Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sci-Fi Spektrum
#1
W związku z tematem do WT stworzyłem nową opowieść. Mam nadzieję że wam się spodoba. 

 ,,Spektrum – Prolog"

Fisril uniosła się wyżej, ponad cienką warstwę chmur. Światło zachodzącego słońca rzucało nierówny, rozmazujący się cień na puchowej podstawie. Uwielbiała wieczorne loty, mimo surowych zasad panujących w Stratosie, Cytadeli Aniołów. Wymykała się z domu, by móc przyglądać się ludziom. 
Od czasu przybycia na ten świat, nieznanego i ogromnego ,,Miasta z nieba", ocalali z katastrofy szybko stworzyli nowe, niezależne społeczności. W niecałe pięćdziesiąt lat po katastrofie wypływali w morze na przepięknych żaglowcach, a ich budynki wznosiły się coraz wyżej, sięgając wierzchołkami chmur. Sto lat później zmienili drewno i płótno na stal i sięgnęli nieba w przypominających ptaki maszynach. Później żelazne okręty z morza, również wzbiły się w przestworza. Mimo tak wspaniałych wynalazków ludzie okazali się bardzo destrukcyjną rasą. Chciwi, aroganccy, niewdzięczni, agresywni i nieumyślni w swych działaniach, rozpoczęli powolny proces niszczenia świata, który otworzył dla nich drzwi. Świata, który stał się ich domem i ostoją pośród gwiazd. Atakowali wszystko, co mogło dorównać im techniką. Okręty zaopatrzone mnóstwem broni, plujących ogniem i dymem, burzyli miasta i zabijali niewinne istoty, a wojska lądowe dokańczały dzieła zniszczenia. Słabi i podzieleni mieszkańcy Domu przystąpili do nierównej walki, łącząc siły pod przywództwem aniołów. Krwawe walki pochłaniały setki tysięcy istnień, a ludzie mimo strat nie chcieli ustąpić. 
Na znikającej tarczy słońca ujrzała czarną plamę. Konwój ze zniewolonymi mieszkańcami Domu zmierzający do osiedli ludzkich i wykorzystując ich jako tania siła robocza do budowy kolejnych maszyn wojennych. 
Wróciła w drogę powrotną do Stratosa. Trzeba było powiadomić radę o ruchach wroga. Była tak pogrążona w myślach, że nie zauważyła ciemnych kształtów, zbliżających się zza zasłony chmur. Niczym wataha wygłodniałych wilków skradających się do niczego nie spodziewającej się ofiary. 
Suche trzaski rozeszły się po niebie, a z chmur błyskały pomarańczowe punkty. Fisril poczuła przeszywający ból w lewym górnym skrzydle. Po przeźroczystych piórach zaczęła płynąć srebrna krew. Anielica zanurkowała nabierając prędkości i próbując uciec od prześladowców. Tuż przed nią przemknął samolot, o dziwnej sylwetce w kształcie litery X. Przypominał orła chwytającego swoją ofiarę z rozłożonymi szeroko skrzydłami. W kokpicie zobaczyła małego człowieka w oliwkowym hełmie, który obserwował ją zza odbijających obraz gogli. 
Poszybowała za nim. Pęd powietrza wyciskał jej łzy z obu par oczu tak, że prawie nic nie widziała. 
Gdy była tuż tuż, wyciągnęła ręce, starając się wyrwać tylne skrzydła maszyny. Samolot nagle zwolnił i wykonał beczkę, zajmując dogodną pozycję do strzału. Dziób maszyny warknął i rzygnął ogniem, posyłając w jej stronę serię ceramicznych kul. 
Uchyliła się przed śmiertelnym niebezpieczeństwem, jednak powietrzny taniec śmierci wciąż trwał. Skręciła na północ w stronę wysokich lasów, cały czas wykonując uniki, mając świadomość, że tylko drzewa dadzą jej odpowiednią osłonę. 
Dwa kilometry przed nią wyrósł ogromny, czarny okręt skierowany burtą w jej stronę. Błysnęły płomienie i zaraz niebo przecięły czerwone smugi. Nie zdążyła zanurkować i jeden z pocisków rozerwał jej prawe skrzydła na strzępy. 
Spadała wirując w niekontrolowany sposób. 
,,Dlaczego oni są tacy okrutni? " – To była jej ostatnia myśl. 
Uderzyła o ziemię, a jej martwe ciało odbiło się od niej kilka razy. Zwierzęta pouciekały, zostawiając zwłoki anielicy wygięte w nienaturalny sposób. Niebo przecięły samoloty, krążąc nad ciałem anielicy niczym sępy czekające na żer. 
Minęło czterysta lat od katastrofy, a wojna, którą przywieźli ludzie, dopiero teraz się rozpoczęła.
"Ja nie boję się ciemności. Boję się swojej wyobraźni..."
Nieznany Autor. 

"Zombie najszybciej pozbyć się kulą pistoletu. Rozłupanie głowy toporem jest zabawniesze."
DjDanceCore. 
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
No dobrze, łap poprawki oraz garść moich uwag, rozważań i tak dalej.

(27-03-2016, 22:38)DjDanceCore napisał(a): Z wiązku(Związku? Związku chemiczny? xD) z tematem do WT stworzyłem nową opowieść. Mam nadzieję że wam się spodoba. (Coś mi tutaj nie leży, zresztą nie leżało już wcześniej, ale siedziałam cicho. Twój tekst na WT to któryś z kolei fragment opowiadania? Nie wiem, jak chcesz, żeby czytający oceniali tekst, który jest wyrwany z innego opowiadania). 

 ,,(Dwa przecinki to nie jest cudzysłów otwierający)Spektrum – Prolog"

Światło z(zbędne) zachodzącego słońca,(zbędny przecinek – zanim w przyszłości wstawisz przecinek w podobnym miejscu, zastanów się, czy w ogóle ma on sens) rzucało nierówny, rozmazujący się cień na puchowej podstawie.

Od czasu rozbicia się na ten świat(To nie ma sensu, nie ma według mnie żadnego związku ze znaczeniem słowa. Nawet nie wiem, jaką poprawkę zasugerować, bo nie ogarniam sensu tego całego zdania) ,(zbędny przecinek) nieznanego i ogromnego ,,Miasta z nieba", ocalali z katastrofy, (zbędny przecinek – po co przecinek między podmiotem a orzeczeniem?)szybko stworzyli nowe, podzielone między sobą społeczności. (Nie rozumiem, co to są "podzielone między sobą"? Nie wystarczy napisać tego prościej i zrozumialej, na przykład: niezależne społeczności czy coś?)


W niecałe pięćdziesiąt lat po katastrofie,(zbędny przecinek) wypływali w morze na przepięknych żaglowcach, a ich budynki wznosiły się coraz wyżej, sięgając wieszchołkami(Oj) chmur.

Sto lat później,(zbędny przecinek) zmienili drewno i płótno na stal i sięgnęli nieba,(zbędny przecinek) w przypominających ptaki maszynach. Później żelazne okręty z morza, (zbędny przecinek)również wzbiły się w przestworza.

Mimo tak wspaniałych wynalazków, (zbędny przecinek)ludzie okazali się bardzo destrukcyjną rasą.

Chciwi, aroganccy, niewdzięczni, agresywni i nieumyślni(To nie ma sensu – nieumyślny to przypadkowy, więc zupełnie nie pasuje), rozpoczęli powolny proces niszczenia świata, który otworzył dla nich drzwi.

Słabi i podzieleni mieszkańcy Domu,(zbędny przecinek) przystąpili do nierównej walki, łącząc siły pod przywództwem aniołów. Krwawe walki pochłaniały setki tysięcy istnień, a ludzie mimo strat,(zbędny przecinek) nie chcieli ustąpić. 

Konwój ze zniewolonymi mieszkańcami Domu, (zbędny przecinek)zmierzający do osiedli ludzkich, (zbędny przecinek)jako tania siła robocza do budowy kolejnych maszyn wojennych. (Z tego zdania nie wynika, że to niewolnicy mieli być tanią siłą roboczą, tylko cały konwój)

Zwróciła(Zawróciła – aczkolwiek zmieniłabym na "ruszyła/wyruszyła") w drogę powrotną do Stratosa.

Była tak pogrążona w myślach, że nie zauwarzyła (Mieszanka "uwarzyła" i "zauważyła"?) ciemnych kształtów,(zbędny przecinek) zbliżających się zza zasłony chmur.

Niczym wataha wygłodniałych wilków, (zbędny przecinek)skradających się,(zbędny przecinek) do niczego nie spodziewającej się ofiary.
 
Fisril poczuła przeszywający ból w lewym górnym skrzydle. (To miała lewe dolne skrzydło?)

Po przeźroczystych piórach, (zbędny przecinek)zaczęła płynąć srebrna krew. Anielica zanurkowała(przecinek) nabierając prędkości i próbując uciec od prześladowców. Tuż przed nią przemknął samolot,(zbędny przecinek) o dziwnej sylwetce w kształcie litery X. (Jaki tam dziwny, X-wing i już :P)

Przypominał orła, (zbędny przecinek)chwytającego swoją ofiarę z rozłożonymi szeroko skrzydłami. W kokpicie zobaczyła małego człowieka w oliwkowym hełmie, który obserwował ją,(zbędny przecinek) zza odbijających obraz gogli.

Poszybowała za nim. Pęd powietrza wyciskał jej łzy z obu par oczu (Rozumiem z tego, że miała cztery patrzałki. Inaczej byłoby bowiem "wyciskał jej łzy z oczu") tak, że prawie nic nie widziała. 

Samolot nagle zwolnił i wykonał beczkę, siadając na ogonie anielicy.(Nie ogarnęłam z początku. Tak naprawdę ogarnęłam dopiero teraz, czytając to po raz któryś. Z tego zdania można według mnie wywnioskować, że samolot wylądował na ogonie bohaterki, a nie, że znalazł się za nią i zaczął za nią podążać).

Dziób maszyny warknął i rzygnął ogniem, posyłając w jej stronę,(zbędny przecinek) serię ceramicznych kul. (Jakkolwiek próbuję skojarzyć to z pociskami ceramicznymi, to "ceramiczne kule" niezmiennie jawią się w mojej wyobraźni jako kule wypalonej gliny i tyle :D)

Skręciła na północ w stronę wysokich lasów, cały czas wykonując uniki, mając świadomość, że tylko drzewa dadzą jej odpowiednią osłonę. (Może się czepiam, ale cały czas mam wrażenie, że mogłaby zrobić to już wcześniej, unikając zbędnego latania między samolotami.)

Dwa kilometry przed nią,(zbędny przecinek) wyrósł ogromny, czarny okręt skierowany burtą w jej stronę. Błysnęły płomienie i zaraz niebo przecięły czerwone smugi pocisków. Nie zdążyła zanurkować i jeden z pocisków rozerwał jej prawe skrzydła na strzępy.(SkrzydłA? Czyli wyglądała jak motyl, po dwie pary skrzydeł na każdy bok?)
 
Spadała w dół
(Pleonazm – spróbuj spadać w górę :P), wirując w niekontrolowany sposób. 

,,(A co tu robią te przecinki?)Dlaczego oni są tacy okrutni?(zbędna spacja) " – To była jej ostatnia myśl. (Nie podoba mi się. Wionie mi tutaj zbędnym patosem. Jak dla mnie spadająca osoba prędzej pomyśli sobie popularne polskie przekleństwo niż coś w stylu "Dlaczego oni są tacy źli" :P)

Zwierzęta pouciekały, zostawiając puste pobojowisko. (Jedno martwe ciało to w żadnym razie nie jest pobojowisko) Niebo przecięły samoloty, krążąc nad ciałem anielicy niczym sępy,(zbędny przecinek) czekające na żer.
[/b]

Zacznę od tego, że jest lepiej w stosunku do twojego poprzedniego tekstu. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że dużo lepiej, chociaż poczekam z tym chyba na kolejne fragmenty, jeśli takie planujesz, żebyś nie osiadł na laurach. :P

A teraz o samym prologu: nie przypadł mi do gustu.

Przede wszystkim naprawdę nie lubię, kiedy w prologu pojawia się opis historii świata, w którym będzie się działa akcja. Zawsze wydaje mi się to sporym pójściem na łatwiznę, a w dodatku nie czyni to prologu ciekawym wprowadzeniem do reszty tekstu, zazwyczaj wręcz przeciwnie. Wprowadzenie do opowieści to nie jest według mnie opisanie dziejów uniwersum. Ja po prostu nudzę się, czytając opis świata, o którym nie wiem nic i nawet nie zdecydowałam jeszcze, czy w ogóle mnie on obchodzi. Tutaj wionie mi ponadto taką filmowością. Tak dokładniej: po prostu ten prolog dobitnie przypomina mi film "Avatar". Mamy złych, okrutnych ludzi panoszących się po kosmosie i biednych, nękanych przez nich, uroczych kosmitów, którzy walczą o swoją planetę. No wybacz, dokładnie takie mam wrażenie – jest trochę sztampowo. Wciąż jednak liczę, że w dalszych fragmentach na tyle mnie zaskoczysz, że zmienię zdanie i powiem coś dobrego. :P

Nie spodobała mi się ta bohaterka, ale jako że i tak już nie żyje, to nie będę się nad nią rozwodzić. Podczas czytania przeszkadzał mi fakt, że na bieżąco, podczas walki, dowiadywałam się, że nie jest takim aniołem, jakiego większość z nas sobie wyobraża. Zaburzało mi to odbiór.

Lincz za dwa ortografy sobie odpuszczę, bo pastwiłam się nad nimi już w poprawkach. :P

To tyle ode mnie. Podsumowując: nie jestem zachwycona, mogło być lepiej, ale widać, że się poprawiłeś, co jest sporym plusem.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
 Przedstawiam wstęp do opowiadania. Uprzedzam, że jeszcze prawdziwa historia jeszcze się nie zaczęła. 
"Spektrum" Wstęp. 

  – Wstawaj! – Alex poczuła, jak ktoś kopnął ją po żebrach. 
Otworzyła oczy i zobaczyła wysokiego i ciężkiego bosmana przygotowywującego się do następnego kopnięcia. Instynktownie przetoczyła się w bok, spadając z pryczy. Dopiero ryk syreny jej uświadomił, że byli atakowani. W kajucie panował zamęt. Jeszcze senni marynarze zamierzali przebić się do wyjścia, próbując jak najszybciej dostać się do swoich stanowisk bojowych. 
  – Wstawać i zapierdalać na stanowiska! – krzyczał bosman, zrzucając z prycz tych, którzy jeszcze spali i machając dziko rękoma, pospieszał tych, którzy już się obudzili. – Inaczej sam was rozstrzelam! 
Alex ledwie podniosła się na nogi z podłogi, zanim tłum działonowych i inżynierów, zmiażdżyłby ją swoją masą. Gdy udało jej się wydostać z kajuty, pobiegła wąskim korytarzem do pierwszego rozwidlenia. Błyskały pomarańczowe lampy alarmowe. 
Dobiegła do drabiny prowadzącej na dolny pokład. Uznała, że szybciej dostanie się do swojego stanowiska ogniowego, niż gdyby miała tłoczyć się na schodach. Skrót okazał się strzałem w dziesiątkę. Jako pierwsza weszła do owalnego pomieszczenia z dwunastoma fotelami skierowanymi oparciem do kolumny kabli znajdujących się w centrum. Usiadła na swoim miejscu, czwarty fotel na lewo od wejścia. Gdy zapinała pasy, do środka wbiegli pozostali. 
  – Słuchać mnie wszyscy! – w słuchawkach rozległ się twardy i stanowczy głos. – Tu mówi kapitan, grupa okrętów Konfederacji Terrańskiej zbliża się do przechwycenia naszych jednostek. "Ho Tao" i "Kill Bill" wycofują się z pola bitwy, mają ważniejsze zadanie. Wróg nie ma wsparcia myśliwskiego. Przewidywany czas do starcia to T minus dziewięć minut. Cesarz na was liczy, rodacy. Za Cesarza! 
 – Za Cesarza! –  chóralny okrzyk rozszedł się po pomieszczeniu. 
Alex poczuła, jak w kark wbijają jej się dwie nanometrowe igły, a ciało wzdrygnęło się nieprzyjemnie, gdy łącze zostało uaktywnione. Nie znosiła tego momentu. Według lekarzy proces podłączenia nerwowego powinien być całkowicie bezbolesny. 
"Tere fere" – pomyślała, zakładając ogromny, przypominający oczy muchy hełm. Lekarze mogli sobie mówić co chcieli, a i tak wszyscy odczuwali to nieprzyjemne uczucie. 
Wyświetlacz wewnętrzny hełmu pokazał jej rozległą panoramę zielono-purpurowego nieba z każdej, z obsługiwanych przez nią wież. Po lewej stronie wyskoczył półprzezroczysty meldunek z rozkazem. 
Rzuciła tylko na niego okiem. Wzrokiem wyłączyła wiadomość i aktywowała systemy uzbrojenia. 
Podświetlany HUD ekranu pokazywał jej obraz z aktualnie operowanej broni. Na zielonkawy kolor wyświetlane były jeszcze dwie sojusznicze jednostki, kuter łączności oraz przerdzewiały niszczyciel klasy Shi Tsu. 
 Czerwone trójkąty dookoła celownika pokazywały aktualny kierunek, w którym znajdował się nieprzyjaciel. Obróciła w myślach wieżyczką w kierunku określonym przez wskaźniki. Gdy cel pojawił się na celowniku, trójkąt wykonał młynek, oznaczając mały czarny punkt na niebie. 
W górnym rogu ekranu, wyświetliło się okno z danymi technicznymi okrętów wroga. Było ich pięć, trzy krążowniki klasy Barracuda oraz dwa wspomagające je niszczyciele. 
Alex obrała na celownik niszczyciel rakietowy klasy Lincoln i czekała, aż ten znajdzie się w zasięgu strzału. Minuty wlekły się niesamowicie, a napięcie oczekiwaniem na rozkaz do ataku osiągnęło punkt krytyczny. Któraś z głównych armat wystrzeliła przedwcześnie, po niej rozległy się pojedyncze strzały i nieskoordynowane salwy. Ludzie na Zeng He, głównie młodzi i niedoświadczeni, już panikowali, przez co statek już nie wyglądał jak zdyscyplinowana jednostka bojowa. 
  – Wszystkie baterie, ognia! 
Statek zadrżał, gdy trzydzieści dwie armaty wystrzeliły w tym samym momencie. Niebo poprzecinała sieć pomarańczowych smug, podążając za pociskami w kierunku jednostek Terran. Konfederaci również oddali salwę, granatowe błyski rozeszły się po konwoju, by ich kule zaraz dopadły Zeng He. 
Załoga cesarskiego okrętu wystrzeliła drugi raz, gdy pierwsze pociski zaczęły rozbijać się o kadłuby, niszcząc i siejąc spustoszenie wewnątrz okrętów Konfederacji. TSS "G. Washington", krążownik po lewej, eksplodował w czerwonej kuli ognia i zaczął przechylać się na bok, tracąc wysokość. Reszta okrętów złamały szyk, by móc zaatakować z różnych kierunków i ograniczyć pole manewru jednostce cesarskiej. 
Jednakże Zeng He nie był typowym okrętem liniowym, który mógł przyjmować na siebie ostrzał i prowadzić nieustającą nawałnicę ceramicznych pocisków ze zubożonego uranu, ale był szybki i zaopatrzony w mały hangar, w którym teraz drony były szykowane do startu. 
Niszczyciel klasy Lincoln wystrzelił w ich stronę rój śmiercionośnych rakiet. Obrona przeciwrakietowa została uaktywniona, a drony opuściły już swój hangar i zmierzały w kierunku okrętów Konfederacji.
Alex poczuła się jak wyrzutek, patrząc, jak bezzałogowe statki wlatywały w przestrzeń między walczącymi, podczas gdy obrona Zeng He, rozpaczliwie zestrzeliwała podążające w ich kierunku rakiety. Od zawsze chciała być pilotem. Miała najlepsze do tego predyspozycje i wymagane umiejętności, jednak dowództwo nie udzieliło jej zgody na szkolenia, ponieważ była kobietą. Miała dużo szczęścia, że przynajmniej odbyła kursy działonowych i przypadła jej służba na nowym krążowniku. Mimo tego, uczucie odrzucenia nadal ją prześladowało. 
Zeng He zatrząsł się, gdy rakieta przeciwnika uderzyła w kadłub. Został zniszczony radar i wieża łączności. Pozbawione kontroli drony były teraz sterowane przez nieskomplikowaną AI, która tylko utrzymywała je w powietrzu, stając się łatwym celem dla obrony przeciwlotniczej wroga. Pocisk kinetyczny wystrzelony z krążownika przebił się przez pancerz i eksplodował w maszynowni. 
 – Alarm! – w słuchawkach rozległ się beznamiętny głos AI okrętu, a to oznaczało, że kapitan dał nogę albo nie żyje. – Wszystkie jednostki do szalup ewakuacyjnych. Główny rdzeń reaktora osiągnął masę krytyczną. 
Alex natychmiast zerwała połączenie, ściągnęła z głowy hełm i wydostała się z pomieszczenia kontroli ognia, kierując się z powrotem na pokład mieszkalny. Na szkoleniach zawsze jej wmawiano, że kapsuły są najszybciej dostępne na każdym pokładzie. Pierwszą myślą, jaka jej przyszła do głowy, to aktualny poziom na którym się znajdowała, ale zaraz zmieniła zdanie.
"Wszyscy będą pchać się do tych najbliższych" – pomyślała, wbiegając po schodach. – "Ale nikt nie pomyślał, że sześć kapsuł jest na końcu korytarza w mieszkalnych." 
Przebiegła obok swojej kajuty i minęła jeszcze kilka, zanim dopadła do pulpitu aktywacyjnego. Gdy pierwszy raz wpisywała kod otwarcia, przez skok adrenaliny pomyliła liczby. Za drugim razem wpisała go bezbłędnie, co zasygnalizowały cichym sykiem przesuwne drzwi. Weszła do niskiego, długiego pomieszczenia z rzędem czterech żółtych foteli po dziesięć w każdej kolumnie. W dalszej części pojazdu znajdowało się pięć kolejnych i każda mogła służyć jako stanowisko sterujące kapsułą. 
Usiadła na fotelu po lewej i zaraz wokół niej z deski rozdzielczej zaświeciły monitory. Drążek sterujący wysunął się z pod fotela między nogami. Według komputera kapsuła była w gotowości do startu. Zawahała się przez chwilę, myśląc, czy mogłaby kogoś jeszcze zabrać. Czuła, jak przechyla się na monitory, gdy statek zaczął spadać, pikując z dwudziestu ośmiu kilometrów. 
Drzwi zasunęły się automatycznie i kapsuła wystrzeliła, opuszczając z ogromną prędkością kanał ewakuacyjny okrętu. Alex mogła oglądać upadek Zeng He dzięki kamerom umieszczonym na zewnętrznych ścianach swojego statku. Pikujący okręt ciągnął za sobą pióropusz czarnego dymu, a eksplozje pojawiały się raz za razem, przebijając się przez kadłub jednostki. 
Nie zauważyła żadnej z pozostałych kapsuł opuszczających okręt. Radar pokładowy także niczego nie pokazał oprócz czarnego rombu przedstawiającego Zeng He oraz pozostałe wrogie okręty jako czerwone trójkąty. 
Poczuła ukłucie w sercu, gdy Zeng He zmienił się w olbrzymią kulę ognia oraz ognisty deszcz kompozytowych odłamków. Była chyba jedyną ocalałą osobą z całej załogi. Teraz poza granicami terytoriów kontrolowanych przez ludzi była skazana na przetrwanie na nieznanym, zamieszkałych przez obcych terenie. 
Kapsuła z każdą minutą była coraz bliżej ziemi, szybowała już nad koronami drzew i szukała najdogodniejszego miejsca do wylądowania. Spod spodu wysunęły się koła. Statek zatrząsł się, gdy przy lądowaniu uderzył w drzewo, wyrywając je z korzeniami, i odbił się z impetem jeszcze kilka razy. Całe szczęście, że się nie przewrócił ani nie urwało mu kół, inaczej Alex musiałaby iść pieszo. 
Odpięła pasy i przeszła na tył pojazdu, do miejsca, gdzie w schowkach poukrywane były zapasy. Miała jedzenie na kilka dni w najlepszym wypadku nawet na dwa tygodnie, nanoasembler, który z każdego organicznego produktu, był wstanie wytworzyć wodę. Sześć rac ratunkowych, dwanaście krótkofalówek, cztery dwunastoosobowe pontony i dwie beretty kalibru 9mm oraz mały karton dodatkowych magazynków. 
  – Kso! – zaklnęła, biorąc pistolet do ręki, sprawdzając, czy jest nabity. – Piękny początek dnia się zapowiada.
Usiadła za sterem i ruszyła w prawdopodobnym kierunku terytorium ludzi.
"Ja nie boję się ciemności. Boję się swojej wyobraźni..."
Nieznany Autor. 

"Zombie najszybciej pozbyć się kulą pistoletu. Rozłupanie głowy toporem jest zabawniesze."
DjDanceCore. 
Odpowiedz
#4
 "Spektrum" +18 wulgaryzmy

 – Oddawaj resztę kasy, złodzieju! – wrzasnęła Agné, wyciągając Colta 1927 z kabury na piersi. – Pierdol się! 
Padł strzał. Jednoręki bandyta, do którego celowała, zasyczał, wystrzelił kilka iskier i zgasł. 
 – Kurwa, Agné, to już szósta maszyna, którą mi rozwaliłaś w tym kwartale! – krzyknął zza baru gruby i łysy barman w ubrudzonym podkoszulku opierając szeroko ręce na ladzie. – Wiesz ile kosztuje mnie jej wymiana? Górę forsy! 
  – I tak wkładam w nią tyle kasy, ile ty wyciągasz, więc jesteśmy kwita – odpowiedziała mu, chowając broń z powrotem do kabury. 
Podeszła do baru, oparła łokcie na ladzie i przyglądała się wystawionym butelkom. 
 – Nalej mi Venus – powiedziała. Podniosła głowę i sięgnęła do kieszeni jeansów po tytanową cygarnicę. 
Barman spojrzał na nią, unosząc krzaczastą brew. 
  – Naleję ci od razu trzy kolejki, żebyś nie zawracała mi głowy przez następne pół godziny, mam innych klientów. 
To mówiąc, pokazał ręką pustą salę. Agné parsknęła i wzruszyła tylko ramionami. Z pudełka wyciągnęła papierosa i przypaliła go leżącą na ladzie zapalniczką. Była w fatalnym nastroju. Cały sezon spędzony we Free Bay bez zlecenia sprawił, że Agné po prostu się znudziła. Przez cały ten czas nie odbyła się żadna strzelanina. 
Dźwięk tacy przesuwanej po blacie wybudził ją z transu własnych myśli. Podniosła głowę i zobaczyła, że ma przed sobą nie trzy kieliszki, a sześć. 
– E, Hugo? – wybąkała, spoglądając zza chmury siwego dymu na barmana czyszczącego kufel. 
– Na koszt firmy – powiedział i splunął w naczynie gęstą żółtą śliną. – Tylko za to, że ci współczuję. Czterdzieści trzy dni bez roboty muszą nieźle mieszać w głowie. 
– Daj mi spokój albo u ciebie urzadzę sobie trening celności. 
– Chyba nie będziesz musiała, idzie Jayne i chyba jest zadowolona. 
Agné znów wzruszyła ramionami, strzepała nadmiar popiołu i chwytając kieliszek w palce, wypiła całą jego zawartość, po czym z trzaskiem odstawiła pusty z powrotem. 
  – Pewnie znowu będzie pierdzielić, dlaczego nie jestem na statku.
  – Takie życie. 
 – Agné, bierz dupę w troki i ładuj się na pokład – powiedziała Jayne, podskakując do baru jak dziecko. – Mamy robotę! 
 – Poważnie? – mruknęła Agné, pijąc następny kieliszek. – Co to za robota? 
  – Wyjaśnię ci na "Emperor", idziemy! 
  – Ej ,czekaj, jeszcze nie skończyłam! – jęknęła, gdy Jayne chwyciła ją za koszulkę i pociągnęła w kierunku wyjścia. Barman pomachał krótko Agné i zdjął tacę z lady. 
Popołudniowy skwar sprawił, że gdy tylko wyszły na zewnątrz, ich czoła pokrył pot. Dopiero po odejściu kilku kroków od baru "Zawisha" Jayne puściła koszulkę partnerki. Agné z wściekłością wyrzuciła niedopałek i poprawiła ubranie. 
  – Odciągnij mnie jeszcze raz od kieliszka, to cię zastrzelę. 
 – Ogarnij się, Agné, mamy zlecenie, rozumiesz? – odpowiedziała Jayne, ruszając z miejsca i skręciła w boczną ulicę. – Za gruby szmal! 
Agné zamrugała, uświadamiając sobie, co przed chwilą usłyszała. Podbiegła kawałek i zaraz ją dogoniła. Zauważyła, że idą przez Stary Rynek, a nie przez Kino, które zwykle było skrótem prowadzącym do portu. 
Główna ulica Free Bay ciągnęła się aż do klifu, przy którym kotwiczyły statki. Przechodziły przez Wielki Bazar mimo, że towaru tutaj nie brakowało, plac był wyludniony. Jedzenie, napoje, części zapasowe oraz komputerowe były sprzedawane po wyższych cenach. I jak zwykle nieopodatkowane. Jayne zatrzymała się na chwilę przy stoisku z biżuterią, oglądając wsuwki do włosów. Agné mogła zobaczyć jej odbicie w lusterku. 
Jayne była drobną siedemnastonastolatką o długich do pasa, jasnych bląd włosach i zgrabnym ciele. Miała malutką twarzyczkę o rumianych policzkach i nigdy nie znikający uśmiech, którym nie raz wyprowadzała Agné z równowagi. Miała na sobie obcisłe, brązowe jeansy oraz szarą, jedwabną koszulę. Zawsze wybierała ubranie stosowne do koloru wybranych butów i kapelusza. 
– Ta jest ładna – powiedziała, unosząc złotą wsuwkę z maleńkimi srebrnymi motylami. – Ile? 
  – Osiem jastrzębi – odpowiedziała sprzedawczyni w filcowym kapeluszu, rzężąc jak stary ciągnik. 
  – Czemu tak drogo? – zapytała zdziwiona, przenosząc wzrok z ozdoby na staruszkę. – Dam trzy, nie więcej. 
Spod lady sprzedawczyni wyciągnęła i przeładowała swojego podrasowanego Franchi SPAS-12.
  – Sześć – odrzekła, kładąc broń na blat, celując w potencjalną klientkę. 
  – Cztery – teraz to Jayne wyciągnęła swój rewolwer Ruger Blackhawk z kabury u pasa. 
  – Możemy już iść? – ponaglała Agné, z niecierpliwością tupiąc stopą. – Potargujesz się kiedy indziej. 
Jayne nawet nie zareagowała, wpatrywała się w oczy staruszki i zupełnie nie przejmowała się wymierzonym w jej brzuch shotgunem. Sprzedawczyni już nie była taka opanowana. Co chwilę wzrok uciekał jej coraz bardziej skupiając się na głębi lufy rewolweru Jayne. 
 – Chyba się starzeję – przyznała się po chwili staruszka, zdejmując palec że spustu. Drugą ręką machnęła niedbale w stronę nastolatki. – Zabieraj tę wsuwkę i nie pokazuj mi się więcej na oczy, Jayne. 
  – Nie wściekaj się tak, Helen, trzymaj – rzekła Jayne, rzucając na stół srebrną sowę. 
Starucha Helen szybko zabrała ze stołu monetę i sprawdziła jej wartość, przygryzając ją zębami. Zdziwiona zabrała z powrotem strzelbę, chowając ją pod ladę, wyciągnęła skręconego papierosa i przypaliła go ogniem ze srebrnej zapalniczki. 
  – Niech prądy będą wam przyjazne – odpowiedziała Helen, zaciągając się głęboko i wypuszczając szary kłąb dymu. – A teraz spieprzać mi z oczu! 
Jayne posłała jej przyjazny uśmiech i odeszła od lady. Agné zniecierpliwiona czekała na nią z założonymi na piersiach rękoma i utkwionym w niej lodowatym spojrzeniem. Nastolatka podeszła do niej, wkładając rewolwer z powrotem do kabury. 
  – Idziemy? – zapytała beztrosko, jakby mówiła o pogodzie. 
Agné warknęła coś niezrozumiałego, odwróciła się i skierowała swe kroki w kierunku przystani. W miarę jak zbliżały się do klifu, przedmieścia Rafrorii zostawiły za sobą, a jedynym wejściem łączącym port z miastem był łukowy most. Na jednej z poprzecznych stalowych belek wisiał pusty stryczek, jakby czekał na nieświadomego wędrowca, który odważy się przejść przez Free Bay do miasta grzechu. 
Sama przystań nie wywierała jakiegoś specjalnego wrażenia. Ot, zwykła stalowa konstrukcja o wysokości trzech kilometrów, sięgająca jeszcze półtora kilometra w dół klifu, wypełniona po brzegi najróżniejszymi okrętami, owiana czarnym, nigdy nie znikającym smogiem. W odróżnieniu od wyludnionego Free Bay przystań tętniła życiem. Przy okrętach kręciło się mnóstwo marynarzy, mafiozów, przemytników, najemników, prostytutek, dilerów i cała rzesza innych indywiduów z marginesu społeczeństwa, których przyciągała tylko jedna żądza – pieniądze. 
Agné wraz z Jayne wsiadły do pierwszej wolnej windy. Jayne przesunęła dźwignię, stalowa krata zasyczała, zapiszczała i zamknęła wejście. Po chwili winda gwałtownie ruszyła, zjeżdżając w dół, przez duże otwory w karcie widziały kolejne poziomy przystani uciekających w przeciwnym kierunku. Gdy dotarły na poziom 74b, Jayne przestawiła dźwignię z powrotem do pionu i winda z piskiem stanęła. Krata rozwarła się i obie wyszły na peron, przy którym była zacumowana ich jednostka. 
***
Ciąg dalszy wkrótce...
"Ja nie boję się ciemności. Boję się swojej wyobraźni..."
Nieznany Autor. 

"Zombie najszybciej pozbyć się kulą pistoletu. Rozłupanie głowy toporem jest zabawniesze."
DjDanceCore. 
Odpowiedz
#5
"Spektrum" 

***
"Emperor" przywodził na myśl hybrydę delfina z rybą młotem. Dziób okrętu wyglądał jak pocisk z dwoma postawionymi pionowo skrzydłami z przodu nad kokpitem i pod spodem. Kadłub wyginał się w połowie swojej długości i kończył spiczastym ogonem.
Przed bortem prowadzącym do luku towarowego stało dwóch,gorączkowo o czymś dyskutujących mężczyzn. 
  – Andre! Oler! – zawołała Jayne, gdy tylko ich zobaczyła. – Byli już? 
– Tak – odpowiedział niski szatyn ubrany w granatowe spodnie robocze usmarowane sadzą i z założonymi na oczach goglami do spawania. – Olivier właśnie z nimi ustalił warunki załadunku. 
– Jutro rano dostarczą nam przesyłkę – potwierdził Olivier. Był wysokim, chudym mężczyzną o kruczoczarnych włosach i poważnym wyrazie twarzy. Miał na sobie lekkie ubranie z założonym na nim długim brązowo czarnym płaszczem z wysokim kołnierzem. 
– Mam nadzieję, że robota jest opłacalna – powiedziała Agné, zapalając papierosa. – Jak nie dostanę przynajmniej sześciuset sów za zlecenie, to młoda opłaca moje wydatki. 
– Miałaś nie palić – zwrócił się do niej Olivier, przeciągając się. – Nanomedy nie wyleczą ciebie z nowotworów. 
– Olek, skarbie, nie przejmuje się tym, jedyną krzywdą dla mnie są uranowe kule i brak pieniędzy. 
Wyraz twarzy Agné zmienił się jakby sobie o czymś przypomniała, wyciągnęła z kabury pistolet i podała go Andre. 
– Zamek szwankuje. 
– Daj Olerowi, muszę jeszcze pogrzebać w reaktorze, rtęć wycieka z komory – powiedział Andre, biorąc blaszaną skrzynkę z narzędziami z podłogi, i zaraz zniknął wewnątrz okrętu. 
Olivier wziął od Agné pistolet, odciągnął zamek i zajrzał do środka. 
– Zapadka się przestawiła, zaraz się za to wezmę. 
– Andre, czekaj! – zawołała Jayne, biegnąc za mechanikiem. 
– Idę za nią – powiedziała Agné, wyrzucając niedopatrzenie, i zaraz rozpięła paski przy pustej kaburze. – Nadal nie wiem, ile utargowała za robotę. 
– Dwadzieścia tysięcy – odparł Olivier, chowając jej Colta do kieszeni płaszcza. 
Agné zesztywniała, słysząc cenę. Podniosła na niego wzrok i zobaczyła, jak uśmiecha się do niej. 
– Żartujesz? Dwadzieścia tysięcy jastrzębi? 
– Orłów, Agné, złotych orłów. 
– Nie pieprz! – warknęła, rozglądając się dookoła. – Jeszcze ktoś usłyszy! 
– Co jest, imperialni? – usłyszeli czyjś głos przy windzie. – Słyszałem o robocie za orły! 
– Connor! – syknął Olivier, a jego dłonie spoczęły na chłodnych kolbach Barret przy pasku. 
Agné odwróciła się w stronę intruza. Gdy krata się rozstała, z windy pierwszy wyszedł dobrze zbudowany mężczyzna z bladą blizną na twarzy i rzucającej się w oczy kolorowej koszuli. Zaraz za nim pojawiło się trzech automatonów uzbrojonych w karabiny szturmowe jako jego osobistych ochroniarzy. 
– Jeszcze tego brakowało – mruknęła Agné, wyciągając rękę za siebie. – Karkarov chyba nie wie, że lada dzień startujemy. 
– Oby – odpowiedział Olivier, wciskając w jej dłoń ciężki pistolet. Zaraz zwrócił się do nie proszonego gościa: – Czego chcesz? 
– Nie przyszedłem tu dla zwany, o ile będziesz współpracował, a w interesach. Słyszałem tu i ówdzie, że macie bardzo cenną przesyłkę. Karkarov chce wiedzieć, co jest w środku. 
– Nie wiem o... – odrzekł Olivier, jednak Connor przerwał jego wypowiedź. 
– To nie była propozycja, imperialny. Ja i tak się dowiem, z twoją pomocą czy przechodząc nad twoim ciałem –  mówiąc to, skinął głową, a droidy zaś uniosły broń. 
Agné skoczyła za stojące nieopodal skrzynie z żywnością. Olivier natomiast rzucił się na ziemię i otworzył ogień do pierwszego automatona. Głowa droida odskakiwała do tyłu niczym piłka, gdy seria kul uderzyła go w ceramiczną płytkę na twarzy, która zaczęła pękać, a następny pocisk trafił go w miejsce, gdzie człowiek ma krtań. Pozbawiony wizji i kontroli nad własnym ciałem robot zaczął strzelać we wszystkie strony. 
Pozostałe maszyny rozdzieliły się, starając się okrążyć przeciwników. Agné wychyliła się zza plastikowej skrzyni i zanim ponownie schowała się za nią, gdy droid przygwoździł dziewczynę ogniem z karabinu, postrzeliła Connora w korpus. Mężczyzna upadł na plecy, chwytając się za pierś, a jeden z robotów osłonił go przed dalszym ostrzałem. Agné zajęła pozycję po drugiej stronie skrzyni i czekała. 
Olivier przetoczył się w lewo, kryjąc się za filarem żelaznej konstrukcji. Droid którego wcześniej pozbawił czujników, najprawdopodobniej przełączył się teraz na zapasowe, ponieważ odzyskał kontrolę nad sobą i ze wsparciem kolegi próbował zajść go od flanki. Zauważył, że jeden z blaszaków jest w zasięgu ognia partnerki. 
– Agné! – krzyknął krótko. 
Dziewczyna, gdy usłyszała wezwanie, wychyliła się zza skrzyni, oddając trzy trafne strzały. Kule trafione w korpus robota odbiły się z wizgiem, krzesząc fontannę iskier. Olivier natomiast, wykorzystując chwilowe zamieszanie, wyłączył droida, trafiając go w główny procesor, który zwykle znajdował się z prawej strony wewnątrz skroni. Automaton zatrząsł się i przewrócił z piskiem na metalową posadzkę, wywołując przy tym echo. 
Zza skrzyni wyskoczył na Agné droid, który osłaniał Connora, z wymierzonym prosto w jej pierś karabinem. Padł strzał i ułamek sekundy później blaszak otworzył do niej ogień. Kula trafiła ją w przedramię którym próbowała się rozpaczliwie osłonić. Zastrzyk adrenaliny zablokował ból, pozwalając jej szybko i dokładnie wymierzyć w skroń droida. Wystrzeliła dwa razy trafiając w schowany za cienką płytką procesor. Robot wykonał kilka chwiejnych kroków do tyłu i zastygł pochylony przez plecy, a z jego głowy unosił się szary dym niczym z przemysłowego komina. Agné obejrzała się za partnerem. 
Olivier, widząc w jakiej sytuacji znalazła się jego partnerka, nie zważając na swoje życie ani na automatona, który czatował za filarem, wybiegł za róg i wystrzelił pocisk, trafiając w bark robota. Droid, który stał za metalową konstrukcją, natychmiast przestrzelił mu nogę w kolanie. Olivier krzyknął z bólu i padł na posadzkę, wypuszczając z ręki broń, która odbiła się od niej kilkakrotnie i zatrzymała się przy prawym bucie leżącego Connora. 
Agné, widząc upadek kolegi, natychmiast podniosła swój pistolet, celując w ostatniego działającego droida. Pociągnęła za spust, ale zamiast wystrzału rozległ się tylko pusty metaliczny dźwięk. Nie minęły nawet trzy minuty, a już skończyła się amunicja. 
Spojrzała Olivierowi w oczy i ze strachem zauważyła, że mimo przestrzelonej nogi on się do niej uśmiecha. Uśmiechał się do NIEJ, a blaszak za nim nagle eksplodował. 
– Agné! Oler! – Rozległ się głos Jayne, zwielokrotniony przez głośniki na pancerzu okrętu. – Żyjecie?! 
Agné krzyknęła coś niezrozumiałego i podbiegła prędko do rannego. 
Nagły huk eksplozji pozbawił Olivera słuchu, pozostawiając w uszach tylko nieprzyjemny głośny pisk. Agné podbiegła i upadła przy nim na kolana. Jej usta poruszały się szybko i bezgłośnie, a on tylko marzył, żeby zemdleć. Zatracić się w błogą ciemność bez zmartwień, bólu i tego okropnego pisku w głowie. Zamknął oczy, ale upragniony sen nie nadchodził. Agné uderzyła go w policzek, chcąc go zachować przytomnym.
– ... z tego, słyszysz? – przez dzwonienie w uszach, powoli zaczął przebijać się dźwięk jej głosu. Był twardy i stanowczy z nutą współczucia który tak uwielbiał. 
– Mocno dostałem? – zapytał się, otwierając powieki i patrząc prosto w te kasztanowo brązowe oczy. 
Agné zamilkła i przez krótką chwilę patrzyła na niego zdziwiona. Zaraz jednak uśmiechnęła się łobuzersko i poklepała go po barku. 
– Tylko cię drasnął, ale pójdziemy do Kirby. Sesja nano w dupę na pewno poskłada ciebie do kupy – odpowiedziała mu i chwyciła go pod zdrowe ramię, pomagając mu wstać. 
Olivier wrzasnął z bólu gdy stanął na nogi. Przed oczyma nagle mu pociemniało i czuł jak coraz mocniej opiera się na barkach Agné. Ona podprowadziła go do wpół zniszczonej skrzyni i tam pomogła mu usiąść. Gdy już chciała odejść po jego pistolet, Olivier zatrzymał ją lekko ściskając jej dłoń. Odwróciła się ponownie do niego, a on wyciągnął drugą rękę. 
– Pokaż – powiedział rozkazująco. 
Agné wyciągnęła przed nim rękę pokazując ranę po kuli. Gdy chciał złapać za jej dłoń, natychmiast cofnęła ją z powrotem za siebie. 
– Kula przeszła na wylot, wystarczy zszyć – szepnęła cicho. 
Olivier patrzył na nią stanowczym wzrokiem swoich szmaragdowo zielonych oczu. Po chwili, która wydawała się dla niej wiecznością, ponownie wyciągnęła ku niemu rękę. Zamknęła oczy czekając na ból mimo, że doskonale wiedziała że Olivier jest bardzo delikatny. 
– Tobie też należy się sesja i antybiotyk – powiedział do niej po krótkiej chwili. Nawet nie poczuła kiedy chwycił ją za dłoń i palcem drugiej ręki dotykał miejsc wokół rany. – Kość masz całą więc pierwsza do niej pójdziesz. 
– Nie pieprz, ty masz gorzej, a jeszcze z tobą nie skończyłam. 
Pocałowała go namiętnie i wyślizgnęła się z jego objęć. Podbiegła do Connora i zobaczyła że jego ubranie przesiąkło czerwonym, tłustym płynem a nie krwią. Podniosła z ziemi pistolet, otworzyła magazynek i zobaczyła że jest w nim jeszcze jeden pocisk. 
– Suko – usłyszała głos Connora zniekształcony przez uszkodzony głośnik. – Już jesteś martwa! Wasza jednostka nawet nie odbije od przystani, ten kurs będzie waszym ostatnim... 
Trafienie surogata w głowę pociskiem, nagle urwał jego monotonny monolog. Agné prychnęła i zdmuchnęła resztki dymu kłębiacego się przy wylocie lufy. 
– Milcz technofobie. Nie masz nawet jaj żeby stanąć ze mną twarzą w twarz. 
– Kurwa! Uważaj trochę Andre! – krzyknął Olivier gdy ich mechanik razem z Chrisem, chwycili go pod pachy i zanieśli stękającego do wewnątrz okrętu. 
***
Kilkanaście poziomów wyżej w apartamentach mafii z tuby połączenia podniósł się mężczyzna o pomarszczonej twarzy. Wstał z fotela, przytrzymując się oparcia i odszedł kawałek. Chwiejnym krokiem zbliżył się do podświetlonego terminala na ścianie. 
– Połącz mnie z Karkarovem! – rozkazał i oparł się o blat biurka. 
Ekran rozświetlił się na całej ścianie, a po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk sygnału połączenia. Nagle sygnał urwał się i na pulpicie wyświetlił się obraz chudego bruneta siedzącego na wysokim skórzanym fotelu. Był ubrany w biało-szary garnitur. Spojrzał na Connora chłodnym spojrzeniem oka, ponieważ druga strona twarzy była zasłonięta błyszczącą metalową płytką, przytwierdzona śrubami do kości. 
– Connor – odezwał się mężczyzna z ciężkim germańskim akcentem. – Dowiedziałeś się czegoś od naszego informatora? 
– Owszem, dobrze przygotowali się na każdą ewentualność, na prawie każdą – odpowiedział mu i uśmiechnął się pokazując rząd czarnych zębów. – "Valkiria" jest przygotowana do startu, "The End" również. 
Cień uśmiechu przemknął po zdrowej części twarzy Karkarova. 
– Nie muszę tobie mówić czego od ciebie oczekuję Connor. 
Ekran zgasł pogrążając pokój w półmroku, a ciszę przerwał śmiech Connora który przerodził się w atak napadowego kaszlu. 
***
Cnd.
"Ja nie boję się ciemności. Boję się swojej wyobraźni..."
Nieznany Autor. 

"Zombie najszybciej pozbyć się kulą pistoletu. Rozłupanie głowy toporem jest zabawniesze."
DjDanceCore. 
Odpowiedz
#6
(09-04-2016, 15:21)DjDanceCore napisał(a): Otworzyła oczy, wysoki i ciężki bosman przygotowywał się do następnego kopnięcia. (Trochę bym to przebudowała, bo moim zdaniem kiepsko brzmi. Lepiej według mnie: "Otworzyła oczy i zobaczyła wysokiego, ciężkiego bosmana przygotowującego się(...)" albo coś w tym stylu)

Ryk syreny dopiero jej uświadomił(Dopiero ryk syreny uświadomił jej), że byli atakowani. W kajucie panował zamęt. Jeszcze senni marynarze zamierzali dostać się do wyjścia, próbując jak najszybciej dostać się do swoich stanowisk bojowych. 

– Wstawać i zapierdalać na stanowiska! – krzyczał bosman, zrzucając z prycz tych (przecinek)co(którzy) jeszcze spali i machając dziko rękoma(przecinek) pospieszał tych, którzy już się obudzili. – Inaczej sam was roztrzelam(rozstrzelam)

Alex ledwie podniosła się na nogi, zanim tłum działonowych i inżynierów,(zbędny przecinek) zmiażdżyliby(zmiażdżył) ją swoją masą.

Dobiegła do drabiny prowadzącą(-cej) na dolny pokład. Uznała, że szybciej dostanie się do swojego stanowiska ogniowego, niż miałaby(niż gdyby miała) tłoczyć się na schodach.

Skrót okazał się strzałem w dziesiątkę!(Nie lubię wykrzykników w narracji, od tego są dialogi) Jako pierwsza weszła do owalnego pomieszczenia z dwunastoma fotelami, (zbędny przecinek)skierowanymi oparciem do kolumny kabli znajdujących się w centrum.

– Słuchać mnie wszyscy! – w słuchawkach rozległ się twardy i stanowczy głos(kropka) – Tu mówi kapitan, grupa okrętów Konfederacji Terrańskiej zbliża się do przechwycenia naszych jednostek. (...) Cesarz na was liczy(przecinek) rodacy.

 – Za Cesarza! – rozszedł się chóralny okrzyk po pomieszczeniu. (Po pomieszczeniu rozszedł się chóralny okrzyk)

Alex poczuła, jak w kark wbijają jej się dwie nanometrowe igły, a ciało wzdrygnęło się nieprzyjemnie (przecinek)gdy łącze zostało uaktywnione.

"Tere fere" – pomyślała(przecinek) zakładając ogromny, przypominający oczy muchy hełm.

Lekarze mogli sobie mówić co chcieli, a i tak wszyscy odczuwali te(to) nieprzyjemne uczucie. 

Wyświetlacz wewnętrzny hełmu pokazał jej rozległą panoramę z każdej(każdego), (zbędny przecinek)z obsługiwanych przez nią dział.

Po lewej stronie wyskoczył pół przeźroczysty(półprzezroczysty) meldunek z rozkazem. 

Na zielonkawy kolor wyświetlane były jeszcze dwie sojusznicze jednostki, kuter łączności oraz przerdzewiały niszczyciel klasy Shi Tsu(Taki piesek? xD)

Czerwone trójkąty do okoła(dookoła) celownika pokazywały aktualny kierunek(przecinek) w którym znajduje(znajdował) się nieprzyjaciel. Obróciła w myślach wieżyczką w kierunku wskazywanym przez wskaźniki. Gdy cel pojawił się na celowniku(przecinek)trójkąt wykonał młynek, oznaczając czarny punkt na fioletowo – (Tu powinien być dywiz, nie półpauza – bez spacji)zielonym niebie. 

W górnym rogu ekranu wyświetlił się ekran z danymi technicznymi okrętów wroga.

Alex obrała na celownik niszczyciel rakietowy klasy Lincoln i czekała (przecinek)aż ten znajdzie się w zasięgu strzału.

Minuty wlekły się niesamowicie, a napięcie oczekiwaniem na rozkaz do ataku,(zbędny przecinek) osiągnęło punkt krytyczny.

Ludzie na Zeng He, głównie młodzi i niedoświadczeni(przecinek) już panikowali, przez co statek już nie wyglądał jak zdyscyplinowana jednostka bojowa. 

Konfederaci również oddali salwę, granatowe błyski rozeszły się po konwoju, by zaraz ich kule miały dopaść Zeng He. (by ich kule zaraz dopadły)

TSS "G. Washington" (przecinek)krążownik po lewej(przecinek) eksplodował w czerwonej kuli ognia i zaczął przechylać się na bok(przecinek) tracąc wysokość.

Jednakże Zeng He nie był typowym okrętem liniowym, który mógł przyjmować na siebie ostrzał i prowadzić nieustającą nawałnicę ceramicznych pocisków ze zubożonego uranu, ale był szybki i zaopatrzony w mały hangar (przecinek)w którym teraz drony były szykowane do startu. 

Obrona przeciw rakietowa(przeciwrakietowa) została uaktywniona, a drony opuściły już swój hangar i zmierzały w kierunku okrętów Konfederacji.

Alex poczuła się jak wyrzutek(przecinek) patrząc, jak bezzałogowe statki wlatują(wlatywały) w przestrzeń między walczącymi(przecinek) podczas gdy obrona Zeng He,(zbędny przecinek) rozpaczliwie zestrzeliwała podążające w ich kierunku rakiety.

Miała najlepsze do tego kryteria("Kryteria" nie pasują mi tutaj znaczeniowo, bo to coś, na podstawie czego oceniamy. Tutaj znacznie lepiej będą pasować moim zdaniem "predyspozycje"), jednak dowództwo nie udzieliło jej zgody na szkolenia, ponieważ była kobietą. Miała dużo szczęścia(przecinek) że odbyła kursy działonowych i przypadła jej służba na nowym krążowniku.

Pozbawione kontroli drony były teraz sterowane przez nieskomplikowanął(ą) AI, która tylko utrzymywała je w powietrzu, stając się łatwym celem dla obrony przeciwlotniczej wroga.

 – Alarm! – w słuchawkach rozległ się beznamiętny głos AI okrętu, a to oznaczało (przecinek)że kapitan dał nogę,(zbędny przecinek) albo nie żyje.

Na szkoleniach zawsze jej wmawiali(Lepiej "wmawiano", bo "wmawiali" lepiej zastosować z osobami, do których się to odnosi), że kapsuły są najszybciej dostępne na każdym pokładzie. Pierwszą myślą (przecinek)jaka jej przyszła do głowy(przecinek) to aktualny poziom(To nie brzmi. To zdanie nie mówi, czego to poziom i w dodatku nie jest zbyt dobrze zbudowane. Jeśli dobrze je zrozumiałam, to poprawiłabym tak: Pierwszą myślą, która przyszła jej do głowy, było to, na jakim poziomie aktualnie znajdował się statek" czy coś w tym stylu), ale zaraz zmieniła zdanie.

"Wszyscy będą pchać się do tych najbliższych" – pomyślała, wbiegając po schodach. – "Ale nikt nie pomyślał, że sześć kapsuł jest na końcu korytarza w mieszkalnych(kropka)

Gdy pierwszy raz pisała(wpisywała) kod otwarcia, przez skok adrenaliny pomyliła liczby. Za drugim razem wpisała go bezbłędnie, co zasygnalizowały cichym sykiem przesówne(przesuwne – od przesuwania, to, że "ówki" się kreskują, nie ma tutaj znaczenia :P) drzwi.

Stan kapsuły według komputera był w gotowości do startu. (Do startu gotowa może być kapsuła, nie jej stan, zatem: Według komputera kapsuła była w gotowości do startu)

Zawahała się przez chwilę, myśląc(przecinek) czy mogłaby kogoś jeszcze zabrać. Czuła, jak zaczyna przechylać na główny ekran z przodu(Lepiej coś w stylu: "Przechyliła się do przodu na główny ekran" czy coś, choć i tak niezbyt mi to brzmi), gdy statek zaczął spadać(przecinek) pikując z dwudziestu ośmiu kilometrów. 

Alex mogła oglądać upadek Zeng He,(zbędny przecinek) dzięki kamerom zamieszczonym(umieszczonym) na zewnętrznych ścianach swojego statku. Pikujący w dół(Pikować można tylko w dół – pleonazm) okręt ciągnął za sobą piuropusz(pióropusz) czarnego dymu, a eksplozje pojawiały się raz za razem, przebijając się przez kadłub jednostki. 

Radar pokładowy także niczego nie pokazał oprócz czarnego rąbu(rombu – chodzi o figurę geometryczną) przedstawiającego Zeng He oraz pozostałe wrogie okręty jako czerwone trójkąty. 

Teraz poza granicami terytoriów kontrolowanych przez ludzi,(zbędny przecinek) była skazana aby przetrwać(na przetrwanie) na nieznanym, zamieszkałych(zamieszkałym) przez obcych terenie. 

Ziemia z każdą minutą była coraz bliżej, szybowała już nad koronami drzew i szukała najdogodniejszego miejsca do wylądowania. (Wszystkie te czynności odnoszą się do ziemi, trzeba zmienić podmiot w drugiej części zdania)

Z pod(Spod) spodu kapsuły wysunęły się koła. Statek zatrząsł się(przecinek) gdy przy lądowaniu uderzył w drzewo, wyrywając je z korzeniami(przecinek) i odbił się z impetem jeszcze kilka razy. Całe szczęście(przecinek) że się nie przewrócił ani nie urwało mu kół, inaczej Alex musiałaby iść pieszo. 

Odpięła pasy i przeszła na tył pojazdu, w miejscu(do miejsca)(przecinek) gdzie w schowkach poukrywane były zapasy.

Miała jedzenie na kilka dni w najlepszym wypadku nawet na dwa tygodnie, nanoasembler(Nie pasuje mi tutaj ten "asembler", definicja jest taka: http://sjp.pwn.pl/szukaj/asembler.html)(przecinek) który z każdego organicznego produktu, (zbędny przecinek)był wstanie wytworzyć wodę.

Sześć rac ratunkowych, dwanaście krótkofalówek, cztery dwunasto(zbędna spacja)osobowe pontony i dwie beretty kalibru 9mm oraz mały karton dodatkowych magazynkow(ów)

– Kso! – przeklnęła(zaklęła)(przecinek)biorąc pistolet do ręki, sprawdzając(przecinek) czy jest nabity.

Dobra, wreszcie udało mi się to sprawdzić. :) Zapomniałam już przez te kilka dni, co miałam napisać, ale chyba mniej więcej coś takiego:

Taki sobie fragment. Ani mnie ziębi, ani parzy. Zdecydowanie brakuje mi w nim ekspresywności, emocji bohaterki, wrażenia bitewnego zamętu i poczucia zwiększonego napięcia. Opis w moim odczuciu brzmi jak sucha relacja z przebiegu starcia – kiepski efekt, zwłaszcza że cały fragment jest opisem starcia.

Na razie tyle ode mnie. ;)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(15-04-2016, 16:50)DjDanceCore napisał(a):  – Oddawaj resztę kasy, złodzieju! – wrzasnęła Agné, wyciągając Colta 1927 z kabury na piersi. – Pierdol się! (To mówi ta sama osoba? Bardzo dziwnie to brzmi moim zdaniem. Skoro i tak w ten sposób zakończyła wypowiedź, to po co to "oddawaj kasę"?)

Jednoręki bandyta (przecinek) do którego celowała (przecinek)zasyczał, wystrzelił kilka iskier i zgasł. 

 – Kurwa(przecinek) Agné, to już szósta maszyna, którą mi rozwaliłaś w tym kwartale! – krzyknął zza baru, (zbędny przecinek)gruby i łysy barman,(zbędny przecinek) w ubrudzonym podkoszulku(zbędny przecinek)(opierając/który opierał) opierał szeroko ręce na ladzie. – Wiesz(zbędny przecinek) ile kosztuje mnie jej  wymiana?

 – Nalej mi Venus – powiedziała, podnosząc głowę(przecinek) i sięgnęła do kieszeni jeansów po tytanową cygarnicę. 

– Naleję tobie(ci) od razu trzy kolejki, żebyś nie zawracała mi głowy przez następne pół godziny, mam innych klientów. 

Mówiąc to(Lepiej: "to mówiąc")(przecinek) pokazał ręką pustą salę.

Cały sezon spędzony w(we) Free Bay bez zlecenia sprawił, że Agné po prostu znudziła się(się znudziła). Przez cały ten czas, (zbędny przecinek)nie odbyła się żadna strzelanina. 

Dźwięk tacy przesuwanej po blacie wzbudził(wybudził/obudził) ją z transu własnych myśli.

Podniosła głowę i zobaczyła, że ma przed sobą nie trzy kieliszki (przecinek)a sześć.
 
(...) Czterdzieści trzy dni bez roboty,(zbędny przecinek) musi(muszą – dni) nieźle mieszać w głowie. 

– Daj mi spokój,(zbędny przecinek) albo urzadzę(urządzę) sobie trening celności u ciebie. (Lepiej "u ciebie trening celności")

 – Agné (przecinek)bierz dupę w troki i ładuj się na pokład – powiedziała Jayne, podskakując do baru jak dziecko.! 

– Ej (przecinek)czekaj, jeszcze nie skończyłam – jęknęła, gdy Jayne chwyciła ją za koszulkę i pociągnęła w kierunku wyjścia. Barman pomachał krótko Agné i zdjął tace(ę) z lady. 

[Popołudniowy skwar sprawił, że gdy tylko wyszły na zewnątrz(przecinek) czoło(ich czoła) pokrył pot. Dopiero po odejściu kilku kroków od baru "Zawisha", (zbędny przecinek)Jayne puściła koszulkę partnerki. Agné z wsciekłością(wściekłością) wyrzuciła niedopałek i poprawiła ubranie. 

 – Odciągnij mnie jeszcze raz od kieliszka (przecinek)to cię zastrzelę. 

 – Ogarnij się(przecinek) Agné, mamy zlecenie (przecinek)rozumiesz? – odpowiedziała Jayne (przecinek)ruszając z miejsca, skrecając(skręcając) w boczną ulicę.

Agné zamrugała(przecinek) uświadamiając sobie, co przed chwilą usłyszała.

Zauwarzyła
(ZauwaŻyła), że idą przez stary Rynek(Albo "Stary Rynek" – wtedy to będzie nazwa własna – albo stary rynek, wtedy rzeczownik pospolity. Inny zapis nie ma według mnie sensu) a nie przez Kino, które zwykle było skrótem prowadzącym do portu.
 
Główna ulica Free Bay ciągnęła się aż do klifu(przecinek) przy którym kotwiczyły statki. Wielki bazar(przecinek) przez który przechodziły(przecinek) był wyludniony mimo tego, że towaru tutaj nie brakowało.

Jedzenie, napoje, części zapasowe oraz komputerowe były (sprzedawano)po wyższych cenach.

Agné mogła zobaczyć jej odbicie w lustrku. (lusterku)

Jayne była drobną siedemnastonastolatką o jasnych bląd(BLOND – już to chyba kiedyś poprawiałam) włosach, długich do pasa, i zgrabnym ciele. (Zapisałabym to zdanie tak: Jayne była drobną siedemnastolatką o długich do pasa, jasnoblond włosach i zgrabnym ciele. Taka kolejność będzie lepsza)

Miała malutką twarzyczkę o rumianych policzkach i nigdy nie znikający uśmiech, którym nie raz wyprowadzał(wyprowadzała) Agné z równowagi.

– Osiem jastrzębi – odpowiedziała, rzężąc jak stary ciągnik, sprzedawczyni w filcowym kapeluszu. (odpowiedziała sprzedawczyni w filcowym kapeluszu, rzężąc jak stary ciągnik)

– Czemu tak drogo? – zapytała zdziwiona(przecinek) przenosząc wzrok z ozdoby na staruszkę.

Z pod(Spod) lady sprzedawczyni wyciągnęła i przeładowała swojego podrasowanego Franchi SPAS-12.

– Możemy już iść? – ponaglała Agné (przecinek)z niecierpliwością tupiąc stopą.

Co chwilę wzrok uciekał jej coraz bardziej (przecinek)skupiając się na głębi lufy rewolweru Jayne. 

– Zabieraj tą(Wiem, że dialog, ale "tę" :P) wsuwkę i nie pokazuj mi się więcej na oczy(przecinek) Jayne.
 
– Nie wściekaj się tak (przecinek)Helen, trzymaj – rzekła Jayne, rzucając na stół srebrną sowę.
 
Starucha Helen szybko zabrała ze stołu monetę i sprawdziła jej wartość (przecinek)przygryzając ją zębami. Zdziwiona zabrała z powrotem strzelbę (przecinek)chowając ją pod ladę, wyciągnęła skręconego papierosa i przypaliła go ogniem ze srebrnej zapalniczki. 

Jayne posłała jej przyjazny uśmiech i odeszła od stołu. (W ogóle nie zarejestrowałam, by był tam stół. Nie były przypadkiem na bazarze? Gdzie na bazarze stoły?)

Nastolatka podeszła do niej (przecinek)wkładając rewolwer z powrotem do kabury. 

Na jednej z poprzecznych stalowych belek,(zbędny przecinek) wisiał pusty stryczek, jakby czekał na nieświadomego wędrowca, który odważy się przejść przez Free Bay do miasta grzechu. 

Ot(przecinek) zwykła stalowa konstrukcja o wysokości trzech kilometrów (przecinek)sięgająca jeszcze półtora kilometra w dół klifu, wypełniona po brzegi najróżniejszymi okrętami, owiana czarnym, nigdy nie znikającym smogiem.

Przy okrętach kręciło się mnóstwo marynarzy, mafiozów, przemytników, najemników, prostytutek, dilerów i całą rzeszę(cała rzesza) innych induwidualiów(indywiduów) z marginesu społeczeństwa (przecinek)których przyciągała tylko jedna rządza(żądza),(Lepiej myślnik lub dwukropek) pieniądze. 

Po chwili winda gwałtownie ruszyła(przecinek) zjeżdżając w dół, przez duże otwory w karcie widziały kolejne poziomy przystani uciekających w przeciwnym kierunku. Gdy dotarły na poziom 74b (przecinek)Jayne przestawiła dźwignię z powrotem do pionu i winda z piskiem zatrzymała się(się zatrzymała/stanęła – "się" na końcu zdania się nie zostawia :P). Krata rozwarła się i obie wyszły na peron(przecinek) przy którym była zacumowana ich jednostka. 

Dobra, no to fragment drugi.

Znów taki nijaki ten kawałek w moim odczuciu. Po przeczytaniu niezbyt wiem, co autor miał na myśli, nie widzę tutaj celu, dla jakiego tekst został napisany. Fragment ani nie przedstawia bohaterek (bo obie praktycznie nic nie robią poza, wybacz za określenie, nieco infantylną wymianą zdań i w moim odczuciu przerysowanym zachowaniem się na bazarze), ani nie ukazuje świata (bo opis tej części miasta czy czegoś w tym guście jest według mnie szczątkowy i nie pozwala wyobrazić sobie miejsca akcji). Właściwie po przeczytaniu wiem praktycznie tyle samo co przed – okej, są dwie nowe bohaterki, ale nie ma tutaj nic, co pozwoliłoby mi mieć do nich jakikolwiek stosunek. Jest opis części miasta(?), jak już napisałam, ale naprawdę mało mówiący, według mnie niewystarczający, żeby nadać fragmentowi charakteru.

Nie widzę też sensu w tym ostrzeżeniu przed wulgaryzmami. Ilość wulgaryzmów w tym tekście można chyba na palcach zliczyć, więc zupełnie nie widzę powodu, żeby osoby niepełnoletnie miały obchodzić go szerokim łukiem. :P
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#8
"Spektrum" 

Luella Kirby odstawiła zakrwawione narzędzia chirurgiczne na metalową tacę umocowaną na ramieniu fotela. Knykciem palca wskazującego poprawiła okulary i jeszcze raz przyjrzała się swojej dobrze wykonanej pracy. Widziała w życiu niejedną ranę, jako były chirurg Dominium, jednak od czasu zaokrętowania na "Emperor", jej umiejętności były wystawione na ciężką próbę i dlatego musiała cały czas studiować swój fach. W życiu nie pomyślałaby, że jej wiedza będzie wymagać ciągłej nauki, a znając członków załogi, innego wyjścia nie miała. 
Pocisk karabinu roztrzaskał rzepkę na strzępy i oddzielił stawy. Szczęśliwie dla poszkodowanego żadna z tętnic nie pękła, a ścięgna nie zostały rozerwane. Kirby usunęła odłamki kości z rany, w międzyczasie wydrukowała nową rzepkę. Następnie umieściła ją na miejscu starej i wstrzyknęła w udo sesję nanomedów, mikroskopijnej wielkości robotów które połączyły kość z tkanką i rozpoczęły proces regeneracji. Później zszyła ranę, przykładając do niej plaster syntetycznej skóry z komórek macierzystych i odłączyła Oliviera od narkozy. 
Ściągnęła maskę oraz zakrwawione, gumowe rękawiczki i dokładnie umyła ręce w środku czyszczącym. Podeszła do drzwi i jeszcze raz przyjrzała się wynikowi swojej pracy, a wiszący nad sufitem MedDro rozpoczął sprzątanie po operacji, wyrzucając odpady do nanoasemblera, który później przerobi je na nowe narzędzia do następnego zabiegu. Gdy wyszła na oświetlony żarówkami Led korytarz zobaczyła, śpiącą Agné siedzącą pod ścianą, z brudnym blaszanym kubkiem po kawie w jednej ręce i pistoletem w drugiej. 
– Jest cały – powiedziała szorstko, jakby nakryła ją na grzebaniu w swoich rzeczach. Agné wzdrygnęła się i przebudziła, podniosła broń. – Nie będzie w pełni sprawny, aż nanomedy nie poskładają mu kości, ale za trzy dni powinno już być wszystko w porządku. 
– Dzięki Kirby – odrzekła Agné wstając i przeciągając się. – Mogę się z nim zobaczyć? 
– Narkoza jeszcze działa, ale nic nie stoi na przeszkodzie, idź.
– A będzie mógł...? No wiesz. 
– Uprawiać seks? – Agné kiwnęła lekko głową, rumieniąc się na policzkach, a żeby to ukryć, schowała broń do kabury. – Nie powinien mieć problemów, ale bez przesady. Musi teraz odpoczywać zwłaszcza, że za kilka godzin startujemy. Pamiętaj, że po starcie, masz przyjść do mnie. Dzisiaj wstrzykujemy sesję. 
Agné mruknęła coś i zaraz zniknęła za drzwiami prowadzącymi do Labmedu. Kirby zaś skierowała swe kroki w kierunku gretingu, prowadzącego na górny pokład okrętu stalowej drabinki, gdzie na poziomie mieszkalnym mieściły się wspólne prysznice. Gdy przechodziła obok kajut dla załogi usłyszała, zza drzwiami postękiwania i jęki Jayne. Bezszelestnie niczym włamywacz, zerknęła do środka pomieszczenia myśląc, że prawdopodobnie ma bóle okresowe i wstydzi się do niej przyjść po środki przeciwbólowe. Kirby wewnątrz pomieszczenia zobaczyła, Jayne wraz z Andre zabawiających się nago na szerokiej, półokrągłej kanapie. Jayne siedziała okrakiem na kolanach Andre, bawiąc się jego penisem poruszając biodrami w przód i w tył. Plecami opierała się o jego pierś, spletli razem dłonie, a jej głowa była odchylona do tyłu, oparta na barku Andre. 
Kirby wycofała się cicho z powrotem na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Poczuła się przygnębiona. Służyła na tym okręcie prawie od czterech lat i teraz zanim jeszcze przekroczy trzydziestkę, czuła się bardzo samotna. Jedynymi osobami które w pełni ją rozumieli był nawigator Johnny oraz hakerka Jayne. Reszta albo obchodziła ją szerokim łukiem, zwłaszcza ta szmata Aribah, albo uznali że jest typem samotnika. Sama nigdy by się nie przyznała do tego głośno, bo mimo że była szczera do bólu, to tak naprawdę chciałaby poczuć się częścią zespołu jaką tworzyli członkowie załogi. 
Była tak zamyślona, że nie zauwarzyła jak idzie przed nią Jo, niosąc wysokie, ciężkie pudło z elektroniką. Wpadli na siebie. Zaskoczony mężczyzna, poleciał do tyłu i upadł razem z ciężarem, które przygniotło go do podłogi. Luella zachwiała się tylko, a gdy odzyskała równowagę, podbiegła pomóc zwalić pudło z kolegi. 
– Jesteś cały Jo?
– Taa, ale trochę gniecie mnie w kroczu – odpowiedział zza pudła, przygłuszonym głosem mężczyzna. 
– Zaraz zepchnę to z ciebie, gotowy? Raz. Dwa. Trzy! 
Na dany przez Kirby sygnał, pociągnęła do siebie ciężką skrzynię, unosząc ją na tyle żeby, razem z Jo udało im się odstawić ją na bok. 
– Wybacz, zamyśliłam się – powiedziała przepraszającym tonem, podając mu dłoń. 
– W porządku – odpowiedział jej,  gdy chwycił ją za rękę. Johnny oparł dłonie na biodrach i przez chwilę nie spuszczał z niej oka. Gdy się tak jej przyglądał z zaciekawieniem, Kirby się lekko zaczerwieniła. 
– Co? – zapytała, zaczesując włosy za ucho. Robiła tak, gdy się denerwowała, a sytuacja stała się trochę krępująca, ponieważ lubiła Jo i starała się często spędzać z nim czas. 
– Tak się zastanawiam, co takiego chodzi ci po głowie, że na mnie wpadłaś? 
– Już ci mówiłam, że zamyśliłam się. 
– Nad czym? 
Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy. Kirby znowu zaczesała włosy za ucho zastanawiając się, jakiej ma udzielić mu odpowiedzi. Przecież nie powie, że czuje się tutaj jak wyrzutek ponieważ, nie miała tyle odwagi by przyznać się do tego głośno. Mogła bez przeszkód kierować całym oddziałem szpitalnym bez zawahania, również wkraść się niepostrzeżenie do chronionych obiektów, ale nie była duszą towarzystwa. 
– Johnny do Kirby, słyszysz mnie? – wzdrygnęła się, gdy przyłapał ją na zamyśleniu. 
– Wybacz, mam mętlik w głowie. 
– Widać... 
– Myślę, co Karkarov knuje razem z Connorem – skłamała, zmieniając temat. – Nie sądzę żeby pogróżki Connora były rzucane na wiatr. 
– Connor to zwykły pajac. Jedynie co potrafi, to uprzykrzać innym życie, ale masz rację możemy to obgadać przy kawie, chcesz? 
– W sumie, jestem dopiero po zabiegu. Muszę wziąć prysznic i ubrać coś stosownego. 
– Wyglądasz i pachniesz cudownie. Zaniosę tylko to pudło do serwera maszynowni i chciałbym ciebie zobaczyć w kambuzie z dwoma kubkami gorącej kawy – puścił do niej oko i uśmiechnął się szeroko. 
Kirby odwzajemniła uśmiech, odwróciła się i próbując nie wzbudzić podejrzeń, szybko skierowała się w stronę messy. Za rogiem oparła się o ścianę i przyłożyła ręce do piersi, próbując uspokoić skołatane serce. 
– Brawo Ella – skarciła cicho samą siebie. – Facet chce spędzić z tobą trochę czasu, a ty wykręcasz się prysznicem. Kurwa... 
Kambuz był miejscem dla przygotowywania posiłków oraz służył jako stołówka, a nawet jako sala obrad. W schludnie przyrządzonym pomieszczeniu stały dwie, okrągłe ławy z przytwierdzonymi na stałe do podłogi kosmicznymi fotelami w formie jajka. W głębi kambuzu znajdowała się w pełni wyposażona kuchnia, w której to Jayne i Olivier rządzili żelazną ręką. 
Kirby razem z Jo długo rozmawiali przy kawie o tajemniczym cargo, czyli ładunku, oraz co takiego interesuje Karkarova w tejże skrzyni, która była teraz bezpiecznie schowana w luku towarowym. Do czego może posunąć się Connor aby ją zdobyć, a także kim jest ich zleceniodawca. 
– Niech tylko ten pajac Connor, spróbuje nas zatrzymać – podsumował Jo, uderzając otwartą dłonią o blat stołu. – Mamy najzwinniejszy okręt na tych prądach, a Aurel jest najlepszym pilotem jakiego znam! 
– Co nie oznacza, że będzie próbował zagrać z nami w ciemno – powiedziała Kirby wstając i wstawiając swój kubek do zmywarki. – W przeciwieństwie do Connora, my nie wiemy, co on ukrywa w rękawach.
– Nie martw się na zaś. W razie jakichkolwiek kłopotów, wszyscy razem damy radę. 
– A ja będę składać was do kupy. 
– O! I to jest pozytywne podejście do problemu – zaśmiał się Jo, gdy wstał dopił ostatniego łyka letniej kawy i podszedł wręczając naczynie Kirby. – My tu gadu gadu, a trzeba wprowadzić trasę na Navicomie. Do później. 
– Pa – szepnęła cicho, gdy wyszedł, a w drzwiach minęła się z nim Jayne, ubrana w zielony szlafrok i roztrzepanej fryzurze wyglądała, jak karykatura polnego kwiatu. – Hej Jayne, gotowa do podróży? 
– Cześć. Taa, już wszystko przygotowane – odpowiedziała Jayne, radosnym, lekko rozmarzonym głosem. – Robisz kawę? 
– Właśnie skończyłam, ale kuchnia jest wolna. 
– Dzięki, o czym rozmawialiście z Jo? – zapytała, podchodząc do ekspresu, głową wskazując na drzwi. 
Gdy stanęły obok siebie, Kirby poczuła zapach truskawek zmieszany z nutą pomarańczy. Kirby sięgnęła do górnej szafki, wyciągając biały kubek z czterolistną koniczyną dla Jayne. 
– Gdybaliśmy o całej sprawie z Connorem. 
– Nie fajnie to wyglądało, prawda? Jeszcze dla Andre daj szklankę. Gdyby Aribah nie zastrzeliła tego blaszaka z działa, Olivier zginąłby. 
– Miał szczęście – powiedziała Kirby, ponownie sięgając do szafki, wyciągnęła drugie naczynie, tym razem zrobione z blachy. – Agné też jest szczęściarą, gdyby Oler nie rzuciłby się w jej stronę, marnie by skończyła. 
– Uwaga załoga! – z głośników przemawiał Aurel. – Za pół godziny startujemy i chciałbym widzieć tych, którym wypadła służba, na waszych stanowiskach. Ruszamy do Zatoki Hergal zarobić trochę pieniędzy. Woo-haa! 
– Wybacz, muszę iść jeszcze się ogarnąć – powiedziała Kirby, ruszając w stronę wyjścia. – Zobaczymy się na mostku. Niech nas wiatr niesie. 
– Z prądem – odpowiedziała Jayne, używając ogólnego pozdrowienia jakim kiedyś na Ziemi było "szerokiej drogi" 
Godzinę po starcie okrętu i opuszczeniu Free Bay "Emperor" poruszał się z halsem. Z każdą milą zbliżał się do wykonania zadania i odebrania nagrody. Niestety ktoś miał inne plany. W głębi maszynowni "Emperor", wśród szumu pracującego reaktora i głównego serwera okrętu, ciemna postać właśnie uruchomiła swój tablet komunikacyjny. Pulpit pokryła mgiełka wody z wilgotnego powietrza. Ekran zaświecił się na biało i po kilku sekundach pokazała się pomarszczona twarz Connora. 
– Jesteśmy w drodze do Hegeral koło Jayhadu – szeptała postać, wypuszczając obłoczki pary przy każdym ruchu warg. – Przesyłka znajduje się na pokładzie, chroniona pancerną, pokrytą srebrnobiałą samoregenerującą się nanopowłoką. 
– Dobrze się spisujesz – odpowiedział Connor, uśmiechając się złośliwe. – Jesteśmy na miejscu spotkania. Gdy "Emperor" wejdzie w naszą pułapkę, ewakuuj się w kapsule. Na twój komunikator wyślę szczegóły.
– Jasne, bez odbioru. 
Postać wyłączyła komunikator i ruszyła w stronę schodów, prowadzących na główny pokład. Syk otwieranych drzwi oznaczał, że ktoś wszedł do maszynowni. Osoba schowała się za osłoną serwera, czyli chronionej przez skrzynię z blachy, płyty głównej komputera. Z góry było słychać kroki na kratowanych stalowych stopniach, odbijających się echem w pustym pomieszczeniu. 
– Andre? – to był głos Jayne. – Jesteś tutaj? 
– Cholera, akurat teraz musiała przyjść – usta poruszyły się bezgłośnie, a ręka sięgnęła do kolby przy pasie, wyciągając pistolet. – Sorry mała. Mam zasady, żadnych świadków!
– Jayne? Szukałaś mnie? – dźwięk męskiego głosu zagłuszył, odgłos odciąganego zamka. 
Jayne zachichotała i wybiegła z pomieszczenia, drzwi zasunęły się automatycznie. Ciche westchnienie, które wydobyło się z ust, ukrytej za skrzynią serwera postaci, zniknęło w cichym szumie pracującego reaktora, a obłoczek pary rozpłynął się w powietrzu. 
Cdn.
"Ja nie boję się ciemności. Boję się swojej wyobraźni..."
Nieznany Autor. 

"Zombie najszybciej pozbyć się kulą pistoletu. Rozłupanie głowy toporem jest zabawniesze."
DjDanceCore. 
Odpowiedz
#9
No i trzeci fragment.
(17-04-2016, 08:44)DjDanceCore napisał(a): Przed bortem(Nie pasuje mi żadna definicja słowa "bort": http://sjp.pwn.pl/szukaj/bort.html) prowadzącym do luku towarowego stało dwóch,(zbędny przecinek) gorączkowo o czymś dyskutujacych(–ących) mężczyzn. 

– Tak – odpowiedział niski szatyn, (zbędny przecinek)ubrany w granatowy strój roboczy usmarowany sadzą i z założonymi goglami do spawania na oczach.(Wychodziłoby na to, że to strój roboczy miał gogle do spawania na oczach) – Olivier właśnie z nimi ustalił warunki załadunku. 

Miał na sobie lekkie ubranie z założonym na nim długim brązowo – (Dywiz, nie półpauza ani pauza) czarnym płaszczem z wysokim kołnierzem. 

– Mam nadzieję(przecinek) że robota jest opłacalna – powiedziała Agné, zapalając papierosa.

– Oler (przecinek)skarbie (przecinek)nie przejmuje(ę) się tym, jedyną krzywdą dla mnie są uranowe kule i brak pieniędzy. 

Wyraz (twarzy – musi być, inaczej nie brzmi jasno) Agné zmienił się(przecinek) jakby sobie o czymś przypomniała, wyciągnęła z kabury pistolet i podała go Andre. 

– Daj dla Olera(Olerowi – komu, nie dla kogo), muszę jeszcze pogrzebać w reaktorze, rtęć wycieka z komory – powiedział Andre, biorąc blaszaną skrzynkę z narzędziami z podłogi(przecinek) i zaraz zniknął wewnątrz okrętu. 

– Andre(przecinek) czekaj! – zawołała Jayne, biegnąc za mechanikiem. 

– Idę za nią – powiedziała Agné, wyrzucając niedopałek(przecinek) i zaraz rozpinała(rozpięła) paski przy pustej kaburze. – Nadal nie wiem(przecinek) ile utargowała za robotę.
 
Podniosła na niego wzrok i zobaczyła (przecinek)jak uśmiecha się do niej. 

– Orłów (przecinek)Agné, złotych orłów. 

– Nie pieprz! – warknęła, rozglądając się do okoła(dookoła).

– Co jest(przecinek) imperialni? – usłyszeli czyiś(czyjś) głos przy windzie.

Gdy krata się rozsunęła(przecinek) z windy pierwszy wyszedł dobrze zbudowany mężczyzna z bladą blizną na twarzy i rzucającej się w oczy kolorowej koszuli.
 
Zaraz zwrócił się do nie proszonego(nieproszonego) gościa(dwukropek) – Czego chcesz? 

– Nie przyszedłem tu dla zwady(przecinek) o ile będziesz współpracował, a w interesach.

Słyszałem tu i uwdzie(ówdzie!)(przecinek) że macie bardzo cenną przesyłkę, Karkarov chce wiedzieć (przecinek)co jest w środku. 

– To nie była propozycja(przecinek) imperialny. Ja i tak się dowiem (przecinek)z twoją pomocą czy przechodząc nad twoim ciałem –  mówiąc to(przecinek) skinął głową, a droidy zaś uniosły broń. 

Głowa droida odskakiwała do tyłu niczym piłka, gdy seria kul uderzyła go w ceramiczną płytkę na twarzy(przecinek) która zaczęła pękać, a następny pocisk trafił go w miejsce(przecinek) gdzie człowiek ma krtań.

Droid(przecinek) którego wcześniej pozbawił czujników, najprawdopodobniej przełączył się teraz na zapasowe, ponieważ odzyskał kontrolę nad sobą i wraz(zbędne – brzmi to trochę tak, jakby wsparcie było osobą) ze wsparciem kolegi próbowali(próbował) zajść go od flanki.

(akapit)Dziewczyna (przecinek)gdy usłyszała wezwanie, wychyliła się zza skrzyni(przecinek) oddając trzy trafne strzały.

Kule trafione w korpus robota odbiły się z wizgiem, wskrzeszając(krzesząc – wskrzeszać to ożywiać zmarłego :P) fontannę iskier.

Olivier natomiast(przecinek) wykorzystując chwilowe zamieszanie, wyłączył droida (przecinek)trafiając go w główny procesor, który zwykle znajdował się z prawej strony wewnątrz skroni.

Automaton zatrząsł się i przewrócił się(zbędne) z piskiem na metalową posadzkę, wywołując przy tym echo. 

Zza skrzyni wyskoczył na Agné droid (przecinek)który osłaniał Connora, z wymierzonym prosto w jej pierś karabinem.

Zastrzyk adrenaliny zablokował ból, pozwalając jej szybko i dokładnie wymierzyć w skroń (Zbędny odstęp) droida. Wystrzeliła dwa razy trafiając w schowany za cienką płytką procesor. Robot wykonał kilka chwiejnych kroków do tyłu i zastygł pochylony przez plecy, a z jego głowy unosił się szary dym niczym z przemysłowego komina. Agné obejrzała się za partnerem. (Po co to pomniejszenie czcionki?)

Olivier (przecinek)widząc w jakiej sytuacji znalazła się jego partnerka, nie zważając na swoje życie,(zbędny przecinek) ani na automatona (przecinek)który czatował za filarem, wybiegł za róg i wystrzelił pocisk (przecinek)trafiając w bark robota, ratując Agné życie. (Jak dla mnie stanowczo zbyt napakowane akcją zdanie)

Droid (przecinek)który stał za metalową konstrukcją (przecinek)natychmiast przestrzelił mu nogę w kolanie. Olivier krzyknął z bólu i padł na posadzkę(przecinek) wypuszczając z ręki broń, która odbiła się od niej kilkakrotnie i zatrzymała się przy prawym bucie leżącego Connora. 

Agné(przecinek) widząc upadek kolegi (przecinek)natychmiast podniosła swój pistolet, celując w ostatniego działającego droida.

(akapit)Spojrzała Olivierowi w oczy i ze strachem zauważyła, że mimo przestrzelonej nogi on się do niej uśmiecha. Uśmiechał się do NIEJ(niej – nie widzę powodu, by używać dużych liter), a blaszak za nim nagle eksplodował. 

Jej usta poruszały się szybko i bezgłośnie, a on tylko marzył(przecinek) żeby mógł zemdleć.(żeby zemdleć)

Zamknął oczy(przecinek) ale ubłagany(upragniony) sen nie nadchodził.

– ... z tego, słyszysz? – przez dzwonienie w uszach,(zbędny przecinek) powoli zaczął przebijać się dźwięk jej głosu. Był twardy i stanowczy z nutą współczucia (przecinek)który(którą) tak uwielbiał. 

– Mocno dostałem? – zapytał się(zbędne), otwierając powieki i patrząc prosto w te kasztanowo(zbędna spacja) brązowe oczy. 

– Tylko cię drasnął, ale pójdziemy do Kirby. Sesja nano w dupę na pewno poskłada ciebie(cię) do kupy – odpowiedziała mu i chwyciła go pod zdrowe ramię, pomagając mu wstać.
 
Olivier wrzasnął z bólu(przecinek) gdy stanął na nogi.

Przed oczyma nagle mu pociemniało i czuł(przecinek) jak coraz mocniej opiera się na barkach Agné. (i mocniej oparł się na barkach)

Ona(zbędne) podprowadziła go do wpół(na wpół) zniszczonej skrzyni i tam pomogła mu usiąść. Gdy już chciała odejść po jego pistolet, Olivier zatrzymał ją(przecinek) lekko ściskając jej dłoń.

(akapit)Agné wyciągnęła przed nim rękę(przecinek) pokazując ranę po kuli.

(akapit)Olivier patrzył na nią stanowczym wzrokiem swoich szmaragdowo zielonych oczu.

Zamknęła oczy(przecinek) czekając na ból(przecinek) mimo, (zbędny przecinek)że doskonale wiedziała(przecinek) że Olivier jest bardzo delikatny.
 
Nawet nie poczuła(przecinek) kiedy chwycił ją za dłoń i palcem drugiej ręki dotykał miejsc wokół rany. – Kość masz całą (przecinek)więc pierwsza do niej pójdziesz. (Po co zmiana wielkości czcionki?)

(akapit)Pocałowała go namiętnie i wyślizgnęła się z jego objęć. Podbiegła do Connora i zobaczyła(przecinek) że jego ubranie przesiąkło czerwonym, tłustym płynem(przecinek) a nie krwią. Podniosła z ziemi pistolet, otworzyła magazynek i zobaczyła(przecinek) że jest w nim jeszcze jeden pocisk. (To nie tylko namiętny, ale i magiczny musiał być ten pocałunek, skoro bohater z przestrzelonym kolanem, którzy chwilę wcześniej ledwo stał wsparty na ramieniu ukochanej i z trudem zachował przytomność, teraz normalnie z nią rozmawia, a potem trzyma się na nogach, mimo że ta zostawiła go samego).
 
(akapit)Trafienie surogata w głowę pociskiem, (zbędny przecinek)nagle urwał(urwało) jego monotonny monolog. Agné prychnęła i zdmuchnęła resztki dymu kłębiacego(–ącego) się przy wylocie lufy.
 
– Milcz(przecinek) technofobie. Nie masz nawet jaj (przecinek)żeby stanąć ze mną twarzą w twarz. 

– Kurwa! Uważaj trochę (przecinek)Andre! – krzyknął Olivier(przecinek) gdy ich mechanik razem z Chrisem, (zbędny przecinek)chwycili go pod pachy i zanieśli stękającego do wewnątrz okrętu. 

Wstał z fotela, przytrzymując się oparcia(przecinek) i odszedł kawałek.

Ekran rozświetlił się na całej ścianie, a po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk sygnału połączenia. Nagle sygnał urwał się i na pulpicie wyświetlił się obraz chudego bruneta siedzącego na wysokim skórzanym fotelu. Był ubrany w biało-szary garnitur.

Spojrzał na Connora chłodnym spojrzeniem oka(Spojrzał chłodno na Connora jednym okiem), ponieważ druga strona twarzy była zasłonięta błyszczącą metalową płytką,(zbędny przecinek) przytwierdzona śrubami do kości. 

– Owszem, dobrze przygotowali się na każdą ewentualność, na prawie każdą – odpowiedział mu i uśmiechnął się (przecinek)pokazując rząd czarnych zębów.

– Nie muszę tobie(ci) mówić(przecinek) czego od ciebie oczekuję przecinek)Connor. 

Ekran zgasł (przecinek)pogrążając pokój w półmroku, a ciszę przerwał śmiech Connora(przecinek) który przerodził się w atak napadowego kaszlu. 

Cnd.(Ciąg nastąpi dalszy? "Cdn." raczej :P)

Niestety podtrzymuję opinię, którą miałam po poprzednim fragmencie – i ten fragment jest w moim odczuciu taki nijaki. Nie porwał mnie ani pod względem bohaterów, ani pod względem fabuły czy stylu.

Znów brakuje mi tutaj poczucia celowości i już chyba wiem dlaczego: w tekście nie widzę fabuły. Nie widzę czegoś, co spajałoby akcje bohaterów i nadawało im sens. Owszem, to dopiero początek, ale szczerze mówiąc, jeśli nic nie urodzi się w następnym fragmencie, to jestem w tej sprawie na nie. Na ten moment czyta mi się to jak zbiorek scen niczym ze sobą niezwiązanych. To wrażenie potęguje fakt, że według mnie bohaterowie są słabo przedstawieni. Niezbyt wiem, jak wyglądają, ale to nie jest najważniejsze. Znacznie bardziej przeszkadza mi, że w tekście zdecydowanie brakuje mi ich przemyśleń czy zaakcentowania zachowań, które podpowiedziałaby mi, jakimi są osobami, jaki mają charakter... Prowadzisz w moim odczuciu taką narrację, która sprawia, że postacie są płaskie i widać jedynie ich czynności, nie emocje i charakter. Również dialogi są takie sobie – jak dla mnie niezbyt świadczą one o uczuciach, jakie łączą bohaterów, trudno po nich stwierdzić, jaką kto ma osobowość. Przez to wszystko nie potrafię nawiązać z postaciami żadnej więzi. (A pod koniec to patrzenie sobie w oczy w wykonaniu rannych bohaterów, chwile trwające wieczność i tak dalej, i tak dalej... no nie, tym sobie mojej sympatii nie zjednasz :p)

Opis walki też pozostawia moim zdaniem trochę do życzenia. Zgubiła się w nim dynamika, znów jest taką suchawą, taktyczną relacją ze strzelaniny. To mogłoby poprawić zastosowanie krótszych zdań (ale też bez przesady, żeby nie czytało się bez intonacji), bo dłuższe i skrupulatnie dopracowane zdania spowalniają tekst.

Tyle ode mnie. Ponarzekałam sobie :p
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#10
No i ostatnia część wraz z małą porcją moich uszczypliwości ^^.
(03-05-2016, 16:33)DjDanceCore napisał(a): Widziała w życiu niejedną ranę, (zbędny przecinek) jako były chirurg Dominium, jednak od czasu zaokrętowania na "Emperor",(zbędny przecinek) jej umiejętności były wystawione na ciężką próbę i dlatego musiała cały czas studiować swój fach. W życiu nie pomyślałaby, że jej wiedza będzie wymagać ciągłej nauki, a znając członków załogi, innego wyjścia nie miała. (Jakoś dziwne mi się to wydaje, mam wrażenie, że dobrzy lekarze nawet teraz nie przestają się uczyć i starają się być na bieżąco z nowinkami. W świecie SF musieliby w moim odczuciu uczyć się jeszcze więcej i nie powinno ich to chyba dziwić).

Następnie umieściła ją na miejscu starej i wstrzyknęła w udo sesję nanomedów, mikroskopijnej wielkości robotów(przecinek) które połączyły kość z tkanką i rozpoczęły proces regeneracji.

Podeszła do drzwi i jeszcze raz przyjrzała się wynikowi swojej pracy, a wiszący nad sufitem MedDro rozpoczął sprzątanie po operacji, wyrzucając odpady do nanoasemblera(Już wcześniej mówiłam, że nie pasuje mi ten nanoasembler, definicja "asemblera" zupełnie mi tu nie pasuje), który później przerobi je na nowe narzędzia do następnego zabiegu.

Gdy wyszła na oświetlony żarówkami Led(LED) korytarz(przecinek) zobaczyła, (zbędny przecinek)śpiącą Agné siedzącą pod ścianą,(zbędny przecinek) z brudnym blaszanym kubkiem po kawie w jednej ręce i pistoletem w drugiej. 

– Dzięki (przecinek)Kirby – odrzekła Agné(przecinek) wstając i przeciągając się.

Musi teraz odpoczywać(przecinek) zwłaszcza, (zbędny przecinek)że za kilka godzin startujemy. Pamiętaj, że po starcie,(zbędny przecinek) masz przyjść do mnie.

Agné mruknęła coś i zaraz zniknęła za drzwiami prowadzącymi do Labmedu. Kirby zaś skierowała swe kroki w kierunku gretingu, (zbędny przecinek)prowadzącego na górny pokład okrętu stalowej drabinki, gdzie na poziomie mieszkalnym mieściły się wspólne prysznice.

Gdy przechodziła obok kajut dla załogi (przecinek)usłyszała, (zbędny przecinek)zza drzwiami(drzwi) postękiwania i jęki Jayne. Bezszelestnie niczym włamywacz,(zbędny przecinek) zerknęła do środka pomieszczenia(zbędne) (przecinek)myśląc, że prawdopodobnie ma bóle okresowe i wstydzi się do niej przyjść po środki przeciwbólowe. (Ej, chłopie, nie wiem, która kobieta – i w sumie ktokolwiek – pomyliłaby odgłosy seksu z jęczeniem podczas bólów miesiączkowych. A ta to jeszcze medyczka :p) Kirby wewnątrz pomieszczenia zobaczyła, (zbędny przecinek)Jayne wraz z Andre zabawiających się nago na szerokiej, półokrągłej kanapie. Jayne siedziała okrakiem na kolanach Andre, bawiąc się jego penisem (przecinek)poruszając biodrami w przód i w tył. Plecami opierała się o jego pierś, spletli razem dłonie, a jej głowa była odchylona do tyłu, oparta na barku Andre. (Ten opis za pierwszym przeczytaniem brzmi według mnie jak kamasutra level hiperekspert, wybacz określenie. Teraz spróbuję zasugerować, co zrobić, żeby to ogarnąć. Uwaga, Vet robi wykład o seksie XD Najpierw nakreślę, co wydedukowałam po tym opisie. To tak: facet musi siedzieć, bo w pozycji leżącej kobieta nie mogłaby się oprzeć o jego plecy. Ona musi być tyłem do niego, tak jakby "siedząc" przed nim. Zakładam, że we frazie "bawiąc się jego penisem, poruszając biodrami w przód i w tył" chodzi o normalną czynność seksualną, więc tę "zabawę" bym wywaliła. Takie sformułowanie sugerowałoby bowiem, że kobieta ma jego męskość w dłoni, więc wtedy sens poruszania biodrami żaden, nie mówiąc już o tym, jak wyglądałaby ich pozycja. I tylko w takiej konfiguracji opieranie się głową o bark mężczyzny jest wykonalne. A teraz co bym zrobiła, żeby to brzmiało uporządkowanie: po pierwsze, zaznaczyłabym na samym początku, że facet siedzi, a dziewczyna opiera się o niego plecami. Wtedy wiadomo, z czym ma się do czynienia. I dopiero potem opis tego, jak i za co się trzymają, ale bez żadnego "bawienia się penisem", bo to tylko wprowadza zamęt. Tak naprawę chyba większość ludzi zrozumie, o co chodzi, o ile poprawisz to niepotrzebne zagmatwanie i w bardziej oczywisty sposób "rozrysujesz", co i jak :P)

Służyła na tym okręcie prawie od czterech lat i teraz(przecinek) zanim jeszcze przekroczy(przekroczyła) trzydziestkę, czuła się bardzo samotna. Jedynymi osobami (przecinek)które w pełni ją rozumieli(rozumiały)(przecinek) był nawigator Johnny oraz hakerka Jayne.

Reszta albo obchodziła ją szerokim łukiem, zwłaszcza ta szmata Aribah, albo uznali(uznawali) (przecinek)że jest typem samotnika.

Sama nigdy by się nie przyznała do tego głośno, bo mimo że była szczera do bólu, to tak naprawdę chciałaby poczuć się częścią zespołu(przecinek) jaką(jaki – zespół) tworzyli członkowie załogi. 

Była tak zamyślona, że nie zauwarzyła(zauważyła!) (przecinek)jak idzie przed nią Jo, niosąc wysokie, ciężkie pudło z elektroniką. Wpadli na siebie. Zaskoczony mężczyzna, (zbędny przecinek)poleciał do tyłu i upadł razem z ciężarem, które(który) przygniotło(przygniótł) go do podłogi.

– Jesteś cały(przecinek) Jo?

– Taa, ale trochę gniecie mnie w kroczu – odpowiedział zza pudła,(zbędny przecinek) przygłuszonym głosem mężczyzna. (odpowiedział mężczyzna spod pudła przytłumionym głosem)

(akapit)Na dany przez Kirby(zbędne, wiadomo, że to ona dała sygnał) sygnał,(zbędny przecinek) pociągnęła do siebie ciężką skrzynię, unosząc ją na tyle (przecinek)żeby,(zbędny przecinek) razem z Jo udało im się odstawić ją na bok. 

Kirby znowu zaczesała włosy za ucho (przecinek)zastanawiając się, jakiej ma udzielić mu odpowiedzi. Przecież nie powie, że czuje się tutaj jak wyrzutek(przecinek) ponieważ,(zbędny przecinek) nie miała tyle odwagi(przecinek) by przyznać się do tego głośno.

– Nie sądzę(przecinek) żeby pogróżki Connora były rzucane na wiatr. 

– Connor to zwykły pajac. Jedynie(Jedyne)(przecinek) co potrafi, to uprzykrzać innym życie, ale masz rację(przecinek) możemy to obgadać przy kawie, chcesz? 

– W sumie,(zbędny przecinek) jestem dopiero po zabiegu.

Zaniosę tylko to pudło do serwera maszynowni i chciałbym ciebie(cię) zobaczyć w kambuzie z dwoma kubkami gorącej kawy(kropka) – p(P)uścił do niej oko i uśmiechnął się szeroko. ("oko" i "szeroko" się rymuje, przydałoby się zmienić dobór słów)

– Brawo(przecinek) Ella – skarciła cicho samą siebie. – Facet chce spędzić z tobą trochę czasu, a ty wykręcasz się prysznicem. (Well, jak dla mnie całkiem sensowne wytłumaczenie, ja też nie chciałabym śmierdzieć na randce :p)

Kambuz był miejscem dla(do) przygotowywania posiłków oraz służył jako stołówka, a nawet jako sala obrad. W schludnie przyrządzonym(Przyrządzona może być potrawa, pomieszczenie może być "wyposażone" albo po prostu schludne) pomieszczeniu stały dwie,(zbędny przecinek) okrągłe ławy z przytwierdzonymi na stałe do podłogi kosmicznymi fotelami w formie jajka. (Nie lepiej "w kształcie jajka"? "W formie jajka" brzmi trochę tak, jakby te fotele były jajkami, a nie przypominały jajka)

Kirby razem z Jo długo rozmawiali przy kawie o tajemniczym cargo, czyli ładunku,("Cargo" jest w słowniku języka polskiego, więc albo "cargo", albo "ładunek", nie ma sensu tłumaczyć tego słowa, bo tutaj to tak, jakbyś napisał "ładunek, czyli ładunek". Osobiście skłaniałabym się do pozostawienia samego "ładunku", bo to nasze słowo) oraz co takiego interesuje(interesowało) Karkarova w tejże skrzyni, która była teraz bezpiecznie schowana w luku towarowym. Do czego może(mógł) posunąć się Connor (przecinek)aby ją zdobyć, a także kim jest(był) ich zleceniodawca. 

– Niech tylko ten pajac Connor,(zbędny przecinek) spróbuje nas zatrzymać – podsumował Jo, uderzając otwartą dłonią o blat stołu. – Mamy najzwinniejszy okręt na tych prądach, a Aurel jest najlepszym pilotem (przecinek)jakiego znam!
 
– Co nie oznacza, że będzie próbował zagrać z nami w ciemno – powiedziała Kirby(przecinek) wstając i wstawiając swój kubek do zmywarki. – W przeciwieństwie do Connora, (zbędny przecinek)my nie wiemy, co on ukrywa w rękawach. (Lepiej "jakiego ma asa w rękawie", bo to związek frazeologiczny i nie pozostawia żadnych niedomówień. W rękawach można ukrywać cokolwiek, choćby zużyte chusteczki higieniczne, więc niezbyt mi to pasuje).

– Nie martw się na zaś. W razie jakichkolwiek kłopotów, (zbędny przecinek)wszyscy razem damy radę. 

– O! I to jest pozytywne podejście do problemu – zaśmiał się Jo, gdy wstał dopił ostatniego łyka letniej kawy i podszedł (przecinek)wręczając naczynie Kirby.

– Pa – szepnęła cicho, gdy wyszedł, a w drzwiach minęła się z nim Jayne, ubrana w zielony szlafrok i roztrzepanej fryzurze("Roztrzepany" to "roztargniony", więc do fryzury zupełnie nie pasuje. Lepiej "w rozczochranych włosach" czy coś) wyglądała, (zbędny przecinek)jak karykatura polnego kwiatu. – Hej (przecinek)Jayne, gotowa do podróży? 

– Cześć. Taa, już wszystko przygotowane – odpowiedziała Jayne,(zbędny przecinek) radosnym, lekko rozmarzonym głosem.

– Nie fajnie(Niefajnie) to wyglądało, prawda? Jeszcze dla Andre daj szklankę. Gdyby Aribah nie zastrzeliła tego blaszaka z działa, Olivier zginąłby(by zginął)

– Agné też jest szczęściarą, gdyby Oler nie rzuciłby(nie rzucił) się w jej stronę, marnie by skończyła. 

– Z prądem – odpowiedziała Jayne, używając ogólnego pozdrowienia(przecinek) jakim kiedyś na Ziemi było "szerokiej drogi" (kropka)

Postać wyłączyła komunikator i ruszyła w stronę schodów, (zbędny przecinek)prowadzących na główny pokład.

Osoba schowała się za osłoną serwera, czyli chronionej(chronioną) przez skrzynię z blachy, (zbędny przecinek)płyty(płytę) głównej(główną) komputera. Z góry było słychać kroki na kratowanych stalowych stopniach, odbijających(odbijające – kroki) się echem w pustym pomieszczeniu. 

– Sorry(przecinek) mała. Mam zasady, żadnych świadków!
– Jayne? Szukałaś mnie? – d(D)źwięk męskiego głosu zagłuszył,(zbędny przecinek) odgłos odciąganego zamka. 
Jayne zachichotała i wybiegła z pomieszczenia, drzwi zasunęły się automatycznie. Ciche westchnienie, które wydobyło się z ust, (zbędny przecinek)ukrytej za skrzynią serwera postaci, zniknęło w cichym szumie pracującego reaktora, a obłoczek pary rozpłynął się w powietrzu. 

Większość fragmentu znów jest mało konkretna, jedynym momentem poza zakończeniem, który miał szansę nieco lepiej zarysować fabułę, była rozmowa Kirby z Jo. Ale tę całą uciąłeś i nie ma żadnego efektu. Nie czuję tu tajemnicy ani niepokoju, tak naprawdę nadal prawie zupełnie nie wiem, o co chodzi. Bohaterowie również nie zyskują na razie na głębi, dowiedziałam się tylko, kto z kim sypia i tyle. Trochę jestem rozczarowana, prawdę mówiąc, spodziewałam się czegoś więcej.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości