Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ukryte zabójstwo
#11
Z opóźnieniem, ale jestem. :)

(23-12-2016, 12:06)burak napisał(a): Rozdział III − Pierwsze ustalenia

Za piętnaście minut(zbędne) ósma komisarz Kowalski podszedł do drzwi sekcji zabójstw.

Ostrożnie je otworzył,(zbędny przecinek) i wszedł do środka.

− Tak, zabito już mordercę. Uznano, że były to porachunki i nie ma, (zbędny przecinek)czego szukać.

Skoro oficer napisał, to znaczy miał jakiś powód, który nie koniecznie(niekoniecznie) chciało mu się uzasadniać.

− Zróbmy harmonogram zdarzeń.(zbędna kropka) − Z(z)aproponował.

− Karol zginął osiemnastego października trzy lata temu, między godziną dwudziestą drugą,(zbędny przecinek) a dwudziestą drugą trzydzieści.

− Dwa dni później, dwudziestego trzeciego(albo tu przecinek...) w samo południe(...albo tu) zostaje zabity Majcher i jego kumpel.

− Zych, Marek Zych(przecinek) pseudonim Wytrych.

Zarówno Balicka(przecinek) jak i komisarz witali ich jedynie skinieniem głowy.

− Tego samego dnia o godzinie dziesiątej − odpowiedziała(przecinek) czytając dokument.

− Syn leżał w kostnicy, a ojciec poszedł do biura? − Z(z)astanowił się Kowalski, jednocześnie powyżej ostatniego zapisu umieścił czas i godzinę przesłuchania przy inicjałach ZS(kropka) − To wiemy z akt, już z nim nie porozmawiamy na ten temat.

(...)Brat Sawickiego, Jan(przecinek) sam zgłosił się na policję.

Namalowano obraz konfliktowego, despotycznego tyrana zarówno w pracy(przecinek) jak i w rodzinie. Syn opuścił dom, brat nie utrzymywał kontaktów. Tylko tyle. Na dobrą sprawę to nie są sprawdzone informacje. Kolejny kandydat do rozmowy.(zbędna kropka) − Z(z)akończył Nowocień.

− Wracając z cmentarza(przecinek) podjedziemy do stołecznej, zobaczymy, czy zakończyli śledztwo, czy jeszcze je ciągną.

(...)Tylko,(zbędny przecinek) że nie bardzo można to przypisać staremu Sawickiemu i jego żonce.

− Te dwa znaki zapytanie(a) są kluczowe − stwierdziła Balicka.

(...)Gdy jestem w pobliżu(przecinek) pokazujesz mi fotki męża i dzieci.

− Cześć (przecinek)Szrama, kiedy wpadniesz w odwiedziny? − zapytał inspektor Morawski.

Z tego też powodu chętnie współpracował z nim. (chętnie z nim współpracował)

(...)Cała trójka zwiała z kraju, nawet nie wiemy(przecinek) w jakim kierunku.

Kowalski był zdziwiony, że o Czipie wie(wiedział) naczelnik kryminalnego stołecznej.

− Ty. Chciałeś, abym zadzwonił, co prawda nie uprzedziłem cię o tym, że Morawski zażąda za przysługę flaszkę(flaszki – ale niech będzie, że wypowiedź :p).

Wykorzystywali go, udając się na miejsce zbrodni lub gdy zachodziła konieczność zorganizowania obserwacji, (zbędny przecinek) czy podsłuchu.

− Wezmę dwie kamerki oraz detektor ruchu(przecinek) oraz nasadki na detektor.(...)Niestety akumulatorki mogą zapewnić dwadzieścia cztery ciągłej godziny pracy kamer(dwadzieścia cztery godziny ciągłej pracy kamer).

(...)Tylko, (zbędny przecinek) że nie będziemy o tym wiedzieli.

− Baśka, właściwie to, (zbędny przecinek) co chcesz osiągnąć? − zapytał Czip.

(Brakuje myślnika) Mają podgląd na parking i na przystanek autobusowy.

− Tak. − Z drugiej walizki wyjął detektor i powiedział: − m(M)ożemy iść.

Zamontował na nim tulejkę. Obok przymocował kamerkę. Drugą po przeciwnej stronie. Mogły nagrać z obu stron. (Źle brzmi ta seria krótkich zdań, połączyłabym je w dwa, trzy dłuższe) Kilkakrotnie przerywał pracę ze względu na kręcących się w pobliżu odwiedzających grobowce.(Te "grobowce" mi tu nie pasują, wcześniej, o ile pamiętam, napisałeś, że Sawicki był "w kwadracie małych grobów z urnami". Grobowiec zaś to  naprawdę okazały grób, coś się tu nie zgadza)

− Ten pomnik jest wykonany z drogiego granitu, T(t)o jest szwed, czarny, bez żył.

(...)Ty zobaczyłaś, bo wiedziałaś(przecinek) czego szukać.

Komisarz zauważyła, że jest(była) lustrowana od stóp do czubka głowy.

Zrozumiał, że siostrzeniec nie chce(chciał) ujawnić swoich koniugacji rodzinnych.(Słowo "koniugacje" w ogóle mi tu nie pasowało, aż zerknęłam do słownika: http://sjp.pwn.pl/slowniki/koniugacja.html Nie sądzę, by w zdaniu chodziło o odmianę czasownika, łączenie chromosomów czy akty płciowe organizmów niższych, sugerowałabym więc zmienienie na "koneksje". I w tym wypadku usunęłabym słowo "rodzinnych", bo wiadomo, o jakie chodzi)

(...)Zaraz po zamachu przekroczyli granice(ę) w Świecku i wszelki ślad po nich zaginął.

− Aspirant Jacek Czekalski.(zbędna kropka) − P(p)rzedstawił się.

− Aspirancie, na tym stoliku − w(W)skazał małe biurko w rogu pokoju − leżą interesujące was akta.

Zobaczyła, że wszyscy patrzą(patrzyli) na nią, i powstrzymują(powstrzymywali) się przed gromkim śmiechem. Odwróciła głowę do tablicy, (zbędny przecinek) i od razu zobaczyła, że znacznie powiększyła się ilość uwag. Postawiła karton, który przyniosła(przecinek) na biurku Kowalskiego.

Starszy komisarz Drabiński powstrzymał Lalusie(a), który chciał sobie wybrać akta.

Rozejrzał się po kolegach, zobaczył, że Laluś ma(miał) najmniej sztuk.

Balicka chciała zadać kilka pytań, ale zrezygnowała, widząc, że wszyscy pilnie studiują(studiowali) akta. Komisarz,(zbędny przecinek) co chwilę darł czystą kartkę i robił z nich(niej) zakładki, które wkładał w akta.

− Przeczytam: ... (zbędna spacja)brylant,(zbędny przecinek) o masie 2.1 ct, czystość SI, barwa H, osadzony w platynie, wart (zbędna spacja)... To wszystko. Moim zdaniem to jest wycena pierścionka z ponad dwu karatowym(dwukaratowym) brylantem.

(...)Stołeczna to zrobiła, wartość pierścionka oceniono na dwieście tysięcy złotych. (za dużo spacji) Powiedzcie, co sądzicie o tej karteczce? − ponownie zapytał Kowalski.

− Spalił kartkę i wrzucił do kosza, dowiedział się(przecinek) ile jest wart i zniszczył wycenę.

− Grupa(przecinek) do której należał Majcher(przecinek) dokonywała włamań do sklepów jubilerskich.

− Biorąc pod uwagę nasze śledztwo − wtrąciła Balicka.(zbędna kropka) − T(t)ylko żona Sawickiego mogłaby posiadać taki brylant.

No wiesz, uciąć w takim miejscu... :D Czekam na ciąg dalszy, w końcu coś się zaczyna dziać. ^^
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#12
Najpierw wrzucę, a potem zabiorę się za korektę poprzedniego odcinka :)

Rozdział V − Zamach

− Kamizelki, broń! − krzyknął Kowalski. − Czip, walizki, Laluś, Nowocień, pomóżcie mu, wszyscy do busa!
Natychmiast rzucili się do szaf po kamizelki, nie nakładali ich na siebie. Pierwszy z pokoju wybiegł Kowalski, on miał swoją na krześle. Na korytarzu już panował spory ruch, kilku oficerów wybiegło z pokoi i wróciło do swoich, kilkunastu ubierało się w kamizelki i kurtki.
− Baśka, uruchom samochód, będziesz prowadziła, poczekaj na wszystkich i włącz koguta. Ja zaraz dołączę − wydał instrukcje i wbiegł do sekretariatu, a następnie do gabinetu naczelnika.
− Jedziemy do centrum monitoringu i obstawiamy wyjazd − głośno powiedział naczelnikowi i opuścił gabinet. Po kilkunastu sekundach wskoczył do busa. Komisarz Balicka natychmiast ruszyła, brama wyjazdowa była otwarta. Dyżurni zatrzymali ruch, mogli natychmiast wyjechać na główną trasę.
− Baśka, podjeżdżasz do lewego pasa wyjazdowego z parkingu, ustawisz samochód tak, aby można było filmować wszystkie pojazdy i pasażerów samochodów. Drab, zostajesz w samochodzie i ustawiasz co najmniej trzy kamery. Czip, daj mu je. Nowocień, biegniesz do bramy wyjazdowej i robisz to samo, weź dwie kamery. Laluś, obstawiasz lewe wyjście z centrum i filmujesz wszystkich wybiegających. Baśka, Czip, ze mną do centrum monitoringu. Nagrywamy wszystko, co będzie widać na monitorach. Mamy przewagę pięciu minut, potem ABW nas wywali. Nagrywamy do końca.
Czip już otworzył wszystkie walizki i rozdawał kamery. Pozostali nakładali kamizelki i kabury z pistoletami. Tylko Balicka nie była odpowiednio ubrana. Jechali na sygnale, czasami komisarz używała dodatkowo klaksonu i świateł, pomimo że przed nimi jechały cztery radiowozy policyjne.
Po trzech minutach zobaczyli parking przed centrum. Balicka natychmiast zjechała na lewy pas i postawiła busa na trawniku tuż przy krawężniku. Wyskoczyli z samochodu poza Drabem, który już ustawiał trzy kamery tuż pod szybą.
Zobaczyli ludzi wybiegających z centrum. Obrotowe drzwi zablokowały się, na szczęście ochroniarz zdążył otworzyć awaryjne. Aspirant sztabowy Nowocień podbiegł do stojącego najbliżej wyjścia samochodu i ustawił na nim dwie kamery. Sam pobiegł z jedną na drugą stronę i nagrywał.
Kowalski dotarł do drzwi służbowych zlokalizowanych w połowie budynku. Tymi też pojedynczo uciekali klienci centrum. Skręcił w prawo i wpadł do dyżurki.
− Policja! − krzyknął, widząc dwóch spanikowanych ochroniarzy.
Za nim pojawili się Balicka i Czip. Szrama spojrzał na monitory i zapytał:
− Dlaczego te trzy są ciemne?
− Oddali strzały do kamer i je zniszczyli, mamy podgląd tylko powieszonych w głębi pasażu.
− Odtwórzcie nagranie, począwszy od minuty przed atakiem − mówiąc to, spoglądał na ekrany pokazujące obraz z korytarzy centrum.
Na korytarzu nie było żadnych klientów, nikt nie przebiegał, nikt się nie czołgał. Dopiero po chwili zauważył, że w stoiskach stojących na pasażu ekspedienci leżeli na podłodze. Za dwoma ukryło się też parę osób.
− Już jest obraz − powiedział starszy z ochroniarzy, obsługujących na co dzień monitoring. Jednocześnie komentował: − Zaatakowali w miejscu, gdzie są wszystkie restauracje. Oddali strzały do ludzi siedzących przy stolikach, a potem walili do kamer. Tutaj stoją. − Pokazał napastników na ekranie.
Zobaczyli troje ludzi z naciągniętymi kapturami. Dwóch mężczyzn i jedna kobieta z dużym brzuchem, która trzymała przed sobą dziecinny wózek. Wszyscy stali z boku. Podeszła do nich pracownica ochrony, coś powiedziała i usiłowała zajrzeć do dużego wózka.  Ciężarna zasłoniła go i pchnęła w kierunku mężczyzn, ci natychmiast nachylili się nad nim i wyciągnęli karabinki maszynowe. Coś krzyczeli i machali bronią. Po kilku sekundach jeden z nich odwrócił się do tyłu i zaczął strzelać w górę, drugi strzelał już do ekspedientów barów. Potem oboje oddali kilkanaście strzałów do klientów po drugiej stronie. Kilka osób zostało postrzelonych i spadło z krzeseł. Nagle przestali strzelać do ludzi, a zaczęli do kamer. Po kolei gasły poszczególne monitory.
− Tak to się zaczęło. Nie wiemy, co się dzieje. Nikt z tamtego miejsca nie wyszedł, prawdopodobnie trzymają ich na muszce.
− Niech pan puści jeszcze raz.
Kowalski upewnił się, że Balicka i Czip nagrywają, sam też miał powieszony telefon na klatce piersiowej. Gdy skończyło się nagranie, do dyżurki weszło trzech antyterrorystów w pełnym uzbrojeniu, a za nimi dwóch cywili w kurtkach z napisem ABW.
− ABW, przejmujemy dowodzenie. − Starszy cywil spojrzał na Kowalskiego. − Policja kryminalna, szybcy jesteście, ale musicie już opuścić to pomieszczenie.
Nagle usłyszeli potężną eksplozję. Na monitorach zobaczyli obłoki dymu i kawałki spadającego sufitu. Do wybuchu doszło w aneksie restauracyjnym.
Dopiero teraz Kowalski uruchomił radiostację i ustawił kanał, na którym pracowała Komenda Główna.
− Meldować, co się stało − usłyszał głos Maniusia.
Zastępca Komendanta Głównego w sytuacjach kryzysowych sprawował bezpośredni nadzór nad służbami.
− Komisarz Kowalski, jestem w centrum monitoringu. Prawdopodobnie zamachowcy wysadzili siebie i zakładników. Odmeldowuję się.
− Proszę wyjść, przeszkadzacie − powiedział cywil i kiwnął głową w kierunku uzbrojonych antyterrorystów.
− Wychodzimy − powiedział komisarz. − To nie jest nasza działka.
− Słusznie, potem porozmawiamy i wyjaśnicie nam, co tu robiliście.
Kowalski nie zareagował. Wyszli na zewnątrz. Na parkingu znajdowało się już kilkadziesiąt pojazdów policyjnych, kilkanaście karetek pogotowia, trzy wozy strażackie. Nad centrum krążył helikopter policyjny.
− Baśka, spróbuj na naszym wydziałowym kanale złapać Nowocienia. Niech nagrywa, dopóki go nie odsuną. Potem idź do Lalusia. A my wracamy do Draba. Czip, wyjmij wszystkie karty pamięci i załaduj czyste.
− Po co? − zapytał, okazując zdziwienie.
− Na wszelki wypadek, ABW ma oryginalne nagrania i nie powinno szukać naszych. Nigdy nic nie jest w stu procentach pewne. Będą chcieli z nami porozmawiać, do tego czasu skopiujemy i ponownie włożymy do kamer.
W momencie, gdy dotarli do samochodu, nastąpiła kolejna eksplozja. Tym razem wyleciały okna w pomieszczeniu monitoringu.
− Kurwa − zaklął Szrama. − Mamy szczęście.
Natychmiast pobiegli z powrotem, Komisarz podbiegł do okna i zajrzał do środka. Zerwana wybuchem czujka uruchomiła system zraszania. Ogień szybko dogasał. Na podłodze leżały ciała dwóch pracowników ochrony oraz agentów ABW. Jedynie antyterrorysta żył, usiłował wydostać się spod przewróconego biurka.
− Do środka! − krzyknął do Balickiej, która stała z pistoletem w dłoni przy drzwiach.
Weszli, na korytarzu leżało dwóch policjantów. Zostali wyrzuceni przez szybę oddzielającą dyżurkę od korytarza. Jeden z nich podnosił się, drugi leżał bez ruchu. Kowalski wszedł do pomieszczenia i nachylił się nad rannym.
− Gdzie? − zapytał.
− Noga, poza tym jestem cały.
Razem z Balicką podnieśli biurko i zobaczyli ranę na udzie, miał wbity kawałek metalu.
− Możesz wstać?
− Tak. − Ranny spojrzał na nogę, złapał blachę i wyrwał z uda. Powoli wstał.
Balicka przyglądała się pozostałym ofiarom. Przez okno zaglądało dwóch policjantów.
− Niech ktoś wyłączy ten spryskiwacz! − wrzasnął w ich kierunku Szrama.
Usłyszał, jak porozumiewali się przez radiostację z dowódcą.
− Baśka, wychodzimy, oni nie żyją. − Chwycił ją i siłą wyciągnął z pokoju, ranny już stał w korytarzu. Zjawili się kolejni policjanci, a zaraz po nich lekarze pogotowia. Przez wybitą szybę woda lała się również na korytarz. Kowalski trzymał za rękę Balicką i pociągnął na zewnątrz budynku, dopiero tutaj ją puścił. Ponownie uruchomił radiostację i zameldował:
− Komisarz Kowalski, przed chwilą nastąpił wybuch w pokoju monitoringu. Zginęło pięć osób, dwaj operatorzy kamer, dwóch funkcjonariuszy ABW oraz jeden antyterrorysta. Powtarzam: centrum monitoringu zostało doszczętnie zniszczone.
Wyłączył i zwróci do Balickiej:
− Idziemy do Draba, chodź.
− Już idę, gdybyśmy byli tam jeszcze pięć minut, to...
− Ale nie byliśmy, idziemy.
− Dlaczego przerywasz kontakt z dowództwem?
− Przekazałem najważniejsze informacje, to wystarczy, i nie mam zamiaru słuchać pierdół czy wykonywać durnych poleceń. Już nic nie mogę zrobić − odpowiedział dosyć spokojnie. Balicka zauważyła, że intensywnie myślał, nie zwracał uwagi na otoczenie.
Po przyjściu do samochodu Kowalski zapytał Draba:
− Czy kazali ci odjechać?
− Nie, widzą migającego koguta. Przyjechali po nas sześć minut i od razu pod drzwi. Ustawili się i powoli wchodzili do centrum. Gdy doszło do wybuchu, zatrzymali się, a teraz nastąpiła ta druga eksplozja. Chyba nie wiedzą, co robić.
− Na pewno zaraz ruszą, więcej detonacji nie będzie. Przynajmniej mam taką nadzieję − stwierdził Kowalski. Spojrzał na przemokniętą komisarz.
− Baśka, nałóż kurtkę firmową, weź aparat i pomóż Lalusiowi. Filmujcie wszystkich do momentu, aż ostatni cywil opuści centrum. Nie dajcie się spławić. Zaraz tam przyjdę.
Zlecił jej nowe zadanie, aby przestała myśleć o śmierci, a zajęła się konkretną pracą.
− Ok, ale potem mi wytłumaczysz, po co to robimy.
Gdy zbliżyła się do budynku, antyterroryści zaczęli wchodzić do środka. Po minucie w drzwiach pojawili się pierwsi ewakuowani klienci. Funkcjonariusze ABW, których było już kilkudziesięciu, nie pozwolili im się rozejść. Kierowali ich do specjalnie wydzielonej strefy z dala od budynku i rozpoczęli przesłuchania. Były to krótkie rozmowy ograniczające się do zebrania danych personalnych i paru pytań: gdzie byli i co widzieli w chwili rozpoczęcia ataku. Nie wszystkich spisano. Ratownicy pogotowia kręcili się wśród nich i pytali, czy są ranni. Nagle musiała paść komenda wzywająca lekarzy i ratowników do środka. Natychmiast pobiegli do budynku.
Zgoła inaczej przebiegała akcja ratownicza w dyżurce. Tam od razu zaczęto wynosić zabitych. Ułożono ich pod ścianą i przykryto czarną folią. Zginęło pięć osób, przeżyło dwóch antyterrorystów, byli odpowiednio zabezpieczeni. Po chwili teren ten został zasłonięty przenośnymi kotarami.
− No to sytuacja jest opanowana, skoro wezwano lekarzy − stwierdził Czip.
− My nadal nagrywamy.
− Szrama, o co chodzi? − teraz zapytał Drab.
− Piątek, zaatakowali o czternastej. Przecież to nie jest szczyt ruchu. Dlaczego? Później pogadamy, nagrywajcie, a ja pójdę do Baśki i Lalusia.
Podszedł do Lalusia.
− Gdzie ustawiłeś kamery? − zapytał.
Podkomisarz Śliwiński odwrócił głowę i powiedział:
− Na tym granatowym passacie. Jeszcze stoi, zapewne samochód pracownika. Zaczną ewakuować personel i zamykać sklepy, to się pojawi właściciel auta. Mamy czas.
Sanitariusze zaczęli wchodzić  z noszami. Przybywały kolejne karetki oraz jednostki straży pożarnej. Cały teren został już dokładnie otoczony przez mundurowych policjantów. Pojawiły się wozy stacji telewizyjnych, ale nie wpuszczono ich na parking.
− Spróbuję wejść do środka − poinformował Kowalski.
Bez problemu wszedł na pasaż, dziesięć metrów dalej w kierunku miejsca eksplozji ustawili się już funkcjonariusze oddziału specjalnego i przepuszczali tylko lekarzy i sanitariuszy. Z zamkniętej strefy nikt nie wychodził poza jednym starszym mężczyzną ubranym w podniszczoną kurtkę. Na głowie miał czapkę, spod której wystawały siwe włosy. Kulał, prawą nogę miał sztywną i opierał się na lasce. Staruszka prowadził antyterrorysta.
− Znalazłem go w ubikacji, dziesięć metrów od pierwszego fast fooda. Mówił, że był tam już dziesięć minut przed strzelaniną i nie wychodził z toalety. Nic nie widział − poinformował dwóch oficerów ABW, którzy ich zatrzymali.
Komisarz słyszał rozmowę, tylko przez moment przyglądał się cywilowi. Starał się zobaczyć pasaż na wysokości zaułka z restauracjami. Lewą ręką trzymał na piersi aparat i nagrywał. Musiał się trochę przesunąć na bok, rozmawiający zasłonili mu widok.
− Dobrze, niech idzie do domu.
Gdy przechodził obok, Kowalski poczuł zapach moczu. Za chwilę z aneksu restauracyjnego wyjechały pierwsze nosze z ranną kobietą. Była podłączona do kroplówki. Obok niej szedł lekarz i dwóch sanitariuszy.
− Szybciej − poganiał lekarz. − Jest ciężko ranna.
W sumie na noszach wywieziono sześć rannych osób. Na miejsce tragedii ściągnięto grupy techników. Kowalski podszedł do funkcjonariuszy ABW, pokazał legitymację i poprosił o przepuszczenie go. Spotkał się z odmową.
Powrócił do Balickiej. Poczekali jeszcze kilkanaście minut. Przez ten czas wyprowadzono personel sklepów i wszystkich klientów. Minął kolejny kwadrans i Kowalski zarządził odwrót. Gdy odchodzili, granatowy passat nadal stał na miejscu. Policja mundurowa na polecenie prowadzących akcję przystąpiła do usuwania samochodów. O dziewiętnastej cały plac przed Akwarium został opróżniony, część samochodów przetransportowano na policyjny parking.
W drodze powrotnej nie rozmawiali. Po przybyciu do wydziału zastali już większość pracowników.
− Czip, wiesz, co masz robić. Idę do naczelnika.
W gabinecie Baranowskiego oprócz obu naczelników byli już także kierownicy sekcji.
− Komisarzu − zaczął naczelnik − dlaczego mieliście wyłączone radiostacje?
− W tym pośpiechu tylko ja zabrałem i zameldowałem o wybuchu komendantowi Piechurowi.
− Inni jakoś zdążyli zabrać, a wy nie.
− Ale dotarli na miejsce kilka minut po nas. Zdążyliśmy zobaczyć nagrania z kamer, nim się wysadzili. Było ich troje, dwóch mężczyzn i kobieta. Zaatakowali tam, gdzie są zlokalizowane restauracje. Rozwalili kamery i kilka minut później zdetonowali ładunki. Po kolejnych pięciu minutach wyleciało w powietrze centrum monitoringu. Wszystkie nagrania szlag trafił. Tyle wiemy. A co ustalili koledzy, którzy posiadali radiostacje? − zapytał i spojrzał na naczelnika.
− Nie mogliście temu zapobiec?
− W kamizelkach i z pistoletami? Nie mogliśmy, niestety. Wiemy też, że sześć osób przeżyło wybuch w restauracji, dwóch w dyżurce. Będzie można ich przesłuchać, ale ABW nas pogoniło − wyjaśnił, patrząc na Baranowskiego bez najmniejszego mrugnięcia powieką.
− Bo to jest ich sprawa. Napiszcie raport z tego, co tam robiliście tyle godzin.
− Oczywiście, czy są jakieś informacje?
− Jeszcze jest blokada. Pracujemy dzisiaj do dwudziestej czwartej. Jeżeli otrzymamy jakieś zadania do wykonania, to możecie liczyć na nocną zmianę. Teraz wracajcie do sekcji, ja idę do komendanta, za dziesięć minut mamy naradę.
Komisarz wrócił do biura i natychmiast zapytał Czipa:
− Skopiowałeś wszystko?
− Jeszcze nie.
− Teraz mnie posłuchajcie. ABW wie, że byliśmy w pomieszczeniu monitoringu. Będą nas przesłuchiwać. Wszystkich, całą sekcję. Nikt nie ma prawa wygadać się, że coś nagraliśmy. My tam tylko oglądaliśmy bieżący przekaz z czynnych jeszcze kamer. Przyszli oficerowie ABW i nas grzecznie wyprosili, potem nastąpił wybuch. −  Spojrzał na Balicką, a potem na Czipa. − Nie wspomnicie o odtworzeniu nagrania, zrozumieliście? − Odczekał chwilę, aż potwierdzili kiwnięciem głowy.
− Dlaczego − nie wytrzymał aspirant Czekalski. − Dlaczego mamy ukrywać to, co zobaczyliśmy?
− Bo coś mi tu śmierdzi. W jaki sposób troje nastolatków, bo to byli gówniarze, podłożyło ładunek wybuchowy w pomieszczeniu, w którym dwadzieścia cztery godziny na dobę siedzi dwóch ochroniarzy? I to nie byle jaki, to mogło być C4. Dlaczego wysadzili się w powietrze, skoro według ich planu monitoring nie powinien działać? Rozpoczęli akcję za wcześnie. Tylko przez przypadek pracownica ochrony chciała zajrzeć do wózka. I to spowodowało ich reakcję. Skąd gówniarze mieli broń i ładunki wybuchowe? Skoro to był tak dobrze zorganizowany zamach, to dlaczego wybrano tę godzinę ataku? O tej porze w centrum jest niewielu klientów.
Milczeli. Czip poprosił o wszystkie aparaty, którymi nagrywali i przystąpił do kopiowania.
− Obejrzymy nagrania − kontynuował Kowalski. − Jeżeli będziemy przekonani, że nie ma nic podejrzanego, to przekażemy materiały ABW. Jeżeli natomiast znajdziemy, zastanowimy się, co z tym fantem zrobić. W takim wypadku porozmawiam z Maniusiem i poczekam na jego decyzję. Teraz muszę napisać raport. Czip, zrób po kilka kopii.
Komisarz usiadł przy biurku i zaczął pisać raport. Umieścił w nim krótką informację o pobycie w dyżurce. Stwierdził, że po wejściu do pomieszczenia trzy monitory nie rejestrowały żadnego obrazu. Dowiedział się od obsługujących monitoring, że zamachu dokonały trzy osoby, kobieta i dwóch mężczyzn. Kilkanaście sekund po rozpoczęciu ataku zniszczyli kamery będące w ich zasięgu. Na pozostałych monitorach widoczny był pasaż. Po dwóch minutach nastąpił wybuch, do eksplozji doszło w aneksie restauracyjnym. Przybyli funkcjonariusze ABW i grzecznie ich wyprosili.  Kilkadziesiąt sekund po opuszczeniu budynku nastąpiła kolejna eksplozja, tym razem w pomieszczeniu ochrony. Przybiegł tam razem z komisarz Balicką. Weszli do środka i zobaczyli ofiary wybuchu. Pomogli rannemu, a następnie ponownie opuścili budynek. Po kilku minutach, gdy ochłonęli, udali się pod główne wejście i obserwowali akcję.
Gdy skończył, poprosił Balicką, aby przeczytała uważnie raport.
− Tylko tyle napisałeś? − zapytała.
− Wystarczy, im mniej informacji, tym trudniej złapać na kłamstwie. Oczywiście możesz napisać więcej, ale nie informacji, tylko opisów sytuacji.
Zadzwonił telefon. Szrama podniósł słuchawkę i zameldował się:
− Komisarz Kowalski.
− Szrama − usłyszał głos sekretarki zastępcy komendanta głównego policji. − Masz się natychmiast zameldować u komendanta.
− Tak jest. − Odłożył słuchawkę i poinformował:
− No to się zaczęło. Gdy skończycie kopiować, niech każdy ma w gaciach nagrania. Zajmijcie się Sawickim. Ja idę do Maniusia.
Szybko opuścił pokój i prawie pobiegł do gabinetu nadinspektora Piechura. Wchodząc do sekretariatu, uśmiechnął się do sekretarki i od razu otworzył drzwi do gabinetu. Przebywali w nim wszyscy naczelnicy wydziałów komendy głównej i dyrektorzy biur.
− Komisarz Kowalski melduje się na rozkaz. − Stanął, przyjmując pozycję zasadniczą.
− Komisarzu, byliście kilka minut w pomieszczeniu monitoringu. Opowiedzcie, co zobaczyliście.
Szrama powiedział dokładnie to, co napisał w raporcie. Gdy zakończył, nastąpiła kilkunastosekundowa cisza. Przerwał ją nadinspektor.
− Czyli niewiele zobaczyliście. O napastnikach wiecie tylko z relacji ochroniarzy.
− Tak jest, panie komendancie − odpowiedział, patrząc prosto w oczy przełożonego.  
− No to mamy tylko zeznanie naocznego świadka. Pracownik KFC widział, jak zaczęli strzelać. Najpierw mierzyli po bufetach, potem do siedzących, a następnie do kamer. Tych, co przeżyli zagonili na środek. Wtedy z wózka wyciągnęli dwa pasy z ładunkami. Dziewczyna miała już wcześniej założone ładunki. W trakcie, gdy dwóch nastolatków nakładało uprząż, nastąpił wybuch.
Kowalski nie okazał zdziwienia, słysząc relację komendanta. Zastanowił się, dlaczego o tym informował. Odniósł wrażenie, że mówił to specjalnie do niego.
− Komisarzu, możecie wrócić do sekcji. − Nadinspektor spojrzał na Kowalskiego, jakby dopiero zauważył, że jego obecność na tej naradzie była zbyteczna.
Szrama odmeldował się i wyszedł do sekretariatu. Zamyślony nie zwrócił uwagi na Teresę, opuścił pokój bez pożegnania. Wracając do swojej sekcji, analizował słowa komendanta. Po przyjściu zastał wszystkich mocno dyskutujących. Ustawili jeden z laptopów tyłem do drzwi wejściowych i oglądali nagrania. Podszedł do nich.
− Odtwórzcie nagranie z monitoringu − polecił.
− Oglądaliśmy już dwa razy − stwierdził Laluś.
− Będziemy oglądać do skutku, puszczaj.
Aspirant ponownie uruchomił nagranie. Przyglądali się w milczeniu. Gdy się skończyło, przełączył na zapis z innej kamery. Powtarzali to kilkakrotnie, aż obejrzeli wszystkie ujęcia. W pewnym momencie Kowalski wydał polecenie:
− Zatrzymaj ten kadr.
Na ekranie laptopa zobaczyli, jak jeden z klientów siedzących na sali został postrzelony w głowę. Odrzuciło go do tyłu i spadł na podłogę, przewracając krzesło. Kowalski przyniósł stojak z kartonami czystego papieru i zaczął na nim rysować. Jednocześnie komentował:
− Narysuję szkic sytuacyjny. Tutaj mamy całą salę, po bokach są boksy poszczególnych restauracji. Napastnicy stoją blisko siebie w rogu sali i strzelają.
Mówiąc to, naszkicował proste ilustrujace tory lotu pocisków.
− Spójrzcie, tutaj siedzi pierwsza ofiara. − Narysował sylwetkę osoby. − Co widzicie?
Do rysunku podszedł Drab.
− Upadł do tyłu, strzał musiał paść z tego miejsca. − Nadkomisarz Drabiński narysował kreskę, która minęła miejsce, skąd według Kowalskiego strzelali napastnicy. − To jest niewielka różnica, prawie niezauważalna.
− Niewielka, ale jest. Puść dalej, jakieś pięć sekund. Zatrzymaj w momencie, gdy drugi klient przy tym samym stoliku zostanie postrzelony.
Tym razem siedzący został trafiony w plecy na wysokości serca. Padł na stolik i już się nie ruszał. Drab ponownie podszedł do kartki i narysował identyczną linię jak poprzednio.
− Strzał padł z tego samego miejsca, co poprzednio. Widzimy już, jak cała trójka strzela w kierunku sali. Przedtem tylko jeden.
− Czip, cofnij wszystko z powrotem i poczekaj chwilę. Najpierw coś powiem. Patrzcie na zamachowców, zwróćcie uwagę na tych, którzy strzelają. Starajcie się jednocześnie patrzeć, gdzie lecą pociski i kogo trafiają. Puszczaj.
Przyglądali się z uwagą. Czip jeszcze dwukrotnie odtworzył nagranie.
− Słucham − powiedział Kowalski.
− Lepiej dać to nagranie ekspertom z kryminalistyki. Oni dokładnie wszystko pomierzą − zaproponował Nowocień.
− Masz rację, gdyby to było nasze śledztwo, gdybym nie czuł tu potężnego smrodu − odpowiedział Kowalski.
− Jeszcze nie mierzyli w tamtym kierunku, gdy zginął ten od strzału w głowę. Dopiero gdy zaczął padać, przenieśli tam ogień. Drugi dostał w plecy, gdy już strzelali. Mogli go trafić.
− Mogli i zapewne trafili, ale co jeszcze widzicie?
− Kula przebiła czaszkę i wbiła się w ścianę na wysokości jednego metra. Strzał padł z góry − stwierdziła Balicka. − Kurwa, to jest morderstwo, a ten zamach to przykrywka.
Nastąpiła cisza, przerwał ją Kowalski:
− Wyjmij kartę i schowaj. Koniec oglądania. Teraz porozmawiamy na temat, co robimy z tą sprawą.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#13
(27-12-2016, 21:41)burak napisał(a): Rozdział IV − Zamach

− Baśka, uruchom samochód, będziesz prowadziła, poczekasz(poczekaj) na wszystkich i włącz koguta.

(...)Drab, zostajesz w samochodzie i ustawiasz,(zbędny przecinek) co najmniej trzy kamery.

Jechali na sygnale, czasami komisarz używała dodatkowo klaksonu i świateł, pomimo,(zbędny przecinek) że przed nimi jechały cztery radiowozy policyjne.

Balicka natychmiast zjechała na lewy pas i postawiła samochód na trawniku tuż przy krawężniku. Wyskoczyli z samochodu poza Drabem, który już ustawiał trzy kamery tuż pod szybą.

− Odtwórzcie nagranie (przecinek)począwszy od minuty przed atakiem − mówiąc to (przecinek)spoglądał na ekrany,(zbędny przecinek) pokazujące obraz z korytarzy centrum.

Dopiero po chwili zauważył, że w stoiskach stojących na pasażu ekspedienci leżą(leżeli) na podłodze.

Podeszła do nich pracownica ochrony(przecinek) coś powiedziała i usiłowała zajrzeć do dużego wózka.

Gdy skończyło się nagranie(przecinek) do dyżurki weszło trzech antyterrorystów w pełnym uzbrojeniu, a za nimi dwóch cywili w kurtkach z napisem ABW.

− ABW, przejmujemy dowodzenie(kropka) − s(S)tarszy cywil spojrzał na Kowalskiego.

Usłyszał, jak porozumiewali się przez radiostacje(ę) z dowódcą.

− Już idę, gdybyśmy byli tam jeszcze pięć minut(przecinek) to...

− Przekazałem najważniejsze informacje, to wystarczy(przecinek) i nie mam zamiaru słuchać pierdół,(zbędny przecinek) czy wykonywać durne polecenia(durnych poleceń).

Po przyjściu do samochodu, (zbędny przecinek)Kowalski zapytał Draba:

Ratownicy pogotowia kręcili się wśród nich i pytali (przecinek)czy są ranni.

Podkomisarz Śliwiński odwrócił głowę i powiedział.(dwukropek zamiast kropki)

Sanitariusze zaczęli wchodzić razem z noszami. (To brzmi tak, jakby nosze też wchodziły, a nie były wnoszone przez sanitariuszy. Usunęłabym "razem")
(...)Mówił, że był tam już dziesięć minut przed strzelaniną i nie wychodził z toalety. Nic nie widział. (zbędna kropka)− P(p)oinformował dwóch oficerów ABW, którzy ich zatrzymali.

Starał się zobaczyć pasaż na wysokości zaułku(zaułka) z restauracjami.

− Szybciej.(zbędna kropka) − P(p)oganiał lekarz.

Gdy odchodzili(przecinek) granatowy passat nadal stał na miejscu.

− Czip, wiesz(przecinek) co masz robić.

− Ale dotarli na miejsce kilka minut po nas. Zdążyliśmy zobaczyć nagrania z kamer(przecinek) nim się wysadzili. Było ich troje, dwóch mężczyzn i kobieta. Zaatakowali tam(przecinek) gdzie są zlokalizowane restauracje.

− Dlaczego − N(n)ie wytrzymał aspirant Czekalski.

(...) Jeżeli natomiast, (zbędny przecinek)znajdziemy, zastanowimy się, co z tym fantem zrobić.

Kilkanaście sekund po rozpoczęciu ataku,(zbędny przecinek) zniszczyli kamery będące w ich zasięgu.

(akapit)Gdy skończył (przecinek)poprosił Balicką, aby przeczytała uważnie raport.

− Wystarczy, im mniej informacji(przecinek) tym trudniej złapać na kłamstwie.

(...)Gdy skończycie kopiować(przecinek) niech każdy ma w gaciach nagrania.

Wchodząc do sekretariatu(przecinek) uśmiechnął się do sekretarki i od razu otworzył drzwi do gabinetu.

Gdy zakończył(przecinek) nastąpiła kilkunastosekundowa cisza.

Kowalski nie okazał zdziwienia(przecinek) słysząc relację komendanta.

− Komisarzu, możecie wrócić do sekcji(kropka) − n(N)adinspektor spojrzał na Kowalskiego, jakby dopiero zauważył, że jego obecność na tej naradzie jest(była) zbyteczna.

Po przyjściu,(zbędny przecinek) zastał wszystkich mocno dyskutujących

− Odtwórzcie nagranie z monitoringu.(zbędna kropka) − P(p)olecił.
− Oglądaliśmy już dwa razy. (zbędna kropka)− stwierdził Laluś.

Na ekranie laptopa zobaczyli(przecinek) jak jeden z klientów siedzących na sali został postrzelony w głowę.

Mówiąc to, naszkicował proste,(zbędny przecinek) imitujące tory lotu pocisków.

Nadkomisarz Drabiński narysował kreskę, która minęła miejsce(przecinek) skąd według Kowalskiego strzelali napastnicy.

− Niewielka, ale jest. Pójść(Puść) dalej, jakieś pięć sekund.

Drab ponownie podszedł do kartki i narysował identyczną linię,(zbędny przecinek) jak poprzednio.

(...)Widzimy już(przecinek) jak cała trójka strzela w kierunku sali.

(...)Dopiero, (zbędny przecinek)gdy zaczął padać (przecinek)przenieśli tam ogień.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#14
Dziękuję.
W tym tempie zakończymy kryminał pod koniec stycznia.
Jutro kolejny fragment.
Zaczyna się nudne, żmudne śledztwo.
:D
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#15
Rozdział  VI – Ustalenia

Zapadła kompletna cisza. Każdy z oficerów zastanawiał się, co zrobić z uzyskanymi informacjami.
− Powinniśmy podjąć śledztwo w sprawie zabójstwa tego faceta. − Pierwszy zabrał głos podkomisarz Śliwiński. Na ekranie wskazał ofiarę. − To jest ewidentne morderstwo.
− Chyba podwójne − poprawił Kowalski. − Widzieliście, że siedział przy stoliku wspólnie z drugą osobą. Ten zamach miał to ukryć. A kto jest w stanie zaplanować i zorganizować coś takiego?
Popatrzył na współpracowników. Po minucie kontynuował.
− Oficjalnie jest to zamach terrorystyczny i śledztwo będzie prowadziła ABW, inne służby dostaną do wykonania ściśle określone, wycinkowe zadania.
− Tak − przerwała mu Balicka. − Tylko że nie mają dowodów. Ich śledztwo skupi się na zamachu. Skąd będą wiedzieli o strzale z innego miejsca? − zapytała.
− Jeżeli przeprowadzą bardzo dokładne oględziny, to mogą to ustalić − odpowiedział nadkomisarz Drabiński. − Obejrzenie miejsca zamachu, a przede wszystkim poddasza, da im wyraźną wskazówkę.
− Wierzysz w profesjonalizm ABW − stwierdził Kowalski. − Ja nie. Każdy popełnia błędy w śledztwie. Poza tym to zrobił lub zrobili zawodowcy, wątpię, aby coś pozostawili na górze. Niczego tam nie znajdą.
− Nie wiadomo, mordercy też popełniają błędy. Ponadto ABW straciło dwóch funkcjonariuszy i staną na głowach, aby znaleźć organizatorów zamachu − skomentował aspirant Nowocień. − Można im podpowiedzieć małym przeciekiem do prasy − zaproponował.
− Jesteśmy policjantami − odpowiedział zdenerwowany Kowalski. − Nie będziemy stosować jakichś politycznych zagrywek z przeciekami, z prasą. Dziennikarze stworzą tysiące coraz głupszych hipotez, będą żądali ich potwierdzenia i śledztwo utknie w martwym punkcie.
− Agenci zginęli przypadkowo − stwierdził Czip. − Atak miał się zacząć po wysadzeniu centrum monitoringu. Organizatorzy liczyli się ze śmiercią dwóch ochroniarzy, dwóch głównych celów i kilku cywili. Specjalnie wybrali tę porę.
− Nie, Jacek − zaprotestował Kowalski. − Godzinę ataku i datę wyznaczyli ci, których chciano zamordować. Mamy zatem następującą sytuację: w knajpie w obiekcie publicznym wyznaczyli sobie spotkanie pan X i pan Y.  O miejscu i dacie dowiedział się pan Z, zaplanował i zorganizował zamach, aby przykryć morderstwo.
− Nie musiał zadawać sobie tyle trudu, mógł ich pojedynczo wykończyć − wtrąciła Balicka.
− Właśnie. Był zatem i drugi cel: zamach.
− Czy zabójstwo i zamach są jakoś ze sobą powiązane? − zapytał Nowocień. − Musimy ustalić dane personalne obu ofiar siedzących przy jednym stoliku. To pozwoli nam w jakiś sposób rzucić światło na zamachowców.
− Wracajmy do zasadniczego pytania: co robimy? Dwaj faceci uzgadniają spotkanie. Na pewno drogą telefoniczną lub mailową. Nie twarzą w twarz, bo już by sobie wiele wyjaśnili.
− Chyba że jeden nie wszystko powiedział na pierwszym spotkaniu. To mogło być kolejne.
− Drab, masz rację. Ale kto ma możliwości śledzenia rozmów telefonicznych i maili? Przecież w jakiś sposób doszło do pierwszego kontaktu.
− Szrama, czy ty zakładasz, że ABW w tym maczała palce? − zapytała Balicka.
− Nie zakładam, ale nie wykluczam takiej możliwości. Są jeszcze inne służby, które mogą to przeprowadzić. Dlatego jestem przeciwny przekazaniu im nagrań. Jedno jest pewne: organizator ma kolosalne możliwości. I niech mu się zdaje, że wszystko poszło zgodnie z planem. To, że wiemy o morderstwie już dzisiaj, daje nam pewną przewagę. Nie mam pojęcia, kto mu pomaga. Nie sądzę, aby sam dokonał zabójstwa. Jest ich zatem dwóch. Jeden wykonawca, drugi − mózg operacji. Zamach postawił na nogi wszystkie służby. Wiedział o tym, a mimo to zaplanował. To świadczy o jednym: może śledzić postęp śledztwa. Nie będę dalej szedł w tym kierunku.
− Śledztwa pod nadzorem ABW i wszelkich innych zleconych przez nich. Nie możemy przekazać nagrań. − Komisarz Balicka poparła Kowalskiego.
− Jak sobie wyobrażacie prowadzenie śledztwa własnymi siłami bez wsparcia komendy? Trzeba wykonać ekspertyzy kryminalistyczne, aby mówić o zabójstwie. Nie będziemy mieli żadnych dowodów procesowych, niczego, co zaakceptuje prokuratura, nie mówiąc o sądzie − powiedział Drabiński.
− Mamy lepszą kryminalistykę niż ABW. Nasi będą dla nich pracować.
− Nie masz pewności, czy będą. Musisz pogadać z Maniusiem.
− Pogadam, ale nie tutaj. Moja wizyta u niego sprowokuje spekulacje. Nie wiem, kiedy wróci do domu, na pewno nie dzisiaj. Poza tym jeszcze nie podjęliśmy decyzji. − Mówiąc to, spojrzał na Draba, a następnie na pozostałych.
Każdy z nich kiwnął głową, wyrażając aprobatę.
− Ok, uzgodniliśmy, że nie przekazujemy nagrań. Skoro „mózg” może nadzorować śledztwo, a tak wstępnie założyliśmy, to czy możemy to samo? Ma ktoś znajomego w ABW?
Nikt się nie zgłosił. Kowalski i Drabiński, najstarsi pracownicy kryminalnego, nigdy nie współpracowali z Agencją. Z młodych jedynie komisarz Balicka mogła studiować z przyszłymi agentami. Kowalski przyglądał się Barbarze, ta wyraźnie zastanawiała się nad odpowiedzią.
− Po szkole dwóch kolegów poszło do nich.
− Znasz ich dobrze? − zapytał z nadzieją Kowalski.
− Jednego, startował do mnie − odpowiedziała. − Jednak po szkole kontakt się urwał. Nie mogę teraz ni z tego, ni z owego odezwać się do niego. Nie wiem nawet, jakie zajmuje tam stanowisko.
− Wiesz, jak się nazywa, a to już jest coś − uśmiechnął się Szrama. − Ustalmy kolejność działań. Najpierw musimy dowiedzieć się wszystkiego na temat ofiar. Drab, masz chody w kryminalistyce, to zadanie dla ciebie. Ja postaram się uzyskać informacje od Maniusia.
− Jutro odwiedzę ciecia z Archiwum − zobowiązała się Balicka. − Podłożyli ładunek wcześniej, musieli mieć swobodny dostęp do centrum. Porozmawiam z naszym znajomym, może coś wie.
− Dobrze. Teraz zastanówmy się, jak to przebiegało w czasie. Alarm w komendzie ogłoszono o trzynastej pięćdziesiąt dziewięć. Załóżmy, że faktycznie pierwsze strzały padły minutę wcześniej. Przyjechaliśmy na miejsce o czternastej pięć. Obejrzeliśmy nagranie dwa razy i weszło ABW. Ile trwa nagranie? − Kowalski zapytał Czipa.
− Sto dwadzieścia sekund.
− Czyli niecałe pięć minut. O czternastej dziesięć wysadzają się w powietrze, a dwie minuty później wylatuje monitoring.
− Jeżeli dobrze kalkuluję, to akcja miała zacząć się o czternastej dwanaście − rozpoczął Czip. Ta godzina została ustawiona na sztywno, czyli zapalnik czasowy. Zabójca obserwując sytuację na pasażu, oddaje pierwszy strzał w momencie, gdy oni zaczynają strzelać. Gdy zobaczyli padającego faceta, przenieśli w tamtą stronę swój ogień. Ginie drugi i zaczynają walić do kamer.
− Skoro zniszczyli kamery, to nie zamierzali się wysadzić. Wiedzieli, że są nagrywani i zaczęli zbyt szybko − kontynuowała rozważania Balicka. − Nie czekali, aż wyleci monitoring, nie chcieli być nagrani.
− Świadek zeznał, że po wystrzeleniu i zgromadzeniu ludzi na środku zaczęli nakładać pasy z ładunkami. Wtedy nastąpił wybuch. Popełnili błąd − powiedział Szrama. Sięgnął ręką do kieszeni i wyciągnął paczkę papierosów. Wyjął jednego i nie zważając na minę Balickiej, zapalił. − Nie − odezwał się po pierwszym zaciągnięciu. − Oni nie popełnili błędu, oni zostali wysadzeni przez strzelca. On tam był do końca, był tam, gdy my już filmowaliśmy wyjścia. Mamy go nagranego.
Czip od razu przystąpił do odtwarzania zapisów z kamer ustawionych przez Lalusia.
− Obserwujcie tych, co wychodzą po pierwszym wybuchu. Powinien być wśród nich − podpowiedział Drab.
− Jeżeli wyszedł tym wyjściem. Równie dobrze mógł nałożyć kamizelkę ABW i spokojnie posiedzieć do końca.
− Laluś, mógł. Od czegoś musimy jednak zacząć − stwierdziła Balicka.
Zadzwonił telefon.
− Komisarz Kowalski − zameldował się Szrama.
− Za pięć minut narada u naczelnika − poinformowała sekretarka.
Odłożył słuchawkę i zwrócił się do współpracowników:
− Oglądajcie i postarajcie się znaleźć podejrzanego. Ja idę na naradę do Barana.
Po minucie z notatnikiem zameldował się w gabinecie naczelnika. Poczekali, aż wszyscy przybyli na spotkanie.
− Nie otrzymaliśmy żadnych zadań − stwierdził. − Pozostajemy jednak do dyspozycji do północy, potem możecie zwolnić ludzi. Jutro zaczynamy pracę o godzinie szóstej. To są najważniejsze ustalenia. Śledztwo prowadzi ABW. Nie zwalnia nas to jednak z obowiązku sprawdzenia wszelkich okoliczności związanych z zamachem. Macie uruchomić swoją agenturę. Może zdobędziecie jakieś interesujące informacje. Czy macie jakieś pytania?
− Wiadomo już, ile osób zginęło?
− Tak, w centrum śmierć poniosły dwadzieścia trzy osoby, w tym troje zamachowców. Zginęło dwóch funkcjonariuszy ABW, dwóch ochroniarzy, jeden ekspedient i piętnastu przypadkowych klientów centrum. Nazwiska zostaną podane dopiero po poinformowaniu rodzin. Trwają ustalenia danych personalnych.
− Kim byli zamachowcy? − zapytał jeden z kierowników sekcji.
− Bardzo młodzi ludzie, kobieta i mężczyźni. Trwa identyfikacja zwłok, ale trochę to potrwa. Nie mieli żadnych dokumentów.
− W jaki sposób zginęło tych szesnastu? − zapytał Kowalski.
− Większość w wyniku eksplozji ładunków, które mieli na sobie zamachowcy. Nie podano szczegółów. Na miejscu pracuje między innymi nasza kryminalistyka. Protokoły mają lądować bezpośrednio w ABW. Chodzi o ograniczenie przecieków.
− Czy poznamy nazwiska ofiar?
− Nie od razu, za kilka dni. Myślę, że w momencie, gdy zaczną się pogrzeby. Liczba ofiar jest oczywiście tajemnicą i proszę ją zachować dla siebie. Już prasa i telewizje podają niesprawdzone informacje, szacujące liczbę zabitych od piętnastu do trzydziestu. Komisarzu, czytałem wasz raport. Mieliście cholerne szczęście, ale nikt tam nie kazał wam wchodzić.
− Mieliśmy − odpowiedział jednym słowem. Po chwili dodał: − Coś im się popsuło. Jest rzeczą oczywistą, że wysadzenie pomieszczenia monitoringu miało rozpocząć akcję.
− Tak, to jest oczywiste. Śledztwo idzie w tym kierunku. Tyle tylko mogę powiedzieć.
Zapadło milczenie, które przerwał naczelnik:
− Narada skończona, wracajcie do sekcji i wyznaczcie zadania podległym pracownikom. Jutro spotykamy się o szóstej i jeżeli nie otrzymamy zleceń, operacyjni mają wyruszyć w teren.
Opuścili gabinet i udali się do swoich biur.
− Coś nowego? − zapytała Balicka, gdy tylko pojawił się w drzwiach.
− Nie, wiemy, że zginęło szesnastu cywili. Ta informacja jest tajna. Zobaczyliście coś ciekawego?
− Właściwie nie. Nikt nie wydał się nam podejrzany.
− Na pewno mamy go nagranego. Jest dobry. Skoro tak, to zacznijcie jeszcze raz i wytypujcie tych najmniej rzucających się w oczy.
− Tych to jest sporo; trzy babcie, jeden menel, parę dzieciaków...
− Menel? Odtworzyliście moje nagranie?
− Nie.
− Czip, znajdź je i puść. Menela znaleźli w ubikacji, był tam podobno dziesięć minut wcześniej i ze strachu cały czas siedział zamknięty. Gdy obok mnie przechodził, śmierdział ubikacją. Właściwie to z daleka leciało od niego smrodem.
Po chwili mogli go obejrzeć na nagraniu Szramy.
− Ale ze mnie palant − stwierdził komisarz. − Od razu zorientował się, że mam włączony aparat i umiejętnie zasłaniał twarz. Powinienem to zauważyć.
− Czy nie wydaje się wam, że ten funkcjonariusz pomaga mu w tym? Również stoi albo tyłem, albo bokiem − zauważył Laluś. − Ten facet doskonale wie, na czym polega praca obserwacji. Oboje wiedzą.
Zamilkli, teraz nie mieli już wątpliwości, że ten zamach był doskonale przygotowany.
− Ktoś z ABW maczał w tym palce − stwierdził Drab. − Szrama, zasuwaj do Maniusia. To jest bardzo poważna sprawa.
− Poświęcili swoich ludzi? − zapytała Balicka. − Nie, nie wierzę w to.
− Do Maniusia pójdę w odpowiednim czasie, nie teraz. Zastanówmy się dokładnie, dlaczego doszło do wcześniejszego rozpoczęcia akcji.
− Przypadek − podpowiedział Nowocień. − Widzieliśmy, że ochroniarka chciała zajrzeć do wózka.
− Nie ma jej na liście ofiar, a była bardzo blisko. Na pewno została lub zostanie przesłuchana.
− Laluś, ona tylko potwierdzi to, co widzieliśmy. Nic nowego nie dowiemy się od niej.
Kowalski przysłuchiwał się rozmowie Śliwińskiego z Nowocieniem. Po chwili zwrócił się do Czipa:
− Odtwórz pierwsze nagranie sali restauracyjnej. Popatrzmy jeszcze raz na ochroniarkę i na stolik, przy którym siedzi pierwsza ofiara. Może jest jakiś związek między nimi.
Spojrzeli na szefa nieco zdziwieni, nie wszyscy podążyli za jego tokiem myślenia. Uważnie śledzili kadr za kadrem.
− Facet dopiero usiadł na krześle − powiedziała Balicka.
− Nie − zaprotestował Laluś. − On chciał wstać i odejść, usiadł z powrotem. Krzesło stoi już na miejscu, nie przesuwa go, on siada.
− Sam powiedziałeś, że siada.
− Wiem, co mówię, wielokrotnie obserwowałem ludzi, podnoszenie się i ponowne siadanie właśnie tak wygląda. Gdy siadasz pierwszy raz poprawiasz krzesło. On tego nie robi. Cholera, gdyby nagranie zaczęło się kilka sekund wcześniej, byłoby to wyraźnie widać − dokładnie wyjaśnił.
− Dwadzieścia sekund później podchodzi ochroniarka − stwierdził Kowalski. − W uchu ma słuchawkę, ale to nie powinno budzić podejrzeń.
− Kilkakrotnie stwierdziliśmy, że ta akcja została doskonale przygotowana. Musieli obserwować zamachowców, pilnować ich, być w pobliżu. Trzeba ją przesłuchać. − Mówiąc to, wskazał na dziewczynę w mundurze ochrony centrum. − To już mamy troje organizatorów.
− Drab, im więcej ich jest, tym prędzej wpadną.
Kowalski poczuł wibrację komórki. Niewiele osób znało jej numer.
− Poczekajcie, odbiorę telefon.
Wyjął z kieszeni stary model sony ericssona.
− Słucham.
− Bronek, wpadnij do mnie o drugiej − usłyszał głos Teresy.
− Dobrze.
Zakończył połączenie i sięgnął po papierosa. Balicka już nie protestowała. Czekali, aż wypali i powie, co ma do powiedzenia. Kowalski w tym czasie intensywnie myślał. Został wezwany przez Maniusia. Musiało się coś nowego wydarzyć albo nadinspektor podejrzewał go o to, że nie wszystko powiedział. Doszedł do wniosku, że chodzi o to drugie.
− Która godzina? − zapytał.
− Dziesięć po północy − odpowiedział Laluś.
− Możecie wrócić do domów. O szóstej chcę widzieć was z powrotem.
− Co mamy zrobić z kopiami? − zapytał Czip.
− Nie mogę was do niczego zmusić, ale dobrze byłoby, gdyby każdy zabrał komplet i schował go w bezpiecznym miejscu.
Zaczęli się pakować i po kolei opuszczać biuro. Ostatnia przygotowała się do wyjścia Balicka.
− Ty nie wychodzisz? − zapytała.
− Nie, posiedzę jeszcze trochę − skłamał.
− Usłyszałam głos kobiety, to była sekretarka komendanta, masz się do niego udać. O której?
Spojrzał na nią i się uśmiechnął.
− Masz dobry słuch.
− Sami mi ją nagraliście. Poczekam tutaj, nigdzie mi się nie spieszy.
Zdjęła kurtkę, którą wcześniej nałożyła, i usiadła przy swoim biurku.
− Poczytam trochę o Majcherze − wyjaśniła.
Kowalski usiadł przy swoim i wyjął z szafy mały siedmiocalowy tablet, uruchomił go. Podłączył kartę pamięci, jaką otrzymał od Czipa, i oglądał nagrania. Odpowiednio je pogrupował. Przygotował się do rozmowy z Maniusiem.
Dziesięć minut przed umówionym spotkaniem schował tablet do kieszeni i udał się do sekretariatu zastępcy komendanta. Im miał bliżej, tym więcej funkcjonariuszy kręciło się na korytarzach. Wszedł punktualnie o drugiej.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#16
(01-01-2017, 11:24)burak napisał(a): Rozdział − V Ustalenia (Rozdział V – Ustalenia)

− Powinniśmy podjąć śledztwo w sprawie zabójstwa tego faceta. − Pierwszy zabrał głos podkomisarz Śliwiński. Na ekranie wskazał ofiarę (zbędne wcięcie)− To jest ewidentne morderstwo.

− Jeżeli przeprowadzą bardzo dokładne oględziny (przecinek) to mogą to ustalić − odpowiedział nadkomisarz Drabiński.

Godzinę ataku i datę wyznaczyli ci, których chciano zmordować (zamordować). Mamy zatem następującą sytuację: w knajpie w obiekcie publicznym wyznaczyli sobie spotkanie pan X i pan Y.  O miejscu i dacie dowiedział się pan Y (chyba już raczej 'pan Z'), zaplanował i zorganizował zamach, aby przykryć morderstwo.

Jedno jest pewne (dwukropek) organizator ma kolosalne możliwości.

To, że wiemy o morderstwie już dzisiaj (przecinek) daje nam pewną przewagę.

Poza tym jeszcze nie podjęliśmy decyzji (kropka i dalej dużą literą) − mówiąc to (przecinek) spojrzał na Draba, a następnie na pozostałych.

− Ok, uzgodniliśmy, że nie przekazujemy nagrań. Skoro „mózg” może nadzorować śledztwo, a tak wstępnie założyliśmy, to czy możemy to samo? (ale CO? "to samo" – do czego się odnosi?) Ma ktoś znajomego w ABW-u (ABW bez tego '-u')?

− Wiesz (przecinek) jak się nazywa, a to już jest coś − uśmiechnął się Szrama.

− Wiadomo już (przecinek) ile osób zginęło?

Trzeba ją przesłuchać (kropka i dalej dużą literą) ¬(jakiś dziwny znak)− mówiąc to, wskazał na dziewczynę w mundurze ochrony centrum.

Zdjęła kurtkę, którą wcześniej nałożyła (przecinek, bo to było zdanie podrzędne wtrącone) i usiadła przy swoim biurku.

Podłączył kartę pamięci, jaką otrzymał od Czipa (przecinek) i oglądał nagrania.

Im miał bliżej (przecinek) tym więcej funkcjonariuszy kręciło się na korytarzach.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#17
Poprawiłem
Ten dziwny znak czasami pojawia mi się przy kopiowaniu tekstu.
Dziękuję.
Gdy się wykuruję, wrzucę ciąg dalszy.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#18
Stu mnie uprzedził, więc tylko sobie przeczytałam, żeby być na bieżąco. Ale nie omieszkam dorzucić swoich trzech groszy. :) Czekam na ciąg dalszy.

(01-01-2017, 11:24)burak napisał(a): Rozdział  V – Ustalenia

(...)− Pierwszy zabrał głos podkomisarz Śliwiński. Na ekranie wskazał ofiarę(kropka) − To jest ewidentne morderstwo.

− Jesteśmy policjantami − odpowiedział zdenerwowany Kowalski. − Nie będziemy stosować jakiś(jakichś) politycznych zagrywek z przeciekami, z prasą.

Kowalski i Drabiński, najstarsi pracownicy kryminalnego(przecinek) nigdy nie współpracowali z Agencją.

− Jutro odwiedzę ciecia z Archiwum.(zbędna kropka) − Z(z)obowiązała się Balicka. (Tak bym to zapisała)

(...)Zabójca obserwując sytuację na pasażu(przecinek) oddaje pierwszy strzał w momencie, gdy oni zaczynają strzelać.

− Świadek zeznał, że po wystrzeleniu i zgromadzeniu ludzi na środku, (zbędny przecinek) zaczęli nakładać pasy z ładunkami.

− Czy nie wydaje się wam, że ten funkcjonariusz pomaga mu w tym.(znak zapytania – to jest zdanie pytające) Również stoi albo tyłem, albo bokiem − zauważył Laluś.

(...)Cholera, gdyby nagranie zaczęło się kilka sekund wcześniej (przecinek) byłoby to wyraźnie widać − dokładnie wyjaśnił.

− Co mamy zrobić z kopiami(znak zapytania) − zapytał Czip.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#19
Poprawiłem.
CDN
:D
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#20
Rozdział VII − Pierwsze przesłuchania

− Komendant nikogo nie przyjmuje, odpoczywa − poinformowała Teresa, nie patrząc na wejście. Podniosła wzrok i zobaczyła Kowalskiego. − Jesteś, wchodź. Maniuś już wszystkich spławił, nikt wam nie przeszkodzi.
Szrama natychmiast otworzył drzwi i wszedł do ciemnego gabinetu.
− Jestem − powiedział cicho.
− Bronek, wejdź do łazienki.
Przeszedł przez pół gabinetu i otworzył drzwi od kolejnego pomieszczenia.
− Tutaj nikt nam nie przeszkodzi, gdy będzie paliło się światło w gabinecie to od razu odwiedzi mnie stado gości. Zamknąłem się tu pół godziny temu, a dopiero od pięciu minut mam spokój. Siadaj. − Wskazał mu jedno z krzeseł. − I mów, co tam zobaczyłeś.
− Jedno wielkie gówno. Zdążyliśmy nagrać moment ataku. Mam przy sobie to nagranie.
− Pokaż, pozwól, że sam ocenię.
− Na to liczyłem.
Szrama wyjął z kieszeni tablet i puścił pierwsze nagranie. Nadinspektor Piechur prosił o dwukrotne odtworzenie, a potem o kolejne fragmenty. Pół godziny zajęło mu kilkakrotne obejrzenie materiałów przygotowanych przez Szramę.
− To wszystko? − zapytał Maniuś.
− Nie, ale to są najważniejsze nagrania, reszta to szum.
− Rzeczywiście mamy wielkie gówno. Szybko się zorientowałeś.
− Kto organizuje zamach o takiej porze? Całkowity amator − stwierdził.
− I właśnie takich wybrano, aby uprawdopodobnić zamach − podsumował Maniuś. − Masz rację, wszystko przygotowano po to, aby zabić dziennikarza śledczego i jego informatora. Pierwszej ofiary nie zidentyfikowaliśmy, nie mamy go w naszej bazie, a... dalej ABW dała nam delikatnie do zrozumienia, że oni sami to zrobią. Ten drugi to Janusz Kołodziej, dziennikarz gazety „Tajne Śledztwa”. Był chyba najlepszym dziennikarzem śledczym w kraju, nigdy nie podawał niesprawdzonych informacji. Zawsze opierał się na dowodach, a sprawę nagłaśniał dopiero wtedy, gdy zebrał komplet dowodów, nie spekulował. To było ważne spotkanie.
− ABW wie o nich? − zapytał Kowalski.
− Widzisz, Bronek, nie wiem. Od kul zginęły cztery osoby. Widząc to nagranie, mogłem dopasować ofiary. Oczywiście, że wiedzą o śmierci Kołodzieja, ale nie jestem pewien, czy połączą ją z tym informatorem, którego ja nie znam. Na nagraniu siedzą przy jednym stoliku. Po wybuchu sala wyglądała już inaczej, jedno kłębowisko ciał. Nie dopasują ich do siebie.
− To co robimy?
− Nie wiem, jeszcze nie wiem. Strzelec, funkcjonariusz ABW i prawdopodobnie pracownica ochrony są w to zamieszani. Jeżeli zaczniemy grzebać, znajdziemy kolejne trupy i żadnego dalszego śladu. Oni nie przebierają w środkach i nie mam pojęcie, kim są oni. Niech ABW dąży do wyjaśnienia, stracili dwóch ludzi. My będziemy obserwować i... muszę pogadać ze starym. Ile osób widziało te nagrania?
− Moja sekcja, wszyscy uczestniczyli w nagraniach. Wiedzą, co jest grane i nic nie powiedzą.
Nadinspektor przez chwilę przyglądał się Kowalskiemu.
− Znasz swoich ludzi i to mi wystarczy. Zajmijcie się Sawickim, ruszcie tyłki. Jutro rano przyjedzie tu dwóch oficerów ABW i przesłucha tych, którzy byli w środku.
− O której będą?
− O dziesiątej.
− Dzięki.
− Daj  mi te nagrania, na pewno masz więcej.
Kowalski wyjął kartę pamięci i schował do kieszeni tablet.
− Mieliśmy dzisiaj zacząć nową partyjkę.
− Mieliśmy, nawet postudiowałem Kasparowa.
Maniek uśmiechnął się i zripostował:
− Karpow był lepszy. Idź już, Teresa skontaktuje się z tobą.
Komisarz opuścił gabinet komendanta, dziesięć minut później wyszedł także nadinspektor. Do gabinetu powrócił po dwóch godzinach.
Po wejściu do biura zastał Balicką śpiącą na krześle, głowę miała opartą o akta. Nie budził jej, podszedł do biurka i zgasił lampkę.
− Nie śpię − powiedziała, podnosząc głowę. − Opowiadaj.
− Czekamy na decyzję. O dziesiątej przyjedzie do nas dwóch w czarnych garniturkach. Przesłuchają nas na okoliczność pobytu w centrum monitoringu. Podtrzymujemy to, co napisałem w raporcie.
− Maniuś zgodził się z twoją oceną.
− Niczego mu nie sugerowałem, tylko pokazałem nagrania. Naradza się ze starym.
− Kiedy zapadną jakieś decyzje?
− Nie wiem, zasugerował, abyśmy ruszyli w teren.
− To jest dobry pomysł. Możemy po przesłuchaniu pojechać do tego ochroniarza od rybek.
− Pojedziemy w ciemno, nie możemy zadzwonić do firmy ochroniarskiej i dowiedzieć się, czy jest w pracy. Zdrzemnij się trochę, ja zrobię to samo.
Balicka wstała i wyciągnęła z szafy dyżurną karimatę. Po chwili leżała, ale nie mogła od razu usnąć. Natomiast Kowalski już po minucie delikatnie chrapał na swoim krześle.
Przed szóstą zaczęli pojawiać się współpracownicy, ostatni wszedł Laluś.
− Nie mam żadnych śladów − uprzedził pytania. − Grzecznie spałem w swoim łóżeczku i jestem niewyspany, brakowało mi towarzystwa.
− Kup sobie kota − poradziła Balicka. − Dobrze grzeje.
− Zamiast porad wolałbym, abyś osobiście zaangażowała się w moje ogrzewanie.
− Wybij sobie z głowy takie pomysły. Zabieraj się do pracy. Przeczytałeś już akta?
− Nie, kiedy miałbym je studiować?
− Zacznij teraz.
Drab przyglądał się Kowalskiemu, w końcu zapytał:
− Są jakieś nowe wytyczne?
− Nie ma, siedzimy na dupie w trójkę. Wy spadacie, ruszajcie w miasto i popytajcie ucholi. My czekamy na przesłuchanie. Gdy będzie spokój, spotykamy się o dwunastej „Pod śledzikiem”.
− A gdy nie będzie? − zapytał Nowocień.
− Zadzwonię do was. Idźcie już.
Kowalski przyglądał się Czipowi.
− Co się tak gapisz? Wiem, co mam mówić − zareagował na spojrzenie szefa. − Pamiętam, co spotkało Papałę.
Balicka natychmiast spojrzała na niego, a następnie na Kowalskiego.
− Jest tak poważnie? − zapytała.
− Nie. Nie ma żadnych powodów do stwierdzenia, że coś nam grozi − uspokoił ją Kowalski.
− Nie pierdol, nie po to kazałeś nam pochować nagrania.
− Dopóki nie złożymy zeznań i nie ruszymy z własnym śledztwem, nic nam nie grozi.
− A potem? − zapytał Czip. − Co będzie, gdy zaczniemy grzebać?
− Nie wiem, zobaczymy. Zabierzmy się za sprawę Sawickiego. Na czym to ostatnio stanęliśmy?
Balicka chwilę myślała i powiedziała:
− Brylant, oceniliśmy, że żona mogła go wręczyć Majchrowi jako zaliczkę za zabójstwo.
− To ustalmy, czy w ogóle miała taki kamień. Od tego zacznijmy. O, przepraszam, już nie będę się wtrącał − zakończył Kowalski.
Baśka skrzywiła lekko usta. Kowalski nie odczytał, co to miało oznaczać.
− Jacek, pogrzeb w Internecie, może są jakieś zdjęcia Karoliny Sawickiej.
− Już to sprawdzałem, ta kobieta nie lubi się fotografować. Nigdy nie towarzyszyła Sawickiemu na oficjalnych przyjęciach. Muszę pogrzebać głębiej. Zacznę od pierwszych informacji o jej związku z Zenonem. To było prawie dwadzieścia lat temu. Tak po prawdzie, to nawet jak znajdę jakąś fotografię, na której będzie miała na palcu pierścionek, to i tak nic tam to nie da. Nie mamy pojęcia, jak on wyglądał.
− Ale będziemy mogli wykorzystać to w rozmowie − stwierdziła Balicka. Nie była jednak do końca przekonana, na czym miałoby polegać to wykorzystanie.
− Załóżmy, że znajdę fotkę. Zapytasz się: gdzie ma pani pierścionek. Ona odpowie: dawno temu mi go ukradziono, ale nie zgłaszałam na policję. Do tego jeszcze wyjaśni, że nie zgłaszała, bo podejrzewała, że zrobił to pasierb. I jesteś w dupie.
Gdy skończył, przyjrzał się Balickiej. Ta po chwili zapytała:
− Ty byś tak wyjaśnił jego brak?
− No pewnie.
− Przyznałbyś się, że ten pierścień jest istotny w tym śledztwie. Rzucenie oskarżenia na pasierba nie będzie dobrym posunięciem.
− Ale nie będzie do obalenia − odpowiedział Czip. − Szrama, a ty co o tym sądzisz?
− Wytłumaczenie Sawickiej ma ręce i nogi. Pozostanie pytanie, czy rzeczywiście ukradł Karol. Najpierw jednak ustalmy, czy go posiadała. Potem będziemy zastanawiać się, czy ten z wyceny jest tym ze zdjęcia, czy innego dowodu. Musimy... no dobra, Baśka, mów.
− Musimy ustalić, czy Majcher go spieniężył. To już będzie jakiś ślad.
Do pokoju wszedł zastępca naczelnika nadkomisarz Szczygieł zwany Pticą. W codzienną pracę wydziału niezbyt się angażował, zdecydowanie wolał wykonywać polecenia naczelnika.
− Komisarzu, w moim gabinecie czeka na was dwóch oficerów ABW. Chcą z wami porozmawiać na temat zamachu. Udajcie się do nich, a ja poczekam tu na wasz powrót.
Ptica miał w zwyczaju zwracać się do podwładnych per „wy”. Pozostało mu to z dawnych czasów, gdy używał kreślenia „towarzyszu”, a potem „obywatelu”. Przetrwał w wydziale wiele roszad personalnych.
Kowalski wstał i wyszedł. Przywitał się z sekretarkami skinięciem głowy i wkroczył do gabinetu zastępcy naczelnika. Zastał dwóch młodych cywili, siedzących przy stole konferencyjnym. Na widok Kowalskiego podnieśli się z krzeseł i zaprosili go gestem ręki, aby usiadł naprzeciwko.
− Kapitan Szlachta i kapitan Kobylański z ABW − starszy z nich przedstawił siebie i kolegę.
− Komisarz Kowalski, w czym mogę wam pomóc? − Zajął wskazane miejsce i dokładnie przyglądał się młodym funkcjonariuszom. Szlachta musiał dopiero niedawno ukończyć szkolenie, Kowalski zauważył jego lekkie zdenerwowanie. Bardziej spokojny był Kobylański, ten też przyglądał się z uwagą Szramie.
− Komisarzu − rozpoczął Szlachta. − Dotarliście na miejsce kilka minut po ogłoszeniu alarmu i natychmiast skierowaliście się do centrum monitoringu. Dlaczego?
− Dlaczego? − Kowalski udał zdumienie, słysząc to pytanie. Po chwili odpowiedział – Jest oczywiste, że chcieliśmy zorientować się w sytuacji, aby móc zameldować przełożonym.
Na tym zakończył odpowiedź i spojrzał wprost w oczy pytającego.
− I co stwierdziliście?
− W dyżurce było dwóch ochroniarzy i oglądali nagrania z monitoringu. Kilka monitorów rejestrowało obraz z pasażu, a kilka było ciemnych, nie pokazywały żadnego obrazu.
Ponownie umilkł. Teraz odezwał się drugi.
− Komisarzu, nie jesteście skorzy do rozmowy.
− Kapitanie, odpowiadam na zadane pytania. Czy ma pan jakieś zastrzeżenia do moich wyjaśnień?
Zapanowała cisza, którą przerwał Kowalski:
− Panowie, nie mam zamiaru was pouczać, ale na przyszłość przygotujcie się do rozmowy. Macie mój raport, tam jest wszystko napisane. Macie wątpliwości, zapytajcie. Słucham.
− Dlaczego część monitorów była wyłączona?
− Wszystkie były włączone. Ochroniarze powiedzieli mi, że troje napastników zniszczyło kamery i dlatego na ekranach było ciemno. To były monitory obsługujące kamery z widokiem na sale restauracyjne. Nie było podglądu na sale, tylko na pasaż. Zamachowców nie było widać. Potem nastąpił wybuch, chyba wysadzili się w powietrze. Przyjechało dwóch waszych ludzi w obstawie trzech antyterrorystów i nas grzecznie wyproszono. Po minucie nastąpiła eksplozja w centrum monitoringu. Pobiegłem tam z komisarz Balicką i wyciągnęliśmy jednego z rannych. Wasi oficerowie zginęli na miejscu. Gdyby przybyli dwie minuty później, to nas wyciągaliby z tego pomieszczenia.
− Dziękujemy, proszę poprosić komisarz Balicką.
Kowalski prawie zaniemówił. Otworzył tylko szeroko oczy i wstał. Po minucie wrócił do swojego biura i powiedział:
− Baśka, czekają na ciebie.
Komisarz Balicka szybko wstała i poszła do gabinetu zastępcy.
− Szrama, dlaczego tak krótko? − zapytał Ptica.
− Nie mam pojęcia. Jeżeli tak ma wyglądać prowadzenie przez ABW śledztwa, to nie wróżę im żadnego sukcesu.
− Widocznie twoje informacje nie są dla nich ważne. A już na pewno nie interesują ich twoje przemyślenia.
− Informacje jednego z pierwszych świadków nie są ważne? − zapytał zdziwiony.
− Szrama, nim poprosili ciebie, rozmawiali z naczelnikiem na twój temat. Ta rozmowa trwała trzy razy dłużej niż twoje przesłuchanie. Zobaczymy, ile czasu zajmie im Balicka. Gdzie reszta pracowników?
− W terenie. Zgodnie z wytycznymi.
− No i dobrze. Dzisiaj nie będzie narady u naczelnika. Od południa ma siedzieć w sztabie kryzysowym, a my działać w terenie. Po przesłuchaniu wszyscy wyruszacie.
− A ty? − zapytał Kowalski.
− Ja zostaję w wydziale i mam z wami utrzymywać łączność. Pod warunkiem, że będzie to możliwe. Zgłosicie czasową niedostępność. O szesnastej wszyscy mają zameldować się z powrotem, wtedy odbędzie się narada. Teraz idę na śniadanie.
Nadkomisarz opuścił biuro.
− Szrama, coś długo przesłuchują Baśkę.
− Jest kobietą, nie martw się. Ciebie też oleją tak jak mnie. Znalazłeś coś w internecie?
− Wzmiankę prasową o zaręczynach Sawickiego. Trzeba poszukać w archiwum gazety plotkarskiej. Jak tu skończymy, to pójdę do redakcji poszperać.
− Ok. Zapalę.
Kowalski zdążył wypalić dwa papierosy, nim wróciła Baśka.
− Czip, twoja kolej.
Gdy wyszedł, zawróciła się do Kowalskiego.:
− Mamy szczęście. Szlachta to mój znajomy. Dokładnie mnie przepytali, co robiliśmy w centrum. Jakie przydzieliłeś nam zadania, co robiliśmy po wybuchu, kiedy wróciliśmy do biura. Mnóstwo chaotycznych pytań. Coś niecoś się wygadali. Przesłuchali tę ochroniarkę. Skomentowali to tak: gdyby nie ona, to nie zginęliby ich ludzie. Wszystko było dobrze przez zamachowców zaplanowane, tylko przypadek spowodował wcześniejsze wydarzenia. To ich zdenerwowało i popełnili kolejny błąd, doprowadzając do przypadkowego wybuchu. Taka jest ich wstępna ocena. Na koniec przesłuchania Michał dał mi numer do siebie, gdybym sobie coś przypomniała.
− Czyli niczego nie podejrzewają.
− Nie wiemy, oni przyszli nas przesłuchać, takie otrzymali wytyczne.
− Poczekamy, co powie Czip.
Czip był przesłuchiwany pół godziny. Po powrocie zwrócił się do Szramy:
− Ponownie ciebie zapraszają.
− Grają w ciuciubabkę. No to zagramy − stwierdził, wychodząc z pokoju.
Gdy wszedł do gabinetu, zaatakował:
− Przypomnieliście sobie coś?
− Komisarzu, prosimy bez zbędnych komentarzy. My tu jesteśmy od zadawania pytań  − wyjaśnił kapitan Kobylański.
− Ok, słucham.
− Dlaczego udaliście się we troje do dyżurki?
− Uznałem, że trzy pary oczu więcej zobaczą niż jedna.
− Jakie zadania ma w sekcji aspirant Czekalski?
− Pytanie to nie dotyczy śledztwa, które prowadzicie. Ale skoro oczekujecie na nie odpowiedzi, to proszę bardzo. Aspirant Jacek Czekalski jest pracownikiem sekcji zabójstw Wydziału Kryminalnego Komendy Głównej Policji. Do jego zadań należy...
− Chwileczkę − przerwał mu kapitan Michał Szlachta. − Chyba nie ma pan zamiaru przedstawić nam zadania sekcji zabójstw.
− Odpowiadam na pytanie. − Kowalski spojrzał na obu oficerów ABW.
− Po drugiej detonacji udaliście się na pasaż. W jakim celu?
− Byłem ciekawy, co się wydarzyło. Chciałem dostać się do strefy pierwszego wybuchu, ale wasi ludzie nie dopuścili mnie tam.
− Ci, którzy pana nie dopuścili, powiedzieli, że nagrywał pan telefonem pasaż.
− Tak, ale niczego ciekawego nie uwieczniłem.
− Proszę nam przekazać to nagranie.
− Proszę bardzo, pokwitujecie tylko jego odbiór i jest wasze.
− Możemy je teraz zobaczyć?
Kowalski wyjął telefon z kieszeni i uruchomił odtwarzanie.
− To jest nagranie cyfrowe, mogę je wam od razu skopiować.
− Sami to zrobimy.
− Panowie, bez przesady. To jest służbowy telefon oficera Komendy Głównej. Jeżeli chcecie zabrać mi telefon, to poproszę o stosowne dokumenty. Szybciej i prościej będzie, gdy skopiujemy je tu i teraz. Chyba że chcecie je wykorzystać jako dowód w sprawie. − Teraz spojrzał na nich z uwagą. Wytrzymali to spojrzenie. Kapitan Kobylański wyjął tablet. Po chwili umieścił na nim nagranie z aparatu Kowalskiego.
− Czy nagrywał pan także w trakcie pobytu w pomieszczeniu monitoringu?
− Nie, nie widziałem takiej potrzeby. Centrum funkcjonowało, to, co nagrano, było na dyskach. Nikt nie mógł przypuścić, że zaraz przestanie istnieć.
− Czy jest coś, o czym pan zapomniał napisać w swoim raporcie?
− Nie sądzę. Macie zeznania świadków, wasza wiedza jest znacznie większa. Ile osób zginęło?
− Ta informacja jest objęta tajemnicą. Niedługo zostanie podana oficjalnie.
− Mam nadzieję, że wyjaśnicie dokładnie okoliczności zabójstwa tych osób.
− To był zamach.
− Dla mnie to są zabójstwa. Wszystkich, łącznie z zamachowcami.
Zapadła chwila milczenia. Oficerowie ABW nie skomentowali ostatniej wypowiedzi Kowalskiego.
− Dziękujemy. Może pan wrócić do swoich zajęć.
− Do widzenia.
Kowalski wstał i wyszedł z gabinetu. Po powrocie zastał w pokoju siedzących przy swoich biurkach Baśkę i Czipa.
− Co taka cisza? − zapytał.
− Dzwoniła sekretarka Maniusia. Chciała rozmawiać z tobą. Masz do niej zadzwonić − poinformowała Balicka. − Chyba coś się dzieje − dodała po chwili.
− Zobaczymy.
Szrama wykręcił numer sekretariatu zastępcy komendanta.
− Komisarz Kowalski − zameldował się.
− Bronek, ty i Balicka macie się zgłosić w gabinecie komendanta głównego o godzinie szesnastej. W mundurach galowych.
Nie zdążył odpowiedzieć, usłyszał trzask odkładanej słuchawki.
− Rzeczywiście coś się dzieje. Baśka, załatw nam salkę u kuzyna.
− Już to zrobiłam. Jeżeli mamy zdążyć, to musimy już iść.
− No to chodźmy.
Tym razem Kowalski skorzystał z zaproszenia Baśki i wsiadł do jej samochodu. Czip pojechał swoim.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości