Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ukryte zabójstwo
#91
− To jest Sawicka − stwierdziła po kilkakrotnym obejrzeniu.
Czip odszukał jej zdjęcia i potwierdził słowa Baśki.
− Dziesięć dni temu widziała Kępkę w dyskoncie. Musiała zobaczyć, że kupowała warzywa i owoce. Co prawda nie kupiła wtedy borówek, ale miała czas na przygotowanie się do zatrucia owoców − stwierdziła dość pewnym tonem i spojrzała na kolegów. Na jej twarzy pojawił się wyraz zadowolenia. Czekała na ich reakcję i ewentualną pochwałę.
− Jednoznaczne stanowisko − skomentował Nowocień. − Tylko że już jej nie ma na żadnych innych nagraniach. Sawicka była ubrana w strój sportowy i miała przy sobie tylko butelkę z wodą mineralną. Mogła wpaść na chwilę, biegała w okolicy i chciała uzupełnić płyny.
− Może się przebrała − powiedziała to jednak bez większego przekonania.
− No to poszukajmy − zaproponował Czip. Laluś dzisiaj znowu nie wykazywał większego zainteresowania. Balicka dała mu pstryka w ucho.
Przeglądali, ale niczego podejrzanego nie zauważyli. Twarze na nagraniach powtarzały się dość często. Niektórzy klienci odwiedzali dyskont codziennie. Kilka osób pojawiło się tylko raz, tak jak było to w przypadku Sawickiej. Szrama wrócił dopiero po czternastej. W czasie nieobecności kilkakrotnie dzwonił do Sanepidu. Nadal prowadzono badania próbek.
− Znaleźliście coś? − zapytał zaraz po przekroczeniu progu.
− Tak, Sawicka była w sklepie dziesięć dni temu − pochwaliła się Baśka. − Ale tylko ten jeden raz.
− To nie jest żaden dowód, ale na pewno jakiś ślad. Tylko tyle?
Spojrzała na niego z wyrazem zdziwienia. Odpowiedziała dość cicho:
− Tak.
Zadzwonili z Sanepidu i poinformowali, że nie wykryli atropiny. W sklepie jej nie było. To nie była dobra wiadomość dla przebiegu śledztwa. Z jednej strony klientom dyskontu nic nie zagrażało, ale z drugiej życie chłopca było w niebezpieczeństwie. Każdy się łudził, że mogło dojść do przypadkowego zatrucia borówek. Jedna porcja temu przeczyła.
− Zabójca Sawickiego przystąpił do działania, życie Zenonka jest zagrożone. Pozostaje jedno pytanie: czy ponownie uderzy? − zapytała Baśka i spojrzała na komisarza. Czekała na jego opinię.
− Nie ulega wątpliwości, że zamachowiec jest na tych nagraniach. Trzeba je ponownie obejrzeć − stwierdził Szrama. − Pojadę do szpitala. Baśka, wracaj do mieszkania. A wy oglądajcie kolejny raz. Potem schowajcie nagrania do mojego biurka. Obejrzę je, gdy wrócę.
Nim zaczęli ponownie oglądać, ustawili cztery krzesła wokół biurka Czipa. Przygotowali sobie popielniczki i przystąpili do pracy.
Po przyjeździe do szpitala Kowalski najpierw udał się do recepcji oddziału toksykologii. Dowiedział się, że nikt nie pytał o nazwisko Zenon Sawicki, ani o małego chłopca. Poprosił, aby nie udzielano informacji potwierdzających a jedynie negatywne w przypadku takich zapytań. Potem odszukał Monikę Kępkę. Przebywała wraz z synem w separatce. Ponieważ dziecko spało, zgodziła się porozmawiać ze Szramą. Ponownie się przedstawił:
− Komisarz Kowalski, sekcja zabójstw Komendy Głównej Policji. Na wstępie zadam pani osobiste pytanie. Czy Karol Sawicki jest ojcem dziecka?
Spojrzała na niego z wyrazem wielkiego zdumienia na twarzy. Szrama nie miał wątpliwości, Kępka była przestraszona.  Dopiero po chwili odzyskała głos.
− To jest moja prywatna sprawa, kto jest ojcem dziecka. − Pomimo tego, postanowiła nadal ukrywać nazwisko ojca swojego dziecka.
− Szkoda, że nie chce pani odpowiedzieć. Jeżeli jednak jest tak, jak myślę, to próba uśmiercenia dziecka może się powtórzyć. Jak pani widzi, przedstawiam sprawę jednoznacznie.
Milczała i bardzo intensywnie przyglądała się policjantowi. Zauważył, że zastanawia się nad jego słowami.
− Proszę mi wyjaśnić, dlaczego wymienił pan nazwisko Sawicki? Co to ma wspólnego z zatruciem syna?
− Ponad tydzień temu wznowiliśmy śledztwo w sprawie zabójstwa Karola. To powinno wystarczyć za wyjaśnienie. Odpowie pani?
Milczała. Spojrzała na śpiącego syna, a potem odwróciła się do komisarza. W końcu szepnęła:
− Tak, Karol jest ojcem Zenona.
Kowalski odetchnął z ulgą. Był pewny, że dalsza rozmowa będzie przebiegała dużo łatwiej.
− Proszę potraktować tę rozmowę jako oficjalne przesłuchanie. Pozwoli pani, że ją nagram, a protokół sporządzę później. Nie chcę teraz rozdzielić pani z synem.
− Proszę − odpowiedziała dużo spokojniejszym głosem. Nadal jednak patrzyła na komisarza podejrzliwie.
Szrama wyjął dyktafon i włączył. Nie spieszył się zbytnio, starał się zachować pozory rutyniarza, człowieka, który wie co ma robić.
− Kto wie, że Karol jest ojcem Zenona? Proszę wymienić wszystkie osoby.
Stosunkowo szybko odpowiedziała, spodziewała się tego pytania.
− Moi rodzice i szefowa Karolina Sawicka.
Zadawał pytania jedno po drugim, dość szybko. Nie zostawiał jej czasu na zastanawianie się nad odpowiedziami.
− Od kiedy?
− Rodzice zaraz, gdy się zorientowałam, że jestem w ciąży. Karol poprosił o moją rękę. Karolinę poinformowałam niedawno, było to dokładnie pierwszego listopada.
− Czy Zenon też wiedział?
− Nie.
− Syn nosi imiona Zenon Karol.
− Karol chciał, aby miał imię po dziadku.
− Jak zareagowała Karolina, gdy się dowiedziała o pani synie?
− Ucieszyła się. − Po raz pierwszy na ustach Kępki zagościł delikatny uśmiech. − Powiedziała, że musi go poznać. Zaprosiłam ją do siebie. Miała przyjść za parę dni, ale teraz nie wiem, kiedy wrócę do mieszkania. Spotkałam ją przypadkowo w tym samym sklepie, w którym kupiłam te borówki. Tylko że wtedy nie wiedziała jeszcze, kto jest ojcem chłopca.
− Co ona tam robiła?
− Karolina bardzo dba o sylwetkę i kondycję. Dużo biega. Wtedy zmieniła trasę, powiedziała, że często wybiera nowe, przypadkowo wpadła do tego sklepu po butelkę wody.
Szrama zauważył, że mówiąc o szefowej używa jej imienia.
− Dlaczego pani ukrywała nazwisko ojca?
− Pracuję w firmie Sawickich. Uznałam, że tak będzie lepiej.
− Podobno zgłosiły się kobiety twierdzące, że mają dziecko z Karolem.
− Podobno, też to czytałam. Tylko że ja znałam prawdę, to były naciągaczki.
Kępka odpowiadała bardzo spokojnie. Nie dziwiła się zakresem pytań, jakie zadawał komisarz.
− Czy robiąc zakupy w ciągu ostatnich dni, zauważyła pani kogoś, kto się pani przyglądał?
Nim odpowiedziała, na chwilę zamknęła oczy, jakby chciała sobie dokładnie przypomnieć.
− Nie, na pewno nikogo nie zauważyłam. Dlaczego ktoś chciałby śmierci mojego dziecka?
− Trudno mi na tym etapie odpowiedzieć na to pytanie − odpowiedział, unikając prawdy. − Dlatego musimy wrócić do przeszłości. Czy wie pani, dlaczego Karol opuścił dom rodzinny?
− Ojciec oskarżył go o kradzież kosztowności rodzinnych. Oczywiście tego nie zrobił, ale postanowił zamieszkać sam. Oboje byli impulsywni i uparci. Niewiele trzeba było, aby wybuchały awantury.
− Co dokładnie powiedział o tej kradzieży?
− Po prostu zginęło coś, nie mówił, o co chodziło, bo to dla niego nie było istotne. Na pewno Karolina gdzieś wsadziła i zapomniała. Mogła też schować przyrodnia siostra Karola, ona często bawiła się biżuterią mamy.
− Oczywiście zna ją pani?
− Magdę? Nie, może to dziwnie zabrzmi, ale nie miałyśmy okazji nigdy porozmawiać ze sobą.
− Czy po wyprowadzce Karol odwiedzał rodzinę?
− Nie.
− Zerwał całkowicie kontakt?
− Też nie, raz na kwartał spotykał się z macochą. Umawiali się w kawiarni w Arkadii. Karolina chciała wiedzieć, jak sobie radzi. Podejrzewam, że robiła to na prośbę męża.
− Jakie były ich wzajemne relacje?
Kępka zastanowiła się, chwilę trwało nim odpowiedziała.
− Trudno mi określić. Nie widziałam ich nigdy razem. Karol powiedział, że macocha jest OK. Nie kłócił się z nią, gdy mieszkali razem, a ona traktowała go jak syna. Parę razy widział się też z przyrodnią  siostrą. To raczej były przypadkowe spotkania. Porozmawiali kilka minut i poszli w swoją stronę. Tak bym je określiła.
− Czy ukrywaliście swój związek?
− Raczej nie. Spotykaliśmy się, wychodziliśmy do kina, teatru, na wspólne zakupy.
− A ze znajomymi?
Odwróciła się od komisarza, nachyliła nad synem i dotknęła ręką jego czoła. Pogłaskała po głowie i powróciła do rozmowy.
− Ja ich nie mam. Studiowałam za granicą. Karol miał kilku kolegów, ale poznałam tylko jednego. Marian Kapeć był jego najbliższym przyjacielem. Mieli wspólne plany na życie. Marian uruchomił własną odlewnię felg, a Karol je projektował. Nim mnie poznał, chcieli wyjechać na Zachód i tam zająć się wdrażaniem pomysłu. Już zorientowali się, że ta jednostkowa produkcja ma szansę przebicia się na rynku. Powinien pan zrozumieć, że syn chciał też coś osiągnąć bez pomocy ustawionego ojca. Zrezygnował z wyjazdu, ale nie ze swoich planów. Może gdyby wyjechał z Marianem, to by żył. Wiele myślałam na ten temat. To musiała być pomyłka. Powiązano go z gangiem, potem doszło do strzelaniny. Powiem szczerze, że nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Podano nazwisko Majcher i jeszcze jakieś. Nigdy nie słyszałem, aby Karol je wymienił. On ich nie znał.
− Czy Marian wyjechał?
− Chyba tak, raczej na pewno tak. Karol pokazał mi ich znak firmowy. Widziałam felgi z takim znakiem towarowym. Sprzedawali je na Allegro używając pseudonimu Maniuka, a to jest konto Mariana.
− Wspomniała pani o innych znajomych.
− Tak, koledzy ze szkoły. Nie utrzymywali bliskich kontaktów. Powiedział o nich jedynie, że prowadzili dość podejrzane interesy, więc ich unikał.
Kępka zaczęła się niecierpliwić, ale nie przerwała rozmowy-przesłuchania. Kowalski doszedł do wniosku, że nie uzyska nic więcej i podziękował jej za poświęcony czas. Poinformowała go, że będzie w szpitalu kilka dni. Ma zwolnienie lekarskie i zawiadomiła już szefową i kadry.
Kowalski wrócił do pracy, ale nikogo już nie zastał. Spakował dyski z nagraniami i zadzwonił do Balickiej. Nie odebrała. Postanowił podrzucić jej dyktafon.
Gdy wysiadł z windy w jej budynku, oddzwoniła.
− Dzwoniłeś, masz coś ciekawego?
− Już jestem pod twoimi drzwiami.
Otworzyła i zaprosiła do środka. Była okryta jedynie ręcznikiem, a na głowie miała drugi zwinięty w turban.
− Brałam kąpiel, gdy dzwoniłeś.
− Nie będę ci przeszkadzał, masz tu nagranie rozmowy z Kępką. Odsłuchaj i jeżeli będziesz miała pytania, to mi je nagraj. Przy następnym spotkaniu dopytam Kępkę. Spadam.
Nie zdążyła zaproponować mu kawy, od razu wyszedł i pojechał do domu.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
Reklama AdSense
#92
Nie ma to jak przeczytać dobry kryminał, dzieki za wstawkę i będę tu zaglądał częściej :)
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości