Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Ravan
#1

Prolog

Dwaj żołnierze dreptali przez las, od czasu do czasu rozglądając się na boki. Skromne uzbrojenie i młody wiek świadczyły o tym, iż musieli zostać niedawno rekrutowani.
– To naprawdę nie jest dobry pomysł – mruknął niechętnie niższy.
– Nie gderaj – odciął się drugi.
Szli dalej, aż do ich uszu zaczął docierać coraz głośniejszy szum płynącej wody. Wyższy przystanął na moment i dłonią dał znak towarzyszowi. Od tego momentu posuwali się naprzód dużo wolniej, bacznie obserwując okolicę, niemalże przekradając się od drzewa do drzewa. Gdy rzeka znalazła się już w ich polu widzenia, lider dał dłonią kolejny znak i obaj przypadli do ziemi.
– Widzisz? Tam jest – wskazał przed siebie.
W oddali, pomiędzy pojedynczymi gałęziami, dało się dostrzec nagą sylwetkę młodej dziewczyny. Mimo iż pogoda nie dopisywała i panował chłód, jej najwyraźniej nie przeszkadzało to w kąpieli. Długie, złociste włosy przełożyła sobie przez ramię, płucząc je w tej chwili, tym samym odsłaniając kompletnie jędrną pierś… i szpiczasto zakończone ucho.
– Piękna suka – mruknął z rozmarzeniem.
– Skąd wiedziałeś, że tu będzie? – W głosie niższego brzmiało nieskrywane zmartwienie.
– Codziennie się tu pluska. Cholera, te cycuszki…
– Daj spokój, Mark – warknął na niego. – To był durny pomysł. Nie zakochuj się w elfkach!
– Odbiło ci? Po prostu ładna dupcia. Nikt nie mówi o zakochiwaniu się.
– To po jaką cholerę ją podglądasz, bogowie wiedzą ile już czasu?!
– Cicho, Alex, do diabła…!
Syknął na niego i z przestrachem rozejrzał się wokół. Poza nimi nie było tu jednak nikogo. Jeszcze raz wpatrzył się w elfkę. Dziewczyna ochlapała się jeszcze kilkukrotnie i zanurzyła w strumieniu.
– Dobra, teraz będzie chwilę pływać… chodź.
– Dobrze, czas najwyższy wracać…
Wyższy prychnął cicho śmiechem i wskazał palcem w przeciwnym kierunku niż ten, z którego przyszli. Alex otworzył szerzej oczy.
– Tobie naprawdę odbiło! Wracamy, zanim nas obu przez ciebie wyleją!
– To tylko jedna głupia elfia szmata. Nikt się nawet nie dowie. Zresztą, inaczej zaśpiewasz, jak sobie złapiesz te cycuszki.
To mówiąc, jął przekradać się od drzewa do drzewa, chowając się na moment za każdym razem, gdy dziewczyna wynurzała się, by zaczerpnąć tchu. Alex, mamrocząc pod nosem długą litanię przekleństw, szedł krok w krok za nim.
W pewnym momencie znaleźli się tuż obok niej. Wystarczyło zrobić parę kroków, by wejść do rzeki, dokładnie w miejsce, w którym właśnie stała. Mark uśmiechnął się, widząc wyraz twarzy swojego towarzysza. Chłopak oddychał nieco szybciej i gwałtownie przełykał ślinę. Nie mając zielonego pojęcia o tym, że jest obserwowana, dziewczyna odgarniała włosy z twarzy i ściągała je z tyłu głowy szerokim ruchem ramion, uwypuklając tym samym piersi. Odchylona ku górze twarz miała dziewczęce, jeszcze niemal dziecięce rysy, a duże, błękitne oczy i lekko rozchylone usta nadawały jej wyraz anielskiej niewinności. Patrząc na nią, Alex nie był w stanie się zdecydować, które z uczuć jest w nim silniejsze – pożądanie czy wstyd przed pożądaniem kogoś takiego. Głos rozsądku podpowiadał mu, że ma do czynienia z elfem, gatunkiem, z którym nie powinni mieć nic wspólnego… ba, z elfim dzieckiem, które z racji swojej natury było jeszcze bardziej niedojrzałe niż jej ludzka rówieśnica. Tymczasem inny głos, brzmiący zupełnie jak Mark, coraz głośniej powtarzał zdanie o łapaniu tych cycuszków…
Dziewczyna ponownie zanurzyła się w wodzie, znikając im z oczu. Wyższy dobitnie wskazał ją palcem i obaj wstali. Alex trząsł się nieco z podenerwowania. W myślach powtarzał sobie, że to co robi jest złe, że nie powinien, i że tak naprawdę nie chce i nie wiedział na co się pisze. I że robi to tylko dla przyjaciela.
Mark dał dłonią określony sygnał, którego nauczyli się w armii – otoczyć i pojmać. Nie zdążył jednak nawet wskoczyć do rzeki, bo tym razem elfka wynurzyła się o wiele prędzej niż ostatnim razem. Obaj mężczyźni stanęli jak wryci, ona zaś, spostrzegłszy ich, krzyknęła krótko z przerażenia i rzuciła się w stronę najniższego brzegu.
– ŁAP JĄ!
Zbyt podenerwowany, by logicznie myśleć, Alex po prostu wykonał polecenie rzucone tonem nieznoszącym sprzeciwu. Kilka kroków było wystarczającym rozpędem i obu udało się długim susem pokonać prawie całą szerokość rzeki, nadrabiając tym samym sekundę lub dwie straty do ich celu. Dziewczyna nie krzyczała, po prostu biegła przed siebie, kompletnie naga i bosa. Przez pewien czas zostawiała ich w tyle i już mogło się wydawać, że uda jej się uciec. Gdy jednak wbiegła w miejsce, gdzie znajdowała się stara, niemal kompletnie już zniszczona wieża obserwacyjna, jej stopa ześliznęła się z jednego z kamiennych odłamów i elfka upadła boleśnie na ziemię. Nim zdążyła wstać, młodzi rekruci byli już przy niej. Złapali ją za ręce i nogi. Nie miała najmniejszych szans walczyć z ich żelaznym uściskiem.
– Spokój – warknął Mark. – Bądź grzeczna, to nic ci się nie stanie.
Jednocześnie uśmiechnął się porozumiewawczo do Alexa. Chłopak poczuł obrzydzenie na ten widok i jakby go to oprzytomniło. Puścił elfkę i cofnął się o krok.
– Kurwa, Mark, daj spokój, tak nie można…
Jego towarzysz spojrzał na niego ze zniecierpliwieniem. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale jego słowa zostały stłumione. Nagły, bardzo gwałtowny podmuch wiatru szarpnął drzewami, wzniecając ogłuszający szum. W powietrze wzbiły się nawet małe grudki ziemi. Mark odruchowo puścił dziewczynę i zasłonił twarz dłońmi. Ona jednak nie uciekała. Leżała na ziemi, kredowobiała na twarzy, wpatrując się z niewypowiedzianym przerażeniem w wiszącą nad nimi paszczę. W następnej sekundzie smok wylądował, tylnymi łapami ciężko uderzając w ziemię, przednie opierając na wieży.
Gdy stworzenie cofnęło głowę, nabierając haust powietrza, Alex zdążył pomyśleć z ogromnym żalem, że to miało być tylko głupie podglądanie, a on nie zdążył jeszcze zrobić tylu rzeczy w życiu i że to tak bardzo niesprawiedliwe. W następnych sekundach resztę jego życia wypełnił potworny ból i jego własny krzyk.
"Jesteś tak chuda, że gdyby nastała zombie apokalipsa, zamiast Cię pożreć wykorzystaliby Cię od razu jako wykałaczki..."
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(12-12-2015, 18:04)Crazy Halfling Mage napisał(a): Prolog

Mimo, (zbędny przecinek) iż pogoda nie dopisywała i panował chłód, jej najwyraźniej nie przeszkadzało to w kąpieli. Długie, złociste włosy przełożyła sobie przez ramię, płucząc je w tej chwili, tym samym odsłaniając kompletnie jędrną pierś… i szpiczasto zakończone ucho. (To ona tę pierś zarzuciła na ramię? Bo jakoś blisko wypadła ta pierś koło ucha :D )

Z resztą (Zresztą), inaczej zaśpiewasz, jak sobie złapiesz te cycuszki.

To mówiąc, jął przekradać się od drzewa do drzewa, chowając się na moment za każdym razem, gdy dziewczyna wynurzała się (przecinek) by zaczerpnąć tchu.

Wystarczyło zrobić parę kroków (przecinek) by wejść do rzeki, dokładnie w miejsce, w którym właśnie stała.

Patrząc na nią, Alex nie był w stanie się zdecydować, które z uczuć jest w nim silniejsze – pożądanie, (zbędny przecinek) czy wstyd przed pożądaniem kogoś takiego.

W myślach powtarzał sobie, że to co robi jest złe, że nie powinien, (zbędny przecinek) i że tak naprawdę nie chce (tu raczej może być przecinek) i nie wiedział (przecinek) na co się pisze. I że robi to tylko dla przyjaciela.

Nie zdążył jednak nawet wskoczyć do rzeki, bo tym razem elfa (elfka) wynurzyła się o wiele prędzej niż ostatnim razem. Obaj mężczyźni stanęli jak wryci, ona zaś, spostrzegłszy ich, krzyknęła krótko z przerażenia i rzuciła się w stronę najniższego (najbliższego) brzegu.

Zbyt podenerwowany, by logicznie myśleć, Alex po prostu wykonał polecenie rzucone nieznoszącym sprzeciwu tonem (szyk – rzucone tonem nieznoszącym sprzeciwu).

Na razie mam mieszane uczucia. Niby ciekawe, ale czy nie jest tylko pod publiczkę, a dalej będzie las i coraz więcej drzew? Dwóch bohaterów już uśmierciłeś, więc został tylko smok i elfka – na kim chcesz budować fabułę?
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Poprawki wymienił Stuu, więc nie ma co tu więcej wypisywać. Zaciekawiło mnie, choć nie do końca. Mark i Alex byli dość dziwnymi bohaterami, tekst jednak za krótki, by móc cokolwiek o nich powiedzieć. Nie są one raczej złożone. Jeden z bohaterów pędzi za drugim, bo to jego przyjaciel. Postawił mu się, ale potem zmiękł jak ciepłe bułeczki, z powrotem na koniec zmieniając się w cnotliwego żołnierza/najemnika.
Trudno tu cokolwiek powiedzieć o uniwersum, za mało.
Smok był tak trochę nagle i znikąd, ale przymykając oko, da się tego nie zauważyć.
Ostatecznie jest to prolog, więc raczej oprzesz prawidłowe części opowieści na innych postaciach. Pytanie brzmi, jak się to odniesie do tegoż fragmentu? Będę obserwował dalej, z pewnością, zobaczymy, co jeszcze wymyślisz. :D
Pozdrawiam.
"Jeszcze się nie ciesz. Nie ma takiego szczęścia, którym się nie udławisz, Lee."
~ Neogor z Zimnej Kołyski

"Życie jest jak pyłek, a kwiat jak ciało. Pyłek ulatuje czasami tak niespodziewanie, tak szybko... A ja jestem wiatrem."
~ Gariusz ze Świnioujścia
Odpowiedz
#4
Błędy wymienione powyżej, więc nie będę ich powielać. Przyczepię się jednak do słowa "cycuszki", które pojawiało się tutaj dość często. Poza tym, gubiłam się w tym, co kto mówi ;–;
Jak wymienił DeadHuman, postacie były dziwne i nie do końca wiem, jak interpretować ich zachowania. Rozumiem, popęd seksualny, testosteron i tak dalej, ale jeden z nich najpierw nie chce, potem chce, potem znowu nie chce. Pomyślałam, że jeden ma wyraźnie dominujący charakter, drugi słabszy, ale nie jestem pewna, czy dla kolegi sprzeciwiłby się z własnymi zasadami moralnymi. Z drugiej strony, niektórzy ludzie zrobią wszystko, by tylko zachować przy sobie przyjaciół, wiem o tym aż za dobrze. Nie wiem, jakoś nie przypadli mi do gustu, szczególnie że chcieli zgwałcić elfkę. Ale wydaje mi się, że nie mieliśmy ich polubić.
No i pojawienie się smoka – przypadek, że akurat w takim momencie? Na początku myślałam, że to elfka jakoś go wezwała, ale jej przerażenie na to nie wskazywało. To mi podpowiada, że elfy i smoki są wrogami, czy też smoki robią co chcą i kiedy chcą. Trudno mi jednak "wgryźć się" w wykreowany świat, ale z każdym fantasy mam problem XD
Choć ogólnie całkiem mi się spodobało, zaciekawiło. Będę kontynuować czytanie ^^ Też się zastanawiam, na kim będziesz budował fabułę. Pomyślałam, że ta armia, w której się uczyli, będzie chciała wiedzieć, dlaczego ich nie ma, zaczną poszukiwania i natkną się przy tym na coś dziwnego. Choć ciężko mi coś wnioskować po prologu.
No cóż, zobaczę, co jeszcze wymyślisz :D
Odpowiedz
#5
Rozdział I

Ravan nie wyróżniał się szczególnie od podobnych sobie – smukłe ciało, jasna karnacja, proste i długie do ramion kruczoczarne włosy. No i oczywiście wystające spomiędzy nich szpiczaste uszy. Wyglądał zupełnie tak, jak mógłby wyglądać każdy dwudziestoletni elf. A jednak, gdy przebywał wśród swych pobratymców, bez trudu można było dostrzec, iż ci wyraźnie starali się utrzymać go na pewien dystans. Nie potrafił jednoznacznie stwierdzić, czym podyktowane było owo zachowanie – strachem, niechęcią, ostrożnością czy zazdrością – dość powiedzieć, iż Ravan nie był kimś, z kim chętnie spędzano czas. Z tego też powodu nawet jego matkę przestało dziwić, iż chłopak znikał na całe dnie ze swym łukiem, włócząc się bogowie wiedzą gdzie, po czym wracał bez słowa wyjaśnienia jak gdyby nigdy nic. Witała go wówczas uśmiechem, nie pytając o nic ani tym bardziej nie oczekując, że chłopak sam będzie skłonny do zwierzeń ze swoich eskapad.
Dziś było inaczej.
Ravan, jeszcze nim wszedł do skórzanego namiotu, dostrzegł rzucane mu niespokojne, nieprzychylne spojrzenia, o wiele bardziej intensywne niż zazwyczaj. Będąc już w środku, nie zdążył nawet o cokolwiek zapytać. Ella, długowłosa dojrzała piękność, widząc go, natychmiast wstała z ziemi i rzuciła mu się w objęcia, przytulając go mocno do piersi.
– Mamo…
– Dziecko, jak ja się o ciebie bałam…
Westchnął głęboko i przytulił rodzicielkę. "Złe rzeczy się dzieją" – tak brzmiało najczęstsze powiedzenie, które tu słyszał. Nawet nie "zdarzają", ale "dzieją". Cały czas. Nie miał wątpliwości, że podczas jego nieobecności znów coś się wydarzyło.
– Nic mi nie jest – rzekł wreszcie, odsuwając się i patrząc jej w oczy.
Kiedy jego matka była smutna, zazwyczaj po prostu się uśmiechał. To wystarczyło, by wzbudzić radość na jej twarzy. Tym razem w jej oczach dostrzegł cień, którego nie widział już od dawna. Cień, który po raz pierwszy zobaczył ponad dekadę temu, gdy musiała mu powiedzieć, że jest już półsierotą.
– Mamo?
– Caehel nie żyje.
Zamrugał. Słowa dotarły do niego, ale jego świadomość momentalnie je odrzuciła. Caehel, młodziutkie dziecko, młodsza nawet od niego, przynajmniej przez moment gościła w sercu każdego młodzieńca. On również nie był wyjątkiem w tej kwestii.
– Jak…
Przerwał i postąpił krok w bok, gdy do namiotu wszedł średniego wieku elf w skórzanej zbroi. Przez plecy miał przewieszony kołczan z tuzinem strzał, w ręku zaś dzierżył długi łuk. Leiah nie był jego ojcem i choć mieszkał z nimi, odkąd Ella została wdową, nigdy nie było między nimi na tyle silnej więzi, by mógł o nim tak pomyśleć. Niemniej przywykł już do tego, iż reszta społeczności właśnie w ten sposób go postrzegała.
– Ludzie przysłali wiadomość – rzekł mężczyzna, nie tracąc czasu na powitania. – Oczekują wyjaśnień.
– Idę z tobą – wypalił natychmiast chłopak.
– Nie…
– Zgadza się.
Spokojny głos jego matki został natychmiast stłumiony przez twardy ton ojca. Kobieta spojrzała na Leiaha z zaskoczeniem na twarzy.
– Ella, chłopak ma już dwadzieścia lat – rzekł, mocno akcentując ostatnie słowa. – Czas najwyższy, żeby poznał swoich wrogów. Szczególnie teraz.
– To niebezpieczne!
– Życie tutaj jest niebezpieczne. Złe rzeczy dzieją się cały czas, nie uniknie ich. Ale może się na nie przygotować. Caehel nie była gotowa.
W jego głosie zabrzmiały gorycz i nienawiść. Ravan spojrzał na matkę. Sam nie wiedział, które z nich było bardziej zaskoczone tak nagłą decyzją Leiaha. Od lat chciał odwiedzić ludzkie siedziby, nieraz nawet zakradał się w ich pobliże. Zawsze jednak kiedy była okazja, by rzeczywiście doszło do spotkania dwóch nacji, jego rodzice kategorycznie zabraniali mu w nim uczestniczyć.
– Nigdzie nie pójdzie! – Wymierzyła palcem w mężczyznę w oskarżycielskim geście. – Nie waż się go ze sobą zabierać!
– Nie zabieram go, ale chłopak jest już prawie dorosły. Jeśli zechce iść z nami, nie zabronię mu.
– Leiah!
– Nie możesz wiecznie trzymać go pod spódnicą. Nie teraz, kiedy nastroje znowu są zaognione. Ravan, wyruszamy za godzinę.
I nie mówiąc nic więcej, wyszedł z namiotu. Kobieta spojrzała z udręczeniem na swojego syna, ale nie powiedziała ani słowa. Po dłuższej chwili uśmiechnęła się słabo i położyła dłoń na jego policzku.
– Cokolwiek bym nie powiedziała, i tak zrobisz po swojemu, prawda?
Znów się do niej uśmiechnął. Ponownie zbliżyła się do niego i przytuliła z całej siły.
– Jesteś taki sam jak twój dziadek. On na pewno byłby z ciebie zadowolony.
– A ty nie jesteś? – zapytał z przekąsem.
– Ja będę, kiedy przestaniesz się narażać na każdym kroku, mój głuptasie. – Odsunęła się, wzięła jego twarz w dłonie i spojrzała mu głęboko w oczy. – Ravan, jesteś wszystkim, co mi pozostało na tym świecie. Tylko ty mnie wciąż tu trzymasz. Bez ciebie ja już nie mam po co żyć. Nie pozwól tym ludziom się skrzywdzić, rozumiesz?
Nie czekając na odpowiedź, złożyła na jego czole długi pocałunek pełen matczynej miłości.
Godzinę później, zgodnie ze słowami Leiaha, wyruszyli w drogę. Mężczyzna zabrał ze sobą jedynie starsze małżeństwo jako reprezentację starszyzny oraz młodą, energiczną elfkę, której długa szata wskazywała na przynależność do uzdrowicieli.
– Co się właściwie stało? – zapytał wreszcie Ravan, zrównawszy się z przybranym ojcem.
– Wczoraj przed południem żołnierze Detheroka znaleźli w lesie zwłoki dwóch swoich rekrutów i Caehel. Tuż pod wieżą graniczną. Tyle wiem.
– Skąd wiadomo, że to ona?
– Bo tylko ona była tak głupia, żeby codziennie kąpać się w rzece poza granicami naszego terytorium!
Przełknął ślinę. Leiah nie bez powodu został głównodowodzącym łuczników w Elfiej Puszczy… czy raczej tym, co im z niej pozostało. Nie był najlepszym ze wszystkich wojownikiem ani łucznikiem, ale jak nikt inny potrafił zachować zimną krew. Mało kto potrafił przypomnieć sobie, by wdział go kiedykolwiek zagniewanym.
– Detherok znów będzie miał pretekst, żeby nasyłać na nas swoich ludzi. Cholera, jeśli się uprze, będzie w stanie uznać, że to my zabiliśmy tych dwóch gnojków… Czekają nas ciężkie czasy, Ravan.
Przez dłuższą chwilę nie odzywali się do siebie, jednak chłopak czuł, że jakaś niewypowiedziana myśl pozostała na języku przybranego ojca. Nie musiał długo czekać, by przekonać się, że miał rację.
– Chcę, żebyś zaczął trenować pod okiem Lanlaera.
Chłopak uniósł brwi w zdziwieniu.
– Lanlaera? TEGO Lanlaera?
– Tak.
– Dlaczego w ogóle Boski Strzelec Lanlaer miałby chcieć mnie uczyć? I czy on jeszcze żyje?
– Żyje, ma się dobrze, i obiecał mi, że cię wyszkoli.
Niemal stanął w miejscu. Gdy po dłuższej chwili emocje nieco się uspokoiły, uszczypnął się potajemnie, chcąc się upewnić, że nie śni. Ten dzień niósł ze sobą niespodzianki jedna po drugiej.
– Znasz Lanlaera? – zapytał wreszcie szeptem, sam nie wiedząc dlaczego.
– Nie. Ale twój dziadek go znał, a ja znałem twojego dziadka i wiem, że Lanlaer miał wobec niego dług, którego nigdy nie zdążył spłacić. Zrobi to, szkoląc cię.
Chłopak nie odezwał się już ani słowem. Miał zbyt podzielone uczucia. Śmierć elfki powinna wzbudzić w nim silny żal i było tak w istocie, ale teraz wszystko inne przesłaniała mu wizja nauki pod okiem legendarnego mistrza. Lanlaer Boski Strzelec, Lanlaer Jedna Strzała, Lanlaer Łuk Niebios… Każdy elf znał historie o jego wyczynach, ba, w niektóre wręcz trudno było uwierzyć. Jeśli rzeczywiście nadal żył, musiał mieć przeszło czterysta lat, czyli dwa razy więcej, niż dożywali przeciętni przedstawiciele jego gatunku. Już to samo w sobie czyniło go chodzącą legendą.
– O, słodka Elligro…
Dotarło do niego, że szedł jak we śnie przez dobrą godzinę, kompletnie nie zważając na drogę. Dopiero strwożony głos kapłanki wyrwał go z zamyślenia. Otworzył szeroko oczy, z niedowierzaniem obserwując scenerię wokół.
Rozsypująca się kamienna wieża służyła za punkt graniczny pomiędzy częścią puszczy, w której wolno było jeszcze osiedlać się elfom, a terenem łowieckim oficjalnie należącym do ludzi. Teraz teren w promieniu kilkunastu metrów wokół niej obejmowała świeżo wypalona ziemia, z której wystawały sczerniałe kikuty zwęglonych drzew. Poczuł bardzo nieprzyjemne sensacje w żołądku, widząc u podstawy budowli spalonego trupa mogącego należeć wyłącznie do małej dziewczyny. Już z oddali dostrzegli niewielki oddział kilkunastu zbrojnych oraz ich dowódcę w zdobionej zbroi.
– Nikt nie dobył jeszcze broni – mruknął Leiah. – Nie wiem, czy to dobry znak, czy zasadzka.
– Gdyby chcieli wszczynać wojnę, wybraliby lepszy sposób niż zasadzka na posłów – odparła spokojnie starsza elfka, kładąc mu dłoń na ramieniu. – Rozchmurz się. To naprawdę może być dobry znak. Choć raz nie pokazują, że mają tu władzę.
W milczeniu stanęli u stóp ruin, Leiah i Ravan z przodu, pozostała trójka nieco za nimi. Dowódcą oddziału okazał się przeciętnej postury mężczyzna około czterdziestki z paroma mniejszymi bliznami na twarzy.
– Komendancie. – Leiah skinął głową.
– Przejdźmy od razu do rzeczy – rzekł twardo, jeszcze nim przybysze zdążyli się zatrzymać. – Jedna z waszych zapuściła się dość daleko poza granice waszych ziem. Jej ubrania znaleźliśmy ładny kawałek stąd, niedaleko naszego garnizonu.
– To prawda, Caehel często chodziła się tam kąpać mimo ostrzeżeń starszych – potwierdził spokojnym głosem Leiah.
– Pilnujcie lepiej swojej młodzieży, od tej pory jeśli moi żołnierze dostrzegą kogoś w pobliżu garnizonu, będą strzelać bez ostrzeżenia. Nie tolerujemy szpiegostwa.
– Caehel nie była…
– To już nieistotne. Istotne jest to. – wskazał głową spalonego trupa. – W tym miejscu moi żołnierze znaleźli dwóch naszych chłopców i waszą dziewczynę. Wyglądali tak samo jak ona. Jesteś w stanie mi wyjaśnić, co tu zaszło?
Leiah zmarszczył brwi.
– Nie wiem, co spowodowało ten pożar.
– Ani ja. Ale moi ludzie zeznają, że słyszeli jakiś hałas, a potem pojawił się ogień. Nagle, znikąd, pojawia się chmura ognia, która momentalnie wypala dziurę w lesie. Żaden z tych dwóch chłopców nie był czarownicą. Pozostaje dziewczyna.
Starsza elfka prychnęła z pogardą i wystąpiła naprzód.
– Ludzie. – W jej ustach to słowo zabrzmiało wręcz jak obelga. – Jesteście tacy naiwni… naprawdę sądzicie, że każda kobieta, w której żyłach płynie elfia krew, zaraz musi być czarownicą? Nie, Caehel nie władała żadną magią. Cokolwiek tu zaszło, na pewno nie było jej dziełem.
– Balish Mormont nie weźmie waszych słów za dowód w sprawie.
– Mormont? – Starszy elf po raz pierwszy się odezwał. – Naszymi sprawami zajmował się…
– Balish Neb zginął dwa dni temu. Balish Mormont zarządził, by w przypadku podobnych spraw przeprowadzać gruntowne śledztwo. – Przez moment milczał, jakby wyczekując reakcji swoich rozmówców, a gdy tej nie było, odchrząknął. – Będziecie musieli wprowadzić zespół śledczych na wasze ziemie i zapewnić im bezpieczeństwo.
– Nie ma mowy – warknął starszy elf.
– To chyba łamie postanowienia pokoju – rzekł spokojnie, choć z wyczuwalnym gniewem Leiah.
– Złamaniem postanowień pokoju byłoby wtargnięcie na wasze ziemie – odrzekł równie spokojnie komendant. – Właśnie dlatego wprowadzicie moich śledczych na swoje ziemie, z waszą zgodą i opieką nad nimi.
– To jakaś bzdura! – uniósł się stary elf. – Żaden człowiek nie postawił swojej stopy tak głęboko Elfiej Puszczy nawet za czasów Thelldelasa Sprawiedliwego!
– Obecność człowieka w naszych siedzibach to świętokradztwo – poparła go żona. – Nawet najprostsi z waszych żołnierzy muszą to rozumieć. Równie dobrze moglibyśmy zażądać, żeby wasi kapłani Wszechojca przebrali się w kobiece stroje i zaczęli wielbić w swoich świątyniach Elligro. Tak się nie godzi…
– A wy z pewnością rozumiecie – komendant wszedł jej w słowo – że nawet najwyżsi rangą żołnierze wykonują rozkazy. Dostałem rozkaz, by działać w ten a nie inny sposób i ten rozkaz wykonam. Daję wam dwa dni na powiadomienie swoich. Za dwa dni oczekuję tu dziesięciu wybranych przez was opiekunów dla moich emisariuszy, pięciu mężczyzn i pięć kobiet.
– DZIESIĘCIU?! Chcesz wprowadzić na nasze ziemie dziesięciu…?!
– Wykonuję swoje rozkazy, kobieto, i twoje krzyki ich nie zmienią.
– Spokojnie. – Leiah uniósł dłoń w pojednawczym geście. – Powściągnijmy swoje emocje. Wystarczy tej rozmowy. Wrócę do domu i rozmówię się ze starszyzną…
– Nie oczekuję na DECYZJĘ, elfie. Jeśli za dwa dni nie zobaczę tu dziesięciu waszych, dostanę inne polecenia. I lepiej dla was, żeby się rzeczywiście okazało, że to całe zamieszanie to nie wasza sprawka.
– Skoro nie nasza, to czyja?
Wszyscy spojrzeli na młodego elfa. Ravan wręcz czuł na twarzy przepalające spojrzenie przybranego ojca.
– Co powiedziałeś, chłopcze? – W głosie komendanta pobrzmiewała nuta zaciekawienia.
– Czy w ogóle pomyśleliście o tym, co mogło to zrobić? To nie wasi żołnierze, Caehel nie była czarownicą. To sprawka kogoś trzeciego. W ogóle nie bierzecie tego pod uwagę! Ktokolwiek to jest…
– Chłopcze, znaj swoje miejsce – przerwał mu komendant.
– Viridanie są równi – wtrącił się Leiah, dla poparcia swych słów kładąc mu dłoń na ramieniu. – Chłopak ma rację. Nie bierzecie…
– Nawet jeśli to nie wy, to jeśli nie chcesz mi wmawiać, że nagle z nieba spadła wam na głowy jakaś czarownica, muszę założyć, że pochodzi od was. A to już wasz problem. Macie dwa dni. Możecie je wykorzystać na własne dochodzenie. Spotkanie skończone.
– Ciało? – odezwała się uzdrowicielka.
– Możecie je zabrać. Żołnierze!
Na tę komendę zbrojni dobyli mieczy. Dopiero wówczas komendant się wycofał. Zbrojni stali jeszcze przez dłuższy czas w miejscu, nie ruszając się nawet wówczas, gdy piątka elfów znalazła się już na sporym dystansie.
– Nigdy więcej nie odzywaj się nieproszony – warknął wreszcie Leiah.
– To po co w ogóle mnie ze sobą zabrałeś?! – obruszył się Ravan, zbyt późno obniżając ton głosu.
– Żebyś poznał w końcu swojego wroga.
"Jesteś tak chuda, że gdyby nastała zombie apokalipsa, zamiast Cię pożreć wykorzystaliby Cię od razu jako wykałaczki..."
Odpowiedz
#6
Ta część podobała mi się bardziej niż prolog. Nie sądziłam, że główną postacią będzie elf. Nie wiem za bardzo, co powiedzieć, więc dodam tylko, że ciekawie poprowadzona akcja ^^
Weny!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(16-12-2015, 01:59)Crazy Halfling Mage napisał(a): Rozdział I

 I (Nie lubię zdań, które zaczynają się od "i", dość dziwnie to brzmi, połączyłabym to z poprzednim zdaniem) oczywiście,(zbędny przecinek) wystające spomiędzy nich szpiczaste uszy.

A jednak, gdy przebywał wśród swych pobratymców, bez trudu można było dostrzec, iż ci wyraźnie starają(starali) się utrzymać go na pewien dystans. Trudno było jednoznacznie stwierdzić, czym podyktowane jest(było) owo zachowanie – strachem, niechęcią, ostrożnością, (zbędny przecinek)czy zazdrością – dość powiedzieć, iż Ravan nie był kimś, z kim chętnie spędzano czas.

Z tego też powodu nawet jego matkę przestało dziwić, iż chłopak znikał na całe dnie ze swym łukiem, włócząc się bogowie wiedzą gdzie, po czym wracał bez słowa wyjaśnienia, (zbędny przecinek)jak gdyby nigdy nic.

Ravan, jeszcze nim wszedł do skórzanego namiotu(przecinek) dostrzegł rzucane mu niespokojne, nieprzychylne spojrzenia, o wiele bardziej intensywne niż zazwyczaj.

Kiedy jego matka była smutna, zazwyczaj po prostu się uśmiechał. To wystarczyło, by wzbudzić uśmiech na jej twarzy.

Przez plecy miał przewieszony kołczan z tuzinem strzał, w ręku zaś dzierżył długi łuk, na który naciągnięto cięciwę. (Nie rozumiem tego kawałka. Łuk zasadniczo jest łukiem, kiedy ma cięciwę, jeśli jej nie ma, to jest tylko kawałkiem drewna – według mnie zatem zbędne. Poza tym nie widzę również sensu w zaznaczaniu dokładnej ilości strzał w kołczanie, po co mi to wiedzieć?)

Leiah nie był jego ojcem i choć mieszkał z nimi (przecinek)odkąd Ella została wdową, nigdy nie było między nimi na tyle silnej więzi, by mógł o nim tak pomyśleć. Niemniej przywykł już do tego, iż reszta społeczności właśnie w ten sposób go postrzega(postrzegała).

Sam nie wiedział, które z nich jest(było) bardziej zaskoczone tak nagłą decyzją Leiaha.

– Nigdzie nie pójdzie! – w(W)ymierzyła palcem w mężczyznę w oskarżycielskim geście.

Nie czekając na odpowiedź, złożyła na jego czole długi pocałunek,(zbędny przecinek) pełen matczynej miłości.

Nie musiał długo czekać, by przekonać się, że ma(miał) rację.

– Znasz Lanlaera? – zapytał wreszcie szeptem, sam nie wiedząc czemu(Lepiej "dlaczego").

Chłopak nie odezwał się już ani słowem więcej(zbędne)

Śmierć elfki powinna była (zbędne) wzbudzić w nim silny żal, (zbędny przecinek)i było tak w istocie, ale teraz wszystko inne przesłaniała mu wizja nauki pod nosem ("pod okiem" – uczy się "pod okiem" kogoś, nie pod nosem, wybacz rozbawienie, ale wyobraziłam sobie to w zabawny sposób :D) legendarnego mistrza.

Jeśli rzeczywiście nadal żył, musiał mieć przeszło czterysta lat(przecinek) czyli dwa razy więcej, niż dożywali przeciętni przedstawiciele jego gatunku.

Rozsypująca się kamienna wieża służyła za punkt graniczny pomiędzy częścią puszczy(przecinek) w której wolno było jeszcze osiedlać się elfom(przecinek) a terenom(terenem) łowieckim, (zbędny przecinek)oficjalnie należącym do ludzi.

Teraz teren w sporym promieniu(Nie brzmi mi to dobrze bez podania dokładnej odległości – ujęłabym to jakoś inaczej) wokół niej obejmowała świeżo wypalona ziemia, z której wystawały sczerniałe kikuty zwęglonych drzew. Poczuł bardzo nieprzyjemne sensacje w żołądku, widząc u podstawy budowli spalonego trupa, (zbędny przecinek)mogącego należeć wyłącznie do małej dziewczyny.

– Gdyby chcieli wszczynać wojnę, wybraliby lepszy sposób, (zbędny przecinek)niż zasadzka na posłów – odparła spokojnie starsza elfka, kładąc mu dłoń na ramieniu.

– Komendancie(kropka) – Leiah skinął głową.

– To prawda, Caehel często chodziła się tam kąpać, (zbędny przecinek)mimo ostrzeżeń starszych – potwierdził spokojnym głosem Leiah.

– To już nieistotne. Istotne jest to(kropka) – w(W)skazał głową spalonego trupa.

(...) c(C )okolwiek tu zaszło, na pewno nie było jej dziełem.

Dopiero wówczas komendant wycofał się(się wycofał).

Czytało się bardzo przyjemnie, bo tekst napisany jest ładnym, dopracowanym językiem, który bardzo przypadł mi do gustu. O prologu mogę powiedzieć jedynie, że jest w porządku. Nie zniechęca do czytania, a to już duży plus, ale też nie czułam po nim, że jeśli nie przeczytam dalszego ciągu, to się potnę, a w sumie lubię się tak czuć, zwłaszcza jeśli zaraz za prologiem jest kolejny fragment. :D
Rozdział pierwszy bardzo przyzwoicie ukazuje postać głównego bohatera – chłopak wydaje się porządny. ;) Inne postacie również są według mnie dobrze zarysowane – moim zdaniem będą stanowić naprawdę solidną bazę do dobrego tekstu.

Co do fabuły, to niewiele póki co można powiedzieć. Może to trochę powierzchowna ocena, ale motyw konfliktu elfio-ludzkiego jest chyba jednym z najbardziej zmaltretowanych motywów w fantasy, smoki w sumie podobnie. Jednak to w bardzo znikomym stopniu obniżyło moją ocenę tych dwóch fragmentów, bo widzę, że odgrzewając stare kotlety, doprawiasz je na nowo. Podoba mi się bowiem rodzaj śledztwa, fakt, że między ludźmi a elfami panuje dość napięty pokój i że od akcji bohaterów zależy, czy się on utrzyma (w każdym razie tak podejrzewam).

Podsumowując: z chęcią przeczytam dalej :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#8
Rozdział II

Pomiędzy drzewami rozpalono niewielkie ognisko. Wśród bezksiężycowej, chmurnej nocy było ono jedynym źródłem światła. Po jednej jego stronie siedziało sześciu mężczyzn i dwie bardzo podobne do siebie kobiety – starszyzna elfów. Nie wyróżniali się spośród pozostałych w żaden sposób – prosty ubiór, sztylet u pasa. Żadnej oznaki pełnionej funkcji. Naprzeciw nich usadowili się Leiah i Ravan.
– Rozumiem.
Głos najstarszej brzmiał delikatnie i pogodnie, jakby należał do młodej, dopiero wstępującej w życie kobiety. Choć bez trudu dało się poznać, jak bardzo jest posunięta w latach, nadal pozostawała w jakiś sposób piękna. Długie, proste włosy leżały swobodnie wokół niej niby srebrna wełna.
– Co z Caehel?
– Kapłanki się nią zajęły – rzekł bez cienia emocji Leiah. – Jutro odprawią jej pogrzeb.
– Komendant nie będzie miał nam tego za złe?
– Gery pozwolił nam ją zabrać, dla mnie to jasny znak, że zdążyli już przeegzaminować jej ciało.
Skinęła głową.
– Lelianno – po raz pierwszy głos mężczyzny zabrzmiał uniżenie. – Nie wiem, co robić. Jeśli taka będzie wola starszyzny, zbiorę ludzi i zabezpieczymy las, ale obawiam się…
– Wiem, co nęka twoje serce. Spójrz. – Wyciągnęła dłoń w stronę płynącej w oddali rzeki. – Przyjrzyj się tej trzcinie. Jest smagana wiatrem, czasem obmywana przez wodę, czasem trącana przez nas. A mimo to trwa nadal, kiedy wiatr przemija, woda odpływa, a my odchodzimy. Czy wiesz, w czym leży jej siła?
Mężczyzna westchnął ciężko i pokiwał głową w wyrazie zrozumienia.
– Nadchodzi wichura, Leiahu, i czy tego chcemy, czy nie, powyrywa wiele drzew wraz z korzeniami. Możemy być jak ta trzcina, ugiąć się i przetrwać to, lub zatwardzić nasze serca, stać się potężni jak dęby, i jak one paść, kiedy nie będziemy w stanie przeciwstawić się siłom potężniejszym od nas.
– A więc ty już podjęłaś decyzję – odezwał się grobowym tonem siedzący obok niej starzec.
Kobieta posłała mu smutny uśmiech.
– Nie widzę tu jakiegokolwiek pola do manewru. Uriel nie śpieszy się z wypowiedzeniem nam kolejnej wojny, nie powinniśmy dawać mu do tego pretekstu.
– Kawałek po kawałku zabiorą nam wszystko – rzekł inny. – Jeśli teraz im nie zabronimy, to kiedy? Kiedy nie będzie nam już wolno nawet oddychać bez pozwolenia?
– To już nie ten czas, kiedy byliśmy potęgą. – Druga z kobiet położyła dłoń na kolanie przedmówczyni. – I jeszcze nie ten czas, kiedy mamy siłę, by stawić im opór. Moje serce również krwawi, ale Lelianna ma rację. Musimy się ugiąć. Wojska Uriela mogą nas zmiażdżyć w każdej chwili.
– Jeśli spróbują zaatakować nas w lesie, wykrwawimy ich! – Leiah zacisnął dłoń w pięść i uderzył nią w pierś. – Za każdego mojego żołnierza zapłacą dwudziestoma swoimi. Uriel musi mieć tego świadomość!
– Zapewne ma. – Lelianna przykryła swoją ręką dłoń drugiej kobiety. – Tak jak ma też świadomość, że nie jesteśmy dla niego ważną zdobyczą, szczególnie teraz, kiedy toczy wojnę z Detherokiem. Ale jeśli nie okażemy uległości, może uznać nas za zagrożenie. Wilk w potrzasku odgryzie własną łapę, byleby się z niego wydostać.
– To prawda – odezwał się starzec o poznaczonej bliznami twarzy, nie odrywając swojego spojrzenia od tańczących płomieni. – Uriel boi się nas. Od samego początku jego akcjom nie przewodziła nienawiść wobec nas, ale strach przed nami. Pali go jak ogień, którego nigdy nie ugasi do końca. Teraz to ledwie tlący się płomyk, ale moglibyśmy bez trudu go wzniecić, a jeśli to zrobimy, gotów jest zmiażdżyć nas za wszelką cenę.
– Wojna na dwa fronty wiele by go kosztowała – mruknął inny, pocierając brodę. – Może i zbyt wiele. W Puszczy stacjonują młodziki i niedoświadczeni, bez trudu moglibyśmy wyrżnąć wielu z nich i kompletnie złamać morale pozostałych. Ba, może nawet nie stracilibyśmy ani jednego żołnierza.
– Zbyt wiele zależy od spraw, na które nie mamy wpływu. – Lelianna pokręciła głową. – Detherok niekoniecznie wesprze nas w naszych działaniach. Może po prostu zaczekać, aż nasze siły wykończą się nawzajem i dopiero wtedy uderzyć na Uriela. A jeśli uderzy wraz z nami, co upewnia nas w tym, że nie zdecyduje się później dokończyć tego, co zaczął Uriel? Ten kruchy pokój, który teraz mamy, utrzymywał się od wielu lat. Nie możemy go pochopnie łamać.
Zapadło dłuższe milczenie. Ravan poczuł skurcz w okolicach żołądka. Rozmowa chyba miała się ku końcowi i tym samym zbliżał się upragniony od dawna moment, kiedy będzie mógł wreszcie rozmówić się z przywódczynią ich gromady, tak bardzo dotąd niedostępną.
– Wiem, co czujecie, bo i ja czuję podobnie, ale nie mamy wyjścia. Leiahu, jutro wybierzesz dziesięciu przewodników dla śledczych komendanta Gery'ego.
Jeden ze starszych elfów pokręcił żałośnie głową i ukrył twarz w dłoniach, nikt jednak nie wyraził sprzeciwu. Młody mężczyzna pochylił się w geście usłużności.
– Pozostaje pytanie, co zabiło tę trójkę.
– Nie wiem, pani. – Leiah rozłożył ręce. – Kapłanki też nie były w stanie mi pomóc. Twoja prawnuczka była z nami, również nie wyczuła na miejscu jakiejkolwiek magii. Pogorzelisko wyglądało tak, jakby w to miejsce trafił siarkowy pocisk wystrzelony z trebusza, ale wątpię w to, by ludzie tak szybko zdążyli pozbyć się jego pozostałości i nie wiem, jaki mieliby cel we wprowadzaniu maszyn oblężniczych do Puszczy.
– Może nie było żadnej przypadkowej śmierci? – Zasępiony elf podniósł głowę dotąd skrytą w dłoniach. – Wszystko stało się po ich stronie granicy. Mogli wszystko upozorować?
Leiah zmarszczył brwi.
– Nie mogę tego wykluczyć. Żaden z moich żołnierzy nie czuwał nad rejonem zdarzenia.
– Jeśli tak, to byłoby to wiele zachodu, i w jakim celu? – Starzec o pokrytej bliznami twarzy skrzywił się, kręcąc głową. – Nie wiem, co o tym myśleć, ale jeśli rzeczywiście to JEST ich dzieło, wprowadzenie ludzi do naszych domostw jest dopiero początkiem czegoś większego. Musimy być czujni.
Leiah skinął głową jak na rozkaz.
– Wybiorę najbardziej spostrzegawczych z moich ludzi na przewodników. Jeśli Uriel ma jakieś ukryte zamiary, będą w stanie się tego dowiedzieć.
– Dobrze. – Lelianna wzięła głębszy oddech. – Leiahu, dopilnuj, by wszyscy Viridanie poznali wolę starszyzny. Niech wiedzą, że dla dobra całej naszej rodziny powinni się do niej dostosować.
Spojrzała w bok i uśmiechnęła się do drugiej kobiety. Pozostali uznali to za znak, iż rozmowa dobiegła końca. Wszyscy wstali, a młody żołnierz zagasił stopą ognisko.
– Pani, chciałbym cię o coś zapytać.
Lelianna, która już szykowała się do odejścia, odwróciła się i spojrzała na Ravana z zaskoczeniem, ale wciąż z uśmiechem.
– Słucham cię, dziecko?
– To byłaby dłuższa rozmowa…
– Ravan! – Przybrany ojciec zbliżył się do nich z wyrazem zniecierpliwienia na twarzy. – Będziesz mi jutro potrzebny, a czcigodna jest zmęczona.
– Leiahu, spokojnie. – Kobieta pogładziła chłopca po głowie. – Dawno nie miałam okazji na rozmowę z kimś tak młodym. To będzie dla mnie przyjemność.
Mężczyzna przez moment stał w miejscu, po czym skłonił się lekko.
– Wedle twojej woli. Dopilnuj tylko, proszę, żeby wrócił do domu przed świtem, jego matka pewnie nie zaśnie bez niego.
Uśmiech na twarzy kobiety stał się jeszcze szerszy.
Niedługo potem zostali sami. Elfka szła powoli wzdłuż rzeki, patrząc w zamyśleniu w jej nurt. Ravan kroczył za nią, czując szybsze bicie serca. Od dawna czekał na tę rozmowę, a mimo to nie był w stanie jej zacząć. Milczenie przeciągało się w długie minuty, kobieta jednak nie okazywała zniecierpliwienia. W pewnym momencie przystanęła i usiadła nad brzegiem. Spojrzała na chłopaka i posłała mu ciepły uśmiech.
– Ile masz lat, dziecko?
– Końcem jesieni będzie dwadzieścia jeden – odparł, mimowolnie śpiesząc się z odpowiedzią.
– Dwadzieścia jeden…
Schyliła nieco głowę i zdjęła z niej piękną opaskę wykonaną z drewna. Trzy niezbyt grube gałązki przeplatały się ze sobą i łączyły w jedno u końca.
– Byłam jeszcze młodsza niż ty, kiedy dostałam ten prezent. Jest dla mnie pamiątką po bardzo ważnej lekcji. – Spojrzała mu w oczy. – Usiądź obok mnie. A teraz odpowiedz mi: które z nas jest silniejsze? Ja jako kapłanka, czy ty jako wojownik?
Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
– Ty, pani – odparł szybko. – Masz za sobą wiele lat doświadczenia…
– Nie patrz na mój wiek. Kiedyś byłam równie młoda co i ty. Jeśli byłabym równie niedoświadczona, co ty, lub gdybyś ty był równie doświadczony, co ja, które z nas byłoby silniejsze?
– Ja – odrzekł, tym razem bez chwili wahania. – Magia jest potężna, ale na dystans. Jeśli dojdzie do walki wręcz, jestem w stanie się obronić, a ty… to znaczy…
Zarumienił się. Ciepły, matczyny uśmiech, którym go uraczyła, momentalnie wygnał z niego wszelką nieśmiałość. Położyła dłoń na jego policzku.
– Jesteś naprawdę słodkim dzieckiem – szepnęła, wprawiając go tym samym w zakłopotanie i pogłębiając rumieniec na jego twarzy. – Tak, w walce wręcz nie miałabym żadnych szans, ani teraz, ani kiedyś. Ale żadne z nas nie jest silniejsze. – Jej uśmiech nieco pobladł, a oczy zaszły mgłą. – Żadne z nas nie jest silniejsze od drugiego. Jeśli stanę do walki bez ciebie, zginę, i moje umiejętności leczenia nie przydadzą się nikomu. Jeśli ty staniesz do boju, prędzej czy później ktoś cię zrani i bez mojej pomocy nie będziesz mógł już w pełni wykorzystać swoich zdolności bojowych. Różnimy się i dopełniamy, nie jesteśmy od siebie nawzajem słabsi, ale różni. Jesteśmy jak woda i powietrze. Żadne nie jest ważniejsze od drugiego, bo jeśli zabraknie któregokolwiek z nich, umrzesz. Nie patrz na oczywistą siłę, jaką coś ma, ale na to, jakie znaczenie może mieć w specyficznej sytuacji.
Dłoń ześliznęła się z jego policzka i oparła na trawie.
– Ja… rozumiem… chyba.
– Dobrze. Więc powiedz mi, dziecko, o co chciałeś mnie zapytać.
Odetchnął głęboko.
– Wszyscy traktują mnie inaczej. – Zamilkł na moment, sam nie wiedząc, czego oczekuje, ale gdy nic się nie stało, kontynuował: – Kiedyś myślałem, że tylko mi się wydaje, ale tak nie jest. Czasem mocniej, czasem lżej, ale wszyscy jakoś krzywo na mnie patrzą. Na mamę też. Tylko ojciec… Leiah. Leiah nigdy nie miał nic przeciwko nam. Mama mówiła, że przyjaźnili się jeszcze zanim połączyła się z ojcem.
– To prawda.
– Ale już wtedy musiało być coś nie tak. Matka nigdy nie powiedziała mi, o co chodzi, cały czas udawała, że nie rozumie. Ja… wiem, że ona chce mnie chronić, ale tak nie można. Wczoraj też chciała mnie chronić, ale Leiah mimo to zabrał mnie na rozmowę z ludźmi. Chcę wiedzieć, CO jest ze mną nie tak. Jeśli wszyscy to widzą, to ty będziesz wiedzieć najlepiej.
Lelianna odetchnęła głęboko.
– Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, by o tym z tobą rozmawiać, ale jeśli zdobyłeś się już na odwagę, by mnie zapytać… Byłam jeszcze dzieckiem w czasach, kiedy Elfią Puszczą rządził Thelldelas Sprawiedliwy. Wtedy też poznałam Ravandila Zdobywcę. Na pewno wiesz, o kim mówię.
– Elf z rodu Ignisianów, wychowany wśród ludzi, pierwszy i ostatni po Thelldelasie Wielki Książę Elfów. Każdy o nim słyszał.
– Matka na pewno nieraz ci o nim opowiadała przed snem. Ale zanim stał się zdobywcą i Wielkim Księciem, Ravandil był awanturnikiem. Podróżował po świecie, brał udział w licznych przygodach i nieraz popełniał błędy. A przez długi, długi czas walczył po stronie ludzi, nie elfów. I przez cały ten czas u jego boku żył inny awanturnik. Domyślasz się, o kim mówię?
– Nie…
– Człowiek pochodzący z bardzo daleka, choć również z rodu Ignisianów, który posługiwał się wieloma imionami. Gdy go poznałam, mówili na niego po prostu Ignis. Przez pewien czas podróżowałam wraz z nimi i zdążyłam poznać ich sposób działania. Byli nieprzewidywalni, a kiedy wyznaczyli sobie cel, dążyli do niego wszelkimi drogami, bardzo często łamiąc przy tym wszystkie znane zasady i depcząc niejedną świętość.
Znów pogładziła go po włosach.
– Żyjemy w bardzo niebezpiecznych czasach. Złe rzeczy się dzieją. Każdego dnia, gdy wstaje słońce, budzę się ze świadomością, że to może być mój ostatni wschód. Każdej nocy, kiedy kładę się spać, zamykam oczy z myślą, że być może ich już nie otworzę… a może otworzę zbudzona czyimś krzykiem, tylko po to, by znów zobaczyć las w płomieniach. Wszystkim, czego trzeba, by do tego doszło, jest jeden kamyk, który ruszy lawinę. Viridanie boją się, że ty będziesz tym kamykiem.
Ravan w pierwszej chwili nie zrozumiał tego, co właśnie usłyszał. Kiedy jego umysł przetworzył informację, chłopak poczuł nieprzyjemny, zimny ucisk w żołądku.
– Dlaczego?!
– Twoim pradziadkiem, dziadkiem twojej matki, był Ravandil Zdobywca, nasz ostatni Wielki Książę. Twoim drugim pradziadkiem, ze strony ojca, był Ignis.
Ta wiadomość go nie zaskoczyła. Kompletnie. Była zbyt absurdalna, żeby mógł w ogóle choć przez chwilę uznać ją za prawdę. Po prostu siedział i wpatrywał się tępo w elfkę trochę jak w pomyloną.
– To ja dawałam błogosławieństwo twoim rodzicom i to ja przywitałam cię na tym świecie – kontynuowała, niezrażona jego postawą, wciąż gładząc go po włosach. – Ich drzewo wzrosło szybciej niż kiedykolwiek przedtem lub potem miałam okazję widzieć. A kiedy się urodziłeś, twój ojciec nie miał wątpliwości, jakie imię ci nadać. Jesteś Ravan, potomek Ravandila, odnowienie linii Ignisianów. W tobie odżywa ich dziedzictwo i nadzieja na to, by Elfia Puszcza znów należała tylko do nas. Ale ci Viridanie, którzy pamiętają jeszcze, czym jest wolność, są już starzy i nieliczni. Znacznie więcej jest młodych, którzy urodzili się już w niewoli, tak jak ty, i którzy nie wiedzą, co naprawdę znaczy być wolnym. Dziecko, oni wszyscy boją się, że pewnego dnia chwycisz za broń i staniesz naprzeciw ludzi, by odzyskać swoje dziedzictwo. Boją się, że wówczas ci się nie powiedzie i że cenę za to zapłacą wszyscy Viridanie. Żyjemy w ludzkiej klatce, pilnowani przez ludzi, szczuci przez nich, coraz bardziej się do nich upodabniając, również w tym, że tak jak ludzie zaczynamy bać się nieznanego. Czy już rozumiesz, dlaczego matka chciała cię chronić? Jest gotowa spędzić resztę swoich dni w niewoli, okłamując ciebie i samą siebie, byle tylko cię nie stracić. Nie ma w tym świecie miłości silniejszej niż matczyna.
Chłopak potrząsnął głową. Lelianna cofnęła dłoń.
– To chyba jakaś wielka pomyłka. Jestem…
– Zwykłym chłopcem? – Uśmiechnęła się ze zrozumieniem. – Dwa stulecia temu, w tym miejscu, powiedziałam Ignisowi, że nie zasługuję na swoje imię. Sądziłam, że jest pomyłką, dokładnie tak jak ty teraz. Wszyscy oczekiwali ode mnie, że będę największą z uzdrowicielek.
– Ja nie chcę być żadnym kamykiem! – Ravan mimowolnie podniósł głos. – Nie chcę i nie będę! Jeśli Leiah będzie chciał, żebym dołączył do niego i jego ludzi, dołączę i będę walczył z ludźmi, ale to wszystko! Nie jestem… Ravandilem.
– Nie jesteś. I nigdy nie staraj się nim być. Jesteś Ravan.
Lelianna wstała, a chłopak zaraz za nią. Kobieta zbliżyła się do niego i jeszcze raz pogładziła go po policzku. Zaraz potem sięgnęła do głowy i zdjęła z niej opaskę.
– Nie bój się. Nawet bogowie nie wiedzą, co jest nam pisane. I zatrzymaj to.
Ujęła go za rękę i wręczyła mu ozdobę. Dopiero wówczas poczuł, jak kruche jest już ponad dwustuletnie drewno. Zupełnie zaskoczony, patrzył to na nie, to na kobietę.
– Po jednej z wielkich bitew Ignis trafił do nas, umierający. Sama nie wiem, czemu go wtedy ratowałam, ale po prostu nie mogłam pozwolić mu umrzeć. Ta jedna jedyna decyzja zmieniła oblicze naszej historii. To właśnie on był tym, który lata później pchnął Ravandila ku jego przeznaczeniu. Gdybym pozwoliła mu umrzeć, być może nigdy nie mielibyśmy Wielkiego Księcia nawet przez chwilę. I to on zrobił dla mnie tę opaskę. Przez te lata przypominała mi, jak wiele jest w stanie zdziałać jedna właściwa osoba, jeśli znajdzie się we właściwym miejscu i właściwym czasie. Zatrzymaj ją. Niech teraz przypomina o tym tobie. A teraz wróć do swojej matki, zanim zamartwi się na dobre.
Ucałowała go w czoło i odeszła, pozostawiając w kompletnym osłupieniu.

* Kiedy para elfów decyduje się żyć razem, nie zawierają małżeństwa, ale deklarują sobie, że chcą być ze sobą i proszą boginię o pobłogosławienie ich związku – w tym celu wspólnie sadzą drzewo, nad czym czuwa kapłanka Elligro. Jeśli bogini udziela błogosławieństwa, drzewo momentalnie odrobinę wzrasta.
"Jesteś tak chuda, że gdyby nastała zombie apokalipsa, zamiast Cię pożreć wykorzystaliby Cię od razu jako wykałaczki..."
Odpowiedz
#9
Nie znoszę elfów, wręcz nienawidzę. Ale jednak odświeżyłeś mi to wszystko, pokazałeś je od innej strony i skłonny jestem wciągnąć się w akcję.
Ciekawi mnie smok, który to spalił nasza biedną elfkę i zboczeńców, wychodzi na to, że ma ogromny wpływ na przebieg fabuły. Mam nadzieję, że tego nie spieprzysz :D
Ravan to tak bardzo mało elfickie imię, że aż głowa mała... Nie pasuje mi do niego kompletnie. A co do Balish Mormonta, to chyba Gra o Tron niedawno gościła ci na ekranie. XD Lelianna kojarzy mi się z Dragon Age, ale wcale tak być nie musi, w końcu jest to bardzo rozchwytywane imię.

Rozdział 1
Spodobał mi się, wpadł w gusta. Tajemnice, naturalne dialogi... Udało ci się mnie zaciekawić, co jest raczej trudne. ;)

Rozdział 2
Tutaj było planowanie, strategie, przemyślenia, pokazanie uniwersum, kultury elfów i zagłębienie w historię. Wszystko jest ładnie przedstawione, choć sam mam wątpliwości co do całej rasy spiczastouchych: Są oni raczej inteligentni, bardziej przebiegli od ludzi, a także zwinniejsi. Czy tutaj także tacy będą? Na razie się na to nie zapowiada.

Tak jak powiedziała Vetala, walki elficko-ludzkie (oj, ale powtarzam to słowo :/) są zmaltretowane w całej masie uniwersów. Mam nadzieję, że tutaj doprawisz je na nowo i tchniesz w moje życie sympatię do tej rasy.
Czekam na ciąg dalszy, pozdrawiam. :)
"Jeszcze się nie ciesz. Nie ma takiego szczęścia, którym się nie udławisz, Lee."
~ Neogor z Zimnej Kołyski

"Życie jest jak pyłek, a kwiat jak ciało. Pyłek ulatuje czasami tak niespodziewanie, tak szybko... A ja jestem wiatrem."
~ Gariusz ze Świnioujścia
Odpowiedz
#10
(17-12-2015, 20:41)Crazy Halfling Mage napisał(a): Rozdział II
Pomiędzy drzewami rozpalono niewielkie ognisko. Wśród bezksiężycowej, chmurnej nocy było (Pasowałoby tutaj "ono") jedynym źródłem światła. Po jednej jego stronie siedziało sześcioro(sześciu – "sześcioro" to określenie dla osób różnej płci) mężczyzn i dwie bardzo podobne do siebie kobiety – starszyzna elfów.

Długie, proste włosy leżały swobodnie wokół niej, (zbędny przecinek) niby srebrna wełna.

– Wiem, co nęka twoje serce. Spójrz(kropka) – w(W)yciągnęła dłoń w stronę płynącej w oddali rzeki. – Przyjrzyj się tej trzcinie. Jest smagana wiatrem, czasem obmywana przez wodę, czasem trącana przez nas. A mimo to, (zbędny przecinek) trwa nadal, kiedy wiatr przemija, woda odpływa, a my odchodzimy.

(...)Ten kruchy pokój (przecinek) który teraz mamy (przecinek) utrzymywał się od wielu lat. Nie możemy go pochopnie łamać.

(...) Pogorzelisko wyglądało tak, jakby w to miejsce trafił siarkowy pocisk wystrzelony z trebusza, ale wątpię w to, by ludzie tak szybko zdążyli pozbyć się jego pozostałości i nie wiem, jakby(jaki) mieliby cel we wprowadzaniu maszyn oblężniczych do Puszczy.

– Może nie było żadnej przypadkowej śmierci? – Zasępiony elf podniósł głowę,  (zbędny przecinek)dotąd skrytą w dłoniach.

Leiah skinął głową,  (zbędny przecinek)jak na rozkaz.

Wszyscy wstali (przecinek) a młody żołnierz zagasił stopą ognisko.

 – Usiądź obok mnie. A teraz odpowiedz mi: które z nas jest silniejsze? Ja, (zbędny przecinek) jako kapłanka, czy ty, (zbędny przecinek) jako wojownik?

(...) – Jej uśmiech nieco pobladł (przecinek) a oczy zaszły mgłą. – Żadne z nas nie jest silniejsze od drugiego. Jeśli stanę do walki bez ciebie, zginę, i moje umiejętności leczenia nie przydadzą się nikomu. Jeśli ty staniesz do boju, prędzej czy później ktoś cię zrani, (zbędny przecinek) i bez mojej pomocy nie będziesz mógł już w pełni wykorzystać swoich zdolności bojowych.

Zamilkł na moment, sam nie wiedząc, czego oczekuje, ale gdy nic się nie stało, kontynuował.(dwukropek) – Kiedyś myślałem, że tylko mi się wydaje, ale tak nie jest. Czasem mocniej, czasem lżej, ale wszyscy jakoś krzywo na mnie patrzą.

– Elf z rodu Ignisianów, wychowany wśród ludzi, który (zbędne)pierwszy i ostatni po Thelldelasie Wielki Książę Elfów. Każdy o im(nim) słyszał.

(...)Podróżował po świecie, brał udział w licznych przygodach, (zbędny przecinek) i nieraz popełniał błędy. A przez długi, długi czas, (zbędny przecinek) walczył po stronie ludzi, nie elfów.

Po prostu siedział i wpatrywał się tępo w elfkę,  (zbędny przecinek)trochę jak w pomyloną.

Gdybym pozwoliła mu umrzeć, być może nigdy nie mielibyśmy Wielkiego Księcia, (zbędny przecinek) nawet przez chwilę.

Ciekawy rozdział. Podoba mi się powód, dla którego inne elfy traktują Ravana inaczej, choć szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś podobnego odkąd dowiedziałam się, że nie jest zwyczajny – główny bohater, któremu być może są przeznaczone wielkie czyny, to również dość typowy dla fantasy motyw. Niemniej również do niego mam takie samo podejście, jakie wyraziłam w swoim poprzednim komentarzu. Czekam, aż to wszystko się rozwinie. Chętnie przeczytam dalsze części. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości