Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ewolucja hipokryzji
#1
Przeszukując foldery natrafiłem na swój tekst napisany może rok temu. Inspiracje czerpałem z jakiegoś konkursu, który skupiał się na kobietach z okresu przedwojennego. Chciałem tam stworzyć wyrazistą postać, pobawić się stylistyką i narracją, bo pisany jest z kobiecego punktu widzenia. Trochę zapomniałem o fabule, bo moim zdaniem leci zbyt szybko. Starałem się poprawić błędy, ale jak to zwykle bywa u dyslektyka – nie zawsze wszystko zauważy. Będę wstawiał jak zwykle, któtkie kawałki. Tytuł jest roboczy. Mam nadzieje, że się spodoba. xd


            Siedzimy same z Janiną i jest nam okrutnie dobrze. Dzielimy razem rozkosz czytania. Wspólnie oddając się lekturze, zaskakujemy się spostrzeżeniami. Ona pojmuje i odczuwa tak samo, jak ja. Spowija nas więź, rozumiemy się bez gestu, a nawet spojrzenia. Mimo tego nie pałamy do siebie miłością. Obie zgadzamy się z tym, że między kobietami nie może zaistnieć prawdziwa namiętność. Jesteśmy przyjaciółkami i jedyne co mogłoby nas rozłączyć, to uczucie do tego samego mężczyzny. Na szczęście ja i tej nie uznaję. Jestem piękna i mogę mieć każdego, lecz nie chcę wiązać się z żadnym.
Pewnego dnia Stanisław zapytał mnie, czy zostałabym jego żoną. Widziałam się w roli uwodzicielki, a nie życiowej partnerki. Jednak zwlekałam z odpowiedzią. Trzymałam go tak w niepewności przez cały dzień. Gdy zaczął już krzyczeć i błagać, żebym dzieliła z nim życie. Rzekłam w końcu – nie – i to był mój triumf. Nie chcę miłości, choćby dała mi szczęście.
Otrząsnęłam się z zadumy, odganiając obraz pokonanego Stanisława i postanowiłam z Janiną wyjść z kamiennicy i przejść się ulicami Krakowa.
Mijamy kobiety wracające z fabryki tytoniu. Czujemy niesmak, bowiem tak wiele przywilejów zawdzięczamy swojej krwi, zamiast umysłowi. Jednak wciąż osiągnąć możemy więcej, wystarczy wybrać dobrą partię. Znaleźć odpowiedniego kandydata i ustawić się na piedestale jego potrzeb. A te biedaczki muszą pracować.
Spacerujemy po rynku Krakowa. Konne bryczki jeżdżą obok Kościoła Mariackiego i Sukiennic. Zapach miasta nigdy nie był mi w smak. Zawsze tęskniłam za aromatem dzieciństwa. Za pokoikiem z facjatką, w którym spędziłam tak wiele cudownych, dziewczęcych chwil.
Jakiś mężczyzna spoglądał nachalnie w moją stronę. Poprawiłam kapelusz i uśmiechałam się niewinnie. Ten podszedł.
– Panie pozwolą, że oprowadzę po tym pięknym mieście – rzekł, wskazując gestem na deptak.
– Jesteśmy już zmęczone – odpowiadam za nas obie – jednak będziemy bardzo rade, gdy dotrzyma nam pan towarzystwa w drodze powrotnej. – Uśmiecham się pobłażliwie i zaczynam flirt.
Słucham wywodów, które przeważnie skupiają się na tym, co przeczytał. Szuka inteligentnej rozmowy. Postanawiam dopasować się do jego poziomu i kokietuje go nie ciałem, lecz moją duszą.
– Pogoda zmieniać się myśli, chmury bowiem coraz ciemniejsze. Czym prędzej do domu trzeba uciekać – rzekła Janina, spoglądając w moją stronę. Zauważyła bowiem, że chyba zbyt mocno mnie ta damsko-męska gra pochłonęła.
– Pozwolicie panie zatem, że je tu opuszczę – rzekł skruszony mężczyzna. – Obowiązki wzywają. – Uchylił kapelusz, ukłonił się ładnie. – Czy mogę ucałować dłoń pani na pożegnanie – pyta.
– Nie – odpowiadam spokojnie i żegnam go gestem.
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Na wstępie muszę się wytłumaczyć. Omijam romanse z daleka szerokim łukiem. Ponieważ zima zasypała drogi i niebiescy nie mogą dotrzeć, pozwoliłem sobie wkroczyć na ich podwórko. Napisałem kilka uwag. Pamiętaj jednak, że żaden ze mnie krytyk i znawca romansów.

Siedzimy same z Janiną i jest nam okropnie dobrze.  Zabrałem się za romans i to pierwsze zdanie mnie zaskoczyło: okropnie dobrze.

Spowija nas więź, rozumiemy się bez gestu nawet spojrzenia. Trochę mi tu zgrzyta. Jeżeli pominiemy nawet, otrzymamy gestu spojrzenia. Czytelniej będzie: rozumiemy się bez gestu, a nawet spojrzenia.

Obie zgadzamy się z tym, że kobiety nie potrafią stworzyć prawdziwej namiętność. Z treści wynika, że nie są zdolne do prawdziwej namiętności. Czytelnika zrozumie to, jako niezdolność do jakiejkolwiek namiętności, a chyba nie to chciałeś napisać, bo już w następnym zdaniu mamy: Jesteśmy przyjaciółkami i jedyne co mogłoby nas rozłączyć, to uczucie do tego samego mężczyzny.
Kolejne zdanie brzmi:
Na szczęście ja i tej nie uznaję. Poprzednie zdanie sugeruje, że nie uznaje miłości do tego samego mężczyzny.

Jestem piękna i mogę mieć każdego, lecz nie chce(ę) wiązać się z żadnym.

Nie chce(ę) miłości, choćby dała mi szczęście.

Czujemy niesmak, bowiem tak wiele zawdzięczamy swojej krwi, zamiast umysłowi. Musiałem zastanowić się, co zawdzięczają swojej krwi. Przekaz nie jest czytelny.

Zapach miasta nigdy nie był mi w smak. Zawsze tęskniłam za aromatem dzieciństwa. Za pokoikiem z facjatką, w którym spędziło się tak wiele cudownych dziewczęcych chwil.
Piszesz w pierwszej osobie i nagle to spędziło się. Dla mnie zgrzyta.

Jakiś mężczyzna spoglądał w moją stronę nachalnie. Poprawiłam j (zbędne powtórzenie) kapelusz i uśmiechałam się niewinnie.

– Panie pozwolą, że oprowadzę po tym pięknym mieście – rzekł, wskazuje gestem na deptak. Pomieszanie czasów

Szuka inteligentnej rozmowy. Postanawiam się zniżyć do jego poziomu i kokietuje go nie ciałem, lecz moją duszą. Jaki typ rozmowy, jest na wyższym poziomie? − to pierwsze, o czym pomyślałem.

– Pogoda zmieniać się myśli, chmury bowiem coraz ciemniejsze. Czym prędzej do domu trzeba uciekać – rzekła Janina, spoglądając w moją stronę. Zauważyła bowiem, że chyba zbyt bardzo mnie ta damsko- (zbędna spacja)męska gra pochłonęła.

– Pozwolicie panie zatem, że je tu opuszczę – rzekł mężczyzna skruszony.(szyk) – Obowiązki wzywają. – Uchylił kapelusz, ukłonił się ładnie. – Zgodzi się pani, że pocałuje(ę) ją w rękę na pożegnanie – mówi do mnie. Pomieszane czasy narracji.

Pozdrawiam.
Odpowiedz
#3
Buraku Dziękuje. Spodziewałem się, że będą problemy z końcówkami i z czasami. Miałem nadzieje, że nie będzie błędów logicznych, a i te się znalazły. Czekam na najgorsze...interpunkcje. 
Odnośnie romansów. Podobnie jak Ty kiedyś omijałem je z daleka. Jednak raz zapytany przez znajomą.
– Czy w ogóle je czytałem, że oceniam je tak surowo i twierdzę, iż nie są warte mojej uwagi. – Musiałem z zawstydzeniem przyznać, że nie. Postanowiłem zatem przeczytać jakiś "typowy" romans. Oczywiście fabuła do przewidzenia... Ona niedostępna.. On zły dla wszystkich – a ją traktuje jak księżniczkę. Zbliżają się, a potem odchodzą i znów schodzą. itd. Jednak – to romansidło miało w sobie coś ciekawego. Chyba każda literatura kobieca ma tę rzecz.... emocjonalność. 1/2 książki opiera się na opisie uczuć. Choćby dlatego polecam przeczytać choć jeden romans, żeby nauczyć się coś o emocjonalności w tekście..xd
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#4
(08-02-2017, 13:48)marookko napisał(a):             Siedzimy same z Janiną i jest nam okropnie (Użyłabym słowa 'okrutnie') dobrze.

Wspólnie oddając się lekturze, zaskakujemy się spostrzeżeniami. (Ona) (p)Pojmuje i odczuwa tak samo, jak ja.

Jesteśmy przyjaciółkami i jedyne co mogłoby nas rozłączyć, to uczucie do tego samego mężczyzny. Na szczęście ja i tej (czego?) nie uznaję. Jestem piękna i mogę mieć każdego, lecz nie chcę wiązać się z żadnym. (I skromna :D)
Raz (Pewnego dnia) Stanisław zapytał mnie, czy zostałabym jego żoną.

Gdy zaczął już krzyczeć i błagać, żebym dzieliła z nim życie. (Połącz te zdania) Rzekłam w końcu – nie – i to był mój triumf.

Przerwałam moją zadumę (Otrząsnęłam się z zadumy), odganiając obraz pokonanego Stanisława i postanowiłam z Janiną wyjść z kamiennicy i po przechadzać się (przespacerować lub przejść się) ulicami Krakowa.

Za pokoikiem z facjatką, w którym spędziłam tak wiele cudownych(przecinek) dziewczęcych chwil.
Jakiś mężczyzna spoglądał w moją stronę nachalnie (szyk – spoglądał nachalnie w moją stronę).

Szuka inteligentnej rozmowy (inteligentnych tematów). Postanawiam się zniżyć (raczej dopasować) do jego poziomu i kokietuje(ę) go nie ciałem, lecz moją duszą.

– Pogoda zmieniać się myśli, chmury bowiem coraz ciemniejsze. Czym prędzej do domu trzeba uciekać – rzekła Janina, spoglądając w moją stronę.

Zauważyła bowiem, że chyba zbyt bardzo (za bardzo lub zbyt mocno) mnie ta damsko-męska gra pochłonęła.

– Zgodzi się pani, że pocałuję ją w rękę na pożegnanie – powiedział do mnie. (To zdanie brzmi dziwnie – raczej jakoś tak: 'Czy mogę ucałować dłoń pani na pożegnanie? – pyta.'

Gdybym nie wiedziała, czyj to tekst, pomyślałabym, że to napisała kobieta. Kobieta ubiegłego stulecia, niby wyzwolona, choć nie do końca, ponieważ próżność bierze w niej górę. Mówi 'nie' a myśli 'tak, tak'. Kokietuje, choć zarzeka się, że ona nie z takich. Na razie to lekki tekścik o egzaltowanej pannie, która chce uchodzić za intelektualistkę. Zobaczymy, co tam masz w zanadrzu :D
Mieszasz czasy – zdecyduj, czy ma być teraźniejszy czy przeszły.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#5
Zarówno 'okropnie dobrze' i 'okrutnie dobrze' są oksymoronami. W sumie nie wiem, jak mam to rozumiem. Jeśli bowiem przyjmiemy, że 'dobrze' jest punktem odniesienia, to 'okropnie' oznacza lepiej czy gorzej?
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
(11-02-2017, 19:05)StuGraMP napisał(a): Zarówno 'okropnie dobrze' i 'okrutnie dobrze' są oksymoronami. W sumie nie wiem, jak mam to rozumiem. Jeśli bowiem przyjmiemy, że 'dobrze' jest punktem odniesienia, to 'okropnie' oznacza lepiej czy gorzej?

Słowo 'okrutny' dawniej oznaczało też 'wielki, ogromny' http://sjp.pwn.pl/sjp/okrutny;2494855.html, zatem w takim znaczeniu 'okrutnie dobrze' to tyle co 'bardzo dobrze', 'ogromnie dobrze'. 'Okrutny ból' w tym kontekście nie znaczy wcale 'ból bezlitosny', raczej wielki, niewyobrażalny.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Dziękuje za komentarze i uwagi ;)


Gdyby nie te głupie halki, kochałabym deszczową pogodę. Wiem, że matka zbeształaby mnie za użycie słowa głupie. Jednak jej tutaj nie ma i ucieszyłabym się, gdyby nieprędko zawitała w Krakowie. Od kobiet wymaga się, aby były bezrozumne, lecz wzbrania im się używania takich ordynarnych wyrazów.
Wczoraj rozmawiałem z mym kuzynem, Kubą, który chwalił się dostaniem na studia do Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cały czas powtarzał – szkoda, że tego nie widziałaś. Naprawdę było mi szkoda. Byłabym wściekła, gdyby nie to, iż ja wcale nie mam zamiaru zmarnować moich najpiękniejszych wiosen życia na przyglądaniu się sukcesom odnoszonym przez mężczyzn. Nie będę rozwijać tematu, gdyż wracam do domu i przez cały tydzień muszę zachowywać się w miarę przyzwoicie.
Beztroskie lata spędzone w rodzinnej posiadłości zawsze wzbudzały pozytywne uczucia. Teraz jednak, jak pomyślę o pani Kalińskiej, która przychodziła często na herbatkę ze swoją filigranową córeczką, chciałabym, aby w trakcie ich wizyt nawiedzała mnie okresowa głupota. Jednak cóż, nie wszystkie marzenia się spełniają.
Państwo Kalińscy – co z nich w ogóle za państwo. On dorobkiewicz, który prowadzi wciąż jakieś szemrane interesy. A ona prawdą jest, co mówią o takich ludziach, rękawiczki nie zakryją spracowanych rąk, a nawet najbardziej frymuśny kapelusz nie doda uroku pospolitej twarzy. I ten śmiech. Żadna dama nie śmieje się tak głośno i ordynarnie. Wciąż nie wiem, dlaczego moi rodzice zadają się z tego typu pospólstwem.
Nudzić w dworku na pewno się nie będę. Wczoraj otrzymałam przesyłkę, która zawiera pozycję Artura Conana Doyle'a. Na szczęście wydano ją w języku angielskim. Mama by zemdlała, gdyby dowiedziała się, o czym ona jest. Następnie spaliła wszystkie moje książki – oprócz modlitewnika – rzecz jasna.
Podelektujemy się jeszcze z Janiną dedukcją genialnego Sherlocka Holmesa i potem spakuję się do jutrzejszej podróży.

***

W domu wszyscy byli zaaferowani moim przyjazdem. Tatko uściskał mnie mocno, jakby mnie co najmniej dziesięć lat nie widział. Mama czekała na absorbującą opowieść o miejskim życiu. Zachwycona była, gdy opowiadałam jej o możliwościach, które stwarzał Kraków.
Rodzice wysłali mnie tam z mojej woli. Chciałam bowiem uciec od tego spokoju i braku rozwoju, na który tu byłam skazana. Pod pretekstem tego, że chce się uczyć haftu, przeprowadziłam się do miasta. Znalezienie mieszkania nie było trudne. Kuzynka moja, Janina, zaoferowała się, że szuka współlokatorki. Mama na początku zafrasowana moimi planami długo nie mogła pogodzić się z moim wyjazdem i co tydzień wysyłała mi listy, na które musiałam odpisać, inaczej gnębiłaby Janinę.
Po całym dniu byłam zmęczona i udałam się do swojego pokoju. Spojrzałam przez okno jak za dziecięcych lat. Widok wciąż był wspaniały. Lasy i łąki ciągnące się po horyzont w świetle zachodzącego słońca.
Upadłam na łóżko, na którym leżał prezent z podpisem: Dla mojej malutkiej córusi. Tatko wiedział, jak mnie zaskoczyć. Rozpakowałam i wyciągałam delikatny, brokatowy staniczek. Był prześliczny, chciałam zbiec po schodach i uściskać ojczulka, jednak postanowiłam to zrobić jutro, teraz mogłabym kogoś obudzić.
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#8
(20-02-2017, 17:07)marookko napisał(a): Gdyby nie te głupie halki (przecinek) kochałabym deszczową pogodę.

Wczoraj rozmawiałem z mym kuzynem (przecinek) Kubą, który chwalił się dostaniem na studia do Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Byłabym wściekła, gdyby nie to (przecinek) iż ja wcale nie mam zamiaru zmarnować moich najpiękniejszych wiosen życia na przyglądaniu się sukcesom odnoszonym przez mężczyzn.

Teraz jednak (przecinek) jak pomyślę o pani Kalińskiej, która przychodziła często na herbatkę ze swoją filigranową córeczką. (przecinek zamiast kropki i dalej małą literą) Chciałabym, aby w trakcie ich wizyt nawiedzała mnie okresowa głupota.

Jednak cóż (przecinek) nie wszystkie marzenia się spełniają.

Wczoraj otrzymałam przesyłkę, która zawiera pozycje (pozycję) Artura Conana Doyle'a. Na szczęście napisano ją w języku angielskim (Doyle pisał przecież po angielsku, więc chyba raczej chodzi o wydanie, a nie pisanie – „Na szczęście wydano ja w języku angielskim”).

Po delektujemy (Podelektujemy) się jeszcze z Janiną dedukcją genialnego Sherlocka Holmesa i potem spakuje (spakuję) się do jutrzejszej podróży.

Kuzynka moja (przecinek) Janina (przecinek) zaoferowała się, że szuka współlokatorki.

Mama na początku zafrasowana moimi planami długo nie mogła pogodzić się z moim wyjazdem i co tydzień wysyłała mi listy. (przecinek zamiast kropki i dalej małą literą) Na które musiałam odpisać, inaczej gnębiłaby Janinę.

Upadłam na łóżko, na którym leżał prezent z podpisem – (dwukropek zamiast myślnika) Dla mojej malutkiej córusi. Tatko wiedział (przecinek) jak mnie zaskoczyć. Rozpakowałam i wyciągałam delikatny (przecinek) brokatowy staniczek.

Fabuła jest nawet dość interesująca. Ciekawe, jak to się rozwinie.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
(08-02-2017, 13:48)marookko napisał(a): Dzielimy razem rozkosz czytania. Wspólnie oddając się lekturze, zaskakujemy się spostrzeżeniami. Ona pojmuje i odczuwa tak samo, jak ja.

Jeśli myślą tak samo, to się za bardzo nie zaskoczą nawzajem :D

Cytat:Poprawiłam kapelusz i uśmiechałam się niewinnie. Ten podszedł.

Ale, że kapelusz podszedł? :D

Cytat:Mama by zemdlała, gdyby dowiedziała się, o czym ona jest. Następnie spaliła wszystkie moje książki – oprócz modlitewnika – rzecz jasna.


Teraz mam takie "LOL" duże. Ona już spaliła książki? :) Niekonsekwencja czasu ;) Gdyby się dowiedziała, to by zemdlała i spaliłaBY książki. Albo by spaliła. Samo spaliła sugeruje ukończenie czynności :)


Czytając to, a i owszem, mam przed oczami kobietę, ale raczej zmanierowaną, zadufaną w sobie nastolatkę, wyegzaltowaną i na siłę próbującą być dorosłą...
(... trochę jak bohaterki opek nastolatek.)

Trochę jestem uczulona na ten typ bohaterki, z drugiej strony mam za sobą okres czytania romansów historycznych (kopalnia patologii :3) i jednak miłą odmianą jest przeczytać choć raz o kobiecie (nie do końca potrafię sprecyzować ile ma lat, no ale nie dałabym jej więcej jak siedemnaście), która nie uzależnia swojego życia od faceta.

Pożyjemy, zobaczymy.

PS: Na początku miałam wrażenie, że pójdzie to jednak w kierunku nieco homoseksualnej miłości...
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#10
Trochę zapomniałem o tym romansie, a kontynuacjie mam. Trochę dawano nie pisałem, więc pewnie pełno błędów będzie – choć starałem się, wszysto sprawdzić kilka razy.

Prezent jak się okazało był na specjalną okazję. W dworku Zabrzeskich szykowano bal, cała okoliczną szlachtę nań zaproszono. Podekscytowałam się na samą myśl, że będzie tylu absztyfikantów. Wybrałam więc najlepszą suknię, pod którą schował się brokatowy staniczek. Mama pomogła mi się pomalować. Tatowi było śpieszno i chciał ruszyć jak najwcześniej, ja jednak uspokajałam go, bo chciałam wejść jako ostatnia, żeby wszyscy mężczyźni, ale i kobiety mnie zauważyli.
Oczywiście wyszło na moje, może nie weszliśmy ostatni, jednak sala była już zapełniona, gdy przekraczaliśmy próg.
Pierwszego dostrzegłam Krzysztofa, mojego starszego kuzyna, który przypatrywał mi się uważnie. Gdy nasze oczy spotkały się, ten skinął lekko głową i uśmiechnął się. Odpowiedziałam tym samym.
Zauważyłam, jak tata odłącza się od naszej rodzinnej grupki i rusza w stronę stolika stojącego pod ścianą, gdzie panowie grali w karty. Mama nie lubiła, jak ten to robił, jednak do hazardzistów mój ojczulek nie należał. Wygrywał niewiele, ale przegrywał też nieznacznie. Stawiał rzadko, bo blefować nie umiał. Przez co wszyscy wiedzieli, kiedy przychodziła mu dobra karta.
Mężczyźni patrzyli za mną, a ja już wiedziałam, że znajdę wśród nich tłum wielbicieli. Tylko czekać, który pierwszy zaprosi mnie do tańca.
W tłumie ujrzałam również państwa Kalińskich, skinęłam lekko głową w ich kierunku.
Odpowiedzieli uśmiechami. Ich córeczka nic nie urosła i pewnie rozumu też jej nie przybyło. Uciekłam im z oczu, żeby tylko nie podeszli.
– Mogę panią prosić? – wszedł mi w krok jakiś młodzieniec. Po stroju wnosiłam, że nie należał on do najbogatszych.
– Nie w tej chwili, mój drogi. – Usłyszawszy, to zaczerwienił się. – Dopiero przybyłam i nie zdążyłam się przywitać ze wszystkimi. – Mogłabym nim wzgardzić, ale i tak wzbudził we mnie szacunek tym, że nie bał prosić mnie do tańca.
Takie już panują prawa, że biedniejszy nie może ubiegać się o względy bogatszej panny. Jednakże jeśli niewiasta jest uboższa, może próbować zaskarbić sobie uczucia wypływowych panów. Czemu więc jeszcze raz nie spróbować zyskać przychylność hrabiego Miłkowskiego?
Przypadkiem zabłąkałam się przy jego stoliku. Udając zakłopotanie, rozglądałam się za kimś z rodziny. Zauważył mnie i szukając mego wzroku, wyruszył w moją stronę.
Oto stanął przede mną, z twarzą, na której malowało się tylko jedno – pożądanie. Tak jak wtedy, gdy spotkaliśmy się pierwszy raz. Marzył, aby skosztować moich ust, zagłębić się w nie, zatracić bez opamiętania. Zielone oczy płonęły.
Zawsze uwielbiałam, gdy śledził każdy mój ruch, gest, westchnienie. Kiedy wstrzymywał oddech, czekając na to, co powiem. Nie chcąc przegapić żadnego mojego słowa. W tej chwili dla niego istniałam tylko ja. Uwielbiałem tę jego uroczą prymitywność.
Wyszliśmy ukradkiem do spowitego mrokiem ogródka. Wydawał się opustoszały.
Widziałam to w jego oczach, w tych zielonych tęczówkach. Pragnął mnie. Grzechem byłoby nie pozwolić się pocałować.
Jakże on całował, roznamiętniony tylko chciał jeszcze i jeszcze. Niby wiedziałam, że ma narzeczoną, ale wolałam o tym nie pamiętać, kiedy rozgorączkowane dłonie pieściły moje piersi pod brokatowym staniczkiem.
Nie potrafił mi się oprzeć, nie potrafił mnie nie pragnąć. Czułam jego ciepły oddech na szyi, kiedy do ucha cichutko wypowiadał wyznania miłości. Coraz wyżej powolutku unosiła się moja suknia i koronkowa haleczka.
– Dość – powiedziałam głośno i otworzyłam oczy, zanim do czegokolwiek doszło.
Gorzki grymas zagościł na jego twarzy, chciał kontynuować. Buzowało w nim pożądanie, jednak to ja triumfowałam.
– Obiecałeś mi wspólne życie, wyjazdy i pierścionek z brylantem. Wybrałeś jednak inną, teraz żałuj tego, co straciłeś. – Patrzył na mnie jeszcze przez chwile, jakby chciał wyrwać mi włosy z głowy. Nie odezwał się jednak, obrócił się tylko na pięcie i wrócił na salę.
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości