Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Gospoda pod sierpem
#1
W niedalekiej przyszłości.

Gospoda pod sierpem

– Ponie derektorze, gołąb przylotoł pocztę.
– Nu i co z tego.
– Trza przeczytoć.
– Nu, trza.
– To nich pon czyto.
– Jo downo nie czytoł, przeczytoj ty.
– Jo dopiero skończył podstawówkę i ni umie.
– To zasuwaj do zawodówki.
– Ni mam zezwolenia na szkołę.
No to się porobiło, ledwo parę lat, a takie wielkie zmiany. Kto by się spodziewał, że Polak potrafi. W takim tempie prześcignąć całą tę Unię. Jak to dobrze, że naród zmądrzał i mamy teraz preprezydenta, a przedtem to mieliśmy i premiera, i prezydenta. Jaka oszczędność, jaka wygoda.
– Dowoj ten faks.
Poczekałem, aż Maciej wyciągnie z kieszeni mocno zdezelowanej kurtki wojskowej nieszczęsny kawałek papieru. Usiadłem wygodnie w fotelu i czekałem. Biedak nie mógł go znaleźć, dopiero po chwili wyciągnął zwitek i mi go podał.  Sam oparł się o biurko i czekał, aż przeczytam.

„Towarzyszu derektorze za tydzień to bydzie dokładniuśko za dwanaście dzionków odwiedzi wos Jaśnie Oświecony Jego Wysokość Preprezydent Piontej Zioprosperitej Polskiej nakazujemy Wam towarzyszu przygotować się do niezapowiedzianej wizyty.
Marszałek Dworu”.


No i nawet się podpisał. Mądry człek. Ależ ten nasz naród bogaty w mądrych ludzi.
– Nu i co pise, ponie derektorze?
– Przyjedzie do nos pon preprezydent w gości.
– Ni może być, taki zoszczyt. I co my teroz zrobim?
– Przygotujemy się i należycie powitamy zacnego gościa.
– Znowu pon derektor tak dziwnie, po staremu godo, kiedy się pon naumieć porządnie godoć?
– Spodoj, matołku!
Ociągając się, Maciej opuścił niewielki gabinet, w którym urzędowałem. Trudno go nazwać gabinetem, to była mała salka, wcześniej przeznaczona dla gości. Skoro przybywało nam pracowników, a ubywało amatorów naszych dań, musiałem gdzieś organizować pracę gospody.
Cholera jasna, tyle roboty i pójdzie na marne. Też nie miał gdzie jechać, na takie zadupie mu się zachciało. To wszystko przez te pomysły nowej dyrektor do spraw cenzury kontaktów z gazetami. Też mi tytuł.
– Kubeł, oć no tu, bigiem.
Do gabinetu spokojnym krokiem wszedł Kubeł. Wiedziałem, że jest w pobliżu. Prawdę mówiąc, spodziewałem się, że czeka pod drzwiami. Musiał wcześniej przeczytać kartkę – każda nowa wiadomość była już przeczytana, nim do mnie dotarła. A po godzinie jej treść znali wszyscy pracownicy gospody.
– Jestem juże, ponie derektorze.
– Zowołoj no mi ino sybko panią derektor Lukrecję.
– Lecę.
Nie poleciał, ale równie wolno opuścił pomieszczenie, jak do niego wszedł.
Po kilku minutach przyszła Lutka.
– Co się stało, że mnie odrywasz od zajęć?
– Lutko, tyle razy mówiłem, upewnij się, czy ktoś nie podsłuchuje, nim zaczniesz rozmowę.
– Upewniłam się, mów, co się stało?
– Preprezydent przyjeżdża do nas za siedem dni, cholera, za tydzień, to jest za dwanaście dni.
– Ktoś nas podkablował?
– Cholera wie. Musimy się jakoś przygotować, nie ma rady.
– Kogo angażujemy do przygotowań?
– Wszystkich, otrzymaliśmy sto dwadzieścia siedem etatów i wykorzystamy wszystkich.
– Dobrze wiesz, że wystarczyłyby dwa.
– Lutko, ty ciągle żyjesz przeszłością. Obudź się. Zwołaj naradę egzekutywy na godzinę dwudziestą drugą.
– Dobrze, to do wieczora.
– Poproś Teo.
Nidrax napisał 09-11-2016, 14:06:
Pozwoliłem sobie poprawić formatowanie, żeby nie męczyło oczu.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Wiem, że Vet przygotowuje tu komentarz, więc ograniczę się tylko do ogólnej oceny.
Tekst jest ciekawy chociażby ze względu na język. Od razu zrodziła się refleksja: Czy rzeczywiście taka czeka nas przyszłość? Czy wykrzywienie językowe stanie się normą?
Mnie, jako korektora-amatora, taka kwestia bardzo intryguje.
Z drugiej strony przebija tu komizm sytuacji. Tekst jest swego rodzaju groteska, szydzącą z zachowań ludzkich.
Ciekawe i intrygujące.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
(31-10-2016, 00:01)StuGraMP napisał(a): Wiem, że Vet przygotowuje tu komentarz, więc ograniczę się tylko do ogólnej oceny.
Tekst jest ciekawy chociażby ze względu na język. Od razu zrodziła się refleksja: Czy rzeczywiście taka czeka nas przyszłość? Czy wykrzywienie językowe stanie się normą?
Mnie, jako korektora-amatora, taka kwestia bardzo intryguje.
Z drugiej strony przebija tu komizm sytuacji. Tekst jest swego rodzaju groteska, szydzącą z zachowań ludzkich.
Ciekawe i intrygujące.

Sam jestem ciekawy. Od kilkunastu lat mamy ciągłe zachwaszczanie języka : siema, nara, narka, zajebiste, spoko itd. itd. Oczywiście nałożenie na to jeszcze reformy szkolnej ( nieszczęsne gimnazja), studia za pieniądze itp. Poszedłem oczywiście jeszcze bardziej, wyraźnie przegiąłem ale...
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#4
(29-10-2016, 15:51)burak napisał(a): No to się porobiło, ledwo parę lat(przecinek) a takie wielkie zmiany.

„Towarzyszu derektorze(przecinek) za tydzień (przecinek)to bydzie dokładniuśko za dwanaście dzionków (przecinek)odwiedzi wos Jaśnie Oświecony Jego Wysokość Preprezydent Piontej Zioprosperitej Polskiej
nakazujemy Wam (przecinek)towarzyszu(przecinek) przygotować się do niezapowiedzianej wizyty. (Dla spokoju serca zaznaczyłam brakujące przecinki, choć ich brak pewnie był zamierzony)

Musiał wcześniej przeczytać kartkę – każda nowa wiadomość była już przeczytana (przecinek)nim do mnie dotarła.

Króciutki tekst, więc nie musiałam się napracować, zwłaszcza że piszesz naprawdę porządnie i w zasadzie nie robisz błędów. :p

Zacznę od "formalności". Przede wszystkim w tekście są wcięcia akapitowe, ale nie ma tagów akapitowych, wnioskuję więc, że po prostu nasadziłeś tam spacji. Następnym razem się nie męcz i wcięcia akapitowe na forum dodawaj tagiem [.p] bez kropki, bo od tego on jest. :p

Kolejna sprawa to czcionka – wybrałeś wprawdzie standardowe Times New Roman, ale lepiej by było, gdybyś zostawił czcionkę standardową dla forum. Przed chwilą musiałam momentami doszukiwać się zdań Twojego tekstu wśród tagów na czcionkę, a to nie pomaga, uwierz.

Co do samego tekstu, to w sumie wiele do powiedzenia nie mam. Czytało się dobrze, bo masz dopracowany warsztat. Ciekawa jest ta zabawa słowem, jeśli tak można określić rodzaj gwary, którą posługują się bohaterowie. Efekt jest w moim odczuciu z jednej strony zabawny, a z drugiej zastanawiający. Sugerując się wypowiedzią Stu i Twoją stwierdzam, że refleksja o przyszłości naszego języka jest jak najbardziej na miejscu. Ten rodzaj "korpomowy", który zaprezentowałeś, interesująco ukazuje ten problem. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
(31-10-2016, 13:09)Vetala napisał(a):
(29-10-2016, 15:51)burak napisał(a): No to się porobiło, ledwo parę lat(przecinek) a takie wielkie zmiany.

„Towarzyszu derektorze(przecinek) za tydzień (przecinek)to bydzie dokładniuśko za dwanaście dzionków (przecinek)odwiedzi wos Jaśnie Oświecony Jego Wysokość Preprezydent Piontej Zioprosperitej Polskiej
nakazujemy Wam (przecinek)towarzyszu(przecinek) przygotować się do niezapowiedzianej wizyty. (Dla spokoju serca zaznaczyłam brakujące przecinki, choć ich brak pewnie był zamierzony)

Musiał wcześniej przeczytać kartkę – każda nowa wiadomość była już przeczytana (przecinek)nim do mnie dotarła.

Króciutki tekst, więc nie musiałam się napracować, zwłaszcza że piszesz naprawdę porządnie i w zasadzie nie robisz błędów. :p

Zacznę od "formalności". Przede wszystkim w tekście są wcięcia akapitowe, ale nie ma tagów akapitowych, wnioskuję więc, że po prostu nasadziłeś tam spacji. Następnym razem się nie męcz i wcięcia akapitowe na forum dodawaj tagiem [.p] bez kropki, bo od tego on jest. :p

Kolejna sprawa to czcionka – wybrałeś wprawdzie standardowe Times New Roman, ale lepiej by było, gdybyś zostawił czcionkę standardową dla forum. Przed chwilą musiałam momentami doszukiwać się zdań Twojego tekstu wśród tagów na czcionkę, a to nie pomaga, uwierz.

Co do samego tekstu, to w sumie wiele do powiedzenia nie mam. Czytało się dobrze, bo masz dopracowany warsztat. Ciekawa jest ta zabawa słowem, jeśli tak można określić rodzaj gwary, którą posługują się bohaterowie. Efekt jest w moim odczuciu z jednej strony zabawny, a z drugiej zastanawiający. Sugerując się wypowiedzią Stu i Twoją stwierdzam, że refleksja o przyszłości naszego języka jest jak najbardziej na miejscu. Ten rodzaj "korpomowy", który zaprezentowałeś, interesująco ukazuje ten problem. :)

Tak, w "piśmie" jest to celowe, inne – nie. Dzięki.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#6
Teo powróciła do kraju po kilkunastu latach pobytu w Unii. Została tutaj zesłana na siedem lat. Najpierw musiała  swoje wygodne życie spędzone na Zachodzie odpracować na zabitej dechami wsi, a potem będzie mogła wrócić na Śląsk. Teraz to się nazywa Ziobersk.
– Poprosiłeś mnie, o co chodzi? Słyszałam, że preprezydent ma tu przyjechać.
Nie czekała na moje zaproszenie, usiadła przy małym stole konferencyjnym.
– Właśnie, powiedz mi, bo znasz się na przepisach podatkowych. Jaki podatek mamy zapłacić, aby uniknąć tej wizyty?
– Najwyższy, pięćset plus dochodu z ostatnich pięciu lat.
– Tyle nie mamy.
– Za odroczenie wizyty o tydzień trzysta plus dochodu z ostatniego roku.
Te liczby mnie dobiły. Nie pozostało mi nic innego jak zapytać z nadzieją w głosie:
– Ile nam zostało?
– Nic, wszystko poszło w ubiegłym tygodniu, a wpływy z utargu są mizerne.
– Dobrze, że zlikwidowali ZUS i nie musimy na niego płacić.
– Co to jest ZUS?
– No tak, dopiero niedawno wróciłaś i nie pamiętasz czasów Trzeciej Rzeczypospolitej. Spróbuj wyszukać coś w przepisach, może ostatnio coś nowego się ukazało.
– Będę musiała zaangażować cały wydział księgowy.
– No, ile masz tam etatów?
– Dowalili mi ostatnio cztery, teraz mam dwadzieścia jeden.
– Dasz radę?
– Jo siedzi w nowych przepisach, ale nim skończy czytać jeden, już są dwa nowe.
– To niech jej Ciacho pomaga.
– Ciacho robiła dyplom kilka lat temu, nie potrafi dostosować się do nowych warunków.
– Niech się uczy.
– Postaramy się coś znaleźć.
– Poproś Kwarta.
– Ok.
Powoli podniosła się z krzesła. Nie była uradowana moją prośbą. Kwart, szef działu zaopatrzenia. Przedtem był kucharzem, ale nowy dekret preprezydenta o reorganizacji kuchni w gospodach wiejskich Dz. Dekretów Nr 65783 z dnia 23 marca z ubiegłego roku stworzył kilka nowych stanowisk i Kwart awansował.
Miałem chwilę spokoju, wyciągnąłem fajkę i zacząłem ją nabijać. Posiadałem jeszcze trochę tytoniu. Przyszedł Kwart.
– Suchom, derektorze.
– Kwart, godoj, kto stoi pode wrotami.
– Niktto.
– To co mi tu godos. Mów po ludzku.
– Ja już mam ostrzeżenie o zbytnim wykształceniu i jeżeli jeszcze raz mnie złapią, to pójdę do kamieniołomów kuć nowy pomnik.
– Zapomniałem. Nie obawiaj się, chyba już wszystkie gumowe ucha spławiliśmy.
– Nie wiadomo, nie wiadomo.
– Mamy jakieś rezerwy w spiżarni?
– Nie, wszystko nam podczas ostatniej kontroli zabrano.
– To jak my go powitamy?
– Nie wiem.
– Robi się gorąco, jak nic nie skombinujesz, to wszyscy wylądujemy nad Balatonem w ramach współpracy gospodarczej.
– Mówi się: w ramach Pomocy Bratankowej.
– Zapomniałem, rzeczywiście. Idź, kombinuj. Poproś Lili.
Zależało mi na szybkim wydaniu odpowiednich dyspozycji. Z tego też powodu zachowywałem się niezbyt grzecznie, ganiając moich starych pracowników.
– Wołałeś mnie? – Do gabinetu ostrożnie wsunęła się Lili.
– Tak.
– Słyszałam, że Serce Narodu przyjeżdża do nas z wizytą.
Dobrze wyszkolona. Zna wiele określeń, podobne słyszałem w swoim życiu dawno temu: Słońce Karpat, Matka Ojczyzny – co prawda obecnie nie bardzo pasuje, ale inne zostały przyjęte, a nawet nakazane do powszechnego stosowania, chociażby Pogromca Lwicy. To chyba miała być lewica. Nieważne, stare dzieje.
– Tak, w związku z powyższym trzeba przygotować nowy program artystyczny. Oficjalny i prywatny.
– Łatwo ci mówić: prywatny.
– Wiem, że to bardzo ryzykowne zadanie. Czy mamy jakieś tancerki, które mają kurwiki w oczach?
Lili spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. Zajrzałem w nie, ale niczego nie dojrzałem. Niestety, jedna kandydatka odpada – pomyślałem. Zauważyła moją reakcję, ale nie skomentowała.
– Nie, nie dostaliśmy zezwolenia na zatrudnienie takich. Tancerki przydzielają do knajp tylko w większych miastach.
– A nie możemy zaprosić jakąś na występy gościnne?
– Nie wiem.
– Dowiedz się w wydziale prawnym. Szem dostała ostatnio nowe przepisy, przyjechały na czterech furmankach.
– Tiry się mówi.
– Tiry. To leć.
– Lecę.
Taki błogi spokój panował w tej gospodzie, teraz będzie zapieprz. Pójdę, zapalę sobie fajkę. Może w tym miesiącu uda mi się zaoszczędzić coś z przydziału? Cholera, to było w Drugiej Rzeczypospolitej, teraz nie ma przydziałów. Jak ten czas szybko płynie. Zbliżała się dwudziesta druga, udałem się na egzekutywę. Byli wszyscy członkowie, oczywiście poza pierwszym sekretarzem. Zająłem miejsce z boku stołu, tutaj nie byłem najważniejszy.
Punktualnie o dwudziestej drugiej piętnaście wszedł pierwszy sekretarz, towarzysz Red. Nałożył białą marynarkę i czerwone spodnie, krawat w biało-czerwone paski. Wszyscy spojrzeliśmy na zwis męski długi, tak to kiedyś nazwano. Każdy liczył, ile jest pasków. Niestety, tylko trzydzieści trzy, no tak, jeszcze nie awansował, nadal jest pierwszym sekretarzem trzydziestej trzeciej kategorii.
Towarzysz Red usiadł za stołem prezydialnym, oczywiście na samym środku.
– Towarzysze, jak już wicie, w najbliższych dzionkach przybyndzie do nas towarzysz preprezydent. Jest to ogromne wyróżnienie dla naszej organizacji partyjnej.
– Niech żyje towarzysz Zbitad!
– Niech żyje! Niech żyje! Niech żyje! – odpowiedzieliśmy gromkimi okrzykami, oczywiście na stojąco.
– Towarzysze, chciałbym pogratulować towarzyszowi derektorowi za właściwą postawę i sybkom decyzje o zwołaniu egzekutywy. Towarzysze, to tu, a nie w gabinetach derektorów zapadają najważniejse decyzje, decyzje, które doprowadzą do rozkwitu nasej ukochanej ojcyzny. Ten rozkwit juz jes, wsedzie to widac, rozejzyjcie sie dokoła. Bogata jest nasa ojcyzna.
Znaliśmy ten ostatni fragment przemowy na pamięć, ale nadal patrzyliśmy na naszego wodza z uwielbieniem. Jedynego, czego nauczyliśmy się do perfekcji, to gry aktorskiej. Piąta Rzeczypospolita miała miliony świetnych aktorów.
– Tera przejdziemy do punktu pirwsego. Towarzyszka Calo przedstawi nam aktualny ra... ra... aktualną tabelę psydatności do społeczeństwa. Proszę.
Calo, prawa ręka sekretarza, moja też, podniosła się z krzesła. Zamierzała ruszyć do stołu prezydialnego, ale szybko zreflektowała się, widząc zdziwioną minę sekretarza. Calo przybyła do nas skierowana przez młodzieżową przybudówkę organizacji do zwalczania nieprzydatności dla społeczeństwa. Nigdy nie poznałem celów tej bardzo licznej struktury organizacyjnej. Pewnym głosem, niepasującym do jej drobnej figury, powiedziała.
– Towarzysze, ponieważ jest to bardzo ważne zebranie, na którym mają zapaść istotne decyzje, będę mówiła krótko. Podam jedynie pierwszych pięć miejsc, przepraszam sześć, bo pirwse to zajmuje towarzysz pirwsy sekretarz Red – zdążyła poprawić wymowę, pierwszy sekretarz już sięgał do kieszeni, w której nosił białą księgę.
Rozległy się burzliwe brawa, owacja trwała przepisowe pięć minut. Towarzysz Red sprawdzał na zegarku.
– Towarzysze, towarzysz pirwsy sekretarz Red ma aktualnie 1756 punktów psydatności dla społeczeństwa.
Brawa trwały wymagane trzy minuty.
– Towarzysze, na wielce zascytnym drugim miejscu jest towarzysz derektor. Aktualnie posiada sześćdziesiąt siedem punktów.
Muszę ją przeszkolić. Kątem oka zauważyłem skwaszoną minę pierwszego sekretarza. Na jakim zaszczytnym miejscu, zaszczytne jest jedno. Przez jedną minutę cała sala klaskała.
– Towarzysze, trzecie miejsce zajmuje towarzyszka Jo – sześćdziesiąt sześć punktów.
Tylko trzydzieści sekund.
– Towarzysze, czwarte i piąte miejsce zajmują: towarzysz Kubeł i towarzyszka Lukrecja po czterdzieści punktów.
Klaskano w dwóch turach po dziesięć sekund.
– Szóste miejsce zajmuje towarzysz Kwart: dwadzieścia punktów – ponownie zagalopowała się, lecz miała szczęście, pierwszy sekretarz sprawdzał swoją książeczkę z punktami.
Pięć sekund. Byłem dumny ze współpracowników. Bez spoglądania na zegarek, a raczej sekundnik, oklaski trwały tyle, ile powinny.
– Towarzysze, towarzysz preprezydent w dniu wczorajszym wydał dekret o nowych zasadach przyznawania punktów anulujący dekret wydany tydzień temu. Proszę, aby wszyscy towarzysze po zebraniu zapoznali się z nowym dekretem, który obowiązywać będzie od jutra. Dziękuję.
Usiadła. Opuściła głowę i zaczęła studiować dekret preprezydencki, ogromną księgę oprawioną w korę. Korniki zdecydowanie wspomagały nasz przemysł drzewny. Korę dostarczały liczne tartaki. Nie widziałem twarzy Cali, długie ciemne włosy dokładnie ją zasłoniły.
Głos zabrał towarzysz pierwszy sekretarz Red. Wszyscy podnieśliśmy wzrok na naszego ukochanego przywódcę partyjnego. Może kiedyś szlag cię trafi – pomyślałem, a potem przez kilkanaście sekund rozważałem możliwość zaistnienia takiego wydarzenia. Doszedłem jednak do wniosku, że lepszy stary wróg niż nowy. Wiedzieliśmy, czego możemy spodziewać się po Redzie.       
– Towarzysze, teraz przejdziecie do następnych punktów nasej egzekutywy, a ja udam się na telekonferencję z pirwsym sekretazem trzydziestej drugiej kategorii. Omawiajcie sprawy związane z wizytą dostojnego gościa. Do roboty.
Wstał i wyszedł. Odetchnęliśmy z ulgą.
– Słuchajcie, wiecie, co nas czeka – rozpocząłem.
– Calo – przerwał mi Kubeł – powiedz, jakie są zmiany, ile trzeba mieć, aby zamieszkać w mieście?
– Teraz równe pięćset.
– Niech to szlag trafi! – wrzasnął. – A żeby odwiedzić rodzinę, ile potrzeba punktów? – zapytał z nadzieją w głosie.
– Sto.
– Nigdy nie będę tylu miał.
– To po cholerę studiowałeś tak durny kierunek? – Nie wytrzymałem. – Calo, po egzekutywie spotkamy się wszyscy w szopie tam, gdzie zawsze, powiesz nam, jakie są zmiany. Teraz wracajmy do wizyty.
Kubeł ukończył filologię rosyjską, a po zmianie polityki rozpoczął studia na germanistyce. Nie ukończył ich, dostał skierowanie do pracy i wylądował na tym zadupiu.
Do sali konferencyjnej wpadł wzburzony pierwszy sekretarz Red.
– Towarzyse, to skandal. Właśnie miałem telekonferencję z towazysem ze wsi, który zwrócił mi uwagę, że nas sierp nie świeci idealnie. On widzi migające świetlówki. Kto jest odpowiedzialny za sierp?! – wrzasnął.
– Jo, towazysu sekretazu – przyjmując postawę na baczność, odpowiedział Kubeł.
– Dlaczego miga? Jak mam to rozumieć? Czy to syfr? Zazewie buntu? A moze rebelia?
– Towazysu sekretazu – wtrąciłem – to jest awaria. Sierp, który ogromnym wysiłkiem zbudowaliśmy i umieściliśmy na dachu naszej gospody, aby przyświecał wszystkim i przypominał o naszym obowiązku wobec partii i ojczyzny, ma dwieście pięćdziesiąt świetlówek. Towarzysze z fabryki produkującej lampy powiedzieli nam, że oni robią doskonałe, niepsujące się, ale w ramach spłaty zadłużenia Unii wobec naszego kraju, nasz minister do spraw oświetlenia narodu zgodził się na spłatę tego zadłużenia świetlówkami z Unii. W każdej partii, jaką zamawiamy, mamy 99% tych unijnych, a one się psują. Stosowne dokumenty posiada szef działu zaopatrzenia, towarzysz Kwart. Obecnie posiadamy dwa etaty na uzupełnianie oświetlenia sierpa i mam nadzieję, że ta awaria została już usunięta. Ci towarzysze pracują praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę.
– Towarzyszu dyrektorze, wy mi tu nie pierdolcie. Weźcie się do roboty.
Jak wpadł, tak wypadł. Widać chłopisko zdenerwowało się, bo po ludzku mówiło.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Przeczytałam pierwszą część i jak najbardziej odpowiada mi to satyryczne podejście. Język jest przejaskrawiony, nawet jak na gwarę, ale rozumiem, że to absolutnie celowy zabieg. Nie uważam, żeby twoim zamiarem było pokazanie degeneracji języka, choć tak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Sądzę, że jest to satyra na współczesny świat, politykę, może nawet ojczyznę naszą ukochaną, która zmierza w bardzo dziwnym, nieokreślonym i nieprzewidywalnym kierunku. To jest zabawne i niepokojące równocześnie, ale nie aż tak bardzo nieprawdopodobne.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#8
(31-10-2016, 15:20)burak napisał(a): Teo, (zbędny przecinek) powróciła do kraju po kilkunastu latach pobytu w Unii.

Najpierw musi(musiała)  swoje wygodne życie spędzone na Zachodzie odpracować na zabitej dechami wsi, a potem będzie mogła wrócić na Śląsk.

– Suchom (przecinek)derektorze.

– To, (zbędny przecinek) co mi tu godos.

– Mówi się(Dałabym dwukropek) w ramach Pomocy Bratankowej.

Zna wiele określeń, podobne w swoim życiu dawno temu słyszałem(Dziwny szyk, lepiej "podbne słyszałem w swoim życiu dawno temu"): Słońce Karpat, Matka Ojczyzny –(spacja)co prawda obecnie nie bardzo pasuje, ale inne zostały przyjęte, a nawet nakazane do powszechnego stosowania, chociażby Pogromca Lwicy.

– Łatwo ci mówić – (Zastąpiłabym myślnik dwukropkiem, bo w zapisie dialogów myślnik automatycznie kojarzy się z końcem wypowiedzi) prywatny.

Lili spojrzała na mnie szerokimi oczami. (Szeroko otwartymi oczami. Względnie szeroko rozstawionymi, jeśli chodzi o cechę anatomiczną. Ale o oczach nie mówi się "szerokie")

Towarzysze(przecinek) to tu, a nie w gabinetach derektorów zapadają najważniejse decyzje, decyzje, które doprowadzą do rozkwitu nasej ukochanej ojcyzny.

Pewnym głosem, niepasującym do jej drobnej figury, powiedziała.(dwukropek zamiast kropki)

– Towarzysze, trzecie miejsce zajmuje towarzyszka Jo –(Tutaj zmieniłabym na przecinek lub dwukropek) sześćdziesiąt sześć punktów.

– Ażeby(A żeby. Wprawdzie "ażeby" też pasuje do kontekstu, ale średnio brzmi w tej wypowiedzi) odwiedzić rodzinę, ile potrzeba punktów?

– To po cholerę studiowałeś tak durny kierunek.(znak zapytania zamiast kropki)– Nie wytrzymałem.

Towarzysze z fabryki produkującej lampy powiedzieli nam, że oni robią doskonałe, niepsujące się, ale w ramach spłaty zadłużenia Unii wobec naszego kraju,(zbędny przecinek) nasz minister do spraw oświetlenia narodu zgodził się na spłatę tego zadłużenia świetlówkami z Unii.

Widać chłopisko zdenerwowało się, bo po ludzku mówił.(Skoro "chłopisko zdenerwowało się", to też "mówiło")

Dalej nie ma wcięć akapitowych. Tym razem nawet tych "wyspacjowanych".

Wrócę też to tematu, który już poruszałam – tagi na zmianę czcionki. Nie wiem, jak je wstawiasz, że miejscami są w środku wyrazów, ale lepiej nie rób tak więcej. Poprawianie tekstu, w którym momentami muszę wyłuskiwać pojedyncze litery oddzielone od pozostałych rzędem tagów, jest naprawdę irytujące.

Również całkiem przyjemny fragment, choć kiedy przywykłam do takiego stylu, nie bawiłam się aż tak dobrze jak przy pierwszej części. Ciekawa jestem, dokąd poprowadzisz fabułę.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#9
(03-11-2016, 17:19)Vetala napisał(a):
(31-10-2016, 15:20)burak napisał(a): Teo, (zbędny przecinek) powróciła do kraju po kilkunastu latach pobytu w Unii.

Najpierw musi(musiała)  swoje wygodne życie spędzone na Zachodzie odpracować na zabitej dechami wsi, a potem będzie mogła wrócić na Śląsk.

– Suchom (przecinek)derektorze.

– To, (zbędny przecinek) co mi tu godos.

– Mówi się(Dałabym dwukropek) w ramach Pomocy Bratankowej.

Zna wiele określeń, podobne w swoim życiu dawno temu słyszałem(Dziwny szyk, lepiej "podbne słyszałem w swoim życiu dawno temu"): Słońce Karpat, Matka Ojczyzny –(spacja)co prawda obecnie nie bardzo pasuje, ale inne zostały przyjęte, a nawet nakazane do powszechnego stosowania, chociażby Pogromca Lwicy.

– Łatwo ci mówić – (Zastąpiłabym myślnik dwukropkiem, bo w zapisie dialogów myślnik automatycznie kojarzy się z końcem wypowiedzi) prywatny.

Lili spojrzała na mnie szerokimi oczami. (Szeroko otwartymi oczami. Względnie szeroko rozstawionymi, jeśli chodzi o cechę anatomiczną. Ale o oczach nie mówi się "szerokie")

Towarzysze(przecinek) to tu, a nie w gabinetach derektorów zapadają najważniejse decyzje, decyzje, które doprowadzą do rozkwitu nasej ukochanej ojcyzny.

Pewnym głosem, niepasującym do jej drobnej figury, powiedziała.(dwukropek zamiast kropki)

– Towarzysze, trzecie miejsce zajmuje towarzyszka Jo –(Tutaj zmieniłabym na przecinek lub dwukropek) sześćdziesiąt sześć punktów.

– Ażeby(A żeby. Wprawdzie "ażeby" też pasuje do kontekstu, ale średnio brzmi w tej wypowiedzi) odwiedzić rodzinę, ile potrzeba punktów?

– To po cholerę studiowałeś tak durny kierunek.(znak zapytania zamiast kropki)– Nie wytrzymałem.

Towarzysze z fabryki produkującej lampy powiedzieli nam, że oni robią doskonałe, niepsujące się, ale w ramach spłaty zadłużenia Unii wobec naszego kraju,(zbędny przecinek) nasz minister do spraw oświetlenia narodu zgodził się na spłatę tego zadłużenia świetlówkami z Unii.

Widać chłopisko zdenerwowało się, bo po ludzku mówił.(Skoro "chłopisko zdenerwowało się", to też "mówiło")

Dalej nie ma wcięć akapitowych. Tym razem nawet tych "wyspacjowanych".

Wrócę też to tematu, który już poruszałam – tagi na zmianę czcionki. Nie wiem, jak je wstawiasz, że miejscami są w środku wyrazów, ale lepiej nie rób tak więcej. Poprawianie tekstu, w którym momentami muszę wyłuskiwać pojedyncze litery oddzielone od pozostałych rzędem tagów, jest naprawdę irytujące.

Również całkiem przyjemny fragment, choć kiedy przywykłam do takiego stylu, nie bawiłam się aż tak dobrze jak przy pierwszej części. Ciekawa jestem, dokąd poprowadzisz fabułę.

Wstawiam jedynie tagi akapitów ( oczywiście nie zdążyłem umieścić ich ). Tekst piszę w Microsoft Word, kopiuję i wklejam. Potem muszę ręcznie wstawić tagi, o których wspomniałem wcześniej. Innych czynności nie wykonuję.
Naniosłem poprawki ( mam nadzieję, że wszystkie ). Mam jednak wątpliwości związane ze zdaniem:
Najpierw musi(musiała)  swoje wygodne życie spędzone na Zachodzie odpracować na zabitej dechami wsi, a potem będzie mogła wrócić na Śląsk.
Użycie czasu przeszłego sugeruje, iż już odpracowała, co koliduje z drugą częścią zdania.
Dzięki za ciężką pracę.
Pozdrawiam.
ludzi poznawaj według paraboli, nie hiperboli
Odpowiedz
#10
(03-11-2016, 18:04)burak napisał(a): Mam jednak wątpliwości związane ze zdaniem:
Najpierw musi(musiała)  swoje wygodne życie spędzone na Zachodzie odpracować na zabitej dechami wsi, a potem będzie mogła wrócić na Śląsk.
Użycie czasu przeszłego sugeruje, iż już odpracowała, co koliduje z drugą częścią zdania.

Prowadzisz narrację w czasie przeszłym, więc jak dla mnie żadnej wątpliwości nie ma. Zwłaszcza że z tekstu wynika, że jeszcze ma ten czas do odpracowania.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości