Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Wiedźma
#1
Witam Wszystkich. Chciałbym podzielić się z wami moim opowiadaniem. Jest to moje pierwsze i najdłuższe opowiadanie jakie dotychczas napisałem, jestem świeży w tym temacie i wiem że jeszcze dużo pracy przede mną ale chciałbym się z wami nim podzielić i prosić o opinie. Pozdrawiam i zapraszam do czytania  :)
–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-

Wiedźma

Wstawał kolejny szary dzień nad Faren. Wraz ze wschodzącym słońcem przyszedł ulewny deszcz, a droga pośrodku wioski zamieniła się w potok wody, błota i śmieci. Przy takiej ulewie nikt nie odważył się wychylić nosa z domu, miasto wyglądało jak opustoszałe. Tylko z gospody można było usłyszeć nieliczne głosy bywalców, którzy zasiedzieli się trochę za długo przy piwie lub winie. Przed gospodą na werandzie siedział pewien człowiek, który nie przepadał za gwarą panującą w środku. Nogi miał założone na poręcz, pojedyncze krople deszczu odbijały się od jego butów, rozpryskując się na wiele mniejszych kropel. Obok niego stał miecz, z którym nie rozstawał się nigdy, kaptur płaszcza zasłaniał połowę twarzy, spod którego można było zauważyć nieogoloną twarz mężczyzny. Chociaż jego twarz zdobiło kilka blizn, wyglądał na około trzydzieści lat. Jego kufel już dawno wysechł, od paru dobrych godzin nie było już tam piwa. Siedział tam prawie całą noc i rozmyślał o wielu rzeczach, teraz przyglądał się jak deszcz spływa z dachów na ulicę po czym niknie gdzieś w głębi wioski.
– Wypadałoby jechać dalej, ale nie zamierzam kolejny raz moknąć, w sumie nie spieszy mi się tak bardzo – pomyślał
Spojrzał na kufel stojący obok niego. – A może by tak jeszcze jedno...
W tym czasie jego uwagę przykuł chłopiec biegnący w stronę gospody, wyglądał na około trzynaście lub piętnaście lat i najwidoczniej miał bardzo ważną sprawę do kogoś w gospodzie.
– Czy może mi pan pomóc?
– Słucham? – wydusił mężczyzna, od paru godzin nie rozmawiał z nikim więc jego głos strasznie zachrypł. Jednak to do niego biegł chłopiec, a nie do kogoś z gospody.
– Czy może mi Pan pomóc?
– No to już wiem młody, ale powiedz o co Ci chodzi.
– Czy to pana zwą Drako? – zapytał chłopiec.
– Tak to ja, streszczaj się mały bo nie mam za dużo czasu. – Drako nie lubił dzieci, nie przynosiły ze sobą świętego spokoju, a on bardzo uwielbiał święty spokój.
– Mój brat.. porwany.. ta ta.. ta wredna wiedźma... –  głos chłopca nagle załamał się, a w oczach pojawiły się łzy.
Drako zrozumiał, że dzieciak nie przychodzi do niego z jakimś błahym problemem, wiedział, że wypada mu pomóc.
– Uspokój się, mały, rozumiesz? Zacznijmy od początku, jak się nazywasz?
– Bromił, proszę pana – Głos dziecka powoli wracał do normy, ale łzy nadal leciały mu z oczu.
– Niech Pan pójdzie ze mną do mojej matki ona panu wszystko wytłumaczy. Musi nam Pan pomóc!-Głos znowu zaczął się załamywać.
– No dobra Bromile, prowadź do swojego domu.– Po tych słowach Drako wstał, otrzepał się z kropel deszczu, założył swój miecz na plecy po, czym poprawił płaszcz, aby za bardzo nie zmoknąć podczas drogi do domu.
I tak obaj ruszyli do domu Bromiła, a deszcz nadal lał się z nieba tak samo mocno. Starali się omijać kałuże, lecz ich pojawiało się coraz więcej kiedy zmierzali do centrum wioski. 
– Ta pogoda nie zwiastuje nic dobrego. – pomyślał Drago.

Kiedy stanęli w progu chaty byli już cali mokrzy. Chata nie była duża, nie wyróżniała się zbytnio od innych domów w wiosce. Na środku izby stało palenisko na którym gotowała się jakaś zupa po prawej stronie stał duży drewniany stół z czterem krzesłami, po lewej natomiast kilka regałów z książkami i szafa na ubrania. Była też para drzwi która zapewne prowadziła do sypialni, u sufitu zawieszone były zioła przyprawy i suszone mięso, uwagę Drago przykuła zbroja stojąca w kącie, rozpoznał ją od razu, była to zbroja rycerzy z zakonu Filiana. Była wykonana z  rzadkiego metalu oraz zdobiona czerwonymi materiałami. Zakon ten miał za zadanie ochraniać króla, rycerze praktycznie nie rozstawali się ze swoim wyposażeniem. Obecność zbroi tak daleko od stolicy świadczyła o tym że właściciel za pewne nie żył, a zbroja została podarowana w spadku rodzinie.
– Mąż nie żyje już od 2 lat.
Drako obrócił się w stronę głosu, w kącie izby siedziała kobieta, spostrzegła ona, że Drako wpatruje się w zbroje.
– Przykro mi z powodu straty męża- odpowiedział
– Jak mi pan nie pomoże, to będę znów opłakiwać kolejną stratę osoby, którą kocham.
Kobieta wyglądała na około czterdzieści lat, na jej twarzy rysował się smutek i rozpacz, widać że płakała bardzo dużo ostatniego czasu.
– Oczywiście, że pani pomogę.
– Dziękuję naprawdę, proszę się rozebrać z tego mokrego ubrania zaraz je wysuszę, czy jest pan głodny?
– Dziękuję za gościnę, z chęcią zjadłbym coś ciepłego- odpowiedział rozbierając się.
– Dobrze, proszę się rozgościć
Drako zrzucił płaszcz oraz mokrą kurtkę, miecz oparł o regał po czym usiadł przy stole, Bromił zrobił to samo.
Kobieta nalała zupy i podała na stół.
– Proszę się najeść a za chwilę porozmawiamy- odparła
Siedzieli w ciszy Drako jadł sam, Bromił siedział i patrzył się w talerz a jego matka suszyła ubrania.
– Dobrze niech pani usiądzie i opowie mi wszystko po kolei- powiedział Drako kończąc jeść. 
– To było dokładnie 3 dni temu, chłopacy bawili się w ogródku, a ja akurat byłam nad rzeką kiedy zjawiła się ona... – kobieta nagle urwała w jej oczach pojawiły się łzy.
– Ta baba porwała mi braciszka! -wykrzyknął Bromił – a ja nie mogłem mu pomóc, zaczarowała mnie... co by ojciec na to powiedział.
– Uspokójcie się oboje – powiedział Drako – Kim była ta kobieta?
– Wiedźmą, tak gadają ludzie we wsi, mieszka sama w górach nikomu nie zawadzała, aż to wtedy kiedy przyszła po mojego malucha. Ludzie do niej chodzili po lekarstwa i wywary, powiadają że była lepsza od znachora, ale ja jej nigdy nie ufałam. Byłam u straży miasta jak i burmistrza to powiedzieli mi, że na pewno się znajdzie i że nie mają teraz czasu na szukanie. ponieważ muszą ścigać tych bandytów którzy okradają pobliskie tartaki.
– Ile syn ma lat?
– Tomaszek w tym roku ma sześć lat.
– To bardzo wiele wyjaśnia, jeżeli to była wiedźma to mogę was zapewnić że Tomaszek jeszcze żyje, ale musimy się pospieszyć, do pełni zostało jakieś dwanaście godzin. – Stwierdził Drako.
– Nie rozumiem, może pan bardziej wyjaśnić?
– Już tłumaczę, na świecie wiedźm nie zostało dużo, może koło pięćdziesięciu, albo i nawet mniej, po wielkim polowaniu na nie jakieś sto lat temu stwierdziły że będą żyć w ukryciu. Mówi się że wiedźmy są nieśmiertelne, aż to momentu kiedy ktoś nie spali ich na stosie, po części to prawda, ale one starzeją się normalnie jak ludzie i umierają ze starości, aby zatrzymać ten proces raz na sześć lat kiedy pojawi się pierwsza pełnia w roku muszą złożyć ofiarę z dziecka, które jest bez grzechu i urodziło się w roku ostatniej pełni czyli sześć lat temu..
– O boże, mój syn zostanie złożony w ofierze!– wrzasnęła kobieta po czym się rozpłakała.
– Spokojnie, mamy jeszcze jakieś dwanaście godzin aby go uratować, tak jak powiedziałem musi być pełnia, a jest dopiero południe.
– Nie na darmo pana nazywają łowcą potworów – wtrącił Bromił
– Gdy przeżyjesz tyle co ja młody, to też będziesz tyle wiedział– uśmiechnął się lekko Drako.
– Zapłacę, mam oszczędności po mężu, proszę tylko odnaleźć mojego syna.
– Niech się pani nie martwi nie takie rzeczy robiłem, przyprowadzę pani syna jeszcze przed zachodem słońca, Obiecuję – Po czym wstał i zaczął się ubierać. Ubrania już prawie były suche, a za oknem właśnie przestało padać.
– Mówią że mieszka przy starym głazie, jakieś dwie godziny drogi stąd. Bromił pokaże panu drogę.
– Z wielką chęcią pana zaprowadzę!-Powiedział Bromił po czym poderwał się z krzesła.
– Dobrze, spotkajmy się za około pół godziny przy wyjściu z wioski – Po czym założył miecz na plecy i wyszedł. Skierował się do karczmy gdzie wynajmował pokój.
– Dawno nie walczyłem z wiedźmą, muszę się przygotować.– powiedział sam do siebie.
W karczmie nikogo już nie było, karczmarz odsypiał na zapleczu nieprzespaną noc, a kelnerka sprzątała po nocnej libacji. Wszedł do swojego pokoju, na łóżku leżała torba, z której zabrał pewien bardzo przydatny przedmiot.

Przy wyjściu z wioski biegł mały strumyczek, Drako siedział na kamieniu i przyglądał się jak małe rybki szukają czegoś do zjedzenia. Naglę spostrzegł że z bram wioski wychodzą właśnie Bromił i jego matka.
– Witam ponownie – rzekł.
Nic nie odpowiedzieli, tylko skinęli głowami.
– Czy możemy już ruszać?– zapytał – nie mamy za dużo czasu.
– Oczywiście, przygotowałam wam trochę jedzenia i wody na drogę – opowiedziała matka, podając Bromiłowi mały pakunek, starannie zapakowany w skórę woła.
Brmił przytulił matkę, ta pożyczyła im szczęścia i stwierdziła że będzie się modlić do wszystkich bogów, aby wrócili szczęśliwie wraz z jej synem, po czym udała się w drogę powrotną do domu.
Maszerowali w ciszy, kiedy minęli pola zaczął się gęsty i górzysty las.
– Z tego co wiem las jest bezpieczny i nie ma w nim żadnych groźnych potworów – w końcu odezwał się Bromił.
– W każdym lesie może czaić się zło, musisz to zapamiętać młody.
– Wiem, wiem ojciec zawsze mi to powtarzał, mogę panu zadać pytanie?
– Oczywiście.
– Czy łatwo być łowcą przygód? – Bromił powiedział to bardzo poważnie, aż Drako oderwał wzrok od lasu i spojrzał na niego.
– To trudne pytanie, łowcą przygód nie można się tak po prostu stać, to nie jest zawód, żadna szkoła nie szkoli w tym kierunku, Człowiek staje się nim z przypadku czy tego chce czy nie, bycie łowcą jest chyba najtrudniejsze ze wszystkich zajęć, w każdym zakątku świata można łatwo zginąć, a niektórzy ludzi nie lubię nas i to bardzo. A dlaczego pytasz?
– Chce nim zostać kiedyś, i odnaleźć kogoś... – w głosie można było usłyszeć złość.
– Zemsta to nie jest dobra rzecz, uwierz mi.
– A co pan może o tym wiedzieć?
– Nie wiesz o mnie nic, ścigałem wielu ludzi którzy zaszli mi za skórę, dorwałem nawet kilku ale i tak nie wynikło z tego nic dobrego. –  głos Drako był bardzo poważny.
– Dlaczego?
– Pożyjesz to sam się dowiesz, ale odradzam Ci zemstę. Zabójca Twojego ojca na pewno poniesie kare, za to co zrobił.
– Skąd pan wie na kim chce się zemścić?
– Jesteś jeszcze młody, mieszkasz w małej wiosce w której praktycznie nic się nie dzieje, a największą tragedią jaka Ci się przydarzyła była śmierć Twojego ojca. Tak więc mogę powiedzieć że zgadywałem.
– I tak go…
– Lepiej powiedz, jak daleko jeszcze. – przerwał mu Drako.
– Za jakąś godzinę będziemy przy wielkim głazie, potem będzie już tylko kawałek.
Resztę drogi pokonali w ciszy. Bromił miał racje po godzinie wędrówki po lesie stanęli przy wielkim głazie, który naprawdę okazał się ogromny, miał jakieś dziesięć metrów wysokości i prawie tyle samo szerokości.
– Był kiedyś ołtarzem dla jakiegoś pradawnego boga, moi dziadkowie jak byli mali to przychodzili tu ze swoimi rodzicami.
– Wiele jest takich miejsc na świecie, zapomnianych przez ludzi. – Odpowiedział Drako – Gdzie teraz?
– Za głazem biegnie mały strumień w dół doliny, jeżeli pójdziemy jego brzegiem to za jakieś pięć minut dojdziemy do chaty tej starej baby.
– Dojdę sam, Ty tutaj poczekasz. Jeżeli nie wrócę za godzinę wracaj do domu, Rozumiesz?
– Ale chce iść!-Wykrzyknął zdenerwowany Bromił.
– Nie możesz, to zbyt niebezpieczne, zostaniesz tutaj albo cię zaczaruje i obudzę dopiero jak wrócę – rzekł Drago bardzo poważnie.
– No dobra zostanę. –Niechętnie odpowiedział.
Drako tak naprawdę nie znał takiego zaklęcia, znał kilka ochronnych i może dwa atakujące, ale nie lubił ich stosować, brzydził się magią.
Drogę pokonał krócej niż mówił dzieciak, kiedy zauważył że przed nim rysuje się stara chata, przystanął na chwile przy drzewie aby się rozejrzeć.
Chata wyglądała na starą, ale zadbaną, przed nią stała ławka oraz palenisko, na ławce siedziała staruszka, która robiła coś na drutach, wyglądała na około osiemdziesiąt lat. Drako nigdzie nie zauważył Tomaszka, pewnie był uwieziony gdzieś w piwnicy. Rozglądając się zauważył przy strumyczku płaski kamień ozdobiony kwiatami.
– To pewnie ołtarz – pomyślał.
Nagle usłyszał za plecami szelest oraz znajomy głos. 
– To ona.
– Co ja ci gówniarzu powiedziałem? Czego nie zrozumiałeś w słowach to zbyt niebezpieczne i zostać tutaj? – wyszeptał zdenerwowany Drako.
– Przepraszam, ale to było silniejsze ode mnie.
– Tak wygląda właśnie praca z amatorami, masz tutaj zostać i się nie pokazywać bo oboje możemy umrzeć, rozumiesz?
– Tak rozumiem, będę tylko obserwował, obiecuję – Bromił postukał się pięścią kilka razy po klatce piersiowej.
– Dobra to idę – rzekł Drako i powoli wynurzył się z krzaków.
Dopiero jak był jakieś piętnaście metrów od chaty staruszka go zobaczyła.
– Ohohoh Witaj młody człowieku co cię tutaj sprowadza – Z uśmiechem na twarzy powiedziała staruszka kiedy go ujrzała.
– Witam również, zgubiłem się w lesie i szukam jakiegoś schronienia na noc, kompletnie nie wiem którędy dojdę do miasta. – Sprytnie odpowiedział Drako, wyglądał bardzo przekonująco.
– Oh to nie dobrze kruszynko.  Z chęcią bym ci pomogła ale nie wiem czy nie zgwałcisz mnie w nocy jak będę spała – zażartowała.
– Niech się Pani nie martwi może chociaż da mi Pani coś do jedzenie albo pokażę drogę do miasta?
Drako grał na czasie, rozmowa miała mu dać czas, aby mógł zdążył wyczuć moc wiedźmy oraz ocenić teren na którym za chwile przyjdzie mu walczyć. 
– Oczywiście, że dam ci coś do jedzenia, za chwilę będę miała kolację proszę usiądź, a ja opowiem Ci jak szybko dostać się do miasta.
Drako nie miał zamiaru jeść czegokolwiek od wiedźmy, brał pod uwagę to że wiedźma go wyczuła i otruje. Wiedźmy były mądre i te bardziej doświadczone potrafiły czytać w myślach. Przygotował się do tego wcześniej kiedy to z torby w karczmie zabrał klejnot który kupił od pewnego handlarza w stolicy. Klejnot miał właściwości ochronę, przed włamaniem się do umysły właściciela. Drako wiedział że kiedy usiądzie obok niej będzie miał tylko chwile na to żeby wyciągnąć miecz i odciąć jej głowę, musi się tylko upewnić że staruszka jest wiedźmą.
– Nie boi się pani tutaj mieszkać sama, na takim odludzi i to jeszcze w środku lasu? –zapytał siadając.
– Cały życie tu mieszkam nigdy nie stanęło mi się tutaj nic złego tak więc myślę że spędzę tutaj swoje ostanie dni. – Odpowiedziała również siadając.
– O widzę że masz piękny miecz, ściągnij go bo zapewne jest bardzo ciężki.
– Mam go całe życie, tak więc przyzwyczaiłem się do noszenia go.
– Widziałam już go kiedyś, bardzo dawno temu u pewnego człowieka, może to był Pana przodek?
– Możliwe ten miecz jest w mojej rodzinie od pokoleń. – Odpowiedział znowu kłamstwem.
– Był bardzo podobny do pana praktycznie taki sam – Wyczuł że w ton głosu staruszki zmienił się.
Nagle Drako poczuł coś dziwnego, straszny ból przeszył jego głowę, wyczuł że ktoś próbuję włamać się do jego umysły. Teraz wiedział że staruszka jest na pewno wiedźmą, szybko zerwał się oraz wyciągnął swój miecz. Zamach był tak szybki że wiedźma nie zdążyła nic powiedzieć.
Głowa oddzieliła się od ciała i spadła obok paleniska.
 -Udało się! –wykrzyknął Bromił po czym wybiegł z krzaków.
– Stój młody, nie zbliżaj się to nie koniec- warknął Drago, w jego stronę.
Naglę ciało wiedzmy wyparowało nie pozostawiając po sobie śladu
– To iluzja! –Drako przyjął pozycję obronną.
Nagle usłyszeli głos, lecz nigdzie nie widzieli wiedźmy.
– Hahaha – zaśmiała się – Myślicie że dam się tak łatwo pokonać? Nie jestem zwykła wiedźmą. – opowiedziała.
– Pokaż się i stań do uczciwej walki – wykrzyknął Drako.
– Oj Drako Drako myślisz że Cię nie poznałam?
Nagle obok kamienia zmaterializowała się postać wiedźmy.
– Nie pamiętasz tchórzu? Już kiedyś się spotkaliśmy. –Głos wiedźmy stał się zimny i okrutny.
Drako próbował sobie przypomnieć, lecz nie pamiętał, kiedy mógł spotkać wiedźmę.
– Możesz mnie nie pamiętać, kiedy cię spotkałam wyglądałam trochę młodziej – Zaśmiała się – Osiemdziesiąt lat temu w Verden, ścigałeś pewną wróżkę która okradała ludzi, nic się nie zmieniłeś od tego czasu.
W tym momencie Drako przypomniał sobie młodą czarnowłosą kobietę na którą dostał zlecenie, lecz ta uwiodła go, wykorzystała i rano zostawiła ciężko rannego w pokoju jej domu.
– To ty dziwko!-Wrzasnął – Teraz dokończę to co wtedy zacząłem – Po czym ruszył z wyciągniętym mieczem w jej stronę.
Wiedźma również nie próżnowała, wymówiła niezrozumiałe zdanie i cisnęła w stronę Drako kule ognia. Spodziewał się tego, odskoczył na bok kula śmignęła mu obok ucha.
– Mam Cię– Krzyknął kiedy stanął obok wiedźmy i wykonał zamach.
Wiedźma po raz kolejny zniknęła.
– Za Tobą– Krzyknął Bromił kiedy spostrzegł że wiedźma materializuje się za plecami Drako.
Drako szybkim ruchem odwrócił się i zadał cios. Tym razem udało się trafić, palce wiedźmy spadły na ziemie a ona sama krzyknęła z bólu, po czym odskoczyła.
– Zapłacisz mi za to – warknęła nieludzkim głosem.
– Lepiej gadaj gdzie masz chłopaka, to może podaruję Ci życie. – Powiedział Drako
– Po moim trupie, dzieciak jest mój!
– Da się zrobić – po czym Drako wyjął z kieszeni dwie kulki i rzucił pod nogi wiedźmy, ta odskoczyła kawałek lecz Drako był szybszy, wynurzył się z powstałej mgły.
– Koronis sori bor – Wymówiła wiedźma po czym przed nią pojawiła się tacza ochronna.
Miecz Drako zatrzymał się na niej.
– Nie dasz rady się przebić!– Krzyknęła.
Oboje teraz siłowali się ze sobą, zaklęcie kontra miecz. Wiedźma po raz kolejny wymówiła dziwne zaklęcie, po czym w lewej dłoni zmaterializował się miecz. Drako był w pułapce, wiedział że jeżeli zdoła ona uderzyć to nie skończy się to dla niego dobrze. Zaczynała brać zamach, kiedy to bariera znikła wraz z mieczem, a sama poczuła ogromny ból w tyłu głowy
– Tego nie przewidziałaś – zaśmiał się Bromił.
– Młody jest jednak dobry, rzucił ją kamieniem w tył głowy, była zbyt zajęta żeby to zauważyć. Teraz moja kolej to ją nie zabiło, ale nieźle wytrąciło z równowagi – Pomyślał Drako po czym odbił się od ziemi i wbił swój miecz prosto w klatkę piersiową wiedźmy. Tym razem trafił.
Wiedźma padła na kolana i wypluła krew.
– Udało Ci się, pokonałeś mnie… mój czas przeminął, twój koniec też jest bliski… magowie idą po Ciebie… znają Twój sekret… Znów będziesz ich królikiem doświadczalnym – zaśmiała się gdy kończyła zdanie, krew płynęła jej z ust oraz rany, Drako wyciągnął miecz.
– Gówno wiesz wiedźmo, raz dałem rade to dam i kolejny – Po tych słowach zamachnął się.
Głowie wiedzmy znów poturlała się po ziemi, tym razem była prawdziwa.
– Udało nam się!– uradował się Bromił, podbiegł do Drago i przytulił go mocno.
– Dziękuję Panu.
– Bez twojej pomocy, by mi się nie udało młody, będzie z Ciebie dobry wojownik – Rzekł Drako.
– To nic wielkiego, po prostu rzuciłem kamieniem – zaśmiał się ale w jego oczach widać było łzy szczęścia.
– Chodźmy lepiej poszukać twojego braciszka. 
Chata w środku wyglądała na zwykłą, lecz pod łóżkiem znaleźli klapę do piwnicy w której znajdowało się laboratorium wiedźmy oraz klatka w której zamknięty był Tomaszek, kiedy zobaczył swojego brata ucieszył się strasznie. Drako kazał poczekać chłopcom przed domem, a on sam rozejrzał się po laboratorium, znalazł tylko dziennik wiedźmy w którym zapisywała swoje eksperymenty oraz przemyślenia, zabrał go ze sobą ponieważ stwierdził że może dowie się czegoś o innych żyjących jeszcze wiedźmach. Pozostałe rzeczy nie wydały się mu w żaden sposób atrakcyjne, wyszedł na dwór zgarnął głowę wiedźmy oraz ciało, zaniósł je do domu po czym polał wszystko jakimś łatwopalnym środkiem który wiedźma trzymała w laboratorium i podpalił. Stali przez chwile przed domem i patrzyli jak  wszystko płonie jasno zielonym ogniem.
– Piękny widok – stwierdził Bromił.
– Wracajmy do domu, pewnie wasza mama zaczyna się  martwić. –Powiedział Drako po czym ruszyli w kierunku wioski.
Matka czekała niecierpliwie przed bramą, kiedy zobaczyła na horyzoncie trzy zbliżające się postacie omal nie straciła przytomności. Bardzo długo ściskała Tomaszka oraz strasznie płakała, lecz ten płacz był dobry.  Drako obserwował wszystko z boku, po raz kolejny zrobił coś dobrego, czuł się dumny z siebie. Po czułym przywitaniu wszyscy udali się do domu aby świętować powrót dziecka. Drako niestety odmówił wzięcia udziału, bardzo nie lubił takiego typu imprez, odmówił nawet zapłaty za wykonaną misję. Matka nalegała, lecz ten upierał się że nie potrzebuje na razie tych pieniędzy. W końcu po długich negocjacjach oraz podziękowaniach za ratunek, znalazł się w swoim pokoju w karczmie, rozebrał się, wziął długą kąpiel, wypił ostatnie piwo oraz na końcu runął na łóżko, zasnął prawie od razu w końcu nie spał od dwóch dni. Jutro musiał wstać wcześnie, aby wyruszyć dalej w swojej wędrówce. Śniły mu się koszmary, te same które męczyły go od wielu lat, wspomnienia z przeszłości.
Następnego dnia kiedy miał już opuszczać wioskę, zauważył Bromiła biegnącego w jego stronę
– Dzień dobry, wyjeżdża już pan? – zapytał.
– Tak pora na mnie, już i tak zasiedziałem się tu trochę.
– Jeszcze raz Panu dziękuję, za uratowanie braciszka oraz za cudowną przygodę. Dużo dzięki panu zrozumiałem i podjąłem decyzję.
– Jaką? – Zapytał Drako.
– Nie zostanę na razie łowcą przygód, ale wstąpię do zakonu Filiana tak jak mój ojciec – Na twarzy bromiła widać było radość
– To dobrze młody, bardzo dobrze. Spełniaj swoje marzenia i pamiętaj co ci powiedziałem o zemście. A teraz czas już na mnie Trzymaj się, może nasze szlaki kiedyś znowu się przetną – powiedział po czym wyciągnął dłoń w stronę Bromiła. Ten również podał mu dłoń.
– Do zobaczenia – rzekł prawie płacząc
Drako odwrócił się i skierował w stronę bram miasta.
– A właśnie mam jeszcze jedno pytanie- Przypomniał sobie Bromił.
– Tak?– Drako odwrócił się ponownie w jego stronę.
– Na początku walki z wiedźmą, powiedziała ona że spotkaliście się już ze sobą, osiemdziesiąt lat temu, jak to możliwe przecież wygląda Pan na maksymalnie trzydzieści.
Drako uśmiechnął się i powiedział.
– To długa historia, następnym razem Ci opowiem – powiedział po czym oddalił się.
Drako wiedział że nie może wyjawić mu jego sekretu, już i tak za dużo osób wie o jego klątwie.
Bromił jeszcze długo obserwował oddalającego się Drago. Zrozumiał że w przyszłości chce się stać właśnie takim człowiekiem.  

***********

– Był tutaj, wyczuwam jego aurę. – powiedział starszy mężczyzna w czarnej szacie.
– Popiół jest jeszcze ciepły, chata musiała zostać spalona zeszłego wieczora – Odpowiedział drugi, również w czarnej szacie lecz młodszy od swojego towarzysza.
– Jesteśmy już blisko, niedługo go dopadniemy.
– Wiem mistrzu.  Zapłaci za to co uczynił naszemu zakonowi.
Stali jeszcze przez chwilę przy spalonej chacie wiedźmy, po czym udali się w kierunku wioski.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(05-04-2016, 18:44)Dawka napisał(a): Witam Wszystkich. Chciałbym podzielić się z wami moim opowiadaniem. Jest to moje pierwsze i najdłuższe opowiadanie jakie dotychczas napisałem, jestem świeży w tym temacie i wiem że jeszcze dużo pracy przede mną ale chciałbym się z wami nim podzielić i prosić o opinie. Pozdrawiam i zapraszam do czytania  :)
––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––

Wiedźma

Wstawał kolejny szary dzień nad Faren. Wraz z (ze) wschodzącym słońcem przyszedł ulewny deszcz, (dodałabym spójnik 'a') droga pośrodku wioski zamieniła się w potok wody, błota i śmieci.

Tylko z gospody można było usłyszeć nieliczne głosy bywalców (przecinek) którzy zasiedzieli się trochę za długo przy piwie lub winie. Przed gospodą na werandzie siedział pewien człowiek (przecinek) który nie przepadał za gwarą panującą w środku. Nogi miał założone na poręcz, pojedyncze krople deszczu odbijały się od jego butów (przecinek) rozpryskując się na wiele mniejszych kropel. Obok niego stał miecz, z którym nie rozstawał się nigdy, kaptur płaszcza zasłaniał połowę twarzy (przecinek) z pod (spod) którego można było zauważyć nieogoloną twarz mężczyzny,(tu kropka i dalej z dużej litery) chociaż jego twarz zdobiło kilka blizn, wyglądał na około 30 (liczebniki w tekstach piszemy słownie) lat. Jego kufel już dawno wysechł, od paru dobrych godzin nie było już tam piwa, (podziel to zdanie, a zatem kropka i dalej z dużej litery) siedział tam prawie całą noc i rozmyślał o wielu rzeczach, teraz przyglądał się jak deszcz spływa z dachów na ulicę (przecinek)po czym niknie gdzieś w głębi wioski.
Wypadało by (Wypadałoby)jechać dalej (przecinek)ale nie zamierzam kolejny raz moknąć, w sumie nie spieszy mi się tak bardzo.(bez kropki)(spacja i z małej litery) Pomyślał
Spojrzał na kufel stojący obok niego. – A może by tak jeszcze jedno...
W tym czasie jego uwagę przykuł chłopiec biegnący w stronę gospody, wyglądał na około 13-15 (liczebniki słownie)lat i najwidoczniej miał bardzo ważną sprawę do kogoś w gospodzie.

– Słucham? – (w)Wydusił mężczyzna, od paru godzin nie rozmawiał z nikim (przecinek)więc jego głos strasznie zachrypł. Jednak to do niego biegł chłopiec (przecinek)a nie do kogoś z gospody.
– Czy może mi Pan pomóc?
– No to już wiem młody (przecinek)ale powiedz (przecinek)o co Ci chodzi.
– Czy to pana zwą Drako? – (z)Zapytał chłopiec.
– Tak to ja, streszczaj się mały (przecinek)bo nie mam za dużo czasu. – Drako nie lubił dzieci, nie przynosiły ze sobą świętego spokoju (przecinek)a on bardzo uwielbiał święty spokój.
– Mój brat.. porwany.. ta ta.. ta wredna wiedźma... – w (zbędne) (G)głos chłopca nagle załamał się (przecinek)a w oczach pojawiły się łzy.
Drako zrozumiał (przecinek)że dzieciak nie przychodzi do niego z jakimś błahym problemem, wiedział (przecinek)że wypada mu pomóc.
– Uspokój się (przecinek)mały (przecinek)rozumiesz? Zacznijmy od początku, jak się nazywasz?
– Bromił, proszę (p)Pana (kropka)(G)głos dziecka powoli wracał do normy (przecinek)ale łzy nadal leciały mu z oczu.
– Niech Pan pójdzie ze mną do mojej (m)Matki ona (p)Panu wszystko wytłumaczy,(kropka) Musi nam (p)Pan pomóc!-Głos znowu zaczął się załamywać. (W tekście literackim rzeczowniki, które nie są nazwami własnymi piszemy z małej liery – to nie list. W dalszej części nie będę poprawiać, więc pamiętaj, by to zmienić)
– No dobra Bromile, prowadź do swojego domu.–(spacja po myślniku)Po tych słowach Drako wstał, otrzepał się z kropel deszczu, założył swój miecz na plecy (przecinek)po czym poprawił płaszcz (przecinek)aby za bardzo nie zmoknąć podczas drogi do domu.
I tak oboje (obaj)ruszyli do domu Bromiła, (a) deszcz nadal lał się z nieba tak samo mocno. Starali się omijać kałuże (przecinek)lecz ich pojawiało się coraz więcej (przecinek)kiedy zmierzali do centrum wioski. 
– Ta pogoda nie zwiastuje nic dobrego. –(spacja) (p)Pomyślał Drago.

Kiedy stanęli w progu chaty (przecinek)byli już cali mokrzy.

Na środku izby stało palenisko(przecinek) na którym gotowała się jakaś zupa(kropka) (P)po prawej stronie stał duży drewniany stół z czterem krzesłami, po lewej natomiast kilka regałów z książkami i szafa na ubrania.

Była też para drzwi (przecinek)która zapewne prowadziła do sypialni, u sufitu zawieszone były (można to zmienić: pod sufitem wisiały pęczki ziół i przypraw, a także paski suszonego mięsa) zioła przyprawy i suszone mięso,(kropka) (U)uwagę Drago przykuła zbroja stojąca w kącie, rozpoznał ją od razu, była to zbroja rycerzy z zakonu Filiana. Była wykonana z  rzadkiego metalu oraz zdobiona czerwonymi materiałami.

Obecność zbroi tak daleko od stolicy świadczyła o tym (przecinek)że właściciel za pewne (zapewne)nie żył, a zbroja została podarowana w spadku rodzinie.

Drako obrócił się w stronę głosu, w kącie izby siedziała kobieta, spostrzegła ona, że Drako wpatruje się w zbroje.(ta część zdania jest zbędna – jej reakcja wynikała z faktu, że on patrzył na zbroję i dla mnie to było jasne)

Kobieta wyglądała na około czterdzieści lat, na jej twarzy rysował się smutek i rozpacz, widać (przecinek)że płakała bardzo dużo ostatniego czasu.
– Oczywiście, że pani pomogę.(Dziwne to zdanie – widzi kobietę, nic o niej nie wie, a deklaruje pomoc. Powinno być warunkowe zobowiązanie typu 'Pomogę, jeśli tylko będę mógł coś zrobić.)
– Dziękuję naprawdę, proszę się rozebrać z tego mokrego ubrania(przecinek) zaraz je wysuszę, czy jest pan głodny?
– Dziękuję za gościnę, z chęcią zjadłbym coś ciepłego(spacja)– odpowiedział(przecinek) rozbierając się. (nie zostawiamy 'się' na końcu zdania – 'zdejmując przemoczone rzeczy')
– Dobrze, proszę się rozgościć(kropka)
Drako zrzucił płaszcz oraz mokrą kurtkę, miecz oparł o regał (przecinek)po czym usiadł przy stole, Bromił zrobił to samo.
Kobieta nalała zupy i podała na stół (zbędne – wiadomo że nie na podłogę – dodaj słowo 'gościom' i będzie ok).
– Proszę się najeść (przecinek)a za chwilę porozmawiamy- odparła
Siedzieli w ciszy Drako jadł sam, Bromił siedział i patrzył się(zbędne) w talerz (przecinek)a jego matka suszyła ubrania.
– Dobrze (przecinek)niech pani usiądzie i opowie mi wszystko po kolei- powiedział Drako (przecinek)kończąc jeść.
– To było dokładnie 3 (trzy)dni temu, chłopacy bawili się w ogródku, a ja akurat byłam nad rzeką (przecinek)kiedy zjawiła się ona... – kobieta nagle urwała (przecinek)w jej oczach pojawiły się łzy.
– Ta baba porwała mi braciszka! –(spacja)wykrzyknął Bromił – a ja nie mogłem mu pomóc, zaczarowała mnie... co by ojciec na to powiedział.

(Sprawdziłam do tego miejsca – postaraj się nanieść poprawki w tekście)

– Wiedźmą(a), tak gadają ludzie we wsi, mieszka sama w górach (przecinek i przenieś ten fragment po 'wiedźma' – zdanie będzie brzmiało lepiej) nikomu nie zawadzała, aż to wtedy (przecinek)kiedy przyszła po mojego malucha. Ludzie do niej chodzili po lekarstwa i wywary,(tu dałabym kropkę i dalej dużą literą) powiadają (przecinek)że była lepsza od znachora, ale ja jej nigdy nie ufałam. Byłam u straży miasta jak i burmistrza (przecinek)to powiedzieli mi, że na pewno się znajdzie i że nie mają teraz czasu na szukanie. (przecinek zamiast kropki)ponieważ muszą ścigać tych bandytów (przecinek)którzy okradają pobliskie tartaki.
– Ile syn ma lat?
– Tomaszek w tym roku ma (skończył) sześć lat.
– To bardzo wiele wyjaśnia,(kropka) (J)jeżeli to była wiedźma (przecinek)to mogę was zapewnić (przecinek)że Tomaszek jeszcze żyje, ale musimy się pospieszyć, do pełni zostało jakieś dwanaście godzin.(bez kropki)(s)Stwierdził Drako.

– Już tłumaczę, na świecie wiedźm nie zostało dużo, może koło pięćdziesięciu,(bez przecinka) albo i nawet mniej,(kropka) (P)po wielkim polowaniu na nie jakieś sto lat temu stwierdziły (przecinek)że będą żyć w ukryciu. Mówi się (przecinek)że wiedźmy są nieśmiertelne,(bez przecinka) aż to momentu (przecinek)kiedy ktoś nie spali ich na stosie,(kropka) (P)po części to prawda, ale one starzeją się normalnie jak ludzie i umierają ze starości,(kropka) (A)aby zatrzymać ten proces (przecinek)raz na sześć lat (przecinek)kiedy pojawi się pierwsza pełnia w roku (przecinek)muszą złożyć ofiarę z dziecka, które jest bez grzechu i urodziło się w roku ostatniej pełni czyli sześć lat temu..
– O boże, mój syn zostanie złożony w ofierze!– wrzasnęła kobieta (przecinek)po czym się rozpłakała.
– Spokojnie, mamy jeszcze jakieś dwanaście godzin (przecinek)aby go uratować, tak jak powiedziałem (przecinek)musi być pełnia, a jest dopiero południe.

– Niech się pani nie martwi (przecinek)nie takie rzeczy robiłem, przyprowadzę pani syna jeszcze przed zachodem słońca, Obiecuję(kropka)Po czym(zbędne) (W)wstał i zaczął się ubierać. Ubrania już prawie były suche, a za oknem właśnie przestało padać.
– Mówią (przecinek)że mieszka przy starym głazie, jakieś dwie godziny drogi stąd. Bromił pokaże panu drogę.
– Z wielką chęcią pana zaprowadzę!–(p)Powiedział Bromił (przecinek)po czym poderwał się z krzesła.
– Dobrze, spotkajmy się za około pół godziny przy wyjściu z wioski(kropka)Po czym (Z)założył miecz na plecy i wyszedł. Skierował się do karczmy (przecinek)gdzie wynajmował pokój.

Przy wyjściu z wioski biegł mały strumyczek, Drako siedział na kamieniu i przyglądał się (przecinek)jak małe rybki szukają czegoś do zjedzenia. Naglę spostrzegł (przecinek)że z bram wioski wychodzą właśnie Bromił i jego matka.

– Oczywiście, przygotowałam wam trochę jedzenia i wody na drogę – o(d)powiedziała matka, podając Bromiłowi mały pakunek,(bez przecinka) starannie zapakowany w skórę woła.
Br(o)mił przytulił matkę, ta pożyczyła im szczęścia i stwierdziła (przecinek)że będzie się modlić do wszystkich bogów, aby wrócili szczęśliwie wraz z jej synem, po czym udała się w drogę powrotną do domu.
Maszerowali w ciszy, (a) kiedy minęli pola zaczął się gęsty i górzysty las.
– Z tego (przecinek)co wiem (przecinek)las jest bezpieczny i nie ma w nim żadnych groźnych potworów(kropka)(W)w końcu odezwał się Bromił.

– Wiem, wiem (przecinek)ojciec zawsze mi to powtarzał, mogę panu zadać pytanie?

Człowiek staje się nim z przypadku (przecinek)czy tego chce czy nie, bycie łowcą jest chyba najtrudniejsze ze wszystkich zajęć, w każdym zakątku świata można łatwo zginąć, a niektórzy ludzi nie lubię nas i to bardzo. A dlaczego pytasz?
– Chce nim zostać kiedyś, i odnaleźć kogoś... – (W)w głosie można było usłyszeć złość.

– Nie wiesz o mnie nic, ścigałem wielu ludzi (przecinek)którzy zaszli mi za skórę, dorwałem nawet kilku (przecinek)ale i tak nie wynikło z tego nic dobrego. –  (G)głos Drako był bardzo poważny.

– Pożyjesz (przecinek)to sam się dowiesz, ale odradzam Ci zemstę. Zabójca Twojego ojca na pewno poniesie kare,(bez przecinka) za to (przecinek)co zrobił.
– Skąd pan wie (przecinek)na kim chce się zemścić?
– Jesteś jeszcze młody, mieszkasz w małej wiosce (przecinek)w której praktycznie nic się nie dzieje, a największą tragedią (przecinek)jaka Ci się przydarzyła (przecinek)była śmierć Twojego ojca. Tak więc mogę powiedzieć (przecinek)że zgadywałem.
– I tak go…
– Lepiej powiedz, jak daleko jeszcze.(bez kropki) – przerwał mu Drako.

Resztę drogi pokonali w ciszy. Bromił miał racje (przecinek)po godzinie wędrówki po lesie stanęli przy wielkim głazie, który naprawdę okazał się ogromny, miał jakieś dziesięć metrów wysokości i prawie tyle samo szerokości.
– Był kiedyś ołtarzem dla jakiegoś pradawnego boga, moi dziadkowie (przecinek)jak byli mali (przecinek)to przychodzili tu ze swoimi rodzicami.
– Wiele jest takich miejsc na świecie, (bez przecinka)zapomnianych przez ludzi.(bez kropki)(o)Odpowiedział Drako – Gdzie teraz?
– Za głazem biegnie mały strumień w dół doliny, jeżeli pójdziemy jego brzegiem (przecinek)to za jakieś pięć minut dojdziemy do chaty tej starej baby.
– Dojdę sam, Ty tutaj poczekasz. Jeżeli nie wrócę za godzinę (przecinek)wracaj do domu, Rozumiesz?
– Ale chce iść!–(spacja i z małej)Wykrzyknął zdenerwowany Bromił.

(Sprawdzone do tego miejsca)


– Nie możesz, to zbyt niebezpieczne, zostaniesz tutaj albo cię zaczaruje i obudzę dopiero (przecinek) jak wrócę – rzekł Drago bardzo poważnie.

Drogę pokonał krócej (szybciej)(przecinek)niż mówił dzieciak,(kropka) (K)kiedy zauważył (przecinek)że przed nim rysuje się stara chata, przystanął na chwile przy drzewie (przecinek)aby się rozejrzeć.
Chata wyglądała na starą, ale zadbaną, przed nią stała ławka oraz palenisko,(kropka) (N)na ławce siedziała staruszka, która robiła coś na drutach, wyglądała na około osiemdziesiąt lat (to jest zbędna informacja – sformułowanie 'staruszka' określa wiek dość jasno).

Rozglądając się (przecinek)zauważył przy strumyczku płaski kamień ozdobiony kwiatami.

– Co ja ci gówniarzu powiedziałem? Czego nie zrozumiałeś w słowach to zbyt niebezpieczne i zostać tutaj? (podkreślony fragment zaznacz cudzysłowem – to jest cytat) – wyszeptał zdenerwowany Drako.

– Tak wygląda właśnie praca z amatorami, masz tutaj zostać i się nie pokazywać(przecinek) bo oboje (obaj – to są osobniki męskie) możemy umrzeć, rozumiesz?

– Ohohoh Witaj młody człowieku (przecinek)co cię tutaj sprowadza – Z uśmiechem na twarzy powiedziała staruszka (przecinek)kiedy go ujrzała.
– Witam również, zgubiłem się w lesie i szukam jakiegoś schronienia na noc, kompletnie nie wiem (przecinek)którędy dojdę do miasta. – Sprytnie odpowiedział Drako, wyglądał bardzo przekonująco.
– Oh to nie dobrze (niedobrze)kruszynko.  Z chęcią bym ci pomogła (przecinek)ale nie wiem (przecinek)czy nie zgwałcisz mnie w nocy (przecinek)jak będę spała – zażartowała.
– Niech się Pani nie martwi (przecinek)może chociaż da mi (p)Pani coś do jedzenie albo pokażę(e) drogę do miasta?

Drako grał na czasie, rozmowa miała mu dać czas(chwilę?), aby mógł zdążył wyczuć moc wiedźmy oraz ocenić teren (przecinek)na którym za chwile przyjdzie mu walczyć.
– Oczywiście, że dam ci coś do jedzenia, za chwilę będę miała kolację (przecinek)proszę usiądź, a ja opowiem Ci (przecinek)jak szybko dostać się do miasta.
Drako nie miał zamiaru jeść czegokolwiek od wiedźmy, brał pod uwagę to (przecinek)że wiedźma go wyczuła i otruje.

Przygotował się do tego wcześniej (przecinek)kiedy to z torby w karczmie zabrał klejnot (przecinek)który kupił od pewnego handlarza w stolicy. Klejnot miał właściwości ochronę (ochronne),(bez przecinka) przed włamaniem się do umysły właściciela. Drako wiedział (przecinek)że kiedy usiądzie obok niej (przecinek)będzie miał tylko chwile na to (przecinek)żeby wyciągnąć miecz i odciąć jej głowę,(kropka) (M)musi się tylko upewnić (przecinek)że staruszka jest wiedźmą.
– Nie boi się pani tutaj mieszkać sama, na takim odludzi(u) i to jeszcze w środku lasu? –zapytał (przecinek)siadając.
– Cały(e) życie tu mieszkam (i) nigdy nie stanęło (stało) mi się tutaj nic złego (przecinek)tak więc myślę (przecinek)że spędzę tutaj swoje ostanie dni. – Odpowiedziała (przecinek)również siadając.
– O widzę (przecinek)że masz piękny miecz, ściągnij go (przecinek)bo zapewne jest bardzo ciężki.

– Widziałam już go (go już)kiedyś, bardzo dawno temu u pewnego człowieka, może to był (p)Pana przodek?
– Możliwe (przecinek)ten miecz jest w mojej rodzinie od pokoleń.(bez kropki)(o)Odpowiedział znowu kłamstwem.
– Był bardzo podobny do pana (do tego – ponieważ miecz nie mógł być podobny do 'pana')(przecinek)praktycznie taki sam (kropka)– Wyczuł (przecinek)że w ton głosu staruszki zmienił się.
Nagle Drako poczuł coś dziwnego, straszny ból przeszył jego głowę, wyczuł (przecinek)że ktoś próbuję włamać się do jego umysły(u). Teraz wiedział (przecinek)że staruszka jest na pewno wiedźmą, szybko zerwał się oraz wyciągnął swój miecz. Zamach był tak szybki (przecinek)że wiedźma nie zdążyła nic powiedzieć (nawet pisnąć – brzmi bardziej dramatycznie).

-Udało się! –wykrzyknął Bromił (przecinek)po czym wybiegł z krzaków.
– Stój młody, nie zbliżaj się (przecinek)to nie koniec- warknął Drago, (bez przecinka) w jego stronę.
Naglę ciało wiedzmy wyparowało (przecinek)nie pozostawiając po sobie śladu

– Hahaha – zaśmiała się(kropka) – Myślicie (przecinek)że dam się tak łatwo pokonać? Nie jestem zwykła wiedźmą.(bez kropki) – opowiedziała.

– Oj Drako (przecinek)Drako (przecinek)myślisz (przecinek)że Cię nie poznałam?

– Nie pamiętasz (przecinek)tchórzu? Już kiedyś się spotkaliśmy. –Głos wiedźmy stał się zimny i okrutny.

– Możesz mnie nie pamiętać, kiedy cię spotkałam (przecinek)wyglądałam trochę młodziej – Zaśmiała się – Osiemdziesiąt lat temu (przecinek)w Verden, ścigałeś pewną wróżkę(przecinek) która okradała ludzi, nic się nie zmieniłeś od tego czasu.
W tym momencie Drako przypomniał sobie młodą (przecinek)czarnowłosą kobietę (przecinek)na którą dostał zlecenie, lecz ta uwiodła go, wykorzystała i rano zostawiła ciężko rannego w pokoju jej domu.
– To ty (przecinek)dziwko!–(w)Wrzasnął – Teraz dokończę to (przecinek)co wtedy zacząłem(kropka)Po czym(zbędne) ®ruszył z wyciągniętym mieczem w jej stronę.

Spodziewał się tego, odskoczył na bok(przecinek) (a) kula śmignęła mu obok ucha.
– Mam Cię– (k)Krzyknął (przecinek)kiedy stanął obok wiedźmy i wykonał zamach.

– Za Tobą– (k)Krzyknął Bromił (przecinek)kiedy spostrzegł (przecinek)że wiedźma materializuje się za plecami Drako.
Drako szybkim ruchem odwrócił się i zadał cios. Tym razem udało się trafić, palce wiedźmy spadły na ziemie (przecinek)a ona sama krzyknęła z bólu, po czym odskoczyła.

– Lepiej gadaj (przecinek)gdzie masz chłopaka, to może podaruję Ci życie.(bez kropki)(p)Powiedział Drako

– Da się zrobić (kropka)po czym (zbędne)Drako wyjął z kieszeni dwie kulki i rzucił pod nogi wiedźmy, ta odskoczyła kawałek (przecinek)lecz Drako był szybszy, wynurzył się z powstałej mgły.
– Koronis sori bor – (w)Wymówiła wiedźma (przecinek)po czym przed nią pojawiła się tacza ochronna.

– Nie dasz rady się przebić!– (k)Krzyknęła.
Oboje teraz siłowali się ze sobą, zaklęcie kontra miecz. Wiedźma po raz kolejny wymówiła dziwne zaklęcie, po czym w lewej dłoni zmaterializował się miecz. Drako był w pułapce, wiedział (przecinek)że jeżeli zdoła ona uderzyć (przecinek)to nie skończy się to dla niego dobrze. Zaczynała brać zamach, kiedy to bariera znikła wraz z mieczem, a sama poczuła ogromny ból w (z) tyłu głowy

– Młody jest jednak dobry, rzucił (zbędne)kamieniem w tył (jej)głowy, była zbyt zajęta (przecinek)żeby to zauważyć. Teraz moja kolej (przecinek)to (jej)nie zabiło, ale nieźle wytrąciło z równowagi – (p)Pomyślał Drako (przecinek)po czym odbił się od ziemi i wbił swój miecz prosto w klatkę piersiową wiedźmy.

(Resztę sprawdzę jutro)

– Udało Ci się, pokonałeś mnie… mój czas przeminął, twój koniec też jest bliski… magowie idą po Ciebie… znają Twój sekret… Znów będziesz ich królikiem doświadczalnym – zaśmiała się gdy kończyła zdanie, krew płynęła jej z ust oraz rany, Drako wyciągnął miecz.
– Gówno wiesz wiedźmo, raz dałem rade to dam i kolejny – Po tych słowach zamachnął się.
Głowie wiedzmy znów poturlała się po ziemi, tym razem była prawdziwa.
– Udało nam się!– uradował się Bromił, podbiegł do Drago i przytulił go mocno.
– Dziękuję Panu.
– Bez twojej pomocy, by mi się nie udało młody, będzie z Ciebie dobry wojownik – Rzekł Drako.
– To nic wielkiego, po prostu rzuciłem kamieniem – zaśmiał się ale w jego oczach widać było łzy szczęścia.
– Chodźmy lepiej poszukać twojego braciszka.
Chata w środku wyglądała na zwykłą, lecz pod łóżkiem znaleźli klapę do piwnicy w której znajdowało się laboratorium wiedźmy oraz klatka w której zamknięty był Tomaszek, kiedy zobaczył swojego brata ucieszył się strasznie. Drako kazał poczekać chłopcom przed domem, a on sam rozejrzał się po laboratorium, znalazł tylko dziennik wiedźmy w którym zapisywała swoje eksperymenty oraz przemyślenia, zabrał go ze sobą ponieważ stwierdził że może dowie się czegoś o innych żyjących jeszcze wiedźmach. Pozostałe rzeczy nie wydały się mu w żaden sposób atrakcyjne, wyszedł na dwór zgarnął głowę wiedźmy oraz ciało, zaniósł je do domu po czym polał wszystko jakimś łatwopalnym środkiem który wiedźma trzymała w laboratorium i podpalił. Stali przez chwile przed domem i patrzyli jak  wszystko płonie jasno zielonym ogniem.
– Piękny widok – stwierdził Bromił.
– Wracajmy do domu, pewnie wasza mama zaczyna się  martwić. –Powiedział Drako po czym ruszyli w kierunku wioski.
Matka czekała niecierpliwie przed bramą, kiedy zobaczyła na horyzoncie trzy zbliżające się postacie omal nie straciła przytomności. Bardzo długo ściskała Tomaszka oraz strasznie płakała, lecz ten płacz był dobry.  Drako obserwował wszystko z boku, po raz kolejny zrobił coś dobrego, czuł się dumny z siebie. Po czułym przywitaniu wszyscy udali się do domu aby świętować powrót dziecka. Drako niestety odmówił wzięcia udziału, bardzo nie lubił takiego typu imprez, odmówił nawet zapłaty za wykonaną misję. Matka nalegała, lecz ten upierał się że nie potrzebuje na razie tych pieniędzy. W końcu po długich negocjacjach oraz podziękowaniach za ratunek, znalazł się w swoim pokoju w karczmie, rozebrał się, wziął długą kąpiel, wypił ostatnie piwo oraz na końcu runął na łóżko, zasnął prawie od razu w końcu nie spał od dwóch dni. Jutro musiał wstać wcześnie, aby wyruszyć dalej w swojej wędrówce. Śniły mu się koszmary, te same które męczyły go od wielu lat, wspomnienia z przeszłości.
Następnego dnia kiedy miał już opuszczać wioskę, zauważył Bromiła biegnącego w jego stronę
– Dzień dobry, wyjeżdża już pan? – zapytał.
– Tak pora na mnie, już i tak zasiedziałem się tu trochę.
– Jeszcze raz Panu dziękuję, za uratowanie braciszka oraz za cudowną przygodę. Dużo dzięki panu zrozumiałem i podjąłem decyzję.
– Jaką? – Zapytał Drako.
– Nie zostanę na razie łowcą przygód, ale wstąpię do zakonu Filiana tak jak mój ojciec – Na twarzy bromiła widać było radość
– To dobrze młody, bardzo dobrze. Spełniaj swoje marzenia i pamiętaj co ci powiedziałem o zemście. A teraz czas już na mnie Trzymaj się, może nasze szlaki kiedyś znowu się przetną – powiedział po czym wyciągnął dłoń w stronę Bromiła. Ten również podał mu dłoń.
– Do zobaczenia – rzekł prawie płacząc
Drako odwrócił się i skierował w stronę bram miasta.
– A właśnie mam jeszcze jedno pytanie- Przypomniał sobie Bromił.
– Tak?– Drako odwrócił się ponownie w jego stronę.
– Na początku walki z wiedźmą, powiedziała ona że spotkaliście się już ze sobą, osiemdziesiąt lat temu, jak to możliwe przecież wygląda Pan na maksymalnie trzydzieści.
Drako uśmiechnął się i powiedział.
– To długa historia, następnym razem Ci opowiem – powiedział po czym oddalił się.
Drako wiedział że nie może wyjawić mu jego sekretu, już i tak za dużo osób wie o jego klątwie.
Bromił jeszcze długo obserwował oddalającego się Drago. Zrozumiał że w przyszłości chce się stać właśnie takim człowiekiem.  

***********

– Był tutaj, wyczuwam jego aurę. – powiedział starszy mężczyzna w czarnej szacie.
– Popiół jest jeszcze ciepły, chata musiała zostać spalona zeszłego wieczora – Odpowiedział drugi, również w czarnej szacie lecz młodszy od swojego towarzysza.
– Jesteśmy już blisko, niedługo go dopadniemy.
– Wiem mistrzu.  Zapłaci za to co uczynił naszemu zakonowi.
Stali jeszcze przez chwilę przy spalonej chacie wiedźmy, po czym udali się w kierunku wioski.

Tekst jest bardzo długi, więc nie dam rady sprawdzić go w całości przez jeden wieczór. Oczywiście będę przeglądać kolejne fragmenty, jak rozumiem to jest całość.
Bardzo dużo błędów interpunkcyjnych, i to w podstawowych przypadkach (brak przecinków przed: który, że, ale, aby, kiedy i tak dalej. Na forum jest bardzo dobry poradnik, zajrzyj tam. Poza tym wstaw te nieszczęsne przecinki tam, gdzie trzeba. Będę miała miej roboty.
Piszesz bardzo przyzwoitym językiem – budowa zdań, sformułowania i dialogi naprawdę ładne i pasujące do treści. O samej fabule napiszę, kiedy dobrnę do końca :)
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości