Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Borkowski – szlachcic, zawadiaka, koneser bimbru domowego.
#1
Ksiądz Antonii- proboszcz parafii Świętego Krzyża zdawał się za chwilę wybuchnąć.
-Mój kościół, spalili ! – wydyszał stary jezuita.
– Spokojnie, proszę księdza – odrzekł dotąd z obojętnością przyglądający się klesze Jan Borkowski.
– Jak mam być spokojny kiedy, do cholery, banda kozaków, pali mój kościół, hańbi siostrę Zygmuntę i...okrada z datków !
Ostatnią ze szkód proboszcz wymienił w taki sposób, jakby stanowiła największą stratę.
– Uspokójcie się klecho – rzekł stanowczo szlachcic Borkowski, pochylając się nad biurkiem Antoniego.
Proboszcz mógł się wtedy dokładnie przyjrzeć Janowi. Najemnik miał rudą podgolona czuprynę , długie obwisłe wąsy i szramę przebiegającą od jego czoła poprzez prawy policzek aż po kącik ust.
Ksiądz Antoni odchylił się gwałtownie do tył, tak że jego krzesło przez moment  stanęło na dwóch nogach, po czym jęknął żałośnie:
– Zrobicie coś z tym panie Borkowski, przecież wiem, że z was specjalista, znajdziecie tych hultajów ? Zaklinam was na Matkę Boską.
Jan zamyślił się na chwilę, po czym położył prawą rękę na czerwonym żupanie, tam gdzie znajdowało się jego serce, a lewą na rękojeści szabli.
– Zrobię co w mojej mocy – rzekł uroczyście.Ksiądz Antonii natychmiast pokraśniał.
– Nagroda was nie ominie, to co ocalało z moich pieniędzy trochę mi ciąży na kieszeni-rzekł uśmiechając się porozumiewawczo.
Na to właśnie Borkowski liczył. W końcu, to na ile będzie się starał, zależało od hojności księdza.
Jan odwzajemnił uśmiech, a blizna na jego twarzy zmarszczyła się upiornie.
– Wiecie jak mnie zmotywować do owocnej pracy.Jeno jeszcze jedna rzecz, proszę księdza, będzie potrzebna.
– Jaka ?Mówcieże,nie trzymajcie mnie w niepewności.
– Glejcik
– Jaki glejcik ?
– Ano taki, który świadczyć będzie, że za mną prawo.
– Dostaniecie wszystko-rzekł ksiądz Antonii biorąc pożółkłą kartę papieru i pospiesznie kreśląc na niej kilka zdań. Po wszystkim posypał pismo piaskiem i złożywszy na pół wręczył szlachcicowi.
Jan przyjął glejt i schował dokładnie za pazuchą.
– Czegoś jeszcze potrzebujecie ? – zapytał klecha
– Powiedzcie mi, po czym wnioskujecie,że to kozacy ?
– Co dziwne pismo obszerne zostawili, że to kara za ataki na prawosławie, spaliłem niestety ścierwo z nerwów, siostra Zygmunta mówiła, że to byli kozacy.
– Mógłbym z nią porozmawiać ?
– O ile umiecie wzywać zmarłych, siostra umarła na trzeci dzień po zdarzeniu, tak ja poturbowali, dlatego pomścijcie ją, a na dowód buławę przywódcy mi przynieście. Ufam wam, że mnie nie oszukacie.
– Mam bardzo dobra opinie, więc postaram się jej nie zepsuć – rzekł z duma Borkowski.
– Dobrze, a teraz Bywajcie już panie Janie i niech ci Bóg błogosławi.
– Bywajcie księże – rzekł Borkowski.
Szlachcic ukłonił się nieznacznie, po czym obrócił na obcasie jeździeckiego buta i opuścił księdza Antoniego.
Następnym działanie jakie chciał podjąć, było skorzystanie z wiedzy informatorów.                                                    ***
Stefan spojrzał na Borkowskiego z pod napuchniętych powiek i pogładził się po skołtunionej brodzie.
– Banda kozaków… – rzekł w zamyśleniu.
– Więc – zniecierpliwił się Jan.
– Czekajcie, nie na się co pieklić, coś sobie nie mogę przypomnieć-rzekł informator chytrze.
Borkowski spojrzał na Stefana, a  w jego oczach czaiła się niema groźba.
Stefan jakby skurczył się pod tym spojrzeniem.
– No tak jest pewna banda – przyznał w końcu-Grasują tu szkód dużych dotąd nie robili, Michaił Horoszczow im dyryguje .
– Co jeszcze wiesz ? Ilu, gdzie się  ukrywają ?
– Ooo, tego to już sobie za cholerę nie mogę przypomnieć, ale myślę, że parę brzęczących krążków by mi ta dziurę w pamięci załatało.
Borkowski zeźlił się nie na żarty. W jednym momencie doskoczył do informatora i uderzył w brzuch. Stefan zatoczył się do tył. Jan dopadł go, strzelił z pięści w nos, po czym jednym sprawnym kopnięciem pod kolana zwalił z nóg.
– Ja wam dam słaba pamięć – warknął szlachcic.
– Mówię panie jeno nie bijcie – zaskamlał Stefan.
– Ilu ?
– Sześciu, włącznie z Horoszczowem
– Gdzie mieszkają ?
– W dworku za Czarnym Borem – Stefan wzdrygnął się, wypowiadając sama nazwę przeklętego miejsca.
Jan nasłuchał się w karczmie bajań , że tam leszy straszy i biesa lub czarta spotkać można. – Co jeszcze? – ryknął Borkowski.
– Służyli w armii Rzeczypospolitej, bardzo sumiennie, jednak tylko w tym naszemu kochanemu krajowi się przydali, to zbóje.
– Dziękuję – rzekł łagodnym tonem Jan, patrząc z politowaniem, jak Stefan bezskutecznie stara się zatamować krew cieknącą mu z nosa. W końcu rzucił mu parę poszczerbionych monet, które Stefan zagarnął z miną wdzięcznego psa.
– To ja tobie dziękuję, o panie – wyjęczał żałośnie.
– Zasłużyłeś sobie – rzekł Jan i zatarł dłonie ponieważ, piwniczka na wina, był miejscem na wskroś zimnym.
Szlachcica czekała teraz przeprawa przez Czarny Bór. Wiedział, co mawiają o nim prostacy, jednak nie zamierzał zrezygnować z tego powodu.

                                    ***
 Coś poruszyło się w krzakach. Borkowski położył dłoń na rękojeści szabli. Od momentu wkroczenia do Czarnego Boru Szlachcic odczuwał lekki niepokój, co zdarzało mu się bardzo rzadko. Jego koń także coś wyczuwał, jednak dzielnie brnął do przodu, pokrzepiany miłymi słówkami.
Las, nie bez powodu nazywany był czarnym. Drzewa rosły w nim tak gęsto, że Borkowski nie mógł dostrzec górującego słońca. Jan wzdrygnął się nieznacznie – kolejną niedogodnością przebywania w lesie był chłód. Lekki wiaterek, normalnie w ciepłym majowym dniu przynosiłby miłe orzeźwienie, jednak wtedy wydawał się dodawać ponurej atmosfery  przeklętego miejscu. Znów szelest. Ruch. Cisza.
Borkowski wytarł, spoconą od trzymania rękojeści dłoń o udo. Jakaś sylwetka mignęła  pomiędzy krzakami. Nauczył się już ignorować mieszkańców lasu, kimkolwiek byli, zachowując przy tym czujność.
Nagle jego koń jakby oszalał. Ogier stanął na tylnych nogach rżąc przeraźliwie. Borkowski zachwiał się w siodle. Lejce wyślizgnęły mu się ze spoconej dłoni. Szlachcic zleciał z końskiego grzebietu i z lewą stopą zaczepioną jeszcze o strzemię, wyrżnął głową o podłoże. Janowi zrobiło się na chwilę ciemno przed oczami. Borkowski potarł tył głowy, poczuł jak zaczyna rosnąć tam bolesny guz. Jan rozejrzał się lekko zdezorientowany dookoła. Przeżył szok na drodze stała postać. Jednak nie był to człowiek.
Kreatura był zgarbiona, jej ciało pokryte było zmarszczkami, a na nienaturalnie długim i zakrzywionym nosie królowała ogromna brodawka. Włosy tajemniczego stworzenia były rzadkie, siwe i ponadto pozlepiane dziwnego pochodzenia mazią. Potwór ubrana był jedynie w prześwitujący podarty łach, pod którym Jan dostrzegł obwisłe i pomarszczone piersi.
Szlachcic, w jednym momencie podniósł się z ziemi i dobył szabli.  Demon zaśmiał się skrzekliwie.
– Tak, tak spróbuj mnie zabić – wyskrzeczała, po czym zachichotała.
– Kim jesteś ? – warknął Borkowski
– Kimś, kto może spełnić twoje marzenia – odparła tajemniczo.
– To zejdź mi z drogi, poczwaro !
Borkowski domyślił się z kim ma do czynienia. Była to wiedźma, pomiot parający się złą magią. Każde życzenie spełnione przez czarownice, miało jakiś haczyk:  to wiązało delikwenta niekorzystną umową , a to miało jakiś nieprzyjemny skutek uboczny, lub po prostu było przez poczwarę zupełnie niepomyślnie interpretowane. Nad wyraz nienawidził wszystkiego co związane z magią, nie ufał siłom nadprzyrodzonym, a tak przynajmniej sobie wmawiał – nawet przed sobą nie chciał się przyznawać, że nieco go przeraża.
– Jak to, mogę spełnić wszystkie twoje najskrytsze marzenia,a ty po prostu chcesz bym zeszła ci z drogi ?? – podenerwowała się kreatura.
– Złaź mi z drogi ! – ryknął szlachcic, chwytając za uzdę konia i spychając z drogi kobietę, o ile można się tak wyrazić.
– Nawet najmniejszego życzenia ?
– Wóda, niech mi siły daje – rzucił żartobliwie szlachcic po czym dosiadł ogiera i spiął go ostrogami.
Popełnił głupi błąd, był tego świadom, jednak w głębi serca liczył, że jeszcze wyniknie z tego coś dobrego.
– Wedle życzenia – mruknęła czarownica, pstrykając palcami.
Borkowski nic nawet nie poczuł.
                                ***
Dworek, w którym według Stefana mieli stołować kozacy był, budowlą niczego sobie – wykonany  z drewna dobrej jakości z wskazanym umiarem, a zarazem klasą i pięknem. Na przód wybijał się reprezentatywny ganek, do którego prowadziła kamienna dróżka.
Borkowski przywiązał konia do rosnącej na dworze jabłoni, po czym ruszył na spotkanie z kozakami. Nie kłopocząc się pukaniem, potężnym kopnięciem otworzył sobie drzwi, które skrzypnęły żałośnie, ledwo co utrzymując się w zawiasach. Szlachcic wkroczył do środka energicznym krokiem. W  jednym momencie pięć osób zwróciło się  w stronę Jana.
Pierwsza brodata, druga zupełnie łysa, lecz wąsata, trzecia zupełnie taka sama jak czwarta, która to miała ciemne włosy i zarośniętą twarz, a piątą była trójkątna i ładna, otoczona ciemnymi krótkimi-należała do kobiety o sporym biuście, napierającym na jej lnianą koszulę.
Cała piątka przyglądała się chwilę Janowi, po czym wróciła do głośnej rozmowy i picia wódki. Najwidoczniej przez pałacyk przewijała się duża ilość gości i przyjezdnych, a Jan wydał się im jednym z nich. Szlachcic postanowił wyrwać kompanię ze złudnego wrażenia. Borkowski podszedł do drewnianego  stolika. Stało na nim parę butelek bimbru. Jan chwycił mebel za nogi i uniósł . Butelki alkoholu potoczyły się po blacie, po czym spadły na ziemie tłukąc się w spotkaniu z podłożem. Jan rzucił stołem. Mebel przeleciał przez izbę po czym rozłupał się na części.Kozacy natychmiast podnieśli się na równe nogi. Brodaty, który po wstaniu okazał się mieć co najmniej dwa metry, wystąpił naprzód.
– Khto ty? Gdzie ty myślisz ,łysy chuju, jesteś ? – Kozak popchnął Borkowskiego, jednak nie zdążył tego powtórzyć.
Jan z szybkością żmii chwycił brodacza za nadgarstki, wykręcił mu je boleśnie, a na końcu kopnął go w brzuch. Mężczyzna zatoczył się, a reszta bandy widząc porażkę przyjaciela od razu ostudziła swe zapędy.
– Słuchać ! – ryknął Borkowski.
– Gadaj czego chcesz  – powiedziała chłodno kozaczka.
– Szukam Michaiła Horoszczowa – oświadczył szlachcic.
– Kiedy myśmy myśleli, żeś ty od niego.
– Więc gdzie go znajdę ?
-O wilku mowa – rzekł jeden z bliźniaków.
Na ganku stał mężczyzna i choć  nie dorównywał wzrostem Borkowskiemu, to emanowała od niego niezwykła pewność siebie. Ubrany był w niebieski żupan, za pasem obok skałkowego pistoletu pyszniła się buława. Na wygolonej głowie miał jedynie osełedec koloru słomy. Jego wąsy były krótkie i jakby wyblakłe.
Kozak obojętnym wzrokiem omiótł cały pokój, jednak gdy dostrzegł Jana, w jego szaroniebieskich oczach pojawiła się nutka ciekawości.
– Wy jesteście Michaił Horoszczow ?– zapytał Jan.
– Trudno zaprzeczyć – rzekł kozak z lekkim uśmieszkiem – macie do mnie jakiś interes ?
– Powiedzmy.
– To chodźcie za mną – nakazał.
Borkowski posłusznie ruszył za Horoszczowem. Weszli na wyższe piętro, gdzie znajdował się gabinet Kozaka.
Było to pomieszczenie urządzone całkiem gustownie, z dębiny. Na ścianach wisiały pięknie haftowane dywany, szable, florety, a także sporych rozmiarów czaszka jelenia z dumnym porożem.
Horoszczow sięgnął do małej komódki, skąd wyjął butelkę wypełnioną przezroczystym płynem. Oczywistym było, że to nie woda. Kozak rozlał do szklanek końskie dawki.
– Częstujcie się panie …
– Borkowski Jan –  Najemnik wziął szklankę i opróżnił ją za jednym razem.
Wtedy stało się coś dziwnego, cały świat nabrał jakby kolorów, wszystko stało się wyraźniejsze. Pulsujący ból od upadku w Czarnym Borze także ustał. Może będzie jeszcze z tego coś dobrego – ponownie utwierdził się w tym przekonaniu.
– Coś się dzieje panie, Borkowski ? – zaniepokoił się Horoszczow.
– Nie, nic się nie stało – powiedział Jan, zorientowawszy się, że wpatruje się beznamiętnie w dal.
– Przejdźmy więc do tego co was sprowadza.
– Przybyłem tu, by porozmawiać z tobą o kościele Świętego Krzyża.
– Nie rozumiem – Horoszczow nawet nie drgnął.
– Świątynia została spalona, wiecie coś na ten temat ?
– Och, rozumiem podejrzewacie mnie i moich ludzi ?
– Nie ukrywam, tak.
– Wiedzcie, że nie mam z tym nic wspólnego – oświadczył wyniośle Kozak.
– Mam wam uwierzyć na słowo, kpicie ze mnie ?
– To jedyne, co teraz mam, jednak...
-Nie-wszedł kozakowi w słowo szlachcic – ja potrzebuję dowodu.
– Mam jednak ważna sprawę, w której możecie mi pomóc, a wynagrodzę was sowicie, wierzcie mi, mam czym
– Słucham więc…
– Widzicie, panie Borkowski ostatnio w tej okolicy pojawiła się banda, Kozacy tak jak my. Nie powiem, zdziwiłem się. Większość z nas żyje sobie, spokojniej lub mniej na Zaporożu i nie odłącza się od społeczności kozackiej, bawiąc się w podobny sposób.
Borkowski wiedział, że powinien jakoś to zweryfikować, jednak miał pewną niezbyt profesjonalną – jak na jego zajęcie – przypadłość, zbyt łatwo przychodzoło mu ufanie osobom, które, gdzieś w głębi serca uznał za wyjątkowe – Horoszczow szybko wzbudził jego skrzętnie ukrywaną sympatię.
– Co w związku z tym ?
– Dali nam się we znaki, teraz trudno to pokazać, bo dworek już ochędożony, jednakoż przyznam bałagan nam tu zrobili ogromny. Jeden nawet chciał Blankę, która to wtedy sama we dworku została, pomacać, ale nie zauważył, że mu się z więzów co to ją związali wykręciła, chłop zapamięta ją do końca życia.
– Rozumiem, czego więc ode mnie oczekujecie ?
– Och, to bardzo proste, dowiedzcie się gdzie ta banda przebywa, no a później to nam pomożecie z nią się rozprawić .
– Co o nich wiecie ?
– No i tu pojawia się kolejne dla was zadanie, dowiedzieć się kim oni są.
– Rozumiem.
– Co do kwoty myślę, że  będzie miała wyższą  wartość niż sto ortów.
Borkowski uśmiechnął się szeroko, była to w końcu całkiem spora sumka.
– Jesteśmy więc umówieni ? – upewnił się Horoszczow.
-Oczywiście, panie Kozak – rzekł entuzjastycznie Borkowski 
Horoszczow wyciągnął dłoń w stronę szlachcica, a ten uścisnął ją mocno.
– Wypijmy więc – zaproponował kozak nalewając bimbru.
Borkowski nie odmówił. Skończyło się dopiero, gdy butelka została zupełnie osuszona. Jan jednak z kieliszka na kieliszek czuł się lepiej. Zawsze miał mocna głowę, jednak po takiej ilości zakręciłoby mu się chociaż troszkę w łepetynie. Chyba wyszło z tego jeszcze coś dobrego.
– Nu, chyba koniec – rzekł w końcu Horoszczow.
– Tak, koniec – potwierdził Borkowski.
– Bywajcie więc, panie..szlachsss...szlachssis… Janie – Kozak wstał i lekko się chwiejąc odprowadził Borkowskiego aż pod ganek.
StuGraMP napisał 22-10-2016, 15:16:
Pomimo wskazówek w tytule nie został poprawiony dywiz. Zrobiłem to za Ciebie.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cześć.
Widzę, że jakieś pojęcie o istnieniu interpunkcji masz, bo czasami jakiś znak się pojawia.
Ale bez wątpienia jest to jeden z najgorszych interpunkcyjnie tekstów, jaki w życiu widziałem.
Są ludzie, którzy nie przeczytają Twojego dzieła tylko dlatego, że nie dałeś im na to szans, serwując taką interpunkcję.
Odpowiedz
#3
Dzięki za opinie. W następnych tekstach postaram się to poprawić, ten tekst także edytuję w najlbiższym czasie i poprawię ;)
Odpowiedz
#4
Swoją drogą, jak samaw sobie treść ? Nie kryje, że z pisaniem dopiero zaczynam (płodzę swoje ścierwa
 może kilka miesięcy).
Odpowiedz
#5
Skusił mnie ten szlachcic w tytule, już patrzę, co jest w środku. :p

(18-10-2016, 22:28)Percivval napisał(a): Ksiądz Antonii(spacja)– proboszcz parafii Świętego krzyża(Krzyża) (myślnik – zamykasz wtrącenie)zdawał się za chwilę wybuchnąć.(Lepiej brzmiałoby mi "zdawał się bliski wybuchnięcia")

(spacja)Mój kościół, spalili-(spacja)wydyszał stary Jezuita(jezuita – to nie jest nazwa własna)(kropka)

-Jak mam być spokojny (przecinek)kiedy, do cholery, banda kozaków(Kozaków),(zbędny przecinek) pali mój kościół, hańbi siostrę Zygmuntę i...(spacja)okrada z datków.(Pasowałby wykrzyknik zamiast kropki)

-Uspokójcie się (przecinek)klecho-rzekł stanowczo szlachcic Borkowski, pochylając się nad biurkiem Antoniego.

Najemnik miał rudą podgolona czuprynę (zbędna spacja), długie obwisłe wąsy i szramę przebiegającą od jego czoła,(zbędny przecinek) poprzez prawy policzek, (zbędny przecinek)aż po kącik ust.

Ksiądz Antoni odchylił się gwałtownie do tył(tyłu), tak że jego krzesło przez(na) moment  stanęło na dwóch nogach, po czym jęknął żałośnie(dwukropek)

-Zrobicie coś z tym (przecinek)panie Borkowski, przecież wiem, że z was specjalista, znajdziecie tych chultaji(hultajów)(zbędna spacja) ? Zaklinam was na matkę(Matkę) Boską.

Jan zamyślił się na chwilę, po czym położył prawą rękę na czerwonym żupanie, tam gdzie znajdowało się jego serce, a lewą na rękojeści szabli(kropka)

-Nagroda was nie ominie, to(przecinek) co ocalało z moich pieniędzy trochę mi ciąży na kieszeni-rzekł(przecinek) uśmiechając się porozumiewawczo.

W końcu, (zbędny przecinek)to(przecinek) na ile będzie się starał, zależało od hojności księdza.

-Wiecie(przecinek) jak mnie zmotywować do owocnej pracy.(spacja)Jeno jeszcze jedna rzecz, proszę księdza, będzie potrzebna.

-Jaka (zbędna spacja)?Mówcieże(Mówcież),(spacja)nie trzymajcie mnie w niepewności(kropka)

-Glejcik(kropka)

-Jaki glejcik(zbędna spacja) ?

-Dostaniecie wszystko-rzekł ksiądz Antonii (przecinek)biorąc pożółkłą kartę papieru i pospiesznie kreśląc na niej kilka zdań. Po wszystkim posypał pismo piaskiem i złożywszy na pół(przecinek) wręczył szlachcicowi.

-Czegoś jeszcze potrzebujecie ? -zapytał klecha(kropka)

-Powiedzcie mi, po czym wnioskujecie,(spacja)że to kozacy(Kozacy)(zbędna spacja) ?

-Co(A nie "bo"?) dziwne pismo obszerne zostawili, że to kara za ataki na prawosławie, spaliłem niestety ścierwo z nerwów, siostra Zygmunta mówiła, że to byli kozacy(Kozacy).

-Mógłbym z nią porozmawiać (zbędna spacja)?

-O ile umiecie wzywać zmarłych, siostra umarła na trzeci dzień po zdarzeniu, tak ja(ją) poturbowali, dlatego pomścijcie ją, a na dowód buławę przywódcy mi przynieście.

-Mam bardzo dobra opinie(dobrą opinię), więc postaram się jej nie zepsuć-rzekł z duma Borkowski.

-Dobrze, a teraz Bywajcie(bywajcie) już(przecinek) panie Janie(przecinek) i niech ci(wam – skoro z grzeczności używa liczby mnogiej, to powinien robić to konsekwentnie) Bóg błogosławi.

-Bywajcie (przecinek)księże-rzekł Borkowski.

Następnym działanie(Następnym działaniem) (przecinek)jakie(które) chciał podjąć, było skorzystanie z wiedzy informatorów.

-Banda kozaków…(Kozaków)(spacja)-rzekł w zamyśleniu(kropka)

-Więc(znak zapytania)-zniecierpliwił się Jan(kropka)

-Czekajcie, nie turbujcie się ("Turbować się" to martwić. Jan nie jest zmartwiony, tylko zniecierpliwiony, średnio więc to tutaj pasuje)(zbędna spacja), coś sobie nie mogę przypomnieć-rzekł informator chytrze.

Borkowski spojrzał na Stefana, a  w jego oczach czaiła się niema groźba.(Po co to zdanie po prawej jest w nowym akapicie, to jest wciąż jedna myśl)Stefan jakby skurczył się pod tym spojrzeniem.

-No tak(przecinek) jest pewna banda -przyznał w końcu(kropka, spacja)-Grasują (przecinek)tu szkód dużych dotąd nie robili, Michaił Horoszczow im dyryguje (zbędna spacja).

-Co jeszcze wiesz(znak zapytania) ilu(Ilu), gdzie się  ukrywają ?

-Ooo, tego to już sobie za cholerę nie mogę przypomnieć, ale myślę, że parę brzęczących krążków by mi ta(tę) dziurę w pamięci załatało.

Stefan zatoczył się do tył(tyłu).

-Ja wam dam słaba(ą) pamięć-warknął szlachcic(kropka)

-Mówię (przecinek)panie (przecinek)jeno nie bijcie-zaskamlał Stefan(kropka)

-Sześciu, włącznie z Horoszczowem(kropka)

-W dworku za Czarnym Borem(kropka)-Stefan wzdrygnął się, wypowiadając sama nazwę przeklętego miejsca.

Jan nasłuchał się w karczmie bajań (zbędna spacja), że tam Leszy straszy i Biesa lub Czarta spotkać można. (leszy, bies, czart – to nie są nazwy własne, więc małymi literami)

-Co jeszcze?-ryknął Borkowski(kropka)

-Dziękuję -rzekł łagodnym tonem Jan, patrząc z politowaniem, jak Stefan bezskutecznie stara(starał) się zatamować krew cieknącą mu z nosa.

-Zasłużyłeś sobie -rzekł Jan i zatarł(potarł – "zacierać" kojarzy się z "zacierać ręce", a to znaczy "cieszyć się") dłonie(przecinek) ponieważ,(zbędny przecinek) piwniczka na wina,(zbędny przecinek) był(była) miejscem na wskroś zimnym. Szlachcica czekała teraz przeprawa przez Czarny Bór. Wiedział, co mawiają(mawiali) o nim prostacy, jednak nie zamierzał zrezygnować z tego powodu.

Od momentu wkroczenia do Czarnego Boru Szlachcic(szlachcic – to nie jest nazwa własna) odczuwał lekki niepokój, co zdarzało mu się bardzo rzadko. Jego koń także coś wyczuwał, jednak dzielnie brnął do przodu, pokrzepiany miłymi słówkami od(zbędne) pana. Las, (zbędny przecinek)nie bez powodu nazywany był czarnym.

Jan wzdrygnął się nieznacznie(spacja)(spacja)kolejną niedogodnością przebywania w lesie był chłód. Lekki wiaterek, (zbędny przecinek)normalnie w ciepłym majowym dniu przynosiłby miłe orzeźwienie, jednak wtedy wydawał się dodawać ponurej atmosfery  przeklętego(przeklętemu) miejscu.

Borkowski wytarł, (zbędny przecinek)spoconą od trzymania rękojeści dłoń o udo. Jakaś sylwetka mignęła Janowi(mu – po co ciągle powtarzać imię lub nazwisko bohatera) pomiędzy krzakami. Borkowski jednak nauczył się już ignorować mieszkańców lasu, kimkolwiek byli, zachowując przy tym czujność.

Ogier stanął na tylnych nogach(stanął dęba) (przecinek) rżąc przeraźliwie. Borkowski zachwiał się w siodle. Lejce wyślizgnęły mu się ze spoconej dłoni. Szlachcic wyleciał z siodła i z lewą stopą zaczepioną jeszcze o strzemię, wyrżnął głową o podłoże.

Janowi zrobiło się na chwilę ciemno przed oczami. Borkowski(zbędne – wiadomo kto) potarł tył głowy, poczuł(przecinek) jak zaczyna rosnąć tam bolesny guz.

Przeżył szok (myślnik lub dwukropek)na drodze stała postać. Jednak nie był to człowiek. Kreatura był(była) zgarbiona, jej ciało pokryte było zmarszczkami, a na nienaturalnie długim i zakrzywionym nosie królowała ogromna brodawka. Włosy tajemniczego stworzenia były rzadkie, siwe i ponadto pozlepiane dziwnego pochodzenia mazią. Kreatura ubrana była jedynie w prześwitujący podarty łach, pod którym Jan dostrzegł obwisłe i pomarszczone piersi.

Szlachcic, (zbędny przecinek)w jednym momencie podniósł się z ziemi i dobył szabli. Kreatura(Za dużo tej kreatury, wybrałabym inne określenie) zaśmiała się skrzekliwie.

-Tak, tak(przecinek) spróbuj mnie zabić-wyskrzeczała(zaskrzeczała, po czym zachichotała.

-Kim jesteś(zbędna spacja) ?-warknął Borkowski(kropka)
-Kimś, kto może spełnić twoje marzenia-odparła tajemniczo(kropka)
-To zejdź mi z drogi, poczwaro(zbędna spacja) !

Borkowski domyślił się (przecinek)z kim ma(miał) do czynienia.

Każde życzenie spełnione przez czarownice, (zbędny przecinek)miało jakiś haczyk:(spacja)a to wiązało delikwenta niekorzystną umową(zbędna spacja) , a to miało jakiś nieprzyjemny skutek uboczny,(zbędny przecinek) lub po prostu było przez poczwarę zupełnie niepomyślnie interpretowane.

-Jak to, mogę spełnić wszystkie twoje najskrytsze marzenia,(spacja)a ty po prostu chcesz (przecinek)bym zeszła ci z drogi (zbędna spacja i jeden ze znaków zapytania)??-podenerwowała się kreatura.

-Wóda,(zbędny przecinek) niech mi siły daje-rzucił żartobliwie szlachcic(przecinek) po czym dosiadł ogiera i spiął go ostrogami.

-Wedle życzenia- mruknęła czarownica, pstrykając palcami(kropka)

Dworek, w którym według Stefana mieli stołować(Na pewno chodzi tu o stołowanie, czyli jedzenie? Chyba aż tak szczegółowych informacji, kiedy Kozacy jedzą, nie mieli? :p) kozacy(Kozacy)(przecinek) był,(zbędny przecinek) budowlą niczego sobie. (To znów jest ta sama myśl) Wykonany był z drewna dobrej jakości z wskazanym umiarem, a zarazem klasą i pięknem.

Borkowski przywiązał konia do rosnącej na dworze jabłoni, po czym ruszył na spotkanie z kozakami(Kozakami). Nie kłopocząc się pukaniem, Borkowski potężnym kopnięciem otworzył sobie drzwi, które skrzypnęły żałośnie, ledwo co utrzymując się w zawiasach.

Pierwsza brodata, druga zupełnie łysa, lecz wąsata, trzecia zupełnie taka sama jak czwarta, która to miała ciemne włosy i zarośniętą twarz, a piątą była kobieta(Kobieta nie mogła być twarzą) o sporym biuście,(zbędny przecinek) napinającym na(zbędny) lnianą koszule(ę) i krótkich ciemny włosach oraz całkiem ładnej trójkątnej twarzyczce.

Szlachcic postanowił wyrwać kompanie(ę) ze złudnego wrażenia.

Jan chwycił mebel za nogi i uniósł do góry(zbędne – unieść można tylko w górę).

Butelki alkoholu potoczyły się po blacie, po czym spadły na ziemie(ę)(przecinek) tłukąc się w spotkaniu z podłożem. Jan rzucił stołem. Mebel przeleciał przez izbę (przecinek)po czym rozłupał się na części.

Brodaty, który po wstaniu okazał się mieć co najmniej dwa metry, wystąpił na przód(naprzód).

-Khto ty? Gdzie ty myślisz (przecinek)łysy chuju(przecinek) jesteś ?– Kozak popchnął Borkowskiego, jednak nie zdążył tego powtórzyć(kropka)

Jan, (zbędny przecinek)z szybkością żmii chwycił brodacza za nadgarstki, wykręcił mu je boleśnie, a na końcu kopnął kozaka(Kozaka/go) w brzuch.

Mężczyzna zatoczył się, a reszta bandy(przecinek) widząc porażkę przyjaciela (przecinek)od razu ostudziła swe zapędy.

-Słuchać (zbędna spacja)!-ryknął Borkowski(kropka)

-Gadaj(przecinek) czego chcesz  -powiedziała kozaczka(Kozaczka) chłodnym głosem.(Lepiej: "powiedziała chłodno Kozaczka")

-Szukam Michaiła Horoszczowa-oświadczył szlachcic(kropka)

-Myśmy tedy("Tedy" tu nie pasuje, bo zdanie mówi teraz "My więc myśleliśmy", a to nie ma sensu. Lepiej zmienić to na "Kiedy myśmy myśleli, że(...)") myśleli, żeś ty od niego(kropka)

-Więc(zbędny przecinek), gdzie go znajdę ?

-O wilku mowa-rzekł jeden z bliźniaków.(Z tekstu nie wynika, że byli tam bliźniacy)

W(Na) ganku stał mężczyzna. Był niższy od Borkowskiego, jednak emanowała od niego niezwykła pewność siebie. Ubrany był w niebieski żupan, za pasem obok skałkowego pistoletu pyszniła się buława.

Kozak obojętnym wzrokiem przeleciał(omiótł/obrzucił – lepiej zabrzmi) cały pokój, jednak gdy dostrzegł Jana, w jego szaro-niebieskich(szaroniebieskich) oczach pojawiła się nutka ciekawości.

-Wy jesteście Michaił Horoszczow ?– zapytał Jan(kropka)

-Trudno zaprzeczyć-rzekł kozak(Kozak) z lekkim uśmieszkiem(kropka)-Macie do mnie jakiś interes (Zbędna spacja)?

-Powiedzmy(kropka)

-To chodźcie za mną -nakazał(kropka)

Horoszczow sięgnął do małej komódki, skąd wyjął butelkę,(zbędny przecinek) wypełnioną przezroczystym płynem.

-Częstujcie się(przecinek) panie(zbędna spacja)

-Borkowski Jan, szlachcic(Przedstawiciele szlachty, w tym Twój bohater, jak wynika z jego opisu, nosili się tak charakterystycznie, że raczej nie musieli zaznaczać, z jakiej są grupy społecznej)(kropka, spacja)– n(N)ajemnik wziął szklankę i opróżnił ją za jednym razem.

Pulsujący ból od upadku w Czarnym Borze także ustał. Wiedźma.(To mi nie leży w narracji, lepiej brzmiałoby jako myśl bohatera. Ja jako czytelnik wiem, dlaczego na Jana tak zadziałała wódka, nie potrzebuję, by narrator to przypominał)

-Nie, nic się nie stało-powiedział Jan(przecinek) zorientowawszy się, że wpatruje się beznamiętnie w dal.

-Przejdźmy więc,(zbędny przecinek)do tego(przecinek) co was sprowadza(kropka)

-Przybyłem tu, by porozmawiać z tobą o kościele świętego krzyża(Kościele Świętego Krzyża)(kropka)

-Nie rozumiem(kropka)-Horoszczow nawet nie drgnął(kropka)

–Świątynia została spalona, wiecie coś na ten temat(zbędna spacja) ?

-Och, rozumiem (przecinek)podejrzewacie mnie i moich ludzi(zbędna spacja) ?
-Nie ukrywam, tak(kropka)

-Wiedzcie, że nie mam z tym nic wspólnego-oświadczył wyniośle kozak(Kozak)(kropka)

-To jedyne (przecinek)co teraz mam, jednak..(kropka)
-Nie-wszedł kozakowi(Kozakowi) w słowo szlachcic-ja potrzebuje(ę) dowodu.

-Mam jednak ważna(ą) sprawę, w której możecie mi pomóc, a wynagrodzę was sowicie, wierzcie mi(przecinek) mam czym(kropka)


-Widzicie(przecinek) panie Borkowski, ostatnio w tej okolicy pojawiła się banda, kozacy(Kozacy) tak jak my. Nie powiem(przecinek) zdziwiłem się. Większość z nas żyje sobie, (zbędny przecinek)spokojniej lub mniej na Zaporożu i nie odłącza się od społeczności kozackiej, bawiąc się w podobny sposób.

-Co, (zbędny przecinek)w związku z tym(zbędna spacja) ?

-Dali nam się we znaki, teraz trudno to pokazać, bo dworek już ochędożony, jednakoż, przyznam (przecinek)bałagan nam tu zrobili ogromny. Jeden nawet chciał Blankę,(spacja)która to wtedy sama we dworku została, pomacać, ale nie zauważył, że mu się z więzów(przecinek) co to ja(ą) związali (przecinek)wykręciła, chłop zapamięta ją do końca życia.

-Rozumiem, czego więc ode mnie oczekujecie.(znak zapytania zamiast kropki)

-Och, to bardzo proste, dowiedzcie się (przecinek)gdzie ta banda stołuje(Też raczej nie stołuje, a "przebywa" czy coś w tym rodzaju), no a później to na(nam?) pomożecie z nią się rozprawić(kropka)

-No i tu, (zbędny przecinek)pojawia się kolejne dla was zadanie,(dwukropek zamiast przecinka) dowiedzieć się (przecinek)kim oni są.

-Rozumiem(kropka)

-Co do kwoty(przecinek) myślę, że  będzie miała wyższą  wartość niż sto ortów(kropka)

-Jesteśmy więc umówieni (zbędna spacja)?-upewnił się Horoszczow (kropka)

-Oczywiście, panie kozak(Kozak)-rzekł entuzjastycznie Borkowski(kropka)

Horoszczow wyciągnął dłoń w stronę szlachcica, a ten uścisnął ją mocno(kropka)
– Wypijmy więc-zaproponował kozak(Kozak)(przecinek) nalewając bimbru.[

Skończyło(Skończyli) dopiero, gdy butelka została zupełnie osuszona. Jan jednak, (zbędny przecinek)z kieliszka na kieliszek czuł się lepiej. Zawsze miał mocna(ą) głowę, jednak po takiej ilości zakręciłoby mu się chociaż troszkę w łepetynie. Wiedźma najwidoczniej na prawdę(naprawdę) spełniła,(zbędny przecinek) jego rzucone dla żartu życzenie.

-Nu,(spacja)chyba koniec-rzekł w końcu Horoszczow(kropka)
-Tak, koniec-potwierdził Borkowski(kropka)

-Bywajcie więc, panie..(kropka)(spacja)szlachsss...(spacja)szlachssis… Janie(kropka)-kozak(Kozak) wstał i lekko się chwiejąc(przecinek) odprowadził Borkowskiego,(zbędny przecinek) aż pod ganek(kropka)

Uf, roboty z tym było od groma, więc jeśli przemknęłoby ci przez głowę niewprowadzanie poprawek, to lepiej prędko zmień zdanie. :p Uwag mam sporo, więc wrzucę je w spoiler, żeby post nie był długaśny.

Spoiler: Uwagi, komentarz

EDIT: Ach, jeszcze "zwadiaka" w tytule do poprawy. :p
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#6
Dzięki za tą opinie. Przyznaje się bez bicia, orłem informatycznym nie jestem, jednak nie to spowodowało tyle problemów w tym tekście, niestety byłem zmuszony wrzucać to z telefonu, to powinno wiele wyjaśniać. Cieszy mnie twoja opinia o archaizacji-brnięcie przez "Narrenturm" Sapkowskiego się opłaciło :–). Postaram się zrobić coś z tym tekstem( tym razem na komputerze) w najbliższym czasie, jednak szkoła itd. warto by było nie zawalić gimby ;). Jeszcze raz dzięki . :)
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
– Na prawdę nic nie wiem ! – krzyknął Stefan.
Po ostatnim spotkaniu z Borkowskim informator wyglądał niczym siedem nieszczęść, przypominał psa dręczonego przez złego właściciela. Stefan nader często masował brzuch, a jego nos przypominał zmiażdżonego ziemniaka.
– Gadaj po dobroci – warknął Jan.
Szlachcic nie był  w najlepszym humorze. Okazało się bowiem, że wywołane urokiem wiedźmy dobroczynne działanie alkoholu, nie niwelowało kaca. Jan od samego przebudzenia przeżywał ogromne katusze i małą miał ochotę na rozmowę ze Stefanem, jednak perspektywa ciężkiej od monet sakiewki motywowała go jak trzeba.
– Naprawdę nie wiem – jęknął informator.
Borkowski wyjął z za pasa nóż i zaczął ostentacyjnie bawić się nim, przejeżdżając kciukiem po ostrzu. Był świadom, że ma do czynienia z tchórzem i  łatwo zachęci go do owocnej rozmowy. Stefan spojrzał na sztylet przerażony.
– Nie wiem panie – ryknął po raz kolejny informator rozpaczliwym głosem.
Jan westchnął zrezygnowany
– Słuchaj mnie, Stefanie jesteś dobrym informatorem, nie zepsuj tego jaką mam o tobie opinie, bo trudno być informatorem z nożem w plecach, spotkasz się ze mną za tydzień tu w tej komórce, masz mieć informacje, rozumiesz?!
Stefan przytaknął gorliwie, na co szlachcic poklepał go po policzku.
– Bywaj.
– Do zobaczenia – rzekł Stefan, a Borkowski dojrzał w jego oczach strach i coś jeszcze...gniew.


                            **

Borkowski z lubością wgryzł się w pajdkę chleba, po czym leniwie przeżuł. Pieczywo było dobrze wypieczone, miało chrupiąca skórkę i nie było wysuszone na wiór. Jan zapił kęs winem. Trunek był mocno chrzczony octem i wodą, ale picie wody nie wchodziło w grę.  Szlachcic nie był pewien działania wina na jego organizm, lecz jak na razie, czyli po piątym kubku, nie zaobserwował, by widział lepiej, poruszał się szybciej i myślał trzeźwiej.
– Wy jesteście pan Brokwski? -usłyszał nad głową.
Szlachcic odwrócił się i ujrzał za sobą parobczaka w poplamionym kaftanie. Miał przeszło sześć stóp, szeroką pierś tragarza i tłustą twarz o potężnie zadartym do góry nosie i trzydniowej szczecinie na policzkach, przywodzącą na myśl knura.
– Tak – odparł Jan – ja jestem Borkowski, o co chodzi?
Knur zamyślił się przez chwilę, jak gdyby rozwiązywał jakąś niesłychanie trudną zagadkę, aż w końcu powiedział:
– No, bo ksiądz Antoni was szuka, chce was widzieć zaraz na plebani.
Niezłych sobie proboszcz pomocników wynajduje-pomyślał Borkowski.
– To może zaczekać – rzekł wracając do jedzenia .
Knur ponownie się zamyślił.
– Ksiądz chce was widzieć teraz, zaraz na plebanii i nie ma “ ale ,, – oświadczył chłop .
Borkowski przymrużył zielone oczy groźnie. Nad wyraz nie lubił, gdy ktoś,  mu rozkazywał, jedynym wyjątkiem były dziewki w domach uciech, ksiądz Antoni jednak takową nie był.
– No i ten – dodał za chwilę – kazał siłą przyprowadzić, jeśli by jakiś problem był.
– Bierz mnie waść, jeśli taki z waćpana  zuch – odparł pan Jan hardo.
Knur zawahał się przez chwilę. Bić szlachcica się nie godzi, jednak nie posłuchać księdza tym bardziej.
Parobek uniósł ogromne łapy, nie docenił, jednak pana Borkowskiego. Szlachcic w jedno uderzenie serca podniósł się z krzesła, a następnie chwytając mebel za nogi, z całej siły roztrzaskał go na głowie wieprza. Karczmarz jęknął cicho, widząc stratę stołka, jednak rozdzielić takich nie sposób. Pojęła to także klientela karczmy i na miejscach cicho została.
Knur machnął wściekle łapskiem, jednak był na Borkowskiego za wolny. Szlachcic w mgnieniu oka znalazł się za jego plecami i zdzielił go w tył głowy pięścią. Parobczak zatoczył się nieco do tył, jednak pan Jan dopadł go w jednej chwili. Potężnym sierpem trafił przeciwnika w twarz. Poleciało kilka zębów i knur upadł na ziemię nieruchomy.
Borkowski zarzucił sobie nieprzytomnego parobka na plecy i wyniósł z karczmy. Znalazłszy kawałek mocnego sznura, zawiązał go na szyi wieprza. Szlachcic dosiadł konia i trzymając koniec liny ruszył kłusem do przodu. Knur otrzeźwiał akurat i nie do końca świadomy, ruszył truchtem za koniem. Iście komiczny był to widok. Parobek ogromny prowadzony na smyczy przez dumnego szlachcica . Pracujący w polu chłopi, wybuchali śmiechem na ten widok, a kilku chłopców wpadło na pomysł, by obrzucić knura łajnem. Borkowski im pozwolił.
Ksiądz Antoni sadził akurat forsycje w ogródku. Gdy zobaczył Borkowskiego zaprzestał pracy i brudnymi jeszcze od ziemi przetarł oczy ze zdumienia.
Szlachcic gwałtownym ruchem rzucił parobka pod nogi proboszcza. Wieprz nie dość, że poobijany i spocony, śmierdział do tego gównem. Ksiądz Antoni zatkał nos, by nie czuć odrażającego zapachu.
– Co wyście mu zrobili ? – oburzył się proboszcz.
– Podyskutowaliśmy – odparł Borkowski.
– Bóg cię za to pokara – zagroził ksiądz szlachcicowi.
– Póki co jeszcze tego nie zrobił -warknął pan Jan – jednak tobie się dostanie jeśli dalej będziesz mi rozkazywał.
Ksiądz Antoni najpierw zzieleniał ze złości, a następnie pobladł widząc gniew w oczach Borkowskiego.
– Dobrze, dobrze – rzekł proboszcz-wybaczcie mi
– Zastanowię się – rzekł Borkowski, zdecydowanie sugerując, że nie zamierza przebaczać.
Ksiądz Antoni upadł na kolana przed szlachcicem i zapłakał. On się mnie boi – uświadomił sobie Borkowski.
– Wybaczcie panie Janie wybaczcie -zaszlochał.
– Wybaczam – rzekł łagodnym głosem, widząc że księdza ma już w garści.
– Dziękuję – wyłkał ksiądz z ulgą.
– Jednak nie rozkazujcie mi, bo biada wam.
– Nie będę – obiecał proboszcz-nie będę
Borkowski obdarzył proboszcza swoim charakterystycznym upiornym uśmiechem.
– Jeśli już tu jestem to informuje księdza, że prawie już drani schwytałem, teraz jednak żegnam. Twój knur przerwał mi posiłek.
Szlachcic zawrócił konia, zostawiając księdza Antoniego na kolanach obok śmierdzącego wieprza.
***
Stefan zadrżał. Może z zimna może ze strachu. Rozglądał się nerwowo po piwniczce.
On też się mnie boi -uświadomił sobie Borkowski obserwując go z cienia. Gdy szlachcic wyszedł zza beczek wina, o mało co nie podskoczył.
-O, pan Borkowski-zaskomlał Stefan.
Szlachcic uśmiechnął się do niego i założył ręce na piersi.
– Informacje – warknął.
Stefan cofnął się lekko do cienia, jakby chciał się schować przed panem Janem.
– Już wiem coś – zaczął informator – mam trochę informacji od...
-Na miłość Boską do rzeczy kurwa… -rzekł Borkowski zniecierpliwiony .
– W Czarnym Lesie żyją.
Na samą nazwę przeklętego miejsca, szlachcicowi przypomniało się niemiłe spotkanie z wiedźmą, wiedział jednak, że jeśli przyjdzie mu ponownie się tam udać, to nie zawaha się przed zrobieniem tego.
– Wszystko dobrze,  panie Janie ?-zaniepokoił się informator.
Znowu wpatruję się w dal jak ułomek-stwierdził pan Jan.
– Nic się nie stało – rzekł Borkowski stanowczo – jaką mam pewność, że nie łżesz ? – zmienił temat szlachcic.
– No, no… – zakłopotał się Stefan.
– Żadną – dokończył za niego Jan.
– Nie ufacie mi ? – oburzył się informator
– Nikomu nie można ufać, dlatego pójdziecie tam ze mną.
Stefan  wzdrygnął się na tą propozycje, szlachcic to zauważył, niezmiernie go ucieszyło, że wywarł na nim takie wrażenie.
– Ale… – zaskomlał
– Pójdziecie, przygotujcie się bo będzie niebezpiecznie – rzekł pan Jan.
– Dobrze – zaskomlał Stefan
– Aha – przypomniał sobie nagle Borkowski-zaniesiecie to do Horoszczowa – rzekł pan Jan i wręczył informatorowi list. Stefan przyjął go, z psią pokorą. Szlachcic zostawił go w piwniczce
W jego oczach znowu zobaczył strach i gniew.
***

Pan Borkowski zacisnął rzemienie starego, powgniatanego obojczyka. Założył go na żupan, pod który uprzednio narzucił lekką, kolczą koszulę. Zapiął na biodra pas z szablą, którą naostrzył, naoliwił i natarł mocną trucizną.
Dbał o swoją broń niczym ksiądz o monstrancje, przeżyła z nim wiele lat. Starą, dziadkową szablą zabił wielu wyśmienitych szermierzy. Za pas założył też połączone kolczastym łańcuchem kule do pętania nóg i nóż długości przedramienia o szerokim ostrzu. Do wysokich jeździeckich butów włożył po sztylecie. Na koniec, przewiesił sobie przez ramię bukłak  najmocniejszego bimbru, który spędził mu przyjaciel, jeszcze przed wyjazdem z rodowego pałacyku. Będzie trzeba czymś oblać zwycięstwo.
Tak uzbrojony, pan Jan wyszedł do karczemnej stajni po swego rumak. Dzień po rozmowie ze Stefanem uzyskał odpowiedź od Horoszczowa. Kozacy mieli czekać na niego w południe, we wiosce przy Czarnym Lesie.
              ***
Przyszli wszyscy. Horoszczow, Blanka i reszta których imion nie znał – czyli brodacz, wąsacz i bliźniacy. Każdy uzbrojony w szable, z wyjątkiem zarośniętego olbrzyma, który na plecach miał ogromny miecz dwuręczny.
– Witajcie panie Borkowski – rzekł herszt bandy, na widok szlachcica. Pan Jan zeskoczył z konia. Uścisnęli sobie ręce.
– Idziemy więc ? – zapytała Blanka bezpośrednio.
– Czekamy jeszcze na Stefana – rzekł Borkowski głosem nie cierpiącym sprzeciwu.
– Tu jestem, tu – usłyszał pan Jan zza pleców brodzacza-wielkoluda.
Dopiero wtedy, szlachcic zobaczył krępą sylwetkę informatora.
– W takim, razie możemy iść – zakomenderował Borkowski. Horoszczow, ewidentnie nie był zadowolony z tego, że ktoś mu rozkazuje, jednak się nie odzywał .
Póki to ja wyciągnąłem informacje o drugiej bandzie, ja tu rozkazuje – chciał mu powiedzieć pan Jan, jednak się powstrzymał, kozacy byli cennym wsparciem, więc nie chciał ich zbytnio urażać.
Początkowo Borkowski jechał  konno kłusem, jednak gdy podjechali pod brzegCzarnego Las zsiadł z konia i przywiązał do drzewa. Ogier zarżał niespokojnie.
– Droga w Lesie jest jedna – powiedział Horoszczow – powinni na niej zostawić jakieś ślady.
– No i prawidłowo – odparł Borkowski.
– Dobra nie pierdolmy tylko wchodźmy – zniecierpliwiła się Blanka.
Normalne chłopy poirytowałyby się nieco, bo facet nie lubili gdy baba mu rozkazuje, ale Kozacy byli już chyba przyzwyczajeni, a Borkowski przyznał jej racje, więc spierać się nie zamierzał.
Pierwsze ślady znaleźli wcześnie, toteż atmosfera lasu nie udzieliła im się zbytecznie. Odciski butów były całkiem wyraźne.
Borkowski przyjrzał im się uważnie. Było ich siedmiu. Ślady jednego z bandytów były interesujące. To chyba młodzieniec, gołowąs, ledwo od cyca odjęty. Albo może właśnie ktoś z cycami – stwierdził Borkowski w myślach.
– I co tam znaleźliście ? – zapytał Horoszczow, z założonymi rękami przyglądając się panu Janowi.
– Około siedem osób, w tym chyba gołowąs – oświadczył Borkowski.
– Hmm – zamyślił się kozak – ciekawe.
– Czekaj ta – ozwał się nagle wąsacz – Dym czuje.
Pan Jan nic takiego nie doświadczył, jak zresztą pozostali . Szlachcic podejrzewał, że gdy napije się wódki poczuje to co kozak.
– Jeśli on coś czuje to coś czuje – skomentował słowa wąsacza jeden z bliźniaków.
– Jesteście pewni ?  – zapytał Borkowsku wyjmując zza pazuchy buteleczkę mocnej jak diabli wódki.
– Wyczułby, że ktoś się zesrał na Zaporożu siedząc w Gdańsku -stwierdził drugi bliźniak.
Kozacy ryknęli śmiechem. Borkowski uśmiechnął się, jedynie półgębkiem. Po łyku bimbru, także wyczuł  przyjemny zapach palonych gałązek.
– Pijecie przed walką ? – zapytał Horoszczow zdziwiony zachowaniem pana Jana.
– Raczej po wszystkim – odparł szlachcic – Jednak kapka przed nie zaszkodzi, chcecie ? – zapytał wyciągając w stronę kozaków buteleczkę z resztą napitku. Blanka w moment ją porwała, opróżniła do czysta.
– No kurwa, idziemy – ryknęła wyjmując szable-Ihor-zwróciła się do wąsatego – prowadź !
Zaimponowała panu Janowi, nie ma co. Lubił ostre kobiety.
Zagłębili się w las, prowadzeni węchem Ihora.
– Czekajta – rzekł nagle Stefan -patrzaj ta tam – wskazał koślawym palcem w las – ognisko chyba.
Rzeczywiście w lesie płonął ogień. Po wódce pan Jan widział je wyraźnie jak z bliska.
Wyjęli szable, a brodacz swój ogromny miecz. Nawet Stefan dobył małego sztyletu.
Borkowski ruszył do przodu czujny i zwarty.
– Tera chopy na niego – ryknął Stefan i z nożem na pana Jana.
Borkowski wnet pojął, co się właśnie szykuje. Nawet się nie zastanawiał. W moment uniknął ciosu i grzmotnął Stefana w głowę pięścią, ogłuszając go.
Z nim pogadam sobie na końcu – pomyślał, bo Kozacy już gotowali się by go usiec.
Pierwszy rzucił się wąsacz. Z perspektywy pana Jana był powolny jak wół. Rozpłatał jego czaszkę jednym, celnym ciosem. Nie miał czasu, by odetchnąć, bo już zaatakowali go bliźniacy i wielkolud jednocześnie. Odskoczył do tył, przed zamaszystym cięciem miecza. Bliźniacy atakowali natarczywie jak moskity. Pan Jan umknął przed ciosem jednego z nich, po czym rozharatał gardło drugiemu. Kozak zacharczał, zapluł się krwią i upadł twarzą w błoto. Wtedy o mało co minął go cios wielkoluda. Brodacz zaczął coraz bardziej dokuczać panu Janowi. Szlachcic doskoczył do niego, unikając straszliwego cięcia mieczem po czym rozpruł mu brzuch. Flaki wyleciały z niego jak z prosiaka w rzeźni. Wielkolud upadał we własne wnętrzności z niedokończonym krzykiem bólu w gardle. Bliźniak, który przeżył rzucił się na niego z okrutną furią. Borkowski ze znudzeniem zablokował jego uderzenie, niespodziewanie dobył noża i wbił mu w oko. Kozak zapłakał krwawą łzą i gdy pan Jan wyjął ostrze z jego głowy, padł na ziemie. Zaatakowała go Blanka. Była szybka, nie dorównywała co prawda Borkowskiemu do pięt, ale bić się potrafiła. Pan Jan szybkim niczym błyskawica cięciem rozciął jej koszule. Jej piersi zatańczyły,  uwolnione z pod ubrania. Niestety, górę wzięła jej kobiecość. Niczym dewotka, zakryła wdzięki. Borkowski ze smutkiem odciął jej głowę.
Horoszczow wydawał się być załamany porażką towarzyszy, jednak równie zdeterminowany do pomsty. Zakręcił parę razy szablą i przymrużył oczy groźnie. Pan Jan zdjął bukłak wódki z ramienia.
– Napijemy się zanim się pozabijamy? – zapytał
Horoszczow wydawał się być zaskoczony propozycją, jednak rzekł:
– Ty zabijesz mnie, ale nie zamierzam uciekać jak tchórz, napijmy się.
Łyknęli spore porcje, po czym odrzucili bimber, by cenny płyn nie ucierpiał w walce.
– Chciałbym wiedzieć, jeszcze jedno-rzekł pan Jan
– Wal śmiało – odparł kozak
– Dlaczego ?
– Co, dlaczego ? – zdziwił się Horoszczow.
Czemu mu pomogłeś – zapytał pan Jan wskazując Stefana.
Kozak zaśmiał się cicho.
– Pod tym względem jesteśmy podobni, przepadamy za brzękiem pieniędzy, zaoferował mi sporo. Wiesz co, nie mam rodziny, a ciebie szanuję jak mało kogo, kiedy już zginę, moja posiadłość jest twoja razem z pieniędzmi. Chyba walczymy, co ?
Borkowski przytaknął.
Rzucili się na siebie jak rysie. Horoszczow był szermierzem najwyższej klasy. Jego ataki były szybkie i celne. Może gdyby nie wódka, sprawiłby panu Janowi problemy, tak jednak już za chwilę leżał na ziemi bezbronny i ranny.
– To był dla mnie zaszczyt z tobą walczyć – wychrypiał, moment przed tym jak Borkowski pozbawił go głowy.
Jan przystanął na chwile przy jego ciele. Może nawet by zapłakał, gdyby był zdolny do jakichkolwiek emocji.
Czas zająć się Stefanem.
Informator właśnie się ocknął. Pan Jan kopnął go w twarz. Stefan upadł.
– Dlaczego ? – warknął pan Jan podnosząc go za fraki.
– Dlaczego?? – powtórzył nie otrzymawszy odpowiedzi.
– Miałem dość tego poniżenia -wychlipał informator – traktowałeś mnie jak psa.
– Dawałem ci pieniądze,kurwi synu.
– Jak psu – wychlipał znowu – miałem dość tego.
Pan Jan zdenerwował się, nie cierpiał ludzi słabych, przedkładających knowania, nad honorową walkę.
– Teraz to dopiero, będziesz miał dość.
– Nie...proszę nie – wychlipał Stefan.
Pan Jan nie miał litości. Odprowadził go na sporą odległość od ogniska, by jego krzyki nie zakłócały mu zamierzanego picia bimbru i przywiązał informatora do drzewa.
– Co...ty...co ty robisz ?! – zaskomlał ponownie.
Pan Jan dobył szabli.
– Teraz dopiero, będziesz miał dość -powtórzył.
Zaczął go nacinać zatrutym ostrzem, w różnych miejscach ciała, tak by krew upływała powoli. Stefan ryczał okrutnie przy każdej nowej ranie. W końcu Borkowski schował broń i począł się oddalać.
– Proszę nieeee...proszę – krzyczał Informator, jednak Jan był głuchy na jego słowa.
Stefan wył okrutnie. Pan Jan był pewien, że już za niedługo w wiosce pojawią się legendy o nowej zjawie.
Czuł, że wendeta jest dopełniona.
Przy ognisku Borkowski odkorkował bimber i pił w imię pamięci każdego z zabitych kozaków.
W końcu zgasił ogień i zawiesił sobie na ramię pusty bukłak. Ułożył ciała Kozaków w godnych pozach, z dwóch gałęzi utworzył krzyż, który wbił przy nich w ziemię. Zabrał zza pasa Horoszczowa buławę. Była pozłacana i zdobiona ametystami, jednak Borkowski postanowił ją zabrać z innego powodu, z sentymentu.
Pokażę ją księdzu, ale zachowam na pamiątkę – stwierdził w myślach.
Zdążył już polubić Horoszczowa i Kozaków, nie spodziewał się, że przyjdzie mu zakończyć ich żywota.  Niestety, trafili na mnie – pomyślał.
Koniec.
Odpowiedz
#8
Zerknij jeszcze raz na pierwszy fragment, bo wciąż jest w nim trochę do poprawienia.

(21-10-2016, 20:17)Percivval napisał(a): – Na prawdę(Naprawdę) nic nie wiem(pasowałby wykrzyknik)(spacja)(spacja)wydarł się(wrzasnął/krzyknął/zawołał itd. – "wydarł się" nie pasuje do klimatu) Stefan.

Po ostatnim spotkaniu z Borkowskim informator wyglądał niczym siedem nieszczęść, przypominał psa zaszczutego(Nie pasuje tu to słowo – "zaszczuć" oznacza "zmęczyć zwierzę tak, że daje się złapać, poprzez poszczucie go psami" albo "doprowadzić do załamania psychicznego przez prześladowania". Żadne znaczenie nie pasuje do tego kontekstu) przez złego właściciela.

– Gadaj po dobroci – warknął Jan(kropka)

Okazało się bowiem, że wywołane urokiem wiedźmy dobroczynne działanie alkoholu,(zbędny przecinek) nie obejmowało kaca.(Według mnie lepiej coś w stylu "nie wykluczało/nie niwelowało" – będzie precyzyjniej)

Jan od samego przebudzenia przeżywał ogromne katusze i małą miał ochotę na rozmowę ze Stefanem, jednak perspektywa ciężkiej od monet sakiewki,(zbędny przecinek) motywowała go jak trzeba.

– Naprawdę nie wiem – jęknął informator(kropka)

Borkowski wyjął z za(zza) pasa nóż i zaczął ostentacyjnie bawić się nim, przejeżdżając kciukiem po ostrzu.(Robiąc to, przeciąłby sobie kciuk)

– Nie wiem(przecinek) panie – ryknął po raz kolejny informator rozpaczliwym głosem(kropka)
(akapit)Jan westchnął zrezygnowany(kropka)

– Słuchaj mnie, Stefanie(przecinek) jesteś dobrym informatorem, nie zepsuj tego(przecinek) jaką mam o tobie opinie(ę), bo trudno być informatorem z nożem w plecach, spotkasz się ze mną za tydzień tu w tej komórce, masz mieć informacje, rozumiesz (zbędna spacja)?!

(akapit)Stefan przytaknął gorliwie, na co szlachcic poklepał go po policzku(kropka)

– Do zobaczenia –(spacja)rzekł Stefan, a Borkowski dojrzał w jego oczach strach i coś jeszcze...(spacja)gniew.

Borkowski z lubością wgryzł się w pajdkę chleba, po czym leniwie pogryzł. (Zbyt podobnie brzmi)

Trunek był mocno chrzczony octem i woda(ą), ale picie wody nie wchodziło w grę.  Szlachcic nie był pewien działania wina na jego organizm, lecz jak na razie, czyli po piątym kubku, nie zaobserwował(przecinek) by widział lepiej, poruszał się szybciej i myślał trzeźwiej.

– Wy jesteście pan Brokwski(zbędna spacja) ?(spacja)(spacja)usłyszał nad głową(kropka)

Miał przeszło sześć stóp, szeroką pierś tragarza i tłustą twarz, (zbędny przecinek)przywodzącą na myśl knura o potężnie zadartym do góry nosie i trzydniowej szczecinie na policzkach.(Knury nie mają potężnie zadartych do góry nosów i trzydniowej szczeciny na policzkach. Powinna więc być inna kolejność, na przykład: "(...)i tłustą twarz o potężnie zadartym do góry nosie i trzydniowej szczecinie na policzkach, przywodzącą na myśl knura".)

– Tak – odparł Jan – ja jestem Borkowski, o co chodzi(zbędna spacja) ?

(akapit)Knur zamyślił się przez(na) chwilę, jak gdyby rozwiązywał w głowie (zbędne – wiadomo, że w głowie, a nie na papierze)jakąś niesłychanie trudną zagadkę, aż w końcu powiedział:

– No, bo ksiądz Antoni was szuka, chce was widzieć zaraz na plebani(plebanii)(kropka)
(akapit)Niezłych sobie proboszcz pomocników wynajduje-(spacje)pomyślał Borkowski.
– To może zaczekać-rzekł(przecinek) wracając do jedzenia (zbędna spacja).
(akapit)Knur ponownie się zamyślił.

– Ksiądz chce was widzieć teraz, zaraz na plebani(plebanii)(przecinek) i nie ma “ale”(To nie jest polski cudzysłów. I spacje są znowu źle)-oświadczył chłop .

Borkowski przymrużył zielone oczy groźnie.(groźnie przymrużył zielone oczy)
Nad wyraz nie lubił, gdy ktoś, (zbędny przecinek) mu rozkazywał, jedynym wyjątkiem były dziewki w domach uciech, ksiądz Antoni jednak takową nie był.

-Bierz mnie (przecinek)waść, jeśli taki z waćpana  zuch – odparł pan Jan hardo.(Parobek raczej nie jest wystarczająco ważny, by szlachcic zwracał się do niego "waść" i "waćpanie"? To były zwroty stosowane wobec przedstawicieli szlachty)

(zbędny akapit)Parobek uniósł ogromne łapy, nie docenił, (zbędny przecinek)jednak pana Borkowskiego.

Karczmarz(Jaki karczmarz? Albo przeoczyłam moment, w którym informowałeś nas, że bohater siedzi w karczmie, albo nie jest on wystarczająco wyraźnie zaakcentowany, albo go nie ma) jęknął cicho, widząc stratę stołka, jednak rozdzielić takich nie sposób. Pojęła to także klientela karczmy i na miejscach cicho została.(i cicho została na miejscach – nie piszesz poezji, więc nie stosuj takiego dziwnego szyku :p)

(akapit)Knur machnął wściekle łapskiem, jednak był na(dla) Borkowskiego za wolny.

Parobczak zatoczył się nieco do tył(do tyłu – któryś raz widzę ten sam błąd), jednak pan Jan dopadł go w jednej chwili.

Szlachcic dosiadł konia i trzymając koniec liny (przecinek)ruszył kłusem do przodu(zbędne – wiadomo, że nie ruszyłby do tyłu).

Parobek ogromny, na smyczy przez dumnego szlachcica prowadzony. (Ogromny parobek, prowadzony na smyczy przez dumnego szlachcica – znów ten udziwniony szyk brzmiący jak tytuł jakiejś średniowiecznej ryciny albo herbu)

Pracujący w polu chłopi,(zbędny przecinek) wybuchali śmiechem na ten widok, a kilku chłopców wpadło na pomysł, by obrzucić knura łajnem. Borkowski im pozwolił, wieprz zasłużył sobie. (W zasadzie nie rozumiem, czym sobie zasłużył. Borkowski chyba nie oczekiwał, że zwykły parobek sprzeciwi się księdzu i nie wykona jego polecenia, choćby miało godzić w honor szlachcica? Karanie sługi za wykonywanie poleceń pana, by "dać mu lekcję", jest dość bez sensu moim zdaniem)

Gdy zobaczył Borkowskiego (przecinek)zaprzestał pracy i brudnymi jeszcze od ziemi (dłońmi) przetarł oczy ze zdumienia.

(akapit)Szlachcic gwałtownym ruchem rzucił parobka pod nogi proboszcza.

– Dałem mu lekcje(ę)(spacja)-odparł Borkowski(kropka)
– Bóg cię za to pokara – zagroził ksiądz szlachcicowi(kropka)

– Póki co jeszcze tego nie zrobił –(spacja)warknął pan Jan – jednak tobie się dostanie(przecinek) jeśli dalej będziesz mi rozkazywał.

Ksiądz Antoni najpierw zzieleniał ze złości, a następnie pobladł (przecinek)widząc gniew w oczach Borkowskiego.

– Dobrze, dobrze – rzekł proboszcz-wybaczcie mi(kropka i spacje)

– Zastanowię się – rzekł Borkowski, zdecydowanie sugerując, że nie zamierza(nie zamierzał) przebaczać.

(akapit)Ksiądz Antoni upadł na kolana przed szlachcicem i zapłakał.

– Wybaczcie(przecinek) panie Janie(przecinek) wybaczcie -zaszlochał.

– Wybaczam – rzekł łagodnym głosem, widząc(przecinek) że księdza ma(miał) już w garści

– Dziękuję – wyłkał ksiądz z ulgą(kropka)

– Jednak nie rozkazujcie mi (przecinek)bo biada wam(kropka)
– Nie będę – obiecał proboszcz-nie będę(kropka i spacje)

– Jeśli(Skoro) już tu jestem (przecinek)to informuje księdza, że prawie już drani schwytałem, teraz jednak żegnam. Twój knur przerwał mi posiłek(kropka)

Może z zimna(przecinek) może ze strachu.

On też się mnie boi-uświadomił sobie Borkowski (przecinek)obserwując go z cienia.

-Na miłość Boską(przecinek) do rzeczy(przecinek) kurwa… -rzekł Borkowski zniecierpliwiony (kropka)

(akapit)Na samą nazwę przeklętego miejsca,(zbędny przecinek) szlachcicowi przypomniało się niemiłe spotkanie z wiedźmą, wiedział jednak, że jeśli przyjdzie mu ponownie się tam udać, to nie zawaha się przed zrobieniem tego.

(akapit)Znowu wpatruję się w dal jak ułomek-(spacje)stwierdził pan Jan.

– Nic się nie stało – rzekł Borkowski stanowczo(kropka) – j(J)aką mam pewność, że nie łżesz ? – zmienił temat szlachcic.

– Nie ufacie mi(zbędna spacja) ? – oburzył się informator(kropka)

Stefan  wzdrygnął się na tą propozycje(tę propozycję), szlachcic to zauważył, niezmiernie go ucieszyło, że wywarł na nim takie wrażenie.

– Ale… – zaskomlał (Kto? Tu trzeba zaznaczyć, kto to mówi. I jeszcze brakuje kropki)
– Pójdziecie, przygotujcie się (przecinek)bo będzie niebezpiecznie – rzekł pan Jan.
– Dobrze – zaskomlał Stefan(kropka)

Stefan przyjął go,(zbędny przecinek) z psią pokorą. Szlachcic zostawił go w piwniczce (kropka)

Dbał o swoją broń niczym ksiądz o monstrancje(ę), przeżyła z nim wiele lat.

Za pas założył(włożył) też połączone kolczastym łańcuchem kule do pętania nóg i nóż długości przedramienia o szerokim ostrzu. (i nóż o szerokim ostrzu długości przedramienia – tak lepiej, nie ma wątpliwości, że to nóż ma szerokie ostrze, a nie przedramię :p)

Na koniec,(zbędny przecinek) przewiesił sobie przez ramię bukłak  najmocniejszego bimbru, który spędził(Tutaj zmieniłabym na "podarował/sprawił", bo "spędzić" znaczy albo przebywać gdzieś, albo zgromadzić zwierzęta w jednym miejscu) mu przyjaciel, jeszcze przed wyjazdem z rodowego pałacyku.

Tak uzbrojony, pan Jan wyszedł do karczemnej stajni po swego rumak(rumaka).

Horoszczow, Blanka i reszta(przecinek) których imion nie znał – czyli brodacz, wąsacz i bliźniacy. (zbędny akapit)Każdy uzbrojony w szable(ę), z wyjątkiem zarośniętego olbrzyma, który na plecach miał ogromny miecz dwuręczny.

– Witajcie(przecinek) panie Borkowski – rzekł herszt bandy, (zbędny przecinek)na widok szlachcica.

– Idziemy więc (zbędna spacja)? – zapytała Blanka bezpośrednio.

– Czekamy jeszcze na Stefana – rzekł Borkowski głosem nie cierpiącym(niecierpiącym) sprzeciwu.
– Tu jestem, tu – usłyszał pan Jan zza pleców brodzacza – wielkoluda(brodacza-wielkoluda – to jest akurat przykład na użycie dywizu :p).

Dopiero wtedy,(zbędny przecinek) szlachcic zobaczył krępą sylwetkę informatora.
– W takim, (zbędny przecinek)razie możemy iść – zakomenderował Borkowski.

Horoszczow,(zbędny przecinek) ewidentnie nie był zadowolony z tego, że ktoś mu rozkazuje(rozkazywał), jednak się nie odzywał (zbędna spacja).(Jako że narracja w czasie przeszłym wymagałaby zmienienia "rozkazuje" na "rozkazywał", zmieniłabym "nie odzywał" na coś innego, tak żeby nie było rymu)

Póki to ja wyciągnąłem informacje o drugiej bandzie, ja tu rozkazuje(ę)(spacja)-chciał mu powiedzieć pan Jan, jednak się powstrzymał, kozacy(Kozacy) byli cennym wsparciem, więc nie chciał ich zbytnio urażać.

Początkowo Borkowski jechał  konno kłusem, jednak gdy podjechali pod wjazd do(Lepiej "na skraj Czarnego Lasu", bo lasy nie mają wjazdów) Czarnego Las(Lasu)(przecinek) zsiadł z konia i przywiązał do drzewa. Ogier zarżał niespokojnie.

– Droga w Lesie jest jedna – powiedział Horoszczow(kropka)(spacja)– p(P)owinni na niej zostawić jakieś ślady. (Co z tego, że jest jedna droga? To bezdrożem jechać nie mogli? Las musiałby być naprawdę gęsty na całej swojej powierzchni, żeby była w nim jedna jedyna droga i żeby dało się poruszać tylko po niej)

Legitnie(Nie ma takiego słowa. A nawet jeśli używa się go w Internecie lub w mowie potocznej, na pewno nie powinno się ono znaleźć w słowniku szlachcica) – odparł Borkowski(kropka)

– Dobra (przecinek)nie pierdolmy(przecinek) tylko wchodźmy – zniecierpliwiła się Blanka.

(akapit)Normalne chłopy poirytowałyby się nieco, bo facet(faceci – choć znacznie lepiej brzmiałoby "mężczyźni", bo "facet" jest potocznym słowem i niezbyt pasuje do klimatu) nie lubili (przecinek)gdy baba mu rozkazuje(im rozkazywała), ale Kozacy byli już chyba przyzwyczajeni, a Borkowski przyznał jej racje(ę), więc spierać się nie zamierzał.

Pierwsze ślady znaleźli wcześnie, toteż atmosfera lasu nie udzieliła im się zbytecznie(zbytnio/zanadto – "zbytecznie" to "bez potrzeby").

Ślady jednego z bandytów były ciekawe. (Ciekawe mogłyby jak dla mnie być ślady wskazujące na dziesięć palców u nogi, szpony czy coś, a nie ślady stóp, które są po prostu mniejsze. Dobrałabym inne określenie, może "zastanawiające" czy coś)

Hmm – zamyślił się kozak(Kozak)(kropka) – c(C )iekawe..(kropka)
– Czekaj ta(Czekajta) – ozwał się nagle wąsacz(kropka)(spacja)Dym czuje(ę).

(akapit)Pan Jan nic takiego nie doświadczył, jak zresztą pozostali kozacy(Kozacy). (Pan Jan nie jest raczej Kozakiem, więc "pozostali" zbędne)

Szlachcic podejrzewał, że gdy napije się wódki(przecinek) poczuje to co kozak(Kozak).

– Jeśli on coś czuje(przecinek) to coś czuje –(spacja)skomentował słowa wąsacza jeden z bliźniaków.

– Jesteście pewni(zbędna spacja) ?  – zapytał Borkowsku(przecinek) wyjmując zza Gór(zbędne) pazuchy buteleczkę mocnej jak diabli wódeczki.(Zostawiłabym tylko jedno ze zdrobnień, bo dziecinnie to brzmi)

– Wyczułby, że ktoś się zesrał na Zaporożu(przecinek) siedząc w Gdańsku-stwierdził drugi bliźniak.

(akapit)Kozacy ryknęli śmiechem. Borkowski uśmiechnął się,(zbędny przecinek) jedynie półgębkiem. Po łyku wódeczki, (zbędny przecinek)także wyczuł  przyjemny zapach palonych gałązek.

– Raczej po wszystkim-odparł szlachcic(kropka) – Jednak kapka przed nie zaszkodzi, chcecie ? – zapytał(przecinek) wyciągając w stronę kozaków(Kozaków) buteleczkę z resztą napitku. Blanka w moment(w jednej chwili) ją porwała, opróżniła do czysta.

(akapit)– No (przecinek)kurwa, idziemy – ryknęła(przecinek) wyjmując szable(ę)(spacje)-Ihor-zwróciła się do wąsatego – prowadź ! .(Spacje. I zbędna kropka, przecież jest już wykrzyknik)

– Czekajta – rzekł nagle Stefan(kropka) -patrzaj-ta(Patrzajta) tam(kropka) – w(W)skazał koślawym palcem w las(kropka) – o(O)gnisko chyba.

(Akapit)Rzeczywiście w lesie

Wyróżniało się w czarnym, (zbędny przecinek)jak serce szlachcica lesie. (Jak dla mnie dość słabe porównanie – raz, że generalizujące, dwa, że słabo tłumaczy, jak ciemny był las)

Borkowski ruszył do przodu (przecinek)czujny i zwarty.

– Tera (przecinek)chopy (przecinek)na niego – ryknął Stefan i (skoczył/rzucił się) z nożem na pana Jana.

W moment(W tej samej chwili/W jednej chwili) uniknął ciosu i grzmotnął Stefana w głowę pięścią, ogłuszając go. (Coś łatwo mu poszło. Według mnie przydałoby się dokładniej zaznaczyć, jak od skoku z nożem na Jana przeszliśmy do ogłuszania wroga)

Z nim pogadam sobie na końcu-pomyślał, bo Kozacy już gotowali się(przecinek) by go usiec.

Z perspektywy pana Jana był powolny jak wół. (Połączyłabym te zdania myślnikiem, bo obecnie rozpłatać czaszkę może i Jan, i ten wąsacz) Rozpłatał jego czaszkę jednym, (zbędny przecinek)celnym ciosem.

Odskoczył do tył(do tyłu!), (zbędny przecinek)przed okrutnym cięciem miecza.(A może być nieokrutne cięcie miecza? Zbędny ten przymiotnik)

Wtedy o mało co(o mały włos) minął go cios wielkoluda.(Trzeba zaznaczyć, że to Jana minął, jak wnioskuję, bo nie wiadomo, kto jest podmiotem w tym zdaniu)

Szlachcic doskoczył do niego, unikając straszliwego cięcia mieczem(przecinek) po czym rozpruł mu brzuch. (Straszliwe cięcie mieczem to jakie? Potężne, szybkie, trudne do uniknięcia? Nie wiadomo)

Bliźniak, który przeżył (przecinek)rzucił się na niego z okrutną furią. (Na kogo? Ostatnio mowa była o facecie, któremu Jan rozpłatał brzuch)

Kozak zapłakał krwawą łzą(Po prostu zaczął krwawić) i gdy pan Jan wyjął ostrze z jego głowy, padł na ziemie(ę).

Była szybka, nie dorównywała(nie dorastała) co prawda Borkowskiemu do pięt, ale bić się potrafiła.

Pan Jan szybkim niczym błyskawica cięciem rozciął jej koszule(ę). Jej piersi zatańczyły,  uwolnione z pod(spod) ubrania. Niestety, górę wzięła jej kobiecość. Niczym dewotka,(zbędny przecinek) zakryła wdzięki.(Jak dla mnie średnio to pasuje do kobiety, która chleje wódę z facetami . W sytuacji zagrożenia życia taka kobieta raczej nie dbałaby o to, że jej widać, tylko załatwiła walkę w pierwszej kolejności :p)

Zakręcił parę razy szablą i przymrużył oczy groźnie.(groźnie przymrużył oczy)

– Napijemy się (przecinek) zanim się pozabijamy? – zapytał(kropka)
(akapit)Horoszczow wydawał się być zaskoczony propozycją, jednak rzekł:

(akapit)Łyknęli spore porcje, po czym odrzucili bimber, by cenny płyn nie ucierpiał w walce.
– Chciałbym wiedzieć, (zbędny przecinek)jeszcze jedno-rzekł pan Jan (kropka)
– Wal śmiało – odparł kozak(Kozak)(kropka)

– Co, (zbędny przecinek)dlaczego ? – zdziwił się Horoszczow.
(akapit)(zbędny akapit)Czemu mu pomogłeś – zapytał pan Jan (przecinek) wskazując Stefana.

(akapit)Kozak zaśmiał się cicho.

(akapit)Borkowski przytaknął.

Może gdyby nie wódka, sprawiłby panu Janowi problemy, tak jednak już za chwilę leżał na ziemi bezbronny i ranny.(To ile oni wypili? Musieliby wypić naprawdę sporo, żeby Horoszow już teraz był pijany i o tyle gorszy w walce)

-To był dla mnie zaszczyt z tobą walczyć-wychrypiał, (zbędny przecinek) moment przed tym (przecinek)jak Borkowski pozbawił go głowy.

(akapit)Jan przystanął na chwile(ę) przy jego ciele. Może nawet by zapłakał, gdyby był zdolny do jakichkolwiek emocji.(A nie był zdolny bo...? Z całego tekstu nie wynika brak emocji bohatera)

(akapit)Czas zająć się Stefanem.
(akapit)Informator właśnie się ocknął. Pan Jan kopnął go w twarz. Stefan upadł.
– Dlaczego ? – warknął pan Jan (przecinek) podnosząc go za fraki.
– Dlaczego??(zbędny znak zapytania – jeden wystarczy) – powtórzył (przecinek)nie otrzymawszy odpowiedzi.

– Dawałem ci pieniądze,(spacja)kurwi synu.
(akapit)(zbędny akapit) Jak psu – wychlipał znowu – miałem dość tego.

Pan Jan zdenerwował się, nie cierpiał ludzi słabych, przedkładających knowania, (zbędny przecinek)nad honorową walkę.

– Teraz to dopiero, (zbędny przecinek) będziesz miał dość.
– Nie...(spacja)proszę (przecinek)nie – wychlipał Stefan.

(akapit)Pan Jan nie miał litości. Odprowadził go na sporą odległość od ogniska, by jego krzyki nie zakłócały mu zamierzanego picia bimbru (przecinek) i przywiązał informatora do drzewa.

– Co...ty...co ty robisz ?!(spacje) – zaskomlał ponownie.

(akapit)Pan Jan dobył szabli.

– Teraz dopiero, (zbędny przecinek)będziesz miał dość -powtórzył.

Zaczął go nacinać zatrutym ostrzem, (zbędny przecinek) w różnych miejscach ciała, tak by krew upływała powoli.

– Proszę (przecinek)nieeee...proszę – krzyczał I(i)nformator, jednak Jan był głuchy na jego słowa.

(zbędny akapit)Czuł, że wendeta jest dopełniona.

Przy ognisku Borkowski odkorkował bimber i pił w imię pamięci każdego z zabitych kozaków(Kozaków).

W końcu zgasił ogień i zawiesił sobie na ramię(ramieniu) pusty bukłak.

(akapit)Pokażę ją księdzu, ale zachowam na pamiątkę – stwierdził w myślach.

Już koniec? E, szkoda, liczyłam, że dłuższe to będzie.  -_- No nic, biorę uwagi i komentarz w spoiler i jadę.
Spoiler: Uwagi, komentarz

To tyle ode mnie. Naprawdę szkoda, że już koniec. A teraz przejrzyj oba fragmenty i doprowadź do końca ich poprawianie. :p
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#9
To było, jedno z moich pierwszych opowiadań i zdaje mi się, że mam w zanadrzu lepsze. Mam teraz w głowie nowy pomysł z tym samym bohaterem, jednak o wiele bardziej nawiązujący do jego przeszłości i tego co działo się tutaj, ale jest dopiero w przygotowaniu, wrzuce je za jakiś czas, chcę żeby było tam więcej opisów przeżyć wewnętrznych Borkowskiego, może wtedy ta postać nabierze wymiaru.

Taki koniec wziął się z tego, że w okresie, gdy je pisałem, siedziałem z nosem w Wędrowyczu, na którego nie było mocnych i tak sobie nieco wzorowałem Borkowskiego na najsłynniejszym polskim bimbrowniku z Wojsławic.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości