Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
[ANALIZA] Korytarz
#1
Dziś bardziej ambitny projekt pochodzący z mojego "nawiedzonego" forumhttp://www.opowi.pl/korytarz-a23830/

–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–

Alex obudził się z przerażeniem (raczej 'przerażony') w środku nocy, zlany zimnym potem. Znowu go nawiedził ten sam koszmar. Od około miesiąca śni mu się, że idzie jakimś długim korytarzem w całkowicie obcym mu miejscu, a ktoś albo raczej coś idzie za nim, a raczej przesuwa się w jego stronę pod postacią doskonałej czerni. Wtedy zaczyna biec przed siebie, docierając do drzwi oznaczonych czarnym trójkątem (ubikacja dla mężczyzn?) z szarą i odwróconą do góry nogami literą T (a ta odwrócona litera to była nad, pod, w środku trójkąta?... a może pod drzwiami?). I kiedy próbuje je otworzyć, ciągnąc z całej siły za uchwyt, w tym właśnie momencie sen się urywa, wywołując u niego palpitację serca.
Było niezwykle duszno i parno (a na dworze było jasno i widno). Za nieruchomymi firankami otwartego okna niebo rozświetlały, co jakiś czas łuny błyskawic. Nadciągała burza (przed burzą nasila sie wiatr, a tu mamy nieruchome firanki – coś tu nie gra), przesuwając się gdzieś w oddali i pomrukując złowrogo, jakby zapowiadała jakiś nieokreślony kataklizm.
Spojrzał na podświetlony cyferblat radio-budzika, dochodziła 3.00. Usiadł na łóżku, włączając nocną lampkę na stoliku obok. Zapalił papierosa, kładąc się z powrotem z ręką podłożoną pod głowę. Zaczął rozmyślać o tym męczącym, powracającym śnie. Od miesiąca boi się usypiać (kogo? czy to jakiś anestezjolog?), przeciąga jak najdłużej jawę, pijąc kawę za kawą, ale w końcu poddaje się, wpadając w czarne ramiona koszmaru.
Jest coraz gorzej. Zaczyna szwankować jego zdrowie (może to od kawy?). Coraz częściej boli go głowa i brzuch (to też od kawy). Zaczął pić (kawę?). Ostatnio wychodzi do nocnego baru mieszczącego się po drugiej stronie ulicy zawsze wtedy, kiedy budzi się z krzykiem (tak, ten bar przenoszą go tam na czas jego koszmarów, bo normalnie to stoi gdzie indziej). Zrobi to także i tym razem. Znowu pójdzie się upić, aby załagodzić efekty paskudnego samopoczucia i skołatanego umysłu.(i po co ta zmiana czasu?)

[24-godzinny bar „Eden”]

Stanął pod migoczącym nierówno neonem, patrząc na niego przez chwilę, po czym wszedł do środka. Machnął ręką na powitanie barmanowi, którego zdążył już poznać jako milczącego, nieobecnego człowieka (czyli zaprzeczenie normalnego barmana, który powinien zagadnąć, być 'spowiednikiem' – kto mu dał pracę?). Nie można było z nim pogadać, wyżalić się. Lecz z drugiej strony może to i dobrze, ponieważ pozostanie sam na sam ze swoimi myślami (co w tym dobrego?). Nikt nie będzie mu przeszkadzał, nikt nie będzie mu narzucał swojego punktu widzenia. (szukasz samotności i idziesz do baru? – idiota; kup sobie butelkę, idź do domu i pij do lustra)
– To samo, co zawsze? – spytał go barman znudzonym głosem. (i już by mi się odechciało pić)
– Tak.
Postawił pustą szklankę przed nim (szyk), nalewając do niej Whisky i dodając kilka kostek lodu, następnie wrócił do swojego przerwanego zajęcia polegającego na powolnym polerowaniu rozmaitych szklanek, kieliszków i spodków. Robił to niezwykle precyzyjnie, patrząc, co jakiś czas pod światło, czy nie ma smug (no to już wiemy, dlaczego gość tu pracuje – lubi polerować). Alex sączył leniwie alkohol, obserwując w pofalowanym lustrze za ladą swoją dziwnie zniekształconą twarz. Był blady. Miał pod oczami sińce. Był jak widmo, upiorne widmo (a masło jest maślane). Wzdrygnął się momentalnie na samą myśl o prześladującym go koszmarze. W barze był tylko on i barman, który był tak pochłonięty tym jakże monotonnym zajęciem, że w ogóle nie zwracał na niego uwagi. Zachowywał się jak automat. Więc zaczął mu się przyglądać dyskretnie z większą uwagą. Wyglądał dziwnie. Mężczyzna koło 40-tki, niezwykle wysoki i chudy, lekko łysiejący z głęboko osadzonymi oczami oraz cienką kreską zamiast warg. Nos miał raczej spiczasty (nie zauważyłem w tym opisie nic dziwnego – gdyby zamiast nosa miał ucho, to było by dziwnie). I nawet na moment nie przerwał swojej czynności, gdy tuż za oknami baru przejechał ulicą radiowóz na sygnale. Gość się już pewnie tak wrył w swój fach, że nawet gdybym wyjął rewolwer i przystawił mu go do skroni, to i tak pewnie by tego nie zauważył. – pomyślał, uśmiechając się mimowolnie. (zastrzeliłbyś takiego, a ten by tego nie zauważył i umarłby dopiero po tygodniu)
Spojrzał na zegarek – dochodziła 4.30. Więc to już tyle czasu tu siedzę? – ech, czego to alkohol nie robi z człowiekiem (no tak – osiągnąłeś dno człowieczeństwa). – westchnął już w zdecydowanie lepszym nastroju. (a gdzie myślnik?) No dobra, czas na mnie, muszę wracać do hotelu. Dzięki za pogawędkę. – powiedział z lekką ironią do wciąż milczącego barmana, kładąc na blacie odliczoną kwotę.

[Piątek, 5 czerwca 2015 roku. W centrum Abilene]

W budynku firmy Echelton & Melmark panuje wyjątkowy tłok. Jest umówiony (kto? i czemu znowu zmiana czasu?) na 14.45 z agentem od nieruchomości, w celu wynajęcia jakiegoś niedużego domku z dala od nerwowego i zatłoczonego centrum miasta, ponieważ tylko tam będzie mógł pozbierać myśli, a ma przecież niezwykle ważne zadanie do wykonania.
Miał już wejść na piętro firmy, kiedy zadzwonił jego telefon komórkowy. To dzwonił agent, który mu oznajmił, że się spóźni jakąś godzinę, ponieważ utknął w korku. Zatem nie pozostało mu nic innego jak pokręcić się tu i ówdzie. Poszedł, zatem do głównego hallu pooglądać galerię zdjęć różnych osiedli. Zachciało mu się pić, więc zaczął szukać wzrokiem automatu z napojami. Znalazł go dopiero w samym kącie pomieszczenia. Powinni go byli jeszcze bardziej schować. – syknął wyraźnie poirytowany. (ciekawe, co go takiego zasłoniło? zdjęcia, które wisiały na ścianach holu? – moja wyobraźnia tego nie ogarnia) Podszedł do niego i już miał wrzucić monetę do szczeliny, kiedy coś przykuło jego wzrok. W ciemnym zagłębieniu z dala od ludzi, dostrzegł nieduże drzwi, ale nie to było powodem jego zainteresowania, tylko ich oznakowanie, które wydawało mu się dziwnie znajome. Podszedł bliżej i stanął jak wryty. Na drzwiach widniał symbol w postaci czarnego trójkąta z szarą i odwróconą do góry nogami literą T (ale litera 'T' ma tylko jedna nogę). Serce omal nie wyskoczyło mu z piersi. Przecież to niemożliwe! – wycedził przez zęby. – To nie może być prawda! Zobaczył kątem oka zbliżającego się mężczyznę w czarnym garniturze. Szedł w kierunku windy, która była obok (czyli winda też była z dala od ludzi?). Zatem udał, że szuka odpowiedniej monety do automatu. Mężczyzna w garniturze podszedł do windy, nacisnął guzik, a w oczekiwaniu na nią wyjął telefon komórkowy i coś w nim sprawdzał. Po chwili krótki sygnał oznajmił, że winda jest już na miejscu. Drzwi się otworzyły. Mężczyzna wszedł do niej, nie odrywając wzroku od telefonu, a kiedy zamknęły się za nim (dwa domyślne podmioty w jednym zdaniu – rewelacja), Alex odetchnął z ulgą. Rozejrzał się dyskretnie za siebie i jak gdyby nigdy nic ruszył ku tajemniczemu wejściu.
W środku panował półmrok. Znalazł się pomieszczeniu mającym około 10 metrów kwadratowych. Był to przedsionek do czegoś jeszcze. Na wprost niego znajdowały się kolejne drzwi. W kącie pod ścianą stał metalowy wieszak z haczykami (a niby z czym miał być ten wieszak? z gumką do włosów?), a na nich wisiały jakieś blaszane tabliczki z dziwnymi oznaczeniami. Przejrzał je i ruszył w kierunku drugiego wejścia, które miało taki sam symbol jak to pierwsze. Nacisnął delikatnie klamkę i wszedł (pomieszczenia niezamknięte na klucz, nikogo w środku – każdy może sobie wejść i robić co chce?). Tu było zupełnie inaczej, choć to również był przedsionek, ale o planie trójkąta. Wysoki na około pięć metrów, a ściany po bokach schodziły się do kolejnych drzwi, ale wąskich na około metr i wysokich na pięć. Przeszedł mu po plecach dreszcz. Coś go niesamowicie przyciągało, tylko nie wiedział, co. Wszystko wyglądało tak jak w tych koszmarnych snach, tylko teraz całkowicie realnie!
Podszedł do tych dziwnych drzwi i lekko szarpnął za okrągłą gałkę, która znajdowała się na wysokości jego oczu (normalnie na tej wysokości jest wizjer, a tu mamy klamkę). Zajrzał do środka i…to był korytarz! Wysoki na około pięć metrów i szeroki na metr (absurdalne wymiary). Co to jest u licha? – szepnął. – jakiś węzeł klimatyzacyjny? – ciąg do jakiegoś generatora? – ale dlaczego nie ma żadnych kabli, ani rur? – pomyślał wyraźnie podekscytowany. Korytarz był bardzo długi. Być może miał nawet około 100 metrów (piętrowy budynek o długości co najmniej 100 metrów – ładne biuro nieruchomości). Na suficie w odstępie kilku metrów rozmieszczone były jarzeniówki, dając nieprzyjemne, zimne światło. Niektóre były zepsute, co powodowało miejscowe zaciemnienia (jakaś biedna ta firma, skoro nie stać ją na wymianę jarzeniówek). Miał nieodparte odczucie, jakby się znalazł na szpitalnym oddziale albo w jakimś laboratorium. Ruszył przed siebie, stawiając krok za krokiem (a można inaczej iść?). Na początku bardzo niepewnie. Nie było widać, co się znajduje na końcu, poza czarnym punktem  (tam dalej w ogóle nie było jarzeniówek? to raptem 100 metrów, a on widzi czarny punkt – pewnie później się okaże, że to nie punkt, tylko kolejny czarny trójkąt). Ale musiał tam iść. Po prostu musiał! Po kilku metrach zawahał się, czy iść dalej (to w końcu musiał iść czy nie). Wydawało mu się, że te ściany zaraz się na niego zwalą, że go zmiażdżą! Narastała u niego klaustrofobia. Wydawało mu się (coś dużo rzeczy mu się wydaje), że ściany oddychają. Czuł na twarzy powiew chłodnego powietrza niosącego zapach piwnicznej stęchlizny (skąd ten zapach na parterze w biurowcu, który zapewne ma klimatyzację) i czegoś nieokreślonego, tajemniczego. Postanowił przyśpieszyć kroku. Okazało się, że korytarz schodził minimalnie w dół (i ze stu metrów nie było tego widać; swoją drogą, niezły był ten architekt). Przestał się już zastanawiać nad ewentualnymi konsekwencjami swojego wtargnięcia. Szedł przed siebie równo i coraz bardziej zamaszyście. Szedł ku czarnej otchłani.
Kiedy był mniej więcej w połowie drogi (czyli 50 metrów korytarza) usłyszał za sobą odgłos, jakby coś metalicznego upadało na posadzkę. Odwrócił się za siebie, ale nic nie dostrzegł. Zastanowił się przez chwilę, co to mogło być i przyszedł mu tylko na myśl ów metalowy wieszak z dziwnym blaszkami (wieszak go śledził?). Przeciąg? – pomyślał (jaki przeciąg przewróci metalowy wieszak – musi tak wiać, że można puszczać szybowce z żelbetonu). – czy może ktoś albo coś ruszyło za nim w pościg? Odwrócił się jeszcze raz i dostrzegł właśnie to coś, co zbliżało się powoli do niego, coś czarnego, doskonale czarnego! Serce stanęło mu w gardle z przerażenia. Szarpnął do przodu, niemal skowycząc w popłochu. Biegł przed siebie, obijając się o ściany. Dostrzegł w końcu drzwi ze znajomym mu symbolem (jakie te 100 metrów długie, a on ma chyba poważne problemy ze wzrokiem, żeby nie widzieć drzwi z kilkudziesięciu metrów). Nie oglądał się za siebie, ale czuł, że to coś jest coraz bliżej, coś niewyobrażalnie strasznego. Jego jedyna droga ucieczki prowadziła właśnie przez te tajemnicze drzwi. Zostało mu jakieś 10 metrów, 5. Wreszcie dopadł okrągłego uchwytu i szarpnął z całej siły, drzwi się nie otworzyły, więc konając niemal ze strachu szarpnął drugi raz. Drzwi puściły. I wtedy oślepiło go jaskrawo-niebieskie światło.

[Wtorek, 9 czerwca 2015 roku, godz. 12.30. Baza Sił Powietrznych Nellis w stanie Nevada. Główna siedziba eksperymentu „Blue Lighting”]

Pułkownik Greg Mansters, zaznajamiał się z konkluzją raportu majora Johna McLellana, z którego jasno wynikało, że obiekt oznaczony symbolem: Alex EBU-354T-09-ER, został całkowicie wyeliminowany.
– Ilu ich jeszcze zostało? – zapytał się pułkownik majora.
– 52
– Aż tylu?
– Niestety tak, panie pułkowniku.
– Panie majorze, na miłość boską, pośpieszcie się, przecież tu chodzi o bezpieczeństwo narodowe! I absolutnie nie może się o tym dowiedzieć opinia publiczna! – odparł histerycznie pułkownik.  (zawsze chodzi o bezpieczeństwo narodowe)
– Robimy, co w naszej mocy, panie pułkowniku. Ale ten eksperyment dowiódł, że można Ich zwabić i unicestwić, to jest jedyny sposób. Wszystkie nasze czujniki wskazują jednoznacznie, że obiekt, oznaczony jako: Alex EBU-354T-09-ER, nie wykazuje już jakichkolwiek oznak życia.
– Czy ten obiekt po dotarciu do pola, mógł coś zobaczyć?
– Krótki błysk oślepiającego, niebieskiego światła, zaraz potem został wchłonięty  (bo to nie był czarny trójkąt tylko czarna dziura). Wiem, że trudno się do tego przyznać panie pułkowniku, ale tak to już jest, kiedy próbuje się tworzyć w tajnych laboratoriach nowy rodzaj, „nad-ludzi”, którzy wychodzą potem spod kontroli w wyniku jakiegoś błędu albo sabotażu. A teraz musimy to naprawiać. Ale jak to zrobić, skoro mieli Oni być: niezniszczalni i wieczni! Jednak mam nadzieje, że eksperyment „Blue Lighting” Ich zatrzyma.  (fajni ci nadludzie – alkoholicy i krótkowidze)
– Oby tak było. – odpowiedział już spokojnie pułkownik Mansters, ponownie zagłębiając się w tekst raportu.  (to w końcu on czytał raport czy konkluzję raportu?)
– Dobrze, majorze. – pułkownik odłożył na biurko plik papierów i zadał pytanie. – Ile potrzebujecie czasu na całkowite wyeliminowanie Ich?
– Miesiąc.  (przypomnijmy, że tyle trwały koszmary Alexa – czyli teraz 52 kolesi będzie miało przez miesiąc koszmary, a potem jednego dnia zwabią ich wszystkich do czarnej dziury)
– W takim razie nie zatrzymuje was, majorze. Działajcie dalej. Jesteście wolni.
Major John McLellan, stuknął obcasami, zasalutował i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

[Środa, 10 czerwca 2015 roku, godz. 3.00. Hotel „Elmar” w mieście Allentown w stanie Pensylwania]

Alan obudził się z przerażeniem w środku nocy, zlany zimnym potem. Znowu go nawiedził ten sam koszmar. Od około miesiąca śni mu się, że idzie jakimś długim korytarzem w całkowicie obcym mu miejscu, a ktoś albo raczej coś idzie za nim, a raczej przesuwa się w jego stronę pod postacią doskonałej czerni. Wtedy zaczyna biec przed siebie, docierając do drzwi oznaczonych czarnym trójkątem z szarą i odwróconą do góry nogami literą T…

(Tyle zachodu i tyle czasu, by zniszczyć 52 nieudane eksperymenty. A jak wpłynęli na ich sny, dlaczego to musi trwać miesiąc? Nie można po prostu zaprosić tych ludzi na – powiedzmy – rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy, i skierować ich, żeby poszli korytarzem do 'biura'? Po co ich gonić? Po co straszyć? Po co?)
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cześć.
Jestem to od niedawna.
Forum do aktywnych nie należy, niemniej i tak tu zaglądam.
Dziś też. I zobaczyłem taki wpis.
Mam ze dwie, może trzy teorie na jego temat, ale żadna nie jest wystarczająco sensowna.
W jakim celu istnieje ten wpis? Ten konkretny, ten tutaj.
Odpowiedz
#3
Chyba odpowiedź jest oczywista. To jest forum literackie. Komentujemy teksty swoje i innych. Ponieważ ten akurat tekst nie znajduje się na naszym forum, więc został wstawiony w odpowiednim dziale z odpowiednią informacją o miejscu źródłowym. Opowiadanie to nie ma klauzuli poufności, można je komentować i wskazywać na błędy logiczne, gramatyczne itp. Dzięki takiej analizie możemy się ustrzec podobnych błędów u siebie – mądrzej jest bowiem uczyć się na cudzych błędach niż na własnych.
Skoro piszesz, że zaglądasz na nasze forum, to zapewne przeczytałeś komentarze pod swoim opowiadaniem. Zatem zapraszam do poprawienia tekstu i docenienia w ten sposób pracy innych, bo robią to nieodpłatnie.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
Cytat:(i po co ta zmiana czasu?)
Bo ludzie nie znają różnicy między narracją trzecioosobową i pierwszoosobową. Poza tym weź, mamy tu bezpośredni wgląd do głowy bohatera, a ty narzekasz. :p
Cytat:Dzięki za pogawędkę. – powiedział z lekką ironią
Uf, dobrze, że tylko z lekką, bo chyba bym zaczęła dokazywać ze śmiechu.
Cytat:w celu wynajęcia jakiegoś niedużego domku z dala od nerwowego i zatłoczonego centrum miasta, ponieważ tylko tam będzie mógł pozbierać myśli, a ma przecież niezwykle ważne zadanie do wykonania.
Kurczę, chciałabym być tak bogata jak ten bohater, żeby móc sobie wynajmować domek tylko po to, żeby sobie w nim pomyśleć.
Cytat:(normalnie na tej wysokości jest wizjer, a tu mamy klamkę).
No co chcesz, praktyczne, można otwierać, kiedy ma się zamknięte ręce. Chociaż nie wiem czym.
Cytat:(fajni ci nadludzie – alkoholicy i krótkowidze)
Tak jest, wiedziałam, że jestem niezwykła, będąc krótkowidzem! :D)
Cytat:Po co ich gonić? Po co straszyć? Po co?
Jak to po co? Dla mhhhhhrrrrrroku! :D

Fajna analiza, Stu, ale tekst chyba jednak jest nieco wyższych lotów niż wcześniejsze, pomijając tę klamkę i sam pomysł, nie razi absolutnym brakiem logiki. Brakuje mi tekstu pokroju tego o laseczce, która projektowała ogród jakiegoś mafioza... :D
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
To fakt, sam tekst nie jest aż taki zły, stąd moja początkowa uwaga, że analiza dotyczy bardziej ambitnego projektu.
Tekst o lasce projektującej ogród ma tyle rozdziałów, że się w głowie nie mieści. Może wybiorę coś i jeszcze do niego wrócę, choć lepiej będzie przeanalizować jakiś świeższy tekst.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
(14-10-2016, 22:25)StuGraMP napisał(a): Dziś bardziej ambitny projekt pochodzący z mojego "nawiedzonego" forumhttp://www.opowi.pl/korytarz-a23830/

–––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––

Alex obudził się z przerażeniem (raczej 'przerażony') w środku nocy, zlany zimnym potem. Znowu go nawiedził ten sam koszmar. Od około miesiąca śni mu się, że idzie jakimś długim korytarzem w całkowicie obcym mu miejscu, a ktoś albo raczej coś idzie za nim, a raczej przesuwa się w jego stronę pod postacią doskonałej czerni. Wtedy zaczyna biec przed siebie, docierając do drzwi oznaczonych czarnym trójkątem (ubikacja dla mężczyzn?) z szarą i odwróconą do góry nogami literą T (a ta odwrócona litera to była nad, pod, w środku trójkąta?... a może pod drzwiami?). I kiedy próbuje je otworzyć, ciągnąc z całej siły za uchwyt, w tym właśnie momencie sen się urywa, wywołując u niego palpitację serca.
Było niezwykle duszno i parno (a na dworze było jasno i widno). Za nieruchomymi firankami otwartego okna niebo rozświetlały, co jakiś czas łuny błyskawic. Nadciągała burza (przed burzą nasila sie wiatr, a tu mamy nieruchome firanki – coś tu nie gra), przesuwając się gdzieś w oddali i pomrukując złowrogo, jakby zapowiadała jakiś nieokreślony kataklizm.
Spojrzał na podświetlony cyferblat radio-budzika, dochodziła 3.00. Usiadł na łóżku, włączając nocną lampkę na stoliku obok. Zapalił papierosa, kładąc się z powrotem z ręką podłożoną pod głowę. Zaczął rozmyślać o tym męczącym, powracającym śnie. Od miesiąca boi się usypiać (kogo? czy to jakiś anestezjolog?), przeciąga jak najdłużej jawę, pijąc kawę za kawą, ale w końcu poddaje się, wpadając w czarne ramiona koszmaru.
Jest coraz gorzej. Zaczyna szwankować jego zdrowie (może to od kawy?). Coraz częściej boli go głowa i brzuch (to też od kawy). Zaczął pić (kawę?). Ostatnio wychodzi do nocnego baru mieszczącego się po drugiej stronie ulicy zawsze wtedy, kiedy budzi się z krzykiem (tak, ten bar przenoszą go tam na czas jego koszmarów, bo normalnie to stoi gdzie indziej). Zrobi to także i tym razem. Znowu pójdzie się upić, aby załagodzić efekty paskudnego samopoczucia i skołatanego umysłu.(i po co ta zmiana czasu?)

[24-godzinny bar „Eden”]

Stanął pod migoczącym nierówno neonem, patrząc na niego przez chwilę, po czym wszedł do środka. Machnął ręką na powitanie barmanowi, którego zdążył już poznać jako milczącego, nieobecnego człowieka (czyli zaprzeczenie normalnego barmana, który powinien zagadnąć, być 'spowiednikiem' – kto mu dał pracę?). Nie można było z nim pogadać, wyżalić się. Lecz z drugiej strony może to i dobrze, ponieważ pozostanie sam na sam ze swoimi myślami (co w tym dobrego?). Nikt nie będzie mu przeszkadzał, nikt nie będzie mu narzucał swojego punktu widzenia. (szukasz samotności i idziesz do baru? – idiota; kup sobie butelkę, idź do domu i pij do lustra)
– To samo, co zawsze? – spytał go barman znudzonym głosem. (i już by mi się odechciało pić)
– Tak.
Postawił pustą szklankę przed nim (szyk), nalewając do niej Whisky i dodając kilka kostek lodu, następnie wrócił do swojego przerwanego zajęcia polegającego na powolnym polerowaniu rozmaitych szklanek, kieliszków i spodków. Robił to niezwykle precyzyjnie, patrząc, co jakiś czas pod światło, czy nie ma smug (no to już wiemy, dlaczego gość tu pracuje – lubi polerować). Alex sączył leniwie alkohol, obserwując w pofalowanym lustrze za ladą swoją dziwnie zniekształconą twarz. Był blady. Miał pod oczami sińce. Był jak widmo, upiorne widmo (a masło jest maślane). Wzdrygnął się momentalnie na samą myśl o prześladującym go koszmarze. W barze był tylko on i barman, który był tak pochłonięty tym jakże monotonnym zajęciem, że w ogóle nie zwracał na niego uwagi. Zachowywał się jak automat. Więc zaczął mu się przyglądać dyskretnie z większą uwagą. Wyglądał dziwnie. Mężczyzna koło 40-tki, niezwykle wysoki i chudy, lekko łysiejący z głęboko osadzonymi oczami oraz cienką kreską zamiast warg. Nos miał raczej spiczasty (nie zauważyłem w tym opisie nic dziwnego – gdyby zamiast nosa miał ucho, to było by dziwnie). I nawet na moment nie przerwał swojej czynności, gdy tuż za oknami baru przejechał ulicą radiowóz na sygnale. Gość się już pewnie tak wrył w swój fach, że nawet gdybym wyjął rewolwer i przystawił mu go do skroni, to i tak pewnie by tego nie zauważył. – pomyślał, uśmiechając się mimowolnie. (zastrzeliłbyś takiego, a ten by tego nie zauważył i umarłby dopiero po tygodniu)
Spojrzał na zegarek – dochodziła 4.30. Więc to już tyle czasu tu siedzę? – ech, czego to alkohol nie robi z człowiekiem (no tak – osiągnąłeś dno człowieczeństwa). – westchnął już w zdecydowanie lepszym nastroju. (a gdzie myślnik?) No dobra, czas na mnie, muszę wracać do hotelu. Dzięki za pogawędkę. – powiedział z lekką ironią do wciąż milczącego barmana, kładąc na blacie odliczoną kwotę.

[Piątek, 5 czerwca 2015 roku. W centrum Abilene]

W budynku firmy Echelton & Melmark panuje wyjątkowy tłok. Jest umówiony (kto? i czemu znowu zmiana czasu?) na 14.45 z agentem od nieruchomości, w celu wynajęcia jakiegoś niedużego domku z dala od nerwowego i zatłoczonego centrum miasta, ponieważ tylko tam będzie mógł pozbierać myśli, a ma przecież niezwykle ważne zadanie do wykonania.
Miał już wejść na piętro firmy, kiedy zadzwonił jego telefon komórkowy. To dzwonił agent, który mu oznajmił, że się spóźni jakąś godzinę, ponieważ utknął w korku. Zatem nie pozostało mu nic innego jak pokręcić się tu i ówdzie. Poszedł, zatem do głównego hallu pooglądać galerię zdjęć różnych osiedli. Zachciało mu się pić, więc zaczął szukać wzrokiem automatu z napojami. Znalazł go dopiero w samym kącie pomieszczenia. Powinni go byli jeszcze bardziej schować. – syknął wyraźnie poirytowany. (ciekawe, co go takiego zasłoniło? zdjęcia, które wisiały na ścianach holu? – moja wyobraźnia tego nie ogarnia) Podszedł do niego i już miał wrzucić monetę do szczeliny, kiedy coś przykuło jego wzrok. W ciemnym zagłębieniu z dala od ludzi, dostrzegł nieduże drzwi, ale nie to było powodem jego zainteresowania, tylko ich oznakowanie, które wydawało mu się dziwnie znajome. Podszedł bliżej i stanął jak wryty. Na drzwiach widniał symbol w postaci czarnego trójkąta z szarą i odwróconą do góry nogami literą T (ale litera 'T' ma tylko jedna nogę). Serce omal nie wyskoczyło mu z piersi. Przecież to niemożliwe! – wycedził przez zęby. – To nie może być prawda! Zobaczył kątem oka zbliżającego się mężczyznę w czarnym garniturze. Szedł w kierunku windy, która była obok (czyli winda też była z dala od ludzi?). Zatem udał, że szuka odpowiedniej monety do automatu. Mężczyzna w garniturze podszedł do windy, nacisnął guzik, a w oczekiwaniu na nią wyjął telefon komórkowy i coś w nim sprawdzał. Po chwili krótki sygnał oznajmił, że winda jest już na miejscu. Drzwi się otworzyły. Mężczyzna wszedł do niej, nie odrywając wzroku od telefonu, a kiedy zamknęły się za nim (dwa domyślne podmioty w jednym zdaniu – rewelacja), Alex odetchnął z ulgą. Rozejrzał się dyskretnie za siebie i jak gdyby nigdy nic ruszył ku tajemniczemu wejściu.
W środku panował półmrok. Znalazł się pomieszczeniu mającym około 10 metrów kwadratowych. Był to przedsionek do czegoś jeszcze. Na wprost niego znajdowały się kolejne drzwi. W kącie pod ścianą stał metalowy wieszak z haczykami (a niby z czym miał być ten wieszak? z gumką do włosów?), a na nich wisiały jakieś blaszane tabliczki z dziwnymi oznaczeniami. Przejrzał je i ruszył w kierunku drugiego wejścia, które miało taki sam symbol jak to pierwsze. Nacisnął delikatnie klamkę i wszedł (pomieszczenia niezamknięte na klucz, nikogo w środku – każdy może sobie wejść i robić co chce?). Tu było zupełnie inaczej, choć to również był przedsionek, ale o planie trójkąta. Wysoki na około pięć metrów, a ściany po bokach schodziły się do kolejnych drzwi, ale wąskich na około metr i wysokich na pięć. Przeszedł mu po plecach dreszcz. Coś go niesamowicie przyciągało, tylko nie wiedział, co. Wszystko wyglądało tak jak w tych koszmarnych snach, tylko teraz całkowicie realnie!
Podszedł do tych dziwnych drzwi i lekko szarpnął za okrągłą gałkę, która znajdowała się na wysokości jego oczu (normalnie na tej wysokości jest wizjer, a tu mamy klamkę). Zajrzał do środka i…to był korytarz! Wysoki na około pięć metrów i szeroki na metr (absurdalne wymiary). Co to jest u licha? – szepnął. – jakiś węzeł klimatyzacyjny? – ciąg do jakiegoś generatora? – ale dlaczego nie ma żadnych kabli, ani rur? – pomyślał wyraźnie podekscytowany. Korytarz był bardzo długi. Być może miał nawet około 100 metrów (piętrowy budynek o długości co najmniej 100 metrów – ładne biuro nieruchomości). Na suficie w odstępie kilku metrów rozmieszczone były jarzeniówki, dając nieprzyjemne, zimne światło. Niektóre były zepsute, co powodowało miejscowe zaciemnienia (jakaś biedna ta firma, skoro nie stać ją na wymianę jarzeniówek). Miał nieodparte odczucie, jakby się znalazł na szpitalnym oddziale albo w jakimś laboratorium. Ruszył przed siebie, stawiając krok za krokiem (a można inaczej iść?). Na początku bardzo niepewnie. Nie było widać, co się znajduje na końcu, poza czarnym punktem  (tam dalej w ogóle nie było jarzeniówek? to raptem 100 metrów, a on widzi czarny punkt – pewnie później się okaże, że to nie punkt, tylko kolejny czarny trójkąt). Ale musiał tam iść. Po prostu musiał! Po kilku metrach zawahał się, czy iść dalej (to w końcu musiał iść czy nie). Wydawało mu się, że te ściany zaraz się na niego zwalą, że go zmiażdżą! Narastała u niego klaustrofobia. Wydawało mu się (coś dużo rzeczy mu się wydaje), że ściany oddychają. Czuł na twarzy powiew chłodnego powietrza niosącego zapach piwnicznej stęchlizny (skąd ten zapach na parterze w biurowcu, który zapewne ma klimatyzację) i czegoś nieokreślonego, tajemniczego. Postanowił przyśpieszyć kroku. Okazało się, że korytarz schodził minimalnie w dół (i ze stu metrów nie było tego widać; swoją drogą, niezły był ten architekt). Przestał się już zastanawiać nad ewentualnymi konsekwencjami swojego wtargnięcia. Szedł przed siebie równo i coraz bardziej zamaszyście. Szedł ku czarnej otchłani.
Kiedy był mniej więcej w połowie drogi (czyli 50 metrów korytarza) usłyszał za sobą odgłos, jakby coś metalicznego upadało na posadzkę. Odwrócił się za siebie, ale nic nie dostrzegł. Zastanowił się przez chwilę, co to mogło być i przyszedł mu tylko na myśl ów metalowy wieszak z dziwnym blaszkami (wieszak go śledził?). Przeciąg? – pomyślał (jaki przeciąg przewróci metalowy wieszak – musi tak wiać, że można puszczać szybowce z żelbetonu). – czy może ktoś albo coś ruszyło za nim w pościg? Odwrócił się jeszcze raz i dostrzegł właśnie to coś, co zbliżało się powoli do niego, coś czarnego, doskonale czarnego! Serce stanęło mu w gardle z przerażenia. Szarpnął do przodu, niemal skowycząc w popłochu. Biegł przed siebie, obijając się o ściany. Dostrzegł w końcu drzwi ze znajomym mu symbolem (jakie te 100 metrów długie, a on ma chyba poważne problemy ze wzrokiem, żeby nie widzieć drzwi z kilkudziesięciu metrów). Nie oglądał się za siebie, ale czuł, że to coś jest coraz bliżej, coś niewyobrażalnie strasznego. Jego jedyna droga ucieczki prowadziła właśnie przez te tajemnicze drzwi. Zostało mu jakieś 10 metrów, 5. Wreszcie dopadł okrągłego uchwytu i szarpnął z całej siły, drzwi się nie otworzyły, więc konając niemal ze strachu szarpnął drugi raz. Drzwi puściły. I wtedy oślepiło go jaskrawo-niebieskie światło.

[Wtorek, 9 czerwca 2015 roku, godz. 12.30. Baza Sił Powietrznych Nellis w stanie Nevada. Główna siedziba eksperymentu „Blue Lighting”]

Pułkownik Greg Mansters, zaznajamiał się z konkluzją raportu majora Johna McLellana, z którego jasno wynikało, że obiekt oznaczony symbolem: Alex EBU-354T-09-ER, został całkowicie wyeliminowany.
– Ilu ich jeszcze zostało? – zapytał się pułkownik majora.
– 52
– Aż tylu?
– Niestety tak, panie pułkowniku.
– Panie majorze, na miłość boską, pośpieszcie się, przecież tu chodzi o bezpieczeństwo narodowe! I absolutnie nie może się o tym dowiedzieć opinia publiczna! – odparł histerycznie pułkownik.  (zawsze chodzi o bezpieczeństwo narodowe)
– Robimy, co w naszej mocy, panie pułkowniku. Ale ten eksperyment dowiódł, że można Ich zwabić i unicestwić, to jest jedyny sposób. Wszystkie nasze czujniki wskazują jednoznacznie, że obiekt, oznaczony jako: Alex EBU-354T-09-ER, nie wykazuje już jakichkolwiek oznak życia.
– Czy ten obiekt po dotarciu do pola, mógł coś zobaczyć?
– Krótki błysk oślepiającego, niebieskiego światła, zaraz potem został wchłonięty  (bo to nie był czarny trójkąt tylko czarna dziura). Wiem, że trudno się do tego przyznać panie pułkowniku, ale tak to już jest, kiedy próbuje się tworzyć w tajnych laboratoriach nowy rodzaj, „nad-ludzi”, którzy wychodzą potem spod kontroli w wyniku jakiegoś błędu albo sabotażu. A teraz musimy to naprawiać. Ale jak to zrobić, skoro mieli Oni być: niezniszczalni i wieczni! Jednak mam nadzieje, że eksperyment „Blue Lighting” Ich zatrzyma.  (fajni ci nadludzie – alkoholicy i krótkowidze)
– Oby tak było. – odpowiedział już spokojnie pułkownik Mansters, ponownie zagłębiając się w tekst raportu.  (to w końcu on czytał raport czy konkluzję raportu?)
– Dobrze, majorze. – pułkownik odłożył na biurko plik papierów i zadał pytanie. – Ile potrzebujecie czasu na całkowite wyeliminowanie Ich?
– Miesiąc.  (przypomnijmy, że tyle trwały koszmary Alexa – czyli teraz 52 kolesi będzie miało przez miesiąc koszmary, a potem jednego dnia zwabią ich wszystkich do czarnej dziury)
– W takim razie nie zatrzymuje was, majorze. Działajcie dalej. Jesteście wolni.
Major John McLellan, stuknął obcasami, zasalutował i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

[Środa, 10 czerwca 2015 roku, godz. 3.00. Hotel „Elmar” w mieście Allentown w stanie Pensylwania]

Alan obudził się z przerażeniem w środku nocy, zlany zimnym potem. Znowu go nawiedził ten sam koszmar. Od około miesiąca śni mu się, że idzie jakimś długim korytarzem w całkowicie obcym mu miejscu, a ktoś albo raczej coś idzie za nim, a raczej przesuwa się w jego stronę pod postacią doskonałej czerni. Wtedy zaczyna biec przed siebie, docierając do drzwi oznaczonych czarnym trójkątem z szarą i odwróconą do góry nogami literą T…

(Tyle zachodu i tyle czasu, by zniszczyć 52 nieudane eksperymenty. A jak wpłynęli na ich sny, dlaczego to musi trwać miesiąc? Nie można po prostu zaprosić tych ludzi na – powiedzmy – rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy, i skierować ich, żeby poszli korytarzem do 'biura'? Po co ich gonić? Po co straszyć? Po co?)

Muszę to przerobić szczegółowo, bo powiem ci, Stu, że ten bar pojawiający się po drugiej stronie ulicy zawsze wtedy, kiedy gość się budzi, to jest coś. Twoje uwagi, na przykład ta o kiblu albo o kawie, tak mnie ujęły, że śmiałam się w głos, aż obudziłam swojego dzieciaka.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(14-10-2016, 22:25)StuGraMP napisał(a): (Tyle zachodu i tyle czasu, by zniszczyć 52 nieudane eksperymenty. A jak wpłynęli na ich sny, dlaczego to musi trwać miesiąc? Nie można po prostu zaprosić tych ludzi na – powiedzmy – rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy, i skierować ich, żeby poszli korytarzem do 'biura'? Po co ich gonić? Po co straszyć? Po co?)

Ano po to, żeby opowiadanie powstało. Ot i tajemnica rozwiana.
Kilka luźnych uwag Gin po zaznajomieniu się z treścią:
1. Narracja czasu się pieee... dodaje pieprzu do potraw jak króliki.
2. Stu – masz całkowitą rację – jeżeli ktoś chce się upić na smutno i w samotności, to picie alkoholu w domu, do lustra, kupionego w markecie jest dużo lepsze. Przede wszystkim tańsze, ot co.
3. Czarny trójkąt z literą T... nie chodzi przypadkiem o literę Y?
4. Ten wieszak mógłby być z gumką od majtek, a do niego szpargały przyczepione spinaczami na pranie.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  [ANALiza] Róże rzucone na ziemię Nidrax 3 1,462 01-07-2016, 18:46
Ostatni post: Nidrax
  [ANALiza] Nienawidź i kochaj braciszka Nidrax 0 1,598 13-08-2015, 14:59
Ostatni post: Nidrax
  [ANALiza] Śląskie wampiry, koputery i Wielkie Młyny Nidrax 1 1,584 18-06-2015, 14:56
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości