Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ostatnia Ekspedycja
#1
Witajcie, jest to mój pierwszy tekst do którego chce przysiąść na poważnie. Pisze już od jakiegoś czasu starając się wykorzystać to co kiedyś już napisałem. Moja pierwsza próba napisania czegokolwiek, czyli jakieś 7 lat temu, skończyła się na prologu następnie nie miałem czasu, weny i chęci. Opuściłem fabułę i bohatera więc teraz zaczynam od nowa. Zdaje sobie sprawę z tego że tekst kuleje i ma wiele do zarzucenia. Dlatego właśnie chcę się nim podzielić z wami, nie sposób pisać coś i cieszyć się swoim postępem samemu ponieważ to co do mnie może wydawać się dobre, dla innych może okazać się mierne a nie chodzi o to żeby podobało się tylko mi ;) Tak więc proszę o wyrozumiałość jak i również krytykę, jest mi naprawdę potrzebna. :)











Ostatnia Ekspedycja
Zapadł zmierzch. Trakt „Złotego Szlaku” tonął coraz szybciej w ciemnościach, gdy ostatnie z promieni słońca chowały się za koronami drzew Wiecznego Lasu.
     Zakapturzony jeździec w czerni zatrzymał swojego wierzchowca, zeskoczył z siodła i chwytając za uzdy, poprowadził go w głąb lasu.. Z przypasanej na grzbiecie konia torby wyciągnął małą latarenkę z czarnymi szybkami, otworzył drzwiczki i wsunął rękę do środka. Ułożył palec wskazujący i kciuka w gest, między opuszkami jego palców pojawiła się mała kuleczka ognia która podpaliła knot świecy. Teren wokół zalała głęboko ciemna czerwona poświata. Taki kolor światła pozwalał mu zobaczyć cokolwiek w czarnym lesie jednocześnie będąc spektrum które w nocy jest najmniej widoczne.
     Ethan znał ten szlak bardzo dobrze, wiedział że musi zachować ostrożność, szczególnie nocą, ze względu na bandytów panoszących się po tych lasach i czyhających na sakwy podróżnych i kupców. Mało było świadków takich napadów, ponieważ tutejsi bandyci nie rabowali lecz zabijali a bezpański towar porzucony w lesie uznawali za znaleziony. Nie byli tacy zawsze, rozzuchwalili się po tym jak Królestwo przegrywało wojnę na dwa fronty. Wielu żołnierzy zginęło w bitwach, w królestwie zapanował chaos, szczególnie w tym regionie. Szlak wraz z podróżującymi pozostawiony był na pastwę losu. Nie wielu z reszta odważyło się tędy przechadzać. Wielu twierdziło że bandyci to zwykli, opłacani przez wrogie księstwo partyzanci, jedynie tak można było wytłumaczyć zuchwałe zachowanie bandytów.
     Prowadząc za sobą konia, przedzierał się przez krzewy, musiał iść z wyciągnięta` przed siebie ręką aby odsuwać gałęzie które w innym wypadku poraniły by mu twarz. Ostrorośla nie bez przyczyny zostały tak nazwane, kolce tych roślin były tak ostre i twarde jak gdyby były z samej stali. Niektórzy zauważyli potencjał tej rośliny, używając kolców jako amunicji do dmuchawek, broni szczególnie uwielbianej przez grono skrytobójców. Las gęstniał coraz bardziej a im dalej się w niego zgłębiali tym intensywniej słychać było szum pobliskiego strumienia. |Kiedy w końcu do niego dotarli rozejrzał się za odpowiednim drzewem. Brzózka blisko strumienia wydawała się dobrym miejscem aby przywiązać klacz na noc, mogła ona tam swobodnie zaczerpnąć wody a rosnąca przy brzegu wysoka trawa zaspokoiła by jej apetyt. Przywiązał uzdy do brzózki i poklepał czule przyjaciółkę po łbie.

     -Iris, tutaj zatrzymamy się na noc. niestety tym razem nie zatrzymamy się w stajni- uśmiechnął się do niej – rankiem ruszymy w drogę a po południu powinniśmy dotrzeć do jakiegoś zajazdu. Klacz zerknęła na niego czarnymi inteligentnymi oczyma, prychneła z dezaprobatą i uciekła wzrokiem udając ze jej to nie interesuje. Poklepał ją raz jeszcze, śmiejąc się.

     -Wynagrodzę ci te trudy jak dojedziemy do celu, ostatnio stałaś się strasznie kapryśna księżno Iris. – powiedział z nutką ironii a na jego twarzy wymalował się dyskretny drwiący uśmieszek.

     Spoglądała na niego jeszcze chwile z grymasem i nachyliła łeb do strumyka ignorując go. Była przyzwyczajona do takich sytuacji, ale zawsze dla zasady lubiła ponarzekać.
Noc była ciepła a niebo wysypane wyraźnie gwiazdami. Ethan uznał że nie było sensu stawiać szałasu na noc bo na burze się nie zapowiadało. Ściągnął więc torby z grzbietu Iris, rozpakował i rozwinął na ściółce wygarbowaną skórę niedźwiedzia, której używał jako koca w zimniejsze dni. Z pleców zdjął łuk i kołczan ze strzałami układając je koło posłania. Miał jeszcze w sakwie kawałek suszonego łososia, przekąsił trochę a resztę zostawił na później. Iris zadowoliła się trawą rosnącą przy brzegu strumienia. Musiał oszczędzać racje, na polowanie nie było czasu a ostatnia wędrówka cały czas się opóźniała, wraz z nią przesyłka którą miał dostarczyć.
     Ethan był włóczęgą i awanturnikiem. W taki sposób zarabiał na życie odkąd jako młody chłopak musiał uciec z rodzinnej wioski aby uratować swoje życie. Jak się później okazało, nie miał już gdzie ani do nikogo wracać. Zwiedził w trakcie swojego młodego jeszcze życia wiele miejsc na świecie, podejmował się różnych zadań, wszystko zależało od stopnia ryzyka i oferowanej mu nagrody. Cenił swoje umiejętności i zarazem należał do najlepszych w swoim fachu.

     -Dobrej nocy Iris- powiedział.

Położył się na skórze, zdmuchnął świecę latarenki i odwrócił na bok, sam nie pewny czy zdoła tej nocy zasnąć choć na chwilę... Tak jak przewidział, kręcił się długi czas i zmieniał pozycje aż ostatecznie położył się na plecach. Zamyślił się chwile wpatrując się w połyskujące gwiazdy. Przypomniało się mu dzieciństwo które spędzał w rodzinnym domu na farmie pradziada. Letnimi wieczorami zwykli przesiadywać przy ognisku na polanie za gospodarstwem, często przyglądali się tym małym świecącym punktom na nieboskłonie. Pradziad opowiadał mu o nich dużo, mówił o odległych światach, podobnych do tego na którym żyli, zamieszkanych przez wysokie istoty. Odwiedzały one ich przodków i nauczyli ich władać magią. Zawsze lubił słuchać jego opowieści, dzięki niemu złapał już wcześniej haczyk do podróżowania. Nie zapomniał o tragedii którą przeżył, ból który doskwierał mu po stracie pradziada i reszty rodziny wracał wraz z wspomnieniami. Jednak gdyby nie ta sytuacja pewnie nie udało by mu się tyle osiągnąć. Starał się być szczęśliwy, robił to co najbardziej lubi, podróże pomagały mu ukoić ból.
     Gwiazdozbiór bogini Vivet jaśniał tej nocy jeszcze bardziej niż zwykle, co zainteresowało Ethana, jednak nie myślał on wtedy co to może oznaczać i czy w ogóle miało jakieś znaczenie. Napawał się tym pięknym widokiem jeszcze przez chwilę i wtem, zauważył że Iris zaczęła nerwowo przebierać kopytami, rozglądając się wokół. Zerwał się na równe nogi chwytając za kołczan i łuk, uspokoił Iris i zaczął badać teren. Wspiął się na pobliskie drzewo i rozglądając się wokół, zatrzymał wzrok na światłach które zobaczył na szlaku. Zorientował się że to jeźdźcy w zbrojach dzierżący pochodnie. Ich blask odbijał się w polerowanych napierśnikach, zaraz za czterema wojami na przedzie toczył się wóz kupiecki po bokach osłaniany przez czterech kuszników, pochód zamykała kolejna czteroosobowa grupa jeźdźców. Ethan zeskoczył z drzewa i ruszył w stronę szlaku, starał się to robić bezszelestnie. Po chwili zbliżył się do kawalkady i będąc pięćdziesiąt stóp od nich, zauważył że ciężko zbrojni nie wyglądali na rycerzy królestwa, byli raczej najemnikami mającymi za zadanie doprowadzić kupca do celu.

     -Skoro zdecydowali się ruszyć w nocy to muszą próbować przewieźć jakiś tajny, cenny towar. – pomyślał– Jednak są ignorantami lub głupcami skoro tak lekceważą niebezpieczeństwo związane z nocną wędrówką po tych lasach.

Obstawa jednak nie była licha, tuzin zbrojnych wojów na koniach poruszało się w formacji z karawaną w środku. Niektórzy z nich dzierżyli lekkie kusze inni lance i półtora ręczne miecze. Przypatrywał się im uważnie przez chwilę, w lewej dłoni trzymał łuk a w prawej strzałę nasuniętą na cięciwę. Musiał być gotowy na każdą ewentualność. Gdyby doszło do walki wręcz również miał by się czym bronić, do pasa przymocowaną miał pochwę z krótkim mieczem oraz dwa ukryte sztylety. Jeden w bucie, drugi schowany był pod rękawicą. |Miał zamiar przeczekać w krzakach aż jezdzcy się oddalą. Gdyby nie ważna przesyłka którą miał dostarczyć do Rovenveld pewnie podążał by za nimi i spróbował dowiedzieć się czegoś więcej o ładunku. Czając się w cieniu nagle po drugiej stronie szlaku usłyszał trzask pękającego drewna. W normalnym wypadku każdy pomyślał by że to jakieś zwierzę nadepnęło na gałąz jednak to co zaczęło się dziać zaraz później rozwiało jego wątpliwości.
     Świst pędzącej strzały przeszył mrok lasu pędząc w kierunku kusznika na koniu. Strzała wbiła się w ciało z charakterystycznym dzwiekiem. Dzwiękiem wbijanego przez rzeźnika noża w mięso martwej świni. Pocisk trafił w szczelinę między napierśnikiem a hełmem, człowiek odruchowo chwycił oburącz za szyję, upuszczając pochodnie. Kiedy zsuwał się z konia, próbował wykrzyczeć coś przez przestrzeloną krtań jednak wydobył się tylko cichy świst. W momencie gdy ciało runęło w błoto na zbrojnych spadł grad strzał. Mężczyźni zdezorientowani i zaskoczeni atakiem zaczęli nerwowo szukać przeciwników zeskoczyli z koni, osoba z tyłu zaczęła gorączkowo wydawać rozkazy. Wojowie rozpierzchli się część ruszyła w stronę z której nadlatywały kolejne strzały. Las był zbyt gęsty aby prowadzić tam konną walkę. Część z pocisków chybiło, inne ześlizgiwały się po pancerzach i hełmach. Jeden z koni przeszyty strzałami stając dęba przewrócił się na bok przygniatając najemnika i łamiąc mu żebra. Kusznicy którzy pozostali na koniach nerwowo rozglądali się zataczając koła i wyszukując celów. Ethan jeszcze w szoku, spostrzegł że jeden z zbrojnych wypatrzył go w krzakach i ruszył w jego stronę z okrzykiem i uniesionym półtora ręcznym mieczem nad głową.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(21-09-2016, 21:31)Voidmaster napisał(a): Ostatnia Ekspedycja

Trakt „Złotego Szlaku” tonął coraz szybciej w ciemnościach, gdy ostatnie z promieni słońca chowały się za koronami drzew Wiecznego Lasu.("Złoty Szlak" to nie tytuł, jak sądzę, więc bez cudzysłowu. I jeśli jest to nazwa drogi, to usunęłabym to "trakt" – już samo "szlak" załatwia sprawę. Chyba że to określenie czegoś więcej)

   Zakapturzony jeździec w czerni zatrzymał swojego wierzchowca, zeskoczył z siodła i chwytając za uzdy(uzdę), poprowadził go w głąb lasu..(zbędna kropka)

Z przypasanej(przytroczonej) na grzbiecie konia(do siodła) torby wyciągnął małą latarenkę z czarnymi szybkami, otworzył drzwiczki i wsunął rękę do środka.

Ułożył palec wskazujący i kciuka w gest(W jaki gest? Czytający ma się sam domyślać?), między opuszkami jego palców pojawiła się mała kuleczka ognia(przecinek) która podpaliła knot świecy.

Teren wokół zalała głęboko ciemna czerwona (Za dużo tego. "Ciemnoczerwona poświata" w zupełności wystarczy) poświata. Taki kolor światła pozwalał mu zobaczyć cokolwiek w czarnym lesie (przecinek) jednocześnie będąc spektrum(przecinek) które w nocy jest najmniej widoczne.

Ethan znał ten szlak bardzo dobrze, wiedział(przecinek) że musi(musiał) zachować ostrożność, szczególnie nocą,(zbędny przecinek) ze względu na bandytów panoszących się po tych lasach i czyhających na sakwy podróżnych i kupców.

Mało było świadków takich napadów, ponieważ tutejsi bandyci nie rabowali(przecinek) lecz zabijali(przecinek) a bezpański towar porzucony w lesie uznawali za znaleziony. (Czyli niczym nie różnili się od zwyczajnych bandytów :p)

Nie byli tacy zawsze, rozzuchwalili się po tym(przecinek) jak Królestwo(królestwo – to nie jest nazwa własna) przegrywało wojnę na dwa fronty. Wielu żołnierzy zginęło w bitwach, w królestwie zapanował chaos, szczególnie w tym regionie.

Nie wielu(Niewielu) z reszta(Z jaką resztą? "Zresztą") odważyło się tędy przechadzać(przechodzić – "przechadzać się" znaczy "spacerować", a nie o tym tutaj mowa). Wielu twierdziło(przecinek) że bandyci to zwykli, opłacani przez wrogie księstwo partyzanci, jedynie tak można było wytłumaczyć zuchwałe zachowanie bandytów.(Jak dla mnie nie jest to jedyne i najbardziej oczywiste wyjaśnienie – gdyby bandyci nie byli zuchwali, nigdy by nie zdecydowali się na taki proceder. Jeśli sytuacja w państwie była kiepska, tym bardziej)

Prowadząc za sobą konia, przedzierał się przez krzewy, musiał iść z wyciągnięta`(ą – co to za dziwny apostrof?) przed siebie ręką(przecinek) aby odsuwać gałęzie (przecinek)które w innym wypadku poraniły by mu twarz. (Zbędne – wiadomo, po co odsuwa się gałęzie)

Niektórzy zauważyli potencjał tej rośliny, używając kolców jako amunicji do dmuchawek, broni szczególnie uwielbianej przez grono(zbędne) skrytobójców.

Las gęstniał coraz bardziej (przecinek)a im dalej się w niego zgłębiali(zagłębiał – szedł sam) (przecinek)tym intensywniej słychać było szum pobliskiego strumienia. |(Skąd ta kreska?)Kiedy w końcu do niego dotarli(dotarł – szedł sam, chyba że przegapiłam moment, w którym ktoś się dołączył)(przecinek) rozejrzał się za odpowiednim drzewem. Brzózka blisko strumienia wydawała się dobrym miejscem(przecinek) aby przywiązać klacz na noc, mogła ona tam swobodnie zaczerpnąć wody(przecinek) a rosnąca przy brzegu wysoka trawa zaspokoiła by(zaspokoiła) jej apetyt. Przywiązał uzdy(uzdę) do brzózki i poklepał czule przyjaciółkę po łbie.(Moment, on przeciskał się przez gąszcz tak ostrych krzewów razem z koniem? W życiu nie wprowadziłby tam zwierzaka, chyba że siłą, a nawet gdyby koń pozwolił prowadzić się przez coś takiego, skończyłby cały poraniony. Z koniem nie pcha się do gęstych lasów, a w kolczaste gąszcze zwłaszcza)

 –(spacja)Iris, tutaj zatrzymamy się na noc. n(N)iestety tym razem nie zatrzymamy się w stajni(kropka, spacja)– u(U)śmiechnął się do niej(kropka) – r(R )ankiem ruszymy w drogę(przecinek) a po południu powinniśmy dotrzeć do jakiegoś zajazdu. (od nowego akapitu)Klacz zerknęła na niego czarnymi inteligentnymi oczyma, prychneła(–ęła) z dezaprobatą i uciekła wzrokiem (przecinek)udając (przecinek)ze(że) jej to nie interesuje.

-Wynagrodzę ci te trudy(przecinek) jak dojedziemy do celu, ostatnio stałaś się strasznie kapryśna(przecinek) księżno Iris.(zbędna kropka – powiedział z nutką ironii(przecinek) a na jego twarzy wymalował się dyskretny drwiący uśmieszek.

Spoglądała na niego jeszcze chwile(ę) z grymasem i nachyliła łeb do strumyka(przecinek) ignorując go. Była przyzwyczajona do takich sytuacji, ale zawsze dla zasady lubiła ponarzekać. (To jest koń. Konie nie narzekają, w każdym razie narzekaniem tego nazwać nie można. I nie robią grymasów)

Noc była ciepła(przecinek) a niebo wysypane upstrzone wyraźnie gwiazdami.

Ethan uznał(przecinek) że nie było sensu stawiać szałasu na noc (przecinek)bo na burze się nie zapowiadało. (Szałas chroni nie tylko przed burzą, ale też przed wiatrem i trochę przed chłodem. Jak dla mnie sensownym wytłumaczeniem niestawiania szałasu byłaby ciepła noc, a nie brak burzy)

Z pleców zdjął łuk i kołczan ze strzałami (przecinek)układając(po czym/a potem ułożył – tu taki imiesłów nie pasuje) je koło posłania.

Miał jeszcze w sakwie kawałek suszonego łososia, przekąsił trochę(przecinek) a resztę zostawił na później.

Musiał oszczędzać racje, na polowanie nie było czasu(przecinek) a ostatnia wędrówka cały czas się opóźniała, wraz z nią przesyłka(dostarczenie przesyłki – sama przesyłka nie mogła się opóźniać)(przecinek) którą miał dostarczyć.

  Ethan był włóczęgą i awanturnikiem.(Czyli co robił dokładnie? Bycie włóczęgą i awanturnikiem niewiele mówi o tym, czym się zajmował, za to sugeruje uczestniczenie w bójkach na przykład. Po tym, co napisałeś dalej wnioskuję, że podejmował się różnych prac za pieniądze, według mnie właśnie coś w tym stylu wypadałoby napisać, by udzielić konkretnej informacji) W taki sposób zarabiał na życie (przecinek)odkąd jako młody chłopak musiał uciec z rodzinnej wioski(przecinek) aby uratować swoje życie. Jak się później okazało, nie miał już gdzie ani do nikogo wracać. Zwiedził w trakcie swojego młodego(krótkiego) jeszcze życia wiele miejsc na świecie, podejmował się różnych zadań, wszystko zależało od stopnia ryzyka i oferowanej mu nagrody. Cenił swoje umiejętności i zarazem należał do najlepszych w swoim fachu.(Przydałoby się ten "fach" jakoś nazwać, bo jak już mówiłam, "włóczęga i awanturnik" niewiele mówi o tym, czym się zajmował. Poza tym nie napisałeś nic, co poinformowałoby czytającego, jakie naprawdę ma umiejętności, które mógłby cenić)
(spacja)Dobrej nocy (przecinek)Iris- powiedział.

Położył się na skórze, zdmuchnął świecę latarenki i odwrócił na bok, sam nie pewny(niepewny) (przecinek)czy zdoła tej nocy zasnąć choć na chwilę... Tak jak przewidział, kręcił się długi czas i zmieniał pozycje(przecinek) aż ostatecznie położył się na plecach. Zamyślił się chwile(ę)(przecinek) wpatrując się w połyskujące gwiazdy.

Przypomniało się mu dzieciństwo (przecinek)które spędzał w rodzinnym domu na farmie pradziada.

Pradziad opowiadał mu o nich dużo, mówił o odległych światach, podobnych do tego(przecinek) na którym żyli, zamieszkanych przez wysokie istoty.

Odwiedzały one ich przodków i nauczyli(nauczyły) ich władać magią. Zawsze lubił słuchać jego opowieści, dzięki niemu złapał już wcześniej haczyk do podróżowania.(Złapać haczyk oznacza sytuację, kiedy ktoś daje się podpuścić. Tutaj nie pasuje do kontekstu. Chodziło tu o "złapał bakcyla", chociaż mnie to do klimatu fantasy zupełnie nie pasuje)

Nie zapomniał o tragedii(przecinek) którą przeżył, ból(przecinek) który doskwierał mu po stracie pradziada i reszty rodziny wracał wraz z wspomnieniami. Jednak gdyby nie ta sytuacja (przecinek)pewnie nie udało by mu się tyle osiągnąć. Starał się być szczęśliwy, robił to (przecinek)co najbardziej lubi(lubił), podróże pomagały mu ukoić ból.

Gwiazdozbiór bogini Vivet jaśniał tej nocy jeszcze bardziej niż zwykle, co zainteresowało Ethana, jednak nie myślał on wtedy (przecinek)co to może(mogło) oznaczać i czy w ogóle miało jakieś znaczenie.

Napawał się tym pięknym widokiem jeszcze przez chwilę i wtem, (zbędny przecinek)zauważył (przecinek)że Iris zaczęła nerwowo przebierać kopytami, rozglądając się wokół.

Zerwał się na równe nogi(przecinek) chwytając za kołczan i łuk, uspokoił Iris i zaczął badać teren.

Wspiął się na pobliskie drzewo i rozglądając się wokół, zatrzymał wzrok na światłach(przecinek) które zobaczył na szlaku. Zorientował się (przecinek)że to jeźdźcy w zbrojach dzierżący pochodnie.

Po chwili zbliżył się do kawalkady i będąc pięćdziesiąt stóp od nich, (zbędny przecinek)zauważył (przecinek)że ciężko zbrojni(ciężkozbrojni) nie wyglądali na rycerzy królestwa, byli raczej najemnikami mającymi za zadanie doprowadzić kupca do celu.

-Skoro zdecydowali się ruszyć w nocy(przecinek) to muszą próbować przewieźć jakiś tajny, cenny towar. (zbędna kropka)– pomyślał(kropka)– Jednak są ignorantami lub głupcami(przecinek) skoro tak lekceważą niebezpieczeństwo związane z nocną wędrówką po tych lasach. (Jak dla mnie trochę bez sensu to posądzenie, skoro sam później piszesz, że kawalkada była dobrze obstawiona. Czego mieli się w takim wypadku bać? Bandyci głupi nie są, musieliby mieć naprawdę olbrzymią grupę, żeby zagrozić takim ludziom)

Obstawa jednak nie była licha, tuzin zbrojnych wojów na koniach poruszało się w formacji z karawaną w środku. (Oni wszyscy razem, w sensie kupcy i najemnicy, tworzyli karawanę)

Niektórzy z nich dzierżyli lekkie kusze(przecinek) inni lance i półtora ręczne(półtoraręczne) miecze. Przypatrywał się im uważnie przez chwilę, w lewej dłoni trzymał łuk(przecinek) a w prawej strzałę nasuniętą na cięciwę.

Gdyby doszło do walki wręcz(przecinek) również miał by(miałby) się czym bronić, do pasa przymocowaną miał pochwę z krótkim mieczem oraz dwa ukryte sztylety.

Jeden w bucie, drugi schowany był pod rękawicą.(To działało w "Assassin's Creed", ale noszenie sztyletu w rękawicy byłoby słabe. Raz, że jedną ręką nie dałoby się go wyjąć, bo nadgarstek się tak nie zgina, więc trzeba użyć drugiej dłoni, dwa, że to po prostu niewygodne – chyba że ten sztylet byłby jak nóż do masła :p)

|(Znów ta kreska)Miał zamiar przeczekać w krzakach(przecinek) aż jezdzcy(jeźdźcy) się oddalą.

Gdyby nie ważna przesyłka (przecinek)którą miał dostarczyć do Rovenveld (przecinek)pewnie podążał by(podążyłby) za nimi i spróbował dowiedzieć się czegoś więcej o ładunku. Czając się w cieniu (przecinek)nagle po drugiej stronie szlaku usłyszał trzask pękającego drewna.

W normalnym wypadku każdy pomyślał by(pomyślałby) że to jakieś zwierzę nadepnęło na gałąz(gałąź)(przecinek) jednak to (przecinek)co zaczęło się dziać zaraz później rozwiało jego wątpliwości. (No nie wiem, ja tam bym raczej pomyślała, że to człowiek nadepnął – zwierzęta raczej nie są aż tak nieuważne :p)

 Świst pędzącej strzały przeszył mrok lasu(przecinek) pędząc w kierunku kusznika na koniu.(Świst nie może pędzić, bo jest dźwiękiem. W dodatku w przypadku lecącej strzały – bardzo krótkim. W zasadzie to byłoby pewnie coś w stylu "Pyk. AAAUUU <cenzura>)

Strzała wbiła się w ciało z charakterystycznym dzwiekiem(dźwiękiem). Dzwiękiem(dźwiękiem) wbijanego przez rzeźnika noża w mięso martwej świni. ("Dźwiękiem noża wbijanego przez rzeźnika w martwą świnię", tak powinno to brzmieć. I nie sądzę, tak swoją drogą, by to był dobry opis strzały wbitej w ciało. Opisałeś coś całkowicie innego – jak się ma nóż do strzały? Jak się ma martwa świnia do ludzkiej krtani? Według mnie nijak)

Pocisk trafił w szczelinę między napierśnikiem a hełmem, człowiek odruchowo chwycił (się) oburącz za szyję, upuszczając pochodnie(ę). Kiedy zsuwał się z konia, próbował wykrzyczeć coś przez przestrzeloną krtań (przecinek)jednak wydobył się tylko cichy świst. (To nie byłby żaden cichy świst, ale raczej charkot i plucie krwią.)

W momencie gdy ciało runęło w błoto (przecinek)na zbrojnych spadł grad strzał. (Dopiero teraz? Ktoś wypuścił strzałę i cierpliwie poczekał, aż jeden ze zbrojnych dramatycznie umrze? Grad strzał powinien spaść od razu, bez dawania im jakiejkolwiek szansy na zastanowienie)

Mężczyźni zdezorientowani i zaskoczeni atakiem zaczęli nerwowo szukać przeciwników(przecinek) zeskoczyli z koni, osoba z tyłu zaczęła gorączkowo wydawać rozkazy.

Wojowie rozpierzchli się(przecinek) część ruszyła w stronę(przecinek) z której nadlatywały kolejne strzały. Las był zbyt gęsty(przecinek) aby prowadzić tam konną walkę.

Część z pocisków chybiło(chybiła), inne ześlizgiwały się po pancerzach i hełmach.

Jeden z koni przeszyty strzałami (przecinek)stając(stanąwszy) dęba (przecinek)przewrócił się na bok (przecinek)przygniatając najemnika i łamiąc mu żebra. (Po co ten najemnik jeszcze stał przy koniu? Powinien się ruszać, a nie czekać, aż go zastrzelą)

Kusznicy(przecinek) którzy pozostali na koniach (przecinek)nerwowo rozglądali się(przecinek) zataczając koła i wyszukując celów.

Ethan(przecinek) jeszcze w szoku, spostrzegł(przecinek) że jeden z zbrojnych wypatrzył go w krzakach i ruszył w jego stronę z okrzykiem i uniesionym półtora ręcznym (półtoraręcznym) mieczem nad głową.(Bieganie z mieczem nad głową jest dobre w Skyrimie albo w filmach, ale to bardzo słaba technika. W ciemnościach, podczas atakowania niezbyt dobrze widocznego przeciwnika, który prawdopodobnie ma łuk, jest to bez sensu)

Przede wszystkim – gdzie są akapity? Poprawiając, widzę, czy są tagi akapitowe, czy nie. I tutaj nie znalazłam ani jednego. Przypominam – tag [.p] bez kropki. Polecam też zerknięcie tutaj: https://podziemieopowiadan.pl/forum/wate...logow.html. To poradnik dotyczący zapisu dialogów, przyda ci się, bo widzę, że masz z tym problem. Przy okazji znajdziesz w nim informację, jak powinno się wstawiać spacje, żeby myślniki były myślnikami, a nie dywizami jak w tym fragmencie.

Pilnuj też literówek i dziwnych rzeczy typu kreski, to denerwujące, kiedy ogląda się takie banalne błędy.

A teraz o samym fragmencie. Wiele do powiedzenia nie mam, bo niewiele się działo. Walka pod koniec średnio mnie porwała, mało w niej dynamiki, nie czuć chaosu, który powinien mieć miejsce, gdy w ciemnościach nagle z krzaków spada grad strzał. O głównym bohaterze nie dowiedziałam się w zasadzie nic poza tym, że stracił rodzinę i tuła się po świecie, robiąc nie do końca wiadomo co. Oraz że rozmawia ze swoim koniem. Póki co nie jawi mi się on jako szczególnie oryginalna postać, ale poczytamy, zobaczymy. Na razie pozostaję dobrej myśli.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Kolejny zakapturzony, ubrany na czarno jegomość... A przecież Sapkowski na przykład pokazał, że bohaterem może być młody, nieco naiwny medyk ( "Trylogia Husycka" ), że o jednej z moich ulubionych postaci – Debrenie z Dumajki nie wspomnę. Na razie ciężko powiedzieć, co z tego będzie. Historia, jakich wiele. A za akapity sam powinieneś paść pod gradem strzał...
Nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko rzeczy cholernie mało prawdopodobne.
Odpowiedz
#4
(22-09-2016, 22:33)-13- napisał(a): Kolejny zakapturzony, ubrany na czarno jegomość... A przecież Sapkowski na przykład pokazał, że bohaterem może być młody, nieco naiwny medyk ( "Trylogia Husycka" ), że o jednej z moich ulubionych postaci – Debrenie z Dumajki nie wspomnę. Na razie ciężko powiedzieć, co z tego będzie. Historia, jakich wiele. A za akapity sam powinieneś paść pod gradem strzał...

W tym fragmencie opowiadania moja postać przedstawiona jest właśnie w taki sposób, jest to celowe rozwiązanie, nie rozwinęłem jeszcze w całości jego charakteru i całej fabuły ale mam pewien zarys. Myślę że jeśli ściągnie swój czarny kaptur z głowy to wtedy nabierze kolorów. Nie musi to być mroczny niezwyciężony heros. Nie takiego mam w zamyśle. Musze przyznać że nie czytałem Sapkowskiego. Może to przez to że zraziła mnie ekranizacja Wiedzmina. Dziękuje za zwrócenie uwagi na ten motyw. To tylko umacnia mnie w moim pierwotnym przekonaniu :)
Odpowiedz
#5
(22-09-2016, 18:28)Vetala napisał(a):
(21-09-2016, 21:31)Voidmaster napisał(a): Ostatnia Ekspedycja

Trakt „Złotego Szlaku” tonął coraz szybciej w ciemnościach, gdy ostatnie z promieni słońca chowały się za koronami drzew Wiecznego Lasu.("Złoty Szlak" to nie tytuł, jak sądzę, więc bez cudzysłowu. I jeśli jest to nazwa drogi, to usunęłabym to "trakt" – już samo "szlak" załatwia sprawę. Chyba że to określenie czegoś więcej)

   Zakapturzony jeździec w czerni zatrzymał swojego wierzchowca, zeskoczył z siodła i chwytając za uzdy(uzdę), poprowadził go w głąb lasu..(zbędna kropka)

Z przypasanej(przytroczonej) na grzbiecie konia(do siodła) torby wyciągnął małą latarenkę z czarnymi szybkami, otworzył drzwiczki i wsunął rękę do środka.

Ułożył palec wskazujący i kciuka w gest(W jaki gest? Czytający ma się sam domyślać?), między opuszkami jego palców pojawiła się mała kuleczka ognia(przecinek) która podpaliła knot świecy.

Teren wokół zalała głęboko ciemna czerwona (Za dużo tego. "Ciemnoczerwona poświata" w zupełności wystarczy) poświata. Taki kolor światła pozwalał mu zobaczyć cokolwiek w czarnym lesie (przecinek) jednocześnie będąc spektrum(przecinek) które w nocy jest najmniej widoczne.

Ethan znał ten szlak bardzo dobrze, wiedział(przecinek) że musi(musiał) zachować ostrożność, szczególnie nocą,(zbędny przecinek) ze względu na bandytów panoszących się po tych lasach i czyhających na sakwy podróżnych i kupców.

Mało było świadków takich napadów, ponieważ tutejsi bandyci nie rabowali(przecinek) lecz zabijali(przecinek) a bezpański towar porzucony w lesie uznawali za znaleziony. (Czyli niczym nie różnili się od zwyczajnych bandytów :p)

Nie byli tacy zawsze, rozzuchwalili się po tym(przecinek) jak Królestwo(królestwo – to nie jest nazwa własna) przegrywało wojnę na dwa fronty. Wielu żołnierzy zginęło w bitwach, w królestwie zapanował chaos, szczególnie w tym regionie.

Nie wielu(Niewielu) z reszta(Z jaką resztą? "Zresztą") odważyło się tędy przechadzać(przechodzić – "przechadzać się" znaczy "spacerować", a nie o tym tutaj mowa). Wielu twierdziło(przecinek) że bandyci to zwykli, opłacani przez wrogie księstwo partyzanci, jedynie tak można było wytłumaczyć zuchwałe zachowanie bandytów.(Jak dla mnie nie jest to jedyne i najbardziej oczywiste wyjaśnienie – gdyby bandyci nie byliby zuchwali, nigdy by nie zdecydowali się na taki proceder. Jeśli sytuacja w państwie była kiepska, tym bardziej)

Prowadząc za sobą konia, przedzierał się przez krzewy, musiał iść z wyciągnięta`(ą – co to za dziwny apostrof?) przed siebie ręką(przecinek) aby odsuwać gałęzie (przecinek)które w innym wypadku poraniły by mu twarz. (Zbędne – wiadomo, po co odsuwa się gałęzie)

Niektórzy zauważyli potencjał tej rośliny, używając kolców jako amunicji do dmuchawek, broni szczególnie uwielbianej przez grono(zbędne) skrytobójców.

Las gęstniał coraz bardziej (przecinek)a im dalej się w niego zgłębiali(zagłębiał – szedł sam) (przecinek)tym intensywniej słychać było szum pobliskiego strumienia. |(Skąd ta kreska?)Kiedy w końcu do niego dotarli(dotarł – szedł sam, chyba że przegapiłam moment, w którym ktoś się dołączył)(przecinek) rozejrzał się za odpowiednim drzewem. Brzózka blisko strumienia wydawała się dobrym miejscem(przecinek) aby przywiązać klacz na noc, mogła ona tam swobodnie zaczerpnąć wody(przecinek) a rosnąca przy brzegu wysoka trawa zaspokoiła by(zaspokoiła) jej apetyt. Przywiązał uzdy(uzdę) do brzózki i poklepał czule przyjaciółkę po łbie.(Moment, on przeciskał się przez gąszcz tak ostrych krzewów razem z koniem? W życiu nie wprowadziłby tam zwierzaka, chyba że siłą, a nawet gdyby koń pozwolił prowadzić się przez coś takiego, skończyłby cały poraniony. Z koniem nie pcha się do gęstych lasów, a w kolczaste gąszcze zwłaszcza)

 –(spacja)Iris, tutaj zatrzymamy się na noc. n(N)iestety tym razem nie zatrzymamy się w stajni(kropka, spacja)– u(U)śmiechnął się do niej(kropka) – r(R )ankiem ruszymy w drogę(przecinek) a po południu powinniśmy dotrzeć do jakiegoś zajazdu. (od nowego akapitu)Klacz zerknęła na niego czarnymi inteligentnymi oczyma, prychneła(–ęła) z dezaprobatą i uciekła wzrokiem (przecinek)udając (przecinek)ze(że) jej to nie interesuje.

-Wynagrodzę ci te trudy(przecinek) jak dojedziemy do celu, ostatnio stałaś się strasznie kapryśna(przecinek) księżno Iris.(zbędna kropka – powiedział z nutką ironii(przecinek) a na jego twarzy wymalował się dyskretny drwiący uśmieszek.

Spoglądała na niego jeszcze chwile(ę) z grymasem i nachyliła łeb do strumyka(przecinek) ignorując go. Była przyzwyczajona do takich sytuacji, ale zawsze dla zasady lubiła ponarzekać. (To jest koń. Konie nie narzekają, w każdym razie narzekaniem tego nazwać nie można. I nie robią grymasów)

Noc była ciepła(przecinek) a niebo wysypane upstrzone wyraźnie gwiazdami.

Ethan uznał(przecinek) że nie było sensu stawiać szałasu na noc (przecinek)bo na burze się nie zapowiadało. (Szałas chroni nie tylko przed burzą, ale też przed wiatrem i trochę przed chłodem. Jak dla mnie sensownym wytłumaczeniem niestawiania szałasu byłaby ciepła noc, a nie brak burzy)

Z pleców zdjął łuk i kołczan ze strzałami (przecinek)układając(po czym/a potem ułożył – tu taki imiesłów nie pasuje) je koło posłania.

Miał jeszcze w sakwie kawałek suszonego łososia, przekąsił trochę(przecinek) a resztę zostawił na później.

Musiał oszczędzać racje, na polowanie nie było czasu(przecinek) a ostatnia wędrówka cały czas się opóźniała, wraz z nią przesyłka(dostarczenie przesyłki – sama przesyłka nie mogła się opóźniać)(przecinek) którą miał dostarczyć.

  Ethan był włóczęgą i awanturnikiem.(Czyli co robił dokładnie? Bycie włóczęgą i awanturnikiem niewiele mówi o tym, czym się zajmował, za to sugeruje uczestniczenie w bójkach na przykład. Po tym, co napisałeś dalej wnioskuję, że podejmował się różnych prac za pieniądze, według mnie właśnie coś w tym stylu wypadałoby napisać, by udzielić konkretnej informacji) W taki sposób zarabiał na życie (przecinek)odkąd jako młody chłopak musiał uciec z rodzinnej wioski(przecinek) aby uratować swoje życie. Jak się później okazało, nie miał już gdzie ani do nikogo wracać. Zwiedził w trakcie swojego młodego(krótkiego) jeszcze życia wiele miejsc na świecie, podejmował się różnych zadań, wszystko zależało od stopnia ryzyka i oferowanej mu nagrody. Cenił swoje umiejętności i zarazem należał do najlepszych w swoim fachu.(Przydałoby się ten "fach" jakoś nazwać, bo jak już mówiłam, "włóczęga i awanturnik" niewiele mówi o tym, czym się zajmował. Poza tym nie napisałeś nic, co poinformowałoby czytającego, jakie naprawdę ma umiejętności, które mógłby cenić)
(spacja)Dobrej nocy (przecinek)Iris- powiedział.

Położył się na skórze, zdmuchnął świecę latarenki i odwrócił na bok, sam nie pewny(niepewny) (przecinek)czy zdoła tej nocy zasnąć choć na chwilę... Tak jak przewidział, kręcił się długi czas i zmieniał pozycje(przecinek) aż ostatecznie położył się na plecach. Zamyślił się chwile(ę)(przecinek) wpatrując się w połyskujące gwiazdy.

Przypomniało się mu dzieciństwo (przecinek)które spędzał w rodzinnym domu na farmie pradziada.

Pradziad opowiadał mu o nich dużo, mówił o odległych światach, podobnych do tego(przecinek) na którym żyli, zamieszkanych przez wysokie istoty.

Odwiedzały one ich przodków i nauczyli(nauczyły) ich władać magią. Zawsze lubił słuchać jego opowieści, dzięki niemu złapał już wcześniej haczyk do podróżowania.(Złapać haczyk oznacza sytuację, kiedy ktoś daje się podpuścić. Tutaj nie pasuje do kontekstu. Chodziło tu o "złapał bakcyla", chociaż mnie to do klimatu fantasy zupełnie nie pasuje)

Nie zapomniał o tragedii(przecinek) którą przeżył, ból(przecinek) który doskwierał mu po stracie pradziada i reszty rodziny wracał wraz z wspomnieniami. Jednak gdyby nie ta sytuacja (przecinek)pewnie nie udało by mu się tyle osiągnąć. Starał się być szczęśliwy, robił to (przecinek)co najbardziej lubi(lubił), podróże pomagały mu ukoić ból.

Gwiazdozbiór bogini Vivet jaśniał tej nocy jeszcze bardziej niż zwykle, co zainteresowało Ethana, jednak nie myślał on wtedy (przecinek)co to może(mogło) oznaczać i czy w ogóle miało jakieś znaczenie.

Napawał się tym pięknym widokiem jeszcze przez chwilę i wtem, (zbędny przecinek)zauważył (przecinek)że Iris zaczęła nerwowo przebierać kopytami, rozglądając się wokół.

Zerwał się na równe nogi(przecinek) chwytając za kołczan i łuk, uspokoił Iris i zaczął badać teren.

Wspiął się na pobliskie drzewo i rozglądając się wokół, zatrzymał wzrok na światłach(przecinek) które zobaczył na szlaku. Zorientował się (przecinek)że to jeźdźcy w zbrojach dzierżący pochodnie.

Po chwili zbliżył się do kawalkady i będąc pięćdziesiąt stóp od nich, (zbędny przecinek)zauważył (przecinek)że ciężko zbrojni(ciężkozbrojni) nie wyglądali na rycerzy królestwa, byli raczej najemnikami mającymi za zadanie doprowadzić kupca do celu.

-Skoro zdecydowali się ruszyć w nocy(przecinek) to muszą próbować przewieźć jakiś tajny, cenny towar. (zbędna kropka)– pomyślał(kropka)– Jednak są ignorantami lub głupcami(przecinek) skoro tak lekceważą niebezpieczeństwo związane z nocną wędrówką po tych lasach. (Jak dla mnie trochę bez sensu to posądzenie, skoro sam później piszesz, że kawalkada była dobrze obstawiona. Czego mieli się w takim wypadku bać? Bandyci głupi nie są, musieliby mieć naprawdę olbrzymią grupę, żeby zagrozić takim ludziom)

Obstawa jednak nie była licha, tuzin zbrojnych wojów na koniach poruszało się w formacji z karawaną w środku. (Oni wszyscy razem, w sensie kupcy i najemnicy, tworzyli karawanę)

Niektórzy z nich dzierżyli lekkie kusze(przecinek) inni lance i półtora ręczne(półtoraręczne) miecze. Przypatrywał się im uważnie przez chwilę, w lewej dłoni trzymał łuk(przecinek) a w prawej strzałę nasuniętą na cięciwę.

Gdyby doszło do walki wręcz(przecinek) również miał by(miałby) się czym bronić, do pasa przymocowaną miał pochwę z krótkim mieczem oraz dwa ukryte sztylety.

Jeden w bucie, drugi schowany był pod rękawicą.(To działało w "Assassin's Creed", ale noszenie sztyletu w rękawicy byłoby słabe. Raz, że jedną ręką nie dałoby się go wyjąć, bo nadgarstek się tak nie zgina, więc trzeba użyć drugiej dłoni, dwa, że to po prostu niewygodne – chyba że ten sztylet byłby jak nóż do masła :p)

|(Znów ta kreska)Miał zamiar przeczekać w krzakach(przecinek) aż jezdzcy(jeźdźcy) się oddalą.

Gdyby nie ważna przesyłka (przecinek)którą miał dostarczyć do Rovenveld (przecinek)pewnie podążał by(podążyłby) za nimi i spróbował dowiedzieć się czegoś więcej o ładunku. Czając się w cieniu (przecinek)nagle po drugiej stronie szlaku usłyszał trzask pękającego drewna.

W normalnym wypadku każdy pomyślał by(pomyślałby) że to jakieś zwierzę nadepnęło na gałąz(gałąź)(przecinek) jednak to (przecinek)co zaczęło się dziać zaraz później rozwiało jego wątpliwości. (No nie wiem, ja tam bym raczej pomyślała, że to człowiek nadepnął – zwierzęta raczej nie są aż tak nieuważne :p)

 Świst pędzącej strzały przeszył mrok lasu(przecinek) pędząc w kierunku kusznika na koniu.(Świst nie może pędzić, bo jest dźwiękiem. W dodatku w przypadku lecącej strzały – bardzo krótkim. W zasadzie to byłoby pewnie coś w stylu "Pyk. AAAUUU <cenzura>)

Strzała wbiła się w ciało z charakterystycznym dzwiekiem(dźwiękiem). Dzwiękiem(dźwiękiem) wbijanego przez rzeźnika noża w mięso martwej świni. ("Dźwiękiem noża wbijanego przez rzeźnika w martwą świnię", tak powinno to brzmieć. I nie sądzę, tak swoją drogą, by to był dobry opis strzały wbitej w ciało. Opisałeś coś całkowicie innego – jak się ma nóż do strzały? Jak się ma martwa świnia do ludzkiej krtani? Według mnie nijak)

Pocisk trafił w szczelinę między napierśnikiem a hełmem, człowiek odruchowo chwycił (się) oburącz za szyję, upuszczając pochodnie(ę). Kiedy zsuwał się z konia, próbował wykrzyczeć coś przez przestrzeloną krtań (przecinek)jednak wydobył się tylko cichy świst. (To nie byłby żaden cichy świst, ale raczej charkot i plucie krwią.)

W momencie gdy ciało runęło w błoto (przecinek)na zbrojnych spadł grad strzał. (Dopiero teraz? Ktoś wypuścił strzałę i cierpliwie poczekał, aż jeden ze zbrojnych dramatycznie umrze? Grad strzał powinien spaść od razu, bez dawania im jakiejkolwiek szansy na zastanowienie)

Mężczyźni zdezorientowani i zaskoczeni atakiem zaczęli nerwowo szukać przeciwników(przecinek) zeskoczyli z koni, osoba z tyłu zaczęła gorączkowo wydawać rozkazy.

Wojowie rozpierzchli się(przecinek) część ruszyła w stronę(przecinek) z której nadlatywały kolejne strzały. Las był zbyt gęsty(przecinek) aby prowadzić tam konną walkę.

Część z pocisków chybiło(chybiła), inne ześlizgiwały się po pancerzach i hełmach.

Jeden z koni przeszyty strzałami (przecinek)stając(stanąwszy) dęba (przecinek)przewrócił się na bok (przecinek)przygniatając najemnika i łamiąc mu żebra. (Po co ten najemnik jeszcze stał przy koniu? Powinien się ruszać, a nie czekać, aż go zastrzelą)

Kusznicy(przecinek) którzy pozostali na koniach (przecinek)nerwowo rozglądali się(przecinek) zataczając koła i wyszukując celów.

Ethan(przecinek) jeszcze w szoku, spostrzegł(przecinek) że jeden z zbrojnych wypatrzył go w krzakach i ruszył w jego stronę z okrzykiem i uniesionym półtora ręcznym (półtoraręcznym) mieczem nad głową.(Bieganie z mieczem nad głową jest dobre w Skyrimie albo w filmach, ale to bardzo słaba technika. W ciemnościach, podczas atakowania niezbyt dobrze widocznego przeciwnika, który prawdopodobnie ma łuk, jest to bez sensu)

Przede wszystkim – gdzie są akapity? Poprawiając, widzę, czy są tagi akapitowe, czy nie. I tutaj nie znalazłam ani jednego. Przypominam – tag [.p] bez kropki. Polecam też zerknięcie tutaj: https://podziemieopowiadan.pl/forum/wate...logow.html. To poradnik dotyczący zapisu dialogów, przyda ci się, bo widzę, że masz z tym problem. Przy okazji znajdziesz w nim informację, jak powinno się wstawiać spacje, żeby myślniki były myślnikami, a nie dywizami jak w tym fragmencie.

Pilnuj też literówek i dziwnych rzeczy typu kreski, to denerwujące, kiedy ogląda się takie banalne błędy.

A teraz o samym fragmencie. Wiele do powiedzenia nie mam, bo niewiele się działo. Walka pod koniec średnio mnie porwała, mało w niej dynamiki, nie czuć chaosu, który powinien mieć miejsce, gdy w ciemnościach nagle z krzaków spada grad strzał. O głównym bohaterze nie dowiedziałam się w zasadzie nic poza tym, że stracił rodzinę i tuła się po świecie, robiąc nie do końca wiadomo co. Oraz że rozmawia ze swoim koniem. Póki co nie jawi mi się on jako szczególnie oryginalna postać, ale poczytamy, zobaczymy. Na razie pozostaję dobrej myśli.
Dziękuje za korekte Vetalo, ciesze się że ktoś zechciał przeczytać i korygować te wypociny ::) Przeanalizuje Twoje obiekcje, są dla mnie bardzo wartościowe :)
Odpowiedz
#6
Po przeczytaniu tekstu stwierdzam że w najlepszym wypadku jest średnio, i to raczej w dolnym zakresie średniości. Narracja jest prowadzona w dość nijaki sposób, brakuje w niej odrobiny charakteru, która zachęci do czytania. Jak na tak krótki tekst pełno jest dygresji, które moim zdaniem są raczej zbędne, a przynajmniej wprowadzone w niezbyt ciekawy sposób. Rozumiem chęć zarysowania świata przedstawionego i przeszłości głównego bohatera, po prostu ta forma do mnie nie trafiła. Vet wypunktowała ci większość błędów w logice i prowadzeniu akcji, ale kilka wciąż uderza. Najpierw opisujesz jacy to niebezpieczni bandyci żyją w lesie, jak to główny bohater zachowuje specjalne środki ostrożności żeby go nikt nie zauważył (specjalna latarnia), a chwilę potem gada on z koniem i śmieje się do niego. Potem skoro jest na jakiejś niezwykle ważnej misji i przewozi jakąś ważną przesyłkę, to po co wychodzi z bezpiecznej kryjówki i zbliża się do szlaku tylko po to, żeby przyjrzeć się przejeżdżającej zbrojnej bandzie?
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości