Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ukryte zabójstwo
#21
(06-01-2017, 23:08)burak napisał(a): Rozdział VI − Pierwsze przesłuchania

− Tutaj nikt nam nie przeszkodzi, gdy będzie paliło się światło w gabinecie(zbędny przecinek) to od razu odwiedzi mnie stado gości. Zamknąłem się tu pół godziny temu, a dopiero od pięciu minut mam spokój. Siadaj(kropka) − w(W)skazał mu jedno z krzeseł. − I mów, co tam zobaczyłeś.

Szrama wyjął z kieszeni tablet i puścił pierwsze nagranie. Nadinspektor Piechur prosił o dwukrotne odtworzenie, a potem o kolejne nagrania. Pół godziny zajęło mu kilkakrotne obejrzenie fragmentów nagrań przygotowanych przez Szramę.

− Widzisz, Bronek, nie wiem. Od kul zginęły cztery osoby. Widząc to nagranie(przecinek) mogłem dopasować ofiary. (...) Po wybuchu sala wyglądał(a) już inaczej, jedno kłębowisko ciał.

(...)Oni nie przebierają w środkach,(zbędny przecinek) i nie mam pojęcie, kim są oni.

Maniek usmiechnął(uśmiechnął) się i zripostował:

(akapit)Po wejściu do biura zastał Balicką śpiącą na krześle, głowę miała opartą o akta.

− Nie śpię − powiedziała (przecinek)podnosząc głowę. − Opowiadaj.

− Nie wiem, zasugerował(przecinek) abyśmy ruszyli w teren.

− Brylant, oceniliśmy, że żona mogła go wręczyć Majchrowi, (zbędny przecinek)jako zaliczkę za zabójstwo.

− Ale będziemy mogli wykorzystać to w rozmowie ¬−(Znów ten dziwny myślnik) stwierdziła Balicka. Nie była jednak do końca przekonana(przecinek) na czym miałoby polegać to wykorzystanie.

Gdy skończył(przecinek) przyglądał(przyjrzał) się Balickiej.

(...)Potem będziemy zastanawiać się(przecinek) czy ten z wyceny jest tym ze zdjęcia, czy innego dowodu.

Do pokoju wszedł zastępca naczelnika nadkomisarz Szczygieł,(zbędny przecinek) zwany Pticą.

Pozostało mu to z dawnych czasów, gdy używał kreślenia „towarzyszu” (przecinek)a potem „obywatelu”.

− Kapitan Szlachta i kapitan Kobylański z ABW.(zbędna kropka) − P(p)rzedstawił siebie i kolegę starszy z nich.

Bardzie(Bardziej) spokojny był Kobylański, ten też przyglądał się z uwagą Szramie.

− Dlaczego? − Kowalski udał zdumienie, słysząc to pytanie. Po chwili odpowiedział: (myślnik) Jest oczywiste, że chcieliśmy zorientować się w sytuacji, aby móc zameldować przełożonym.

Panowie, nie mam zamiaru was pouczać, ale na przyszłość przygotujcie się do rozmowy. Macie mój raport, tam jest wszystko napisane. (zbędny akapit) Macie wątpliwości, zapytajcie. Słucham.

Gdyby przybyli dwie minuty później(przecinek) to nas wyciągaliby z tego pomieszczenia.

− Szrama, nim poprosili ciebie(przecinek) rozmawiali z naczelnikiem na twój temat. Ta rozmowa trwała trzy razy dłużej niż twoje przesłuchanie. Zobaczymy(przecinek) ile czasu zajmie im Balicka. Gdzie reszta pracowników?

− Jest kobietą, nie martw się. Ciebie też oleją tak jak mnie. Znalazłeś cos(coś) w internecie?

− Wzmiankę prasową o zaręczynach Sawickiego. Trzeba poszukać w archiwum gazety plotkarskiej. Jak tu skończymy(przecinek) to pójdę do redakcji poszperać.

Gdy wyszedł, zawróciła się do Kowalskiego.(dwukropek)
(...)Wszystko było dobrze przez zamachowców zaplanowane(przecinek) tylko przypadek spowodował wcześniejsze wydarzenia.

− Poczekamy(przecinek) co powie Czip.

Czip był przesłuchiwany pół godziny. Po powrocie zwrócił sie(ę) do Szramy:

− Komisarzu, prosimy bez zbędnych komentarzy. My tu jesteśmy od zadawania pytań ¬ −(Tu też są jakieś dziwne rzeczy zamiast myślnika. Nie mam pojęcia, czemu to się dzieje)wyjaśnił kapitan Kobylański.

− Jakie zadania ma w sekcji aspirant Czekalski.(znak zapytania zamiast kropki)
− Pytanie to nie dotyczy śledztwa, które prowadzicie. Ale skoro oczekujecie na nie odpowiedzi(przecinek) to proszę bardzo.

− Ci, którzy pana nie dopuścili(przecinek) powiedzieli, że nagrywał pan telefonem pasaż.

(...)Chyba,(zbędny przecinek) że chcecie je wykorzystać, (zbędny przecinek)jako dowód w sprawie.

− Nie, nie widziałem takiej potrzeby. Centrum funkcjonowało, to (przecinek)co nagrano, było na dyskach.

− Co tak(taka) cisza? − zapytał.

− Rzeczywiście coś się dzieje. Baśka(przecinek) załatw nam salkę u kuzyna.
− Już to zrobiłam. Jeżeli mamy zdążyć(przecinek) to musimy już iść.

Robi się naprawdę ciekawie. Czekam na rozwój wydarzeń. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#22
No to mamy efekt szybkiego pisania.
Ja szybko piszę, a nieBieski aniołek ma dużo więcej pracy :)

Poprawki naniosłem, dziękuję Vet :p
Edit
Kiedy przestaną mi się mylić aniołki :p
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#23
− Czy spotkasz się z tym swoim znajomym? − zapytał Kowalski, gdy już wyruszyli z parkingu.
− Nie wiem. Wydaje mi się, że będzie lepiej, gdy on pierwszy zadzwoni do mnie.
− Podałaś mu swój numer? − zapytał, nie ukrywając zdziwienia.
− Nie, jeżeli będzie mu zależało, to łatwo go ustali.
− Masz rację. Zjemy obiad i pojedziemy do ciecia z Akwarium. Po piętnastej musimy być w komendzie i wskoczyć w mundurki galowe. Ty i ja. Na szesnastą meldujemy się u starego.
− Po co?
− Nie wiem, tyle przekazała mi Teresa.
− Masz jakiś pomysł?
− Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to rola adiutantów na jakimś ważnym spotkaniu. Oficjalnym, dlatego mamy wskoczyć w zbroje.
− Zaczyna robić się ciekawie i... niebezpiecznie.
− Nie przesadzaj, ciekawie i owszem, ale to drugie odpada. Jesteśmy na miejscu.
Po przybyciu do restauracji okazało się, że dotarli jako ostatni. Przywitał ich kuzyn.
− Witam ponownie. Stajecie się moimi stałymi klientami.
− To się okaże, gdy zobaczymy menu − odpowiedział z uśmiechem Szrama.
− Dziękuję za salkę − Balicka szepnęła kuzynowi do ucha. − Dzisiaj bez alkoholu.
− Oczywiście, wiem, co się stało. Wszyscy są w szoku, a miało być tak bezpiecznie w kraju.
− Niech pan nie ufa politykom, a dobrze na tym wyjdzie − skomentował Szrama.
Gdy zasiedli za stołem w sali dla nich specjalnie przygotowanej, panowie już kończyli składanie zamówień.
− Dla mnie to co zwykle − powiedziała Baśka, zwracając się do kelnera.
− A dla mnie specjalność dnia − poprosił Kowalski. − I litr wody mineralnej.
Po wyjściu kelnera komisarz spojrzał na Czipa i kiwnął do niego głową. Ten wyjął z kieszeni detektor i sprawdził stół i wiszącą nad nim lampę.
− Powinno być czysto − zakomunikował.
− Czy wyście zwariowali? − zapytała Balicka. − Tu na pewno nie ma żadnej pluskwy.
− Teraz to wiemy − odpowiedział Szrama. − Zobaczymy, czy coś się zmieni w ciągu najbliższych kilku dni.
− Co podejrzewasz?
− Nie oszukujmy się. W ABW pracują też fachowcy. Dobrze wiedzą, że ten zamach jest podejrzany. Możemy porozmawiać. Czy coś ustaliłeś? − zwrócił się do Draba.
− Na temat zamachu nic. Mam za to mały, niewyraźny ślad na temat Majchra. Jeden z jego kompanów stwierdził, że kilka dni przed porachunkami widział u niego pierścień z dużym kamieniem. Majcher szybko go schował i wyjaśnił, że to pierścionek dla dziewczyny, zwykłe szklane cyrkonie. Kamień był osadzony w złocie i miał bardzo popularny kształt. Więcej na ten temat nie rozmawiali.
− Czyli mniej więcej wiemy, jak wyglądał. Nie wiemy natomiast, czy go spieniężył. Jeżeli nie, to musi gdzieś być. Czy Majcher miał dziewczynę?
− Podobno miał, ale gdy zginął, mój informator uciekł z kraju. Wrócił pół roku temu, zorientował się, że sprawa przycichła, ale grupa się rozpadła.
− Gdzie go spotkałeś? − zapytała Balicka.
Drab nie odpowiedział, nie miał w zwyczaju informowania o swoich źródłach. Znał je jedynie kierownik sekcji.
− Baśka, to nie jest istotne − wyjaśnił Kowalski.
− No to mamy kolejny grób, który powinniśmy odwiedzić.
− Nie liczyłbym na to − stwierdził Drab. − W tym środowisku szybko zapomina się o zmarłych. Nie są cennymi partnerami.
− Musimy szukać jakichś punktów zaczepienia − broniła się Balicka. − Powinniśmy przyjrzeć się bliżej Sawickiej. Jej firma kwitnie, a o niej samej niewiele wiemy.
Kelnerzy wnieśli zamówione dania i położyli rachunek. Laluś podniósł go i zaczął analizować.
− Dwieście czterdzieści złotych. Najbogatszy jest Kowalski, jego specjalność kosztuje pięć dych − powiedział z uśmiechem.
− Ale zobacz, jak pięknie wygląda i pachnie. Danie warte tej ceny.
− Dla ciebie każde jest warte ceny, nie wiesz, co to kuchnia domowa − stwierdził Drab.
− Nie znasz mojej specjalności. Gdy to wszystko się skończy, zaproszę cię na degustację moich mielonych z indyczego mięsa. Posmakujesz też żółte ziemniaczki. Do tego ogórki kwaszone własnej produkcji. Dopiero wtedy poznasz smak prawdziwej, domowej kuchni − odpowiedział, uśmiechając się od ucha do ucha.
Jego wypowiedź wywołała reakcję pozostałych, szybko nachylili się nad talerzami. Kowalski spojrzał na nich i machnął z rezygnacją ręką.
− Nie znacie moich możliwości.
− Bo nam nie dałeś szansy ich poznać − odpowiedziała rozbawiona Balicka. − Wracajmy jednak do śledztwa. Skoro wrócił jeden z grupy Majchra, może to samo zrobił ktoś od Zygmunta.
− Przestudiowałem wszystko na ten temat − rozpoczął Drab. − Stołecznej udało się ustalić jedynie skład domniemanej grupy, powtarzam, domniemanej. Nigdy na niczym ich nie złapano. Szefem był Zygmunt Woś, kolega ze szkoły podstawowej młodego Sawickiego. Marek Kudła był z kolei kumplem Wosia z podwórka, a z Januszem Wydrą razem chodzili do podstawówki i do technikum budowlanego. Wydra znał Sawickiego z podstawówki. I to wszystko. Czterech kumpli, którzy utrzymywali ze sobą kontakt od najmłodszych lat. Nikt z nich nie miał żadnej dziewczyny, nie bywali w knajpach. Nie byli notowani. Stołeczna od paru lat prowadziła śledztwo w sprawie włamań do jubilerów w Warszawie i okolicach. Tych włamań było kilkanaście. Dopiero po zabójstwie Majchra i jego kumpla zaczęto wiązać te dwa śledztwa i to tylko z jednego powodu: bardzo profesjonalnego przeprowadzenia włamań i braku jakichkolwiek informacji na temat grupy Zygmunta. To jedyna wspólna cecha. Jedyne fotografie, jakie są w aktach, to te z dowodów osobistych. Nie wyrobili sobie paszportów i to jest jedyny dowód na to, że mogą przebywać na terenie Unii. Za kilka lat dowody stracą ważność.
− Nie mieli rodzin? − zapytał Czip.
− Mieli. Rodzice Wosia pracują w zakładach Wedla. Syn wyprowadził się od nich dwa lata przed wyjazdem z kraju, wynajął mieszkanie i zamieszkał z kolegą... Markiem Kudłą. Zygmunt przynajmniej raz w tygodniu odwiedzał rodziców, opowiadał o swojej pracy na budowie i częstych wyjazdach z Warszawy. Wtedy wpadał do nich po miesiącu. Zawsze był wesoły, zadowolony z życia, czasami poprosił o sto złotych na bilet, po wypłacie zwracał. Sprawdzono, nigdzie nie był zatrudniony. Nie był zarejestrowany jako bezrobotny, nie składał deklaracji podatkowych. Podobnie pozostali. Marek Kudła opuścił rodzinne gniazdo pół roku przed Wosiem. Rodzice Kudły mają jeszcze trzy córki, najstarszy syn wyprowadził się, aby zrobić „miejsce” w domu. Tak to nazwali. Odwiedzał ich raz w miesiącu i przynosił pięćset złotych, część wypłaty. Pracował na... budowie.
− Wydra też pracował na budowie? − zapytała Balicka.
− Oczywiście, przy czym żaden z nich nie powiedział, w jakiej firmie budowlanej. Wydra mieszkał z rodzicami. Bardzo rzadko odwiedzał go kolega ze szkół, Zygmunt Woś.
− Skoro byli tacy tajemniczy, w jaki sposób powiązano ich z zabójstwem Majchra?
− To jest bardzo ciekawe. Na miejscu porachunków znaleziono zdjęcie wycinka prasowego informującego o zabójstwie Sawickiego. Uznano to za dowód świadczący o porachunkach gangów.
− Ale przecież to nie wskazało na grupę Zygmunta.
− Nie. W aktach jest nagranie informatora, który zadzwonił do oficera dyżurnego godzinę po strzelaninie. Powiem tylko tyle, że jest to montaż wypowiedzi dziennikarzy telewizyjnych, a jego treść jest mniej więcej taka: Kto zabił młodego Sawickiego? Zygmunt Woś, Marek Kudła. To wszystko. Stołeczna dokładnie sprawdziła nagranie, wykorzystano oryginalne nagrania. Pierwsza część pochodzi z pierwszego dnia po zabójstwie Sawickiego, a te dwa nazwiska... kilka dni przed strzelaniną. Ciekawe.
Zapadła cisza.
− Czy to nie mogłoby być dowodem w sprawie, umożliwiającym wystawienie listu gończego? − zapytała po chwili Balicka.
− Na pierwszy rzut oka tak. Ale z zeznania jedynego świadka, którego przesłuchano wynikało, że zabójcy mieli około stu siedemdziesięciu pięciu centymetrów wzrostu. Woś ma dwa metry, a Kudła metr sześćdziesiąt. Tylko Wydra ma wzrost, który odpowiadałby temu podanemu przez świadka.
− To, kurwa, nie trzyma się kupy − zaklęła Balicka. − Co tu jest grane?
Wszyscy, poza Kowalskim, rozłożyli bezradnie ręce. Kowalski ze smakiem konsumował danie dnia. Gdy skończył, stwierdził:
− Im więcej tego rodzaju informacji, tym lepiej.
− Co masz na myśli? − nie wytrzymała Balicka.
− Wiadomość została stworzona wcześniej, nim doszło do likwidacji Majchra. Z tego wynika prosty wn...
− Na pewno pochodzi od organizatora. Najpierw nagrał te dwa nazwiska, a potem dodał początek. Nie widział na oczy ani Wosia, ani Kudły.
− Słusznie, skoro to nie oni dokonali egzekucji, to kto? Masz nowy trop.
− Wrócimy do tego, zakończmy studiowanie informacji o Zygmuncie. Wszyscy utrzymywali kontakty z rodziną. Kiedy poinformowali ich o wyjeździe z kraju i jaki podali powód?
− Rano następnego dnia po zabiciu Sawickiego − odpowiedział Drab. − Z tego wynika, że musieli już wiedzieć, że zabił Majcher. Szybko się dowiedzieli.
− Czy ustalono, w jaki sposób?
− Nie, nie ma znaleziono żadnych dowodów. Jedynym dowodem jest zdjęcie wycinka prasowego.
− Czy nie wydaje się wam, że oni też zostali wmanewrowani w te porachunki? − zapytał Laluś.
− To kogo właściwie znał mocodawca? Nie widział na oczy rzekomych morderców. Ci z kolei wiedzieli, że Woś i Kudła byli przyjaciółmi Sawickiego. Dlatego podrzucili zdjęcie na miejscu porachunków. Ale z jakiego powodu Zygmunt z kolegami nazajutrz po śmierci kolegi podjęli decyzję o ucieczce z kraju?
− Istnieje tyko jedno, w miarę logiczne, wyjaśnienie. Uznali, że swoją działalnością nadepnęli na odcisk konkurencji. Chcieli po prostu natychmiast uniknąć podobnego losu.
− To oznacza, że młody Sawicki pomagał im w działalności i był aktywnym członkiem gangu.
− Baśka, stołeczna też przyjęła taką hipotezę. Sprawdzili wszystkie grupy zajmujące się włamaniami i handlem biżuterią. Niczego nie znaleźli − wyjaśnił Nowocień. − W tym środowisku przypuszczano, że likwidacja grupy, do której należał Majcher, to wynik zemsty przyjaciół młodego Sawickiego albo samego starego. Sprawdzono Zenona i to dokładnie. Nie znaleziono żadnych najmniejszych śladów kontaktu ze światem przestępczym jego lub kogoś z jego ludzi. Mało tego, żadna z grup nie miała pojęcia o działalności Zygmunta.
− Czy dokonano przeszukań mieszkań?
− Tak, ale dopiero po tygodniu. Tyle trwało ustalenie adresów. Wszystkie mieszkania były czyste. Te, które zajmowali Woś i Kudła, było już wynajęte innym lokatorom. Poprzedni zdali je właścicielce nazajutrz po zabójstwie Sawickiego. Oni działali bardzo szybko i profesjonalnie. Właścicielka żałowała, że straciła tak dobrych lokatorów, nie było na nich żadnych skarg, a czynsz za wynajem płacili zawsze w ustalonych terminach. Bez wahania oddała im półroczną kaucję.
− Młody Sawicki również płacił w terminie. Nie zalegał z żadnymi opłatami.
− Dbali o to, żeby nie rzucać się w oczy − stwierdził Laluś. − Bardzo porządni, bardziej niż ja. Mi czasami zdarzy się zapomnieć dokonać przelewu.
− Ustaw sobie stałe zlecenie − poradziła Balicka.
− Nigdy, muszę osobiście dbać o swoje interesy − odpowiedział z uśmiechem. − No, panowie, wyskakiwać z kasy. Dama zjadła zieleninę i nie musi płacić.
− Nikt za mnie nie będzie regulował rachunków.
− Dobry materiał na żonę. Ciekawe, czy po ślubie też będziesz tak uważała.
− Po ślubie to będę wydawała pieniądze męża − odpowiedziała z uśmiechem.
Zapłacili, tylko Szrama wyjął gotówkę, pozostali zapłacili kartą.
− Następnym razem płaćcie gotówką − poradził Kowalski.
Spojrzeli po sobie i dopiero po chwili zrozumieli uwagę szefa.
− Mogłeś powiedzieć wcześniej − stwierdził Czip.
− Mogłem, a teraz wracamy do zadań. Ja z Baśką jedziemy na Mokrą, Czip do redakcji brukowca, a wy według własnych planów. Spotykamy się przed szesnastą w biurze.
Przed wyjściem z restauracji komisarz poprosił właściciela na stronę i kilka minut z nim rozmawiał. Balicka czekała w samochodzie.
− O czym rozmawialiście? − zapytała, gdy zajął miejsce pasażera.
− O niczym istotnym − odpowiedział tajemniczo. Nie naciskała, tylko przez chwilę mu się przyglądała.
− Ruszaj.
Po piętnastu minutach zaparkowała przed znanym już im budynkiem. W ciągu dnia jego wygląd również sprawiał przygnębiające wrażenie.
− Będzie, czy nie będzie w domu? − zapytała.
− Raczej tak. Istotne jest, czy już został przesłuchany przez ABW. Oby tak było.
Wysiedli i poszli na pierwsze piętro. Nic się nie zmieniło, nadal na drzwiach wisiała tabliczka z trzema imionami. Zapukali. Po chwili usłyszeli kroki gospodarza i jego głos:
− Kto tam?
− Komisarz Balicka i komisarz Kowalski − cicho odpowiedziała.
Po otworzeniu zamków Bronisław Słodowy uchylił drzwi.
− Spodziewałem się waszej wizyty − oświadczył.
− Nie był pan jeszcze przesłuchiwany? − zapytał lekko rozczarowany Kowalski.
− Byłem, ale to było takie... amatorskie przesłuchanie. Czekałem, aż przyjdą fachowcy od zabójstw − wyjaśnił.
− Dlaczego amatorskie? − zapytała Balicka.
− Wie pani, pytali szybko i interesowało ich jedynie jedno: czy zauważyłem coś podejrzanego w ciągu ostatnich kilku dni. Powiedziałem, że nie i na tym się skończyło. Spieszyło im się, przesłuchali wszystkich pracowników ochrony, pracowników sklepów, dyrektorów centrum, sprzątaczki.
− No dobrze, my porozmawiamy trochę dłużej.
− Zapraszam do pokoju, mam już dwie papugi − pochwalił się.
Gdy zasiedli przy stole, rozpoczęło się nieformalne przesłuchanie.
− Panie Bronisławie, czy tydzień temu albo nawet dziesięć dni prowadzono na terenie centrum jakieś prace po godzinach otwarcia?
− Tak, w każdym tygodniu coś się dzieje, a to remont sklepu, a to konserwacja urządzeń. Tydzień temu prowadzono remont jednego butiku na początku pasażu. Zakończono go po trzech dniach. To było tylko odmalowanie sklepu. W tym samym czasie zaczął się przegląd instalacji nagłaśniającej. Trochę się przeciągał. Miał się zakończyć po trzech dniach, a zakończył się dopiero w środę.
− Kto robił ten przegląd?
− Tylko jedna firma ma prawo, robi to co pół roku, takie są wymagania centrum.
− Długo pan pracuje w ochronie?
− Siedem lat i to w Akwarium.
− Zna pan pracowników tej firmy?
− Nie wszystkich, co pół roku przyjeżdżają, ale czasami są nowi pracownicy.
− Jak było teraz? − dopytywał się Kowalski.
− Na początku było ich czterech, drugiego dnia podobno dwóch, ja miałem wtedy wolne. Trzeciego dnia znowu czterech, a ostatniego tylko dwóch.
− Widział ich pan wcześniej?
− Z tych czterech znałem trzech, a tych dwóch widziałem po raz pierwszy.
− Czyli w nocy z wtorku na środę pracowało tych dwoje?
− Tak, miałem wtedy nockę. Gdy kończyłem pracę o szóstej rano, ich samochód stał na parkingu.
− Jak wyglądał ten samochód? − zapytał Balicka.
− Biały bus, volkswagen. Cały był oklejony reklamami firmy.
− Na jakich rejestracjach?
− Krakowskich. Ta firma ma siedzibę w Krakowie. Więcej na jej temat dowiecie się w dyrekcji centrum. My otrzymujemy tylko nazwiska uprawnionych pracowników, godziny pracy, numery rejestracyjne samochodów.
− Czy w czasie ich pobytu wydarzyło się coś nietypowego?
− Nie − odpowiedział po chwili wahania. Balicka spojrzała na komisarza. Oboje zauważyli moment zwlekania z odpowiedzią.
− Może jednak coś − podpowiedziała Balicka.
− No nie wiem. Co godzinę pracownicy centrum nawiązują łączność z ochroniarzami spacerującymi wokół centrum i z tym, który jest w środku. Mają przykazane robić to dokładnie o wyznaczonej godzinie. Ja miałem dyżur na placu z tyłu centrum. Zadzwonili do mnie dwie minuty po czasie. Tylko tyle.
− Skąd pan wie?
− Wie pani, jak się chodzi całą noc, to czasami jest miłe pogadać z kimś. Ja chciałem zameldować, że schodzę do ubikacji. Ponieważ zostały trzy minuty do pełnej godziny, nie zgłaszałem się sam, czekałem. Spóźnili się o dwie minuty.
− Jakoś wytłumaczyli to spóźnienie?
− Nie, mi się chciało, no wie pani.
− Czy jest jakaś kolejność wywołań?
− Tak, najpierw zaplecze, potem parking, a na końcu wnętrze. Na nocnym dyżurze jest trzech spacerujących i dwóch siedzących na monitoringu oraz dwóch w budkach. Ci ostatni mają najlepiej.
− Czy koledzy też to zauważyli?
− Nie, rozmawiałem z nimi rano na zakończenie pracy. Powiedzieli, że wszystko było w porządku.
− Czyli przez godzinę nie macie ze sobą kontaktu. Czy tak?
− Tak, wie pan, to jest wygodne. Jak się ma dyżur na zewnątrz i pada deszcz, ci, co mają samochody chowają się w nich i nie ukrywajmy, kimają. Ja nie mam samochodu i zawsze chodzę. Chyba że jest ciepła piękna noc, to przykimam na ławce. Dowódcy wiedzą, że nie mam samochodu i z reguły dostaję plac. Tam są dwie budki, w których siedzą na stałe wartownicy. W czasie deszczu mam się gdzie schronić.
− Czy opowiedział pan o tych dwóch minutach agentom ABW?
− Nie, teraz sobie to przypomniałem.
− Jeszcze kilka pytań. O której to było godzinie?
− O czwartej.
− Kto wtedy miał dyżur w centrali?
− Maruszak i Trybuła. Trybułę znam długo, przyszedł do pracy pół roku po mnie. Maruszak dwa tygodnie temu.
− I od razu wylądował na monitoringu? − zapytała zdziwiona Balicka.
− To jest kobieta, ma gdzieś trzydzieści lat i podobno jest w ciąży. Dlatego w nocy siedzi czasami na dyżurce. Rzadko ma nocne dyżury. To był chyba jej pierwszy.
Oficerowie spojrzeli na siebie. Nie skomentowali.
− Ile kobiet pracuje w ochronie?
− Jedna trzecia, taki jest wymóg dyrekcji. Kobiety są potrzebne, gdy złapie się złodziejkę. Na każdym dyżurze jest przynajmniej jedna.
− Czy ta Maruszak dopiero tu zaczęła pracę w ochronie?
− Nie, podobno pracowała w konkurencyjnej firmie trzy lata. Musicie popytać w naszym biurze.
− Gdzie ono jest?
− W Poznaniu. Ja nigdy w nim nie byłem, przeczytałem o naborze pracowników w pośrednictwie pracy i się zgłosiłem. Resztę załatwiałem pocztą. Na pracę czekałem dwa tygodnie. Wiecie, ja mam emeryturę i nie muszą za mnie płacić ZUSu.
− Dziękujemy, musimy wracać do pracy. To chyba młode papugi? − zapytała Balicka,
− Tak − ożywił się Słodowy. − Chyba mnie przeżyją. Czy wyjaśnicie ten zamach?
− Na pewno, niech się pan nie martwi. Na pewno drugi raz tu nie zaatakują.
− Nie pozwolimy, dokładnie wszystko będziemy obserwować − zapewnił.
Wstali, zostali odprowadzeni do drzwi, przy których pożegnali się z gospodarzem. Po minucie odjechali sprzed budynku.
− No to mamy kilka śladów − stwierdził Kowalski. − I wiele do wyjaśnienia.
− ABW na pewno już ustaliła, gdzie był podłożony ładunek i jak się tam znalazł.
− Na pewno, ale o tym nam nie powie.
− Chcesz prowadzić równoległe śledztwo?
− Tak, albo my popełnimy błąd, albo oni. Dwa śledztwa powinny dać ten sam wynik. Gdy będą rozbieżności, to będzie coś oznaczało. Zobaczymy, teraz nie gdybajmy. Zbliża się piętnasta i musimy się przygotować na wizytę.
− Jesteś pewny, że gdzieś pojedziemy?
− Myślę, że się nie mylę. Naradzimy się razem, gdy już będziemy w komplecie w firmie. Nagrałaś rozmowę?
− Oczywiście, ty zresztą też.
Po przyjeździe do komendy udali się do szatni. Każdy funkcjonariusz miał prywatną szafkę, w której z reguły przetrzymywał mundur, zapasowe ubrania oraz środki czystości.  Tutaj się rozdzielili, Balicka poszła do damskiej łaźni, a Kowalski do męskiej. Nie spieszyli sie, umówili się na godzinę piętnastą trzydzieści. Pierwsza w pokoju pojawiła się Balicka i od razu została przywitana oznakami zachwytu.
− Gdzie to się panna wybiera? − zapytał Laluś.
− Jeszcze nie wiem, Szrama mnie zaprosił − odpowiedziała z niewinną miną.
W tym momencie wszedł wywołany. Groźnie spojrzał na podległych pracowników i przyłożył palec do ust.
− No wiesz − mimo tego zaczął Drab. − Na jaki bal zabierasz swoją lubą? − Nie wytrzymał i buchnął śmiechem.
− Mamy za pół godziny zgłosić się u starego, na pewno przyjdzie nam grać rolę adiutantów na jakimś ważnym spotkaniu. Tyle wiem.
Czip i Balicka po raz pierwszy zobaczyli Szramę w mundurze. Ilość baretek na piersi zrobiła duże wrażenie.
− Ile tego masz? − zapytała komisarz.
− Za dużo, strasznie niewygodna marynarka.
− Szrama ma chyba najwięcej w całej komendzie. Dają mu nawet za uśmiech, nie chcą oglądać jego gęby − wyjaśnił Drab.
− Czip, co ustaliłeś? − zapytała Balicka.
− Mam zdjęcie pierścionka zaręczynowego sprzed dwudziestu lat. Wygląda na to, że odpowiada temu z opisu uchola Draba.
− No, to już coś − odpowiedziała zadowolona Balicka. − Pokaż.
Czip pokazał na aparacie zdjęcie. Wszyscy obejrzeli z uwagą.
− Zaraz je wydrukuję.
Na tym zakończyli rozmowę na tematy służbowe. Teraz nastąpiła chwila relaksu polegającą na dokuczaniu Kowalskiemu. Dziesięć minut przed szesnastą Kowalski wstał i zaprosił Balicką do wyjścia.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#24
(08-01-2017, 13:05)burak napisał(a): − Nie, jeżeli będzie mu zależało(przecinek)to łatwo go ustali.

− Oczywiście, wiem(przecinek) co się stało.

Gdy zasiedli za stołem w sali dla nich specjalnie przygotowanej(przecinek) panowie już kończyli składanie zamówień.

Ten wyjął z kieszeni detektor i sprawdził stół i lampę nad nim wiszącą.(i wiszącą nad nim lampę)

− Na temat zamachu, (zbędny przecinek)nic. Mam za to mały, niewyraźny ślad na temat Majchera(Dotychczas odmieniałeś to "Majchra", jeśli dobrze pamiętam).

− Ale zobacz(przecinek) jak pięknie wygląda i pachnie. Danie warte tej ceny.

− Wracajmy jednak do śledztwa. Skoro wrócił jeden z grupy Majchra (przecinek)może to samo zrobił ktoś od Zygmunta.

− Stołecznej udało się ustalić jedynie skład domniemanej grupy, powtarzam(przecinek) domniemanej. (...)Dopiero po zabójstwie Majchera i jego kumpla zaczęto wiązać te dwa śledztwa i to tylko z jednego powodu ¬− (Znów ten dziwny myślnik. I zmieniłabym go na dwukropek, bo myślnik w środku wypowiedzi wprowadza zamęt) bardzo profesjonalnego przeprowadzenia włamań i braku jakichkolwiek informacji na temat grupy Zygmunta. To jedyna wspólna cecha. Jedyne fotografie, jakie są w aktach(przecinek) to te z dowodów osobistych.

(...)Zawsze był wesoły, zadowolony z życia, czasami poprosił o sto złotych na bilet, po wypłacie,(zbędny przecinek) zwracał. Sprawdzono, nigdzie nie był zatrudniony. Nie był zarejestrowany,(zbędny przecinek) jako bezrobotny, nie składach(składał?) deklaracji podatkowych. Podobnie pozostali. Marek Kudła opuścił rodzinne gniazdo,(zbędny przecinek) pół roku przed Wosiem.

(...)Wydra mieszkał z rodzicami. Bardzo rzadko odwiedzał go kolega ze szkół(przecinek) Zygmunt Woś.

− Skoro byli tacy tajemniczy, w jaki sposób powiązano ich z zabójstwem Majchera(Znów ta inna odmiana – wcześniej było "Majchra")?
− To jest bardzo ciekawe. Na miejscu porachunków znaleziono zdjęcie wycinka prasowego informującego o zabójstwie Sawickiego. Uznano, (zbędny przecinek)to za dowód świadczący o porachunkach gangów.

− Nie. W aktach jest nagranie informatora, który zadzwonił do oficera dyżurnego godzinę po strzelanianie(-ninie).

− Czy to nie mogłoby być dowodem w sprawie(przecinek) umożliwiającym wystawienie listu gończego? − zapytała po chwili Balicka.

− Na pierwszy rzut oka,(zbędny przecinek) tak. Ale z zeznania jedynego świadka, jakiego(którego – wypowiedź, ale muszę :p) przesłuchano wynikało, że zabójcy mieli około stu siedemdziesięciu pięciu centymetrów wzrostu. Woś ma dwa metry(przecinek) a Kudła metr sześćdziesiąt.

Gdy skończył(przecinek) stwierdził:

− Co masz na myśli? − N(n)ie wytrzymała Balicka.

− Wiadomośc(–ść) została stworzona wcześniej, nim doszło do likwidacji Majchera(Znów inna odmiana). Z tego wynika prosty wn...

− Z tego wynika, że musieli już wiedzieć, że zabił Majcher. Szybko sie(ę) dowiedzieli.
− Czy ustalono(przecinek) w jaki sposób?

(...) Te(przecinek) które, (zbędny przecinek)zajmowali Woś i Kudła, było już wynajęte innym lokatorom. Poprzedni zdali je właścicielce nazajutrz po zabójstwie Sawickiego. Oni działali bardzo szybko i profesjonalnie. Właścicielka żałował(a), że straciła tak dobrych lokatorów, nie było na nich żadnych skarg, a czynsz za wynajem płacili zawsze w ustalonych terminach.

− No(przecinek) panowie, wyskakiwać z kasy. Dama zjadła zieleninę i nie musi płacić.

− Po ślubie,(zbędny przecinek) to będę wydawała pieniądze męża − odpowiedziała z uśmiechem.

Przed wyjściem z restauracji komisarz porosił(poprosił) właściciela na stronę i kilka minut z nim rozmawiał.

W ciagu(ciągu) dnia jego wygląd również sprawiał przygnębiające wrażenie.

− Raczej tak. Istotne jest (przecinek)czy już został przesłuchany przez ABW. Oby tak było.

Wysiedli i poszli na pierwsze piętro. Nic się nie zmieniło, nadal na drzwiach wisiała tabliczka z trzema imionami. Zapukali. Po chwili usłyszeli kroki gospodarza i jego głos:

− Komisarz Balicka i komisarz Kowalski − cicho odpowiedziła(odpowiedziała).

Gdy zasiedli przy stole(przecinek) rozpoczęło się nieformalne przesłuchanie.
− Panie Bronisławie, czy tydzień temu,(zbędny przecinek) albo nawet dziesięć dni prowadzono na terenie centrum jakieś prace po godzinach otwarcia?

− Tylko jedna firma ma prawo, robi to, (zbędny przecinek)co pół roku, takie są wymagania centrum.

− Tak, miałem wtedy nockę. Gdy kończyłem pracę o szóstej rano(przecinek) ich samochód stał na parkingu.

(...)Mają przykazane robić to dokładnie o wyznaczonej godzinie. Ja miałem dyżur na placu z tył(tyłu) centrum.

− Wie pani, jak się chodzi całą noc(przecinek) to czasami jest miłe pogadać z kimś. Ja chciałem zameldować, że schodzę do ubikacji. Ponieważ zostały trzy minuty do pełnej godziny(przecinek) nie zgłaszałem się sam, czekałem.

− Tak, wie pan(przecinek) to jest wygodne. (...)Tam są dwie budki, w której(których) siedzą na stałe wartownicy.

Oficerowi(e) spojrzeli na siebie. Nie skomentowali.

− Tak.(zbędna kropka) − O(o)żywił się Słodowy. − Chyba mnie przeżyją. Czy wyjaśnicie ten zamach?

− Tak, albo my popełnimy błąd, albo oni. Dwa śledztwa powinny dać ten sam wynik. Gdy będą rozbieżności, to będzie coś oznaczało. (zbędny akapit) Zobaczymy, teraz nie gdybajmy.

− Jesteś pewny, że gdzieś pojedziemy.(znak zapytania zamiast kropki)

− Mamy za pół godziny zgłosić się u starego, N(n)a pewno przyjdzie nam grać rolę adiutantów na jakimś ważnym spotkaniu. Tyle wiem.

− No(przecinek) to już coś − odpowiedziała zadowolona Balicka.

Nie wspominałam o tym wcześniej, bo dopiero od niedawna zaczęło to jakoś szczególnie zwracać moją uwagę, ale ten tekst składa się niemal z samych dialogów. Rzecz jasna w sytuacji, kiedy tekst dotyczy tematyki kryminalnej i większą jego część stanowią przesłuchania lub dyskusje, nie da się uniknąć przewagi wypowiedzi. Niemniej uważam, że dałoby się spokojnie nieco wyrównać tę znaczącą dysproporcję między dialogami a opisami. Obecnie bohaterów lepiej poznać można tylko w wypowiedziach, a to trochę mało jak dla mnie. Moim zdaniem przydałoby się momentami akcentować gesty, mimikę, sposób mówienia, zachowania i takie tam. Obecnie zaczyna mi trochę tego brakować. :) Tyle ode mnie jak na razie, czekam na ciąg dalszy. :p
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#25
Dziękuję :p
A tak szybko mi się pisało :(
Dziękuję za uwagi, popracuje nad tym. Mam jednak taką przypadłość, że jak ruszę z tekstem, konkretnie z fabułą, to pędzę do przodu, żeby nie zapomnieć. Nie robię żadnych notatek.
Powinienem wrócić potem do tekstu, ale goni mnie nowa myśl.
Oj, przydałaby mi się jakaś asystentka, która ponaprawiałaby moje usterki. Szczególnie w zakresie obróbki dialogów i budowaniu ich tła  :D
A ja już popędziłem na spotkanie w BBN :(
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#26
Rozdział VIII − Delegacja

Pięć minut później oboje zameldowali się w sekretariacie komendanta głównego policji.
− Proszę poczekać − poinformowała sekretarka. − Komendanci zaraz wyjdą.
Podała im dwie koperty, na których figurowały ich inicjały, i powiedziała:
− Proszę zamienić identyfikatory oraz odznakę przynależności do służby.
W kopertach była także informacja o imieniu i nazwisku. Balicka została Anną Nowak, a Kowalski Pawłem Skorupą.
− Te dane personalne i wasze fotografie zostały już przesłane − powiedziała sekretarka, gdy tylko do kopert włożyli swoje. − Koperty zostaną u mnie, po powrocie zamienicie ponownie.
Obydwoje nie komentowali, zachowali się, jakby to było coś normalnego. Usiedli w fotelach i rozglądali się po gabinecie. Była to jednak gra pozorów. Balicka ukrywała zdenerwowanie pod maską ciekawości. Powoli docierało do niej, że rozpoczyna się bardzo poważna rozgrywka, której stawką może być jej życie. Kątem oka zerknęła na Kowalskiego, który starał się ukryć ziewanie. Był niewyspany i nie myślał zbytnio o nadchodzących dniach. Jego myśli skupiły się wokół zadań, jakie go czekają. W przeciwieństwie do swojej partnerki nie obawiał się o swoje życie, był zbyt doświadczonym policjantem wydziału kryminalnego. Wiedział jednak, że musi być ostrożny i czujny. Nie może dopuścić, aby jego współpracownicy popełnili błąd. Podjął już pierwsze kroki w celu zapewnienia bezpieczeństwa, dlatego rozmawiał z kuzynem Barbary. Miał nadzieję, że dowie się o zagrożeniu w odpowiednim momencie .
− Byłeś już tutaj? − szeptem zapytała Balicka, przerywając mu rozmyślania.
− Parę razy, po każdej wizycie musiałem brać igłę do szycia − równie cicho odpowiedział.
Otworzyły się drzwi, najpierw wyszedł Maniuś, a za nim główny komendant. Nadinspektor Piechur podszedł do Balickiej i wręczył jej mały neseser.
− Komisarzu, macie tego pilnować.
Komendant główny podał Kowalskiemu znacznie większą walizeczkę. Nie wyjaśnił, było oczywiste, że adiutanci noszą bagaże szefów.
− Jedziemy do Biura Bezpieczeństwa Narodowego, jesteście naszymi adiutantami. Na salę obrad nie wejdziecie, podobnie jak i inni asystenci zaproszonych gości. Poczekacie, aż narada się skończy. W jej trakcie zostaniecie wezwani przez sekretarza Szefa BBN, wtedy pani przekaże tę walizeczkę. To wszystko. Idziemy.
Opuścili gabinet i udali sie do podziemnego parkingu. Tam czekał na nich bus oraz dwa radiowozy. Rada Bezpieczeństwa Narodowego jest organem doradczym Prezydenta, członkami Rady są najważniejsze osoby w Państwie. Posiedzenie zwołuje Prezydent, które odbywa się w siedzibie Biur Bezpieczeństwa Narodowego. Oprócz członków Rady mogą w posiedzeniu wziąć udział zaproszeni goście. Otrzymali je dwaj komendanci główni policji.
− Wsiadacie razem z nami − poinformował nadinspektor Piechur.
Po piętnastu minutach zaparkowali na podziemnym parkingu BBN. Gdy tylko wysiedli, samochody opuściły parking, a oni zostali poddani kontroli. Ceremonia ta powtórzyła się jeszcze raz przed wejściem do sal konferencyjnych. Kilka minut później znaleźli się w sekretariacie Szefa. Tutaj się rozdzielili, Kowalski oddał walizkę Maniusiowi. Komendanci weszli na salę posiedzeń, a ich asystenci zostali zaproszeni do małego pokoju po przeciwnej stronie. Zostali sami.
Na stole stały szklanki,  talerzyki z paluszkami oraz buteleczki z wodą mineralną . Kowalski otworzył jedną i nalał do dwóch szklanek.
− Wypij − zwrócił się do koleżanki. − Trochę nam zejdzie. Mamy przynajmniej spokój i możemy odpocząć.
Balicka chciała już coś powiedzieć, ale zorientowała się, że Szrama dał jej do zrozumienia, aby milczała. Byli w jednym z ważniejszych  budynków i nie należało prowadzić tutaj dyskusji. Czekali blisko trzy godziny, wielokrotnie wstawali i krążyli po pokoju, ale nie rozmawiali. W końcu zajrzał do nich  młody cywil i poprosił, aby poszli za nim. Zaprowadził ich do gabinetu, w którym przebywał około pięćdziesięcioletni mężczyzna o śniadej twarzy.
− Siadajcie, macie coś dla mnie.
Balicka podała mu przez biurko neseser. Gospodarz otworzył go i wyjął tablet, walizeczkę zdjął z biurka. Uruchomił urządzenie, spojrzał na telefon, i wprowadził hasło, które zaraz zmienił na nowe. Po chwili oglądał nagrania sporządzone przez sekcję Kowalskiego.
− Pozwolicie, że obejrzę je najpierw sam, potem porozmawiamy.
Oglądał prawie czterdzieści minut. W tym czasie oficerowie dyskretnie mu się przyjrzeli. Miał już mocno posiwiałe włosy, które w przeszłości były kruczoczarne. Cera nosiła ślady długotrwałego pobytu w krajach o gorącym klimacie, teraz już zbladła. Wzrok bystry, na pewno nie używał okularów. W końcu podniósł oczy i spojrzał na Kowalskiego. Powiedział zdecydowanym głosem z ledwo wyczuwalnym, bliżej nieokreślonym akcentem:
− Ta pierwsza ofiara zamachu, to nasz oficer wywiadu major X. Nie podam nazwiska, bo to nie ma żadnego znaczenia. Zapoznacie się z historią jego służby. Tego, z kim się spotkał, znacie. Otrzymacie wszystkie informacje na temat dziennikarza, którymi dysponują nasze agencje − przerwał na chwilę i uważnie przyjrzał się komisarz Balickiej. − Otrzymaliście zgodę na prowadzenie śledztwa, ale siłami ograniczonymi do waszej sekcji. Prowadzicie równoległe dochodzenie do tego, które toczy się pod nadzorem ABW. Nie możecie jednak zdradzić się z tym faktem, a to oznacza, że będziecie podążać za nimi, a nie przed nimi. Czy to jest jasne, komisarzu... Skorupa?
− Tak, komu składamy wyniki naszej pracy? − odpowiedział spokojnym, lecz zdecydowanym głosem.
− Nadinspektorowi Piechurowi, gdy zajdzie ważna konieczność, spotkacie się na mieście, jedno z was, z majorem Bartosz.
Sekretarz szefa biura nacisnął klawisz na interkomie. Po chwili do gabinetu weszła młoda dwudziestoparoletnia blondynka. Podeszła do biurka i stanęła obok, przyglądając się oficerom. Doskonale wiedziała, po co została wezwana. Nie reagowała na spojrzenia Balickiej i Kowalskiego. Major Bartosz nie wyróżniała się urodą, była to dziewczyna, która nie ściągała na siebie uwagi mężczyzn. Jedynie oczy w kolorze niebieskim charakteryzowały się przenikliwością, ale potrafiła bardzo szybko ukryć swoje zainteresowanie inną osobą.
− To jest major Beata Bartosz, a to komisarz Barbara Balicka i komisarz Bronisław Kowalski. Myślę, że już się poznaliście.
Po tych słowach dziewczyna opuściła gabinet.
− Doskonale zdajecie sobie sprawę z wagi tego śledztwa.
− Tak jest − odpowiedział Kowalski.
− Mam nadzieję, że znajdziecie siedlisko kretów. Nie otrzymacie żadnych wyników czy postępów śledztwa prowadzonego przez ABW. Wasze ustalenia nie dotrą do nich. To mają być dwa niezależne śledztwa − ponownie powtórzył sekretarz. − To jest nasze pierwsze i ostatnie spotkanie.
Sekretarz podniósł neseser, otworzył go i z kieszeni marynarki wyjął pendrive’a, a następnie włożył do jednej z zakładek walizeczki.
− Na nim macie wszystkie najważniejsze informacje. Więcej nie otrzymacie, ale to nie jest ostateczna decyzja. Zdajemy sobie sprawę, że wasze możliwości techniczne są bardzo ograniczone. Liczymy jednak na pana i pański zespół. Powodzenia.
Zrozumieli, że to koniec rozmowy. Wstali i skierowali się do wyjścia.
− Zaczekajcie na swoich szefów, posiedzenie Rady jeszcze trochę potrwa.
Na chwilę się zatrzymali, ponownie odwrócili do sekretarza, ale on już chował do sejfu laptop. Wyszli z gabinetu, czekał tu na nich ten sam cywil i zaprowadził do pokoju, w którym poprzednio przebywali. Usiedli, Kowalski ponownie napełnił szklanki wodą i podał Balickiej.
− Interesujesz się sportem? − zapytał.
Spojrzała na niego zdziwiona, ale odpowiedziała:
− Nie, nie rozumiem, jak kilkadziesiąt tysięcy ludzi może siedzieć na trybunach i oglądać dwudziestu dwóch dużych dzieciaków ganiających bezproduktywnie po boisku.
− Ganiają za piłką, piłki nie widziałaś?  
− Nieważne, za czym ganiają, ale to nie ma sensu.
− To co robisz w wolnych chwilach poza ganianiem za ciuchami?
− Po pierwsze nie chodzę po butikach, a po drugie czytam. Lubię przeczytać dobrą książkę. Ubiegnę cię, nie czytam kryminałów, ani sensacji, fantastyki, fantasy, melodramatów...
− Rozumiem, czytasz encyklopedie.
Balicka szeroko się uśmiechnęła.
− Skąd ci przyszły na myśl encyklopedie?
− Po twoim wykazie, czego nie czytasz, już chyba nic nie zostało.
− Mylisz się, książki historyczne, podróżnicze, i wiele innych. Aktualnie jestem zafascynowana mitologią starożytną. Obracam się wśród bogów, a nie fascynatów szachami.
− Szachy to gra prawdziwych mężczyzn, nie są dla kobiet.
− A co to za bzdura? Kobiety też potrafią grać w szachy.
Kowalski specjalnie sprowokował tę rozmowę. Zdawał sobie sprawę, że sam pobyt tutaj, sposób przekazania informacji oraz zasady dalszego prowadzenia śledztwa mogą w końcu wywołać u Balickiej poczucie zagrożenia. Praca w stresie nie zawsze ma dobry wpływ na osiągane wyniki, chciał tego uniknąć. Nie każdy dobrze znosi dodatkowe obciążenie. Nie znał na tyle partnerki, aby móc ją zostawić samą. Spośród pracowników sekcji wiedział, że Drab, Laluś i Nowocień poradzą sobie. Dwoje najmłodszych stanowiło dla niego pewną zagadkę. Z drugiej strony wiedział, że Baśka jest bardzo ambitna i niechętnie, o ile w ogóle, poprosi o pomoc. Wolał dmuchać na zimne.
Kilkanaście minut trwała intensywna wymiana zdań na temat możliwości kobiet w zakresie abstrakcyjnego myślenia czy logicznego przewidywania zdarzeń, w tym wypadku ruchu pionów na szachownicy. Specjalnie prowokował Balicką. W pewnym momencie ta zorientowała się w grze szefa, już miała przejść do kontrofensywy, gdy do pokoju wszedł młody pracownik biura.
− Spotkanie dobiegło końca, większość uczestników już opuściło budynek. Proszę za mną.
Wyprowadził ich z budynku na podziemny parking. W busie czekali już komendanci. Nie zadali żadnych pytań. W milczeniu powrócili do komendy.
− Idziecie z nami − powiedział Komendant Główny. − Musimy chwilę porozmawiać w spokojnej atmosferze.
Po przybyciu do sekretariatu komendant przepuścił swoich gości, ostatni wszedł Maniuś.
− Siadajcie. − Wskazał im miejsca przy niewielkim stole. Sam usiadła za biurkiem i połączył się z sekretarką. − Pani Jadwigo, niech nam nikt nie przeszkadza, proszę też nie dzwonić, dziękuję.
Usiadł wygodnie i rozpiął kilka guzików przy marynarce.
− Gdy człowiek ma mało ruchu, to brzuch mu rośnie, ale wy, komisarzu Kowalski, ciągle utrzymujecie nienaganną sylwetkę. Gratuluję.
Kowalski jedynie delikatnie uśmiechnął się w odpowiedzi. Komendant głęboko odetchnął i poprawił się w fotelu.
− Mamy poważny problem, nie lubię takich sytuacji. Oficjalnie nie prowadzimy śledztwa, więc nie bardzo wiem, jak możemy wam pomóc. Musimy jednak dbać o swoich ludzi.
Na chwilę przerwał i sięgnął po karafkę z wodą.
− Napijecie się? − zapytał, nie czekał na odpowiedź tylko nalał sobie pełną szklankę. − W gardle mi zaschło, chociaż nic nie mówiłem. Sytuacja wygląda następująco: prowadzicie tajne śledztwo mające na celu wykrycie wszystkich organizatorów tego zamachu. Dowody, które już zebraliście, są niepodważalne. Z tym zgodził się Szef BBN i zlecił nam tę robotę. Wie o niej zaledwie kilka osób: prezydent, szef BBN, jego sekretarz i pracownica wywiadu. Z naszej strony my dwaj i wasza sekcja, komisarzu. I tak ma pozostać do końca. Zrozumieliście?
− Tak jest.
− Oficjalnie prowadzicie śledztwo w sprawie zabójstwa tego młodego Sawickiego, naczelnik wydziału nie ma prawa ingerować w to, czym się zajmujecie. Jeżeli napotkacie na przeszkody, których nie będziecie w stanie pokonać, zwrócicie się o pomoc do nadinspektora Piechura. Otrzymacie odpowiednie wsparcie, nasze lub BBN. Oby tych przeszkód było jak najmniej. Każda pomoc z zewnątrz grozi przeciekiem.  Poznacie życiorys naszego oficera wywiadu, który zginął pierwszy. To on był głównym celem. W materiale, który otrzymaliście, nie ma wszystkiego. Na przełomie 2006 i 2007 roku zlikwidowano WSI, wtedy stracono kontakt z majorem. Nikt nie wie, co się z nim działo od piętnastego grudnia 2006 roku do wczoraj. Co robił i gdzie przebywał do grudnia 2006, macie w dokumentach. Nie chcę niczego wam sugerować, ale wydaje się oczywistym, że to najprostszy trop do zamachowców. Co do wykonawców. Mieli od szesnastu do osiemnastu lat, konkretnie dziewczyna była osiemnastolatką. Do Polski przybyli z falą uchodźców cztery lata temu. ABW nie ma żadnych materiałów na nich, byli czyści i spokojni. Ich dane personalne i miejsca pobytu też powinniście otrzymać, ale ABW krąży wokół tego śladu bardzo blisko.
Komendant kolejny raz napił się wody.
− Teraz najważniejsze. To nie jest zwykłe śledztwo, z psów gończych możecie szybko stać się zwierzyną łowną. Uważajcie na siebie, jeżeli coś wyda wam się podejrzane, natychmiast meldujcie nadinspektorowi. Kowalski, jesteście odpowiedzialni za swoich ludzi, szczególnie za tę piękną młodą panią komisarz. Ma najmniejsze doświadczenie.
− Tak jest, komendancie.
− Marian, czy chcesz coś dodać? − zwrócił się bezpośrednio do swojego pierwszego zastępcy.
− Nie, Szrama doskonale sobie poradzi. To nasz najlepszy pies − dodał po chwili, rozładowując napięcie, jakie zapanowało w gabinecie.
− No to idźcie, jest już bardzo późno.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
Reklama AdSense
#27
(10-01-2017, 21:12)burak napisał(a): Rozdział VII − Delegacja

Podała im dwie koperty, na których figurowały ich inicjały(przecinek) i powiedziała:

Podjął już pierwsze kroki w celu zapewnienia bezpieczeństwa, dlatego rozmawiał z kuzynek(kuzynem) Barbary. Miał nadzieję, że dowie się w odpowiednim momencie o zagrożeniu.(że dowie się o zagrożeniu w odpowiednim momencie)

Gdy tylko wysiedli(przecinek) samochody opuściły parking, a oni zostali poddani kontroli.

Na stole stały szklanki, buteleczki z wodą mineralną oraz talerzyki z paluszkami. Kowalski otworzył jedną i nalał do dwóch szklanek.(Przesunęłabym "buteleczki z wodą mineralną" na koniec pierwszego zdania, tak żeby były po paluszkach. Obecnie dziwnie to brzmi, kiedy butelki są na początku, potem są paluszki, a potem Kowalski otwiera jedną)

W końcu do nich zajrzał(zajrzał do nich) młody cywil i poprosił, aby poszli za nim.

Uruchomił urządzenie, zajrzał do telefony(telefonu) i wprowadził hasło, które zaraz zmienił na nowe. P

− Tak, komu składamy wyniki naszej pracy? − odpowiedział spokojnym(przecinek) lecz zdecydowanym głosem.

− Nadinspektorowi Piechurowi, gdy zajdzie ważna konieczność(przecinek) spotkacie się na mieście, jedno z was, z majorem Bartosz.

Po chwili do gabinetu weszła, (zbędny przecinek)młoda dwudziestoparoletnia blondynka. Podeszła do biurka i stanęła obok(przecinek) przyglądając się oficerom.

Jedynie oczy w kolorze niebieskim,(zbędny przecinek) charakteryzowały się przenikliwością, ale potrafiła bardzo szybko ukryć swoje zainteresowanie inną osobą.

Na chwilę sie(ę) zatrzymali, ponownie odwrócili do sekretarza, ale on już był (zbędne) chował do sejfu laptop.

Spojrzała na niego zdziwiona, ale odpowiedziała(dwukropek)
− Nie, nie rozumiem(przecinek) jak kilkadziesiąt tysięcy ludzi może siedzieć na trybunach i oglądać dwudziestu dwóch dużych dzieciaków ganiających bezproduktywnie po boisku.

− To co robisz w wolnych chwilach,(zbędny przecinek) poza ganianiem za ciuchami?

− Mylisz się, książki historyczne, podróżnicze, (zbędny przecinek)i wiele innych.

Kilkanaście minut trwała intensywna wymiana zdań na temat możliwości kobiet w zakresie abstrakcyjnego myślenia czy logicznego przewidywania zdarzeń, w tym wypadku,(zbędny przecinek) ruchu pionów na szachownicy.

Po przybyciu do sekretariatu,(zbędny przecinek) komendant przepuścił swoich gości, ostatni wszedł Maniuś.

− Siadajcie(kropka) − w(W)skazał im miejsca przy niewielkim stole.

− Gdy człowiek ma mało ruchu(przecinek) to brzuch mu rośnie, ale wy(przecinek) komisarzu Kowalski(przecinek) ciągle utrzymujecie nienaganną sylwetkę. Gratuluję.

− Napijecie się? − zapytał, nie czekał na odpowiedź(przecinek) tylko nalał sobie pełną szklankę. − W gardle mi zaschło, chociaż nic nie mówiłem. Sytuacja wygląda następująco: prowadzicie tajne śledztwo mające na celu wykrycie wszystkich organizatorów tego zamachu. Dowody, które już zebraliście(przecinek) są niepodważalne. Z tym zgodził się Szef BBN i zlecił nam tę robotę. Wie o niej zaledwie kilka osób: prezydent, szef BBN, jego sekretarz i pracownica wywiadu. Z naszej strony my dwaj i wasza sekcja (przecinek)komisarzu.

(...)W materiale, który otrzymaliście(przecinek) nie ma wszystkiego.

− Nie, Szrama doskonale sobie poradzi. To nasz najlepszy pies − dodał po chwili(przecinek) rozładowując napięcie, jakie zapanowało w gabinecie.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#28
Dziękuję, poprawki naniesione. :)
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#29
Rozdział IX − Przygotowania

Opuścili gabinet. Nadinspektor poczekał, aż z powrotem wymienią identyfikatory.
− Odwiedzę wasz wydział, porozmawiam z naczelnikami, a potem wdepnę do was − poinformował Maniuś.
Dalszą drogę przeszli w milczeniu, oficerowie wrócili do pokoju. Zastali wszystkich ułożonych wygodnie na krzesłach. W pokoju panował półmrok.
− Wstawać i doprowadzić pokój do jakiego takiego wyglądu. Zaraz przyjdzie tutaj Maniuś − obudził ich Kowalski. − Cholera, a miałem iść się wykąpać i zrzucić ten mundur.
Drab gwałtownie poderwał nogi z biurka, czym spowodował przechylenie krzesła do tyłu. Runął na podłogę z wielkim hukiem.
− Kurwa, nie miałeś kiedy go zaprosić − zaklął, gramoląc się z zza biurka.
− To tak pracujecie nad sprawą Sawickiego? − zapytała oburzona Balicka.
− Jest czas na pracę, na jedzenie i na odpoczynek. Właśnie tego ostatniego nas pozbawiliście − odpowiedział Laluś. − Znowu miałem piękny sen, że też nie mam takich w domu.
− Przeprowadź się tutaj − poradził Czip.
− Młody, nie bądź taki dowcipny. Po co przychodzi Maniuś? − zapytał Kowalskiego.
− Porozmawiać − odpowiedział dość enigmatycznie.
W pokoju panował duży ruch, każdy robił porządek na swoim biurku i wokół nich. Po kilku minutach zapanował jaki taki porządek. Gdy usiedli zadowoleni z wykonanej pracy, wszedł nadinspektor Marian Piechur.
− Witam, nie przyszedłem tutaj sprawdzić, czy macie porządek na biurkach − przywitał ich, widząc idealnie poustawiane stosy akt. − Porozmawiamy na temat śledztwa, które zaczynacie, a właściwie już zaczęliście prowadzić. Oczywiście mam na myśli zamach, to drugie jest zwykłym i nie wymaga... koncentracji i uwagi.
Przeleciał wzrokiem po twarzach pracowników sekcji. To co miał zamiar powiedzieć, na pewno wywrze na nich wrażenie.
− Szrama na pewno wam to powie. Ja mam zamiar jeszcze bardziej uczulić was na zachowanie szczególnej ostrożności. − Maniuś nie usiadł na krześle, które zaproponował mu Szrama. Cały czas wolno chodził po pokoju. − Nie mamy do czynienia z mordercą, lecz z doskonale zorganizowaną grupą. Bezwzględną i gotową na wszystko, nawet na eliminację zagrożenia. Jeżeli się zorientują, że możecie dla nich stanowić niebezpieczeństwo wykrycia, gotowi będą was wyeliminować. Musicie z tego zdawać sobie sprawę.
Widząc przerażoną minę Czipa, szybko dodał:
− Być może przesadzam, może okazać się, że nie są tak groźni. Nie możemy, nie możecie jednak przyjmować takiego założenia. Lepiej dmuchać na zimne. O wszystkim, co wam się będzie wydawało podejrzane, meldujecie natychmiast Szramie, a gdy to będzie niemożliwe, mi. Czy to jest jasne?
− Tak − odpowiedział Czip, gdyż Maniuś patrzył na niego.
− Czy jest coś, w czym mogę wam teraz pomóc? − zapytał.
Zapadła chwila milczenia, którą przerwał Kowalski.
− Bombę podłożyli wykorzystując zezwolenie firmy, która prowadziła konserwację instalacji alarmowej. Przyjechali oznakowanym, oklejonym reklamami busem. Musieli się go pozbyć, zapewne spalili. Czy można to sprawdzić? Chodzi mi przede wszystkim o wypracowanie systemu pozyskiwania tego rodzaju informacji.
− Ok. To, co wpłynie oficjalnie do policji, otrzymacie ode mnie. Gorzej z informacjami, jakie na przykład posiada dyrekcja centrum. Tam już siedzi ABW i nie możecie ponownie przepytywać personelu centrum. Zdaję sobie sprawę, że to praktycznie znacznie ogranicza pole waszego działania, że jesteście w gorszej sytuacji, ale macie inne zadanie. Być może Agencja sama ustali organizatorów zamachu. Wtedy wasza praca pójdzie w gwizdek.
− Nie tak do końca, potwierdzimy lub zaprzeczymy ich śledztwu − stwierdziła Balicka, która jako pierwsza odważyła się zabrać głos.
− Na pewno − spojrzał na nią i dodał: − sprawa Sawickiego nie jest priorytetem, ale nie zapominajcie o niej. Zostawię już was, zbliża się północ, a Szrama zapewne jeszcze trochę was potrzyma w pracy. Aha, jeszcze jedno, naczelnicy nie będą was niepokoić, jesteście wyłączeni z prac wydziału. To już chyba wszystko, dobranoc.
Nadinspektor opuścił pokój. A oni usiedli na swoich krzesłach, poza Kowalskim, który otworzył szafę i wyjął lornetkę. Podszedł do okna i obserwował otoczenie, obiektyw skierował na wieżowce, które majaczyły w oddali.
− Czego tam wypatrujesz? − zapytał Nowocień.
− Doskonały strzelec wyborowy jest w stanie z kilometra zrobić dziurkę w głowie. Niektórzy z większej odległości.
− Nie żartuj, tu nam nic nie grozi − stwierdziła Balicka, ale pomimo tego podeszła do okna i wyciągnęła rękę po lornetkę. Po chwili sama obserwowała wieżowce.
− To było tylko przedstawienie − z uśmiechem stwierdził Szrama. − Przedstawienie, które ma wam pokazać, że jednak jest to możliwe. Od dzisiaj nikt z was nie chodzi sam, zawsze w parze. Dopracujcie między sobą tę sprawę. Po drugie, musimy uzgodnić system alarmowy. I tak, jeżeli coś mi się stanie w moim mieszkaniu, wysyłacie wiadomość: jeden, Drab dwa i tak dalej, według stażu w sekcji, Baśka sześć.
− To ja mam pięć? − zapytał Czip, ale nie liczył na odpowiedź. To było oczywiste dla wszystkich.
− Rano spotykamy się tutaj, obiad zjemy„Pod śledzikiem”. Potem przygotujemy sobie jakąś melinę na mieście. Baśka, zamów naszą salkę na kilka dni.
− Dlaczego tam? − zapytała.
− Bo tam najprędzej ustalimy, czy się nami ktoś zainteresował. Zapłaciliście kartami − powiedział z uśmiechem.
− Przygotowałeś pułapkę, czy mój kuzyn o tym wie?
− Tak, to on nam pomoże w wykryciu. Żaden właściciel knajpy nie jest zainteresowany, aby ktoś u niego zakładał podsłuchy.
− Wszyscy już o tym wiedzą i raczej nikt się nie odważy − stwierdził Laluś.
− Dla profesjonalistów nie stanowi to przeszkody, a z takimi mamy do czynienia. No dobra teraz zajmijmy się materiałami, które otrzymaliśmy − Kowalski wyjął mały pendrive i podał Czipowi. − Odpal to.
Gdy Czip przygotowywał sprzęt, Szrama podszedł do okien i dokładnie je pozasłaniał. Usiedli przed laptopem. Najpierw zapoznali się z informacjami na temat majora Adama. Dane identyfikujące go zostały ukryte, łącznie z fotografiami. Pozostawiono jedynie imię i rok urodzenia: 1977.
Jego matka była Polką, a ojciec Irakijczykiem przebywającym w Polsce od kilku lat. I to było wszystko na temat rodziców Adama. Chłopak chodził do polskich szkół, przez trzy lata uczył się w Anglii, gdzie przeprowadzili się rodzice. Mając szesnaście lat, powrócił do Krakowa i zamieszkał u siostry mamy. Po ukończeniu liceum dostał się na studia. Wybrał wydział filologiczny, studiował w instytucie orientalistyki. W trakcie studiów nawiązały z nim kontakt WSI. Po ukończeniu studiów został oficerem WSI. Znał biegle język angielski i arabski. Po kilku przeszkoleniach, w 2000 roku skierowano go do Iraku. W Iraku przebywał pod fałszywym nazwiskiem. Jego zadaniem było ulokowanie się w radykalnych grupach. Po półrocznym pobycie osiągnął zamierzony cel i zaczął przekazywać bardzo cenne informacje. Ze względu na trudności organizacyjne spotkania z oficerem nadzorującym były niesystematyczne i zawsze wywołane przez Adama. Odbywały się średnio raz na trzy miesiące. W 2003 roku jego grupa przeniosła się do Syrii, co skutkowało koniecznością zmiany oficera prowadzącego. Do pierwszego spotkania doszło dopiero po dziewięciu miesiącach. Z inicjatywą wystąpił Adam.
W materiale przekazanym Szramie nie było żadnych informacji, jak do tego ponownego nawiązania kontaktu doszło. Kolejne spotkanie odbyło się w marcu 2004 roku. Od tego czasu były w miarę systematyczne. Ostatnie miało miejsce piętnastego grudnia 2006 roku. Do kolejnych nie doszło, gdyż oficer prowadzący został ściągnięty do kraju, a na jego miejsce nie wysłano następnego. Kontakt został zerwany. Adam nie podejmował już prób nawiązania łączności.
− Nie ma żadnych informacji na temat tego, co przekazał − zauważyła Balicka. − Praktycznie nic nie wiemy poza tym, że pozostawili go samego.
− Masz rację. Co nam po wzmiance, że dostarczał cennych informacji? Nie napisali, jakich konkretnie − stwierdził Czip.
− Coś jednak nam przekazali. Mamy tyle i koniec. Więcej nie dostaniemy. Zastanówmy się, co możemy na ich podstawie uzyskać − przerwał te narzekania Szrama.
− Ostatnio przebywał w Syrii, musiał się idealnie zakonspirować, był przecież synem Irakijczyka. Biegle znał arabski i już na pewno wiele jego odmian. Czy mamy coś na temat tych troje zamachowców? ¬− Pytaniem zakończyła Balicka.
Czip odszukał odpowiednie pliki. Informacje były lakoniczne, ograniczyły się do podania danych personalnych oraz daty przybycia do kraju i miejsc kolejnych pobytów.
− Rodzeństwo i ich kolega przybyli cztery lata temu z grupą uchodźców. Wszyscy podali, że rodzice zginęli. Wylądowali w ośrodku dla uchodźców, w którym spędzili dwa lata. Nauczyli się podstaw języka polskiego i przeniesiono ich do domu opieki społecznej w stolicy. Nie wiemy nawet, czy pracowali.
− Jak widzisz, Baśka, nasze służby w ogóle się nimi nie interesowały.
− Weźcie pod uwagę fakt, że w momencie przybycia to były dzieci. Chłopcy mieli po czternaście lat, a dziewczyna szesnaście. ABW na pewno prześwietla teraz dokładnie miejsca ich pobytu, ewentualnej pracy i kontakty. Nie będziemy tam grzebać − stwierdził Szrama.
Zauważył skwaszoną minę Draba, Nowocień machnął ręką.
− O co wam chodzi? − zapytał.
− W dupie mam takie śledztwo − nie wytrzymał Drab. − Kurwa, oni nam nic nie przekazali, nigdzie nie możemy się zbliżyć. To co, kurwa, mamy robić?
Kowalski spojrzał ma pozostałych. Nie miał wątpliwości, wszyscy myśleli podobnie. Z resztą on sam też, ale nie mogą się poddać, nie teraz.
− Zaczniemy od dupy strony − zaczął Szrama. − Zamiast odtwarzać ich pobyt, skupmy się na jednym, na dziennikarzu. Adam do niego dotarł, więc my ustalmy, w jaki sposób do tego doszło. Będziemy cofać się w czasie, ustalając to, co robił w ostatnich dniach. Co mamy o nim?
Czip kolejny raz zajrzał w przekazany materiał. Dziennikarz był obserwowany przez ABW i to było pierwszą konkretną informacją. Zainteresowano się nim, ponieważ niejednokrotnie docierał do informacji stanowiących tajemnicę. Dwukrotnie opublikował artykuły o przekrętach w trakcie przetargów w ministerstwie obrony. Ponieważ doprowadził do wykrycia przestępstw nie próbowano go oskarżyć. Pracował samotnie, nie miał partnera. W pracy był bardzo ceniony za fachowość i rzetelność dziennikarską. Mieszkał sam, nie stwierdzono, aby posiadał dziewczynę. Jego rodzice mieszkali w Radomiu. Odwiedzał ich sporadycznie, raz na pół roku.
− Przystojny facet − stwierdziła Balicka. − Na pewno miał dziewczynę.
− Uważasz, że ABW jej nie namierzyło?
− Zauważyliście, że w tych materiałach są tylko informacje stwierdzające, co zrobił? Nie ma nic na temat tego, czym się aktualnie zajmował. Nigdy nie ustalili, nad czym pracuje, mądrzy byli dopiero po publikacji. On był doskonale zorganizowany. Miał dziewczynę, którą chronił. Mogę się nawet założyć, iż doskonale wiedział, że za nim chodzą.
− Baśka ma rację − poparł ją Szrama. − Facet zginął, bo Adam się z nim skontaktował, a nie on z Adamem. To był ten moment, w którym dowiedziano się o spotkaniu. Mieli dużo czasu na zorganizowanie zamachu. W trakcie tego pierwszego kontaktu ustalono miejsce spotkania. Dziennikarz... Kołodziej nie zgodził się na natychmiastowe spotkanie, zapewne chciał się przygotować.
Zastanowili się nad słowami Kowalskiego. Zgodzili się, że już podczas pierwszego kontaktu miedzy nimi, o ile rzeczywiście był pierwszym, Adam musiał przekazać bardzo ważne informacje, które spowodowały wydanie wyroku na niego i na Kołodzieja. Co to mogło być? O czym rozmawiali? Dalsza dyskusja skupiła się na tym temacie.
− Adam musiał wiedzieć o planowanym zamachu − stwierdził Nowocień. − Tylko jak się o tym dowiedział?
− Przypuszczam, że w kraju był już od dłuższego czasu. Mógł przybyć razem z uchodźcami. Był doskonale zakonspirowany i zapewne cieszył się ich zaufaniem − ocenił Czip. − Dziwi mnie jednak to, że nie próbował nawiązać kontaktu ze służbami specjalnymi.
− Z kim miał nawiązać? WSI zostały rozwiązane, przestały istnieć. Czuł się porzucony, zostawiony sam, bez żadnego wsparcia. Przyjechał do kraju i zobaczył pustkę. Szukał kogoś, komu mógłby zaufać. Znalazł Kołodzieja i skontaktował się z nim.
− Baśka, są inne służby. Dlaczego nie zgłosił się do nich? Stwierdziłaś, że był w kraju od dłuższego czasu, mógł się zorientować w sytuacji.
− Laluś, a ty jakbyś się czuł, gdyby wypięto się na ciebie. Rozwalono WSI, ujawniono dane agentów. Kto wie, ilu oficerów wywiadu z tego powodu zginęło w Afganistanie, Syrii i Bóg wie gdzie − broniła swojej teorii Balicka. − Powinniśmy poznać jego motywację. Wrócił do kraju, równie dobrze mógł to wszystko olać i pojechać na Zachód.
− Nie bardzo mógł, był umieszczony w jakiejś radykalnej grupie, może był na czarnej liście FBI lub innych służb specjalnych, które nie miały pojęcia o jego faktycznej roli i zadaniach. Nawet nie wiemy, jakie zadania realizował, dla kogo, kto otrzymywał informacje. Nic. Kompletnie nic nam nie przekazali.
− Nie przekazali i nie przekażą − stwierdził Szrama. − To, co chciał powiedzieć, pozostało w głowie Kołodzieja i tych, co nagrali ich rozmowę. Do nagrań nie dostaniemy się teraz. Ale do jego głowy mamy pewne szanse. Był ostrożny, musiał się w jakiś sposób zabezpieczyć, w sposób, o którym nikt nic nie wie.
− Wie, zapewniam was, że jest ktoś, kto ma to zabezpieczenie. To jego dziewczyna.
− Aleś się uparła z tą dziewczyną. A co powiesz, gdy się okaże, że ona nie istnieje? − zapytał Drab.
Kowalski przysłuchiwał się rozmowie. Już od kilku minut palił papierosa, ale nikt tego nie zauważył, nie poczuł dymu. Wszyscy intensywnie myśleli i nie patrzyli na szefa, który podszedł do okna i patrzył przez zasłony. Po chwili zgasił go i odwrócił się do współpracowników.
− Baśka ma rację. Musiał zostawić jakąś wiadomość. Nie zgodził się, albo nie zaproponował wcześniejszego terminu spotkania, bo potrzebował czasu. Chciał wszystko dopracować. Obserwujemy pogrzeb, ale z drugiego kręgu. Pierwszy obstawi ABW, a my będziemy im siedzieli na ogonie. To jest godzina zero, od niej obowiązuje nas wszystkich szczególna ostrożność. Wtedy ujawnimy swoje zainteresowanie. Nie mam pojęcia, czy nie będzie trzeciego kręgu.
− To zróbmy czwarty − zaproponował Czip.
Kowalski zastanowił się nad jego słowami. Rozważał możliwość zastosowania podwójnej obserwacji. Nie miał jednak tylu pracowników. Spojrzał na Lalusia. On jeden był fachowcem, ale nie obstawi całego terenu. W końcu wpadł na pomysł.
− Dobrze, obserwujemy pogrzeb dziennikarza. Najbardziej rozpoznawalni jesteśmy my − spojrzał na Czipa i Balicką. − Laluś będziesz z Nowocieniem pilnował Baśki. Pogrzeb Kołodzieja prawdopodobnie odbędzie się w Radomiu, tam mieszkają jego rodzice. Jutro pojedziesz z Drabem do Radomia i rozejrzysz się na cmentarzach. Z tego, co mi wiadomo, chyba tylko dwa są czynne, ale sprawdzicie to na miejscu. Pogrzeby zaczną się za parę dni.
− Dlaczego mnie? − zapytała.
− Bo jesteś dziewczyną, którą łatwo rozpoznać. Nie będziesz się ukrywała, tak jak i ja.
− Szrama, ty wystawiasz Baśkę i siebie na odstrzał − stwierdził Drab.
− Nie na odstrzał. Nie mamy żadnego punktu zaczepienia. ABW nas nie zauważy. Zauważy nas ten, kto będzie obserwował pogrzeb. Raczej będzie szukał nas. Zobaczymy, co to nam da. Czy się nami zainteresuje, czy też nie.
− Do czego ty, kurwa, zmierzasz?
− Szukam punktu zaczepienia, a właściwie sprawdzenia, jak dobrzy są. Jak szybko namierzą wasze karty kredytowe. ABW nam nie założy podsłuchu w „śledziku”, tylko oni.
− A jeżeli zorientują się w twojej grze?
To będziemy nadal w dupie.
− Szrama − zaczęła Balicka. Nie sądzę, że to jest jedyny powód. Jest i drugi, mów.
Kowalski spojrzał na nią z uznaniem. Nie mylił się w swojej pierwotnej opinii o Baśce, była bardzo bystra i przenikliwa.
− Masz rację. Nie wszystkim ufam w tej sprawie. Nie wiem, gdzie siedzi kret, więc nie mogę zakładać, że nie ma go w BBN. Tam nas widział też ten przewodnik, a o nim nie wspomniał sekretarz. Dziwne. Wolę dmuchać na zimne. − To było ulubione powiedzenie Szramy. − Wiele osób wie, że byliśmy pierwsi w pomieszczeniu monitoringu, że byłem na pasażu. Niewiele wie, że coś nagraliśmy. Na ich miejscu, wiedząc na przykład o pobycie w centrum, sprawdziłbym czy prowadzimy jakieś śledztwo. A my dowiemy się, gdy wzbudzimy to zainteresowanie, upewnimy się, że mają dostęp do wyników śledztwa. I ustalimy, jakie mają możliwości. Czas, po jakim się ktoś nami zainteresuje, będzie bardzo istotny. Jeżeli zobaczymy coś podejrzanego w Radomiu, to dowiedzie jednego: ma dostęp do śledztwa i wie o nas. Jeżeli przed pogrzebem odkryjemy podsłuch u kuzyna Baśki, to wiedzą o nagraniach. Czy to jasne?
− Kurwa, przewidziałeś już wczoraj te możliwości.
− Nie, ale będąc w knajpie i wiedząc o modzie na podsłuchy, wpadłem na ten pomysł. Jutro też tam będziemy i podszkolimy twojego kuzyna. Jest już bardzo późno, a jutro czeka nas dużo roboty. Idziemy do domu. Baśka, jadę z tobą.
− Odprowadzisz mnie pod drzwi?
− Nie tylko.
− A potem pójdziesz sam na piechotę?
− Tak, dzisiaj nic nam nie grozi, ale od dzisiaj stosujemy nowe zasady powrotów do domu. − Widząc oburzoną minę Baśki szybko dodał: − Jutro, a właściwie dzisiaj odpalę swoją maszynę. Czip oddaj pendrive’a. Schowam go do szafy.
Chowając go do szafy, jednocześnie zabrał kilka spinaczy biurowych i włożył do kieszeni. Po pięciu minutach opuścili biuro. Z komendy wyjechało pięć samochodów, dwa skręciły w lewo a trzy w prawo. Po chwili od trzech odłączyła się toyotka.
− Szrama, długo to będzie trwało?
− Śledztwo? Krótko albo bardzo długo. W tym drugim przypadku nic nie ustalimy, ABW będzie musiało znaleźć kretów.
− Powiedziałeś krótko, jak to sobie wyobrażasz?
− Decydujący będzie Radom, tam się rozstrzygnie, czy znajdziemy dziewczynę Kołodzieja, czy upewnimy się, że jesteśmy w centrum zainteresowania.
− Ryzykujemy? − zapytała lekko przestraszona.
− My? Nie, to oni zaryzykują wpadkę.
− Jesteś cholernie pewny siebie, zaczynasz mnie wkurzać tą swoją pewnością − zaatakowała Balicka.
− Baśka, gdy odbębnisz tyle lat co ja w zabójcach, to będziesz bardziej pewna, niż ja jestem teraz. W twoim wieku nie byłem taki bystry, jaka ty teraz jesteś. Podjechaliśmy pod twoją chałupę. Wchodzę z tobą do mieszkania, to rozkaz.
Balicka zaparkowała samochód na podziemnym parkingu.
− Masz stałe miejsce parkowania?
− Tak, jest przypisane do mojego mieszkania. Tutaj jest namalowany numer.
− Każdy może wjechać na parking?
− Praktycznie tak, ale ja mam pilot od bramki, Ktoś z zewnątrz nie podjedzie. Tu są kamery, w holu siedzi cieć i wszystko widzi.
Wysiedli z samochodu, komisarz szła pierwsza. Po wejściu do holu pozdrowiła ciecia:
− Dobry wieczór, panie Stefanie.
− Dobry, późno pani komisarz wraca do domu, ale rozumiem sytuację.
− To jest mój szef, chce koniecznie zobaczyć, jak mieszkam.
Cieć jedynie się uśmiechnął. To była zbyt późna pora na zwykłe odwiedziny. Przeszli obok niego i siedli do windy, nie musieli na nią czekać. Gdy wysiedli, Balicka podeszła do drzwi mieszkania, ale Kowalski zatrzymał ją i powiedział.
− Przyjrzyj się dobrze framudze. Znajdź jakiś charakterystyczny punkt i zapamiętaj go. Coś ci pokażę.
Wyjął z kieszeni spinacz i powyginał go, ukształtował coś w rodzaju małych widełek. Następnie włożył pomiędzy dwie końcówki monetę jednogroszową.
− Znalazłaś ten punkt?
− Tak. Pięć centymetrów od dołu.
Kowalski przyłożył spinacz z monetą do framugi i delikatnie wsunął w szczelinę.
− Wsunąłem dolną końcówkę dokładnie na tym punkcie. Teraz go wyciągnę, moneta powinna tam zostać. Widzisz?
− Tak.
− Teraz ponownie wsunę spinacz. Moneta powinna znaleźć się w widełkach, otwórz powoli drzwi.
Balicka otworzyła i zobaczyła, że moneta rzeczywiście jest przytrzymana przez spinacz.
− Kapuję. Gdy ktoś otworzy drzwi moneta upadnie. Zorientuje się, że zostawiłam pułapkę, ale nie będzie widział dokładnie, w którym miejscu ją włożyłam. Gdy wsadzi ją wyżej, zatrzyma się na widełkach, umieszczając niżej upadnie. Sprytne.
− Zaraz ci dam ten spinacz. Jutro przeszkolimy twojego kuzyna. To jest stary jak świat sposób, ale niezawodny. Oczywiście nie powstrzyma gościa przed wejściem. Nie będzie miał jednak pewności, czy umieścił ją z powrotem we właściwym punkcie. A teraz zagnę górną część, tworząc coś w rodzaju haczyka. Przed otwarciem drzwi postarasz się wyciągnąć monetę, Jeżeli jej nie będzie, pod żadnym pozorem nie wchodzisz do mieszkania. Ściągasz nas wszystkich. Zrozumiałaś?
− Tak. Czy Czip to wie?
− Myślę, że już został przeszkolony. Pozwolisz, że wejdę pierwszy.
Nie czekał na zezwolenie, wszedł do środka. Balicka wsunęła się za nim i zapaliła światło w przedpokoju. Rozejrzała się uważnie i powiedziała.
− Wszystko jest na swoim miejscu.
− Na pewno będzie, gdy on tu wejdzie. Twoja jedyna szansa, to nie otwierać drzwi.
− Napijesz się kawy? − zapytała.
− Nie, dzisiaj nie muszę zaglądać dalej, sprawdź pokoje, pomachaj mi, gdy będę przed budynkiem. Dobranoc.
Nie zaczekał, aż mu odpowie, szybko odwrócił się i wyszedł z mieszkania. Na dole porozmawiał chwilę z cieciem i wyszedł przed blok. Balicka stała w oknie i mu pomachała. To było ostatni raz, jutro już nie pozwoli jej na to i dokładnie sprawdzi całe mieszkanie. nim wyjdzie. Pół godziny później dotarł do domu.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#30
(12-01-2017, 01:30)burak napisał(a): Rozdział IX − Przygotowania

Zastali wszystkich,(zbędny przecinek) ułożonych wygodnie na krzesłach.

− Wstawać i doprowadzić pokój,(zbędny przecinek) do jako takiego (Jeśli już to do 'jakiego takiego' gdyż 'jako taki' jest uzupełnieniem określenia – przykład: To dobry chirurg i jako taki niczego nie zaniedba. Natomiast 'jaki taki' oznacza znośny, do zaakceptowania.) wyglądu.

− Kurwa, nie miałeś,(zbędny przecinek) kiedy go zaprosić − zaklął, gramoląc się z zza biurka.

W pokoju panował duży ruch, każdy robił porządek na swoim biurku i wokół nich. Po kilku minutach zapanował jako taki (jaki taki) porządek.

− Witam, nie przyszedłem tutaj sprawdzić, czy macie porządek na biurkach − przywitał ich, widząc idealnie poustawiane stosu(y) akt.

Przeleciał wzrokiem się po twarzach pracowników sekcji. To (przecinek)co miał zamiar powiedzieć, na pewno wywrze na nich wrażenie.

− Bombę podłożyli(przecinek) wykorzystując zezwolenie firmy, która prowadziła konserwację instalacji alarmowej.

− Ok. To(przecinek) co wpłynie oficjalnie do policji, otrzymacie ode mnie. Gorzej z informacjami, jakie na przykład,(zbędny przecinek) posiada dyrekcja centrum.

Dopracujcie między sobą tę sprawę. Po drugie, musimy opracować system alarmowy. I tak, jeżeli coś mi się stanie w moim mieszkaniu(przecinek) wysyłacie wiadomość: jeden, Drab dwa i tak dalej, według stażu w sekcji, Baśka sześć.

− Rano spotykamy się tutaj, w porze obiadowej „Pod śledzikiem”. (Albo tu, albo 'Pod śledzikiem')

Mając szesnaście(przecinek) lat powrócił do Krakowa i zamieszkał u siostry mamy.

W materiale przekazanym Szramie,(zbędny przecinek) nie było żadnych informacji(przecinek) jak do tego ponownego nawiązania kontaktu doszło.

− Nie ma żadnych informacji na temat informacji, jakie przekazał − zauważyła Balicka. − Praktycznie nic nam nie przekazali,(zbędny przecinek) poza tym, że pozostawili go samego.

Jakich konkretnie nie napisali (Szyk – Nie napisali[b](przecinek) jakich konkretnie)[/b] − stwierdził Czip.

− Ostatnio przebywał w Syrii, musiał się idealnie zakonspirować, ojciec Irakijczyk. Kto musiał się zakonspirować, Adam czy ojciec?)

− Rodzeństwo i ich kolega,(zbędny przecinek) przybyli cztery lata temu z grupa(ą) uchodźców.

Nie wiemy nawet(przecinek) czy pracowali.

Kto wie (przecinek)ilu oficerów wywiadu z tego powodu zginęło w Afganistanie, Syrii i Bóg wie gdzie − broniła swojej teorii Balicka.

− Nie przekazali i nie przekażą − stwierdził Szrama. − To, co chciał powiedzieć przecinek) pozostało w głowie Kołodzieja i tych, co nagrali ich rozmowę.

Z tego, co mi wiadomo(przecinek) chyba tylko dwa są czynne, ale sprawdzicie to na miejscu.

− Szukam punktu zaczepienia, a właściwie sprawdzenia(przecinek) jak dobrzy są.

Czas, po jakim się ktoś nami zainteresuje(przecinek) będzie bardzo cenny. Jeżeli zobaczymy coś podejrzanego w Radomiu(przecinek) to dowiedzie jednego: ma dostęp do śledztwa i wie o nas. Jeżeli przed pogrzebem,(zbędny przecinek) odkryjemy podsłuch u kuzyna Baśki, to wiedzą o nagraniach.

− Baśka, gdy odbębnisz tyle lat,(zbędny przecinek) co ja w zabójcach, to będziesz bardziej pewna(przecinek) niż ja jestem teraz.

− Dobry wieczór(przecinek) panie Stefanie.

− To jest mój szef, chce koniecznie zobaczyć(przecinek) jak mieszkam.

Gdy wysiedli(przecinek) Balicka podeszła do drzwi mieszkania, ale Kowalski zatrzymał ją i powiedział.

− Kapuję. Gdy ktoś otworzy drzwi(przecinek) moneta upadnie.

Gdy wsadzi ją wyżej(przecinek) zatrzyma się na widełkach, gdy niżej upadnie. Sprytne.

Jeżeli nie będzie jej (jej nie będzie)(przecinek) pod żadnym pozorem nie wchodzisz do mieszkania.

Twoja jedyna szansa(przecinek) to nie otwierać drzwi.

To było ostatni raz, jutro już nie pozwoli jej na to i dokładnie sprawdzi całe mieszkanie(przecinek) nim wyjdzie.

Tego tekstu nie czytałam, wpadłam tu gościnnie i mam nadzieję, że znalazłam wszystkie byczki. Po tym fragmencie zorientowałam się, jakie klimaty serwujesz. Mam ostatnio mało czasu, zima to nie jest bezpieczny czas, ale postaram się przeczytać całość. Zainteresowałeś mnie :D
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości