Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Więzień
#1
Więzień

Przez okno wpadały ciepłe letnie promienie słońca, oświetlały niemal cały pokój naturalnym światłem. Już po chwili w pokoju zrobiło się przyjemnie ciepło. Moją pierwszą myślą były egzaminy, w końcu to już dziś, można by powiedzieć, że to najważniejszy dzień mojego życia, to dziś zostanie zadecydowane to jak moja przyszłość będzie wyglądać. Kilka ostatnich lat spędziłem na zgłebaniu tematu satelit, tak wiec przeczytałem wszystkie dostępne książki w bibliotece co prawda nie było ich wiele, ale dzięki nim udało mi się zbudować pierwszego prowizorycznego drona. Nie był on jakoś specjalnie zaawansowany, jedynie mógł wylecieć na kilka metrów w górę i zrobić kilka zdjęć okolicy. Choć biorąc pod uwagę jak kiepskie środki do budowy miałem był to sukces. Choć dron był całkowicie nie przydatny. Moje myśli ciągle nawiedzały wizję przydziału do innego zajęcia, nie mam pojęcia co wtedy zrobię, moje życie straci sens, przecież nic innego nie ma najmniejszego sensu. Ledwo co wstałem z łóżka, byłem zmęczony zarwaną nocą, która poświeciłem na naukę, ledwo co podszedłem do okna, za którym roztaczał się blisko 50 metrowy mur, zbudowany z litego kamienia. Niektóre głazy bo tak je chyba mogę nazwać były naprawdę wielkie, przewyższały dorosłego człowieka nawet dwukrotnie. W mojej głowie od razu, wręcz mimowolnie przypomniała się lekcja historii na której, podawane były informacje o budowie muru obronnego. Główne problemy sprawiały zwierzęta które atakowały co noc, niektóre nawet w ciągu dnia. Przy bardziej zaawansowanych pracach pojawił się problem dźwigania  kamieni coraz to wyżej, ale na szczęście po kilku latach mur był gotowy nasze miasto było bezpieczne. Z dołu dobiegały krzyki które zawszę towarzyszyły nam przy śniadaniach, ze względu na to, iż moja siostra nie chce ich jeść, a mama uważa to za obowiązek. Ja  też nie będę dziś jadł śniadania, egzaminy rozpoczynały się lada chwila, a rozmowy  i krzyki przy śniadaniu raczej nie pomogą mi w skupieniu się.  Wziąłem dwie kanapki które leżały nie tknięte od wczoraj po czym wyskoczyłem przez okno. Uliczka na której znajdował się mój dom była prosta, wszystkie domy wyglądały tak samo: niskie dwupiętrowe, mimo iż miały dwa piętra bez problemu można było wyskoczyć przez okno. Wszystkie domy były szare, jedyne co odróżniało jeden od drugiego to numerek przy drzwiach. Na osiedle cień rzucał olbrzymi mur sprawiał, że domy w szarym kolorze wydawały się niemal czarne. Całe miasto wyglądało niemal tak samo, wyróżniało się kilka budynków takie jak: szkoła, budynek rządu czy elektrownia. Droga do szkoły minęła mi na przypominaniu sobie rzeczy których uczyłem się przez ostatnie lata. Tak więc przypominałem sobie wszystkie wzory, wszystkie ważne daty, osoby i wiele innych rzeczy. Materiał z którego zaraz miałem pisać egzamin naprawdę był ogromny.
W klasie siedziało blisko 200 osób, znałem ich wszystkich a przynajmniej kojarzyłem twarze. Wszyscy byli w tym samym wieku co ja. Do egzaminu przystępowało się w wieku 22 lat. Wszyscy w  klasie mieli te same stroje, dziewczyny i chłopacy: czarne spodnie i białe koszule. Siedziałem w ławce słuchając pana który tłumaczył zasady egzaminu, mówił ze arkusz egzaminacyjny składa się z 50 stron, że ostatnie dziesięć stron jest tak zwanymi stronami wolnymi, na których pisze się to co się wie, a nie było to przydatne podczas pytań. Na końcu powiedział że na napisanie egzaminu mamy 300 minut i życzył wszystkim powodzenia. Rozwiązywanie zacząłem bardzo szybko, pochłaniałem pytanie za pytaniem starając się odpowiadać najdokładniej jak umiem, nie zastanawiałem się długo nad danymi pytaniami po to aby nie stworzyć sobie w głowię mętliku. Przecież wiedziałem, umiałem to wszystko uczyłem się tego już tak długo. Czas na egzamin mijał bardzo szybko, zegar odmierzający czas do końca tykał nie ubłaganie, ciągle komuś burczało w brzuchu. Skończyłem przed czasem, egzamin okazał się dużo prostszy niż sądziłem. Pozostało mi tylko oddanie arkusza, podpisanie się i oczekiwanie na wynik. Przy oddawaniu dostałem swój numerek: 153 i dowiedziałem się, że ocenianie prac może potrwać kilka godzin, lecz nie możemy wychodzić na zewnątrz. Po czym zostałem skierowany do salki oczekiwań. Była mała ledwo co mieściła tyle osób, były w niej ławki bez oparcia, i puste białe ściany. Zdający siedzieli jeden obok drugiego wpatrując się niby w siebie a jednak nikt nie skupiał się na innych osobach, po prostu patrzyli przed siebie. Ludzie po usłyszeniu swojego numerka wstawali i wychodzili, byli najpierw informowani o wynikach następnie przydzielani do zajęcia które mieli wykonywać przez resztę swojego życia. Proces ten nie trwał długo, egzaminatorów było pewnie nawet więcej niż samych zdających.
– 100 Proszę!
W salce robiło się coraz luźniej, niektórzy położyli sie na ławkach które wcześniej były całe zajęte. Wszyscy czekaliśmy. W Sali panował dziwny, nienaturalny spokój, presja nakazywała nie wyłamywanie się z niego, lecz wewnątrz każdy pewnie nie marzył o niczym innym.
151 Proszę!
jeszcze chwila, tylko chwila. Zauważyłem ze sam nie panowałem już nad sobą, czułem jak moje serce zaczyna coraz szybciej bić. Emocje które sprawiają, że nie potrafię już usiedzieć bez ruchu, moje nogi chcą chodzić, moje ręce zaczęły się pocierać nawzajem. Lecz nie miałem najmniejszej ochoty zapanować nad tym i tak nikt nie będzie tego wspominać.
152 Proszę!
Moi rodzice zostali przydzieleni do konserwatorium murów. Ciągle opowiadali nam z siostrą jakie to wielkie szczęście ich spotkało. Zawsze mówili, że gdyby nie to mogli by się wcale nie poznać. Powtarzali ciągle, że przydział nie jest ważny, ważniejsze jest samo życie które nas później spotyka. Słyszałem to już tyle razy, lecz ani razu nie byłem bliski uwierzenia w to co oni mówią. Chcieli w nas tylko ostudzić zapał, przygotować na nie spełnione marzenia. Lecz oni nigdy nie przykładali się tak bardzo do nauki, podeszli do tego wręcz nie przejmując się tym, a ja to co innego, to już przecież tyle lat od śmierci Joego, od obietnicy złożonej samej sobie a może też jemu, że jednak będę badał świat.
153 Proszę!
Nie pamiętam jak to wszystko się potoczyło. Jak przeszedłem przez salkę oczekujących. Jak podszedłem do egzaminatora, kto nim w ogóle był, nie pamiętam co mi ta osoba mówiła. działo się to automatycznie, nie panowałem wtedy nad sobą. Pamiętam moment w którym egzaminator mówił „Na 150 punktów uzyskał pan 45. Zostaje pan przydzielony do pracy w elektrowni. Wgląd w arkusz egzaminacyjny można uzyskać po złożeniu odpowiedniego wniosku. Wszystkie arkusze są niszczone po upływie 60 dni od dnia egzaminu. Pan przy drzwiach odprowadzi cię do pracy i przeprowadzi pierwsze szkolenie. Dziękuję i życzę miłej pracy.” Nie pamiętam też całej reszty: jak wyszedłem ze szkoły, o czym rozmawialiśmy z moim nowym przełożonym, jak dotarliśmy do elektrowni ani jak długo to trwało. Z szoku wyszedłem tak naprawdę dopiero przy samej elektrowni. Budynek miał kilkadziesiąt metrów, choć był też niższy niż reszta domów. Wejście do budynku było dużą metalową bramą która była zamykana i otwierana tylko ze środka po przedstawieniu się przez kratkę przy drzwiach. Po wejściu do środka pierwsze co rzucało się w oczy to sterylność, wszyscy ubrani w białe ubrania, twarze mieli owinięte białą chustą. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się ze jest tam więcej ludzi niż podczas egzaminu lecz po chwili uświadomiłem sobie, że to tylko chaos związany z ich przemieszczaniem się z miejsca na miejsce tworzy takie wrażenie.
Nasza elektrownia opierała się na technologii głębokich wierteł, był to dość efektywny sposób wytwarzania prądu na tyle że prąd sprzedawaliśmy także do sąsiedniego miasta. Pan który miał przeprowadzać moje szkolenie, zaczął mi wyjaśniać na czym Bedzie polegać moja praca, mówił o różnych ciekawostkach związanych z tą pracą, tłumaczył też jak ważne jest to co będę robił dla miasta. A wiec dowiedziałem się że moja praca będzie polegać na wciśnięciu odpowiedniego przycisku później zostaje mi tylko nadzorowanie wiertła, po 6 godzinach, musze naciść kolejny przycisk który wycofie wiertło z powrotem, po wyjściu na powierzchnie należy odczekać  3 godziny aby wiertło odpowiednio ochłodło. Następne 3 godziny mam na sprawdzenie stanu wiertła, musze oddać  go w stanie idealnym swojemu zmiennikowi, jeśli wiertło będzie uszkodzone należy to zgłosić. Naprawdę niesamowicie ambitna praca. Po dokładnym przedstawieniu regulaminu pracy zostałem poinformowany, że zaczynam za miesiąc. Pan pożegnał sie ze mną życząc mi miłego wolnego czasu po czym dodał, że nie może sie doczekać, aż nasza współpraca rozpocznie się na dobre.
Udałem się prosto do domu, po drodze ciągle rozmyślałem jak to możliwe, że poszło mi AŻ TAK ŻLE, przecież poświeciłem tyle czasu na naukę, pytanie wydawały się takie łatwe, to nie możliwe żebym pomylił się az w tylu rzeczach. Od razu wiedziałem, że musze zobaczyć ten egzamin. To musi być ich pomyłka, moja nie wchodzi w grę. A nawet jeśli może uda mi sie powtórzyć egzamin, przecież takie przypadki też się już zdarzały. Jedno jest pewne nie mogę spędzić reszty życia w tej przeklętej elektrowni, to nie jest dla mnie, nie chce tego.
Robiło się już ciemno, latarnie zaczynały oświetlać drogę, Moj dom był nie daleko. Bałem się trochę tego powrotu z jednej strony wiem że czeka na mnie cała rodzina, ze nikogo nie zawiodłem swoim przydziałem a może nawet wręcz przeciwnie, lecz z drugiej strony nie chciałem się przyznawać do swojej porażki. Kolacja będzie na pewno miło spędzonym czasem, usłyszę opowieść o przydziałach moich rodziców, o ich miłości, o tym że pewnie moja już tam czeka, iż powinienem resztę mojego czasu spędzić na pomocy mojej siostrze, przecież jej egzaminy też już są za nie długo. Ze powinienem udać się w podróż po murze, przecież  oni nie wiedzą, że udaje się tam wieczorem gdy nikogo tam nie ma. Nie wiem czy jestem w stanie sprostać takiej kolacji, najchętniej położył bym się spać i spał już zawsze.
Dom był urządzony w starym stylu na ścianach wisiały odzyskane obrazy jeszcze z przed wojny były bezwartościowe, ale tez były pasją mojej matki i musze przyznać ze tworzyły ciekawy klimat. W jadalni dało się usłyszeć uciszanie rozmów na mój powrót do domu. Przy stole siedziała cała rodzina, wszyscy się cieszyli, ale także można było dostrzec nutkę zdenerwowania na ich twarzach. Patrzyli na mnie jak dzikie zwierzęta podczas polowania na samotną ofiarę. Milczenie przerwała moja matka, była bardzo niską osobą, stojąc na palcach ledwo co sięgała do moich ramion, była też gruba, no bardzo gruba, długie włosy sięgały jej do pasa, delikatna twarz i niebieskie oczy, tak niebieskie że dostrzegało się to od razu.
– Jak ci poszły egzaminy? – zapytała z uśmiechem na twarzy
Chciałem skłamać, powiedzieć, że wszystko poszło zgodnie z planem, najlepiej jak tylko mogło pójść, lecz coś mi nie pozwalało tego zrobić, nie wiem czy to była logika która mówiła że kłamstwo nie wyszło by na jawa z wielkim szczęściem może przez kilka dni. Przecież ludzie sie znali, mówili kto nowy przychodzi do nich pracy, na pewno jakiś znajomy widział mnie w elektrowni, a nawet jeśli nie to co będę to kłamstwo utrzymywać przez całe życie, przecież  to nie miało najmniejszego sensu. Lepiej było powiedzieć, przyznać sie do swojej klęski, ale do cholery nie miałem na to ochoty.
-45 punktów na 150 możliwych, nie mam pojęcia jak to się mogło stać, wydawało mi się ze potrafię wszystko, egzamin był tak łatwy- mówiąc to usiadłem na wolnym krześle obok stołu załamany wpatrując się w potrawy na stole. Czułem, to było pewne iż na kolację Bedzie coś wyjątkowego coś co uwielbiam, mimo to zaskoczyły mnie żeberka na stole a ich zapach coraz bardziej sprawiał ze byłem głodny.
-gdzie sie dostałeś?– ojciec  zapytał
-elektrownia, dziś był mój pierwszy dzień a konkretniej szkolenie.
-hahahaha- tata roześmiał się gromkim śmiechem, wydało mi się to co najmniej nie miłe, ale patrzyłem na niego, czekałem az cos powie – Nasza siedziba jest zaraz obok elektrowni, jak ci sie podoba perspektywa chodzenia do pracy z rodzicami?– nie zdążyłem odpowiedzieć, choć na dobrą sprawę nie wiedział bym co powiedzieć, a tata kontynuował – Słyszałem od znajomego, iż przydziały w elektrowni są nawet kilka razy większe niż nasze, coś czuje ze w najbliższym czasie szykuje sie dopływ gotówki.
-super, super, super- Marie aż podskoczyła razem ze stolikiem – zawsze chciałem wiedzieć, jak wygląda wytwarzanie energii, opowiesz mi?– zapytała z ogromnym uśmiechem na twarzy
Jej uśmiech wydawał mi się tak szczery jak nikogo innego jednak zawsze tez sie zastanawiałem czy jest możliwe, że tylko udaje po chwili zresztą tak jak zawsze doszedłem do wniosku, że to nie możliwe. Nie wiem też co mam odpowiedzieć, może jakaś cześć mnie pragnie powiedzieć żeby sie „zamknęli” lecz jakaś cześć mnie wie ze nie powinienem, nie mam do tego żadnych powodów.
– Chce spróbować powtórzyć egzamin? Pamiętacie czy komuś na to pozwolono ?– odpowiedz na to pytanie była dla mnie bardzo ważna wiec wyczekiwałem z niecierpliwością aż ktoś mi odpowie, wymiana spojrzeń miedzy rodzicami sugerowała, ze woleli by nie wchodzić w taką dyskusje, ale w końcu ojciec sie odezwał:
– Tylko raz powtórzono egzamin, kilka lat przed moim własnym. Zdecydowano wtedy iz egzamin powtórzą wszyscy, pojawił sie jakiś błąd przy ocenianiu lecz nigdy nie zostało to do końca wyjaśnione, lepszym wyjściem było powtórzenie go.– po chwili dodał – Nie chce cie martwic lecz wydaj mi się, ze nie uda ci sie go powtórzyć. Musisz sie przyzwyczaić do tego co dostałeś. Weź pod uwagę jak dobry przydział dostałeś, jak wielu ludzi pewnie o nim marzyło- mówił to z takim przekonaniem jak nic innego. Dało się dostrzec ze gdzieś w głębi liczył na coś takiego. Ja też gdzieś w głębi czułem że chciał abyśmy wszyscy z jakiegoś powodu prowadzili takie Zycie jak on. Dyskusja była zbędna. W nocy przygotuje papiery potrzebne do wydania arkuszy i wniosek o powtórzenie egzaminu, teraz chciałem się Cieszyc tą wspólną kolacją która wcale sie tak często nie zdarzała. Różne zmiany w pracy powodowały ze takie wspólne posiedzenia zdarzały sie kilka razy w ciału roku. W dodatku jedzenie które przygotowała moja mama wyglądało przepysznie i juz po chwili przekonałem się ze smakuje jeszcze lepiej. 
Kolacja mijała szybko o dziwo w bardzo dobrym humorze, wszyscy sie śmiali, nawet ja w pewnym momencie zupełnie zapomniałem o swoim nie szczęściu i śmiałem się razem z nimi. Żeberka ze stołu zniknęły w iście ekspresowym tempie, rodzice po raz kolejny opowiadali nam o tym jak wygląda ich praca, choć słyszeliśmy to już milion razy to niektóre historie naprawdę wywoływały w nas szczery śmiech inne szczerze uśmiech politowania. Siostra opowiadała o tym czego uczą się teraz w szkole, co robią z koleżankami po szkole, nie które z tych rzeczy zdecydowanie nie podobały się rodzica, ale jakoś to znosili. Po za tym w porównaniu do mnie, Marie była naprawdę Aniołkiem. Sam nie wiem nawet kiedy zacząłem opowiadać o dzisiejszym dniu i nie przyprawiało mnie to o smutek. Tak minęły nam prawie 3godziny.
-Chce już iść spać– Czasem moja siostra bawiła sie w najlepsze, żeby nagle  powiedzieć ze chce spać. Z boku wyglądało to naprawdę śmiesznie, była naprawdę żywą dziewczyna i zwracało się na nią uwagę az nagle niczym nie zapowiedziane zapadała w sen. Szybko porozchodziliśmy sie do swoich pokoi. Postanowiliśmy, choć ściślej mówiąc oni postanowili, ze skoro mam jutro wolne to nie musimy dziś sprzątać i chętnie zajmę się tym rano, zaraz po śniadaniu  nie wiem nawet jakim cudem się na to zgodziłem.
W pokoju zacząłem przeglądać książki w poszukiwaniu odpowiednich informacji. Informacje te nie były łatwo dostępne i dopiero po przeglądnięciu naprawdę kilku grubych książek udało mi się znaleźć odpowiednie wzory.  Gdy juz wszystko miałem przygotowane postanowiłem położyć się spać.
Po kilkunastu minutach przewracania się w łóżku z jednego boku na drugi doszedłem do wniosku że to jeszcze nie moja pora, stres który dzisiaj przeżyłem musiał mieć na to wpływ. Za oknem światła latarni oświetlały ulice, niemal natychmiast dostrzegało się to jak to sztuczne światło różni się od naturalnego, to jakie jest białe. Wymknąłem sie przez okno nie chcąc nikogo obudzić, ulice na których sie znalazłem były całkowicie opustoszałe, w domach było ciemno, nie paliły się żadne światła. Wszyscy już spali a ci którzy nie spali pracowali na nocnych zmianach. Droga na mur nie była zbyt skomplikowana, wystarczyło iść wzdłuż niego aż natrafiło się na bramę przy schodach prowadzących na szczyt. W całym mieście znajdowały się cztery takie bramy, wieczorem wszystkie były zamykane. Dawno temu jeszcze z moim starym przyjacielem odkryliśmy jak łatwo można otworzyć te bramy, wystarczył długopis. Właściwie nie wiem skąd we mnie ta ochota pospacerowania po murze. Droga na górę była bardzo mecząca, ale na pewno warta tego wysiłku. Mur miał szerokość kilku dobrych metrów, po mojej lewej stronie widniało miasto oświetlone białym światłem, wyglądało jak by się zlewało w jedno, jednak gdy sie przypatrzyło można było dostrzec schemat w jakim było budowane. Uliczki oświetlone latarniami były jaśniejsze od pozostałych miejsc w których światło nie miało swego źródła. Widok potrafił zaprzeć dech w piersi, a jednak nie dane nam było oglądać go w nocy, co jak sie nad tym zastanowić miało sens. Pełno ludzi spacerujących po tak wysokim murze nocą kończyło by się pewnie masą wypadków. Zaś z mojej prawej strony znajdował sie ogromny las, niektóre drzewa w oddali były wyższe niz sam mur. Nic więcej tylko las, panująca w nim ciemność była przeraźliwa i tworzyła niesamowity kontrast z naszym miastem. Gdy sie skupiło można było usłyszeć odgłosy zwierząt, nauczyły sie one aby nie osiedlać sie blisko nas, choć czasem jeszcze się to zdarzało.
Zimne powietrze na murze było naprawdę orzeźwiające, lecz było na tyle idealne ze kusiło pewnego rodzaju bólem. Nim się spostrzegłem zaczęło się robić jasno, noc minęła mi na spacerze, jednak miałem jeszcze jakieś 2 godziny czasu aby na spokojnie wrócić do domu i nie wywołać nie chcący paniki Postanowiłem powoli zmierzać w stronę wyjścia kiedy usłyszałem jak ktoś nuci melodie, była to kołysanka która moi rodzice zawsze śpiewali mi gdy byłem mały. Niedaleko mnie siedziała postać ubrana w szaro brązowy płaszcz, z beretem na głowie, z nogami spuszczonymi z muru. Choć podchodziłem coraz bliżej twarz postaci była coraz bardziej nie widoczna. Zastanawiałem się czy zdaję sobie sprawę z tego że tu jestem bo mimo iż byłem już naprawdę blisko w ogolę nie zwróciła na mnie uwagi, nuciła kołysankę nie przejmując sie mną.
-Co tu robisz o tej porze?– zapytałem
Postać przestała nucić melodie, lecz nic mi nie odpowiedziała, siedziała wymachując nogami, można było dostrzec, ze to jednak mężczyzna choć rysy twarzy dalej nie były zbytnio widoczne.
Kim jesteś?– ponowiłem pytanie, będąc coraz bardziej ciekawy napotkanego człowieka.
-sądzę, że dużo bardziej ciekawe jest to kim ty jesteś?– pierwsze co zauważyłem to, to jak jego głos był bardzo ochrypły, lecz jednocześnie sprawiał wrażenia bardzo miłego. – kim jesteś młody elektryku? = zaskoczył mnie, to że znał mój przydział mogło sugerować że jest kimś naprawdę ważnym, jednocześnie mógł też tylko wiedzieć mnie gdy byłem oprowadzany po elektrowni.
-Nazywam się John Shepard,  a ty kim jesteś?
-Nie o to pytałem Johnie, powiedz mi kim jesteś? Pamiętasz?– zaczynał mnie powoli irytować, a na dodatek nie mogłem sobie pozwolić na spóźnienie do dom więc zacząłem odchodzić od niego.
-Dlaczego pozwalacie się tu zamykać?– podniósł głos, widocznie zauważył ze powoli odchodzę i chciał mieć pewność ze go usłyszę i się zatrzymam.
-Nie pozwalamy się zamykać. To wszystko dla bezpieczeństwa. Gdyby nie mur dzikie zwierzęta mogłyby się dostać do miasta i zrobić komuś krzywdę– odpowiedziałem niemal automatycznie, tak jak uczono w szkole, nie zastanawiając sie nawet nad tym co mówię.
-A jednak gdyby ktoś cie tu złapał został byś ukarany czyż nie? Czemu na to pozwalacie?
-Tak , ale tu chodzi o nasze bezpieczeństwo, w nocy ktoś mógłby się potknąć i spaść z muru, po co kusić los? – czułem się jak bym musiał to tłumaczyć małemu dziecku w dodatku dość głupiemu.
-Dlaczego pozwalacie sobie ustalać życie za pomocą egzaminów? Powiedz mi Johnie dlaczego tak bardzo boicie się tego co jest na zewnątrz? Czy wy w ogóle wiecie co jest na zewnątrz? Powiedz mi szczerze czy nigdy nie marzyłeś aby uciec z tego więzienia, czy jak ty powiesz wspaniałego miasta?
Powiedz mi Johnie czemu chcesz znać tylko to jedno drzewo, mając za plecami cały las?– już miałem odpowiedzieć, znowu zdałem sobie sprawę z tego że odpowiedzi brzmią jak wykute definicje, lecz nieznajomy najwyraźniej nie miał zamiaru kończyć– a co jeśli powiem ze świat wyglądał kiedyś zupełnie inaczej, a wy chcąc go odbudować w jego najważniejszych wartościach zbudowaliście coś zupełnie przeciwnego ?
Po ty słowach uświadomiłem sobie ze rozmawiam z kompletnym wariatem. Powinienem to zgłosić, ale jak wytłumaczę  to w jaki sposób go spotkałem, wątpię też aby udało mi się go siłą sprowadzić z muru, poza tym nawet jeśli bym tego dokonał, mógłby się wygadać że byliśmy tutaj, wiec są to nie potrzebne problemy.
-Muszę iść. Na razie.– powiedziałem i chciałem już ruszać do domu.
-Wszyscy zginiecie. Miasteczko przestanie istnieć, a wy boicie się wyjść i zdobyć jedyną broń która jest w stanie się wam przysłużyć. Zginiecie! Będziecie mordować się nawzajem nie znając nawet powodu, nic z was nie zostanie.– jego głos wydawał się teraz jeszcze bardziej ochrypły, lecz stracił tą nutkę która sprawiała ze był miły.
-Wyjdź na zewnątrz Johnie, nie masz nic do stracenia! – zeskoczył z muru, chciałem podlecieć spróbować go złapać, lecz działo się to zbyt szybko, jedyne co zobaczyłem to jak leci w dół, wydawało się ze pochyla beret na pożegnanie, a później obrócił się i zniknął, rozpłynął się niczym mgła, nie został po nim żaden ślad. Nie zastanawiając się nad sytuacją zdałem sobie sprawę z tego ze zostało mi już naprawdę nie wiele czasu na powrót do domu, postanowiłem biec, droga do domu wydawała się dłuższą niż ta tutaj, pewnie dla tego że przez naukę zaniedbałem treningi i juz po chwili odczuwało to moje ciało,  jednocześnie wiedziałem, że nie mogę sobie pozwolić na spokojny powrót do domu. Serce biło jak oszalałe, żołądek zaczynał podchodzić do gardła,  ale zdążyłem,  wdrapałem się przez okno do pokoju i szybko skończyłem do łóżka zwijając się aby uspokoić swoje ciało.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(18-05-2016, 00:31)leko121 napisał(a): Przez okno wpadały ciepłe letnie promienie słońca, oświetlały niemal cały pokój naturalnym światłem. Już po chwili w pokoju zrobiło się przyjemnie ciepło. Moją pierwszą myślą były egzaminy, w końcu to już dziś, można by powiedzieć, że to najważniejszy dzień mojego życia, to dziś zostanie zadecydowane(zdecydowane) to(przecinek) jak moja przyszłość będzie wyglądać.

Kilka ostatnich lat spędziłem na zgłebaniu(–ębianiu) tematu satelit(satelitów), tak wiec(więc) przeczytałem wszystkie dostępne książki w bibliotece(przecinek) co prawda nie było ich wiele, ale dzięki nim udało mi się zbudować pierwszego prowizorycznego drona.

Nie był on jakoś specjalnie zaawansowany, jedynie mógł(mógł jedynie) wylecieć na kilka metrów w górę i zrobić kilka zdjęć okolicy.

Choć biorąc pod uwagę (przecinek)jak kiepskie środki do budowy miałem(przecinek) był to sukces. Choć dron był całkowicie nie przydatny(nieprzydatny).

Moje myśli ciągle nawiedzały(nawiedzała – to wizja pojawiała się w myślach, nie myśli w wizji) wizję(wizja) przydziału do innego zajęcia, nie mam pojęcia (przecinek)co wtedy zrobię, moje życie straci sens, przecież nic innego nie ma najmniejszego sensu. (Te dwie myśli wyrażają tę samą treść, więc jedna z nich zbędna)

Ledwo co wstałem z łóżka, byłem zmęczony zarwaną nocą, która(ą) poświeciłem na naukę, ledwo co podszedłem do okna, za którym roztaczał się blisko 50 metrowy(słownie i łącznie – pięćdziesięciometrowy) mur,(zbędny przecinek) zbudowany z litego kamienia.

Niektóre głazy(przecinek) bo tak je chyba mogę nazwać (przecinek)były naprawdę wielkie, przewyższały dorosłego człowieka nawet dwukrotnie. W mojej głowie od razu, wręcz mimowolnie przypomniała się lekcja historii (przecinek)na której, (zbędny przecinek)podawane były informacje o budowie muru obronnego.

Główne problemy sprawiały zwierzęta(przecinek) które atakowały co noc, niektóre nawet w ciągu dnia. Przy bardziej zaawansowanych pracach pojawił się problem dźwigania  kamieni coraz to wyżej, ale na szczęście po kilku latach mur był gotowy(przecinek) nasze miasto było bezpieczne. Z dołu dobiegały krzyki(przecinek) które zawszę(e) towarzyszyły nam przy śniadaniach, ze względu na to, iż moja siostra nie chce ich jeść, a mama uważa to za obowiązek. (Ten kawałek to jest kompletny chaos. Kawałek o wołaniu z dołu wygląda tak, jakby to z dołu muru dobiegało wołanie na śniadanie. Całkowicie różne myśli oddziela się akapitami, a nie wrzuca jako całość).

 Wziąłem dwie kanapki(przecinek) które leżały nie tknięte(nietknięte – przymiotniki z "nie" łącznie) od wczoraj(przecinek) po czym wyskoczyłem przez okno.

Uliczka (przecinek)na której znajdował się mój dom (przecinek)była prosta, wszystkie domy wyglądały tak samo: niskie(przecinek) dwupiętrowe, mimo iż miały dwa piętra bez problemu można było wyskoczyć przez okno. (W sytuacji, kiedy piszesz o łatwym wyskakiwaniu mimo dwóch pięter, przymiotnik "dwupiętrowe" jest zbędny, bo teraz dwukrotnie pojawia się ta sama informacja)

Na osiedle cień rzucał olbrzymi mur (przecinek)sprawiał, że domy w szarym kolorze wydawały się niemal czarne. Całe miasto wyglądało niemal tak samo, wyróżniało się kilka budynków takie jak: szkoła, budynek rządu czy elektrownia. (Wybacz, ale muszę to tak ująć, żeby zobrazować moje wrażenia: ten opis brzmi jak opis miasta w "Simsach". Wszędzie takie same ulice, prawie takie same domki, a zaraz przy nich elektrownia, budynek rządu(!), czymkolwiek ów budynek rządu jest, bo nie ogarniam tego określenia, szkoła, wysypisko śmieci, cmentarz... No nie, to zdecydowanie nie jest dobry opis i tyle).

Droga do szkoły minęła mi na przypominaniu sobie rzeczy(przecinek) których uczyłem się przez ostatnie lata. Tak więc przypominałem sobie wszystkie wzory, wszystkie ważne daty, osoby i wiele innych rzeczy. Materiał (przecinek)z którego zaraz miałem pisać egzamin (przecinek)naprawdę był ogromny.

W klasie siedziało blisko 200(liczebniki słownie) osób, znałem ich wszystkich(je wszystkie – osoby)(przecinek) a przynajmniej kojarzyłem twarze. Wszyscy byli w tym samym wieku co ja. Do egzaminu przystępowało się w wieku 22(słownie) lat. Wszyscy w  klasie mieli te same stroje, dziewczyny i chłopacy: czarne spodnie i białe koszule.

Siedziałem w ławce (przecinek)słuchając pana(przecinek) który tłumaczył zasady egzaminu, mówił (przecinek)ze(że) arkusz egzaminacyjny składa się z 50(słownie) stron, że ostatnie dziesięć stron jest tak zwanymi stronami wolnymi, na których pisze się to(przecinek) co się wie, a nie było to przydatne podczas pytań.

Na końcu powiedział (przecinek)że na napisanie egzaminu mamy 300(słownie)minut i życzył wszystkim powodzenia.

Rozwiązywanie zacząłem bardzo szybko, pochłaniałem pytanie za pytaniem (przecinek)starając się odpowiadać najdokładniej jak umiem, nie zastanawiałem się długo nad danymi pytaniami (przecinek)po to aby nie stworzyć sobie w głowię(e) mętliku.

Przecież wiedziałem, umiałem to wszystko(przecinek) uczyłem się tego już tak długo. Czas na egzamin mijał bardzo szybko, zegar odmierzający czas do końca tykał nie ubłaganie(nieubłaganie), ciągle komuś burczało w brzuchu.

Po czym(Potem/Następnie) zostałem skierowany do salki oczekiwań. Była mała(przecinek) ledwo co mieściła tyle osób, były w niej ławki bez oparcia,(zbędny przecinek) i puste białe ściany.

Zdający siedzieli jeden obok drugiego(przecinek) wpatrując się niby w siebie(przecinek) a jednak nikt nie skupiał się na innych osobach, po prostu patrzyli przed siebie.

Ludzie po usłyszeniu swojego numerka wstawali i wychodzili, byli najpierw informowani o wynikach (przecinek)następnie przydzielani do zajęcia(przecinek) które mieli wykonywać przez resztę swojego życia.

– 100 P(p)roszę!

W salce robiło się coraz luźniej, niektórzy położyli sie(ę) na ławkach(przecinek) które wcześniej były całe zajęte.

W S(s)ali panował dziwny, nienaturalny spokój, presja nakazywała nie wyłamywanie(niewyłamywanie) się z niego, lecz wewnątrz każdy pewnie nie marzył o niczym innym.
(myślnik) 151 P(p)roszę!
j(J)eszcze chwila, tylko chwila. Zauważyłem(przecinek) ze(że) sam nie panowałem już nad sobą, czułem(przecinek) jak moje serce zaczyna coraz szybciej bić. Emocje(przecinek) które sprawiają(sprawiały – nie zmienia się czasu narracji), że nie potrafię(nie potrafiłem) już usiedzieć bez ruchu, moje nogi chcą(chciały) chodzić, moje ręce zaczęły się pocierać nawzajem. Lecz nie miałem najmniejszej ochoty zapanować nad tym(nad tym zapanować) (przecinek)i tak nikt nie będzie tego wspominać.
(myślnik) 152 P(p)roszę!

Ciągle opowiadali nam z siostrą(przecinek) jakie to wielkie szczęście ich spotkało.

Zawsze mówili, że gdyby nie to(przecinek) mogli by(mogliby) się wcale nie poznać. Powtarzali ciągle, że przydział nie jest ważny, ważniejsze jest samo życie(przecinek) które nas później spotyka. Słyszałem to już tyle razy, lecz ani razu nie byłem bliski uwierzenia w to (przecinek)co oni mówią. Chcieli w nas tylko ostudzić zapał, przygotować na nie spełnione(niespełnione) marzenia. Lecz oni nigdy nie przykładali się tak bardzo do nauki, podeszli do tego(przecinek) wręcz nie przejmując się tym, a ja to co innego, to już przecież tyle lat od śmierci Joego, od obietnicy złożonej samej(samemu – bohater to facet, tak?) sobie a może też jemu, że jednak będę badał świat.
(myślnik) 153 P(p)roszę!

Nie pamiętam(przecinek) jak to wszystko się potoczyło. Jak(Gdy/Kiedy) przeszedłem przez salkę oczekujących. Jak(Gdy/Kiedy) podszedłem do egzaminatora, kto nim w ogóle był, nie pamiętam(przecinek) co mi ta osoba mówiła. d(D)ziało się to automatycznie, nie panowałem wtedy nad sobą. Pamiętam moment (przecinek)w którym egzaminator mówił(dwukropek) „Na 150 (słownie)punktów uzyskał pan 45(słownie). Zostaje pan przydzielony do pracy w elektrowni. Wgląd w arkusz egzaminacyjny można uzyskać po złożeniu odpowiedniego wniosku. Wszystkie arkusze są niszczone po upływie 60(słownie) dni od dnia egzaminu. Pan przy drzwiach odprowadzi cię do pracy i przeprowadzi pierwsze szkolenie. Dziękuję i życzę miłej pracy.”

Budynek miał kilkadziesiąt metrów(Kilkadziesiąt metrów jak? Długości, szerokości, wysokości, kwadratowych? Inna sprawa, że nie znoszę opisów typu "ileśtam metrów", bo praktycznie nic mi to nie mówi, wielkość lepiej zobrazować inaczej niż liczbami), choć był też niższy niż reszta domów. Wejście do budynku było dużą metalową bramą(przecinek) która była zamykana i otwierana tylko ze środka po przedstawieniu się przez kratkę przy drzwiach.

Po wejściu do środka pierwsze co rzucało się w oczy to sterylność, wszyscy ubrani w białe ubrania, twarze mieli owinięte białą chustą. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się(przecinek)ze(że) jest tam więcej ludzi niż podczas egzaminu(przecinek) lecz po chwili uświadomiłem sobie, że to tylko chaos związany z ich przemieszczaniem się z miejsca na miejsce tworzy takie wrażenie.

Nasza elektrownia opierała się na technologii głębokich wierteł, był to dość efektywny sposób wytwarzania prądu na tyle (przecinek)że prąd sprzedawaliśmy także do sąsiedniego miasta.

Pan(przecinek)który miał przeprowadzać moje szkolenie, zaczął mi wyjaśniać(przecinek) na czym Bedzie(będzie) polegać moja praca, mówił o różnych ciekawostkach związanych z tą pracą, tłumaczył też(przecinek) jak ważne jest to (przecinek)co będę robił dla miasta.

A wiec(więc) dowiedziałem się (przecinek)że moja praca będzie polegać na wciśnięciu odpowiedniego przycisku(przecinek) później zostaje mi tylko nadzorowanie wiertła, po 6 (sześciu) godzinach,(zbędny przecinek) musze(ę) naciść(NACISNĄĆ) kolejny przycisk(przecinek) który wycofie(WYCOFA) wiertło z powrotem(zbędne – wycofać można tylko z powrotem), po wyjściu na powierzchnie należy odczekać  3(trzy) godziny(przecinek) aby wiertło odpowiednio ochłodło.

Następne 3(słownie) godziny mam na sprawdzenie stanu wiertła, musze(ę) oddać  go(je – wiertło ma rodzaj nijaki) w stanie idealnym swojemu zmiennikowi, jeśli wiertło będzie uszkodzone(przecinek) należy to zgłosić. Naprawdę niesamowicie ambitna praca. Po dokładnym przedstawieniu regulaminu pracy zostałem poinformowany, że zaczynam za miesiąc. Pan pożegnał sie(ę) ze mną(przecinek) życząc mi miłego wolnego czasu(przecinek) po czym dodał, że nie może sie(ę) doczekać, aż nasza współpraca rozpocznie się na dobre.

Udałem się prosto do domu, po drodze ciągle rozmyślałem(przecinek) jak to możliwe, że poszło mi AŻ TAK ŻLE(źle), przecież poświeciłem(poświęciłem) tyle czasu na naukę, pytanie wydawały się takie łatwe, to nie możliwe(niemożliwe) (przecinek)żebym pomylił się az(aż) w tylu rzeczach. Od razu wiedziałem, że musze(ę) zobaczyć ten egzamin.

A nawet jeśli (przecinek)może uda mi sie(ę) powtórzyć egzamin, przecież takie przypadki też się już zdarzały. Jedno jest pewne (dwukropek) nie mogę spędzić reszty życia w tej przeklętej elektrowni, to nie jest dla mnie, nie chce(ę) tego.

Póki co nie sprawdzam dalej, bo zmęczyła mnie ilość literówek. Jestem bardzo wyrozumiała dla wszelkich innych błędów, ale literówki i ortografy, które podkreślają edytory tekstu i nasze forum również, doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Tekst przed pokazaniem go innym się czyta. I to nie raz, ale wielokrotnie. Zostawianie "pozjadanych" ogonków i innych tego typu rzeczy to w moim odczuciu brak szacunku do czytającego. Do tego, który to sprawdza, tym bardziej.

Kolejna sprawa to brak akapitów. Tutaj wstawia się je tagiem [p.] bez kropki na początku linijki, którą ma zaczynać wcięcie. Twój tekst wygląda obecnie jak ściana liter i sam jej widok zniechęca. Akapity stawia się również przed myślnikami otwierającymi dialogi.

W tekście dużo jest powtórzeń, których ilość również da się zredukować, o ile solidnie czyta się tekst przed opublikowaniem go.

Ogólnie tekst mnie nie zachwycił. Roi się w nim od długich, nudnych zdań. W zasadzie tam, gdzie powinnam czuć napięcie i wagę egzaminu (który w końcu ma zaważyć na losie bohatera), czułam się znużona i zupełnie niewzruszona problemami bohatera. Momentami narracja robi się chaotyczna i czasem miałam trudności z połapaniem się w tym, co czytam. Przez większość czasu w ogóle nie powiedziałabym ponadto, że bohater jest dwudziestodwulatkiem – cały czas zdawało mi się, że jest maksymalnie w wieku przeciętnego licealisty. A więc podsumowując: pomysł według mnie ciekawy, ale z realizacją już kiepskawo. :p


A teraz prośba do Ciebie, autorze: przeczytaj to, co tutaj wrzuciłeś. Dokładnie wprowadź poprawki. A potem sam zabierz się za tę część tekstu, której jeszcze nie ruszyłam, i popraw literówki, wstaw akapity oraz zabierz się za powtórzenia. A gdybyś czuł, że dopada cię leń, to pamiętaj, że ja mam w zwyczaju sprawdzać takie rzeczy. :D Powodzenia. ^^
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Spróbuję dokończyć sprawdzanie tekstu :)
(18-05-2016, 00:31)leko121 napisał(a): (...)
Moj (Mój) dom był nie daleko. Bałem się trochę tego powrotu (myślnik albo kropka) z jednej strony wiem (przecinek) że czeka na mnie cała rodzina, ze (że) nikogo nie zawiodłem swoim przydziałem (przecinek) a może nawet wręcz przeciwnie, lecz z drugiej strony nie chciałem się przyznawać do swojej porażki. Kolacja będzie na pewno miło spędzonym czasem, usłyszę opowieść o przydziałach moich rodziców, o ich miłości, o tym (przecinek) że pewnie moja już tam czeka, iż powinienem resztę mojego czasu spędzić na pomocy mojej siostrze, przecież jej egzaminy też już są za nie długo (styl). Ze (Że) powinienem udać się w podróż po murze, przecież  oni nie wiedzą, że udaje (udaję) się tam wieczorem (przecinek) gdy nikogo tam nie ma. Nie wiem (przecinek) czy jestem w stanie sprostać takiej kolacji, najchętniej położył bym (położyłbym) się spać i spał już zawsze.
Dom był urządzony w starym stylu (przecinek) na ścianach wisiały odzyskane obrazy jeszcze z przed (sprzed) wojny (przecinek) były bezwartościowe, ale tez były (powtórzenie) pasją mojej matki i musze (muszę) przyznać (przecinek) ze (że) tworzyły ciekawy klimat.

Milczenie przerwała moja matka, (raczej kropka albo myślnik) była bardzo niską osobą, stojąc na palcach ledwo co sięgała do moich ramion, była (powtórzenie) też gruba, no bardzo gruba, długie włosy sięgały jej do pasa, delikatna twarz i niebieskie oczy, tak niebieskie (przecinek) że dostrzegało się to od razu.
– Jak ci poszły egzaminy? – zapytała z uśmiechem na twarzy (kropka)
Chciałem skłamać, powiedzieć, że wszystko poszło zgodnie z planem, najlepiej jak tylko mogło pójść, lecz coś mi nie pozwalało tego zrobić, (raczej kropka) nie wiem (przecinek) czy to była logika (przecinek) która mówiła (przecinek) że kłamstwo nie wyszło by (wyszłoby) na jawa (jaw) z wielkim szczęściem może przez kilka dni (już bardziej zagmatwać tego zdania chyba się nie da – do reedycji).

Przecież ludzie sie (się) znali, mówili (przecinek) kto nowy przychodzi do nich (ich) pracy, (raczej kropka i nowe zdanie) na pewno jakiś znajomy widział mnie w elektrowni, a nawet jeśli nie (przecinek) to co będę to (powtórzenie) kłamstwo utrzymywać przez całe życie, przecież  to (kolejne powtórzenie) nie miało najmniejszego sensu. Lepiej było powiedzieć, przyznać sie (się) do swojej klęski, ale (przecinek) do cholery (przecinek – wulgaryzmy wtrącone w zdanie wydzielamy przecinkami) nie miałem na to ochoty.
-45 punktów na 150 możliwych, nie mam pojęcia (przecinek) jak to się mogło stać, wydawało mi się (przecinek) ze (że) potrafię wszystko, egzamin był tak łatwy(kropka i spacja)mówiąc (dużą literą) to (przecinek) usiadłem na wolnym krześle obok stołu (przecinek) załamany wpatrując się w potrawy na stole. Czułem, to było pewne (przecinek) iż na kolację Bedzie (brak mi słów) coś wyjątkowego (przecinek) coś (przecinek) co uwielbiam, mimo to zaskoczyły mnie żeberka na stole (przecinek) a ich zapach coraz bardziej sprawiał (przecinek) ze (że) byłem głodny.
(spacja – a zdanie zaczynamy dużą literą!!!)gdzie sie (się) dostałeś?(a spacja gdzie?)ojciec  zapytał (szyk – zapytał ojciec) (kropka)
(spacja i dużą literą!!!)elektrownia, dziś był mój pierwszy dzień (przecinek) a konkretniej szkolenie.
-hahahaha- (zły zapis) tata (dużą literą) roześmiał się gromkim śmiechem (pleonazm), wydało mi się to co najmniej nie miłe (niemiłe), ale patrzyłem na niego, czekałem (przecinek) az cos (aż coś) powie (kropka) – Nasza siedziba jest zaraz obok elektrowni, (raczej kropka i dalej dużą literą) jak ci sie (się) podoba perspektywa chodzenia do pracy z rodzicami?(spacja)nie (dużą literą) zdążyłem odpowiedzieć, choć na dobrą sprawę nie wiedział bym (wiedziałbym) (przecinek) co powiedzieć, a tata kontynuował (dwukropek) – Słyszałem od znajomego, iż przydziały w elektrowni są nawet kilka razy większe niż nasze, coś czuje (czuję) (przecinek) ze (że) w najbliższym czasie szykuje sie (się) dopływ gotówki.

Nie, nie... Dosyć!
To są chyba jakieś kpiny. Jak można wstawiać na forum literackie tekst z taką ilością błędów! Jak można pisać sie zamiast się, ze zamiast że albo Bedzie zamiast będzie. Gdzie edytor tekstu?
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości