Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Egzorcysta w pracy
#1
Mężczyzna spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Liczący kilka tygodni zarost obrósł podbródek gęstą warstwą ciemnej szczeciny. Ludzie mogli mówić co chcieli, ale on lubił swoją brodę i nie zamierzał się golić. Podkrążone ze zmęczenia oczy o wyblakłych błękitnych tęczówkach prowadziły pojedynek na spojrzenia z odbiciem. Czuł się trochę jak idiota który umówił się z fajną dziewczyną na randkę i czeka na nią przed restauracją na deszczu. Dziewczyna go wystawiła i on to wie, ale dalej czeka. Nie, żeby jemu się to kiedyś zdarzyło tylko kolega opowiadał.
Poddał się po minucie, kiedy pieczenie oczu stało się nie do wytrzymania.
– Kurwa. – Zaklną odwracając się i idąc dalej przed siebie, zostawiając za plecami złośliwie uśmiechnięte odbicie.
Czemu to zrobił? Sam tego nie wiedział. Niektóre rzeczy po prostu się robi i tyle. Wykonał we swoim trzydziestoletnim życiu już tyle egzorcyzmów, że rutyna stała się męcząca. Nawet pojedynkowanie się na spojrzenia ze złośliwym duchem w lustrze przestało go bawić.
Salon przypominał mu rupieciarnie wujka, na podłodze spoczywał nawet identyczny gruby czerwony dywan ze sztucznej wełny. Półki regałów uginały się od absurdalnej ilości bibelotów zaczynając od porcelanowych kotów skończywszy na solniczkach z różnych stron świata. Moja babcia też zbierała solniczki, pomyślał przyglądając im się z uwagą. Ściany pomalowano na obrzydliwy oliwkowy kolor, który kłuł go boleśnie w oczy. Na środku pokoju stała stara kanapa, okryta niebieską narzutą ze zwisającymi frędzlami. Przed nią stał niski stolik o szklanym blacie, na którym leżała popielniczka, wciąż wypełniła popiołem. Obok spoczywała paczka papierosów marki djarum i małe pudełko zapałek.
Mężczyzna sięgnął do kieszeni czarnego prochowca, wyjął z niej paczkę malboro i zippo. Zębami wyciągną szluga i podpalił jego końcówkę. Paczkę fajek i zippo schował z powrotem do kieszeni, jednocześnie mocno zaciągnął się papierosem. Zaswędziło go w płucach, a nozdrza podrażnił ohydny zapach taniego tytoniu. Cholerny nałóg pomyślał z obrzydzeniem. Przez cały miesiąc nie miał okazji zapalić przez robotę w Chinach, która zajęła stanowczo zbyt wiele czasu. Kto by się spodziewał, że zwykłe oczyszczenie starej kamienicy tyle zajmie? Na pewno nie on.
Przez chwile kopcił leniwie papierosa pozwalając by popiół opadał na dywan, a następnie wypluł go i przydeptał gasząc tlący się jeszcze w nim żar.
Na parapecie zabitego od wewnątrz okna znajdowało się małe radyjko. Grało ono bez przerwy zapętlone w kółko „Utviklingssang” Carla Bley.
– Pierdolony jazz. – Odezwał się zagorzały zwolennik folk metalu.
Podszedł do niego, by go wyłączyć, lecz nic to nie dało. Radio zaczęło grać teraz nawet jeszcze głośniej jakby chciało mu zrobić nazłość.
Przeszedł do małej skromnie urządzonej sypialni z małym jednoosobowym łóżkiem. W szafce znalazł całą masę pozbawionych pudełek, antydepresantów. Chciał sprawdzić jeszcze szafę, kiedy nagle wszystko zaczęło się trząść. Egzorcysta złożył dłonie jak do modlitwy i zaczął powtarzać podstawowe zaklęcie obronne:
– Pan jest moim pasterzem nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza. Stół dla… – Przerwał w chwili kiedy drgania ustały. – Stary dobry Psalm Dawidowy zawsze działa. Wyłaź w końcu i pogadajmy! – woła, lecz nie doczekał się odpowiedzi.
Sama moja obecność nie wystarczy. Muszę stać się naprawdę nieprzyjemny.
Zaczął od kuchni. Była ona brudna, zatęchła a co najważniejsze przepełniona złymi emocjami. Nie było to dziwne skoro właśnie tu doszło do morderstwa. Młody mężczyzna właśnie w tym miejscu zabił własnego ojca a zaraz potem siebie. Chłopak był satanistą i należał do tutejszego tajnego zgromadzenia wyznawców szatana. Na nieszczęście o ile w większości tego typu grupy to banda nieudaczników niezdolna przyzwać, chociaż najsłabszego demona to tym razem coś wezwali.
Demon był na tyle potężny, by opętać chłopaka, a następnie zagnieździć się w tym mieszkaniu i jednocześnie uwięzić duszę ojca i syna. Egzorcysta jeszcze nie wiedział, z jakim demonem ma do czynienia co uniemożliwiało wypędzenie. Bez imienia nie wiedział jakiego wersetu wypędzenia użyć. Mógł spróbować zadać mu na tyle poważne rany by ten sam się wycofał, ale wtedy tamte dwie duszę przepadną.
Musiał sprowokować przeciwnika do rozmowy i wyciągnąć z niego jego imię.
Sięgnął do drugiej kieszeni prochowca i wyjął z niej białą kredę w pisaku. Kucną i zaczął na samym środku podłogi rysować dużę celtyckie runy. Pierwszy był Ansuz potem Fehu i na koniec Oko Kanaloa.
– Anusuz, Fehu, Oko Kanaloa! – wykrzyknął aktywując tym samym zaklęcie.
Moc znaków wypełniła jego ciało. Jak to mówili nauczyciele w akademii? Ansuz dla mądrości. Fehu, by rozpalić ogień w duszy i odegnać zmęczenie. Na koniec zawsze Oko Kanaloa by wspomóc szczęście i móc zajrzeć za kurtynę.
Widział je. Linie energetyczne przechodzące przez całe mieszkanie. Demon zakaził sobą całe lokum zmieniając jego dodatnią wartość energetyczną na ujemną. Zawroty głowy, które nagle wystąpiły szybko znikły.
– Tyś i Ja, dwa owoce jednego drzewa, oddalone od siebie, a zarazem bliskie. – Egzorcysta zaczął odprawiać egzorcyzm. Od dawna stosował zaklęcie autorstwa Gustawa Schillera jako swoją pierwszą linię ataku. Nie kosztował dużej energii a był całkiem skuteczny w prowokacji. – Ja wypędzam cię jak gospodarz nieproszonego gościa.
– Czy ładnie tak narzucać się własnej matce? – delikatny kobiecy głos za plecami zmroził mu krew w żyłach.
Ten głos. Tak bardzo chciałby go już nigdy nie słyszeć. Czemu to ciągle musiało wracać? Powoli odwrócił się na pięcie.
– Demon nie może mieć dzieci Behemocie. – Odezwał się wyraźnie wypowiadając każde słowo.
Nie wolno się bać, nie wolno się bać, powtarzał w kółko próbując opanować wzburzone w nim emocję. Z jednej strony wypełniał go gniew, ale z drugiej strach. Sam nie wiedział, czy bardziej jej nienawidzi, czy się obawia. Stojąca przednim niewysoka osóbka o połyskujących czarnych włosach i iskrzących się życiem niebieskich oczach, wcale nie sprawiała wrażenia groźnej.
– Nie zmienia to jednak faktu, że to z mojej inicjatywy się urodziłeś. – Odparł demon z pogodnym uśmiechem.
Ręka egzorcysty automatycznie wystrzeliła w stronę schowanej za pazuchą krótkiej dwururki. Broń była załadowana srebrnymi pociskami z wyrytymi na nich cytatami ze świętych ksiąg. Strzał, huk, lufa dwururki podskakuję w jego dłoniach w górę.
Pudło.
– Czy tak powinno się zachowywać względem matki? – głos Behemot był pełen matczynej troski.
– Pierdol się.
Ziemia nagle ucieka mu spod nóg i ląduję na plecach uderzając potylicą o twardą podłogę. Ból zamroczył go na dwie sekundy.
O sekundę za długo.
Behemot dalej w swojej ulubionej formie zmaterializował się nad nim i spętał go swoją mocą. Egzorcysta nie mógł się ruszyć.
– Posłuchaj młody człowieku! – odezwała się głosem matki napominającej nieposłuszne dziecko. – Sporo czasu zajęło mi zwabienie cię tutaj i teraz mnie wysłuchasz czy ci się to podoba, czy nie. Szatan planuję coś grubego w Petersburgu i ty go powstrzymasz. Moje motywy, moja sprawa, a tobie nic do tego tak jak zawsze. Jesteś jeszcze o kilka stulecia za młody, by zrozumieć politykę otchłani. Jako akt dobrej woli uwolnię przetrzymywane duszę. Żegnaj synu, do naszego kolejnego spotkania i nie zapomnij, że twój los zależy ode mnie.
Zniknęła, a razem z nią mroczna energia, która opanowała mieszkanie. Egzorcysta czuł to. Dalej leżał na brudnej podłodze zbyt zmęczony, by się podnieść. Belzebub kolejny raz wysyła go na jakąś samobójczą misję by upokorzył jednego z jej rywali w dążeniu do władzy.
– Czemu ja to robię? – zapytał sam siebie, a następnie wybuch głośnym śmiechem. – No, tak. Gdyby Inkwizycja dowiedziała się, że jestem spokrewniony z demonem skończyłbym na stosie, zanim bym zdążył powiedzieć chociaż jedno słowo.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Ja chyba zwariuję. Zaczynam czytać i już w drugim zdaniu widzę, że zarost obrósł warstwą zarostu. Loki, błagam, przeczytaj jeszcze raz swój tekst, bo ja nawet w tym momencie nie zamierzam dalej czytać, żeby się nie denerwować :p
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
(21-03-2016, 21:00)Loki napisał(a): Ludzie mogli mówić (przecinek) co chcieli, ale on lubił swoją brodę i nie zamierzał się golić. Podkrążone ze zmęczenia oczy o wyblakłych (przecinek) błękitnych tęczówkach prowadziły pojedynek na spojrzenia z odbiciem. Czuł się trochę jak idiota (przecinek) który umówił się z fajną dziewczyną na randkę i czeka na nią przed restauracją na deszczu. Dziewczyna go wystawiła i on to wie, ale dalej czeka. Nie, żeby jemu się to kiedyś zdarzyło (przecinek) tylko kolega opowiadał.

– Kurwa. (zbędna kropka i dalej mała literą)Zaklną (zaklął) (przecinek) odwracając się i idąc dalej przed siebie, zostawiając za plecami złośliwie uśmiechnięte odbicie.

Wykonał we (w) swoim trzydziestoletnim życiu już tyle egzorcyzmów, że rutyna stała się męcząca.

Salon przypominał mu rupieciarnie wujka, na podłodze spoczywał nawet identyczny gruby (przecinek) czerwony dywan ze sztucznej wełny. Półki regałów uginały się od absurdalnej ilości bibelotów (przecinek) zaczynając od porcelanowych kotów (przecinek) skończywszy na solniczkach z różnych stron świata. Moja babcia też zbierała solniczki, pomyślał (przecinek) przyglądając im się z uwagą.

Przed nią stał niski stolik o szklanym blacie, na którym leżała popielniczka, wciąż wypełniła (wypełniona) popiołem. Obok  spoczywała paczka papierosów marki djarum (dużą literą – gdy pada słowo 'marka' podajemy nazwę firmową pisaną duża literą) i małe pudełko zapałek.
  Mężczyzna sięgnął do kieszeni czarnego prochowca, wyjął z niej paczkę malboro (marlboro) i zippo. Zębami wyciągną (wyciągnął) szluga i podpalił jego końcówkę.

Cholerny nałóg (przecinek) pomyślał z obrzydzeniem.

Przez chwile (chwilę) kopcił leniwie papierosa (przecinek) pozwalając (przecinek) by popiół opadał na dywan, a następnie wypluł go i przydeptał (przecinek) gasząc tlący się jeszcze w nim żar.
  Na parapecie zabitego od wewnątrz okna znajdowało się małe radyjko. Grało ono bez przerwy zapętlone w kółko „Utviklingssang” Carla (Carli – to imię się w j. polskim odmienia) Bley.
– Pierdolony jazz. (zbędna kropka i dalej małą literą) – Odezwał się zagorzały zwolennik folk metalu.
Podszedł do niego, by go wyłączyć, lecz nic to nie dało. Radio zaczęło grać teraz nawet jeszcze głośniej (przecinek) jakby chciało mu zrobić nazłość.
 Przeszedł do małej skromnie urządzonej sypialni z małym (powtórzenie) jednoosobowym łóżkiem. W szafce znalazł całą masę pozbawionych pudełek, (zbędny przecinek) antydepresantów.

– Pan jest moim pasterzem (przecinek) nie brak mi niczego.

Stół dla… – Przerwał w chwili (przecinek) kiedy drgania ustały. – Stary (przecinek) dobry Psalm Dawidowy zawsze działa. Wyłaź w końcu i pogadajmy! – woła (skąd nagle czas teraźniejszy?), lecz nie doczekał się odpowiedzi.

Zaczął od kuchni. Była ona (zbędne) brudna, zatęchła (przecinek) a co najważniejsze przepełniona złymi emocjami. Nie było to dziwne (przecinek) skoro właśnie tu doszło do morderstwa. Młody mężczyzna właśnie w tym miejscu zabił własnego ojca (przecinek) a zaraz potem siebie.

Na nieszczęście o ile w większości tego typu grupy to banda nieudaczników niezdolna przyzwać, chociaż najsłabszego demona to tym razem coś wezwali. (styl, styl – zdanie do reedycji)

Egzorcysta jeszcze nie wiedział, z jakim demonem ma do czynienia (przecinek) co uniemożliwiało wypędzenie. Bez imienia nie wiedział (przecinek) jakiego wersetu wypędzenia użyć. Mógł spróbować zadać mu na tyle poważne rany (przecinek) by ten sam się wycofał, ale wtedy tamte dwie duszę przepadną.

Kucną (Kucnął – czy Ty nie odróżniasz czasu przeszłego od przyszłego?) i zaczął na samym środku podłogi rysować dużę (duże) celtyckie runy.

– Anusuz, Fehu, Oko Kanaloa! – wykrzyknął (przecinek) aktywując tym samym zaklęcie.

Na koniec zawsze Oko Kanaloa (przecinek) by wspomóc szczęście i móc zajrzeć za kurtynę.

Demon zakaził sobą całe lokum (przecinek) zmieniając jego dodatnią wartość energetyczną na ujemną. Zawroty głowy, które nagle wystąpiły (przecinek) szybko znikły.
– Tyś i Ja (dlaczego duża literą?), dwa owoce jednego drzewa, oddalone od siebie, a zarazem bliskie.

Nie kosztował dużej energii (przecinek) a był całkiem skuteczny w prowokacji.

– Demon nie może mieć dzieci (przecinek) Behemocie. (zbędna kropka i dalej mała literą) – Odezwał się (przecinek) wyraźnie wypowiadając każde słowo.
Nie wolno się bać, nie wolno się bać, powtarzał w kółko (przecinek) próbując opanować wzburzone w nim emocję.

Stojąca przednim (przed nim) niewysoka osóbka o połyskujących czarnych włosach i iskrzących się życiem niebieskich oczach, wcale nie sprawiała wrażenia groźnej.
– Nie zmienia to jednak faktu, że to z mojej inicjatywy się urodziłeś. (zbędna kropka i dalej małą literą) – Odparł demon z pogodnym uśmiechem.

(wcięcie) Pudło.
– Czy tak powinno się zachowywać względem matki? – głos (a tu właśnie dużą literą) Behemot (Behemota – to też się odmienia) był pełen matczynej troski.

Ziemia nagle ucieka (uciekła – nie zmieniaj czasu) mu spod nóg i ląduję (czas!) na plecach (przecinek) uderzając potylicą o twardą podłogę.

– Posłuchaj (przecinek) młody człowieku! – odezwała się głosem matki napominającej nieposłuszne dziecko. –  Sporo czasu zajęło mi zwabienie cię tutaj i teraz mnie wysłuchasz (przecinek) czy ci się to podoba, czy nie. Szatan planuję (planuje) coś grubego w Petersburgu i ty go powstrzymasz. Moje motywy, moja sprawa, a tobie nic do tego (przecinek) tak jak zawsze. Jesteś jeszcze o kilka stulecia (stuleci) za młody, by zrozumieć politykę otchłani. Jako akt dobrej woli uwolnię przetrzymywane duszę. Żegnaj (przecinek) synu, do naszego kolejnego spotkania i nie zapomnij, że twój los zależy ode mnie.

– Czemu ja to robię? – zapytał sam siebie, a następnie wybuch (wybuch to rzeczownik rodzaju męskiego oznaczającego eksplozję; wybuchnął) głośnym śmiechem.

Gdyby Inkwizycja dowiedziała się, że jestem spokrewniony z demonem (przecinek) skończyłbym na stosie, zanim bym zdążył powiedzieć chociaż jedno słowo.

Błąd błędem pogania. I ciągle te same problemy – zapis dialogu, odmiana czasowników, czas.
Nie będę pisał na temat błędów merytorycznych, bo to kwestia przekonań.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości