Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Rozmowy ze Śmiercią – współczesne fantasy.
#1
Dwie pierwsze części historii tworzonej przez Fatum i Mikado. Fantasy nie związane czasowo z odrobiną codzienności:) Czekamy na wasze opinie:)



Pytanie zadane odbiciu

Nad królestwem zachodziło słońce, zapowiadała się ciepła, jesienna noc. Ostatnie z zagubionych promieni słońca oświetlały jeden z zamkowych pokoi oraz stojącego tam samotnie młodego mężczyznę. Skupiony pochylał się nad dzbanem wina wlewając do niego krople mętnego eliksiru. Pomieszczenie, w którym przebywał młodzieniec, było przestronne, choć niewielkie, jeśli porównać do tego jego własną sypialnię. Znajdowało się tu łoże, mały, lecz bogato zdobiony stolik, kufer i mosiężny świecznik. W powietrzu unosił się stęchły zapach kurzu... nie było w tym nic dziwnego. Pokój dla gości nie był używany już długi czas. Młodzieniec wyprostował się z westchnieniem. Od celu dzieliło go tak niewiele, zaledwie parę kroków. Wziął tacę, na której stał dzban i kielich, powoli otworzył drzwi i ostrożnie wyjrzał na korytarz. Było pusto, tylko z daleka dobiegały go głosy przebywających w zamku gości, którzy rozchodzili się do swoich pokoi. Błękitne oczy chłopca lśniły w migotliwym świetle świec, usta drgały mu lekko. Pewnym krokiem wyszedł z pokoju na korytarz i udał się w kierunku biblioteki. Wiedział, że zastanie tam Króla, który każdy wieczór spędzał otoczony książkami, krzepiąc się kielichem wina. Dzisiaj postanowił sam dostarczyć ojcu trunek. Uśmiechnął się blado i ruszył przed siebie, okute metalem buty odbijały się echem od kamiennej podłogi. Minął dworskiego wróżbitę, który skłonił mu się z szacunkiem. Książę napotkał jego spojrzenie, trwało to zaledwie chwilę, ale oczy wróżbity zmroziły mu krew w żyłach. Spojrzenie starca było pełne wyrzutu, smutku i litości. Młodzieniec szybko ruszył dalej, chcąc pozbyć się niespokojnych myśli, które pojawiły się w jego głowie. W końcu dotarł do celu i pchnął drewniane drzwi. Król siedział na ogromnym fotelu przy kominku, mając na kolanach jakiś stary wolumin. Spojrzał na syna z uśmiechem i gestem zaprosił go do siebie.

                                                    *

          Śmierć przechadzała się zamkowymi korytarzami. Zastanawiała się, dlaczego tak często jest tu ostatnio zapraszana... właśnie wracała z kolacji. Księżna wieczerzała ze swą najlepszą przyjaciółką, wdową po sławnym rycerzu. Tylko Śmierć zauważyła flakonik z trucizną ukryty w fałdach sukni dwórki, jej trzęsące się ręce oraz delikatnie inną barwę wina księżnej.
– Dlaczego musiała umrzeć? – pytała samą siebie. – Przecież się przyjaźniły...tak trudno jest zrozumieć ludzi – westchnęła zrezygnowana. Pamiętała nawet moment odejścia męża trucicielki. Wracając z turnieju w ościennym królestwie, został napadnięty i zamordowany. Podobno widziano wysokiego młodzieńca uciekającego z miejsca zbrodni, ale to tylko plotki. Przechodząc przez jedną z licznych sal, minęła ogromne, ścienne lustro. Spojrzała przelotnie w swoje odbicie, wzrok napotkał własne spojrzenie, w głębokich czarnych oczach tliło się pytanie. – Tak bardzo chciałabym ich zrozumieć. Ciekawe czy to w ogóle możliwe – przeszło jej przez myśl. Uśmiechnęła się smutno i ruszyła w dalszą drogę. Musiała się spieszyć, od jakiegoś czasu była strasznie zabiegana. W tym zamku miała bardzo dużo pracy. Była szczerze ciekawa, komu tym razem będzie musiała pomóc odejść z tego świata. – Mam nadzieję, że to nie będzie Król – pomyślała. – To przyjemny staruszek, bardzo mądry. Jak na człowieka, oczywiście – zachichotała. – Lubię go. Dzięki niemu w tym królestwie zapanował względny pokój, wojny zmierzają ku końcowi, wygląda na to, że zjednoczy rozbite państwa. Będę miała zdecydowanie mniej roboty – ucieszyła się. Podczas tych rozmyślań dotarła na miejsce, poczuła to znane tylko jej uczucie, stając przed drewnianymi drzwiami. Przeszył ją dreszcz, życie było zagrożone. Choć nie lubiła tego robić, już miała przeniknąć przez ścianę i zobaczyć, kto tym razem jest skazany na jej pomoc, gdy nagle drzwi się otworzyły. Wśliznęła się przez nie do środka, mijając wysokiego chłopca. Młodzieniec zadrżał, gdy otarł się o jej płaszcz, jednak dziwny uśmiech nie zniknął z jego twarzy... uśmiech triumfu. – Ach... – pomyślała Śmierć, powoli się odwracając. – Więc to on jest katem. Ciekawe kto jest ofiarą...

 


Do zobaczenia, przyjacielu

Młodzieniec skłonił się ojcu i wszedł do biblioteki, chicho zamykając za sobą drzwi. Ostrożnie, by nie rozlać wina, ruszył w kierunku uśmiechającego się Króla. Postawił tacę na drugim końcu stołu, uważając na woluminy i księgi. Nalał ojcu wina i podał, starając się nie uronić ani kropli. Ruchy miał szybkie, rękę pewną. Usiadł w fotelu i spojrzał na Króla. Jego twarz była oznaczona długą blizną ciągnącą się od skroni aż po podbródek, pospolicie brązowe oczy były wilgotne od łez. Jak zawsze, gdy Król spoglądał na swojego syna. Był jego dumą, wsparciem i wspomnieniem, od kiedy zmarła królowa matka. Król nigdy ponownie się nie ożenił, obdarzając miłością królestwo i poddanych. Władca westchnął cicho i chwycił kielich. Młodzieniec zerwał się z fotela i popatrzył na ojca. Jego usta zadrżały. Brązowe oczy ojca rozszerzyły się, Król wydawał się zaskoczony gwałtownym ruchem potomka. Młodzieniec skinął głową i wymruczał ciche "Dobranoc". Odwrócił się plecami i szybkim krokiem skierował się ku drzwiom. Nie widział, jak Król odkłada kielich,  otwiera usta, chcąc coś powiedzieć. Jednak nie padły żadne słowa. Starzec westchnął ponownie, chwycił za  srebrny talerz i skosztował owoców smażonych w miodzie. Uśmiechnął się, czując znajomy, słodki smak. Zamknął oczy... Nie widział, jak jego syn odwraca się, trzymając już rękę na zimnych, drewnianych drzwiach. Nie widział, jak po jego poliku spływa pojedyncza łza, którą gniewnie zaraz starł. Nie widział, jak na jego twarz wpłynął uśmiech, gdy otwierał drzwi...

 
***
– Dlaczego on? Dlaczego właśnie on? – Śmierć nie mogła tego zrozumieć. Stała na progu obszernej biblioteki i patrzyła na Króla. Króla, który najspokojniej w świecie jadł owoce, czytając jedną ze starych ksiąg, nie zdając sobie sprawy, że jest ulubieńcem Śmierci. – Dlaczego akurat ten staruszek? – zadała szeptem pytanie zaskoczona Śmierć. Przechadzając się po pokoju, próbowała zrozumieć co tu się dzieje. Zamyślona, nie zważała na Króla, który właśnie sięgał po puchar napełniony winem. Poczuła to, gdy jego dłoń dotknęła kielicha: znajomy dreszcz, zagrożenie... – Nie pij tego! – krzyknęła. Ale nie słyszał jej. Jeszcze nie teraz. Trucizna coraz szybciej zaczynała krążyć w królewskiej, błękitnej krwi, staruszek zsunął się na podłogę, robił się blady. Kurczowo trzymał się za brzuch, jego twarz wykrzywiła się, a oczy rozszerzyły się w przerażeniu. Próbował zwymiotować, ale bez skutku. Śmierć uśmiechnęła się smutno, siadając w wygodnym, ciepłym jeszcze fotelu i nalewając sobie wina. Widziała takie sceny niezliczoną ilość razy. Zaraz powinien ją zobaczyć... Nie myliła się. Król, wciąż na czworaka, odwrócił powoli głowę w jej stronę.
– Pomóż mi... – wycharczał. – Błagam...
Upiła łyk szkarłatnego trunku, po czym zdziwiona stwierdziła:
– No no... Jestem pod wrażeniem... Nie krzyczysz, nie rzucasz się w panice na mój widok. Nie boisz się kosy przecinającej dusze, czarnej szaty uszytej przez samą Noc, nie boisz się Śmierci?
Ale staruszek tylko powtórzył resztami sił:
– Pomóż mi... Chcę żyć...
– Wszyscy zawsze to samo – westchnęła. – Chcę żyć, jeszcze tyle lat przede mną, nie zdążyłem nawet nacieszyć się życiem! Czasem mam was już dość. – Mówiąc to, wyciągnęła przed siebie ogromną, srebrną kosę. Wymierzyła nią w klęczącego mężczyznę.
– Gotowy? Pewnie nie, ale mi i tak to nie robi różnicy.
– Nie zdążyłem... – szeptał wciąż starzec. Śmierć z grymasem rozczarowania wzięła zamach. Spodziewała się czegoś więcej po tym człowieku. A przez chwilę wydawało jej się, że nawet go polubiła.
– Nie zdążyłem zjednoczyć ludzi – dokończył resztkami sił.
Broń zatrzymała się cal od jego ciała. Usłyszał pstryknięcie palcami, nagle wróciły mu siły, mógł znów złapać oddech.
– Powtórz to. Dlaczego chcesz żyć, człowieku? – usłyszał głęboki głos. Wstał z ziemi, stanął przed postacią w długiej, czarnej szacie, bał się jednak spojrzeć na jej twarz.
– Nie zdążyłem zjednoczyć ludzi. Tak niewiele brakuje, by zaprowadzić pokój na tych ziemiach, by ludzie wreszcie przestali przelewać bezsensownie krew. Błagam cię, pozwól mi żyć, pozwól mi im pomóc... Dam Ci wszystko, czego zażądasz, nawet własną duszę, tylko proszę cię Pani, daj mi nieśmiertelność, bym mógł zażegnać wojny!
Śmierć zastanawiała się w milczeniu. Ten mężczyzna jednak był coś wart... ale nie mogła wziąć jego duszy, to sprzeczne z jej kontraktem.
– Wszystko czego zażądam – pomyślała i uśmiechnęła się. – Właściwie czemu nie?
– Dużo żądasz – powiedziała do Króla. – Ale dużo też dajesz. Spójrz w me oczy, Królu, i powiedz mi, czy boisz się śmierci?
Staruszek podniósł głowę i zobaczył, jak postać ściąga kaptur, ukazując swą twarz. Patrząc w ciemne oczy samej Śmierci, ujrzał cierpienie, ból, zobaczył czysty mrok.
– Boję się.
– To dobrze, słusznie się boisz. Masz to, czego żądałeś, do zobaczenia, przyjacielu.
Powiedziawszy to, Śmierć zaczęła powoli znikać, rozmywać się niczym poranna mgła.
– Poczekaj, nie powiedziałaś mi, czego chcesz w zamian! – krzyknął zdezorientowany Król. Ale w pokoju zostały już tylko oczy – czarne, śmiejące się wesoło oczy.
– Do zobaczenia, przyjacielu – usłyszał nikłe echo odległych już słów i postać znikła zupełnie. Został sam. Był nieśmiertelny?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
No dosyć ciekawy tekst. Inspirowałeś sie widzę nieco Ghost Riderem jak Johny sprzedał duszę Amistofelesowi w zamian za zycie ojca. Zobaczymy jakie będą kolejne części bo to tylko taki wstępik rozumiem.
Odpowiedz
#3
Pierwsza sprawa dotyczy wcięć akapitów – na naszym forum robimy je kodem [p] na początku akapitu. Druga sprawa też dotyczy wcięć – robimy je przy każdym akapicie, również w dialogach.

(05-11-2015, 18:16)Mikado1502 napisał(a): Dwie pierwsze części historii tworzonej przez Fatum i Mikado (mam nadzieję, że Fatum wyraził zgodę na publikację). Fantasy nie związane czasowo z odrobiną codzienności:) Czekamy na wasze opinie:)



Pytanie zadane odbiciu

Skupiony pochylał się nad dzbanem wina (przecinek) wlewając do niego krople mętnego eliksiru. Pomieszczenie (przecinek) w którym przebywał młodzieniec (przecinek) było przestronne, choć niewielkie, jeśli porównać do tego jego własną sypialnię. Znajdowało się tam łoże, mały (przecinek) lecz bogato zdobiony stolik, kufer i mosiężny świecznik. W powietrzu unosił się stęchły zapach kurzu...(spacja)nie było w tym nic dziwnego.

Wziął tacę (przecinek) na której stał dzban i kielich, powoli otworzył drzwi i ostrożnie wyjrzał na korytarz.

Wiedział, że zastanie tam Króla (małą literą), który każdy wieczór spędzał otoczony książkami, krzepiąc się kielichem wina. Dzisiaj postanowił sam dostarczyć Ojcu (małą literą) trunek.

Młodzieniec szybko ruszył przed siebie (przecinek) chcąc pozbyć się niespokojnych myśli, które pojawiły się w jego głowie.

Zastanawiała się, dlaczego tak często jest tu ostatnio zapraszana... właśnie wracała z kolacji. Księżna wieczerzała właśnie (powtórzenie) ze swą najlepszą przyjaciółką, wdową po sławnym rycerzu. Tylko Śmierć zauważyła flakonik z trucizną ukryty w fałdach sukni dwórki, jej trzęsące się ręce oraz delikatnie inną barwę wina Księżnej (małą literą).
– Dlaczego musiała umrzeć? – pytała samą siebie. – Przecież się przyjaźniły...(spacja i dalej dużą literą bo to nowa myśl)tak trudno jest zrozumieć ludzi. – westchnęła (dużą literą, skoro jest po kropce) zrezygnowana.

Wracając z turnieju w ościennym królestwie (przecinek) został napadnięty i zamordowany.

Przechodząc przez jedną z licznych sal (przecinek) minęła ogromne, ścienne lustro.

Ciekawe (przecinek) czy to w ogóle możliwe. (zbędna kropka) – przeszło jej przez myśl.

Była szczerze ciekawa (przecinek) komu tym razem będzie musiała pomóc odejść z tego świata. – Mam nadzieję (przecinek) że to nie będzie Król (małą literą). (zbędna kropka) – pomyślała.

Jak na człowieka, oczywiście. – zachichotała (dużą literą). – Lubię go. Dzięki niemu w tym królestwie zapanował względny pokój, wojny zmierzają ku końcowi, wygląda na to (przecinek) że zjednoczy rozbite państwa. Będę miała zdecydowanie mniej roboty. (zbędna kropka albo dalej dużą literą) – ucieszyła się. Podczas tych rozmyślań dotarła na miejsce, poczuła to znane tylko jej uczucie (przecinek) stając przed drewnianymi drzwiami. Przeszył ją dreszcz, życie było zagrożone. Choć nie lubiła tego robić, już miała przeniknąć przez ścianę i zobaczyć (przecinek) kto tym razem jest skazany na jej pomoc, gdy nagle drzwi otworzyły się (się otworzyły – nie stawiamy 'się' na końcu zdania).

Młodzieniec zadrżał (przecinek) gdy otarł się o Jej (małą literą) płaszcz, jednak dziwny uśmiech nie zniknął z jego twarzy...(spacja)uśmiech triumfu. – Ah (Ach)... – pomyślała Śmierć (przecinek) powoli się odwracając.

Do zobaczenia (przecinek) Przyjacielu. (jeśli to podtytuł, to bez kropki na końcu – i 'przyjacielu' małą literą)

Młodzieniec skłonił się ojcu i wszedł do biblioteki (przecinek) chicho zamykając za sobą drzwi. Ostrożnie, by nie rozlać wina, ruszył w kierunku uśmiechającego się Króla (małą literą).

Nalał Ojcu (małą literą) wina i podał mu (zbędne), starając się nie uronić ani kropli.

Usiadł w fotelu i spojrzał na Króla (małą literą – dalej już nie będę tego opisywał, więc proszę dokonać własnej korekty tego błędu; nazwy pospolite piszemy mała literą).

Jak zawsze (przecinek) gdy Król spoglądał na swojego syna. Był jego dumą, wsparciem i wspomnieniem (przecinek) od kiedy zmarła Królowa Matka.

Brązowe oczy Ojca rozszerzyły się, Król wydawał się zaskoczony gwałtownym ruchem potomka.

Odwrócił się plecami i szybkim krokiem (i co dalej?). Nie widział (przecinek) jak Król odkłada kielich (przecinek) otwiera usta (przecinek) chcąc coś powiedzieć.

Uśmiechnął się (przecinek) czując znajomy, słodki smak. Zamknął oczy...(spacja)Nie widział (przecinek) jak jego syn odwraca się, trzymając już rękę na zimnych (przecinek) drewnianych drzwiach. Nie widział (przecinek) jak po jego poliku spływa pojedyncza łza, którą gniewnie zaraz starł. Nie widział (przecinek) jak na jego twarz wpłynął uśmiech (przecinek) gdy otwierał drzwi...

Stała na progu obszernej biblioteki i patrzyła na Króla. Króla, który najspokojniej w świecie jadł owoce, czytając jedną ze starą (starych) ksiąg, nie zdając sobie sprawy, że jest ulubieńcem Śmierci.

Przechadzając się po pokoju (przecinek) próbowała zrozumieć (przecinek) co tu się dzieje. Zamyślona, nie zważała na Króla (przecinek) który właśnie sięgał po puchar napełniony winem. Poczuła to, gdy jego dłoń dotknęła kielicha – (unikaj myślników pełniących inną funkcję w kwestiach dialogowych; wprowadza to niepotrzebne zamieszanie) znajomy dreszcz, zagrożenie... – Nie pij tego! – krzyknęła. Ale nie słyszał Jej.

Kurczowo trzymał się za brzuch, jego twarz wykrzywiła się (przecinek) a oczy rozszerzyły się w przerażeniu.

Widziała takie sceny nie zliczoną (niezliczoną) ilość razy, (raczej kropka i dalej dużą literą, bo nowa myśl) zaraz powinien ją zobaczyć...(spacja)Nie myliła się. Król, wciąż na czworaka, odwrócił powoli głowę w jej stronę. (dalej od nowego akapitu) – Pomóż mi... – wycharczał. – Błagam.... (wielokropek składa się wyłącznie z trzech kropek!)
Upiła łyk szkarłatnego trunku, po czym zdziwiona stwierdziła: (dalej od nowego akapitu)No no, jestem (No, no... Jestem) pod wrażeniem... nie (dużą literą) krzyczysz, nie rzucasz się w panice na mój widok....(to nie jest wielokropek i brak spacji)Nie boisz się kosy przecinającej dusze, czarnej szaty uszytej przez samą Noc (o ile rozumiem personifikację śmierci, to już z nocą trochę przesada – małą literą), nie boisz się Śmierci?
Ale staruszek tylko powtórzył resztami sił: (dalej od nowego akapitu) – Pomóż mi... Chcę żyć...
– Wszyscy zawsze to samo – westchnęła.

Czasem mam was już dość. – mówiąc (dużą literą) to, wyciągnęła przed siebie ogromną, srebrną kosę.

– Nie zdążyłem.... (to nie jest wielokropek) – szeptał wciąż starzec.

A przez chwilę wydawało Jej się (przecinek) że nawet go polubiła.
– Nie zdążyłem zjednoczyć ludzi. (zbędna kropka) – dokończył resztkami sił.

– Powtórz to. Dlaczego chcesz żyć (przecinek) człowieku? – usłyszał głęboki głos. Wstał z ziemi, stanął przed postacią w długiej, czarnej szacie, bał się jednak spojrzeć na Jej twarz.
(spacja)Nie zdążyłem zjednoczyć ludzi. Tak nie wiele (niewiele) brakuje (przecinek) by zaprowadzić pokój na tych ziemiach, by ludzie wreszcie przestali przelewać bezsensownie krew. Błagam Cię, pozwól mi żyć, pozwól mi im pomóc.... (...) Dam Ci wszystko (przecinek) czego zażądasz, nawet własną duszę, tylko proszę Cię (przecinek) Pani, daj mi nieśmiertelność (przecinek) bym mógł zażegnać wojny!

Ten mężczyzna jednak był coś wart... ale nie mogła wziąć jego duszy, to sprzeczne z Jej kontraktem. (dalej od nowego akapitu i spacja po myślniku, bo wyszedł dywiz) -Wszystko (przecinek) czego zażądam. (zbędna kropka i po myślniku małą literą) – Pomyślała i uśmiechnęła się. –(spacja)Właściwie czemu nie?

Spójrz w me oczy (przecinek) Królu (przecinek) i powiedz mi, czy boisz się śmierci?
Staruszek podniósł w (zbędne) głowę i zobaczył (przecinek) jak Postać (małą literą!!!) ściąga kaptur, ukazując swą twarz.

Masz to (przecinek) czego żądałeś, (raczej kropka i dalej dużą literą) do zobaczenia (przecinek) przyjacielu.
Powiedziawszy to, śmierć (konsekwentnie dużą literą) zaczęła powoli znikać, rozmywać się niczym poranna mgła.
– Poczekaj, nie powiedziałaś mi (przecinek) czego chcesz w zamian! – krzyknął zdezorientowany Król. Ale w pokoju zostały już tylko oczy – czarne, śmiejące się wesoło oczy. (dalej od nowego akapitu) – Do zobaczenia (przecinek) Przyjacielu (małą literą!!!). (zbędna kropka) – usłyszał nikłe echo odległych już słów, (zbędny przecinek) i postać znikła zupełnie. Został sam. Był nieśmiertelny?

Gramatyka, interpunkcja, a nawet ortografia pozostawia wiele do życzenia. Po co ta pisownia dużymi literami nazw pospolitych? Jedynie Śmierć, jako postać, zasługuje na dużą literę, bo jest to w tym momencie jej imię. Ale reszta?
Szwankuje też zapis dialogów.
Jedyny plus to fabuła, która jest dobrze prowadzona i ma jakiś sens.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
Kolejna część historii, czekamy na komentarze. Beta: StuGraMP

Toast

Młody mężczyzna otworzył oczy i rozejrzał się po sypialni, poranne słońce leniwie spoglądało zza okna.
– O nie, znowu... – jęknął cicho. – Nienawidzę początków.
Który to już raz budził się w obcym ciele? Nie pamiętał, zdarzało się to tak wiele razy... chyba niedługo zbliży się do setki. Wstał i podszedł do lustra wiszącego na drzwiach obszernej szafy.
– No cóż, przynajmniej jestem całkiem przystojny – stwierdził, patrząc na swe umięśnione ciało i dobrze zbudowaną szczękę. Ciekawe, kim się stał... zawsze mija trochę czasu, zanim zacznie sobie przypominać nową przeszłość. Coś zaczynało mu świtać... biznesmen... właściciel kilku korporacji, firm odzieżowych i spożywczych... właściciel kilku fundacji. Na myśl o swej dobroczynnej działalności się uśmiechnął. – Będzie dużo prościej – pomyślał, po czym postanowił się ubrać. Gdy kończył wiązać czarny krawat, znał już całą historię. Własną historię.
Jak zwykle był kawalerem, bez żadnej rodziny, rodzice zmarli przed paru latu w wypadku samochodowym. Dziwnym zbiegiem okoliczności tak samo zginął i on ledwie przed chwilą... a raczej tak zmarł samotny, podstarzały profesor, w którego ciele przebywał. Wpadł pod samochód, wychodząc z uniwersytetu, gdzie właśnie wygłosił jeden ze swych lepszych wykładów o ochronie środowiska. Pisk opon, nagły błysk bólu i całkiem nowe życie, tym razem w Europie.
Westchnął ciężko i postanowił zwiedzić swoje „nowe” mieszkanie. Okazało się ono małym, gustownie urządzonym gotyckim dworkiem, któremu wszakże nie brakowało technologicznych udogodnień, jakimi szczycił się XXI wiek. Zszedł po szerokich schodach na parter, podziwiając zdobione poręcze i zastanawiając się, czy mieszka tu sam. Po chwili już wiedział; oprócz niego w rezydencji mieszkała kucharka wraz z mężem – kamerdynerem, sprzątaczka i młody chłopiec pracujący jako szofer. Nagle zatrzymał się po środku parterowej sali.
– Mam służbę?! – pomyślał, czując do samego siebie obrzydzenie.
Uspokoił się jednak szybko. Ci ludzie  lubili i cenili swojego pracodawcę. Byli jak przyjaciele, wręcz... rodzina . Pracowali tu zresztą od dawna, jeszcze za życia jego rodziców – oczywiście oprócz szofera, którego sam przyjął parę miesięcy temu, być może ochraniając go tym samym przed więzieniem. Brał udział w nielegalnych wyścigach samochodowych. Jeszcze był młody, miał łut szczęścia, rozpływał się, zanim policja zdążyła ujrzeć jego twarz. Kto wie jednak, ile ten... fart by trwał? Dokąd zaprowadziłoby go takie życie? A tak, jego umiejętności wielokrotnie przydawały się choćby w ucieczce przed paparazzi.
– Nicky, wyjeżdżamy! – krzyknął świadom, że kierowca za parę sekund będzie czekał w samochodzie podstawionym pod drzwi.
– Nie zje Pan śniadania? – usłyszał głos kucharki zza pleców. Odwrócił się i uśmiechnął na widok zatroskanej kobiety. Gdy zwracała się tak do niego, zawsze przypominało mu się dzieciństwo, choć miał już ponad 30 lat. Coraz bardziej lubił swoje nowe życie, jak zawsze wydawało się, że zna je i pomięta od samego początku. Wiedział jednak, że to uczucie, choć bardzo przydatne, było tylko złudzeniem.
– Zjem coś w firmie – stwierdził. Kucharka, choć uspokojona, skrzywiła się. – Wie Panicz, co myślę o jedzeniu „na mieście”?
– Wiem, Elżbieto. Nie martw się, wrócę na obiad – rzekł, łapiąc za klamkę.
– Ta praca pana wykończy! – usłyszał jeszcze, nim zamknął za sobą zewnętrzne drzwi.
– Wykończy? – szepnął cicho. – Na pewno nie mnie. Jestem nieśmiertelny.
Zgodnie z przewidywaniami na podjeździe czekał jego bentley wraz z nieco rozczochranym i zaspanym kierowcą.
– Dokąd jedziemy? – spytał, ziewając.
– Do firmy.
– Ale... której, proszę pana? – Dwudziestoletni chłopak spojrzał w lusterko na swego pracodawcę.
– Do głównej siedziby w centrum miasta – powiedział szybko, przypominając sobie, jak wiele firm posiada i jak ogromny jest jego majątek.
Po skromnym wykładowcy będzie to miła odmiana, w końcu kiedyś był królem, przywykł zatem do wygód. Poprzednie życia – wcielenia, jak lubił to nazywać – nauczyły go jednak, że bogactwo nie jest konieczne, by pomagać ludziom. Wiedza czy charyzma też świetnie się do tego nadawały. Wyglądając za okno samochodu, wspominał przeszłość... Było tak wiele różnych ludzi, tak wiele osobowości, tak wiele historii od czasu wizyty Śmierci w jego zamku. Choć sam nie wiedział, co oddał w zamian, zyskał nieśmiertelność. A raczej pewien jej rodzaj. Gdy umierał jego umysł, wraz ze wszystkimi wspomnieniami przenosił się do innego, zdrowego ciała i łączył się z nim. Do dziś pamiętał smak trucizny podsuniętej mu przez księcia... Po zniknięciu Śmierci znów zaczęła krążyć w jego żyłach, zabijając go w parę sekund. O dziwo, obudził się jako własny syn, następca własnego tronu.
Budynki tonęły w kroplach deszczu uderzających w szybę samochodu. Rozpadało się tak nagle... Ułożył się wygodniej na siedzeniu, uśmiechając się z lekka. Dzisiaj miał odbyć się pokaz nowej kolekcji ubrań na sezon jesienny. Lubił Johna, który był ich projektantem. Przyjęli go razem z asystentką pół roku temu. Był szalonym, wesołym człowiekiem. Choć był głośny, to słuchanie jego głosu dodawało energii. Letnia kolekcja okazała się sukcesem i zarobili na niej duże pieniądze. Miał nadzieje, że i ta kolekcja uda się równie wspaniale.
Fascynujące.
Ma za sobą setki lat... ale jedno się nie zmieniło. Strój... to jak jesteś ubrany, co masz na sobie, zawsze cię definiuje. Zmieniły się tylko znaczenia. Kiedyś nosiłeś koronę, to byłeś królem, teraz korony noszą królowe piękna. Nosiłeś zbroję – oznaczało, że jesteś rycerzem, człowiekiem honoru. Dzisiaj to strój dla hobbystów, odtwórców historycznych czy cosplayerów.
Zaśmiał się cicho. Młody szofer spojrzał na niego ze zdziwieniem.
– Jak myślisz, Nicky, czym jest tak naprawdę piękno? Co sprawia, że tej jesieni pięknie będziesz wyglądał w szarym płaszczu z wełny, a następnej będziesz czuł się ślicznie w czerwonej pelerynie? Zastanawiam się, czemu piękno jest tak ulotne, tak kruche. Piękno jest czymś osobistym czy czymś wspólnym?
Chłopak spoglądał na swojego szefa rozszerzonymi oczami, potem przymknął oczy i otwierając je na powrót, uśmiechnął się.
– Zdaje mi się, że piękne jest to, co powoduje, że się uśmiechamy i mamy ochotę na to patrzeć, nie? Bo przecież jak coś jest brzydkie, to nie chcemy tego widzieć. Ale czy ja wiem? Jestem prostym chłopakiem. I dla mnie może być piękne graffiti na budynku, a pan uzna to za wandalizm. Chyba, no... piękno jest... Jak to pan powiedział? Osobiste?
Uśmiechnął się do skrępowanego chłopaka i pokiwał głową. Co jest piękne dla króla, a co dla pachołka? Co podziwia profesor, a co jego student? A co jest piękne dla szefa wielkiej korporacji, hmm...? Czym jest dla mnie piękno?
Deszcz ustąpił, zza chmur wyjrzało słońce. Wysiadł z auta i kiwając głową swojemu szoferowi, ruszył do wejścia. Promienie stworzyły na niebie ogromną tęczę. Wszedł po marmurowych schodach do szklanego wieżowca – perły architektury tego miasta.
– Jak tam dzieci, Frank? – zagadnął strażnika stojącego tuż za drzwiami. – Wróciły już z wakacji?
– Tak, proszę pana – odpowiedział mężczyzna z uśmiechem. – Tak im się spodobało, że za rok chcą jechać na ten sam obóz.
– Cieszę się. Pamiętaj, żeby przy rezerwacji powołać się na moje nazwisko, właściciel to mój znajomy ze szkoły.
– Będę pamiętał, dziękuję panu, naprawdę...
– Nie ma za co! – przerwał strażnikowi, kierując się do windy. Miał nadzieję, że dzieci będą się świetnie bawić.
Wszedł do windy, wcisnął ostatni przycisk. Oczywiście miał gabinet na najwyższym piętrze, nikt nie mógł mu zabronić tej odrobiny luksusu.
– Lubię cię – powiedział, patrząc w lustro zawieszone w windzie. Odbicie nie odpowiedziało, a może nie zdążyło, bo nagle stanęli i drzwi się otworzyły. Król skierował się krótkim korytarzem do własnego gabinetu, mijając po drodze koliste biurko sekretarki.
– Niech mi nikt na razie nie przeszkadza – powiedział do siedzącej nad stertą papierów blondynki. Ta tylko kiwnęła głową, wciąż sortując dokumenty. Uśmiechnął się. Jean zawsze była taka pracowita. Bez niej ta firma dawno by upadła. – Mąż wraca do zdrowia? – zagadnął wciąż jakby nieobecną kobietę. Ta ocknęła się nagle i spojrzała na swojego szefa.
– Leży cały dzień w domu i twierdzi, że umiera – odpowiedziała ze śmiechem. – Typowy przeziębiony facet. Ale już ja go wykuruję.
– Domyślam się, moja droga. – Roześmieli się oboje, po czym król przeszedł przez ciemne drzwi ozdobione jego aktualnym nazwiskiem.
Mark Wallberg.
Starannie zamknął je za sobą, powiesił płaszcz na wieszaku tuż obok dwumetrowej, srebrnej kosy i skierował się do barku w rogu sali. Wiedział, że znajdzie tam brandy, co prawda młodszą niż on sam, ale nie mógł marudzić. Chciał wypić „urodzinowy” toast. Nalał sobie szklaneczkę, upił łyk i spojrzał przez ogromne okno na centrum miasta.
– Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia – powiedział do siebie, po czym zaśmiał się cicho. Miasto budzące się do życia było naprawdę piękne. W głowie zaświtała mu myśl... Coś było nie tak... Zamknął na chwilę oczy, po czym nagle je otworzył. Kosa.
– ...jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje, żyje nam... – usłyszał za plecami cichy, mrożący krew w żyłach śpiew. – ...Niech żyje nam. – Głos skończył śpiewać, słońce schowało się za chmury, w pokoju zrobiło się wyczuwalnie chłodniej. Mark poczuł na swych ramionach dotyk zimnych, chudych dłoni. – Wszystkiego najlepszego, królu. Dawno się nie widzieliśmy, przyjacielu.
Odpowiedz
#5
(17-11-2015, 19:05)Mikado1502 napisał(a): Toast

Młody mężczyzna otworzył oczy i rozejrzał się po sypialni, poranne słońce leniwie spoglądało zza okna. (Zapisałabym to jako dwa oddzielne zdania, bo w jednym brzmi to według mnie sztucznie)

(Stu chyba już coś mówił o tym, gdzie się stawia akapity, co? Więc dlaczego w miejscach takich jak to w całym tekście ich nie ma?) – O nie, znowu... – jęknął cicho. – Nienawidzę początków.

Nie pamiętał, zdarzało się to tak wiele razy... c(C )hyba niedługo zbliży się do setki.

z(Z)awsze mija(mijało – czas narracji) trochę czasu, zanim zacznie(zaczynał) sobie przypominać nową przeszłość.

Na myśl o swej dobroczynnej działalności się uśmiechnął(Uśmiechnął się na myśl o swej dobroczynnej działalności – lepszy szyk).

(Akapit)Jak zwykle był kawalerem, bez żadnej rodziny, rodzice zmarli przed paru latu w wypadku samochodowym.

(Akapit)Westchnął ciężko i postanowił zwiedzić swoje „nowe” mieszkanie.

Zszedł po szerokich schodach na parter, podziwiając zdobione poręcze i zastanawiając się, czy mieszka tu sam. Po chwili już wiedział; oprócz niego w rezydencji mieszkała kucharka wraz z mężem – kamerdynerem, sprzątaczka i młody chłopiec pracujący jako szofer.

– Mam służbę?! – pomyślał, czując do samego siebie obrzydzenie. ("siebie" i "obrzydzenie" brzmi bardzo podobnie, więc zmieniłabym szyk, żeby były dalej od siebie: czując obrzydzenie do samego siebie)

Byli jak przyjaciele, wręcz... rodzina(zbędna spacja) .

Kto wie jednak, ile ten...(Kompletnie nie rozumiem, jaką funkcję miały tu pełnić ten wielokropek) fart by trwał?

– Nie zje Pan(małą literą – to nie list) śniadania? – usłyszał głos kucharki zza pleców.

Gdy zwracała się tak do niego, zawsze przypominało mu się dzieciństwo, choć miał już ponad 30(słownie – trzydzieści) lat.

– Zjem coś w firmie – stwierdził. Kucharka, choć uspokojona, skrzywiła się. – Wie Panicz(małą literą – poza tym powinno być znowu "pan", bo "panicz" nie jest jego synonimem, co myślę o jedzeniu „na mieście”?

(Akapit)Zgodnie z przewidywaniami na podjeździe czekał jego bentley wraz z nieco rozczochranym i zaspanym kierowcą.

– Do głównej siedziby w centrum miasta – powiedział szybko, przypominając sobie, jak wiele firm posiada(posiadał) i jak ogromny jest(był) jego majątek.

(akapit)Po skromnym wykładowcy będzie to miła odmiana, w końcu kiedyś był królem, przywykł zatem do wygód. Poprzednie życia – wcielenia, jak lubił to nazywać – nauczyły go jednak, że bogactwo nie jest(było) konieczne, by pomagać ludziom.

Wyglądając za(Według mnie lepiej "przez") okno samochodu, wspominał przeszłość... Było tak wiele(wielu) różnych ludzi, tak wiele osobowości, tak wiele historii od czasu wizyty Śmierci w jego zamku.

(Akapit)Budynki tonęły w kroplach deszczu uderzających w szybę samochodu. Rozpadało się tak nagle... Ułożył się wygodniej na siedzeniu, uśmiechając się z lekka. Dzisiaj miał odbyć się pokaz nowej kolekcji ubrań na sezon jesienny.

Miał nadzieje(ę), że i ta kolekcja uda się równie wspaniale.
(akapit)Fascynujące.
(akapit)Ma(Miał) za sobą setki lat... ale jedno się nie zmieniło. Strój... to(przecinek) jak jesteś ubrany, co masz na sobie, zawsze cię definiuje.

(akapit)Zaśmiał się cicho. Młody szofer spojrzał na niego ze zdziwieniem.

(akapit)Chłopak spoglądał na swojego szefa rozszerzonymi oczami, potem przymknął oczy i otwierając je na powrót, uśmiechnął się.

(akapit)Uśmiechnął się do skrępowanego chłopaka i pokiwał głową.

(akapit)Deszcz ustąpił, zza chmur wyjrzało słońce.

(akapit)Wszedł do windy, wcisnął ostatni przycisk.

Zacznę od chyba standardowego tekstu: Gdzie są akapity? Jeszcze jestem w stanie zrozumieć, kiedy ktoś nie doda ich w pierwszym poście,  ale kiedy nie ma ich w drugim fragmencie, przed którym ktoś powiedział, jak się je u nas wstawia i gdzie należy to zrobić, to nie ma we mnie ani trochę wyrozumiałości. Zwłaszcza że w tym przypadku Stu to sprawdzał, zanim zostało wrzucone, i jestem pewna, że nie pominął tej kwestii. Wcięcie tylko w pierwszym zdaniu to naprawdę jakiś żart, cała reszta to ściana tekstu.

No dobra, to teraz z innej beczki.
Fragment w sumie średnio mi się spodobał. Prawdę mówiąc, podczas czytania nudziłam się jak mops. Praktycznie nic się nie dzieje, opisy miejscami wydały mi się do przesady idylliczne, a dialogi dosyć sztywne, ociekające sztuczną według mnie serdecznością. Dopiero sama końcówka wyrwała mnie ze znudzenia i trochę powiała mrokiem oraz tajemnicą.

Plusem jest fabuła – ciekawy pomysł z taką reinkarnacją, jeśli tak to można określić.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Fantasy: ,,W ciemności – krok w przepaść" DjDanceCore 14 3,089 19-03-2016, 12:27
Ostatni post: Loki
  Fantasy Taniec ze Śmiercią świat zła i dobra zamieniającego sie w zło El comendanto 10 2,928 08-03-2015, 03:53
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości