Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 4 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ukryte zabójstwo
#31
No cóż, tych byczków to całe ogromne stado. :(
Zdaję sobie sprawę, że przysparzam Wam wiele pracy, ale nie znoszę poprawiania tekstu. Jestem leniem.
i do tego ślepcem, połowę byczków nie dojrzę.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
Reklama AdSense
#32
X − Cmentarze

Kowalski wstał pół godziny wcześniej ze względu na konieczność podjechania do Balickiej . Po toalecie przyrządził szybkie śniadanie: jajecznicę z dwóch jaj i małą kawę. Zastanowił się, jak dwutygodniowy postój samochodu wpłynie na kondycję akumulatora. Ucieszył się, gdy silnik zaskoczył bez większych trudności.
Pięć minut później zaparkował przed apartamentowcem Baśki. Usiadł wygodnie w fotelu i obserwował ruch. Było wcześnie, przed szóstą. Stolica dopiero budziła się do życia. W mieszkaniu Baśki paliły się światła. Po chwili zgasły. Szrama stwierdził z zadowoleniem, że dobrze wyliczył czas. Teraz obserwował bramę wyjazdową. Gdy zobaczył toyotę, mrugnął światłami golfa i ruszył, kierując się w stronę komendy. Balicka jechała kilkanaście metrów za nim. Wjechali na teren komendy i skierowali się na wewnętrzny parking. Nie mieli problemu ze znalezieniem miejsc parkingowych.
− Teraz codziennie będę miała taką obstawę? − zapytała, gdy wysiedli z samochodów.
− Kilka dni na pewno. A co mówi twój chłopak na pracę w niedzielę?
− Pomarudził, ale już się przyzwyczaił. Doskonale wie, gdzie pracuję i co się stało.
− Może powinien zamieszkać u ciebie, przynajmniej przez najbliższe dni?
− Szrama, nie będziesz mi organizował życia. Jakbym uznała to za stosowne, już by mieszkał, albo ja u niego. Na razie nie mam zamiaru nikogo wpuszczać na stałe do mojego gniazdka.
− Spałbym spokojniej, gdybym wiedział, że jesteś w ramionach ukochanej osoby − powiedział, krzywiąc usta.
− To się nie wyśpisz i koniec tematu − odpowiedziała kategorycznie. Balicka nie znosiła, gdy ktoś poruszał w rozmowie z nią sprawy damsko-męskie. Narzeczony, mąż, rodzina, dzieci to były ulubione tematy jej babci i od pewnego czasu również mamy. Dostawała wtedy białej gorączki. Tylko ojciec starał się powstrzymywać teściową i żonę, ale z mizernym skutkiem.
W drodze do biura nie rozmawiali. Zastali już wszystkich, każdy trzymał w ręce kubek gorącej kawy.
− Kto wam zrobił kawę? − zapytał Kowalski.
Drab ruchem głowy wskazał na Czipa.
− A nam też zrobisz? − Teraz zwrócił się bezpośrednio do najmłodszego pracownika.
− Tam stoi termos, nalejcie sobie.
− Ja dziękuję, wypiłam rano.
− To o której wstałaś? − zapytał Laluś.
− Wcześnie, wy mnie tu nie zagadujcie, tylko bierzcie się do pracy. Rozumiem, że Laluś i Nowocień jedziecie do Radomia, ale reszta jest na miejscu − kończąc, wymownie spojrzała na Kowalskiego.
− Czip, pojadę z tobą na cmentarz, zobaczę te twoje zabawki. Za trzy dni jest Wszystkich Świętych, może już coś się nagrało. Wyruszymy, gdy wypiję kawę.
− Cmentarz jest otwarty od ósmej, mamy czas.
− Wyjedziemy o ósmej, mamy dwie godziny na odpowiednie przygotowanie się − odpowiedział Kowalski bardzo zadowolony z siebie. Balickiej ręce opadły, nie wiedziała jednak, co mogłaby im zlecić. Wykorzystał to Drabiński.
− Co mam robić, proszę o instrukcje − poprosił z niewinną miną.
− Wypij kawę, pomyślę chwilę.
Laluś spojrzał na tablicę, na której wisiały klucze od samochodów będących w dyspozycji sekcji. Chwilę się zastanowił i stwierdził:
− Te nasze nie bardzo nadają się na wyjazd w teren. Skoczę do Barana po jego bryczkę − dodał  z uśmiechem.
− Świetny pomysł − poparł go Nowocień. − Weź beemkę.
Wyszedł z pokoju, pogwizdując. Koledzy postanowili założyć się o to, czy wróci z kluczykami, czy też bez nich. Tylko Kowalski obstawiał powrót z tarczą, reszta była przekonana, że Baran nie da im swojej ulubionej bryczki. Już po trzech minutach w drzwiach pojawiła się dłoń Lalusia, dzwonił kluczykami.
− Trata tam, mam − oznajmił.
− Tak szybko? Bez walki? − zapytał Drab.
− Bez walki, ale z obietnicą.
Kowalski zaczął się śmiać.
− Czego rechoczesz? Obietnica dotyczy też ciebie.
− Coś mu powiedział? − zapytał Szrama, podejrzewając, że Laluś wykorzystał jego imię.
− Że potrzebny jest nam bardzo dobry samochód na wyjazd w teren, na ważne spotkanie.
− To wszystko? − Teraz dokładnie przyglądał się podkomisarzowi.
− No, wspomniałem jedynie, że ty potrzebujesz. Musiałem wzmocnić swoje argumenty. Gdy ich nie użyłem, to miałem wypierdalać z gabinetu, a po przedstawieniu odpowiedniej argumentacji... dostałem kluczyki.
− A te obietnice?
− Coś tam gadał, ale ja już nie słuchałem.
− Coś tam gadał − Kowalski powtórzył, a po chwili dodał: − No dobrze, skoro tak, to ta beemka jest nam stale potrzebna. Jasne? Lećcie do Radomia, macie być z powrotem przed trzynastą. Pojedziemy na obiad... beemką.
− Podali oficjalnie liczbę ofiar zamachu − powiedział Czip, który od kilku minut miał włączony laptop i przeglądał serwisy informacyjne.
− Nazwiska też? − zapytał Drab.
− Nie, tylko liczba ofiar i ich narodowość. Zamachowcy byli Syryjczykami, wśród ofiar jest jeden Ukrainiec i sami Polacy. Zginęły dwadzieścia cztery osoby, z czego jedna zmarła w szpitalu w wyniku odniesionych ran po samobójczym wybuchu.
Nowocień i Śliwiński szykowali się do wyjazdu, pozostali uruchomili swoje laptopy. Każdy czytał informacje. Przeglądali różne serwisy. Na stronę rządową nie mogli się dostać.
− Jedziemy − poinformował Laluś, ale nikt nie zwrócił na nich uwagi.
− Mam komentarz redaktora naczelnego „Tajnych śledztw” − powiedziała Balicka. − Poinformował oficjalnie, że uzyskał zgodę rodziny na upublicznienie informacji o śmierci Janusza Kołodzieja, dziennikarza śledczego tygodnika. Zapewnił, że Kołodziej w centrum przebywał prywatnie i nie wykonywał żadnych czynności służbowych. W porze obiadowej był częstym gościem jednej z restauracji Akwarium. Miał po prostu wielkiego pecha. W imieniu rodziny i swoim własnym prosi o uszanowanie prywatności. O dacie pogrzebu poinformują na stronie internetowej gazety. Zablokowali możliwość komentowania.
− Czy ktoś oglądał serwisy telewizyjne? − zapytał Kowalski.
− Ja, trochę − przyznał Czip. − Ale w końcu przestałem, nie mam zamiaru zaśmiecać sobie głowy spekulacjami.
− Jest komunikat dyrekcji centrum. Ponowne otwarcie nastąpi drugiego listopada... za trzy dni.
− Czyli ABW zakończyła oględziny − stwierdził Szrama. − I tak nie możemy tam wejść.
− Ciekawe, czy rzeczywiście tam jadał, czy to wybieg mający na celu ukrócenie spekulacji.
− Baśka, raczej wybieg. Gazeta nie przyzna się, nawet gdyby to była prawda, do służbowego pobytu Kołodzieja. Musieliby dużo zapłacić, a nie jestem pewny, czy ubezpieczyli swoich dziennikarzy. Nie będziemy tego drążyć, my wiemy, że był tam służbowo. Powinniśmy ustalić, gdzie będzie pochowany Adam.
− Ja to załatwię − zobowiązał się Drab. − Mam swoje źródła.
− Są pewne? − zapytał Szrama.
− Tak, nie przejmuj się, dam sobie radę.
− Dobrze, ale porozmawiamy, gdy uzyskasz te informacje.
− Nie ma sprawy.
− Czip, zbieraj się, jedziemy na cmentarz. A wy tu sobie pogadajcie.
Czekalski wyjął z szafy dwie walizki. Po pięciu minutach wraz z Kowalskim wyszli z pokoju.
− Jedziemy busem, jeżeli coś się nagrało, to obejrzymy na miejscu i podejmiemy decyzję, co dalej − poinformował Jacka, wsiadając do samochodu.
Przed cmentarzem zaparkowało już wiele samochodów.
− Będzie tłok, nie wiem, czy będziemy mogli zdjąć zabawki.
− Ludzie odwiedzają groby i robią porządki, nie będą się przyglądać. Pierwszego zacznie się rewia mody i wtedy rzeczywiście nie moglibyśmy zdemontować sprzętu − odpowiedział. − Prowadź.
Po kilkunastu minutach zbliżyli się do grobu. W pobliżu nie było nikogo.
− Ktoś już tu posprzątał i postawił dwa znicze. Wypaliły się do połowy, znaczy był tu wczoraj.
− Widzę, zabieraj, co masz zabrać, a ja się rozejrzę obok.
Kowalski odszedł kilkanaście metrów dalej i obserwował otoczenie. Czip bardzo szybko zdjął z drzewa zamontowane tam kilka dni temu kamerkę i czujnik. Po chwili miał komplet urządzeń.
− Idziemy − powiedział do Kowalskiego.
Obydwaj usiedli z tyłu busa. Kilka minut minęło, nim ujrzeli pierwsze nagrania.
− Jest kobieta z dzieckiem.
Przyglądali się zarówno kobiecie jak i małemu chłopczykowi.
− Ile ma lat? − zapytał Czip.
− Nie mam pojęcia, może dwa, może trzy. To nam wystarczy. Mamy ją. Jutro podjedziemy do kancelarii cmentarza i obejrzymy nagrania z monitoringu przed bramą. Może nam się poszczęści i zobaczymy, czym przyjechała. Nie ma wózka, a z takim berbeciem trudno spacerować bez niego. Mogła zostawić w samochodzie.
Czip przez chwilę przyglądał się kobiecie. Nie było to zbyt wyraźne nagranie, ale coś mu nie dawało spokoju. Kowalski zauważył jego zainteresowanie i dziwną minę.
− Mów, widzę, że coś ci nie pasuje.
− Ja ją chyba gdzieś widziałem, nie mogę sobie przypomnieć. Ta twarz gdzieś mi przemknęła. Wracamy, może zaskoczę, gdy wrzucę to na porządny sprzęt.
Po powrocie do firmy zastali dyskutujących ze sobą Baśkę i Draba.
− Mówię ci, że wśród grup są i takie, których członkowie przysięgają sobie braterstwo krwi.
− I co? Jak któryś zginie, to inni go pomszczą?
− Tak.
− Ale my nawet nie wiemy, czy to była grupa przestępcza.
− Nie wiemy, ale wszystko na to wskazuje: zabicie Majchra, natychmiastowa ucieczka z Polski. Zauważ, że te napady na jubilerów ciągnęły się kilka lat. Sprawcy posiadali broń, ale nigdy jej nie użyli. Nie zostawiali żadnych śladów, a najciekawsze jest to, że te łupy nigdzie nie wypłynęły. Tak, jakby je gromadzili.
− Szybko przypisałeś to Wosiowi i jego kompanom − zauważyła Balicka. − Na jakiej podstawie?
− Mój nos mi podpowiada. Fachowość i perfekcja idealnie do nich pasuje. Stołeczna też doszła do takich wniosków, ale nie znalazła żadnych dowodów.
Czip uruchomił na laptopie zabrane z cmentarza nagrania. Poprawił ich jakość i zaprosił Balicką.
− Ile lat ma to dziecko?
− Dwa i pół.
− Skąd wiesz? − zapytał Szrama, zdziwiony jej szybką, zdecydowaną odpowiedzią.
− Jestem ciocią, to powinno wam wystarczyć.
− Matka wiedziałaby dokładniej − nie omieszkał zażartować Drab. − Powin...
− Lepiej milcz, Drabie − przerwała mu. − Ładna dziewczyna, około dwudziestu pięciu lat.
− Ja ją gdzieś widziałem, ale nie mogę sobie przypomnieć.
− W aktach?
− Raczej nie, prędzej w Internecie.
− Przypomnij sobie, co oglądałeś. Zacznij od Sawickiej, nad nią straciłeś dużo czasu.
− Baśka, jesteś genialna. Pogrzeb starego Sawickiego, tam musi być.
Gdy Czip przeszukiwał Internet, Szrama usiłował znaleźć logiczne uzasadnienie pobytu dziewczyny na pogrzebie starego Sawickiego. Nie było jej przy pochówku młodego. Opiekuje się jego grobem, ale stara się to ukryć. Usiadł przy laptopie i przeglądał informacje dotyczące firmy Sawickiej. Zainteresowało go ścisłe kierownictwo koncernu. Znalazł jedynie nazwiska osób z piastujących wyższe stanowiska, nie zamieszczono fotografii. Nie podano także ich wieku.
− Mam! − krzyknął Czip. − Jest zdjęcie z pogrzebu. To ona, stoi w drugim rzędzie zaraz za Sawicką i jej córką.
Wszyscy nachylili się nad laptopem. Od razu rozpoznali dziewczynę.
− Czyżby należała do rodziny? − zapytał Drab.
− Nie sądzę, byłaby na pogrzebie syna.
− To niczego nie dowodzi, mogła być za granicą i nie zdążyła wrócić na ceremonię.
− Rzeczywiście, ale to dziecko mi nie pasuje. Jest sama na zdjęciu. Zauważ, że nie stoi obok niej żaden młody facet. Na cmentarz też przyszła z dzieckiem, nie towarzyszył jej mężczyzna. Myślałem, że znajdę ją na fotografiach firmy, ale tam nie zamieścili żadnych zdjęć.
Czip uśmiechnął się pod nosem.
− Zaraz ją namierzę, Internet to kopalnia wiedzy i plotek.
Kowalski usiadł przy biurku, postanowił poczekać na efekty pracy aspiranta. Długo nie odpoczywał. Do pokoju weszli Nowocień i Śliwiński.
− Szybcy jesteście − zauważył. − Samochód cały?
− Cały, fajna bryczka, załatwiłbyś nam takie cacko na stałe.
− Mieliśmy szczęście − zaczął sprawozdanie Nowocień. − Pomimo że dzisiaj mamy niedzielę,  od rana była otwarta kancelaria cmentarza na Firleju. Otwarta nie dla wszystkich, nas nie wpuszczono. Dowiedzieliśmy się, że to w związku z przygotowaniami do pogrzebu ofiary zamachu w Warszawie. Udaliśmy, że nie wiemy, o kogo chodzi. Bardzo miła pani powiedziała, że pogrzeb odbędzie się drugiego listopada i że jest na koszt Urzędu Miejskiego w Radomiu. Ona czeka na rodzinę, która ma wybrać miejsce i podpisać dokumenty.
− Obejrzeliście to miejsce?
− Tak, to jest bardzo duży cmentarz, a miejsce pochówku znajduje się na otwartej przestrzeni. Zanosi się na to, że to będzie nie tyle uroczystość, ale wielka manifestacja.
− Nie ma sensu cokolwiek nagrywać na cmentarzu − stwierdził Laluś. − Lepiej skupić się na obserwowaniu parkingu.
Kowalski zgodził się z Lalusiem. Nie był jednak do końca przekonany, czy uda im się cokolwiek ustalić.
− Ile tam jest parkingów?
− Dwa, na Ofiar Firleja i na Witosa. Ten drugi jest bliżej, jadąc od Warszawy. Główna brama jest jednak od Ofiar.
− Obstawimy oba, mamy trzy dni, aby dopracować szczegóły. Laluś, to twoja działka, ty będziesz  dowodził.
− Czy nie przywiązujemy zbytniej wagi do cmentarzy? − zapytała Balicka. − To mit, że morderca przychodzi na grób swojej ofiary.
− Mit mitem, ale jak na razie nie mamy żadnych innych punktów zaczepienia. W przypadku Sawickiego sprawdziło się, mam nadzieję. Teraz próbujemy z Kołodziejem. Nie namierzamy mordercy, staramy się ustalić, czy miał znajomą, a może przyjaciela.
Dalszą dyskusję przerwał im Czip.
− Monika Kępka, dwadzieścia pięć lat, absolwentka London School of Economics and Political Science. Po ukończeniu studiów została zatrudniona w firmie Sawickiego. Zajmuje stanowisko jednego z dyrektorów do spraw rozwoju strategicznego firmy.
− Od kiedy tam pracuje?
− Od czterech lat, zatrudnił ją stary Sawicki.
− Laluś, skocz do drogówki, zbierz jak najwięcej informacji o niej i wróć przed pierwszą, pojedziemy na obiad. Baśka, masz pierwszy trop.
− Co ją połączyło z młodym? Pracuje w firmie od czterech lat. Kiedy Karol wyprowadził się z domu rodzinnego?
− Dwa lata przed śmiercią, rok wcześniej, nim zaczęła pracę ta Kępka. Trudno nam będzie ustalić, czy w ogóle się znali. Tyle przeczytałem w aktach − stwierdził Nowocień.
− Ma dziecko, czyje?
− Poczekajmy, co przyniesie nam Laluś.
− Zdobyła wykształcenie w jednej z najbardziej prestiżowych uczelni. Nie miała problemów z zatrudnieniem u Sawickiego, szybko awansowała.
− A co na to żona? Znała ją, to nie ulega wątpliwości. Kępka nadal pracuje, Karolina Sawicka musi ją cenić. Tylko to dziecko. Trzeba zajrzeć do aktu urodzenia.
− Zarówno w naszych aktach, jak i w stołecznej nie ma o niej żadnej wzmianki.
Pomimo stwierdzenia, że nie znaleźli niczego w aktach na temat dziewczyny, ponownie je dokładnie czytali. Zajęło im to blisko godzinę, w końcu pojawił się Laluś.
− Mam jej adres. Mieszka w tej samej dzielnicy, w której wynajmował mieszkanie Sawicki. Jest właścicielką lexusa, nie ma żadnych punktów karnych. Ma syna i wiem, jak ma na imię. Zgadnijcie.
− Karol − pierwsza powiedziała Balicka.
− Pudło, ktoś jeszcze?
− Skoro ogłosiłeś konkurs, to musi mieć na imię Zenon − stwierdził Drab.
− Zenon Karol, i co wy na to?
− Czyżby to był syn starego? − zapytał Czip. − Dlaczego dała mu na drugie imię Karol? Czy ktoś ma jakąś koncepcję?
− Nie znam się na kobiecej logice − odpowiedział Kowalski i spojrzał na Baśkę. − Może ty masz jakieś wytłumaczenie.
− Nic nie przychodzi mi do głowy poza jednym. Dziecko przyszło na świat po zabiciu Karola. Jeżeli on miałby być ojcem, to dałaby mu jego imię. Ojcem musi być stary Sawicki, ale z drugiej strony jest żona. I nie mam pojęcia − przyznała, rozkładając ręce.
− Będziemy mądrzejsi, gdy zobaczymy akt urodzenia − stwierdził Drab.
− Nie będziecie  − zaoponował Laluś. − Nie doceniacie mnie. W akcie nie ma nazwiska ojca, jest pusta rubryka. Nie podała.
− Zenon żył, gdy urodziła. On jest ojcem − kategorycznie wypowiedział się Nowocień. − Nie widzę innej możliwości. Trzeba z nią porozmawiać.
− Za wcześnie. Jak sobie to wyobrażasz? Pójdziemy do niej i się zapytamy, kto jest ojcem jej dziecka? Nie jest głupia, pogoni nas i to z hukiem.
− Baśka ma rację, musimy mieć poważny pretekst do rozmowy. W tej chwili nie mamy nic poza stwierdzeniem, że opiekuje się grobem syna. Powinniśmy poznać powód opuszczenia przez syna rodzinnego gniazda. Wiemy, że ojciec był cholerykiem. Syn również mógł nim być i o konflikt nie było trudno.
− Sąsiedzi Karola uważali go za bardzo spokojnego i grzecznego młodego człowieka. Nigdy nie urządzał imprez w mieszkaniu, nie widzieli kobiet systematycznie go odwiedzających. Tylko jeden stwierdził, że widział go w towarzystwie bardzo ładnej i zgrabnej blondynki. Spotkał ich przypadkowo w centrum handlowym. Z ich zachowania wywnioskował, że dobrze się znali. To wszystko na temat jego związków z kobietami − wyjaśnił Drab. − Kępka jest brunetką.
− Czip, o ile dobrze kojarzę, znalazłeś jakąś wzmiankę o zgłaszaniu się potencjalnych matek, które rzekomo noszą dziecko czy też urodziły potomków Karola.
− Tak, ale podobno żadna nie poddała się testowi.
− Może to nie było prawdą. Może takie testy zostały przeprowadzone.
− Szrama, czy ty wiesz, ile laboratoriów robi takie badania? Setki. Szukanie ich to szukanie igły w stogu siana. Ponadto testy DNA są objęte tajemnicą lekarską.
− Wystarczy nam ustalenie, czy Karolina zleciła badanie na przykład... Kępki. Nie miałaby kłopotów z pobraniem materiału.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#33
(15-01-2017, 22:40)burak napisał(a): X.(Po co ta kropka?) − Cmentarze

Po toalecie przyrządził szybkie śniadanie: jajecznicę z dwóch jaj i małą kawę. Po wyjściu z domu podszedł do samochodu, nie był pewien, czy po blisko dwutygodniowym postoju golf odpali.

Gdy zobaczył toyotę, mrugnął światłami golfa i ruszył(przecinek) kierując się w stronę komendy.

− Teraz codziennie będę miała taką obstawę? ¬−(Dziwny myślnik powraca :D) zapytała, gdy wysiedli z samochodów.

− Wcześnie, wy mnie tu nie zagadujcie, tylko bierzcie się do pracy. Rozumiem, że Laluś i Nowocień jedziecie do Radomia, ale reszta jest na miejscu − kończąc(przecinek) spojrzała wymownie na Kowalskiego.

− Świetny pomysł − poparł go Nowocień. − Weź beemke(ę).

Wyszedł z pokoju(przecinek) pogwizdując. Koledzy postanowili założyć się o to( przecinek) czy wróci z kluczykami, czy też bez nich.

(akapit)Nowocień i Śliwiński szykowali się do wyjazdu, pozostali uruchomili swoje laptopy.

− Pomimo,(zbędny przecinek) że dzisiaj mamy niedzielę(przecinek)  od rana była otwarta kancelaria cmentarza na Firleju.

− Tak, to jest bardzo duży cmentarz, a miejsce pochówku znajduje się na otwartej przestrzeni. Zanosi się, że w ceremonii weźmie (weźmie udział?),(zbędny przecinek) co najmniej kilka tysięcy ludzi. To będzie wielka manifestacja.(Nie pasuje mi to określenie. Czy ceremonia ta ma mieć na celu – tak jak manifestacja – okazywanie uczuć lub poglądów? Raczej nie, zmieniłabym więc na coś innego, może "uroczystość" czy coś)

− Obstawimy oba, mamy trzy dni, aby dopracować szczegóły. Laluś(przecinek) to twoja działka, ty będziesz  dowodził.

Nie namierzamy mordercą(mordercy), staramy się ustalić, czy miał znajomą, a może przyjaciela.

− Monika Kępka, dwadzieścia pięć lat, absolwentka Londol("Londol" zamierzone czy miało być "London"?) School of Economics and Political Science.

− Dwa lata przed śmiercią, rok wcześniej(przecinek) nim zaczęła pracę ta Kępka.

− Mam jej adres. Mieszka w tej samej dzielnicy, w której wynajmował mieszkanie Sawicki. Jest właścicielką lexusa, nie ma żadnych punktów karnych. Ma syna i wiem(przecinek) jak ma na imię.

− Zenon Karol(przecinek) i co wy na to?

(...)Jeżeli on miałby być ojcem(przecinek) to dałaby mu jego imię. Ojcem musi być stary Sawicki, ale z drugiej strony jest żona. I nie mam pojęcia.(zbędna kropka) − P(p)rzyznała, rozkładając ręce.

− Czip, o ile dobrze kojarzę, znalazłeś jakąś wzmiankę o zgłaszaniu się potencjalnych matek, które rzekomo noszą dziecko,(zbędny przecinek) czy też urodziły potomków Karola.

− Szrama, czy ty wieszprzecinek) ile laboratoriów robi takie badania? Setki.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#34
Dziękuję.
Zaczynają się schody, autor ma chwilową pustkę w głowie. :(
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#35
Zapadła chwila milczenia. Nie bardzo wiedzieli, jak ugryźć temat Kępki.
− Pora na obiad. Ja pojadę swoim samochodem, wy weźcie beemkę. Ruszamy.
Opuścili biuro i udali się na parking. Po drodze dyskutowali, kto ma prowadzić. W końcu zdecydowali się na losowanie, wygrał Drab.
− Jak dzieci − skomentował Kowalski.
Na miejsce przyjechali jednocześnie. Po wejściu do restauracji Kowalski poprosił właściciela o rozmowę na osobności.
− Czy zauważył pan coś podejrzanego?
− Nie.
− Chcę panu coś pokazać i przeszkolić.
Przeszli do biura. Szrama po upewnieniu się, że szef przychodzi do pracy pierwszy i sam otwiera lokal, pokazał mu, w jaki sposób powinien upewnić się, czy nie miał nieproszonych gości. Poprosił o telefon, gdyby doszło do takiej sytuacji. Po kilku minutach dołączył do pozostałych.
− Wy jak zwykle nie poczekaliście na mnie. Głodomory.
− Nie marudź, tylko zamawiaj.
W trakcie obiadu nie poruszali spraw zawodowych. Dużo żartowali, a głównym ich obiektem był Drab. Rewanżował się, opowiadając anegdoty policyjne. Nadkomisarz słynął z bogatego repertuaru, poza tym był wspaniałym gawędziarzem. W pewnym momencie Kowalski całkowicie wyizolował się i rozmyślał nad prowadzonymi sprawami. Inni nie od razu to zauważyli.
− O czym myślisz? − zapytała Balicka.
− O niczym, bawcie się, nie przejmujcie się mną.
Balicka uznała, że została delikatnie spławiona. Lekko obrażona włączyła się do rozmów z kolegami. Dwie godziny później powrócili do biura. Nikt nie narzekał, że spędzają niedzielę w pracy.
− Czip, ustal, w jakich warunkach mieszka Kępka. Dowiedz się, kim są jej sąsiedzi. Musimy trochę ją poobserwować, nim podejmiemy rozmowę.
Czip nie od razu przystąpił do pracy. Spojrzał wymownie na Balicką. Szrama to zauważył i tylko uśmiechnął się pod nosem.
− Zrób to, czasami należy skorzystać z podpowiedzi... podwładnego.
Kowalski postanowił przejrzeć ogłoszenia o wynajmie mieszkań. Poprosił Lalusia, aby przypomniał mu adres dziewczyny. W końcu znalazł to, czego szukał. Jeszcze raz sprawdził adres Kępki. Teraz rozważał, czy plan, który wymyślił, przyniesie jakiś pozytywny rezultat. Wszystko jednak zależało od Balickiej. Zdawał sobie sprawę, że wykracza to ponad standardy pracy oficera śledczego. Po namyśle doszedł jednak do wniosku, że powinien spróbować.
− Jest do wynajęcia mieszkanie obok zajmowanego przez Kępkę. Na bardzo krótki okres, do miesiąca. Dwupokojowe, umeblowane, z wszelkimi wygodami.
Balicka przyglądała się Kowalskiemu dłuższą chwilę, nim powiedziała.
− Chcesz je wynająć?
− Tak, to byłaby dobra okazja do zaprzyjaźnienia się z nią.
− Ty się na pewno nie zaprzyjaźnisz. Myślisz o mnie, nie zaprzeczaj, dobrze wiem, do czego zmierzasz.
− Nie mogę ci tego zaproponować.
− Nie musisz, wchodzę w to.
− Nie tak szybko. Musimy się zastanowić, co nam to da.
− Szrama, nie pitol mi tu. Ty już masz jakąś koncepcję. Dobrze, posłuchaj mojej.
Pozostali porzucili przeglądanie akt i przysłuchiwali się rozmowie.
− Założyłam, że młody Siwicki został zamordowany, bo zagrażał wizerunkowi firmy. A jeżeli moje założenie nie jest słuszne? Może nie tylko chodziło o unikniecie kompromitacji, a o usunięcie z drogi spadkobiercy? Jeżeli założymy, że jest to dziecko starego, równie dobrze może być Karola, to ten motyw zbrodni jest nadal aktualny.
− To dlaczego nie zlikwidowała tego problemu już dawno? − zapytał Czip.
− Dwa zgony w jednej rodzinie w tak krótkim czasie byłyby bardzo podejrzane. Może być też tak, że Kępka do tej pory skutecznie ukrywa nazwisko ojca dziecka. Dlaczego go nie podała? Musiała mieć jakiś ważny powód.
− Podejrzewasz żonę?
− Tak, ciągle pęta mi się po głowie ten brylant. Tylko ona mogła go posiadać.
− Mamy cholerne szczęście z tym mieszkaniem − zauważył Drab.
− Mamy, wielu bogatych ludzi zainwestowało w mieszkania i teraz je wynajmują na kilka dni. Czysty pieniądz, nie zgłaszają dochodu, nie płacą podatku. Wypuszczą na kilka dni i najemca znika, a kasa zostaje. Musimy to wykorzystać.
− I co? Myślisz, że Baśka pożyczając szklankę cukru, zaprzyjaźni się z Kępką?
− Wszystko zależy od niej.
− Kiedy mam zamieszkać? − zapytała.
− Zadzwońmy, nie wiemy, czy mieszkanie jest wolne.
− Daj numer.
Kowalski podał jej kartkę. Po chwili uzyskała połączenie.
− Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia.
Rozmawiała kilka minut. Dowiedziała się, że praktycznie może wprowadzić się o godzinie dziewiętnastej. Balickiej zależało na szybkim wynajęciu, ponieważ przyjechała dzisiaj do Warszawy na trzytygodniowe szkolenie. Jest teraz w hotelu razem z ojcem, ale w takim wypadku będzie o dziewiętnastej.
− Załatwione, Drab jesteś moim ojcem, pojedziemy beemką, tylko musimy zmienić tablice rejestracyjne.
Kowalski pogrzebał w swojej szafie i wyciągnął dwie z krakowskimi numerami.
− Zamieńcie, a potem pojedźcie po ciuchy.
− Pomogę. − Nowocień wziął tablice i ruszył w kierunku drzwi.
− Drab, gdy już zakwaterujesz Baśkę, wrócisz tutaj.
− A kasa?
− Pójdę do Barana wyżebrać trochę gotówki − zaoferował się Kowalski.
Po dziesięciu minutach powrócił.
− Macie trzy tysiące, jak będzie mało, to dołożycie.
− Chyba cię pogięło. Dość, że zapierdalam tu od świtu do nocy, to jeszcze mam dokładać do tego interesu? Wybij to sobie z głowy, żona mnie zamorduje.
− Poradzimy sobie − wtrąciła się Balicka. − Mówiłam o wynajęciu mieszkania na trzy tygodnie. Nie będzie więcej kosztowało niż dwa i pół.
− Baśka, trzy. Reszta to koszty dodatkowe − uśmiechnął się Drab.
− Ja ci dam koszty dodatkowe. Wyliczycie się dokładnie, co do złotówki. Jeszcze mi tego brakuje, abym świecił oczami przed Baranem. Oczywiście chciałem pięć, ale on zawsze tnie na pół. Wywalczyłem trzy. Jedźcie.
Gdy tylko wyszli, Kowalski natychmiast sięgnął po papierosa.
− Palisz, a więc nad czymś myślisz − stwierdził Laluś.
− Zastanawiam się nad słowami Baśki. A jeżeli żona do tej pory nie wiedziała o dziecku, a dowie się za parę dni, to co waszym zdaniem zrobi?
− Chcesz jej podpowiedzieć?
− Nie, jeszcze nie, ale rozważam taką możliwość. Wszystko zależy od tego, czy Baśka nawiąże jakiś kontakt z Kępką. I co z tej znajomości wyniknie. Musimy rozważyć wszystkie opcje, łącznie z zapewnieniem bezpieczeństwa dziewczynie. Czip, pomyśl nad podglądem wejścia do jej mieszkania. Będziesz mógł wykorzystać zajmowane przez Baśkę.
− Pomyślę, gdy porozmawiam z Baśką. Dzisiaj już nie wróci. Poczekamy, aż zadzwoni.
− No dobrze, ja sobie podumam, a wy róbcie, co chcecie. Nie patrzcie na mnie, Baśka dowodzi.
Kowalski wygodnie usiadł na krześle, położył nogi na biurku i zaczął puszczać kółka z dymu. Czip przystąpił do przeglądania swoich walizek. Nowocień i Laluś poszli w ślady Kowalskiego.
Zadzwonił telefon.
− Komisarz Kowalski, słucham.
− Bronek, skoczcie do kryminalistyki. Przywieźli spalonego busa z dwoma trupami – usłyszał głos sekretarki Maniusia.
− Już lecimy.
Szybko odłożył słuchawkę na widełkach.
− Idziemy, mamy robotę.
− Co się stało? − zapytał Laluś.
− Prawdopodobnie mamy zabitych pracowników firmy, która prowadziła konserwację w Akwarium.
Pół godziny później czekali na spalony samochód. Gdy po godzinie został przywieziony na parking zakładu kryminalistyki, dowiedzieli się, że ofiary zostały już zabrane do instytutu medycyny sądowej.
− Gdzie go znaleźliście? − Kowalski zapytał  funkcjonariuszy kończących wyładunek.
− Był w lesie na Wilanowie, niedaleko ulicy Rybałtów. Dobrze ukryty. W busie znaleziono dwie ofiary. Od razu ustalono, że zginęli od strzału w głowę. Jak widzicie, tablic rejestracyjnych nie ma. Trochę nam zajmie ustalenie, do kogo należał.
− ABW już wie?
− Nie wiemy, nie było ich na miejscu. Na pewno niedługo tu przylecą.
− Zrobiliście oględziny?
− Szrama, za kogo nas uważasz? Zrobiliśmy i to bardzo dokładne. To byli fachowcy, nie zostawili żadnych śladów. Rozlali ropę, aby psy nie mogły podjąć tropu. Chcesz obejrzeć zdjęcia?
− Nie, skoro mówisz, że niczego nie ma, to ja na pewno niczego nie zobaczę.
Pomimo tej deklaracji Kowalski zajrzał do busa. Stwierdził, że został dokładnie spalony. Pozostały ślady po ułożeniu zwłok.
− Byli przykryci jakimiś szmatami. Nie mieli przy sobie żadnych dokumentów.
− Długo tam stał?
− Parę dni, ale to dopiero ustalimy.
− Nie przeszkadzamy, róbcie swoje.
Kowalski odszedł na bok i zapalił papierosa.
− Będziemy tu stać? − zapytał Czip.
− Tak, poczekamy na kawalerię. Pora rozpocząć rozgrywkę. Gdy przyjadą, udawajcie bardzo zainteresowanych busem.
Kowalski zastanawiał się, jaką przynętę przygotować dla oficerów ABW. W końcu wpadł na pomysł. Podszedł do współpracowników i poprosił ich na stronę. Kilka minut omawiali role, jakie każdy ma do wypełnienia. Gdy dopięli szczegóły, Laluś i Czip schowali się w budynku i obserwowali parking. Dopiero po godzinie od przytransportowania busa na parkingu pojawił się czarny volkswagen ABW. Wysiadło z niego dwóch oficerów i podeszło do busa. To byli ci sami, którzy przesłuchiwali Kowalskiego.
− Dobry wieczór, znowu się spotykamy panie komisarzu. Co pana tu sprowadza?
− Mnie? Jestem u siebie. Mamy do czynienie z podwójnym morderstwem, a to chyba nasza działka.
− Już nie, przejmujemy śledztwo.
Zadzwonił telefon w kieszeni komisarza.
− Przepraszam, ale muszę odebrać.
Odszedł niezbyt daleko i przyjął połączenie.
− Kowalski, słucham.
Nie odzywał się kilkanaście sekund.
− To na pewno on?
Ponownie słuchał, ta przerywana rozmowa trwała kilkadziesiąt sekund.
− Dobra, namierzcie samochód, to musi być ten menel.
Teraz udał, że powiedział zbyt głośno, kontynuował rozmowę bardzo cicho. Wrócił do oficerów, którzy udawali, że nie podsłuchują.
− Czip, wracamy do siebie, mamy trop. Przepraszam panów, ale obowiązki wzywają.
− Komisarzu, przypominamy, że my prowadzimy śledztwo.
− Oczywiście, wy macie swoje zadania, a my swoje. Do widzenia.
Energicznym krokiem poszedł do budynku, Czip równie szybko podążył za nim. Spotkali się z Lalusiem i Nowocieniem.
− Obserwowaliście ich?
− Oczywiście, podsłuchiwali i na pewno coś skojarzyli. Tak prawdę mówiąc, to nie namierzyliśmy tego menela. Kilka razy oglądaliśmy nagrania i ślad się urwał po jego wyjściu z centrum.
− Szedł w kierunku parkingu. Trzeba kolejny raz obejrzeć wszystkie samochody opuszczające parking. Musimy sprawdzić rejestracje aut prowadzonych przez mężczyzn w wieku od trzydziestu do pięćdziesięciu lat. Gdy posiedzimy w wydziale komunikacji, dolejemy oliwy do ognia. To nasze zadanie na jutro, od tego zaczniemy dzień.
Wrócili do biura i ponownie przeglądali nagranie Draba. W sumie wytypowali ponad sto samochodów. Zrobili zdjęcia. Gdy skończyli, pojawił się Drab.
− Opowiadaj.
− Mieszkanie jest wynajęte za dwa sto. Baśka już się wprowadziła. Właściciel mieszka dwa piętra niżej. Kupił to drugie w tym samym bloku dla córki, ale ona wyjechała do Stanów. Ma wrócić za pół roku, dlatego wynajmują na krótkie okresy czasu. Zbierają pieniądze dla córki.
− Jest obok czy naprzeciwko?
− Z boku.
− Czip, pomyśl, jak zamontować kamerkę.
− Chcecie nagrywać gości Kępki?
− Tak, od czegoś musimy zacząć.
− Czy drzwi mają judasza? − zapytał Czip.
− Tak, możesz umieścić zamiast niego.
− Ok, tak zrobimy.
Balicka zadzwoniła na komórkę Kowalskiego.
− Cześć, jestem już zakwaterowana. Jutro rano postaram się spotkać z dziewczyną w windzie. Teraz idę się wykąpać. Mogę się spóźnić do pracy.
− Ok, dobranoc.
To była bardzo krótka rozmowa, ale na dobrą sprawę nie mieli niczego do omówienia.
− Kończymy robotę, jutro zaczynamy normalnie... o ósmej − zdecydował Szrama.
Nie trzeba było im powtarzać, szybko pozamykali szafy i opuścili biuro.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#36
(17-01-2017, 21:26)burak napisał(a): Rewanżował się (przecinek) opowiadając anegdoty policyjne.

Teraz rozważał (przecinek) czy plan, który wymyślił (przecinek) przyniesie jakiś pozytywny rezultat.

− Mieszkanie sąsiadujące z mieszkaniem samotnej matki jest do wynajęcia (to zdanie jest nie do przyjęcia, warto je zmienić). Właściciel zamieścił ogłoszenie, że wynajmie ('do wynajęcia' – 'wynajmie'; same powtórzenia) umeblowany dwupokojowy lokal na krótki okres czasu (zły szyk – z obecnego wynika, że umeblowanie jest na krótki czas, a potem pewnie ktoś wynosi te meble). Określił go na maksimum jeden miesiąc.

Dlaczego go nie wpisała do aktu? (tak gwoli ścisłości; akt urodzenia sporządza urzędnik, to on wpisuje, a nie rodzic)

Czysty pieniądz, nie zgłaszają dochodu, nie płacą podatku.
Taka mała dygresja. Ktoś jest bogaty i nie chce płacić podatku? – Zwykłe sk...syństwo. Jeśli wynajmuje się mieszkanie z umową, to za każdą opłatę miesięczną powinniśmy otrzymać rachunek (paragon, faktura), można bowiem to wliczyć jako koszt uzyskania przychodu, a tym samym właściciel mieszkania musi odprowadzić podatek. Tak przynajmniej jest w cywilizowanych krajach, ale chyba nie w Polsce.

− I co? Myślisz, że Baśka pożyczając szklankę cukru (przecinek) zaprzyjaźni się z Kępką?

− Zadzwońmy, nie wiemy (przecinek) czy mieszkanie jest wolne.

− Załatwione, (raczej kropka) Drab (przecinek) jesteś moim ojcem, pojedziemy beemką, tylko musimy zmienić tablice rejestracyjne.

− Słucham, Komisarz Kowalski. (Raczej zła kolejność – najpierw się przedstawia, a potem się słucha. Takie są zasady: przywitanie, przedstawienie się/firmy, zaproszenie do rozmowy. Czyli "Dzień dobry, Dom Aukcyjny 'Korona', w czym mogę pomóc".)

Trochę nam zajmie ustalenie (przecinek) do kogo należał.

Gdy dopięli szczegóły (przecinek) Laluś i Czip schowali się w budynku i obserwowali parking.

To byli ci sami oficerowi (oficerowie – zjadłeś literkę), którzy przesłuchiwali Kowalskiego.

− Dobry wieczór, znowu się spotykamy (przecinek, bo dalej mamy zwrot w wołaczu) panie komisarzu.

Gdy posiedzimy w wydziale komunikacji (przecinek) dolejemy oliwy do ognia.

Gdy skończyli (przecinek) pojawił się Drab.

Zbierają pieniądze dla córki.
Biedna córeczka. Wyjechała do Stanów, a starzy muszą zbierać dla niej pieniądze. A córeczka wszystko trwoni w kasynie w Las Vegas. (taka dygresja)

To była bardzo krótka rozmowa, ale na dobrą sprawę nie mieli spraw (powtórzenie) do omówienia.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#37
Dzięki, poprawki naniesione.


XI − Samochód

Tradycyjnie Kowalski pierwszy zameldował się w pracy. O ósmej brakowało jedynie Balickiej.
− Trzeba podstawić jej samochód... z kierowcą. Kto może ją zabierać do pracy? − zapytał.
− Ja mam najbliżej − zgłosił się Czip. − Ale wtedy obydwoje będziemy się spóźniać.
− Nie szkodzi, byle się sama nie tłukła tramwajami czy autobusami. Dzisiaj sprawdzamy te samochody. Ja zostaję w komendzie i lokuję się w drogówce. Wy podzielcie się dzielnicami i sprawdźcie je w wydziałach komunikacji. Czip, przyniosłeś termos z kawą?
− Nie, dzisiaj jest normalny dzień pracy i nie ma luksusów.
− Szkoda. Idę do Barana przedłużyć licencję na samochód i może dostanę kawę.
Ostatnie stwierdzenie wywołało jedynie uśmiech na twarzach współpracowników. Czip zaczął dzielić fotografie aut wyjeżdżających z parkingu centrum Akwarium. Tylko kilka miało tablice rejestracyjne spoza Warszawy. Te zostawił dla Kowalskiego. Zdecydowana większość była zarejestrowana w tej dzielnicy, w której wybudowano Akwarium.
− Laluś, pojedziemy razem, mamy ponad pięćdziesiąt sztuk do sprawdzenia − zaproponował Czip.
− Ok, pośpiesz się, zabieramy beemkę.
− Chwila, ja wylosowałem − zaprotestował Drab.
− To było wczoraj. Lecimy.
Czip z Lalusiem bardzo szybko opuścili pokój. Drab zabrał zdjęcia i skierował się do wyjścia. W drzwiach zderzył się z Balicką.
− Gdzie są wszyscy? − zapytała Nowocienia, tylko on pozostał z biurze.
− Dzisiaj pracujemy nad kretami, pojechali do wydziałów komunikacji. Ja też już wychodzę i oczywiście zostawili mi cztery dzielnice. Szrama jest u Barana, zaraz wróci. Poczekaj na niego, chyba że chcesz parę fotek i Ursynów.
− Poczekam − odpowiedziała, prezentując idealnie białe uzębienie.
Nie minęło kilka minut, gdy do pokoju wpadł Szrama, niosąc szklankę kawy. W powietrzu uniósł się zapach świeżo zaparzonej używki.
− Jesteś. Otwórz biurko, wstawię tę szklaneczkę.
Baśka mocno zdziwiona posłusznie otworzyła drzwiczki. Kowalski wziął akta z biurka i zaczął nimi machać. Po chwili zapalił papierosa.
− Wybacz, ale muszę trochę zamaskować ten aromacik.
Nagle drzwi się otworzyły i do pokoju wpadła osobista sekretarka Barana.
− Gdzie jest kawa? Czułam zapach na korytarzu. Zakosiłeś ją z tacy, a była przygotowana dla szefa.
− Jaka kawa? − Udał wielce zdziwionego. − Nigdy mi nie robicie.
Balicka spojrzała na dziewczynę szeroko otwartymi oczami.
− Szrama nie przyniósł żadnej kawy.
Nie dała się zbić z tropu. Podeszła do biurka komisarza i otworzyła drzwiczki. Niczego nie znalazła. Stanęła bardzo zdziwiona, była pewna, że znajdzie tam szklankę.
− Nie wiem, jak to zrobiłeś − powiedziała i skierowała się do wyjścia. − Nie myśl, że drugi raz ci się uda − powiedziała na odchodnym.
Gdy wyszła, Balicka wyjęła szklankę i upiła łyk.
− Powodzi się Baranowi, Lavazza Crema.
− Podzielimy się na pół − zaproponował Szrama, widząc koleżankę przymierzającą się do drugiego łyku.
− Dobrze, zapomniałam zabrać kawę i też jestem na głodzie − zgodziła się na propozycję szefa.
Uczciwie odlała pół szklanki. Szrama rzucił się do swojej niczym zgłodniały wilk.
− Trochę kasy zostało, kupimy dla sekcji. Nie możemy być gorsi od Barana. Opowiadaj.
Balicka zreferowała wczorajsze zakwaterowanie i przystąpiła do opowiedzenia pierwszego spotkania z Kępką.
− Od siódmej warowałam pod drzwiami. Wyszła w pół do ósmej, prowadząc za rękę syna. Oczywiście wyskoczyłam z mieszkania i popędziłam do windy, którą zdążyła już ściągnąć na piętro. Przywitałam się, na co odpowiedziała. Potem trochę porozmawiałam. Zdradziła, że jedzie do pracy z małym, bo mają przyzakładowy żłobek. Jest to dla niej bardzo wygodne rozwiązanie. Nie wypytywałam się o szczegóły. Sama zorientowała się, że jestem jej sąsiadką. Zapytała, na jak długo wynajęłam mieszkanie. Gdy wysiadłyśmy, poszła na parking, a ja na przystanek.
− Ciekawe, o której będzie wracała. I tak nie możesz ciągle spotykać jej w windzie. Czip zainstaluje ci podgląd korytarza, wykorzysta judasza. Pójdziesz ze mną, pogrzebiemy trochę w drogówce.
Kowalski zabrał fotografie, które mu zostawili, i zaprosił Balicką. Udali się do sekretariatu dyrektora biura. Musieli poczekać pół godziny, nim ich wpuszczono.
− Komisarz Kowalski i komisarz Balicka z wydziału kryminalnego − zameldował po wejściu.
− Co kryminalny chce od nas?
− Inspektorze, chcemy sprawdzić kilku właścicieli samochodów.
− Nie zawracajcie mi głowy. My się tym nie zajmujemy.
− Nie zajmujecie, ale macie możliwości.
− Kowalski, powiedziałem już. Możecie odejść.
− Inspektorze, bardzo proszę o możliwość zadzwonienia do nadinspektora Piechura.
Dyrektor biura spojrzał na niego bykiem, chwilę pomyślał, nim wykręcił numer zastępcy komendanta głównego.
− Macie szczęście, że sytuacja jest taka, jaka jest − powiedział, nim uzyskał połączenie.
Kowalski nie wnikał, co miał na myśli. Czekał na wynik rozmowy.
− Melduje się inspektor Witkowski. Są u mnie dwaj funkcjonariusze wydziału kryminalnego.
Nie usłyszeli odpowiedzi.
− Tak, komisarz Kowalski i komisarz Balicka.
Po dłuższym wysłuchaniu komendanta odpowiedział:
− Tak jest. Odmeldowuję się.
Ponownie przyjrzał się oficerom.
− Jesteście z sekcji zabójstw. Dobrze, udajcie się do pokoju trzysta pięć. Zgłosicie się do komisarza Jasińskiego. Z nim załatwicie to, co chcecie. Możecie iść.
− Dziękujemy, odmeldowujemy się.
Gdy dotarli do wskazanego pokoju, już czekał na nich komisarz Jasiński.
− Zadzwonił dyrektor i polecił mi wam pomóc. Co was interesuje?
Ponownie przedstawili sprawę, w której przyszli.
− Siadajcie przy tym biurku, tutaj jest baza danych. Gdy będziecie mieli problemy, powiedzcie. Pomogę wam.
Usiedli we dwoje i po krótkim zapoznaniu się z programem Balicka zaczęła wpisywać numery samochodów na fotografiach. Po uzyskaniu nazwiska i adresu właściciela sprawdzali jego prawo jazdy. Teraz mogli porównać z osobą uwiecznioną na zdjęciu.
− Ten numer rejestracyjny dotyczy mercedesa, a na zdjęciu mamy beemkę − stwierdziła Balicka. − Samochód jest zarejestrowany na niejaką Iwonę Sieniek. Kobieta ma prawo jazdy wydane osiem lat temu. Liczy sobie ponad sześćdziesiąt lat, a Drab sfotografował dwudziestolatka.
− Kradziona beemka i na fałszywym dowodzie. Przekażemy to stołecznej. To nie jest nasz człowiek. Spisz dane.
− Dlaczego nie nasz człowiek?
− Każdy policjant od razu zorientuje się, że w dowodzie jest inna marka samochodu, chyba że dowód jest przerobiony. Ale gdy wrzuci do komputera, to od razu mu wyjdzie. Nasz gość nie popełniłby takiego błędu . Sprawdź w wykazie skradzionych dokumentów.
Po chwili Balicka znalazła.
− Sieniek zgłosiła kradzież dokumentów rejestracyjnych trzy miesiące temu. Miałeś rację. Sprawdzę wszystkie numery.
Godzinę zajęło im dokładne dopasowanie zdjęć do dokumentów. Nie znaleźli nic podejrzanego.
− Możemy wracać − zdecydował Szrama, a następnie zwrócił się do komisarza Witkowskiego: − Dziękujemy za pomoc.
− Nie ma za co. − Witkowskiego w ogóle nie interesowało, co sprawdzali.
Wrócili do siebie. Kowalski chwilę pokręcił się po pokoju i w końcu oznajmił:
− Wyskoczę do sklepu, kupię sobie kawę.
− Kup i mi, tylko dobrą.
− Ok.
Gdy została sama i liczyła na chwilę spokoju, zadzwoniła jej prywatna komórka.
− Barbara, słucham.
− Cześć, Baśka.− Od razu poznała głos Michała Szlachty. − Nie zostawiłaś mi numeru, musiałem się natrudzić, nim go ustaliłem.
− Nie przesadzaj, zajęło ci to... powiedzmy dziesięć sekund.
Usłyszała śmiech w słuchawce.
− Nie przesadzaj, aż tak dobrzy nie jesteśmy. Chciałbym się z tobą spotkać, odnowić starą znajomość.
− Jestem w pracy, ja nie mogę tak bez powodu wyjść z roboty. Tu się pracuje.
− My też ciężko pracujemy, myślę o spotkaniu po pracy.
Balicka postanowiła zorientować się, czy Michałowi zależy na spotkaniu z nią, czy na uzyskaniu informacji.
− Po pracy nie bardzo mogę, jestem umówiona z narzeczonym.
− Narzeczony narzeczonym, a kolega kolegą. Nie znajdziesz dla mnie chwili czasu?
Przekonała się, że jednak na zdobyciu informacji. Nie zdziwił się nawet przez sekundę, że ma narzeczonego. Odniosła wrażenie, że musiał wiedzieć o Robercie. Zapaliło jej się ostrzegawcze światełko.
− Dzisiaj nie.
− No to może jutro?
− Pomyślę − dała mu do zrozumienia, że jest otwarta na ewentualne spotkanie. Teraz chciała uzyskać informację, jak bardzo mu na nim zależy.
− Nie masz co myśleć. Umawiamy się na osiemnastą, podjadę po ciebie.
− Ty wybrałeś godzinę, ja miejsce spotkania − postanowiła utrzymać rozmowę na poziomie umawiania się na randkę. − Przyjdź o osiemnastej do knajpki mojego kuzyna.
− Czy to ma być test? Nie jestem w stanie ustalić twoich koniugacji rodzinnych. Gdzie jest ten lokal?
− Restauracja „Pod śledzikiem”.
− Ok, będę czekał.  Do jutra. − Przerwał połączenie.
Balicka jeszcze raz przeanalizowała każde słowo Michała. Była pewna, że zależy mu na zdobyciu informacji. Z niecierpliwością czekała na powrót Kowalskiego.
Pierwszy zameldował się Drabiński.
− Pudło, niczego nie znalazłem. Gdzie jest Szrama?
− Poszedł po kawę, zaraz powinien wrócić.
Szrama przyszedł razem z aspirantem Nowocieniem. Zdążył poinformować szefa, że niczego nie znalazł.
− Poczekajmy na Lalusia, oni mieli najwięcej fotek.
− Szrama, zadzwonił Michał Szlachta. Bardzo zależy mu na spotkaniu ze mną. Nie powstrzymuje go nawet informacja, iż mam narzeczonego.
− Oo, ciekawe. Kiedy się z nim zobaczysz?
− Jutro o osiemnastej u kuzyna.
− Doskonale wybrałaś, podsyłamy ABW nasz lokal. Drab, masz coś?
− Nie.
Kowalski sięgnął po papierosa i usiadł przy biurku.
− Kupiłeś kawę?
− Tak... tak − odpowiedział zamyślony. Po chwili dodał: − Jak Czip nic nie znajdzie, to zaczynamy od nowa przeglądać nagrania. Chyba popełniliśmy błąd. Kulejący facet, menel wsiada do samochodu i odjeżdża jak nigdy nic? Ktoś go zabrał.  Tym razem zwracamy uwagę na kobietę i pasażera. Będziemy przeglądać bardzo dokładnie, od pierwszego kadru, w którym pojawi się dany samochód. On tam musi być! − prawie krzyknął, wkurzony na siebie. Nie mógł sobie darować popełnienia tak kardynalnego błędu.
Wrócili Czip i Laluś. Zaraz po przekroczeniu progu Laluś bezradnie rozłożył ręce.
− Czip, oglądamy kolejny raz. Wszyscy gapimy się w ekran i głośno komentujemy każdą uwagę, jaka rzuci się w oczy. Do roboty − Kowalski od razu przystąpił do działania.
Pięć minut później usiedli wokół biurka Czipa i zaczęli oglądać. Co chwilę gdy ktoś coś powiedział, cofali nagranie i ponownie śledzili dany pojazd.
− Stój! − Czip zatrzymał obraz. − Widzicie ten samochód? − zapytał Laluś. − Z tyłu ktoś siedzi, a gdy dojeżdża do Draba, jest już sama. Puść jeszcze raz.
Teraz zobaczyli dokładnie, że na pierwszym ujęciu widać siedzącego z tyłu pasażera. Po podjechaniu bliżej zobaczyli kobietę ubraną w kurtkę. Odwróciła delikatnie głowę, poprawiając włosy, zasłoniła twarz. Czip zwolnił szybkość odtwarzania, mogli zobaczyć tylne siedzenie, na którym coś leżało przykryte płaszczem.
− To jest on − zdecydowanie stwierdził Laluś.
− Zrób zdjęcia, kadr po kadrze. Baśka, skocz ponownie do drogówki, masz numer samochodu.
− Szrama, ta babka ma pod kurtką mundur ochroniarza. Czy ona nie jest podobna do tej, co wywołała atak?
− Zaraz odtworzę nagranie z monitoringu − powiedział Czip. − Będziemy mogli porównać. O ile pamiętam, możemy jedynie przyjrzeć się jej fryzurze.
− Dziwne − stwierdził Szrama. − Przecież byli świadkowie i ktoś mógł zeznać, że podeszła do wózka. Na pewno ABW chciało ją przesłuchać. Nie sądzę, aby tego nie zrobili.
− Mogli ją przesłuchać. Miała kilkanaście minut na powrót. Wywiozła tego menela i natychmiast powróciła. W tym bałaganie nikt się nie zorientował. Poza tym to miało wyglądać inaczej, ona nie powinna podchodzić do tej trójki.
− Drab, zgadzam się z tobą, ale to mi nie gra. Gdy tylko wróci Baśka z adresem, natychmiast jedziemy do niej. Ona została wystawiona.
Czip odnalazł właściwe pliki. Nie potrzebowali dużo czasu, aby przekonać się, że to była ta sama pracownica ochrony.  
− Spierdoliłem robotę, kurwa, mogliśmy ją mieć w sobotę. − Kowalski sięgnął po paczkę papierosów, ale nie zapalił. Pozostali milczeli i powoli szykowali się do wyjścia.
Do pokoju wpadła Balicka.
− Mam jej adres!
Natychmiast wybiegli z pokoju. Kowalski zadzwonił do Maniusia. Jeszcze w drodze do samochodu uzyskał połączenie.
− Szrama, co się dzieje?
− Mamy trop, ale mam przeczucie, że będzie martwy. Potrzebna będzie ekipa techników i to najlepszych. Muszą zbadać mieszkanie i samochód. Podaję adres: Wilcza dwadzieścia dwa ce, mieszkanie osiem. My już tam jedziemy.
− Wyślę ekipy, gdy potwierdzisz. Nie wysyłam, bo ty masz przeczucie.
− Ok.
Na miejsce dotarli po dziesięciu minutach. Przed budynkiem zobaczyli samochód, który wcześniej oglądali na nagraniu.
− Laluś, obejrzyj go z daleka.
Śliwiński wysiadł z busa i przeszedł obok samochodu, zwracając szczególną uwagę na koła. Po chwili zawrócił i ponownie mu się przyjrzał. Machnął ręką, aby wysiedli. Sam ruszył w kierunku bramy, gdzie poczekał na pozostałych.
− Stoi kilka dni.
− Kurwa − zaklął Szrama. − Idziemy do mieszkania.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#38
(21-01-2017, 18:03)burak napisał(a): XI − Samochód

− Nie myśl, że drugi raz ci się uda − powiedziała na odchodne(na odchodnym).

Gdy wyszła(przecinek) Balicka wyjęła szklankę i upiła łyk.

(...) Gdy wysiadłyśmy(przecinek) poszła na parking, a ja na przystanek.

(...)Czip,(zbędny przecinek) zainstaluje ci podgląd korytarza, wykorzysta judasza.

Kowalski zabrał fotografie, które mu zostawili(przecinek) i zaprosił Balicką.

− Inspektorze, bardzo proszę o możliwość zadzwonienie(zadzwonienia) do nadinspektora Piechura.

Dyrektor biura spojrzał na niego bykiem, chwilę pomyślał (przecinek)nim wykręcił numer zastępcy komendanta głównego.

Po dłuższym wysłuchaniu komendanta,(zbędny przecinek) odpowiedział:

Ponownie przyglądał(przyjrzał) się oficerom.

(...)Ale gdy wrzuci do komputera, to od razu mu wyjdzie. Nasz gość takiego błędu nie popełniłby.(nie popełniłby takiego błędu – takiej wersji, jaką ty napisałeś, nie słyszałam jeszcze nigdy w życiu :D) Sprawdź w wykazie skradzionych dokumentów.

− Możemy wracać − zdecydował Szrama, a następnie zwrócił się do komisarza Witkowskiego.(dwukropek zamiast kropki) − Dziękujemy za pomoc.

− Cześć (przecinek) Baśka(kropka) − o(O)d razu poznała glos(głos) Michała Szlachty.

− Witaj(To raczej ona powinna witać jego, to on do niej zadzwonił :P), nie przesadzaj, zajęło ci to... powiedzmy dziesięć sekund.

− Narzeczony narzeczonym, a kolega kolegą. Nie znajdziesz dla mnie chwilę(chwili – wiem, że dialog, ale dla spokoju serca...) czasu?

− Nie masz,(zbędny przecinek) co myśleć. Umawiamy się na osiemnastą, podjadę po ciebie.

− Czy to ma być test? Nie jestem w stanie ustalić twoich koniugacji rodzinnych. Gdzie jest ten lokal.(znak zapytania zamiast kropki)

− Tak... tak − odpowiedział zamyślony. Po chwili dodał(dwukropek) − Jak czip(Czip) nic nie znajdzie(przecinek) to zaczynamy od nowa przeglądać nagrania.

Wrócili Czip i Laluś. Zaraz po przekroczeniu progu Laluś bezradnie rozłoży(rozłożył) ręce.

− Czip, oglądamy kolejny raz. Wszyscy gapimy się w ekran i głośno komentujemy każdą uwagę, jaka rzuci sie(ę) w oczy. Do roboty(kropka) − Kowalski od razu przystąpił do działania.

Pięć minut później usiedli wokół biurka Czipa i zaczęli oglądać. Co chwilę,(zbędny przecinek) (gdy/kiedy) ktoś coś powiedział, cofali nagranie i ponownie śledzili dany pojazd.

− Z tyłu ktoś siedzi, a gdy dojeżdża do Draba(przecinek) już jest sama. Puść jeszcze raz.

Odwróciła delikatnie głowę (przecinek)poprawiając włosy, Z(z)asłoniła swoją (zbędne) twarz.

− Będziemy mogli porównać. O ile pamiętam (przecinek)możemy jedynie przyjrzeć się jej fryzurze.

(...)Muszą zbadać mieszkanie i samochód. Podaję adres: Wilcza dwadzieścia dwa ce, mieszkania(mieszkanie) osiem. My już tam jedziemy.

− Kurwa − zaklął Szrama(zbędna spacja) . − Idziemy do mieszkania.

Podtrzymuję to, co mówiłam jakiś czas temu – że tekst składa się w głównej mierze z dialogów. Są to przyzwoicie zbudowane dialogi, owszem, ale trochę monotonnie mi się to czyta, nie fundujesz urozmaiconych odczuć. :p
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#39
Dziękuję, poprawię trochę później.
Co do Twojej uwagi – masz rację.
Zastanawiam się teraz, czy wrzucać kolejne fragmenty, czy sobie odpuścić.
Piszę ten tekst z tempem, w jakim Ty sprawdzasz. 
Można powiedzieć, że jest to zasadniczy kręgosłup, który będzie wymagał uzupełnienia.
No cóż, tak piszę. Nie opracowuję szczegółowego planu, nie mam scenariusza. Piszę to co wymyślę i idę dalej, póki dokładnie pamiętam, co napisałem i w jakim kierunku zmierzam. Czasami zmieniam myśl w trakcie pisania zdania, nie wszystko ponownie poprawię i pojawiają się proste błędy. Ja lecę dalej. Od czasu do czasu wracam do poprzednich fragmentów i coś dopisuję (tu już nie poprawiam, bo byś zwariowała).
Pozdrawiam
:fancy:
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#40
Pierwszy do drzwi podszedł Czip. Kowalski odsunął go na bok i przytknął nos do framugi. Wziął kilka głębokich wdechów.
− Baśka, ty masz lepszy węch.
Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Już miała coś powiedzieć na temat węchu, ale zrezygnowała. Przysunęła się do drzwi i wciągnęła powietrze.
− Ledwo czuję, ale to na pewno gaz. Zapewne małe stężenie − upewniła Szramę.
Kowalski zapukał raz, potem trzy razy i wyjął z kieszeni swój zestaw wytrychów. Nim ich użył, nacisnął klamkę, przekonał się, że drzwi były zamknięte. Po minucie pokonał główny zamek. Nacisnął klamkę i pchnął stalowe wrota.
− Niczego nie dotykajcie, a szczególnie wyłączników. Teraz wyraźnie czuć gaz − uprzedził. Spojrzał na Śliwińskiego i głową wskazał mu wejście do kuchni. Drzwi od niej były uchylone.
Weszli do mieszkania. Laluś skierował się we wskazanym kierunku i podszedł do kuchenki. Najmniejszy palnik był otwarty. Nałożył bawełniane rękawiczki i przekręcił kurek. W tym czasie pozostali rozeszli się po mieszkaniu. Kowalski wszedł do łazienki i zobaczył nagą kobietę leżącą w wannie. Jej głowa była całkowicie zanurzona. Wyszedł i wyjął komórkę, zadzwonił do Maniusia.
− Przyślij ekipę, jeszcze mam dobre przeczucia.
Wszyscy po kolei, poza Lalusiem, zajrzeli do łazienki. Nawet Balicka nie miała oporów. Przystąpili do pierwszych pobieżnych oględzin. Dla Balickiej by to pierwszy kontakt ze zwłokami. Widziała już kilka w trakcie szkolenia, ale nigdy podczas pracy. To było całkiem inne doznanie. Ostatkiem woli powstrzymywała nachodzące ją mdłości. Drab, widząc ją w tym stanie, lekko odsunął Baśkę od wanny. Pokazał Szramie ranę postrzałową po kuli. Kobieta otrzymała postrzał w prawe ramię, ale to było już dawno temu. Czip tylko rzucił okiem i wycofał się z łazienki. Nowocień przyglądał się denatce, a następnie utkwił wzrok na podłodze. Wskazał na butelkę leżącą obok wanny i na kałuże wody. Nikt nie zbliżył się na tyle, aby w nie wdepnąć. Byli doświadczonymi oficerami i podświadomie starali się tak poruszać, aby nie zadeptać jakichkolwiek śladów.
− Leży tu parę dni − stwierdził Szrama. − Niczego nie dotykajcie. − Kolejny raz upomniał ich.
Laluś zawołał Szramę. Gdy wychodził, spojrzał na Baśkę, powoli dochodziła do siebie. Była jeszcze bardzo blada.
− Na stole w kuchni leży kartka z ręcznie napisanym słowem: Przepraszam.
− Skurwysyn wrabia ją w podłożenie ładunków. Niczego nie dotykajcie.
− Nie musisz nam ciągle powtarzać, to nie są moje pierwsze oględziny miejsca zbrodni.
Kowalski podszedł do okna i dokładnie mu się przyjrzał. Mniejsza z futryn była odchylona.
− A to ciekawe − skomentował. − Czyżby popełnił błąd? Okno musiało być niedomknięte. Zawiał wiaterek i się uchyliło. Liczył na to, że gaz bardzo wolno, ale napełni mieszkanie i będzie bum. Laluś, wyjdź przed budynek i pokaż technikom samochód. Popilnuj ich trochę, może coś znajdą na miejscu, nim go zabiorą.
Balicka udała się do sypialni. Postanowiła odejść jak najdalej od łazienki. Łóżko nie było sprzątnięte, sprawiało wrażenie używanego i to dość intensywnie. Zajrzała do szuflady małego stolika.
− O kurczę, tu jest fotka tych zamachowców.
Kowalski natychmiast przyszedł do niej. Teraz obydwoje zaglądali do wysuniętej szuflady.
− Zamknij, dajmy się wykazać specjalistom.
Na przyjazd ekip czekali piętnaście minut. Do mieszkania weszło pięciu techników.
− Cześć, Szrama, więcej was tu nie mogło wleźć? Zadeptaliście wszystkie ślady.
− Wchodziliśmy ostrożnie, niczego nie zadeptaliśmy.
− Nie pierdol. Wypierdalać stąd! Zawołam, gdy ogarniemy trochę ten bajzel.
− Chodźcie, niech nasi eksperci wykażą się swoją fachowością. – Po chwili dodał z przekąsem. – Potem ich rozliczymy.
Wyszli przed blok, Baśka od razu zaczęła głęboko oddychać. Podeszli do samochodu, przy którym oprócz Lalusia stało czterech techników. Robili zdjęcia z zewnątrz, a potem przez szyby wnętrza pojazdu.
− Panowie, tam leży łuska.
Kowalski natychmiast podszedł bliżej i zajrzał do środka. Na podłodze oparta o wycieraczkę leżała łuska.
− Nie otwieraj − ostrzegł jeden z techników. − Nie zdjęliśmy odcisków. Zrobimy to u siebie, tu już robi się zbiegowisko.
Rzeczywiście w odległości kilku metrów stało kilka osób i komentowało działanie policji. Nadjechały dwa radiowozy. Policjanci odsunęli gapiów. Przyjechał samochód transportowy i rozpoczęły się przygotowania do załadunku. Tuż za nim pojawiła się czarna beemka, z której wysiadł ubrany po cywilnemu komendant Piechur. Podszedł do Szramy i zaprosił go do busa.
− Niech wszyscy przyjdą. Musimy pogadać.
Po zajęciu miejsc na pace Maniuś zadał pytanie:
− Jak namierzyliście tę kobietę?
− Dokładnie przejrzeliśmy nagrania. Ona wywiozła snajpera z parkingu.
− Dopiero dzisiaj doszliście do takich wniosków?
− Tak, kurwa, dopiero dzisiaj. Tracę węch.
− Nie tracisz. Nie przejmuj się, może to i lepiej, że dopiero dzisiaj. Mamy trochę czasu, aby to ogarnąć. ABW dowie się jutro, wykorzystajcie ten czas. Macie jakieś problemy?
− Tak, łuska w samochodzie dziewczyny. Prawdopodobnie zgubił ją i teraz kombinuje gdzie.
− Jak chcesz to rozegrać?
− Niech napiszą dwa protokoły oględzin. Jeden z łuską i całą dokumentacją i drugi bez niej. Będziemy mieli przynętę. Gdy łuska nie pojawi się tutaj, może go to uspokoić. W przeciwnym wypadku może się spłoszyć i nam zwieje.
− Wprowadzimy ABW w błąd, to nie jest dobre rozwiązanie. Mieliby czyste powiązanie dziewczyny z zamachem, a tak nie będą mieli.
− Powiązanie jest. Dziewczyna ma w szufladzie zdjęcie terrorystów. Chyba jej podrzucił, a raczej specjalnie nie zabrał. Nie przypuszczam, że nasi technicy coś wywąchają. To jest fachowiec wysokiej próby. Wiedział, że nagrywamy. Szybko ją usunął. Myślę, że zrobił to w nocy z piątku na sobotę. Ona go tu przywiozła, czekał na nią, aż wróci z pracy. Nie mógł dokładnie sprawdzić samochodu i mamy łuskę. Trochę się uspokoiłem, nie mieliśmy szansy dopaść go w piątek. − Przerwał na chwilę, widać było, że jest zdenerwowany. Ręką poszukał paczki papierosów, ale nie zdecydował się na wyjęcie. − Chociaż może i mieliśmy, gdyby, kurwa, ABW nas nie spławiło. Oni ją na pewno przesłuchali, ale niczego nie skojarzyli. Wiedzieli tyle samo, co my. Mieli zeznania świadków, my nagranie.
− Co zamierzasz robić dalej?  − zapytał Maniuś, nie reagując na stan emocjonalny komisarza. Doskonale go znał i wiedział, że to tylko pomoże w śledztwie. Wkurzony Kowalski był niczym podrażniony wilczur.
− Wynik badań niczego nowego nie wniesie do sprawy, nie będzie żadnych odcisków palców. Sekcja zwłok wykluczy użycie siły. My wiemy, że to morderstwo. Ciekawe, do jakich wniosków dojdzie ABW. Do rana mamy dostęp do materiałów zebranych przez techników. Fotka gówniarzy nas nie interesuje, to zmyłka. Niech nasza konkurencja to rozwiąże. Rano kolejny raz nas odsuną. My spróbujemy wywabić kreta.
− Nie powiesz jak?
− Nie, bo sam jeszcze dokładnie nie wiem. Na razie tylko nęcimy, ale nasze próby mogą spalić na panewce. Nie wiemy, czy ryba połknie haczyk.
Maniuś uznał, widząc zamyślonego Szramę, że teraz nic nowego się nie dowie. Spojrzał na Balicką, na jej twarzy widoczne były jeszcze oznaki dużego szoku, jakiego doznała, oglądając ciało ofiary. Ręce jej się delikatnie trzęsły, starała się to ukryć.
− A jak sprawa Sawickiego? − zwrócił się do Balickiej, chcąc skierować jej myśli na inne tory.
− Obserwujemy dziewczynę mającą powiązania ze starym Sawickim. Ma z nim, albo z młodym, dziecko. Szukamy pretekstu do przesłuchania. Ukrywa ojca dziecka trzy lata i nie możemy tak ni z gruchy ni z pietruchy do niej podejść. Podobnie jest z szefową firmy.  Jestem dobrej myśli.
− Jeden ma przeczucie, druga ma dobre myśli − zażartował. − Chyba do złych szkół chodziłem. No dobra, działajcie. Sprawę łuski biorę na siebie.
Maniuś opuścił samochód i po krótkiej rozmowie z przełożonym techników skierował się do samochodu. Nim wsiadł, podszedł do niego Szrama i jeszcze przez chwilę uzgadniali, co ma się znaleźć w protokołach. Gdy komendant odjechał, Kowalski pogonił swoich pracowników.
− Zabieramy się do roboty. Laluś, sprawdź, czy jest na ulicy monitoring, może go założyli w ostatnich tygodniach. My odwiedzimy sąsiadów.
− Dlaczego w ostatnich tygodniach? − zapytał Czip, który do tej pory raczej się nie odzywał. On też mocno przeżył widok nagiej kobiety w wannie, ale znacznie lepiej maskował swoje uczucia, niż zrobiła to Balicka.
− Bo na pewno nie wynajęłaby tu mieszkania, gdyby zobaczyła kamery.
Rozeszli się realizować zlecone zadania. Przesłuchania sąsiadów nie wniosły niczego do sprawy. Nikt nigdy nie widział, aby ktokolwiek odwiedzał zamordowaną. Nie poczuli też gazu. W trzech mieszkaniach nie zastali lokatorów i musieli na nich poczekać. Gdy w końcu mogli porozmawiać, okazało się, że też niczego nie zauważyli.  Jedyne, co większość potwierdziła, to fakt, że kobieta wprowadziła się pół roku temu. Nie utrzymywała z nikim kontaktów. Pracowała w firmie ochroniarskiej, z tego powodu rzadko spotykali ją na klatce schodowej. Pierwszy raz w mundurze zobaczyli ją dopiero trzy miesiące temu. Uznali, że wtedy podjęła pracę. Co robiła wcześniej, pozostało zagadką,
Kowalski rozmawiał jedynie z najbliższymi sąsiadami, a gdy skończył, wrócił do mieszkania denatki. Byli już obecni lekarze z prosektorium. Przygotowywano się do zabrania zwłok.
− Co możecie na szybko powiedzieć? − zapytał ich szefa.
− Była pijana, obok wanny leżała przewrócona półlitrowa butelka, prawie pusta. Musiała pić z gwinta.
− Czy znaleźliście oznaki walki?
− Nie, ale dokładnie to sprawdzimy. Jak na moje oko, za dużo wody było rozlane obok wanny. Czasami samobójcy w ostatniej chwili zmieniają zdanie i brak wody też jest podejrzany. Tutaj jednak było jej więcej, ale nikt niczego nie wycierał. Zostawiła kartkę, ale weszła do wanny rozebrana do naga. Różnie to bywa. Zrobimy precyzyjne badania.
− Kiedy będą wyniki?
− Za dwa dni.
− Potrzebuję na wczoraj.
− To sobie zrób.
− Dzięki.
Zostawił ich i wszedł do sypialni, w której przebywało dwóch techników.
− Macie coś?
− Porobiliśmy zdjęcia. Łóżko mocno potargane, musimy zabrać pościel do siebie. Teraz ci nic nie powiemy. Czekaj.
Tuż przed północą w mieszkaniu została jedynie sekcja zabójstw w pełnym składzie. Usiedli w kuchni.
− Szrama, czy nie wydaje ci się, że ta łuska została specjalnie podrzucona w samochodzie? − zapytał Laluś. − To zawodowiec i popełnił taki głupi błąd?
− Nie popełnił błędu.
− To dlaczego chcesz, aby ABW o niej nie wiedziało?
− Jeżeli podrzucił, to wie o tym tylko on. Gdy dotrze do protokołu oględzin i nie zobaczy łuski, zacznie coś podejrzewać. Niech główkuje. Nie mamy stuprocentowej pewności, czy rzeczywiście ją zostawił. Podłożył zdjęcia Syryjczyków, po co mu skierowanie nas na drugi trop? Ta łuska według mnie nie ma związku z zamachem, chce nas wysłać na manowce albo na pole, które może doskonale obserwować. Nie ułatwimy mu zadania. Spadamy, zaplombujemy mieszkanie.
Do swoich mieszkań powrócili grubo po północy.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 4 gości