Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Rykowisko
#41
Przede mną stali: Trzycuk i Traspiju.Trzycuk trzymał w dłoni kilka kartek.
– Co zrobiliście z Pirem? – zapytałem.
– Poszedł do siebie, był trochę zmęczony.
– Zmęczony? Wyście go prawie zamęczyli, torturowali, gnębili.
Spojrzeli na siebie, a następnie wybuchnęli śmiechem.
– Pir nam pomaga. Czy myślisz, że to takie proste przygotować jadłospis dla tylu osób? Trzeba się mocno napracować, a Pir ma lekkie pióro, więc chętnie zgodził się nam pomóc.
– A ta klatka, łańcuchy, kula u nóg?
– Każdy niezwykle utalentowany facet stawia jakieś warunki, ma jakieś… specyficzne wymagania.
– Pir zażyczył sobie klatkę i te wszystkie dodatki. Nawet nie wiesz, jakie kłopoty mieliśmy, aby zdobyć odpowiednią kulę. Co najmniej 159 odrzucił, nim jedną zaakceptował ¬– powiedział Trzycuk.
– Niestety nie jest taki dobry, jak myśleliśmy, zadowala jedynie 78% gości – wyjaśnił Traspiju.
– Może ty nam pomożesz? Jakie stawiasz warunki?
– Nie, dziękuję, nie jestem kucharzem. Po chwili zapytałem. – Dlaczego nas podglądacie?
– Co? Podglądamy?
I znowu salwa śmiechu, całe poddasze zadrżało, monitory pospadały.
– My tu tylko sprzątamy. – Zaczęli wyjaśniać jeden przez drugiego.
– I dbamy o kolory.
– O estetykę, też.
– No dobra, pójdę już. – poinformowałem lekko zdezorientowany.
– To nie pomożesz nam?
Nie udzieliłem odpowiedzi i opuściłem nadpoddasze.
– Szkoda, znowu będą niezadowoleni – usłyszałem jeszcze głos Trzykuca.
Pojechałem do baru.
– Macie tutaj coś do zjedzenia? – zapytałem barmana.
– Uprzedzam, że posiłki tylko do piwa. Siadaj przy stoliku.
Znalazłem wolny stoliczek i grzecznie czekałem na kelnerkę. Po kilku minutach zjawiła się Rodo.
– Ile?
– Ja chcę coś na ciepło.
– Ciepłe zamówisz tylko przy barze – odpowiedziała, porzucając mnie.
Podrałowałem ponownie do baru.
– Słuchaj Bełku, kelnerka powiedziała mi, że ciepłe tylko przy barze. Dawaj menu.
– Menu mają kelnerki.
– To mów, co można skonsumować?
– Przecież już mówiłem, że u kelnerek.
– Ja też mówiłem, że kelnerka odesłała mnie do baru.
– To wprowadziła cię w błąd. Chcesz coś wszamać, to do stolika. Tu możesz dostać jedynie ciepłe piwo.
Znowu poszedłem do stolika, usiadłem, byłem już bardzo głodny i wściekły. Po kilku minutach zjawiła się Chijo.
– Słucham.
– Poproszę menu.
– Posiłki tylko do piwa.
– Wiem. Chciałem zobaczyć, co jest w menu.
– Najpierw zamów piwo. Jak wypijesz, to dostaniesz menu.
– Jakie masz piwo?
– Odczep się.
– Przecież grzecznie się zapytałem.
– Równie grzecznie odpowiedziałam.
– Aha, piwo „odczep się”, czy masz „uwielbiam cię”?
– Ta kelnerka już nie pracuje.
– To poproszę jedno małe.
Kolejne dwie minuty, postawiła na stoliku coś, co przypominało kufel piwa. Wypiłem ze wstrętem.
– Kelner!
Po chwili zawołałem ponownie.
– Kelnerka!
– Słucham.
– Poproszę menu.
– Piwo wypiłeś?
– Tak.
– To proszę. – Podała mi menu, nareszcie trzymałem je w rękach.
Z niecierpliwością zajrzałem w spis potraw. Był ogromny, przebogaty. Na kilkunastu stronach umieszczono zupy, wieprzowinka, wołowina, potrawy z ryb, zakąski, dodatki, drinki, napoje.
Na każdej stronie podpis: Pir.
– Poproszę goloneczkę bawarską.
– Posiłki tylko do piwa.
– Przecież już zamówiłem.
– Wypiłeś?
– Tak.
– Właśnie, chcesz zamówić goloneczkę, najpierw zamów piwo.
– Jedno małe „odczep się” i goloneczkę po bawarsku.
– To wszystko?
– Tak.
Po trzech minutach przyniosła piwo.
– Na golonkę trzeba trochę poczekać – wyjaśniła.
– Ile minut?
– Około dziesięciu.
Mówi się trudno. Rozejrzałem się po barze. Towarzystwo bawiło się w najlepsze. Wysączyłem piwo, a goloneczki jak nie ma, tak nie ma.
W końcu zjawiła się Chijo.
– Niestety goloneczki już nie ma.
Zajrzałem w spis.
– Poproszę rumsztyk z cebulką.
– Posiłki tylko do piwa.
– Przecież zamówiłem.
– Wypiłeś?
– Tak.
– No, to znaczy, że nie masz piwa, musisz zamówić.
– Cztery duże „odczep się” – ryknąłem. – I rumsztyk z cebulką.
– To danie na specjalne zamówienie. Przewidywany czas przygotowania 168 minut.
– W takim razie rezygnuję. A schabowy, jak długo smażą?
– Schabowego podajemy od razu.
– To poproszę.
– Posiłki tylko do piwa.
– Przecież zamówiłem.
– Tak, ale do rumsztyku.
– Cztery duże „odczep się” i schabowy.
– To wszystko?
– Tak – jęknąłem.
Po trzech minutach przyniosła mi osiem dużych piw.
– Niestety, masz mały stolik, jak wypijesz, przyniosę schabowy.
– Zamawiałem cztery, słownie cztery piwa, a nie osiem.
– Cztery do rumsztyku i cztery do schabowego to osiem. Zgadza się?
Wypiłem siedem piw, ósme schowałem.
– Kelnerka! Gdzie jest mój schabowy?
– Piwo wypiłeś?
– Tak.
– Ile?
– Dwa małe i siedem dużych i mam jeszcze jedno. Dawaj schabowego.
– Nie umiesz czytać?
– Co znowu?
– Nietrzeźwych nie obsługujemy. Mam zawołać ochronę, czy sam wyjdziesz?
Wrzucili mnie na klatkę schodową jak jakiś worek ziemniaków. Ledwo wczołgałem się po schodach, byłem głodny jak stado wilków. Już nigdy nie pójdę do tego baru, tam można zwariować. Nigdy.
Położyłem się na łożu i usnąłem.

Dzień trzynasty

Obudziłem się ze strasznym kacem. Była 5.00. Pora na śniadanie. Najpierw jednak zimny prysznic. Znowu kolejka. Chyba na wzrok mi padło – Rodo straciła kolory, jakaś taka czarno-biała, rude są teraz czarne, włosy im się pokurczyły. Oj, źle ze mną, ledwo wytrwałem w kolejce. Nareszcie zbawcza woda. Do pokoju wróciłem jak nowo narodzony.
Winda i śniadanko. Sala przybrała swój normalny wymiar, do którego zdążyłem się już przyzwyczaić.
– Oj bywało się, bywało – zagaiła Siro.
– Miałem ciężki dzień. Co jest na śniadanko?
– Zupa mleczna?
– To wszystko?
– Tak. Podobno nie ma kto pisać jadłospisu.
– Przecież Pir pisał.
– Teraz siedzi w barze i zamawia „odczep się” – non stop.
– Skąd wiesz?
– Chijo chwaliła się na babskim spotkaniu.
– To tu są jakieś spotkania?
– Tak, ale i tak tam nie wejdziesz.
– O czym plotkujecie?
– O facetach.
– Opowiedz coś.
– Nic z tego.
– Ja ci opowiem, ale nie tutaj – wtrącił się Risk.
Obie panie spojrzały na niego z wyrzutem.
– Jak możesz podsłuchiwać? – Zarzuciła mu Czkaka.
– Ja nie mogę iść na basen, nie mogę iść do burdelu, ja nigdzie nie mogę iść, tylko tam, gdzie są kobiety. Tam mnie nie biją.
Mówiąc te słowa, złapał się za tyłek. Żal mi się go zrobiło. A niech sobie chodzi w tym staniku.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
Reklama AdSense
#42
(19-01-2017, 21:26)burak napisał(a): – Co zrobiliście z Pirem? – (z)Zapytałem.

Wysączyłem piwo, a goloneczki jak nie ma (przecinek) tak nie ma.

Ledwo wczołgałem się po schodach, byłem głodny,(zbędny przecinek) jak stado wilków.

Dzień trzynasty

– Tak. Podobno nie ma,(zbędny przecinek) kto pisać jadłospisu.

To oczekiwanie w barze na posiłek coś mi przypomina :D Kolejna dawka absurdu hotelu z piekła rodem, żal mi się zrobiło gościa, a uśmiałam się przy tym, aż mnie szczęki bolą. Ten tekst i ten rodzaj humoru może nie odpowiadać każdemu, ale dla mnie to lek na całe zło. Wracam zmęczona i wściekła z roboty, siadam do laptopa i aplikuję sobie "Rykowisko" – od razu lepiej :)
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#43
Dziękuję.
Bardzo mi miło, że mogę sprawić Ci odrobinę rozrywki.
:D
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#44
Po śniadaniu poszedłem do biblioteki. Nad puzzlami zastałem dziewczynę.
– Dobrze, że jesteś. Musimy porozmawiać, ale najpierw mi powiedz, czy w trakcie śniadania wydarzyło się coś nietypowego?
– Nie, niczego nie zauważyłem. Aha, była tylko mleczna zupka.
– Wszyscy ją zjedli?
– Tak, Siro, Czkaka, Risk i ja. Przy innych stolikach też jedli.
– To jest nieistotne, to wina Pira, bo nie chce już pisać jadłospisu i cały czas przebywa z Chijo.
– Bardzo dużo wiesz.
– Tak, więcej niż możesz sobie wyobrazić.
– Jeszcze to, że sala była już normalna.
– To robota TT, oni odpowiadają za hotel.
– A kto odpowiada za te wszystkie wydarzenia.
– To… Sterowiec.
– Wiesz, kto nim jest?
– Wiem.
– Kto?
– Nie powiem ci, bo się wygadasz.
– Nie wygadam się. – Solennie zapewniłem.
– Będziesz go obserwować i się zorientuje, że coś wiesz.
– A czy Sterowiec wie o tobie?
– Wie tyle, ile powinien wiedzieć. Nie wie, że go rozpracowałam.
– Kiedy mi powiesz?
– Dowiesz się w odpowiednim momencie. Poznasz prawdę, ale nie wiem, czy będziesz z niej zadowolony. Ja też nie znam rozwiązania, mogę jedynie się domyślać.
– A kto wyrwał kartki z dziennika?
– Sterowiec.
– Dlaczego?
– Bo mnie szuka, a tam były wskazówki, jak może mnie znaleźć. To on przysłał tu futrzaki i spowodował, abyś przeczytał dziennik.
– Po co?
– Myśli, że w ten sposób, idąc twoim tropem, dotrze do mnie.
– Ale dlaczego wyrwał kartki?
– Gdybyś poznał prawdę, nie mógłbyś mnie złapać. Szukając rozwiązania, dajesz mu czas, a czas gra tu istotną rolę.
– Sterowiec rządzi matrixem, a ty bywasz w matrixie. Musi cię znać.
– Nie, on mnie nie zna, on mnie nie widzi.
– Jak to jest możliwe?
– Uwierz mi, jest możliwe. Sterowiec nie dotarł do mnie, więc teraz podrzuci ci kartki i będzie obserwował, co zrobisz. Musisz być ostrożny. Nie spotkamy się, dopóki nie poznasz prawdy i ja jej nie poznam. Teraz pójdę.
Wybiegła z biblioteki, zostawiając mnie przy stole z puzzlami. W głowie pozostał mi chaos. Kto jest sterowcem? Po co właściwie szuka dziewczyny? Jaka jest w tym wszystkim moja rola?
Spojrzałem na stół. Nic nie przybyło. Układać, czy nie układać? Dlaczego futrzaki rozwaliły całą bibliotekę, a oszczędziły stół z puzzlami? Czy sterowiec może sterować wszystkimi? Czy tetetka z nim współpracuje? Czy może nimi też steruje?
Nie będę układał.Zobaczę, kto i kiedy podrzuci mi wydarte kartki. Co na nich pisze? Poczekajmy.
Poszedłem do swojego pokoju. Miała rację. Pod drzwiami leżały pożółkłe kartki. Podniosłem je i zacząłem czytać.
„...to muszą się znaleźć w tym samym miejscu, w tym samym czasie. Nie będzie to jednak proste. Trudno im się będzie rozpoznać. Rozwiązanie znajdą w układance. Nie może jej ułożyć dziewczyna i nie może jej ułożyć potomek kapitana, bo tajemnica pozostanie tajemnicą.
Światem będzie rządził drugi świat. Ludzie nie będą znali prawdy. Tylko potomkowie kapitana i dziewczyny będą w stanie ujawnić prawdę o świecie. Muszą jednak pokonać Sterowca sprawującego władzę nad ludźmi. Niestety zawirowania czasu spowodują, że dziewczyna odrodzi się w innym świecie”.
Tylko tyle, nic więcej.
Napaliłem w kominku, nabiłem fajeczkę i usiadłem w fotelu.
Kto jest Sterowcem? Na pewno, ktoś, kogo dobrze znam, bo dziewczyna bała się, że się zdradzę. Czy to jest kobieta? Siro jest wtedy, gdy nie ma dziewczyny? Czkaka – małomówna, dużo obserwuje? Lesmi – pierwsza osoba, którą poznałem? Chijo – najbardziej wojownicza? Może zabójcza Thilil? Stojąca na uboczu Rodo? A może to facet? Risk – niby ofiara, ale śpi na korytarzu i wszystko obserwuje? Moel – mający nadprzyrodzone zdolności i drużynę wiernych braci? Borse – ukrywający się za Locą, mieszkający przez ścianę? Toredot – szalejący za kobietami?
Każdą osobę należy brać pod uwagę. Tu rządzi przypadek i pełne zaskoczenie.
Pora obiadu. Przy stoliku zasiadł komplet.
– Co dzisiaj mamy w menu? – zapytałem.
– W menu jak w menu, ale na stole kapuśniak i schabowy – odpowiedział Risk.
– Z kapuśniaczka zrezygnuję, ale na schabowy mam ochotę.
– Dostaniesz schabowego, jak… – zaczęła Siro.
– Nie kończ, już go mam i nikt mi nie zabierze. – Kurczowo trzymałem talerz.
Jadłem powoli i ze smakiem. Obserwowałem sąsiadów. Siro spojrzała na mnie sześć razy. Czkaka trzy, a Risk patrzył tylko na Czkakę.
To nic nie da. Trzeba zagaić. No tak, ale mogę się wygadać.
– Co robiłeś do południa? – zapytała Czkaka.
Uwaga! Nigdy o nic nie pytała, skąd to nagłe zainteresowanie? Już miałem odpowiedzieć, gdy…
– Czytałem „Życie i twórczość Pira” – wtrącił Risk.
No pewnie, to nie było pytanie do mnie. Ależ jestem przewrażliwiony.
– A ja po obiedzie pójdę do biblioteki i dokończę swoje puzzle – nie wytrzymałem.
Żadnej reakcji, twarze maski. Dopiero po chwili milczenia Siro zapytała.
– Co układasz?
– Górski widoczek.
– Kiedy skończysz?
– Dzisiaj, zaraz po obiedzie.
Zapadła cisza, rozmowa się nie kleiła. Po obiedzie udaliśmy się w komplecie na poddasze. Odczekałem kilka minut i pojechałem do biblioteki.
Stanąłem jak wryty, nad moimi puzzlami tłum gapiów. W bibliotece byli wszyscy, dosłownie wszyscy. Z trudem dopchałem się do stolika.
– Co tu robicie? – zapytałem.
– Nic – chórem odpowiedzieli – stoimy sobie.
To cwaniak z tego Sterowca, ukrył się w tłumie. Na pewno stoi przy samym stole. Nie, nic z tego, co chwilę ktoś odchodził, inny przychodził, nikt nie stał stale w jednym miejscu.
– Układaj, bo jak nie, to ułożymy za ciebie – powiedział Artqu.
Nie pozostało mi nic innego, jak ułożyć układankę. Szło mi wyjątków dobrze, każdy mi pomagał, podpowiadał, podawał puzzle.
Jeszcze 40… 30... 20... 10... 6... 5... 2... i...
– Kto ma ostatni puzzelek?
Cisza, nikt się nie przyznał.
– Szukajcie, musi tu być.
Zaczęli szukać, rozbiegli się po całej bibliotece. Nie znaleźli.
– Ktoś schował – stwierdziłem rozczarowany.
Popatrzyliśmy na siebie podejrzliwie. Powoli biblioteka pustoszała. Postanowiłem zostać do końca. Wszyscy wyszli. Spojrzałem na układankę. Brakowało jednego puzzla. Tylko jednego. Czy to jest przypadek? Nie. To robota Sterowca. Dlaczego zabrał klocek? Nie miałem już tutaj nic do roboty, poszedłem do pokoju.
Byłem sam. Żadnych śladów obecności dziewczyny.
Wyszedłem na korytarz. Dookoła panowała cisza. Życie toczyło się swoim torem. Wróciłem.
Zza ściany dochodziły do mnie namiętne odgłosy. Kominek dogasał, więc dołożyłem drewna. Postanowiłem ponownie zajrzeć do biblioteki.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#45
Przy stole ktoś siedział.
– To ty jesteś Sterowcem? – zapytałem.
– Tak, to ja.
– Masz puzzla?
– Mam. Chcesz go włożyć?
– Nie. Włóż ty.
– Jesteś tego pewien? Nim to zrobię, porozmawiamy.
– Dobrze.
– Co chcesz wiedzieć?
Nie spodziewałem się tak łagodnego stosunku Sterowca do mnie. Liczyłem na jakąś walkę. A tu nic z tego.
– Kto stworzył matrix?
– My.
– Kto to jest „my”?
– My, ludzie.
– To ja nie jestem człowiekiem? To my nie jesteśmy ludźmi?
– Jesteście.
– Wy jesteście elitą sterującą takimi jak my?
– Nie. My wami nie sterujemy.
– To, kto?
– A kto mówi o sterowaniu? Robicie, co chcecie, macie własną wolę.
– To po co ten matrix?
– Właśnie po to, abyście mogli w nim żyć.
– Jednak zapewniacie nam życie, a to oznacza, że sterujecie nami.
– Nie, sami się stworzyliście i sami sobą sterujecie. Istnieją dwa światy. Teraz jesteś w swoim świecie, jak go nazywasz, a obok równolegle istnieje drugi świat. Nazwałeś go matriksem, ale czy to jest właściwa nazwa? Który jest matriksem, a który realnym zależy od was samych. Nie ma jednak możliwości swobodnego przechodzenia z jednego do drugiego, to zakłóca równowagę. Ja tu jestem po to, aby pilnować równowagi, by nikt jej nie zakłócił. Dlatego nie spotkasz już dziewczyny – nie w tym świecie. Teraz włożę ostatniego puzzla i zamknę przejście. Patrz, to jest wasza historia. Czy chcesz tego? Czy chcesz poznać przeszłość?
– A czy poznam przyszłość?
– Skąd mam wiedzieć? To jest twój wybór, to twoja wola.
– Włóż.
Gdy ostatni klocek znalazł się na swoim miejscu, obraz znikł. Poczułem się jak w kinie. To był seans.
Poznałem historię miłości dziewczyny i kapitana Pipe’a, ich losy. Zobaczyłem, co schował w skrzyniach. Dziewczyna odnalazła je, zabrała pierścień i skarb. Skarb dla niej, bo dla innych to, co zabrała, na pewno nie stanowiło większej wartości. Zobaczyłem, co włożyła do skrzyni. Mogłem przeczytać każdą karteczkę, każdą stronę. Poznałem jej myśli.
Na ekranie przewinęło się mnóstwo postaci, w których błąkały się ich dusze.
I w końcu czasy współczesne, zobaczyłem znane mi osoby. Poznałem, w jakich okolicznościach doszło do zawirowania czasu i co ono właściwie oznacza. Byłem w stanie odczytać myśli dziewczyny, jej wahania, uczucia, oczekiwania. Dowiedziałem się, że to ona podjęła decyzję o wyborze świata i dlaczego szukała przejścia.
Film się skończył, a puzzle przybrały swój poprzedni wygląd.
Chciałem zadać kilka pytań Sterowcowi, ale już go nie było.
Wyjąłem ostatni klocek i wróciłem do pokoju. Usiadłem w fotelu, zapaliłem fajkę i myślałem o matriksie. To nie jest matriks, tego byłem już pewny.

Dzień czternasty


Obudziłem się w fotelu, zbliżała się szósta. Rozejrzałem się po pokoju – na łożu znalazłem różę. Uśmiechnąłem się na myśl o dziewczynie. Ostatni dzień pobytu w hotelu zaczął się wspaniale.
Pojechałem na śniadanie. Sala była pełna gości. Została uroczyście udekorowana, stoły zastawione półmiskami z wykwintnymi daniami.
– Witajcie.
– Znalazłeś puzzla?
– Tak.
– Ułożyłeś?
– Tak. W końcu mi się udało, zostawiłem je na pamiątkę w bibliotece. Pora wracać. Jak wam się udał urlop?
– Tak sobie – burknął Risk. – Żartowałem, było cudownie.
– Szkoda, że taki krótki – wtrąciła Siro. – Czeka mnie daleka podróż.
– Może zabierzesz się ze mną? – zapytałem.
– Chętnie.
– A wy, jak wracacie?
– Razem, pociągiem – odpowiedział Risk, trzymając Czkakę za rękę.
W trakcie dalszej rozmowy wspominaliśmy najmilsze chwile pobytu w hotelu „Rykowisko”.
W szampańskich nastrojach wróciliśmy, oczywiście po schodach, na poddasze. Szybko się spakowałem i zjechałem na parter. Czekałem na Siro. Każdy ociągał się z opuszczeniem hotelu.
Zjechała ostatnia winda. Drzwi się otworzyły i wypadła Jaka. Natychmiast z pomocą pośpieszył jej Toredot.
– Co się stało? – zapytał.
– Czternaście dni byłam zamknięta w windzie – wyszeptała. – Nie było żadnego guzika.
– Czemu nie powiedziałaś, gdzie ma cię zawieźć?
– Czy ja wyglądam na nienormalną, żebym z windą rozmawiała?
Po chwili odzyskała siły. Zobaczyłem Sterowca. Pokazałem mu ostatniego puzzla. Uśmiechnął się szeroko, grożąc mi palcem. Ma piękny uśmiech, jak przystało na kobietę.
Poszliśmy do garażu. Spojrzałem na rejestrację. Z „Rykowiska” zostało mi tylko R, WR i pięć cyferek.
– Ruszamy? – zapytałem Siro.
– Tak.

Koniec
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#46
Po raz trzeci zabieram się do tekstu. Dwa razy sprawdziłam, napisałam komentarz i wyrzuciło mi wi-fi. Ale, jak to mówią, do trzech razy sztuka.
Cytat:– Nie wygadam się (.)(S)solennie zapewniłem.

– Jak,(zbędny przecinek) to jest możliwe?

Jak(a) jest w tym wszystkim moja rola?

Muszą jednak pokonać Sterowca,(zbędny przecinek) sprawującego władzę nad ludźmi.

Kto jest sterowcem?(W jednym miejscu jest jako imię pisane dużą literą, a w innym jako co, maszyna, funkcja?)

Stojąca na uboczu,(zbędny przecinek) Rodo?

– W menu,(zbędny przecinek) jak w menu, ale na stole kapuśniak i schabowy – odpowiedział Risk.

– Nie kończ, już go mam i nikt mi nie zabierze(.)(K)kurczowo trzymałem talerz.

Dochodzenie bardzo skrupulatne jak przystało na piekielny hotel, a tu bach, zginął jeden element puzzli. Co na nim było, że ktoś go zwinął.

(30-01-2017, 11:14)burak napisał(a): – Kto stworzył matriks? (wcześniej był matrix)

– Kto,(zbędny przecinek) to jest „my”?
– My – (raczej przecinek zamiast myślnika)ludzie.

– To,(zbędny przecinek) po co ten matrix?
– Właśnie,(zbędny przecinek) po to, abyście mogli w nim żyć.

Gdy ostatni klocek znalazł się na swoim miejscu, obraz znikł.(spacja)Poczułem się jak w kinie.

Ostatni dzień pobytu? Serio? Zrobiło się trochę tajemniczo, trochę romantycznie, a tu ostatni dzień?
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#47
Urlop dobiegł końca, tak jak czasami bez uprzedzenia znikają 'ludzie" w matrixie. A może powinienem napisać "nicki".
Czyż forum to nie jest forma martixa? Świat, który niby istnieje i nie istnieje.
Rzesza Sterowców dba, aby każdy czuł się jak najlepiej. Biedny żywot ma Sterowiec-Moderator.
Większość nawet na oczy ich nie widziała, a jednak słucha i chętnie rozmawia.

Ok. Trudno Naw, urlop się skończył. :D

Dziękuję  za wierne poprawianie i kibicowanie. Wielkie dzięki. :clap:
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości