Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Tajrolf i Czarna Pantera
#1
Witam. Proszę o szczerość gdy będziecie oceniać to opowiadanie. Przyjmę wszystko dzielnie (mam taką nadzieję :/).
Historia nie ma tytułu, ale pracuje nad nim. Może ktoś mi podpowie?

Rozdział 1
Siedziała na ławce obok szkoły czekając na swe przyjaciółki. Kiedy zobaczyła pierwszą z nich: Rudowłosą Linę, przypomniała jej się chwila gdy się poznały. Cofnęła się wspomnieniami dwanaście lat wstecz…

Miały wtedy po sześć lat i był to pierwszy rok ich nauki w szkole dla magicznych istot. Nasza bohaterka: Blond włosa Lina, siedziała samotnie z tyłu klasy i rozmyślała, dlaczego mama wysłała ją do szkoły z internatem, na dodatek do środka lasu? Dlaczego nie pozwoliła jej z nią zostać?
W jej oczach zalśniły łzy i szybko wytarła je ręką, żeby nikt ich nie zauważył -Nie chciała rzucać się w oczy. Kiedy usłyszała świst żar ptaka wiedziała, że to koniec lekcji. Wstała powoli i jako ostatnia wyszła z sali.
Wyszła na dziedziniec, żeby pójść już do swego pokoju, który mieścił się w średniej klasy pałacyku. Mama naszej bohaterki była biedna, jednak sama dziewczyna miała w sobie pokłady wielkiej mocy i to sprawiło, że przyjęto ją do tej szkoły. Niczego jej nie brakowało, bo nauczyciele pokładali w jej osobie wielkie plany. Nikt jednak nie spodziewał się, że po trzech miesiącach nauki, nie znajdzie sobie nikogo, z kim mogłaby porozmawiać.
Wszystko się zmieniło pewnego razu, gdy wracała do swego pokoju. Przed pałacykiem zobaczyła grupkę składającą się z trzech niezwykle popularnych dziewczyn z trzeciej klasy. Nazywały się: Jessica, Tila i Mimi. Mimi, była ich przywódczynią i zarazem najpiękniejszą dziewczyną w magicznej szkole, mimo, że była taka młoda.
Wyglądała jak anioł, z długimi purpurowymi włosami i idealnymi rysami twarzy. Jej oczy, przy nauczycielach niewinne, teraz miotały błyskawice wpatrując się w coś, albo raczej w kogoś, leżącego na ziemi. Jej towarzyszki, obie szatynki, śmiały się szyderczo. Lina zawsze trzymała się od nich z daleka, gdyż nie raz widziała, jak ta „piękna trójka”, pastwi się nad młodszymi. Usłyszała cichy płacz i słowa Mimi.
– Patrzcie, patrzcie! Cóż za mięczak! No co rudzielcu? Masz coś jeszcze do powiedzenia? – zapytała pogardliwie.
Nie dosłyszała odpowiedzi, ale aż się w niej zagotowało. Nagle usłyszała pisk.
– Przestańcie! – szlochała dziewczynka. – Ała! To boli!
Nie wiedząc co robi, rzuciła się w stronę grupki dziewczyn i odepchnęła je na bok. Rzuciła im przy tym mordercze spojrzenia, aż cofnęły się i odeszły.
Lina spojrzała na „rudzielca”.
Siedziała skulona na ziemi i cała się trzęsła. Przykucnęła obok niej i zapytała:
– Nic ci nie jest?
Dziewczynka znieruchomiała i zapytała szeptem:
– Poszły sobie?
– Tak – Lina nie widziała jej twarzy, bo ruda dziewczynka miała głowę między kolanami.
Mała niepewnie spojrzała na Linę. Ta druga rozpoznała w niej koleżankę ze swojej klasy. Zapamiętała ją, bo miały tak samo na imię.
– Odgoniłaś je prawda? – wyszeptała.
Niepewnie pokiwała głową.
– Dziękuje, nie wiem co by mi zrobiły, gdyby nie ty.
– Nie ma sprawy – odparła niepewnie.
– Jesteś… jesteś Lina, prawda? Tak jak ja.
– Na to wygląda – zobaczyła, że ruda Lina chce wstać jednak zaraz znieruchomiała. Pomogła jej się podnieść.
– Boli cię coś? – zapytała z troską, zaskoczona, że aż tak się martwi.
– Tylko trochę – odparła dzielnie. – Dostałam tylko w żebra, nic takiego.
– Powinniśmy zgłosić to jakiemuś nauczycielowi.
– Nie – poprosiła. – I tak mam przechlapane, a będę miała jeszcze bardziej jak to komuś powiem – spojrzała na nią zdruzgotana i przejęta. – Przeze mnie możesz mieć kłopoty. Lepiej zostaw mnie tu i omijaj na kilometr, bo ta trójka i ciebie się uczepi za to co zrobiłaś.
Lina zaskakująco łatwo pogodziła się z tą myślą, gdy tylko usłyszała troskę w głosie tej drugiej.
– Dam sobie radę – odparła delikatnie. – O mnie się nie martw.
Następnego dnia ruda Lina niepewnie przysiadła się do blond Liny. Od tamtej pory nie odstępowały się na krok. Tak jak ruda przewidziała, Mimi i jej koleżanki doskoczyły do jej nowej przyjaciółki jednak ta poradziła sobie mimo, że prawie się rozpłakała. Od tamtej pory nic nie mogło je rozdzielić.

Lina wróciła myślami do czasów teraźniejszych. Pomyśleć, że minęło aż dwanaście lat? Uśmiechnęła się smutno. Niestety prawie nic się nie zmieniło od tamtego czasu. Obie Liny wraz z Irmis, ich trzecią przyjaciółką nadal były odludkami, mimo, że to była już ich trzecia szkoła. Dzisiaj rozpoczynały naukę w szkole dla wybitnie uzdolnionych, gdyż ich umiejętności magiczne, znacznie przewyższały przeciętną.
Kiedy ruda Lina usiadła obok blond Liny, objęły się ramieniem i czekały na Irmis.

Irmis poznały w drugiej szkole, gdy miały po dwanaście lat, właśnie zaczynały tam naukę. Jako, że obie Liny miały inne specjalności magiczne – ruda Lina władała ogniem, a blond Lina wiatrem – miały niektóre inne zajęcia, jednak zawsze po nich spotykały się na dziedzińcu. Jak i w poprzedniej szkole, tak i w tej znalazła się grupka dziewczyn co nagabywała młodszych.
Pewnego razu gdy rozmawiały, przed nimi wybuchła woda i oblała je od stóp do głów.
– Wybaczcie! – usłyszały przepraszające słowa.
W tym samym momencie, usłyszały krzyk tej samej dziewczyny i zobaczyły jak leci w ich stronę. W pierwszym odruchu chciały uciec jednak zobaczyły, że ta z kimś walczy. Złapały ją i wszystkie upadły na ziemię.
Czarnowłosa dziewczyna próbowała wstać i uciekać, jednak nie umiała, gdyż krwawiła jej noga. W międzyczasie pojawiła się grupka, z którą walczyła.
– I jak tam Irmis? – zapytała jedna z nich na pozór uprzejmym tonem. – Dalej twierdzisz, że jesteś ładniejsza ode mnie?
Irmis patrzyła na nie z przerażeniem, jednak nadal wiedząc, że na kimś leży. Podniosła się chwiejnie i odsunęła, żeby nie narażać obie Liny na nieprzyjemności.
Przywódczyni grupki złapała ją za przód bluzki i uniosła jak piórko. Gdy ta zaczęła się szamotać, pozostałe dziewczyny zaczęły się śmiać.
Obie Liny widziały w tej sytuacji własne odbicie, dlatego nie wiele myśląc zagrzmiały razem:
– Zostawcie ją!
Blond Linę otoczył wiatr, a rudą: ogień. Grupka spojrzała niepewnie na swoją przywódczynię.
Mimo, że obie Liny trzymały się z boku, było o nich głośno z powodu ich umiejętności. Przywódczyni niewiele myśląc puściła przestraszoną Irmis i odsunęła się.
Obie Liny doskoczyły do czarnowłosej nie rozwiewając swych osłon i pomogły jej wstać. W tym czasie blond Lina patrzyła na nie nieprzyjemnie, chcąc by ich niepokój nie osłabł. Pojedynkowanie się z Mimi przez te parę lat, sprawiło, że jej spojrzenie potrafiło naprawdę zmrozić. W rzeczywistości jednak, nadal była strasznie wrażliwa.
Gdy te odeszły, we trójkę usiadły na ławce. Obie Liny ciągle trzymały rozdygotaną Irmis.
– Przepraszam – wyszeptała w końcu. – Przepraszam, przepraszam!
Spojrzała na nie obie z przestrachem.
– Teraz i do was się przyczepią! – schowała twarz w dłonie. – Gdybym nie była taka próżna, nic by się nie stało!
– Próżna? – zapytała ruda Lina.
– Mam nową fryzurę. Jak zobaczyłam rano swoje odbicie to strasznie się sobie spodobałam. Chodziłam cały dzień dumna jak paw i wtedy mnie zobaczyły, jak flirtuje z chłopakami – pociągła nosem.
– Co w tym złego? – zapytała z zainteresowaniem blond Lina, poprawiając okulary. – Jesteś ładna, to flirtujesz.
Ruda Lina przytaknęła, trzepiąc swą bujną czupryną.
– Na… naprawdę tak uważacie? – zapytała Irmis niepewnie.
– Oczywiście – odparła ruda Lina, wycierając jej lewy policzek. Blond Lina zajęła się drugim.
Wydawało się, że Irmis się uspokaja, kiedy nagle poderwała się i spojrzała na nie przerażona.
– Ale ze mnie idiotka! Teraz do was się przyczepią!
Obie Liny pomyślały z rezygnacją, że nie dane jest im żyć w spokoju. Ale wtedy spojrzały na Irmis jak zamartwia się o nie. Spojrzały na siebie, pewne własnych uczuć.
– Mówi się trudno – zaczęła radośnie ruda Lina.
– Co? – wybałuszyła na nią oczy.
– Już przyzwyczaiłyśmy się do tego, że nie wszystko idzie po naszej myśli – zachichotała blond Lina. – Dlatego trzymamy się razem – wyjaśniła.
Irmis przez chwilę przyglądała się im z niepokojem. W końcu westchnęła i wyszeptała:
– Szkoda, że ja nie mam z kim dzielić niedoli.
Znów spojrzały na siebie. Uśmiechnęły się do siebie i przeniosły wzrok na zdruzgotaną Irmis.
– A chciałabyś mieć? – zapytała poważnie blond Lina.
Irmis spojrzała na nie zaskoczona. To co zobaczyła na ich twarzach sprawiło, że zaniemówiła.
– Oczywiście… – zaczęła niepewnie ruda Lina. – Nie musisz… jeśli boisz się naszej opinii, albo tego, że trzymamy się na uboczu to…
Wtedy rzuciła się im na szyję. Żadna z Lin nie spodziewała się takiej reakcji, jednak szybko wróciły do siebie i przytuliły chlipiącą dziewczynę.

Irmis zjawiła się w towarzystwie trzech chłopaków, dyskutując z nimi żywo. Liny zaśmiały się pokonane, gdyż domyśliły się wszystkiego: Potrójna randka. „Bogowie, za co?” – pomyślała blond Lina.
Irmis wiele razy próbowała ją umówić z jakimś chłopakiem, jednak ta unikała tego jak ognia. Doszło do tego, że w wieku osiemnastu lat jeszcze się nie całowała. Ale jej to nie przeszkadzało, nie przepadała za chłopakami, bo chłopcy w jej wieku byli chudymi i poprawionymi magicznie głupkami, którym zależy tylko na jednym.
Czarnowłosa przedstawiła przyjaciółkom trzech chłopców. Byli to: Andre , Dimitri i Tanis. Na szczęście opatrznie zrozumiały intencje przyjaciółki. Wyczytały w jej oczach, że to Oni się do niej przyczepili. I nic dziwnego.
Irmis miała 170 cm wzrostu (podobnie jak blond Lina), długie czarne włosy i niebieskie oczy. Jak nikt panowała nad wodą i była z nich najpiękniejsza.
Ruda Lina miała 159 cm wzrostu i również długie włosy. Jej oczy miały podobny odcień co włosy, przy czym były bardzo duże i wydawały się bardzo niewinne. Przyjaciółki pieszczotliwie nazywały ją „maleńka”.
Blond Lina natomiast, za przykładem przyjaciółek, również miała długie włosy, jednak zawsze wiązała je wstążką w warkocz. Nosiła okulary, gdyż miała pewną „przypadłość” oczu, w postaci cieni wokół nich. Okulary skutecznie to ukrywały. Jej oczy były koloru pięknej zieleni złączonej z niepozornym brązem.

Kiedy chłopcy się oddalili, oczarowani Irmis, ta złapała obie Liny za ręce i tak we trójkę weszły do pałacu, w którym miało odbyć się przyjęcie witające nowych uczniów.
Trzy przyjaciółki bardzo starały się nie rzucać w oczy, jednak ich różnoraka uroda przyciągała wszystkich mężczyzn na sali. Po godzinie miały dość i we trójkę wyszły z pomieszczenia, by obejrzeć pałac.
Panował półmrok, gdyż słońce chyliło się ku zachodowi. Zafascynowane tym zjawiskiem przysiadły na łukowatym oknie. Przez pewien czas po prostu obserwowały życie dookoła nich. W końcu ruda Lina lekko się zaśmiała, czym przykuła uwagę przyjaciółek.
– Wiecie… to dziwne.
– Co? – zapytała druga Lina.
– To, że znalazłyśmy siebie, a nie umiemy znaleźć kogoś „dla siebie”.
– Może tu będzie inaczej – pocieszyła je Irmis.
– Wierzysz, że takie odludki jak my… – zaczęła blond Lina, jednak ta jej przerwała.
– Powiedz raczej, że boisz się zaangażować.
Na chwilę zaniemówiła.
– Ja i maleńka spotykałyśmy się z chłopakami. Dawałyśmy sobie szansę.
– Ale wam nie wyszło – odparła w końcu, jednak nie było to ani z zaczepką, ani nie było to wytknięcie. Po prostu tak było.
– To prawda, ale my próbujemy – powiedziała to takim tonem, że Lina wiedziała iż ta nawiązuje do ich poprzednich rozmów.
Skuliła się. Widząc to, jej przyjaciółki spojrzały na nią smutno. Wiedziały dlaczego ta boi się wiązać z jakimś chłopakiem, miały jednak nadzieje, że jej to przejdzie i zapomni o przeszłości.
– Dobra, nie rozmawiajmy już o tym – powiedziała maleńka spokojnie, łapiąc przyjaciółki za ręce. Ten gest zawsze je uspokajał.
– No dobrze – odparła Irmis wzdychając. Spojrzała na Linę z uczuciem. – Ja po prostu się martwię. Czy to coś złego?
Lina spojrzała na nią w ten sam sposób.
– Nie, ale nie poruszajmy tego tematu… przynajmniej na razie. Może… może faktycznie tu nam się ułoży.
– I to jest odpowiednia postawa! – ucieszyła się maleńka.
Na horyzoncie błyskały ostatnie promienie zachodzącego słońca. Trzy przyjaciółki przytuliły się do siebie i postanowiły poszukać swoich pokoi. Każda z nich miały pokój w innym skrzydle, ale nie martwiły się tym, bo wszystkie skrzydła miały jeden plac i wystarczyło na niego wyjść by się zobaczyć. Rozdzieliły się na nim.
Lina spacerowała z podniesioną głową, mijając innych uczniów. Na jej twarzy malował się spokój mimo wewnętrznego rozkojarzenia. Czuła się tak za każdym razem, gdy zmieniała szkołę. Gdy znalazła swój pokój, zaskoczyła ją jego wielkość. Był ogromny! Na środku, zaraz po prawej stronie drzwi, stało wielkie łoże z baldachimem. Weszła do środka oniemiała i obejrzała cały pokój. „Jutro się rozpakuje” – pomyślała sennie i weszła do tego wielkiego łoża zachwycona. Nim zauważyła, zapadła w sen.


Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Czyta się to dość szybko i łatwo. Nie zauważyłam też żadnych większych zgrzytów technicznych. Ortografię i interpunkcję inni sprawdzą lepiej ode mnie :P Sama mam w tym zakresie braki, więc zostawię to komuś, kto się zna.

Jeśli chodzi o fabułę to to niestety nie przypadła mi ona do gustu. Po prostu nie lubuję się w tego typu opowiadaniach. Ten fragment jakoś specjalnie mnie nie zainteresował. Wszystko było trochę za grzeczne i lekko naiwne. Szczególnie pierwsze spotkania głównych bohaterek. Miałam nadzieję, że dalej pojawi się coś oryginalnego, ale jakoś się nie doczekałam.
Jednak nigdy nie skreślam opowiadania po przeczytaniu wstępu. Wszystko może się jeszcze rozkręcić.
Pomarańcze za pensa, krzyczą dzwony Klemensa,
Skradł cytryn pół tuzina, dudnią dzwony Marcina,
Zaraz złapię złodzieja, ryczą dzwony Baileya,
Inni liczą, ty też licz, radzą dzwony Shoreditch.
Oto ciastko – możesz zjeść połowę, a to topór, który zetnie ci głowę .
Odpowiedz
#3
Popieram, że czyta się bardzo łatwo i dość szybko. Co do stylistyki w niektórych momentach bym się przyczepiła, choć nie jest źle. Tylko z telefonu ciężko byłoby mi wszystko pokazać. Teraz chyba najgorsze czyli fabuła... Kiedyś była taka seria komiksów, książek, serialu pod tytułem "Witch". Szczerze? Wydaje mi się, że cały Twój wstęp jest oparty właśnie na tej bajce. Magiczne umiejętności, którymi władają dziewczyny, imiona postaci, nawet wygląd. Nie jestem zbytnio przekonana, choć liczę, że w dalszych częściach zrobisz zwrot akcji i mnie zaskoczysz. Na razie mam wrażenie, że pojawi się czwarta bohaterka, która uzupełni wszystkie moce żywiołów. Powodzenia. :)
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
#4
Dziękuje za opinie, wzięłam je sobie do serca i będę się starać, żeby się nie popsuły. Od razu uprzedzam, że nie brałam na tapetę "Witch", gdy to pisałam, w ogóle nic nie brałam pod uwagę :P Powiem tylko, że ich przyjaźń nie jest tu najważniejsza, co będzie widać w dalszych rozdziałach. Mam nadzieje, że wytrwacie :P

Rozdział 2
Obudziły ją promienie słoneczne padające na jej twarz przez okno z prawej strony. Zasłoniła oczy i ziewając podniosła się do pozycji siedzącej. Dawno tak dobrze nie spała, jednak jak zwykle nie mogła się dobudzić. Z ociąganiem wyszła z łóżka i na półprzytomnie ubrała się w zieloną bluzkę i niebieskie spodnie kimiczi (u nas ten materiał to dżins). Zaskoczona dopiero zauważyła, że przy oknie są drzwi prowadzące na balkon. Oprzytomniawszy od razu, zachwycona, wybiegła na niego i zaczęła się rozglądać. Cóż za widok! Pod sobą widziała ogród, a dalej majaczył las. Przypomniało jej się jak jeden z nauczycieli powiedział, że nie wolno tam chodzić gdyż to las demonowatych. Mimo, że nie są groźne nie zaleca się spacerowania w jego okolicy.
Spojrzała na słońce. Zbliżała się dziesiąta, więc wyszła na plac. W tym samym momencie dostrzegła jak ze swoich skrzydeł wychodzą maleńka i Irmis. Gdy się wszystkie zobaczyły ruszyły pędem przez plac jakby nie widziały się przez miesiąc. Irmis i maleńka rzuciły się na Linę, a ta złapała je i co dziwne nawet się nie zachwiała. Od jakiegoś czasu przybywało jej siły. Nie wiedziała jednak z jakiego źródła.
Przez chwilę tuliły się do siebie. Innych uczniów, którzy byli na placu, lekko zaskoczyło to przywitanie, jednak po chwili wrócili do własnych zajęć.
– To co dziś robimy? – zapytała Irmis z uśmiechem. – Szkoła zacznie się za dwa dni, więc może… czas zacząć wszystko od czegoś dobrego i ukazać nasz wspólny talent?
Maleńka była jak najbardziej za, jednak Lina wcale nie chciała ujawniać swojej drugiej „przypadłości” od której w pewnym momencie myślała, że zwariuje.
– Lina – poprosiła ją maleńka słodko.
Irmis patrzyła na nią w podobny sposób.
„Może mają rację” – pomyślała i lekko się uśmiechnęła. To wystarczyło za zgodę.
Irmis upewniła się, że jest dość ludzi poczym poszły na środek placu koło fontanny w kształcie smoka, która była symbolem szkoły. Ustawiły się w kółko, naprzeciw siebie. Lina zaczęła śpiewać tak pięknie, że wszyscy zbiegli się by popatrzeć kto jest właścicielem takiego głosu. W międzyczasie maleńka i Irmis tańczyły z gracją i swobodą jak prawdziwe mistrzynie. W pewnym momencie Lina do nich dołączyła i wszystkie trzy zaczęły wirować w rytm muzyki. W końcu zaczęły śpiewać we trójkę nie przerywając swego tańca, aż wszyscy zaczęli wiwatować, przytupywać, klaskać i podrygać do melodii. Kiedy umilkły i zatrzymały się w tym samym miejscu co przedtem, tłum oszalał z zachwytu.
Lina nie spodziewała się takiej reakcji mimo, że maleńka i Irmis były tego pewne. Zapewniały ją, że ma piękny głos już od pięciu lat, ale ona w to nie wierzyła… do teraz.

Dni mijały, a dziewczyny zyskiwały coraz większa popularność. Kiedy zaczęły się zajęcia okazało się, że nie mogą odpędzić się od adoratorów. Irmis była zachwycona, podobnie jak maleńka. Tylko Lina nadal czuła, że to nie jej czas. Któregoś dnia zauważyła, że została sama. Obie jej przyjaciółki miały randki o tej samej godzinie, tego samego dnia. Kiedy zobaczyły zaskoczone, że blond włosa zostanie sama chciały wszystko odwołać, jednak ta tylko uśmiechnęła się zawadiacko i kryjąc własny smutek, powiedziała:
– Dajcie spokój. To faceci! Prawdziwi faceci, a nie wyobrażeni jak do tej pory – wstała i udała, że je wygania. – Tylko moje dzieci, wródźcie przed pierwszą i zachowujcie się przyzwoicie – mówiła tonem matrony, czym całkiem je rozbroiła.
Śmiejąc się wyszły z jej pokoju. Wtedy już mogła porzucić udawaną beztroskę.
Wyszła na balkon i usiadła na fotelu, opierając głowę o balustradę. Westchnęła głęboko patrząc smutno na niebo i majaczący w oddali zarys lasu.
– I co ja mam robić? – mruknęła.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Zaskoczona wstała i poszła otworzyć.
Za drzwiami był goniec, przyniósł wiadomość. Wręczył jej list z ledwo krytym smutkiem. Nie wiedziała skąd ta mina, dopóki nie spojrzała na list… a raczej kopertę z symbolem nekromanty. Ktoś umarł.
Przerażona zamknęła drzwi i długo wpatrywała się w kopertę. Tylko jedna osoba mogła umrzeć. Drżąc na ciele i duchu, usiadła na łóżku niepewna czy utrzyma się na nogach. Resztkami woli otworzyła kopertę i zaczęła czytać.

Panno Lino Elizabeth Karas
Z przykrością informujemy Panią, że Pani matka: Lidia Miranda Karas, zmarła na atak serca dnia 28.06 tego roku.
Składamy najszczersze kondolencję.

„Najszczersze kondolencje”? – mimowolnie prychnęła, jednak żal ścisnął ją za gardło, a łzy pociekły po twarzy. Pociągła nosem próbując walczyć z narastającą paniką, jednak zaraz przegrała tą walkę. Wstrząsnął nią dreszcz, wpierw jeden, potem drugi. Poderwała się z miejsca i wybiegła z pokoju.

Nie wiedziała dokąd biegnie. Byle dalej, byle daleko od tego listu. Po drodze upadła kilka razy, jednak biegła dalej. Tylko w tańcu odznaczała się zmysłem równowagi. W pewnym momencie upadła tak mocno, że nie mogła wstać. Skuliła się w kłębek i szlochała.
Nie wiedziała ile tak leży i jak długo płacze. Czas stanął dla niej w miejscu. W pewnym momencie poczuła jak ktoś ją podnosi, jednak była zbyt wyczerpana by zareagować. Poczuła, jak ktoś kładzie ją i opiera jej głowę o drzewo. Lekko otworzyła opuchnięte oczy.
– Jak się czujesz? – zapytał ją delikatnie męski głos.
Znów wstrząsnął nią dreszcz. Przykrył ją czymś.
– Gdzie jestem? – wyjąkała płaczliwie.
– Przy granicy lasu demonowatych – odparł głos w ciemności.
Wzięła się w garść i otworzyła szerzej oczy by spojrzeć na mężczyznę. Niestety przez ciemność nie widziała go za dobrze.
– Przecież to…
– To kawał drogi od szkoły – dokończył za nią lekko i poczuła, jak siada obok niej. – Zimno ci? – zapytał.
Dopiero zauważyła, że trzęsie się z zimna.
– Trochę, ale dam sobie radę – odpowiedziała prędko, czując jak mężczyzna podnosi rękę by ją objąć.
– Nie bądź niemądra – zganił ją lekko.
Objął ją ramieniem. Poczuła się w jego uścisku zadziwiająco dobrze. Był ciepły i na pewno nie był chudy. Czuła jak silne miał ramię i szeroką pierś.
– A teraz… może powiesz mi jak się tu znalazłaś.
Wzięła drżący oddech przypomniawszy sobie jak tu trafiła… a raczej: dlaczego. Poczuła ponownie nadchodzącą falę płaczu.
– Znowu się rozbeczę –wydusiła ostrzegawczo, pociągając nosem.
Rozbroiła go tym wyznaniem.
– To płacz – odparł delikatnie. – Jeśli to ci ulży.
– Nie mów tak – zganiła go płaczliwie. – Naprawdę się rozbeczę! Nie rozpłaczę, ale rozbeczę!
Starał się zrozumieć tą różnicę.
– W takim razie „rozbecz się” – odparł niesłychanie delikatnie.
Powinna czuć strach przed tym facetem… Nawet nie wiedziała jak on wygląda! A tymczasem… miała ochotę wszystko mu opowiedzieć… rozbeczeć się przy nim! (dla całej trójki przyjaciółek, była to najgorsza rzecz pod słońcem). Wzięła kilka płytkich oddechów, by się uspokoić.
– Jak się rozbeczę, to będzie koniec – wydusiła. – Muszę… muszę być twarda… bo… moje przyjaciółki… obiecałam…
Mężczyzna milczał, by się pozbierała. Nawet nie zauważyła, kiedy przestała się trząść.
– Lepiej? – zapytał niepewnie po jakimś czasie.
– Chyba tak – dotarło do niej, że prawie na nim leży. Odsunęła się zawstydzona, jednak wydawało się, że mężczyzna jej nie puści. W końcu westchnął cichuteńku, jakby z żalem i oswobodził ją.
– Przepraszam – wyszeptała. Niepewnie spojrzała na niego, lecz nadal nie widziała jego twarzy. Wtedy zza chmur wyszedł księżyc rozświetlając drzewo przy którym siedzieli. Na chwilę zaniemówiła. Był wręcz absurdalnie przystojny, mimo, że widziała tylko jego profil.
Miał prosty, zgrabny nos i zdecydowany podbródek. Jego oczy były jasne, jednak nie była pewna co do koloru. Włosy miał czarne, lekko rozczochrane.
Gładkie, zmysłowe usta były ułożone w delikatny uśmiech. Gdy na nią spojrzał, jego oczy świeciły.
– Za co przepraszasz? – zapytał spokojnie.
Poczuła się zagrożona. Zawsze się tak czuła, gdy była blisko tak oszałamiającego piękna.
– No wiesz… Na pewno zaskoczyła cię płacząca kłoda na środku trawy – odparła zdenerwowana. – Pewnie masz mnie dość – poderwała się z miejsca. – Na pewno masz lepsze zajęcia, niż patrzenie na taką ofiarę losu, dlatego już pójdę.
Zastąpił jej drogę. Czyżby się przeliczyła i jednak coś jej groziło? O dziwo nie czuła strachu, raczej zdenerwowanie. Przy takich ludziach czuła się mała i brzydka, mimo, że przecież taka nie była. Ale on nie tylko górował nad nią wyglądem, ale i wzrostem. Miał jakieś 190 cm wysokości!
– Tak szczerze mówiąc, to nie mam nic przeciwko towarzystwu tak uroczej dziewczyny – odparł, uśmiechając się łobuzersko i mrugając do niej okiem. Doskonale czuł jej zdenerwowanie i chciał ją uspokoić.
– Zresztą... nadal mi nie powiedziałaś co się wydarzyło, że tu trafiłaś.
Dostała słowotoku.
– Dostałam telegram, że moja mama umarła. Wpadłam w histerię i pobiegłam przed siebie nie patrząc gdzie biegnę. Potem wywróciłam się, nie wiem ile razy. W końcu rozłożyłam się jak długa i… – złapał ją za ramiona, bo znów zaczęła się trząść.
Posadził ją na trawie.
– Spokojnie – powiedział to takim tonem, że aż poczuła jak się uspokaja. Może miał jakąś moc łagodzenia emocji?
Siedzieli w milczeniu, aż się wyciszyła.
– Jak masz na imię? – zapytał spokojnie mężczyzna.
– Lina. A ty?
– Subaru – spojrzał na księżyc. – Robi się późno. Powinniśmy wracać.
Pomógł jej wstać i objął ją ramieniem, żeby pomóc iść. Mimo spokoju była wykończona.
– W którym skrzydle jest twój pokój? – zapytał swobodnie, jakby w ogóle nie czuł tych pięćdziesięciu ośmiu kilo wiszącego przy jego boku.
– Wschodnim – powiedziała sennie.
– To jest najbliżej. I dobrze się składa, też mam tam pokój.
Zmarszczyła sennie czoło.
– Jesteś wykładowcą? – zapytała.
Zaśmiał się dźwięcznie.
– Jestem trochę za młody – odparł rozbawiony. – Dopiero się uczę.
– Nie widziałam cię wcześniej – odparła niepewnie.
– Przenieśliśmy się wczoraj wieczorem. Dzisiaj urządzaliśmy się w pokojach.
– Aha – odparła nieprzytomnie.
– Ups. Zaraz mi tu padniesz – zauważył i wziął ją na ręce.
Mile zaskoczony poczuł, jak się do niego tuli.
– Który balkon? – zapytał, zanim odpłynęła.
– Zielony z fotelem i balustradą… – nim dokończyła, odpłynęła.
Odpowiedz
#5
Wybacz, po prostu dla mnie strasznie dużo elementów się z tym łączy. Ale widocznie się mylę, choć przekonam się w późniejszych rozdziałach. Od razu piszę, że nie jestem w kwestii opowiadań ekspertem, więc moją oceną nie musisz się przejmować. ;p
Drugi rozdział mam wrażenie, że będzie dodatkowym wątkiem przewijającym się przez całą fabułę. Trochę przeskoczyło na romansidło (tego gatunku strasznie nie lubię). Ale jest w tym coś co mi się podoba i nie potrafię odpowiedzieć co. Strasznie szybko się czyta, przynajmniej w moim odczuciu. Język też nie jest trudny i nie trzeba siedzieć kilkanaście minut, aby zrozumieć co autor (w Twoim przypadku autorka) miał tak naprawdę na myśli. Na razie nie będę za bardzo chwalić, bo nie chcę zapeszyć Twojego opowiadanka. Powodzenia w dalszej części pisania.

P.S. Błędami się nie będę zajmować, bo nawet nie mam ochoty. Ale od razu Cię ostrzegam, że trochę ich znalazłam. Uważaj, bo pewnie ktoś się pofatyguje w poprawieniu owych błędów. ;)
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
#6
(15-05-2011, 18:54)Darena napisał(a): Trochę przeskoczyło na romansidło (tego gatunku strasznie nie lubię). Ale jest w tym coś co mi się podoba i nie potrafię odpowiedzieć co.

Przyznam się bez bicia: Będzie w tym dużo z romansidła, ale mam nadzieję, że cię to nie zniechęci i będziesz czytać dalej. Będzie w tym też dużo elementów psychologicznych, które ukształtują historię.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Właśnie romansidła strasznie mnie odpychają. Może po prostu taki dziwny, specyficzny gatunek, który posiada w sobie coś, co powoduje u mnie niechęć. Prawdopodobnie przez suchy scenariusz, który w większości preferuje szczęśliwe zakończenia i całość jest za bardzo przewidywalna. Pojęcia nie mam, ale możesz wiedzieć, że będę nadal czytać. ;)
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
#8
Witam wszystkich – Oto trzeci rozdział. chciałabym jednak ostrzec, że tak jak napisałam wcześniej będzie w tym bardzo dużo z romansu. Właściwie podciągnęłabym tą historię pod miano: romans-fantastyczny. Mam nadzieję, że nikogo to nie odstraszy i będzie czytał nadal.

Rozdział 3
Obudziła ją czyjaś rozmowa, otworzyła zaspane powieki i ujrzała nad sobą zatroskane przyjaciółki.
– Co się stało? – zapytała na wpół przytomnie.
Od razu rzuciły się jej na szyję.
– Przepraszamy. Gdybyśmy wiedziały to nie zostawiłybyśmy cię! – mówiły jękliwie.
– O co wam chodzi?
– Dowiedziałyśmy się, że dostałaś wiadomość o śmierci mamy i, że wybiegłaś gdzieś poza tereny szkoły! – mówiła Irmis zdruzgotana.
– Co ci strzeliło do głowy! – wydarła się maleńka przybitym głosem. – Mogło ci się coś stać! Gdyby nie Subaru…
Otrzeźwiała od razu. Myślała, że to wszystko sen… bardzo realistyczny, ale jednak sen… a one mówią, że to prawda!?
– Więc… więc to prawda? On… Nic nie pamiętam – skłamała.
– Subaru to nowy uczeń. Znalazł cię przy granicy lasu i zaraz przyniósł do szkoły – wyjaśniła maleńka.
– Musiałaś z nim rozmawiać – zauważyła Irmis. – Bo wiedział, gdzie cie zostawić.
– Coś tam pamiętam – bąknęła.
„Teraz pewnie cała szkoła o tym wie! A niech cię ty… ty mięśniaku!” – wołał w niej rozwścieczony głos. – „Po co to gadałeś!”.
– Wyglądasz, jakbyś chciała kogoś zamordować – zauważyła Irmis.
– Bo mam taką ochotę – warknęła. – Po co on to gadał!? – wyraziła swoja myśl na głos.
Irmis i maleńka spojrzały na siebie.
– Tylko nauczyciele wiedzą co się wydarzyło. Powiedzieli nam, bo jesteśmy ci najbliższe – odpowiedziały.
Na chwilę zaniemówiła. To było do przyjęcia.
– Na pewno? – dopytywała się.
– Tak. I jeszcze jedno: Powinnaś mu podziękować – powiedziała maleńka poważnie.
– Gdyby nie on, nie wiedziałybyśmy gdzie cie szukać – dodała Irmis.
Lina westchnęła.
– Zresztą… on… wydaje się, że się martwi o ciebie – powiedziała nieśmiało maleńka, jakby ktoś mógł jej zarzucić kłamstwo.
– Myślisz? – zapytała Irmis trochę sceptycznie. – Wydaje się, że tym facetem nic nie może poruszyć. Ale trzeba mu przyznać, jest strasznie seksowny – dodała z uznaniem.
– Rey jest cudowny – rozmarzyła się maleńka.
– Kai też – stwierdziła Irmis.
– A co oni mają do tego? – zapytała Lina nie rozumiejąc.
– To jego przyjaciele – wyjaśniły. – To z nimi spotkałyśmy się wczoraj.
– Aha – odparła.
Zastanowiły ją ich spostrzeżenia. Z tego co ona pamiętała, to chłopak był bardzo miły, wręcz… troskliwy! A one mówią o nim jakby był jakiś taki nieprzystępny… Dziwne. No cóż, sama powinna się przekonać… jeśli ze zdenerwowania nie połknie języka.
Wstała i przebrała się w czarne kimiczi i czerwoną bluzkę. Poza zielonym, były to jej ulubione kolory i we wszystkich trzech wyglądała świetnie.
– Gdzie jest moja wstążka? – zapytała szukając ją.
– Nie wiemy – odparły i pomogły jej szukać. W końcu skapitulowały.
– Jak dla mnie wyglądasz jaszcze piękniej – stwierdziła Irmis, patrząc na Linę z uśmiechem.
Faktycznie, wyglądała jak anioł za swoimi długimi do pasa blond włosami i nienaganną figurą… przynajmniej według innych. W swoich oczach miała zbyt wiele wad, by być nazywana piękną.
– Chodźmy – odparła z rezygnacją.
Wyszły do ogrodu i dziewczyny poprowadziły ją między drzewa gdzie stały ławki. W międzyczasie, Lina próbowała psychicznie nastawić się na spotkanie ze swoim wybawcą. Gdy go zobaczyła stwierdziła, że był jeszcze piękniejszy niż myślała.
Jego twarz była jak wykuta, idealna linia jego ciała odznaczała się pod czarną koszulą odsłaniającą jego silne ramiona. Doskonale pamiętała, jak czule ją obejmowały. Długie nogi skrył pod czarnymi kimiczi. Wyglądał oszałamiająco w czerni, a jego włosy były jeszcze ciemniejsze niż ubranie. Wtedy zobaczyła coś czego wcześniej nie zauważyła: miał cienie wokół oczu, zupełnie jak ona. Był smokiem, tak jak ona.
Jego dwaj towarzysze: Rey i Kai, też byli niczego sobie.
Rey był jeszcze wyższy od Subaru. Miał krótkie blond włosy i śliczne niebieskie oczy, kwadratową szczękę i oszałamiający uśmiech, którym je obdarował gdy je zobaczył.
Kai wyglądał jak mgła. Był spokojny i opanowany. Miał długie szare włosy i szare oczy. Dla odmiany był niższy od Subaru. Uśmiechnął się do nich delikatnie.
Tylko twarz jej wybawcy pozostawała nieprzystępna. Uderzył ją ten kontrast, jak nic w życiu. Jego piękna twarz tonęła w mroku. Podszedł do nich Rey.
– Wybaczcie Subaru – zaczął na jego usprawiedliwienie i spojrzał Linie w oczy. – On taki nie jest – odparł na jej nieme pytanie.
Zrozumiała. Jak często to ona przybierała maskę?
Rey nie wiedział co znaczy jej mina więc spojrzał na maleńką. Od razu się rozchmurzył. W międzyczasie Irmis poszła do Kaia. Lina przez chwilę się wahała, lecz wtedy dostrzegła, że Subaru odchodzi. Pobiegła za nim – strasznie szybko chodził. Zrównała z nim krok, jednak nie odezwała się. Zaintrygowało go to. Dlaczego nic nie mówiła? Czyżby jego maska tak ją odstraszyła? Spojrzał na nią kątem oka. Była rozluźniona, a wiatr bawił się jej włosami. Zupełnie nie przypominała tamtej rozedrganej dziewczynki, za którą ją wziął. Przystanął. Skoro ona nic nie mówiła, to on zaczął:
– Słuchaj… – nadal miał zimną i nieprzystępną minę. – Zapomnijmy o tym dobra? Możesz wracać do przyjaciółek.
Ruszył tym samym tempem. Po chwili szła obok niego, zupełnie nie zrażona jego chłodem. Zdenerwował się trochę. Zazwyczaj wystarczyło puścić minę, by uciekały gdzie pieprz rośnie. „Byłem wczoraj zbyt miły” – zganił się. – „Teraz muszę ją jakoś zniechęcić…”.
Przystanął w cieniu wielkiego dębu i spojrzał jej w oczy. Trochę zbiło ją to z tropu, ale nie dało się tego po niej poznać.
– Słuchaj, nie musisz być mi za nic wdzięczna. Zrobiłem tak jak zrobiłby każdy.
– Oczywiście.
Czekał na dalszy ciąg ale się nie doczekał. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy. Uderzył go kolor jej oczu: zielono-brązowe, niesamowite kolory ziemi. Ona doszła do tych samych wniosków co on: Jego oczy były niesamowite. Znała ten kolor. Były fiołkowe, chodź teraz wyglądały jak para sztyletów. Gdyby nie to, że pod tym chłodem widziała skrywane uczucia, poddałaby się, a tak patrzyła dalej. W końcu, dla świętego spokoju pierwsza odwróciła wzrok.
– Gdybym cię wcześniej nie poznała – zaczęła spokojnie – uznałabym, że jesteś najzimniejszą osoba jaką poznałam.
Zabolało. Bardziej niżby chciał, ale zachował kamienny wyraz twarzy.
– W takim razie nie zbliżaj się do mnie – powiedział i zrobił krok.
Zagrodziła mu drogę, tak jak on wczoraj jej. Zaskoczyło go to.
– Co?
– Dlaczego teraz się chowasz? – zapytała bez ogródek. – Dlaczego udajesz kogoś kim nie jesteś?
– Taki jestem – wycedził przez zęby.
Przekrzywiła głowę, gniewnie marszcząc brwi.
– Myślisz, że ty jeden przywdziewasz maskę obojętności? Wczoraj byłeś spontaniczny, a teraz zachowujesz się, jakbyś pozjadał wszystkie rozumy. Po co w ogóle się mną zająłeś, skoro teraz traktujesz mnie w ten sposób?
Zaniemówił. W życiu nikt go nie złajał w ten sposób. Do tego mówiła tak, jakby znała go od podszewki, a nie od wczoraj!
– Dobre pytanie – mruknął w końcu.
Spojrzał na nią delikatniej. Postanowił trochę jej zdradzić.
– Masz rację, byłem spontaniczny co nie zmienia jednak faktu, że powinnaś trzymać się ode mnie z daleka.
Zamyśliła się.
– Bo jesteś niebezpieczny? – chciał odpowiedzieć, ale parsknęła śmiechem. – Ta jasne. Gdybyś był, teraz bym z tobą nie dyskutowała tylko leżała martwa.
Punkt dla niej, musiał to przyznać. Wyrwała mu jego jedyny dobry argument.
– Czego więc ode mnie chcesz? – zapytał pokonany.
Uśmiechnęła się lekko. Pierwszy raz w życiu miała ochotę kogoś pogłaskać po głowie… i na wszystkich Bogów… chciała go pocałować! Ta myśl nią wstrząsnęła. Odsunęła się.
Wyczuł jej nagłe zdenerwowanie. Co jest z tą dziewczyną?
– No cóż, chciałam podziękować za pomoc i… – przypomniało jej się coś. – Nie wiesz może przypadkiem czy wczoraj miałam związane włosy?
– Nie – odparł obojętnie.
– Dobra, skoro mnie wysłuchałeś mogę iść. Trzymaj się – rzuciła przez ramię i odeszła.
Gdy nie patrzyła, spoglądał na nią zahipnotyzowany. Gdyby jego życie inaczej się potoczyło… Westchnął smutno i pogrążył się w zadumie.
Odpowiedz
#9
Znowu kilka błędów znalazłam i jak zwykle nie chce mi się poprawiać, bo ciężko mi bez myszki. :D Ale to tylko brak polskich znaków w niektórych momentach, czasem przecinków i najważniejsze... Pozjadał łącznie, bo to przedrostek dodany do czasownika.
Ale generalnie, jak zaczęłam czytać to wciągnęło mnie Twoje opowiadanie. Czekam z niecierpliwością na kolejne części. :)
:* dla Cowboy'a, by się mu nie nudziło, gdy mnie nie ma na forum.
Odpowiedz
#10
(16-05-2011, 20:09)Darena napisał(a): Znowu kilka błędów znalazłam i jak zwykle nie chce mi się poprawiać, bo ciężko mi bez myszki. :D Ale to tylko brak polskich znaków w niektórych momentach, czasem przecinków i najważniejsze... Pozjadał łącznie, bo to przedrostek dodany do czasownika.
Ale generalnie, jak zaczęłam czytać to wciągnęło mnie Twoje opowiadanie. Czekam z niecierpliwością na kolejne części. :)
Dziękuje, już poprawiłam :) (Faktycznie, wstyd się przyznać ale nie zauważyłam tego...)
Jutro będzie kolejny rozdział :)
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Horror Czarna Biała Mgła Felix2622 8 2,009 17-03-2014, 21:55
Ostatni post: van Tesse

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości