Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Nowy początek
#1
– Wytrzymaj jeszcze trochę – poprosił dziewczynę.
– Drętwieją mi nogi – odpowiedziała szeptem. – Nic nie czuję.
Od kilkunastu godzin dryfowali w spienionym nurcie rzeki. Najgorszy odcinek mieli już za sobą. Mężczyzna wiedział, że już najwyższy czas, aby wydostać się na brzeg, podpłynął do kobiety i poprosił:
– Przewróć się na plecy i leż bez ruchu.
Nie zareagowała, powoli zsunęła się z niewielkiego kawałka styropianu i zanurzyła w wodzie. Chwycił ją za włosy, wyciągnął na powierzchnię i zaczął holować. Był późny wieczór, dość ciemno, ale udało mu się dojrzeć w odległości kilku metrów konar przewróconego drzewa. Bał się sprawdzić, jak głęboka jest w tym miejscu rzeka. Wykonał kilkanaście pociągnięć ręką i chwycił gałąź zwisającą nad wodą. Mocno zacisnął palce na nadpalonym kikucie i odepchnął się w kierunku brzegu. Teraz postanowił poszukać gruntu, było płytko. Stanął i objął kobietę w pasie, nie spostrzegł, kiedy straciła przytomność. Z trudem wyciągnął ją na brzeg. Ułożył na trawie i nachylił nad twarzą. Oddychała w miarę spokojnie, spała.
Wstał i rozejrzał się dookoła. Pomimo panującego zmroku w oddali dojrzał całkowicie zniszczone budynki, gdzieniegdzie palił się gaz ulatniający się z zerwanych instalacji, poczuł zapach spalonego drewna. Nie zauważył żadnego ruchu, na niebie nie przesuwały się obiekty latające. Panowała kompletna cisza. Odetchnął z wyraźną ulgą. Od dwóch miesięcy uciekali przed maszynami, trudno to nazwać ucieczką, szybko zorientowali się, że nie mają żadnych szans. Postanowili iść śladem zniszczeń, tu dojrzeli szansę na przeżycie. W ciągu dnia ukrywali się i obserwowali okolicę, w nocy wędrowali tam, gdzie one już były. Wiedzieli, że nigdy nie wracają, nie mają powodów, nikt nie ocalał.
Spojrzał na dziewczynę, nie zmieniła pozycji. Usiadł i przyglądał się, jak spokojnie śpi. Miał nadzieję, że najgorsze mają za sobą. Wielokrotnie musiał ją powstrzymywać przed podjęciem ostatecznej decyzji. Przekonywał, że mają szansę, przeżyją, tylko muszą zachować spokój i rozwagę. W końcu przysunął się do niej i ułożył obok. Nie musiał jej przykrywać. Od miesiąca temperatury powietrza utrzymywały się na poziomie trzydziestu stopni zarówno w dzień, jak i w nocy. Po minucie oboje spali.
– Wstawaj – szeptem usiłowała go obudzić. – Wstawaj! – powtórzyła głośniej i szarpała za ramię.
– Co się dzieje? – zapytał, przecierając oczy. – Dlaczego tak głośno mówisz?
– Tutaj nie ma nikogo, stąd też odleciały. Od tygodnia widzimy je tylko, jak podnoszą się i znikają w przestworzach. Widocznie nie mają już kogo zabić.
– A my, my nadal jesteśmy ich celem?
– Nam się udało. Nie wiem jak, ale przeżyliśmy ten pogrom. Jestem głodna, musimy pójść do miasteczka i poszukać żywności. Poza tym zgubiłeś plecak, nie mamy lornetek ani masek przeciwgazowych. W miasteczku znajdziemy wszystko to, co nam jest potrzebne.
– Czy to jest dobry pomysł? Mam wątpliwości. – Pomimo swoich obaw zgodził się z dziewczyną. Muszą zdobyć żywność i niezbędne rzeczy, przynajmniej lornetki.
– Przecież sam widziałeś odlot tych cholernych maszyn.
Nie odpowiedział. Podniósł się i spojrzał w kierunku najbliższych budynków. Niedaleko przed nimi, na uboczu, znajdowała się stacja benzynowa, w połowie spalona, ale cześć sklepiku ocalała.
– Idziemy tam. – Wskazał pobliskie zgliszcza. – Musiało padać i ogień nie dokończył swojego dzieła.
Skradali się, uważnie rozglądając. Nie potrafili już normalnie iść. Dwadzieścia metrów przed stacją stanęli.
– Dalej pójdę sam, poczekaj tutaj na mnie i obserwuj niebo. Gdy coś zauważysz, połóż się na ziemi. – Spokojnym głosem wydał jej polecenie, była do tego przyzwyczajona, ale tym razem zaprotestowała:
– Wiem, co mam robić. Nie musisz mi stale przypominać.
Mężczyzna ruszył dalej, wyraźnie czuł odór gnijących ciał. Zapach był nie do zniesienia. Przywykł już do tego, ale stracił maskę, czułby się lepiej, gdyby mógł uniknąć tego smrodu. Wyjął z kieszeni chusteczkę i zawiązał, zatykając nos. Szybko wbiegł do środka. Rozejrzał się i podszedł do półek z puszkami. Od czasu do czasu spoglądał na dziewczynę. Złapał mały dziecięcy plecak i postawił obok regału. Szybko zapakował kilkanaście konserw i dwie butelki z wodą. Nie patrzył na zwłoki dwóch pracowników stacji, ich ciała były już w zaawansowanym stadium rozkładu. Wybiegł i dopiero wtedy zerwał chustkę z twarzy. Dziewczyna stała i czekała na niego.
– Zginęli miesiąc temu – poinformował. – Były tutaj kilka tygodni temu.
–  Dzień im w zupełności wystarczył. Już dawno ich nie ma. Możemy pójść do miasteczka. Znajdziemy jakiś opuszczony, czysty dom.
– To nie jest dobry pomysł. – Ponownie podważył jej propozycję. – Powinniśmy szukać schronienia daleko od miast, w takich miejscach, w których nigdy nie było ludzi.
– Ktoś musiał przeżyć. Nie jesteśmy sami na świecie.
– Widziałaś chociaż jedną żywą osobę? Nie. Poza tym jest wieczór. Przespaliśmy cały dzień. Jak chcesz coś znaleźć po ciemku?
– Zrobimy pochodnie.
– Zobaczą je z daleka, ujawnimy się i zginiemy.
– Jeszcze nie nadeszła noc i jest pełnia księżyca.
Spojrzał w górę, długo przyglądał się świetlistej kuli na niebie. W końcu podjął decyzję.
– Masz rację, to jest księżyc. Dobrze, pójdziemy, ale najpierw coś zjemy.
Wysypał na ziemię zawartość plecaka i wyjął z kieszeni scyzoryk. Przejrzał puszki i otworzył konserwę mięsną, potem drugą. Podał dziewczynie.
– Nie pamiętam, jak smakuje chleb – pożaliła się, zanurzając przybornik w tłustej mielonce.
– Zboża rosną, nie zniszczyli wszystkiego – pocieszył ją. – Nauczymy się młócić żyto, mielić mąkę i piec chleb. Będziemy żyć, a potem... – nie dokończył, tylko uśmiechnął się do dziewczyny.
– Kiedy? – zapytała z nadzieją w głosie.
– Niedługo, jutro pójdziemy dalej. Niedaleko. Tam zaczniemy nowe życie. Nie martw się, poradzimy sobie.
Rzadko rozmawiali o przyszłości. Do tej pory jedynie o najbliższym dniu, teraz po raz pierwszy o tym, co będą robić za tydzień, za miesiąc. Jedli i planowali, coraz śmielej i głośniej.
– Chodźmy do tego miasteczka. Księżyc świeci, nie ma chmur.
Wstali i trzymając się za dłonie, skierowali w stronę zgliszczy. Czuli, że mają szanse na przeżycie, koszmar ostatnich tygodni zostawili w rzece. Na głównej ulicy stało kilka porzuconych aut. Nie zauważyli żadnych ciał, nie było tak dobrze znanego im odoru. Ślady na budynkach świadczyły o tym, że zostały zniszczone w wyniku potężnego bombardowania. Zawalone kamienice, jedna obok drugiej, żaden dom nie ocalał. W kilku miejscach nadal ulatniał się gaz z wyrwanych rur, płonął. Bladoniebieskie światło potęgowało grozę.
– Ludzie uciekli z miasteczka – stwierdziła.
– Widocznie mieli dużo czasu. Wiedzieli, że zamordują każdego człowieka i zniszczą wszystko na swojej drodze. Przypuszczam, że mieszkańcy ukryli się w górach.
– Na pewno ich ścigali, przecież nikomu nie darowali życia. W takie miejsca wysłali cyborgi, sam widziałeś.
Szli dalej w milczeniu, uważnie rozglądając się dookoła. Nie mieli odwagi skręcić w boczne uliczki. Od czasu do czasu przystawali i nasłuchiwali. Gdy zbliżyli się do końca ulicy, dziewczyna krzyknęła:
– Stój! Usłyszałam coś.
Mężczyzna pociągnął ją i przykucnął pod ścianą budynku. Zmusił dziewczynę, aby schowała się za nim. Milczeli. Szybko rozglądali się wokół siebie. Po kilku minutach oboje uważnie obserwowali zgliszcza znajdujące się po przeciwnej stronie ulicy, skupili na nich całą uwagę.
– Tam. – Wskazała koniec budynku.
Spojrzał i dopiero gdy wyostrzył mu się wzrok, dojrzał migające światełko. Kobieta potwierdziła kiwnięciem głowy.
– Słyszę głos dziecka, tam płacze jakieś niemowlę – powiedziała i zerwała się do biegu.
Nie zdążył jej zatrzymać, pobiegł za nią. Dotarła do dużej dziury w ścianie i stanęła. Mężczyzna był obok niej. Gdy wzrok przyzwyczaił się do ciemności, zobaczyli w rumowisku cudem ocalały pokój. Na jego końcu, pod ścianą, płonęło małe ognisko. Już dogasało. Ostrożnie weszli do środka. Dopiero teraz ujrzeli, że przy ogniu siedzi kobieta, na kolanach trzyma płaczące niemowlę. Nie ruszała się, tylko dziecko kopało nóżkami i machało małymi rączkami. Stali i obserwowali. Mężczyzna zaczął oglądać się za siebie. Nie zauważył niczego podejrzanego.
– Ona nie żyje – stwierdziła kobieta. – Musiała przed chwilą umrzeć.
Podeszli bliżej i wtedy matka, dziecko i ognisko rozpłynęły się w powietrzu. Jednocześnie za nimi zamknęło się wejście. Wiedzieli, że wpadli w pułapkę zastawioną na ludzi. Mężczyzna zerwał się do biegu, pociągnął za sobą dziewczynę. Skoczył w kierunku okna, zamierzał je wybić. Tylko odbił się od szyby i upadł na podłogę. Wstał i podszedł do szyby. Kobieta przytuliła się do niego. Poczuli, że statek zbudowany i pilotowany przez sztuczną inteligencję podniósł się i zawisł kilometr nad ziemią. Patrzyli na miasteczko z coraz większą rezygnacją. Teraz mogli upewnić się, że zostało całkowicie zniszczone.
– Gdzie nas wieziesz, ty przeklęto maszyno?! – krzyknęła dziewczyna. – Gdzie, skurwysynie?!
– Nie odpowie, nigdy nie słyszeliśmy, aby coś mówiły. To nie ma sensu, nie krzycz. Umrzemy z godnością. Tak jak wszyscy inni.
– Nie umrzemy, gdzieś nas wiezie, istnieje szansa.
Role się odmieniły, teraz kobieta starała się pocieszyć partnera i siebie. Nie odpowiedział, tylko uścisnął jej dłoń. Stali przy oknie i patrzyli na Ziemię. Przelatywali z bardzo dużą prędkością nad miastami, wioskami, polami. Niewiele widzieli, nie mogli dojrzeć szczegółów, była noc. Księżyc co prawda był w pełni, a niebo czyste, ale to było zbyt mało. Nie dostrzegli oznak normalnego życia, jakiegokolwiek, dookoła panowała tylko ciemność.
– Jesteście ostatnimi ludźmi na Ziemi. – Usłyszeli metaliczny głos. – Długo czekaliśmy na tę chwilę. Spójrzcie, do czego doprowadziła was pycha i arogancja. Teraz nadszedł nasz czas. Życie na tej planecie dobiegło końca. Polecimy dalej, a wy zostaniecie pierwszymi jej mieszkańcami. Tu jest wasz dom, Adamie i Ewo, tu zaczniecie nowe życie.
Z ostatnim wypowiedzianym przez maszynę słowem pod ich stopami rozsunęła się podłoga. Swobodnie spadali na Ziemię, mocno trzymając się za ręce.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Nie będę wytykał błędów językowych. Skomentuje tylko tekst: Tytuł zepsuł wiele, bo od początku można było się spodziewać, jak to się skończy. Rozumiem: Kilka płaszczyzn, które chciałeś przedstawić. Socjologiczne, Psychologiczne, Technologiczny i nawiązanie do Biblii. (Mogłem popełniać nadinterpretacje, więc wybacz).
Wydaje mi się, że za dużo tego wszystkie w tak krótkim tekście. Większych emocji tekst nie wywarł, nie wzbudził refleksji i ani nie zabłysnął humorem. Jednak ważne jest to, że w ogóle piszesz – jak się zastopuje, to później trudno wrócić. Wielki więc plus za to, że Ci się chce. :D
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#3
Co do tytułu – zgadzam się.
Potraktowałem go roboczo. Niestety nie mogę zmienić. W wersji docelowej ulegnie podmianie.
Objętość tekstu pozostanie taka sama.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#4
Nadchodzę, bo zauważyłam, że ten tekst został trochę pominięty. :p

(02-12-2016, 21:18)burak napisał(a): – Wytrzymaj jeszcze trochę.(zbędna kropka) – P(p)oprosił dziewczynę.

Pomimo panującego zmroku w oddali dojrzał całkowicie zniszczone budynki, gdzieniegdzie palił się gaz,(zbędny przecinek) ulatniający się z zerwanych instalacji, poczuł zapach spalonego drewna.

(...)Widocznie nie mają już,(zbędny przecinek) kogo zabić.

Pomimo swoich obaw,(zbędny przecinek) zgodził się z dziewczyną.

– Idziemy tam(kropka) – w(W)skazał pobliskie zgliszcza.

– Widziałaś,(zbędny przecinek) chociaż jedną żywą osobę?

– Nie pamiętam, jak smakuje chleb.(zbędna kropka) – P(p)ożaliła się, zanurzając przybornik w tłustej mielonce.

– Zboża rosną, nie zniszczyli wszystkiego. (zbędna kropka) – P(p)ocieszył ją.

Zmusił ("dziewczynę" czy coś – coś tutaj powinno być), aby schowała się za nim.

– Tam(kropka) – w(W)skazała koniec budynku.

Na jego końcu, pod ścianą(przecinek) płonęło małe ognisko.

Poczuli, że statek zbudowany i pilotowany przez sztuczną inteligencję podniósł się i zawisł kilometr nad ziemią.(Poczuli dokładną wysokość, na jakiej znalazł się statek?)

Stali przy oknie i patrzyli na Ziemię. (Nie byli raczej na wystarczającej wysokości, by patrzeć na całą planetę, w każdym razie nie wynika to z tekstu jak dla mnie)

Teraz nadszedł nas(nasz) czas. Życie na tej planecie dobiegło końca.

Niezbyt mi się to podoba. Zgadzam się z @marookko co do tytułu – również jestem zdania, że uczył opowiadanie całkiem oczywistym. Sam tekst również nie wywarł na mnie wrażenia. Poruszyłeś w nim wiele kwestii, wspomniałeś o wielu problemach, z którymi borykają się ostatni ludzie na Ziemi. Ale dla mnie to za mało, bym wczuła się w tekst. Nie czułam tu żadnej atmosfery grozy, smutku czy nawet pustki, klimatu bezludnego, zniszczonego świata, walki bohaterów z poczuciem beznadziejności. Po prostu przeczytałam opisy i w zasadzie tyle.

Sami bohaterowie również do mnie nie przemówili. Rozumiem i akceptuję fakt, że w tak krótkim tekście trudno o rozbudowane profile psychologiczne, ale w moim odczuciu tytułowi Adam i Ewa są tacy... nijacy. Niby mówisz o tym, co czują, ale samo mówienie to za mało. Ich wypowiedzi wydają mi się stanowczo zbyt dopracowane. Brzmią dla mnie trochę tak, jakby bohaterowie klepali z pamięci to, czego wcześniej się nauczyli, nie zaś mówili tak jak prawdziwi ludzie, spontanicznie, pod wpływem emocji. Z tego powodu dla mnie podczas czytania i kobieta, i mężczyzna po prostu byli, nie poczułam z nimi żadnego związku ani nie miałam wrażenia, że to mogłyby być postacie z krwi i kości.

To tyle ode mnie. Czytało mi się dobrze i pomysł też mi się podoba, ale czegoś mi tu zdecydowanie zabrakło. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
Cytat:Vet napisała:
Ale dla mnie to za mało, bym wczuła się w tekst. Nie czułam tu żadnej atmosfery grozy, smutku czy nawet pustki, klimatu bezludnego, zniszczonego świata, walki bohaterów z poczuciem beznadziejności.
I słusznie. Nie powinnaś poczuć atmosfery grozy, smutku czy pustki, a już na pewno walki bohaterów z poczuciem beznadziejności. To w swoim założeniu miało być krótkie opowiadanko bez pokazania uczuć. Wyszedłem bowiem z założenia, że jeżeli uciekasz wiele dni i widzisz tylko śmierć stajesz się tylko obserwatorem. Nie masz większej nadziei na przeżycie ale spokojnie do niego dążysz.
Cytat:Vet napisała:
 Rozumiem i akceptuję fakt, że w tak krótkim tekście trudno o rozbudowane profile psychologiczne, ale w moim odczuciu tytułowi Adam i Ewa są tacy... nijacy. Niby mówisz o tym, co czują, ale samo mówienie to za mało. Ich wypowiedzi wydają mi się stanowczo zbyt dopracowane. Brzmią dla mnie trochę tak, jakby bohaterowie klepali z pamięci to, czego wcześniej się nauczyli, nie zaś mówili tak jak prawdziwi ludzie, spontanicznie, pod wpływem emocji. Z tego powodu dla mnie podczas czytania i kobieta, i mężczyzna po prostu byli, nie poczułam z nimi żadnego związku ani nie miałam wrażenia, że to mogłyby być postacie z krwi i kości.
Tak, tylko w jednym momencie zaczęli myśleć o przyszłości.
Poznałem historię trzydziestodziewięcioletniej kobiety, samotnie wychowującej dwie nastoletnie dziewczynki. W Polsce przebywa od paru lat, przyjechała z Australii. Jest po wycięciu macicy, jednego płuca i ma wiele przerzutów. I już zrezygnowała z walki. Nawet na konsultacje mające na celu szukanie kolejnych miejsc gotowych przyjąć ją na leczenie udaje się jej sąsiad. To on walczy, jeździ, szuka. Ona jest całkowicie obojętna.
I tacy mieli być bohaterowie tej miniaturki.
Twoja opinia pozwala mi na ocenę, iż cel osiągnąłem.

PS. Poprawki naniosłem. Co do kilometra to jeszcze pomyślę.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#6
Dobra, coś jest w Twoim wyjaśnieniu, @burak. Ale nie dam się tak łatwo przekonać, zwłaszcza że ja najlepiej wiem, jakie mam wrażenia po czytaniu.:p

Piszesz na przykład: "Wielokrotnie musiał ją powstrzymywać przed podjęciem ostatecznej decyzji. Przekonywał, że mają szansę, przeżyją, tylko muszą zachować spokój i rozwagę." A pod koniec: "Nie umrzemy, gdzieś nas wiezie, istnieje szansa." Mnie trochę nie pasuje to do posępnego obrazu zobojętniałych obserwatorów własnego losu, zwłaszcza drugi cytat.

Poza tym czegokolwiek byś nie powiedział, bohaterowie nie zaczną mnie przekonywać również z powodu tego, w jaki sposób się wypowiadają. Przykro mi, ale jak już wspominałam, dla mnie ich dialogi brzmią nienaturalnie. I nie dlatego, że postacie mają zwichrowaną psychikę, bo tego nie widzę. Po prostu czytając, czułam się tak, jakbym czytała kwestie, których kobieta i mężczyzna nauczyli się na pamięć. Żeby nie być gołosłowną:

– Nam się udało. Nie wiem jak, ale przeżyliśmy ten pogrom. Jestem głodna, musimy pójść do miasteczka i poszukać żywności. Poza tym zgubiłeś plecak, nie mamy lornetek ani masek przeciwgazowych. W miasteczku znajdziemy wszystko to, co nam jest potrzebne.
– Czy to jest dobry pomysł? Mam wątpliwości.


Bez obrazy, ale dla mnie brzmi to trochę tak, jakby oboje mieli jakąś listę z kwestiami do odhaczenia. Szczególnie sztucznie brzmi dla mnie odpowiedź mężczyzny w drugim cytacie, jest taka nienaturalnie rozbudowana. Zwykłe "Czy ja wiem" albo "Sam nie wiem" czy coś załatwiłoby sprawę. A to nie jest jedyny przypadek, w którym mi coś nie grało.

Ogólnie nadal podtrzymuję to, co mówiłam wcześniej: wciąż czegoś mi tu brakuje. Gdyby nie brakowało, wiedziałabym, z jakimi bohaterami mam do czynienia, nie miałabym wątpliwości i nie potrzebowałabym dopowiedzeń autora. W "normalnych" warunkach, czyli czytając to na papierze czy gdziekolwiek indziej, raczej nie mogłabym sobie pogadać z Tobą jako autorem i nie usłyszałabym historii, która zainspirowała Cię do stworzenia takich postaci, miałabym sam tekst. :)

Ach, i fajnie, że zmieniłeś tytuł. Teraz znacznie bardziej mi się podoba. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Masz rację.
Autor nie powinien tłumaczyć swojej pracy.
Raczej tego nie czynię.
Dzięki za uwagi.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#8
(08-12-2016, 22:30)burak napisał(a): Masz rację.
Autor nie powinien tłumaczyć swojej pracy.
Raczej tego nie czynię.
Dzięki za uwagi.

Żeby "była jasność", że tak powiem: bardzo doceniam fakt, że forumowa forma dzielenia się tekstami pozwala na wyjaśnienie przez autora, skąd pomysł na coś i jak coś miało wyglądać, na wymianę poglądów i tak dalej. I Twoje wyjaśnienie naprawdę mnie zaciekawiło i skłoniło do refleksji. Dobrze jest wiedzieć takie rzeczy. Ale cóż, ja stety-niestety oceniam sam tekst, chociaż może to okrutne momentami. :)

Dzięki za rozmowę. No i czekam na kolejne Twoje teksty. ^^
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości