Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Wyjdź z mgły... [18+]
#1
Wyjdź z mgły

Stał przy stolikach. Nawet kiedy minęło pół godziny, wciąż czekał. Niecierpliwie wiercił stopą między kafelkami, imitując zabijanie czasu. Spojrzał przelotnie w stronę placu z nadzieją, że ona się tam pojawi. Nic z tych rzeczy. Jedynym, co widział, była nieprzenikniona mgła, gęsta i szara, otaczała kawiarnię niczym mur.
– Zaraz przyjdzie, spoko, Jake… – mruczał sam do siebie, drapiąc się w rękę. Ciepła ciecz spływała po jego lewym przedramieniu, pod paznokciami zalegała zaschła ropa.
Nie mógł się pogodzić z tym, co zrobił. To był ogromny błąd, największy w jego życiu. Jeśli przyjdzie, wszystko będzie jak dawniej, jeśli nie, to koniec. Decydujący, kulminacyjny moment w jego życiu. Podniósł przewrócone krzesło i usiadł, chowając twarz w dłoniach. Mimowolnie popłynęły łzy.
Spojrzał w stronę kawiarni, zobaczył wybitą szybę. Westchnął. Ze środka wiało trupem, pustką, na ścianie zasychała posoka, pod nią leżał wykrwawiający się powoli mężczyzna. Od kilku minut był nieruchomy. Drzwi do budynku, połamane w pół, leżały wewnątrz, stoliki i krzesełka zarówno w środku, jak i na zewnątrz, były poprzewracane.
– Przyjdzie, kocha mnie – wmawiał sobie. Wstał i spojrzał znów na plac. Nic, tylko cisza.
Spojrzał na swoją kurtkę, była cała umazana w szkarłatnej cieczy. Odruchowo przetarł ją ręką i poczuł, jak krew lepi się do jego dłoni. Przyłożył do nosa i powąchał.
– Śmierdzi – stwierdził, po czym wszedł do kawiarni.
Wiedział, że jeśli przyjdzie, posoka na ubraniach raczej nie zrobi na niej dobrego wrażenia. Powiódł wzrokiem po ladzie, namierzył drzwi do łazienki. Ruszył, minął leżące ciało, nawet nie zwracając na nie uwagi. Buty chlapnęły, maczając podeszwy w kałuży krwi. Szedł dalej niewzruszony.
Usłyszał kilka stuknięć i huk. Odruchowo przystanął, gardło zacisnęło się niczym w pętli. Przełknął ślinę i chwycił leżące na podłodze krzesło. Ruszył dalej. Otworzył drzwi do łazienki kopniakiem, lecz te z drugiej strony zaraz się odbiły.
Jake w jednej chwili wpadł do środka i zatrzasnął drzwi. Zobaczył go. Mimo że skóra schodziła z niego, jakby zdzierana pasami, mimo że w oczach miał pustkę, mimo że był pozbawiony ręki, chłopak nawet nie się nie zaskoczył. Wiedział kto, lub co, na niego tam czeka.
Mebel poszybował w stronę nieznajomego i zgniótł nieznajomemu twarz. Płat skóry odleciał, przyklejając się do ściany jak na klej. Tajemniczy mężczyzna jednak zdawał się nic nie czuć i gdy krzesło odbiło się od jego czerepu, ruszył do ataku. Strzyknęło coś w jego kręgosłupie, zgarbił się nagle i wystawił ręce przed siebie, obnażając zęby.
Jęki, stękania i straszliwy jazgot nie ruszyły Jake’a ani trochę. Złapał nieznajomego za gardło, czując jak skóra spod jego palców się wyślizguje i zaczął zacieśniać uchwyt. Przycisnął go do ściany, coś chrupnęło i zachrzęściło.
– Ona przyjdzie – mówił Jake, jakby do siebie – przyjdzie, a ty nie żyjesz. Za chwilę i teraz, potem znikniesz, trupie, znikniesz… znikniesz… – powtarzał – znikniesz… już na zawsze...
Przycisnął łokieć do gardła przeciwnika i szczerząc zeby, uderzył go głową. Kolejny chrzęst. Jake spojrzał na niego i ujrzał pęknięcie, jakby czaszka truposza wklęsła się. Posoka zaczęła powoli wyciekać z rany.
Mimo że kręciło się mu w głowie, przyłożył truposzowi czołem jeszcze raz. Czaszka przeciwnika pękła z trzaskiem, ale jej właściciel nawet nie jęknął z tego powodu. Wirował z nim niczym w tańcu, uderzał i uderzał, momenty uciekały przed nim krótko niczym sekundy, zabierały mu czas. Wrzasnął ze złości, zajazgotał jak jakieś zwierzę i rzucił trupem o ścianę. Głowa nieszczęśnika uderzyła z hukiem o marmur, polała się krew. Cisza, i tylko pot cisnął się do wciąż wirujących oczu.
Ciało opadło na podłogę, otwierając swoją czaszkę i prezentując, co pięknego w niej siedzi. Mózg drgał jeszcze chwilę, a krew, która wcześniej go oblewała, wypłynęła na podłogę, tuż pod nogi Jake’a. On jednak spojrzał z pogardą na trupa, splunął, ustabilizował oddech i odwrócił się w stronę umywalek, jak gdyby nigdy nic.
Zobaczył nagle w lustrze szatyna oblepionego krwią, z błądzącymi, pozbawionymi źrenic, zielonymi oczami i długą, szeroką raną na czole. Zmarszczył brwi i spojrzał przez ramię. Powiódł wzrokiem od kabin do drzwi, ale nikogo tam nie było. Popatrzył jeszcze raz w lustro, ale oczy przysłoniła mu czerwona ciecz spływająca z czoła. Odkręcił kurek i szybko obmył twarz. Krew wciąż się lała.
Spojrzał po raz trzeci w lustro z pogardą wobec tego, kogo w nim widział. Nie wiedział, że to on.
– Kim jesteś? – spytał poważnie. Nikt nie odpowiedział.
Jake miał powoli dość, warknął i wymierzył cios prosto w lustro. Szkło pękło i wbiło się w pięść chłopaka. Usłyszał chrupnięcie, nagle nadgarstek zdrętwiał i przestał się ruszać. Spojrzał na niego zaskoczony, wnet krew znów oblała mu całą twarz.
Wrzasnął, już nie z gniewu, a bólu. Nie bolała go jednak głowa, ani dłoń, bolało go serce, nadzieja na przybycie jego ukochanej niknęła z każdą chwilą. Wszystko wokoło zdawało się być nierealne niczym sen. Uderzył w zlew w całej siły, porcelanowa umywalka drgnęła, obrywając kawałek tynku ze ściany, a nadgarstek pękł z trzaskiem, przekrzywiając się pod dziwnym kątem.
Chwycił ręcznik papierowy zdrową ręką i pociągnął. Rolka obróciła się kilkukrotnie, aż cały papier z niej zleciał. Chłopak wcisnął go sobie w czoło, poczuł mdłości, do gardła podpełzły mu wymiociny. Beknął mimowolnie, czując wzrastające ciśnienie.
– Przyjdzie, na pewno przyjdzie – burknął do siebie. Spojrzał na drzwi wyjściowe i rzucił mokrym od krwi papierem w ścianę. Przylepił się do niej, chlapiąc posoką wokoło.
Jake wyszedł z toalety i skierował się ku wyjściu z kawiarni. Miał wrażenie, że o czymś zapomniał, obejrzał się, ale po chwili uczucie minęło.
Usłyszał coś, jakby uderzenie mokrej stopy o beton. Wybałuszył oczy. Z placu naprzeciwko kawiarni, z mgły, wychodziła właśnie wysoka postać, a że jej długie włosy powiewały swobodnie na wietrze, chłopak rozpoznał ją. Skądś wiedział, że to ona. Przyszła do niego, mimo że ten zachował się jak ostatni dupek, mimo że ją zdradził, mimo że robił to już wcześniej.
– Jesteś! – krzyknął radośnie i wystrzelił z kawiarni jak z procy.
Nagle poczuł, jak jego noga przestaje go słuchać, upadł na kolano i spojrzał na krwawiącą obficie łydkę. Sterczało z niej szkło i wyglądało na to, że właśnie uszkodziło ważne nerwy. Zignorował, wstał i poczłapał ku swojej ukochanej.
Szła, również powoli, w podartej koszuli nocnej, jęcząc i stękając. Włosy brunatne niczym futro niedźwiedzia powiewały na wietrze, jak zawsze piękne. Jake poczuł znowu mdłości, miał wrażenie, że lada moment upadnie i straci przytomność, jednak szedł dalej, wycierając co chwilę swoją twarz z krwi.
– Jesteś, skarbie! – krzyknął, ale nie słyszał już swojego głosu, a piskliwy szwargot. Nagle rana na ręce zaczęła piec jeszcze bardziej, odbierała czucie w lewym przedramieniu, podobnie było z łydką.
Powoli zaczęło do niego docierać, że jest ranny i że czuje jakikolwiek ból. Mimo to szedł dalej na spotkanie z ukochaną. Spojrzał na nią, rozmazywała się w oczach, ale była coraz bliżej. Wyciągnęła ku niemu ręce, rozpostarła swe ramiona, stęknęła. Chwycił ją za szyję, czując lepiącą się maź na palcach.
Jęknęła i zacharczała, chwyciła go mocno za ramiona, wbijając w nie swoje paznokcie. Uśmiech, wspólne spojrzenia i dotyk. Pocałował ją prosto w usta, a ona rozwarła swoje i zatrzasnęła szczękę. Zęby wbiły się w wargi chłopaka, posoka trysnęła na ich twarze.
Stał nadal, czując, jak krwawią mu usta, czując, jak twarz się rozpływa i znika. Czując, jak umiera wnętrze, gdzie została tylko jedna, najważniejsza rzecz. Wtedy dopiero dotarło do niego, że umiera. Upadł na kolano i spostrzegł, że świat pociemniał, zamazał się, oddalił od niego, a ukochana jest przy nim. Była w nim, w jego myślach.
Był szczęśliwy.


Nie wiem, czy jest to odpowiedniej długości miniatura. W razie czego, mówcie. ;)
"Jeszcze się nie ciesz. Nie ma takiego szczęścia, którym się nie udławisz, Lee."
~ Neogor z Zimnej Kołyski

"Życie jest jak pyłek, a kwiat jak ciało. Pyłek ulatuje czasami tak niespodziewanie, tak szybko... A ja jestem wiatrem."
~ Gariusz ze Świnioujścia
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat:Mebel poszybował w stronę nieznajomego i zgniótł nieznajomemu twarz. 
Lepiej brzmiałoby chyba "zgniótł mu twarz". 

Jak dla mnie zbyt brutalne i krwawe opisy, powinno być wcześniej jakieś ostrzeżenie, czy coś. Ale ogólnie podobało mi się, chętnie przeczytałabym opowiadanie o tym, co stało się wcześniej, mimo że to na pewno byłoby bardziej brutalne. :p
Odpowiedz
#3
Nałożone ograniczenie wiekowe chyba będzie wystarczającym ostrzeżeniem. XD
Co do poprawki, to sam nie wiem, w zasadzie znaczy to samo, więc na razie pozostawię jak jest. ;)
Niezbyt myślałem o tym, co się działo wcześniej, szczerze mówiąc. :P
Dzięki za komentarz, pozdrawiam. :D
"Jeszcze się nie ciesz. Nie ma takiego szczęścia, którym się nie udławisz, Lee."
~ Neogor z Zimnej Kołyski

"Życie jest jak pyłek, a kwiat jak ciało. Pyłek ulatuje czasami tak niespodziewanie, tak szybko... A ja jestem wiatrem."
~ Gariusz ze Świnioujścia
Odpowiedz
#4
Opowiadanie mnie zaciekawiło. Lubię wszystko, co związane z zombie, a do tego dramat...To, co lubię najbardziej :3
Bohater, jak się przekonaliśmy, nie był idealny przed pojawieniem się zombie, co mi się podoba. Nie jest jakimś Garrym Stu, na co często natrafiam, czytając opowiadania :/ Choć zachował się nie fair w stosunku do ukochanej osoby... Nie rozumiem, jak można kogoś zdradzić, ale nie będę ingerowała w Twoją myśl, tylko ją przyjmuję.
Odniosłem wrażenie, że psychika bohatera łamie się, a jedyną rzeczą, która trzyma go przy w miarę zdrowych zmysłach, czy może nawet przy życiu, jest myśl o jego dziewczynie. Gdy tylko ją zauważył, pobiegł do niej, nie zważając, że niesie to ze sobą ryzyko. Choć ona sama była dla niego niebezpieczeństwem. Jakby oszalał po tym, jak widział umierających ludzi, zombie zjadających innych... Może myślał, że gdy znajdzie ukochaną, wszystko stanie się lepsze? W każdym razie odniosłam wrażenie, że wszystko sprowadza się do postaci dziewczyny. Chyba tylko ona mogła mu przynieść ukojenie.
Spodobała mi się scena z lustrem, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że psychika postaci jest krucha.
Aż się zaczynam zastanawiać, co sama bym zrobiła w świecie pełnym zombie :c
Od początku przeczuwałam, jakie będzie zakończenie, ale nie spodziewałam się, że bohater pocałuje ukochaną w usta... Trochę ble, ale to potwierdza teorię, co do wewnętrznego rozbicia Jake'a.
Weny! ^^
Odpowiedz
#5
Poniekąd zrozumiałaś to tak, jak chciałem przedstawić, więc gratki. ^^
Bohater z pewnością nie wiedział, że jego ukochana nie żyje, sam nie wiedział, co się wokół niego dzieje, a urywki splatały się w dziwną rzeczywistość, w której żył tylko myślą o brunatno-włosej ukochanej. :P
Dzięki za komentarz, pozdrawiam. :D
"Jeszcze się nie ciesz. Nie ma takiego szczęścia, którym się nie udławisz, Lee."
~ Neogor z Zimnej Kołyski

"Życie jest jak pyłek, a kwiat jak ciało. Pyłek ulatuje czasami tak niespodziewanie, tak szybko... A ja jestem wiatrem."
~ Gariusz ze Świnioujścia
Odpowiedz
#6
(18-12-2015, 13:17)DeadHuman napisał(a): Niecierpliwie wiercił stopą między kafelkami, imitując zabijanie czasu (jak można 'imitować' związek frazeologiczny, którego nie można brać dosłownie? nie można bowiem dosłownie zabić czas – to jest pojecie raczej abstrakcyjne, a imitowanie tego, to abstrakcja do kwadratu).

Powiódł wzrokiem po ladzie, namierzył drzwi do łazienki. (wygląda to tak, że drzwi były na ladzie)

(...) chłopak nawet nie się nie zaskoczył. (coś tu za dużo tego 'nie')

Wiedział kto, (zbędny przecinek) lub co, (zbędny przecinek – jeśli to miało być wtrącenie, trzeba było dać w myślnikach, bo przecinek rządzi się swoimi prawami) na niego tam czeka.

Płat skóry odleciał, przyklejając się do ściany jak na klej (pleonazm).

Jęki, stękania i straszliwy jazgot nie ruszyły (bardziej pasuje 'wzruszyły') Jake’a ani trochę. Złapał nieznajomego za gardło, czując (przecinek) jak skóra spod jego palców się wyślizguje (przecinek – bo tu kończy się zdanie podrzędne) i zaczął zacieśniać uchwyt.

– Ona przyjdzie – mówił Jake, (zbędny przecinek) jakby do siebie (kropka i dalej duża literą) – przyjdzie, a ty nie żyjesz. Za chwilę i teraz, potem znikniesz, trupie, znikniesz… znikniesz… – powtarzał – znikniesz… już na zawsze...
Przycisnął łokieć do gardła przeciwnika i szczerząc zeby (zęby), uderzył go głową. Kolejny chrzęst. Jake spojrzał na niego i ujrzał pęknięcie, jakby czaszka truposza wklęsła się (się wklęsła – unikamy 'się' na końcu zdania).

(...) momenty uciekały przed nim krótko niczym sekundy, zabierały mu czas. (co za abstrakcja – a tak po polsku? co to znaczy?)

Cisza, (zbędny przecinek – można go zastąpić wielokropkiem) i tylko pot cisnął się do wciąż wirujących oczu.

On jednak spojrzał z pogardą na trupa, splunął, ustabilizował oddech i odwrócił się w stronę umywalek, (zbędny przecinek) jak gdyby nigdy nic.

Chłopak wcisnął go sobie w czoło, poczuł mdłości, do gardła podpełzły mu wymiociny (jak dla mnie, wymiocinami jest to, co już opuści gardło).

Nie wiem, co ten obraz przedstawia. Nie rozumiem Twego zamierzenia. O czym to miało być?
To miało szokować? zniesmaczyć? zastanowić? – u mnie nie wywołało żadnej reakcji. Jest jakiś tam tekst, o czymś opowiada, kończy się śmiercią... i tyle.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Właściwie to tekst miał być, bo miał być, nie miał pokazywać czegoś konkretnego, choć próbowałem zawrzeć w nim "coś". Nie do końca mi wyszło, powiedzmy, że był to swego rodzaju eksperyment, jednostrzałowiec, którego się nie pamięta i nie nosi w sercu, bo... nie ma po co.
W każdym razie dzięki za zajrzenie i wytknięcie mi (ogromu ;_;) paskudnych błędów. ;)
Pozdrawiam.
"Jeszcze się nie ciesz. Nie ma takiego szczęścia, którym się nie udławisz, Lee."
~ Neogor z Zimnej Kołyski

"Życie jest jak pyłek, a kwiat jak ciało. Pyłek ulatuje czasami tak niespodziewanie, tak szybko... A ja jestem wiatrem."
~ Gariusz ze Świnioujścia
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości