Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Fantasy: ,,W ciemności – krok w przepaść"
#11
Jestem na razie po dwóch częściach ale na pewno później to nadrobię. O błędach ci pisać nie będę bo w tej kwestii jestem upośledzony.
Co do stylu narracji to jest prosta i przyjemna. Lekko się czyta bez wrażenia przebijania się przez ścianę tekstu.
Co do fabuły jeszcze nie mam zdania.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#12
(01-03-2016, 17:00)DjDanceCore napisał(a): Poza tym to był tylko sen, nie rzeczywistość, jednak słowa(przecinek) które usłyszała podczas swojej wizji, bardzo ją niepokoiły.

Viktoria wzdrygnęła się(przecinek)wracając do teraźniejszości.

 – Więc go nie traćmy – odpowiedział jej (przecinek)wstając. –(spacja)Opisz mi to miejsce. (A na obiadki to już czas tracił).

– To wieża ratusza, mechanizm zegarowy. Znajduje się w Techtown, niedaleko głównego placu.(zbędna kropka) – bez wahania odpowiedziała. (odpowiedziała bez wahania)

 Edward wstał i od(spacja)razu pobiegł na górę, minutę później był z powrotem na dole. Zabrał ze sobą stary plecak i dwie świetlówki, (zbędny przecinek)przypięte na skos na jego plecach.

Otworzył je szeroko i staną(ął) obok, zapraszając(przecinek) by wyszła jako pierwsza.

Dopiero teraz dziewczyna zorientowała się(przecinek) że znajdują(znajdowali) się na granicy z(ze) Zrester.

Edward, (zbędny przecinek)wyszedł z domu i spojrzał w niebo. Gwiazdy były dobrze widoczne. Lekki południowy wiatr niósł zapach siarki i czegoś kwaśnego. Viktoria zrobiła kwaśny grymas, gdy w nozdrza uderzył ją znany i tak znienawidzony zapach z ulic Zrester. 

 – Zawsze mi się zdawało(przecinek) że ludzie są jak gwiazdy na niebie – powiedział cicho Edward.(spacja)– Na pierwszy rzut oka, (zbędny przecinek)wydają się ciekawe, takie czyste(przecinek) bez skazy. Ale jak się tak dłużej im przyjrzeć, każda jest inna i tak jak ludzie,(zbędny przecinek) często popełniają błędy, mogą zgasnąć na moment lub na wieki. 

(akapit)Victoria popatrzyła na odległe światła Techtown, zasłuchana w jego słowach. Gdzieś tam,(zbędny przecinek) była jej przyjaciółka, (zbędny przecinek)na łasce chorej Pyper. 

 – Złap mnie za rękę – powiedział do Viktorii (przecinek)podając jej swą(zbędne) dłoń.

Viktoria przymrużyła oczy, zastanawiając się, czy Edward nie wykorzystuje sytuacji. (E, no bez przesady, ale mi wykorzystywanie sytuacji – złapanie za rączkę to jeszcze nie koniec świata chyba).

 – Spokojnie, nie gryzę – uspokoił ją(przecinek) uśmiechając się lekko. Niepewnie podała mu swoją (zbędne) dłoń, a on chwycił ją delikatnie.

Viktoria poczuła (przecinek)jakby coś rozrywało ją od środka, a stopy straciły oparcie. To uczucie trwało kilka sekund. Po chwili oderwali się od ziemi. Najpierw ogarneła(ęła) ją ciemność, później światło i kolory zaczęły wracać.

 – Nie wiem(przecinek) jak to zrobiłeś – powiedziała, wycierając rękawem usta.(spacja)– Ale powinieneś zmienić środek transportu. 

(akapit)Edward uśmiechnął się łobuzersko, otwierając skrzypiący właz. 

Była to wysoka sala, pełna dźwigni, kół zębatych, przekładni i odważników. Poprzecinana rusztowaniami i kładkami u góry tworzyły rodzaj mostów dla techników. (Nie wiem, o co miało chodzić w tym zdaniu, ale jak widać coś tu się nie zgadza).

Tam jest, nieprzytomna(przecinek) związana łańcuchem po drugiej stronie wahadła. Na jego podstawie u góry, (zbędny przecinek)były założone ładunki wybuchowe. Viktoria już ładowała moc do swoich rękawic(przecinek) chcąc się przebić do przyjaciółki. Jednak Edward zdążył zatrzymać ją.(ją zatrzymać) Viktoria popatrzyła na niego z wyrzutem, zaś Edward położył palec na ustach i pokazał coś w górze.

– Ja je rozbroję(przecinek)a ty ratuj swoją przyjaciółkę, tylko zrób to po cichu, ok? Bez rozwalania połowy zegara.
Spiorunowała go spojrzeniem (przecinek)ale lekko pokiwała głową.

 – Ale gówno, ale totalne gówno(kropka) – Nienawidziła podchodów, wolała rozwalić każdą przeszkodę swoimi rękawicami (przecinek)która stanęłaby między nią,(zbędny przecinek) a jej przyjaciółką. (rozwalić rękawicami każdą przeszkodzę, która stanęłaby między nią(...))

 – Dlaczego się tak skradasz? – n(N)a dźwięk tego głosu,(zbędny przecinek) Viktorii stanęło serce.

Błysk światła(Błysnęło światło) i porarzona(porażona) paralizatorem Viktoria, (zbędny przecinek)spadła z trapu na posadzkę. Kość przedramienia chrupnęła głucho. Pyper zeskoczyła z trapu i skakała wokół swej przeciwniczki jak uradowane dziecko.

 –(spacja)Pomyliłam się co do ciebie – powiedziała do niej Pyper, starając się powstrzymać nerwowy chichot. – Myślałam, że już się nie zjawisz. Ale i tak najbardziej podoba mi się(przecinek) jak tak leżysz. Tylko że ty i ona żyjecie! – t(T)e ostatnie słowa wykrzykneła, z lodowatym głosem(wykrzyknęła lodowatym głosem). Na twarzy, (zbędny przecinek)pojawiła się nienawiść i wrogość. Pyper (przecinek)sięgając za siebie, wyciągnęła swój karabin. Od niechcenia przymierzyła(skierowała) celownik na Viktorię.
 
 – Pani szeryf będzie pierwsza! – wykrzykneła(ęła) aż echo rozniosło się do góry.

– Pa(przecinek) pa(przecinek) pani szeryf!(spacja)– krzyknęła i rzuciła granat w stronę Kate. 

Nagle z góry spadł Edward!(Lepiej kropka zamiast wykrzyknika) W powietrzu, (zbędny przecinek)odbił świetlówką granat w stronę zdziwionej właścicielki.

Edward wylądował, robiąc przewrót, gdy tylko dotkną(ął) ziemi.

Edward przeturlał się, (zbędny przecinek)po podłodze(przecinek) chowając się za dużą kolumną nośną budynku. Pociski odbijały się od ściany, zostawiając w niej sporo dziur, a dźwięk upadajacych(ących) łusek odbijał się echem od ścian. Przez(Na) chwilę ogień ustał.

– Hej, szukasz mnie? – usłyszał nad sobą,(zbędny przecinek) jej głos.

Na najniższym trapie, (zbędny przecinek) stała Pyper trzymającą na muszce zparaliżowaną(sparaliżowaną) Viktorie(ę), jakby tego było mało w drugiej ręce trzymała detonator. 

Z jej oczu ciskała błyskawicami(To jest bardzo dziwnie zbudowane, ale może: "Jej wzrok miotał błyskawice?") , a spojrzenie mroziło krew w żyłach.

A bardzo chciała pozbyć się dwójki policjantów, które(która) jak ogary(jak para ogarów) tropiły(tropiła) ją krok w krok od czterech lat.

Edward nie ważne(nieważne) jak by się zachował,(Nieważne, jak Edward by się zachował) w każdej chwili ta wariatka mogła zabić ich wszystkich, (zbędny przecinek)jednym ruchem palca. Patrzył to na Viktorie(ę), to na Pyper.

W pewnej chwili, gdy Pyper przypatrzyła się dłużej swojemu przeciwnikowi, przestała się uśmiechać, a z jej oczu zaczęły płynęły(płynąć) łzy.

 – Ty! – w(W)skazała na niego drżącą antenką detonatora.

Powinieneś był zginąć,(zbędny przecinek) jak ta suka Lily, ty i ta twoja mała diablica! – krzyczała, zanim nastąpiła eksplozja.

(akapit)Pyper,(zbędny przecinek) zeskoczyła z trapu i szybko podbiegła do kolumny.

?(zbędny znak zapytania)– Gdzie jesteś!? – krzyczała i zaczęła strzelać dokoła na oślep. Kule rykoszetowały(przecinek) odbijając się od betonowej konstrukcji, tworząc kłęby pyłu. Przestała strzelać, z luf dymiło, po posadzce walały się dymiące łuski.

– GDZIE SIĘ KURWA SCHOWAŁEŚ!!!? – t(T)eraz to już nie był krzyk, ale ryk wściekłości. Pyper powoli spojrzała w górę. W tej samej chwili w jej stronę poleciał snop żółtego światła. Pyper odskoczyła w ostatniej chwili, promień uderzył w podłogę(przecinek) krusząc posadzkę.

Edward przeskoczył na następny trap. Kule przeszyły metalowy trap jak sito. W locie wyciągnął(Trzeba zaznaczyć podmiot – poprzednio mowa była o trapie) z za(zza) pleców drugą świetlówke(ę), która zaczęła się świecić. Ze(zbędna spacja) skoczył z trapu, (zbędny przecinek)do wciąż strzelającej Pyper. W powietrzu z jego prawej dłoni wyleciała kolejna błyskawica. Zanim dotarła do Pyper, eksplodowała przed jej twarzą (przecinek)oślepiając ją.

Wylądował, tworząc falę uderzeniową, która rozbiła tarczę zegara i pozbawiła terrorystki(ę) równowagi. Kolorowe rozbłyski oświetliły(oświetlały) przez chwilę wnętrze zegara, teraz odłamki leciały w dół na niczego niespodziewających się przechodnió(w)(zbędna spacja). Edward strzelił palcami, tworząc nową złotą błyskawicę (przecinek)która, (zbędny przecinek) trafiła Pyper w ramię.

Zaraz po nim, (zbędny przecinek)cios gorącą jak ogień świetlówką.

 – Wszyscy już jesteśmy martwi! – S(s)yknęła złowrogo, a jej palec teatralne znalazł się na przycisku. (To mi zdecydowanie nie brzmi, "znalazł się" jest takie dość pospolite w stosunku do określenia "teatralnie" moim zdaniem, zmieniłabym na "spoczął" albo "teatralnie położyła palec na przycisku").

Jej ubranie zaczęło przesiąkać krwią, a poparzona skóra wydzielała nieprzyjemny zapach. (Dziwna mi się wydaje taka uwaga, biorąc pod uwagę fakt, że byli tuż po walce. Oboje byliby raczej porządnie spoceni, a w dodatku zmęczeni, więc nie sądzę, by ktokolwiek interesował się zapachem przeciwnika. Inna sprawa, że poparzenia raczej nie śmierdzą, to musiałyby być zwęglenia).

 – Ja nie chce(ę) umierać. Edwardzie, ja nie chcę(przecinek) żebym umarła sama(nie chcę umrzeć sama), zapomniana w ciemnościach – załkała cicho,(zbędny przecinek) ze łzami w oczach. (Łkanie to rodzaj płaczu, więc musiała mieć łzy w oczach – zbędna wstawka).

Edward powoli podszedł do niej. (podszedł do niej powoli) Zemdlała, ale żyła.

(akapit) Wstał i kulejąc (przecinek)skierował się w stronę uwięzionej Kate. Jego ubranie na piersi zaczęło przesiąkać krwią. Na zewnątrz słychać było syreny. (A te dwa zdania zupełnie się do siebie nie mają).

 – Kurwa(spacja)– zaklną(zaklął) Edward, chwilę później nie było po nim śladu... (Według mnie to zbyt mało mówi, żeby zrozumieć, czy to był wybuch, czy co...)
 
 – Jak to nikogo tam nie było!?(spacja)– wykrzykneła(ęła) oburzona Viktoria, gdy odwiedziła swoją przyjaciókę(spacja)kilka dni później.

Miała złamaną rękę, wybitny bark(A co ten bark zrobił, Nobla dostał?) i lekki wstrząs mózgu. 

 – Viktorio, jak(gdy/kiedy) wkroczyli nasi (przecinek)to zobaczyli, (zbędny przecinek)naszą dwójkę nieprzytomną, a ciężko ranną Pyper zawieziono do więziennego szpitala – powiedziała do niej Kate. 

– Kate, był tam jeszcze Edward! Na(spacja)pewno nie uciekłby(przecinek) gdyby wiedział (przecinek)że jesteśmy z policji – dalej upierała się Viktoria.

(akapit)Viktorii rozszerzyły się źrenice.
 – Ale przecież, (zbędny przecinek)to niemożliwe(kropka/wykrzyknik)– Viktorii załamywał się już głos.(spacja)– Byłam tam z nim. Byłam u niego w domu, rozmawiałam z nim! (Reakcja bohaterki wydaje mi się trochę przesadzona – ledwie przecież znała tego gościa).

– Zginął dwa lata temu w pożarze, w domu dziecka w okolicy Zrester... – przerwała (przecinek)gdy Viktoria wyszła z sali (przecinek)zatrzaskając(zatrzaskując) drzwi za sobą.
 – Ale ona jest toporna – przeklnęła(zaklęła – z tym że to wcale nie jest przekleństwo, więc należy zmienić określenie) cicho Kate, wracając do czytania raportu. 

Patrzyła(przecinek) jak za oknem życie toczyło się swoim rytmem. 

"Więc spotkałam ducha?" – myślała.– "Ja wiem(przecinek) że on żyje, czuję to"(Brakuje kropki. Poza tym to nie są polskie cudzysłowy)

Dzień później w Ośrodku Opieki Więziennej,(zbędny przecinek) Viktoria szła korytarzem wraz z kilkoma strażnikami.

Jeden ze strażników (przecinek)który trzymał wartę, zawiesił swój karabin na ramię i wpisał kod dostępu na mały pulpit, (zbędny przecinek)tuż obok wejścia. Pulpit zaświecił się na zielono i drzwi się otworzyły.

Zobaczyła Pyper, (zbędny przecinek)leżącą na łóżku, przy piętą(przypiętą) pasami bezpieczeństwa. Była w ciężkim stanie. Cały tułów miała w bandażach, również jej ręce i nogi były zagipsowane. Trzasnęły drzwi, zamykając się za nią(przecinek) i usłyszała szczęk magnetycznego skobla. 

(akapit)Viktoria nic nie mówiła. Pyper patrzyła na nią swym chorym wzrokiem. (Jest znacznie więcej ciekawszych i konkretniejszych określeń niż "chory").

 – Mówisz o Edwardzie?(spacja)– zapytała Victoria. 

– Mówię o tym (przecinek)co miał spłonąć w tym cholernym domu z tym małym potworem!(spacja)– wykrzykneła(ęła), aż się zakrztusiła, a z ust poleciała krew. 

 – Ona zniszczy nas wszystkich! On myśli(przecinek) że ją chroni(przecinek) ale się myli.

 (akapit)Viktoria stała przerażona (przecinek)słuchając tych słów. 

(akapit)
Stała tak jeszcze chwilę gdy(aż/i), (zbędny przecinek)w końcu,(zbędny przecinek) wyszła z pomieszczenia (przecinek)mając mieszane myśli.

– Gdzie jest teraz strażnik z kluczem!?(spacja)– zapytał mężczyzna do(zbędne) ważkopodobnego stwora. 

– Voszur śledzi ich teraz. Zmierzają w naszą stronę (przecinek)panie – odpowiedział stwór. 

 – Spokojnie(przecinek) Vision. Do tej pory wypełniamy dobrze nasze obowiązki – powiedział mężczyzna do potwora.(spacja)– Nim się obejrzysz, Świat Norah przestanie istnieć. 

– Ja i moi bracia, (zbędny przecinek)mamy nadzieję (przecinek)że nas nie zawiedziesz(przecinek) Kaharsarosie(spacja)– kontynuował Vision.(Spacja)– To przymierze przyniesie nam wszystkim korzyść. Dla Pustki(przecinek) jak i dla Mroku.

– Trzymam cię za słowo – odparł mu(zbędne) Kaharsaros. 
(akapit)Z(W) ciemności pojawiła się, (zbędny przecinek)zakuta w ciężką zbroję postać.
– Konwój z Askarii, (zbędny przecinek)jest w drodze do Straubii, panie(spacja)– powiedział do Kaharsarosa nowo(zbędna spacja) przybyły.

(...)Dziękuję Ci (ci – to nie list)(przecinek)Valanirze, udajcie się z Pitonirem do Voszura. Sprowadź klucz, a strażnika zabijcie. – odpowiedział Kaharsaros(kropka)– Idźcie już.
(Akapit)Postacie ukłoniły się i zniknęły.

 – Już się nie powtórzy klęska z przed(sprzed) wieków. Śmiertelni już zapomnieli (przecinek)z kim i czemu(dlaczego) odbyła się tu bitwa – szeptał Vision, ocierając przytwierdzone do ramion ostrza o ścianę. Rozłożył ręce, a na ścianie pojawiały dziwne znaki. Pulsujące na zielono symbole,(zbędny przecinek) połączyły się w ogromny, wychodzący aż za most, (zbędny przecinek)pierścień. 
– I znów zapanuje, (zbędny przecinek)CIEMNOOOOŚĆ! – powiedział głośno Vision. Po górach roznosiło się straszne echo. (to powinno być w jednym zdaniu, bez przecinka i bez kropki)Powtarzające już tylko:
Jest i drugi fragment poprawek. Dostałeś już po łapach za długość, więc nie będę się powtarzała – mam tylko nadzieję, że w kolejnych fragmentach ta sytuacja się nie powtórzy. A teraz czas na komentarz. Przykro mi, ale kolorowo nie będzie.
Spoiler: Komentarz
Tyle ode mnie na ten moment.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#13
Gdy tylko drzwi się zamknęły, Edward usiadł przy stole, ukrywając twarz w dłoniach. Żałował, że Hugo wiedział o nim i Nicole tak dużo. Za dużo.
W pewnym momencie poczuł jak z przestrzenią wokół działo się coś dziwnego. Edward zdążył tylko odskoczyć od stołu, gdy pośrodku pokoju pojawił się portal. Z dziury przestrzennej wyszedł wojownik odziany w zbroję. Zaraz za nim pojawiła się okropna kreatura, wyglądem przypominająca przerośniętą modliszkę oraz coś co przypominało połączenie człowieka i ważki. 
– Oddaj klucz, strażniku! – warkną do niego wojownik w zbroi
– Chciałbyś Pusty! – odparł mu Edward. 
Ważka wskoczyła na sufit i pobiegła w kierunku schodów, znikając na piętrze. Nagle modliszka gdzieś zniknęła, a wojownik rzucił się na Edwarda. Edward uskoczył przed cięciem zakrzywionego miecz. Poczuł jak coś ostrego rozcina mu plecy. Mimowolnie machną ręką za siebie. 
Łud szczęścia chciał, że trafił potwora, który nagle pojawił się za nim. Krew zaczęła wsiąkać w ubranie, przyklejając się do skóry chłopaka. Wojownik chwycił Edwarda i z ogromną siłą wrzucił go do portalu. 
Upadł twarzą, na pokrytym śniegiem most. Szybko jednak wstał i zobaczył że wojownik wraz z modliszką przeszedł przez portal, a ten zamknął się za nim.
– Witaj Strażniku! – ktoś krzyknął za jego plecami. 
Edward odwrócił się. Naprzeciw niego stał zamaskowany mężczyzna ubrany w biało-szary habit.
– Kaharsaros – cicho powiedział Edward, rozpoznając kapłana królestwa nicości – Więc to ty chcesz stworzyć portal do Pustki?
– Niezupełnie, jednak prawie trafiłeś
– Prawie? – powtórzył Edward.
Kaharsaros uniósł się nad ziemię i lewitując zbliżył się do chłopca.
– Owszem, bo to nie dlatego ścigamy ciebie i klucz po całym Norah.
– Więc masz nad sobą kogoś wyżej? – sarkastycznie odparł Edward.
Kaharsaros zaśmiał się głośno.
– Słyszałeś może o Mroku? O, Kroczący – zapytał go po chwili. 
Młodzieńcowi rozszerzyły się źrenice. 
Kroczący lub Krokerzy, byli raczej mało znanym ludem w całym Norah, słynącym z błyskawicznego przemieszczania się po całym świecie. Nieraz, nazywani Skoczkami, Juperami albo i Teleporterami, mieli cały wachlarz mroczniejszych sekretów, znany tylko wtajemniczonym Krokerom. Edward został ostatnim krokerem w dniu gdy spłoną sierociniec, w którym pracował jako opiekun, razem ze swoją siostrą. Ale to była przeszłość. 
Przeszłość, która nie chciała odejść. 
– Mrok? Aha, pierwsze słyszę! – gorzko prychnął Edward. 
Kaharsaros przyjrzał się młodzieńcowi, w wzroku chłopaka ujrzał, zakłopotanie?
 – Być może, znasz inną nazwę Mroku – zasugerował mag. – Co to było? Ach tak, Vxast.
 Młodzieniec zesztywniał słysząc tą nazwę. Przyjrzał się magowi, nie dowierzając w jego słowa.
– Ty chyba nie chcesz wybudzić Vxast?! – krzykną, gdy uświadomił sobie to "prawie" o którym mówił Kaharsaros. 
Kapłan ponownie się zaśmiał.
– Oj Edwardzie, Edwardzie – Kaharsaros mówił jakby do siebie, rechocząc cały czas. – Ja osobiście nie chcę ich wybudzać. Ale ich obecność jest mi jak najbardziej na rękę. 
– Masz w ogóle jakieś pojęcie o Vxast? Oni zniszczą całą krainę! – Edward, zaczął się trząść. 
Trochę ze strachu, a trochę z rosnącej w nim furii.
– Wystarczy żeby dotrzymali swojej części umowy – powiedział Kaharsaros. 
– Jakiej znowu umowy? – mrukną Edward. 
Zaraz jednak olśnienie uderzyło go jak cios sierpowym. 
– Planujesz inwazję Puski na Norah! – krzykną do maga, a jego proteza zaczęła dziko błyskać pod pancerzem. 
Kaharsaros klasną w dłonie.
– Bystry jesteś– zauważył mag – Ale, niestety nie pożyjesz zbyt długo, by o tym komuś opowiedzieć
– Mylisz się, wie o tym już chyba dostatecznie dużo osób – próbował grać na zwłokę Edward. 
– O! Naprawdę? – mag zbliżył się do młodzieńca.
Odwrócił się głową do dołu, patrząc mu w oczy. Jego twarz wyglądała jak pokryty węglem materiał. Te czarne oczy z fioletowymi źrenicami, sprawiły że Edwardowi, zjeżyły się włosy na karku. 
– Raczej uważam, że niewiele osób, zdaje sobie sprawę o nadciągających wydarzeniach.
– Powstrzymam was! – wrzasnął mu w twarz Edward, plując na maga.
– Nie sądzę Strażniku. My już jesteśmy przygotowani – mówiąc to, wskazał wzrokiem coś za jego plecami. Edward odwrócił głowę. 
Pojawił się drugi portal, a z niego wylazła ważko-podobna maszkara, trzymająca zawiniątko z szaro-białego futra.
– Nicole! – krzykną Edward, rzucając się w stronę potwora. 
Nagle, kula energii wyrzuciła go za krawędź mostu. Młodzieniec ledwie chwycił się wystającego pręta, w przeciwnym razie by spadł w lodową czeluść. Trzymając się kawałka metalu Edward starał się wspiąć z powrotem. 
– Los tego świata jest przesądzony – powiedział Kaharsaros zbliżając się do krawędzi. 
Edward zobaczył unoszącą się postać, za daleko by go złapać i ściągnąć na dół. Jednak coś zbliżyło się do młodzieńca. Stworzenie było wielkości dużego psa, pokryte pancerną łuską w kolorze dojrzałej śliwki, o romboidalnej głowie z trzema świecącymi, na fioletowo ślepiami.
– Nic nie zdziałasz Strażniku – zaczął Kaharsaros, a pusklęcie przyglądało się wiszącemu nad przepaścią człowiekowi. – Ziemia może topnieć, morze wzbierać, sklepienie runąć... lecz Oni i tak przybędą.
Po tych słowach stworzenie przebiło szponami zdrową dłoń młodzieńca. Edward wrzasną, nie tyle z bólu, ile poczuł że stwór zsuwa go w przepaść. 
– Nie! – krzyczał, gdy trzymał się ostatnim palcem metalowego pręta. – To nie może się tak skończyć! Nicole... przepraszam. 
– Żegnaj Strażniku. Do niezobaczenia – szepnął Kaharsaros, wylatując zza krawędzi mostu, patrząc na spadającego w dół mężczyznę. 
 Edward nabierał szybkości i kreślił w powietrzu nieregularne obroty. Przed uderzeniem, poczuł jak coś go hamuje. Niby niewidzialna dłoń spowolniła upadek. Gdy uderzył w śnieg, świat utonął w mroku...
***
– Już wystarczy. Zrobiłeś co mogłeś – usłyszał miły kobiecy głos. 
Otworzył oczy. Leżał pod znanym mu drzewem, niedaleko Domu, patrzył na przesuwające się obłoki po niebie. Spojrzał w dół, zobaczył klęczącą przed sobą młodą dziewczynę. Miała bardzo długie, proste blond włosy, które opadały jej na ramiona. Mały, smukły nosek pokryty ledwie widocznymi piegami, oraz pełne usta, którymi uśmiechała się do młodzieńca. Oczy zaś miała srebrne, jak Edward. 
– Lili – szepną młodzieniec rozpoznając swoją siostrę. 
Ona uśmiechnęła się szerzej, ukazując rząd białych zębów. Edward usiadł, opierając się o pień. Po raz pierwszy, odetchnął z ulgą. Byli na spokojnej łące otoczonej zielonymi pagórkami i szumiącym lasem w oddali.
– Ale, to niemożliwe – powiedział, złapał ją za ręce, powstrzymując łzy. – Przecież ty nie żyjesz.
– Śmierć nie zawsze nas rozdziela – powiedziała, przytulając się do brata.
– Próbowałem...– Edward nie wiedział jak dobrać słowa.
Lili spojrzała mu w oczy. Młodzieniec nie mogąc uwierzyć, powoli podniósł dłoń, dotykając jej policzka.
– Próbowałem cię ratować... – udało mu się, jakoś to wydusić, jednak cześć zdania uwięzło mu w gardle.
– Oj Edi! – dziewczyna zaśmiała się głośno, jakby katastrofa z przed laty była jedynie złym snem. – Nic mi nie jesteś winny, ważne że wyciągnąłeś stamtąd dzieciaki.
– Ale ty...
– Ciiiii – szepnęła, przykładając mu palec do ust – Co się stało, już się nie odstanie. Twoja wędrówka dobiegła końca.
– Jeszcze nie skończyłem! – krzykną chłopak. – Lili, oni mają Nicole! Znaleźli Klucz!
Dziewczynie uśmiech spełzł z twarzy.
– To już nie ważne – powiedziała spokojnie – Nie dane nam tam wrócić.
Edwardowi rozszerzyły się źrenice. Przez chwilę starał się zrozumieć słowa siostry.
– Chcesz powiedzieć... – zaczął, a gdy sobie to uświadomił, przełkną ślinę. – Chcesz powiedzieć, że nie żyję?
Nic nie powiedziała, patrzyła tylko. Chłopak, ponownie przełkną ślinę.
 – To nieprawda! Niemożliwe! – powtarzał głośno, starając się opanować rosnącą w nim panikę. – Jeszcze nie umarłem!
– Prawda, jeszcze nie umarłeś – smutno stwierdziła Lili – Jednak i tak to nic nie zmieni. Vxast już mają Klucz, zaraz otworzą portal.
– Jeśli żyję jest nadzieja !– krzyknął, zrywając się na nogi.
 Wszystko wokół, trawy, drzewa, nawet słońce na niebie przygasło. 
– Dlaczego chcesz dalej walczyć? – teraz to ona krzyknęła, również wstając – Nie dość już wycierpiałeś?!
 – Nie pozwolę, aby Mrok zgarnął ten świat dla siebie! 
– To jest ponad twoje siły! Sam nie zdołasz ich pokonać, w niektórych sytuacjach musisz, po prostu musisz, sobie odpuścić. 
– Ty! – wskazał na nią palcem, cofając się kilka kroków. – Ty nie jesteś moją siostrą! 
Te słowa wywarły na niej takie wrażenie, jakby ktoś powiedział, że wcale nie jest martwa.
– Edwardzie co się dzieje? – zapytała, wyciągając rękę, chcąc się zbliżyć do brata. Chłopak znów się cofną. Obraz ponownie przygasł, a Edwarda opanował chłód.
– To pytanie, chyba powinno być skierowane do ciebie – szepną ze złością – prawda, Vxast?! 
Wyraz Lili zmienił się błyskawicznie. Zniknęły długie blond włosy, a zamiast nich pojawiła się czarna mgła, skrywająca za sobą nieznaną twarz. Sylwetka ustąpiła mrocznej posturze bez nóg, a z nadgarstków wysunęły się, ogromne zakrzywione ostrza. 
– Zawsze jesteś taki bystry, Strażniku? – ochrypłym głosem zapytał go stwór.
– Moja siostra nigdy by się nie poddała! A gdybym i ja miał się poddać, skopałaby mi dupę! – krzykną Edward, widząc zwiadowcę Vxast.
– Skąd takie przypuszczenia? – zapytał Vision, okrążając Edwarda. 
Chłopak, w odpowiedzi, pociągnął rękaw aż do łokcia. Stwór zobaczył żelazne przedramię, jednak nie zrobiło to na nim większego wrażenia. 
– To jest moje przekleństwo – warknął ze złością, patrząc w niewidoczne ślepia potwora. – Pamiątka, przez którą straciłem w ogniu siostrę!
Vision nagle zaatakował chłopaka, jednak jego ostrza nie dosięgły ciała młodzieńca. 
– Nie możesz przekraczać we śnie! – powiedziała poczwara, rozglądając się dookoła. – Nie powstrzymasz Nas! Wrota zostaną otwarte, a Społeczność przejmie ten wymiar!
– Nie po to przebyłem pół świata, żeby teraz przegrać, choć gra dopiero się zaczyna! – grzmiał gdzieś w górze głos Edwarda.
– Jeśli taki masz zamiar, proszę bardzo- złowieszczo ucieszył się Vision. -Zobaczymy, ile jesteś wart...
W tej samej chwili zielona łąka zniknęła, Edward patrzył teraz w pokryte szarymi chmurami niebo, ze śniegu do którego wpadł. Próbując wstać, słyszał jak niektóre kości przemieszczają się, wracając powoli na swoje miejsce . W jego oczach można było ujrzeć jasny, srebrzysty blask. 
Jeszcze żyje, jeszcze jest szansa na uratowanie Norah. Nie zamierza zmarnować czasu czekając, aż Vxast wkroczą w ten świat. Cień uśmiechu przemknął mu przez zakrwawioną twarz. 
Przekroczył...


Załączone pliki Miniatury
       
"Ja nie boję się ciemności. Boję się swojej wyobraźni..."
Nieznany Autor. 

"Zombie najszybciej pozbyć się kulą pistoletu. Rozłupanie głowy toporem jest zabawniesze."
DjDanceCore. 
Odpowiedz
#14
(03-03-2016, 10:20)DjDanceCore napisał(a): Odbijając się, (zbędny przecinek) od przykrytych śniegiem gór (przecinek) cząstka tego głosu dotarła, (zbędny przecinek)do otulonej w kożuch, idącej smukłej postaci. Przystanęła (przecinek) nasłuchując otoczenia(zbędne). Słyszała (przecinek)jak oddalające się echo pędzi przez lodową krainę.

Jakby coś wyssało, (zbędny przecinek)wszystkie dźwięki z powietrza. Nawet mróz (przecinek)przed chwilą wyczuwalny, stracił swoją moc, (zbędny przecinek) na rzecz czegoś innego.(Bardzo nie lubię tak niekonkretnych zwrotów) Postać rozejrzała się dookoła, zza pagórka stado ptaków wzbiło się w powietrze. Chwilę później, (zbędny przecinek)zaczęły spadać na ziemię martwe.
 – Co się dzieje? – powiedziała, zrzucając ze swojej głowy(z głowy) puchowy kaptur.

Dziewczyna odgarnęła, (zbędny przecinek)swoje śnieżno białe(śnieżnobiałe) włosy z twarzy. Miała smukłą twarz. Pełne usta w kolorze dojrzałej maliny oraz duże, przyciągające (przecinek) błękitne oczy. Ashley Hurel, Królowa Trzech Dolin, patrzyła właśnie na miejsce (przecinek) w którym ptaki dokonały żywota.

Lodowiec zaczął pękać (przecinek)tworząc coraz szersze wyrwy. Ashley przeraziła się(się przeraziła)

"Trzęsienie? W Straubii nigdy do tego nie doszło!"(To nie jest polski cudzysłów) – pomyślała, próbując utrzymać równowagę na czworaka(czworakach)

Chwilę później, (zbędny przecinek) trzęsienie jak nagle się pojawiło, tak zamarło zupełnie.

Nagle, (zbędny przecinek)przerażający huk rozdarł powietrze.

Z łańcucha gór na horyzoncie, (zbędny przecinek)wystrzelił w niebo ogromny zielony promień i w towarzystwie fioletowych spiral poruszających się w górę,  (zbędny przecinek)rozbił się o podstawę chmur.

Biegła co sił w nogach, gdy poczuła (przecinek) jakby coś ją obserwowało. 

Na grzbiecie rękawicy był wszyty, (zbędny przecinek)szeroki przezroczysty kryształ, który wydłużył się (przecinek)przybierając formę łuku. Znajome przejmujące zimno łuku,(zbędny przecinek) dodały(o) jej otuchy, gdy tylko chwyciła majdan(ze wszystkich znaczeń słowa "majdan" pasuje mi tylko "czyjś dobytek", ale nie współgra to z resztą, bo jest potoczne: zmieniłabym dobór słów).

Ashley napięła swój łuk, a natychmiast na cięciwie pojawiła się lodowa strzała. Jednak dziewczyna wydała z siebie wyduszony(zduszony) okrzyk. Strzała nie miała swojej bezbarwnej barwy(zdecydowanie trzeba dobrać inne określenie), była czarna dokładnie tak,(zbędny przecinek) jak otaczające ją ciemności. 

– Ashley – usłyszała przed sobą szept.(zbędny akapit) Natychmiast wystrzeliła strzałę w tym kierunku, nie czekając na trafienie(przecinek) napięła łuk po raz drugi.

 – Ashley! – ten głos, (zbędny przecinek)powtarzający jej imię dobiegał(rozlegał się/brzmiał) teraz nad jej głową.

 – Ashley!!! – g(G)łos był dokładnie za nią. (od nowej linijki) Dziewczyna odwróciła się na(spacja)pięcie z łukiem przygotowanym do strzału i zamarła. Naprzeciwko niej,(zbędny przecinek)w czarnej mgle odbijały się kontury wysokich postaci o błyszczących złotych oczach.

Dziewczyna poczuła(przecinek) jakby coś zaczęło wyrywać jej serce z piersi.

Dziewczyna padła na plecy i zobaczyła na niebie dziesiątki ogromnych sylwetek szybujących w powietrzu, (zbędny przecinek)jak wielkie węże morskie. Widziała, jak na pokrytą wiecznym lodem krainę,(zbędny przecinek) spadł ognisty deszcz.

Ashley poczuła(przecinek)jak płomienie pokrywają jej ciało, a jej świadomość zaczyna znikać, odlatując coraz dalej w ciemność...

– Nieee!!! – krzyknęła(przecinek) gwałtownie wybudzając się ze snu.

(akapit)Dziewczyna spojrzała na męża.
– N... , nic się nie stało(Lepiej: "N-nic się nie stało, przynajmniej wiadomo, że to jąkanie) – skłamała (przecinek)odgarniając włosy za uszy.

Turold'owi(Turoldowi – kiedy imię kończy się na spółgłoskę, nie stawia się apostrofu) twarz złagodniała, odłożył swój miecz, stawiając go przy ścianie(przecinek) i usiadł na krawędzi łoża tuż przy małżonce.

– Martwię się o ciebie – powiedział jej zatroskanym głosem. – Od kilku dni śnią ci się wyłącznie koszmary, dlatego chcę wiedzieć(przecinek) co ciebie(cię) martwi.

– Mówiłam, że nic się nie stało! – W(w)ykrzykneła aż echo odbiło się od ścian.

Sama również nie była pewna(przecinek)co te sny znaczą(znaczyły), ale ich rzeczywistość i cykl powtarzania przerażał ją. Te złote świecące oczy i to uczucie strachu oraz oddalania się od rzeczywistości(przecinek)gdy została trafiona zielonym promieniem.

Turold (Lepiej przecinek)wyczuwając dreszcz oplatający(Zdecydowanie nie powiedziałabym tak o dreszczu) Ashley, w głębi serca postanowił zrobić wszystko co w jego mocy, aby jego Królowa(królowa – rzeczownik pospolity)czuła się bezpieczna. Dźwięk rogu przerwał tę niezręczną chwilę, (jedna zbędna spacja)Turold wybiegł z sypialni (przecinek)zabierając ze sobą miecz. Ashley natomiast, gdy wygrzebała się z pościeli, w tempie błyskawicy zaczęła się ubierać. (Królowa ubierająca się sama? Jakoś mi się to nie widzi).
 – Ktoś nas atakuje?! – krzyknęła do zdziwionego tym pytaniem strażnika wierzy(WIEŻY).
– Normandia!!! – wrzasną(ął) Olaf(przecinek) rzucając się na Turolda. (Kto to jest Olaf, skąd się wziął i z jakiej paki skacze na władcę? Umieszczenie tego gdzieś tutaj naprawdę by się przydało).
– Olaf(przecinek)(Olafie – wołacz to piękny przypadek) zmiażdżysz go!(Spacja)– krzyknęła Ashley zdziwiona,(zbędny przecinek) nagłym pojawieniem się berserkera. (zbędny akapit) Jednak Olaf i Turold tarzali się po śniegu(przecinek) śmiejąc się głośno.

– Ashley(przecinek) ślicznotko(przecinek) jak ja cię dawno nie widziałem! – ponownie krzyknął Olaf, automatycznie wstając i przytulając dziewczynę do siebie,(zbędny przecinek) trochę za mocno.

– Spokojnie(przecinek) berserkerze(przecinek) ta pani jest już zajęta – powiedział Turold (przecinek)śmiejąc się głośno. Olaf wypuścił Ashe(Ashley – nie widzę powodu dla zdrobnienia, jeśli to zamierzone) z uścisku która na chwilę straciła równowagę. (wypuścił ją z uścisku, tak że straciła równowagę)

– Co cię do nas sprowadza?(spacja)– zapytała go Ashley, przyglądając się mu(mu się) dokładniej. 

Olaf był(pochodził) z Normandii, małej krainy na północy między Lodowym Pustkowiem,(zbędny przecinek) a Górami Szarych Wiedźm. Jak każdy z (przedstawicieli – bo nie całych ludów, tylko typowego osobnika) ludów północy Olaf był wysokim mężczyzną o zwalistej posturze niedźwiedzia. Ogożała(OGORZAŁA) twarz zapełniona bliznami, duży, złamany kilkakrotnie nos i prawie łysa głowa z długim warkoczem z jasnych bląd(BLOND) włosów dodawał mu uroku typowego dla wojownika.

– Mam dla was wspaniałe wieści.(zbędna kropka)– odpowiedział jej berserker.

Olaf uśmiechał się łobuzersko, najwyraźniej czekając(przecinek) aż tych dwoje straci cierpliwość.

– Co to za nowin... – zaczął,(zbędny przecinek)zniecierpliwiony Turold(przecinek) lecz Olaf przerwał mu donośnym okrzykiem:

Turold zaśmiał się głośno, a Ashley skakała wokół berserkera (przecinek)na zmianę życząc mu jak najlepiej oraz wypytując go o jego wybrankę. (Kolejne absurdalne moim zdaniem zachowanie – reakcja godna dzieci, bez obrazy. No, śmiech może nie).

 – To powiedz chociaż, skąd pochodzi?(zbędny znak zapytania – to nie jest pytanie) – zadała mu kolejne pytanie.(Jak z lewej)

– A niedługo się dowiecie – odparł Olaf(przecinek) porozumiewawczo mrugając do Turolda. (od nowej linijki) Wtem rozległy się dźwięki rogów.

– Już przybyli!!! – zakrzykną(ł) Olaf i pobiegł w kierunku głównej bramy.

On tylko wzruszył ramionami i chwytając(chwyciwszy – "chwytając" znaczyłoby, że łapał jej rękę podczas chodzenia, a nie przed) ją za rękę, poprowadził w ślad za berserkerem.

Mijali sporo drewnianych domów wybudowanych z okolicznych drzew otaczających gród. Każdy dom był zupełnie identyczny do poprzedniego.(Nie stosowałabym takiego stwierdzenia) Piętrowe budynki zbudowane z nakładanych na siebie prostokątnych bali,(zbędny przecinek) miały duże podwójne drzwi

Ręcznie(zbędna spacja)  zdobione tralki tworzyły barierkę uniemożliwiającą wypadnięcie. Dachy pokryte był albo słomą, albo drewnianą dachówką, a z kominów unosił się,(zbędny przecinek) pachnący mięsem i sośniną dym.
 
W miarę zbliżania się do bramy głównej para królewska zauwarzyła(ZAUWAŻYŁA) rosnący tłum ludzi,(zbędny przecinek) tłoczących się przy bramie. Brama była czterdziesto (zbędna spacja) metrowym lodowym łukiem z wielkimi wrotami z dębowego drzewa. Od łuku do wnętrza grodu, (zbędny przecinek)przez główną ulicę prowadziły(prowadziło) sześć par olbrzymich skał, na których znajdowały się pomniki toporów należące(należących – bo mowa o toporach, nie pomnikach) do wielkich przodków. Na samym końcu grodu, tuż pod samotną górą lodową, znajdował się stu metrowy(stumetrowy) pomnik Actris z napiętym łukiem. U jej(jego) podstawy natomiast zbudowano Lodowy Pałac.

– Przejście dla Pary Królewskiej!(z małych liter, to nie jest nazwa własna) wydarł się(zawołał/krzyknął – "wydrzeć się" to negatywne określenie wionące mową potoczną) jeden ze strażników.

Ludzie po usłyszeniu rozkazu,(zbędny przecinek) natychmiast oczyścili główną ulicę(przecinek) stając pod ścianami budynków. Jeszcze niewidoczni przez poranną mgłę, wysokie sztandary trzepotały na wietrze w barwach złotego z niebieskim, herbem był lew. (To zdanie jest totalnie pokręcone. Może coś takiego: "W porannej mgle widać było jedynie trzepoczące na wietrze sztandary z herbem – lwem na złotym i niebieskim tle").

– Askarianie! – wykrzykną(ł) ktoś z tłumu, a cały lud rykną(ł) głosem radości.

Dwunastu z nich idących na czele orszaku,(zbędny przecinek) trzymało sztandary Askarii. Żołnierze, gdy przeszli przez bramę(przecinek) rozdzielili kolumnę na dwa dwuszeregi, z czego każdy z nich zajął miejsce po przeciwnych stronach ulicy.
 – To mój prezent ślubny(zbędny przecinek), dla mojej ślicznej sikorki – z dumą przyznał się Olaf.

 – Ty je wszystkie złapałeś?(spacja)– zapytała go Ashley. 
– Co do jednego. Osobiście i własnoręcznie – odpowiedział jej Olaf(przecinek) rumieniąc się lekko.

Turold spojrzał na przyjaciela z honorem(Nie da się spojrzeć z honorem. Co najwyżej z uznaniem), Ashley z wyrzutem.

Nikły pokój(przecinek)który zawarła Ashley, zdołał utrzymać się przez pięć lat. Złapanie tych niedźwiedzi wymagało niezwykłej siły oraz woli (przecinek)aby je schwytać,(całkowicie zbędne) a co dopiero ujarzmić.

Za karocą jehało(Hało, hało, jest tam kto? JECHAŁO!) dwudziestu konnych,(zbędny przecinek)odzianych w białe futrzane płaszcze.

Mężczyzna pomachał krótko do plebsu(Nie użyłabym tego określenia w takim kontekście. Mieszkańców/gapiów czy coś byłoby lepsze) i zaraz potem chwycił za klamkę karocy, otwierając jej drzwi.

Z wnętrza w kierunku(zbędne) Dextera wyłoniła się drobna dłoń.

Czarodziejka(przecinek) wyskakując z karety(przecinek) szczerze uśmiechnęła się do wojownika(przecinek) dziękując mu. Odeszli kawałek, a w tym samym momencie z karocy na ulicę wyszedł ciemnoskóry mężczyzna z długimi czarnymi dredami, (zbędny przecinek)ubranego(ubrany) w strój kapelana. Skylera Rolina powitały dzikie wrzaski i jeszcze większe (przecinek)gdy ze środka wyłoniła się Carolyn Le Borgne. Oni jednak(przecinek) nie patrząc na ludzi, stanęli obok Dextera i Lany. Z tłumu do karocy zbliżył się Olaf, gdy z wnętrza pokazała się smukła dłoń, podał jej rękę pomagając zejść. (Wychodzi na to, że pomógł zejść tylko dłoni. Zmieniłabym to zdanie.)

Ludzie zaczęli szeptać między sobą, gdy z wnętrza wyszła druga Carolyn Le Borgne(Druga ta sama kobieta? Nie ogarnęłam). Dziewczyna miała długie kruczoczarne włosy. Jej błyszczące zielone oczy były utkwione w roześmianej buzi(twarzy – o takim osiłku trudno powiedzieć, że ma buzię) Olafa, jej różowe usta, (zbędny przecinek)również śmiały się szczerze. (Lepiej, żeby to ona się śmiała, nie jej usta)Tłum oklaskami witał przybyłych(przecinek) podczas, (zbędny przecinek)gdy oni oddali pokłon parze królewskiej.

Biesiadowali wszyscy, a stoły i ogniska były porozrzucane po całym placu. (To niezła była impreza, skoro rzucali stołami i ognidkami :P)

Przed Lodowym Pałacem znajdował się,(zbędny przecinek) długi stół (przecinek)przy którym siedzieli(siedziały) głowy ważniejszych rodów. Zauważyła(przecinek) jak Skyler dyskutuje(dyskutował) o czymś zawzięcie z Turoldem.

Była sfrustrowana, jej siostra ma(miała) poślubić berserkera.

Odrzucając zaręczyny wpływowego szlachcica z rodu Gorngoli, wszyscy w Askarii cały czas szeptali za ich plecami: (To zdanie mówi, że zaręczyny odrzucili wszyscy mieszkańcy Askarii)

"Jeszcze jedna", 
"Jeśli dalej tak pójdzie to zostaną z niczym", (A skąd i po co te przecinki na końcu? To normalne zdania. I powinny być też zapisane normalnie, a nie każde w nowym akapicie. I znowu niepolskie cudzysłowy)
"Ciekawe(przecinek) jak Carolyn zamierza zdobyć szacunek, jak nawet własna rodzina ją odrzuca?"

Tej uczty, tych szeptów i odwracających się ludzi (przecinek)gdy ich mijała.

Gdy wyszła za bramę, uprzednio ścierając się ze strażnikiem(przecinek) aby ją wypuścił, dosiadła kasztanka i ruszyła w drogę powrotną. Jechała już dobre kilka godzin. (Aha, czyli przedstawicielka możnego rodu ruszyła całkiem sama z powrotem do swojego kraju czy cokolwiek to było? No nie, do tego to ty mnie nie przekonasz, reputacja nie ma do tego nic do rzeczy. I ten przeskok, że w jednym zdaniu wsiada na konia, a w drugim już podróżuje kilka godzin – no nie, to nie tak powinno działać).

Gwiazdy nad jej głową wydawały się jaśniejsze, a pełny księżyc oświetlał jej drogę. Jej myśli przytłaczały ją tak bardzo(przecinek) że nie zauważyła ruchu czającego się w ciemnym lesie. Nagle wierzchowiec stanął dęba, zrzucając ją na ziemię. Carolyn szybko wstała i zobaczyła(przecinek) jak biegnącego konia rozrywa jasny fioletowy promień. (No tak, tego się spodziewałam po tym, jak wyjechała wbrew realizmowi sama)

Jego pięć macek były(było) połączone z wielką, jajowatą głową z trójką oczu, które teraz wpatrywały się w nią łapczywie. Carolyn wyciągnęła swój rapier(przecinek) szykując się do walki.

Z jego oka poleciała kula ognia wprost na nią. (poleciała na nią)Carolyn uskoczyła przed kulą w prawo, jednak ta rozdzieliła się na dwie nowe(przecinek) które, (zbędny przecinek)poleciały w przeciwne strony.

Stwór uniósł się wyżej(nie da się unieść niżej, więc zbędne), gdy ostrze minęło go o centymetry. Chwycił jedną z macek ostrze rapiera i wyrwał je z dłoni szermierki. (Moment, czy ona przed chwilą nie rzuciła tym rapierem? Jakim więc cudem miała go w dłoni?)

Oszołomiona, (zbędny przecinek)jeszcze Carolyn(przecinek) widząc unik, przeturlała się pod stworem(przecinek) dobywając zza cholewy buta swój sztylet i wykonując płytkie cięcie, rozcięła mu kawał podbrzusza.

Uderzył, (zbędny przecinek)naładowaną prądem macką,(zbędny przecinek) w dziewczynę. Carolyn ponownie uderzyła plecami o drzewo, a sztylet wypadł jej z ręki. (A co z tym prądem? To mogłaby być śmierć na miejscu, a nie żadne uderzanie w drzewo).

Dziewczyna wiedziała (przecinek)że nadciąga jej koniec.
(od nowej linijki)Promień wystrzelił, gdy nagle ktoś ją osłonił. Usłyszała kolejny ryk. Podniosła wzrok na ogromnego mężczyznę,(zbędny przecinek) podtrzymującego jedną ręką równie ogromną jak on tarczę, który stał nad nią z wyciągniętą drugą dłonią.

Hugo Barden był bardzo znanym bohaterem(przecinek) który wysławił się w Norah, (zbędny przecinek)nie tylko ogromną siłą, ale również sercem i sprawiedliwością. (No tak, oczywiście nadchodzi ratunek. Oj, nie podoba mi się to).

– Haahaha! Widzę(przecinek) że z tobą nie jest jeszcze tak źle – odpowiedział jej, wciąż się uśmiechając. Po chwili jednak zmienił nastawienie (przecinek)widząc jej stan. (Super, widzi, że dziewczyna jest na skraju śmierci, a zamiast ją ratować, to sobie gada. Nie miałby czasu nawet na myślenie, a co dopiero na mówienie)

 – Tak – przyznała się. (Brzmi to tak, jakby to była jakaś wina. Trzeba by zmienić określenie)
 
Kolejny ryk wściekłości bestii, (zbędny przecinek)rozszedł się po lesie. Carolyn zerknęła za tarczę olbrzyma. Zobaczyła ciemną postać walczącą z mackowatym stworem. Raz po raz postać pojawiała się i znikała, zadając przeciwnikowi ciosy świetlnymi pałkami.(Wybacz, ale te "świetlne pałki" mnie rozwaliły. Brzmi jak jakaś odmiana miecza świetlnego :D)

Sylwetka wskazywała na mężczyznę, trochę wyższy(wyższego) od Carolyn(przecinek) ubrany(ubranego) w ciemną bluzę z kapturem, a oczy przesłaniały ciemne gogle. Na plecach miał przyczepione na skos dwie świetlówki, a nie pałki(przecinek) jak to na początku zauwarzyła(ZAUWAŻYŁA).

 – Gotowi? – zapytał się(zbędne) szybko i nie czekając na odpowiedź, położył im otulone w ciepłe rękawice,(zbędny przecinek) dłonie na barkach.

Ogarnęła ich ciemność i Carolyn poczuła (przecinek)jak jej stopy straciły oparcie. Czuła się(przecinek) jakby spadała, chwilę później światło i kolory zaczęły wracać. Carolyn poczuła (przecinek)jak grunt pod stopami stawał się pewniejszy, a obraz wyraźniejszy.

Gdy tylko sensacje związane z przeniesieniem ustały, zobaczyła (przecinek)że znajdują(znajdowali) się niedaleko bramy grodu Klanu Actris.

 – Ale jak? – zapytała(przecinek) patrząc na nieznajomego.

– Zrezygnowanie z życia – odpowiedział mu chłopak(przecinek) ściągając z głowy kaptur i gogle. Miał srebrne oczy, a jego włosy przesłaniało(przysłaniały) lewe oko.

Carolyn już miała zaprzeczyć, lecz przypomniała sobie(przecinek) że tak rzeczywiście było.

Patrzyła teraz na Hugo, lecz kątem oka obserwowała bacznie, (zbędny przecinek)nieznanego mężczyznę.

 – Za nic nie musisz dziękować, z radością mógłbym to zrobić drugi raz – porozumiewawczo mrugnął do niej, wiedząc(przecinek) że najwyraźniej Askarianka nie ma(miała) ochoty na powtórkę. 

 – U nas (przecinek)zanim się przejdzie do interesów, należy się przedstawić (Jakich interesów? To było pytanie o coś całkiem innego)– skarciła go.

Carolyn nigdy wcześniej go nie spotkała, a jednak, (zbędny przecinek)miała wrażenie (przecinek)jakby go skądś znała. 

 – My,(zbędny przecinek) przypadkiem sienie(A co tu robi "sień"?) znamy? – zapytała(zbędny przecinek) go nadal obserwując("nadal go obserwując" i kropka na końcu)

Nagle przejmujący ból wstrząsną(ł) ciałem Carolyn. Dziewczyna upadła na ziemię, nie(Spacja)mogąc złapać tchu. 
– Potrzebuje lekarza – krzykną(ł) Hugo.

 – Możesz coś zdziałać? – zapytał się jego(go) Hugo, widząc(przecinek) jak dziewczyna zaczyna się trząść.

Ściągną(ł) z lewej ręki rękawice(ę)[b](przecinek) [/b]ukazując mechaniczną dłoń, (zbędny przecinek)pobłyskującą żółtym światłem. Hugo pobiegł w kierunku bramy(przecinek) chcąc sprowadzić pomoc.

Cała lewa połowa jej ciała był(a) mocno poparzona. Na niektórych odcinkach jej skóry świeciły fioletowe bąble(bąble nie świecą)

Spojrzała na niego, jej brązowe oczy powoli przysłaniała mgła. Położył na jej brzuchu swoją dłoń, a z niej zaczęło wypływać złote światło(przecinek) rozświetlając mrok.

– Wytrzymaj jeszcze chwilę! – wrzasną(ł) młodzieniec, starając się ją przekrzyczeć.

Czuł jej ból, sprawił(przecinek) że trucizna i oparzenia powoli znikały z jej ciała. Po chwili światło przestało świecić, a Edward zdjął z niej swoją dłoń. W dziurze w ubraniu dziewczyny nie dostrzegł już żadnych ran. Tylko niczym nieskażoną gładką skórę(kropka)

Upadł na ziemię(przecinek) tracąc resztki przytomności.

Dostrzegła zarys postaci i poczuła (przecinek)jak ktoś bierze ją na rękach(ręce).

– Co jej się stało? – U(u)słyszała głosy z oddali. 
– Zapewniam (przecinek)że jest po naszej stronie.
Kolejna porcja. I ostrzegam, że teraz znów będę zła.
Spoiler: Komentarz
Tyle ode mnie.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#15
Przeczytałem wszytko i muszę powiedzieć że kolorowo nie jest. Masz ciekawy pomysł, tylko gorzej z wykonaniem. Czasami miałem wrażenie że bierzesz czytelnika za idiotę który nie zauważy błędów logicznych. Nie zarzucam ci złych intencji ale powinieneś mocno pomyśleć nad logiką fabuły i postaci.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Rozmowy ze Śmiercią – współczesne fantasy. Mikado1502 4 1,794 18-11-2015, 17:27
Ostatni post: Vetala
  Sci-Fi Światło w Ciemności Amethis 7 3,722 20-04-2013, 15:07
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości