Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Kryminał Gacioman
#1
   „Hej, hej Gacio­man!
   Ty to lubisz, ja to wiem!
   On do łóżeczka biec już musi!
   By poło­żyć się na mamusi podusi!"

   – Aaaaa!
   Nocną ciszę prze­rwał krzyk. Star­szy męż­czy­zna usiadł na łóżku, serce mocno mu biło, jakby chciało się wyrwać z piersi.
   – To był sen, to był tylko okropny sen! – pomy­ślał. – Co się ze mną dzieje? Chyba już sta­rość daje o sobie znać!
    Zapa­lił nocną lampkę, budzik wska­zy­wał godzinę pierwszą. Piąta noc, piąta noc z rzędu, kiedy budził się o tej samej porze przez ten sam głupi sen.
    – Muszę wybrać się do leka­rza... – postanowił w duchu, zapinając odpięty guzik przy piża­mie: „Nie można sobie fol­go­wać, nawet jeżeli cho­dzi o strój nocny!". Tak zawsze mówiła jego mama i Zyg­fryd Kozłow­ski na całe życie zapa­mię­tał sobie te nauki.

   Przytrzymując się barierki, wolno zszedł na dół po trzeszczących drewnianych schodach. Zatrzymał się i spojrzał na lewo. Ciemne, prawie czarne drzwi prowadziły do piwnicy. Szybko odwrócił wzrok i skręcił w prawo. Popchnął wahadłowe wrota, które zaprowadziły go do kuchni. Białe, od dawna nie­modne szafki błysz­czały czy­sto­ścią. Teraz skierował się do jed­nej z nich i wycią­gnął kubek z napi­sem „uśmiech­nij się”. Stara chłodziarka posłusz­nie roz­bły­sła świa­tłem. Nalał sobie mleko, usiadł przy kuchen­nym stole i zapatrzył się przed siebie. Ścienny zegar głośno chodził, cyk, cyk, cyk, to wybudziło go z letargu, dopił mleko, umył naczy­nie, porząd­nie je wytarł, a następnie ponow­nie umie­ścił na półce.
   – Te kosz­mary! Muszę uwa­żać, co jem przed pójściem do łóżka, bo się wykoń­czę! – zauwa­żył z prze­ką­sem.
   Kiedy wyszedł z jadalni, czerwona wykładzina poprowadziła go na wprost do biblio­teki. Jednak po chwili zawrócił w kierunku drzwi wej­ścio­wych i szarp­nął za klamkę. Odetchnął z ulgą, były zamknięte.
  – Ostroż­no­ści ni­gdy za wiele – pomy­ślał. – Tyle teraz prze­stępstw na świe­cie, lepiej nie pro­wo­ko­wać niebezpiecznych sytu­acji.
   Cof­nął się do swo­jej pra­cowni. Wszędzie zalegały książki, jedne uło­żone tema­tycz­nie, inne ponu­me­ro­wane według serii, pieczołowicie umieszczone na pół­kach, tylko cze­kały, aż ktoś po nie sięgnie. Tu nie było miej­sca na przy­pa­dek, Zyg­fryd lubił porzą­dek: „Kto ma bała­gan w domu, ten ma bała­gan w życiu ", to była kolejna mądra rada jego rodzicielki i on zawsze hoł­do­wał tej mak­sy­mie.

   Podszedł do biurka, zapa­lił nocną lampkę, korespondencja leżała na blacie. Jak zwy­kle przeważały rachunki. Choć tym razem cze­kała go także miła nie­spo­dzianka: „Ma pan nadpłatę w wysokości 2 zł" uprzejmie informował dostawca prądu. Zaśmiał się kpiąco, sięgając po kolejny list. Ele­gancki nożyk roz­ciął kopertę, Zygfryd wyciągnął białą kartkę z czarnym nadrukiem i zaczął czytać. Fun­da­cja „Nasze Dzieci” słała podzię­ko­wa­nie za pamięć, a także kolejną wpłatę na rzecz małych sie­rot. W środku była jesz­cze nie­spo­dzianka. Rysu­nek z kwiat­kiem, który jak infor­mo­wał pod­pis, nary­so­wał  czteroletni Staś.
   – Uro­cze – pomy­ślał. – Za dużo bied­nych malu­chów żyje na tym świe­cie, nie każdy miał tyle szczę­ścia, co ja...
  Deli­kat­nie odło­żył obrazek i włą­czył wysłu­żony kom­pu­ter. Choć od dwóch lat był na eme­ry­tu­rze, o czym przy­po­mi­nał prezent od jego byłych uczniów w postaci popier­sia jakie­goś nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nego męż­czy­zny, na­dal pomagał uniwersyteckiej spo­łecz­no­ści. Teraz wszedł na stronę uczelni, zalo­go­wał się po cichu licząc na to, że ktoś pracuje.
   – Nie­stety – zamruczał pod nosem. – Tylko ja mam tak mało oleju w gło­wie, by o tej godzi­nie sie­dzieć przed kom­pu­terem!
    "Może mała whi­sky?" – zapro­po­no­wał sobie w myślach, pod­chodząc do barku. Złocisty płyn wypełnił szklankę do połowy. Wró­cił na miejsce, upił łyk alkoholu i rozsiadł się wygodnym fotelu. Odchylił się z oparciem do tyłu. Obracał się raz w jedną, raz w drugą stronę, czerpiąc z tego przyjemność jak dziecko, które przyszło w odwiedziny do pracy rodziców. Spoj­rzał na ekran, miał towarzysza. Kolejna zie­lona lampka dobit­nie o tym świad­czyła.
    – Za kosz­mary! – Wzniósł toast do nie­zna­jo­mego, łyk­nął duży haust płynu i przysiadł się do klawiatury.

    Spraw­dził, jakie plo­teczki roz­sie­wali stu­denci, jakie plany mieli inni wykładowcy. Stwier­dził, że to nie było nic tak waż­nego, co mogłoby go odcią­gnąć od łóżka i posta­no­wił wyłą­czyć kom­pu­ter.
    Dryn! W nocnej ciszy sygnał czatu zadźwię­czał jak wystrzał armatni. Spoj­rzał na wia­do­mość.
    Man: Cześć! Dlaczego nie śpisz?
Nie znał nikogo takiego, ale pomy­ślał, że to pew­nie ktoś nowo zatrud­niony. Dla­tego uprzej­mie odpowie­dział.
   Zyg­fryd: Tak się jakoś zło­żyło.
   Man: Czę­sto tak masz?
   Zyg­fryd: Ale co mam?
   Man: Że nie śpisz!
   Zyg­fryd: Ostat­nio czę­sto, to już ten wiek, hehe...
   Man: No tak, ten wiek.
   Zyg­fryd: A ty, dla­czego nie w łóżku?
Tutaj nastą­piła prze­rwa i dopiero po minu­cie otrzy­mał odpo­wiedź.
   Man: Cze­ka­łem...
   Zyg­fryd: Cze­ka­łeś? Na co?!
Sygnał wia­do­mo­ści znowu zadźwię­czał.
   Man: Na cie­bie.
   Zyg­fryd: Na mnie?!
Dryn!
   Man: Tak!
   Zyg­fryd: O co cho­dzi?!
   Man: Chcesz poznać tajem­nicę?
   Zyg­fryd: Tajem­nicę? Jaką tajem­nicę?! Dzie­kan coś zma­lo­wał?!
Dryn! 
   Man: Twoją tajem­nicę!
  Zyg­fryd: To prze­staje być śmieszne!
   Man: Nie mówi­łem, że to będzie śmieszne...
   Zyg­fryd: Dobrze, a zatem co ja tam ukry­wam?!
   Man: Pokażę ci, zaj­rzyj do szu­flady w biurku!
   Zyg­fryd: Dlaczego?!
   Man: Szu­flada!
 
   To zabrzmiało jak roz­kaz. Choć czuł, że już dawno powi­nien zakoń­czyć tę „zabawę”, przeszukał ukrytą przegrodę. Nie było tego dużo, notes w czar­nej okładce, trzy wieczne pióra, stara ksią­żeczka zdro­wia i tomik z sone­tami, które uwiel­biał. Szybko wklepał odpowiedź: 
   – Nic nie znalazłem!
Dryn!
   Man: Szu­kaj!
   Spraw­dził jesz­cze raz. Opróżnił schowek, ręką spraw­dził śro­dek, a także poma­cał spód biurka. Pusto! Wysunął drewniane pudło z „objęć" stolika, żad­nych nie­spo­dzia­nek. Zły na sie­bie, że dał się wcią­gnąć w te durne gadki, już chciał ją ponow­nie umie­ścić na miej­scu, kiedy przy­szedł mu do głowy jesz­cze jeden pomysł. Chwy­cił nocną lampkę i poświe­cił nią w głąb otworu. Bingo! Kolejna szu­flada, a raczej szu­fladka, bo ta była o połowę mniej­sza od poprzed­niczki. Oszo­ło­miony wpa­try­wał się  w to nowe odkry­cie. Deli­kat­nie chwy­cił za małe kółko, a następnie wysu­nął znalezisko. Nie wiedział dlaczego, ale właściwie czuł irracjonalny strach przed tym co mogła zawierać. Po chwili uspokoił oddech i z pra­wie nabożną czcią, zaj­rzał do środka. Na górze leżało zdjęcie, on jako dziecko uśmie­chał się sztywno, pozując do czarno-bia­łej fotografii. Przyjrzał się szczegółom. Siedział przy stole w jadalni, przed nim stał tort, dzie­więć świe­czek zdradzało wiek solenizanta. Miał jakichś małych gości, przynajmniej dwóch, ale widoczne były tylko dłonie, boki zdjęcia zostały przycięte. Odwró­cił kartkę, żad­nych wska­zó­wek, odło­żył ją na bok, potem chwycił kolejną rzecz. Tym razem wycią­gnął kamień, a wła­ści­wie kawa­łek cegły owi­nięty w jakąś kartkę. Kiedy ją roz­pro­sto­wał, zoba­czył litery. Ponow­nie przy­su­nął lampkę i prze­czy­tał:
  "Hej, hej Gacio­man!
   Ty to lubisz, ja to wiem!
   On do łóżeczka biec już musi!
   By poło­żyć się na mamusi podusi!"

   Chwycił się ręką za serce, a myśli kołatały mu w głowie. Kosz­mar, to były słowa z jego snu! O co tu cho­dzi? Się­gnął do szu­fladki jesz­cze raz, na jej dnie leżał klu­czyk.
Dryn, zadźwię­czał sygnał czatu...
   Man: Zna­la­złeś?!
   Zyg­fryd: Zna­la­złem?!
   Man: Klu­czyk..
   Zyg­fryd: Skąd o nim wiesz?!
   Man: Znajdź to, co otwiera.
   Zyg­fryd: Nie wiem do czego pasuje, może do jakiejś skrytki w banku?!
   Man: Szu­kaj tam gdzie ni­gdy nie zaglą­dasz!

   Zyg­fryd otwo­rzył drzwi do piw­nicy. Od momentu kiedy był tu ostatni raz, minęło ponad pięć­dzie­siąt lat. Ciemna nora, królestwo jego matki, po jej śmierci nikt tu nie zaglądał. Pocią­gnął za sznu­rek lampki sufi­to­wej, jej słabe świa­tło oświe­tliło brudne schody. Pajęczyny zwisały z każdego kąta, a unoszący się kurz gryzł w gardło. Zszedł na dół, ręką torując sobie drogę wśród lepkich pułapek. Przywitała go zwy­kła ciemna nora na niepotrzebne szpar­ga­ły. Brakowało kas pan­cer­nych lub skry­tek, do któ­rych mógłby paso­wać klu­czyk.
   – Wła­ści­wie dla­czego ja tu nie przycho­dziłem? – zadał sobie pyta­nie. – Hej! – krzyk­nął w kie­runku biblio­teki. – Sły­szysz mnie, dupku z kom­pu­tera?! Nie ma tu tajemnych przejść!
   Nagle coś w niego wstą­piło. Mieszanka złości połączonej z frustracją przejęła nad nim kontrolę. Zaczął cho­dzić po piw­nicy i zrzu­cał wszystko, co mu się nawi­nęło pod rękę. W pomieszczeniu rozniósł się odór starych przetworów, które z dziką pasją unicestwiał.  Regały spotkał podobny los, upadając, pociągnęły za sobą kuwety do wywoływania zdjęć... Bach! Bach! Ude­rzały o deski. Kiedy myślał, że już wszyst­ko roz­wa­lił, w kącie pod scho­dami zoba­czył drew­nianą szafkę.
   – Jesz­cze ty! – wyce­dził przez zęby. W kon­tak­cie z zie­mią roz­trza­skała się na mniej­sze kawałki. Nie zwrócił na to uwagi, teraz patrzył na drzwiczki do sta­rego, już od dawna nie uży­wa­nego zsypu na węgiel. Meta­lowe klapy zamknięto na kłódkę. Pochylił się nad rozwaloną komodą, podniósł zdję­cie, które z niej wypadło, obejrzał je, a potem schował do kieszeni. Klucz, który go tu przyprowadził, umieścił w zamku. Poklepał ręką żelazny właz, jakby żegnał przyjaciela. Zabrał z podłogi grubą linę i udał się w kie­runku scho­dów. Już wie­dział, co jest w środku…


Dwa tygo­dnie póź­niej

   – Co za smród! – Detek­tyw Kowal­ski nie silił się na miłe słówka.
   – Nic dziwnego, od dwóch tygo­dni wisiał na stry­chu. Gdyby nie jego zna­jomi, pew­nie jesz­cze by tu dyn­dał – odpowie­dział poli­cjant.
   – Jak on mógł z tym tak długo żyć? – zapy­tał detek­tyw.
   – Lekarz sądowy mówił, że to nazywa się wypar­cie. Wymazał pamięć, jak gumka wyciera ołówek. Jego matka podobno była jakąś wariatką, biła go za byle co, tak twierdzą sąsie­dzi. Zahu­kany chłop­czyk stał się łatwym pośmie­wi­skiem dla jego kole­gów, "Gacio­man", zdaje się, że tak na niego mówili. Tamci dwaj chłopcy, pastwili się nad dena­tem. Miarka się prze­brała, kiedy gów­nia­rze wybili szybę w oknie, resztę znamy ze zdję­cia. Kobieta zor­ga­ni­zo­wała przy­ję­cie uro­dzi­nowe dla syna, na które zapro­siła tych dwóch łobu­zów. Kiedy przy­szli, udu­siła ich sznur­kiem i posa­dziła przy stole jako swo­isty pre­zent dla sole­ni­zanta. Następ­nie ich ciała ukryła w zsy­pie na węgiel! Straszne, co on musiał wtedy czuć?! – zauważył policjant i pochylił głowę.
  – Wszystko ładnie, pięknie. – Detektyw nie dał się tak łatwo zbyć. – Mnie jednak zasta­na­wia jeszcze jedna rzecz, to co napisał na czacie. Komu on udzielał odpowiedzi, skoro tam widać tylko jego rozmowę?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(03-11-2015, 15:01)doranna2 napisał(a): Hej, hej Gacio­man!
   Ty to lubisz, ja to wiem!
   On do łóżeczka biec już musi!
   By poło­żyć się na mamusi podusi!(Tak nie wyglądają cudzysłowy polskie)

– Co się ze mną dzieje? Chyba już sta­rość daje o sobie znać?!(Bez znaku zapytania – to nie pytanie)

   Zapa­lił nocną lampkę, budzik wska­zy­wał godzinę pierwszą. Piąta noc, piąta noc z rzędu, jak(gdy/kiedy – "jak" służy do porównań) budził się o tej samej porze, (zbędny przecinek) przez ten sam głupi sen.

   – Muszę wybrać się do leka­rza... – postanowił w duchu, zapinając odpięty guzik przy piża­mie: "Nie można sobie fol­go­wać, nawet jeżeli cho­dzi o strój nocny!"(To też nie jest polski cudzysłów). Tak zawsze mówiła jego mama i Zyg­fryd Kozłow­ski na całe życie, (zbędny przecinek)zapa­mię­tał sobie te nauki.

   Przytrzymując się barierki, wolno zszedł na dół, (zbędny przecinek)po trzeszczących drewnianych schodach. Następnie skręcił w prawo i popchnął wahadłowe drzwi, które zaprowadziły go do kuchni.

Białe(przecinek) już dawno(od dawna) nie­modne szafki, (zbędny przecinek)błysz­czały czy­sto­ścią. Teraz skierował się do jed­nej z nich i wycią­gnął kubek z napi­sem „uśmiech­nij się”. Stara chłodziarka,(zbędny przecinek) posłusz­nie roz­bły­sła świa­tłem. Nalał sobie mleko, usiadł przy kuchen­nym stole i zapatrzył się przed siebie. Kiedy skoń­czył (Kiedy skończył patrzeć przed siebie, jak rozumiem? Tak by wynikało z tego zdania), umył naczy­nie, porząd­nie je wytarł, a następnie ponow­nie umie­ścił na półce.

   Podszedł do biurka, zapa­lił nocną lampkę, korespondencja leżała na biurku. (na blacie)

Jak zwy­kle, (zbędny przecinek)przeważały rachunki. (Lepiej, gdyby to było połączone przecinkiem w jedno zdanie) Choć tym razem cze­kała go także miła nie­spo­dzianka: "Ma pan nadpłatę w wysokości 2 zł", (zbędny przecinek)uprzejmie informował dostawca prądu.

Ele­gancki nożyk roz­ciął kopertę, wyciągnął białą kartkę z czarnym nadrukiem i zaczął czytać. (O, kurczę, też chcę nożyk, który sam będzie rozcinał koperty, wyciągał z nich kartki i czytał :p)

" (zbędna spacja – i w ogóle po co tu ten cudzysłów otwierający?)Fun­da­cja „Nasze Dzieci” (zbędny przecinek – skąd pomysł na przecinek między orzeczeniem a podmiotem?)słała podzię­ko­wa­nie za pamięć, a także kolejną wpłatę na rzecz małych sie­rot"(I po co ten zamykający? To przecież nie jest cytat. Swoją drogą – to nadal nie jest polski cudzysłów, tylko ten w nazwie fundacji jest właściwy). W środku była jesz­cze nie­spo­dzianka.

Choć od dwóch lat był na eme­ry­tu­rze, o czym przy­po­mi­nał prezent od jego byłych uczniów w postaci popier­sia jakie­goś nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nego męż­czy­zny. (przecinek zamiast kropki, dalej od małej litery – to musi być jedno zdanie) Na­dal pomagał uniwersyteckiej spo­łecz­no­ści. Teraz wszedł na stronę uczelni i zalo­go­wał się(Nie zostawia się "się" na końcu zdania). Miał nadzieję, że ktoś z pra­cowników,(zbędny przecinek) też nie śpi(nie spał – czas narracji).

   – Nie­stety – zamruczał pod nosem. – Tylko ja mam tak mało oleju w gło­wie, by o tej godzi­nie,(zbędny przecinek) sie­dzieć przed kom­pu­terem!
   – Może mała whi­sky? – zapro­po­no­wał sobie w myślach, pod­chodząc do barku. (Skoro zaproponował to sobie w myślach, zatem nie na głos, nie powinno być to zapisane jak wypowiedź, czyli w nowej linijce od myślnika, ale jak myśl. Czyli w cudzysłowie, kursywą albo bez niczego, choć za tym ostatnim akurat niezbyt przepadam)

    Spraw­dził(przecinek) jakie plo­teczki roz­sie­wają(rozsiewali) stu­denci, jakie plany mają(mieli) inni wykładowcy. Stwier­dził, że to nie jest(było) nic tak waż­nego, co mogłoby go odcią­gnąć od łóżka i posta­no­wił wyłą­czyć kom­pu­ter.

   – Dryn! –  (Zapisałabym bez myślników, bo to nie jest dialog) W ciszy nocnej(nocnej ciszy – lepiej zabrzmi. No, chyba że chodzi ci o czas między 6.00 a 22.00, podczas gdy w blokach nie można hałasować :P), (zbędny przecinek)sygnał czatu zadźwię­czał jak wystrzał armatni.

   Man: Czę­sto tak masz? – Nieznajomy zadał pytanie. (Skoro już zapisujesz w takiej "czatowej" formie, to lepiej będzie, jeśli będziesz się tej jednej formy trzymać, a nie mieszać ją ze standardowym zapisem dialogu. Zatem to po myślniku zbędne)

   Zyg­fryd: Ostat­nio czę­sto, to już ten wiek(przecinek) hehe.. (Wiem, że to wypowiedź na czacie i w ogóle, ale i tak bym to poprawiła. A, i wielokropek ma trzy kropki, nie dwie. Chyba że to miała być zwykła kropka)

Sygnał wia­do­mo­ści znowu zadźwię­czał(kropka)

Man: Chcesz poznać tajem­nicę? – odpowiedział pytaniem. (Znowu to samo. Trzymaj się jednej formy)

   Zyg­fryd: Tajem­nicę? Jaką tajem­nicę?! Dzie­kan coś zma­lo­wał?! – wysi­lił się na żart, pod wpły­wem rozgrzewającego go alko­holu.
Dryn! (Jak wyżej)

Zyg­fryd: Dobrze, a zatem, (zbędny przecinek)co ja tam ukry­wam?!
 
  Zły na sie­bie, że dał się wcią­gnąć w te durne gatki(W sensie takie spodenki? Czy też chodziło o "gadki"?), już chciał ją ponow­nie umie­ścić na miej­scu, kiedy przy­szedł mu do głowy jesz­cze jeden pomysł.

Nie wiedział dlaczego, ale właściwie czuł irracjonalny strach przed tym, co może(mogła – czas narracji) zawierać. Po chwili uspokoił oddech i z pra­wie nabożną czcią, (zbędny przecinek)zaj­rzał do środka. '

Przyjrzał się szczegłom(szczegółom). Siedział przy stole w jadalni, przed nim stał tort, dzie­więć świe­czek zdradzało wiek solenizanta. Miał jakiś(jakichś) małych gości, przynajmniej dwóch, ale widoczne były tylko dłonie, boki zdjęcia zostały przycięte.

   ”Hej, hej Gacio­man!
   Ty to lubisz, ja to wiem!
   On do łóżeczka biec już musi!
   By poło­żyć się na mamusi podusi! „(To nie jest polski cudzysłów)

   Man: Znajdź to, co otwiera – Nieznajomy nie silił się na wytłumaczenia. (Znów ta sama uwaga co wcześniej)
   Zyg­fryd: Nie wiem (przecinek)do czego pasuje, może do jakiejś skrytki w banku?!
   Man: Szu­kaj tam(przecinek) gdzie ni­gdy nie zaglą­dasz!

Od momentu(przecinek) kiedy był tu ostatni raz, minęło ponad pięć­dzie­siąt lat. To zawsze było królestwo jego matki, po jej śmierci nikt tu nie zaglądał.

Pajęczyny zwisały z każdego kąta, a unoszący się kurz, (zbędny przecinek)gryzł w gardło.

– Sły­szysz mnie(przecinek) dupku z kom­pu­tera?! Nie ma tu tajemnych przejść!

Mieszanka złości połączonej z frustracją, (zbędny przecinek)przejęła nad nim kontrolę. Zaczął cho­dzić po piw­nicy i zrzu­cał wszystko, co mu się nawi­nęło pod rękę. (Dziwna mi się wydaje ta jego reakcja – o ile nie wywołała jej żadna "tajemnicza siła" to jest ona jak dla mnie mocno przesadzona)

W kon­tak­cie z zie­mią,(zbędny przecinek) roz­trza­skała się na mniej­sze kawałki. Nie zwrócił na to uwagi, teraz patrzył na drzwiczki do sta­rego, już od dawna nie uży­wa­nego(nieużywanego) zsypu na węgiel. Meta­lowe wrota("wrota" to jak dla mnie nieodpowiednie określenie na drzwiczki do zsypu, lepsza będzie  "klapka"/ "klapa" czy coś w tym guście) zamknięto na kłódkę.

On(zbędne) już wie­dział, co jest w środku…


   – Nic dziwnego, od dwóch tygo­dni wisiał na stry­chu. Gdyby nie jego zna­jomi(przecinek) pew­nie jesz­cze,(zbędny przecinek) by tu dyn­dał – odpowie­dział poli­cjant.

Zahu­kany chłop­czyk stał się łatwym pośmie­wi­skiem dla jego kole­gów, "Gacio­man"(przecinek) zdaje się, że tak na niego mówili. Tamci dwaj chłopcy, (zbędny przecinek)pastwili się nad dena­tem.

   – Wszystko ładnie, pięknie(kropka) – Detektyw nie dał się tak łatwo zbyć. – Mnie jednak zasta­na­wia jeszcze jedna rzecz, (lepszy będzie dwukropek) to (przecinek)co napisał na czacie. Komu on udzielał odpowiedzi, jak(skoro/jeśli) tam widać tylko jego rozmowę?
Ok, przeczytane.

W całym tekście nie ma ani jednego akapitu. Powinny być one przy przechodzeniu do nowej linijki oraz przed myślnikami otwierającymi dialogi. Wstawia się je tagiem [p.] bez kropki – skopiowanie sobie tego i wstawienie tam, gdzie trzeba, to naprawdę żadna robota.
Pilnuj też kwestii przecinków – rozumiem, że interpunkcja to niełatwa sprawa, ale czasem zdecydowanie lepiej nie dać niż dać i sprawić, że zdanie będzie brzmiało nienaturalnie.

Sam tekst nieszczególnie mnie porwał, wydał mi się dość przewidywalny. W momencie rozmowy z tajemniczym kimś już wiedziałam, że bohater źle skończy. Niemniej samo zakończenie poprawiło moją ocenę tekstu, bo całkiem mnie zaciekawiło, zwłaszcza niewyjaśniona sprawa tego rozmówcy z czatu pozostawiająca pole do snucia domysłów. Cała reszta natomiast dosyć mnie znudziła – opisy codziennych czynności wydały mi się monotonne, zwłaszcza że napisane zostały niezbyt porywającym w moim odczuciu językiem. Niektóre informacje wydały mi się całkiem zbędne.
Średnio spodobało mi się wprowadzenie motywu tej piwnicy – pojawiła się ona tak "znikąd", wcześniej w ogóle nie było o niej nawet wzmianki, o ile nie umknęła mi jakaś informacja. Dlatego też nie wzbudziła we mnie poczucia grozy, a sądzę, że takowe by się przydało. Wydaje mi się, że lepsze wrażenie odniosłabym, gdyby wpleść tę piwnicę we wcześniejsze nudnawe opisy, na przykład że bohater jak zwykle unikał spoglądania w jej stronę albo że wzdrygnął się, gdy przez przypadek na nią zerknął. No i według mnie dobrze byłoby dodać więcej emocji tego pana – obecnie zszedł do tej piwnicy dosyć beznamiętnie.

Tyle ode mnie. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
(04-11-2015, 18:24)Vetala napisał(a):
(03-11-2015, 15:01)doranna2 napisał(a): Hej, hej Gacio­man!
   Ty to lubisz, ja to wiem!
   On do łóżeczka biec już musi!
   By poło­żyć się na mamusi podusi!(Tak nie wyglądają cudzysłowy polskie)

– Co się ze mną dzieje? Chyba już sta­rość daje o sobie znać?!(Bez znaku zapytania – to nie pytanie)

   Zapa­lił nocną lampkę, budzik wska­zy­wał godzinę pierwszą. Piąta noc, piąta noc z rzędu, jak(gdy/kiedy – "jak" służy do porównań) budził się o tej samej porze, (zbędny przecinek) przez ten sam głupi sen.

   – Muszę wybrać się do leka­rza... – postanowił w duchu, zapinając odpięty guzik przy piża­mie: "Nie można sobie fol­go­wać, nawet jeżeli cho­dzi o strój nocny!"(To też nie jest polski cudzysłów). Tak zawsze mówiła jego mama i Zyg­fryd Kozłow­ski na całe życie, (zbędny przecinek)zapa­mię­tał sobie te nauki.

   Przytrzymując się barierki, wolno zszedł na dół, (zbędny przecinek)po trzeszczących drewnianych schodach. Następnie skręcił w prawo i popchnął wahadłowe drzwi, które zaprowadziły go do kuchni.

Białe(przecinek) już dawno(od dawna) nie­modne szafki, (zbędny przecinek)błysz­czały czy­sto­ścią. Teraz skierował się do jed­nej z nich i wycią­gnął kubek z napi­sem „uśmiech­nij się”. Stara chłodziarka,(zbędny przecinek) posłusz­nie roz­bły­sła świa­tłem. Nalał sobie mleko, usiadł przy kuchen­nym stole i zapatrzył się przed siebie. Kiedy skoń­czył (Kiedy skończył patrzeć przed siebie, jak rozumiem? Tak by wynikało z tego zdania), umył naczy­nie, porząd­nie je wytarł, a następnie ponow­nie umie­ścił na półce.

   Podszedł do biurka, zapa­lił nocną lampkę, korespondencja leżała na biurku. (na blacie)

Jak zwy­kle, (zbędny przecinek)przeważały rachunki. (Lepiej, gdyby to było połączone przecinkiem w jedno zdanie) Choć tym razem cze­kała go także miła nie­spo­dzianka: "Ma pan nadpłatę w wysokości 2 zł", (zbędny przecinek)uprzejmie informował dostawca prądu.

Ele­gancki nożyk roz­ciął kopertę, wyciągnął białą kartkę z czarnym nadrukiem i zaczął czytać. (O, kurczę, też chcę nożyk, który sam będzie rozcinał koperty, wyciągał z nich kartki i czytał :p)

" (zbędna spacja – i w ogóle po co tu ten cudzysłów otwierający?)Fun­da­cja „Nasze Dzieci” (zbędny przecinek – skąd pomysł na przecinek między orzeczeniem a podmiotem?)słała podzię­ko­wa­nie za pamięć, a także kolejną wpłatę na rzecz małych sie­rot"(I po co ten zamykający? To przecież nie jest cytat. Swoją drogą – to nadal nie jest polski cudzysłów, tylko ten w nazwie fundacji jest właściwy). W środku była jesz­cze nie­spo­dzianka.

Choć od dwóch lat był na eme­ry­tu­rze, o czym przy­po­mi­nał prezent od jego byłych uczniów w postaci popier­sia jakie­goś nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nego męż­czy­zny. (przecinek zamiast kropki, dalej od małej litery – to musi być jedno zdanie) Na­dal pomagał uniwersyteckiej spo­łecz­no­ści. Teraz wszedł na stronę uczelni i zalo­go­wał się(Nie zostawia się "się" na końcu zdania). Miał nadzieję, że ktoś z pra­cowników,(zbędny przecinek) też nie śpi(nie spał – czas narracji).

   – Nie­stety – zamruczał pod nosem. – Tylko ja mam tak mało oleju w gło­wie, by o tej godzi­nie,(zbędny przecinek) sie­dzieć przed kom­pu­terem!
   – Może mała whi­sky? – zapro­po­no­wał sobie w myślach, pod­chodząc do barku. (Skoro zaproponował to sobie w myślach, zatem nie na głos, nie powinno być to zapisane jak wypowiedź, czyli w nowej linijce od myślnika, ale jak myśl. Czyli w cudzysłowie, kursywą albo bez niczego, choć za tym ostatnim akurat niezbyt przepadam)

    Spraw­dził(przecinek) jakie plo­teczki roz­sie­wają(rozsiewali) stu­denci, jakie plany mają(mieli) inni wykładowcy. Stwier­dził, że to nie jest(było) nic tak waż­nego, co mogłoby go odcią­gnąć od łóżka i posta­no­wił wyłą­czyć kom­pu­ter.

   – Dryn! –  (Zapisałabym bez myślników, bo to nie jest dialog) W ciszy nocnej(nocnej ciszy – lepiej zabrzmi. No, chyba że chodzi ci o czas między 6.00 a 22.00, podczas gdy w blokach nie można hałasować :P), (zbędny przecinek)sygnał czatu zadźwię­czał jak wystrzał armatni.

   Man: Czę­sto tak masz? – Nieznajomy zadał pytanie. (Skoro już zapisujesz w takiej "czatowej" formie, to lepiej będzie, jeśli będziesz się tej jednej formy trzymać, a nie mieszać ją ze standardowym zapisem dialogu. Zatem to po myślniku zbędne)

   Zyg­fryd: Ostat­nio czę­sto, to już ten wiek(przecinek) hehe.. (Wiem, że to wypowiedź na czacie i w ogóle, ale i tak bym to poprawiła. A, i wielokropek ma trzy kropki, nie dwie. Chyba że to miała być zwykła kropka)

Sygnał wia­do­mo­ści znowu zadźwię­czał(kropka)

Man: Chcesz poznać tajem­nicę? – odpowiedział pytaniem. (Znowu to samo. Trzymaj się jednej formy)

   Zyg­fryd: Tajem­nicę? Jaką tajem­nicę?! Dzie­kan coś zma­lo­wał?! – wysi­lił się na żart, pod wpły­wem rozgrzewającego go alko­holu.
Dryn! (Jak wyżej)

Zyg­fryd: Dobrze, a zatem, (zbędny przecinek)co ja tam ukry­wam?!
 
  Zły na sie­bie, że dał się wcią­gnąć w te durne gatki(W sensie takie spodenki? Czy też chodziło o "gadki"?), już chciał ją ponow­nie umie­ścić na miej­scu, kiedy przy­szedł mu do głowy jesz­cze jeden pomysł.

Nie wiedział dlaczego, ale właściwie czuł irracjonalny strach przed tym, co może(mogła – czas narracji) zawierać. Po chwili uspokoił oddech i z pra­wie nabożną czcią, (zbędny przecinek)zaj­rzał do środka. '

Przyjrzał się szczegłom(szczegółom). Siedział przy stole w jadalni, przed nim stał tort, dzie­więć świe­czek zdradzało wiek solenizanta. Miał jakiś(jakichś) małych gości, przynajmniej dwóch, ale widoczne były tylko dłonie, boki zdjęcia zostały przycięte.

   ”Hej, hej Gacio­man!
   Ty to lubisz, ja to wiem!
   On do łóżeczka biec już musi!
   By poło­żyć się na mamusi podusi! „(To nie jest polski cudzysłów)

   Man: Znajdź to, co otwiera – Nieznajomy nie silił się na wytłumaczenia. (Znów ta sama uwaga co wcześniej)
   Zyg­fryd: Nie wiem (przecinek)do czego pasuje, może do jakiejś skrytki w banku?!
   Man: Szu­kaj tam(przecinek) gdzie ni­gdy nie zaglą­dasz!

Od momentu(przecinek) kiedy był tu ostatni raz, minęło ponad pięć­dzie­siąt lat. To zawsze było królestwo jego matki, po jej śmierci nikt tu nie zaglądał.

Pajęczyny zwisały z każdego kąta, a unoszący się kurz, (zbędny przecinek)gryzł w gardło.

– Sły­szysz mnie(przecinek) dupku z kom­pu­tera?! Nie ma tu tajemnych przejść!

Mieszanka złości połączonej z frustracją, (zbędny przecinek)przejęła nad nim kontrolę. Zaczął cho­dzić po piw­nicy i zrzu­cał wszystko, co mu się nawi­nęło pod rękę. (Dziwna mi się wydaje ta jego reakcja – o ile nie wywołała jej żadna "tajemnicza siła" to jest ona jak dla mnie mocno przesadzona)

W kon­tak­cie z zie­mią,(zbędny przecinek) roz­trza­skała się na mniej­sze kawałki. Nie zwrócił na to uwagi, teraz patrzył na drzwiczki do sta­rego, już od dawna nie uży­wa­nego(nieużywanego) zsypu na węgiel. Meta­lowe wrota("wrota" to jak dla mnie nieodpowiednie określenie na drzwiczki do zsypu, lepsza będzie  "klapka"/ "klapa" czy coś w tym guście) zamknięto na kłódkę.

On(zbędne) już wie­dział, co jest w środku…


   – Nic dziwnego, od dwóch tygo­dni wisiał na stry­chu. Gdyby nie jego zna­jomi(przecinek) pew­nie jesz­cze,(zbędny przecinek) by tu dyn­dał – odpowie­dział poli­cjant.

Zahu­kany chłop­czyk stał się łatwym pośmie­wi­skiem dla jego kole­gów, "Gacio­man"(przecinek) zdaje się, że tak na niego mówili. Tamci dwaj chłopcy, (zbędny przecinek)pastwili się nad dena­tem.

   – Wszystko ładnie, pięknie(kropka) – Detektyw nie dał się tak łatwo zbyć. – Mnie jednak zasta­na­wia jeszcze jedna rzecz, (lepszy będzie dwukropek) to (przecinek)co napisał na czacie. Komu on udzielał odpowiedzi, jak(skoro/jeśli) tam widać tylko jego rozmowę?
Ok, przeczytane.

W całym tekście nie ma ani jednego akapitu. Powinny być one przy przechodzeniu do nowej linijki oraz przed myślnikami otwierającymi dialogi. Wstawia się je tagiem [p.] bez kropki – skopiowanie sobie tego i wstawienie tam, gdzie trzeba, to naprawdę żadna robota.
Pilnuj też kwestii przecinków – rozumiem, że interpunkcja to niełatwa sprawa, ale czasem zdecydowanie lepiej nie dać niż dać i sprawić, że zdanie będzie brzmiało nienaturalnie.

Sam tekst nieszczególnie mnie porwał, wydał mi się dość przewidywalny. W momencie rozmowy z tajemniczym kimś już wiedziałam, że bohater źle skończy. Niemniej samo zakończenie poprawiło moją ocenę tekstu, bo całkiem mnie zaciekawiło, zwłaszcza niewyjaśniona sprawa tego rozmówcy z czatu pozostawiająca pole do snucia domysłów. Cała reszta natomiast dosyć mnie znudziła – opisy codziennych czynności wydały mi się monotonne, zwłaszcza że napisane zostały niezbyt porywającym w moim odczuciu językiem. Niektóre informacje wydały mi się całkiem zbędne.
Średnio spodobało mi się wprowadzenie motywu tej piwnicy – pojawiła się ona tak "znikąd", wcześniej w ogóle nie było o niej nawet wzmianki, o ile nie umknęła mi jakaś informacja. Dlatego też nie wzbudziła we mnie poczucia grozy, a sądzę, że takowe by się przydało. Wydaje mi się, że lepsze wrażenie odniosłabym, gdyby wpleść tę piwnicę we wcześniejsze nudnawe opisy, na przykład że bohater jak zwykle unikał spoglądania w jej stronę albo że wzdrygnął się, gdy przez przypadek na nią zerknął. No i według mnie dobrze byłoby dodać więcej emocji tego pana – obecnie zszedł do tej piwnicy dosyć beznamiętnie.

Tyle ode mnie. :)

Dziękuję za poprawę, przecinki to rzeczywiście moja pieta Achillesowa, choć staram się nad tym pracować. I fajnie, że napisałaś o tym czacie, ile ja o tym myślałam, czy dobrze robię, przyjmując taką formę:) Co do tekstu, to wiadomo. Jednym się podoba, drugim nie. Chciałam, by jego życie wydawało się nudne i monotonne jak przeciętnego obywatela, choć jego koniec wcale nie był nudny:) O piwnicy rzeczywiście powinnam wspomnieć, będę pamiętać na przyszłość. Pozdrawiam :)
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości