Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Star Wars VII: The Force Awakens – opinie, dyskusje, teorie [spoilers]
#1
UWAGA!

Ten wątek porusza tematy fabuły najnowszej części Gwiezdnych Wojen. Jeśli jeszcze jej nie widziałeś/widziałaś, to miej świadomość, że poniżej znajdują się spoilery.

Jeśli nie chcesz psuć sobie zabawy, opuść ten wątek i wróć, gdy już obejrzysz film. W każdym razie nie mów, że nikt Ciebie nie ostrzegał :)



Okej, więc na początek powiem to, co poruszałem wcześniej na SB:
Film w moim odczuciu jest bardzo dobry. Efekty – świetne. W momencie, gdy w filmie po raz pierwszy pojawiły się X-Wingi i zaczęła się cała ta walka w powietrzu, miałem ciary na plecach. Wyważenie filmu też było świetne. Odpowiednio dużo czasu poświęcili na walki w powietrzu, strzelaniny, walki na miecze, luźniejsze dialogi, rozwój postaci. Jak dla mnie było bardzo dobrze, ale fabuła... No właśnie fabuła zostawia wiele do życzenia, bo dostajemy odgrzewany kotlet. Po zniszczeniu imperatora galaktyka to nadal wielkie bagno. Niby rządzi Nowa Republika, ale tak naprawdę wszystko jest pod kontrolą Najwyższego Porządku. Więc mamy złą organizację, która nie jest imperium, ale jednak wygląda jak imperium. Mamy po raz trzeci akcję ze zniszczeniem stacji bojowej... Tym razem dużo większej i potężniejszej. Yay! Mamy mrocznego Jedi w masce, yay! Mamy psującego nastrój C-3PO, yay! Ten film jest tak dobry, że czuję się, jakbym wręcz oglądał oryginalną trylogię! Oh, wait... to chyba nie do końca dobrze.
Drugim problemem jest zbyt duże pogrywanie na nostalgii widzów. Słyszymy, że szukają Luke'a. Łoo, mamy dużo nowych postaci, a potem pojawia się Han i Chewie, yay! Stary miecz Anakina, którego jakoś im się udało znaleźć po walce na Bespin, yay! Niedługo potem pojawia się Leia, yay! Szturmowcy gadają o nowym T18, prawie jak w Nowej Nadziei, yay! I jest Generał Ackbar, yay! Ej! Ale nie mówi It's a trap :c
I chyba największy problem filmu: Kylo Ren. Z trailerów wyobrażałem go sobie jako bardzo mroczną i bezwzględną oraz zimną postać. Coś jak Vader, ale o wiele bardziej agresywny i sadystyczny. A potem obejrzałem film i się strasznie zawiodłem. Wielki Mistrz Zakonu Ren, który samodzielnie wymordował wszystkich pozostałych uczniów Skywalkera, Nie daje sobie zbytnio rady z wysondowaniem dziewczyny, która ledwo zaczęła odkrywać w sobie moc, a w walce na miecze ciężko mu było pokonać zwykłego szturmowca, och, błagam! W jednej scenie zatrzymuje pocisk z blastera samą mocą, a potem jest robiony jak mała szmata przez dwójkę amatorów (okej, okej, Ray miała doświadczenie w walce tą swoją lancą czy czymkolwiek to było, ale żeby same umiejętności walki wystarczyły w walce z mrocznym Jedi? Tak, celowo nie nazywam go sithem, bo w sumie nie wiadomo na 100%, czy Ren nim jest).

To tyle jeśli chodzi o opinię, ale jest też więcej! Nasuwa się pytanie: kim tak naprawdę jest Ray? Cóż, w filmie nie zostało to dokładnie wyjaśnione, ale mogę już spekulować na ten temat i naprawdę się zdziwię, jeśli nie będę miał racji.

Moja teoria jest taka, że Ray na bank jest wnuczką Anakina Skywalkera. Nie mogę jedynie jednoznacznie stwierdzić, czy jest córką Luke'a, czy może Hana i Lei, tyle że jej istnienie było ukryte przed wszystkimi. Dlaczego tak twierdzę? Oto moje uzasadnienie:
Po pierwsze, efekt, jaki wywoływał na nią miecz Anakina. Ona słyszała jak przemawiała do niej moc za pośrednictwem tego miecza, słyszała Dartha Vadera i miała wizje tego, co się działo z Luke'iem i Renem. Nikt inny nie reagował tak na miecz. To już jest jakąś poszlaką, że mamy tu do czynienia z jakąś więzią krwi.
Drugą wskazówką jest drugi z oficjalnych Trailerów filmu. A dokładniej scena z przypomnianym dialogiem Luke'a z Powrotu Jedi: „Moc jest silna w mojej rodzinie. Mój ojciec ją ma. Ja ją mam. Moja siostra ją ma. Ty też masz tę moc.” (w ogóle, jeśli jeszcze nie zauważyliście, to jak się wsłuchacie, to poza głosem Luke'a z szóstej części, da się słyszeć nowe nagranie z Hamillem jako reverb :)) W kontekście filmu możemy przypuszczać, że te słowa są pośrednio skierowane do tego przebudzonego użytkownika mocy, jakim jest nasza Ray.
Z obu opcji – córka Luke'a czy Lei – wolałbym tę pierwszą, gdyż niestety po pierwsze mam dość mieszania pomysłów z tym, co było w książkach, a każdemu fanowi Expanded Universe nie trzeba wspominać, kim był Darth Caedus i kto go zabił, a po drugie możemy przez to dostać odgrzanie kotleta z Imperium Kontratakuje w formie nieoczekiwanego zwrotu akcji w stylu Ja jestem twoim bratem.

To tyle ode mnie. A co wy sądzicie o całym filmie, jak także o mojej teorii? :)
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Z moich odczuć – film dynamiczny, mnóstwo efektów, nawet nie wiadomo kiedy te dwie godziny mijają.
Moje stetryczałe serce ucieszyło się, gdy bez większego sentymentalizmu Han i Chewie się pojawili na Sokole, nieśmiertelne "we're home" – dużo bardziej zagrało mi na emocjach niż coś na kształt... romansu? między Finnem a Ray (ale no naprawdę, znają się dwadzieścia cztery godziny i laska zarzuca zbiegłemu szturmowcowi, że ją porzuca?) Ja rozumiem, że Disney i to zobowiązuje do romansów z rzyci wziętych, no ale... no ale...

Brakowało mi jakichkolwiek informacji dotyczących The First Order... No dobra, rządzą... ale jak do tego doszło? Jakim cudem doszli do władzy, dlaczego byli przeciwko Republice... No niby nie chcę wywodów na temat polityki... Ale tu nawet popłuczyn nie było. "jest to jest, na ch*j drążyć temat". I skrajnie, skrajnie przypominali mi nazistów.

Kylo Ren... ok, po pierwsze:
https://scontent-arn2-1.xx.fbcdn.net/hph...e=567765FA
Po drugie... Podobałby mi się bardziej, gdyby nie popylał pół filmu bez maski. Ba, gdyby w ogóle jej nie zdjął. Wyglądał jak hamerykański nastolatek z haj skula, który jest przez czirliderki i sportowców uznany za luzera. I trochę mnie to martwi, zwłaszcza patronat Disneya, bo...

Teoria Nida na temat kim jest Ray.
Serio, mam nadzieję, że jest prawdziwa – generalnie, żeby jakkolwiek była dziołcha spokrewniona z Kylo Renem, bo... Spróbuj sobie wyobrazić, że w trzeciej części sagi się okazuje, że to MIŁOŹDŹ nawróci Bena na jasną stronę mocy. Bo to Disney, więc mnie to nie zdziwi... Ale chyba wtedy popełnię honorowe seppuku. Bo nie.
I ja obstawiam, że Ray jest dziecięciem Luke'a – wtedy Ben by miał nieco mniejsze powiązanie z mieczem niż ona, przez co wyjaśniło by choć trochę, czemu laseczka z dopiero przebudzoną mocą wykradła go zatwardziałemu jedaiowi. ( Może to szukanie sensu na siłę, no ale chcę).

Oczywiście, nadal nie nauczyli się zabijać. Randomowe szturmowce giną hurtem, ale ich przecież nie znamy (swoją drogą, to te super zbroje, które w zasadzie przed niczym nie bronią i giną tak czy inaczej od jednego strzału...). W całym filmie ginie aż jedna postać znana z imienia i nazwiska – ale w jakim stylu? Dostaje jeszcze patosowe trzy minuty umierania, by pomimo że miał serce przebite mieczem i w sumie brakowało mi tu jakiejkolwiek krwi czy choćby zakrztuszenia się, w pełnym nabożeństwie, z czułością głaszcze swojego mordercę (no może i syna, ale jednak mordercę) po twarzyczce. A ten, który go zamordował, cóż... Niestety wygląda na poruszonego tym.

Wracając jeszcze do Bena – zachowuje się jak gimnazjalista w okresie buntu... Brakuje mi w nim takiego villanismu, Jak coś mu nie wychodzi, to niszczy wszystko dookoła. No serio...? Nie ogarniam tej kuwety i tego Kylo Rena.

Nie, żebym hejtował cały film. Paradoksalnie, pomimo wielu niedociągnięć, dobrze się oglądało. No i Chewie z Hanem – cudowny duet. Jestem fanem.
Odpowiedz
#3
W dużym stopniu muszę się zgodzić z Nidem i Wandą – film niby jest bardzo dobry, ale... no właśnie. Zapewne powiem więc to samo co oni, ale nieco innymi słowami. xD

Efekty specjalne są naprawdę genialne: w wielu momentach siedziałam w fotelu kinowym z rozdziawionymi ustami i niewiele więcej mogę na ten temat powiedzieć: to trzeba po prostu zobaczyć.

Co do fabuły i akcji, to odnoszę wrażenie, że chcieli upchnąć w filmie jak najwięcej elementów, żeby zadowolić absolutnie każdego i efekt końcowy pozostawia "trochę" do życzenia. O przesadnej nostalgii wspomniał już Nid. Kilka smaczków jest naprawdę miłych, choćby pytanie Hana, czy na Starkillerze mają zgniatarkę śmieci, ale wiele z nich to po prostu przesada. Dialog stromtrooperów identyczny jak w Nowej Nadziei, serio? Znalezienie miecza Luke'a, który spadł na Bespin w jakąś dziurę, być może prowadzącą poza całe miasto, serio? Jak dla mnie to BARDZO mało prawdopodobne.

Sama fabuła do złudzenia przypominała mi fabułę "Nowej Nadziei". Rey tak samo jak niegdyś Luke mieszka w zabitej dechami wiosce, myśląc, że Jedi i wszystko inne to tylko legendy, a potem nagle pojawia się przy niej poszukiwany przez złą organizację robot (tyle dobrze, że nie użyto tekstu "to nie ten droid, którego szukacie"). Oczywiście daje się porwać przygodzie i leci dostarczyć go tam gdzie trzeba, a po wielu perypetiach po drodze wysadzona zostaje potężna stacja kosmiczna potrafiąca rozpierniczać planety. Hm, jakoś mało oryginalnie.

Momentami, kiedy akcja już nabrała tempa, miałam wrażenie, że mknęła ona trochę za szybko. Tutaj lecą zniszczyć Starkillera, biją się z trooperami, ginie Han, ledwie mamy okazję, żeby z tego powodu rozpaczać, a tutaj już biją się z Kylo, Finn pada na ziemię, znowu biją się z Kylo... Owszem, w filmie był czas na wszystko, ale według mnie pod koniec nieco zbyt szybko się wszystko działo. W starej trylogii akcja również była raczej dynamiczna, a mimo to nie odnosiłam takiego wrażenia.

Największym minusem filmu jest – wybaczcie określenie – ciotowaty czarny charakter. Po trailerze tak jak Nid spodziewałam się budzącego postrach, tajemniczego naśladowcy Vadera, oczywiście różnego od niego zachowaniem (bo Vader jest tylko jeden i mnie go nic nie zastąpi), lecz mimo to nieco podobnego. Tymczasem dostałam sfrustrowanego, za przeproszeniem, gówniarza, który chce być tak fajny jak Vader, ale nawet mu do pięt nie dorasta i który nie dość, że nie umie zachować swojego gniewu na odpowiednią okazję i rozwala bądź co bądź własny statek, to jeszcze zdejmuje maskę chyba w połowie filmu, psując całą aurę tajemniczości. Ponadto bez większych problemów i to kilkukrotnie ogrywa go początkująca w posługiwaniu się Mocą laseczka, choć na początku zatrzymywał pociski z blastera – no naprawdę? Żałosnego całokształtu tej postaci nie reperuje nawet zabicie własnego ojca (sama scena, jak napisał Wanda, jest kiepskawa, chociaż i tak płakałam jak dziecko :(). A zatem Kylo Ren to naprawdę ogromne rozczarowanie moim zdaniem. Wiadomo, to nie on jest głównym "złym" tego filmu, ale Darth Vader teoretycznie także nie był, a mimo to wzbudzał respekt i miał według mnie wielki autorytet, jeśli tak to można określić.

Twoja hipoteza, Nid, według mnie może być prawdziwa albo bardzo bliska prawdy, w każdym razie taką mam nadzieję. Gdyby tak bowiem nie było, wyglądałoby to tak, że jakaś zwykła zbieraczka złomu nagle, nie wiadomo skąd, odkryła w sobie Moc i idzie ratować świat... no nie, to by mi się średnio podobało. Inna sprawa, że wówczas nie miałyby raczej sensu te poszlaki, które wskazałeś. Twoje podejrzenie jest więc chyba najbardziej słuszne. :)

Zgadzam się też z Wandą co do pojawienia się nieco "z dupy" The First Order. Na początku wprawdzie całkiem mi się podobał sposób przedstawienia go, bo wydawał się taki ogarnięty i złowrogi, ale prędko zepsuła to sztuczna stylizacja na nazistów. I nawet ten salut... no nie, naprawdę, bieda.

Relacja Rey i Finna też naciągana, zwłaszcza że nie wiadomo, co to do końca jest. Niby kilka scen sugerowało mocno naciągany romans, a tymczasem pod koniec Rey, całując go w czoło, mówi: "Dziękuję, PRZYJACIELU" czy coś tam. Nie wiem, może tylko dla mnie to niekonsekwentnie brzmi.

Oczywiście z chęcią obejrzę kolejne części, choć zapewne też będę im mogła wiele zarzucić. Ogólnie jestem zadowolona, ale świadomość, że mogło być lepiej, i to w dość wielu miejscach, nieco mnie rozczarowuje.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
(20-12-2015, 11:09)Vetala napisał(a): Relacja Rey i Finna też naciągana, zwłaszcza że nie wiadomo, co to do końca jest. Niby kilka scen sugerowało mocno naciągany romans, a tymczasem pod koniec Rey, całując go w czoło, mówi: "Dziękuję, PRZYJACIELU" czy coś tam. Nie wiem, może tylko dla mnie to niekonsekwentnie brzmi.

Typowy friendzone i tyle XD
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
#5
ale țo gwiezdne wojny.  tu powinna być przyjaźń a nie friendzone! dwie różne sprawy!
Odpowiedz
#6
(20-12-2015, 12:49)Nidrax napisał(a): Typowy friendzone i tyle XD

Bo ona ma być Dżedaj przecież, gdzie tam w jej życiu miejsce na miłość, a od pierwszego wejrzenia to już w ogóle :P
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Film niemal majstersztyk, tyle że nic nowego :|
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#8
OK, nie byłem na tym w kinie, bo... nieistotne.
Pozostało mi zatem czekanie na wydanie DVD (kinówki z lektorem IVO nie znoszę). No i się doczekałem.
Siedząc w zaciszu domowym, mogąc cofać ciekawsze momenty albo zatrzymywać, by wyjść... no nie, tego nie musiałem robić – wysikałem się wcześniej.
Jak oceniam jednym zdaniem? Odgrzewane kotlety, które bez efektów i 'starych' postaci byłyby wręcz niestrawne. A teraz konkretnie:
Efekty? – świetne. Głownie pewnie dzięki realizacjom zdjęć. Widać tu rękę Rogera Guyetta (znany z 'Harry Pottera' lub z 'Star Treka'), Patricka Tubacha (drugi koleś od 'Star Treka'). Kamera w ruchu robi wrażenie – przejścia z jednej postaci na drugą w jednym ujęciu, sceny walk itp. Zresztą za efekty film dostał nagrodę BEFTA. Każdy lot Sokoła Milenium wymiatał – coś genialnego. Miecze pięknie świeciły – wreszcie nabrały blasku, który oświetlał twarze.
Kolejny plus to stara gwardia. Łezka w oku się kręciła, gdy pojawiały się postacie ze starej trylogii: najpierw Han Solo i Chewbacca, pózniej Leia, a na końcu Luke.
Minusy:
Dialogi – czasem wręcz groteskowe.
Muzyka – nawet nie zauważyłem, czy jakaś była. W starej trylogii tak pięknie budowała klimat.
Postacie – o Kylo już wiele tu napisano. To dzieciak, który chce naśladować swego dziadka. Do Vadera jednak mu daleko, tamten wzbudzał największą grozę – jak dla mnie większą od imperatora. W dwójce i trójce świetnie pokazano rozterki, jakie przeżywał Anakin. Tu zupełnie nie czuć tych emocji. Rey – sympatyczna, ale śmiesznie naiwna. Czeka na tej zapyziałej planecie na powrót rodziców – błagam. Schwytana przez Kylo nagle odkrywa moc – no rzesz k.m., jak to się stało, że nowicjuszka potrafi się oprzeć takiemu wydze, jak to się stało, że wiedziała, jak może mocą nakłonić strażnika, by ja uwolnił, i wreszcie jakim cudem posługując się pierwszy raz mieczem świetlnym, pokonała Kylo?
Stare motywy w nowym wydaniu – droid z misją specjalną (no błagam), piaszczysta planeta, większa gwiazda śmierci, x-wingi lecą korytarzem, by ja zniszczyć, zabity Solo spada w dziurę itd. Można mnożyć bez końca.
Do dziwnych rzeczy, których nie ogarniam, w pierwszej kolejności zaliczyć trzeba miecz Luka. Dlaczego ta zwykła rzecz posiada jakąś dziwną magiczną moc. Ledwie Rey go dotknęła, a otrzymała jakieś wizje. Kurcze, czy to 'Gwiezdne Wojny', czy 'Harry Potter'? Druga dziwna rzecz to R2D2, który jest w hibernacji – no błagam. Skąd się wzięła ta hibernacja? C3PO mówi, że R2D2 jest w hibernacji, odkąd wyjechał Luke. I to ma niby wszystko wyjaśnić? Robot dostał depresji czy co? Scenę wcześniej mamy inny absurd, gdy C3PO mówi, że mapa z BB8 jest niekompletna i "na domiar złego przedstawia niezbadany dotąd układ" (cytuję z filmu). Przecież już za czasów Anakina (Atak Klonów) jeśli czegoś nie było w archiwum Jedi, to coś nie istniało, czyli praktycznie cała galaktyka była już zbadana. Wracając do hibernacji R2D2 – co sprawiło, że nagle ten robot się obudził? Nikogo to ma nie dziwić? Disney myśli, że ta informacja jest nieistotna? Kolejną dziwną rzeczą jest zabójczy promień z nowej Gwiazdy Śmierci. Niech ktoś mi powie, jakim cudem tak szybko przemierza galaktykę. Dla porównania światło ze Słońca potrzebuje 5 godzin, by dotrzeć do Plutona, najdalszej planety naszego układu. W 'Gwiezdnych Wojnach' mówimy o galaktyce – tu odległości liczymy w latach świetlnych. Czym zatem jest ten 'promień zagłady'?

Oglądało się przyjemnie, ale... głód prawdziwych "Gwiezdnych Wojen" pozostał. Jeśli w ósemce coś z tym nie zrobią, to będzie kiszka, bo na tkliwych wspomnieniach daleko nie zajadą.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
Ja fanem Star Warsów nie jestem. VII ich część, oprócz efektów specjalnych nic ciekawego w sumie tam nie zaobserwowałem. Podobał mi się ten opór głównego bohatera i chęć zdrady Porządku. Reszta bohaterów (oprócz tych ze starej trylogii) wydawała mi się bez jajeczna. Te niby rozterki Kylo niby były, ale wyglądały mi na wprowadzenie ich na siłę. R2D2 – ta jego hibernacja i nagła pobudka była dla mnie po prostu dziwna. Jedyny bohater z nowej części, który mi się spodobał to ta kulka-robot (i ta jego okejka zapalniczką xD). No i w sumie Finn, ale to bardziej taką chwilową sympatię lub ciekawość we mnie wzbudził. I nic więcej. No i reszta rzeczy, które mi nie grały to już wyżej napisał Stu.
A tak ujęcia walk X-wingów, szturm sił Porządku itd. no zacnie to wyglądało.
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości