Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
W meandrach Prosny
#1
Spoiler:

Prolog

− Chodź, pobiegniemy na cypel. Zobaczysz kaczuszki − zachęcił dziewczynę.
Poszli ścieżką wzdłuż Kanału Bernardyńskiego. Kilka minut wcześniej opuścili restaurację KTW w parku miejskim. Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza. Nastolatka nie chciała, ale w końcu uległa namowom kolegi ze starszej klasy. Przedwczoraj zgodziła się na randkę, o którą zabiegał od kilkunastu dni. Zaprosił ją do kawiarni na pyszne lody, a teraz na spacer po parku.
− Pamiętaj, że za godzinę muszę być w domu. Nie mogę się spóźnić, bo ojciec się wścieknie.
− Wiem, lepiej nie zadzierać ze starym.
Spojrzała na niego z wyrzutem. Nie lubiła, gdy o rodzicach mówiło się w ten sposób. Szczególnie o jej ojcu. Był policjantem i do tego bardzo przewrażliwionym na punkcie wieczornych wypadów jego ukochanej córeczki.
− Słońce już zaszło, ale mamy pełnię. Byłaś kiedyś tutaj? − Wskazał dłonią prostokątny trawnik z czterema tujami zasadzonymi na rogach.
− Nie o tej porze. Tam dalej jest bardzo ładny, półokrągły klomb, a za nimi kolejna ścieżka. – Dała mu do zrozumienia, że chętnie pójdzie z nim dalej. Po chwili wytłumaczyła: – W ciągu dnia czasami przychodzę do parku z mamą. Jacek, przyprowadzasz w to miejsce swoje dziewczyny? − zapytała i przekręciła głowę. Zmrużyła powieki i bacznie mu się przyglądała. Roześmiał się i odpowiedział:
− Czasami.
Udała obrażoną, ale natychmiast chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą. Dobiegli do ścieżki, a potem przez krzaki do następnej. Tutaj się zatrzymała i spojrzała na chłopca. Pochylił się i powoli zbliżył usta do jej ust. Przymknęła oczy, po chwili zamknęła i czekała. Po sekundzie otworzyła i spojrzała na Jacka. Miał odwróconą głowę i wpatrywał się w krzaki nad kanałem.
− Co tam widzisz? − spytała zirytowana.
− Cicho − szepnął. − Usłyszałem jakiś plusk, coś wpadło do wody.
− Sam mówiłeś, że tu będą kaczki. Może jakaś wylądowała.
Ponownie ją uciszył i szeptem wyjaśnił, że kaczki powinny już spać, a to był plusk czegoś większego. Trzymał ją za jedną rękę i nasłuchiwał. Dziewczyna złapała go obiema i stanęła tuż za nim. Stali i nie ruszali się z miejsca. Nagle zobaczyli cień przesuwający się wzdłuż brzegu. Po chwili przystanął i zaczął biec w stronę małej tamy zbudowanej na Wale Bernardyńskim.
− Widziałaś? Tam ktoś był i coś wrzucił do wody. Musimy podejść i zobaczyć to z bliska.
− Poczekaj! − Puściła go i wyciągnęła komórkę z torebki. − Wybiorę numer taty, tak na wszelki wypadek. − Odblokowała komórkę i wyszukała w książce numer telefonu ojca. − Możemy iść.
Chłopak również wyjął telefon i skorzystał z opcji latarki. Powoli przeszli bliżej koryta rzeki. Gdy dotarli na odległość trzech metrów, w mizernym świetle ujrzeli nagie ciało do połowy zanurzone w wodzie.
− Stój! Nie ruszaj się, bo zadepczesz ślady.
Dziewczyna natychmiast połączyła się z ojcem.
Niedłu...
− Tatko, przyjedź natychmiast do parku. Znaleźliśmy z Jackiem ciało w wodzie.
Gdzie? Powiedz dokładnie, gdzie jesteś i nie ruszajcie niczego.
− Na samym cyplu, gdzie łączy się Prosna z Wałem. Przyjedźcie szybko. Boję się, on tu był. Dopiero co uciekł.
Nie rozłączaj się i powiedz, gdzie uciekł.
− W kierunku tamy, na pewno pobiegł na drugą stronę, tam, gdzie jest parking przed kolarzami.
Widzieliście go? Możecie opisać, jak wyglądał?
− Nie, jest już ciemno.
Stali obok siebie i rozglądali się dookoła. Dziewczyna trzęsła się jak osika. Chłopak starał się ją uspokoić, przytulił i objął jednym ramieniem. W drugiej ręce trzymał telefon i nerwowo świecił na wszystkie strony. Oboje omijali wzrokiem ciało zanurzone w wodzie. Jacek chciał wrócić na ścieżkę, ale dziewczyna go przytrzymała.
− Tata mówi, że najważniejsze są ślady na miejscu zbrodni. Nie ruszaj się – powiedziała dość stanowczo.
− Kim jest twój stary?
− Nie mów o nim „stary” – nieznacznie się odsunęła – nie lubię tego określenia. Mój ojciec ma czterdzieści lat. Jeśli chcesz wiedzieć, to jest Zastępcą Komendanta Miejskiego Policji.
− To zaraz przyjadą tu kryminalni. − Wyraźnie ucieszył się i ponownie przyciągnął trzęsącą się dziewczynę.
− Nie, w Kaliszu nie ma wydziału kryminalnego. Nasi tylko zabezpieczą teren. Będą czekali na przyjazd policjantów z Poznania – wyjaśniła już lekko uspokojona.
− To my mamy tu stać parę godzin? To jest chore.
Zobaczyli na drugim brzegu dwa radiowozy, które wjechały na parking przed budynkami Kaliskiego Towarzystwa Kolarskiego. Poruszały się powoli jeden za drugim, po chwili się rozdzieliły. Jeden udał się w kierunku Aquaparku, a drugi wrócił i krążył wzdłuż ulicy Sportowej. Usłyszeli kolejny radiowóz jadący alejką przez park. Po chwili zaparkował na trawniku w odległości dwudziestu metrów od nich. Z samochodu wysiadło dwóch policjantów, jednym z nich był ojciec dziewczyny. Szybko podbiegł do alejki i zatrzymał się na niej.
− Aniu, możecie wrócić po swoich śladach.
Gdy dwoje siedemnastolatków dotarło na ścieżkę, podinspektor Zygmunt Kwaśnik zaświecił latarką na brzeg rzeki. Zobaczyli zwłoki kobiety leżącej na brzuchu z głową w wodzie. Jej długie, jasne włosy utworzyły białe koło. Nie musiał sprawdzać, czy kobieta żyje. Wolał zatem nie niszczyć śladów.
− Trzeba zabezpieczyć teren. − Podinspektor zwrócił się do kolegi. − Zaraz przyjadą dwa radiowozy. Aniu, idźcie do samochodu i poczekajcie. Trochę mi tu zejdzie, a potem zabiorę was na Jasną.
Podinspektor odszedł na bok i kontaktował się z komendą wojewódzką. W ogólnych zarysach przedstawił sytuację. Potem rozmawiał z oficerem dyżurnym Komendy Miejskiej w Kaliszu. Wydał niezbędne, w jego ocenie, instrukcje i czekał na przybycie kolejnych jednostek. Nie miał wielkiego doświadczenia przy prowadzeniu spraw o zabójstwo. Praktycznie jego rola ograniczała się do zabezpieczenia terenu i ułatwienia pracy policjantom z Poznania. Z tego też powodu na miejscu zbrodni miał zostać dostarczony ponton. Gdy uznał, że nie pozostało mu nic innego, jak tylko czekać, wrócił do samochodu.
− Pojedziemy do komendy − poinformował nastolatków. − Złożycie wstępne zeznania. Jutro rano o ósmej stawisz się z powrotem − zwrócił się do chłopca. − Zostaniesz ponownie przesłuchany.
Po powrocie na Jasną zaprowadził ich do pokoju przesłuchań. Pół godziny zajęło mu sporządzenie protokołu. Po zakończeniu odwiózł Annę i Jacka do domów. po drodze tłumaczył im, w jaki sposób mogą najprędzej zapomnieć o koszmarze, który dzisiaj zobaczyli.
− Dobrze się spisaliście − pochwalił córkę.
− Tatko, już nigdy nie wejdę do parku po zmierzchu. Gdy pomyślę, że byliśmy tak blisko mordercy i że ja tam mogłam le...
− Nie myśl tak. Nic nie wiemy na temat okoliczności tego morderstwa. Połóż się spać i zastosuj do moich rad. Powinny ci pomóc. Rano wrócę po ciebie.
Kwaśnik pojechał do parku i czekał na przyjazd ekipy dochodzeniowo-śledczej z Poznania. Dotarli na miejsce po północy. Pracowali w świetle reflektorów. Dopiero o czwartej zabrano zwłoki kobiety.
− Panie inspektorze − zwrócił się do komendanta komisarz Zabielski z Komendy Policji w Poznaniu − to nie będzie łatwe śledztwo. Na miejscu zbrodni nie znaleźliśmy żadnych dowodów. Tylko po drugiej stronie wału ujawniliśmy mokre ślady obuwia sportowego. Niestety urwały się po kilkunastu metrach. Sprawca musiał wsiąść do samochodu i odjechał. Dzisiaj przejrzymy monitoring przy aquaparku, ale z rozmieszczenia kamer wynika, że na niewiele nam się to przyda.
− Czy wiecie, kto jest ofiarą?
− Nie, była naga. Kobieta w wieku osiemnastu, dwudziestu lat, blondynka. Była więziona, ma otarcia na przegubach rąk i nóg. Musiała być przywiązana. Więcej dowiemy się po sekcji zwłok.
− Czy została zgwałcona? − zapytał nadinspektor.
− Trudno powiedzieć. Okoliczności na to wskazują, była przecież naga, ale osobiście nie sądzę. Jest mnóstwo pytań, na które musimy znaleźć odpowiedzi. Na przykład: dlaczego i w jaki sposób ciało znalazło się w tym miejscu? Mam na myśli sposób przeniesienia zwłok. Odnoszę wrażenie, jakby morderca sobie zakpił z nas. Kobieta nie została zamordowana nad rzeką. Ona została tam przyniesiona i wrzucona do wody. Morderca chciał, aby została znaleziona. Po co? W jakim celu? Co chciał przez to pokazać? Jak pan widzi, to nie będzie łatwa sprawa.
Komisarz Zabielski miał trzydzieści sześć lat. Pracował w wydziale kryminalnym od ośmiu lat. Był cenionym fachowcem z dość dużym doświadczeniem zawodowym.
− Czy macie jakieś zgłoszenia o zaginionych dwudziestolatkach? − zapytał, przeglądając swoje notatki. Komisarz miał zwyczaj notować wszelki uwagi w zwykłym policyjnym notesie.
− Nie, żadnych zgłoszeń w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Ostatnie dotyczyło starszej kobiety, która wyszła z domu i nie wróciła, Znalazła się po trzech dniach w Ostrowie.
− Posiedzimy w Kaliszu parę dni. Świadkowie przyjdą, tak jak się umówiliśmy?
− Tak, zapraszam do komendy. Zapozna się pan z ich zeznaniami złożonymi na gorąco.
− Dobrze.
Podinspektor Kwaśnik zaprosił komisarza do swojego gabinetu. Nim podał mu protokoły przesłuchania, przygotował kawę i poczęstował paluszkami.
− Nie macie tutaj dużo zabójstw. To jest pierwsze w tym roku.
− Tak, to raczej spokojne miasto pod tym względem.
− Obawiam się, że nie będzie to pojedynczy przypadek.
Kwaśnik spojrzał na młodego oficera z wojewódzkiej. Nie bardzo wiedział, na jakiej podstawie wysnuł ten wniosek. Komisarz czytał zeznania. Po chwili je odłożył na bok, sięgnął do kieszeni i wyjął paczkę papierosów. Spojrzał wymownie na gospodarza, a ten podsunął mu popielniczkę.
− Ja nie palę, ale proszę się nie krępować.
Zabielski zapalił i mocno się zaciągnął. Wskazał palcem na protokoły i stwierdził:
− Niewiele widzieli. Zastanawia się pan, dlaczego uważam, że to nie jest pierwsze zabójstwo. Powiem panu. Na miejscu nie było ubrania dziewczyny. Sądząc po stężeniu pośmiertnym, kobieta zginęła co najmniej kilkanaście godzin temu. Ślady na brzegu świadczyły, że leżała tam też ładnych parę godzin. Nikt jej wcześniej nie zauważył. Bardzo dziwne. − Zamyślił się przez chwilę i skupił na paleniu papierosa. Kwaśnik nie przerywał mu, tylko spokojnie czekał na dalsze słowa. − A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że był tam o dwudziestej pierwszej, jakby czekał na świadków swojej zbrodni. Zobaczył młodych i ruszył z miejsca. Potem się upewnił, że go zobaczyli i uciekł. Był pewny, że znajdą kobietę. Po co to wszystko zrobił?
− Może to nie był morderca, tylko osobnik, który odkrył zwłoki. Przestraszył się i uciekł.
− Przez tamkę i do samochodu? Widział pan, że tam nie ma kładki dla pieszych. Samo zejście też nie jest łatwe, a mimo to uciekł tamtędy i to dość sprawnie.
Zaciągnął się jeszcze parę razy i zgasił papierosa. Komendant spojrzał na zegarek.
− Pojadę po córkę. Wrócę za dwadzieścia minut. Może pan palić do woli.
Komisarz skorzystał z zezwolenia i zapalił następnego. Był nałogowym palaczem, ale ograniczał się na miejscu zbrodni. Tam potrafił się powstrzymać.
Godzinę później w parku ponownie przesłuchano Annę i Jacka. Nie wnieśli nic nowego, ale dokładnie wskazali drogę ucieczki nieznajomego. Znaleziono odcisk jednego buta i wykonano odlew. Po dokładnym obejrzeniu ustalono markę i rozmiar buta. Kolejny raz przeszukano miejsce porzucenia zwłok. Technicy nie mieli wątpliwości, ciało przebywało w tym miejscu co najmniej dwanaście godzin i nie było przemieszczane. Zostało wrzucone z wysokości około metra, o czym świadczyły wgłębienia. Nie ustalono, w jaki sposób zostało tam dostarczone. Założono, że musiało być przywiezione łodzią lub kajakiem. Nie pozostał jednak żaden ślad po cumowaniu łódki. Po przesłuchaniu nielicznych świadków, przede wszystkim członków Kaliskiego Towarzystwa Wioślarskiego, skłoniono się do wersji, że morderca mógł podpłynąć kajakiem. W ostatnich dniach pogoda była sprzyjająca i wielu amatorów wycieczek kajakowych z tego skorzystało. Dla mieszkańców pobliskich domów widok kajaka na wodzie nie był zaskoczeniem.
Dopiero po tygodniu ustalono nazwisko ofiary. Zamordowana była uczennicą drugiej klasy Liceum im. Adama Asnyka w Kaliszu. Nazywała się Iwona Mielcarek, miała osiemnaście lat. Mieszkała na stancji i nikt nie zgłosił jej nieobecności, ponieważ lekcje zakończyły się dwa dni przed znalezieniem zwłok. Ostatnio widziano ją na rozdaniu świadectw. Rodzice nie zgłaszali zaginięcie córki, gdyż umówili się, że zaraz po zakończeniu zajęć szkolnych zostanie jeszcze tydzień w Kaliszu. Miała pomagać przy wykopaliskach archeologicznych prowadzonych na kaliskim rynku. Przesłuchano organizatorów i okazało się, że nikt z nich nie wiedział o dziewczynie. Nie prowadzili żadnego naboru pracowników pomocniczych. Właścicielka stancji powiedziała, że Iwona opuściła mieszkanie zaraz po zakończeniu roku szkolnego. Miała wrócić trzydziestego sierpnia. Nie mówiła, gdzie jedzie, wyglądało na to, że miała zamiar powrócić do domu. Mieszkała w małej wsi Borucin, dwadzieścia trzy kilometry od Kalisza. Przesłuchano pasażerów komunikacji podmiejskiej, którzy w tym dniu podróżowali na trasie Kalisz-Borucin. Ustalono, że dziewczyna nie wsiadła do autobusu. Nikt jej nie widział, chociaż kilku pasażerów znało Iwonę. Rodzina nie kontaktowała się telefonicznie z dziewczyną, gdyż ta nie posiadała telefonu komórkowego. Przesłuchano kolegów i koleżanki. Ustalono, że Iwona Mielcarek była dobrą uczennicą, nie utrzymywała z nikim bliższych kontaktów. Większość czasu spędzała na stancji, ucząc się do kolejnych zajęć. Nie używała komórki jako jedyna w szkole. Uważała, że to smycz z obrożą, którą każdy sobie sam założył. Unikała jej jak ognia. Korzystała jednak z laptopa, którego nie odnaleziono. Nie miała stałego łącza internetowego. Musiała zatem korzystać z mobilnej sieci. Nie udało się ustalić z jakiej. Z rodzicami kontaktowała się telefonicznie. W tym celu raz na tydzień, w sobotę po szkole, korzystała z telefonu na poczcie znajdującej się w pobliżu szkoły.
Przesłuchano wszystkie osoby, które w przeddzień odkrycia i w jego dniu wypożyczyły kajak lub inną łódkę. Pomimo dokładnego sprawdzenia zeznań, jak i samych kajaków, nie znaleziono niczego podejrzanego. Ten trop uznano za zakończony. Morderca, jeżeli skorzystał z łódki, musiał dysponować własną. Poproszono o pomoc dzielnicowych i funkcjonariuszy trzech podległych komisariatów w Opatówku, Stawiszynie i Koźminku. Mieli przeprowadzić wywiady z mieszkańcami i ustalić, czy w ich rejonie mieszkają właściciele łódek lub innego sprzętu pływającego. Przesłuchano kilku wędkarzy i dwóch właścicieli małych jachtów. Niestety po wykonaniu ogromnej pracy niczego nowego nie wniesiono do śledztwa.
Przeprowadzono sekcję zwłok. Dziewczyna była dziewicą, nie doszło do penetracji pochwy. Została uduszona liną. Wcześniej musiała być przywiązana za ręce i nogi. Była już wtedy całkowicie rozebrana. Na ciele nie znaleziono żadnych śladów znęcania się, poza tymi pochodzącymi od sznura. Po śmierci jej ciało zostało dokładnie umyte.
Trzy miesiące od dnia rozpoczęcia śledztwa komisarz Zabielski nadal dysponował tą samą wiedzą co na początku i nie był w stanie wskazać chociażby jednego podejrzanego. Śledztwo utknęło w martwym punkcie.
Dokładnie pierwszego września znaleziono kolejne zwłoki nagiej kobiety. Była wrzucona do jednego z dwóch starorzeczy Prosny, na północ od wioski Szadek. Tym razem od razu ustalono tożsamość ofiary. Była nią dwudziestodwuletnia studentka Wydziału Położnictwa Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Kaliszu. Marta Owczarek mieszkała w Opatówku. Z domu wyszła dwudziestego ósmego sierpnia i nie powróciła. Rodzina zgłosiła jej zaginięcie dwa dni później w Komisariacie Policji w Opatówku. Pierwsze czynności podjęto dopiero następnego dnia. Ograniczyły się jedynie do ponownego przesłuchania członków rodziny i znajomych.
Śledztwo z ramienia Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu prowadził komisarz Zabielski. Już po wstępnych oględzinach miejsca ujawnienia ciała wiedział, że ma do czynienia z tym samym mordercą. Nie mylił się w swojej pierwotnej ocenie. Dziewczyna również nosiła ślady otarć na przegubach dłoni i stóp. Podobnie jak to miało miejsce poprzednio, została uduszona dzień wcześniej. Była kompletnie rozebrana, nie znaleziono odzieży ani żadnych osobistych rzeczy ofiary.
Tym razem w mieszkaniu pozostawiła laptop i komórkę. Dokładna analiza wszystkich plików nie wniosła niczego do sprawy. Również sprawdzenie bilingu i przesłuchanie osób, które kontaktowały się z Martą w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, niczego nie wyjaśniły.
Po trzech miesiącach intensywnego śledztwa komisarz Zabielski poprosił o pomoc.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(27-02-2017, 20:55)burak napisał(a): Prolog

Byłaś kiedyś tutaj? − Wskazał dłonią prostokątny trawnik z czterema tujami,(zbędny przecinek) zasadzonymi na rogach.

Gdy doszli (w poprzednim zdaniu było 'poszli', tu możesz zmienić na 'dotarli' lub 'zbliżyli się') na odległość trzech metrów(przecinek) w mizernym świetle ujrzeli nagie ciało do połowy zanurzone w wodzie.

Gdzie? Powiedz dokładnie(przecinek) gdzie jesteś i nie ruszajcie niczego.

Dopiero,(zbędny przecinek – 'dopiero co' oznacza tu 'przed chwilą', 'niedawno') co uciekł.

Zobaczyli na drugim brzegu dwa radiowozy, które wjechały na parking przed budynkami Kaliskiego Towarzystwa Kolarskiego. Przejechały przez plac i się rozdzieliły. Jeden pojechał w kierunku Aquaparku, a drugi wrócił i krążył wzdłuż ulicy sportowej.

Jej długie(przecinek) jasne włosy utworzyły białe koło.

− Trzeba zabezpieczyć teren(.)(P)podinspektor zwrócił się do kolegi.

Gdy uznał, że nie pozostał(o) mu nic innego(przecinek) jak tylko czekać, wrócił do samochodu.

Tylko po drugiej stronie wału ujawniliśmy mokre ślady po obuwiu sportowym (obuwia sportowego).

− Nie, była naga. Kobieta w wieku osiemnaście, dwadzieścia lat (osiemnastu, dwudziestu lat lub kobieta lat osiemnaście), blondynka.

− Trudno powiedzieć. Wszystko na to wskazuje, ale osobiście nie sądzę. (Skoro nie sądzi, że doszło do zgwałcenia, to co oznacza 'wszystko na to wskazuje', jakie przesłanki wskazują na gwałt?) Jest mnóstwo pytań, na które musimy znaleźć odpowiedzi. Na przykład: dlaczego i w jaki sposób ciało znalazło się w tym miejscu? (Niewłaściwe pytania – wiemy w jaki sposób ciało znalazło się w wodzie – dzieciaki słyszały, że zostało wrzucone. Tylko pytanie 'dlaczego?' ma uzasadnienie.)

Ona została tam przyniesiona i wrzucona do wody. Morderca chciał, aby zostało(a) (odnosisz się do poprzedniego zdania, a w nim jest 'ona' a nie 'ciało')znalezione(a).

− Nie, żadnych zgłoszeń w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Ostatnie dotyczyło starszej kobiety, która wyszła z domu i nie wróciła, Znalazła się po trzech dniach w Ostrowie.
(To jest absolutnie zbędna informacja, w żadnym stopniu nie dotyczy sprawy, tym bardziej że mowa o osobie starszej, która została odnaleziona żywa.)

Komisarz skorzystał ze (z) zezwolenia i zapalił następnego. Był nałogowym palaczem, ale ograniczał się na miejscu zbrodni. Tam potrafił się powstrzymać.
Godzinę później na miejscu zbrodni ponownie przesłuchano Annę i Jacka.

Technicy nie mieli wątpliwości, ciało przebywało w tym miejscu,(zbędny przecinek) co najmniej dwanaście godzin i nie było przemieszczane.

Założono, że musiało być przywiezione w łodzi lub w kajaku (łodzią lub kajakiem).

Po przesłuchaniu nielicznych świadków, przede wszystkim członków Kaliskiego Towarzystwa Wioślarskiego (przecinek zamykający wtrącenie) skłoniono się do wersji, że morderca mógł podpłynąć kajakiem. W ostatnich dniach pogoda była sprzyjająca i wielu wielbiciel(i)– lepiej 'amatorów' wycieczek kajakowych z tego skorzystali(ło).

Dla mieszkańców pobliskich domów widok kajaka na wodzie nie wzbudzał żadnego zainteresowania. ('Dla mieszkańców... nie był zaskoczeniem.' lub 'Widok... nie wzbudzał zainteresowania mieszkańców.')

Właścicielka stancji powiedziała, że Iwona wyjechała z mieszkania (Opuściła mieszkanie, bo niby czym miała wyjechać, rowerem? :D) zaraz po zakończeniu roku szkolnego.

Nie używała komórki,(bez przecinka) jako jedyna w szkole.

W tym celu raz na tydzień, w sobotę po szkole, korzystała z telefonu na poczcie,(bez przecinka) znajdującej się w pobliżu szkoły.

Pomimo dokładnego sprawdzenia zeznań, jak i samych kajaków(przecinek zamykający) nie znaleziono niczego podejrzanego.

Niestety, po wykonaniu ogromnej pracy (Albo traktujemy to jako wtrącenie i stawiamy przecinki przed i po, albo bez przecinków – jestem zwolenniczką tej drugiej wersji) niczego nowego nie wniesiono do śledztwa.

Trzy miesiące od dnia rozpoczęcia (śledztwa) komisarz Zabielski nadal dysponował tą samą wiedzą co na początku i nie był w stanie wskazać,(bez przecinka) chociażby jednego podejrzanego.

Była wrzucona do jednego z dwóch starorzeczy Prosny(przecinek, dalej jest dopowiedzenie) na północ od wioski Szadek.

Już po wstępnych oględzinach miejsca ujawnienia ciała,(zbędny przecinek) wiedział, że ma do czynienia z tym samym mordercą.

Była kompletnie rozebrana, nie znaleziono odzieży,(bez przecinka) ani żadnych osobistych rzeczy ofiary.

Sprawa rozwojowa, co wróży kawałek tekstu :) Od razu przejdę do rzeczy. Nierealistycznie pokazałeś odnalezienie zwłok. Nawet jeśli przyjąć zachowanie chłopaka za normalne, był w towarzystwie dziewczyny, próbował zaimponować jej spokojem i odwagą, to jej reakcja jest mało wiarygodna. Chodzi mi o emocje, oboje młodzi podchodzą do tego tak, jakby codziennie mieli do czynienia z nagimi ciałami pływającymi w rzece. Następny zgrzyt to domysły, że to nie pierwsze zabójstwo – żaden z argumentów podanych przez komisarza nie wskazuje na serię zabójstw. Gdyby Zabielski dodał, że takie same okoliczności towarzyszyły sprawie z X oraz Y, to by tłumaczyło jego podejrzenie o seryjnym zabójcy. Mógł też podać te informacje jako przeczucie, policyjny nos, ale nie jako pewnik. Przy drugim zabójstwie takie przypuszczenia już mają uzasadnienie. Brakuje mi w tym tekście budowania napięcia, takiego kryminalnego wabika, który wciąga, zmusza do myślenia i snucia przypuszczeń. To jest bardziej kronika policyjna, suchy opis zdarzeń oraz przeprowadzonych czynności. Poprawnie stylistycznie, nawet logicznie, ale ubogo emocjonalnie. Taka relacja starego gliny, którego już nic nie dziwi i nie szokuje. Rzeczywistość pokazuje, że to wyprucie zawodowe nie do końca jest prawdą, stąd problemy z psychiką, alkohol, czasem narkotyki albo jedno i drugie. Dorzuć do tego trochę pieprzu, odrobinę histerii, napięcia. Zupa musi być przyprawiona.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
(27-02-2017, 20:55)burak napisał(a): − Słońce już zaszło, ale mamy pełnię. Byłaś kiedyś tutaj? − Wskazał dłonią prostokątny trawnik z czterema tujami, zasadzonymi na rogach.
− Nie o tej porze. Tam dalej jest półokrągły, a za nimi kolejna ścieżka.

Pogrubiony fragment w cytacie wydaje mi się mocno wyrwany z kontekstu i nienaturalny. Ja wiem,że chodzi o trawnik, bo w narracji wcześniej jest to sprecyzowane, ale to nie jest zbyt logiczna odpowiedź na to pytanie. – Byłaś kiedyś tutaj? – Tam dalej jest półokrągły.
Zapewne popatrzyłabym na rozmówcę w WTF w oczach i spytała "że co?".

Cudowny ojciec. Jego nastoletnia, roztrzęsiona córka pierwszy raz prawdopodobnie widziała na oczy martwe ciało... "nic ci nie będzie, idź spać". Wzór do naśladowania.

Cytat: Kobieta nie była zamordowana nad rzeką.

Mocno zazgrzytało. "Nie została zamordowana nad rzeką".

Cytat:Zapozna się pan z ich zeznaniami złożonymi na gorąco.
Nie wiem co, ale coś mi kompletnie nie pasuje w tym zdaniu. Brzmi jakoś tak... Niewłaściwie.

Cytat:Kolejny raz przeszukano miejsce ułożenia zwłok.
To morderca nieźle się natrudził, żeby efekciarsko ułożyć zwłoki w rzece, tym bardziej, że plumknęły... :)

Cytat:Rodzina nie kontaktowała się telefonicznie z dziewczyną, gdyż ta nie posiadała telefonu komórkowego.
Pomimo wyjaśnień, nadal wydaje mi się to być dziwne...

A więc tak (wiem, wiem, zdania nie zaczyna się od "a więc"). Jak na początek, całość wydaje się być całkiem sprawnie językowo napisane. Nie mogę niestety powiedzieć, żeby mnie jakoś wciągnęło – całość wydaje mi się nieco sucha i bez wyrazu. Ja wiem, że to kryminał, i chodzi o rozwiązywanie intryg, ale mało mi w tym emocji. Prowadzący sprawę policjant nie daje po sobie odczuć, żeby niewykrycie sprawcy go przynajmniej irytowało... Jest dość beznamiętny. Wiem, że czasem w tej pracy się nie da, ale wszystkie postaci zdają się być "meh, zwisa mi to, lećmy do następnego akapitu".

Niemniej, może się rozkręci, może potem okaże się, że to tylko mylne pierwsze wrażenie – zapewne będę czytać nadal :)
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#4
Dziękuję szanownym paniom. :nudy:

Nawka napisała:

− Nie, żadnych zgłoszeń w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Ostatnie dotyczyło starszej kobiety, która wyszła z domu i nie wróciła, Znalazła się po trzech dniach w Ostrowie.
(To jest absolutnie zbędna informacja, w żadnym stopniu nie dotyczy sprawy, tym bardziej że mowa o osobie starszej, która została odnaleziona żywa.)

Masz rację, ale to pokazuje, że Kwaśnik niezbyt zna się na prowadzeniu śledztwa.
Zdanie zostawiłem.

Ginger napisała:

Cytat: napisał(a):Rodzina nie kontaktowała się telefonicznie z dziewczyną, gdyż ta nie posiadała telefonu komórkowego.
Pomimo wyjaśnień, nadal wydaje mi się to być dziwne...

Osobiście znam dwie młode osoby, które nie używają komórek. Nie chcą i tyle. Nie chodzi o kasę.
Nawiasem mówiąc sam jestem bliski wyrzucenia swojej. :D

Poprawiłem na ile umiałem.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#5
Też nie raz i nie dwa byłam bliska wyrzucenia telefonu – w zasadzie nawet rzadko dzwonię czy SMSuję, niemniej milion innych jej funkcji jest bardzo przydatne i jestem uwiązana.

Niemniej, jak już mówiłam, chętnie poczytam dalej :)
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#6
(28-02-2017, 19:00)burak napisał(a): Dziękuję szanownym paniom. :nudy:

Bez mi tu takich znudzonych minek, weź się do roboty, podkręć atmosferkę, dowal emocji, trochę strachu, skieruj podejrzenia w niewłaściwe strony, a potem bach, trach i koniec. Nigdy nie pisałam kryminału, a nie, sorry, raz w WT taki miniaturowy. Nie jest to łatwe, żeby zbudować napięcie, zagmatwać, a później ten węzeł rozwikłać.
Nadal uważam, że zdanie o poszukiwanej babci było zbędne, a nawet niewłaściwe, bo z miejscowego gliniarza zrobiło idiotę, przynajmniej ja tak to odebrałam, ale to twoja zbrodnia i twoje ofiary. Podobnie jak Gin, czekam na to, co jeszcze wymyślisz :D
A telefonu w życiu nie wyrzucę, często potrzebuję dokładnego zegarka i... mam się w czym przejrzeć.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Kobieta powinna przeglądać się w... oczach, a nie w komórkach.
Bach, trach i koniec. Mądrala. :p
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#8
I − Delegacja

Komisarz Kowalski od czasu do czasu rzucił spojrzenie na Balicką. Siedziała za biurkiem i przeglądała się w lusterku. Poprawiała na zmianę to włosy, to makijaż. Wierciła się przy tym na krześle, jakby ją uwierało.
− Nie denerwuj się, to tylko wizyta u ministra − stwierdził z uśmiechem. − Dobrze wyglądasz, nie musisz nic poprawiać − dorzucił po chwili.
Nie przekonał jej, nadal patrzyła w odbicie. Nie tylko Szrama ją obserwował, także pozostali współpracownicy. Komisarz Barbara Balicka miała odebrać z rąk ministra Brązowy Krzyż Zasługi za zakończenie śledztwa w sprawie Sawickiego. Dzięki osobistemu zaangażowaniu, takiego sformułowania użyto we wniosku o odznaczenie, uratowała życie Monice Kępce.
Laluś wstał i podszedł do Baśki. Nachylił się i palcem pokazał na lewą pierś.
− Musisz tu trochę wyczyścić, jakieś kłaki się przyczepiły. − Usiłował je strzepnąć, ale dostał grzebieniem po ręce.
− Odwal się, lepiej opowiedz, co słychać u Salmy.  
Laluś odszedł z obrażoną miną. Salma pracowała w hiszpańskiej ambasadzie i od pewnego czasu spotykała się z podkomisarzem Śliwińskim. Już nie oglądał codziennie jej zdjęcia w swojej komórce. Nie uszło to uwadze Balickiej.
− Chciałem tylko pomóc − wyjaśnił, siadając na krześle. Po chwili wyjął grzebień i zaczął poprawiać idealnie ułożone włosy. Była to oznaka zdenerwowania, a to mogło oznaczać tylko jedno: wielka miłość skończyła się tak szybko, jak wybuchła.
Kowalski wstał i podszedł do parapetu, na którym stał czajnik.
− Pije ktoś kawę? − zapytał. Spojrzał na kolegów, tylko nadkomisarz Drabiński podniósł rękę. Nikt inny nie miał ochoty. Czip przeglądał strony internetowe i całkowicie się wyłączył.
Aspirant sztabowy Michał Nowocień podszedł do ściany, na której wisiała czarna tablica. Odsłonił ją i ostatni raz spojrzał na okręgi, kreski i napisy. Chwycił gąbkę i zaczął wycierać. Posypał się pył z kredy.
− Kurwa! Mógłbyś chociaż ją namoczyć − zaprotestowała Baśka. − Zaraz będę cała biała.
Przestał czyścić i podszedł do Szramy, poczekał, aż zaleje dwie szklanki i podstawił gąbkę. Komisarz bardzo delikatnie nalał trochę wrzątku, uważając, aby go nie poparzyć. Nowocień podziękował skinieniem głowy i wrócił do czyszczenia tablicy. Był małomównym trzydziestoletnim oficerem sekcji zabójstw. Oszczędnym w słowach, ale posiadającym umiejętność wyciągania właściwych wniosków.  Tylko on i Drabiński trwali w związkach małżeńskich.
− Gotowe − stwierdził. − To co? Znowu mamy labę.
− Na to wygląda − odparł Kowalski, podając szklankę Drabowi. − Miałeś jechać do rodziny. − przypomniał mu.
− Rzeczywiście, ale to już musztarda po obiedzie. Posiedzimy sobie w domu.
Drabiński był domatorem i nie lubił kilkudniowych wyjazdów służbowych poza stolicę, które czasami im się przytrafiały. Za to Kowalski cieszył się z każdej okazji wyrwania się na prowincję. Wszystkie delegację zaczynali we dwóch. Potem, w razie konieczności, przyjeżdżali kolejni członkowie sekcji. Balicka zbyt krótko pracowała w wydziale i jeszcze nigdy nie była delegowana.
− Baśka, już czas − poinformował ją Drab, po czym zagłębił się w studiowanie Przeglądu Sportowego. Był zapalonym kibicem Legii i Bayernu Monachium. Podążał śladami Lewandowskiego, którego uważał za najlepszego napastnika na świecie. Czasami toczył pojedynki słowne z Lalusiem, kibicem Ronaldo.
Baśka wstała, obciągnęła spódnicę i wyszła z pokoju. Po dziesięciu minutach na naradę do naczelnika Baranowskiego udał się Kowalski. W gabinecie zameldował się jako ostatni, rzadko mu się to zdarzało, był znany z punktualności.
Już na wstępie młodszy inspektor Baranowski zwrócił się bezpośrednio do Kowalskiego.
− Komisarzu, Komenda Wojewódzka w Poznaniu zwróciła się do nas o pomoc. Mają dwa niewykryte morderstwa młodych kobiet i wszystko wskazuje na to, że w Kaliszu grasuje seryjny zabójca. Musimy udzielić im tej pomocy. Pojedziecie do Kalisza, będzie na was czekał komisarz Zabielski. Umówiłem was na jutro rano. I jeszcze jedna informacja, bo i tak się o tym dowiecie. Pani Sawicka podarowała wydziałowi kryminalnemu Land Cruisera. Wydziałowi, a nie sekcji, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Samochodem dysponuje nadkomisarz Szczygieł.
Szczygieł uśmiechnął się od ucha do ucha. Po ostatnim rozliczeniu przejazdów beemką szukał okazji do rewanżu. Teraz taka mu się nadarzyła.
− Zrozumiałem. Nie lubię jeździć dużymi autami, więc niech tow... oby... pan nadkomisarz pilnuje nowego nabytku. Kurwa, ciągle mi się myli. − Po chwili dodał: − Czasami jednak moi pracownicy będą korzystać z tego wozu.  
− Możecie już iść przygotować się do wyjazdu. Proszę pobrać zaliczkę u sekretarki dla dwóch osób. Koszt zakwaterowania pokryje Kalisz.
− Odmeldowuję się.
Szrama wstał i zadowolony wyszedł z gabinetu. Chwilę porozmawiał z sekretarkami i wrócił do siebie.
− Kogo jest teraz kolej na wyjazd? − zapytał zaraz po przekroczeniu progu.
Wszyscy udawali, że nie usłyszeli pytania. Drab przewrócił kolejną stronę ulubionej gazety, Czip nadal gapił się w ekran laptopa, a Laluś odpowiedział:
− Michał jest pierwszy na liście oczekujących.
− Odpierdol się i pilnuj swego nosa − skomentował wywołany, udając, że poprawia włosy i maluje usta. − Gdzie? − zapytał Szramę.
− Kalisz, seryjny morderca.
− To ile jest tych trupów?
− Dwa.
− Dwa i już seryjny morderca? Ostatnio wszyscy są przewrażliwieni. Możesz powiedzieć coś więcej?
− Nie, spotkamy się jutro z komisarzem Zabielskim z Poznania. Czym pojedziemy? Proponuję moim, ostatnio nie nawala. − Kowalski uśmiechnął się, dając do zrozumienia, że jest dumny ze swojego ośmioletniego golfa.
− Musicie wyjechać o drugiej w nocy − stwierdził Drab. − Trzy godziny jazdy i trzy naprawy. Zdążycie na ósmą.
− Jak się popsuje, kurwa, to zadzwonię po ciebie i wsadzisz tę swoją łysinę pod maskę. Nie musisz się obawiać o wciągnięcie włosów − zrewanżował się Szrama. Aby nie przedłużać dyskusji, umówił się z Michałem na godzinę piątą. Gdy tylko rozmawiali na temat samochodów, kończyli kpinami z wozu Kowalskiego.
Szrama zadzwonił do komendy w Kaliszu. Chciał się dowiedzieć, gdzie będą zakwaterowani. Zarezerwowano dla nich dwuosobowy pokój de lux w hotelu Europa w samym centrum Kalisza. Kowalski upewnił się, że będzie wyposażony w dwa łóżka i łazienkę. Umówił się na godzinę dziewiątą, o tej powinien pojawić się komisarz Zabielski.
− Michał, mamy pokój dwuosobowy i mam nadzieję, że nie chrapiesz.
− Szrama, jeżeli chodzi o chrapanie, to lepiej pomyśl o sobie. Ledwo przyłożysz głowę do krzesła na nocnym dyżurze, to jedziesz na pełny regulator.
− Na krześle. − Zauważył.
Kowalski zaczął się pakować. Przygotował kamizelkę i broń. Nie zapomniał o notesie i dyktafonie.
− Ja spadam, muszę jeszcze zrobić zakupy na mieście. Ciebie żonka wyekspediuje. − Te słowa skierował do Nowocienia. − Cześć, chłopaki. W razie konieczności dojedziecie do nas.
− A Baśka? − zapytał Drab.
− Ktoś musi pilnować naszych stołków.
O drugiej pojawiła się Balicka. Z dumą wypięła pierś, pochwaliła się baretką. Odebrała gratulacje od kolegów. Czekała na Kowalskiego, w końcu nie wytrzymała i zapytała:
− Gdzie jest Bronek?
− Poszedł do domu. Przed wyjściem powiedział, że jeżeli chcesz się przed nim pochwalić, to musisz jutro przyjść w mundurku − wyjaśnił Laluś.
− Srata tata, na pewno tak nie powiedział. Odpowie mi ktoś? − spojrzała na Draba. W nim pokładała nadzieję na uzyskanie informacji. Nie zawiodła się.
− Od jutra razem z Michałem będą w Kaliszu. Mają pomóc w prowadzeniu śledztwa w sprawie zabójstw dwóch młodych kobiet − wyjaśnił i zasłonił się gazetą. Co chwilę mruczał, co miało oznaczać zadowolenie z przeczytanych informacji. Robił to specjalnie, aby sprowokować Lalusia do dyskusji o piłce nożnej. W końcu mu się udało.
− Kurwa! Przestań chrumkać jak prosię. − Nie wytrzymał Śliwiński.  − Lewy nie strzelił, a Ronalado w ostatnim meczu zaliczył dwie bramki.
− I chuj z tego? I tak jest gorszy.
Nie trzeba było więcej. Zaczęła się walka na statystyki. Czip wstał i zakomunikował, że idzie do techników. Brakuje mu drona w zestawie zabawek. Stwierdził, że może się przydać. Drab tylko machnął ręką i wrócił do starcia z Lalusiem. Balicka podeszła do Michała i zaczęła go wypytywać o szczegóły. Niewiele mógł jej powiedzieć. W końcu zapytała, dlaczego ona nie była brana pod uwagę przy wyborze drugiej osoby.
− Po pierwsze, nie było ciebie, a po drugie, zarezerwowano jeden pokój dwuosobowy. Nie chcesz spać z tą lokomotywą w jednym pomieszczeniu. Musiałabyś mieć poduszkę na głowie. Nawet nie wiesz, jak Szrama głośno chrapie.
− Wiem, miałam z nim dwa dyżury.
Nowocień zaczął się śmiać, nawet antagoniści futbolowi na chwilę przerwali dyskusję. Baśka uznała, że coś w tym musi być i przestała drążyć temat. Chciała zaproponować zamianę, ale ostatecznie zrezygnowała. Tymczasem Laluś przystąpił do ataku. Stwierdził, że Lewy zdobywa tyle bramek ze względu na wykonywanie rzutów karnych. Drab tylko na to czekał.
− Porównaj skuteczność Lewego i plastusia. Pod tym względem Robert jest najlepszy na świecie.
− Bo oszukuje i staje na chwilę, nim dobiegnie do piłki.
− Nie staje, tylko zwalnia. Jest to zgodne z przepisami. Chyba widziałeś, że inni też zaczęli go naśladować.
W czasie gdy dyskusja pomiędzy kibicami piłkarskimi zaostrzała się, aspirant sztabowy Nowocień zrobił się blady i oblał potem. Nagle wstał i szybko wyszedł z pokoju. Po pięciu minutach wrócił i otworzył szufladę. Wyraźnie czegoś szukał. Ponieważ nie znalazł, spojrzał na kolegów. Tylko Balicka zareagowała:− Czego szukasz?
− Masz węgiel? Chyba dopadła mnie jelitówka. Niech to szlag trafi.
− To ci nie pomoże, idź do apteki i poproś o jakieś lekarstwo.
− Masz rację. − Spakował papierosy do torby i szybko opuścił biuro.
Wieczorem zadzwonił do Kowalskiego i poinformował, żeby rano nie przyjeżdżał po niego. Wieczorem dotrze do Kalisza, gdy tylko będzie mógł ze spokojem oddalić się od ubikacji.
Szrama pojechał więc sam. W czasie jazdy nie miał żadnych nieprzewidzianych kłopotów z samochodem. Wpół do ósmej zameldował się w recepcji hotelu Europa w Kaliszu. Obejrzał pokój i wybrał łóżko po prawej stronie. Najpierw sprawdził, czy neon na ścianie hotelu nie będzie na nie świecił. Rozpakował torbę podróżną i umieścił rzeczy w szafie. Przed wyjściem zajrzał do łazienki. Stwierdził, że jest wanna z masażem oraz prysznic.
Spacerkiem przeszedł ulicą Wolności. Liczne drzewa rosnące wzdłuż ulicy straciły już liście. Żałował, że nie przyjechał wcześniej, gdy dookoła królowała zieleń. Tuż przed dziewiątą dotarł do komendy przy ulicy Jasnej. Został zaprowadzony do gabinetu zastępcy komendanta podinspektora Kwaśnika. Nie spodziewał się, że spotka kolegę ze studiów.
− Cześć, Bronek. Dawno się nie widzieliśmy. Musiało dojść do zabójstw, żebyś raczył wyruszyć na prowincję.
Komendant był w wieku komisarza. Wyglądał jednak znacznie starzej, a to przez mocno przerzedzone siwe włosy. Ponadto nie zachował już sportowej sylwetki. Guziki od policyjnej marynarki miał rozpięte. Zbytnio uciskały w trakcie siedzenia w fotelu.
− Witaj. No cóż, ja mam kupę roboty, a ty sobie rządzisz ze spokojem.
− Spokojnie to za dużo powiedziane. − Lekko obruszył się podinspektor. − Praca jak praca, ale nie mamy wydziału kryminalnego. Sam nie mam pojęcia, jak to ugryźć. Myślę, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Poznań nie dał rady, nawet nie wiedziałem, że wzywają kawalerię − powiedział z uśmiechem. − Poproszę sekretarkę o kawę. Jesteś sam?
Nim odpowiedział, rozejrzał się po gabinecie. Był skromnie, ale gustownie urządzony. Meble pamiętały stare dzieje. Nie były jednak zniszczone.
− O co pytałeś? Aha, dzisiaj jestem sam, kolegę dopadła jelitówka. Przyjedzie wieczorem. Widzę, że dawno nie zmienili ci wyposażenia. Tylko ten komputer tu nie pasuje.
− Po co? Szkoda kasy na meble, gdy brakuje na paliwo.
Zadźwięczał dzwonek interkomu. Kwaśnik odebrał.
Panie komendancie − zameldowała sekretarka. − Przyjechał komisarz Zabielski.
− Niech wejdzie i zrób nam trzy kawy. Przynieś popielniczkę, zadymią mnie.
− Nadal nie palisz? − zapytał Kowalski.
− Pamiętasz. Tak, nie muszę, mam spokojną pracę − wytłumaczył, sięgając po gumę do żucia. − To są moje szlugi.
Do gabinetu wszedł Zabielski, spojrzał na Kowalskiego, potem na Kwaśnika. Przyniósł ze sobą dosyć dużą torbę, była mocno wypchana. Postawił przy stole i usiadł.
− Dziękuję, że zdecydowaliście się nam pomóc − zwrócił się do komisarza. − Od razu przyznaję, że utknąłem w miejscu i ni chuja nie wiem, co dalej robić.
− Ja też − stwierdził Szrama. Siedzieli naprzeciwko siebie i wzajemnie obserwowali. Kowalski od razu zauważył, że kolega po fachu jest nałogowym palaczem. Zdradziły go ślady na palcach. Wyglądał na czterdzieści lat, mimo że faktyczni był młodszy o cztery. Jedynie oczy świadczyły o jego prawdziwym wieku. Spojrzenie miał bystre i przenikliwe. Ze spokojem wytrzymał pojedynek wzrokowy ze Szramą.
− Sprawdza mnie pan − zauważył.
− Bronek albo Szrama, jak wolisz − zaproponował. − Dobrze wiedzieć, z kim się pracuje.
− Marek albo Dymek, jak wolisz − zrewanżował się Zabielski. − Trochę popalam − wyjaśnił.
− Jutro dołączy do nas aspirant Michał Nowocień. Nie mógł przyjechać, bo się zatruł. Podobno wyczerpaliście wszystkie możliwości − Kowalski postanowił rozpocząć dyskusję na temat spraw.
Komisarz otworzył torbę i wyjął pięć opasłych akt sprawy. Położył je przed sobą i wybrał jedną teczkę.
− Tu jest podsumowanie obu − wyjaśnił i podsunął Kowalskiemu.
Przez następną godzinę prawie wcale nie rozmawiali. Szrama od czasu do czasu zadał jakieś pytanie z prośbą o wytłumaczenie. Podinspektor ograniczał się do zamawiania kolejnych kaw i opróżniania popielniczki. W końcu Zabielski zorientował się, że zbyt dużo pali i przeprosił gospodarza. Kowalski zauważył, że Marek dość często spogląda na zegar wiszący na ścianie.
− Dużo macie roboty w Poznaniu? − zapytał.
− Trochę, właśnie prowadzimy poważne śledztwo. Zaginął bez wieści biznesmen. Chodzi o okup.
− W Poznaniu? − dopytywał się i zamyślił.
− Nie, w Szamotułach.
− Słuchaj, nie ma sensu, żebyś tu siedział ze mną. Zajmie mi to parę dni, wracaj do siebie. Będziemy w kontakcie. My przez ten czas porobimy sobie notatki i gdy będziemy mieli pytania, to zadzwonimy.
Zabielski podziękował i opuścił gabinet. Kowalski poprosił Kwaśnika o przygotowanie małego pokoju, nie zamierzał dezorganizować pracy komendantowi. Przenosiny do drugiego pomieszczenia potraktował jako przerwę. Miał już serdecznie dość ślęczenia nad papierami. Nie znosił tej części swojej pracy. W nowym pokoju na ścianie wisiała tablica. Ucieszył się na ten widok, lubił bawić się, jak sam to nazywał, w doktora House’a. Gdy w końcu został sam, ciężko westchnął i powrócił do studiowania akt. Po kolejnej godzinie podszedł do tablicy i zaczął wypisywać pytania. Odszedł, przeczytał i dopisał kilka wyrazów. Ponownie spojrzał na tablicę i dostawił parę znaków zapytania. Efekt końcowy wyglądał następująco:
− Dlaczego przewieziono zwłoki i czekano na ich odkrycie?
− Rozebrano obie kobiety do naga, przywiązano, a potem zamordowano. ?
− Umyto przed podrzuceniem. ?
− 26 czerwca. ?
− 31 sierpnia. ?
− ???
− Uczennica. ?
− Studentka. ?
− Nie zgwałcono. ?
Po wypisaniu tych zdań poprowadził od nich linie do pustych kół. Stał przed tablicą i trzymał w ustach niezapalonego papierosa. Powrócił do akt i teraz bardzo dokładnie studiował zeznania wszystkich świadków. Zaczął chronologicznie. Dosyć długo analizował protokoły przesłuchań osób, które odkryły zwłoki − Anny, Jacka i dwóch wędkarzy. Po chwili wstał i dorysował kolejne cztery kółka. Nie umieścił w nich żadnego słowa. Wiedział, co chce napisać, ale postanowił poczekać na Nowocienia. Cztery linie poprowadził do jednego kółka, w którym napisał dwa słowa: kto?, kiedy?.
O godzinie szesnastej udał się do Kwaśnika i poinformował, że dzisiaj zakończył pracę. Po krótkim pożegnaniu wyszedł z komendy. Postanowił zwiedzić najstarsze miasto w Polsce, słynne ze szlaku bursztynowego oraz z licznych mostów na Prośnie. Przeszedł całą ulicę Śródmiejską i zatrzymał się przed pomnikiem Adama Asnyka. Tuż za nim znajdowało się najstarsze liceum w Polsce, mogące pochwalić się ponad dwustuletnią historią. Postanowił wejść do szkoły. Obejrzał wystawę okolicznościową i dowiedział się, że w 1773 roku staraniem Komisji Edukacji Narodowej powstała Szkoła Kaliska. W 1818 została rozpoczęta budowa nowego budynku szkoły na gruzach zamku starościńskiego, którą po dwóch latach ukończono. Przez kolejne sto lat szkoła podlegała ciągłym ewolucjom. Zmieniały się jej nazwy i profile kształcenia, by wreszcie w 1923 roku ostatecznie się uformować. Szkołę upaństwowiono i nadano jej imię obowiązujące do dziś – Adama Asnyka. We wrześniu 1939 roku zaprzestała działalności, a jej wychowankowie weszli w większości w skład 25 Kaliskiej Dywizji Piechoty, staczając bój o Łęczycę, walcząc pod Uniejowem i Kutnem, by następnie wziąć udział w obronie Warszawy. Szkoła wznowiła działalność w 1945 roku. Ważną datą w powojennej historii szkoły był rok 1948, gdy w miejsce dotychczasowego, trzyletniego gimnazjum, oraz nadbudowy w postaci dwuletniego liceum, utworzono I Liceum Ogólnokształcące imienia Adama Asnyka. Od 1967 roku ta tradycyjnie dotąd męska szkoła miała charakter koedukacyjny.
Ostatnia informacja zainteresowała Szramę. Przez chwilę wrócił do pierwszej sprawy. Ofiara uczyła się w tym liceum. Anna i Jacek też, przy czym ten drugi zdał już maturę. No cóż − pomyślał. − Skoro jest to szkoła o takich tradycjach, wszystkie dzieciaki z dobrych rodzin chcą się w niej uczyć.
− Interesuje się pan naszą historią? Nie pamiętam pana. − Usłyszał głos starszej kobiety, która stanęła za nim.
− Jestem tu w delegacji i przez przypadek zajrzałem do środka. Na tablicy przeczytałem, że prezydent Stanisław Wojciechowski ukończył Asnyka.
− Nie tylko, mamy wśród absolwentów sławnych aktorów, znanych biznesmenów, że nie wspomnę o patronie.
− Dziękuję, jeszcze tu zajrzę i chętnie porozmawiam.
− Zapraszam.
Wyszedł zamyślony. Poczuł głód i po drodze wstąpił do restauracji Belle Epoque. Do hotelu wrócił po osiemnastej. Zadzwonił do Nowocienia. Chciał się dowiedzieć, o której przyjedzie. Nie uzyskał połączenia. Postanowił skontaktować się z nim później. Przygotował kąpiel w wannie z masażem. Gdy wylegiwał się w ciepłej wodzie, usłyszał, jak ktoś wszedł do pokoju i rzucił na podłogę ciężką torbę.
− Moje łóżko jest po prawej! − krzyknął dość głośno. − Mogłeś przyjechać ze mną, a nie bawić się w okupację... kibla. Miałbyś szansę wyboru.
Nie usłyszał odpowiedzi.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#9
(02-03-2017, 12:29)burak napisał(a): I − Delegacja

Poprawiała na zmianę to włosy albo makijaż (W konstrukcji porównawczej powinno być 'to włosy, to makijaż'. tu powinno być ...na zmianę włosy albo makijaż.).

Nie przekonał jej, nadal patrzyła w swoją podobiznę (Jeśli w lustrze to 'w odbicie').

Kowalski wstał i podszedł do parapetu, na którym stał czajnik.
− Pije ktoś kawę? − zapytał i włączył elektryczny imbryk. (To oczywiste, że proponując kawę, musiał włączyć czajnik.)

Posypał się (kredowy) pył (lub z kredy). (Może być jeszcze pył, w sensie kurz, albo ze zbyt suchej gąbki.)
− Mógłbyś,(zbędny przecinek) chociaż ją namoczyć − zaprotestowała Baśka.

Balicka zbyt krótko pracowała w wydziale i jeszcze nigdy nie byłą(a) delegowana.

Ciebie żonka wyekspediuje(.)(T)te słowa skierował do Nowocienia.

Stwierdził, że Lewy zdobywa tyle bramek,(bez przecinka) ze względu na wykonywanie rzutów karnych.

− Spokojnie to za dużo powiedziane(.)(L)lekko obruszył się podinspektor.

Ten fragment znacznie lepiej się czytało. Rozmowy i atmosfera policyjnej grupy bardzo naturalna, prawdziwa, choć pominąłeś wulgaryzmy. Rozumiem, że w tekście literackim nie należy ich nadużywać, ale wśród kryminalnych to codzienność, wśród drogówki też. Zdanie na ogół brzmi tak, że co drugie słowo to siarczysta wstawka.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#10
Nawka, dzięki.
Nie wkurwiałaś mnie kurwami, ale pokurwiłem trochę.
:D
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości