Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Nuka
#1
Jest to historia jednej z moich postaci na pewnym forum PBF. Losy Nuki, poprzedzające czasy panujące na forum, nie zostały przeze mnie na nim opisane, więc postanowiłam je rozszerzyć do rangi opowiadania, które będzie się składało z wielu części.
Przyjemnego czytania :)



Nuka z obojętnością przypatrywał się hulającym kompanom, powoli sącząc najlepsze hekariańskie piwo. Czuł słodki smak malin wymieszany ze specyficznym, gorzkim smakiem chmielu. Odkąd było go stać na taki rarytas, kupował, ilekroć przyszła go na to ochota. Największą zaletą tego trunku była jego mała moc, co korzystnie wpływało na pijącego, bo mógł wypić wiele, a nie przytępiało to jego zmysłów. Nuka lubił je również kupować dla samego aromatu. Swoich towarzyszy nie był w stanie określić mianem wyrafinowanych piwoszy. Chlali na umór, nawet najgorsze pomyje były zdolne do przyciągnięcia ich uwagi. Ze szczególnym entuzjazmem upodobali sobie najbardziej ohydną i cuchnącą w całej Zeralii wódkę, produkowaną w Farvaqh, we wsi Diell. Za każdym razem, gdy tamtędy przejeżdżali, Nuka starał się oszczędzić sobie wątpliwej świeżości ryby, nie wspominając o wszędobylskim zapachu zgnilizny wymieszanym ze stęchlizną. Czuć tam było trupem. Raz nawet wydawało mu się, że zauważył wystającą ponad taflę wody w jeziorze ludzką twarz. Chciał jak najszybciej zapomnieć o tamtym przywidzeniu.
Skupił się na piwie.

Rozśpiewani mężczyźni sławili pieśni o hordach korsarzy, straszących na morzach Kelth, przygrywając jednocześnie tańczącym na parkiecie pannom; weterani wojenni palili fajki, poukrywani po kątach oberży; krasnoludy hałasowały, grając w karty, a elfy bacznie przyglądały się tłumowi. Do Nuki przysiadł się przywódca bandy, Ralf, wielki osiłek, dwa razy wyższy i szerszy od kusznika. Cuchnęło od niego potem, krwią i, nie wiedzieć czemu, czosnkiem, a alkohol tylko wzmacniał tę wymieszaną woń. Nuka skrzywił się mimowolnie, odchylając w krześle. Widok i zapach herszta przyprawiały go o mdłości.
— Co tu tak siedzisz, jak kołek jaki? Co, Nuka? — spytał mężczyzna, uśmiechając się tępo. — Przyłącz się do nas!
— Podziękuję — mruknął, opróżnił kufel, po czym wstał i wyszedł przed karczmę, by zaczerpnąć względnie świeżego powietrza.
Przeciął salę dość szybkim krokiem. Gdy dotarł do drzwi usłyszał głos Ralfa, wrzeszczącego na któregoś ze śpiewaków. Nie po raz pierwszy zetknął się z sytuacją, w której herszt traci nad sobą panowanie. Postanowił to zignorować.
Odetchnął z ulgą, znalazłszy się na zewnątrz. Schował się pod dachem, przed lejącym z nieba deszczem. Gdzieś w oddali zagrzmiało, błysnęło. Burza trwała od dobrych kilku dni, niektórzy podejrzewali, że to za sprawą jakichś farvakijskich magów. Według kusznika był to jedynie urok królestwa. W Farvaqh rzadko kiedy trafiało się na dobrą pogodę, a jeśli już to najlepsza, na jaką było stać tutejszy klimat, była pełna ciemnych chmur, zwiastujących deszcz. Na nic innego mieszkaniec tej krainy nie mógł liczyć.
Powoli zaczął tonąć w tworzącym się pod jego butami błocie. Nie wiedział, co wybrać: wracać do środka, do rozwrzeszczanych kompanów, czy stać przed karczmą i napawać się widokiem powbijanych w ścianę głów martwych zwierząt. Westchnął, pociągnął nosem, rozejrzał się. Ściana deszczu rozmywała obraz samotnie stojącej przed oberżą studni, więc Nuka dostrzegał jedynie jej zarys. Dalszego planu już kompletnie nie widział. Nic, prócz szarości.
Po niedługim czasie na niewielkim placyku pojawił się samotny jeździec na gniadym koniu. Zeskoczył z siodła, przywiązał wierzchowca do belki, obok starszawego konia pociągowego, i ruszył w stronę drzwi wejściowych, przy których stał Nuka. Kusznik odsunął się, by dać wystarczającą przestrzeń zakapturzonemu podróżnemu. Nieznajomy okazał się być kobietą. Nuka nie zdążył się jej dokładniej przypatrzeć, lecz dostrzegł, że miała włosy o barwie... wrzosowej? Zamrugał, podążając za nią wzrokiem, jednak nie zdołał zobaczyć niczego więcej, gdyż w chwilę później drzwi zatrzasnęły mu się przed nosem. Wzdrygnąwszy się od panującego dookoła chłodu, stwierdził, że wybierze powrót do kompanów. Uchylił drzwi karczmy w sam raz, by ujrzeć Ralfa tłukącego jakiegoś człowieka na kwaśne jabłko. Rzucił się ku osiłkowi, chcąc odciągnąć go od biednego trubadura. Herszt uderzył go łokciem w żebra. Nuka odsunął się, zginając w pół, lecz po chwili ponowił próbę ujarzmienia rozszalałego mężczyzny. Kopnął Ralfa w zgięcie kolana, wytrącając go z równowagi, co zaowocowało wypuszczeniem obitego artysty z mocarnego uścisku. Herszt ryknął gromko, zamachując się na Nukę wielką pięścią, ale nie zdołał trafić, powstrzymany przez karczmarza z butelką wina. Szkło rozprysnęło się na boki, a osiłek zachwiał się niebezpiecznie i rąbnął na podłogę, aż okiennice się zatrzęsły. Zapadła dziwnie niepokojąca cisza. Po chwili karczmarz splunął na nieprzytomnego herszta, skinął głową na dwóch mężczyzn, którzy w następnej chwili chwycili Ralfa pod pachy i wyszli na zewnątrz, otwierając nim drzwi.
— Ty — karczmarz zwrócił się do Nuki — znasz tego opryszka?
Kusznik zerknął w kąt oberży, gdzie jego kompani rozmawiali z pannami w kusych strojach.
— Nie można tego tak ująć — odparł, nie zaszczycając mężczyzny spojrzeniem.
— W mojej gospodzie nie ma miejsca na bijatyki — powiedział ze złością karczmarz. — Od tego jest podwórze.
Mężczyzna warknął pod nosem i odszedł, znikając z pola widzenia kusznika. Odetchnął głęboko, zerknął na nieco oszołomionego trubadura. Mężczyzna miał napuchnięty policzek. Przez dłuższy czas biadolił, że już nigdy nie zaśpiewa wyraźnie, po czym spojrzał na Nukę, uśmiechnął się na tyle, na ile pozwalała mu opuchlizna, i skłonił się nisko, wywijając fikuśnym kapeluszem.
— Dziękuję ci za ratunek, druhu. Gdyby nie ty, najpewniej zbierałbym teraz zęby z podłogi.
Nuka uśmiechnął się jednostronnie.
— Gdyby nie gospodarz, obaj byśmy to robili — rzekł z cieniem rozbawienia w głosie.
Trubadur podszedł do niego i wyciągnął dłoń.
— Elias Hemming — przedstawił się radośnie. — Pozwól, że w ramach wdzięczności zafunduję ci piwo.
— Nuka Esker. — Kusznik uścisnął dłoń artysty. — Z chęcią przyjmę twoją propozycję, Eliasie.
Zamówiwszy najlepsze hekariańskie piwo, usiedli przy jednym z wielu stolików, pogrążając się w rozmowie.

Edit: Tu oficjalnie podziękuję mojej matce za wyłapanie pewnych błędów gramatycznych ;P
Meow!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(31-08-2016, 22:22)Mezaara napisał(a): Czuł słodki smak malin wymieszany ze specyficznym, gorzkim smakiem chmielu.

Odkąd było go stać na taki rarytas, kupował, ilekroć przyszła go(mu) na to ochota.

Nuka lubił je(go – ostatnio mowa była o trunku) również kupować dla samego aromatu.

Rozśpiewani mężczyźni sławili pieśni o hordach korsarzy(Z tego wynika, że śpiewali o pieśniach, a nie, że śpiewali o korsarzach. Jak dla mnie mowa o tym drugim, w każdym razie to miałoby sens, więc nieco zmieniłabym to zdanie), straszących na morzach Kelth, przygrywając jednocześnie tańczącym na parkiecie pannom; weterani wojenni palili fajki, poukrywani po kątach oberży; krasnoludy hałasowały, grając w karty, a elfy bacznie przyglądały się tłumowi.

Do Nuki przysiadł się przywódca bandy, Ralf, wielki osiłek, dwa razy wyższy i szerszy od kusznika. (Od którego kusznika? Nigdzie nie było informacji, że Nuka jest kusznikiem, więc nie wiadomo, o kim mowa)

— Co tu tak siedzisz,(zbędny przecinek) jak kołek jaki? Co, Nuka? — spytał mężczyzna, uśmiechając się tępo.

Gdy dotarł do drzwi (przecinek)usłyszał głos Ralfa, wrzeszczącego na któregoś ze śpiewaków.

Schował się pod dachem,(zbędny przecinek) przed lejącym z nieba deszczem.

Nie wiedział, co wybrać: wracać do środka, do rozwrzeszczanych kompanów, czy stać przed karczmą i napawać się widokiem powbijanych w ścianę głów martwych zwierząt. (Głów zwierząt zasadniczo nie trzyma się na zewnątrz, tylko w środku – wilgoć nie jest dobra dla takich wypchanych "ozdób")

Ściana deszczu rozmywała obraz samotnie stojącej przed oberżą studni, więc Nuka dostrzegał jedynie jej zarys. (Trochę mnie śmieszy to sformułowanie – a jak niby miała stać studnia, w towarzystwie innych studni, wiader i kołowrotu? :p)

Nic,(zbędny przecinek) prócz szarości.

Zeskoczył z siodła, przywiązał wierzchowca do belki, (zbędny przecinek)obok starszawego konia pociągowego, i ruszył w stronę drzwi wejściowych, przy których stał Nuka. (To wciąż nic nie mówi o tym, w jakim miejscu dokładnie go przywiązał. Gdzie była ta belka, wisiała w powietrzu? I gdzie stał ten koń pociągowy? Poza tym przy normalnej karczmie byłaby po prostu stajnia, a nie żadne belki do przywiązywania)

Nuka uśmiechnął się jednostronnie. (Czyli? Wybrałabym inne określenie, bo jednostronne uśmiechanie się jest dziwne)

Nie mam w zasadzie nic do powiedzenia o tym fragmencie. Napisany jest wypracowanym, całkiem przyjemnym stylem i to w zasadzie tyle. Ciekawym momentem na zbudowanie choć śladowego napięcia byłaby walka, ale według mnie dotkliwie brakuje w niej dynamiki. Jest opisana tak samo gładkim, "okrągłym" stylem jak cała reszta, przez co nie czułam w niej żadnych emocji ani zagrożenia. A zatem w moim odczuciu nie wydarzyło się nic ciekawego, ot, jest sobie bohater, o którym w zasadzie nic nie wiem poza tym, że lubi jakieś tam piwo, jest paru innych bohaterów, których imiona od razu zapomniałam... Taki sobie początek, niestety muszę powiedzieć.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Dziękuję za wychwycenie błędów, jutro naniosę poprawki. Co do imion, to podałam jedynie trzy – Ralf, Elias oraz Nuka – nie było ich więcej ;)
Jeśli chodzi o "kusznika", to rzeczywiście nie pomyślałam, by zawrzeć tam jakąś informację, że Nuka posiada kuszę. To pewnie przez to, że w karcie tej postaci jest już to zawarte... Ech, głupie niedomówienie.
Szkoda, że ta walka nie zaciekawiła; starałam się opisać ją jak najzwięźlej, bez zbędnych dłużyzn. Miała być to zwykła, karczemna szarpanina, a nie walka na śmierć i życie.
Jeszcze raz dzięki za opinię :)
Meow!
Odpowiedz
#4
Fakt. Na razie fabuły brak. Niektórzy wychodzą z założenia, że trzeba zacząć katastrofą, by potem stopniowo podkręcać napięcie:p Inni rozkręcają się powoli. I tu jest haczyk – można zniechęcić czytelnika nim się nasza genialna fabuła rozkręci. Czytelnik to w sumie takie durne zwierzę, co bez zachęty za daleko nie zajdzie.
Błędy już masz wytknięte. Staranniej buduj zdania, gdyż początek jakoś ciężko się czytało (przez błędy zapewne). Zajrzę tu jeszcze, by przekonać się, czy twoja fabuła będzie sztampową opowiastką fantasy, czy też masz jakiś fajny pomysł.
Nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko rzeczy cholernie mało prawdopodobne.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości