Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Ostrze Losu
#1
Rozdział 1
–  Pomocy! Lord Rockborne i Banikier… zostali zamordowani! – krzyknęła młoda kobieta wybiegająca z białego, wysokiego budynku.Ludzie przechodzący obok zatrzymali się  i już po chwili pod tawerną zebrał się niemały tłum. Byli zbyt zajęci wypytywaniem zszokowanej kelnerki, żeby zauważyć ciemną postać przemykającą tuż obok. Coś srebrnego błysnęło w jej dłoni i  niemal w tym samym momencie kobieta chwyciła się za kark z cichym okrzykiem. Kiedy osunęła się na ziemię, ich oczom ukazała się cienka, długa igła wystająca z jej karku. W tłumie zapanowała panika, ludzie rozbiegali się na wszystkie strony, wrzeszcząc. Każdy chciał jak najszybciej wydostać się z dziedzińca.
Rave obserwowała tę scenę z cienia pobliskiej alejki. Na jej twarzy widniał krzywy uśmiech. Zabijanie na zlecenie było brudną robotą, ale ci, którzy wymagali jej usług, płacili wysokie sumy, więc było bardzo opłacalne. Jednak patrzyła z pogardą na tych , którzy wciągali w to niewinnych cywili. Świadczyło to o ich nieudolności i braku doświadczenia.
Odwróciła się. Z głębi alejki wynurzyła się zakapturzona postać. Wyraźnie przewyższała ją wzrostem, jednak zdawała się kulić ze strachu przed nią.
– Spieprzyłeś robotę, Dave – powiedziała chłodno.
– Wybacz mi, pani. – Dave skłonił się głęboko i odrzucił kaptur do tyłu, ukazując twarz młodego mężczyzny. W jego niebieskich oczach czaiły się strach i niepewność. Nie były to oczy doświadczonego zabójcy.
Rave westchnęła głęboko, wyciągając nóż zza pazuchy.
– Powiedz mi, jakie są trzy podstawowe zasady skrytobójcy? – zapytała, podrzucając ostrzem, jakby to była zabawka.
Dave poruszył się nieznacznie na widok sztyletu, jednak odpowiedział spokojnie:
– Nigdy nie nawiązuj ponownych kontaktów z osobami związanymi z poprzednim zleceniem, zabij swój cel w absolutnej tajemnicy…
– I?
– Nie zabijaj osób niepowiązanych ze zleceniem – wymamrotał zrezygnowany.
– Zgadza się. – Sztylet śmignął w powietrzu, przemykając tuż obok twarzy Dave’a, który wydał z siebie zduszony okrzyk i chwycił się za ucho. Na ziemię spadło kilka złotych kosmyków splamionych krwią.
– Potraktuj to jako karę za twoją inkompetencję – powiedziała spokojnie, wycierając sztylet o jego płaszcz. – I nigdy więcej nie popełnij tego samego błędu – zagroziła chłodno.
– Tak, pani! – zawołał Dave, po czym skulił się przerażony, gdy ostrze ponownie przeleciało koło jego głowy.
– Naprawdę nie wiem, jakim cudem taki idiota jak ty jest znany w całym mieście. – Westchnęła z rezygnacją i ruszyła w głąb alejki. – Idziesz czy nie?
– Tak!
Rave przewróciła oczami. Pracowała z nim zaledwie od tygodnia, a już miała ochotę odciąć mu uszy, ogolić głowę i wysłać do Straży Imperium zawiniętego w czerwoną wstążkę z kokardką. Niewątpliwie sztuka, którą się posługiwał, była niesamowicie rzadka, jednak jego poziom inteligencji pozostawiał wiele do życzenia. Red powiedział, że w tym mieście znajdzie osobę wprawioną w używaniu bardzo efektownej broni stworzonej do zabójstw. Niestety Dave okazał się totalnym idiotą.
– Pani, zaczekaj na mnie! – dobiegł ją odległy głos.
Zignorowała go. W zamyśleniu przemykała między ciemnymi uliczkami, oddalając się od tawerny. Klient będzie czekał do zmierzchu, zanim wyjedzie. Spojrzała do góry. Słońce chyliło się już nad nieboskłonem, zalewając miasto Fal czerwonozłotą poświatą. Kierowała się w stronę portu. Fal było jednym z trzech największych portowych miast na wybrzeżu Atan. Rozmiarem przewyższała go tylko stolica Tilis, znajdująca się w centrum imperium Płomieni – największej potęgi na Zachodzie. Żadne z sąsiednich królestw nie śmiało zrobić ruchu, który naraziłby ich na gniew cesarza Nil. Choć nie był już taki młody, wciąż budził grozę w swoich wrogach. Po nim rządy miał objąć jego syn, chociaż wielu możnych uważało go za niegodnego dziedzictwa jego ojca.
Rave zerknęła do tyłu. Idiota Dave miał wyraźne trudności z dotrzymaniem jej kroku, jego sylwetka była ledwie widoczna w oddali. Parsknęła i w kilku zwinnych skokach znalazła się na płaskim dachu najbliższego budynku. Jeżeli za nią nie nadąży, to znaczy, że nie jest godzien tytułu zabójcy. Przedstawiciele tej profesji muszą wykazać się zwinnością i szybkością. Wolny zabójca nie byłby w stanie umknąć z miejsca zbrodni i zostałby złapany przez Straż Imperium, która była znana ze swojej brutalności.
Zatrzymała się wpół kroku. Ktoś się zbliżał.
Porusza się zbyt prędko. Nie zdołam go zgubić. pomyślała szybko owijając się swoim płaszczem i przykucnęła za kominem. Po chwili jednak rozpoznała obecność, którą wyczuła. Podniosła się i spojrzała prosto w nieprzeniknione szare oczy.
– Witaj, Rave. Mój pan oczekuje cię na statku – powiedział cicho.
– Sam. – Skinęła mu głową. – Ciekawi mnie jedna rzecz. Po twojej postawie potrafię stwierdzić, że sam mógłbyś pozbyć się tych dwóch snobów. Dlaczego więc wynająłeś mnie i tego idiotę?
Uśmiechnął się krzywo.
– Gdybym to ja wykonał to zlecenie, nie byłbym w stanie zobaczyć tego „idioty” w akcji. – Wzruszył ramionami. – Mój pan jest szczerze zainteresowany posiadanymi przez niego zdolnościami. Choć jego ucieczka była niezdarna, zabójstwo było wykonane znakomicie. Prawie nie dało się stwierdzić przyczyny ich śmierci.
– Czyżby? –  Skrzyżowała ręce na piersi. – Omal go nie złapali. Zabił jedynego świadka pozostawiając ją z narzędziem zbrodni. Dla Straży Imperium będzie to wystarczający dowód.
Nie odpowiedział. Jego długie białe włosy powiewały na wieczornym wietrze. Rave nie mogła się pozbyć wrażenia, że od czasu do czasu patrzy nie na Sama, tylko na dobrze zbudowaną dziewczynę z włosami do pasa, ubraną w luźną białą szatę ze Wschodu. Kiedy o tym pomyślała na, jej twarz wypłynął kpiący uśmiech.
Sam przekrzywił głowę.
– Myślisz o moim wyglądzie, prawda? – zgadł z przerażającą precyzją. – Pewnie zazdrościsz mi moich zdrowych włosów.
Rave parsknęła i odwróciła się w stronę zachodzącego słońca. Zza jej pleców dobiegł cichy chichot.
– Och, widać idiota wreszcie cię dogonił.
Po chwili za nimi pojawił się zdyszany Dave. Popatrzył na Sama wyraźnie skonfundowany, po czym skłonił się z szacunkiem.
– Wybacz mi pani. Poruszasz się niezwykle szybko. Nie jestem w stanie za tobą nadążyć – powiedział przepraszającym tonem.
Sam klepnął go po plecach.
– Nie martw się. Nikt nie jest w stanie dogonić tego małego potwora.
Rozległ się świst. Sam zręcznie uchylił się przed sztyletem wycelowanym w jego głowę. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech.
– Wcale nie jestem niska! – Chwyciła sztylet, który wrócił do jej ręki, połyskując błękitnym światłem, i odrzuciła kaptur z oburzeniem.
Miała delikatną, dziecięcą twarz. Długie, srebrne włosy spływały po jej plecach, muskając końcówkami ziemię. Gdyby ubrała się odpowiednio do jej wieku, nikt nie byłby w stanie stwierdzić, że jest słynną przywódczynią Ligi Zabójców. Jedyne, co wydawało się nienaturalne w jej wyglądzie, to oczy. Były to oczy dorosłego, doświadczonego w walce. Choć lśniły najpiękniejszym odcieniem szmaragdu, czaił się w nich chłód.
Uśmiech znikł z twarzy Sama.
– Czas ruszać – mruknął, skacząc na następny dach. Poruszał się z nieludzką prędkością.
Rave niechętnie ruszyła za nim, mamrocząc coś pod nosem. Po chwili za nią podążył Dave, wpatrując się w nią z zachwytem.
***
– Panno Rave, jestem bardzo wdzięczny za wykonanie mojego skromnego zlecenia. – powiedział niski, gruby mężczyzna siedzący przy stole zastawionym jedzeniem. – To zaszczyt korzystać z usług przywódcy Ligi Zabójców.
Rave zdusiła szalejącą w niej rządzę mordu. Ten facet tak głośno mlaskał, że aż się prosił o skosztowanie jednego z jej ostrzy. Uśmiechnęła się krzywo.
– Tak jak prosiłeś zlecenie wykonał idio… ekhem… mój asystent. Czy jeszcze czegoś od nas żądasz? – zapytała, zwracając na niego swoje zimne, zielone oczy.
Kupiec chyba dojrzał w nich jej niezadowolenie, bo szybko się wyprostował.
– Nie, nic więcej od was nie potrzebuję, panno Rave. Współpraca z panią była czystą przyjemnością. – Rzucił w jej stronę ciężki, skórzany mieszek.
Odwiązała sznurek i zerknęła do środka. Kiwnęła głową, związała go z powrotem i schowała do torby przytroczonej do paska.
– Cała przyjemność po mojej stronie. – Skłoniła się i dała znak Dave’owi, żeby zrobił to samo.
Sam obserwował ich z kąta pokoju. Jego oczy lśniły w blasku świec. Nie odezwał się jednak nawet wtedy, gdy Rave i jej towarzysz wyszli z pokoju. Kiedy upewnił się, że nie zostanie podsłuchany, zwrócił się do kupca:
– Dlaczego wydałeś zlecenie na Rockborne’a i Banikiera?
Kupiec spojrzał na niego z nieukrywaną pogardą.
– Zawadzali mi w moich interesach i tyle. Zamierzali wszcząć bunt przeciwko Lordowi i obsadzić na jego miejscu ich sojusznika. Rada kupców nie może na to pozwolić. W tym mieście kwitnie handel, gdyby obecnie rządzący Lord został zabity nasze plany ległyby w gruzach.
Sam zacisnął pięści. W jego szarych oczach zapłonęła wściekłość. Jednak po chwili uspokoił się i nic nie powiedział. Kupiec patrzył na niego chwilę, po czym wrócił do głośnego przeżuwania wielkiego kawału mięsa.
Już niedługo.  Pomyślał. Nastała nowa era. Wkrótce pojawi się wojownik godny władania Ostrzem Losu i zakończą się wasze nędzne rządy.

[/i]

Hej :)
Wróciłam do pisania po dłuższej przerwie :D. Jest to mój pierwszy tekst o zabójcach, więc nie gniewajcie się za bardzo za błędy ;).
Będę wdzięczna za wszelkie poprawki :D



Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Wow! I tyle ode mnie. Jakbym czytał "Honor Złodzieja" i "Assasin's Creed" w jednym. Jedynie co to kilka błędów które wypatrzyłem, ale to nie moja rola ;) Zainteresowałaś mnie i to bardzo, bardzo.
"Ja nie boję się ciemności. Boję się swojej wyobraźni..."
Nieznany Autor. 

"Zombie najszybciej pozbyć się kulą pistoletu. Rozłupanie głowy toporem jest zabawniesze."
DjDanceCore. 
Odpowiedz
#3
(21-04-2016, 22:32)Yuki napisał(a): Rozdział 1

(wcięcie akapitu – takie wcięcie ma mieć każdy nowy akapit) –  Pomocy! Lord Rockborne i Banikier… zostali zamordowani! – krzyknęła młoda kobieta wybiegająca z białego, wysokiego budynku. (a po co to wcięcie w środku akapitu?) Ludzie przechodzący obok zatrzymali się  i już po chwili pod tawerną zebrał się niemały tłum.  Byli zbyt zajęci wypytywaniem zszokowanej kelnerki (przecinek) żeby zauważyć ciemną postać przemykającą tuż obok.

Kiedy osunęła się na ziemię (przecinek) ich oczom ukazała się cienka, długa igła wystająca z jej karku. W tłumie zapanowała panika, ludzie rozbiegali się na wszystkie strony (przecinek) wrzeszcząc.

Zabijanie na zlecenie było brudną robotą, ale ci, którzy wymagali jej usług (przecinek) płacili wysokie sumy, więc była (podmiotem w tym zdaniu jest 'zabijanie', a zatem 'było') bardzo opłacalna (konsekwentnie 'opłacalne').

(wcięcie – i tak do końca rozdziału) – Spieprzyłeś robotę (przecinek) Dave. (zbędna kropka) – powiedziała chłodno.
– Wybacz mi (przecinek) Pani (mała literą). – Dave skłonił się głęboko i odrzucił kaptur do tyłu (przecinek) ukazując twarz młodego mężczyzny.

Rave westchnęła głęboko (przecinek) wyciągając nóż zza pazuchy.
– Powiedz mi (przecinek) jakie są trzy podstawowe zasady skrytobójcy? – zapytała (przecinek) podrzucając ostrzem (przecinek) jakby to była zabawka.
Dave poruszył się nieznacznie na widok sztyletu (przecinek) jednak odpowiedział spokojnie:
– Nigdy nie nawiązuj ponownych kontaktów z osobami związanymi z poprzednich zleceń (niegramatyczne – myślę, że chodzi o 'z osobami związanymi z poprzednim zleceniem'), zabij swój cel w absolutnej tajemnicy…
– I?
– Nie zabijaj osób niepowiązanych ze zleceniem. (zbędna kropka) – wymamrotał zrezygnowany.

Reszta jutro :|
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
(21-04-2016, 22:32)Yuki napisał(a): (wcięcie – ale o tym już pisałem) – Zgadza się.  (wystarczy jedna spacja) – Sztylet śmignął w powietrzu (przecinek) przemykając tuż obok twarzy Dave’a, który wydał z siebie zduszony okrzyk i chwycił się za ucho.

– Potraktuj to jako karę za twoją inkompetencję. (zbędna kropka) – powiedziała spokojnie (przecinek) wycierając sztylet o jego płaszcz. – I nigdy więcej nie popełnij tego samego błędu. (zbędna kropka – przecież to nielogiczne, aby po kropce pisać mała literą) – zagroziła chłodno.
– Tak (przecinek) Pani (mała literą)! – zawołał Dave (przecinek) po czym skulił się przerażony, gdy ostrze ponownie przeleciało koło jego głowy.
– Naprawdę nie wiem (przecinek) jakim cudem taki idiota jak ty jest znany w całym mieście. – westchnęła (dużą literą) z rezygnacją i ruszyła w głąb alejki.  (wystarczy jedna spacja) – Idziesz czy nie?

Niewątpliwie sztuka, którą się posługiwał (przecinek) była niesamowicie rzadka, jednak jego poziom inteligencji pozostawiał wiele do życzenia. Red powiedział, że w tym mieście znajdzie osobę wprawionaąw  (literówka?) użyciu (używaniu – 'użyć' to czynność jednorazowa) bardzo efektownej broni stworzonej do zabójstw.

– Pani (przecinek) zaczekaj na mnie! – dobiegł ją odległy głos.

W zamyśleniu przemykała między ciemnymi uliczkami (przecinek) oddalając się od tawerny. Klient będzie czekał do zmierzchu (przecinek) zanim wyjedzie.

Słońce chyliło się już nad nieboskłonem (przecinek) zalewając miasto Fal czerwonozłotą poświatą.

Rozmiarem przewyższała go tylko stolica Tilis (przecinek) znajdująca się (w) centrum imperium Płomieni – największej potęgi na Zachodzie.

Choć nie był już taki młody (przecinek) wciąż budził grozę w swoich wrogach.

Jeżeli za nią nie nadąży (przecinek) to znaczy, że nie jest godzien tytułu zabójcy.

Ktoś się zbliżał. Poruszał się zbyt prędko, nie dając nadziei, że zdoła go zgubić (o co chodzi w tym zdaniu?).

– Witaj (przecinek) Rave, (raczej kropka i dalej dużą literą) mój pan oczekuje cię na statku. (zbędna kropka) – powiedział cicho.
– Sam.  (wystarczy jedna spacjaq)skinęła (dużą literą) mu głową.

–  Gdybym to ja wykonał to zlecenie (przecinek) nie byłbym (w) stanie zobaczyć tego ,, (to nie jest cudzysłów) idioty” w akcji.

Rave nie mogła się pozbyć wrażenia, że od czasu do czasu patrzy nie na Sama (przecinek) tylko na dobrze zbudowaną dziewczynę z włosami do pasa, ubraną w luźną białą szatę ze Wschodu. Kiedy o tym pomyślała na (przecinek) jej twarz wypłynął kpiący uśmiech.

– Myślisz o moim wyglądzie (przecinek) prawda? – zgadł (z) przerażającą precyzją. – Pewnie zazdrościsz mi moich zdrowych włosów.

– Och, widać Idiota (to jakieś imię, że dużą literą?) wreszcie cię dogonił.

Popatrzył na Sama wyraźnie skonfundowany (przecinek) po czym skłonił się z szacunkiem.
– Wybacz mi (przecinek) Pani (to nie imię, a opowiadanie to nie list, by stosować formy grzecznościowe – małą literą). Poruszasz się niezwykle szybko. Nie jestem w stanie za tobą nadążyć. (zbędna kropka) – powiedział przepraszającym tonem.

Chwyciła sztylet, który wrócił do jej ręki (przecinek) połyskując błękitnym światłem (przecinek) i odrzuciła kaptur z oburzeniem.

Długie (przecinek) srebrne włosy spływały po jej placach (przecinek) muskając końcówkami ziemię. Gdyby ubrała się odpowiednio do jej wieku (przecinek) nikt nie byłby w stanie stwierdzić, że jest słynną przywódczynią Ligi Zabójców. Jedyne (przecinek) co wydawało się nienaturalne w jej wyglądzie (przecinek) to oczy.

– Czas ruszać. (zbędna kropka) – mruknął (przecinek) skacząc na następny dach. Poruszał się z nieludzką prędkością.
Rave niechętnie ruszyła za nim (przecinek) mamrocząc coś pod nosem. Po chwili za nią podążył Dave (przecinek) wpatrując się w nią  (wystarczy jedna spacja) z zachwytem.
*** (a nie można było tego po prostu wyśrodkować kodem [
])

– Panno Rave (przecinek) jestem bardzo wdzięczny za wykonanie mojego skromnego zlecenia. (zbędna kropka) – powiedział niski, gruby mężczyzna siedzący przy stole zastawionym jedzeniem.

– Tak jak prosiłeś (przecinek) zlecenie wykonał Idio… (dlaczego dużą literą?) ekhem… mój asystent.

Czy jeszcze czegoś od nas żądasz? – zapytała (przecinek) zwracając na niego swoje zimne (przecinek) zielone oczy.

– Nie, nic więcej od was nie potrzebuję (przecinek) Panno (po pierwsze, małą literą, po drugie, dlaczego raz zwraca się 'per pani', a raz 'per panna'?) Rave.

Rzucił w jej stronę ciężki (przecinek) skórzany mieszek.

– Cała przyjemność po mojej stronie. – skłoniła (dużą literą) się i dała znak Dave’owi (przecinek) żeby zrobił to samo.

Kiedy upewnił się, że nie zostanie podsłuchany (przecinek) zwrócił się do kupca:

Kupiec spojrzał na niego z nieukrytą (lepiej 'nieukrywaną') pogardą.

W tym mieście kwitnie handel, gdyby obecnie rządzący Lord został zabity nasze interesy (że co?) i inwestycje ległyby  w gruzach.

Kupiec patrzył na niego chwilę (przecinek) po czym wrócił do głośnego przeżuwania wielkiego kawału mięsa.

OK – dużo pracy przed Tobą. Zapoznaj się z naszymi poradnikami:
– interpunkcja
– dialogi

Zanim wstawisz tekst, odłóż go na... tydzień, przeczytaj jeszcze raz, a wyłapiesz literówki.

Fabuła? No cóż, nie jest porywająca, ale początek dobrze się zapowiada.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#5
No cóż spodziewałam się tego xD StuGraMP dziękuję za poprawki, już się zabieram za poprawianie :P
DJDanceCore dziękuję :D Nie czytałam Honoru Złodzieja, ale grałam w AC, więc mogłam coś z tego zaczerpnąć ;)
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy [Vexion] Kości Losu epoN 110 24,847 31-10-2015, 18:13
Ostatni post: epoN

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości