Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ewolucja hipokryzji
#11
(07-12-2018, 20:24)marookko napisał(a): Prezent jak się okazało był na specjalną okazje(ę).

Wybrałam więc najlepszą suknie(ę), pod którym(którą) schował się brokatowy staniczek.

Tatowi było śpieszno i chciał ruszyć jak najwcześniej, ja jednak uspokajałam go, bo chciałam wejść jako ostatnia, żeby wszyscy mężczyźni (przecinek) ale i kobiety mnie zauważyli.

Pierwsze(Pierwszego) dostrzegłam Krzysztofa(przecinek) mojego starszego kuzyna, który przypatrywał mi się uważnie.

Zauważyłam(przecinek) jak(zbędny przecinek), tata odłącza się od naszej rodzinnej grupki i rusza w stronę stolika leżącego(stojącego – stoliki stoją, nie leżą, o ile nikt ich nie przewraca) pod ścianą, gdzie panowie grali w karty.

W tłumie ujrzałam również państwo(państwa) Kalińskich, skinęłam lekko głową w ich kierunku.

– Mogę panią prosić? – wszedł mi w krok, (zbędny przecinek)jakiś młodzieniec.

– Nie w tej chwili(przecinek) mój drogi. – Usłyszawszy to (przecinek)zaczerwienił się. – Dopiero przybyłam i nie zdążyłam się przywitać ze wszystkimi. – Mogłabym nim wzgardzić, ale i tak wzbudził we mnie szacunek,(zbędny przecinek) tym(przecinek) że nie bał prosić mnie do tańca.

Czemu więc,(zbędny przecinek) jeszcze raz nie spróbować zyskać przychylność Hrabi(hrabiego) Miłkowskiego.(znak zapytania zamiast kropki)

Przypadkiem zabłąkałam się,(zbędny przecinek) przy jego stoliku. Udając zakłopotanie(przecinek) rozglądałam się za kimś z rodziny. (zbędny akapit)Zauważył mnie i szukając mego wzroku, wyruszył w moją stronę.

Oto stanął przede mną, z twarzą(przecinek) na której malowało się tylko jedno – pożądanie.

Kiedy wstrzymywał oddech (przecinek)czekając na to, co powiem.

Widziałam to w jego spojrzeniu(przecinek) w tych kocich tęczówkach. (Wyraz oczu widzi się po prostu w oczach, nie w tęczówkach. Inna sprawa, że tęczówki nie mogą być kocie. Kocie mogą ponoć być oczy, ale nie same tęczówki)


Niby wiedziałam, że ma narzeczoną, ale wolałam o tym nie pamiętać, kiedy rozgorączkowane dłonie pieściły moje piersi, (zbędny przecinek)pod brokatowym staniczkiem.

– Obiecałeś mi wspólne życie, wyjazdy i pierścionek z brylantem. Wybrałeś jednak inną, teraz żałuj tego (przecinek)co straciłeś.

Nie odezwał się jednak, obrócił się tylko na pięcie i wrócił na sale(ę).

Nie jestem nie bieżąco, więc mogę się wypowiedzieć tylko o tym fragmencie. Jednak wiele do powiedzenia nie mam, napisany jest dość porządnie. Trochę nie moje klimaty i zdecydowanie nie mój typ bohaterów, więc po prostu czuję się, jakbym przeczytała całkiem niezły kawałek tekstu. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#12
Dziękuje Vet za pracę i opinie. :D Romanse też omijam szerokim łukiem (tym bardziej historyczne) i sam jestem zaskoczony, że tak dobrze mi się piszę w tym gatunku.

***
Wracając do domu bryczką, ojciec mój wzburzony był. Patrzył na mnie wzrokiem obrażonym. Widać było, że zbierał myśli. Przerywać mu nie chciałam i nie prowokując, czekałam, jak zacznie.
– Jak żeś tak mogła swój ród zniesławić? – rzekł w końcu.
– O czym mówisz, mój drogi ojcze? – odparłam lekko zdziwiona.
– O tobie i Henryku. Ludzie krzywo się na was patrzyli, jak razem wychodziliście i różne podejrzenia wobec was mają – powiedział wcale spokojnie, jednak nie patrzył w moją stronę. Uciekał gdzieś wzrokiem za okno.
– Do niczego nie doszło, mój ojcze. Obrażasz mnie, mówiąc takie rzeczy. – Uniosłam dumnie głowę.
– Doszło, nie doszło, ale ludzie i tak będę rozgłaszać to, co im ślina na usta przyniesie. Swoim brakiem etykiety zniesławiasz swój ród. – Wypuścił głośno powietrze, po czym kontynuował: – Cóż uczynić mam teraz? Gdy w domu zostawię, siebie zniesławię, a z nieskazitelności nasza rodzina słynie.
– Ojcze, nic złego żem nie uczyniła. To Henryka oskarżać się powinno. Uwiódł mnie i do ogródka zaciągnął.
– Z Miłkowskimi mi zatargi niepotrzebne. Biedniejszego sobie wybrać nie mogłaś? Tylko najwyższą półkę. W ambicji twojej zawsze brakowało mi skromności. Wyjściem jedynym jest, żebyś do Krakowa wróciła i na oczy się tutejszej szlachcie nie pokazywała. A za karę czynszu ci nie opłacę.
– Ależ tato, toż to przesada. Do pracy mnie zaganiać? – Zdumiona wpatrywałam się w ojczulka.
– Może cię to skromności nauczy. – Rozmowa była już skończona. Znałam ten ton niecierpiący sprzeciwu. Byłam wściekła, jednak wiedziałam, że każde kolejne słowo pogorszyłoby tylko sprawę. Milczeliśmy więc oboje, słuchając stukotu końskich kopyt.
***
Rankiem spakowana ruszyłam w drogę powrotną. Po nieprzespanej nocy byłam zmęczona. Mama co chwila wytykała mi brak ogłady i jakichkolwiek norm moralnych i oczywiście wróżyła staropanieństwo. Jednak nic bardziej mnie nie przerażało niż to, że kazano mi poszukać sobie pracy. Nie mam zamiaru się aż tak upodlać.
Gdy wróciłam na mieszkanie, naszedł mnie pomysł. Tak niespodziewany i genialny, że od razu wzięłam się do jego realizacji.
Podszedłam do sekretarzyka, na którym od tygodnia leżał list od Jarosława. W piśmie tym zapewniał mnie o swojej dozgonnej miłości i prosił o spotkanie.
Nie był on może najmłodszy ani najprzystojniejszy, ale na pewno był majętny.
– Ja wam jeszcze wszystkim pokażę – powiedziałam do siebie i zaczęłam pisać list.
***
Drogi Jarosławie,
Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie, gdy ciotka moja Aniela przedstawiała nam siebie?
Za młoda byłam wtedy, by zrozumieć wiersz, który tego wieczora recytowałeś z tak wielkim uczuciem.

Jak kroplę czuć na wardze smak każdej cichej chwili,
Rozcinać mocnym nożem welinu białe kartki.

Głaskać jedwabiem ręki wszelaki płomień żartki,
Czuć, jak się rumak wartki pod jarzmem dłoni chyli.

Czekać, aż słońca światło biel kwietnych drzew przykłoni,
Przykrócać i popuszczać rumakom swoim wodze.

Smakować każdy krok swój po białej twardej drodze,
Jak kryształ szklanej kuli czuć dnie we wnętrzu dłoni.*

Teraz odnajduję w tych słowach to, co  ulotne, ale i piękne zarazem. Serce me tęskni za przeżywaniem takich chwil.

Jadwiga


* Jarosław Iwaszkiewicz "Szczęście"
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#13
(09-12-2018, 22:57)marookko napisał(a): Wracając do domu bryczką, ojciec mój wzburzony był.(Średnio brzmi ten szyk z "był" na końcu zdania, nawet biorąc pod uwagę stylizowanie języka)

Patrzył na mnie wzrokiem obrażonym. Widać było, (że) zbierał myśli.

– O czym mówisz(przecinek) mój drogi ojcze(znak zapytania) – odparłam lekko zdziwiona.

– Do niczego nie doszło (przecinek)mój ojcze.

– Doszło, nie doszło, ale ludzie i tak będę rozgłaszać, (zbędny przecinek)to(przecinek) co im ślina na usta przyniesie. Swoim brakiem etykiety,(zbędny przecinek) zniesławiasz swój ród. – Wypuścił głośno powietrze, po czym kontynuował.(dwukropek zamiast kropki) – Cóż uczynić mam teraz?

– Ojcze(przecinek) nic złego,(zbędny przecinek) żem nie uczyniła. To Henryka oskarżać się powinno.

– Może cię,(zbędny przecinek) to skromności nauczy. – Rozmowa była już skończona.

Jednak nic bardziej mnie nie przerażało jak(niż – lepiej by brzmiało, zwłaszcza w narracji) to, że kazano mi poszukać sobie pracy. Nie mam zamiaru się,(zbędny przecinek) aż tak upodlać.

Wróciwszy na mieszkanie, naszedł mnie pomysł.("Gdy wróciłam". Imiesłów tutaj odpada, bo zdanie teraz znaczy, że to pomysł wrócił na mieszkanie, zanim naszedł bohaterkę)

Podszedłem(Bohaterka zmieniła płeć? :D) do sekretarzyka, na którym od tygodnia leżał list od Jarosława.

– Ja wam jeszcze wszystkim pokaże(ę) – powiedziałam do siebie i zaczęłam pisać list.

Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie, gdy ciotka moja Aniela przedstawiała nam siebie.(Znak zapytania zamiast kropki – to brzmi jak zdanie pytające)
Za młoda byłam wtedy(przecinek) by zrozumieć wierz(wiersz), który tego(tamtego) wieczora recytowałeś z tak wielkim uczuciem.

Teraz odnajduje(ę) w tych słowach, to (przecinek)co  ulotne, ale i piękne za razem(zarazem).

Tyle ode mnie, czyta się bardzo przyjemnie. :) Uważałabym tylko ze stylizowaniem języka w narracji – o ile w dialogach naprawdę dobrze to działa, w narracji troszkę topornie to momentami brzmi.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#14
(10-12-2018, 22:15)Vetala napisał(a):
(09-12-2018, 22:57)marookko napisał(a): Wracając do domu bryczką, ojciec mój wzburzony był.(Średnio brzmi ten szyk z "był" na końcu zdania, nawet biorąc pod uwagę stylizowanie języka)

Patrzył na mnie wzrokiem obrażonym. Widać było, (że) zbierał myśli.

– O czym mówisz(przecinek) mój drogi ojcze(znak zapytania) – odparłam lekko zdziwiona.

– Do niczego nie doszło (przecinek)mój ojcze.

– Doszło, nie doszło, ale ludzie i tak będę rozgłaszać, (zbędny przecinek)to(przecinek) co im ślina na usta przyniesie. Swoim brakiem etykiety,(zbędny przecinek) zniesławiasz swój ród. – Wypuścił głośno powietrze, po czym kontynuował.(dwukropek zamiast kropki) – Cóż uczynić mam teraz?

– Ojcze(przecinek) nic złego,(zbędny przecinek) żem nie uczyniła. To Henryka oskarżać się powinno.

– Może cię,(zbędny przecinek) to skromności nauczy. – Rozmowa była już skończona.

Jednak nic bardziej mnie nie przerażało jak(niż – lepiej by brzmiało, zwłaszcza w narracji) to, że kazano mi poszukać sobie pracy. Nie mam zamiaru się,(zbędny przecinek) aż tak upodlać.

Wróciwszy na mieszkanie, naszedł mnie pomysł.("Gdy wróciłam". Imiesłów tutaj odpada, bo zdanie teraz znaczy, że to pomysł wrócił na mieszkanie, zanim naszedł bohaterkę)

Podszedłem(Bohaterka zmieniła płeć? :D) do sekretarzyka, na którym od tygodnia leżał list od Jarosława.

– Ja wam jeszcze wszystkim pokaże(ę) – powiedziałam do siebie i zaczęłam pisać list.

Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie, gdy ciotka moja Aniela przedstawiała nam siebie.(Znak zapytania zamiast kropki – to brzmi jak zdanie pytające)
Za młoda byłam wtedy(przecinek) by zrozumieć wierz(wiersz), który tego(tamtego) wieczora recytowałeś z tak wielkim uczuciem.

Teraz odnajduje(ę) w tych słowach, to (przecinek)co  ulotne, ale i piękne za razem(zarazem).

Tyle ode mnie, czyta się bardzo przyjemnie. :) Uważałabym tylko ze stylizowaniem języka w narracji – o ile w dialogach naprawdę dobrze to działa, w narracji troszkę topornie to momentami brzmi.

Jestem trochę zły na siebie, bo znalazły się tu błędy, których nie powinno być. Dziękuje jeszcze raz za poprawę i rady.
Co do „Wracając do domu bryczką, ojciec mój wzburzony był” będę trochę egoistyczny, bo strasznie mi się podoba mi się to zdania w tym szyku właśnie. :D
Postaram się zwrócić więcej uwagi na stylistykę w narracji. Dlatego poczekam jeszcze z kolejnym fragmentem, żeby dokładniej go przejrzeć pod tym względem – tym bardziej że na antybiotyku mi jakoś nie idzie pisanie. :D
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#15
Chce  trochę zwolnić akcje –  dlatego dodaje retrospekcje. Próbowałem z tą narracją, ale też nie chciałem przesadzić i teraz nie wiem, czy mi wyszło.

*

Patrząc na ten skrawek papieru, uśmiechnołam się lekko do siebie. Jednak gorycz szybko sprowadziła moje kąciku ust w dół. Czy aby na pewno dobrze czynię? W głowie mojej zawirowało i wspomnienia wciąż żywe ukazywały mi się przed oczyma:
 
Ciotka moja Aniela zawsze słynęła z tego, że lubiła swatać ze sobą kawalerów i panny. Brylowała ona w towarzystwie i zawsze jako pierwsza wiedziała wszystko o otaczających ją ludziach. Podziwiałam jej zapał, bowiem zawsze była tam, gdzie ktoś opowiadał historie czy towarzyskie anegdotki.
Zanim ruszyłyśmy na spotkanie poetyckie, któremu byłam zresztą przeciwna, ciocia musiała podzielić się całą wiedzą o ludziach, którzy mieli tam gościć.
Jarosława przedstawiała mi jako ucieleśnienie ideału stateczny, bo miał już ponad trzydzieści dwa lata, kulturalny, inżynier i ma własną kamienicę. Znienawidziłam go od razu i nie miałam zamiaru poświęcać mu nawet chwili.
Pech jednak chciał, że to go spotkałyśmy, wchodzą do kamienicy. Złapał nas jeszcze na zewnątrz, gdy gotowe byłyśmy otworzyć drzwi. Uchylił kapelusz, ukłonił się i zagadnął:
 – Pani Anielo. – Ciocia siknęła głową i uśmiechnęła się lekko, na tyle ile pozwalała etykieta.
 – Pani – rzekł do mnie i powtórnie uchylił kapelusz.
Następnie otworzył drzwi i przytrzymał, dopóki nie weszłyśmy obie. Ciocia schyliła się do mnie i ledwie słyszalnym szeptem powiedziała:
  – To ten Jarosław. Mówiłam, że dżentelmen!
  Potem nie widziałyśmy go przez dłuższy czas, ciotka moja zafrasowana była, że mnie jeszcze Jarosławowi nie przedstawiła. Jednak to nie przeszkadzało jej w tym, aby zapoznać mnie z resztą uczestników, w szczególności ze starszymi paniami, które jak ciocię interesowało wszystko z nowinek towarzyskich Krakowa. Zresztą sama stałam się taką nowinką, przychodząc na to spotkanie. Te ciągłe spojrzenia w moją stronę były niezwykle irytujące, a często onieśmielające. Na szczęście, gdy recytatorzy zaczęli wygłaszać swoje lub cudze wiersze, to na nich wtedy skupiono uwagę, a ja mogłam spokojnie podjadać kawałki czekolady leżące na srebrnej zastawie. 
Wielu zgromadzonych wzdychało i klaskało, niektóre kobiety nawet płakały, słuchając tego poetyckiego bełkotu. Mówiono, że wiersz to uczucia skryte za słowami. Patrzałam z goryczą na emocje namalowane na twarzach zgromadzonych, patrzyłam na to kłamstwo. Jak wielu z nich udaje, żeby tylko się przypodobać? Sama mogłabym się wzruszać tylko po to, żeby złapać jakiegoś kawalera w sieć własnej delikatności i uroku.
– To nawet brzmi patetycznie. – Zaśmiałam się do siebie.
W tej chwili na scenę wszedł Jarosław, recytując wiersz jego imiennika Jarosława Iwaszkiewicza. Zaznaczył na wstępie, że nie ma nikogo innego, kto przemawiałby piękniej do serc Polaków, którzy to uzyskali własną wolność.
Polityka nigdy mnie nie interesowała, może byłam zbyt młoda, aby zauważać różnice między panowaniem Austro-Węgier a naszym własnym panowaniem. Jednak gdyby nie było wojny, żyłby mój starszy brat.
Odgoniłam myśli, które napawały mnie smutkiem, bo przed moimi oczami ukazała się moja ciocia Aniela i wysoki, postawny mężczyzna.
– Jadwigo, to Jarosław, organizator tego przemiłego spotkania. – Ciocia uśmiechnęła się do mnie znacząco.
– Pani uroda dziś przyćmiła naszą uroczystość – powiedział głębokim głosem i pocałował moją dłoń.
– Jest pan bardzo miły – odparłam zgodnie z etykietą, ale bez przekonania.
– Co panienka myśli o wierszu, który deklamowałem? – Jego gęste brwi uniosły się lekko.
– Piękny, ale i naiwny – odparłam.
– Ależ Jadwinio, to damie nie przystoi. – Ciocia skarciła mnie wzrokiem, tak jak tylko ona potrafiła. Jarosław uśmiechnął się. W tym uśmiechu było coś nieodgadnionego — czyżby to była kokieteria? — pomyślałam.
– Co pani przez to rozumie? – zadał pytanie, próbując ukryć zaciekawianie.
– Iwaszkiewicz mówi, że to małe chwile są szczęściem, a co, jeśli te wielkie rzeczy napawają nas smutkiem? Czy wino smakowałoby nam tak samo, gdybyśmy wiedzieli, że piwniczka nam płonie?
W jego oczach zaświeciło się zainteresowanie. Miałam dziwie wrażanie, że nie chodziło tylko o temat naszej rozmowy, ale również o moją osobę.
– To, o czym panienka mówi, byłoby udręką. Dlaczego zatruwać sobie życie przeszłością, skoro to żyjemy teraz? Carpe Diem, madame. – Ostatnie słowa wypowiedział spokojnie, jednak z radosnym brzmieniem, zaskakując nie tylko mnie, ale też ciotkę Anielę, która wciąż stała w pobliżu.
Nie pozwolił mi odpowiedzieć, bo wyciągnął rękę, zgiął się lekko do przodu i zapytał:
– Mogę panią prosić?
Z patefonu sączył się jazz, co zaskoczyło mnie nieznacznie, bo nigdy do niego nie tańczyłam. Jednak szybko wpadłam w rytm i wirowaliśmy wśród stołów nakrytych białymi obrusami. Pewnie czułam się w jego ramionach, potrafił prowadzić i tańczył niesamowicie. Zaskakiwał mnie niektórymi ruchami, jednak szybko pociągał mnie w swoją stronę, przez co zwinnie omijaliśmy pary tańczące obok. Po chwili zorientowałam się, że się uśmiecham, a oczy wpatrują się w mężczyznę, którego poznałam przed chwilą. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jest przystojny.
Muzyka przestała grać, płytę winylową właśnie przewracano na drugą stronę. Podziękowałam Jarosławowi, który najwidoczniej liczył na kolejny taniec, bo zdziwił się lekko, jednak nie powiedział nic. Nieco zdezorientowana całą tą sytuacją ruszyłam do stolika, przy którym siedziała rozanielona ciocia. Jej też miałam dosyć i skręciłam na balkon, aby zażyć trochę świeżego powietrza.
Stojąc na zewnątrz przyglądałam się gwiazdom i myślałam o Henryku. Kilka tygodni przed moim wyjazdem do Krakowa spotkaliśmy się wieczorem na łące pod lasem. Przyniósł koc i kilka przekąsek i rysując palcem po nieboskłonie, opowiadał z pasją o gwiazdach. Obiecał mi wtedy, że złapie dla mnie jedną i umieści ją na moim placu. Onieśmielona nie odpowiedział mu wtedy nic, a on patrząc na mnie, uśmiechnął się, po czym pocałował mnie czule w usta.
– Co panienka taka zamyślona, czyżby wciąż rozważała naszą poprzednią rozmową? – obróciłam się zdezorientowana, obok stał Jarosław, uśmiechając się znów w ten nieodgadniony sposób.
– Tak – skłamałam. – Naiwne jest myśleć, że krótkie chwile zapomnienia są szczęściem, to tylko ucieczka od udręk – powiedziałam – pan wybaczy – dodałam i wróciłam na salę.
Przy moim stoliku siedziała ciocia Aniela z jakąś koleżanką, której imienia już nie pamiętałam. Usiadłam obok i rozważałam powrót do domu.
– Pan Jarosław wypowiada się o młodej damie z uznaniem. Wychwala pani piękno i umysł, który jest niezwykle przenikliwy jak na swój wiek. Widać, że spodobała się pani paniczowi. – Koleżanka cioci zwróciła się do mnie i pomogła mi tym samym w podjęciu decyzji powrotu do domu.
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#16
(20-12-2018, 16:01)marookko napisał(a): Czy aby na pewno dobrze czynie(ę)?
 
Ciotka moja Aniela zawsze słynęła z tego, że lubi(lubiła – nie zmienia się raczej czasu narracji) swatać ze sobą kawalerów i panny.

Podziwiałam jej zapał(przecinek) bowiem zawsze była tam, gdzie ktoś opowiadał historie czy towarzyskie anegdotki.

Zanim ruszyłyśmy na spotkanie poetyckie, któremu byłam (Zaraz, na początku tego fragmentu mamy "uśmiechnąłem się". To jakiej płci w końcu jest bohater/ka? :D) zresztą przeciwna, ciocia musiała podzielić się całą wiedzą o ludziach, którzy mają(mieli) tam gościć.

Jarosława przedstawiała mi jako ucieleśnienie ideału. – (Skąd ten myślnik jak przed wypowiedzią? Bez kropki i "stateczny" małą literą) Stateczny, bo miał już ponad trzydzieści dwa lata, kulturalny, inżynier, ma własną kamienicę — od razu go znienawidziłam i nie miałam zamiaru poświęcać mu nawet chwili.

Pech jednak chciał, że to go(jego) spotkałyśmy, wchodzą(wchodząc) do kamienicy.

– Pani – rzekł do mnie i powtórnie uchylił kapelusz.

– To ten Jarosław. Mówiłam, że gentleman!(Jest polska pisownia tego słowa – "dżentelmen" i w polskim tekście będzie to wyglądało o wiele naturalniej, zwłaszcza biorąc pod uwagę naszą wymowę)

Jednak to nie przeszkadzało jej w tym, aby zapoznać mnie z resztą uczestników(przecinek)  w szczególności ze starszymi paniami, które jak ciocia(ciocię) interesowało wszystko z nowinek towarzyskich Krakowa.

(...) to na nich wtedy skupiono uwagę, a ja mogłam spokojnie podjadać kawałki czekolady,(zbędny przecinek)  leżące na srebrnej zastawie. 

Zaznaczył na wstępie, że nie ma nikogo innego, kto przemawiałby piękniej do serc polaków(Polaków), którzy to uzyskali własną wolność.

Polityka nigdy mnie nie interesowała, może byłam zbyt młoda, aby zauważać różnice między panowaniem Austro-(zbędna spacja) Węgier a naszym własnym panowaniem.

– Jadwigo(przecinek)  to Jarosław, organizator tego przemiłego spotkania. – Ciocia uśmiechnęła się do mnie znacząco.

– Ależ Jadwinio, to damie nie przystoi(kropka) – Ciocia skarciła mnie wzrokiem, tak jak tylko ona potrafiła.

– Iwaszkiewicz mówi, że to małe chwile są szczęściem(przecinek)  a co(przecinek)  jeśli te wielkie rzeczy napawają nas smutkiem.(znak zapytania zamiast kropki) Czy wino smakowałoby nam tak samo, gdybyśmy wiedzieli, że piwniczka nam płonie?

– To(przecinek)  o czym panienka mówi, byłoby udręką. Dlaczego zatruwać sobie życie przeszłością (przecinek) skoro to żyjemy teraz? Carpe Diem (przecinek) madame. – Ostatnie słowa wypowiedział spokojnie(przecinek)  jednak z radosnym brzmieniem, zaskakując nie tylko mnie, ale też ciotkę Aniele(ę), która wciąż stała w pobliżu.

Stojąc na zewnątrz(przecinek)  przyglądałam się gwiazdą(gwiazdom) i myślałam o Henryku. Kilka tygodni przed moim wyjazdem do Krakowa,(zbędny przecinek)  spotkaliśmy się wieczorem na łące pod lasem.

Onieśmiela nie(Coś się tu nie zgadza) odpowiedział mu wtedy nic, a on patrząc na mnie(przecinek)  uśmiechnął się (przecinek) po czym pocałował mnie czule w usta.

– Co panienka taka zamyślona, czyżby wciąż rozważała naszą poprzednią rozmową? – obróciłam się zdezorientowana, obok stał Jarosław(przecinek)  uśmiechając się znów w ten nieodgadniony sposób.

– Tak – S(s)kłamałam. – Naiwne jest myśleć, że krótkie chwile zapomnienia są szczęściem, to tylko ucieczka od udręk – powiedziałam – pan wybaczy – dodałam i wróciłam na sale(ę).

Przy moim stoliku siedziała ciocia Aniela z jakąś koleżanką, której już imienia nie pamiętałam(której imienia już nie pamiętałam).

(...) Widać, że spodobała się pani paniczowi.(spacja)– Koleżanka cioci zwróciła się do mnie i pomogła mi tym samym w podjęciu decyzji powrotu do domu.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości