Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Romans Kaśka, zostaw tego Francuza
#1
 W końcu dałam się namówić Agnieszce na kawę. Długo już mnie prosiła o spotkanie, więc jej uległam. Kiedyś, gdy pracowałyśmy razem, były z nas dwie wielkie przyjaciółki. Później zaszłam w ciążę, zmieniłam pracę i kontakt jakoś się urwał...  Teraz nie za bardzo przepadałam za takimi wyjściami. Wolałabym spędzić czas z Melką. Ale Aga wciąż do mnie dzwoniła! 
 W każdym razie siedziałyśmy przy kawiarnianym stoliku, przed nami stały talerzyki po zjedzonym serniku, a my rozmawiałyśmy o starych, dobrych czasach". Choć to głównie Agnieszka mówiła. Opowiadała, jak jej się życie poukładało, co u jej męża Zenka, gdzie ostatnio byli na wakacjach. 
 Była przykładem takiej wielkiej pani dyrektor. Ubrana w modny żakiet, ładną bluzkę i zapewne drogie szpilki. Nawet fryzurę miała nienaganną – brązowe loki zgrabnie upięte z tyłu głowy. Czułam się przy niej jak Kopciuszek. Niby na tę okazję wybrałam szarą spódnicę, w którą ledwo co się zapięłam, ale widać było różnicę poziomów. A przecież dawniej razem pracowałyśmy w zwyczajnej bibliotece! 
 Gestem przywołałam młodego kelnera i poprosiłam go o rachunek. Odszedł na moment, a Aga rzuciła mi ten swój wszystkowiedzący uśmiech. 
 — Kaśka, a może ty byś sobie kogoś znalazła, zamiast oglądać się za garsonami? — rzuciła, a ja momentalnie spłonęłam rumieńcem. 
 — Ja wcale nie... — próbowałam się bronić przed oskarżeniami koleżanki, ale ta nie miała zamiaru dać mi dojść do słowa. 
 — Mnie nie oszukasz. Kiedy ostatni raz byłaś na randce? — Kelner wrócił, zapłaciłyśmy i ruszyłyśmy w stronę parku. 
 — Och, nie pamiętam, dobrze? — odparłam zirytowana. Mam trzydzieści dwa lata, a ona będzie mnie pouczać, jakbym była o co najmniej połowę młodsza. 
 — Nie, wcale nie jest dobrze — odpowiedziała z troską. Usiadłyśmy na ławce, a mi coraz mniej podobało się to spotkanie. — Ty i Mela potrzebujecie kogoś, kto się wami zaopiekuje. Może poszłabyś na jakąś imprezę albo nawiązała znajomość przez internet... 
 — Stop — przerwałam jej, gdyż czara się przelała. — Same świetnie sobie radzimy. A jeśli o to chodzi, to muszę odebrać małą z przedszkola. 
 Pożegnałam się z nią prędko i szybkim krokiem ruszyłam na przystanek autobusowy. Byłam zła na Agnieszkę. Co za bzdury wygadywała! Odkąd zostawił mnie ojciec Amelki, spotkałam się z paroma mężczyznami, ale każdy z nich uciekał, gdy dowiadywał się, że mam córkę. Historia tak zwyczajnej matki, samotnie wychowującej dziecko. Doszłam do wniosku, że dobrze nam we dwójkę. Opłaty zawsze były opłacone, mieszkałyśmy w  dwupokojowym mieszkaniu w centrum, a ja miałam na tyle luźną pracę w księgarni, że mogłam spędzać z Melką sporo czasu. 
 Autobus właśnie podjechał, więc wsiadłam i stanęłam przy drzwiach. Dlaczego nawet wiosną w tym starym transporcie musi być tak duszno? Z ulgą wysiadłam z pojazdu i skierowałam się w kierunku przedszkola. Było stosunkowo niedaleko. Mały, szary budynek z jakże barwnym ogrodem. Amelka mówiła, że lubi tutaj najbardziej właśnie te kolorowe krasnale wystające z pomiędzy źdźbeł trawy. 
 W środku przywitała mnie zabiegana przedszkolanka – pani Ola.
  — Mela, mama po ciebie! — krzyknęła, zaglądając do stołówki. 
Zaraz jednak spostrzegła chłopca starającego się wejść na parapet. — O nie, nie, nie, nie. Marcin, złaź stamtąd. 
 Z pomieszczenia obok wybiegła moja roześmiana córka. Wiele osób mówiło, że jest do mnie bardzo podobna: takie same błękitne oczy, ciemne blond włosy i długi, lekko szpiczasty nos. Kokardkę przy warkoczu miała jak zawsze lekko przekrzywioną.
  — Mama! — krzyknęła, wtulając się w moje nogi. — Dzisiaj pani mnie pochwaliła, bo czytałam najlepiej ze wszystkich. 
 — Tak? Ale jestem z ciebie dumna. — Chwyciłam ją za rączkę i wyprowadziłam z budynku. — To może pójdziemy na lody? 
 Amelka entuzjastycznie pokiwała głową. 

***

 Wieczorem, gdy mała leżała już w łóżku, zrobiłam sobie kawę i usiadłam w fotelu z laptopem na kolanach. Sprawdziłam portale społecznościowe, aż w końcu coś pokusiło mnie, żebym zarejestrowała się na stronie randkowej.


I oto przybywam. 
To moje pierwsze opowiadanie tutaj. Mam nadzieję, że mi z nim pomożecie. 
Nie jest to zbyt oklepany pomysł? A co z błędami? 
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat:W końcu dałam się namówić Agnieszce na kawę. Długo już mnie prosiła o to spotkanie, więc jej uległam (ja wiem, że chciałaś podkreślić konkretność tego spotkania, ale jak dla mnie – z punktu widzenia czytelnika – te zaimki jednak są zbędne). Kiedyś, gdy pracowałyśmy razem, były z nas dwie wielkie przyjaciółki. Później zaszłam w ciążę, zmieniłam pdracę i nasze kontakty się rozluźniły (w sensie, że nie były już tak napięte? Przecież to były psiapsióły, a nie rywalki :p Użyłbym tutaj innego słowa). Teraz nie za bardzo przepadałam za takimi wyjściami. Wolałabym spędzić czas z Melką. Ale Aga wciąż do mnie dzwoniła!
W każdym razie siedziałyśmy przy kawiarnianym stoliku, przed nami stały talerzyki po zjedzonym serniku (nie czuję, jak rymuję :D), a my rozmawiałyśmy o "starych, dobrych czasach" („starych dobrych czasach” – w Polsce używamy polskich cudzysłowów apostrofowych). Choć to głównie Agnieszka mówiła. Opowiadała (przecinek) jak jej się życie poukładało, co u jej męża Zenka (matko, ale go rodzice pokarali :x), gdzie ostatnio byli na wakacjach.
Była przykładem takiej wielkiej pani dyrektor. Ubrana w modny żakiet, ładną bluzkę i zapewne drogie szpilki. Nawet fryzurę miała nienaganną – brązowe loki zgrabnie upięte z tyłu głowy. Czułam się przy niej jak Kopciuszek. Niby na tę okazję wybrałam szarą spódnicę, w którą ledwo co się zapiełam (zapięłam), ale widać było różnicę poziomów. A przecież dawniej razem pracowałyśmy w zwyczajnej bibliotece!
Gestem przywołałam młodego kelnera i poprosiłam go o rachunek. Odszedł na moment, a Aga rzuciła mi ten swój wszystkowiedzący uśmiech.
— Kaśka, a może ty byś sobie kogoś znalazła, zamiast się za garsonami oglądasz? (zamiast oglądać się za garsonami – styl) — rzuciła, a ja momentalnie spłonęłam rumieńcem.
— Ja wcale nie... — próbowałam się bronić przed oskarżeniami koleżanki, ale ta nie miała zamiaru dać dojść mi (dać mi dojść – styl) do słowa.
— Mnie nie odszukasz (to ona się gdzieś zgubiła?). Kiedy ostatni raz byłaś na randce? — Kelner wrócił, zapłaciłyśmy i ruszyłyśmy w stronę parku.
Oh (och), nie pamiętam, dobrze? — odparłam zirytowana. Mam trzydzieści dwa lata, a ona będzie mnie pouczać, jakbym była o conajmniej (co najmniej) połowę młodsza.
— Nie, wcale nie jest dobrze — odpowiedziała z troską. Usiadłyśmy na ławce, a mi coraz mniej podobało się to spotkanie. — Ty i Mela potrzebujecie kogoś, kto się wami zaopiekuje. Może poszłabyś na jakąś imprezę albo nawiązała znajomość przez internet...
— Stop — przerwałam jej, gdyż czara się przelała. — Same świetnie sobie radzimy. A jeśli o to chodzi, to muszę odebrać małą z przedszkola.
Pożegnałam się z nią prędko i szybkim krokiem ruszyłam na przystanek autobusowy. Byłam zła na Agnieszkę. Co za bzdury wygadywała! Odkąd zostawił mnie ojciec Amelki, spotkałam się z paroma mężczyznami, ale każdy z nich uciekał, gdy dowiadywał się, że mam córkę. Historia tak zwyczajnej matki, samotnie wychowującej dziecko. Doszłam do wniosku, że dobrze nam we dwójkę. Opłaty zawsze były popłacone (opłacone – styl), mieszkałyśmy w  dwupokojowym mieszkaniu w centrum, a ja miałam na tyle luźną pracę w księgarni, że mogłam spędzać z Melką sporo czasu.
Autobus właśnie podjechał, więc wsiadłam i stanęłam przy drzwiach. Dlaczego nawet wiosną w tym starym transporcie musi być tak duszno? (zasada zbiorkomu – podobno zarząd komunikacji miejskiej ma nowe, ładne autobusy z klimatyzacją, ale nigdy w życiu ich nie widzisz XD) Z ulgą wysiadłam z pojazdu i skierowałam się w kierunku przedszkola. Było stosunkowo niedaleko. Mały, szary budynek z jakże barwnym ogrodem. Amelka mówiła, że lubi tutaj najbardziej właśnie te kolorowe krasnale wystające z pomiędzy źdźbeł trawy.
W środku przywitała mnie zabiegana przedszkolanka — pani Ola. (pauzy, z tego co zauważyłem, używasz do zapisu dialogów, a do wtrąceń – półpauzy. Skoro już narzuciłaś sobie jakąś konwencję, to dobrze byłoby jej się trzymać)
— Mela, mama po ciebie! — krzyknęła, zaglądając do stołówki.
Zaraz jednak spostrzegła chłopca starajacego się wejść na parapet. — O nie, nie, nie, nie. Marcin, złaź stamtąd.
Z pomieszczenia obok wybiegła moja roześmiana córka. Wiele osób mówiło, że jest do mnie bardzo podobna(wkradła Ci się tutaj spacja do odstrzelenia): takie same błękitne oczy, ciemnoblond (poprawniej byłoby: ciemne blond) włosy i długi, lekko szpiczasty nos. Kokardkę przy warkoczu miała jak zawsze lekko przekrzywioną.
— Mama! — krzyknęła, wtulając się w moje nogi. — Dzisiaj pani mnie pochwaliła, bo czytałam najlepiej ze wszystkich.
— Tak? Ale jestem z ciebie dumna. — Chwyciłam ją za rączkę i wyprowadziłam z budynku. — To może pójdziemy na lody?
Amelka entuzjastycznie pokiwała głową.

***

Wieczorem, gdy mała leżała już w łóżku, zrobiłam sobie kawę i usiadłam w fotelu z laptopem na kolanach. Sprawdziłam portale społecznościowe, aż w końcu coś pokusiło mnie, żebym zarejestrowała się na stronie randkowej.


Ech, no dobra. Teraz mogę coś napisać o tekście. Dość krótki. Wiem, że mamy ograniczenia długości, ale to ledwie dwie i pół strony maszynopisu, które można było trochę lepiej rozwinąć.
Technicznie nie jest źle. Powinnaś dostać po łapkach za ortografy, które by Ci wyłapał program do edycji tekstu, gdybyś go użyła, ale z interpunkcją sobie radzisz całkiem nieźle. Wyłapałem chyba jeden brakujący przecinek.
Ale styl to inna para kaloszy. Po pierwsze – zdarza Ci się czasem uwalić fleksję, no ale na to nie ma rady. Tego chyba najprędzej się nauczysz dużo pisząc i patrząc na poprawki. Po drugie – tekst był napisany w mało literackiej formie. To brzmiało bardziej, jakby taka typowa Kaśka siadła przede mną i zaczęła mi opowiadać, jak jej minął dzień. No niby okej, jednak bardzo trąca kolokwialnym tonem, tak jakbym czytał bloga, a nie opowiadanie.
Fabularnie mnie nie urzekło, ale zgaduję, że to akurat kwestia gatunku. Ciężko wymagać ekscytującej fabuły od romansu. I to już na samym początku. Podwaliny na całkiem dobry tekst masz, ale musisz popracować nad stylem, bo jak mówię – ja czytając, nie czułem się, jakbym miał przed sobą opowiadanie, a raczej krótką relację lub wpis na blogu.

Na przykład:
Cytat:W końcu dałam się namówić Agnieszce na tę kawę. Długo już mnie prosiła o to spotkanie, więc jej uległam. Kiedyś, gdy pracowałyśmy razem, były z nas dwie wielkie przyjaciółki. Później zaszłam w ciążę, zmieniłam pdracę i nasze kontakty się rozluźniły. Teraz nie za bardzo przepadałam za takimi wyjściami. Wolałabym spędzić czas z Melką. Ale Aga wciąż do mnie dzwoniła!

Mogłabyś (mogłabyś! To jest tylko przykład i nie bierz mnie sobie za wyznacznik stylu) zapisać:
Uległam. Sporo czasu się przed tym wzbraniałam, jednak ostatecznie dałam się namówić Agnieszce na to przeklęte wyjście na kawę. Od dawna męczyła mnie prośbami o wspólne spotkanie, więc nie mogłam jej odmawiać w nieskończoność. Gdy jeszcze pracowałyśmy razem, byłyśmy dwiema wielkimi przyjaciółkami, ale potem zaszłam w ciążę, zmieniłam pracę i kontakt się jakoś urwał… Teraz jakoś niezbyt przepadam za takimi luźnymi wypadami. Wolałabym spędzić ten czas z Melką, jednak Aga nie dawała mi spokoju, ciągle do mnie wydzwaniając.

Widzisz? Sens ten sam, ale jest trochę bardziej kwieciście i literacko. Ja sam nie jestem fanem długich opisów, ale jednak odrobinę jednak trzeba ich użyć, aby tekst nie przypominał surowego kloca drewna, tylko miał bardziej zdefiniowaną formę.
Cóż, to w sumie tyle ode mnie. Strasznie hardkorowo z mojej strony nie było, bo poza tym, że lekko wiało nudą i styl kuleje, to nie ma czego zbytnio zgnoić.
Powodzenia w dalszej pracy i szlifuj pisanie! ;)
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
#3
Dziękuję za pomoc. W nocy poprawię błędy, a przy następnym fragmencie bardziej skupię się na opisach.
Co do tej zwykłej Kaśki... tak właśnie chciałam ją przedstawić. Jako niewyróżniającą się z tłumu kobietę. Ale postaram się bardziej to urozmaicić :D
Odpowiedz
#4
Pewnie sama się domyślasz, że oklepane to trochę jest. :P Przypomina mi książki ze szkolnej biblioteki, które czytałam w podstawówce, no offence. ;–;  Mogę ci tylko poradzić, żebyś poczytała trochę ambitnej literatury, a dobre pomysły same przyjdą. ;)
Odpowiedz
#5
Co prawda Nid już wypisał poprawki, ale chciałem przeczytać Twoją pracę. Może coś przeoczyłaś przy nanoszeniu poprawek, może coś Nid nie zauważył, a może ja wynajdę jakiś szczegół...

(26-06-2016, 04:28)Miska-chan napisał(a): (...) o „starych, dobrych czasach". Choć to głównie Agnieszka mówiła. Opowiadała, jak jej się życie poukładało, co u jej męża Zenka, gdzie ostatnio byli na wakacjach. (jak dla mnie to nie jest rozmowa o starych dobrych czasach, lecz o tym, co się wydarzyło później)

A przecież dawniej razem pracowałyśmy w zwyczajnej bibliotece! (a jak wygląda nadzwyczajna?)

 — Mnie nie oszukasz. Kiedy ostatni raz byłaś na randce? — Kelner wrócił, zapłaciłyśmy i ruszyłyśmy w stronę parku. 
 — Och, nie pamiętam, dobrze? — odparłam zirytowana. (Nie za dużo czasu upłynęło od zadania pytania do odpowiedzi? Tak na oko jakieś 10 minut – jak dobra reklama w Polsacie. Ja już bym zapomniał, o co pytałem.)

Mam trzydzieści dwa lata, a ona będzie mnie pouczać, jakbym była o co najmniej połowę młodsza. (szczerze mówiąc, nie rozumiem tego toku myślenia, ale to tylko szczegół)

Opłaty zawsze były opłacone (a masło jest maślane – taki pleonazm wyszedł), mieszkałyśmy w dwupokojowym mieszkaniu w centrum, a ja miałam na tyle luźną pracę w księgarni, że mogłam spędzać z Melką sporo czasu.

 — Mela, mama po ciebie! — krzyknęła, zaglądając do stołówki. 
(dlaczego od nowego akapitu?) Zaraz jednak spostrzegła chłopca starającego się wejść na parapet. — O nie, nie, nie, nie. Marcin, złaź stamtąd. (Oj, przydałby się tu wykrzyknik)

***

Nie jest to zbyt oklepany pomysł?
Jeśli nie zacznie randkować z przystojnym wampirem, to będzie OK.

Tyle ode mnie.
Przede wszystkim mało – wspomniał już o tym Nid. Czuję niedosyt tekstu.
Akcja w sumie dobrze prowadzona i czekam na dalszy ciąg, by móc coś więcej o tym powiedzieć. Powodzenia.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości