Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
W meandrach Prosny
#11
II − Przyjazd pomocnika

Poleżał jeszcze przez kilka minut w wannie. W końcu wyszedł, wytarł się i stwierdził, że nie zabrał piżamy. Ubrał się w hotelowy szlafrok i opuścił łazienkę. Gdy tylko przekroczył próg, zdębiał. W pokoju rozpakowywała się komisarz Barbara Balicka. Odwróciła głowę i z uśmiechem go powitała:
− Cześć, Bronek.
− Jakim cudem się tu znalazłaś? − zapytał zdziwiony.
− Michał ma tydzień zwolnienia, a ja wylosowałam los.
Kowalski przyjrzał się jej dokładnie. Podejrzewał, że nie było żadnego wyciągania zapałek. Na pewno sama zgłosiła się na ten wyjazd. Spojrzał na jej łóżko, całe było zasłane ciuchami.
− Wzięłaś stroje na dwa miesiące?
− Nie marudź. Kobieta potrzebuje coś na zmianę, nie tak jak faceci, którzy potrafią chodzić w jednym zestawie przez miesiąc. To mi wystarczy na tydzień.
− Same spodnie, nie widzę spódniczek ani sukienek.
− Nie zapominaj, że jestem w pracy − odpowiedziała spokojnie na jego prowokację. Zdawała sobie sprawę, że wspólne zamieszkanie ze Szramą nie będzie łatwe. Dobrze się do tego przygotowała.
Otworzyła szafę, skrzywiła usta z niesmakiem i poprosiła, a raczej stwierdziła:
− Zabieram większość wieszaków, nie masz nic przeciwko temu. – Nie dała mu czasu na zaprotestowanie. – Tobie i tak nie są potrzebne. Szuflady na dole też są moje i nie zaglądaj do nich. Będę w nich trzymała bieliznę. Rano pierwsza korzystam z łazienki. − Balicka bardzo szybko poinformowała go o podziale przestrzeni nie tylko w szafie, ale także w pokoju. Stał i tylko potakiwał głową. Nie miał nic do powiedzenia. Dobrze, że mu zostawiła łóżko.
− Mam nadzieję, że jest drugi szlafrok − stwierdziła na zakończenie. − Umyłeś wannę?
− Zaraz wracam − odwrócił się i schował w łazience. Słyszała, jak szorował nie tylko wannę, ale także mył posadzkę. Po dziesięciu minutach wyszedł z rozczochraną głową. W trakcie sprzątania włosy spadały mu na oczy. Kilkakrotnie poprawiał mokrą ręką fryzurę, czym doprowadził ją do katastrofalnego widoku.
− Jest czysto − stwierdził i doszedł do wniosku, że właściwie to powinien ponownie się wykąpać. Spocił się przy pracy.
− Ok. To teraz ja się odświeżę. − Zabrała ze sobą dość sporych rozmiarów kosmetyczkę. Kowalskiemu wydawało się, że jest to kolejna torba.
Gdy zniknęła za drzwiami, szybko przebrał się w piżamę i wpakował do łóżka. Po chwili jednak je opuścił, żeby znaleźć pilota do telewizora. Przeszukał kanały i ustawił na programie przyrodniczym. Przed ułożeniem się w łóżku, spojrzał na zegarek. Postanowił zmierzyć czas, jaki Baśka spędzi w łazience. Musiał wiedzieć, co go czeka w najbliższych dniach. Po dziesięciu minutach usnął z pilotem w dłoni.
Baśka opuściła łazienkę po godzinie. Ubrała się w piżamę składającą się z krótkich luźnych szortów i zapinanej na guziki koszulki. Na wszelki wypadek, aby uniknąć komentarzy Szramy, nałożyła szlafrok. Zobaczyła włączony telewizor i usłyszała chrapiącego komisarza. Podeszła do łóżka, na którym spał na wznak i wyjęła mu pilota. Zdjęła szlafrok i położyła się w łóżku. Ponieważ nie chciało jej się spać, przełączyła kanał, szukając filmu. W końcu trafiła na sensacyjny serial. Długo nie wytrzymała dolatujących odgłosów chrapania, wyjęła z szuflady stolika ustawionego przy łóżku stopery do uszu. Niestety nie słyszała także telewizora. Wyłączyła go i wygodnie się położyła. Szybko zorientowała się, że reklama na zewnątrz świeci prosto w jej oczy. Znowu sięgnęła do szuflady i wyjęła opaskę. Teraz mogła spokojnie zasnąć.
Szrama obudził się o szóstej i od razu spojrzał na sąsiadkę. Leżała odwrócona tyłem do niego, nogę miała zarzuconą na kołdrę. Uśmiechnął się pod nosem i z przyjemnością przyglądał dziewczynie. Przewróciła się na wznak i zsunęła kołdrę do pasa, było jej gorąco. Kowalski zobaczył, że śpi w opasce na oczy. Mógł ze spokojem podpatrywać dziewczynę. Nie miała nałożonego makijażu. Stwierdził, że bez niego też ładnie wygląda. Oddychała równo i spokojnie.  Koszulkę miała zapiętą na ostatni guzik, ale nie nałożyła stanika. Balicka lekko się poruszyła i natychmiast schowała nogę pod kołdrę. Przekręciła głowę w jego stronę i powiedziała:
− Czuję, że się przyglądasz. − Zdjęła opaskę i zaspanymi oczami spojrzała na Szramę. − Nie licz na to, że się popłaczesz. − Wyjęła stopery z uszu i położyła na stoliku.
Uśmiechnął się i chrypiącym głosem stwierdził:
− Pułkownik Kwiatkowski.
− Oglądasz jednak filmy, nie tylko walki zwierząt. To była bardzo ładna scena.
− No właśnie, może ci się guziki rozepną.
Zaczęła się śmiać i pociągnęła za koszulkę. Ani jeden guzik nie wyskoczył z dziurki.
− Zaszyłam − odpowiedziała, potrząsając czupryną. Miała czarne, długie do ramion, gęste i lśniące włosy. Ułożyły się w miarę równo. − Jaki mamy rozkład dnia?
Szrama odchrząknął i już normalnym głosem poinformował:
− O ósmej zaczynamy pracę. Przejdziemy spacerkiem, to jest bardzo blisko.
Baśka sięgnęła po szlafrok położony na krześle i wstała z łóżka, dokładnie zakrywając nogi. Po chwili zniknęła w łazience. Szrama nie pożałował chwil straconych na podziwianie dziewczyny. Wstał i nałożył dres. Poszedł poszukać ubikacji na parterze hotelu. Przywitał się z recepcjonistką i poprosił o klucz.
− Jakaś awaria w pokoju? − zapytała.
− Tak, co najmniej godzinna. Nie wytrzymam tyle.
Dziewczyna z uśmiechem oznaczającym zrozumienie problemu podała mu kluczyk i wskazała korytarz prowadzący do WC. Po dziesięciu minutach wrócił do pokoju. Słyszał Balicką biorącą prysznic. Kowalski usiadł na krześle i kontrolował upływ czasu. Wyszła dokładnie po czterdziestu pięciu minutach.
− Nie wiem, jak wy to robicie − stwierdził zrezygnowanym głosem. Jemu wzięcie prysznica i posprzątanie po sobie zajęło osiem minut. Gdy tylko wszedł do łazienki, Balicka poszła na śniadanie. Dołączył po kilku minutach. Zobaczył, że nałożyła jeden plasterek szynki na połówkę bułki, na drugą kawałek żółtego sera. Popijała ciepłym mleka. Nie miał najmniejszych wyrzutów sumienia, gdy przyniósł dwa talerzyki z dwoma jajkami, białą kiełbasą na ciepło i kilkoma kromkami chleba. Nie zapomniał o szklance kawy.
− Wyspałaś się?
− Prawie, nie sypiam z opaską na oczach, uwierała. Wieczorem zagramy o wybór łóżka.
− Nie ma mowy.
− Partyjkę szachów − wyjaśniła z uśmiechem. Wiedziała, że tym może go skusić.
− Nie masz szans, ale to nie jest uczciwe. Dorzuć prawo kolejności skorzystania z łazienki.
Udała, że rozważa propozycję.
− Ok, ale mogę podpierać się literaturą i zaczynam partię.
− Zgoda. Możesz otworzyć partię, kto wygra, ten zdobywa prawo wyboru łóżka i łazienkę.
− Nie. Ty musisz wygrać, a mi wystarczy remis do zwycięstwa.
Kowalski zaczął się śmiać.
− Dobrze, i tak nie masz żadnych szans. Nawet nie zremisujesz.
− Zakład stoi. Jeżeli będę lepsza, to ja zdecyduję, czy będzie rewanż.
− Ok. Łazienka jest moja − stwierdził. Balicka skwitowała to tylko zmrużeniem oczu.
Po śniadaniu Kowalski na chwilę skoczył do pokoju i zabrał laptop. Do komendy udali się pieszo. Przed wejściem spotkali podinspektora Kwaśnika.
− Witam. Nie dość, że najlepsi fachowcy pracują w głównej, to jeszcze zatrudniliście najpiękniejsze policjantki − zwrócił się do Kowalskiego, ale przyglądał Balickiej.
− Dziękuję, komisarz Barbara Balicka. Przyjechałam w zastępstwie i muszę walczyć o kolejność korzystania z łazienki.
− Komisarz zamówił pokój dwuosobowy, możemy zmienić rezerwację.
− Nie, nie ma takiej potrzeby, doskonale daję sobie radę. Chyba że Szrama o to poprosi − powiedziała uroczo uśmiechając się do Kwaśnika. Znała siłę oddziaływania swojego uśmiechu i czasami z tego korzystała.
Rozstali się przed przydzielonym im pokojem. Balicka zaraz po wejściu spojrzała na tablicę.
− Ponanosiłeś już uwagi − zauważyła. − Zostawiłeś puste miejsca.
− Tak, zapoznasz się ze sprawami i je uzupełnisz. Nie chcę narzucać swojej wizji dalszego postępowania.
Balicka energicznie zabrała się do pracy. Usiadła przy stole i szybko odnalazła właściwą teczkę. Zaczęła od podsumowania. Kowalski nim spoczął na krześle, spacerował wzdłuż tablicy z kredą w dłoni. Naniósł kilka uwag, które mu przyszły do głowy po spotkaniu z nauczycielką liceum imienia Adama Asnyka. Potem usiadł na wprost Baśki i zaczął zapoznawać się z aktami. Wyszukał informacje dotyczące znalezienia zwłok. Potem protokoły oględzin, a następnie te z dokonanych wizji lokalnych i eksperymentów, które przeprowadzono na potrzeby śledztwa. Wnikliwie przeanalizował wnioski składane przez prokuratora nadzorującego oba dochodzenia. Kilkakrotnie z niesmakiem skrzywił usta. Zauważyła grymasy na jego twarzy i zapytała:
− Co cię tak zniesmaczyło?
− Prokurator wtrącał się Zabielskiemu do pracy i wysyłał go na ślepe tory. Koniecznie chciał udowodnić, że zwłoki pierwszej ofiary zostały przewiezione z daleka. Uzasadniał to dużym upływem czasu zgonu od ich wykrycia. Biedak stracił mnóstwo energii na szukanie zaginionych praktycznie w całej Polsce.
− Już mu współczuję.
Kowalski spojrzał podejrzliwie na Balicką. Miał nadzieję, że źle zrozumiał jej wypowiedź. Na wszelki wypadek postanowił sprawdzić.
− Komu?
− Oczywiście prokuratorowi.
Okazało się, że dobrze zrozumiał.
− Nie musiał się wtrącać.
− Ale chyba będzie, zobacz.
Balicka podsunęła mu pismo komendanta miejskiego informującego prokuratora o wsparciu, jakie otrzymają od Komendy Głównej.
− Niech go szlag trafi. Już wie, że tu jesteśmy. Nie znoszę, jak jakiś półgłówek patrzy mi na ręce. A na takiego wygląda.
Do pokoju zajrzał podinspektor Kwaśnik. Zapytał, czy nie przeszkadza. Po zapewnieniu Kowalskiego wszedł i nie bardzo wiedział, jak zacząć.
− Bronek, ja tego nie wymyśliłem − zaczął się tłumaczyć. Szrama spojrzał na Balicką z wyrzutem. Mimiką twarzy dał jej znać, że wykrakała. − Przyszedł prokurator, chce was poznać.
− Nie mam czasu na towarzyskie spotkania. Spław go.
− To jest ona.
Szrama spojrzał na pieczątkę na dokumentach.
− Śledztwo nadzoruje Marian Majchrzak. No dobrze, gdzie jest?
Kwaśnik wyszedł i za chwilę przyprowadził młodą kobietę.
− Przedstawię was, prokurator Sylwia Nowicka, komisarze Balicka i Kowalski z Komendy Głównej Policji.
− Dzień dobry. Zastępuję prokuratora Majchrzaka, który przebywa na urlopie.
Wyciągnęła rękę i przywitała się z policjantami. Kowalski przyjrzał się pani prokurator, ale nie podjął rozmowy. Ostentacyjnie czekał. Zrobiła się niezręczna sytuacja.
− Tydzień temu − zaczęła Nowicka − otrzymałam polecenie zapoznania się z obydwoma sprawami nadzorowanymi przez prokuratora Majchrzaka. W związku z otrzymanym pismem o ponownym zintensyfikowaniu śledztwa postanowiłam przedstawić swój punkt widzenia.
Kowalski ciężko westchnął. Prokurator zauważyła to i lekko się uśmiechnęła, czym zaskoczyła nie tylko Balicką. Szrama musiał przyznać, że była dosyć interesującą kobietą, pomimo że nosiła dość duże okulary, a może właśnie dlatego. Włosy miała prawie identyczne z Baśką, mogły pod tym względem uchodzić za siostry.
− Od razu powiem, że nie mam zamiaru wtrącać się do śledztwa. Państwo macie zdecydowanie większe doświadczenie w prowadzeniu tego rodzaju dochodzeń. Ja chcę jedynie zaoferować wam pomoc. Jak już wspomniałam, zapoznałam się z dokumentami i nie będę komentowała działań mojego poprzednika.
Szrama uśmiechnął się i odpowiedział:
− Dziękujemy za zaufanie.
Nowicka spojrzała na tablicę. Podeszła bliżej i zaczęła śledzić tok rozumowania komisarza, zobrazowany napisami, liniami i kółkami. Kowalski nie zorientował się, czy była to gra aktorska, czy rzeczywiście zrozumiała, do czego zmierzał. Usiadł na miejscu i obserwował dziewczynę, Zaczęła go intrygować. W pierwszej chwili ocenił ją bardzo nisko, ale tylko ze względu na wykonywany zawód. Żywił awersję do prokuratorów. Teraz powoli zaczął zmieniać zdanie.
− Podpowiem wam, przeciek nastąpił u nas i miał miejsce po drugim zabójstwie. Nie musicie szukać źródła, już nie pracuje i nie miał z tą sprawą nic wspólnego. No dobrze, pójdę już.
Pożegnała się, zostawiając na stole swoją wizytówkę. Kwaśnik wyszedł razem z nią.
− Co to było? − zapytała Baśka.
− Jest bystra, a na taką nie wygląda.
Balicka wstała i teraz ona przyglądała się tablicy. Kowalski rozsiadł się wygodnie na krześle i obserwował pojedynek korespondencyjny obu pań. Prokurator zorientowała się po pięciu minutach, teoretycznie, a Baśka już osiem zastanawiała się nad rysunkami. Po dziesięciu stwierdziła:
− Wygrała, niech jej będzie. Drugie morderstwo zostało dokonane, aby osiągnąć cel, którego nie zrealizowano po pierwszym. Mamy trochę spokoju, nie będzie trzeciego... chyba że... − Nie skończyła.
− Baśka nie wiem, czy przegrałaś. Spójrz na to tak: potrzebowałaś dziesięciu minut, ona pięciu plus tydzień − uśmiechnął się do Baśki, zadowolony z faktu, że zgodziła się z jego hipotezą.
− No to dobrze. Zakładamy, że pierwsza dziewczyna została zamordowana po to, aby obwieścić o tym światu. O zabójstwie oczywiście media poinformowały. Dla dobra śledztwa nie podano jednak szczegółów − Baśka rozpoczęła budowę wstępnej hipotezy. − Po trzech miesiącach zamordowano drugą dziewczynę. Po tygodniu nastąpił przeciek i wszyscy dowiedzieli się, że obie zostały przed uduszeniem więzione. Nie były zgwałcone. Mamy dziwną sytuację. Czy doszłoby do drugiego morderstwa, gdyby po pierwszym podano wszystkie szczegóły?
Kowalski nie zareagował na pytanie Balickiej. Już wcześniej długo się nad tym zastanawiał. Nie miał jednoznacznej odpowiedzi.
− Nie wiem. − W końcu zdecydował się, odpowiedzieć. − Jak dobrze wiesz, niektórych szczegółów nie można podawać. Moim zdaniem takich, które utrudnią prowadzenie śledztwa. W tym przypadku jestem zdania, że popełniono błąd.
− Kontynuuję − powiedziała, po minucie ciszy, jaka zapanowała w pokoju. − Teraz wszyscy wiedzą, że grasuje morderca, który przed uduszeniem więzi ofiarę, ale jej nie gwałci. Porywa kolejną osobę, rozbiera, wiąże i robi zdjęcie. Wysyła do rodziny z żądaniem okupu. Jeżeli nie zapłacą, to spotka ją taki sam los. Czy zamorduje bez gwałtu? Nie, na pewno teraz będzie torturowana i gwałcona. Stawka pójdzie w górę. Oczywiście podrzuci informację o odmowie okupu. Szrama, jak nie złapiemy go przed feriami zimowymi, to będziemy mieli trzecią ofiarę. Po to napisałeś te daty.
Balicka wstała, chwyciła kredę, dłonią zmazała znaki zapytania i na ich miejscu napisała: 22 grudnia. Otoczyła datę kółkiem.
− To jest granica. Zostało nam trochę czasu. Zakładam, że porwie nastolatkę lub studentkę.
− Niestety, nie możesz tego założyć. − Szrama zaprzeczył ruchem głowy. − Weź pod uwagę inne okoliczności. Od trzech miesięcy wszyscy wiedzą o morderstwach. Czas, jaki od nich upływa, powoli zmniejsza „siłę argumentacji”. Ludzie nie są głupcami. Będą dbali o siebie przed świętami. Część bogatych wyjedzie wcześniej. On może zaatakować w najbliższych dniach albo już to zrobił.
− I mówisz to tak spokojnie? − zapytała zdenerwowana cynizmem Kowalskiego.
− Jak mówię, nie ma żadnego znaczenia. Nie podniecaj się, bo stracisz zdolność spokojnego analizowania. Będziesz kierowała się emocjami, a nie rozwagą i logiką.
Kowalski wstał i przeszedł się po pokoju. Sięgnął dłonią do kieszeni i wyjął paczkę papierosów. Widząc minę Baśki, powiedział:
− To mi pomaga myśleć. Myśleć − powtórzył wyraźnie i dość wolno. − To nie jest „on”, to są „oni”. Jest ich co najmniej dwóch.
Spojrzała na szefa, ale nic nie powiedziała. Zmarszczyła brwi, zmrużyła oczy i myślała, ciągle obserwując Szramę. Po chwili odwróciła wzrok i podeszła do tablicy. Wiedziała, że tu musi być wskazówka. Znała już dobrze komisarza, czuła jego wzrok na swoich plecach. Czekał na jej wnioski, nie chciał narzucać własnych. Skupiła się nad miejscami podrzucenia ciał. W drugim przypadku mogła to zrobić jedna osoba. Teren otwarty, w najbliższym sąsiedztwie nie było żadnych zabudowań. Natomiast w pierwszym przypadku nie ustalono, w jaki sposób podrzucono zwłoki. Nie mógł tego zrobić osobnik, którego widzieli świadkowie. Zwłoki leżały na brzegu kilkanaście godzin. Przeprowadzono eksperyment, który jednoznacznie wykazał, że morderca musiał być silny. Dziewczyna ważyła ponad sześćdziesiąt kilogramów. Została wrzucona z wysokości około jednego metra i już nie była przeciągana. Ustalono, że podejrzany wrzucił kamień do wody, aby zwrócić uwagę nastolatków, a potem uciekł.
− Masz rację, było ich dwóch i podpłynęli prawdopodobnie pontonem, on nie wbił się w brzeg. Dlatego nie było śladów. Wyrzucenie z chybotliwej łodzi o miękkim dnie nie jest łatwe. Dlaczego Zabielski nie pociągnął tego tropu? Napisał taką sugestię.
− Prokurator go odrzucił. Nikt nie widział żadnego pontonu w ostatnim czasie. Upierał się przy kajaku, a do niego nie zmieszczą się trzy osoby. Też to sprawdzili. Gdyby wcisnęli ją z przodu, musiałaby mieć jakieś otarcia na ciele. Dla niego był jeden sprawca i kajak. Poczytaj, a ja skoczę do kolegi, muszę z nim porozmawiać.
Baśka chciała zaprotestować, ale Szrama dość szybko wyszedł z pokoju. Po dziesięciu minutach wrócił z podinspektorem.
− Po co mnie tu przyciągnąłeś?
− Znasz miasto i jego mieszkańców. A już na pewno tych bardzo bogatych. Interesują nas ci, co mają dużą kasę i dzieci. Opowiedz nam o nich.
Kwaśnik spojrzał na Kowalskiego, nie ukrywając zdziwienia. Przypuszczał, że zamierza wśród nich szukać mordercy.
− To są porządni ludzie i nie ry...
− Nie o to chodzi − przerwał koledze. − Wymieniaj.
Ponad godzinę Balicka notowała nazwiska, adresy, członków rodziny, przybliżoną wartość majątku z uwzględnieniem gotówki i oszczędności. Oczywiście te ostatnie dane były szacunkowe i w zasadzie oparte na przypuszczeniach i plotkach. Najcenniejszymi były dla nich informacje o dzieciach w wieku szkolnym i studenckim.
Przed wyjściem Kwaśnika Szrama zapytał:
− Twoja córka uczęszcza do Asnyka?
− Tak − odpowiedział i już zdenerwowany zapytał: − Co masz do niej?
− Musimy z nią porozmawiać, ale bardzo dyskretnie. Czy możesz to jutro zorganizować? Oczywiście będziemy rozmawiać przy tobie albo matce.
− Tylko z nią?
Szrama wiedział, że od odpowiedzi na to pytanie, dużo zależy. Musiał jednak zaryzykować.
− Zapamiętaj, to co usłyszysz, jest wyłącznie dla twojej wiedzy. Chcemy porozmawiać tylko z Anią i bardzo zależy nam na tym, aby nikt się nie dowiedział o tej rozmowie. Nie uprzedzaj jej.
− Już się z nim nie spotyka, ale dostosuję się do twoich zaleceń.
Gdy wyszedł, Balicka zapytała:
− Nie wygada się?
− Nie powinien, dobrze wie, co jest grane.
− Czy nie za ostro ruszamy?
− Sama mówiłaś, żebyśmy przyspieszyli, a teraz masz opory. Musimy się przejść do ogólniaka. Tam uczy się dwójka dzieciaków z tej listy. Ona w drugiej licealnej a chłopak w pierwszej. Idziemy.
Dwadzieścia minut później weszli do Pierwszego Liceum Ogólnokształcącego imienia Adama Asnyka. Poprosili o rozmowę z dyrektorem szkoły. Zostali wprowadzeni do gabinetu. Pani dyrektor wskazała gościom dwa fotele.
− Dzień dobry, proszę spocząć. Spotykamy się ponownie − zwróciła się do komisarza. − Teraz oficjalnie. Barbara Drzewiecka, w czym mogę pomóc. Zapewne przyszliście w sprawie Iwony. Taka tragedia, do dzisiaj nie mogę się z tym pogodzić.
− Chcemy porozmawiać nie tylko o Iwonie. − Szrama od razu przeszedł do powodu wizyty. − Uczy się u was Marta Skoczylas i Paweł Kaczmarczyk. Czy mogłaby pani sprawdzić, czy są dzisiaj w szkole?
− Oczywiście. − Otworzyła laptop i uruchomiła program e-dziennik. Szybko wyszukała nazwiska uczniów. − Paweł ma jeszcze dwie lekcje i jest obecny. Marty od dwóch dni nie ma. Nieobecność jest usprawiedliwiona, ojciec powiadomił wychowawczynię, że córka wyjeżdża z rodzicami na tydzień. Ma wrócić za pięć dni.
Balicka spojrzała na Kowalskiego, a potem na dyrektorkę.
− Czy może pani sprawdzić, kiedy ojciec poinformował o nieobecności córki?
Drzewiecka poprawiła okulary i przeglądała daty umieszczenia wpisów. Po chwili podniosła głowę i z wyrazem zdziwienia, odpowiedziała:
− Wieczorem tego samego dnia. Musieli cały dzień przygotowywać się do wyjazdu, skoro powiadomił w momencie, gdy Marty już nie było w szkole. Chyba przypomnieli sobie po czasie. Z reguły o takich wyjazdach informuje się z kilkudniowym wyprzedzeniem.
Ta informacja utwierdziła ich w przekonaniu, że mieli rację, co do możliwości uprowadzenia córki bogatych rodziców. Komisarz Balicka postanowiła jednak nabrać całkowitej pewności.
− Często opuszcza zajęcia?
Blisko sześćdziesięcioletnia kobieta o utlenionych, krótkich włosach bardzo spokojnie odpowiedziała:
− Tak, można powiedzieć, że kilka razy w ciągu semestru. − Kolejny raz zajrzała do laptopa. − Ostatnio nie było jej trzy dni w październiku, też wyjazd z rodzicami. − Na chwilę zamilkła. Sprawdzała datę zgłoszenia usprawiedliwienia. − Wtedy ojciec powiadomił szkołę dwa dni przed wyjazdem. Spóźniła się trzy dni na rozpoczęcie roku. Teraz wróci po tygodniu.
Zauważyli, że nieobecność córki bogatego biznesmena nie wzbudziła u niej żadnego niepokoju. Była tylko zdziwiona tak późnym zawiadomieniem ojca.
− Czy wcześniej opuszczała zajęcia na tak długi okres? − kontynuowała Baśka.
− Z tego, co pamiętam, to raczej nie. Dzień, dwa najwyżej trzy.
− Czy zna pani wszystkich rodziców? − zapytał Kowalski.
Drzewiecka odpowiedział z uśmiechem:
− Oczywiście, że nie. Tych, powiedzmy najważniejszych, to znam.
− A młodzież?
− Oni wszystko wiedzą.
− Czyli na przykład to, że uczy się w Asnyku córka komendanta policji?
− Jak najbardziej. Młodzież jak to młodzież. Czasami coś przeskrobią i biegną do Ani po ratunek.
− Proszę wydrukować tygodniowy plan lekcji klasy, do której uczęszcza Marta. Mam do pani wielką prośbę.
Dyrektorka uważnie przyjrzała się komisarzowi i delikatnie potaknęła skinieniem głowy.
− Niech pani nikomu nie wspomni najmniejszym słowem, o czym rozmawialiśmy. Bardzo proszę.
− Rozumiem − zapewniła.
− Dziękujemy, nie będziemy dłużej przeszkadzać − Szrama zakończył rozmowę, zabrał wydrukowany arkusz papieru i wstał z fotela.
Pożegnali się i szybko opuścili budynek szkoły.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
Reklama AdSense
#12
(02-03-2017, 12:29)burak napisał(a): − Baśka, już czas − poinformował ją Drab. Po czym zagłębił się w studiowanie Przeglądu Sportowego.

Zdania zaczynające się od "Po czym" są, według mnie, mocno nienaturalne. "Po czym" brzmi dla mnie jak środek, łącznik...
Cytat:Po czym zagłębił się w studiowanie Przeglądu Sportowego.
Wyrwane z kontekstu nie ma sensu. Albo poinformował po czym zagłębił się, albo osobno poinformował. Zagłębił się. Bez sztucznego "po czym" :)

Cytat:Baśka wstała, obciągnęła spódniczkę i wyszła z pokoju.
Wydaje mi się, że spódniczka to raczej ta króciutka, miniówka, albo jakaś typowo dziewczęca. W stroju służbowym/oficjalnym/biurowym jest spódnica – długością co najwyżej 10-15 cm nad kolano. Spódniczka to taka... Niepoważna, ledwie do połowy ud sięgająca, nieprzystająca wg mnie do policji... Ale to może jakaś kobieta się wypowie jeszcze?


Cytat:− I chuj z tego? Tak jest gorszy.
Jak jest gorszy? Nie powinno być "i tak jest gorszy", jako negacja? Bo z tego zdania mi wyszło, że Ronaldo jest gorszy od Lewandowskiego, bo pierwszy strzelił dwie bramki, a drugi żadnej :)

Cytat:− Masz węgiel? Chyba dopadła mnie jelitówka. Niech to szlag trafi.
− To ci nie pomoże, idź do apteki i poproś o jakieś lekarstwo.
− Masz rację. − Szybko opuścił biuro.

To tylko ja, czy to strasznie, ale to strasznie nienaturalnie brzmi?

Cytat:Rozpakował torbę podróżną i umieścił rzeczy w szafie. Przed wyjściem zajrzał do łazienki. Stwierdził, że jest wanna z masażem oraz prysznic.
Wydaje mi się, że jest to zbytek informacji, w dodatku wprowadzony strasznie na siłę.

Cytat:− Marek albo Dymek, jak wolisz − zrewanżował się Zabielski. − Trochę popalam − wyjaśnił.
– No shit, Sherlock – odparł na to Szrama.

Cytat:Po kolejnej godzinie podszedł do tablicy i zaczął wypisywać pytania i zdania ze znakiem zapytania:
Ja ogarniam zamysł, ale zdania ze znakiem zapytania, to pytania, a poza tym:
Cytat:− Uczennica?
− Studentka?
Zdanie musi zawierać orzeczenie. To powyżej to nie zdania (tak, to jest tylko czepianie się, chociaż można było to opisać nieco zręczniej – zaczął wypisywać pytania oraz inne niewiadome, takie jak: – na przykład).

Cytat:Postanowił wejść do szkoły. Obejrzał wystawę okolicznościową i dowiedział się, że w 1773 roku staraniem Komisji Edukacji Narodowej powstała Szkoła Kaliska. W 1818 została rozpoczęta budowa nowego budynku szkoły na gruzach zamku starościńskiego, którą po dwóch latach ukończono. Przez kolejne sto lat szkoła podlegała ciągłym ewolucjom. Zmieniały się jej nazwy i profile kształcenia, by wreszcie w 1923 roku ostatecznie się uformować. Szkołę upaństwowiono i nadano jej imię obowiązujące do dziś – Adama Asnyka. We wrześniu 1939 roku zaprzestała działalności, a jej wychowankowie weszli w większości w skład 25 Kaliskiej Dywizji Piechoty, staczając bój o Łęczycę, walcząc pod Uniejowem i Kutnem, by następnie wziąć udział w obronie Warszawy. Szkoła wznowiła działalność w 1945 roku. Ważną datą w powojennej historii szkoły był rok 1948, gdy w miejsce dotychczasowego, trzyletniego gimnazjum, oraz nadbudowy w postaci dwuletniego liceum, utworzono I Liceum Ogólnokształcące imienia Adama Asnyka. Od 1967 roku ta tradycyjnie dotąd męska szkoła miała charakter koedukacyjny.

Jeśli te wszystkie informacje nie mają żadnego znaczenia dla fabuły, to jest ich za dużo. Ja rozumiem, że realizm i w ogóle, ale to nie jest referat. Czytelnika raczej nie obchodzi notatka historyczna dotycząca każdego miejsca, w jakim bohater się znajduje, choćby z racji tego, że takiego natłoku się nie zapamięta. Tak samo, jak z bohaterem – w jednym rozdziale opisuje się jego nałóg, w innym jaki ma zwyczaj, jeszcze w innym miejscu, że ma bliznę na pół twarzy. Nie tworzy się charakterystyki od razu na początku :)

Także ten, uwagi i wrażenie ogólne:

Tak, jak Nawka, wydaje mi się, że brakuje trochę wulgaryzmów. W miejscach zdominowanych przez mężczyzn z reguły język jest bardziej wulgarny. Ba, moja mama twierdzi, że jeśli kobieta u nich na hali przykładnie sobie nie przeklnie i nie wyklnie współpracownika, to nie jest brana na poważnie...
Atmosfera na komisariacie jest dość naturalna, ładnie zostały nakreślone relacje między współpracownikami, ALE...
Tak, powiem to :D Jako sekretarka, poczułam się nieco oburzona olewczym podejściem do sekretariatów u Ciebie ;( Ja rozumiem, że dla większości osób sekretariaty to takie gorsze miejsca, takie podnóżki i w ogóle, zwłaszcza dla osób z zewnątrz lub dla osób zajmujących się HR i pokrewnymi, ale sekretariaty to naprawdę ważne miejsca w firmie, każdej firmie, w której odwala się lwią część roboty i które ułatwiają śmiganie całych systemów. Stąd wśród moich współpracowników nie jestem lekceważona – ba, nigdy nie usłyszałam "podejdź do sekretarki, sekretarka zrobi". Naturalne jest, że chłopaki używają mojego imienia – nie tylko bezpośrednio do mnie, do gości w naszej firmie również – "a jeśli będą Państwo potrzebować tego i tego, proszę poprosić w sekretariacie, pani Gin na pewno pomoże". A tu nic, tylko "sekretarka i sekretarka", prawie jak pies, "doberman przynieś kawę, nawet na imię nie zasługujesz" :D

No, wyżaliłam się.

Poza tym, fragment czyta się lepiej, chociaż odniosłam kilka razy wrażenie że jest strasznie dużo krótkich zdań, niekiedy niepotrzebnych, a przy tym wiele zdań krótkich poradziłoby sobie jako jedno złożone.

Co do fabuły... Ciężko mi jeszcze ocenić, na razie nie za wiele się działo, może poza plot twistem, że to Baśka przyjechała :D
Czekam na więcej, tak czy inaczej.

E: Teraz widzę, że dodałeś jeszcze jeden fragment... Ogarnę następnym razem, życia mało :D
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#13
Dziękuję, Gin :p

No cóż, umieściłem na forum tekst pani Hanny Greń. Zapamiętałem jedno zdanie: autor nie k... nie musi każdemu dogodzić.

Sprawa sekretarek, bo w wydziale pracują dwie. Jestem dość leniwy i nie chciało mi się odszukiwać w Ukrytym zabójstwie ich imion i cech charakteru. W wolnej chwili to zrobię i rozwinę ten skromny i zbyteczny wątek. W tym tomie już nie wrócę do KGP.

Encyklopedyczna wiedza o Asnyku. Powiem krótko, prywata.
Jako Asnykowiec postanowiłem przemycić trochę informacji o tym ogólniaku. Nie wspomniałem o obecnych absolwentach, ani o koledze z klasy, którego nazwisko figuruje na głównej stronie Asnyka. Chociaż mnie korciło.

Naniosłem poprawki zgodnie z Twoimi sugestiami. Teraz zapis nie spełnia wymogów, ale jest to tylko zobrazowanie fragmentu tego, co znajduje się na tablicy. Już można próbować wyciągnąć wnioski. Prokurator po pięciu minutach oglądania zapisu, zorientuje się o co chodziło Kowalskiemu.  

Miłej zabawy
pozdrawiam
:D
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#14
Oczywiście, że autor nie musi się do każdego dostosowywać i może pisać jak tylko jemu się podoba, ale tak samo, czytelnik też ma prawo skomentować, jak tylko mu się podoba ;)
Może i zbyteczny wątek, no ale... dwa razy w jednym rozdziale wspominałeś o tym, że w łazience jest wanna z hydromasażem, także ten :P

Poprawki zostawię niebieskim, w kompetencje wchodzić nie będę, bo kimże ja jestem... Niemniej, nie każdy komentarz pod spodem jest konstruktywną krytyką, część z nich – jak nie większość – należy czytać z przymrużeniem oka ;)






(04-03-2017, 23:04)burak napisał(a): W pokoju rozpakowywała się komisarz Barbara Balicka.

Ja słowo daję, nie podglądałam przed dodaniem poprzedniego komentarza :D

Cytat:− Jakim cudem się tutaj znalazłaś? − zapytał zdziwiony.
Brzmi mi strasznie sztywno i oficjalnie... Nienaturalnie przez to. Już samo skrócenie "tutaj" do "tu" wydaje mi się brzmieć lepiej...


Cytat:− Michał ma tydzień zwolnienia, a ja wylosowałam los.
Kowalski przyjrzał się jej dokładnie. Podejrzewał, że nie było żadnego losowania.
Los, los, los. :)

Cytat:− Nie marudź. Kobieta potrzebuje coś na zmianę, nie tak jak faceci, którzy potrafią chodzić w jednym zestawie przez miesiąc. To mi wystarczy na tydzień.
I teraz nie wiem, kto leci większymi stereotypami, Baśka czy Szrama...

Cytat:− Zabieram większość wieszaków, nie masz nic przeciwko temu.
Ona stwierdza, że on nie ma nic przeciwko, czy pyta go o to?

Cytat:Rano pierwsza korzystam z łazienki ¬− Balicka bardzo szybko informowała go, o podziale przestrzeni nie tylko w szafie, ale także w pokoju.
To zdanie, jego interpunkcja i w ogóle zabolały. Nawka zapewne wyjaśni o co mi chodzi :D
Przy okazji, tam zaraz dalej brakuje przerwy – wychodzi na to, że Baśka mówi o tym, iż Szrama potakuje głową i nie ma nic do powiedzenia ;)

Cytat:− Zaraz wracam − odwrócił się i schował w łazience. Słyszała, jak szorował nie tylko wannę, ale także mył posadzkę. Po dziesięciu minutach wyszedł z rozczochraną głową. Kilkakrotnie poprawiał włosy, gdy prawie leżał na podłodze.
− Jest czysto − stwierdził i doszedł do wniosku, że powinien ponownie się wykąpać. Spocił się przy pracy.
.
Ja przepraszam bardzo, ale mnie to niesamowicie rozbawiło. Co on musiał robić, żeby aż tak mocno zafajdać tę łazienkę? :D Bo jeśli nic, to znaczy, że po kąpieli znów będzie musiał umyć łazienkę, po czym znów się wykąpać, znów umyć łazienkę... :D Totalnie to widzę!

Cytat:Zdjęła szlafrok i położył się w łóżku.
Transgender, tak bardzo na czasie ;)

Cytat:Ponieważ nie chciało jej się spać, przełączyła kanały, szukając filmu. W końcu trafiła na sensacyjny serial.
Przełączyła kanał, wiedząc gdzie dokładnie ma trafić. Przełączała kanały, szukając czegoś.
Tak mi się zdaje, można poczekać na niebieskich :)

Cytat:Długo nie wytrzymała odgłosów chrapania, wyjęła z szuflady stolika ustawionego przy łóżku stopery do uszu.
Odnoszę wrażenie, że z szykiem jest tu coś nie tak. Brzmi dziwnie.

Cytat:Wyłączył go i wygodnie się położyła.
:D :D :D

Cytat:Szybko zorientowała się, że reklama na zewnątrz świeci prosto w jej oczy. Znowu sięgnęła do szuflady i wyjęła opaskę na oczy.
Naprawdę rzucające się – nomen omen – w oczy powtórzenie.

Cytat:Mógł ze spokojem podpatrywać dziewczynę.
Creepy...

Cytat:− Czuję, że się przyglądasz. − Zdjęła opaskę i zaspanymi oczami spojrzała na Szramę. − Nie licz na to, że się popłaczesz. − Wyjęła stopery z uszu i położyła na stoliku.
Nie ogarnęłam o co chodzi z popłakaniem się.

Cytat:− Zaszyłam − odpowiedziała, potrząsając włosami. Ułożyły się w miarę równo. Miała czarne, długi do ramion, grube, gęste i lśniące włosy. − Jaki mamy rozkład dnia?
Powtórzenia. Tak bardzo, bardzo blisko siebie... Jestem na to wyczulona, Nawka mnie zawsze z nich musztrowała.

Cytat:Dziewczyna z uśmiechem oznaczającym zrozumienie problemu podała mu kluczyk i wskazała, gdzie jest WC.
Za dużo, za dużo. Wskazała WC, albo chociaż korytarz prowadzący do WC, ale samo wskazała, gdzie jest WC, brzmi niezbyt dobrze.

Cytat:Zobaczył, że nałożyła jeden plasterek szynki na połówkę bułki, ma drugą kawałek żółtego sera. Popijała ciepłym mleka.
po pierwsze, NA drugą kawałek. Po drugie, podziwiam – mleko i szynka? To mogą być ekscesy żołądkowe. Po trzecie, odnoszę wrażenie, że bardzo się opierasz na stereotypach...

Cytat:− Prawie, nie sypiam z opaską na oczach, uwierała. Wieczorem zagramy o wybór łóżka.
Jest wanna z masażem, a nie ma w oknach rolet/zasłon/żaluzji? Co to za hotel?

Cytat:− Co się tak zniesmaczyło?
Co cię tak zniesmaczyło?

Cytat:− Prokurator, wtrącał się Zabielskiemu do pracy i wysyłał na ślepe tory.
Ślepą to ja znam uliczkę, a nie ślepy tor. Coś mi nei gra z tym zdaniem.

Cytat:Nie znoszę, jak jakiś półgłówek patrzy mi na ręce. A na takiego wygląda.
Ocenianie ludzi po... Czym dokładnie? Nawet słowa z nim nie zamienił. Jeszcze go nie spotkał.

Cytat:Miną dał jej znać, że wykrakała.
Ale, że miną lądową, czy przeciwpiechotną? :)

Cytat:Przedstawię was, prokurator Sylwia Nowicka, komisarze Balicka i Kowalski z Komendy Głównej Policji.
A to komisarze nie zasługują na przedstawienie ich z imienia? Albo wszyscy, albo nikt ;)

Cytat:otrzymałam polecenie zapoznania się z obu sprawami nadzorowanymi przez prokuratora Majchrzaka.
obydwoma prędzej, mi się wydaje. Próbuję powiedzieć na głos "obu sprawami" i mam wrażenie, że nawet kwiatek patrzy na mnie jak na idiotkę...

Cytat:Kwaśnik spojrzał na Kowalskiego, nie ukrywając zdziwienia. Przypuszczał, że zamierza wśród nich szukać mordercy.
− To są porządni ludzie i nie ry...
I on nadal jest policjantem? Serio? Zakładając, że "tym złym" może być tylko osoba biedna? Wow...

Cytat:Ponad godzinę Balicka notowała nazwiska, adresy, członków rodziny, przybliżoną wartość majątku z uwzględnieniem gotówki i oszczędności.
Ponieważ każdy jeden człowiek biega radośnie na komisariat chwaląc się stanem konta, a Kowalski prowadzi kajecik zysków, strat i inwestycji...

Cytat:− Dla twojej wiedzy, pamiętaj.
Tutaj też mi coś mocno nie pasuje...

Cytat:− Już się z nim nie spotyka, ale dostosuję się do twoich zaleceń.
Ależ nikt go nie pytał o to, jakie życie osobiste prowadzi jego córka...


Cytat:− Czy nie za ostro ruszamy?
A nie, spoko, rozwiążemy sprawę patrząc w same papiery. Jeszcze ktoś się może zestresować jakimś pytaniem, no nie nagabujmy świadków, oni mogą tylko pamiętać coś istotnego, o czym nie mają pojęcia... Zaczynam się zastanawiać, czy Baśka to tak na serio, i czy papierów nie znalazła w chipsach.

Cytat:Poprosili o rozmowę z dyrektorem szkoły. Zostali wprowadzeni do gabinetu. Pani dyrektor wskazała gościom dwa fotele.
Krótkie zdania w takim fragmencie sprawiają, że czyta mi się to jak jakieś suche, maszynowe sprawozdanie, bez polotu, bez niczego. Ot, przyszedłem. Veni, vidi, vici. Na ha drążyć temat...

Cytat:Barbara Drzewiecka, w czym mogę pomóc.
Brak znaku zapytania. Człowiek zaczyna się zastanawiać, czym jest ów "czym", w którym Barbara może pomóc.

Cytat:Zapewne przyszliście w sprawie Iwony. Taka tragedia, do dzisiaj nie mogę się z tym pogodzić
powiedziała beznamiętnie, zerkając znudzenie na zegarek.

Cytat:− Oczywiście − nie zapytała o powód wizyty.
Przecież jej go podali zdanie wcześniej, po co jeszcze dopytywać?

Cytat:Czasami coś przeskrobią i biegną do Ani po ratunek.
Nie widzę tego. Prędzej by trzymali to w tajemnicy, skoro jest "dobrą córką", z przeświadczenia, że mogłoby się jej właśnie coś wymsknąć...

Cytat:− Niech pani nikomu nie wspomni najmniejszym słowem o czy(m) rozmawialiśmy.

Cytat:Szrama zakończył rozmowę, zabrał wydrukowaną(y) arkusz papieru i wstał z fotel(a).
Pożegnali się i szybko opuścili budynek szkoły.
Jakby się paliło.

Przyznam szczerze, zaczynam być coraz bardziej ciekawa, co też tam się podzieje.
Wydaje mi się, że piszesz trochę nierówno – bywają fragmenty naprawdę dobre, interesujące, potrafiące zaciekawić albo nakłonić do przemyślenia, jak oni na to wpadli, ale bywają też fragmenty, nawet nie do końca to, że nudne, ale takie... suche, bez wyrazu i wyprane z emocji, że tylko czekasz, aż się skończą. Nadal czekam na więcej ;)


PS: Nidu, co to za ograniczenia emotek...?
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#15
Dziękuję Gin :p

Dwa wyjaśnienia.
Cytat:
Cytat: napisał(a):− Czuję, że się przyglądasz. − Zdjęła opaskę i zaspanymi oczami spojrzała na Szramę. − Nie licz na to, że się popłaczesz. − Wyjęła stopery z uszu i położyła na stoliku.
Nie ogarnęłam o co chodzi z popłakaniem się.

Nie oglądałaś filmu Pułkownik Kwiatkowski.
Tam jest scena, która powoli staje się klasykiem.
Pułkownik Kwiatkowski wchodzi do pokoju, w którym śpi jego znajoma. Ma odsłonięte piersi. Na ten widok zaczyna płakać.
W rolach Kondrat i Dancewicz.

Cytat: napisał(a):− Już się z nim nie spotyka, ale dostosuję się do twoich zaleceń.
Ależ nikt go nie pytał o to, jakie życie osobiste prowadzi jego córka...

Nie pytał, ale domyślił się co będzie tematem rozmowy.
Poprawki naniosłem. Wstępnie :D
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#16
(04-03-2017, 23:04)burak napisał(a): II − Przyjazd pomocnika

– Tobie i ta(k) nie są potrzebne.

Rano pierwsza korzystam z łazienki(.) − Balicka bardzo szybko poinformowała go o podziale przestrzeni nie tylko w szafie, ale także w pokoju.

Kilkakrotnie poprawiał włosy, gdy prawie leżał na podłodze. (Nie rozumiem tego zdania?)

Gdy zniknęła za drzwiami, szybko przebrał się w piżamę i wpakował do łóżka. Po chwili wyszedł (...jednak je opuścił, żeby znaleźć...) i poszukał pilota do telewizora. Przeszukał kanału(y) i ustawił na programie przyrodniczym. (zbędna spacja) Przed ułożeniem się w łóżku, spojrzał na zegarek.

Zdjęła szlafrok i położył(a) się w łóżku.

Miała czarne, długi(e) do ramion, grube, gęste i lśniące włosy.

− Nie. Jak ty wygrasz, ja mogę zremisować lub wygrać. (To zdanie brzmi, jakby ona mogła zremisować lub wygrać, nawet jeśli on wygra. Powinno być, że on musi wygrać, a jej wystarczy remis, żeby mieć prawo wyboru.)

Kowalski(przecinek) nim spoczął na krześle, spacerował wzdłuż tablicy z kredą w dłoni.

− Prokurator, (bez przecinka lub wstaw myślnik) wtrącał się Zabielskiemu do pracy i wysyłał go na ślepe tory.

Po chwili odwrócił(a) wzrok i podeszła do tablicy.

Blisko sześćdziesięcioletnia kobieta o utlenionych(przecinek) krótkich włosach bardzo spokojnie odpowiedziała:

− Z tego, co pamiętam(przecinek) to raczej nie.

− Czyli,(zbędny przecinek) na przykład to, że uczy się w Asnyku córka komendanta policji(przecinek) też?

Stanowczo nie podoba mi się ten wspólny pokój hotelowy, chyba że Basia ma jakieś plany wobec kolegi. Cała logika, że morderca jest narcyzem, który pragnie zaistnieć, w związku z tym ponownie zabije, miałaby sens, gdyby nie mowa o okupie. Morderca, lub mordercy, jest żądny popularności, zabija, oczekując wielkiego zainteresowania mediów. Może chce komuś (przyszłej ofierze?) przesłać w ten sposób jakieś informacje. Jeśli jednak zabójstwa służą zdobyciu okupu od bogaczy, to sprawcy są zwykłymi bandziorami, którym na rozgłosie nie zależy, raczej na zastraszeniu. Chyba że myli w ten sposób tropy.
Nie zrozumiałam, o co chodziło z tym przeciekiem, Kto już nie pracuje i czego dotyczył przeciek? Nie dopatrzyłam się związku tej informacji ze sprawą.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#17
Dzięki, Nawko.
Nim poprawię, najpierw odpowiem

Gin napisała:
Cytat:
Cytat: napisał(a):Szrama zakończył rozmowę, zabrał wydrukowaną(y) arkusz papieru i wstał z fotel(a).
Pożegnali się i szybko opuścili budynek szkoły.
Jakby się paliło
Oj, pali się i to bardzo :D
Naw napisała:
Cytat:Nie zrozumiałam, o co chodziło z tym przeciekiem, Kto już nie pracuje i czego dotyczył przeciek? Nie dopatrzyłam się związku tej informacji ze sprawą.


Sprawa przecieku w początkowej fazie śledztwa jest bardzo istotna.
Przeciek nastąpił w prokuraturze. Osoba, która to zrobiła została zwolniona.
Czego zatem dotyczy?
W każdym dochodzeniu stara się ukryć fakty, o których wie tylko morderca.
Tutaj nastąpiło zdradzenie, że kobiety były związane za ręce i nogi.
Dla Kowalskiego była to bardzo ważna informacja, dlatego umieścił na tablicy kółko ze słowami Kto? Kiedy?
Informacja dotarła do społeczeństwa po drugim zabójstwie. To był dowód na to, że oba dokonał ten sam morderca.
Cytat:Stanowczo nie podoba mi się ten wspólny pokój hotelowy, chyba że Basia ma jakieś plany wobec kolegi.

Trudno mi powiedzieć, czy ma jakieś plany. Zobaczymy.
Naw napisała:
Cytat:Cała logika, że morderca jest narcyzem, który pragnie zaistnieć, w związku z tym ponownie zabije, miałaby sens, gdyby nie mowa o okupie. Morderca, lub mordercy, jest żądny popularności, zabija, oczekując wielkiego zainteresowania mediów. Może chce komuś (przyszłej ofierze?) przesłać w ten sposób jakieś informacje. Jeśli jednak zabójstwa służą zdobyciu okupu od bogaczy, to sprawcy są zwykłymi bandziorami, którym na rozgłosie nie zależy, raczej na zastraszeniu. Chyba że myli w ten sposób tropy.
Czy nasz morderca, a raczej mordercy są żądni popularności? Nie. Czy chcą przesłać wiadomość? Tak.
Czy chcą zdobyć okup? Tak. O tym będzie mowa w następnym rozdziale, dlatego tak szybko opuścili Asnyka.
Powstanie wątpliwość: dwa morderstwa dla okupu?
Tak, dwa morderstwa dla okupu pozwoliły Szramie wytypować przyszłą ofiarę, tylko, że było już za późno. Za późno? A może idealnie w czasie?
Odpowiedź w następnym odcinku.

Mamy jeszcze inne pytania z tablicy:

Nie zgwałcono. ?

Bardzo istotne pytanie. Odpowiedź pozwoliła Balickiej i Kowalskiemu dojść do wniosku, że chodzi o porwanie uczennicy.
Dwie daty.
Upewniły ich w tej ocenie.

I bardzo istotne:
− Dlaczego przewieziono zwłoki i czekano na ich odkrycie?
To pytanie dotyczy oczywiście pierwszego morderstwa. Odpowiedź padnie z ust Balickiej dopiero w VII rozdziale.
Możecie spróbować odpowiedzieć na nie znacznie wcześniej. :D

Dlaczego zabili drugi raz? To pytanie zadał sobie Kowalski na wstępie. Odpowiedź jest w pierwszym cytacie. Nie wyłuszczę kawy na ławy. Wyjaśnienie jest proste, ale czy tak do końca? Ten temat będzie rozwiązny też w VII rozdziale :p

pozdrawiam
:fancy:
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#18
III − Porwanie

Kowalski sięgnął do kieszeni i wyciągnął notes. Wyrwał kartkę z numerem telefonu komisarza Zabielskiego i podał Balickiej.
− Zadzwoń do niego i poproś o obserwację. Mają bliżej niż my, a zależy nam na czasie. Wygląda na to, że mamy pierwsze porwanie. Uderzyli w najbogatszego.
Przechodzili obok głównej poczty. Szrama powstrzymał Baśkę, aby za nim nie szła i sam wkroczył do środka. Jej obecność była zbyteczna. Chciał zdobyć kilka informacji. Po dziesięciu minutach wrócił. Baśka właśnie skończyła rozmowę.
− Będą za trzy godziny. Przyjadą po instrukcje do komendy, to znaczy dowódca, reszta będzie gdzieś na mieście.
− Szybcy są. Zadzwoń do Czipa, niech zabierze wszystkie zabawki i przyjadą dwoma samochodami.
− Kto ma z nim przyjechać?
− Laluś, on się najlepiej zna na obserwacji.
Po piętnastu minutach dotarli na Jasną. Od razu udali się do zastępcy komendanta.
− Zyga, ile masz nieoznakowanych radiowozów?
− Dwa, dlaczego pytasz?
Kowalski dokładnie wyłuszczył swój plan. Przez kilkanaście minut omawiali rozmieszczenie samochodów. Ustalono, w których miejscach będą stały dwa pojazdy drogówki, a gdzie te na numerach cywilnych. Mieli obstawić drogę wylotową z miasta, którą ewentualnie jechałyby samochody rodziny Skoczylasów. Policjanci doskonale wiedzieli, jakie modele posiada najbogatsza familia w mieście. Zadaniem posterunków było tylko ustalenie, czy któryś z nich wyjechał z posesji i w jaką stronę się udał. W żadnym wypadku nie mieli prawa zatrzymywać ani śledzić. Uzgodniono, że po pewnym czasie ich zadania przejmie obserwacja po przyjeździe z Poznania.
Gdy już się z tym uporali. Szrama zadzwonił do prokuratora Nowickiej. Poprosił ją o wystawienie nakazu przeszukania posesji Skoczylasów.
Zwariował pan? − Usłyszał w słuchawce. − Na jakiej niby podstawie?
− Ukrywanie dowodów przestępstwa w sprawie o dwa morderstwa i jedno porwanie.
Nowicka przez kilka sekund milczała, a potem poinformowała.
To nie jest możliwe bez konkretnych dowodów.
− Jak pani prokurator uważa. Uprzedzam jednak, że i tak tam wejdziemy na legitymacje. Jeżeli spotkamy się z oporem, to wkroczymy z wielkim hałasem. I już nigdy niczego nikomu nie udowodnimy. Natomiast, gdy się pani zgodzi, zrobimy to dyskretnie i będzie pani mogła przesłuchać świadka.
To jest szantaż.
− Nie, to jest ocena sytuacji.
Tym razem milczała kilkanaście sekund. Kowalski odniósł wrażenie, jakby się z kimś naradzała.
Dobrze, przyjadę za kilka minut do komendy.
Kowalski rozłączył się i spojrzał na Baśkę. Słyszała całą rozmowę.
− Nie wiem, czy do końca jest samodzielna.
− Raczej jest, tylko potrzebowała czasu na podjęcie decyzji. Nie jest taka szybka, raczej dokładna. Będziesz mógł sprawdzić, gdy się pojawi. Czego dowiedziałeś się na poczcie?
Spotkanie odbywało się w gabinecie podinspektora. Tutaj postanowili czekać na przyjazd pani prokurator. Kwaśnik nie wtrącał się do rozmowy obu komisarzy, ale z uwagą się przysłuchiwał.
Kowalski zreferował Balickiej uzyskane na poczcie informacje. Według nich list nadany do godziny piętnastej jest dostarczony do adresata nazajutrz. Nigdy nie mają opóźnień. Oczywiście dotyczy to miasta.
− Dlaczego uważasz, że porywacze nie kontaktowali się telefonicznie? − zapytała.
− Są cwani, nie chcą zostawiać żadnych śladów. Nie masz już komórek na kartę, wszystkie zostały zarejestrowane. Zawsze możesz odtworzyć historię połączeń. Popatrz na plan zajęć dziewczyny.
Szrama wyprostował kartkę z wydrukiem otrzymanym od dyrektorki Drzewieckiej.
− W dniu porwania skończyła zajęcia o godzinie dwunastej, to był jedyny dzień w tygodniu, gdy tak wcześnie opuszczała szkołę. Mogę się założyć, że w tym samym dniu rodzice otrzymali list z informacją o porwaniu córki i ostrzeżeniem. Mogli dostać dwie fotografie poprzednich ofiar. Na pewno je przysłali. Musimy sprawdzić, o której godzinie listonosz wrzuca listy do skrzynki, oni to zrobili. Mój na przykład robi to codziennie identycznie między dwunastą piętnaście a trzynastą. Uprowadzili Martę i zawieźli do miejsca przetrzymywania. Natychmiast ją rozebrali, przywiązali i zrobili zdjęcia. Potem ubrali i zamknęli. Dziewczyna nie widziała nikogo, nawet nie była świadoma tego, co jej zrobili.
− Nie, masz lukę w rozumowaniu. Musiała mieć otwarte oczy, inaczej ojciec mógłby uznać, że jest już martwa.
− Słusznie − zgodził się Kowalski. − A więc ocucili ją, porobili zdjęcia, ponownie uśpili, ubrali i zamknęli.
− Nie wysłali zdjęcia w tym samym dniu, bo oznaczałoby, że melina jest blisko albo nawet w samym mieście. Wrzucili do skrzynki nazajutrz. List dotrze do adresata jutro. Mamy szansę go przejąć.
− Mamy, ale nie zrobimy tego. Nie będziemy nawet rozmawiać z listonoszem, dopóki nie wróci mała.
− Jesteś pewny, że ojciec zapłaci?
− Tak, gdyby nie chciał, od dwóch dni policja byłaby postawiona na nogi, a dziewczyna gryzłaby piasek.
Balicka nie była zaskoczona pewnością Szramy. Wiedziała, że rodzice nie mają wyjścia. Interwencja policji w tym momencie skończyłaby się tragicznie. Nie mogli dopuścić do ujawnienia swojej obecności w pobliżu domu Skoczylasów. Mogli jednak prowadzić śledztwo w sprawie zabójstw, bo to toczyło się praktycznie od pół roku. Nie przyniosło żadnych wyników, o czym mordercy też wiedzieli.
− Z tych samych powodów nie obserwujemy mordercy, to nie było pytanie.
− Ano, bo teraz nie wiemy, gdzie przebywa. Dowiemy się za dwa dni, a wtedy nie spuścimy go z oka.
Kwaśnik nie wytrzymał. Do tej pory siedział spokojnie w fotelu za swoim biurkiem. Teraz wstał i zaczął krążyć po gabinecie.
− Wy wiecie, kto jest mordercą? − Stanął przed siedzącymi na krzesłach oficerami.
− Przypuszczamy, ale nim zajmiemy się później − odpowiedział Kowalski. Nie miał zamiaru podawać żadnych szczegółów.
− Bronek, ja nic z tego nie rozumiem. Morderca chodzi sobie po świecie, a wy mu na to pozwalacie. Ja mogę postawić na nogi cały garnizon, ściągnę ludzi z województwa. Nie wymknie się nam. − Gestykulował przy tym rękoma.
− Zyga, wierzę ci. Na pewno nie uciekną i ich dopadniecie. Tylko że będzie trzecia ofiara i nic nikomu nie udowodnimy. Wszystkie dowody pójdą z dymem.
Komendant nawet nie zauważył, że Szrama mówi co najmniej o dwóch mordercach, a nie o jednym.
− Ryzykujesz życiem córki Skoczylasów. Jak to nie wypali, to stary nas zniszczy − powiedział zrezygnowanym głosem i ponownie usiadł za biurkiem.
Kowalski ciężko westchnął i machnął ręką. Odezwał się interkom:
Panie komendancie, przyszła prokurator Nowicka.
− Niech wejdzie.
Po przywitaniu komisarz zaproponował przeniesienie się do „swojego” pokoju. Kwaśnik natychmiast zaprotestował, ale po wysłuchaniu argumentacji zgodził się na przeprowadzkę. W drodze Balicka złapała podinspektora za łokieć i poprosiła o rozmowę. Nie potrafił jej odmówić. Gdy tylko Kowalski z panią prokurator zamknęli za sobą drzwi, zwróciła się do Kwaśnika.
− Panie inspektorze, czy dobrze zna pan Szramę?
− Tylko ze studiów. Dlaczego pani pyta?
− A czy wie pan, dlaczego jest tylko komisarzem? Jest najlepszym psem gończym w kraju, a nadal nosi tylko trzy gwiazdki.
− Tego nie wiem.
− To ja panu wytłumaczę − powiedziała szeptem. − Nie znosi, jak ktoś mu przeszkadza w śledztwie i nie jest ważne, czy to naczelnik, czy komendant. Ja parę dni temu dostałam baretkę, o Kowalskim nawet nie wspomniano, chociaż to była jego zasługa. Nie dostał, bo kazał skuć prokuratora, który mu przeszkadzał. Pierwszą oznaką ostrzegawczą jest lekceważące machnięcie ręką.
− Już to zrobił, a co będzie potem?
− Niewiele, powie krótko: wypierdalaj z mojego podwórka.
Kwaśnik zrobił wielkie oczy, słysząc przekleństwo w ustach młodej pani komisarz. W komendzie w Kaliszu nie było ani jednej policjantki. Sam bardzo rzadko klął, pod tym względem był wyjątkowym policjantem.
− Niech pan nie przeszkadza. On naprawdę wie, co robi. Dziewczynie nic się nie stanie, a mordercy będą złapani.
Dopiero teraz dotarło do niego, że może być więcej sprawców. To wszystko zbyt szybko się dzieje − pomyślał, nim zadał pytanie:
− Mordercy? To jest ich dwóch?
− Tak, uważamy, że dwóch. Mamy jednego podejrzanego, a on musi zaprowadzić nas do drugiego. Bardzo proszę, niech pan pozwoli komisarzowi pracować. Możemy już wejść.
Słowa komisarz wywarły na nim wrażenie. Postanowił powstrzymywać się od wtrącania. Prokurator siedziała przy stole i położyła przed sobą druki nakazu przeszukania. Była gotowa je wypełnić, czekała jednak na uzasadnienie. Kowalski krótko zreferował sprawę. Nie wnikał w szczegóły. Uznał, że to wystarczy.
− Dobrze, otrzyma pan nakaz − zgodziła się w końcu.
− Tak prawdę mówiąc, nie jestem pewny, czy będzie konieczny. Mam nadzieję, że obejdzie się bez niego. Musimy jednak być zabezpieczeni − spokojnym tonem wyjaśnił. Spojrzał na Balicką, a ta lekko skłoniła głowę. Zorientował się, że nie dojdzie do scysji z komendantem. Wszyscy usiedli na krzesłach, powietrze z nich uszło. Po chwili Balicka zapytała:
− Macie tu jakiś sklepik?
Nie, ale możemy coś zamówić. Poproszę sekretarkę.
Kwaśnik wstał i ruszył w stronę drzwi. Balicka zerwała się na równe nogi i poszła za komendantem. Przed wyjściem z pokoju, zapytała swojego szefa:
− Szrama, co ci zamówić?
− Schabowego z ziemniakami i ogórkiem kwaszonym − szybko odpowiedział, co oznaczało, że był głodny.
Gdy zostali we dwoje, Nowicka przyjrzała się komisarzowi. Nie zrobił na niej dobrego wrażenia. Blizna, która szpeciła jego twarz, potęgowała to uczucie. Potargane kruczoczarne, gdzieniegdzie posiwiałe, dość długie włosy świadczyły o tym, że nie dbał o swój wygląd w przeciwieństwie do niej. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy.
Postanowiła zapytać komisarza o ich kolejne przedsięwzięcia w sprawie:
− Jakie macie dalsze plany?
− Zobaczymy. Dziewczyna powinna nam coś podpowiedzieć. − stwierdził beznamiętnym głosem. Mimo to dostrzegła pewność wypowiedzi. − Jestem dobrej myśli. Nie zaatakują po raz drugi tak szybko. Będą obserwować. Znają Zabielskiego i jego ekipę, my pozostaniemy w ukryciu.
− Jest pan pewny?
− Tak.
Kowalski zwlekał z poinformowaniem pani prokurator o podejrzanym. Nie chciał po raz drugi spotkać się z oporem, tym razem prokuratora nadzorującego śledztwo. Zamiast rozwinąć myśl, zaczął przyglądać się dziewczynie. Nie mógł jej rozgryźć, a nie lubił takich sytuacji. Miała starannie uczesane włosy sięgające ramion. Musiała najwyżej kilka dni temu zafarbować je na wiśniowy kolor. Nie zauważył odrostów. Wypełniając dokumenty, pochyliła głowę i kilkakrotnie poprawiała duże okulary. Pisała pięknymi, kaligraficznymi literami. Na palcach nie miała pierścionków. Nie nosiła żadnej biżuterii. Gdy skończyła, podała komisarzowi dokument ze słowami:
− Chcę wziąć udział w przesłuchaniu dziewczyny.
− Oczywiście. Musimy być w kontakcie, bo wejdziemy zaraz po jej powrocie.
− Mam nadzieję, że będziecie mnie na bieżąco informować o wszystkich podejmowanych działaniach i o tych planowanych − położyła wyraźny akcent na ostatnie słowo.
Kowalski spojrzał na nią z jeszcze większą uwagą. Nadal nie widział, co o niej myśleć. Czy już wie, czy robi dobrą minę? Postanowił zapytać:
− Co ma pani konkretnie na myśli?
− Pan wie, a ja się domyślam − odpowiedziała, a po chwili dodała. − Powie mi pan to, co uzna za stosowne i niech na tym pozostanie. I tak mamy szczęście, że informacja o zabójstwach nie wyszła poza teren województwa. Udało się powstrzymać jedną z komercyjnych stacji telewizyjnych przed nagłaśnianiem sprawy. Gdyby to się stało, nie mielibyśmy większych szans na znalezienie morderców.
− To prawda.
Teraz już był pewny, że pani prokurator dobrze wie, w jakim kierunku pójdzie śledztwo. Nikt do tej pory nie mówił wprost o kilku sprawcach. Uśmiechnął się do niej, ale już nic więcej nie powiedział. Nowicka wstała i się pożegnała. Mógł ocenić jej sylwetkę, z czego oczywiście skorzystał. Była trochę niższa od Baśki, ale równie zgrabna. Założyła ciemne, prawie czarne spodnie, nie były obcisłe, ale też niezbyt szerokie. Na ciemny golfik narzuciła krótką marynarkę. Typowy strój eleganckiej urzędniczki. Szrama wykorzystał fakt, że pozostał sam w pokoju i natychmiast zapalił papierosa. Wstał i spacerował wzdłuż tablicy. Zastanawiał się nad następnymi ruchami. Czekał na obiad. Ponieważ Balicka nie wracała, otworzył akta i kolejny raz przejrzał pierwsze przesłuchania świadków. Szybko znalazł adres osoby, którą się zainteresowali i uruchomił laptopa. Wczytał mapę i dokładnie obejrzał otoczenie budynku, w którym powinien mieszkać podejrzany. Zorientował się, że nie ma większych szans na prowadzenie obserwacji.
Do pokoju weszła Baśka, przyniosła dwa pojemniki z zamówionym obiadem.
− Nareszcie.
− To przez twój schabowy, moja sałatka nie stanowiła problemu − ze spokojem wyjaśniła długi czas oczekiwania na dostawę. − Dzwonił Laluś, już się zakwaterowali w tym samym hotelu.
− To możesz się przeprowadzić.
− Próbowałam, ale nie chcieli się zgodzić.
− Nie rozumiem, o co wam chodzi. Grzecznie sobie śpię. Nawet kilka razy budziłem się w nocy, żeby sprawdzić, czy chrapię. Nie chrapałem.
Balicka parsknęła i zakrztusiła się marchewką. Szrama musiał ją klepnąć w plecy.
− Odpowiedz szczerze, czy słyszałaś moje chrapanie? − Odczekał chwilę i dodał z uśmiechem: − Nie słyszałaś. Nie śmiej się, bo się udusisz − poradził bardzo poważnym tonem.
Gdy skończyli, jednocześnie do pokoju dyżurny komendy przyprowadził Zabielskiego, nadkomisarza Struga, dowódcę grupy obserwacji z Poznania oraz Czipa i Lalusia.
− No to jesteśmy w komplecie − powitał wszystkich Kowalski.
Zabielski przyglądał się Baśce, z którą wcześniej rozmawiał przez telefon. Oczywiście była ubrana w czarne dżinsy i luźną bluzę zasuwaną na suwak. Pod spód nałożyła granatową koszulkę.
− Byłem pewny, bo barwie głosu, że spotkam piękną dziewczynę.
[p− Dziękuję − odpowiedziała lekko zarumieniona. Spojrzała na Lalusia, a ten podniósł wzrok i spoglądał na sufit. Wiedziała, że będzie jej dokuczał za ten rumieniec, kiedy tylko nadarzy się odpowiednia okazja.
− Dymek, zabieramy się do pracy. − Kowalski przypomniał, po co się zebrali. − Najpierw omówimy zadania dla betki.
Usiedli przy stołach, po jednej stronie ekipa Kowalskiego, po drugiej policjanci z Poznania. Przez godzinę analizowali sposób prowadzenie obserwacji w wyznaczonych miejscach. Głównym celem było ustalenie czasu powrotu ojca z córką. Nie zależało im na namierzeniu miejsc przekazania okupu i odebrania porwanej dziewczyny. Tego dowiedzą się po rozmowie, którą powinni przeprowadzić w domu i to natychmiast, gdy tylko zaistnieje taka możliwość. Szrama ocenił, że pierwszy samochód wyjedzie około godziny drugiej. Być może tylko ten jeden, ale prawdopodobne jest też to, że posesję opuści drugi lub oba jednocześnie. Na każdą z tych sytuacji muszą być przygotowani. Celem jest tylko zbieranie na bieżąco informacji i przekazywanie do Szramy. On z Baśką i panią prokurator będą czekali na komendzie. Stąd dotrą do Skoczylasów w piętnaście minut. Z takim wyprzedzeniem powinni uzyskać informację o powrocie rodziców z córką. Muszą mieć pewność, że ona będzie w samochodzie.
Następnie przeszli do zadań wynikających z obserwacji podejrzanego. Do tej pory wszyscy siedzieli na krzesłach. Pierwszy wstał Czip i podszedł do tablicy. Przez chwilę patrzył na zapiski Szramy, w końcu ponownie usiadł. Laluś z szefem grupy obserwacyjnej usiedli na boku i omawiali sposób prowadzenia obserwacji.
− Miałem go na oku − powiedział Zabielski − ale wtrącił się prokurator i odpuściłem.
Siedział ze spuszczoną głową, nerwowo pukał palcami w blat stołu. Patrzył w jeden punkt i zastanawiał się, gdzie popełnił błąd. Szrama przez chwilę go obserwował.
− Na twoim miejscu wróciłbym do niego dopiero po drugim morderstwie. − Kowalski nie miał pretensji do sposobu prowadzenie sprawy przez komisarza. Postanowił uzmysłowić mu, że nie popełnił błędów i nie powinien mieć wyrzutów sumienia. − Sprawdziłeś, że trzy dni wcześniej wyleciał do Stanów. Nie miałeś wtedy żadnych przesłanek, aby go ścigać. Myśmy zapoznali się teraz z aktami, mamy świeże spojrzenie i nie czujemy na plecach oddechu tego prokuratora. Może dobrze się stało, że poczuł się bezpieczny. Przystąpili do działania, a ty ściągnąłeś nas w odpowiednim momencie. Bo to jest idealny czas, aby ich namierzyć. Za tydzień, po zdobyciu okupu, nie wiedzielibyśmy o porwaniu. Gdybyśmy zaczęli go szukać, zlikwidowaliby wszystkie dowody. Zostalibyśmy z podejrzeniami niczym nieudokumentowanymi. Byle jaka papuga pogoniłaby nas z sądu, o ile doszłoby do oskarżenia, w co wątpię. Wracajmy do sprawy. Czy jesteście w stanie obserwować go w miejscu zamieszkania? − zapytał szefa betki, nadkomisarza Struga. Ten już od dłuższego czasu wspólnie z Lalusiem rozważali różne koncepcje. Byli zgodni co do jednego:
− Tylko w przypadku, gdybyśmy mieli tam lokal. Na ulicy nie wystawimy ludzi, łatwo ich namierzyć. Każda nowa gęba na starym osiedlu to jak czerwona płachta dla byka. Ile czasu potrzebujecie na zgarnięcie figuranta?
− Nie wiem, odpowiem po przesłuchaniu dziewczyny .
− Jeżeli w grę wchodzi parę dni, to nie znajdziemy odpowiedniego lokalu.  Możemy jednak od razu podłożyć pluskwę i śledzić jego poruszanie się po mieście.
− Ok. Tak zrobimy. Laluś, zajmij się tym. − Śliwiński wyszedł do zastępcy komendanta.
− To jest on? − zapytał Strug, wskazując na fotografię znajdującą się w aktach.
− Tak, zaraz zrobimy odbitki.
Czip wziął zdjęcie i wyszedł z pokoju, nie musiał czekać na polecenie. Wystarczyło spojrzenie Szramy. Poszedł do busa, którym przyjechał ze swoimi „zabawkami” i po dziesięciu minutach wrócił z kilkunastoma fotografiami.
− Myślę, że tyle wam wystarczy − powiedział, wręczając je nadkomisarzowi.
Po chwili wrócił Laluś i podał dane samochodu figuranta. Strug wiedział, że do godziny dwunastej mają czas na znalezienie samochodu w pobliżu miejsca zamieszkania. Jeżeli go tam nie będzie, a jest to bardzo prawdopodobne, to muszą go poszukać następnego dnia. Może pojawić się jutro wieczorem lub nawet nazajutrz.
Gdy już omówili najważniejsze sprawy, Szrama zapytał Zabielskiego:
− Sam przyjechałeś?
− Nie, jest nas czterech. Koledzy siedzą już w hotelu. Jutro zabierzemy się do roboty, chyba że masz dla nas jakieś zlecenie.
− Na ten moment nie mam. Co będziecie robić?
− Zdobędą dużą kasę, zapewne w złotówkach. Przypuszczam, że będą chcieli ją wymienić w drobnych partiach na euro lub dolary. Objedziemy wszystkie kantory, sprawdzimy, gdzie jest zainstalowany monitoring na zewnątrz, bo w środku to każdy ma. Mamy numer samochodu figuranta, sprawdzimy, czy kiedyś nie został złapany na radar. Jest trochę roboty. Jutro ich nie będzie w Kaliszu, możemy pokręcić się po mieście. Znają nas. Pojutrze, jeżeli nie będziesz miał dla nas roboty, objedziemy najbliższe miasta. Tam też są kantory. A potem poczekamy na efekty.
− Ok. Ile masz samochodów?
− Dwa.
− Dobra, kończymy na dzisiaj. Przejdę się jeszcze do Kwaśnika. Dowiem się, o której przyjedzie z córką.
Pożegnali się i wrócili do hoteli. Szrama przyszedł pół godziny później. Zastał trójkę podwładnych w restauracji. W trakcie kolacji żartowali z menu Baśki.
Po przyjściu do pokoju Szrama powiedział, że idzie wziąć prysznic do chłopaków. Baśka mogła swobodnie i długo moczyć się w wannie. Gdy wrócił wykąpany i odświeżony, jeszcze tam przebywała. Usnął, nim opuściła łazienkę. Nie mieli okazji rozegrać partyjki szachów.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#19
Zobaczymy, ile mi z tego komentowania dzisiaj wyjdzie, bo przysypiam na siedząco ;)


(07-03-2017, 20:19)burak napisał(a): Przechodzili obok głównej poczty. Szrama powstrzymał Baśkę i wszedł do środka.
Szrama powstrzymał Baśkę przed rzuceniem się na czerwoną skrzynkę na listy.
Znaczy, ten, no. Wydaje mi się, że jest tu zły dobór czasownika.

Cytat:− Nie, to jest ocena sytuacji.
A nie lepiej by tutaj pasowało "propozycja"?

Cytat:Kowalski zreferował Balickiej uzyskane na poczcie informacje. Według nich list nadany do godziny piętnastej, jest dostarczony do adresata nazajutrz. Zawsze i nigdy nie mają opóźnień.
BUAHAHAHAHA.


Cytat:− Ryzykujesz życiem córki Skoczylasów. Jak to nie wypali, to stary nas zniszczy.
Tak w zasadzie, to nikt jeszcze o tym nie wie...

Cytat:Nie dostał, bo kazał skuć prokuratora, który mu przeszkadzał.
I ten prokurator w naszym państwie prawa nie miał dostatecznych pleców, by upupić przypadkowego komisarza?

Cytat:− Niewiele, powie krótka(o):

Cytat:Kwaśnik zrobił wielkie oczy, słysząc przekleństwo w ustach młodej pani komisarz.
*Gin wywraca oczami*

Cytat:Nie, ale możemy coś zamówić. Poproszę sekretarkę. [/qute] *cough* do tańca.

[quote]− Byłem pewny, że pani uroda przewyższa miłą barwę głosu.
− Dziękuję − odpowiedziała lekko zarumieniona.
*Gin wywraca oczami po raz drugi*

Cytat:Laluś stwierdził, że spożywa tyle zieleniny, ponieważ łatwiej przychodzi jej wtedy ujawnianie rumieńców na twarzy.
*Gin wywraca oczami po raz trzeci*

Cytat:Usnął, nim opuściła łazienkę. Nie mieli okazji rozegrać partyjki szachów.
I już nigdy nie będą mogli, bo na akcji coś pójdzie nie tak, i Baśka umrze.
No co, SIĘ OGLĄDA TE FILMY :D

Chyba gdzieś przeoczyłam moment, w którym odkryli kto jest porywaczo-zabójcą. W każdym razie odnoszę wrażenie, że bardzo – jeśli nie za bardzo – bazują na własnych domysłach i praktycznie na nic nie mają dowodów... Czyżby niedługo było szast, prast i rozlew krwi? :D
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#20
Dziękuję Gin :D

Poprawię trochę później, teraz odpowiem.

Cytat:
Cytat: napisał(a):− Nie, to jest ocena sytuacji.
A nie lepiej by tutaj pasowało "propozycja"?
Nie zgodzę się z Twoją sugestią. Szrama powoli irytuje się i jednoznacznie mówi, że opiera się na ocenie sytuacji, on nie proponuje, tylko żąda.
Cytat:
Cytat: napisał(a):− Ryzykujesz życiem córki Skoczylasów. Jak to nie wypali, to stary nas zniszczy.
Tak w zasadzie, to nikt jeszcze o tym nie wie...

Szrama i Balicka wiedzą.
Ałtor nie ma zamiaru prowadzić czytelnika za rękę i dokładnie tłumaczyć poczynań swoich bohaterów. Domyślili się, że dojdzie do porwania. Wytypowali ewentualne ofiary, trafili w dziesiątkę.

Cytat:
Cytat: napisał(a):Nie dostał, bo kazał skuć prokuratora, który mu przeszkadzał.
I ten prokurator w naszym państwie prawa nie miał dostatecznych pleców, by upupić przypadkowego komisarza?

Jest to opis sytuacji z poprzedniego tomu. Czy nie miał siły by upupić przypadkowego komisarza? W tej sytuacji prokurator był przypadkowym świadkiem i utrudniał komisarzowi zdobycie dowodów. Czas był decydujący.  Potem się jednak zemścił.
Cytat:Chyba gdzieś przeoczyłam moment, w którym odkryli kto jest porywaczo-zabójcą. W każdym razie odnoszę wrażenie, że bardzo – jeśli nie za bardzo – bazują na własnych domysłach i praktycznie na nic nie mają dowodów... Czyżby niedługo było szast, prast i rozlew krwi? [Obrazek: biggrin.gif]

Problem tkwi w tym, że nie mają żadnych dowodów, nie mogą się na nich opierać. Pozostają im tylko domysły. Nie od razu wyciągają prawidłowe wnioski. Dla przykładu: Mam pytanie. Czy ten który uciekał i którego zobaczyli w parku jest mordercą? Nie ma żadnego dowodu poza faktem, że zostawił odciski swoich butów parę metrów od zwłok. Co tam robił? Jak zareagował na jego widok Jacek? Czy w swoich zeznaniach Anna opisała go dokładnie? Dlaczego tego nie zrobiła?
Jedno jest wyraźnie przez Ałtora podkreślone: morderca czy mordercy opracowali doskonały plan. Półroczne śledztwo do niczego nie doprowadziło, bo podpierano się tylko dowodami, których praktycznie na dobrą sprawę nie było.

Do tej pory nie użyto broni i trudno o rozlew krwi :D
pozdrawiam
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości