Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sci-Fi Moje miasto 2033.
#1
Mam nadzieję, że wszystko zredagowałem dobrze i nie będzie problemów technicznych. Na podglądzie wygląda dobrze.
Napisałem niedawno, jako jeden z szkiców opowiadania na konkurs Metro 2033. Tematem jest opowiedzenie historii umieszczonej w mieście autora. Pewnie wiele osób opisałoby swoje miasto jako gruzowisko. Ja, jako że lubię moją rodzinną miejscowość, postanowiłem nie być dla niej zbytnio brutalny i co najwyżej poszarzeć nieco krajobraz. Grodzisk, jak i Polska, wciąż istnieją. Nie ma mutantów, uzbrojonych band, stalkerów i anomalii. Te rzeczy istnieją, ale na wschodzie, daleko od oazy spokoju jaką jest to miasto. Główny bohater jest fotografem, obserwuje świat i myśli o przeszłości. Prowadzi zwykłe życie.
Chciałem pokazać postapokalipsę z innej strony. Przecież globalna wojna sprzed kilkunastu lat nie oznacza, że tysiące ocalałych resztę życia spędzi na walce o przetrwanie z bandytami (będącymi wcześniej zwykłymi ludźmi) i groteskowymi mutantami.
Pomyślałem teraz, że może nie osadzajmy tego tworu w świecie Metra. Niech to będzie po prostu niezależna wizja amatorskiego pisarzyny.

No, nie będę przedłużać. Przeczytajcie i oceńcie sami. :P


Janek stał w oknie swojego zakładu fotograficznego. Palił pall malle i obserwował przechodniów. Pewnie myślał o przeszłości. Minęło ponad 20 lat od wojny, załamania dawnego porządku świata. Dwie dekady globalnego burdelu, jak zwykł mówić o obecnym stanie rzeczy. Ale, kiedy o tym pomyślał dłużej, wiele się nie zmieniło. Przesunęły się granice, zmienili się ludzie na stołkach – i tyle. Życie szarych obywateli toczyło się dalej w podobnym do niegdysiejszego tempie.
Ktoś wszedł do sklepu.
– Dzień dobry – odezwał się czysty dziewczęcy głos.
– Dobry.
Janek spojrzał na klientkę. Była nią młoda, na oko dziewiętnastoletnia dziewczyna. Lekki makijaż, spódnica, szara kurtka, na głowie granatowy beret. Przypomniały mu się czasy, kiedy za takimi się uganiał.
– Chciałabym sobie zrobić zdjęcie. Do legitymacji. Można?
– Owszem. Z pół-profilu czy całej twarzy?
Dziewczyna musiała się chwilę zastanowić. Przyłożyła lewą rękę do szczęki, prawą podparła łokieć.
– Szczerze, to nie wiem. Na uczelni powiedzieli mi, że jak do legitymacji.
– Może użyli frazy „jak do dowodu”?
– Do czego?
No tak, od ponad dwudziestu lat nie ma dowodów osobistych. Jedynymi takimi dokumentami są legitymacje uczelni lub zakładów pracy, ewentualnie związków zawodowych, ale do tych dwóch ostatnich wkleja się dowolne zdjęcia, byleby były w miarę aktualne. Uczelnie, z tego co wiedział, były w tej kwestii precyzyjne. W końcu nie były to już tylko szkoły do których się przychodzi uczyć. Współczesne uczelnie są ściśle zamkniętymi obiektami w których panują iście wojskowe zasady. Studenci to w końcu przyszła elita narodu, przyszli budowniczowie najwyższych struktur państwowych. Dostanie się dzisiaj na uczelnię to prawdziwy zaszczyt i szansa na lepsze życie.
– Okay, zrobimy takie i takie, na koszt firmy. Zapraszam. Tu masz lustro. Przygotuj się, a ja ustawię aparat i światło.
– Ojej, dziękuję panu. Jest pan bardzo miły.
– Nie ma za co. Dla mnie to zaszczyt obsługiwać przyszłą studentkę. W ogóle to powód do dumy dla miasta. Jeśli mogę spytać, co będziesz studiować?
Dziewczyna się przygotowywała. Zdjęła kurtkę, pod spodem miała błękitną koszulę w kratę. Na kieszonce wisiała przypinka z symbolem Partii. Układała sobie włosy i opowiadała:
– Złożyłam na kilka kierunków. Na politechnice dostałam się na energetykę, a na uniwersytecie warszawskim na psychologię i ekonomię. Wybrałam energetykę, bo tata kiedyś w tym pracował i mówił, że bardziej potrzebujemy inżynierów niż ekonomistów i psychologów. Nie wiem czy dobrze zrobiłam. Nie interesuje mnie to za bardzo. Słyszałam, że podobno uczelnie, kiedy ktoś dostanie się na kierunek humanistyczny i techniczny, wysyłają studenta na ten drugi, bo bardziej się opłaca kształcić inżynierów. Więc i tak nie miałam wyboru. Tata się cieszy, mama pęka z dumy. Podobno kiedy burmistrz się o tym dowiedział, kazał przygotować dla mnie stypendium. Jestem jedyną grodziszczanką która się dostała na uczelnię wyższą.
Aparat był już ustawiony, Janek przyglądał się dziewczynie. Był pod wrażeniem tego co mówi, jak mówi. Od wielu lat nie spotkał tak inteligentnej i pewnej siebie dziewczyny. W mieście miało kto interesował się edukacją i przyszłością. Szkoła była obowiązkowa tylko do trzynastego roku życia, chociaż i tak większość zobowiązanych przychodziła na darmowe obiady na dwunastą. Dzieciaki olewały nudną naukę i czas spędzały na zabawie i chuligaństwie. Rodzice nie pomagali oświacie, wręcz zachęcali swoje dzieci do takiego życia. Ta młoda dziewczyna nie była taka jak reszta. Była kroplą w morzu, w oceanie brudu. Piękna, inteligentna, przyszła studentka patrząca w przyszłość z podniesioną głową. I przypinka Partii. Pewnie działa w lokalnej młodzieżówce i na pewno nie jest byle szeregowym członkiem. Może zajmuje jakieś poważne stanowisko, może jest skarbnikiem? Wygląda na skarbnika.
Patrzył i nie mógł się nadziwić, że przyszło mu spotkać tak wyjątkową osobę.
– Jestem już gotowa.
– Dobrze, usiądź. Plecy wyprostowane – podszedł i poprawił jej głowę. Wykrzywiła wargi w uśmiechu. – Zrobimy najpierw z pół-profilu. Patrz na dłoń. O właśnie tak. Uśmiech.
Jej uśmiech. Miał średnio dwóch klientów dziennie, średnio pięć młodych osób w tygodniu. Zazwyczaj robiły sobie zdjęcia do legitymacji zakładowych i żadna się nie uśmiechała jak ona. Może dlatego, ta jedna nie wstydziła się pokazać swoich zębów. Proste, oślepiająco białe, jak perły. Pewnie rodzice od jej urodzenia uczyli ją dbania o siebie, zabierali do drogiego prywatnego stomatologa, kiedy trzeba było założyli jej aparat, żeby w przyszłości mogła olśniewać mężczyzn swoim uśmiechem i wywoływać zazdrość u koleżanek. Prawdziwy skarb.
Pstryk-pstryk.
– Teraz patrz prosto w obiektyw. O tak, broda trochę wyżej. Wspaniale.
Zdjęcia wyszły idealnie. Janek był profesjonalistą. Uczył się od najlepszych, od swojego ojca i jego współpracownika. Dzisiaj niestety jego praca nie była doceniana. Rzadko dostawał zlecenia sesji na uroczystościach rodzinnych czy imprezach zakładowych, tudzież partyjnych. Może raz na pół roku zabierał aparat poza sklep w interesach. Tęsknił za czasami, kiedy co tydzień ktoś brał ślub albo jakieś dziecko było chrzczone. Brak zapotrzebowania na swoje usługi zajmował fotografowaniem miasta i okolic. Dookoła było wiele zabytków, nie tkniętych przez wojnę ale sukcesywnie niszczonych przez ludzi. Kochał swoje miasto; chciał, żeby jego architektoniczne i krajobrazowe piękności nie zginęły pod betonem placów, wielkimi płytami osiedli i bazgrołami niedzielnych artystów.
– Za kwadrans powinny być gotowe.
– Dobrze, poczekam tutaj. Wie pan jak to jest na mieście.
Miasto nie było bezpieczne, szczególnie centrum. Wieczorem krążyło tutaj sporo pijaków szukających rozrywki. Co prawda, można było obok nich szybko przemknąć, bo nie byli specjalnie ruchliwi i agresywni, ale lepiej było nie wychodzić na bezcelowe spacery po zmroku.
Dziewczyna przechadzała się po sklepie. Janek nie żył wyłącznie ze zdjęć.  Sprzedawał sprzęt fotograficzny, zabawki i modele samolotów. W mieście żyło wiele osób w jego wieku pasjonujących się modelarstwem i kilku amatorów fotografii.
Jej uwagę zwrócił plakat wiszący w kącie.
– Widzę, że jest pan prawdziwym pasjonatem.
Ów plakat był bardzo stary. Papier zżółkł i spłowiał. Przedstawiał on chłopca któremu z rąk wyrywa się model jakiegoś samolotu. Nad nim widniał napis „Dzisiaj zbudujesz model, jutro prawdziwą maszynę”.
– Dawne hobby. Kiedy działał jeszcze Internet znalazłem ten plakat i wydrukowałem go sobie. Nigdy nie byłem w tym specjalnie dobry. Po prostu lubię samoloty.
– Nie chciał pan nigdy studiować inżynierii?
Czy nie chciał? Jasne, że chciał, ale kiedy skończył liceum i wybierał kierunki, wybuchła wojna i powołano go do wojska. Tydzień spędził w koszarach na szkoleniu, potem na froncie nie wystrzeliwszy ani raz, a potem spadło kilkanaście atomówek i świat się zmienił. O uczelniach nikt nie słyszał przez kilka kolejnych lat, zanim Partia Odbudowy Polski nie odtworzyła struktur. W międzyczasie odnowił zakład i nie widziało mu się przenosić z Grodziska. Miał tutaj wszystko czego potrzebował; dom, przyjaciół, pracę.
– Chciałem, ale historia mi nie pozwoliła.
Chyba zrozumiała.
– Zdjęcia są gotowe. To będzie w sumie czterdzieści złotych.
Podeszła do lady i obejrzała fotografie.
– Ładnie wyszłam. Zapłacę podwójnie. Nie może być pan stratny...
– Nie. Na koszt firmy.
Złapał ją za rękę wyjmującą banknoty. Spojrzeli sobie głęboko w oczy. Ona się uśmiechnęła, była zadowolona z sytuacji. Może nawet to zaplanowała. Wiedziała jak działa na mężczyzn jej urok.
– Pan mnie podrywa?
Janek się speszył.
– Ależ skąd. Nie w taki sposób. Gdybym chciał ciebie poderwać, zaprosiłbym gdzieś na obiad czy coś – mówiąc nie patrzył jej w oczy.
– Więc zaproś. Proszę bardzo.
– Dobrze, w takim razie zapraszam ciebie... – tutaj spojrzał na kalendarz. Jutro sobota i nie pracuje.
– Jutro?
Czytała mu w myślach?
– Jutro. Pod centrum kultury?
– Może być. O trzynastej. Chciałbym wrócić za widnego do domu.
– W porządku. Mam cały dzień wolny.
Ubrała kurtkę, położyła pieniądze na ladzie, włożyła zdjęcia do kieszeni i podeszła do drzwi.
– A tak poza tym, mam na imię Kasia. I weź aparat. Zrobisz mi jakieś ładne zdjęcie.
– Janek, miło mi. Wezmę.
– Serwus.
– Cześć.
Wyszła. Janek musiał usiąść. Ile to już? Rok, dwa nie umówił się z żadną dziewczyną? Był w szoku. Szybko wstał i wyjrzał przed sklep. Nigdzie jej nie było, już odeszła. Chociaż kończył pracę dopiero o osiemnastej, zamknął sklep. Musiał odreagować.
Postanowił, że weźmie polaroida. Są całkiem romantyczne.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Czytało się dobrze, całkiem przyjemny i ładny styl. Nie wróżę Ci zwycięstwa, bo to jednak nico nudne. Troszeczkę socjologii, że po chaosie zawsze przychodzi czas na zorganizowanie. Bardzo spodobało mi się, że nie jest to czysta fantastyka. Metro 2033 cechuje się tym, że jest tam ciągle zagrożenie. Chciałeś pokazać coś innego. Mógłbyś więc wplątać zagrożenie nie koniecznie fizyczne/cielesne, ale zagrożeniu potrzeb. Oczywiście zagrożenie potrzeb wiąże się też z problemami społecznymi. Podsumowując, chcąc pokazać świat z innej strony, mogłeś pokazać go szerzej.
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#3
(02-09-2016, 17:01)RichardDick napisał(a): Ale, (zbędny przecinek) kiedy o tym pomyślał dłużej, wiele się nie zmieniło.

– Owszem. Z pół-profilu (półprofilu) czy całej twarzy?

Współczesne uczelnie są ściśle zamkniętymi obiektami (przecinek) w których panują iście wojskowe zasady.

Na kieszonce wisiała przypinka z symbolem Partii. (zbędne wcięcie w środku akapitu) Układała sobie włosy i opowiadała:

(...) a na uniwersytecie warszawskim na psychologię i ekonomię. (zbędne wcięcie w środku akapitu) Wybrałam energetykę, bo tata kiedyś w tym pracował i mówił, że bardziej potrzebujemy inżynierów niż ekonomistów i psychologów. Nie wiem (przecinek) czy dobrze zrobiłam.

Jestem jedyną grodziszczanką (przecinek) która się dostała na uczelnię wyższą.

Był pod wrażeniem tego (przecinek) co mówi, jak mówi.

Piękna, inteligentna, przyszła studentka patrząca w przyszłość (pleonazm) z podniesioną głową.

Zrobimy najpierw z pół-profilu (bez dywizu).

Może dlatego, (zbędny przecinek) ta jedna nie wstydziła się pokazać swoich zębów.

Pewnie rodzice od jej urodzenia uczyli ją dbania o siebie, zabierali do drogiego prywatnego stomatologa, kiedy trzeba było (przecinek) założyli jej aparat, żeby w przyszłości mogła olśniewać mężczyzn swoim uśmiechem i wywoływać zazdrość u koleżanek.

Dookoła było wiele zabytków, nie tkniętych przez wojnę (przecinek) ale sukcesywnie niszczonych przez ludzi.

Wie pan (przecinek) jak to jest na mieście.

Przedstawiał on (zbędne) chłopca (przecinek) któremu z rąk wyrywa się model jakiegoś samolotu.

Kiedy działał jeszcze Internet (przecinek) znalazłem ten plakat i wydrukowałem go sobie.

Tydzień spędził w koszarach na szkoleniu, potem na froncie (przecinek) nie wystrzeliwszy ani raz (razu), a potem spadło kilkanaście atomówek i świat się zmienił.

Miał tutaj wszystko (przecinek) czego potrzebował; dom, przyjaciół, pracę.

– Zdjęcia są gotowe. To będzie w sumie czterdzieści złotych.
Podeszła do lady i obejrzała fotografie.
– Ładnie wyszłam. Zapłacę podwójnie. Nie może być pan stratny...
– Nie. Na koszt firmy.
(w sumie się pogubiłem: czy to mają być drugie fotografie gratis, czy wszystkie? jeśli wszystkie, to po jakie licho podał kwotę usługi, a jeśli tylko drugie, to niech to będzie wyraźnie napisane)

Wiedziała (przecinek) jak działa na mężczyzn jej urok.

Gdybym chciał ciebie poderwać, zaprosiłbym gdzieś na obiad czy coś (kropka i po myślniku dużą literą) – mówiąc (przecinek) nie patrzył jej w oczy.

Piszesz w miarę poprawnie, a nad resztą wystarczy trochę popracować. Fabuła ciekawa i dobrze prowadzona, co sprawiło, że czyta się przyjemnie.
Rozumiem, że to taka miniaturka i kontynuacji nie należy się spodziewać :) Z jednej strony szkoda, a z drugiej w sumie po co? Przecież wszystko zostało już powiedziane. Mimo wojen, problemów socjologicznych itp. ukazałeś, że ludzie mogą (a może wręcz muszą) żyć dalej normalnie, szukając tej swojej drugiej połowy, tej odrobiny szczęścia w mrocznych czasach. A co z resztą świata? Jak pisał William Szekspir: "reszta jest milczeniem"!
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Znaj moje Imię opowiadaniakopystynski 14 7,608 08-03-2013, 23:03
Ostatni post: opowiadaniakopystynski
  Sci-Fi Drugie miasto Jafer 16 7,090 02-02-2013, 07:07
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości