Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Przez las
#1
By nie było, że nic nie wrzucam... Napisane po kilku tygodniach nic nie pisania by "rozruszać kości". No to ja to tutaj zostawiam i uciekam.

Ciało mężczyzny powoli osunęło się na ziemię, a jego odcięta głowa odtoczyła się na bok z oczami zastygłymi w wyrazie zaskoczenia. Leżący kilka metrów dalej jeden z jego kamratów jeszcze przez chwilę charczał, lecz zaraz zamilkł..
Opuściłam broń. Mój oddech wracał do normalnego rytmu, ale umysł analizował jeszcze co się właśnie stało.
Szłam leśną ścieżką, prowadząc za uzdę Kagę, mojego jedynego towarzysza w podróży. Zatrzymałam się w chwili gdy usłyszałam szelest liści w krzakach po prawej stronie drogi. Mogło to być tylko jakieś zwierzę, ale ostrożności nigdy za wiele. Odrzuciłam kaptur i przyjrzałam się miejscu, skąd dobiegł do mnie dźwięk.
– Patrzcie chłopaki, ale sztuka nam się trafiła!
Spomiędzy drzew wyszło pięciu mężczyzn. Wszyscy byli brudni, przyodziani w proste, skórzane zbroje, gdzieniegdzie z fragmentami kolczugi. Byli też uzbrojeni w proste topory i miecze, które już dawno nie widziały osełki.
– Zgubiłaś się, dziewczynko? – Zapytał  ten, który jako pierwszy wyłonił się zza drzew.
W milczeniu obserwowałam jego kolegę, który zbliżał się do mnie z drugiej strony. Wyglądał na najmłodszego z całego towarzystwa i gdy był już blisko poczułam od niego odór alkoholu.
– Może chciałabyś się trochę z nami zabawić, co? – Rzucił, próbując mnie złapać.
Zrobiłam prędko unik, łapiąc i wykręcając mu rękę... Nim zdążył krzyknąć, posłałam go drugim ruchem na spotkanie z ziemią. Po chwili zastanowienia kopnęłam go jeszcze w brzuch. Jego kamraci oniemiali przyglądali się całej scenie.
– Ty kurwo – pierwszy z nich się otrząsnął, po czym krzyknął – Chłopaki, bierzemy ją!
Cała czwórka rzuciła się na mnie. Nie zastanawiając się sięgnęłam pod płaszcz i dobyłam dwa skrywane dotąd pod nim miecze.
Zatrzymali się, może nie byli aż tak głupi.
– Czyli tak chcesz się bawić?! – ryknął najwyższy i sięgnął po swój oręż, a reszta poszła za jego przykładem.
No dobrze, jednak byli głupi.  Lekko skoczyłam do przodu, zablokowałam jednym mieczem jego topór nim napastnik zdążył się zamachnąć, a drugim pchnęłam go w brzuch. Naostrzona klinga bez trudu przebiła jego skromną zbroję i weszła w ciało. Wyszarpnęłam broń z jego ciała i odskoczyłam przed ciosami dwóch następnych. Widok martwego towarzysza wprowadził ich w furię, jednak byłam dla nich za szybka i po krótkiej walce, również leżeli martwi. Ostatni padł ten, który wcześniej odezwał się jako pierwszy. Teraz leżał w bezruchu, z odciętą głową.
Chwila, przecież został jeszcze najmłodszy, którego powaliłam po prostu. Odwróciłam się. Leżał tam gdzie go zostawiłam, zwinięty w kłębek. Nie ruszał się. Przecież nie kopnęłam go aż tak mocno. Zbliżyłam się do niego i zauważyłam mokrą plamę wokół jego cienkich spodni.
– Poważnie? – Mruknęłam, musiał słyszeć jak jego towarzysze giną.
Szturchnęłam go lekko stopą.
– Wstawaj, nie zabiję cię, o ile nie dasz mi powodu.
Chłopak zaczął okazywać oznaki życia i powoli wstał. Cała jego hardość zniknęła i na jego twarzy widać było teraz wyłącznie strach.
– Hmm… ile ty właściwie masz lat, no i jak się zwiesz? – rzuciłam, przyglądając mu się.
– Cel na mnie wołają w Nudrach i osiemnaście wiosen mam, pani – zrobił się teraz bardzo służalczy.
– Rozumiem, że tam się przyłączyłeś do tych tutaj? – Wskazałam mieczem martwych rzezimieszków. Nudre było na skraju lasu, spędziłam tam ostatnią noc, mała osada, pełna takich „szukających przygód” chłopaków jak ten.
– Tak pani, spotkałem ich w karczmie.
– Rozumiem, no dobra – westchnęłam. – Radzę ci się ogarnąć, wrócić do Nudre i znaleźć jakieś porządne zajęcie.
Chłopak spojrzał w dół, dopiero teraz najwidoczniej orientując się, że ma mokre spodnie. Do strachu malującego się na jego twarzy dołączył wstyd.
A jeśli przy naszym następnym spotkaniu dalej będziesz próbował rabować lub coś podobnego – przyłożyłam mu miecz do gardła. – To cię zabiję, rozumiesz?

*****

Kilka godzin później dalej przedzierałam się przez las siedząc już na Kagim, by zwiększyć tempo. Panowała tutaj niepokojąca cisza. Od spotkania z bandytami nie widziałam nikogo innego. Zniknęły nawet ptaki i wiewiórki, które wcześniej mogłam dostrzec na drzewach. Za to pojawiła się mgła. Fioletowa masa, leniwie snująca się pomiędzy drzewami, zaniepokoiła mnie.
Przed oczami zaczęły mi się również pojawiać różne obrazy, kompletnie niezwiązane z miejscem w którym się znajdowałam. Słyszałam, że w tym miejscu straszy i wyglądało na to, że mam na to pewien dowód. Potrząsnęłam głową starając się pozbyć tych dziwnych wizji.

– Rilian, patrz co robisz!
Odwróciłam głowę, obok mnie stała moja matka, która wściekła patrzyła na leżący przede mną strój, który od kilku godzin nieporadnie szyłam. Za oknem, na podwórku ojciec uczył mojego brata szermierki, co wydawało się o wiele bardziej interesujące.
– Masz nie podziwiać swojego brata, tylko skupić się na pracy – warknęła matka łapiąc igłę z nicią. – Patrz, tak to się robi.
Nic nie powiedziałam, tylko tępo przyglądałam się jak należy zszyć poszczególne elementy materiału.


Przez chwilę mignął mi przed oczami z powrotem las, a potem…

Wystawny bal na zamku królewskim, tańce, egzotyczne potrawy, znamienici goście. Od czterech godzin już to znoszę, mecząc się w niewygodnej sukni. Choć była piękna i kosztowna to projektant chyba nie przewidział, że ma ją nosić żywa istota. I jeszcze te buty… Na szczęście, mogłam na razie usiąść i trochę odpocząć. Oleg, syn dowódcy gwardii królewskiej uznał, że zabawi mnie opowieściami o swoich podróżach. Choć nie przepadałam za nim, to przystałam na to, bo zawsze chciałam zwiedzać odległe krainy, ale wyglądało na to, że nie będzie mi to dane. Pozostały mi więc opowieści.
Choć Oleg też na razie za wiele nie podróżował, głównie w obrębie naszego królestwa oraz sąsiednich ziem. Niemniej to i tak było o wiele więcej niż ja dotąd miałam okazję zobaczyć, więc słuchałam go, starając się wytrzymać jakoś jego wkurzający charakter.


Zaklęłam na głos, wykorzystując jedno z zasłyszanych od Hadvara słówek. Co się dzieje? Czy to przez tą dziwną mgłę?

Siedziałam jak sparaliżowana w salonie. Ojciec właśnie oznajmił mi, w moje czternaste urodziny, że zamierza mnie wydać za mąż. Gdy mówił o tym moje myśli pędziły jak oszalałe. Mam wyjść za mąż, zostać związana z jakimś mężczyzną i spędzić resztę życia w domu zajmując się nim i wychowując jego dzieci. I wszystkie moje marzenia o podróżach legną w druzach.

Kaga potrząsnął gwałtownie łbem wyrywając mnie z wizji. Przetarłam oczy. O co właściwie chodziło? Dlaczego nagle zaczęłam przeżywać ponownie zamknięte rozdziały swojego życia?
Dostrzegłam wznoszącą się ponad drzewami smukłą wieżę. Wyglądała na starą, a wokół niej, kto by się spodziewał, kłębiła się fioletowa mgła.
– Chyba trzeba złożyć wizytę właścicielowi tej wieży – pogłaskałam Kagę po szyi.


PS. Tekst sprawdzony wstępnie przez Samotnego wilka ze wschodu.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Starałam się potwornie mocno, ale jednak nie rozumiem tego tekstu. Przeczytałam go trzy razy, za każdym razem zwracając coraz większą uwagę na każde słowo, lecz nie doszłam do niczego konkretnego. Kiedy pierwszy raz skończyłam go czytać, pomyślałam, że to może ja jestem debilem i ten utwór ma w sobie coś głębszego, więc wzięłam się za symbolikę. Bohaterka porusza się na Kadze, sprawdzam, japoński lotniskowiec. Myślę, oho, to może być ciekawy tekst w takim razie, już zacieram ręce. Ale reszta już nie trzymała się dla mnie kupy. Całe google przewinęłam, żeby symbolikę powiązać ze sobą xD Z nazewnictwa Hadvar mi się jedynie znajomy wydawał, bo uciekaliśmy razem z Helgen w Skyrimie (sorki za zabicie kowala, Hadvar [*]). W razie czego przepraszam bardzo za moją ignorancję, bo zasadniczo nie jestem zbyt oczytanym człowiekiem i może mi coś umknęło, dlatego nie widzę w tej miniaturce większego sensu. Jako początek do czegoś większego, wszystko byłoby okej.
Co do postaci... Główna bohaterka typowa Mary Sue niestety. Strasznie sztampowy charakter – w dzieciństwie matka przymuszała ją do robótek ręcznych, gdy ona zazdrościła bratu, który ćwiczy z ojcem szermierkę. Porywcza młódka, która umie powalić pięciu dorosłych mężczyzn bez żadnego problemu i do tego silna w gębie. Po zabiciu wszystkich zachowuje się niczym jakiś stary rewolwerowiec bez skrupułów, który szuka zemsty za zabicie mu rodziny czy co – takie tam pierwsze skojarzenie :V Choć nawet takie stereotypowe postaci są przeważnie lepiej napisane. Oprócz tego te jej wizje są jakby trochę z dupy, nie wiem co reszta bohaterów właściwie wnosi do tekstu. Podsumowując, wkurzająca postać, w dodatku opisana z pierwszoosobowego punktu widzenia, ale to tylko moje osobiste narzekanie, nie przepadam za tą formą. Nie przepadam też za kobiecymi postaciami, ale już kij, wracam do bycia obiektywną xD Jest nieco błędów, ale to już sprawdzający je ładnie wypiszą. No i może to tylko ja, ale nie rozumiem tego tekstu i nie bardzo mi się podobał niestety. Bardziej bym go chyba widziała nie jako miniaturkę, a coś dłuższego. Czekam na inne komentarze, to może rozwieją moje wątpliwości, aj hołp. No to by było chyba na tyle. Liczę na więcej tekstów od ciebie.
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Odpowiedz
#3
(12-08-2016, 15:53)Temer napisał(a): PS. Tekst sprawdzony wstępnie przez Samotnego wilka ze wschodu.

Ty, ale weź w miarę w tajemnicy trzymaj. Ja jestem noga ze sprawdzania i jeszcze mnie się oberwie xD.
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#4
(12-08-2016, 15:53)Temer napisał(a): Ciało mężczyzny powoli osunęło się na ziemię, a jego odcięta głowa odtoczyła się na bok z oczami zastygłymi w wyrazie zaskoczenia. Leżący kilka metrów dalej jeden z jego kamratów jeszcze przez chwilę charczał, lecz zaraz zamilkł..

Mój oddech wracał do normalnego rytmu, ale umysł analizował jeszcze (przecinek)co się właśnie stało.

Zatrzymałam się w chwili (przecinek)gdy usłyszałam szelest liści w krzakach po prawej stronie drogi.

– Zgubiłaś się, dziewczynko? – (z)Zapytał (zbędna spacja) ten, który jako pierwszy wyłonił się zza drzew.

Wyglądał na najmłodszego z całego towarzystwa i ('a' poprzedzone przecinkiem zamiast 'i') gdy był już blisko (przecinek)poczułam od niego odór alkoholu.
– Może chciałabyś się trochę z nami zabawić, co? – ®Rzucił, próbując mnie złapać.

– Ty kurwo (kropka lub wykrzyknik)(P)pierwszy z nich się otrząsnął, po czym krzyknął(dwukropek) – Chłopaki, bierzemy ją!

Nie zastanawiając się (przecinek)sięgnęłam pod płaszcz i dobyłam dwa skrywane dotąd (zbędne) pod nim miecze.

No dobrze, jednak byli głupi. (zbędna spacja) Lekko skoczyłam do przodu, zablokowałam jednym mieczem jego topór (przecinek)nim napastnik zdążył się zamachnąć, a drugim pchnęłam go w brzuch. Naostrzona klinga bez trudu przebiła jego skromną zbroję i weszła w ciało. Wyszarpnęłam broń z jego ciała (zbędne) i odskoczyłam przed ciosami dwóch następnych. Widok martwego towarzysza wprowadził ich w (doprowadził ich do furii) furię, jednak byłam dla nich za szybka i po krótkiej walce, również leżeli martwi. (jednak ja byłam szybsza i po krótkiej walce obaj leżeli martwi – jakoś tak to zmień)

Teraz leżał w bezruchu, (bez przecinka)z odciętą głową.

Leżał tam (przecinek)gdzie go zostawiłam, zwinięty w kłębek.

– Poważnie? – (m)Mruknęłam, musiał słyszeć (przecinek)jak jego towarzysze giną.

Cała jego hardość zniknęła i(przecinek i 'a') na jego (zbędne) twarzy widać było teraz wyłącznie strach.
– Hmm… (I)ile ty właściwie masz lat, no i jak się zwiesz? – rzuciłam, przyglądając mu się (raczej nie kończymy zdania 'się', dodaj 'z bliska', 'z uwagą').

Chłopak spojrzał w dół, dopiero teraz najwidoczniej orientując się, że ma mokre spodnie. Do strachu malującego się na jego twarzy dołączył wstyd.
A jeśli przy naszym następnym spotkaniu dalej będziesz próbował rabować lub coś podobnego – przyłożyłam mu miecz do gardła.(bez kropki, kontynuujesz zdanie po myślniku)(t)To cię zabiję, rozumiesz?

*****

Kilka godzin później dalej przedzierałam się przez las (przecinek)siedząc już na Kagim, by zwiększyć tempo.

Przed oczami zaczęły mi się również pojawiać różne obrazy, kompletnie niezwiązane z miejscem(przecinek) w którym się znajdowałam.

Potrząsnęłam głową (przecinek)starając się pozbyć tych dziwnych wizji.

– Rilian, patrz (przecinek)co robisz!
Odwróciłam głowę, obok mnie stała moja matka, którawściekła patrzyła (wpatrzona w) na leżący przede mną strój, który od kilku godzin nieporadnie szyłam. Za oknem,(bez przecinka) na podwórku ojciec uczył mojego brata szermierki, co wydawało się o wiele bardziej interesujące.
– Masz nie podziwiać swojego brata, tylko skupić się na pracy – warknęła matka (przecinek)łapiąc igłę z nicią. – Patrz, tak to się robi.
Nic nie powiedziałam, tylko tępo przyglądałam się jak należy zszyć poszczególne elementy materiału.


Choć była piękna i kosztowna (przecinek)to projektant chyba nie przewidział, że ma ją nosić żywa istota.

Na szczęście, (bez przecinka) mogłam na razie usiąść i trochę odpocząć. Oleg, syn dowódcy gwardii królewskiej(przecinek) uznał, że zabawi mnie opowieściami o swoich podróżach.

Niemniej to i tak było o wiele więcej (przecinek)niż ja dotąd miałam okazję zobaczyć, więc słuchałam go, starając się wytrzymać jakoś jego wkurzający charakter.[/i]

Gdy mówił o tym (przecinek)moje myśli pędziły jak oszalałe. Mam wyjść za mąż, zostać związana z jakimś mężczyzną i spędzić resztę życia w domu (przecinek)zajmując się nim i wychowując jego dzieci.

Kaga potrząsnął gwałtownie łbem (przecinek)wyrywając mnie z wizji.

Mógłby to być całkiem niezły początek, ale doprasza się kontynuacji. Jako miniatura nie spełnia swojej roli. Chciałeś pokazać, że zbrodnia nie popłaca, a potencjalny gwałt jest zbrodnią. Jednak opowiedziałeś to w taki sposób, jakby przygody tej panny dopiero się zaczęły tym epizodem. Nic o niej nie wiemy, kim jest, skąd jej olbrzymie doświadczenie w walce. Kilku rzezimieszków atakuje samotną dziewczynę, a ona od niechcenia odcina im głowy – przyznasz, że to mało realne, chyba że mamy do czynienia z kimś obdarzonym nadzwyczajnymi mocami. Było takie zdarzenie parę lat temu, gdy lekarkę weterynarii zgwałciło i pobiło kilku pijaczków. Wpadła na pomysł i zaprosiła ich do domu, kusząc wspaniałą zabawą. Tam poczęstowała ich wódką ze środkiem nasennym, po czym wykastrowała – to była zemsta :) Dodam, że goście byli żonaci i dzieciaci, a środowisko wiejskie bywa mało tolerancyjne.
Miniatura literacka ma powielać dłuższe formy, ale powinna w sposób zwarty wyczerpywać temat. W tym tekście aż się prosi o wyjaśnienia i rozwinięcie.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#5
To teraz ja. :D
Spoiler: Poprawki i marudzenie

Nie lubię narracji pierwszoosobowej. Zwłaszcza jeśli bohaterką jest baba. Wybacz, ale po prostu nie. Podobnie jak Trice nie lubię kobiecych postaci po prostu, według mnie często są przerysowane. Niestety, w tym tekście też.

A zatem nie podoba mi się. Nie ma tu nic, co by mnie wciągnęło. O bohaterce nie wiem praktycznie nic poza tym, że jest typową buntowniczką – ach, zły los osadził istotę o pragnieniach godnych mężczyzny w ciele kobiety. Chciała walczyć, a musiała szyć, groziło jej, a fe, co za zdziwienie, małżeństwo! Wybacz, tak to widzę w sytuacji, kiedy bohaterka zupełnie nie jest przedstawiona i muszę poznawać ją na podstawie mało realnej w mojej opinii walki i wizji, których sensu akurat w tym momencie i w tym krótkim tekście nie za bardzo widzę (nie, poprawka, sens widzę, ale tylko taki w typie "a, dam teraz wizję bohaterki, bo tak nie byłoby nic wiadomo o jej przeszłości"). Uważam, że ten tekst jako miniatura zupełnie nie działa. Nie ma w nim porządnego bohatera, nie ma w nim dobrze przedstawionego świata, nie ma puenty. To mógłby być fragment jakiegoś tekstu, ale moim zdaniem nie początkowy – takie początki są według mnie słabe.

Co do samej walki: nie jest realna. Nie wiem, kim jest bohaterka, może to jakaś superbohaterka na sterydach, ale nie wyobrażam sobie kobiety walczącej dwoma mieczami. (Tak samo jak chowania dwóch mieczy pod płaszczem – cokolwiek zrobić albo coś będzie wystawało, albo nie wyciągnie się ich na czas). W dodatku walczącej nimi tak zabójczo szybko i tak zabójczo skutecznie na czterech przeciwników. Do takiego stylu walki typu pach-pach-trup bardziej pasują sztylety, dla kobiety w szczególności – łatwe do ukrycia, łatwe do wyciągnięcia. Moje niezadowolenie z tej walki jeszcze bardziej potęguje fakt, że opisałeś tylko jedno starcie, a resztę uciąłeś do momentu, aż wszyscy zostali pokonani przez mocarną bohaterkę. Nie widzę tego, przykro mi. Któryś z nich w końcu walnąłby ją toporem w plecy/w cokolwiek innego i nie martwił faktem, że topór dawno nie widział osełki.

Tyle ode mnie. Sorry, ale meh.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#6
Do miniatury nijak mi to nie pasuje, brakuje puenty, jakiegoś podsumowania.
W tym momencie bardziej wygląda mi to na wstęp do dłuższej historii i tak postaram się to ocenić.

Historia, ma w sobie coś ciekawego, z pewnością zachęciła mnie do dalszego czytania.

Kilka drobnych uwag, poprawił bym scenę walki. Przede wszystkim te dwa miecze. Po drugie, opisujesz jak powaliła chłopaka, a zabicie czterech pozostałych opisujesz jednym zdaniem.

Dodaj tej dziewczynie też jakiś charakter :v
Typowa historyjka o zbuntowanej dziewczynie z rodzinnymi problemami.

Na koniec jeszcze...
A co z tym koniem? Stał z boku i obserwował całą walkę, wspierał mentalnie wojowniczkę? Nikt nie wpadł na pomysł żeby go ukraś, lub chociaż przeszukać bagaże?
Crax, do poprawek marsz! ~ Nawka
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości