Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Obcy nie biorą jeńców
#11
(17-02-2017, 14:39)burak napisał(a): Grupa Jacka poleciała (dotarła)do drugiego miejsca inwazji na wschodnim wybrzeżu. Sytuacja(przecinek) jaką tam zastali, wyglądała podobnie.

Następnego dnia Jack poleciał na spotkanie z Darią, (a) dziewczyny kontynuowały loty ratunkowe.

Ich szkolenie wojskowe nie ograniczyło się jedynie da (do) nauki pilotażu.  

W sumie w ciągu pierwszego dnia inwazji, sześciu dni Ziemian (Czy jeden dzień obcych oznacza sześć dni ziemskich? Jeśli tak, to podkreśl to jakoś. W dalszej części już jest wyjaśnienie.), śmierć poniosło ponad siedemdziesiąt milionów ludzi.

– Szkoda, łatwo je znajdą, ale będą musieli ponownie ustawiać barierę i stracą dużo czasu. − Rose starała się ją pocieszy[i]ć. (Czemu to 'ć' na końcu takie osamotnione?)

Jack dosyć długo oglądał małe zagłębienie, w którym był przycisk otwierający bunkier, nim powiedział:
– Tutaj nie ma żadnych śladów, kurtyna jest włączona. − (Co miało być po tym myślniku?)

– Ja się nie ukrywam, jedźcie (jedzcie), mamy pracę do wykonania.

[i]– Najlepiej w oceanie, oni mogą przebywać pod woda(ą) dwie godziny.

Wróg i tak nie będzie w stanie,(zbędny przecinek) ich podnieść.

Ukryli prawie wszystkie bezzałogowe dyski obcych,(zbędny przecinek) znajdujące się w pasie czterystu kilometrów.

Dopiero się zorientowałam, że to jest ta sama ekipa z 'Gniazd". Nie potrafię się w tym tekście odnaleźć, ponieważ nie znam początku. W tych dwóch częściach pojawia mi się taki obraz, że obcy to potężna cywilizacja, która dotarła na Ziemię, zajęła ją, zmusiła ludzi do ucieczki i ukrywania się właściwie bez walki. To mi właśnie zgrzyta, bo nagle grupka kilku osób tworzy partyzantkę skutecznie walczącą z tą potęgą. Na dodatek nie ma ofiar, czyli to taka ekipa superbohaterów. Mam nadzieję, że planujesz zaktywizowanie ludzkości, żeby to uwiarygodnić. Ludzie to sprytne plemię, zdolne do przetrwania w najtrudniejszych warunkach, jednak obca cywilizacja, która posiada zdolność przemieszczania się w czasie (bo mamy do czynienia z milionami lat świetlnych, jak rozumiem, więc przenoszenie się wyłącznie w przestrzeni jest niemożliwe), posiada też technologie przekraczające możliwości ludzi o tysiące lat, jest pozbawiona uczuć, a na mapach ukrywa ludzkie siedziby, po co? Chce zachować pozory? Z obrazu, który pokazałeś, nie wynika, by ci obcy mieli jakiekolwiek powody do maskowania swoich działań. Może zrozumiem, jak przeczytam całość.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#12
Dziękuję.
Krótkie wyjaśnienie.
Wyobraź sobie następującą sytuację.
Stoją naprzeciwko siebie dwa czołgi, idealne czołgi.
Jeden strzela do drugiego, ale nie jest w stanie nic mu zrobić, bo ten drugi jest idealny.
Krótko mówiąc: nie są w stanie zrobić sobie krzywdy. Jedyne co mogą, to przepychać się. Ten, który ma lepszą załogę, przepchnie drugiego.
A teraz wyobraź sobie, że tym czołgiem wjeżdżasz na łąkę, gdzie jest dużo komarów. Masz zamiar okopać się na łące i tu zamieszkać.
Oczywiście nie zwrócisz uwagi na komary, bo nic ci nie zrobią. Zaczniesz je niszczyć, gdy wlecą do środka i będą kąsać. Budujesz swój nowy dom i pilnujesz jedynie tego, żeby komary uciekły.
Czy w momencie planowania inwazji na łąkę będziesz przygotowywała atak na komary? Raczej nie.
A teraz wyobraź sobie, że jesteś obcą.
Nigdy nikogo nie atakowałaś, nie prowadziłaś wojen. Masz armię, ale tylko do obrony. I ta armia osłania przylot osadników, bo na trasie przelotu możesz napotkać prawdziwych wrogów a nie tylko komary. Wysłałaś jednak jednostki inwazyjne złożone z cywili pod dowództwem wojskowych. Ich zadaniem jest przygotowanie miejsc do osiedlenia.
Obcy zaatakowali Ziemię, na której mieszkają ich przodkowie. Uznali ludzkość za komary. które nic im nie zrobią. Ludzie mogli natomiast zniszczyć własną planetę, a tego chcesz za wszelką cenę uniknąć. Zaplanowałaś inwazję przed wszystkim pod kątem zlikwidowania całej broni masowego rażenia. Nie boisz się o siebie, ale o to, czy będziesz mogła zamieszkać na planecie.
Obcy żyją dziesięciokrotnie dłużej od Ziemian. Ich dzień składa się z siedmiu naszych dób a noc z trzech. Przy czym w czasie nocy zasypiają i nikt, i nic nie jest w stanie ich obudzić. W trakcie inwazji korzystasz z czołgów, bo to jest całkowicie wystarczająca siła. Masz jednak nie tylko czołgi, ale także cięższe działa, mogące  zniszczyć czołgi. Pytanie: czy jednak należy je użyć? Jak wytłumaczyć własnemu społeczeństwu, że mordujemy przodków? My, którzy uważamy się za sprawiedliwych i idealnych? Co jest większą wartością: osiedlenie i zapewnienie egzystencji własnemu narodowi za wszelką cenę, nawet za sprzeniewierzenie się własnym wartościom? Czy wszyscy obcy byli za przeprowadzeniem inwazji? Czy znajdzie się kilku przeciwników, którzy pomogą Ziemianom?

W pierwszy tomie Gniazd ludzie odkryli tajne bazy obcych, którzy od stu lat obserwowali nas. Udało się znaleźć kilka spodków zwiadowczych i dziesięć tak zwanych bojowych, które praktycznie nie po to były zbudowane. Pozostaje pytanie: dlaczego na Ziemi pozostawiono spodki? O ile zwiadowcze nie powinny wzbudzać podejrzeń, to bojowe już tak. Oczywiście Ziemianie nie są w stanie skopiować tych obiektów. Zbyt duża przepaść technologiczna.  
Tom drugi, który teraz wklejam jest walką o przetrwanie, szukanie swojej szansy. To jest walka o zdobycie spodków bojowych. Na wstępie mają ich tylko dziesięć, ale potrafią wykorzystać błędy przeciwnika, który nie docenił zdolności swoich dalekich kuzynów. Oczywiście do obrony włączą się setki, potem tysiące Ziemian. Teraz jednak walczymy o przetrwanie. W pewnym momencie ktoś powie, że ta wojna polega jedynie na kradzieży. No cóż, na to wygląda.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#13
Wstali i opuścili kontener.
– Babciu, jakie wieści docierają do ciebie?
– Łączność mamy dobrą, ale tylko z terenami, na których ich nie ma. Praktycznie obejmuje to cały wolny kraj. Nie mamy oczywiście żadnych informacji z innych kontynentów − mówiąc to, wskazała na szereg monitorów. − Jak widzicie, nie mamy obrazów pokazujących obcych. Nie wiem właściwie, po co mi ten cały sprzęt. Zajmuje niepotrzebnie miejsce.
– Jutro polecimy do Europy, wracając, wpadniemy tutaj.
– Będziemy jeszcze tydzień w tym miejscu, potem znowu ruszymy w kierunku Alaski – poinformowała bez entuzjazmu.
Przyjrzały się babci i doszły do wniosku, że nie jest zadowolona z tej perspektywy. Ciągła ucieczka też dała jej się we znaki, podobnie jak i wszystkim. One były w tej szczęśliwej sytuacji, że nie musiały nigdzie uciekać i nie martwiły się, że im coś zagraża.
– W ciągu ich nocy można zbliżać się do bariery, ale nie wolno w nią wlecieć czy przekroczyć w żaden inny sposób. Możesz to przekazać jednostkom obserwującym. Zachowując odległość dwustu jardów od bariery, będą bezpieczni − wyjaśniła Zeni.
– Wszystkie punkty ataku na nasz kraj obserwujemy my i porucznik Daria – dodała Rose.
– Czy są tu zwiadowcy? – zapytała Zeni.
– Dwoje.
– Możesz ich poprosić?
Babcia przez radiotelefon skontaktowała się agentem specjalnym numer cztery.
– Mike, odszukaj i przyślij do mojego biura zwiadowców. Dziewczyny chcą z nimi porozmawiać.
– Tak jest, szefowo.
Po chwili Mike przyprowadził kobietę w mundurze kapitana oraz kaprala sił specjalnych. Zwiadowcy wiedzieli o przylocie dwóch członkiń Grupy Jacka i kręcili się w pobliżu.
– Witajcie, mam do was pytanie.
– Witamy, pani generał.
– Nie jestem generałem, nie byliście na moim kursie.
– Nie byliśmy, ale doskonale wiemy, kim jesteś. Pola nam opowiadała.
Zeni uśmiechnęła się i dokładnie przyjrzała pani kapitan. Stała wyprostowana i śmiało patrzyła jej w oczy. Na twarzy odcisnęły się trudy prowadzenia grupy uchodźców. Kapral również był zmęczony. Niestety to nie był czas na wypoczynek i musiała im zlecić kolejne zadanie.
– Tak, już wiem, że to plotkara. Czy wyczuliście kiedyś obcego?
– Na początku, to było trzynastego. Kilku przeleciało obok nas, potem już nigdy.
– Musicie być teraz czujni. Gdy radiostacja zacznie nadawać, może będą chcieli ją uciszyć.
– Będziemy jej pilnować − zapewniła pani kapitan.
– Tylko nie za blisko. − Zeni odwróciła się do szefowej. − Babciu, niech nadajnik stoi z dala od was i niech nikt w nim nie przebywa. Gdy przylecą tu, to wszyscy wewnątrz zginą, nie zostanie po nich najmniejszy ślad − uprzedziła Zeni. Przynajmniej nie będą musieli ciągle iść − pomyślała. − Trochę odpoczną.
Zwiadowcy wraz z Mike’m opuścili gabinet polowy przewodniczącej. Przyleciały tu z misją, a nie tylko na pogaduszki. Rose zadała następne pytanie:
– Babciu, czy macie jakieś wyrzutnie pocisków ziemia-powietrze, najlepiej typu stinger?
– Rose, zmieniłyście zdanie co do wykorzystania naszej broni?
– Zawsze mówiłyśmy, że broń można użyć wtedy, gdy poznamy ich słabe punkty. Te żarłacze, o których wcześniej wspominałyśmy, nie mają bariery ochronnej, będziemy próbowali je uszkodzić.
– Umiesz odpalać rakiety? − zapytała ze zdziwieniem.
– Ja nie. Zeni potrafi i nas nauczy.
Kolejny raz babcia wykorzystała radiotelefon.
– John, czy mamy jakieś stingery?
– Oddział ochrony zapewne ma.
– Dowiedz się − poleciła i zwróciła się do dziewczyn: − Ile potrzebujecie?
– Nie chcemy dużo, one i tak nie uszkodzą spodków. Po pięć na dysk, dziesięć wystarczy.
– John, załatw dziesięć sztuk.
– Rozkaz.
– John!
– Tak jest, szefowo. Zaraz załatwię.
Przewodnicząca Carol nie lubiła, gdy traktowano jej polecenia jako rozkazy. Wolała, aby uznawano je za prośby. Przyszła pora na swobodną rozmowę.
– Babciu, ładnie wyglądasz w tym mundurze.
– Rose! Nie dobijaj mnie. Za to wy wystroiłyście się jak na bal. Zazdroszczę wam. − Babcia spojrzała na ich sukienki. Obie wstały i kilka razy obróciły się, aby mogła się im przyjrzeć. Zeni zrewanżowała się, oceniając mundur babci.
– Naprawdę do twarzy ci w nim.
– Mundur jak cię mogę, ale te buciory.
– Teraz już wiem, po kim Anne jest taka marudna.
– Zeni! I ty też. Kawa wam stygnie. Porozmawiamy mniej oficjalnie.
Pijąc kawę, babcia wypytywała się o prywatne sprawy wnucząt.
– Rose, jak wygląda sytuacja z tobą i Jackiem?
– Nie było „pierwszego rzędu” i nie będzie, dopóki ich nie zatrzymamy.
– Babciu, zachowujemy się bardzo porządnie, powinnaś być z nas dumna – dodała Zeni.
– Nie jestem co do tego całkowicie przekonana.
Głośno się śmiały.
– Wilczki podróżują z wami?
– Tak, ze mną Black a z Jackiem Red. Stado ma się dobrze i opiekuje się leśniczym.
– Pozdrówcie go ode mnie.
Postanowiły na pieszo zwiedzić najbliższe otoczenie obozowiska Komitetu. Gdy wyszły na zewnątrz kontenera, Zeni rozglądała się za swoim pupilkiem. Powoli zaczęła się denerwować.
– Nie widzę Blacka – zauważyła Rose.
– Na pewno poluje, tutaj jest dużo zwierzyny – uspokoiła je babcia.
Rozmawiały do wieczora. Tuż przed odlotem przybiegł Black.
– Upolowałeś zająca, widzę kłaki w twojej mordzie.
Black zachował się jak pies, zamachał ogonem. Pożegnały się z babcią i odleciały. W drodze powrotnej długo rozmawiały nad rozwojem sytuacji w kraju. Leciały tuż obok siebie z otwartymi oknami.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#14
Minęło 60 dni...

Ciąg dalszy.


Jack i Daria jednocześnie przylecieli na wyznaczone miejsce spotkania. Wyskoczyli z dysków, Red krążył wokół nich, nie oddalał się zbytnio.
– Musimy uważać, wilk pilnuje nas i nie chce polować. Obcy musieli być tutaj wcześniej − Jack usiłował coś wyczuć, spoglądał w górę.
– Dwadzieścia mil stąd na zachód stacjonują jednostki rakietowe. Może ich obserwują.
– Świetnie się składa. Polecimy do nich po rozmowie. Co robiliście ostatnio? − Szukał miejsce, gdzie mogliby usiąść.
– Rozdzieliłam eskadrę na cztery grupy. Przez ostatnie trzy dni likwidowaliśmy bariery.
Jack uśmiechnął się pod nosem. Mieli rację, przypuszczając, że Daria również usuwa bariery stawiane przez wroga. Usiedli na zwalonym pniu drzewa. Jack wyjął z kieszeni nabitą fajkę i zapalił.
– Gdzie schowaliście spodki?
– Jest nas mało i nie mieliśmy czasu na umieszczanie ich w grzybkach. Wywieźliśmy daleko i wrzuciliśmy w najgłębszy rów w oceanie, może nie znajdą. Wrzuciliśmy, to nie tak do końca, zatopiliśmy je na głębokości pół mili. Nie będą mieli czasu na poszukiwania. Niszczyliśmy wszystkie cztery bariery. Tam, gdzie jest największe skupisko miast, wysłałam cztery dyski.  W najmniej zaludniony teren tylko dwa. Zniszczyliśmy od jednej czwartej do połowy. Pracowaliśmy na dwie zmiany, pełne dwadzieścia cztery godziny na dobę − wyjaśniła i po chwili dodała. − Widzę, że tylko w moim towarzystwie możesz zapalić fajkę. Dziewczyny ci nie pozwalają? − zapytała, starając się zachować powagę.
Zamiast odpowiedzieć, jedynie uśmiechnął się i wypuścił kółko z dymu.
W każdym spodku Darii przebywało przynajmniej czterech pilotów. Mogli pracować bez przerwy. Gdy jedni pilotowali, drudzy w tym czasie spali. Nie musieli przebywać ciągle na pokładzie. Szefowa eskadry dbała o swoich pilotów. Zapewniła im miejsce wypoczynku w przenośnych kontenerach, które ustawili niedaleko stref przeciwnika. Czas przelotu do tymczasowych baz był krótki, nie stanowiło to żadnego problemu. Jack niewiele wiedział o organizacji pracy eskadry Darii.
– Spisałaś się na medal, ale nie mam żadnego – zażartował, a po chwili zapytał. – Czy nadal wysyłają promienie?
– Tak, myślałam, że się zatopią, ale nadal są sprawne. One będą wisiały na takiej wysokości, na jakiej je ustawisz. W tym wypadku na głębokości. Dlaczego zadałeś to pytanie?
– Może nauczymy się je wyłączać, a wtedy będziemy mogli je odzyskać.
– Masz rację, nie sprawdzaliśmy tego, ale to tylko ze względu na brak czasu. Po spotkaniu „popracujemy” nad nimi.
– My też postaramy się rozwiązać ten problem.
W trakcie dalszej rozmowy dyskutowali na temat sposobu dezaktywacji ukrytych spodków. Uznali, że osiągnięcie tego celu przyniesie im wiele korzyści.
– Teraz nie mamy co robić, poza obserwacją przeciwnika, więc przymierzam się do rozdzielenia sił i wysłanie część jednostek do Kanady. Tam są dwa przyczółki wroga. Pozostali polecą na południe – stwierdziła Daria. Trzymała w ręce długi patyk i nieświadomie rysowała mapę Ameryki Północnej. Zaznaczyła na niej wszystkie przyczółki wroga.
– Świetnie, my udamy się do Europy. Trzeba niszczyć bariery, dopóki możemy. Na pewno coś zmienią i nie będziemy mogli tą metodą spowalniać ich marszu.
– Znajdziemy inną − odpowiedziała z przekonaniem i wbiła patyk w środek mapy.
– Ciekawe, jak zareagowali na to, co zobaczyli rano?
– Mam nadzieję, że nie wpadli w szał. Jeżeli zrobiliby coś niebezpiecznego dla nas, już tu powinni przylecieć moi chłopcy, przynajmniej po jednym z każdej strefy.
– Obyś miała rację. Odwiedźmy jednostkę wojskową.
– Ok. − Energicznie się podniosła i ostatni raz rzuciła okiem na swój rysunek.
– Red! Wskakuj, odlatujemy.
Minutę później odsłonili dyski i powoli zbliżali się do oddziału rakietowego. Zapaliły się lampki ostrzegawcze, ale nie odpalono rakiet. Rozpoznano ich, flagi oenzetowskie były widoczne – kolejny raz spełniły swoje zadanie. Jack wyskoczył pierwszy, a za nim trójka z drugiego spodka, wśród nich Daria. Podbiegł dowódca jednostki w stopniu generała.
– Witam, panie generale.
– Witam... gości. Co was tutaj sprowadza?
Stali na dużym placu, nad nimi wisiały dwa dyski, a obok stało kilkanaście Hummerów wojskowych. Paru znudzonych żołnierzy siedziało w ich cieniu. Gdy zobaczyli spodki, natychmiast się podnieśli i podeszli do nich. Dotykali, lekko pukali w pancerz i po cichu ze sobą dyskutowali. Generał też podziwiał obiekty. Samochód z kilkoma rakietami przeciwlotniczymi znajdował się w pewnej odległości.
– Panie generale, chcemy porozmawiać na temat waszych możliwości włączenia się do obrony.
– Niewiele możemy. Odpaliliśmy rakiety w kierunku spodków, ale, mimo że są samonaprowadzające, nie trafiliśmy ani razu. Nie ma sensu do nich strzelać. Te ich są takie same? − zapytał, pokazując na dyski.
− Tak, tym nic nie zrobimy. Mają znacznie większe obiekty i tamte możecie uszkodzić.
– Niech mi pan je wskaże, a z wielką przyjemnością odpalimy cały nasz arsenał. − Teraz już uważnie i z zainteresowaniem przyglądał się Jackowi i Darii.
Red zawarczał i podniósł łeb.
– Mamy nieproszonego gościa – uprzedził Jack, obserwując zachowanie Reda.
Daria wydała rozkaz dwóm swoim współtowarzyszom, aby wsiedli do spodka i ustawili się nad nimi.
– Jakiego gościa? – zapytał generał.
– Obcy dysk zbliża się do nas.
Red głośno zawył, ale nie pobiegł do dysku, stał obok Jacka. Po chwili Jack poczuł delikatną mackę zwiadowcy. Skupił się na niej, po sekundzie wiedział, że obcy zatrzymał się i już się nie zbliżył.
– Obserwuje nas ich zwiadowca.
– Przepędzimy go, jest sam. Też go poczułam.
– OK. Dario, wróć potem tutaj.
– Oczywiście.
Daria wskoczyła do dysku i natychmiast wystartowała w kierunku zwiadowcy. Szybko ukryła spodek i zniknęła. Jack nadal wyczuwał intruza. Stał nieruchomo i starał się „śledzić” zwiadowcę. W tym czasie generał przywołał swojego zastępcę. Po minucie Jack już go nie czuł, a po kolejnych dwóch powróciła Daria.
– Uciekł, statki zwiadowcze są szybsze od bojowych, nie mamy szans w wyścigu z nimi – powiedziała, gdy z powrotem stała obok Jacka.
– Wracajmy do rozmowy. Panie generale, czy ma pan na wyposażeniu ręczne wyrzutnie typu ziemia-powietrze?
– My mamy poważne rakiety, a nie zabawki, ale trochę znajdziemy.
– Te poważne to może pan tu zostawić, potrzebne są zabawki i szybkie samochody.
− Jak szybkie? Mamy tylko hummery, to nie są wyścigowe pojazdy.
− Wystarczą.
– Co mamy robić? − zapytał bardzo podekscytowany. Wyraźnie nabrał ochoty do życia, bo do tej pory to przejawiał jedynie objawy zniechęcenia i rezygnacji.
– Zbliżyć się na odległość pół mili od bariery, którą na pewno zobaczycie. Barierą otaczają opanowany teren. Będą stale go powiększać. Musicie się wycofywać, utrzymując stałą odległość. Postępujcie w ten sposób aż do trzydziestego czerwca. Wtedy zrobimy wam dziurę w tej kurtynie i wjedziecie samochodami na opanowany teren. Czy te ręczne wyrzutnie można odpalić z pewnej odległości?
– Nie, przecież są ręczne.
– A czy możecie przystosować je do odpalenia z dalszej odległości... powiedzmy ze stu jardów?
– Musiałyby być ustawione na sztywno, a cel powinien pod nie wjechać − odpowiedział zastępca w stopniu pułkownika.
– Cel wleci wprost pod rakietę. Nie wiemy, czy salwa odniesie jakiś skutek, ale chcemy spróbować. Będziemy ochraniać strzelców i zabierzemy ich w bezpieczne miejsce po odpaleniu pocisków.
– Ilu żołnierz pan potrzebuje?
– Zaatakujemy jednocześnie trzy obiekty, w więc co najmniej trzech. Każdy powinien odpalić pięć rakiet.
– Gdzie mamy pojechać?
Dowódcy szybko przeszli do poznania celu. Nareszcie poczuli się, że mogą wypełniać zadania, dla których zostali powołani.
– Do stolicy, tam już jej nie ma, ale w tym kierunku jedźcie. Trzydziestego czerwca o świcie spotkamy się przed barierą, odnajdę was.
Generał przez chwilę zastanowił się, nim odpowiedział:
– Muszę skontaktować się ze swoim dowództwem.
– Niech pan zadzwoni do głównodowodzącego.
– Nie mi rozmawiać z prezydentem.
– Panie generale, przepraszam, że się wtrącam do rozmowy. Niech pan powie, że dzwoni w imieniu Jacka i ma pilną wiadomość dla prezydenta. To załatwi sprawę. I niech pan poprosi prezydenta, aby wydał rozkaz, żeby już więcej taka sytuacja nie miała miejsca.
Generał przyglądał się młodej pani porucznik. W końcu zdecydował.
– Pójdę zadzwonić.
Odszedł do samochodu dowódcy.
– Dario, ja nie jestem dowódcą i...
– Czyżby? – przerwała mu z uśmiechem.
Wrócił generał.
– Szybko nawiązał pan kontakt.
– Wystarczyło magiczne słowo „Jack”. Mam wykonywać wszystkie pana rozkazy, jakiekolwiek by były, a także czterech pana kobiet i pani porucznik. No to się porobiło. – Stwierdził z uśmiechem, a po chwili zapytał. – Czy te cztery kobiety są równie piękne, jak pani porucznik?
– Jeżeli ja jestem piękna, to one są bóstwami, nieprawdaż Jack?
– Nie zapominaj, że ja jestem sam, a ty masz prawie czterdziestu.
– O czym rozmawiacie?
– O chłopcach na posyłki – odpowiedzieli razem.
Nie zrozumiał ich, ale nie zamierzał się dopytywać. Spojrzał na mundur Darii.
– Odpruła pani baretki. Dlaczego tamci oficerowie także to zrobili?
– Bo ta jedna jest najważniejsza.
– Nie znam jej, a baretki to jest moje hobby.
– Takie otrzymują piloci obiektów latających. Dostaliśmy je od Jacka.
– Widziałem podobną u zwiadowcy, on też miał tylko jedną. Mówił, że dostał od Zeni, generał Zeni. Nie znam żadnej generał o takim imieniu.
– Pozna ją pan, zapewniam pana, tylko że już nie służy w armii. Została zdegradowana i usunięta z szeregów.
Spojrzał na Darię, dopiero po chwili zapytał:
– Co takiego zrobiła?
– Powiedziała, gdzie ma generałów.
– A gdzie ma?
– Panie generale, jak mówi moja narzeczona Anne, lepiej, żeby pan nie wiedział.
Generał uśmiechnął się od ucha do ucha.
– Teraz uwierzyłem w to, co mi opowiadał ten zwiadowca.
– Chodźmy do techników i żołnierzy, którzy będą obsługiwać wyrzutnie. Powiem im dokładnie, na czym będzie polegało ich zadanie.
Do wieczora Jack instruował wojskowych inżynierów i pomagał w rozwiązaniu problemu zdalnego odpalenia rakiet. Narysował szkic celu. Nie mogli uwierzyć, że coś tak wielkiego może unosić się w powietrzu. Żołnierzom przekazał informacje o zadaniu. Późnym wieczorem pożegnał się z generałem i Darią. Trzeciego lipca mieli ponownie się spotkać.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości