, Szrama postanowił wyjść na krótki spacer. Na miejsce podrzucenia ciała Iwony Mielcarek dotarł po dziesięciu minutach. Chciał osobiście obejrzeć zarośla nad brzegiem Prosny. W aktach znajdowały się zdjęcia zarówno z ciałem ofiary, jak i z manekinem. Dokładnie sprawdzono, czy nie można było ich wcześniej odkryć, skoro były tam od kilkunastu godzin. Nie podważył wniosków Zabielskiego, ale uważał, że dobry pies tropiący musi zacząć od początku. Postał kilka minut i poszedł w kierunku tamy na wale. Stwierdził, że przejście na drugą stronę jest możliwe, ale wymaga dużej sprawności. Gdy wracał tą samą drogą, z ciekawością obejrzał budynek teatru imienia Wojciecha Bogusławskiego. Trochę czytał na jego temat. Wiedział, że teatr został założony w 1801 roku przez Wojciecha Bogusławskiego i była to jedna z trzech najstarszych scen dramatycznych w Polsce. Po wielu perturbacjach obecny budynek został ukończony trzy lata przed wybuchem drugiej wojny światowej.
Do komendy wrócił po godzinie w pełni zrelaksowany. Po drodze wypalił dwa papierosy. Mógł teraz przystąpić do pracy. Zaraz po przekroczeniu progu pokoju Balicka poinformowała, że otrzymała informację od straży granicznej.
− Jacek Tomanek wyleciał z kraju dwudziestego ósmego sierpnia, a powrócił trzydziestego października. Nie okłamał Wielgosz.
− Komisarzu − wtrąciła się pani prokurator − nie macie materiałów na Tomanka. Żaden, nawet doskonały krawiec nie skroi z tego aktu oskarżenia.
− Oczywiście, cały czas twierdzę, że nie mamy dowodów. Mamy jednak podejrzanego, który nie jest głupcem.
−  Pan ma, żeby była jasność − stwierdziła z całą stanowczością.
Kowalski spojrzał na nią, a następnie utkwił wzrok w Baśce. Podejrzewał, że w trakcie jego nieobecności musiały dyskutować na temat Tomanka. Miał nadzieję, że wymyśliły coś nowego, na co on nie wpadł.
− Mam, a czy panie mogą zaproponować innego? − zapytał z wyraźnym położeniem nacisku na słowo „panie”.
Spojrzały po sobie, ale nie odpowiedziały.
− Szkoda − podsumował Szrama po minucie milczenia.
Czip z Lalusiem byli zajęci przeglądaniem akt. Spodziewali się, że niedługo skończy się dla nich okres leniuchowania. Wyjazdy w delegację wyglądały zawsze tak samo. Dwóch funkcjonariuszy zapoznawało się ze sprawą, a gdy opracowali plan dalszego prowadzenia śledztwa, ściągali posiłki, oczywiście w razie konieczności. Rola odsieczy polegała na realizacji kolejnych punktów harmonogramu działań. Do sprawy włączali się dopiero w momencie, gdy plan utknął w miejscu i Szrama potrzebował wsparcia. Czuli, że niedługo ich zatrudni, więc woleli się przygotować.
Komisarz wyjął papierosa i trzymał go w dłoni. Jego spojrzenie ugrzęzło na tablicy. W pokoju słychać było jedynie szelest przewracanych kartek i odgłos uderzeń w pudełko papierosów. Po pięciu minutach Szrama wstał i zaczął dorysowywać kółka na tablicy. W pierwszym napisał „zaopatrzenie”, od niego poprowadził kilka kresek zakończonych mniejszymi okręgami. W drugim umieścił słowo „transport” i od niego narysował kolejne kreski. Odwrócił się do kolegów i powiedział:
− Czip, sprawdź lokalizację wszystkich firm przy głównych drogach wylotowych z miasta. Gdy poznamy miejsce odebrania dziewczyny, należy ustalić, czy znajdują się w pobliżu jakieś kamery. Przejrzyjcie także zdjęcia satelitarne okolicy. Szukamy samotnych stodół, porzuconych gospodarstw, wszystkiego gdzie przez trzy dni można przetrzymywać dziewczynę.
− W jakim promieniu od miasta?
− Do dwudziestu kilometrów. Skupcie się w okolicach Gołuchowa.
− Dlaczego tam? − zapytała Balicka.
− Bo to nie są głupcy. Uważają, że jeżeli porwali dziewczynę mieszkającą w Opatówku, to w tym rejonie będziemy szukać. Sądzę, że popełnili błąd i przedobrzyli. Skupmy się na przeciwnej stronie.
− Przecież nie wybierali ofiary ze względu na miejsce zamieszkania. Porwali córkę Skoczylasa nie ze względu, że tam mieszkają. Komisarzu, to nie jest uzasadniony argument − kategorycznie stwierdziła prokurator Nowicka. Patrzyła na Kowalskiego i czekała na jego odpowiedź.
Szrama nawet nie spojrzał w jej stronę. Kontynuował wydawanie poleceń.
− Laluś, jaki masz samochód?
Podkomisarz Śliwiński uśmiechnął się od ucha do ucha.
− Landzika.
− Kurwa, na pewno będę tego żałował. Weź od inspektora parę lewych tablic i pojedź pod zamek w Gołuchowie. Czekaj na informacje i pozostań na nasłuchu.
Laluś wyszedł z pokoju. Kowalski zadzwonił do Zabielskiego. Poprosił go, aby wszystkie wolne samochody skierował w okolice Głuchowa. Mają zabezpieczyć drogi wylotowe we wszystkich kierunkach i fotografować każdy pojazd.
− Stawiam wszystko na jedną kartę − poinformował Baśkę. − Gołuchów nie jest daleko, zawsze zdążymy przerzucić naszych w inny rejon, ale jeżeli trafimy, będziemy znacznie bliżej.
− Komisarzu, czy nie obawia się pan, że tyle samochodów w jednym miejscu zostanie zauważonych? − zapytała Nowicka.
− Nie. Porywacze nie krążą wokół terenu. Oni obserwują drogę, którą przyjedzie ojciec. Za nim nikt nie będzie jechał. Nasi będą przed i zatrzymają się na parkingach. Mogą zobaczyć tylko jeden samochód. To nie wzbudzi ich podejrzeń.
Kolejny raz zapanowała cisza. Czip pracował przy laptopie, Baśka czytała akta, a Nowicka bawiła się długopisem. Tylko Kowalski spacerował wzdłuż tablicy i od czasu do czasu przystawał.
− Nad czym tak dumasz? − zapytała Baśka, Nowicka też spojrzała na Szramę.
− Co robić, gdy mała nic nam nie pomoże? Kiedy i kogo zaatakują następnym razem?
− Chyba tego chłopaka − podpowiedziała prokurator.
− Nie jestem tego taki pewien. To byłaby już czwarta ofiara z tego samego kręgu młodych osób. Dużo, stanowczo za dużo.
− Wytypowaliśmy wszystkie rodziny. Informacja o morderstwach została rozpowszechniona jedynie w kaliskim.
− Tak, to jest nasza szansa. Równie dobrze mogą zakończyć po otrzymaniu okupu. Zależy ile dostaną.
− No dobra, zrelaksujmy się. Długo pani pracuje w prokuraturze? − zwrócił się do Nowickiej.
Uśmiechnęła się i zdziwiona tą nagłą zmianą tematu odpowiedziała:
− Trzy miesiące temu przeprowadziłam się do Kalisza i rozpoczęłam pracę.
− Co panią tu ściągnęło?
− Kalisz to taki mały Poznań. Rok temu przyjechałam tu z rodzicami. Mieszkaliśmy przez dwa dni w "Europie". Zwiedzałam miasto i okolice, między innymi zamek w Gołuchowie. Bardzo mi się tutaj spodobało. Jestem poznańską pyrą − uśmiechnęła się ponownie. − Wie pan, tam, gdzie są tytki, sznytki, a ryczka to taboret. Zostałam prokuratorem, chociaż w tej robocie można się opypłać.
− Ja tam wolę klapsztulę − odpowiedział.
− A rampuć albo parzybrodę pan jada?
− Raczej chabas.
Balicka patrzyła na nich z otwartymi ustami. Nie miała pojęcia, o czym rozmawiają. Szrama kolejny raz ją zaskoczył.
− Baśka, jesteś mrzygłód i dlatego nie wiesz. Spróbowałabyś kiedyś skopowiny.
Nowicka zaczęła się głośno śmiać.
− Zan pan gwarę poznańską.
− Ledwie parę słów. Przyjechała pani do Kalisza za mężem?
− Nie, jestem panną. Uciekłam z domu rodzinnego, chciałam się usamodzielnić. No dobrze, może teraz pan coś opowie o sobie?
Baśka spojrzała na Szramę i czekała, co powie. Nawet Czip odwrócił głowę.
− Jestem gliną. Za godzinę powinno się zacząć. Wyskoczę na szluga, nie chcę tutaj dymić.
Uciekł z pokoju.
− Od czego ma tę szramę? − zapytała Baśkę.
− Postrzał w jakiejś obławie. Nie chce sobie popsuć autorytetu i nie robi operacji plastycznej.
Wstała i również wyszła z pokoju. Odszukała Szramę i usiadła obok niego na ławeczce przed komendą. Nie powiedziała ani jednego słowa, czekała aż Szrama zacznie. Ten tylko spojrzał na nią przez chwilę i zaciągnął się, wypuszczając kółko z dymu. Posiedzieli w milczeniu. Gdy wypalił, złapał Baśkę pod ramię.
− Przejdziemy się trochę. Nie lubię czekać. Jestem wkurzony, że taki gówniarz wodzi nas za nos. Naoglądał się filmów i gra cwaniaka. − Kowalski szedł i wyrzucał z siebie myśli. − Jedyna szansa w tym, że jego wspólnik popełni błąd. Pierwsze morderstwo było dziełem Tomanka, dlatego tak późno podrzucili zwłoki. Drugie wspólnika, teraz jadą na jednym wózku. Będzie drugie porwanie i znikną. Mam przeczucie. Tylko nie mam zielonego pojęcia, kogo teraz zaatakują. Trzeba jeszcze raz rozejrzeć się dookoła. Musimy to zrobić zaraz po przesłuchaniu. Dzisiaj jest czwartek, jutro piątek, potem weekend. Kogo można zaatakować w sobotę?
− Sądzisz, że zrobią to natychmiast?
− Skoro on wodzi mnie za nos, to teraz będę myślał tak, jak ja bym to rozegrał. Mamy półtora dnia. W niedzielę będzie musztarda po obiedzie. Trzeba spiąć dupę. Wracamy. Przepraszam, że na ciebie naskoczyłem.
− Nie ma za co − skwitowała Balicka.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
Reklama AdSense
#22
(07-03-2017, 20:19)burak napisał(a): III − Porwanie

− Szybcy są. Zadzwoń do Czipa, niech zabierze wszystkie zabawki i przyjadą w dwa (Mimo że to dialog, to raczej 'dwoma samochodami'.) samochody.

Zwariował pan (?)(U)usłyszał w słuchawce. − Na jakiej niby podstawie?

Zawsze i nigdy (Albo zawsze, albo nigdy.) nie mają opóźnień. Oczywiście dotyczy to miasta.

Musimy sprawdzić, oni to zrobili, (Fragment zdania niezrozumiały, poleciałeś jakimś skrótem myślowym.)o której godzinie listonosz wrzuca listy do skrzynki.

Szybko znalazł adres i uruchomił laptopa. (Zbędna spacja.) Uruchomił mapę i dokładnie obejrzał otoczenie budynku, w którym powinien mieszkać podejrzany.

To (Tego dowiedzą się... To będą wiedzieli...) dowiedzą się po rozmowie, którą powinni przeprowadzić w domu i to natychmiast, gdy tylko zaistnieje taka możliwość.

Pożegnali się i wrócili do hotelów (Jednak wolę hoteli, tak jak lokali).

Dużo się dzieje w tej części, ustalenia, opracowanie akcji, mimo to dobrze się czyta. Wszystko jak dla mnie jest jasne :D
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#23
Dziękuję Naw :D

Też zdecydowanie wolę hoteli, nie wiem co mi strzeliło, że napisałem "hotelów"
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#24
(17-03-2017, 18:36)burak napisał(a): Przymierzyłam i pasowały idealnie. Były czarne lekko sprane.

No bez żartów, jestem przekonana, że Balicka wie, że "czarne, lekko sprane" to nie jest informacja, która interesuje facetów, jeżeli chodzi o kontekst tej rozmowy.

Cytat: a przy zamku wszyta nowa.
Co za fuszera. Metki są zazwyczaj na tylnej części spodni, nie z przodu.

Generalnie, cała ta rozmowa wydaje mi się być sztuczna jak diabli.

Cytat:w końcu doszedł do wniosku, że obecność ładnej kobiety złagodzi formę tego spotkania.
Ponieważ jego córka zdążyła w międzyczasie zrobić comingout?

Cytat:Wejście kobiety i jej miły uśmiech pozwolił zapomnieć o pierwszym wrażeniu.
Czyżby?

Cytat: Na jej twarzy zauważył jedynie oznaki zaciekawienia.
Czyżby? x2. Nie powinna raczej być nieco zestresowana? Ojciec przywiózł ją na komendę, do pokoju wszedł groźnie wyglądający facet (jak dla nastolatki, to pewnie i stary, a ona okazuje jedynie zaciekawienie? Ja na jej miejscu raczej bym się denerwowała...

Cytat:opowiadała spokojnie, bez okazywania emocji.
Czyli całe zaciekawienie minęło – nie zaciekawiło jej nawet, dlaczego wypytują akurat o jej randkę? Nie przyszło nagle do głowy, że może go podejrzewają i, jeśli mają racje, nie przestraszyło jej, że spacerowała ręka w rękę z mordercą?

Cytat:Nie mógł spotkać się nazajutrz, bo wyjeżdża do Warszawy do ambasady amerykańskiej. Miał od września załatwioną pracę w Stanach.
A ten przeskakujący jak wariat czas tutaj, to co to jest? :D W tym kontekście mam wrażenie, że on dopiero jeszcze pojedzie do Warszawy... A to chyba się wydarzyło?

Cytat:Niestety, chyba cała szkoła wie.
Cała szkoła wie, tylko nie Jacek, absolwent tej szkoły? Umysł rozwielitki, nie umiem się tylko zdecydować, które z nich... Czy Anna, wierząc, czy Jacek, serio nie wiedząc.

Cytat: a ja nie pytałam się taty
Raczej "nie pytałam się ani taty", chociaż "się" bym wymieniła na "siebie", a i w ogóle pytanie siebie samej o dochodzenie prowadzone przez ojca wydaje mi się być cokolwiek dziwne...

Cytat:Chwilę się zastanawiała i podała datę:
− Jedenastego listopada. Zapamiętałam, bo to Dzień Niepodległości.
Gdyby tak to zapamiętała, to by się nie zastanawiała...

Cytat:− Nie zapominajmy jednak o jednym. Jacek Tomanek jest naszym głównym podejrzanym, nie mamy jednak żadnych dowodów na jego udział w obu morderstwach − stwierdziła Balicka. − A co zrobimy, gdy okaże się, że jest niewinny?
A co zrobimy, gdy okaże się, że jednak jest niewinny? :D

Cytat:Nie zapoznali się z aktami spraw, nastawili się jedynie na wykonywanie poleceń Baśki i Szramy.
Pełen profesjonalizm.

Cytat:Uśmiechnęła się i zdziwiona tą nagłą zmianą tematu, odpowiedziała:
− Trzy miesiące temu przeprowadziła się do Kalisza i rozpoczęłam pracę.
A ona czemu mówi o sobie w trzeciej osobie nagle? :)

Cytat: Przyjechała pani do Kalisza za mężem?
A co to, akcja dziesie się w XIX wieku?



Coraz bardziej się wszystko rozjaśnia, i w ogóle, ale mam wrażenie, że Twój styl trochę... spowalnia. Paradoksalnie, chociaż dzieje się coraz więcej, i chociaż wyjaśniane jest coraz więcej, zdaje się być coraz mniej dynamicznie, bardziej statycznie, spokojnie... Popracowałabym nad tym.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#25
Dziękuję Gin.

Cytat:
(17-03-2017, 17:36)burak napisał(a): napisał(a):Przymierzyłam i pasowały idealnie. Były czarne lekko sprane.

No bez żartów, jestem przekonana, że Balicka wie, że "czarne, lekko sprane" to nie jest informacja, która interesuje facetów, jeżeli chodzi o kontekst tej rozmowy.

Akurat ta informacja jest istotna w dalszej części wypowiedzi Balickiej.

Cytat:
Cytat: napisał(a):a przy zamku wszyta nowa.
Co za fuszera. Metki są zazwyczaj na tylnej części spodni, nie z przodu.

Jestem w stu procentach pewny, że nie nosisz dżinsów.
One mają wszyte metki z przodu, pod pasem. Przynajmniej tej firmy, która ma siedzibę w Kaliszu.

Cytat:
Cytat: napisał(a):Niestety, chyba cała szkoła wie.
Cała szkoła wie, tylko nie Jacek, absolwent tej szkoły? Umysł rozwielitki, nie umiem się tylko zdecydować, które z nich... Czy Anna, wierząc, czy Jacek, serio nie wiedząc.

Słusznie Szanowna Czytelniczko. Nie tylko Ty zwróciłaś na to uwagę.
Cytat:
Cytat: napisał(a):Nie zapoznali się z aktami spraw, nastawili się jedynie na wykonywanie poleceń Baśki i Szramy.
Pełen profesjonalizm
Dlaczego tak postępują, wyjaśniłem w pierwszym rozdziale.
Cytat:
Cytat: napisał(a):Przyjechała pani do Kalisza za mężem?
A co to, akcja dzieje się w XIX wieku?
A co to? Nie może użyć takiego zwrotu? :p

Jeszcze raz dzięki.

:fancy:
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#26
Nie chodzi o użycie takie zwrotu – chodzi o założenie, że jeśli kobieta się gdzieś przeprowadza, to za panem i władcą, żeby nie musiał za długiego łańcucha w tej kuchni robić... :P
W dzisiejszych czasach kobieta sama może dostać kuszącą ofertę pracy :P
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#27
(17-03-2017, 18:36)burak napisał(a): IV − Przygotowania

− Pamiętasz, Szrama − zaczął Laluś − (j)Jak Drab kupił sobie nowe dżinsy?

Czip się zainteresował. Czekała (Raczej 'czekał' – jak rozumiem to Czip był zainteresowany.) na ciąg dalszy, ale Śliwiński skupił się na przyglądaniu sąsiadkom. Nie pozostało mu nic innego, jak zapytać Szramę, by zaspokoić swoją ciekawość.

Przekazała numer Czipowi, (a) ten wiedział, co ma zrobić. Wróciła do gabinetu.

− Czy koledzy w szkole wiedzą (przecinek) czyją jesteś córką?

Być może syn wyniósł takie podejście do mamony z domu rodzinnego.(nowy akapit w nowej linijce)− Syn nie mieszka z rodzicami − zauważył Szrama.

Jacek Tomanek jest naszym głównym podejrzanym, (ale?) nie mamy (zbędna spacja) żadnych dowodów na jego udział w obu morderstwach − stwierdziła Balicka. − A co zrobimy, gdy okaże się, że jednak jest niewinny?

Skupmy się po (na) przeciwnej stronie.

Porwali córkę Skoczylasa,(zbędny przecinek) nie ze względu, że tam mieszkają.

Nasi będą przed i stali (zatrzymają się) sobie na parkingach.

Uśmiechnęła się i zdziwiona tą nagłą zmianą tematu,(albo bez przecinka, albo drugi przed 'zdziwiona') odpowiedziała:

Jestem poznańską pyrą − uśmiechnęła się ponownie. − Wie pan, tam, gdzie są tytki, sznytki(przecinek) a ryczka to taboret.

Dzisiaj jest czwartek(przecinek) jutro piątek(przecinek) potem weekend. (Przecinki muszą tu być, ponieważ wymieniasz kolejne terminy.)

Wszystko jasne, tylko w jakim celu poinformowali córkę gliniarza, że jej były jest podejrzanym. Jeśli planowali tą drogą go powiadomić i sprowokować, to nie mieli pewności, że ona mu przekaże. Jeśli takich planów nie było, to powiadamianie kogokolwiek, kto jest podejrzanym, to błąd.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#28
Dziękuję Nawko  :clap:

V − Woda mineralna

O godzinie czternastej podinspektor Kwaśnik przyniósł do pokoju radiostację i ustawił na częstotliwość przygotowaną dla wszystkich punktów obserwacyjnych. Usiadł na końcu stołu i czekał na pierwsze meldunki. Atmosfera w pokoju stawała się coraz bardziej napięta. Nowicka praktycznie co minutę spoglądała na zegarek. Baśka pomagała Czipowi. Jedynie Kowalski był oazą spokoju. Uruchomił laptopa i zaczął wpisywać w Google zapytania o najbogatszych ludzi w Polsce. Potem przeszedł do konferencji i spotkań biznesowych. Trafił na konferencję w Gołuchowie, która miała miejsce rok temu. Gdy zaczął czytać artykuł na ten temat, zgłosił się pierwszy posterunek.
− Melduj.
Ptak wyleciał z gniazda i skierował się w stronę Opatówka. Jest sam.
− Dziękuję. Zostańcie na miejscu.
Komisarz wstał i podszedł do tablicy. W rogu napisał: „Godzina  15,36”. Podszedł do laptopa i otworzył nową stronę, którą miał już przygotowaną. Była na niej mapa satelitarna Kalisza i okolic.
− Czip, znalazłeś coś pod Gołuchowem?
− Szukam w stogu siana, muszę mieć więcej informacji.
− Tylko sobie wytypuj ewentualne miejsca, miej je w głowie.
− OK.
W głośniku usłyszeli:
Stoimy przy motelu Czarnuszka, skręcił w Parkową.
− Dziękuję.
Kowalski odszukał ulicę i powiększył obraz. Za nim stała Balicka i Nowicka.
− Tam są lasy − zauważyła prokurator.
− To nic nie znaczy, teraz będzie jeździł po okolicy z jednego miejsca w drugie. Gdzieś na trasie sprawdzą, czy jest sam. Nie obstawimy całego terenu. Zapewne odbierze kolejną wiadomość i pojedzie w inne miejsce. Czekajmy.
Kowalski nadal zachował stoicki spokój. Nie sięgnął nawet po papierosa. Po piętnastu minutach ten sam posterunek zameldował, że Skoczylas wyjechał z lasu i skierował się do Kalisza. Meldunek z pierwszego posterunku nie nadszedł pomimo odpowiedniego upływu czasu. Szrama przyglądał się mapie obejmującej Kalisz, Opatówek i Gołuchów.
− Zyga, przestaw oba radiowozy na czterysta czterdziestą drugą. Niech jeden stanie na skrzyżowaniu w Piotrowie a drugi w Jankowie Pierwszym. Ci do Piotrowa niech się pospieszą.
Podinspektor wydał odpowiednie dyspozycje. Rozpoczęło się oczekiwanie. Kowalski po dopisaniu drugiej godziny obliczył czas, w którym powinien pojawić się kolejny komunikat. Oczywiście jeżeli dobrze przewidział trasę, którą miał pokonać ojciec dziewczyny. Pomylił się o pięć minut.
Posterunek w Piotrowie melduje, że nas minął, jedzie na północ.
Podinspektor spojrzał z uznaniem na Szramę. Na tablicy pojawiła się trzecia cyfra: „16.15”. Po upływie pół godziny nerwowego oczekiwania Szrama stwierdził:
− Teraz następuje wymiana. Za kilkanaście minut zamelduje Piotrów.
− Jest pan strasznie pewny siebie − stwierdziła Nowicka. − A skoro tak, to mogliście wysłać więcej radiowozów i dokładnie obstawić cały teren.
− Później podyskutujemy na ten temat − odpowiedział. W ocenie Baśki nie było to zbyt miłe i świadczyło o jednym: Szrama zaczynał się denerwować. W takich sytuacjach nie dyskutuje, bo mu to przeszkadza w skupieniu.
Wraca, ma dziewczynę.
Teraz wszyscy głęboko odetchnęli. Kowalski szybko spojrzał na zegarek i umieścił ostatnie cyfry na tablicy: „16.55”.
− Zyga, zmobilizuj na jutro wszystkie radiowozy. Odwołaj akcję, niech wrócą do domów i odpoczną.  O szóstej rano mają być gotowi. Jedziemy do Skoczylasów.
Zadzwonił do Lalusia.
− Tomek, rozejrzyj się po okolicy, ale na piechotę. Przejdź się po lesie gołuchowskim, ale nigdzie nie wchodź. Jesteś turystą. O osiemnastej wróć do Kalisza.
Piętnaście minut później Czip podjechał pod bramę posesji Skoczylasów.
− Baśka, użyj swojego uroku i załatw nam otwarcie bramy.
Balicka wysiadła i zadzwoniła domofonem. Natychmiast usłyszeli głos kobiety:
Słucham.
− Dzień dobry. Chcielibyśmy z państwem porozmawiać. Komisarz Barbara Balicka Komenda Główna Policji.
Męża nie ma. Proszę przyjechać jutro.
Szrama słyszał całą rozmowę i uśmiechnął się pod nosem.
− Pani prokurator musi wkroczyć do akcji. Baśki urok nie zadziałał. Czip, podjedź bliżej i zablokuj wjazd.
Gdy auto stanęło na wprost bramy, wysiadła Nowicka i włączyła się do rozmowy.
− Prokurator Sylwia Nowicka, proszę otworzyć.
Męża nie ma w domu − powtórzyła żona. − Zabronił mi kogokolwiek wpuszczać na teren posesji.
− Mam nakaz przeszukania, czy otworzy pani nam bramę, czy mamy wezwać antyterrorystów?
− Szrama, pomóż im, bo będziemy tu stali jak te kołki w płocie − zaproponował Czip.
Domofon milczał. Pomimo kilkakrotnego naciskania przycisku przez Nowicką, nikt nie odbierał.
− Jak im pomogę, to Ptica powiesi cię za jaja − stwierdził z uśmiechem Kowalski. − Tyle naszego, że teraz się pośmiejemy. Zaraz nie będzie wesoło, bo widzę, jak podjeżdża pan i władca.
Balicka podeszła do samochodu.
− Dobrze się bawicie?
− Nie denerwuj się, masz drugą szansę, zbliża się Skoczylas.
Do wjazdu na własną posesję podjechał Porsche Cayenne. Już kilkanaście metrów przed bramą dwukrotnie użył klaksonu. W końcu stanął tuż obok policyjnego busa. Wyskoczył czterdziestoparoletni mężczyzna i natychmiast podbiegł do Czipa.
− Proszę odjechać, blokuje pan wjazd na teren prywatny.
− Policja − odpowiedział krótko.
− I co z tego? Zjeżdżaj pan z drogi, bo... − zawiesił głos.
Zza busa wyszła Balicka a za nią Nowicka. Baśka przepuściła panią prokurator.
− Prokurator Nowicka − przedstawiła się i pokazała legitymację służbową. − Musimy z panem porozmawiać, a przede wszystkim z córką. Możemy zrobić to dyskretnie, gdy przestanie pan używać sygnału dźwiękowego i pozwoli nam wjechać na teren posesji. Możemy również wejść siłą. Tu mam nakaz przeszukania domostwa.
Skoczylas wyciągnął rękę po dokument. Uważnie przeczytał, spojrzał na kobiety i nacisnął pilota. Brama powoli się otworzyła.
− Proszę wjechać.
Kowalski siedział z tyłu i dokładnie przyglądał się dziewczynie. Siedziała obok kierowcy i z uwagą obserwowała scenę rozgrywającą się przed oczami. Nie była zdenerwowana, raczej spokojna. Szrama odetchnął z ulgą. Na pewno nie spotkała ją żadna krzywda w trakcie kilkudniowego uwięzienia.
Gdy wjechali na podjazd przed rozległą willą, zobaczyli dwóch ochroniarzy stojących przed drzwiami wejściowymi. Po chwili wyszła matka dziewczyny i podbiegła do córki. Mocno ją przytuliła i coś szeptała. Kowalski nie słyszał kobiet, ale zauważył, jak dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy.
Skoczylas podszedł do żony i chwilę rozmawiał, następnie odwrócił się do Nowickiej.
− Proszę wejść do środka. Porozmawiamy, nim zezwolę na przeszukanie mieszkania.
Kowalski usłyszał i od razu uznał, że nie będzie to rozmowa w miłej atmosferze. Po chwili wszyscy weszli do środka. Gospodarz zaprosił gości do dużego salonu i wskazał miejsca. Matka zabrała córkę do dalszej części willi.
− Słucham − zwrócił się do pani prokurator.
− Chcemy porozmawiać o córce i pańskich kontaktach z porywaczami. Najpierw przedstawię komisarza Kowalskiego z Komendy Głównej Policji i jego dwoje współpracowników komisarz Balicką i aspiranta Czekalskiego.
Wymienieni lekko skłonili głowy. Skoczylas nawet nie raczył na nich spojrzeć.
− Nie wiem, o czym pani mówi − odpowiedział. Nowicka nie ukryła swojego zdziwienia, spojrzała na Kowalskiego. Wyraźnie nie spodziewała się takiej reakcji ojca porwanej dziewczyny. Szrama nie czekał na pozwolenie.
− Pan wie i ja wiem. Niech pan przestanie rżnąć głupa. Prowadzimy śledztwo w sprawie morderstw, o których pan również doskonale wie.
− Proszę uważać na swoje słownictwo. Nie jestem pańskim kolegą.
Komisarz nie zamierzał ustąpić. Doszedł do wniosku, że albo go złamie, albo zapuszkuje.
− Odpowie pan na pytania, czy nie?
− Tylko w obecności adwokata. Muszę do niego zadzwonić, ale uprzedzam, że jest na wczasach w Grecji i może wrócić za tydzień. Do tego czasu nie mam nic do powiedzenia.
− Pański wybór. − Odwrócił się do Czipa i wydał dyspozycję:
− Skuj i zawieźcie go na dołek. − Po czym zwrócił się do biznesmena. − Jest pan zatrzymany za utrudnianie prowadzenia śledztwa. Zarzuty mogą ulec zmianie. Grozi panu współudział w dwóch morderstwach oraz uprowadzenie własnej córki.
− To jest absurd. Zapłaci pan za to.
− Skoro podniósł pan tę kwestię, to ile pana kosztowało wykupienie córki? Sto, dwieście a może ćwierć miliona?
Czip podszedł z kajdankami i czekał na znak szefa.
− Gówno was to obchodzi.
Szrama kiwnął głową. Czip chwycił prawą rękę Skoczylasa i założył kajdanki, potem odwrócił go i nałożył na lewą, zapinając z tyłu. Balicka zadzwoniła do podinspektora i poprosiła o konwój.
− Zapłacisz za to glino. Już po tobie cholerny psie − odgrażał się coraz głośniej. Do pokoju weszła żona aresztowanego.
− Co tu się dzieje? − zapytała, a gdy zobaczyła skutego męża, zwróciła się do Nowickiej: − Za co go aresztowaliście? On nie zrobił nic złego. Odebrał tylko córkę.
− Nie chce udzielić nam informacji. Ukrywa dowody. Naraża na śmierć kolejne osoby. Czy to wystarczy? − Teraz prokurator przeszła do ataku.
Zapadła cisza. Żona odwróciła się do męża.
− Powiedz wszystko, tak będzie lepiej.
− Nie wtrącaj się, to nie jest twoja sprawa. Zajmij się Martą, nie dopuść ich do niej. Wezwij lekarza.
Kowalski zauważył, że w drzwiach stoi córka i obserwuje całą scenę. Po chwili się wycofała. Przyjechał radiowóz. Czip wyprowadził zatrzymanego.
− Szefie, nic nie możemy zrobić, to jest policja − tłumaczył jeden z ochroniarzy. Skoczylas nawet na niego nie spojrzał. Po piętnastu minutach został osadzony w areszcie.
W tym czasie Balicka prowadziła rozmowę z matką dziewczyny. Zauważyła, że kobieta po słowach męża przygasła. Nie miała wiele do powiedzenia w tym związku. Zrezygnowana usiadła na kanapie. Ruchem dłoni wskazała nieproszonym gościom fotele, w których usiedli.
− Decyzja należy do pani − tłumaczyła. − Ponieważ mąż nie chce współpracować, musimy porozmawiać z córką. To zajmie dosłownie pół godziny.
− Marta jest w szoku, nie może zeznawać.
− Niech pani z nią porozmawia. Ma prawie osiemnaście lat. Może podejmować samodzielne decyzje.
− Prawie. − Wyraźnie podkreśliła i kategorycznie stwierdziła − Nie jest pełnoletnia.
− Mamo, mogę. − Usłyszeli z drugiego pokoju głos Marty. Po chwili weszła i usiadła obok matki. − Niewiele wam pomogę. Doskonale pamiętam jedynie dużą klatkę, w której siedziałam przez te dni. Nie widziałam, nie słyszałam żadnego z nich. Nawet nie wiem, czy był jeden, czy kilku.
− Uspokój się, zacznijmy od początku. − Włączyła się Nowicka. − Gdzie zostałaś porwana i jak to wyglądało?
Dokładnie pamiętała, jak doszło do uprowadzenia. Po lekcjach pojechała na basen przy ulicy Łódzkiej. Zaparkowała tam, gdzie zawsze, czyli na parkingu przy pierwszym wjeździe. Było kilka samochodów, więc trochę się oddaliła od budynku. Torbę miała na siedzeniu pasażera. Najpierw otworzyła drzwi i szukała w worku telefonu. Nie patrzyła w lusterka, nikogo nie zauważyła. Nagle poczuła, jak ktoś przyciska jej do twarzy wilgotną szmatę. Próbowała się wyrwać. Potem ocknęła się w jakiejś szopie, w której było bardzo dużo siana. Leżała na ziemi. Chciała ruszyć ręką, ale nie mogła. Została przywiązana za obie ręce i nogi.
− Byłam rozciągnięta, jak na rysunku człowieka witruwiańskiego Leonarda da Vinci, tego z rozłożonymi nogami − opowiedziała dość obojętnym głosem. Kowalski był zaskoczony jej wypowiedzią. Postanowił nie pytać, dopóki nie skończy relacji.
Nad nią wisiała lampa, bardzo silne światło biło ją po oczach. Gdy się do niego przyzwyczaiła, starała się cokolwiek zobaczyć i usłyszeć. W pewnym momencie jej się zdawało, jakby ktoś stojący metr przed nią wykonał kilka zdjęć. Ona była w świetle, a ten stał w cieniu. Nawet na zauważyła sylwetki. Potem nagle ktoś drugi przyłożył jej znowu szmatę do nosa. Ocknęła się w czymś, co przypominała skrzynię o kształcie sześcianu dwa metry na dwa. Była naga, ale obok leżały jej rzeczy. Ubrała się i rozejrzała. W jednym rogu stały dwa puste wiadra i była rolka zwykłego papieru toaletowego. Po przeciwnej stronie znalazła sześć butelek wody mineralnej i skrzynkę, a w niej dziesięć bułek, dwa opakowania parówek, dwa sera i dwa zapakowanej wędliny. Nie znalazła żadnych sztućców, nawet plastikowych. U góry do sufitu przyczepiono lampę w drucianej oprawie. Żarówka świeciła się cały czas. Znalazła drzwi, były metalowe, nie miały żadnego otworu. Gdy w nie uderzyła dłonią, była pewna, że nikt jej nie usłyszy. Pogłos był taki, jakby na zewnątrz zostały doskonale wyciszone. Myślała, że się udusi, ale w suficie klatki zobaczyła kilkadziesiąt dziurek. Krzyczała, wołała, rozmawiała, ale przez ten cały czas, gdy tam była, nikt się do niej nie odezwał. Nie wiedziała, ile czasu przebywała. Lampa świeciła się bez przerwy. Gdy się zmęczyła, zasypiała, potem budziła, ale nic się nie zmieniało. Dzisiaj nagle pod drzwiami wsunięto kartkę. Przeczytała, że ma stanąć tyłem do drzwi i zamknąć oczy. Przeczytała, że założą jej opaskę, a następnie worek i odwiozą do ojca. Jeżeli tego nie zrobi, to ją tu zostawią i pójdą. Było to tak sformułowane, jakby było ich kilku. Podporządkowała się i gdy stała z zamkniętymi oczami, drzwi się otworzyły. Ktoś ją złapał za ramiona i trzymał. Drugi zawiązał opaskę na oczy i nasunął kaptur. Potem ją odwrócili, poczuła jak ktoś ją maca, ale zaraz przestał, tak jakby drugi go odciągnął. Związali jej ręce z tyłu i wyprowadzili. Potem usłyszała, jak się otwierają drzwiczki samochodu. Musiała wejść do środka, ktoś usiadł obok i trzymał za ramię. Drugi uruchomił samochód i pojechali.
− To była polna droga, jechaliśmy po wertepach jakąś godzinę albo dłużej. Potem mnie wysadzili i zaprowadzili na brzeg rzeki. Słyszałam przepływającą wodę. Poczułam, że przywiązali linę do związanych rąk i odsunęli się dalej. Spróbowałam zrobić krok, ale natychmiast zostałam pociągnięta do tyłu. Stałam kilka minut i usłyszałam, jak po drugiej stronie rzeki podjeżdża samochód, po chwili usłyszałam ojca. Głośno powiedział, że zaraz mnie uwolnią, gdy dostaną okup. Słyszałam, jak przesuwa się obok mnie lina. Potem ktoś podszedł i wyciągnął na brzeg ponton. Po minucie wsadził mnie do pontonu i nacisnął, abym usiadła. On mnie pchał, a ojciec ciągnął linę. Gdy dobiłam do brzegu, ojciec zdjął mi kaptur i ściągnął opaskę. Spojrzałam na drugi brzeg, ale było już ciemno i nic nie widziałam.
Balicka odnotowała w pamięci, że kilkakrotnie użyła zwrotu ojciec. Relacje córki z rodzicami musiały być dość obojętne. Nie mogła zrozumieć, dlaczego najpierw spojrzała na drugi brzeg.
Kowalski wyszedł z salonu i zadzwonił do Zabielskiego. Poprosił go, aby zdobył nagrania monitoringu z parkingu przed pływalnią przy ulicy Łódzkiej w przedziale czasowym między południem a piętnastą w dniu porwania. Miał coraz więcej wątpliwości. Gdy wrócił, dziewczynę przesłuchiwała prokurator Nowicka.
− Jesteś pewna, że nie spotkała cię... żadna przykrość?
− Wiem, co pani ma na myśli. Jestem pewna − odpowiedziała. Po paru sekundach spojrzała na matkę. Nie umknęło to uwadze Kowalskiemu i Balickiej. Baśka zdziwiona jej spokojem postanowiła rozwiać swoje wątpliwości, zadając dość drastyczne pytanie:
− Co czułaś, gdy się ocknęłaś przywiązana i rozebrana?
− W pierwszej chwili nie wiedziałam, gdzie jestem i co się stało. Nim otworzyłam oczy, starałam się wszystko sobie przypomnieć. Myślałam, że to sen albo, że gram w filmie. Chcę zostać aktorką − wtrąciła celem wyjaśnienia. − Gdy zorientowałam się, że jestem naga, powtarzałam w myślach „to tylko rola, to tylko rola”. Nie dałam po sobie poznać, jak bardzo się bałam. Przypomniałam sobie informacje o tych dwóch zamordowanych kobietach. Ja też byłam przywiązana. Pamiętałam, że nikt im nie robił zdjęć, a mi zrobili. Wie pani, jak się myśli, że zaraz umrze, to człowiek bardzo szybko analizuje wszystko dookoła. Przeczytałam parę książek o obozach koncentracyjnych. Więźniowie wspominali, że potrafili rozładować dwa wagony pełne cegieł w ciągu dwóch godzin. Zdarli skórę palców do gołej kości. Było ich tylko dwóch i zrobili to, bo wiedzieli, ze zaraz zginą. Ja też łudziłam się, że przeżyję. Byłam gotowa zrobić wszystko, byleby mnie tylko nie udusili. Nie wstydziłam się, że jestem naga. Czy pani mnie rozumie?
Przez chwilę zapanowała kompletna cisza. Wszyscy byli pod dużym wrażeniem elokwencji i bezpośredniości Marty. Sprawiała wrażenie, jakby to porwanie nie wywarło żadnego piętna na jej psychice. Jakby rzeczywiście grała na scenie.
− Gdy ponownie ocknęłaś się, co poczułaś? − Nowicka zadała kolejne pytanie.
− Zobaczyłam swoje ubrania, pomyślałam „dobrze jest, na pewno chcą okupu”. Siedziałam i całymi godzinami gapiłam się w butelkę, co kilka minut upiłam mały łyczek. Gdy zgłodniałam, zjadłam trochę bułki z parówką lub z serem.
− Co to była za woda? − zapytał Szrama. Dziewczyna odwróciła się do niego i spojrzała, jakby pierwszy raz go widziała.
− Nie wiem. Nie było etykiety, zerwali wszystkie naklejki z butelek. Wszystko było przepakowane do czystych folii, takich zapinanych. Mogę dokładnie opisać butelkę. To była woda niegazowana i na pewno w oryginalnej butelce, nie przelewano jej do innej. Półtoralitrowa, dosyć miękka, niebieska, a raczej granatowa nakrętka. Są małe i duże, ta była duża. W połowie wysokości znacznie zwężona, w zagłębieniu wzór z linii, które albo wznosiły się do góry, osiem, albo opadały na dół. Te na dół jakieś trzy centymetry, pomiędzy ich końcami okręgi, kółka, też osiem. U góry również osiem. Dno miało pięć zagłębień na krawędzi. Tę butelkę nie zapomnę do końca życia i już nigdy nie napiję się z takiej. Woda nie była zbyt dobra, raczej kranówka niż mineralna.
Gdy skończyła, Szrama spojrzał na Czipa i przywołał go dłonią.
− Ustal, co to za woda, jeżeli będzie z sieciówek, namierz najbliższe sklepy i zadzwoń do Zabielskiego. Może zdąży zebrać nagrania z ostatnich dziesięciu dni.
Czip wyszedł z willi, pracował w busie.
Kowalski musiał przyznać, że nie rozgryzł dziewczyny. Zastanawiał się, czy przypadkiem nie usiłuje skierować ich na ślepy tor. Miał wątpliwości, ale był w sytuacji bez wyjścia. Musiał podążyć tropem butelki. Jak na razie nie miał innego.
Na temat miejsca przejęcia okupu niewiele powiedziała. Zauważyła jedynie, że na jej brzegu było bardziej stromo, a po drugiej stronie płytko. Stwierdziła, że to były meandry Prosny gdzieś w polu. Nie patrzyła na mijane miejscowości, dopiero jak wjechali do Kalisza, to mogło trwać około pół godziny. Nie rozmawiała z ojcem, siedziała z opuszczoną głową.
− Musisz poddać się badaniu lekarskiemu − stwierdziła Balicka. Kowalski czekał na to pytanie, uważnie obserwował reakcję dziewczyny. Podniosła oczy na Baśkę, próbowała ukryć zdenerwowanie.
− Nic mi nie zrobili, jestem zdrowa.
− Takie są procedury w przypadku uprowadzeń.
− Ojciec powiedział, że nie powiadomił policji i nie powiadomi. Ja rozmawiam z własnej i nieprzymuszonej woli.
Kowalski wiedział już, że dziewczyna ma coś do ukrycia, ale niekoniecznie miało to związek z porwaniem. Postanowił jej pomóc, aby uzyskać odpowiedź na swoje podejrzenia.
− Proszę pani − zwrócił się do matki. − W jaki sposób zostaliście powiadomieni o porwaniu i wysokości okupu?
Maria Skoczylas nie od razu odpowiedziała, chwilę się zastanowiła.
− Dostałam list a w nim kartkę i dwa zdjęcia.
− Ma pani ten list?
− Tak, schowałam w swoim sejfie.
− Proszę nam przynieść.
− Dobrze.
Gdy tylko wyszła, Szrama dał znak Baśce, aby kontynuowała temat. Zrozumiała.
− Badanie stanowi tajemnicę lekarską. Nie będzie w nim wzmianki na temat dziewictwa, jeżeli nie straciłaś go w czasie porwania.
Marta wyraźnie odetchnęła i szybko odpowiedziała, nasłuchując, czy matka wraca:
− Nie jestem dziewicą, ale jak ojciec się dowie, to mnie zabije, nawet mama nie pomoże.
− Dawno to było?
− Prawie rok. Nie powiem więcej, to moja sprawa. Jeżeli pani mnie zapewni, że nie będzie słowa o tym, to możemy zrobić te badania.
− Masz moje słowo − obiecała Nowicka.
− Czy znasz Tomanka? − zapytał Kowalski.
Nie odpowiedziała, znowu zauważył przez chwilę, jakby spanikowała.
− Czy znasz Jacka Tomanka − powtórzyła pytanie Nowicka.
Tym razem Szramie wydawało się, że odetchnęła z ulgą, ale nie był tego pewien. Spojrzał na Baśkę, nie zareagowała, podobnie jak i Nowicka.
− Tylko z widzenia ze szkoły. Był w starszej klasie, jest już po maturze. Podobno wyjechał do Stanów.
− Nie wiesz, czy wrócił?
− Nie wiem, nie interesowałam się nim.
Wróciła mama Marty i podała Kowalskiemu kopertę. Najpierw obejrzał ją z zewnątrz, była zaadresowana na nazwisko Marii Skoczylas. Adres został wydrukowany i naklejony, to była samoprzylepna karteczka. Otworzył kopertę i wyjął dwa zdjęcia. Na obu były fotografie poprzednich ofiar. Leżały na ziemi, miały przywiązane ręce i nogi a na szyi zaciągnięty sznur. Nie trzeba było być fachowcem, aby jednoznacznie ocenić, że zrobiono je po uduszeniu. Na obu fotografiach w poprzek umieszczono gruby nadruk o treści „Rodzina nie zapłaciła”.
Przeczytał tekst na dołączonej kartce. Potem jeszcze raz odczytał go na głos:
− „Mamy waszą córkę. Jutro otrzymacie instrukcje. Przygotujcie 250 tys. w banknotach 100 i 50 złotowych. Powiadomicie policję, to dostaniecie trzecie zdjęcie”.
− Dzisiaj dostałam drugą kopertę ze zdjęciem Marty, tylko nie miała sznura na szyi. Wiedziałam, że żyje. Mąż zabrał tamtą kopertę, nim przeczytałam list. Zdjęcie spalił. Powiedział, że musi pojechać po Martę. Nic więcej nie wiem.
− Miał tyle pieniędzy w domu?
− Tak, ale ja nie znam kodu do jego sejfu.
− Czy podejrzewa pani kogoś o zorganizowanie porwania?
− Skąd mam wiedzieć? Czytałam o tamtych morderstwach, ale nigdy nie przypuszczałam, że może chodzić o porwanie. Tamte kobiety nie miały bogatych rodzin, nie były kaliszankami. Jak zobaczyłam zdjęcie Marty, to od razu wiedziałam, po co je zamordowano. Nie wiem, czy mamy o tym opowiedzieć, czy też nie. Mąż zabrania, powiedział, że to nie jest nasz problem, niech inni martwią się o siebie.
− To jego wina − powiedziała Marta. − Tylko pieniądze, pieniądze, coraz więcej i do czego to doprowadziło? Nawet nie żałuję, że go kosztowałam te ćwierć miliona. Może się obudzi.
− Jak możesz tak mówić o własnym ojcu?
− Mogę, bo to mój ojciec, a nie tata − powiedziała i po raz pierwszy się rozpłakała, zakrywając oczy. Matka próbowała objąć córkę, ale ją odepchnęła. Dopiero po chwili sama przytuliła się do niej.
Kowalski spojrzał na Nowicką i przeczącym ruchem głowy dał jej do zrozumienia, że nie ma pytań. Palcem pokazał na zegarek. Balicka także zaprzeczyła.
− Dziękujemy za rozmowę − rozpoczęła Nowicka. − Musimy spisać oficjalny protokół u mnie w prokuraturze. Proszę stawić się z córką w poniedziałek o godzinie dwunastej. Przed przyjściem należy zrobić badania lekarskie określające stan zdrowia. − Podała Marii Skoczylas druk wezwania na przesłuchanie w charakterze świadka. − Mąż zostanie zwolniony pod warunkiem, że złoży zeznania. Jeżeli odmówi, oskarżymy go o ukrywanie dowodów. Ta sprawa nie jest zakończona i podejrzewamy, że przestępcy mogą dokonać kolejnego porwania, które nie zakończy się w ten sposób. Muszę jeszcze przemyśleć, czy wydam pani zgodę na odwiedzenie męża. Tak będzie lepiej dla śledztwa.
Wstała i po minucie wszyscy opuścili posesją Skoczylasów. Nim wyruszyli, Czip sfotografował wszystkie opony samochodu gospodarza. Powinni go zabrać, ale uznali, że nie mają tyle czasu. Mogli to zrobić w każdej chwili. Wrócili do komendy.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#29
(26-03-2017, 12:35)burak napisał(a): V − Woda mineralna

O godzinie czternastej podinspektor Kwaśnik przyniósł do pokoju radiostację i ustawił na częstotliwości przygotowane(j) dla wszystkich punktów obserwacyjnych.

Nowicka praktycznie,(bez przecinka) co minutę spoglądała na zegarek.

− To nic nie znaczy, teraz będzie jeździł po okolicy,(bez przecinka) z jednego miejsca w drugie.

Meldunek z pierwszego posterunku nie nadszedł pomimo odpowiedniego upływu czasu.

Oczywiście,(bez przecinka) jeżeli dobrze przewidział trasę, którą miał pokonać ojciec dziewczyny.

Siedziała obok fotel kierowcy i z uwagą obserwowała scenę rozgrywającą się przed oczami.

− Co tu się dzieje? − zapytała, a gdy zobaczyła skutego męża, zwróciła się do Nowickiej: − Za co go aresztowaliście (znak zapytania).

− Prawie(.)(W)wyraźnie podkreśliła i kategorycznie stwierdziła − Nie jest pełnoletnia.
− Mamo, mogę(.)(U)usłyszeli z drugiego pokoju głos Marty.

− Uspokój się, zacznijmy od początku(.)(W)włączyła się Nowicka. − Gdzie zostałaś porwana i jak to wyglądało?

Podporządkowała się i gdy stała z zamkniętymi oczami(przecinek) drzwi się otworzyły.

− To była polna droga, jechaliśmy po wertepach jakąś godzinę,(bez przecinka) albo dłużej.

Poprosił go, aby zdobył nagrania monitoringu z parkingu przed pływalnią przy ulicy Łódzkiej w przedziale czasowym między południem a piętnastą w dniu porwania. Miał coraz więcej wątpliwości.(Za dużo spacji.)  Gdy wrócił, dziewczynę przesłuchiwała prokurator Nowicka.

Zauważyła jedynie, że na jej brzegu było bardziej stromo(przecinek, ponieważ w następnym zdaniu występuje orzeczenie domyślne 'a po drugiej stronie było płytko) a po drugiej stronie płytko.

Jeżeli odmówi, oskarżymy go o ukrywanie dowodów. (za dużo spacji) Ta sprawa nie jest zakończona i podejrzewamy, że przestępcy mogą dokonać kolejnego porwania, które nie zakończy się w ten sposób.

Nie mam zbyt wiele czasu ostatnio, a poza tym trochę chorowałam, dlatego musiałeś długo czekać. Mam nadzieję, że się nie gniewasz :D
Jeśli chodzi o sam tekst, ten fragment podobał mi się najbardziej ze wszystkich. Wreszcie są jakieś emocje, szczególnie dziewczyny, która wyraźnie coś ukrywa, a poza tym nienawidzi ojca. Kto wie, czy to porwanie nie jest jej pomysłem, żeby go trochę ogołocić z kasy. Niekoniecznie dla chęci zysku, raczej z zemsty.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#30
Dziękuję Nawko.

Kuruj się i odpoczywaj.

Naniosłem poprawki poza pierwszą. Zmieniłem lekko, bo z propozycją zmiany nadal było źle.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości