Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sztuka dryfowania o 1 w nocy
#1
Nigdy nie nauczyła się pływać. Nie było ku temu możliwości w jej okolicy. Największy zbiornik wodny w promieniu dwudziestu kilometrów, miał pięć metrów średnicy i latem wysychał w zupełności, a po wiosennych roztopach miał może dwa metry do dna. Przy odrobinie szczęścia i pomocy kogoś życzliwego, umiała przez dłuższą chwilę unosić się na wodzie. Było to przyjemne uczucie, odbierane przez nią jako namiastka pływania. Wystarczył jednak jeden niewłaściwy ruch, małe zaburzenie w równowadze, brak należytej czujności lub chwilowa panika jeśli woda niosła ją zbyt daleko od znanej jej płycizny, a szybko lądowała pod powierzchnią. Przerażona, plując wodą, potrzebowała dłuższej chwili, aby uświadomić sobie, że wystarczy rozprostować nogi, a z łatwości namaca dno.
   Żyła w swoim własnym, wewnętrznym świecie. Czasem coś docierało do niej z całą mocą z otaczającego ją zewnętrznego świata, ale zwykle funkcjonowała w swoim miękkim i szumiącym, spowolnionym i pozbawionym kantów wnętrzu. Nigdy nie panowała tu cisza, wiecznie coś bzyczało i trzeszczało, chwilami każdy dźwięk wybrzmiewał ze stukrotnie zwielokrotnioną siłą. Czasem czuła, że jej własne ruchy są nazbyt spowolnione, że zbyt wolno porusza głową, a dłonie pozbawione są właściwego im czucia. Czasem, gdy coś wypadało jej z rąk, miała wrażenie, że to świat zewnętrzny przedziera się przez otaczającą ją mgłę i niemal czuła jak wszystko przyspiesza. To też pod tym względem, lubiła czasem coś potłuc.
   Otaczający ją kokon bywał ciemny i ponury. Kiedy pojawiały się złe uczucia, przeradzały się zwykle w natłok żarłocznych myśli, które karmiły się jej melancholią. Minuty przemieniały się w godziny, a te w dni i tygodnie. Wówczas, zatopiona w umartwianiu się i rozdrapywaniu ropiejących wrzodów we własnej głowie, zaczynała funkcjonować na autopilocie. Z każdym dniem codzienne czynności stawały się trudniejsze i realizacja każdej z nich wymagała stoczenia nawet kilkugodzinnej walki z rozmiękczonymi kolanami. Uśmiechy najbliższych odwzajemniała z autentyzmem godnym Oscara, ale zwykle nie były one nawet bliskie rozjaśnienia mroku wokół niej. Nienawidziła wówczas zimnych śniadań i niedoprawionych dań, wszystko powinno być wyraziste, cieplutkie, smaczne i dopracowane. Jeśli zostawała sama, zapominała o jedzeniu do obiadu, wieczorem czułą wilczy głód. Obrzydliwie słodki drobiazg, lub maleńki łyk alkoholu potrafiły na chwilę wyrwać ją z otaczającej ją bylejakości. Z alkoholem nie miała problemu.
   Tylko sen nie chciał przychodzić, a myśl goniła myśl, choć przeciągała chwilę w której kładła się do łóżka, aż do maksymalnego zmęczenia. Nocą jej mózg nie odpoczywał ni chwili, krążył od snu do snu, ciągle męcząco blisko świadomości, tak, że daremnie szukała wytchnienia. Jeśli nie spała robiła plany, marzyła, rozliczała się z własnych błędów i słabości.
   Zawsze trochę odstawała, miała wrażenie, że myśli wolniej niż inni. Kiedyś rzeczywistość była blisko, miała siłę, energię, motywację i determinację. Kiedy rzeczywistość zaczęła brutalnie ją kaleczyć, zaczęła powoli zapadać się w mroczne zakątki siebie. Jej własny wewnętrzny skowyt zagłuszał dźwięki z zewnętrznego świata. Otoczyła ją smolista rzeczywistość, która o dziwo łagodziła ciosy padające z zewnątrz, jednak zacierała kontury i zamazywała docierające do niej kolory.
   Długo zapadała się w siebie i kiedy dotarła do przepaści, stoczyła walkę ze smokiem. Wściekłe bydle szturmowało okrutnie, jednak padło pokonane w heroicznej walce. Wówczas w mroki wdarło się światło. Stanęła w połowie drogi, między tym, a tamtym światem i uwierzyła, że monstrum przepadło. Przyszły wspaniałe, złote lata, kiedy wierzyła, że mrok minął, a słońce jest u jej stóp. Wówczas przyszły kolejne burze, mącąc jej spokój. Z razu tylko kłuły złośliwie, z czasem nagromadzenie ciemnych chmur ponownie przysłoniło blask słońca, choć mrok całkiem jeszcze nie powrócił. Niestety pojawiła się już bolesna świadomość, że smok nie zginął, lecz czeka tuż opodal, ranny, ale zdolny ją pożreć, gdy tylko wyczuje jej niemoc.
   Kiedy w jej życiu pojawiła się upragniona radość, w ślad za nią przypełzła i odraza do samej siebie, za to, że szczęścia tego nie umie należycie zważyć. Powoli uciekała obrana droga, a świadomy marsz przemieniał się w bezmyślne dryfowanie. Nim się spostrzegła, wróciła na stare ścieżki i po siedmiu lepszych latach, znów zmierzała ku dawnej przepaści. Tyle tylko, że bez realnej przyczyny.
 
   Dziś, gdy łowi złość, urazę czy zwyczajną nudę na ukochanej twarzy, popada w otchłań rozpaczy. Krwiożercze bydle wyłania swój oślizgły łeb, aby pochwycić ją i ponieść w ciemnej otchłanie jej samej. Dziś już nie czuje w sobie mocy, aby walczyć z potworem. Siedem lat utrzymywania się na powierzchni pozbawiło ją sił, czuje, że tonie.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(19-01-2016, 02:32)ogrodniczka napisał(a): kilometrów, miał pięć 
Po cóż ten przecinek, moja droga?

Cytat: a z łatwości namaca dno.

Literówka.

Cytat:  wieczorem czułą wilczy głód.

Literówka.

Cytat:drobiazg, lub maleńki

Zbędny przecinek.

Cytat:chwilę w której kładła się do łóżka,

Przecinek przed "w"

Cytat:świadomości, tak, że daremnie

Jak dla mnie lepiej brzmiałoby "tak blisko świadomości, że"...
Jeśli jednak chcesz zostać przy tej wersji – TAK ŻE – to spójnik skorelowany dlatego przecinek stawiamy przed całością.

Cytat:zewnętrznego świata. Otoczyła ją smolista rzeczywistość, która o dziwo łagodziła ciosy padające z zewnątrz,

Za dużo w całej miniaturze tego "zewnątrz" i "wewnątrz".

Cytat:między tym, a tamtym światem

Bez przecinka. W takich wypadkach go nie stawiamy ;)

Cytat:Niestety pojawiła się już bolesna świadomość, że smok nie zginął, lecz czeka tuż opodal,

Pamiętaj, że aby zdanie nacechować bardziej emocjonalnie, możesz postawić przecinek po "niestety", pozwalając tym samym zatrzymać się czytelnikowi na tym słowie i dać do zrozumienia, że jest ono ważne.

Cytat:siebie, za to

Imo, zbędny przecinek.

Cytat:
 w ciemnej otchłanie jej samej.

Literówka.



Powiem szczerze, że tekst mnie... nie bawił, nie powodował u mnie chęci czytania, nie napawał lękiem, smutkiem czy radością. Nie wzbudzał emocji. Wręcz przeciwnie – każde kolejne zdanie przekonywało mnie, żeby przestać czytać. Skoro jednak już się do tego zabrałam – skończę.
Miałam nadzieję, że na końcu będzie coś ciekawego. Okaże się, że to miniatura o dżdżownicy, która wykluwa się z kokonu, a całe swoje "dotychczasowe życie" w jego wnętrzu spędziła dryfując na listku po rzecze. Czy cokolwiek. Cokolwiek, co nie skończy się czymś zwykłym.
Z pisaniem raczej nie masz większych problemów. Wystarczy kilka ćwiczeń warsztatowych.

Pozdrawiam, Duśka
Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Sztuka latania śpioszka 20 9,170 30-06-2013, 16:20
Ostatni post: Totao

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości