Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Wędrowcy Wiecznej Doliny
#1
PROLOG
Południowe słońce wznosiło się ponad horyzontem, gdy Febrius i jego grupa schodzili do jaskini. Musieli znaleźć dla siebie kryjówkę, Nocne Góry nie należały do bezpiecznych nawet za dnia. Szli gęsiego, droga była wąska i wyłożona nierównymi kamieniami. Widzieli, że nie są tu pierwsi, świadczyły o tym żłobienia w ścianach. Każdy znak to inna grupa, która znalazła się akurat na tej ścieżce. Korytarz stopniowo rozszerzał się, a symbole pojawiały się rzadziej. 
– Myślisz, że tutaj mogły ich dopaść? – spytała Meredith, dotykając gładkiej ściany. 
– Jesteśmy… – Febrius obrócił się. – Eh, na pewno nie widać już wejścia. Wydaje mi się, że mamy mniejsze obciążenie i więcej energii. 
– Nie spotkaliśmy żadnych niespodzianek po drodze. Nie wiemy, jaki los spotkał tamtych – wtrącił Mark. 
– Masz rację. Chodźcie, im dłużej tu stoimy, tym większe szanse, że nas wytropią. Znajdziemy komnatę bądź grotę. Tylko zejdźmy jeszcze niżej. 
Febrius przepuścił swoich towarzyszy i zamknął grupę. Nie potrzebowali długiego odpoczynku, byli w drodze dopiero od paru godzin, a czas stawał się pojęciem względnym, w jaskiniach wszystko płynie wolniej. Dowódca wiedział, że nie muszą się jeszcze śpieszyć, dopóki nikt ich nie wytropi, są bezpieczni. 
Sześcioro, tyle osób znajdowało się aktualnie w strefie potencjalnego zagrożenia, w najciemniejszym sercu Wiecznej Doliny. Jaskinie były dla nich najlepszą drogą, aby dostać się na drugą stronę. Podróż powierzchnią wiązałaby się ze zbędnymi tłumaczeniami i rozmowami oraz spotkaniem ze stałymi mieszkańcami Nocnych Gór. Na tym ostatnim mogli stracić nie tylko czas, ale też coś cenniejszego, życie. 
Febrius, dowódca, nie z własnej woli. Odziedziczył to miano po Ostatnim, który zmarł w czasie ich poprzedniej wyprawy. Resztę grupy tworzyły dobrze znane mu osoby. Kiedyś wyruszali w większych składach, ale nie wszyscy wracali. Tutaj obecni byli ci, którym udało się przetrwać i mieli siłę, by ruszać dalej. Meredith  zajmowała się znakami i rozmowami. Znała wszystkie dialekty występującej w Wiecznej Dolinie, Bagnistej Krainie i na wschód od niej. Symboli grup uczyła się od dzieciństwa podczas wiecznych podróży. 
Mark to najlepszy tropiciel i zwiadowca. Zawsze ostrzegał ich przed niebezpieczeństwem. Do ich miasteczka przybył jako niewolnik, miał wtedy 11 lat. Swoją wolność zdobył poprzez walkę i zapał, który nigdy go nie opuszczał. 
Ahya, sierota. Została przygarnięta przez ojca Febriusa. Nie pytała nigdy, skąd jest ani jak znalazła się w Wiecznej Dolinie. Dowódca traktował ją jak młodszą siostrę, a jego ojciec nauczył  walki wręcz i posługiwania się broniami miotającymi. 
Najmłodsi byli Iskra i Ognik, bliźniaki. Imiona to odbicie ich zamiłowań. Od dziecka interesowało ich wszystko, co związane z ogniem, wybuchami i bronią. Ich rodzicie należeli do pierwszej grupy Ostatniego, dzieciaki mogły mieć po 17 lat. Byli młodzi, ale doświadczeni. 
Wszyscy mieli wspólną historię, znali się od początku. Dopełniali, tworzyli grupę idealną. Byli ze sobą zżyci, tak jak rodzina. 
– Febrius! Rozwidlenie dróg! Co teraz? –  zapytał stojący na przodzie Mark. 
– To oczywiste, która schodzi niżej? 
– Musisz dać mi chwilę – odpowiedział mu Mark i zaczął przyglądać się korytarzom. 
Ahya stanęła koło niego i zamknęła oczy. Wszyscy przyglądali się jej ze zdziwieniem. 
– Chodźmy w lewo – powiedziała po chwili. 
– Skąd ty to niby wiesz? – zapytał zdziwiony Mark. 
– Mam swój instynkt. 
– Ja jej ufam – powiedział Febrius, klepiąc dziewczynę po ramieniu. – Chodźcie. 
Po niecałej godzinie znaleźli grotę na tyle dużą, by mogli tam odpocząć i rozłożyć tymczasowy obóz. 
– Pamiętacie zasady? – Dowódca spojrzał na wszystkich pytająco. – Najpierw sprawdzenie, potem pułapki, a na końcu odpoczynek. 
– Nie jesteśmy tu pierwsi – powiedziała Meredith, nie zwracając uwagi na mężczyznę. – Dziwne. – Przejeżdżała palcami po ścianach. – Nie widziałam nigdy takich znaków. 
– W korytarzu nic nie było – odpowiedział jej Ognik. – Sprawdzałem bardzo uważnie. 
– Żłobienia nie są świeże. Mogli przyjść tu inną drogą, której już nie ma. 
– Zostaniemy tu przez dwa dni – powiedział Febrius. – Będziesz miała dużo czasu, żeby to zbadać. 
– Te symbole muszą być starsze od nas, to mnie niepokoi. 
– Nie czas, żeby o tym myśleć – odpowiedział jej mężczyzna, zrzucając plecak z ramion. – Iskra, Ognik, zajmijcie się pułapkami i poszukajcie drugiego wejścia. Ahya, zajmij się ogniskiem oraz posiłkiem. Meredith, weź Marka i podejdźmy tam. – Wskazał palcem przeciwległy kąt w grocie. – Musimy ustalić plan.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(15-01-2016, 21:08)Sunshine napisał(a):
PROLOG

Widzieli (przecinek) że nie są tu pierwsi, świadczyły o tym żłobienia w ścianach.

Korytarz stopniowo rozszerzał się (przecinek) a symbole pojawiały się rzadziej.
 
– Myślisz, że tutaj mogły ich dopaść? – (s)Spytała Meredith (przecinek) dotykając gładkiej ściany.
 
– Jesteśmy… – Febrius obrócił się. – Eh, na pewno nie widać już wejścia. Wydaję(e) mi się(przecinek) że mamy mniejsze obciążenie i więcej energii. 

– Nie spotkaliśmy żadnych niespodzianek po drodze. Nie wiemy(przecinek) jaki los spotkała tamtych.(bez kropki) – (w)Wtrącił Mark. 

– Masz rację. Chodźcie, im dłużej tu stoimy(przecinek) tym większe szanse(przecinek) że nas wytropią. 

Nie potrzebowali długiego odpoczynku, byli w drodze dopiero od paru godzin(przecinek) a czas stawał się pojęciem względnym, (zbędny nowy akapit)
w jaskiniach wszystko płynie wolniej.

Dowódca wiedział(przecinek) że nie muszą się jeszcze śpieszyć, dopóki nikt ich nie wytropi(przecinek) są bezpieczni. 

Sześcioro, tyle osób znajdowało się aktualnie w strefie potencjalnego zagrożenia,(zbędny nowy akapit) 
w najciemniejszym sercu Wiecznej Dolin(y).

Jaskinie były dla nich najlepszą drogą(przecinek) aby dostać się na drugą stronę.

 Na tym ostatnim mogli stracić nie tylko czas(przecinek) ale też coś cenniejszego, życie. 

Tutaj obecni byli ci, którym udało się przetrwać i mieli siłę(przecinek) by ruszać dalej.

Meredith – (zbędny myślnik) zajmowała się znakami i rozmowami.

Znała wszystkie dialekty występującej w Wiecznej Dolinie, Bagnistej Krainie i na wschód od niej. 

 Nie pytała nigdy(przecinek) skąd jest ani jak znalazła się w Wiecznej Dolinie.

Dowódca traktował jak młodszą siostrę(przecinek) a jego ojciec nauczył  (tu zbędne) walki wręcz i posługiwania się broniami miotającymi. 

Najmłodsi byli Iskra i Ognik, bliźniaki. Imiona były odbiciem ich zamiłowań.

Od dziecka interesowało ich wszystko(przecinek) co związane z ogniem, wybuchami i bronią,(kropka)

 Byli młodzi(przecinek) ale doświadczeni. 

– Febrius! Rozwidlenie dróg! Co teraz? –  (z)Zapytał stojący na przodzie Mark. 

– Skąd ty to niby wiesz? – (z)Zapytał zdziwiony Mark. 

– Ja jej ufam – powiedział Febrius(przecinek) klepiąc dziewczynę po ramieniu. – Chodźcie. 

Po niecałej godzinie znaleźli grotę,(bez przecinka) na tyle dużą(przecinek) by mogli tam odpocząć i rozłożyć tymczasowy obóz. 

– Pamiętacie zasady? – Dowódca spojrzał na wszystkich pytająco. – Najpierw sprawdzenie, potem pułapki(przecinek) a na końcu odpoczynek. 

– Nie jesteśmy tu pierwsi – powiedziała Meredith(przecinek) nie zwracając uwagi na mężczyznę. – Dziwne. – Przejeżdżała palcami po ścianach. –(spacja) Nie widziałam nigdy takich znaków. 

– W korytarzu nic nie było- odpowiedział jej Ognik. – Sprawdzałem,(bez przecinka) bardzo uważnie. 

– Żłobienia nie są świeżę(e). Mogli przyjść tu inną drogą, której już nie ma. 

– Zostaniemy tu przez dwa dni(spacja)– powiedział Febrius. – Będziesz miała dużo czasu(przecinek) żeby to zbadać. 

– Nie czas(przecinek) żeby o tym myśleć(spacja)– odpowiedział jej mężczyzna, zrzucając plecak z ramion. 

Ładnie napisane, choć dużo błędów interpunkcyjnych. Historia zaczyna się ciekawie, ale prolog wydaje się niedokończony, chyba że będzie ciąg dalszy.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
@Nawka dziękuje, naniosłam już poprawki. I tak będzie ciąg dalszy, postaram się jak najszybciej go udostępnić.
Odpowiedz
#4
Całość powoli buduje u mnie zainteresowanie, tylko urywa się troszkę zbyt nagle. Tak czy inaczej, przyjemnie się czyta. Jakoś tak lubię, kiedy od początku jest jakiś element zagrożenia i tajemniczości, wplotłaś oba ;) Będę śledził.
"Jesteś tak chuda, że gdyby nastała zombie apokalipsa, zamiast Cię pożreć wykorzystaliby Cię od razu jako wykałaczki..."
Odpowiedz
#5
Przyjemnie się czyta. Ciekawi mnie Twoja wizja Wiecznej Doliny, więc czkam na więcej ;)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#6
Jestem zaskoczony. Piszesz ładnie i zgrabnie, a przy tym mało. Chcę wincyj, Sunny! Chciałem wejść do domu, nanieść ci błota na dywany i przewrócić krzesła oraz stoły, a widzę, że nic z tego. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to trochę popsute akapity gdzieś przed połową tekstu i rozjechane zdanie. Po poprawkach Naw widzę, że jest trochę błędów interpunkcyjnych, ale to da się wyćwiczyć prędzej czy później – wystarczy jedynie ochota do pisania :)
A mam nadzieję, że będziesz pisała więcej ;)
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Dokończenie prologu. Ciągle mi czegoś w nim brakuje, tylko nie wiem czego. 
Miłej lektury. :)


PROLOG cz. 2

Trójka podróżników usiadła po drugiej stronie groty i przy świetle z latarni rozłożyła mapy. Rysunki, stworzone odręcznie, przedstawiały Wieczną Dolinę, Bagnistą Krainę oraz Ziemie Zniszczenia. 
– Brakuje nam tylko okolicy należącej do Ludzi Poległych – powiedział Mark, przyglądając się wyblakłym już kartkom. 
– Raczej nie będzie nam potrzebna – odpowiedziała mu Meredith. 
– Skupmy się na sprawach istotnych. Jeśli przejdziemy przez Nocne Góry i dostaniemy się do granicy z Bagnami to do Feravel będziemy mieli tylko dwa dni drogi. – Febrius zaznaczał kolejne punkty na mapie. 
– Najpierw musielibyśmy wyjść z tego cało – wtrącił Mark. – Wiesz dobrze, co nas czeka po drodze przez Nocne Góry. Wolałbym już wrócić do niewolniczej pracy niż umrzeć z rąk…. Tfu, to nawet nie są ręce tego czegoś, co żyje tam. Nie można przecież wszędzie iść jaskiniami. 
– Ale jeśli uda nam się odeprzeć ataki i zdobyć przy tym przynajmniej jedną trzecią ciał, w najbliższym mieście przy granicy moglibyśmy to sprzedać i mieć na dalszą podróż – powiedziała kobieta. 
– To nie wypad do Czerwonego Lasu, jak w dzieciństwie, po kwiaty. Tu na każdym kroku możemy zginąć i nikt nas nie uratuje. 
– Przecież z nimi można walczyć. Bądź mężczyzną! 
– Prędzej zginiemy, niż przejdziemy połowę Gór na powierzchni! 
– Cisza! – przerwał im Febrius. – Jedno i drugie ma rację. Naszym podstawowym celem jest dostanie się do Feravel w jednym kawałku i w szóstkę. Bagnista Kraina ma tylko trzy szlaki prowadzące od południowych granic do północnych, które są bezpieczne. Reszta dróg może być zdradziecka, bagna rządzą się własnymi prawami. Jeśli przejdziemy przez punkt graniczny w odpowiednim miejscu, jesteśmy na prostej drodze, bezpieczni, o ile ktoś na nas nie napadnie. Sęk w tym, że poznałem nie wiele osób, które przeszły cało Nocne Góry od naszej strony. Trzeba się skupić, w przeciwnym razie polegniemy. 
– Do tej pory byliśmy ostrożni. Ludzie w mieście nie wiedzą, że wyszliśmy, nie wysłali za nami jeszcze straży, a Ludzie Gór nie wytropili naszego śladu. Mamy nad nimi jakieś pięć godzin przewagi. 
– Utrzymajmy tę przewagę. Najbliższe wyjście przy Bagnach jest gdzie? 
– Koło miasteczka, od niego jest jeszcze jakieś pół dnia drogi do punktu granicznego. 
– Którego? 
Meredith krążyła wzorkiem po mapie. Co chwilę, przygryzała wargę, aż w końcu z zapałem położyła palec na samym skraju kartki. 
– Tutaj. Miasteczko znajduje się tu. – Przerywaną linią nakreśliła trasę. 
– Trzy szlaki. Żaden z nich nie pokrywa się z tym przejściem. – Febrius pokręcił głową. 
– Nie można w jakiś sposób wejść na nie? Tak, wiesz, z boku? – zapytał Mark. 
– Dla ciebie najgorszą śmiercią byłoby umrzeć tutaj. Ja chyba wolałabym zostać rozszarpany od razu niż cierpieć w tym gównie, które się tam znajduje. 
– Możemy iść wzdłuż granicy i trafić na odpowiedni szlak. 
– To raczej nie będzie takie proste. 
– Miasteczko jest tu. – Pokazała Meredith. – Punkt, który by nam się przydał, tutaj. 
– Przynajmniej dwa dni drogi. I nie mamy pewności, czy będziemy mieli gdzie przenocować. Lasy nie są bezpieczne. 
– Wydaję mi się, że w tej pieprzonej okolicy nic nie jest bezpieczne. – parsknął Mark. 
– Mark… – Meredith spojrzała na niego.
– No co? Mówię prawdę. Wychyl się tylko choćby czubkiem nosa poza granice miasta, a wszystko będzie próbowało cię zabić. 
– Trzeba było zostać w mieście, jak masz z czymś problem – powiedziała kobieta. 
– Zachowujecie się jak dzieci. – Febrius roześmiał się. 
– Dorosły się znalazł, patrzcie tylko. – Meredith oparła ręce na bokach. – Ile ty masz lat, co?
– Nie twój interes – odpowiedział jej żartem mężczyzna i z powrotem pochylił się nad mapą. 
Nie rozmawiali już więcej o zagrożeniach, omawiali przykładowe trasy, przystanki i punkty wymian. Mówili szeptem, w tak pustej grocie echo z łatwością się roznosiło. Meredith szybko zapisywała kolejne pomysły odnośnie drogi, Mark z Febriusem co chwilę bezdźwięcznie starali się na siebie krzyczeć, gestami walczyli o swoje zdanie. 
Po zakończonych obradach zebrali mapy oraz wszelkie zapiski i przenieśli je w okolice ogniska. Febrius zwołał pozostałych członków drużyny, dołożył do ognia, by lepiej oświetlić okrąg, po czym wyprostował się i zaczął mówić: 
– Chyba nadszedł wreszcie czas oficjalnie powitać państwa na naszej kolejnej wyprawie – powiedział z uśmiechem na ustach. – Nie odpalę wam gadki, że znaleźliście się tutaj, ponieważ jesteście najlepsi, że to będzie łatwa wyprawa i że mam stu procentową pewność, że wrócimy z niej żywi. To może być nasza najtrudniejsza podróż, pełna niebezpieczeństw i zagadek, możliwe, że parę razy będziemy mieli możliwość otrzeć się o śmierć. Tym lepiej. – Mężczyzna wyszczerzył żółtawe zęby. 
– Do rzeczy, Feb! – krzyknęła Meredith. 
– Tak ...Tak, do rzeczy. Naszym podstawowym celem jest Feravel. Miasto położone na północnym zachodzie Bagnistej Krainy. – Dowódca pokazywał na skrawku kartki część ziemi. – Kiedy już tam dotrzemy, odnajdziemy człowieka o imieniu Tiles. Tam rozpocznie się nasza dalsza podróż. 
– Czyli co? Nie wrócimy już do Cichego Przylądka? – zapytał niepewnie Ognik. 
– Wrócimy… Ale pewnie nie szybko. 
– Czym będziemy handlować? – Znowu Ognik. 
– Co? – Febrius spojrzał na chłopaka. 
– Zawsze gdy wychodziliśmy, naszym celem były towary. Przenoszenie ich z punktu A do punktu B, żeby zarobić. Co jest naszym towarem teraz? 
– Informacje… Nie będziemy już handlarzami, chociaż wydaje mi się, że zajmowanie się towarem było tylko dodatkiem do naszych przygód. Przyznaj się, Ognik, zawsze kręciło cię coś innego. – Mężczyzna przysiadł przy ognisku. 
– No – zaczął chłopak. – Pamiętacie nasze pierwsze wspólne wyjście? Na południe Doliny. 
– Wpadliśmy wtedy w zasadzkę trolli – dokończyła po nim Arya. – Straciliśmy dwa konie i połowę towaru. 
– Nigdy nie lubiłem koni – powiedział Mark, po czym zaczął się śmiać. 
– Masz szczęście, tutaj nie będzie koni. I tak nigdy nie nauczyłeś się jeździć – rzuciła Meredith. 
– Przynajmniej odróżniam ślady konia, od no nie wiem, królika. 
Po paru minutach, przy trzaskach palonego drewna i świetle ogniska, cała grupa łapiąc panującą atmosferę, zaczęła wspominać dawne czasy. Spokojni o własne bezpieczeństwo, śmiali się głośno, nie wiedząc, że głos roznosi się przez puste korytarze, biegnące na powierzchnię oraz w głąb gór. Już nie byli sami.
Odpowiedz
#8
(15-01-2016, 21:08)Sunshine napisał(a):
PROLOG

(wcięcie) Sześcioro, tyle osób znajdowało się aktualnie w strefie potencjalnego zagrożenia, (zbędny znak końca linii)
w najciemniejszym sercu Wiecznej Doliny.

(wcięcie) Febrius, dowódca, nie z własnej woli, nie oczekiwał tego od losu. (to zdanie jest niestylistyczne)

Symboli grup uczyła się od dzieciństwa, (zbędny przecinek) podczas wiecznych podróży. 
(wcięcie – skoro nowy akapit) Mark to najlepszy tropiciel i zwiadowca.

(wcięcie – taka sama sytuacja) Ahya, sierota. Została przygarnięta przez ojca Febriusa.

(wcięcie) Najmłodsi byli Iskra i Ognik, bliźniaki.

(wcięcie) Wszyscy mieli wspólną historię, znali się od początku.

(wcięcie) Ahya stanęła koło niego i zamknęła oczy.

(wcięcie) – Nie jesteśmy tu pierwsi – powiedziała Meredith, nie zwracając uwagi na mężczyznę. – Dziwne. – Przejeżdżała palcami po ścianach. –(spacja)Nie widziałam nigdy takich znaków.

– W korytarzu nic nie było(spacja)– odpowiedział jej Ognik.

– Iskra, Ognik (przecinek) zajmijcie się pułapkami i poszukajcie drugiego wejścia. Ahya (przecinek) zajmij się ogniskiem oraz posiłkiem. Meredith (przecinek) weź Marka i podejdźmy tam.(spacja)– Wskazał palcem przeciwległy kąt w grocie. – Musimy ustalić plan.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
(03-02-2016, 10:34)Sunshine napisał(a):
PROLOG cz. 2

Trójka podróżników usiadła po drugiej stronie groty i przy świetle z latarni rozłożyli (skoro 'usiadła' to i 'rozłożyła') mapy.

– Brakuje nam tylko okolicy należącej do Ludzi Poległych – powiedział Mark, przyglądając się wyblakłym już kartką (kartkom)

Jeśli przejdziemy przez Nocne Góry i dostaniemy się do granicy z Bagnami (przecinek) to do Feravel będziemy mieli tylko dwa dni drogi.

–  (o jedna spację za dużo) Wiesz dobrze (przecinek) co nas czeka po drodze przez Nocne Góry. Wolałbym już wrócić do niewolniczej pracy niż umrzeć z rąk…. Tfu, to nawet nie są ręce tego czegoś (przecinek) co żyje tam.  (tu też o jedną spację za dużo) Nie można przecież wszędzie iść jaskiniami. 
– Ale jeśli uda nam się odeprzeć ataki i zdobyć przy tym przynajmniej jedną trzecią ciał (przecinek) w najbliższym mieście przy granicy moglibyśmy to sprzedać i mieć na dalszą podróż  (i tu też za dużo spacji) – powiedziała kobieta. 

– Prędzej zginiemy (przecinek) niż przejdziemy połowę Gór na powierzchni! 
– Cisza! – Przerwał (małą literą) im Febrius. – Jedno i drugie ma racje (rację). Naszym podstawowym celem jest dostanie się (do) Feravel w jednym kawałku i w szóstkę. Bagnista Kraina ma tylko trzy szlaki, (zbędny przecinek) prowadzące od południowych granic do północnych, które są bezpieczne. Reszta dróg może być zdradziecka jak słońce unoszące się nad horyzontem (co w tym zdradzieckiego?). Jeśli przejdziemy przez punkt graniczny (zbędny znak końca linii)
w odpowiednim miejscu (przecinek) jesteśmy na prostej drodze, bezpieczni (przecinek) o ile ktoś na nas nie napadnie. Sęk w tym (przecinek) że poznałem nie wiele osób (przecinek) które przeszły cało Nocne Góry od naszej strony.

Ludzie w mieście nie wiedzą (przecinek) że wyszliśmy, nie wysłali za nami jeszcze straży (przecinek) a Ludzie Gór nie wytropili naszego śladu. Mamy nad nimi jakieś 5 (pięć) godzin przewagi. 
– Utrzymajmy (tę) przewagę.

(wcięcie) Meredith krążyła wzorkiem po mapie. Co chwile (chwilę) przygryzała wargę (przecinek) aż w końcu z zapałem położyła palec na samym skraju kartki. 

– Tutaj. Miasteczko znajduje się tu. – Wyimaginowaną przerywaną linią nakreśliła trasę (co za absurdalne zdanie)

Tak (przecinek) wiesz (przecinek) z boku? – zapytał Mark. 

Ja chyba wolałabym zostać rozszarpany od razu niż cierpieć w tym gównie (przecinek) które się tam znajduje. 

– Punkt (przecinek) który by nam się przydał (przecinek) tutaj. 

I nie mamy pewności (przecinek) czy będziemy mieli gdzie przenocować.

– Wydaję mi się (przecinek) że w tej pieprzonej okolicy nic nie jest bezpieczne. (zbędna kropka i po myślniku małą literą) – Parsknął Mark. 

Wychyl się tylko chodź by (choćby) czubkiem nosa poza granice miasta (przecinek) a wszystko będzie próbowało cię zabić. 

– Ile ty masz lat (przecinek) co?

Mówili szeptem, w tak pustej grocie echo z łatwością się roznosiło.

Po zakończonych obradach, (zbędny przecinek) zebrali mapy oraz wszelkie zapiski i przenieśli je w okolice ogniska. Febrius zwołał pozostałych członków drużyny, dołożył do ognia (przecinek) by lepiej oświetlić okrąg (przecinek) po czym wyprostował się i zaczął mówić: 

– Nie odpalę wam gadki, że znaleźliście się tutaj (przecinek) ponieważ jesteście najlepsi, że to będzie łatwa wyprawa i że mam stu procentową pewność (przecinek) że wrócimy z niej żywi. To może być nasza najtrudniejsza podróż, pełna niebezpieczeństw i zagadek, możliwe (przecinek) że parę (razy) będziemy mieli możliwość otrzeć się o śmierć.

– Do rzeczy (przecinek) Feb! – krzyknęła Meredith. 
– Tak...(spacja)Tak (przecinek) do rzeczy.

– Czyli co? Nie wrócimy już do Cichego Przylądka? – zapytał nie pewnie (niepewnie) Ognik. 
Wrócimy… Ale pewnie nie szybko. (to ktoś powiedział, pomyślał, bo jakoś bez sensu – a przede wszystkim, skoro od nowego akapitu, to gdzie jest wcięcie?)

– Zawsze gdy wychodziliśmy (przecinek) naszym celem były towary. Przenoszenie ich z punktu A do punktu B (przecinek) żeby zarobić.

Nie będziemy już handlarzami, chociaż wydaje mi się (przecinek) że zajmowanie się towarem było tylko dodatkiem do naszych przygód. Przyznaj się (przecinek) Ognik, zawsze kręciło cię coś innego.

– Przynajmniej odróżniam ślady konia od (przecinek) no nie wiem (przecinek) królika. 
(wcięcie) Po paru minutach, przy trzaskach palonego drewna i świetle ogniska, cała grupa łapiąc panującą atmosferę (przecinek) zaczęła wspominać dawne czasy. Spokojni o własne bezpieczeństwo, śmiali się głośno, nie wiedząc (przecinek) że głos roznosi się przez puste korytarze, biegnące na powierzchnie (powierzchnię – bo nie sądzę, by chodziło o kilka powierzchni) oraz w głąb gór.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#10
W końcu mam jakiś czas. Między innymi na odrobienie zaległości na forum. :)
Bardzo podobało mi się pierwszy fragment i podoba mi się też ten. Powolutku wprowadzasz do świata, powolutku dajesz poznać bohaterów. Wykorzystywać będziesz bardzo popularny motyw drogi, w sumie dość trudno tu być oryginalnym, ale czy każdy musi być oryginalny? Bardzo dobrze mi się czyta, podchodzi mi Twój styl (jak na razie :p ).
Czytałem dla przyjemności i nie patrzyłem na błędy, ale jeden mi się rzucił:
„– Czym będzie handlować? – Znowu Ognik." Nie powinno być „będziemy"?

Czekam na więcej ;)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości